Mentionsy

nadzieja.fm
15.01.2026 15:58

Życie i śmierć - Chrystus w Listach do Filipian i Kolosan (260117-3-#773)

Studium biblijne (sezon 60) z 17 stycznia 2026 r., pt. „Życie i śmierć”. Jest to swobodna dyskusja na podstawie kwartalnika „Lekcje Biblijne 1/2026: Zjednoczenie nieba i ziemi - Chrystus w Liście do Filipian i Liście do Kolosan”. Tytuł oryginału: „Adult Sabbath School Bible Study Guide 1/2026: Uniting Heaven and Earth: Christ in Philippians and Colossians” autorstwa Clintona Wahlena. ▶️ STUDIUM BIEŻĄCEGO ODCINKA: Flp 1,19-30; 1 Kor 4,14-16; 2 Kor 10,3-6; J 17,17-19; Mi 6,8; Dz 14,22. ▶️ TEKST PRZEWODNI: „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21). ▶️ W STUDIUM BIORĄ UDZIAŁ: Konrad Pasikowski (prowadzący), Piotr Bylina, Adam Grześkowiak. Zarejestrowano staraniem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w RP, zbór w Podkowie Leśnej, 9 grudnia 2025 r. w Wyższej Szkole Teologiczno-Humanistycznej (WSTH) im. Michała Beliny-Czechowskiego w Podkowie Leśnej, w koprodukcji z WSTH oraz Hope Media Polska (telewizja). Copyright © 2026 www.nadzieja.tv. Creative Commons Attribution, BY-NC-ND 4.0 PL, https://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/4.0/legalcode.pl.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 345 wyników dla "Filipian I"

Dzień dobry, to kolejne spotkanie Studium Biblii przy liście do Filipian i Kolosan.

Dzisiaj ze mną jest Adam i Piotr, nazywam się Konrad i będziemy mogli wspólnie przyjrzeć się pierwszemu rozdziałowi listu do Filipian.

Będziemy kontynuowali tę podróż, którą już przez dwa odcinki mogliśmy słuchać, oglądać, dlatego witamy widzów.

słuchaczy podcastu i zapraszamy do lektury, do modlitwy równii my pomodlimy się teraz krótko, abyśmy mogli nasze myśli jakoś skoncentrować właśnie wokół tego tekstu i prosić Boga o jego prowadzenie.

Piotrze, jakbyś mógł kilka słów powiedzieć.

Pewnie.

Dziękujemy Tobie Stwórco, dziękujemy za to, że cały czas jesteś zaangażowany w losy rodziny ludzkiej.

Byłeś dwa tysiące lat temu, kiedy powstawały te teksty, które dzisiaj będziemy rozważać, ale jesteś także i dziś.

Dziękujemy, że te teksty dzisiaj do nas mogą przemawiać.

Prosimy o Twoje prowadzenie, kiedy będziemy starali się je zrozumieć, otworzyć, znaleźć ich praktyczne zastosowanie w naszym życiu i doświadczeniu.

I o to właśnie w imieniu Jezusa prosimy.

Koledzy, czy mieliście może w swoim życiu takie chwile, mam nadzieję, że tak, ale spróbujemy może je sobie odświeżyć, gdy czuliście, że żyjecie naprawdę, żyjecie pełną piersią, że właśnie po to narodziliście się na tym świecie, że to właśnie taki dzień, taka chwila, taki moment.

Czy coś takiego było, jeśli tak, czy możecie się krótko podzielić takim momentem, a jeśli nie było, no to... Cała świadoma część mojego życia taka jest.

No to cieszę się i gratuluję.

Piotrze?

Słuchaj, tak jak stawiasz to pytanie, to pierwsze, co mi się przypomina, to te momenty w mojej pracy, od kilku lat realizuję zadania administracyjne, kiedy wszyscy inni są na urlopach i ja mogę sobie bez wielkiego ciśnienia realizować moje zadania.

Wtedy, kiedy kończę swoją pracę po ośmiu godzinach i wstaję, myślę sobie...

Fajne jest to, co robię, ale bardzo często działam pod presją i niestety tego nie odczuwam.

Czyli kiedy możesz wykonywać swoją pracę, swoje zadania bez presji, bez jakichś tam uciążliwych telefonów, spraw zewnętrznych, ktokolwiek słucha, ogląda nas teraz, gdy będziecie mieli sprawę do Piotra, pomyślcie sobie, może jutro, może jeszcze dzisiaj mu odpuścimy.

Adam, całe życie takie jest?

No to wiadomo, że to jest forma jakiejś ironii, tak?

O nie, nie, nie.

To nie te chwile.

Narodziny dziecka?

Nie, to nie te chwile.

Nie, to nie chodzi o żadne konkretne wydarzenia.

To raczej czy jakieś punkty w historii.

Ja co do zasady mam poczucie, że życie ma sens i na przykład to, co robię, też taka moja samorealizacja w tym świecie.

Widzę, że ona ma ogromną... Po prostu warto jest tego tytułu.

Wydaje mi się, że...

w wielu momentach dnia codziennego, w których życie nie zawsze jest usłane różami i nie zawsze jest fajnie, co człowiek ma tę nadrzędną taką ideę, dla której funkcjonuje, dla której żyje i która przynosi satysfakcję.

I wydaje mi się, że tu nie chodzi o stany euforyczne, tylko w ogóle o ten głębszy sens i to przeświadczenie o wartości swojego życia, które nawet jeśli jest ciężkie, to masz poczucie, że ono coś znaczy.

I to wydaje mi się, że też jest trochę o tym w Lisie do Filipian.

I odwrotnie, bo jeszcze możemy dotknąć drugiej skrajności tej skali.

Czy mieliście takie chwile w życiu, kiedy już nie chcieliście żyć?

I życie was przytłuczyło, zmiażdżyło, przemaglowało i sięgaliście myślami do Listu do Filipian, gdzie apostoł Paweł pisze, śmierć jest zyskiem.

