Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
25.01.2026 19:39

219. Krzysztofa można było uratować wiele razy. Sprawa Olewnika [NOWY ODCINEK]

Postanowiłam ten odcinek zrobić od nowa. Sprawa uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika w pigułce.Po latach nie ma wątpliwości, że porwanego 25-latka można było uratować, gdyby nie cała seria błędów popełnionych przez organa ścigania. Zatrzymani po latach bezpośredni mordercy nie żyją – szef grupy Wojciech Franiewski popełnił samobójstwo jeszcze zanim ruszył proces, Sławomir Kościuk i Robert Pazik powiesili się w celach tuż po wyroku. Czy faktycznie były to samobójstwa? Czy porywaczom chodziło wyłącznie o okup? Czy był ktoś nad nimi, na czyje zlecenie działali? W jaki sposób mogło dojść do tak zatrważającej liczby nieprawidłowości i dziwnych zbiegów okoliczności? Lata mijają, a odpowiedzi brak. I jasne jest, że w tej przeklętej sprawie nie ma już szans na jakiekolwiek dobre rozwiązanie. To już na zawsze będzie dramat dla rodziny Olewników i wyrzut sumienia dla całego państwa.Montażpodcasteditor.plMasz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQ

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 57 wyników dla "Wojciech Franiewski"

Na przykład Wojciech K., były milicjant i policjant, to niegdyś bliski znajomy Włodzimierza Olewnika, w rozmowie z Sylwestrem Latkowskim i Piotrem Petlakowskim wspominał, tutaj cytat, W pewnym momencie Włodzimierz zaczął mieć jakieś pretensje do syna.

Wojciech K., którego już wcześniej wspomniałam jako tego policjanta zaprzyjaźnionego z rodziną Olewników, miał przed transakcją uznać, że samochód jest czysty, to znaczy nie jest obciążony w papierach niczym podejrzanym.

No i co wówczas zrobił Krzysztof Olewnik wraz z Wojciechem K., z tym policjantem?

Włodzimierz Olewnik później zeznawał, że Książkiewicz poprosił o spotkanie za pośrednictwem Wojciecha K., tego pierwszego wspomnianego przeze mnie na samym początku policjanta, tego przyjaciela rodziny.

Pan Włodzimierz Olewnik tłumaczy to tym, że de facto pomysłodawcą tego grilla był Wojciech K., ten policjant przyjaciel i to najwidoczniej on zebrał tylko takich funkcjonariuszy, dzięki którym mógł poprawić swoją pozycję w lokalnych strukturach policji.

Inną perspektywę tego grilla przedstawia za to sam Wojciech K. W rozmowie z Piotrem Pytlakowskim i Sylwestrem Latkowskim oznajmił, że z inicjatywą imprezy wyszedł sam Włodzimierz w czasie innej popijawy z policjantami, na której sam był gościem.

Wojciech K. podkreślał, że o jakimkolwiek incydencie z drogówką w ogóle nie słyszał, ale dlatego, że u synusia było dyskretniej.

Mózgiem tej całej akcji był Wojciech Franiewski.

To właśnie Wojciech Franiewski powiedział wynajętym przez siebie bandytom, że trzeba porwać Krzysztofa jak najszybciej, póki kukurydza stoi nieskoszona w polu, bo to właśnie ta kukurydza zapewniała dobre miejsce obserwacyjne, które zniknie wraz z momentem jej ścięcia.

Późnym popołudniem 26 października 2001 roku po szczegółowym ustaleniu zadań z posesji Wojciecha Franiewskiego przy ulicy Modlińskiej w Warszawie wyjechali wyczwórkę w kierunku Drobina, wymieniony oraz Cezary W., Piotr S. i Artur R., gdzie przybyli pomiędzy godziną 20 a 21 już po zapadnięciu zmroku.

Wojciech Franiewski był uzbrojony w pistolet maszynowy produkcji czeskiej marki Skorpion oraz broń krótką, pistolet nieustalonego typu.

Gdy na posesji ofiary trwało jeszcze spotkanie towarzyskie, Wojciech Franiewski ukradkiem udał się na rozpoznanie terenu, po powrocie zadzwonił ze swojego telefonu komórkowego.

