Mentionsy
#45 Co się wydarzyło w Lawrenceville?
Media. Obrońcy prawdy czy twórcy iluzji? Bez nich, nie usłyszelibyśmy o tej historii. To one uruchomiły lawinę wątpliwości, zmusiły do zadania pytań, których wcześniej nikt nie odważył się wypowiedzieć na głos. Ale to również media dopisały jej zakończenie, wobec którego wciąż jest tak wiele wątpliwości.
Artykuł 148 – Podcast kryminalny
🎙 Autor podcastu (research, scenariusz, tekst, głos): Adriana Gołębiowska
🛠 Produkcja: Filip Łyszczek
► https://artykul148.pl
(⚠️ sprawdzajcie regularnie, bo tam znajdziecie niedługo informacje o nadchodzących odcinkach ⚠️)
DOŁĄCZ DO MNIE NA 👇🏻👇🏻👇🏻:
► https://www.facebook.com/artykul148
► https://instagram.com/artykul148
Materiały źródłowe:
■ https://tinyurl.com/y75wmxb4
■ https://tinyurl.com/4ywydudr
■ https://tinyurl.com/mm56jm8n
■ https://tinyurl.com/zszbadhe
■ https://tinyurl.com/5p9astnw
■ https://tinyurl.com/4km5cjmz
■ https://tinyurl.com/y4n2v94f
■ https://tinyurl.com/2uf2y8rw
■ https://tinyurl.com/4zeacxwy
■ https://tinyurl.com/3hkf84xc
■ https://tinyurl.com/mtfbyest
■ https://tinyurl.com/4e7zhyf2
■ https://tinyurl.com/37s7d243
■ https://tinyurl.com/d9pkr7wk
■ https://tinyurl.com/avxb46tz
#audiobook #opowieścikryminalne #podcastkryminalny
Szukaj w treści odcinka
Media.
To one uruchomiły lawinę pytań, których wcześniej nikt nie odważył się wypowiedzieć na głos.
Ale to również media dopisały jej zakończenie, wobec którego wciąż jest tak wiele wątpliwości.
Poniedziałek, 13 października 1997 roku.
Bez chwili zwłoki przekręca zamek i dostrzega na progu swojego domu rozhistoryzowaną i wymachującą rękoma bosą sąsiadkę, ubraną jedynie w biały t-shirt i majtki.
– Julie, natychmiast powiedz mi, co się stało!
Giulio znajmia jednym tchem, przekrzykując wciąż niespokojne zwierzęta.
Julie zaczyna opowiadać, że obudził ją krzyk, a następnie, że walczyła z intruzem, który ostatecznie odszedł w kierunku ich domu.
Lecz ta nie zdąży jej nawet odpowiedzieć, bo ponowne walenie do drzwi paraliżuje całą trójkę.
I rzeczywiście, wraz z otwarciem drzwi staje twarzą w twarz z sąsiadem, rozjuszonym Terelem Seedem, nazywanym przez wszystkich makiem.
Widok kobiet wyraźnie go uspokaja, a ubrany jedynie w bieliznę mężczyzna tłumaczy, że obudziło go dochodzące z ich domu wołanie o pomoc i ujadanie psów.
Wreszcie i jemu kobieta pokrótce opowiada tę mrożącą krew w żyłach historię, która wydarzyła się przed kilkoma minutami.
Na szczęście niedługo później ryk nadjeżdżających policyjnych syren zwiastuje nadchodzącą pomoc.
Annette Edgin i zastępca szeryfa, Dennis York.
Jork, nie czekając ani chwili dłużej, przywołuje do kobiety medyków, po czym razem z partnerką wychodzą na zewnątrz.
Od ataku minęło zaledwie kilkanaście minut i choć napastnik najpewniej nie uciekł daleko, policjanci nie liczą, że wciąż jest w sąsiedztwie.
Z wyciągniętą przed siebie bronią cicho wchodzi do pomieszczenia.
To pewnie Joel, myśli kiedy ostrożnie mija oparte o ścianę tuż pod zdjęciami kij do bejsbola.
Nieśmiałe światło wschodzącego słońca obnaża przed nim to pomieszczenie.
Odruchowo sięga do jego szyi, na której ledwo wyczuwa słaby puls.
Nie przerywając resuscytacji nawet na moment słyszy jak policjantka idzie przez korytarz, jak zatrzymuje się przed nożem, aż wreszcie zagląda do wnętrza sypialni.
Tu, mówi między jednym a drugim wdechem, a kobieta staje obok niego i na kilka sekund zamiera.
W czasie, gdy York nie przestaje reanimować Joella, Annette przeszukuje każde z pomieszczeń tej niewielkiej nieruchomości, tak by zgodnie z prawem mogli tam wejść medycy.
W końcu postawny ratownik jednym ruchem odsuwa łóżko od ściany, by zrobić dla siebie więcej miejsca i przyjmuje od policjanta Joella, a Sean biegnie z powrotem do karetki po monitor serca i butle z tlenem.
To Annette Edgin zostaje wyznaczona do tego, by przekazać matce Joella tę druzgocącą wiadomość.
Gdy funkcjonariuszka ponownie wchodzi do domu sąsiadek, Julie siedzi na sofie w towarzystwie swoich rodziców, którzy dotarli tam zaraz po otrzymaniu od córki telefonu o napaści.
Jej rany i ogólny stan nie wymagają transportu medycznego.
Policjant kłamie, że o niczym nie ma pojęcia, w nadziei, że może podczas ich rozmowy Julie przypomni sobie coś, o czym jeszcze im nie powiedziała.
Ale jak tylko drzwi samochodu się za nimi zamykają, kobieta jedynie zadaje policjantowi kolejne pytania.
W niedzielę spali dość długo, a potem zjedli lunch z jej rodzicami.
Następnie skontaktowała się z byłym mężem, prosząc o to, by chłopiec mógł pobyć z nią jeszcze jeden dzień, zważywszy, że w poniedziałek było święto, dzień Kolumba, i nie musiał iść do szkoły.
I około 22.30 powiedział, że boli go brzuch i chce iść spać.
Trochę pofolgowaliśmy w weekend ze słodyczami i śmieciowym jedzeniem, więc nie byłam tym specjalnie zaniepokojona.
Dzieci przyjaciółki też przysypiały już na kanapie, więc tuż przed północą, mimo próśb, by zostali na noc, trena opuściła jej dom.
Wtedy właśnie zawołała go po imieniu, a z mroku, z drugiej strony pomieszczenia, ktoś wskoczył na łóżko, a następnie przewrócił ją i zaczął uciekać.
Od tego momentu pamięta już tylko fragmenty, ma w głowie jedynie przebłyski tamtych wydarzeń.
Kiedy wreszcie znaleźli się w garażu, nieustannie szamocący się z nią napastnik łokciem wybił przeszklenie w kolejnym skrzydle drzwiowym, tym razem prowadzącym bezpośrednio na zewnątrz.
I ich pojedynek przeniósł się do ogrodu.
Te słowa widocznie szokują śledczych, bo trudno im pogodzić brutalny obraz z miejsca zbrodni z myślą, że mógł stać za tym ktoś tak młody.
Detektywi proszą jeszcze Julie, by poczekała na rysownika, mającego stworzyć portret pamięciowy mordercy, a ona sugeruje im, że w międzyczasie powinni jak najszybciej skontaktować się z Lenem, jej byłym mężem, który może mieć z tą tragedią coś wspólnego.
Kobieta nie wie jednak, że oni już to zrobili, a mieszkający w oddalonym o 70 kilometrów od jej domu Charleston mężczyzna ma alibi na czas śmierci swojego syna.
Kompletnie załamany ojciec, zapytany tego dnia przez policjantów o relację z byłą żoną, również nie był szczególnie entuzjastyczny i odparł, że od dawna jedyne w czym się zgadzają to fakt, że ich syn był niezwykły.
Niedługo później rodzina Ray wróciła do Stanów Zjednoczonych.
Przez kolejne lata odwiedzali ojczyznę tylko od czasu do czasu.
To właśnie podczas jednej z takich wizyt zupełnie niepostrzeżenie między Lenem i Julie pojawiło się uczucie.
Jeszcze przed osiągnięciem dorosłości postanowili, że chcą iść przez życie razem.
Choć początkowo przyznano im naprzemienną, to na dwa miesiące przed rozpoczęciem roku szkolnego i przed śmiercią Joela, sąd powierzył bieżącą opiekę nad dzieckiem ojcu.
Julie nie mogła się z tym pogodzić i próbowała się od tej decyzji odwołać, lecz bez rezultatu Sędzia wziął pod uwagę nie tylko stabilną sytuację rodzinną ojca, ale i jego sytuację zawodową Udzielał się w kościele, był liderem sprzedaży w branżu ubezpieczeń i właśnie otwierał swoją własną działalność Dla kontrastu, Julie w oczach sądu była nie tylko samotna, lecz także pochłonięta pracą naukową
Nie ona jednak odwoziła i odbierała Joella od ojca.
Joel odziedziczył po rodzicach wszystko co najlepsze.
Marzył, że zostanie kiedyś programistą, że będzie testował gry wideo.
Nauczyciele opisywali go jako ucznia wybitnie uzdolnionego, a przede wszystkim niezwykle empatycznego, bezbronnego, otwartego, uważnego.
Len dowiedziawszy się o śmierci syna kompletnie się załamał.
Tuż przed czternastą parkują przed domem kobiety, którego teren zabezpieczono żółtą taśmą, a Richard, będący na miejscu już rano, prowadzi swojego partnera wprost na tyły domu.
Stamtąd przechodzą do następnych drzwi prowadzących bezpośrednio do kuchni połączonej z jadalnią.
Po wejściu do kuchni ich uwaga od razu przykuwa porządek, zupełnie nie przystający do tego, co pod tym dachem wydarzyło się zaledwie kilka godzin wcześniej.
Tylko to jedno puste miejsce w bloku z nożami przyprawia funkcjonariusze odreszcze.
