Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
25.01.2026 19:39

219. Krzysztofa można było uratować wiele razy. Sprawa Olewnika [NOWY ODCINEK]

Postanowiłam ten odcinek zrobić od nowa. Sprawa uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika w pigułce.Po latach nie ma wątpliwości, że porwanego 25-latka można było uratować, gdyby nie cała seria błędów popełnionych przez organa ścigania. Zatrzymani po latach bezpośredni mordercy nie żyją – szef grupy Wojciech Franiewski popełnił samobójstwo jeszcze zanim ruszył proces, Sławomir Kościuk i Robert Pazik powiesili się w celach tuż po wyroku. Czy faktycznie były to samobójstwa? Czy porywaczom chodziło wyłącznie o okup? Czy był ktoś nad nimi, na czyje zlecenie działali? W jaki sposób mogło dojść do tak zatrważającej liczby nieprawidłowości i dziwnych zbiegów okoliczności? Lata mijają, a odpowiedzi brak. I jasne jest, że w tej przeklętej sprawie nie ma już szans na jakiekolwiek dobre rozwiązanie. To już na zawsze będzie dramat dla rodziny Olewników i wyrzut sumienia dla całego państwa.Montażpodcasteditor.plMasz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQ

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 136 wyników dla "Włodzimierz Olewnik"

O tej sprawie już mówiłam, więc jeśli wśród Was są osoby, które mają wrażenie, że tak, o olewniku już było, to macie rację.

I sprawę Krzysztofa Olewnika w takim stylu po prostu piąte nie zabijaj.

Tamtego dnia od czasu porwania Krzysztofa Olewnika minęło niemal równo pięć lat.

A w 2006 roku rodzina Olewników nadal czeka.

W jej środku coś się znajduje i jest to dalece posunięte w procederze rozkładu ciało Krzysztofa Olewnika.

Po tej nocy, z samego rana, prokurator jedzie do rodziny Olewników i przekaże im ponurą wieść o odnalezieniu ciała.

Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa, będzie później wspominać, że po usłyszeniu słów prokuratora wszystkie obecne w jego domu osoby upadły na kolana.

Jakby ktoś nas raził prądem, mówił w późniejszej rozmowie z redaktorem Robertem Sochą w książce pod tytułem Nie chodziło o okup kulisy porwania Krzysztofa Olewnika.

W tym samym roku, czyli w 2010, Onet ujawni szczegóły sekcji, które dadzą nam jako takie wyobrażenie o ostatnich dniach Krzysztofa Olewnika.

Krzysztof Olewnik nie żyje.

Mimo, że w sprawie tego porwania i zabójstwa sąd skazał 9 osób, wykazując bezsprzecznie ich udział w zbrodni, to mnożą się wątpliwości co do prawdziwych, przedśmiertnych losów Krzysztofa Olewnika.

A jedna z wysoko postawionych osób w strukturach policji, która według Włodzimierza Olewnika mogła mieć związek z tą zbrodnią, zmarła i najwyraźniej zmartwychwstała, bo jej świeże odciski palców znaleziono po latach od podpisania aktu zgonu przy prowadzeniu zupełnie innego śledztwa.

W dużej mierze zawdzięczał go oczywiście swojemu ojcu, bo to właśnie Włodzimierz Olewnik zbudował rodzinny biznes od zera.

Włodzimierz Olewnik urodził się w 1949 roku.

To druga po Krzysztofie, moim zdaniem, najbardziej znana osoba z rodziny Olewników.

Z pewnością i tego się nie da absolutnie ukryć, że rodzice byli i dzisiaj już pan Włodzimierz na pewno jest dumny z córek.

Mimo tego doskonałego wykształcenia, tego ułożonego życia, Włodzimierz Olewnik postanowił, że biznes i schedę po nim przejmie właśnie synuś.

Relacje ojca z Krzysztofem też różnie były wspominane przez różne osoby, bo rodzina Olewników wydaje się bardzo zżyta i to, jak walczyła o nagłośnienie sprawy porwania Krzysztofa, absolutnie potwierdzało to wrażenie.

Jednak dawni przyjaciele Olewników mącą ten sielankowy obraz.

