Mentionsy
TAJEMNICE WANDERERA [1/2]: Lichtarz szewca Katza (1953)
Śledztwo, które zaczyna się od postrzału w cewkę moczową, nabiera rozpędu, kiedy okazuje się, że sprawcy mogli mieć związek z najdłuższym śledztwem w historii PRL-u - sprawą uprowadzenia Bohdana Piaseckiego. W pierwszej z dwóch części usłyszycie o zagadkowym porwaniu, którego powodem miał być srebrny lichtarz wrocławskiego szewca.
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/tajemnice-wanderera
Muzyka:
Purple Planet Music - Lazy Days
Szukaj w treści odcinka
Tym bardziej, że pacjent, 36-letni Jerzy Podolak, który aktualnie pracował jako organizator w zespole estradowym w Opolu, miał już na swoim koncie odsiadkę.
Kiedy milicjanci przesłuchali go w szpitalu, powiedział, że przyjechał do Szczawienka po swoje dokumenty, które zostawił na strychu w swoim rodzinnym domu, ale podczas gdy Jerzy odsiadywał wyrok, jego ojciec wyprowadził się z tego domu i nie zabrał ze skrytki na strychu rzeczy.
należących do syna, bo po prostu nie wiedział, że tam były, a że to były jakieś tam istotne dokumenty, to Jerzy razem z ojcem przyjechał do tego domu, żeby poprosić nowych właścicieli, żeby mogli wejść i te rzeczy zabrać.
Jerzy szczegółów nie pamiętał, no bo nie był zbyt trzeźwy,
No i milicja nie bardzo wiedziała, co z tą opowieścią zrobić, więc postanowiła najpierw sprawdzić inne fakty z opowieści Podolaka, na przykład te dokumenty, które rzekomo miał zabrać z domu.
Jerzy Podolak urodził się 11 lutego 1925 roku w Cieszynie.
Podolak przez pierwsze miesiące służył w Wałbrzychu i tam krótko po rozpoczęciu służby
Podolak stanął przed sądem wojskowym we Wrocławiu.
Coś mogło być na rzeczy, bo w kolejnych protokołach z przesłuchań Podolaka w 1973 roku są różne, widać, zmiany zeznań.
No ale też Podolak, trzeba pamiętać, to był prawdziwy mistrz kaszany.
No albo tym razem też Jerzy mijał się z prawdą i po prostu nie chciał wskazać miejsca, w którym ten pistolet ukrył, no bo nie chciał, żeby powiązano go z zabójstwem, do którego ten pistolet został wykorzystany.
Tak więc prosto ze szpitala Jerzy Podolak trafił do więzienia, czy też raczej do aresztu, a w 1963 roku Jerzy Podolak został oskarżony i skazany za uprowadzenie i zabójstwo Elżbiety i Józefa Kaców i wymierzoną karę 25 lat pozbawienia wolności.
Broni, z której Jerzy się postrzelił w cewkę moczową i z której, jak podejrzewano, mógł zostać również zastrzelony Józef Kac, nigdy nie odnaleziono, także tego takiego bezpośredniego dowodu jego winy nie było.
Dopiero kilka lat później Jerzy przyznał się, że nie spotkał przed Śnieżką żadnego szaleńca, który strzelał losowo wybranym ludziom w penisy, tylko że postrzelił się sam, niechcący, kiedy przyszedł zabrać ze schowka broń i dokumenty, włożył sobie pistolet z przodu za pasek spodni i tym sposobem dołączył do szerokiego grona idiotów, którzy w ten sposób odstrzelili sobie przyrodzenie.
I na tym ta sprawa mogłaby się skończyć, ale mniej więcej dekadę później wydarzyło się coś, co sprawiło, że Jerzym Podolakiem, odsiadującym nadal swój wyrok, ponownie zainteresowała się prokuratura i wtedy zdecydował się wyznać prawdę o swoim zaangażowaniu w sprawę uprowadzenia małżeństwa Kaców.
A konkretnie, co powiedział o tej zbrodni sam Podolak.
Wszystko zaczęło się od tego, że w sierpniu 1953 roku Juliusz Pfau poprosił Podolaka, żeby spotkali się w kawiarni Kryształowa we Wrocławiu.
Kiedy Jerzy jak zwykle chętny do wypitki i wyżerki na cudzy koszt stawił się w lokalu, od razu się zorientował po minie swojego towarzysza, że nie będzie to jedynie przyjacielska pogawędka, tylko że Pfau zaprosił go do Kryształowej w konkretnym celu.
Próbował wybadać najpierw Podolaka, jak się zapatruje na różne takie nielegalne działania.
No i dalej Podolak opowiadał o tym spotkaniu także.
Udział Podolaka w tym uprowadzeniu miał ograniczać się w sumie do tego, do czego jego dotychczasowy udział we wszystkich nie do końca legalnych poczynaniach trwała i jego ziomków, to znaczy do noszenia milicyjnego munduru.