Louis z największą precyzją pojedynczo wyciąga wciąż mokrą odzież i skrupulatnie przygląda się każdej z nich.
Nie odnajduje tam jednak niczego niepokojącego.
To brakujący nóż do steków z zestawu z kuchni, komentuje Kołdel, choć oboje doskonale o tym wiedzą.
Dodatkowo stał wtedy zwrócony do niej bokiem.
Kiedy opowiada Sefermanowi, że nie potrafi podać dokładnego opisu, funkcjonariusz sięga po przygotowany przez FBI album, w którym znajdują się setki szkiców twarzy, ust i oczu i prosi, by z tego zbioru Julie wybrała te, które najlepiej pasują do napastnika.
Siefferman wykonuje rysunek przedstawiający podejrzanego nie w tradycyjnym ujęciu en face, lecz z profilu, tak jak zapamiętała go matka Joella.
Kiedy Julie w końcu akceptuje ten portret pamięciowy, policja udostępnia go mediom, w nadziei, że ktoś z mieszkańców Lawrenceville rozpozna tę twarz.
Co oznacza tylko jedno.
Raport z sekcji zwłok dziesięciolatka porusza nawet najbardziej doświadczonych biorących udział w tym śledztwie.
A odpowiedzialny za autopsję dr John Heidingsfelder w swoim raporcie wyraża nadzieję, że dwukrotne przecięcie aorty mogło sprawić, iż Joel stracił przytomność już po 30 sekundach i nie cierpiał dłużej.
Na policję dzwoni mężczyzna, który dwa dni przed zabójstwem Joella miał spotkać w barze dziwnie zachowującego się nieznajomego.
Ten jednak był koło trzydziestki, więc nie mógł być opisywanym przez Julie Intruzan.
Po dwóch dniach od tych tragicznych wydarzeń z detektywami kontaktuje się też kasjerka pracująca na oddalonym o niemal 65 kilometrów od Lawrenceville dworcu i informuje, że właśnie sprzedała bilet nastolatkowi przypominającemu chłopaka z portretu pamięciowego.
Twierdzi, że nie miał wystarczającej gotówki na bilet do Newady, gdzie chciał odwiedzić matkę, więc zdecydowała się sprzedać mu tańszy.
Według niektórych wersji mieli wrócić później na imprezę w zakrwawionych ubraniach, a nóż ukryć pod podłogą szopy.
Śledczy ruszają więc i tym tropem, lecz pod żywirową posadzką nie znajdują żadnego śladu, a opowieść nieletnich o tym, że zabili kogoś na kanapie przed telewizorem, nijak nie pokrywa się z dowodami znalezionymi na miejscu zbrodni i szybko okazuje się stekiem wymyślonych bzdur.
Śledczy desperacko poszukują czegokolwiek, choćby najdrobniejszego szczegółu, którego mogliby się uchwycić.
Dlatego z uwagą reagują na telefon odebrany 17 października, tuż przed godziną 22 w dniu pogrzebu Joella.
Z policją kontaktuje się ratownik medyczny, Stuart Hawkins, wezwany do domu rodziców Julie, która doznała ataku paniki.
Medyk tłumaczy, że z kobietą nie ma żadnego kontaktu, że krzyczy, że wije się po podłodze, jakby była w transie, jakby z kimś toczyła walkę.
Na miejsce natychmiast zostaje wysłany funkcjonariusz Michael Medford.
Mówiła, że nie czuje się najlepiej i chce jak najszybciej odpocząć w łóżku, kiedy kilka godzin po pogrzebie zawieźli ją do szpitala, gdzie zdejmowano jej opatrunki.
Po powrocie do domu od razu się położyła, lecz niedługo później nagle wstała z kanapy i zaczęła się dziwnie zachowywać.
Tego samego dnia przyjeżdżają do jej mieszkania w Bloomington, by po raz kolejny opowiedziała im o wydarzeniach z nocy śmierci 10-latka.
W odpowiedzi na następne pytania tłumaczy, że nie sprawdziła pokoju syna, tylko pobiegła za mężczyzną, ponieważ błędnie założyła, że sprawców było co najmniej dwóch i skoro łóżko Joela było puste, to któryś z nich go stamtąd zabrał.
Jednak kiedy Julie ponownie przywołuje ich potyczkę w ogrodzie, ta zdaje się jeszcze bardziej zacięta niż podczas pierwszego przesłuchania.
Detektywi pytają ją również, czy wiedziała, że mężczyzna, z którym skonfrontowała się w sypialni syna, miał nóż, lecz ta szybko temu zaprzecza, dodając, że gdyby tak było, zachowałaby się zupełnie inaczej.
Proszę nam na koniec powiedzieć jeszcze, czy po położeniu syna do łóżka sprzątała pani w domu?
Presja społeczeństwa i mediów związana z tym, że na wolności grasuje morderca sprawia, że cały sztab specjalistów przydzielony do tej sprawy wraz z prokuratorem Michaelem Crowem na czele bezustannie ją analizują.
Niestety wszystko, co do tej pory udało im się zebrać, nie pozwala ani jednoznacznie jej oskarżyć, ani też całkowicie wykluczyć z kręgu podejrzanych.
Jednakże po tym, jak Julie siada naprzeciw nich w sali przesłuchań, wyjawiają, że nie jest to prawdziwy powód jej wezwania.
Bez końca pytają ją, dlaczego ktoś przyszedłby do jej domu po to tylko, by zabić jej dziesięcioletniego syna.
I jak to możliwe, że nie słyszała, jak potwór ten zadawał kilkanaście ciosów Joelowi, którego pokój oddzielał od jej sypialni jedynie stucentymetrowy korytarz.
Tracącej grunt pod nogami Julie, detektyw P. podsuwa plik zdjęć satelitarnych jej domu ze zmanipulowaną przez śledczych datą.
Kobieta w ciszy przegląda fotografie przedstawiające z lotu ptaka jej nieruchomość i przynależący do niej teren, rzekomo wykonany pomiędzy 4 a 4.30 nad ranem 13 października 1997.
Nic, odpowiada Julie patrząc to raz na jednego, to na drugiego detektywa.
Zaledwie kilka sekund później kobieta wreszcie uświadamia sobie, co funkcjonariusz ma na myśli i z miejsca zaczyna wycofywać się ze swoich poprzednich zeznań, upierając się, że do walki, którą stoczyła na podwórku mogło dojść przed czwartą nad ranem.
Jego ciało nieznacznie przesuwa się do przodu, głos łagodnieje, jakby próbował zburzyć barierę między nimi, jakby chciał podsunąć jej tę odpowiedź, gotową, czekającą tylko na potwierdzenie.
Jeśli będą chcieli się z nią kontaktować, mają to robić wyłącznie za pośrednictwem jej prawnika.
Zakończone fiaskiem przesłuchanie nie tylko komplikuje dalszy kontakt z główną podejrzaną, ale też odbiera śledczym ostatnią nadzieję na szybkie postawienie zarzutów.
Tylko śledczy wciąż zdają się być w tym samym miejscu, nie spuszczając oka ze swojej głównej podejrzanej, która na stałe przeniosła się do oddalonego półtorej godziny jazdy samochodem Bloomington, w którym kontynuuje studia doktoranckie z psychologii.
Detektywi kilkukrotnie bez zapowiedzi odwiedzają ją w domu i na Uniwersytecie Indiany, gdzie rozpoczęła pracę wykładowcy.
Kiedy znów z nią rozmawiają, skarży im się, że nie może znieść samotności, że jest przerażona codziennością, właściwie nie sypia i ma za sobą kilka ataków paniki.
Niedługo później Julie idzie na randkę w ciemno.
Ona i poznany podczas niej Mark Harper zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia i niedługo potem pobierają.
Ed Parkinson, nowy prokurator przydzielony do jej sprawy.
I 12 października 2000 roku, w przeddzień trzeciej rocznicy śmierci Joella,
Za oskarżenie odpowiada dwóch prokuratorów, David Rantz oraz Ed Parkinson.
Byli bardzo młodzi i choć nie planowali jeszcze wtedy dzieci, niedługo później na świat przyszedł ich synek.
Tłumaczyła wnikom, których wzrok natychmiast po usłyszeniu tych słów odwraca się od zeznającego i wbija w ramię siedzącej obok nich oskarżonej.
Miesiąc przed porodem oznajmiła mu, że marzy, by ich synek miał urodziny tego samego dnia, co tatuś.
Wtedy też malec zamieszkał z nim, a z matką spędzał wszystkie weekendy, cztery tygodnie wakacji i święta.
Miało to miejsce na dwa miesiące przed śmiercią Joela.
12 października kobieta skontaktowała się z nim, prosząc, by synek mógł zostać na noc, bo kolejnego dnia ze względu na święto nie szedł do szkoły.
Zapytany przez prokuratora, czy Julie była agresywna, przytakuje Wpadała w furię bez powodu, rzucała talerzami, czasem nożami Nieraz zupełnie bez powodu albo z takiego, że właśnie pojawiłem się w drzwiach Wyjaśnia Czy był pan kiedykolwiek w tym domu, w którym doszło do morderstwa?
Parkinson docieka na koniec, a Len temu zaprzecza
Tłumaczy, że wybór środy jako daty ślubu nie miał żadnego ukrytego znaczenia, a wynikał jedynie z obowiązków kościelnych, które Leonard pełnił w swojej wspólnocie.
Ten jednak z pewną rezerwą odpowiada, że jeśli już, to pracował w niedzielę, nie soboty i bez trudu mógłby wziąć dzień wolny.
Ale zanim emocje na sali opadną, adwokat zadaje kolejne pytanie, tym razem bardziej bezpośrednie.
Czy kiedykolwiek uderzył pan w swoją żonę?
Po chwili z niechęcią przyznaje, że doszło do jednej takiej sytuacji.
Wspomina ich rozmowę telefoniczną na dzień przed porodem i litry wypijanej przez Julie mikstury, by do rozwiązania doszło dokładnie w dziewiętnaste urodziny jej męża.