Na przykład Wojciech K., były milicjant i policjant, to niegdyś bliski znajomy Włodzimierza Olewnika, w rozmowie z Sylwestrem Latkowskim i Piotrem Petlakowskim wspominał, tutaj cytat, W pewnym momencie Włodzimierz zaczął mieć jakieś pretensje do syna.

Gdy Jacek i Krzysiek byli dziećmi, ich rodziny miały podobny status majątkowy, ale gdy Włodzimierz Olewnik zainwestował w masarnię, to ta sytuacja diametralnie i bardzo szybko się zmieniła.

Wojciech K., którego już wcześniej wspomniałam jako tego policjanta zaprzyjaźnionego z rodziną Olewników, miał przed transakcją uznać, że samochód jest czysty, to znaczy nie jest obciążony w papierach niczym podejrzanym.

No i co wówczas zrobił Krzysztof Olewnik wraz z Wojciechem K., z tym policjantem?

I oczywiście chcę tutaj jasno zaznaczyć, że ja nie twierdzę, że Krzysztof Olewnik związany był ze światem przestępczym.

No i za tymi słowami miała kryć się prosta i niewinna informacja, że pan Włodzimierz Olewnik dbał o lokalną policję i na różne sposoby ją wspierał.

W tle tej całej sprawy Krzysztofa też pojawia się wątek firmy założonej przez Jacka Krupińskiego, w którą zainwestował Włodzimierz Olewnik.

W sumie zainwestował to akurat mało powiedziane, bo bez pieniędzy starszego Olewnika to ta firma absolutnie nie miałaby szansy ani działać, ani w ogóle zaistnieć, bo nalożało do niego 90% udziałów.

Jacek wspominał, że Olewnik inwestując w jego firmę miał powiedzieć z kolei, że wierzę, że będą z ciebie ludzie i miał postawić warunek.

Niestety coś w firmie Krupstal szybko zaczęło Włodzimierza Olewnika mocno niepokoić.

Przez chwilę mówiliśmy o ekspertyzach FBI, o Władimirze Putinie, o KGB w kontekście sprawy Krzysztofa Olewnika.

18 czerwca 2025 roku Sąd Okręgowy w Płocku skazał go na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata za oszukiwanie Włodzimierza Olewnika i wyłudzenie od niego 13 tys.

No i niezależnie od tego, jakie formy nieprawidłowości działy się w Krupp Stalu, to tłumaczyłyby one zarówno dlaczego Krzysztof Olewnik mógł się przestraszyć, czemu chciał zmienić formę działalności firmy oraz dlaczego chciał zniechęcić ojca do monitorowania obiegu stali w firmie.

No i to bardzo istotne, bo właśnie uwaga Włodzimierza rzeczywiście została skutecznie, bardzo skutecznie odwrócona od tej firmy, bo porwano mu syna, już nic innego w jego życiu się nie liczyło.

I także Włodzimierza Olewnika dwukrotnie próbowano zmusić do płacenia haraczu, grożono mu nawet podłożeniem bomby.

Włodzimierz Olewnik później zeznawał, że Książkiewicz poprosił o spotkanie za pośrednictwem Wojciecha K., tego pierwszego wspomnianego przeze mnie na samym początku policjanta, tego przyjaciela rodziny.

Olewnik się zgodził na to spotkanie i zaproponował rozmowę u siebie w biurze.

Ceną za to miałoby oczywiście być wprowadzenie do firmy człowieka od Książkiewicza, a więc de facto nieformalne uczynienie samego zastępcy komendanta cichym wspólnikiem Olewnika.

Pan Włodzimierz nie chciał wejść w ten układ, bo zakładał, że w takiej relacji stałby się słupem i w razie udowodnienia jakichkolwiek nieprawidłowości to szybko zrobiono by z niego kozła ofiarnego.

Później dowiadywał się od osób trzecich, że komendant Książkiewicz, tutaj daję cudzysłów, powtarzał jak to Olewnik popełnił duży błąd i jeszcze tego pożałuje.

No i tak, nie wiemy która, ale któraś z opisanych wyżej okoliczności doprowadziła do dziwnej imprezy zorganizowanej 26 października 2001 roku, czyli dokładnie w noc porwania Krzysztofa Olewnika.

Włodzimierz Olewnik twierdzi, że wydarzenie miało być formą przeprosin dla policjanta z drogówki, który poczuł się dotknięty zachowaniem Krzysztofa i Jacka podczas kontroli, tym, o którym powiedziałam wcześniej, kiedy mieli się zacząć awanturować i podczas której wydzwoniali do znajomego z komendy.

