Mentionsy

Zbrodnie z wyższych sfer
18.01.2026 17:00

Policjant, prawnik, morderca? Sprawa zaginięcia Anny Garskiej

W tym odcinku przyglądamy się jednej z najbardziej bulwersujących spraw kryminalnych ostatnich lat. Morderstwo Anny Garskiej wstrząsnęło Polską i zachwiało zaufaniem do ludzi, którzy mają stać na straży prawa. Policjant, prawnik i kochający ojciec, został skazany za zabójstwo swojej żony, choć jej ciała nigdy nie odnaleziono. Jak doszło do zbrodni niemal doskonałej? Jakie błędy popełnił sprawca? Posłuchaj najnowszego odcinka podcastu Olgi Herring.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 232 wyników dla "Komendzie Wojewódzkiej w Katowicach"

Przyjdź na dni otwarte Mazda Experience Days od 26 stycznia do 7 lutego i sprawdź Mazdy z kosztami finansowania od 0%.

Poznaj rodzinną Mazdę CX-60, komfortową Mazdę CX-30, elegancką Mazdę 3 i inne modele dostępne w atrakcyjnych finansowaniach.

Koszty finansowania od 0% dostępne dla wybranych modeli Mazdy i form finansowania.

ze względu na wielowymiarowe zachwianie zaufania do drugiego człowieka i jego społecznej roli.

Policjant, prawnik, oddany mąż i kochający ojciec, to wszystko wydaje się leżeć daleko od wyrachowanej zbrodni, a jednak ten koszmar wydarzył się naprawdę i w pewnych aspektach trwa do dzisiaj.

Zapraszam na opowieść o zaginięciu Anny Garskiej, które okazało się zbrodnią niemal doskonałą.

Historie, które wstrząsnęły światem elit.

Olga Hering prezentuje Zbrodnie z wyższych sfer.

Właśnie teraz młode małżeństwo Strzeladzi, Anna i Marek Garscy, zostają rodzicami, a na świat przychodzi ich córka Dominika, o którą starali się aż kilka lat.

Ania ma 28 lat i pracuje w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w oddziale w Jaworznie, a jej mąż, 31-letni Marek, chociaż z wykształcenia jest magistrem prawa, to wybrał mundur i już od kilku lat jest policjantem.

Pracuje jako funkcjonariusz operacyjny w Komendzie Miejskiej Policji w Sosnowcu, gdzie zajmuje się przestępstwami gospodarczymi.

Często bierze nadgodziny i robi wszystko, żeby wykazać się, być skutecznym i by piąć się po szczeblach kariery.

Chociaż w domu z małą Dominiką jest przede wszystkim jego żona, Ania, to Marek, gdy tylko ma wolne, całą swoją uwagę poświęca ukochanej córeczce.

I chociaż oboje z żoną są zakochani w Dominice, to jednak rodzicielstwo wprowadza zamieszanie w ich życiu.

Ania swoją nową rolą jest pochłonięta w stu procentach, a Marek rzuca się w wir pracy, co w efekcie sprawia, że małżeństwo zaczyna się od siebie oddalać.

Dla Ani jest to raczej chwilowy kryzys, który jak myśli minie kiedy mała Dominika trochę podrośnie.

Jednak, gdy nadchodzi październik 2011 roku, a ich córka ma już niespełna dwa lata, wcale nie jest lepiej, a jeszcze gorzej.

Marek w domu jest coraz rzadziej.

Zaczyna też wyjeżdżać na całe weekendy na wyjazdy pracownicze, mimo sprzeciwu żony, która jest zazdrosna o męża.

W wieży na te wyjazdy jeździ też Violetta, która z Markiem pracuje od roku.

Ania ma złe przeczucie i podskórnie czuje, że ta atrakcyjna brunetka jest głównym powodem, dla którego mąż woli wyjazdy pracownicze od weekendów z rodziną.

Czasem nawet nie wraca w piątek do domu, a do pracy bierze spakowaną torbę i prosto z komendy rusza w góry.

Z drugiej jednak strony niektórzy z otoczenia małżeństwa uważają, że Ania przesadza.

Jej mama i siostra uspokajają ją, że przecież Marek jest cudownym mężem i ojcem i po prostu zależy mu na pracy i dobrych stosunkach ze współpracownikami.

Gdyby kogoś miał, nie zdecydowałby się na taki krok.

