Mentionsy
TAJEMNICE WANDERERA [1/2]: Lichtarz szewca Katza (1953)
Śledztwo, które zaczyna się od postrzału w cewkę moczową, nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że sprawcy mogli mieć związek z najdłuższym śledztwem w historii PRL-u - sprawą uprowadzenia Bohdana Piaseckiego. W pierwszej z dwóch części usłyszycie o zagadkowym porwaniu, którego powodem miał być srebrny lichtarz wrocławskiego szewca.
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/tajemnice-wanderera
Muzyka:
Purple Planet Music - Lazy Days
Szukaj w treści odcinka
W Polsce Ludowej za najniebezpieczniejszy samochód uchodziła oczywiście czarna wołga, ale ja opowiem Wam dzisiaj o innym aucie, które niosło śmierć na południu Polski w latach 50.
Zabiorę Was w tej opowieści do czasów stalinizmu, żeby opowiedzieć Wam o pewnej bardzo tajemniczej sprawie, na której akta natknęłam się w archiwum akt nowych, a tak naprawdę to o kilku połączonych ze sobą lub nie sprawach, które milicja próbowała wyjaśniać po latach i ta sprawa w dziwny sposób połączyła się w którymś momencie z tym, co się dzieje.
No a w drugiej części usłyszycie historię, która z tą będzie się łączyła przez osobę podejrzanego, przez żydowski półświatek lat 50. i samochód marki Wanderer W24.
Tego dnia w zamknięciu pomogła mu żona Elżbieta, która przyszła do sklepu razem z mieszkającym u nich studentem Samuelem, ale to też nie było nic nietypowego.
Chociaż rzeczywiście posługiwał się nim w czasie wojny, bo Józef Katz był Żydem, a jak wiadomo w czasie II wojny światowej lepiej się było do takiego pochodzenia nie przyznawać.
Milicjant powiedział mu, że jest aresztowany i pójdzie z nimi do samochodu.
Wsiadł do samochodu zaparkowanego przy ulicy, samochodu marki Wanderer.
Do tego miał żydowskie pochodzenie, co czasami mogło być pomocne w kontaktach z niektórymi przedstawicielami władzy wykonawczej.
I teraz Gatz robił pospieszny rachunek sumienia, usiłując zgadnąć, czego mogą od niego chcieć i jak się z tego wykręcić.
I Kacowi przyszło do głowy, że mężczyźni, którzy zatrzymali go na ulicy, mogli wcale nie być milicjantami.
W jego położeniu niewiele to jednak w tamtym momencie zmieniało.
Był sam, a ich było trzech, miał zawiązane oczy i znajdował się w jadącym, Bóg wie dokąd, samochodzie.
Kilka godzin później w środku nocy przed mieszkaniem państwa Kaców na drugim piętrze w kamienicy we Wrocławiu stanęli dwaj funkcjonariusze MO.
Była pełna najgorszych obaw i bardzo się zdziwiła, kiedy jeden z milicjantów poinformował ją, że dostali nakaz przeszukania ich mieszkania w związku z prowadzoną sprawą.
Wtedy starszy z milicjantów wyprosił studenta z pokoju, mówiąc, że chcą odbyć rozmowę z panią domu, a kiedy zostali sami, zażądali od kobiety, żeby wskazała im srebrny lichtarz, który miał się znajdować na stole w jadalni.
A istniała szansa, że o to w tym wszystkim chodziło, bo Elżbieta zaraz po zatrzymaniu Józefa udała się na komendę MO i tam usłyszała, że takiego aresztowania nie ma.
Służby nie zawsze ze sobą współpracowały, nigdy nie można było mieć pewności, czy coś nie było na przykład z działaniem bezpieki, która czasem sięgała po różne niekonwencjonalne sposoby.
No ale Elżbieta podejrzewała, że tu mogło chodzić o coś innego.
Następnie kobieta wyszła z mieszkania razem z dwoma milicjantami i wsiadła do czekającego na dole samochodu marki Wanderer.
Ani Józef, ani Elżbieta nie wrócili do domu i nie otrzymał od nich żadnej wiadomości.