Niedługo po ślubie pary jechała za nimi swoim samochodem.
W pewnym momencie ich auto zaczęło nagle zjeżdżać to na jedną, to na drugą stronę, jakby ktoś szarpał za kierownicę.
Wyszedł z niej dopiero wieczorem, by się z nią pożegnać i miał na szyi głębokie zadrapanie.
Annette Edgin przytacza jak tej nocy wyglądała Julie, co miała na sobie, w jaki sposób się zachowywała.
Kiedy sam szedłem w tamtą stronę, zostawiłem wyraźne odciski butów.
To samo pytanie prokurator kieruje również do kolejnego świadka, Johna Louisa, który pojawił się w domu Julie Ray wraz ze swoim partnerem z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego, Richardem Coadelem.
Oznajmia funkcjonariusz, a przez kolejne minuty Ed Parkinson krok po kroku prezentuje zdjęcia wykonane przez Koudela tamtego dnia, ukazujące nie tylko samą nieruchomość, ale i teren wokół niej.
Jeśli bowiem rzeczywiście napastnik nie mógł ich otworzyć i w napadzie gniewu ją wybił, szkło powinno znajdować się jedynie na wprost.
Tymczasem jego rozmieszczenie jednoznacznie wskazuje na to, że drzwi były szeroko otwarte, kiedy doszło do zbicia szyby.
Pomieszczenia były wyjątkowo ciasne, musieli uważać, by nie potrącić żadnego mebla, a przecież według relacji Julie w tej przestrzeni miała toczyć się dramatyczna szamotanina.
To miejsce pogrążone było w ciemności, bo mała lampka stojąca po przeciwnej stronie pomieszczenia ledwie rozświetlała tamtą przestrzeń.
Trzeba było wiedzieć, że tam jest nóż, żeby go znaleźć, komentuje wskazując na fotografię.
Ktoś, kto po ciemku sięgnął po nóż, wiedział dokładnie, gdzie go szukać.
Wreszcie zaprezentowane zostaje spoczywające na jasnej wykładzinie pośrodku dwóch sypialni narzędzie zbrodni, które według zeznającego nie zostało tam upuszczone przez uciekającego napastnika, a ostrożnie przez kogoś umieszczone.
Na jednym ze zdjęć Louis trzyma w dłoniach narzutę i pokazuje do kamery nacięcia, które według techników odpowiadały ułożeniu ciała.
Pyta Parkinson.
Pamiętała o wszystkich, choć niektóre z nich były tak drobne, że ledwie je dostrzegliśmy.
Na poparcie tych słów prokurator prezentuje zdjęcia, jedno po drugim, aż zatrzymuje się przy fotografii przedstawiającej zasinienie powieki Julie Ray.
Kontynuuje Parkinson, a świadek przyznaje, że te były zupełnie czyste, a Julie sama zapytała, czy będą pobierać materiał spod jej paznokci oraz czy chcą sprawdzić jej bransoletkę.
Pyta Parkinson.
Nie, pada krótka odpowiedź.
Obrońca Julie koncentruje się na jednym z kluczowych aspektów.
Zauważa, że choć funkcjonariusze mogli nie dostrzec śladów krwi po podniesieniu noża, to przecież ewentualna obecność takowych powinna zostać jednoznacznie potwierdzona lub wykluczona na podstawie wyników badań laboratoryjnych.
Na tym jednak adwokat nie poprzestaje.
Kiedy świadek odpowiada twierdząco, von podnosi wówczas kolejną kwestię.
Jednakowoż mimo wysiłków adwokata, Watkins konsekwentnie podtrzymuje swoje stanowisko i choć z wyraźnym wahaniem nie potrafi przyznać, że Julie, mająca za sobą lata ćwiczeń i stopień mistrzowski w sztuce walki, rzeczywiście byłaby bez szans w starciu z przeciwnikiem o większej posturze.
Następnym świadkiem, który zajmuje miejsce na sali, jest Fred White, wieloletni terapeuta, członek kościoła metodystycznego, a prywatnie przyjaciel rodziców oskarżonej.
Przesłuchiwany przez Parkinsona przyznaje, że w dniu, w którym doszło do morderstwa Joella, otrzymał telefon ze szpitala z zatrważającą wiadomością o śmierci chłopca i napaści na Julie, dlatego bez chwili wahania udał się na miejsce.
Prokuratora jednak znacznie bardziej interesuje inny incydent.
W momencie dotarcia na miejsce przed domem stał już radiowóz i karetka pogotowia.
Na prośbę Jane Ray podszedł do Julie leżącej na kuchennej podłodze otoczonej przez bliskich, którzy z widocznym niepokojem dyskutowali, czy podać jej leki.
Powiedziałem, żeby tego nie robili, wspomina terapeuta.
Wiedziałem, że niektóre z tych leków wywołują u niej efekt dwubiegunowy, co oznacza, że mogą prowadzić do wystąpienia lub nasilenia objawów zarówno depresji, jak i manii.
Nie, wtedy nie, odpowiada świadek, dodając, że dopiero później ulica zapełniła się ludźmi, którzy przyszli zobaczyć, co się wydarzyło.
Zapytany przez obrońcę o dokładny czas, w którym usłyszał hałas, Mason upiera się, że była to godzina 3.35, a radiowóz policyjny zjawił się zaledwie kwadrans później.
Ale kiedy adwokat Julie konfrontuje go z wcześniejszymi zeznaniami i raportem policyjnym, z którego jasno wynika, że całe zdarzenie miało miejsce ponad godzinę później, Mason nieco się gubi, po czym niechętnie przyznaje, że rzeczywiście...
Niemniej nie jest to jedyny z sąsiadów, który nie spał w czasie, kiedy w domu oskarżonej doszło do morderstwa.
Cheryl Fowles, mieszkająca zaledwie jeden dom dalej, w odległości około 150 metrów od posesji oskarżonej, także była już wtedy na nogach, ponieważ przygotowywała się do pracy.
Ani dźwięków, ani ruchu, ani najmniejszego sygnału, że tuż obok dzieje się tragedia.
Dopiero kilka minut przed piątą, gdy Cheryl ponownie wyszła z domu, by wsiąść do samochodu i ruszyć do pracy, zauważyła coś, co zmroziło jej krew w żyłach.
Przed domem Julie wstał radiowóz.
Ruszyła tam, by dowiedzieć się, co się stało i wtedy zobaczyła biegnącego do domu Julie policjanta.
Podeszła kilka kroków w tamtym kierunku i spotkała Maxa Seeda, sąsiada, który powiedział jej, że doszło do porwania.
Po wysłuchaniu jej zeznań, obrońca Julie Ray zadaje kobiecie jedno, pozornie nieistotne pytanie.
Ławnicy wysłuchują także Vicky Mehafej, sąsiadki mieszkającej po drugiej stronie ulicy, zaledwie cztery domy dalej od posesji Julie.
Kobieta zatrudniona w pobliskim szpitalu miała tego dnia rozpocząć swoją zmianę o 6 rano, jednak nie spała już od 3 i postanowiła podjechać do sklepu po coś do picia.
W sklepie spędziła zaledwie kilka minut, a w drodze powrotnej znowu mijała dom sąsiadki.
I również wtedy nie zauważyła niczego niepokojącego.
I to właśnie wtedy na ulicy pojawiły się pierwsze radiowozy.
Obrońca, nie chcąc dopuścić, by zeznania kobiety wpłynęły na ławników zbyt jednoznacznie, stara się za wszelką cenę wykazać, że fakt, iż Vicky niczego nie słyszała, nie może być jednoznacznym dowodem na brak podejrzanych wydarzeń.
Bo nawet jeśli w tym czasie jego klientka miała stoczyć walkę o życie, to nie oznacza jeszcze, że sąsiedzi byli w stanie to usłyszeć.
Już wtedy było wiadomo, że przewożona jest pobita kobieta, której syn miał paść ofiarą porwania, a obecność Garvey była niezbędna, zarówno do nadzoru nad badaniami, jak i do współpracy z funkcjonariuszami prowadzącymi sprawę.
Pyta prokurator, a kobieta bez wahania mówi, że pacjentka była zaskakująco spokojna i cicha, aż nagle w jednym momencie wpadała w histerię.
Pielęgniarka opisuje, że oskarżona miała na nogach jedynie powierzchowne urazy i kiedy zapytała ją, jak mogły powstać, Julie odpowiedziała, że najprawdopodobniej doznała ich podczas walki na trawie.
Ed Parkinson rozpoczyna od pytania, czy po śmierci dziesięcioletniego Joella był świadkiem jakichkolwiek nietypowych zachowań ze strony Julie.
Wspomina, jak oskarżona leżała wtedy na kuchennej podłodze domu swoich rodziców, krzycząc i wykonując chaotyczne ruchy, jakby toczyła walkę z kimś, kogo nie sposób dostrzec.
Ale to nie jedyny tego rodzaju incydent, prawda?
Obecni byli tam jej rodzice, brat treny Woodard, kobiety, która spędziła z oskarżoną wieczór poprzedzający śmierć Joella, a także inny przyjaciel rodziny.
Choć świadek nie potrafi dokładnie powtórzyć słów, jakie wypowiadała wtedy Julie, zaznacza, że całe zdarzenie zostało nagrane na dyktafonie przez jej matkę.
Te rewelacje nie pozostają bez odpowiedzi ze strony Parkinsona, który od razu wzywa do sali matkę oskarżonej, Jane.
W porządku, proszę nam zatem powiedzieć, co znajdowało się na tej taśmie.
Kontynuuje lekko poirytowany Parkinson.
Jane wyjaśnia, że jej córka mówiła wtedy, iż stoi w drzwiach, ale nie potrafi dojrzeć czegoś, co kryje się w ciemności.
Czy wiedziała pani, że córka umie obchodzić się z nożami?
Wpada kolejne pytanie, lecz Jane zaprzecza, by miała taką wiedzę.
