Mentionsy

Zbrodnie z wyższych sfer
18.01.2026 17:00

Policjant, prawnik, morderca? Sprawa zaginięcia Anny Garskiej

W tym odcinku przyglądamy się jednej z najbardziej bulwersujących spraw kryminalnych ostatnich lat. Morderstwo Anny Garskiej wstrząsnęło Polską i zachwiało zaufaniem do ludzi, którzy mają stać na straży prawa. Policjant, prawnik i kochający ojciec, został skazany za zabójstwo swojej żony, choć jej ciała nigdy nie odnaleziono. Jak doszło do zbrodni niemal doskonałej? Jakie błędy popełnił sprawca? Posłuchaj najnowszego odcinka podcastu Olgi Herring.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 52 wyników dla "Marek Garscy"

Właśnie teraz młode małżeństwo Strzeladzi, Anna i Marek Garscy, zostają rodzicami, a na świat przychodzi ich córka Dominika, o którą starali się aż kilka lat.

Ania ma 28 lat i pracuje w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w oddziale w Jaworznie, a jej mąż, 31-letni Marek, chociaż z wykształcenia jest magistrem prawa, to wybrał mundur i już od kilku lat jest policjantem.

Chociaż w domu z małą Dominiką jest przede wszystkim jego żona, Ania, to Marek, gdy tylko ma wolne, całą swoją uwagę poświęca ukochanej córeczce.

Ania swoją nową rolą jest pochłonięta w stu procentach, a Marek rzuca się w wir pracy, co w efekcie sprawia, że małżeństwo zaczyna się od siebie oddalać.

Marek w domu jest coraz rzadziej.

Jej mama i siostra uspokajają ją, że przecież Marek jest cudownym mężem i ojcem i po prostu zależy mu na pracy i dobrych stosunkach ze współpracownikami.

Poranek spędza z dwuipółletnią Dominiką, a o 16 dołącza do nich Marek i wspólnie spędzają bardzo miły dzień.

Jakież jest więc zdziwienie mamy Ani, kiedy kolejnego dnia w niedzielę z samego rana dzwoni do niej zięć Marek, który oznajmia, że Ania wyszła z domu wczoraj wieczorem i do tej pory.

Kiedy mama wypytuje Zięcia o szczegóły, Marek opowiada, że około 20.30 wrócił z małych zakupów i niestety pokłócił się z Anią.

Podobno tak głośno krzyczała, że obudziła ich córkę, którą Marek poszedł uspokajać.

Marek jest jednak niechętny.

Do 23.50 Marek wielokrotnie dzwonił do Anny, ale ta nigdy nie odebrała.

Przed północą nastała jednak cisza i dopiero 2,5 godziny później, o 2.22 Marek znowu dzwonił do żony, następnie jeszcze dwa razy przed 4 rano, raz o 7.25,

Śledczy postanawiają zweryfikować, czy to on u samego źródła, co Marek potwierdza.

Przecież w ich mieszkaniu spało zaledwie dwu i pół letnie dziecko, które jak teraz wychodzi na jaw, Marek pozostawił bez żadnej opieki.

Marek pierwszy raz do komputera zasiadł o 23.22 i szukał całodobowej poczty w Katowicach.

W okolicy, gdzie Marka uchwycił monitoring, rzeczywiście znajduje się całodobowa poczta i jak się okazuje, Marek tam był i o 3.24 nadał jakąś paczkę.

Śledczy oczywiście nie kupują tej wersji i uważają, że Marek wysłał telefon celowo.

Marek popełnił jednak błędy.

Mimo tego Marek idzie w zaparte, nie wie co stało się z Anią, nie ma nic wspólnego z jej zaginięciem i na dowód, że mówi prawdę, sugeruje by przebadać go na wariografię, co też się dzieje, ale nie bez komplikacji.

Okazuje się, że zdaniem eksperta Marek stosuje metodę izolacji psychicznej.

Ania miała rację, Marek miał romans z Wiolettą, policjantką, o którą była tak zazdrosna.

Od października 2011 roku do czerwca 2012 roku Marek kontaktował się z nią ponad 4600 razy, codziennie od rana do wieczora, a o ich relacji wiedzieli także pozostali współpracownicy.