Został sam z ich trzyletnim dzieckiem, którym nie bardzo wiedział jak się zajmować i chciał wiedzieć co dalej.
Jego personalia zresztą znali, wylegitymował się przecież jako Roman Paluch.
Fakt, że Kacowie byli Żydami i prywaciarzami natychmiast budził ich podejrzenia, że może tu chodzić o jakiś szwindel.
W tamtych czasach wielu Żydów opuszczało Polskę mniej lub bardziej legalnie i milicjanci podejrzewali, że podobnie mogło być w przypadku Kaców.
Nie zamierzali więc szukać kazuł, dopóki nie wyjaśnią wszystkich wątpliwości, no bo milicja nie mogła przecież pozwolić sobie na to.
kiedy to milicja została zaalarmowana przez pewnego robotnika z okolic Szczawienka.
Pomimo tego, że kobieta została rozebrana, nie stwierdzono na jej ciele śladów świadczących o tym, że mogła zostać zgwałcona przed śmiercią.
Ponadto stwierdzono braki w uzębieniu kaców, które mogły świadczyć o tym, że małżonkom usunięto złote zęby.
Poza tym kac w momencie uprowadzenia miał przy sobie pochodzące z dziennego utargu w sklepie pieniądze, co najmniej kilkaset tysięcy złotych.
w związku z czym mogło minąć kilka dni, zanim ktoś by zaczął się interesować ich nieobecnością, a to dawało czas na ucieczkę, do granicy nie było daleko, no ale podejrzanego lepiej mieć niż nie mieć, więc na razie Samuel musiał im wystarczyć.
Nie potwierdzało jego zaangażowania w te zbrodnie, wręcz przeciwnie, był bardzo pomocny, starał się możliwie szczegółowo opisać wszystkie szczegóły dotyczące kaców, które mogłyby pomóc w ich poszukiwaniach, a później w poszukiwaniach ich zabójców.
Sprawdzono niepewnych funkcjonariuszy MO, ale wszyscy albo mieli alibi, albo nie pasowali do opisu milicjanta widzianego przez Samuela.
Wreszcie dochodzenie trzeba było więc umorzyć.
I być może nigdy by do niej nie wrócono, gdyby nie odstrzelony penis.
nielegalnie, więc bał się konsekwencji, ale mogło stać za tym też coś więcej.
W 1956 i 57 roku fałszował bowiem książeczki PKO i podejmował z nich pieniądze, na czym został przyłapany i trafił do więzienia na 4 lata.
należących do syna, bo po prostu nie wiedział, że tam były, a że to były jakieś tam istotne dokumenty, to Jerzy razem z ojcem przyjechał do tego domu, żeby poprosić nowych właścicieli, żeby mogli wejść i te rzeczy zabrać.
No i milicja nie bardzo wiedziała, co z tą opowieścią zrobić, więc postanowiła najpierw sprawdzić inne fakty z opowieści Podolaka, na przykład te dokumenty, które rzekomo miał zabrać z domu.
Milicja, która zajmowała się sprawą zabójstwa kaców kilka lat wcześniej, oczywiście pamiętała to nazwisko i pamiętała dokumenty, które opisał wówczas sublokator zamordowanych, dokumenty, które miał jemu i kacowej pokazać fałszywy milicjant i to były właśnie te dokumenty.
Jak to możliwe, żeby ktoś był tak głupi, żeby je zachować, a potem jeszcze postrzelić się w penisa i pojechać do szpitala, nie pozbywszy się tego uprzednio w sytuacji, kiedy musiał wiedzieć, że milicja zostanie o tym zawiadomiona, a musiał o tym wiedzieć, bo sam był kiedyś milicjantem.
Był funkcjonariuszem komendy MO we Wrocławiu.
I miejsce też było szczególne, no bo Wrocław raz, że został bardzo mocno zniszczony pod koniec wojny,
Także milicja i ogólnie wszystkie służby miały w tym okresie dużo roboty, no i też spore możliwości to dawało oczywiście tym, którzy nie mieli większych oporów moralnych przed wykorzystywaniem trudnej sytuacji innych obywateli.