Pan Włodzimierz Olewnik tłumaczy to tym, że de facto pomysłodawcą tego grilla był Wojciech K., ten policjant przyjaciel i to najwidoczniej on zebrał tylko takich funkcjonariuszy, dzięki którym mógł poprawić swoją pozycję w lokalnych strukturach policji.

Inną perspektywę tego grilla przedstawia za to sam Wojciech K. W rozmowie z Piotrem Pytlakowskim i Sylwestrem Latkowskim oznajmił, że z inicjatywą imprezy wyszedł sam Włodzimierz w czasie innej popijawy z policjantami, na której sam był gościem.

Prawdziwym powodem tamtego wydarzenia nie miała być jednak wyjątkowa osobowość imprezowa pana Olewnika.

niż w domu Włodzimierza, bo tamten dom znajdował się zbyt blisko zakładów mięsnych, a Olewnikowi starszemu miało zależeć na znajomości z kuchtą, bo po próbach wymuszenia haraczów najwyraźniej miał się bać o bezpieczeństwo swojej firmy, czyli pewnie chciał mieć jakieś wsparcie u policji.

Jeśli Olewnikowi myśleli, że grill zorganizowany dla policjantów zapewni im bezpieczeństwo i przyjaźń funkcjonariuszy, no to srogo się pomylili, bo impreza okazała się drętwa

Włodzimierz Olewnik, zanim opuścił dom syna, sprawdził, czy wszystkie drzwi w domu są zamknięte, szczególnie te od strony basenu.

Samochód marki Polonez pozostawili na pobliskiej polnej drodze, sami zaś ukryli się w polu kukurydzy, która rosła na wprost domu Krzysztofa Olewnika.

Miał on wskazać osobę Krzysztofa Olewnika.

Po zakończeniu spotkania towarzyskiego, które miało miejsce w domu Krzysztofa Olewnika, napastnicy zaczekali na jego powrót.

Krzysztof Olewnik wjechał na posesję samochodem Chrysler Voyager po odwiezieniu ostatnich gości.

Do domu wtargnęli przez drzwi balkonowe od pomieszczenia kąpielowego z basenem i z okrzykiem policja rzucili się na Krzysztofa Olewnika wypoczywającego na kanapie w salonie.

Krzysztof Olewnik usiłował się bronić.

Połączenie to wykonane z domowego numeru telefonu przez Krzysztofa Olewnika odnotowane zostało w wykazie połączeń domowego telefonu Włodzimierza Olewnika o godzinie 48 minut po północy i trwało 5 sekund.

Wojciech Franiewski uderzał Krzysztofa Olewnika po głowie kolbą trzymanego w dłoni pistoletu.

domniemywać należy, iż Wojciech Franiewski zmusił Krzysztofa Olewnika do wskazania sposobu uruchomienia tegoż pojazdu z uwzględnieniem istniejących w nim zabezpieczeń.

W tym czasie skrępowany i skuty Krzysztof Olewnik wykorzystał fakt, że oskarżeni Cezary W. i Piotr S. zajęci byli plądrowaniem jego domu, wydostał się skacząc przed budynek i zaczął wołać o pomoc.

Artur R. wraz z Wojciechem Franiewskim wciągnęli go z powrotem do wnętrza budynku, następnie wepchnęli Krzysztofa Olewnika do samochodu BMW.

Wraz z uprowadzonym w siedli do samochodu Wojciech Franiewski oraz Cezary W. i Piotr S. za nimi polonezem podążał oskarżony Artur R. W powrotnej drodze wyrzucił w pole zabrany Krzysztofowi Olewnikowi telefon komórkowy.

Po dojechaniu do miejscowości Gniewniewice Krzysztof Olewnik został przeniesiony z BMW do poloneza, gdzie położono go na podłodze z tyłu pojazdu.

Po przeszukaniu samochodu BMW sprawcy znaleźli w nim w schowku pistolet, a z tyłu pojazdu neseser z dokumentami, wśród których były faktury, rachunki, wyciągi z kont bankowych firm rodziny Olewnik.