Bo pomimo, że Podolak nie pracował już w milicji, to mundur i większość wyposażenia, które dostał na służbie, takiego jak płaszcz, czapka, kabura, pas, jakieś tam inne akcesoria,
Zresztą mundur Podolaka nie wiedzieć czemu nie był jednolity ze standardowym umundurowaniem milicji.
Z jakiegoś powodu, może z czystej próżności, Podolak dał krawcowi wytyczne, żeby zmienił jego krój tak, żeby przypominał bardziej mundury lotników.
Jako że ten mundur był nieregulaminowy, no to i tak nie można go było przekazać żadnemu innemu funkcjonariuszowi po tym, jakby go Podolak zdał.
Także Jerzy Podolak mógł bez problemu wystąpić podczas tego uprowadzenia w milicyjnym mundurze.
Podolak chciał się dowiedzieć czegoś więcej o tym planie, przede wszystkim co to porwanie miałoby mieć na celu, ale Pfau powiedział mu tylko, że potrzebują od tej osoby informacji,
Podolak wahał się jeszcze przez jakiś czas.
No ale Jerzy był łas na pieniądze, jego chciwość znacznie przerastała jego rozsądek, co im było trudne, bo rozsądku za wiele nie posiadał.
A żeby go nie złapała na tym procederze milicja, to zabierał ze sobą w trasę Podolaka w milicyjnym mundurze w charakterze ochrony.
Pwał i Kałpę poznali Podolaka na zabawie sylwestrowej w restauracji Monopol we Wrocławiu.
Jak kilka dekad później przyznał Kałpę, do znajomości doszło, bo spodobała mu się żona Podolaka, Halina, zwana Iwoną.
Podolak się z nią rozwiódł jakiś czas później, czy raczej ona z nim, ale nie wiem, czy Kaupel miał z tym coś wspólnego, czy też nie.
A wtedy w 1949 roku, w Sylwestra, kiedy Kałpa już się zorientował, że Podolak jest milicjantem i że przy tym nie jest chyba zbyt bystry, no to uznał, że taka znajomość może mu się przydać, jemu i Pwałowi w ich interesach.
I prawdopodobnie właśnie w tym celu postanowili tę znajomość z Podolakiem zacieśnić.
Także zaczęli zapraszać Podolaka do restauracji, na przyjęcia w domach, podczas których serwowano jedzenie i alkohol, jakich on w życiu nie widział.
Z Jerzym Podolakiem łączyły mnie zawsze stosunki koleżeństwa i przyjaźni.
Jerzy Podolak urodził się w 1925 roku, także miał 14 lat, kiedy wybuchła wojna, więc w dorosłość wchodził w czasach najgorszej nędzy.
Później przyszły lata powojenne, on jako 21-letni chłopak wstąpił do milicji, pochodził też z raczej takiej ubogiej, robotniczej rodziny, więc nic dziwnego, że Podolakowi wszystko to niezmiernie imponowało.
a i siatka rozmaitych donosicieli i konfidentów działała prężnie, więc to była tylko kwestia czasu, kiedy ktoś z przełożonych Podolaka się tym zainteresuje.
Także ta ochrona interesów trwała przez Podolaka, stała trochę pod znakiem zapytania i zamiast odsuwać od nich zainteresowanie milicji, mogła je na nich ściągnąć.
Porzuciwszy posadę w milicji, Podolak faktycznie postawił na swobodny styl życia.
Było jednak jasne, że z czasem mógłby zacząć za bardzo zwracać na siebie uwagę, także Podolak potrzebował jakiegoś konkretnego zajęcia, które pozwoliłoby mu nie tylko się utrzymać, ale utrzymać się na poziomie, jakim mu się marzył.
Zanim odszedł z milicji, Pfau mówił coś o uruchomieniu zakładu produkującego galanterię i Podolak liczył na to, że zostanie szefem tego zakładu, dlatego też zdecydował się ostatecznie odejść z pracy w MO.
Dopóki Podolak był w milicji, to Pwał czegoś od niego potrzebował i musiał się z nim liczyć.
Ale teraz, no teraz to Podolakowi była potrzebna pomoc Pwała i niewiele miał mu do zaoferowania w zamian.
Podolak nie był chyba zbyt bystry, jak już mogliśmy się zorientować.
Podolak był dla niego przede wszystkim pożytecznym idiotą w milicyjnym mundurze, którego łatwo można było przekupić.
Wreszcie powiedział Podolakowi otwarcie, że nie ma teraz pieniędzy na inwestycje i ogólnie temat jest nieaktualny, nie był już tak miły jak wcześniej.
Teraz to Podolak miał problem, nie miał pracy, sumy wyciągane z książeczek oszczędnościowych szybko się kończyły, musiał znaleźć sobie jakieś źródło dochodu, ale zamiast coś w tym celu zrobić, to nadal czekał na inicjatywę ze strony Pwała, no i w końcu się doczekał, chociaż chyba nie do końca tego, na co liczył.
Zgodnie z planem Pwała, uprowadzona osoba miała zostać przewieziona do domu rodzinnego Podolaka w Szczawienku.