Po kilku minutach do sprawców dołączył miejscowy chłopak, jak określił go Wojciech Franiewski.

Próbował również zadzwonić do ojca, ale Wojciech Franiewski wyrwał ze ściany przewody telefoniczne.

Wojciech Franiewski uderzał Krzysztofa Olewnika po głowie kolbą trzymanego w dłoni pistoletu.

Artur R. wraz z Wojciechem Franiewskim opuścili budynek, w którym pozostali Cezary W. i Piotr S. Artur R. udał się w kierunku pozostawionego na polnej drodze Poloneza, którym miał podjechać pod dom, a Wojciech Franiewski uruchomił BMW należące do Jacka Krupińskiego, stojące na podjeździe.

domniemywać należy, iż Wojciech Franiewski zmusił Krzysztofa Olewnika do wskazania sposobu uruchomienia tegoż pojazdu z uwzględnieniem istniejących w nim zabezpieczeń.

Podczas podjeżdżania polonezem Artur R. wpadł do rowu, usiłując wydostać z niego samochód, dodawał gazu, ale dopomógł mu w tym dopiero Wojciech Franiewski, wyciągnął go z pomocą linki holowniczej wyjętej z bagażnika BMW.

Artur R. wraz z Wojciechem Franiewskim wciągnęli go z powrotem do wnętrza budynku, następnie wepchnęli Krzysztofa Olewnika do samochodu BMW.

Wraz z uprowadzonym w siedli do samochodu Wojciech Franiewski oraz Cezary W. i Piotr S. za nimi polonezem podążał oskarżony Artur R. W powrotnej drodze wyrzucił w pole zabrany Krzysztofowi Olewnikowi telefon komórkowy.

Przedmioty te zabrał Wojciech Franiewski, następnie samochodem Polonez Wojciech Franiewski wraz z Cezarem W. i Piotrem S. zawieźli Krzysztofa Olewnika do opuszczonego domu w miejscowości Gać.

Po pewnym czasie powrócił polonezem Wojciech Franiewski

Wobec faktu, że Wojciech Franiewski nie był zadowolony z domu, który jako miejsce na przetrzymywaniu uprowadzonego wynalazł Cezary W., zadecydował, że spotkają się następnego dnia, aby przewieźć Krzysztofa Olewnika w inne miejsce.

Zanim to nastąpiło, rankiem 27 października 2001 roku Artur R. przyjechał na ulicę Modlińską do Wojciecha Franiewskiego, aby zreperować uszkodzony w trakcie uprowadzania samochód.

Wieczorem 27 października 2001 roku Wojciech Franiewski przyjechał do swojego domu letniskowego w Kałuszynie i stamtąd zabrał Sławomira Kościuka i Irenusza Pietrowskiego, który dotarł tam wcześniej przywieziony z Płońska.

Wojciech Franiewski przewiózł polonezem uprowadzonego Krzysztofa Olewnika do swojego domu letniskowego w Kałuszynie i umieścił go w pomieszczeniu piwnicznym po prawej stronie garażu, gdzie było przygotowane legowisko, położone tam bezpośrednio na betonowej podłodze materac.

Tymczasem nikt z bandy Franiewskiego nie zajmował się wcześniej tym przestępczym procederem.

I ani Franiewski, ani Piotrowski, ani Kościuk, ani tym bardziej nowodworskie osoby typu Żaba, Benek czy Rudy do nich nie należeli.

W międzyczasie na miejscu pojawił się też przyjaciel rodziny Olewników, czyli policjant Wojciech K., po którego miał pojechać Krupiński.

Na niekorzyść Jacka Krupińskiego i Wojciecha K. I tutaj znowu wymieniankę.

Niemniej trudniej już wytłumaczyć fakt, że to samo auto o godzinie 7.00 zaobserwował właściciel stacji paliw w Mańkowie, a inny świadek zeznał, że pomiędzy 7.00 a 9.00 na tej stacji widział konkretnie Jacka Krupińskiego i Wojciecha K., co podważało wersję wydarzeń, według której Jacek Krupiński najpierw odebrał telefon od Olewnika między godziną 7.30 a 8.30,

Potem pojechał pod dom Krzysztofa, a dopiero później pojechał po Wojciecha.