Matka oskarżonej z wyraźnym zakłopotaniem tłumaczy, że jej mąż był sportowcem, że kiedyś faktycznie wspólnie ćwiczyli rzuty do słomianego celu.
Dopytuje Parkinson, nie odpuszczając.
Kiedy do głosu dochodzi obrońca, natychmiast prosi matkę oskarżonej, by powiedziała, czy przed śmiercią Joela jej córka przechodziła podobne załamania nerwowe, a ta zaprzecza.
Te dywagacje jednak nie interesują zebranych tak bardzo, jak to, co może mieć im do przekazania kolejny świadek.
Wspomniana przed chwilą Shannon Steffi, pani koroner hrabstwa Lawrence.
Wraz z oskarżycielem płynnie przechodzi do tematu telefonu, który otrzymała od Jane pod koniec listopada i rozmowy dotyczącej jednego z epizodów, jakie miała przeżyć Julie.
Dopytuje prokurator Parkinson.
A po tym, jak odzyskała pełną świadomość, powiedziała matce, że czuje, iż mogła zostać zgwałcona w dniu, w którym zamordowano jej syna.
Wypowiedź ta sprawia, że spojrzenia ławników momentalnie kierują się w stronę matki oskarżonej, która zaledwie kilkanaście minut wcześniej zeznała, że nie pamięta, co jej córka mówiła w trakcie ataku i zaraz po nim.
Świadek dodaje jeszcze, że według relacji Jane gwałt ten miał nastąpić po podaniu córce jakiegoś leku.
Zapytała mnie wtedy, czy wiem coś o flunitrazepamie i kwasie czterohydroksybutanowym.
Odpowiedziałam jej, że nie mam dużej wiedzy na temat tych substancji, a ona odparła, że w różowym wydaniu magazynu Glamour z tego miesiąca znajduje się artykuł na ich temat.
Wyjaśniłam jej, że moja rola jako koronera w tej sprawie już się zakończyła i że powinna skontaktować się bezpośrednio ze śledczymi.
To była Julie, zeznaje Lesa wskazując na siedzącą naprzeciwko niej oskarżoną, która nie podnosi wzroku znad blatu stołu.
Miała na sobie jedynie biały t-shirt i bieliznę.
Powiedziała, że Joella zabrano, że został porwany.
Lesa wspomina, że próbowała skłonić Julie do powiedzenia czegoś więcej, a Patricia poleciła wezwać policję.
Potem do ich mieszkania przychodzili kolejno Max Seed, jego żona Nancy, a następnie funkcjonariusze i ratownicy medyczni, którzy zajęli się opatrywaniem niewielkiego rozcięcia na ramieniu Julie.
czy dzieliły się ze sobą tym, co mówiła oskarżona, gdy jedna z nich choćby na kilka sekund opuszczała pokój, na przykład dzwoniąc na policję.
Następnie Von przechodzi do pytania o ojca oskarżonej, który również znajdował się wtedy w domu Lesy.
Pyta o moment, w którym powiedział coś swojej córce, a ta nagle zaczęła krzyczeć.
Tak, pamiętam, odpowiada zeznająca, jednak obrońca nie kontynuuje tej linii pytań.
Wtedy prokurator ponownie przejmuje głos.
Pyta Parkinson, a Lesa to potwierdza.
Czy, jak wynika z pani wcześniejszych zeznań razem z panią Seed, wymieniłyście wtedy porozumiewawcze spojrzenia?
Parkinson nie daje za wygraną.
Ta opowieść o dramatycznej walce, zakończona słowami, że napastnik uniósł maskę i pokazał jej swoją twarz i odszedł.
Trish zapytała ją wtedy, czy ten człowiek nie widział, że Julie uciekła do nas.
Odpowiedziała, że widział, ale w ogóle się tym nie przejął.
Dopiero po tym, jak powiedziano jej, że Joel nie żyje, wtedy razem z jej matką powstrzymałyśmy ją.
Słysząc tę odpowiedź, obrońca natychmiast interweniuje, zaznaczając, że to jedynie domniemanie świadka, a nie dokładne słowa jego klientki.
Poproszona o przytoczenie słów Julie, kobieta powtarza właściwie to samo, co wcześniej jej współlokatorka, że oskarżoną miał obudzić krzyk, którego źródła nie potrafiła określić, bo nie wiedziała, czy pochodził z wnętrza, czy może z zewnątrz.
Kiedy otworzyła oczy, stał nad nią mężczyzna.
Dopytuje prokurator, na co Patricia przytakuje, dodając, że to właśnie wtedy miało dojść do szamotaniny, która rozpoczęła się w jej sypialni, następnie przeniosła na korytarz, potem przez całą długość domu, aż do garażu i dalej na podwórko.
Parkinson w końcu zadaje pytanie, na które czeka cała sala.
Trish miała problem z połączeniem się z nimi, więc oskarżona próbowała zrobić to sama, jednak bez skutku.
Wtedy postanowiła zadzwonić do treny, koleżanki, z którą spędziła wieczór poprzedzający tragedię, a po ich rozmowie zeznająca w końcu nawiązała połączenie z państwem Rej.
Już w progu Lesa powiedziała mu, że Joel został porwany.
Wtedy wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.
A ona odpowiedziała, że w jej domu.
Zresztą już wtedy słyszał nadjeżdżające radiowozy i nie widział powodu, by samodzielnie przeszukiwać nieruchomość.
Kiedy do głosu dochodzi obrońca, interesuje go tylko to, czy niemający wtedy na stopach obuwia mak pamięta, czy trawa w ogrodzie oskarżonej była wilgotna.
Obudziła się niedługo przed 4.30, by pójść do toalety i to właśnie wtedy jej mąż usłyszał dochodzące z zewnątrz niepokojące głosy.
Niedługo po nim ona także wyszła, by sprawdzić, czy nikt nie potrzebuje pomocy medycznej.
W domu sąsiadek była Julie, która chodziła wtedy w kółko, mówiąc, że porwano jej syna.
Ponieważ jest pielęgniarką, od razu przystąpiła do uspokajania kobiety, by dowiedzieć się, czy ma jeszcze inne, poważne uszkodzenia ciała i by opatrzyć te rany na ramieniu.
Wtedy Julie opowiedziała jej o całym zajściu, lecz nie była to wersja, jaką przekazała obecnym tam Lesie i Trish.
Powiedziała też, że rana na ręce została spowodowana przez szkło z wybitej szyby w kuchennych drzwiach, na które mężczyzna ją rzucił.
Kiedy zajmowałam się tym rozcięciem na ramieniu, powiedziała mi coś, co mnie nieco zdziwiło.
Powiedziała, nie przejmuj się, nie mam AIDS.
Po tym jak skończyłam, wskazała palcem na kolano i powiedziała, jeszcze tutaj mam, ouch.
Parkinson powtarza, aby się upewnić, a Nancy przytakuje.
To nie koniec przesłuchania kobiety, bo Vaughn również chce się czegoś od niej dowiedzieć.
A Nancy Seed to potwierdza.
Oskarżyciel wierzy jednak, że to właśnie pojawienie się zamównicą doktora Johna Heidingsfeldera pomoże ławnikom podjąć słuszną decyzję.
Przy badaniu obecni byli Rick Koudel i John Lewis, a całą procedurę, jak zawsze, dokumentowano fotograficznie.
Nie było na niej ani jednej kropli krwi, mimo iż na jego szyi widniały głębokie rany.
Dopiero po dokładnych oględzinach zorientował się, że są to dwie odrębne rany, oddzielone zaledwie o centymetr.
Ale po skontaktowaniu się z koronerem i ustaleniu, że taka procedura nie została przeprowadzona u tego chłopca, zrozumiałem, że ten siny ślad mógł być spowodowany naciskiem zębów na wargę.
Dopytuje Parkinson, choć doskonale zna odpowiedź.
Pyta na koniec, po czym odwraca się na wprost ławników, by widzieć ich twarze, kiedy to usłyszą.
To nie mogło pozostać bez odpowiedzi obrońcy.
Czy to prawda, że został pan poinformowany przez policję stanową jeszcze przed rozpoczęciem autopsji, że moja klientka ma rzekomą fiksację na punkcie liczby trzynaście?
Mimo to Von nie ustępuje i wskazuje, że w początkowej części raportu patolog mówił o jedenastu, nie trzynastu ranach.
Początkowo kobieta opowiadała o brutalnej walce, jaką z nim stoczyła, a z czasem, w miarę jak kolejne dowody z miejsca zdarzenia ujawniano, zaczęła umniejszać całemu zajściu, aż w końcu przyznała, że właściwie jedynie uwiesiła się jego nogi, a mężczyzna robił wszystko, by jak najszybciej uciec.
W pierwszym przekazie, tym samym, który trafił do mediów razem z portretem pamięciowym, mężczyzna miał na sobie spodnie moro.
Detektyw tłumaczy prokuratorowi, że brak dowodów w domu potwierdzających wersję oskarżonej rzucał na nią podejrzenie od momentu, kiedy przestąpili jego punkt.
Z tego samego powodu powiedziano jej także, że chłopiec miał w dłoni jej włosy.
W końcu głos ponownie zabiera won i spupia się na tym, że jego klientka była przesłuchiwana czterokrotnie, a tylko jedno z tych przesłuchań zostało nagrane.
Policjant odpowiada, że nie mają takiego obowiązku, nagrywanie nie należy do standardowej procedury, a z każdego przesłuchania sporządzane są raporty, co zrobiono także w tym przypadku.
I uważa pan to za odpowiednią technikę?
Absolutnie, słyszy w odpowiedzi.
Ostatecznie przyznaję również, że prócz użycia luminolu nie wykonano innych badań, które jednoznacznie wykazałyby, że chociaż pod nożem nie zauważono śladów krwi, faktycznie jej tam nie było.
Pokazuje ławie przysięgłych, jak powstają różne typy rozprysków, a zaraz po tym przedstawia podstawowe zasady oraz słownictwo tej dziedziny kryminalistyki.
Analiza śladów krwi, wyjaśnia, pozwoliła śledczym połączyć elementy tej układanki.