Ania daje się przekonać, że chyba trochę przesadza, dzięki czemu kolejne miesiące mijają bez większych perypetii.

Już za dwa dni w poniedziałek.

Ania ma zaplanowany ważny dla siebie zabieg.

Ma mieć usunięte migdałki, dzięki czemu wreszcie uwolni się od męczących i nawracających angin.

Teraz jednak cieszy się wolnym od pracy.

Poranek spędza z dwuipółletnią Dominiką, a o 16 dołącza do nich Marek i wspólnie spędzają bardzo miły dzień.

Około dziewiętnastej mała Dominika zasypia w swoim pokoiku, a Ania jak zwykle sięga po telefon i dzwoni do swojej mamy, której opowiada, że Dominika była dzisiaj pierwszy raz u fryzjera, że razem z Markiem kąpała się w basenie na tarasie.

Ma radosny głos i słychać, że jest szczęśliwa.

Jakież jest więc zdziwienie mamy Ani, kiedy kolejnego dnia w niedzielę z samego rana dzwoni do niej zięć Marek, który oznajmia, że Ania wyszła z domu wczoraj wieczorem i do tej pory.

Nie wróciła.

Kiedy mama wypytuje Zięcia o szczegóły, Marek opowiada, że około 20.30 wrócił z małych zakupów i niestety pokłócił się z Anią.

Jak relacjonuje, żona miała pretensje, że nie podlał kwiatów na balkonie, co stało się początkiem sporej awantury.

Według Marka Ania całkowicie straciła nad sobą kontrolę, nie chciała dać się uspokoić i ostatecznie cała w emocjach.

Zaczęła teatralnie pakować rzeczy do dużej walizki na kółkach.

A kiedy był w jej pokoju, Ania wyszła z mieszkania taszcząc za sobą walizkę.

No odchodne, krzyknęła tylko, że za dwa dni wróci jeszcze po córkę.

Mama Ani jest w szoku.

Jeszcze po 19, gdy rozmawiały, jej córka była w świetnym nastroju.

Jest też zdziwiona, że nie zadzwoniła do niej, żeby się pożalić, co zawsze robiła, ani że teraz nie odbiera.

Niedziela mija więc pod znakiem zapytania.

Jednak każdy liczy, że Ania, gdy ochłonie, wróci do domu.

Zbliża się wieczór.

Nadchodzi w końcu noc, a Anna Garska do domu.

Wcale nie wraca.

Gdy mija weekend i nadchodzi poniedziałek, a Ani dalej nie ma.

Tłumaczy, że przecież Ania wyszła z własnej woli i poinformowała, że wróci za dwa dni.

Nie wszyscy w pracy muszą wiedzieć, że pokłócił się z żoną.

Rzecznie jednak zgłasza zaginięcie na komisariacie w Czeladzi, ale jako że przedstawia, że Ania spakowała się i wyszła sama, jej zaginięcie zaklasyfikowane zostaje do kategorii o tym niższym priorytecie, a poszukiwania ograniczają się do rozesłania suchego komunikatu między komendami.

W tym samym czasie jej mama, siostra i ojciec odchodzą od zmysłów, ponieważ telefon Ani już nie odpowiada

I jak ustalają, kobieta nie stawiła się w szpitalu na zabiegu wycięcia migdałków, na który przecież czekała wiele miesięcy.

W związku z tym rodzice Ani biorą sprawy we własne ręce.

Przeszukują okoliczne zarośla, rowy i studzienki, ale bez efektu.

Chce zobaczyć czego brakuje i coś zauważa.

Jest tu stałą bywalczynią, więc bez trudu dostrzega, że w łazience znajdują się inne dywaniki.

W garażu widzi puste półki, na której zawsze stały środki czystości, także wiadra, mop czy doniczka w sypialni są poprzestawiane, a na materac założone jest nowe, świeżo kupione prześcieradło.

Brakuje też kilku przedmiotów osobistych Ani.

Zniknął album ze zdjęciami ślubnymi pary, torebka, portfel z całą zawartością, telefon.

W domu zostały jedynie klucze.

Wszystko wygląda jakby Ania bardzo chaotycznie spakowała rzeczy do walizki i wyjechała.

Na to pytanie nie udaje się odpowiedzieć, mimo że mijają kolejne dni.