Możliwe, że było to takie porozumienie, że oficjalnie sam złożył wypowiedzenie, choć tak naprawdę nie miał innego wyjścia i został do tego złożenia wypowiedzenia zmuszony.
Coś mogło być na rzeczy, bo w kolejnych protokołach z przesłuchań Podolaka w 1973 roku są różne, widać, zmiany zeznań.
Na mojej decyzji o zakończeniu pracy w organach MO zaważyła chęć prowadzenia nieskrępowanego, dostatniejszego życia.
i zachował ją sobie ukrywając na strychu domu ojca, gdzie pistolet przeleżał do 1961 roku, kiedy to go wyrzucił po tym, jak cytuję, postrzelił się nim w cewkę moczową.
Swoją drogą nie ma to jak się postrzelić w cewkę moczową w Szczawienku.
Także albo ktoś ten pistolet zauważył wcześniej i go zajumał, co nie jest niemożliwe,
Broni, z której Jerzy się postrzelił w cewkę moczową i z której, jak podejrzewano, mógł zostać również zastrzelony Józef Kac, nigdy nie odnaleziono, także tego takiego bezpośredniego dowodu jego winy nie było.
I na tym ta sprawa mogłaby się skończyć, ale mniej więcej dekadę później wydarzyło się coś, co sprawiło, że Jerzym Podolakiem, odsiadującym nadal swój wyrok, ponownie zainteresowała się prokuratura i wtedy zdecydował się wyznać prawdę o swoim zaangażowaniu w sprawę uprowadzenia małżeństwa Kaców.
Z tą uprowadzoną osobą, według oświadczenia Pwała, miał przeprowadzać jakieś ważne rozmowy ktoś z Warszawy.
Jakiej treści miały być te rozmowy, Pwał nie powiedział mi.
Bo pomimo, że Podolak nie pracował już w milicji, to mundur i większość wyposażenia, które dostał na służbie, takiego jak płaszcz, czapka, kabura, pas, jakieś tam inne akcesoria,
Z jakiegoś powodu, może z czystej próżności, Podolak dał krawcowi wytyczne, żeby zmienił jego krój tak, żeby przypominał bardziej mundury lotników.
Jako że ten mundur był nieregulaminowy, no to i tak nie można go było przekazać żadnemu innemu funkcjonariuszowi po tym, jakby go Podolak zdał.
No ale znając tamte czasy, to możliwe, że milicjanci po służbie sobie zatrzymywali te wszystkie rzeczy, nawet jeśli oficjalnie nie było to dozwolone.
No i gdyby przyszli po nią ludzie po cywilnemu, to prawdopodobnie mogłaby walczyć i stawiać jakiś opór.
Teraz to już była poważniejsza sprawa, znacznie większe konsekwencje w razie wpadki i też znacznie bardziej złożone przedsięwzięcie, podczas którego wiele elementów może pójść nie tak.
Obaj panowie byli, jak można się domyślić, po nazwiskach pochodzenia żydowskiego, jednymi z tych, którzy jeszcze w Polsce zostali po II wojnie światowej, no i trudnili się fachem, który też był charakterystyczny dla Żydów w tej części Europy, czyli byli jubilerami i handlarzami.
Potem otwierali kolejne, KOP został kierownikiem sklepu zegarmistrzowskiego, PV prowadził sklep z samodziałami, które kupował nielegalnie,
Pwał i Kałpę poznali Podolaka na zabawie sylwestrowej w restauracji Monopol we Wrocławiu.
Jak kilka dekad później przyznał Kałpę, do znajomości doszło, bo spodobała mu się żona Podolaka, Halina, zwana Iwoną.
Wiem za to, że Pfał miał coś wspólnego z rozpadem małżeństwa Tadeusza i jego żony Lili, drugiej żony, dodajmy, z którą to żoną Pfał wydał się w romans, doprowadzając tym samym do ochłodzenia ich znajomości, jego i Tadeusza i zakończenia wspólnych interesów.
A wtedy w 1949 roku, w Sylwestra, kiedy Kałpa już się zorientował, że Podolak jest milicjantem i że przy tym nie jest chyba zbyt bystry, no to uznał, że taka znajomość może mu się przydać, jemu i Pwałowi w ich interesach.