Przedmioty te zabrał Wojciech Franiewski, następnie samochodem Polonez Wojciech Franiewski wraz z Cezarem W. i Piotrem S. zawieźli Krzysztofa Olewnika do opuszczonego domu w miejscowości Gać.

Wobec faktu, że Wojciech Franiewski nie był zadowolony z domu, który jako miejsce na przetrzymywaniu uprowadzonego wynalazł Cezary W., zadecydował, że spotkają się następnego dnia, aby przewieźć Krzysztofa Olewnika w inne miejsce.

Po około 10 minutach przyjechał na miejsce Polonez, w którym leżał na podłodze uprowadzony Krzysztof Olewnik.

Wojciech Franiewski przewiózł polonezem uprowadzonego Krzysztofa Olewnika do swojego domu letniskowego w Kałuszynie i umieścił go w pomieszczeniu piwnicznym po prawej stronie garażu, gdzie było przygotowane legowisko, położone tam bezpośrednio na betonowej podłodze materac.

W pomieszczeniu tym przykuł Krzysztofa Olewnika do ściany łańcuchami w ten sposób, że jeden z nich zaczepił mocując na stałe na szyi uprowadzonego, a drugi na lewej nodze.

Tak skrępowanego Krzysztofa Olewnika w kałuszynie mieli pilnować, wymiennie lub przebywając wspólnie, Sławomir Kościuk i Ireneusz Piotrowski.

Redaktor Robert Socha odnotował, że kiedy policja aresztowała już osoby ewidentnie odpowiedzialne za mękę Krzysztofa Olewnika...

Robert Socha przedstawia taką opinię rodziny Olewników na temat zeznań tego człowieka.

Po drugie, na miejscu pojmania Krzysztofa Olewnika znaleziono ślad biologiczny jednego z przestępców w postaci włosa.

Po trzecie wątpliwości budzi to, że w mieszkaniu Krzysztofa Olewnika było sporo śladów krwi.

Włodzimierz Olewnik powie później Januszowi Szostakowi, że w ogóle ustalono, że była to krew jakiegoś mężczyzny, więc to absolutnie jakiś fejk.

Tymczasem porywacze olewnika wodzili za nos rodziny i funkcjonariuszy przez lata.

Niektórym wydaje się to dziwne, że porywacze do ucieczki wybrali akurat ten samochód, zmusili Krzysztofa, by w odpowiedni sposób uruchomił to auto i w ogóle w swoich zeznaniach nie zawarli informacji, że był to zaskakująco skomplikowany proces, a przy tym wszystkim zrezygnowali z wykorzystania stojącego obok Chryslera, należącego do Włodzimierza Olewnika, które po prostu to auto można było odpalić na kluczyk i to kluczyk, który znajdował się nawet wewnątrz tego pojazdu.

Z rana, po policyjnej imprezie, około godziny 7.30, Włodzimierz Olewnik próbował dodzwonić się do syna, no ale nikt nie odbierał.

Więc zadzwonił do Włodzimierza Olewnika i poinformował go, że stało się coś złego, ale on sam nie zamierza wchodzić do budynku.

Po chwili Olewnik senior przyjechał tam ze swoimi pracownikami.

W międzyczasie na miejscu pojawił się też przyjaciel rodziny Olewników, czyli policjant Wojciech K., po którego miał pojechać Krupiński.

Po pierwsze, jeden z pracowników firmy Olewnika zezna później, że z pewnością

27 października widział o godzinie 6 na podwórku auto BMW należące do Krzysztofa Olewnika.

Porywacze zabrali BMW Jacka, a więc jeśli pracownik Olewnika widział BMW Krzysztofa, to musiał nim przyjechać Jacek Krupiński.

Niemniej trudniej już wytłumaczyć fakt, że to samo auto o godzinie 7.00 zaobserwował właściciel stacji paliw w Mańkowie, a inny świadek zeznał, że pomiędzy 7.00 a 9.00 na tej stacji widział konkretnie Jacka Krupińskiego i Wojciecha K., co podważało wersję wydarzeń, według której Jacek Krupiński najpierw odebrał telefon od Olewnika między godziną 7.30 a 8.30,

Najmocniej obciążające były zeznania Waldemara O., dawnego policjanta, który pełnił funkcję pracownika ochrony Włodzimierza Olewnika.

Porwali Krzysztofa Olewnika.