Co was utrzymało przy życiu, jeżeli takie chwile były?

Nie chcę, żebyście opowiadali o tych chwilach, bo to może jest pewnie zbyt prywatne,

Ale jeśli takie chwile były, co was utrzymało?

Właśnie zacząłeś trochę o tym mówić.

Pierwsza część mojej wypowiedzi nie wyklucza drugiej, w której mógłbym powiedzieć, że duża część świadomego mojego życia była związana również z takim poczuciem, że to życie nie ma sensu.

Ale te dwie myśli się nie wykluczają wzajemnie.

Dlatego, że bieżące doświadczenie, nasze życiowe doświadczenie, ludzi w tym świecie, po prostu jest bardzo trudne pod wieloma względami.

I kiedy...

w perspektywie na przykład właśnie myślenia o życiu przyszłym, o nadziei eschatologicznej, o spełnieniu obietnic Nowego Testamentu, myślę o perspektywie na przykład życia wiecznego, no to jak zważę sobie na wadze te dwa światy, bieżący i ten, którego oczekuję, no to wiadomo, że lepiej byłoby sobie po prostu dać spokój z tym przyczynkiem do właściwej części życia.

Czyli pominąć wstęp.

Zwyczajnie.

Ok, chociaż... Chyba, że traktujemy go w kategoriach wprowadzenia, bez którego ciężko się załapać na drugą część.

Na przykład i zazwyczaj tak jest, jak pomijamy wstęp w jakiejś książce, że później pół książki minie, zanim się zorientujemy, o co tam chodzi.

Piotrek, jak to w twoim przypadku było?

Czy jakieś takie trudne chwile, miałeś jakąś myśl, która pozwoliła ci przejść, przetrwać jakieś przekonanie?

Tak, i w tym nowym życiu, które prowadzę od osiemnastego roku życia, kiedy świadomie powiedziałem, Panie Jezu, weź mnie za rękę i prowadź, były takie momenty, ale też próbując prowadzić życie jako, no nie wiem, hedonista, na tej wielkiej huśtawce, gdzie są wyżyny euforii, a potem dolina takiego...

takiej depresji, to straciło moje życie sens i smak.

I jeśli porównam tę pierwszą część do tej drugiej, to muszę powiedzieć, że ogólnie mam pełną satysfakcję z życia, jakie wiodę, ale ono też ma tą huśtawkę, tylko że absolutnie nie w tym samym wymiarze.

przypominam sobie nawet teraz, nie będę opowiadał tych doświadczeń, ale momenty, kiedy konkretne teksty Pisma Świętego dodały mi siły, żeby jeszcze trochę poczekać na rozwiązanie pewnych życiowych okoliczności, wyzwań czy problemów, z czego bardzo się cieszę, bo doszedłem aż tutaj.

Tak, no właśnie jest to jakby część albo nawet sedno wiary chrześcijańskiej oczekiwanie albo przeczekanie pewnych rzeczy.

W psalmach często pojawia się taki wątek oczekiwania na Boży sąd, na Bożą reakcję, na Boże jakąś interwencję, na odmianę losu.

W nieco podobnych okolicznościach, też trudnych i niełatwych, znalazł się apostoł Paweł, jak już o tym czytałem w liście do Filipian 1,13 i mówiliśmy o tym w pierwszym naszym odcinku, Paweł pisząc list do Filipii, do zboru chrześcijańskiego,

znajduje się w areszcie.

Stwierdziliśmy, że to słowo jest lepsze niż więzienie w areszcie.

Niektórzy twierdzą, że w Rzymie.

Mniejszość badaczy twierdzi, że on się znajdował w tym areszcie na przykład w Efezie.

Ja bym się tutaj skłaniał ku temu, chociażby patrząc na częstość kontaktów i bliskość Efezu do Filipii.

No, tak czy inaczej, z czwartego rozdziału dowiadujemy się, że zbór w Filipii przysłał Pawłowi realne, materialne wsparcie,

A spójrzmy na werset 19 i 20, list do Filipian, pierwszy rozdział, werset 19 i 20, gdzie czytamy o jeszcze jednym wymiarze wsparcia.

Bardzo cię proszę, Piotrze, o ten tekst.

Może przeczytam z Biblii Warszawskiej.

Dziękuję bardzo.

I mówiąc, że wyjdzie mi to ku wybawieniu, no jesteśmy w pewnym kontekście, czytaliśmy ten tekst wcześniej na poprzednich odcinkach, omawialiśmy go, on nawiązuje do wersetu 12, 13, gdzie Paweł opisuje swoją aktualną sytuację bycia w areszcie, jakiejś niemocy, niesprawiedliwości, bo on nie był przecież przestępcą, a uczniem Jezusa.

głosił nauki, które sam jak gdyby odebrał od Chrystusa w wizjach, w jakichś modlitwach i dlatego nie spodobał się niektórym ludziom i doprowadzili do jego aresztowania.

Zresztą nie raz, nie dwa, bo sam opisuje, że wielokrotnie bywał uwięziony.

I teraz on mówi, że otrzymuje tę pomoc...

przez modlitwy i przez Ducha Jezusa Chrystusa.

Czy wy, koledzy, przez obserwacje jako pastorzy albo z waszego osobistego życia jesteście w stanie coś powiedzieć na temat takiego wsparcia duchowego?

A może to jest tylko taki slogan, będę się za ciebie modlił, albo przytyk, uwaga, pomodlę się o ciebie, bo niech ci Pan Bóg wybaczy, albo niech cię jakoś zmieni, prawda?

Czy faktycznie taka deklaracja, że ktoś się o nas modli,

Czy świadomość takiej modlitwy, czy to jest realne wsparcie, czy to jest tylko takie gadanie?

Nie wiem, czy to jest w ogóle mierzalne, tak?

Raczej nie.

Bo jak zmierzyć realny wpływ czyjejś modlitwy na to, co się dzieje w moim życiu, czy w życiu innego człowieka?