Obiecano mu za udział w całej akcji 20 tysięcy złotych, a jego ojcu, który w międzyczasie też się zgodził na udział i dodatkowo użyczył jeszcze miejsca na przeprowadzenie owej rozmowy, miał przypaść w udziale 30 tysięcy złotych, także rodzina Podolaków miała się łącznie wzbogacić o 50 tysięcy złotych na tej imprezie.
Ostatecznie oprócz starego i młodego podolaka w tym porwaniu mieli wziąć udział Pwał i jego znajomy z Warszawy, na którego mówili Samek.
co, jako że całe Towarzystwo oprócz Podolaków wywodziło się z kręgów żydowskich, mogło być zdrobnieniem od popularnego wtedy wśród Żydów imienia Samuel, ale pełnego imienia i nazwiska samka Podolak nigdy nie poznał, albo przynajmniej tak mówił.
Co do tego, że Samek był Żydem, Podolak nie miał wątpliwości, miał o tym świadczyć zarówno jego wygląd, jak i sposób mówienia.
Pfau miał do niego stosunek, jak to określił Podolak, pełen uległości i poddaństwa,
Plan był taki, że podolakowie przebrani w milicyjne mundury mieli zatrzymać kaca na ulicy i zaprowadzić do samochodu, za którego kierownicą czekał pwał.
W każdym razie Pwał i młody podolak sobie taką kurację mieli zafundować i w jakiś sposób te swoje rysy twarzy zmienić.
Stanisław Podolak miał założyć ten mundur, który Jerzy zachował sobie na pamiątkę po opuszczeniu milicji, natomiast Jerzy ubrał się w płaszcz milicyjny, który też sobie zatrzymał po odejściu ze służby.
Co było w tych dokumentach, dlaczego były tak ważne, tego Podolak nie wiedział, twierdził, że nigdy mu tego Pwał nie przekazał.
I gdyby nie podolak, który był na tyle pierdołą, że nie potrafił jej jakoś zbyć.
I Podolak bał się, że zaraz pojawią się kolejne osoby, kolejni świadkowie, a każdy dodatkowy świadek zwiększał ryzyko rozpoznania.
No więc Podolak pomyślał, że teraz jej powie, że okej, niech z nimi jedzie, wyjdą na ulicę, a na ulicy jakoś tam się wykręci, może po drodze mu coś przyjdzie do głowy, jak się jej pozbyć i zanim znowu narobi wrzasku, to wsiądą do samochodu i odjadą.
No ale teraz sprawy się skomplikowały i to dzięki Jerzemu Podolakowi, który nie umiał sobie poradzić z jej ojczącą kobietą.
Jego towarzysze oczywiście byli na niego wściekli, Jerzy też był wściekły, bo w ich planie nie było w ogóle mowy o rewizji w mieszkaniu kaców.
O tym, co wydarzyło się później, Podolak nie chciał już mówić, twierdził, że wrócił do domu i nie wie, co się działo później z Kacami.
Jeśli chodzi o przyznanie się do części winy przez Podolaka, no to w zasadzie niczym mu to już nie groziło.
Podolak miał też chyba takie pragmatyczne podejście.
Nie wiadomo też na ile prawdziwe było to jego twierdzenie, że nie planowali porwać Elżbiety, tylko ona sama chciała z nimi pojechać do męża, bo Samuel nie słyszał dokładnie przebiegu tej rozmowy i nie mógł potwierdzić, czy to wyszło od niej, czy od podolaków.
Przypuszczam, że podczas tych przesłuchań Podolak też nie powiedział wszystkiego, co wiedział i że mówił o tym wszystkim w taki sposób, żeby jednak zminimalizować swoją winę.
Prokuratura rozważała wznowienie śledztwa w tej sprawie w 1973 roku, kiedy Podolak złożył nowe zeznania.
Jakie dokumenty mogły być na tyle ważne, że za ich zdobycie Pfau i Samek byli gotowi zapłacić podolakom 50 tysięcy złotych, prawie 5 rocznych pensji?
Ostatnie odcinki
-
"JOLKA" I WAMPIR [2/2]: Wyznania nositorby (1970)
23.01.2026 07:00
-
"JOLKA" I WAMPIR [1/2]: Sezon grzewczy (1970)
22.01.2026 19:00
-
Krzyki zza ściany (Szklarska Poręba 1983)
30.12.2025 19:30
-
Wampir z Tarnowskich Gór (1981)
15.12.2025 17:00
-
Zapomniana rodzina (Wawrzeńczyce)
01.11.2025 17:00
-
KRYMINALNA HISTORIA POLSKI: Zabójcza pomarańcza...
21.10.2025 18:00
-
Szybcy i wściekli. Najgłośniejszy pościg PRL (1...
24.09.2025 16:00
-
Tajemnica mirowskiej studni (Okleśna 1971)
22.08.2025 17:00
-
TAJEMNICE WANDERERA [2/2]: Fałszywy milicjant (...
07.07.2025 06:00
-
TAJEMNICE WANDERERA [1/2]: Lichtarz szewca Katz...
06.07.2025 16:00