W notatce służbowej także odnotowali, że został zgłoszony fakt nie zaginięcia, a właśnie porwania Krzysztofa Olewnika.

Jeden z policjantów, Maciej L., dojdzie do wniosku, że właśnie w tym miejscu kupiono telefon, z którego dzwoniono później do rodziny Olewników.

Ich żądania przedstawił głos Krzysztofa Olewnika, odtworzony z nagrania.

Kiedy później będzie zeznawał przed Sejmową Komisją Śledczą dotyczącą porwania Olewnika i będzie pytany o powód swojego braku zaangażowania w śledztwo, to jego odpowiedzi będą wyraźnie żenować przesłuchujących go polityków.

Tym bardziej zaskakuje nieporadność, z jaką będą toczyć się dalsze działania w sprawie Olewnika.

Bardzo szybko przyjmą teorię, że Krzysztofa Olewnika uprowadził sam Krzysztof Olewnik.

Czyli w okresie, kiedy Krzysztof Olewnik jeszcze żył.

Więc, kurczę, Krzysztof Olewnik wtedy żył.

Włodzimierz Olewnik próbował zdobyć pieniądze na okup, ale okazało się, że ma z tym problem, bo banki nagle nakazały mu natychmiastowe spłaty kredytów i nie chciały pożyczać jakichkolwiek pieniędzy.

A co wówczas jeszcze bardziej wpływało na narastanie atmosfery nieufności i grozy, to to, że porywacze zdawali się wiedzieć, co na bieżąco dzieje się w domu i w firmie olewników.

To dlatego, że rodzina Olewników nie ufała małżonce Jacka, a to jej z kolei, z jakiegoś powodu,

To ponad roku dość nieudolnie prowadzonego śledztwa, w trakcie którego nawet rodzina Olewników wyrzuciła policję za drzwi.

Włodzimierz Olewnik będzie wspominał, że prokurator Gielo przekonała go do przekazania listów od porywaczy.

a jej przełożeni nie pozwolili jej w tej sytuacji kontynuować działań związanych ze śledztwem w sprawie Krzysztofa Olewnika i takim sposobem na niecałe dwa miesiące śledztwo trafiło w ręce Katarzyny Kazimierczak, podkreślam, na dwa miesiące.

15 stycznia 2003 roku rodzina Olewników dostała anonim o treści.

Panie Olewnik, nie chcę śmierci Krzyśka, a wiem, że grozi mu niebezpieczeństwo.

Danuta Olewnik przekazała ten list policji.

W końcu, 24 lipca 2003 roku, o ironio, w czasie trwania święta policji, Danuta Olewnik, będąc w zaawansowanej, zagrożonej ciąży, pojechała przekazać okup porywaczom.

Olewnikowie przygotowali więc walizkę wypełnioną największym możliwym nominałem, czyli banknotami 500-eurowymi.

Tymczasem policjanci pod dowództwem Remigiusza M. tłumaczyli, że to tak specjalnie, bo gdyby kolejnego dnia pojechali sprawdzać ślady, to sprawcy pewnie mieli miejsce przekazania okupy pod obserwacją i w ten sposób odkryliby, że olewnikowie współpracowali ze służbami.

I to będzie ostatnie miejsce, w którym Krzysztof Olewnik tutaj daje cudzysłów zamieszka.

I gdyby funkcjonariusze zespołu dochodzeniowo-śledczego nie zignorowali anonimu, w którym wprost napisano, że Piotrowski to człowiek, który pilnuje Olewnika i robi to w jakimś tam porozumieniu z Pazikiem, to najprawdopodobniej tamci funkcjonariusze zdecydowaliby się na przeszukanie terenu, zatrzymanie tego Pazika.

Właśnie po tamtej wizycie funkcjonariuszy Franiewski zdecydował, że Krzysztofa Olewnika trzeba zabić.

Zamordował olewnika pazik w mojej obecności.

Po założeniu toreb foliowych Pazik przytrzymywał głowę Olewnikowi tak, żeby nie dochodziło powietrza.

Prokurator dopyta wówczas, jaka była pana rola w tym wszystkim, na co Kościółk odpowie, no ja leżałem na tylnych nogach Krzysztofa Olewnika.

Rodzina Olewników jeszcze przez trzy lata nie będzie wiedzieć, że Krzysztof został zamordowany.