I prawdopodobnie właśnie w tym celu postanowili tę znajomość z Podolakiem zacieśnić.
Nie dlatego, żeby miał on jakieś wielkie towarzyskie atuty, pasowało im po prostu, żeby mieć po swojej stronie milicjanta, który w razie czego by się za nimi wstawił, którym można byłoby kogoś postraszyć.
Oczywiście milicji w latach 50. nic nie mogło umknąć,
Raz jeden tylko kierownik Wydziału Ewidencji Ludności Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu, nazwiska jego nie pamiętam, jako mój zwierzchnik zwrócił mi uwagę, że obracam się w nieodpowiednim towarzystwie ludzi ze środowiska tzw.
Także ta ochrona interesów trwała przez Podolaka, stała trochę pod znakiem zapytania i zamiast odsuwać od nich zainteresowanie milicji, mogła je na nich ściągnąć.
Mogły z tego w przyszłości wyniknąć problemy.
Zanim odszedł z milicji, Pfau mówił coś o uruchomieniu zakładu produkującego galanterię i Podolak liczył na to, że zostanie szefem tego zakładu, dlatego też zdecydował się ostatecznie odejść z pracy w MO.
Ale teraz, no teraz to Podolakowi była potrzebna pomoc Pwała i niewiele miał mu do zaoferowania w zamian.
A Pwał też głupi nie był i nie zamierzał niczego robić za darmo.
Podolak nie był chyba zbyt bystry, jak już mogliśmy się zorientować.
Podolak był dla niego przede wszystkim pożytecznym idiotą w milicyjnym mundurze, którego łatwo można było przekupić.
W rzeczywistości doskonale wiedzieli, że nie był materiałem na wspólnika w interesach, na słupa może co najwyżej, ale w tamtym momencie powału słupa nie potrzebował, nie potrzebował też zakładu z galanterią.
Jako, że ich dom znajdował się na uboczu, to stanowiło idealną lokalizację, żeby przeprowadzić to wszystko bez świadków przy możliwie niewielkim ryzyku.
Obiecano mu za udział w całej akcji 20 tysięcy złotych, a jego ojcu, który w międzyczasie też się zgodził na udział i dodatkowo użyczył jeszcze miejsca na przeprowadzenie owej rozmowy, miał przypaść w udziale 30 tysięcy złotych, także rodzina Podolaków miała się łącznie wzbogacić o 50 tysięcy złotych na tej imprezie.
co, jako że całe Towarzystwo oprócz Podolaków wywodziło się z kręgów żydowskich, mogło być zdrobnieniem od popularnego wtedy wśród Żydów imienia Samuel, ale pełnego imienia i nazwiska samka Podolak nigdy nie poznał, albo przynajmniej tak mówił.
Plan był taki, że podolakowie przebrani w milicyjne mundury mieli zatrzymać kaca na ulicy i zaprowadzić do samochodu, za którego kierownicą czekał pwał.
Poza tym Pwał powiedział, że będzie miał jakąś substancję, którą można wstrzyknąć w twarz, żeby zmienić rysy, tak żeby nie zostać rozpoznanym.
Gdzieś co druga osoba w telewizji ma taką substancję, wtedy to nie wiem, co to mogło być.
No więc Podolak pomyślał, że teraz jej powie, że okej, niech z nimi jedzie, wyjdą na ulicę, a na ulicy jakoś tam się wykręci, może po drodze mu coś przyjdzie do głowy, jak się jej pozbyć i zanim znowu narobi wrzasku, to wsiądą do samochodu i odjadą.
Ona tymczasem podążyła za nami i widząc, że zatrzymałem się przy samochodzie, nie pytając nikogo o pozwolenie otworzyła drzwi i wsiadła do tego pojazdu.
Nie wiem dlaczego tak postąpiła, musiała jednak nabrać przekonania, że tym samochodem przyjechaliśmy i tym samochodem będzie z nami mogła pojechać do męża.
No i wszyscy trzej złoczyńcy zgłupieli, w tym momencie już prawie im się udało, wszystko gładko poszło, porwanie kaca nie napotkało żadnych przeszkód, mieli lichtarz, na którym im zależało, wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie ta baba.