Są zawsze subiektywne odczucia i poniekąd można powiedzieć kwestia wiary, jak pewne rzeczy czytasz, jak odbierasz pewne doświadczenia, tak?

Natomiast jeśli tutaj czytamy o kwestii dotyczącej otrzymania wsparcia w kontekście i modlitwy, i w kontekście działania Ducha Świętego, to ja myślę, że apostoł Paweł przede wszystkim rozczytuje to nie w kategoriach jakiegoś subiektywnego, wewnętrznego doświadczenia albo po prostu samopoczucia, które ma w danym momencie, tylko on to widzi

w realnych, namacalnych doświadczeniach, które dzieją się w jego życiu, w których dostrzega po prostu błogosławieństwa.

W sumie też rozmawialiśmy o tym ostatnio z Mateuszem i z Mikołajem, że to są po prostu bardzo konkretne rzeczy, jak świadomość obecności ludzi, którzy są blisko, którzy go wspierają i dają mu konkretną pomoc,

jak kwestia możliwości realizacji jego dalszej misji, jak nadanie po prostu znaczenia temu doświadczeniu, którego jest uczestnikiem.

Więc on na przykład temu, że jest w tym więzieniu, nadaje po prostu głębszy sens tego, że z tego wynika coś dobrego.

Ja sądzę, że to są te właśnie realne, obiektywne, ewentualnie...

rzeczy, które on z perspektywy wiary jest w stanie odczytać jako przejawy działania Ducha Świętego w jego życiu, które przynoszą określone dobro.

Czyli coś, co realnie wpływa na zmianę jego samopoczucia, na zmianę jego perspektywy spoglądania na pewne rzeczy.

I to nie jest coś subiektywne albo tylko i wyłącznie duchowe, ale namacalne, realne, co ma swoje konkretne desygnaty w tym jego doświadczeniu.

Czyli coś, co można wskazać palcem i pokazać, to jest właśnie to wsparcie.

No ja mówiąc realne, niekoniecznie miałem na myśli obiektywne, bo nasze myśli są subiektywne, a są realne.

Tak zakładamy przynajmniej.

Natomiast Piotrze, może ty masz jakieś doświadczenie albo z obserwacji, albo ze swojego życia, że samo modlitwa, jeszcze nic nie pomogliśmy temu człowiekowi, ale po prostu to, że modlimy się o niego, albo że ktoś się o nas modli.

Otworzyłem sobie swój opis na Whatsappie, gdy siły Twe słabną prosią modlitwę.

Szereg lat temu umieściłem ten opis, bo byłem wtedy bardzo dotknięty właśnie tym, co w tamtym czasie przynajmniej kilkakrotnie odczułem sam na sobie.

Z uwagi na te dwa etapy mojego życia, do nawrócenia i po nawróceniu, zdarza mi się czasem wracać do starych schematów, a to szybko niszczy moje duchowe doświadczenie.

Ja to czuję, po prostu czuję, że zaczynam gdzieś tonąć.

I niejednokrotnie prośba skierowana do przyjaciół, do serdecznych przyjaciół o wstawieńczą modlitwę skutkowała stosunkowo szybkim, subiektywnie obserwowanym i ocenianym, ale wygrzebaniem się.

Jakieś nowe tchnienie, jakieś nowe siły weszły w moje życie i doświadczenie i mogłem się dźwignąć trochę z jakichś tam swoich takich słabostek.

Więc subiektywnie powiem tak, może tych doświadczeń jest więcej, ale tylko dodam jeszcze chociażby jedno.

związane z naszymi dziećmi.

Kiedyś moja mama powiedziała, będę się modlić za twoją córkę w konkretnym problemie, który mieliśmy wychowawczym, jakimś związanym z jej życiem emocjonalnym.

I też widzieliśmy zmianę.

I to zmianę, która...

Zmianę, która wiązała się z wyznaniem rzeczy takiej głęboko skrywanej, której się w ogóle nie spodziewaliśmy, a omówienie jej było wielkim przełomem w jej rozwoju i w naszych relacjach.

Więc oczywiście to są sprawy subiektywnie oceniane i może nie w perspektywie takich doświadczeń jak tutaj.

Ktoś tam gdzieś jest w areszcie.

Okej, dziękuję wam bardzo.

Chciałbym, żebyśmy zwrócili jeszcze na jedno wyrażenie z tego tekstu, który czytaliśmy, bo Paweł tam wyraża taką nadzieję, że tak czy siak Chrystus będzie... Przepraszam, mogę jedną myśl?

Tak się po prostu wbijam, ale...

też w kontekście tego subiektywizmu i tego wątku wiary, który w tym wszystkim jest, wydaje mi się, fundamentalny, to to jest tak, że jeśli człowiek w perspektywie wiary patrzy na jakieś doświadczenia i ocenia w kategoriach po prostu działania Boga, na przykład w jego życiu, które jest na plus, to znaczy ma coś konkretnego zmieniać, to znaczy, że mu to pomaga.

A skoro mu to pomaga, to to jest wartościowe.

Więc perspektywa wiary, jeśli przez wiarę nadaje znaczenie pewnej rzeczy, na przykład w takim poczuciu świadomości, że Bóg jest obecny, bo zrobił to, czy tamto.

Na przykład przez człowieka drugiego, przez jakieś doświadczenie, czy cokolwiek.

I to wpływa pozytywnie na wewnętrzny stan człowieka, bo wpływa, bo ma poczucie, że właśnie nie jest sam tym wszystkim.

Na przykład tylko Bóg jest w realny sposób obecny w jego życiu.

to to znaczy, że ta wiara ma ogromną wartość.

I to jest rzeczywiste, i to jest prawdziwe w kontekście pewnego doświadczenia, które przeżywa człowiek.

Również się z tym zgadzam.