Jak się jednak okazuje, romans zakończył się na miesiąc przed zaginięciem Anny, bo jak tłumaczy kochanka, Marek obiecywał jej, że rozwiedzie się z żoną, ale wcale się na to nie zanosiło.

Zaledwie dwa tygodnie po zaginięciu Anny, Marek założył konta na portalach randkowych i zaczął umawiać się z kobietami, na co też ma wytłumaczenie.

Jak przypuszczają śledczy, to w tym czasie Marek ukrył ciało żony.

Tamtej nocy Marek miał czasu aż nadto.

Gdy wybija druga rocznica zaginięcia, Anny wciąż nie ma, a Marek układa sobie życie na nowo.

Funkcjonariusze pukają do drzwi mieszkania państwa Garskich, które otwiera im Marek.

Marek nie kocha już żony i za jej plecami zaczyna spotykać się ze swoją współpracownicą Violettą, z którą romansuje podczas wyjazdów integracyjnych.

Marek przed żoną wypiera się, że kogoś ma.

Anna nie ma złudzeń, jest jakaś inna, a Violetta po wielu miesiącach wodzenia ją za nos wie, że Marek nie odejdzie od żony.

Zrezygnowana kochanka ma dość tej sytuacji i kończy romans, ale Marek nie może się z tym pogodzić.

Gdy nadchodzi dzień zaginięcia, 7 lipca 2012 roku, Marek będąc w pracy, od rana zasypuje Violette SMS-ami i bezskutecznie namawia ją na spotkanie.

Bardzo prawdopodobne, że Anna odkrywa tamtego wieczora SMS-y od męża do Wioletty, a może to Marek.

Zdaniem prokuratury Marek albo topi żonę, albo dusi ją kablem od depilatora, następnie wyciąga jej ciało z wanny.

W okolicach północy Marek zostawia w domu zarówno swój telefon, jak i telefon Anny, po czym opuszcza mieszkanie.

Około 3.00 nad ranem Marek znowu opuszcza mieszkanie.

Po wszystkim Marek wraca do domu i przed czwartą nad ranem znowu dzwoni do żony.

Ale Marek nie przewidział, że śledczy dotrą i rozpoznają go na monitoringu w centrum Katowic.

Marek spędza razem z córką i swoimi rodzicami.

To wszystko, mimo że nie udało się odnaleźć ciała Anny Garskiej, pozwoliło z pełnym przekonaniem ustalić, że w nocy z 7 na 8 lipca Marek odebrał życie swojej żonie.

Marek nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, a przed sądem tłumaczy, że materiał dowodowy oparty jest jedynie na poszlakach, które prokuratura gromadziła pod z góry ustaloną tezę.

Poza tym Marek ze względu na dyskopatię lędźwiową nie byłby w stanie pozbyć się zwłok.

Marek zostaje uznany winnym zabójstwa własnej żony i zostaje skazany na 15 lat pozbawienia wolności, a kilka miesięcy później Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymuje decyzję o uznaniu Marka winnym i dodatkowo zwiększa karę z 15 na 25 lat pozbawienia wolności, ponieważ jak uzasadnia,

Marek zabił z zimną krwią, wszystko zaplanował, a jego motywacją było tylko to, że przez Annę nie mógł być z kochanką.

Marek Garski wyczerpał już wszystkie drogi prawne.

Marek w więzieniu pozostanie do 2040 roku, chyba że uzyska warunkowe przedterminowe zwolnienie, o które będzie mógł zacząć się starać już w przyszłym, 2027 roku.

Marek niezmiennie nie przyznaje się do winy i tym samym nie ma zamiaru wskazać miejsca, w którym spoczywa ciało jego żony.

Dopiero dzięki niej wyszło na jaw, że tuż po zgłoszeniu zaginięcia Ani, Marek napisał do niej wiadomość o treści, jestem już wolny.

Zresztą Marek jako prawnik, jako policjant, a do tego człowiek bardzo inteligentny i niezwykle opanowany,

Wiedzą za to, że pewnego dnia Marek wyjdzie na wolność i otrzyma swoją szansę na życie.

0:00
0:00