Nie potrafi natomiast wyciągnąć żadnych wniosków z pozostałych plam na koszulce, poza jednym.
Dopytuje prokurator Parkinson.
Englert zgadza się również z poprzednimi świadkami, że nóż nie został rzucony, tylko odłożony na dywan.
Czy to prawda, że w maju 2001 roku złożył pan raport, w którym nie przedstawił pan jeszcze żadnych ostatecznych wniosków?
Zwraca uwagę, że mimo zapewnień Englerta, jakoby miejsce zbrodni nie było aż tak zakrwawione, lista przedmiotów, na których znajdowała się krew była bardzo długa, więc gdyby to Julie stała za śmiercią chłopca, spływałaby krwią.
Emerytowany pastor opowiada ławie przysięgłych, że w niedzielę, jeszcze przed świtem, odebrali telefon z informacją, że dziesięciolatek został porwany i nie czekając ani minuty, oboje ruszyli do Julie, ale każdy swoim samochodem.
Jim wspomina, że kiedy dotarł do dzielnicy, w której mieszkała jego córka, zaczęło padać.
Najpierw udał się do domu Lesy, lecz po jakimś czasie stamtąd wyszedł na zewnątrz.
I to właśnie tam, jak relacjonuje, jedna z kobiet w mundurze ratowniczki powiedziała mu, że Joel został dźgnięty nożem.
Prokurator Parkinson dopytuje, czy 13 października kontaktował się z funkcjonariuszami.
Jim potwierdza, że to on sam zadzwonił i poprosił, by sprawdzili miejsce pobytu Eda Kirkpatricka, wujka Joela.
Niedługo po przesłuchaniu ojca oskarżonej, prokurator wzywa na mównicę kolejne dwie osoby, Sean Waters i Connie Battleson, ratowniczki medyczne, które jako jedyne były obecne na miejscu zdarzenia tamtego poranka.
Obie kobiety składają zeznania niezależnie od siebie i jednoznacznie zaprzeczają, jakoby przekazywały ojcu Julie informację, że Joel został ugodzony nożem.
Każdy z nich przywołuje fragment wspólnej historii z czasów sprzed tragedii i z miesięcy, które nadeszły potem.
Profesor Don Cunningham poznał Julie w 1996 roku, był jej promotorem, a później przełożonym w programie przygotowującym przyszłych pedagogów.
Wspomina ją jako osobę wymagającą i sprawiedliwą jednocześnie.
Już wtedy zaprosiła Dawn do siebie, jednak ta nie mogła przyjechać.
Przyznaje, że bywa bezpośrednia, ale wszelkie konflikty udawało im się rozwiązać rozmową.
A potem jeszcze jeden, 20 minut później.
Na sali pojawia się profesor James Adcock, specjalista w dziedzinie kryminalistyki.
Były oficer śledczy i wykładowca akademicki z wieloletnim doświadczeniem.
Obrona pyta go o jakość śledztwa.
Adcock zapoznał się z raportami śledczych i o ile początkowo nie widział w nich niczego podejrzanego, to z czasem dostrzegł, że z góry założyli wersję wydarzeń i dopasowywali do niej dowody.
Profesor zaznacza, że wprawdzie widział tylko zdjęcia noża i potłuczonego szkła, nie analizował fizycznych dowodów, ale i tak uważa, że na ich podstawie nie da się jednoznacznie określić kierunku wybicia szyby.
Kiedy von kończy swoje przesłuchanie, prokurator błyskawicznie przechodzi do ataku.
Posiada jedynie ogólną wiedzę wyniesioną z praktyki.
Wszystkie wnioski oparł na zdjęciach, które, jak sam przyznaje, są niewystarczające do jednoznacznych opinii.
Dalej przyciskany przez Parkinsona przyznaje, że bez weryfikacji na miejscu i pełnej dokumentacji nie można mówić o naukowej analizie.
Ale mimo iż skrytykował badania, nie wie, czy koszulka była sprawdzana przy użyciu światła alternatywnego, gdyż widział jedynie fotografię, a nie poprosił o fizyczny dostęp do materiału dowodowego.
Na koniec Parkinson wyjaśnia profesorowi, że za to, gdzie znajdowało się szkło, odpowiadają prawa fizyki, których nie trzeba dodatkowo potwierdzać.
To nie jest jeden rodzaj urazu, ale przynajmniej trzy i to w różnych miejscach.
Przypomina, że Julie Ray została przyjęta do szpitala o 5.50 rano, zaledwie półtorej godziny po odkryciu ciała swojego syna.
Mówi, że nie jest pewien, czy to Julie opisywała wszystkie te rany, czy jedynie zostały one zauważone i zapisane przez personel medyczny.
Odpowiedź pada bez zawahania.
Joel przyszedł na świat 13 lipca 1987 roku, trzy i pół tygodnia przed terminem.
Doktor Gamble nie pamięta, by Julie zażyła cokolwiek podejrzanego przed porodem, lecz podczas przesłuchania krzyżowego przyznaje, że nie może tego wykluczyć.
Rozwarcie postępowało już na długo przed odejściem wód płodowych, więc poród mógł się rozpocząć samoistnie.
Zeznaje, że na podstawie śladów krwi na koszulce Julie nie da się jednoznacznie potwierdzić ani wykluczyć jej winy.
ślad transferowy, powstały w wyniku bezpośredniego kontaktu, a nie rozprysku.
Zdaniem Kisza wspiera to wersję Julie, według której doszło do fizycznej szarpaniny z napastnikiem, podczas której morderca mógł przenieść na nią krew Joella.
Przypomina, że równie dobrze przenieść ją własnymi rączkami mógł sam Joel, broniąc się przed atakiem matki.
Twierdzi, że wbrew jego wcześniejszym słowom, Kirkpatrick wszedł do ich domu, w którym mieszkała Julie w czerwcu 1995 roku.
Przyszedł odebrać Joella, który zaprosił go do środka, by pokazać mu wnętrze.
Relacjonuje Ray, dodając, że w tym czasie ona siedziała w salonie.
Potwierdza też, że już w dniu pogrzebu wnuka poinformowała śledczych o tej wizycie Lena.
Nie chcieli ze mną rozmawiać, ale na pewno powiedziałam im to wtedy.
Jeśli mimo to zdecyduje się pani zeznawać, wszystko co zostanie powiedziane może zostać użyte przeciwko pani.
Wspomina, że rankiem 13 października, kiedy na miejscu była już policja, sprawdził drzwi prowadzące z kuchni do garażu.
Według niego zamek wyglądał na uszkodzony, jakby ktoś próbował go wyłamać.
Obrona wraca do jego wcześniejszych słów o chwili, w której dowiedział się o śmierci wnuka.
To kiedy był na zewnątrz i zatrzymali go ratownicy, po raz pierwszy usłyszał, że Joel nie żyje.
Nie pamięta jednak, by wtedy padło słowo nóż.
Niedługo później jego żona także wyszła przed dom.
To ona jako pierwsza powiedziała przy nim słowa o zadźganiu.
W tym samym czasie, jak twierdzi, słyszał jak Annette Edgin przekazuje to samo Julie.
Ta jednak nie chciała w to uwierzyć i powtarzała, że to niemożliwe.
Wtedy policjantka jeszcze raz wyraźnie miała powiedzieć, to był Joel, on nie żyje, został zadźgany.
Po chwili dodaje, że jemu pierwsza powiedziała o tym żona, ale mówi to bez wyraźnego przekonania, aż nagle sam sobie zaprzecza.
A może była to jednak jedna z ratowniczek?
Dlatego do sali na wezwanie Parkinsona wracają Annette Edgin i Lessa Berkeley, kluczowe zeznające, które podważają zeznania Jamesa Ray.
Edgin, policjantka, która jako jedna z pierwszych pojawiła się na miejscu zbrodni, przyznaje, że rozmawiała z Julie i jej rodziną, lecz nigdy nie użyła słowa nóż ani zaćgany.
Lesa Barclay, sąsiadka, potwierdza, że rankiem 13 października w jej domu byli James i Jane Ray oraz funkcjonariuszka Edgine.
Barclay opowiada, że wspólnie z Patricia próbowały pocieszyć Julie, ale nikt z obecnych nie wiedział jeszcze wtedy, co dokładnie się stało.
To właśnie teraz, po dwóch tygodniach intensywnych zeznań, trudnych emocji i pełnej napięcia niepewności, głos zabiera prokurator Ed Parkinson.
Powiedziała, że zobaczyła nieznajomego mężczyznę, że próbowała go powstrzymać, że z nim walczyła i goniła go przez cały dom aż do ogrodu.
Jednak, jak podkreśla Parkinson, ta opowieść nie wytrzymuje konfrontacji z faktami.
Pod jego powierzchnią nie było ani jednej kropli krwi.
Zaskakujące jest według prokuratora, że zgodnie z opisem Julie mężczyzna ubrany od stóp do głów na czarno, mając nawet maskę, a więc przygotowany na tę okoliczność, nie przyniósł ze sobą narzędzia zbrodni.
Przyszedłem tu zabić tego chłopca, mówi Parkinson odgrywając hipotetyczną myśl włamywacza, ale zapomniałem noża.
Och, tam jest jeden.
Julie nie potrafiła sobie przypomnieć, czy je tam włożyła, choć jej przyjaciółka zeznała, że kiedy opuszczała dom przed północą, pralka nie pracowała To oznacza, że oskarżona musiała uruchomić ją później Prokurator przypomina również, że mimo opowieści Julie o brutalnej walce, która miała się rozegrać w domu, niczego nie popchnięto Wszystko pozostało w idealnym porządku
Powiedział, że stał oparty o ścianę.
Parkinson podnosi kwestię światła w pokoju Joella.
Tyle, że jak do środka wszedł zastępca szeryfa, w pokoju chłopca światło się świeciło.
Spójrzcie na ten profil, na ten drobny nosek, mówi Parkinson trzymając w dłoni zdjęcie Joella.
