Mentionsy

KinoTalk
18.11.2025 09:41

Bugonia i Frankenstein

Odcinek na 4 głosy, pierwszy raz, w nowym, pełnym składzie. Może nawet nie ostatni!

(00:00) Sprawy różne, w tym "Heweliusz" i American Film Festival.

(29:03) Bugonia

(59:43) Frankenstein

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 26 wyników dla "Del Toro"

No właśnie, bo ja bardzo chciałabym jeszcze wyróżnić może nie film, ale cały cykl filmów, który nazywał się Indie Story Awards Susan Seidelman.

Bijmy brawo osobom, które zdecydowały się zaprosić Susan Seidelman do Wrocławia, która była w trakcie festiwalu wiele razy.

Co pięknie kontrastowało z niektórymi innymi zaproszonymi gośćmi, którzy choć byli o wiele mniejszej rangi niż Susan Seidelman.

Obejrzałam też krótkie metraże Seidelman w tym film, który nie jest dostępny w internecie w żaden sposób i jest to film, który jest zatytułowany Wyznania dziewczyny z przedmieścia.

I to jest trochę film biograficzny Seidelman, w którym ona pokazuje z czego wzięły się te jej pragnienia, z czego wzięła się ta szansa, żeby robić filmy, która akurat w jej przypadku była przypadkowa.

A wyznanie dziewczyny z sąsiedztwa to jest taki moment, kiedy Seidelman wraca z przedmieścia do małej miejscowości, z której pochodzi i spotyka się ze swoimi koleżankami, z którymi kolegowała się, kiedy były nastolatkami i każda z nich opowiada trochę, w jaki sposób potoczyło się ich życie.

No właśnie, a gier model to rozsłynie z tego, że on kręci na miejscu, że buduje te plany filmowe, ale no niestety ta cyfra i postprodukcja zamienia to w plastikowy domek lalek Barbie.

Jest też, co do castingu, bardzo ciekawy aktor, Adrian Delbis, mam nadzieję, że dobrze wymieniłam imię Teddy'ego, kuzyna Teddy'ego, czyli Donna i jest to jego pierwsza w karierze rola.

To robi gier model Toru, ale o tym będzie mówić.

Zdecydowanie widać, że przepracowuje to filmowo, bo ta relacja ojciec-syn przecież jest widoczna zarówno w Hellboyu, w Pinokio niedawnym, czy teraz we Frankensteinie, który jest definicją synowsko-ojcowskiej relacji, od której zresztą Guillermo del Toro nie stroni w tym filmie, który jest na Netflixie.

Del Toro.

z przekładaniem scenariusza, ale widać już w zajawkach, że to jest nacisk głównie na estetykę i to samo robi Teltoro mniej lub bardziej udanie w Frankensteinie, że trochę mniej obchodzi tych twórców historia, najbardziej obchodzi ich obrazek.

Może ten Del Toro jest o czymś innym niż Mary Shelley.

Del Toro gotyku nie czytasz?

Jakbym miał to jakoś przenieść z architektury na literaturę, to powiedziałbym, że to jest taki trochę nieudany Art Deco, z którym lepiej współpracował Cameron budując Morię, niż Del Toro budując tę wieżę ciśnień.

No a szukając tego Eggersa tutaj, to Del Toro robi to samo, czyli przekłada na przykład jeden do jednego obrazy na kadry.

To przecież tak się zachwycała część krytyki Eggersa i to samo robi Del Toro, co w ogóle dla mnie nie ma... To samo robił Reeves w ostatnim...

Nie da się nie zobaczyć tej go w przebranej z krizą pika dokładnie, bo to jest wcześniejszy film Del Toro, gdzie tam była też Mia.

Tylko, że Del Toro ma swój język filmowy, no bo to Coppola w Draculi miał bardziej wyrazisty, jeżeli chodzi o wyrazistość.

O, kto wymyślił ten znakomity zabieg, to chciałbym doprawdy wiedzieć, ale ten film jest niestety nieoglądalny i mniej chyba nawet winie za to gier model Toro, a bardziej winie za to Netflixa, bo ten film miał pewnie jakiś absurdalny budżet, nawet mi się nie chciało szukać jaki, bo nie bardzo mnie to interesuje.

Bo Del Toro słynie mniej więcej z tego samego, z czego słynie Rantimos, czyli tak jak on zbudował sobie tę Lizmo na cały plan, żeby aktorzy mogli po niej chodzić, tak, Del Toro zbudował swój plan i zbudował ten statek, zakuty w lodzie i zbudował 30 innych lokacji, żeby to wszystko wyglądało fantastycznie.

Niekoniecznie przez Del Toro, tylko przez ten nieszczęsny Netflix, który wszystko postprodukuje dokładnie tak samo jak serial Wednesday.

Bo Frankenstein, Del Toro, jednego z najbardziej wystylizowanych twórców współczesnego kina, mógłby być ekstra bonus odcinkiem do drugiego sezonu Wednesday, wydanego na Halloween, bo wygląda kropka w kropkę tak samo.

W sensie Jacob bez tych kwadratowych elementów, taki trochę z Prometeusza, taki bardziej obcy niż Frankenstein, którego znaliśmy, który tam oczywiście z Del Toro w wywiadach się chwalą, że on tańczył jakiś japoński taniec przez cztery miesiące, żeby zachować upłynność ruchów.

Według Del Toro jest jakieś bardzo głębokie spojrzenie na niemożność bycia rodzicem.

To w ogóle jest super wątkiem u Del Toro, że to już jest drugi film, w którym kobieta zakochuje się w jakimś potworze i ma taką fascynację, która nie do końca jest wyjaśniona w sumie.

0:00
0:00