Początkowo zeznał, że około godziny 7.30 zadzwonił do niego Wojciech K. i powiedział, że zawinęli synusia.

Gdy Waldemar odpowiedział, że nie rozumie, co Wojciech ma na myśli, ten wyraził się jasno.

Sam wstawał zazwyczaj około 6-7, a telefon Wojciecha K. go obudził, więc musiało to być wcześniej.

No ale co najbardziej zastanawiające to to, że 27 października nie odezwał się jeszcze żaden z porywaczy, więc skąd Wojciech K. wiedział, że Krzysztof został porwany?

Może więc być tak, że Wojciech K. i Jacek Krupiński mieli coś wspólnego z porwaniem Krzysztofa?

Tymczasem, 28 października, jeden z porywaczy, Wojciech Franiewski...

Natomiast Wojciech się upierał, że chce zapłacić pełną sumę, aż 700 zł, o ile nie będzie musiał niczego podpisywać.

I rzeczywiście Franiewski był do niego podobny.

Okaże się też, że kamera zarejestrowała Franiewskiego i funkcjonariusz zabezpieczy to nagranie.

A śmiem twierdzić, bo dzisiaj już wiemy, że Wojciecha Franiewskiego zatrzymano do kontroli drogowej 14 stycznia 2002 roku, potem 29 stycznia.

Następnie tego samego dnia, bo to mówimy o 16 lutego, zatrzymano Kościuka, ale jadącego samochodem, w którym wcześniej przemieszczał się Franiewski.

Właśnie po tamtej wizycie funkcjonariuszy Franiewski zdecydował, że Krzysztofa Olewnika trzeba zabić.

Wcześniej miało miejsce też inne, być może również istotne wydarzenie, bo 26 czerwca wielokrotnie przywoływany w tym odcinku policjant Wojciech K. odszedł na emeryturę i przestał być policjantem.

Na krótko przed oficjalną śmiercią Macieja Książkiewicza, ale już po przejściu na emeryturę Wojciecha K. zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe.

To świadek poznał Kościuka w latach 90. z Wojciechem Franiewskim, z którym później Kościuk robił interesy polegające na prowadzeniu przestępczej działalności.

Następnie Kościół połączył się przez telefon komórkowy z Wojciechem Franiewskim i powtarza na głos zasłyszane prawdopodobnie od Wojciecha Franiewskiego informacje, a mianowicie adres w Wyszkowie Sosnowa 87, przy czym świadek nie był pewien numeru.

W dalszej części składanych zeznań przed prokuratorem świadek rozwinął powyższe wątki, określając, że wystawienia tirów Franiewskiemu dokonywał jakiś celnik z miejscowości Cebulice, duże lub małe, świadek nie pamiętał.

Świadek dodał, że Grzegorz O. to znajomy Wojciecha Franiewskiego i Sławomira Kościuka, który utrzymuje jeszcze bliższe kontakty z Edwardem Esz, handlującym na bazarze na kole.

że Wojciech Franiewski miał zaprzyjaźnionego policjanta o imieniu Andrzej z komendy w Płocku, którego świadek często widywał na placu Franiewskich przy ulicy Modlińskiej 331 w Warszawie.

Zaczęły się kolejne aresztowania, ponownie zatrzymano Kościuka, a później Franiewskiego.

Powinno być 13, ale Franiewski jeszcze w areszcie popełnił samobójstwo.

To, co mówią, oczywiście wydaje się mieć sens, bo grupa Franiewskiego nie była zaprawioną ekipą porywaczy, a to właśnie jej członkowie przeprowadzili tę akcję.

W grupie Franiewskiego takie zachowanie było szczególnie pozbawione sensu, bo w pewnych momentach, żeby móc kontynuować przytrzymywanie Krzysztofa, musieli zdobywać na to środki, dokonując ryzykownych kradzieży i ryzykownych jeszcze bardziej rozbojów.

Do tego uważa, że w sprawę porwania musieli być zaangażowani Wojciech K., czyli ten policjant przyjaciel i Jacek Krupiński.

Według Włodzimierza Olewnika Wojciech czysto majątkowy

0:00
0:00