Pamiętacie, jak mówiłam o zastępcy komendanta wojewódzkiego policji Macieju Książkiewiczu, temu, który składał Włodzimierzowi Olewnikowi podejrzaną propozycję w okresie poprzedzającym to porwanie Krzysztofa?

Miał się odgrażać, że Olewnik jeszcze tego pożałuje.

Więc poinformowano publicznie, że ten wysoko postawiony funkcjonariusz policji zmarł w nocy z 20 na 21 września 2006 roku, czyli jak się później okazało, około dwa tygodnie po Krzysztofie Olewniku.

Włodzimierz Olewnik wspominał, że do tego czasu też otrzymywał ciekawe donosy.

A może po prostu był to sfingowany zgon, więc jeśli postawilibyśmy na tę ostatnią opcję, no to pojawia się pytanie, dlaczego Maciej Książkiewicz postanowił rozpłynąć się w powietrzu akurat dwa tygodnie po zabójstwie Krzysztofa Olewnika?

Porywacze często dzwonili do olewników z budek telefonicznych.

Zadzwonił do tej komendy z budki telefonicznej, wykorzystując tę samą kartę, z której dzwonił do olewników.

1 czerwca 2004 roku Sławomir Kościuk został zatrzymany pod zarzutem porwania Krzysztofa Olewnika.

Po nagraniu programu 997, o które prosił świadka Kościuk, Piotr Skwarski zdał sobie sprawę, że mężczyzną leżącym wtedy w perzocie, o którego przechowywanie prosił go Kościuk, był Krzysztof Olewnik.

Piotr Skwarski przekazał następnie wszystko, co mówił mu Sławomir Kościuk, a mianowicie, że w uprowadzeniu Krzysztofa Olewnika brali udział nowodworscy, to jest członkowie zorganizowanej grupy przestępczej z terenu Nowego Dworu Mazowieckiego i powiatu nowodworskiego, że dostali za porwanego kasę w euro.

Temu policjantowi Kościuk woził jakieś pieniądze, chyba w 2002 roku i mówił, że przez niego mieli namiar na Olewnika.

Śledztwo szło w dobrym kierunku, ale na skutek nacisku rodziny Olewników sprawa została odebrana w Warszawie i trafiła do prokuratora Piotra Jasińskiego z Olsztyna.

Zaczął opowiadać o szczegółach przetrzymywania Krzysztofa Olewnika, a w końcu przyznał, że został po prostu zamordowany.

Ale pojawiały się też wątpliwości co do czystości intencji pracowników olsztyńskiej prokuratury, a to dlatego, że to właśnie w tamtym mieście zostały zniszczone dowody w sprawie porwania olewnika i to w taki sposób, że nie można ich było wykorzystać.

Innymi słowy, trzy najważniejsze persony odpowiedzialne za porwanie Olewnika pożegnały się z życiem.

Do tego należy dodać też zastrzeżenia co do całego procesu i śledztwa, jakie miała rodzina Olewników.

Włodzimierz Olewnik nieprzerwanie zwraca uwagę na fakt, że przez porwanie jego syna i dziwne decyzje podejmowane przez obsługującego banki, o mało nie upadła jego firma.

Taki zakład Włodzimierza Olewnika jest wart wielokrotnie więcej.

Zresztą pan Włodzimierz utrzymuje, że wie, kto stał za tą aferą.

Według Włodzimierza Olewnika Wojciech czysto majątkowy

Ale Jacka Krupińskiego obciążało coś jeszcze, bo po porwaniu Krzysztofa Olewnika wyrobił sobie duplikat jego karty SIM i nikogo o tym nie poinformował.

I Wam pewnie też się to nie spodoba, bo w 2011 roku na komórce jednego z porywaczy zabezpieczono nagranie zarejestrowane po wykonaniu połączenia z rodziną Olewników.

Kolejny prokurator, tym razem z Gdańska, miał zaprezentować to nagranie olewnikom, ale ci nie potrafili rozpoznać, do kogo należał słyszany tam głos.

odesłał materiał dźwiękowy do analizy fonoskopijnej, a biegli nie mieli wątpliwości, bo według nich osobą instruującą porywaczy był sam Krzysztof Olewnik.

Co tak naprawdę wydarzyło się z Krzysztofem Olewnikiem?

0:00
0:00