Niektórzy, powiedzmy, dążąc do jakiejś takiej naukowości czy przesadnej racjonalizacji doświadczenia, powiedzą, że może to jest takie wmawianie sobie, czy coś w tym stylu.

Może być tak też interpretowane.

Może być też tak interpretowane.

Ale czasami myślę, że i odwrotnie jest, że takie alienowanie się albo właśnie zaprzeczanie pewnym pozytywnym wpływom też może być jakąś formą racjonalizacji, żeby ubolewać nad sobą, żeby zamknąć się na jakieś, sabotować jakieś rzeczy, które są dla mnie dobre.

Więc wcale bym nie umniejszał temu, że coś jest subiektywne, to jest nierealne na przykład, albo że nie jest potrzebne.

I czasami faktycznie nie możemy nic więcej zrobić, niż właśnie pomodlić się o kogoś, ale jeśli jesteśmy w stanie mu chociażby jeszcze to przekazać.

to taka świadomość może niejednego utrzymać w tych najciemniejszych godzinach, gdzieś tam w tych aresztach, czy w tych sytuacjach, w których się znajdują nasi znajomi, przyjaciele, gdzieś tam sąsiedzi i tak dalej.

Wrócę do tego, do czego chciałem przejść, więc kończy się ten tekst tym, że Paweł ma taką nadzieję, że tak czy inaczej Chrystus będzie uwielbiony w ciele moim.

Tam mamy takie greckie słowo megalino, znaczy dosłownie czynić lub ogłaszać wielkim, powiększać, wysławiać.

Matka naszego Pana, Maria, śpiewa w pieśni Wielbi duszo moja Pana.

To właśnie wielbi, znaczy dosłownie czyni wielkim, co w łacińskim przekładzie Biblii w Vulgacie było oddane słowami Magnificat anima mea dominum, czyli Magnificat wywyższa, powiększa, wysławia.

No my byśmy powiedzieli wywyższa.

W języku polskim jest ta metafora, że coś jest wyżej.

W języku greckim tu akurat jest ta kwestia czegoś, co jest większe.

Więc pytanie moje brzmi tak.

Czy taka perspektywa, jaką Paweł przedstawia w XX wersecie, nie usuwa naszej indywidualności?

Czy taki pogląd nie umniejsza człowiekowi?

Czy to nie jest jakaś idea antyhumanistyczna, że nieważne, co mnie spotyka, ważne jest tylko to, aby uwielbić Boga?

Czy Bóg w ogóle oczekuje takiej postawy od nas?

No bo w zasadzie jest to taka radykalna postawa.

Ważne, żeby Pan Bóg był zadowolony, żeby On był wywyższony, a ja to jestem takim śmieciem, rubakiem.

Co o tym sądzicie?

Bo wydaje mi się, że nie jest odpowiedź jednoznaczna.

Znaczy ja na Pismo Święte patrzę jako na całość, tak?

Pomimo, że każda z jej książek i listów powstawała w jakimś kontekście, to jednak są zebrane razem i w tej perspektywie również odczytuję ich znaczenie.

No i kiedy czytam pierwszy rozdział Biblii, widzę jak 1,27, rodzaju 1,27, jak wykorzystując słowo klucz trzykrotnie używa czasownika stworzyć, że jest to krótka poezja hebrajska, nawet pieśń, tak część biblistów hebraistów będzie twierdzić.

to widzę, że w akcie stworzenia jest przedstawiona radość Boga, że człowieka stworzył.

Plan zbawienia wiąże się z ogromną ceną i ofiarą, którą składa Bóg.

Więc odłączając to, można by było jakby, może inaczej, nie można tego zapomnieć.

I w tej perspektywie należy to oceniać.

I może ostatnia rzecz.

Paweł dostał konkretne powołanie i jego życie wiązało się z tym konkretnym powołaniem, realizacją pewnego zadania i wydaje mi się, że on tutaj próbuje powiedzieć, jakkolwiek nie byłoby ono realizowane, to ono przyniesie chwałę temu, który mnie do tego wezwał.

Zrobię to, co zrobić powinienem, czy to się stanie w taki, czy w inny sposób.

Ja się zastanawiam czasami, czy Paweł, oczywiście ja nie umniejszam temu, co on robił, ale też nie zapominajmy, że był człowiekiem, jak każdy z nas, nie miał jakichś swoich problemów, bo przecież Bóg przez proroka mówi mu, nie idź tam, bo tam ciebie zwiążą i zwiężą.

czy właśnie zostaniesz uwięziony, a on właśnie to robi, bo taką ma wizję chyba na siebie.

Nie wiem, czy on jest jakimś fatalistą, nihilistą, który odkrył Chrystusa i nagle cały świat już nie ma dla niego znaczenia i gdyby nie Chrystus, on by faktycznie już mógł się zagubić w tym.

Albo tak jak Kohelet mówi, że wszystko marzy się nad marnością.

I gdyby nie te ostatnie wersety z Księgi Koheleta, moglibyśmy pomyśleć, że faktycznie już nie ma dosłownie

Czy w tych chwilach jakiejś cierpienia przedłużać tej agonii?

On mówi tutaj tak czy inaczej ważne, żeby Chrystus był uwielbiony w moim ciele, w moim życiu, moją postawą.

Czy tutaj mamy miejsce jakieś na indywidualność?

Czy to była po prostu jego taka specyfika Pawła, że on taki był, że on już nie miał żony, nie miał dzieci?

Adam, tak widzę, że myślisz, myślisz, to ja pozwolę sobie powiedzieć, wiecie, miałem takie momenty w swoim życiu, kiedy ogarniało mnie jedno pragnienie, żeby w jakiś sposób, chociaż część tej chwały, którą oglądam, chwały Boga, którą oglądam, studiując i badając Pismo Święte, żeby potrafić...

czy to słowem kazanym, czy moją służbą, czy moim życiem.

Ja jestem człowiekiem pełnym wad, różnych błędów, czasami tych powrotów nie tam, gdzie trzeba.