A teraz baba rozsiadła się w samochodzie i czekała, żeby ją zawieźć do kaca.
Niby mogliby ją spróbować wyrzucić z tego samochodu jakoś siłą, ale żaden nie miał odwagi.
Naradzają się półgębkiem, ona siedzi w środku w samochodzie, ani myśli sobie pójść z zaciętą miną, czeka aż ją zawiozą do męża i ta sytuacja mogłaby być komiczna, gdyby nie to, że jej finał ostatecznie okazał się tragiczny.
W tym momencie ich plan się posypał.
Jego towarzysze oczywiście byli na niego wściekli, Jerzy też był wściekły, bo w ich planie nie było w ogóle mowy o rewizji w mieszkaniu kaców.
Jak się im zechciało lichtarzy, to sobie sami mogli tam po nie pojechać, a nie jego posyłać, a teraz to niech mają pretensje do siebie.
Nie wiedział, że zostaną zamordowani, wiedział jedynie, że mają nastraszyć Józefa Kaca, żeby zdobyć od niego jakieś informacje za ich zabójstwem.
Choć, jak wiadomo, życie w Izraelu też nie było usłane różami, dziś też nie jest.
Tadeusz Kaupę w 1974 roku mówił podczas przesłuchania, że doszło go słuchy, iż w Izraelu pwał trafił na wielu przybyszów z Polski, którzy podejrzewali go o udział w zabójstwie kaców i ta opinia ciągnęła się za nim w Izraelu, uniemożliwiając mu rozpoczęcie tam nowego życia, takiego, jaki by chciał, w związku z czym z Izraela miał jakiś czas później udać się do Ameryki.
Czy te informacje można uznać za wystarczająco wiarygodne?
Został już za to zabójstwo uznany winnym, skazany, więc drugi raz za to samo go skazać nie mogli.
Możliwe, że faktycznie jego wspólnicy nie wzięli go do mokrej roboty, bo znając jego zręczność, to by prędzej postrzelił któregoś z nich zamiast kaców.
Nie wiadomo też na ile prawdziwe było to jego twierdzenie, że nie planowali porwać Elżbiety, tylko ona sama chciała z nimi pojechać do męża, bo Samuel nie słyszał dokładnie przebiegu tej rozmowy i nie mógł potwierdzić, czy to wyszło od niej, czy od podolaków.
On też w ogóle w więzieniu zaczął się zajmować literaturą.
Wyobrażał sobie, że zostanie znanym pisarzem, także może też w tym kontekście tej swojej przyszłej literackiej kariery nie chciał ujawniać niektórych faktów, które by go stawiały w złym świetle.
Jakie dokumenty mogły być na tyle ważne, że za ich zdobycie Pfau i Samek byli gotowi zapłacić podolakom 50 tysięcy złotych, prawie 5 rocznych pensji?
No to już chyba na zawsze pozostanie tajemnicą i możemy tylko zgadywać, co było dla nich tak cenne.
Ostatnie odcinki
-
"JOLKA" I WAMPIR [2/2]: Wyznania nositorby (1970)
23.01.2026 07:00
-
"JOLKA" I WAMPIR [1/2]: Sezon grzewczy (1970)
22.01.2026 19:00
-
Krzyki zza ściany (Szklarska Poręba 1983)
30.12.2025 19:30
-
Wampir z Tarnowskich Gór (1981)
15.12.2025 17:00
-
Zapomniana rodzina (Wawrzeńczyce)
01.11.2025 17:00
-
KRYMINALNA HISTORIA POLSKI: Zabójcza pomarańcza...
21.10.2025 18:00
-
Szybcy i wściekli. Najgłośniejszy pościg PRL (1...
24.09.2025 16:00
-
Tajemnica mirowskiej studni (Okleśna 1971)
22.08.2025 17:00
-
TAJEMNICE WANDERERA [2/2]: Fałszywy milicjant (...
07.07.2025 06:00
-
TAJEMNICE WANDERERA [1/2]: Lichtarz szewca Katz...
06.07.2025 16:00