Chwilę później Parkinson pokazuje kolejne fotografie.
To zaprzecza opowieści Julie, według której napastnik musiał zbić szybę łokciem, ponieważ drzwi się zablokowały.
A jednak Parkinson wskazuje, co mogło za tym stać.
Parkinson twierdzi, że kobieta już na początku popełniła zbyt wiele błędów.
Nie była konsekwentna w swoich opowieściach Czasem mówiła, że napastnik stał nad jej łóżkiem Innym razem, że zaatakował ją w pokoju syna Zawsze jednak zapewniała, że zerwała się z łóżka niczym rażona prądem Tymczasem łóżko było starannie pościelone Kolejnym błędem było pytanie zadane podczas transportu do szpitala Czy już znaleźliście nóż?
Parkinson pyta.
Skąd Julie wiedziała, że Joel został zadźgany?
W swoich zeznaniach usiłował wmówić, że informację o zadźganiu Joella uzyskał przypadkiem od jednej z ratowniczek.
Twierdził, że powiedziała to Connie Battleson, lecz kobieta temu zaprzeczyła, tak jak i jej koleżanka, Shawn Waters.
Upierał się, ktoś tak powiedział, słyszałem to od kogoś.
W końcu wskazał policjantkę, Annette Edgin.
Podobnie jak Lessa Bridget, która powiedziała, że przez cały czas była tuż obok Julie.
I nikt nie wspominał wtedy o dźgnięciu.
A ona o przyczynie śmierci chłopca dowiedziała się dużo później, kiedy oskarżona była już w szpitalu.
Parkinson zbliża się do ławy przysięgłych.
Pokazuje poduszkę poplamioną krwią tylko z jednej strony i opisuje tajemnicze zasinienie na wardze oraz czystą twarz dziecka, mimo ran zadanych w okolice szyi.
Na koniec podnosi jeszcze jeden kluczowy argument.
Oskarżyciel punktuje, że trzynaście ciosów nie zostaje zadanych w jednej sekundzie.
Łóżko matki dzieliły od łóżka chłopca zaledwie cztery metry.
Pyta Parkinson, a potem zamyka swoją mowę słowami.
Z chwilą, gdy Parkinson kończy swoje wystąpienie, przez salę przetacza się ledwie słyszalny szmer, jakby wszyscy naraz wypuścili powietrze po długim wstrzymaniu oddechu.
Obrońca zwraca uwagę ławie przysięgłych o ich obowiązku osądź sprawiedliwie, nie na podstawie domysłów, ale dowodów.
A według niego od początku nie prowadzono uczciwego śledztwa.
Rzuciła się za nim, nie wiedząc nawet, czy przeżyje to starcie.
Potem przechodzi do analizy śledztwa, do jego błędów, braków, nikonsekwencji.
Przypomina słowa ekspertów, ślady nie zostały dokładnie zbadane ani wystarczająco zabezpieczone, a założenia przedwczesne.
Mężczyzna mógł mieć na sobie dwa komplety ubrań i po ataku zdjąć jeden z nich.
Różnice w relacjach świadków na temat wypowiedzi Julie tłumaczy chaosem tamtej nocy i szczekaniem psów.
Ktoś czegoś niedosłyszał, ktoś coś dopowiedział.
Wymienia elementy śledztwa, które budzą wątpliwości.
Julie zasługuje na sprawiedliwość, a sprawiedliwość w tej sprawie oznacza uniewinnienie.
Nie da się dziś zebrać śladów, których wtedy nie zabezpieczono, ani przebadać tych, które zostały zniszczone.
Na koniec podaje w wątpliwość wiarygodność policjantki, która twierdziła, że nie powiedziała Julie o narzędziu zbrodni.
Tymczasem podczas jednego z przesłuchań utrzymywała, że kobieta jechała z nią karetką do szpitala, co nie było zgodne z prawdą.
Kiedy obrońca kończy, sędzia zwraca się do prokuratora z pytaniem, czy chce coś jeszcze dodać, a Parkinson wstaje natychmiast i odpowiada zaczepnie patrząc na Wona.
Zamiast tego, mając zaledwie kilka zadrapań, chciała natychmiast udać się do szpitala.
Wspomina też o sąsiedzie, który słyszał trzask tłuczonego szkła, ale po tym, jak wyjrzał przez okno, zobaczył wyłącznie oskarżoną, idącą w stronę domu Lesy.
Parkinson po raz ostatni zwraca się do ławników, prostując jedną z tez obrony.
Przez cały czas nie uroniła ani jednej łzy.
I przede wszystkim nie zdecydowała się zeznawać.
Zaczęła płakać dopiero wtedy, kiedy usłyszała wyrok skazujący.
Niedługo później zgodę na przeprowadzenie z nią wywiadu otrzymuje telewizja ABC, która chce przedstawić jej historię w swoim niezwykle popularnym programie 2020.
Odpowiada zaczynając coś na kształt zeznania przed całym światem.
Po tym jak kończy swoją spowiedź, dziennikarz pyta, czy wierzy, że to, że ludzie w końcu usłyszą tę historię z jej ust, coś zmieni.
Jedną z tych osób jest Diane Fenning.
Musiałbyś uznać za fakt, że ten napastnik przyszedł do jej domu wyłącznie po to, by zabić dziesięcioletniego chłopca.
Brzmi z ekranu prokurator Parkinson, w końcu przyciągając uwagę kobiety.
Słysząc kolejne słowa Parkinsona, pisarka odwraca się od ekranu komputera i robi sobie krótką przerwę.
Kiedy dociera do niej apel Julie i jej według śledczych niespójna historia o mężczyźnie, który nocą włamał się do domu i zamordował dziecko, nie raniąc dorosłego, Diane z każdą kolejną wypowiedzią prokuratora unosi brwi coraz wyżej, nie dowierzając jego ignorancji.
Wtedy też postanowiła napisać książkę o tej niezwykłej dziewczynce i o potworze, który niemal odebrał jej życie.
Diane, która właśnie robiła ostatnie poprawki w książce, przerywa na moment pracę i sięga po kartkę papieru, by odpisać na jeden z ostatnich listów do osadzonego w celi śmierci Tomiego, z którym wciąż jest w kontakcie.
A na poprawę humoru dodaje, oglądałam właśnie w telewizji historię kobiety, która siedzi w więzieniu za zabicie syna.
Można powiedzieć, jasne proszę pani, słyszeliśmy już tę historię.
Jak zapytano ich, dlaczego ścigają w tej sprawie tylko ją, powiedzieli, po pierwsze, nie było żadnych podejrzanych odcisków palców w domu, po drugie, żaden obcy nie przyszedłby po prostu do jej domu i nie zabiłby jej dziecka, po trzecie, napaść była tak brutalna, że musiała to być osoba mająca bardzo bliską relację z dzieckiem,
Raportuje Fenning, wiedząc, że te słowa oskarżyciela z pewnością rozbawią skazanego, który zrobił to już nie jeden raz.
Ale kiedy kilka dni później Diane otwiera list i czyta odpowiedź od swojego rozmówcy, siedzi jeszcze przez kilka minut niczym sparaliżowana.
Czy to zdarzyło się może dwa dni przed morderstwem, którego dokonałem w Springfield w Mizurii?
Dopytuje w kolejnym zdaniu, a kobieta czyta je kilkukrotnie niedowierzając.
Tym razem do Johnego Allena, znajomego strażnika z Teksasu, który prowadził śledztwo w sprawie Katie Harris, tej, za którą Tommy siedzi właśnie w celi śmierci.
Diane i John przez jakiś czas dyskutują o poprzednich zbrodniach Selsa.
Gdy pakowała jedzenie i ubrania, które chciała przekazać jego rzekomej żonie i dzieciom, Cells zabrał nóż z jej kuchni i zażądał, by się mu podporządkowała.
A to mogło tłumaczyć, dlaczego nie zmierzył się z Julie, a jedynie próbował uciec z jej domu.
Dlatego Diane jedzie do więzienia, by się z nim spotkać i porozmawiać.
W przedpokoju miał natknąć się na jego matkę, goniła go jeszcze przez chwilę, lecz zdołał ją powalić i uciec.
Zamknięty w celi śmierci Sells bez dostępu do telewizora, nie mógł według niej wiedzieć o nich, gdyby nie popełnił tego sam.
Pisarka nie kontaktuje się więc z nim bezpośrednio, jednak mimo wszystko postanawia wspomnieć w swojej książce o kobiecie i jej dziesięcioletnim synku, jako najprawdopodobniej kolejnej ofierze opisanego przez nią seryjnego mordercy.
Nie tylko za sprawą historii dzielnej Crystal Sells, która jako jedyna przeżyła atak.
To, co nakręca niewiarygodną sprzedaż książki, to przede wszystkim wątek Joella Kirkpatricka i jego matki.
Popularność publikacji Fenning sprawia, że redakcja programu 2020 decyduje się ponownie przyjrzeć sprawie Julie Ray, więc do teksańskiego więzienia o zaostrzonym rygorze wysyłają swoją czołową korespondentkę, Lynn Sher, w towarzystwie operatora.
Wchodził nocą do domów obcych ludzi, zabijał nawet wtedy, gdy ktoś spał tuż obok ofiary.
I nie miał jednej metody.
Podczas jednego z pierwszych przesłuchań przyznał, że najbardziej lubił właśnie dusić.
Wtedy mógł patrzeć, jak życie powoli uchodzi z oczu jego ofiar.
To jedno z moich morderstw, mówi patrząc jej prosto w oczy, a następnie opowiada o nocy śmierci Joella, podając szczegóły potwierdzające historię jego matki.
Zaledwie kilka godzin po emisji wywiadu z Tommym Lynn Selsem w telewizji ABC, historia zamordowanego dziesięciolatka trafia na nagłówki w całych Stanach Zjednoczonych.
Media cytują fragmenty książki, pokazują zdjęcia Joella i Julie, a pod więzieniem, w którym kobieta odsiaduje wyrok, dzień po dniu gromadzi się tłum wolontariuszy z transparentami.