To naprawdę, to nie jest takie piękne, jakby się chciało, ale kiedy widzi się jego piękno, jego poświęcenie, jego miłość, człowiek ma coś w sobie takiego, że chciałby w jakikolwiek sposób...

Przekazać to innym, tak?

Tak, mamy takie pragnienie dzielenia się

Jak patrzymy na zachód słońca, chcemy wysłać komuś zdjęcia, albo na pełni księżyca, chociaż ten księżyc nam nie wychodzi na tych zdjęciach.

Jesteśmy na koncercie, chcemy nagrać, żeby komuś wysłać, zobacz jak pięknie grali, prawda?

Kiedy Paweł przygląda się życiu Chrystusa i nauce o Chrystusie, no nie znał go prawdopodobnie osobiście, ale tego, co o Chrystusie się mówi i czego Chrystus nauczał, to prawdopodobnie taki zachwyt, który go ogarnął, no chciał, żeby w ten czy w inny sposób

jego życie w pełni, na tyle, na ile to jest możliwe, oddało właśnie to piękno Chrystusze.

Jeszcze tylko doczytam te 20 wiersze z tłumaczenia Biblii Tysiąclecia.

Zgodnie z gorącym oczekiwaniem i nadzieją moją, że w niczym nie doznam zawodu, lecz jak zawsze, tak i teraz, z całą swobodą i jawnością, Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele.

Więc pozwolę sobie może połączyć to gorące oczekiwanie i nadzieję, że

co by się nie działo, czy to tak będzie, jakbym tego oczekiwał, czy może inaczej ta chwała będzie jemu oddana.

Ja myślę, że tutaj jedna rzecz jest taka dość ważna, że czasami może po prostu, albo być może w różnych generacjach funkcjonowania chrześcijan w tym świecie, może też było obecne, że taka właśnie trochę umniejszanie wartości, godności ludzkiej.

To jest oczywiście totalnie w poprzek w ogóle myśli biblijnej.

I myślę też, że to jest w poprzek myślenia

Pawła, bo Paweł ma ogromne poczucie o wartości i znaczeniu tego, jak ważny jest człowiek, kim jest człowiek i właśnie pokazuje Chrystusa jako tego, który oddał swoje życie ze względu na miłość do człowieka i Paweł ma świadomość na przykład tego, że Bóg go kocha, Bóg jest miłością, Bóg jego kocha, Chrystus go kocha i to nadaje też ogromnej wartości.

człowiekowi samemu w sobie, więc tutaj nie ma w tym żadnego fatalizmu albo takiego poczucia, że to życie jest po prostu, że ja jestem nieważny, że moja osoba jest po prostu nieistotna.

To nie w tym jest rzecz, tylko w tym, że Paweł ma poczucie, ogromne poczucie swojej wartości, wartości w Bogu i świadomości tego, kim jest.

I on też jest konkretną jednostką, to znaczy on ma swój świat, ma swoją wizję, jego celem jest głoszenie Chrystusa, to jest jego misja, to są cele, które on realizuje i, że tak powiem, to dotarcie do Chrystusa jest jego nadrzędnym celem, więc jak on myśli sobie o perspektywie...

może powiedzieć, tej nadziei ostatecznej chrześcijańskiej, czyli na przykład spotkania z Chrystusem, realnego spotkania z Chrystusem, no to to jest cel, do którego on zmierza, więc sobie myślę, no dobra, to jakby się teraz, że tak powiem, wyłączył i mam w perspektywie to, że jest to w jakimś stopniu związane z tym, że albo przy zmartwychwstaniu, albo po prostu, no człowiek w śmierci, czas go nie dotyczy, tak?

Więc po prostu, czy w perspektywie Zmartwychwstania, czy w jakimkolwiek innym formie doświadczenia, następny moment to jest czas spotkania z Chrystusem.

no to stwierdza, że no to swój cel po prostu osiąga.

Mógłby powiedzieć, że to jest nawet egoistyczne.

I on tak twierdzi, że z mojej perspektywy to to jest dla mnie na korzyść.

Ale on ma inne też cele, które są i to jest miłość do drugiego człowieka i tym się kieruje dalej.

Swoich stwierdzenia.

List do Filipian, pierwszy rozdział od XXI do XXVI wersetu.

Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk.

Jeśli zaś życie w ciele to dla mnie owocna praca, cóż mam wybrać?

Nie umiem powiedzieć...

Z dwóch stron doznaję nalegania.

Pragnę odejść, aby być z Chrystusem, bo to jest o wiele lepsze.

Pozostawać zaś w ciele to bardziej konieczne ze względu na was.

A ufny w to wiem, że pozostanę i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie Jezusie przez moją ponowną obecność u was.

No to jeszcze inne pytanie.

Czy apostoł Paweł był pracoholikiem?

No bo znajduje się w mareszcie, perspektywa, która się przed nim rozciąga, to albo uwolnienie, fajnie, albo jakiś proces zakończony ścięciem, bo wiemy, że on czeka na wyrok, na proces, a nie, że ma karę więzienia, tak jak mówiliśmy w ostatnim odcinku, nie ja, ale tu koledzy.

I on mówi, no dobra, ale umarłbym, byłbym już z Chrystusem, super, ale jeszcze jest dobra praca do wykonania, wolę żyć, żeby pracować.

Jest pracoholikiem?

No nie.

Nie.

Pociąga go owocne efekty i jego pracy go pociągają.

On raczej tutaj po prostu stwierdza, że ze względu na wasze dobro, czy ze względu na dobro ludzi, którzy są, to warto się jeszcze przemęczyć.

Ja bym to może skwitował w ten sposób.

Także jestem gotowy jeszcze kawałek podźwigać, żeby coś z tego dobrego wyniknęło.

Nie myśląc tylko o sobie.

O swoim odpoczynku.

Jest wiecznym.

Wiecznym odpoczywam.