Skandują, że domagają się sprawiedliwości, a ich okrzyki przechwytują kamery lokalnych i ogólnokrajowych stacji.
Tego medialnego szumu nie przeocza też Illinois Innocence Project.
Bez wahania wręczają mu jedyny segregator, w którym zgromadzili wszystkie raporty, jakie prokuratura przekazała im przed pierwszym procesem Julie.
I proszą na odchodne, by szczególną uwagę zwrócił na zeznania sprzedawczyni z dworca autobusowego.
Był zaniepokojony, rozczochrany i wyraźnie poddenerwowany i prosił o bilet do miejsca, o którym sprzedawczyni nigdy wcześniej nie słyszała.
Mało tego, to właśnie tam według własnych słów popełnił jedną z najbardziej osobliwych zbrodni.
Zabił piękną autostopowiczkę, która, jak się później okaże, nazywała się Stephanie Stroh i była dziedziczką fortuny piwa Stroh.
Kiedy następnego dnia Clutter jedzie do Princeton, by osobiście porozmawiać ze sprzedawczynią, dowiaduje się, że bilet, który sprzedała przerażającemu nieznajomemu, był ważny przez cały rok i umożliwiał podróż w dowolnych, pojedynczych odcinkach.
Pamiętasz, co powiedział o swojej matce?
Powiedział, że była chora i że musi się z nią zobaczyć, wyjawia Sandra.
To jednak wcale nie wyklucza, że był nim Sels.
Zwłaszcza, że tego samego dnia zamordował Stefani Mahani, co według śledczego mogło znaczyć tylko jedno.
Louis, a potem ruszył do Springfield w Mizuri i tam, zaledwie dwa dni po śmierci Joella Kirkpatricka, zabił trzynastoletnią dziewczynkę.
Po udanej rozmowie z bileterką Clutter jedzie do Lawrenceville, gdzie czeka już na niego Alan Berkshire, drugi ze świadków, którego nazwisko pojawia się w dokumentach przekazanych przez rodziców Julie.
Mężczyzna miał zgłosić policji, że w piątek, dwa dni przed śmiercią Joella, spotkał w barze dziwnie zachowującego się trzydziestolatka.
Alan wspomina, że od chwili, gdy tylko wszedł do lokalu, wydawał się zagubiony i niespokojny.
Powiedział, że nie jest stąd, że przyjechał z St.
Odpowiedziałem, że tak, że najmłodszy.
I zanim wyszedł, rzucił, chyba każdy powinien się mnie bać.
A kolejnym krokiem w śledztwie Billa ma być już tylko rozmowa w więzieniu z człowiekiem, który sam przyznał się do tego morderstwa.
Zanim jednak obrona zdąży przedstawić nowe dowody, które mogłyby raz na zawsze oczyścić Julie z zarzutów, dochodzi do niespodziewanego zwrotu.
I to z powodów całkowicie niezwiązanych z postacią Selsa, ponieważ sąd dopatruje się proceduralnych uchybień w przypisaniu Eda Parkinsona do sprawy.
Dopiero kiedy strażnicy mówią jej, by się spakowała, zaczyna czuć, że to dzieje się naprawdę.
Lecz na pięć minut przed jej wyjściem do celi ponownie wchodzi jeden z pracowników zakładu karnego, a jego mina mówi sama za siebie.
To oznacza jedno.
Jednakże sędzia ustala też kaucję w wysokości 75 tysięcy dolarów, dzięki której kobieta będzie mogła czekać na ponowny proces poza aresztem.
W dniu, w którym rodzina wpłaca zasądzoną kwotę kaucji, przed bramą więzienia czeka tłum dziennikarzy i operatorów kamer, gotowych uchwycić każdy jej ruch.
Przez krótką chwilę cieszy się obecnością tych, którzy nigdy w nią nie zwątpili i pozwala sobie uwierzyć, że ten koszmar może już niedługo się skończyć.
Tymczasem prokuratorzy i śledczy, którzy doprowadzili do jej pierwotnego skazania, wyruszają do Teksasu, by przesłuchać mężczyznę, który twierdzi, że to on jest odpowiedzialny za śmierć Joela Kirkpatricka.
Śledziłem tę kobietę od sklepu spożywczego do podjazdu, na który wjechała.
Potem wszedłem do tego domu, poszedłem do pierwszej sypialni, jaką zobaczyłem.
Nie wiedziałem, czyj to pokój i zacząłem dźgać nożem.
Tommy Lynn Sells wyznaje śledczym, że spotkał Julie w sklepie, a ponieważ, jak twierdzi, była wobec niego niemiła, postanowił dać jej nauczkę.
I choć podczas tej rozmowy śledczy znajdują aż 53 punkty wspólne z relacją, jaką Julie złożyła tuż po śmierci syna,
Mimo, że miał według własnych słów spędzić przed nim kilka godzin, nie pamięta nawet o istnieniu garażu.
Twierdzi, że dostał się do środka przez wybite okno, co nie zgadza się z ustaleniami śledczych.
Kiedy proszą go o narysowanie drzwi wejściowych, szkicuje ozdobne drzwi z szybkami, które zupełnie nie przypominają tych z domu Julie.
Pytany wielokrotnie, co miał na sobie tamtej nocy, potrafi powiedzieć jedynie, że zakrył twarz kapturem.
Po tym jak kończy, śledczy zaczynają dociekać, jak dotarł z supermarketu na miejsce.
Jak to możliwe, że ani sąsiedzi, ani przyjaciółka, która tego wieczoru odwiedziła Julie, a po północy wyszła z jej domu, nie zauważyli mężczyzny siedzącego na jej podjeździe?
I wtedy Sels wpada w złość.
Po powrocie do Illinois, śledczy bezzwłocznie przekazują prokuratorowi Edowi Parkinsonowi, czego dowiedzieli się w Teksasie.
Ten jedynie kiwa głową.
Ale co jednak szczególnie wymowne, nigdy wcześniej nie wspomniał o Joelu.
Parkinson wie jeszcze jedno.
Każde rzekome przyznanie się Selsa oznacza osobne śledztwo, dodatkowy czas i kolejne dni poza celą śmierci.
Z dala od lokalnego szumu, z dala od powietrza przesyconego medialnym napięciem.
Że zbyt wiele pytań wciąż pozostało bez odpowiedzi i wreszcie, że wyrok, który zapadł przed laty, być może opierał się na fałszywym fundamencie.
Najpierw do obrońców matki Joella dołącza Innocence Project, niedługo potem również Center of Wrongful Convictions.
Z tych połączonych sił powstaje zespół obrończy, jakiego nie sposób byłoby kupić za żadne pieniądze, choć media wyceniają go na minimum milion dolarów.
Formuje się grupa śledczych, prawników, analityków i ekspertów, których połączyło jedno – przekonanie, że to właśnie oni są w stanie ją wybronić.
Na czele obrony staje Ron Seifer, były prokurator federalny, jeszcze niedawno reprezentował rząd w największych sprawach karnych.
Człowiek, który kierował śledztwami przeciwko bosom narkotykowym i miał za sobą lata pracy w chicagowskim biurze prokuratora.
Obok niego Karen Daniel, absolwentka Harvardu, która niedawno wyciągnęła swojego klienta z celi śmierci.
Jej rodzice, pastor i nauczycielka, musieli sprzedać dom.
Mąż Julie ogłosił bankructwo, po czym rozpoczął studia prawnicze, wierząc, że może to on zdoła ją kiedyś wyciągnąć z zakrad.
Odpowiedź Parkinsona przychodzi po kilku dniach i są to trzy strony wydrukowane z podwójnym odstępem.
Bez przypisów, bez uzasadnień, bez choćby jednego odniesienia do orzecznictwa.
Jeden z obrońców Julie nie ukrywa zdumienia.
To nawet nie wyglądało jak odpowiedź.
Z czasem staje się jasne, że to nie jednostkowy przypadek.
Brak zaangażowania, lekceważące odpowiedzi, niedbałe pisma.
W efekcie obrona wygrywa wszystkie wnioski przedprocesowe.
Uznano m.in., że zeznania świadków obciążonych konfliktem interesów wcześniej dopuszczone nie powinny zostać ponownie przedstawione.
Chodziło przede wszystkim o osoby blisko związane z byłym mężem Julie, Lenem Kirkpatrickiem i o niego samego.
Według sędziego to właśnie ich nienajlepsze relacje z oskarżoną i zażyłość z jej byłym partnerem rzutowały na ocenę wiarygodności zeznań.
Gorzki rozwód Julie i Lena oraz późniejsze spory o opiekę nad Joelem, choć nie miały żadnego związku z nocą morderstwa, dostarczyły prokuraturze jedynego motywu.
Co więcej, odrzuca niemal wszystkie dowody zaprezentowane w 2002 roku, pozostawiając jedynie te, które nie przesądzają ani o jej winie, ani niewinności.
Jednym z najpoważniejszych problemów drugiego procesu okazuje się śledztwo przeprowadzone przez policję stanową z Illinois.
Jako jeden z pierwszych na mównicę wchodzi starszy sierżant Jerry P., główny śledczy przydzielony do sprawy zabójstwa Joella.
Jego słowa wywołują niedowierzanie, a nawet kpinę Rona Seyfera i jest to według niego wystarczający dowód na to, że policjant mógł przeoczyć ślady, które bezpowrotnie przepadły.
Adwokaci przedstawiają ławie przysięgłych agentów trzymających pionowo zakrwawioną pościel, tak by zaprezentować przed obiektywem ślady po nożu.
Eksperci obrony za takie działania wbrew procedurom nie zostawiają na detektywach suchej nitki.
Wyjaśniają bowiem, że fotografie dokumentują przede wszystkim coś zupełnie innego.
W decyzji, by nie zabezpieczyć odcisków palców, nie byłoby może nic zaskakującego podczas pierwszego procesu, gdy historia Julie o intruzie w masce narciarskiej brzmiała niedorzecznie.
Dziś, kiedy każdy szczegół podlega drobiazgowej analizie, ten brak czynności śledczych wraca jak bumerang.
Dowiedziawszy się z mediów o strategii obrony, patolog, który przeprowadzał sekcję zwłok Joela, unika składania zeznań.
W rękach Parkinsona pozostaje więc lista świadków, na której dominują, jak to określają adwokaci oskarżonej, rozgoryczeni byli sąsiedzi Julie.
Jedna z nich, kobieta z naprzeciwka, podczas ostrego przesłuchania przez obrońców odmawia nie tylko przyznania się do wcześniejszych zeznań przed wielką ławą przysięgłych, ale nawet spojrzenia na ich transkrypcję.
Jeśli twierdzisz, że to powiedziałam,
rzuca w stronę przesłuchującego ją Urdangena, to wierzę, że właśnie to powiedziałam.
Według niego mogła to być tylko i wyłącznie zakrwawiona ręka Joella.
Gdy sąd wyraża zgodę, Parkinson unosi ją przed sobą, rozciąga materiał i trzymając go w dłoniach, podchodzi do ławy przysięgłych.
Ta sugestia, że chłopiec miał próbować odepchnąć matkę w chwili, kiedy ta wbijała mu nóż, jest bezlitosna.
Ostateczny cios w strategię Parkinsona nadchodzi, gdy obrona skutecznie sprzeciwia się zaplanowanej przez Englerta demonstracji.
Sędzia zezwala mu jedynie na pokaz plakatu z rodzajami rozprysków krwi.
Na mównicę wchodzi ich świadek, Kenneth Moses, konsultant sądowy, emerytowany policjant z San Francisco, który spędził 28 lat jako śledczy i pracował na tysiącach miejsc zbrodni.
Kiedy intruz zostaje zaskoczony i próbuje uciekać w pośpiechu, otwiera drzwi gwałtownie.
Następnie prawnicy przeczytali transkrypcję jego rozmowy z producentem programu 2020, a później pokazali materiał wideo z nieedytowanego wywiadu nagranego dla The Montel Williams Show.
Ale jedno pozostaje niezmienne.
Problem w tym, że muszę udowodnić swoją winę, a tak nie powinien działać system sprawiedliwości.
I nawet jeśli ławnicy nie uwierzą Selsowi, że to on zabił Joela, to nie pozbędą się już obrazu człowieka, który kiedyś zrobił coś niemal identycznego.
Julie siedzi w milczeniu niemal, nieruchomo.
Ale kiedy na ekranie pojawiają się zdjęcia ran Joela, zaczyna cicho łukać, czekając na ten moment, który w końcu musi nadejść.
Jeden z najcięższych ciosów pada wtedy, gdy obrońcy ujawniają, jak sami podkreślają, kluczowe, a zarazem przez lata zatajany dowód.
Dla obrony to nie tylko istotny materiał dowodowy, lecz także kolejny przykład niedociągnięć i zaniedbań śledczych, którzy ich zdaniem z premedytacją nie przekazali go wcześniej sądowi.
Co więcej, jeden z prawników reprezentujących Julie wraz z jej aktualnym mężem Markiem Harperem przeprowadzili śledztwo i sprawdzając raporty meteorologiczne, także jednoznacznie ustalili, że w noc, w którą zginął Joel, Rosa nie występowała.
Teraz po tylu latach milczenia wraca do tej samej historii, którą opowiedziała śledczym w 1997 roku.
Zawołała go, a wtedy ktoś rzucił się na nią.
Parkinson przygląda się temu z niedowierzaniem, wciąż mając w pamięci jej brak emocji podczas pierwszej rozprawy.
Nie wiedziała, że już wtedy leżał na podłodze, wykrwawiając się na śmierć.
Po przerwie Parkinson rozpoczyna krzyżowe przesłuchanie od zakwestionowania jej oceny wieku intruza.
Julie mówiła, że wyglądał na 14-17 lat, podczas gdy Sels miał wtedy 33.
Nie potrafi powiedzieć też z całą pewnością, czy zamknęła tylne drzwi.
Bo nie widząc z nim syna uznała go jedynie za wspólnika porywacza.
Natomiast na pytanie o ślad krwi Joela na koszulce nocnej nie umie odpowiedzieć.
Mogę ci powiedzieć, dlaczego tam nie wróciłam.
Ostatnim świadkiem obrony zostaje brat Fegli, agent prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa Joela.
I seria pytań, na które można odpowiedzieć tylko w jeden sposób.
Nie ma dowodów na to, że kiedykolwiek podniosła rękę na Joella.
Żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek podniosła głos na Joella.
Wtedy Sejfer sięga po kolejną teczkę.
To sześciostronicowa notatka majora Ediego Caselli, wysłana do pułkownika Charlesa Brojgmana z Policji Stanowej w Illinois.
Dokument punkt po punkcie wylicza luki w śledztwie i zawiera listę zaleceń.
I za każdym razem odpowiedź jest ta sama.
Na koniec dodaję, że to, iż śledczy nie znaleźli na miejscu dowodów na obecność intruza, nie znaczyło, że jego tam nie było.
Znaczyło jedynie, że ich nie zabezpieczyli.
Jej obrońcy wracają z motelu, zostawiając niedokończone kalambury i gry słowne.
Natomiast Parkinson, który od rana okupuje sąd, tuż przed ogłoszeniem werdyktu z niego wychodzi, ponieważ ma złe przeczucia.
Wśród publiczności są także gorliwi studenci prawa, profesorowie koledżu, aktywiści, reporterzy, dwaj producenci telewizyjni z ogólnokrajowej stacji.
W momencie, kiedy padają słowa niewinna, Julie wydaje z siebie krzyk tak przenikliwy, że głowy wszystkich obecnych w tej samej chwili zwracają się w jej stronę, a ona osuwa się i pada na podłogę.
W oświadczeniu chwali Parkinsona jako człowieka o nieposzlakowanej opinii i obarcza winą za uniewinnienie Julie programy telewizyjne, które jego zdaniem wpłynęły na wyobrażenia ławników.
Nie ma planów, aby oskarżyć kogokolwiek innego, oświadcza na zakończenie Han, dając tym samym jasno do zrozumienia, że ich jedyną podejrzaną wciąż pozostaje Julie.
W ich oczach już wtedy chciałam go zabić.
A skoro tam był, to najpewniej jednak wykorzystał ten bilet.
Pytany przez dziennikarzy podczas jednego z wywiadów o możliwość, że Julie rzeczywiście spotkała Selsa w sklepie, Mark Harper przyznaje, że rozmawiał z żoną na ten temat, ale ona nie przypomina sobie takiej sytuacji.
Jeśli zobaczył ją z Joelle'em i próbował z nią flirtować, mogła odpowiedzieć dość szorstko.
Przedstawiany jako człowiek owładnięty żalem i gniewem, niezdolny do pogodzenia się ze śmiercią syna.
Ed Parkinson również nie zmienia zdania.
Wciąż jest przekonany, że to właśnie pierwszy proces zakończył się jedynym słusznym werdyktem.
Bileterka miała sprzedać go nastoletniemu chłopcu, nie trzydziestotrzylatkowi.
A pomysł, że Sels miałby wysiąść z autobusu, odwiedzić chorą matkę w St.
Według prokuratora, wiedza Tomiego na temat morderstwa Joella nie świadczyła jeszcze o tym, że rzeczywiście tam był.
Parkinson przypomina, że w czasie, gdy zamordowano chłopca, Sells przebywał na wolności, a sprawa już wtedy rozgrzewała media.
Finalnie rozgłos związany z uniewinnieniem Julie przynosi dodatkową popularność także Diane Fenning i znacząco zwiększa sprzedaż jej książki.
Twierdzi, że w jednym z listów mężczyzna przyznał, iż zaprzeczył swoim wcześniejszym zeznaniom, ponieważ wściekł się na śledczych z Illinois, zirytowany ich podejściem i podejrzeniami.
Dla niego to wystarczający dowód, że działała według własnej agendy i postrzega jej działania jako próbę taniego sprzedania pamięci o jego zmarłym synu.
Małżeństwo z mężczyzną, który tak mocno wierzył w jej niewinność, że poszedł na studia prawnicze, by jej pomóc, nie wytrzymuje próby czasu i rozpada się niedługo po jej uniewinnieniu.
Wzdumienie, ciszę, uprzejmy uśmiech i brak odpowiedzi.
Wszystkie odwołania Selsa w sądach stanowych i federalnych zostają odrzucone.
Choć zwolennicy i przeciwnicy Julie nigdy nie dojdą do porozumienia w sprawie tego, czy to ona stała za śmiercią własnego syna, w jednym są zgodni.
To media zmieniły bieg tej historii.
Tych z Was, którzy wciąż nie wiedzą po której ze stron stanąć, zapraszam do wysłuchania 24 odcinka mojego podcastu pod tytułem Martwi nie opowiadają żadnych historii.
Przybliżam w nim sylwetkę Tomiego Linselsa, jednego z największych potworów jakie chodziły po tej ziemi.
Może właśnie tam znajdziecie odpowiedź na pytanie, które wciąż nie daje spokoju.
Ostatnie odcinki
-
⭕ #48 Corpsewood Manor: nazwali ich czcicielami...
31.01.2026 06:00
-
#47 Żołnierz aż po grób | Jared Smith
30.11.2025 07:00
-
#46 "Nie bądź zły, powiedziałam prawdę"
29.09.2025 07:00
-
#45 Co się wydarzyło w Lawrenceville?
25.08.2025 11:48
-
#44 Ocean kłamstw
18.06.2025 12:13
-
#43 Toksyczna miłość — Anita Friend
27.04.2025 08:00
-
#42 Wilk w owczej skórze
10.03.2025 13:27
-
#41 Sześć krwawych minut – sprawa Robbiego Hawk...
14.01.2025 13:18
-
#40 Co się stało Cynthii Hrisco?
26.11.2024 12:48
-
#39 Jedyny świadek – sprawa Judy Chandler
30.10.2024 23:00