Przeglądam tekst, bo szukam tego miejsca, gdzie on mówi, że tęsknię do was serdeczną miłością Jezusa Chrystusa.

Nie mogę tak znaleźć teraz szybciutko, ale myślę, że w listach Pawła i w liście do Filipian widać, że...

Motyw jest bardziej relacyjny niż zawodowy.

Jest poza wielkim powołaniem, które przychodzi od Jezusa Chrystusa.

Jest też pewna więź.

O, dzięki Adamie.

Albowiem Bóg mi świadkiem, czyli wzywa Boga tutaj na świadka, jak tęsknię do was wszystkich serdeczną miłością Jezusa Chrystusa.

Ja przyznam się też szczerze, że ja po raz pierwszy kilka lat temu dopiero tak wyraźnie zauważyłem w tych listach te wątki relacyjne, takie ciepłe, takie w jednym z listów powie, że jak rodzicielka, jak ojciec dzieci.

Zawsze miałem Pawła przede wszystkim za teologa, wykształconego człowieka, który coś komunikuje, ale widać u niego, że jest w tym coś więcej.

No bo teolog to nie człowiek, nie?

Nie, tylko, ja mówię o zmianie swojej optyki, a nie o tym, że Paweł był tylko taki, czy tylko inny.

Zgadza się, nie możemy, albo nie powinniśmy przynajmniej czytać listów Pawła, jak gdyby to były jakieś tylko teoretyczne wywody, a przynajmniej listu do Filipian, o którym mówiliśmy, że jest to bardzo ciepły, osobisty list, on ich zna osobiście, być może w przeciwieństwie do listu do Kolosan, gdzie nigdy nie był.

ale w tym przypadku faktycznie jest to list do jego przyjaciół i tak sobie myślę jeszcze w kontekście naszej poprzedniego wątku tej rozmowy, że być może sam fakt, że w ogóle mógł do kogoś napisać, miał z kim się komunikować.

Wiemy, że Epafrodyt komunikował się kilka razy tam, pośredniczył w tej komunikacji ze zborem Filippi.

No to znaczy, że to co dzisiaj się dzieje z nami, kiedy jesteśmy gdzieś bez zasięgu, padnie nam bateria, jesteśmy w jakiejś górszów, w jakiejś windzie, a mamy jakieś ważne sprawy do załatwienia, albo po prostu tak się zdarzy, że nie wiem, wyjechaliśmy gdzieś po teren Unii Europejskiej, jeszcze nie uruchomiliśmy internetu i nie ma się z kim skomunikować, więc sam fakt tego, że on w ogóle ma do kogoś odezwać, do kogo pisać, że ktoś tam tego słucha, czyta, odpisują mu, pomagają mu,

Wydaje mi się, że jest tym wsparciem, którego on potrzebuje i faktycznie może nie tylko praca, a właśnie te relacje trzymają go przy życiu.

Pozwolę sobie dorzucić jeszcze jedną rzecz.

On nie zaczął służyć w zborze, który już istniał.

To byli nowonarodzeni ludzie, którzy mieli go jako jednego z pierwszych pierwszego nauczyciela.

W swojej służbie jako pastor, jako duchowny doświadczyłem tego, że kiedy po raz pierwszy staję na drodze ludzi, którzy rodzą się na nowo, których duch prowadzi do nowego życia, rodzi się naprawdę szczególna więź, która zostaje bardzo często na wiele lat, czasem na całe życie.

To jest więź takiej głębokiej serdeczności, takiego głębokiego zaufania.

Ja zupełnie inne relacje w swoim życiu miałem z ludźmi,

Może niezupełnie, ale generalnie widać było różnicę między relacjami z wierzącymi, którzy już dojrzewali, którzy wcześniej gdzieś przyszli do Chrystusa, do wspólnoty wierzących, do których zostałem przyłączony jako przeniesiony duchowny, a inne relacje z tymi, którzy dopiero co wchodzili na tą drogę życia chrześcijańskiego.

Także myślę, że z tego on mógł czerpać naprawdę bardzo dużo, ale oni równie dużo czerpali, bo to jest wzajemne, to jest obopólne.

To jest wymienne.

Może takie pytanie chyba oczywiste, ale jednak może to trzeba sprostować, może to trzeba jakoś uwyraźnić.

Czy w tym fragmencie apostoł Paweł robi wykład na temat antropologii, czyli nauki o człowieku w kontekście jego śmierci, albo eschatologii, tego, co się dzieje z człowiekiem po śmierci,

Czy powinniśmy ten tekst rozumieć, że jak człowiek umiera, to już jest Chrystusem w niebie?

Moim zdaniem ten fragment tego nie dotyczy w ogóle.

On traktuje o perspektywie radzenia sobie z wyzwaniami, trudnościami i pokusami tego, co byłoby lepsze, łatwiejsze do doświadczenia w danym punkcie, w którym znajduje się Paweł, a nie...

przykładowo jak w wykładu na temat eschatologii czy rzeczy ostatecznych.

Ten temat apostoł Paweł podejmuje w drugim liście do Thessaloniczan albo w pierwszym liście do Koenitian w XV rozdziale odnośnie tego, jak doświadcza człowiek śmierci, jaka jest perspektywa na przyszłość, ale na pewno nie Filipian I, chociaż oczywiście ten fragment po prostu traktuje, że tak powiem, o tym, że

moment śmierci jest w jakimś sensie punktem spotkania z Chrystusem, ale kwestia, jak wygląda proces dojścia do tego spotkania, to już chyba jest odrębny temat.

Na pewno nierozwijany w liście do Filipian.

Pierwszy test to liczy on piąty rozdział również, to podejmij to w dosyć takiej szerokiej perspektywie.

Dokładnie, czyli człowiek umiera, zasypia, mówimy z językiem poetyckim, to nie jest język dosłowny, bo nie zasypia, prawda?

Człowiek się rozkłada.

Umiera.

Umiera, no tak, ale świadomość, można powiedzieć, zanika, ciało się rozkłada i w momencie chwalebnego przyjścia Pana Jezusa, w odpowiednim momencie w historii tego świata, jak wierzymy, w tak zwanej paruzji, czyli właśnie tym chwalebnym przyjściu wraz z aniołami, Bóg dokonuje tak zwanej rekreacji, na nowo stwarza ciała, te ciała już nie są takie same, one są przemienione.

Ci, którzy żywo doczekają tego wydarzenia,

w okamgnienie, jak pisze Paweł w I liście do Koryntian 15 rozdziale, będą przemienieni, a ci, którzy powstaną ze śmierci, oni już w nowych ciałach.

I w liście do Filipian wspomina, co to są te nowe ciała, na podobieństwo

uwielbionego ciała Chrystusa, czyli takiego ciała, które już nie podlega śmierci, czasowi, starzeniu się, chorobom, cierpieniom i które prawdopodobnie może transcendować, czyli przekraczać różne, nie wiem, niektórzy mówią wymiary, światy, przestrzenie i tak dalej.

Ja przypominam sobie taki moment, kiedy byłem kilka lat temu w szpitalu w czasach covidu i właśnie na covid,

I tak sobie myślałem, że jak to może się ta moja sytuacja rozegrać?

Może na plus i na minus, prawda?

Dwie w zasadzie były opcje.

Obok mnie leżał pan, który naprawdę dusił się i ten kaszel był naprawdę jak... Ja nie wiem, czy on przeżył to.

A drugi pan jeszcze za mojej bytności tam opuścił szpital.

Już go tam podleczyli i ten proces postępował ku dobremu.

Wtedy sobie pomyślałem, jakaś taka myśl mi przyszła, pomimo jakichś może zniechęceń, trudności i problemów, że jednak wolałbym jeszcze żyć.

bo jeszcze mam kilka artykułów do napisania na bloga, które gdzieś są w szkicach i niedokończone.

Jeszcze nie chciałbym opuszczać moich uczniów z religii, z którymi prowadzę zajęcia i którzy może, nie wiem, może by płakali na moim pogrzebie.

że jeszcze mam żonę, psa i też trzeba się nimi zająć i tak dalej i tak dalej.

Czyli chyba Paweł odnajduje właśnie taki sens tego życia w służbie i w działaniu dla innych i w relacji z innymi.

Ale mamy tu chyba punkt, do którego zmierzaliśmy i który jest centralnym punktem tego naszego tekstu dzisiejszego.

ta fraza czy wyrażenie moim życiem jest Chrystus.

Albo żyć to Chrystus, dla mnie żyć to Chrystus.

Ibie tysiąclecia, dla mnie bowiem żyć to Chrystus.

No właśnie, więc czy to nie brzmi fanatycznie, moje pierwsze pytanie?

Albo inaczej, jak rozumieć to wyrażenie?

Ja napisałem kilka piosenek chrześcijańskich, takich na cztery, trzy, cztery chwyty powtarzające się w kółko.

Jedna z nich to Życia Sens.

To nie jest wielka poezja, to nie jest wielka twórczość artystyczna, ale ona oddaje to, co...

Prawie zawsze, jak powstawały te pieśni, to dużo łez wylewałem, bo bardzo poruszało mnie możliwość oddania tego, co właśnie Bóg pozwolił mi doświadczyć.

Czyli sekretarze też mają duszę.

To tylko chcę powiedzieć, że... Sekretarz też człowiek.

Ta piosenka, ona zawiera powtarzający się motyw właśnie dotyczący sensu życia i w drugiej swojej połowie...

Oddaję to, co ja sam przeżyłem, że Chrystus nadał mojemu życiu sens.

Ja bym powiedział jeszcze więcej, może to nie jest tutaj takie kluczowe, ale ja marzyłem też o tym bardzo, żeby zacząć odczuwać w życiu szczęście.

Nie wyżyny euforii pod wpływem różnych substancji i dno depresji, kiedy kończyły się środki i towarzystwo, tylko po prostu, żeby czuć sens.

I takie poczucie szczęścia.

I to Chrystus faktycznie wniósł w moje życie.

Jako osiemnastolatek leżałem w pokoju, obok mnie spał mój kolega i ja zastanawiałem się, wierzę dzisiaj, że pod wpływem Ducha Świętego, czy ja mam powierzyć swoje życie Chrystusowi i bałem się tego.

Dzisiaj jestem dwadzieścia kilka lat później i wiem, że to była niesamowita decyzja, która sprawdziła się, zadziałała, tak?

Przyniosła właśnie takie pozytywne owoce.

Więc z takiej szerokiej perspektywy bym powiedział, że

No tak bym to odczytał, może duszpastersko, może bardzo taka lektura osobista, ale Chrystus daje życiu sens i to przekraczający tylko życie własne.

Ja też mam na przykład takie poczucie, że ja przynajmniej podobnie odczytuję tę frazę, bo tutaj też śledzę sobie tekst grecki, czyli moje bowiem życie Chrystus, w takiej sytuacji,

w kulturze tłumaczenia dosłownego.

I tutaj chodzi tak naprawdę o nadanie sensu doświadczeniu ludzkiemu, w tym przypadku doświadczeniu Pawła.

I dlatego też on potem, kiedy mówi o perspektywie na przykład śmierci, a celem jego jest Chrystus i spotkanie z Chrystusem, to nie rozpatruje śmierci w kategoriach po prostu jakiejś klęski, czegoś w tym stylu.

I ja na przykład, jak też spoglądam sobie na pierwszy rozdział Listu do Koryntia, i tak żeśmy dyskutowali tam w tych ostatnich naszych spotkaniach o różnych czynnikach, które powodują, że człowiek ma w sobie tyle wyporności, żeby przechodzić przez różne wyzwania i się nie załamać, ale być po prostu silnym i tak dalej.

no to są wątki, o których wspominałeś też dzisiaj.

Czy to kwestia sensu tego, co robię, czy kwestia wspólnoty ludzi, którzy są dookoła mnie, którzy mnie wspierają.

To są wszystko czynniki, które mają znaczenie dla budowania tej struktury osobowości, dla jakiejś takiej no właśnie siły wewnętrznej i tak dalej.

Ale to są wszystko elementy, które mogą być, a które mogą zniknąć.

Bo ludzie są i znikają.

Praca może być i może zniknąć.

Środki możesz mii możesz ich nie mieć.

I apostoł Paweł w dalszej części w ogóle sobie będzie o tym mówił.

Umiem żyć w bogactwie i w ubóstwie.

Umiem głód cierpieć.

Umiem cieszyć się po prostu tym, że mam.

Ale to są wszystko elementy, które są i które znikają.

Ja też tego trochę podotykałem w życiu na różnych etapach i wiem, jak to funkcjonuje.

ale w tych, bym powiedział, takich momentach, w których miałem poczucie, że nie ma niczego, to był zawsze ten wymiar ostateczny i ta nadzieja ostateczna i to była kwestia po prostu świadomości obecności Boga w moim życiu i właśnie relacji z Chrystusem.

Więc to jest, ja bym powiedział, taki ostatni bastion, że nawet jak ci wszystko wokół padnie...

To jest jeszcze jeden ten powód, który jest nieprzemijający i który jest stały i dla Pawła na pewno Chrystus jest tym celem ostatecznym jego życia i tak naprawdę powiedziałbym taką jedyną stabilną, niezmienną kotwicą, bo wszystko może ulec zmianie, ale wierność Chrystusa w stosunku do Niego i miłość i nic go nie oderwie, Paweł pojawi w innym miejscu od miłości

Chrystusa, czy życie, czy śmierć, czy prześladowania, czy udzisk, tak?

To ten Chrystus po prostu jest nieprzemijający i to daje siłę i fundament dla życia ludzkiego.

Ja tylko dorzucę, bo ja trochę już się wzruszam tutaj, kiedy Adam mówisz o tym.

Nie podaję żadnych takich konkretów, ale wiecie, właśnie to jest to, że im trudniejsze okoliczności życia się pojawiają...

tym więcej ujawnia się siła, jaka tkwi w tej relacji z Chrystusem, kiedy człowiek trwa pomimo tego, co go spotyka.

I to świadectwo paradoksalnie w tych negatywnych okolicznościach, ono niejednokrotnie stanie się jeszcze silniejsze.

No i właśnie patrząc na takiego Pawła, jak sobie czytamy ten list, myślę, że jak czytali go Filipi z Borownicy, czy tam wyznawcy Chrystusa, to mogli się czuć zachęceni.

To była postawa, którą się czyta jako postawa pewnego...

bohaterstwa, jakiejś takiej niewzruszoności pomimo tych trudności.

Postawa, która jest w pewien sposób zachętą.

Wersety 27 do 30, czego już nie będziemy teraz czytać, ale o tym wspominają, że właśnie Paweł zachęca ich do wspólnej walki o wiarę w Ewangelię,

Nie chodzi o to, żeby walczyć z kimś, ale jest tam takie użyte słowo syn atleo, czyli wspólnie zmagać się, wspólnie walczyć o coś w dobrej sprawie.

W tym przypadku chodzi o wiarę w Ewangelię.

Więc myślę sobie, że taki portret Pawła w areszcie, który pisze takie słowa...

może być takim portretem, obrazem, obrazkiem, no mam nadzieję, że może nie świętym obrazkiem, ale czymś, na co możemy spojrzeć i się zainspirować.

I kiedy w zborze czytali te słowa, we wspólnocie był tam na pewno ktoś, kto miał czytać, czytał to wszystko i

Myślę, że nie jedna łezka się tam zakręciła w oku i myślę, że te słowa później, jakiekolwiek koleje losu tych ludzi później były, czy może prześladowanych, czy może dożyli spokojnej starości, powtarzali te słowa, życiem moim jest Chrystus jako dewizę.

Kolec, dziękuję wam bardzo dzisiaj za udział w tej dyskusji.

Oczywiście nie wyczerpaliśmy wszystkiego tematu.

Mam nadzieję, że i naszych słuchaczy, widzów również.

Dziękujemy za wspólny, spędzony czas.

Zapraszamy na kolejny odcinek, gdzie będziemy przyglądali się starożytnej chrześcijańskiej pieśni.

hymnowi o Chrystusie, o Jego ogołoceniu, kenozie i wywyższeniu i jak wspaniałym jest Chrystus.

Być może rozwiniemy po prostu to, co to znaczy ten Chrystus.

Co to znaczy, że życiem moim jest Chrystus.

Właśnie w przyszłym odcinku będziemy o tym mogli więcej porozmawiać.

A teraz już krótka modlitwa, żebyśmy mogli w dobrym takim nastroju duchu opuścić ten podcast, ten odcinek i życzyć wszystkim tego, co jest właśnie sensem życia, odnalezieniem Chrystusa.

Drogi Panie, dziękujemy Ci za list apostoła Pawła, za jego te osobiste odkrycia, wynurzenia, za te słowa, które przekazał kiedyś do jakiejś grupy ludzi, a my dzisiaj możemy to czytać, jest to zachowane, jest to potwierdzone, że jest to autentyczny list i możemy się inspirować.

Na pewno niejednokrotnie jeszcze jakieś trudności, załamania, dołki będziemy przeżywali.

Proszę Cię Panie, abyśmy mogli wrócić do tego hasła, życiem moim jest Chrystus i abyśmy mogli je kontemplować, rozmyślać nad nim i przeżywać.

pogłębiać tę naszą relację z Tobą, która jako jedyna na tym świecie i poza tym światem jest niezmienna.

Dziękuję za naszych słuchaczy i widzów i proszę o błogosławieństwo dla nich.

W imię Chrystusa Pana.