Chociaż Ania nie stawia się w pracy, nie dzwoni i nie wraca do ukochanej córki.

Jedna z funkcjonariuszek zapewnia bliskich, że pewnie niedługo wróci.

Kiedy jednak mija już dziesiąty dzień nieobecności, a poszukiwania rodziców Anny nie przynoszą skutku, ci stawiają się na komisariacie i mówwprost, to nie jest żadna ucieczka z domu.

Ich naciski przynoszą efekt, bo sprawa zostaje przeniesiona do komendy powiatowej policji w Będzinie.

A tam okazuje się, że prawie nikt nie wiedział, że żona lokalnego policjanta zaginęła.

Ta informacja wywołuje poruszenie w środowisku i jeszcze tego samego dnia dociera do Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej w Katowicach.

Zaginięcie żony policjanta staje się sprawą priorytetową.

Prace ruszają i od razu pojawia się...

Pierwszy przełom.

Według danych przekazanych przez operatora, telefon Anny w dniu zaginięcia aż do 2.49 w nocy logował się w pobliżu mieszkania małżeństwa.

Czy więc wyszła o 22.30 i krążyła wokół?

Może ktoś widział kobietę z wielką walizką?

Jej telefon został wyłączony na pół godziny, ale ponownie zalogował się do sieci po trzeciej nad ranem, ale tym razem w samym centrum Katowic.

Mało tego, pozostawał aktywny w tym rejonie niemal przez dwa kolejne dni, aż do poniedziałku 9 lipca, po czym został wyłączony lub się rozładował.

Czy więc Anna zatrzymała się tam u kogoś?

A może została porwana?

Przyszła wiadomość od jej męża, który zapytał gdzie jest i napisał, żeby się nie wygłupiała.

Do 23.50 Marek wielokrotnie dzwonił do Anny, ale ta nigdy nie odebrała.

Przed północą nastała jednak cisza i dopiero 2,5 godziny później, o 2.22 Marek znowu dzwonił do żony, następnie jeszcze dwa razy przed 4 rano, raz o 7.25,

Najistotniejszy wydaje się jednak wątek logowania w centrum Katowic.

Dlatego śledczy rozpytują taksówkarzy, mieszkańców, sprawdzają okolice, zabezpieczają też monitoring z dworca oraz z osiedla małżeństwa.

Ciągle też monitorują jej telefon czy ruch na kontach bankowych, ale mijają miesiące i jakiegokolwiek tropu brak.

Po blisko pięciu miesiącach ciszy sytuacja wydaje się być poważniejsza niż sądzono na początku i prokuratura okręgowa w Katowicach wszczyna śledztwo w sprawie, a jako, że mężem zaginionej jest policjant, zaginięciem zajmuje się także Biuro Spraw Wewnętrznych przy Komendzie Wojewódzkiej w Katowicach.

Początek grudnia jest więc przełomowy, ale z jeszcze jednego powodu.

Gdy w Mikołajki babcia małej Dominiki zjawia się niezapowiedziana pod przedszkolem z prezentem dla wnuczki.

Spotyka tam zaskoczonego Marka, który przyjechał odebrać córkę, ale nie sam towarzyszy mu.

Atrakcyjna brunetka, mężczyzna jest opryskliwy wobec teściowej.

Jak gdyby był na nią zły za to, że został przyłapany, a kobieta o dziwnej sytuacji powiadamia policję, na co w odpowiedzi słyszy, że im także coś tu nie gra i że mają ogromne wątpliwości co do prawdomówności Marka.

I gdy wydaje się, że w sprawie nie dzieje się wiele, tak naprawdę rusza intensywne śledztwo, które zaczyna obnażać liczne luki przyjętej do tej pory wersji wydarzeń.

Dlaczego, gdy po kłótni Anna wyszła z domu, nie zadzwoniła, jak to zawsze miała w zwyczaju do mamy, żeby pożalić się na męża, a w zasadzie nie zadzwoniła nigdzie?

Jedyne połączenia wykonywane były na jej telefon, ale i one są co najmniej dziwne.

Dlaczego telefon zaginionej logował się w okolicy domu niemal 4 godziny od jej rzekomego wyjścia?

Dlaczego nagle w środku nocy występuje aż 2,5 godzinna przerwa w próbach kontaktu z żoną?

I co Anna lub może jej telefon robił w centrum Katowic przez kolejne dwa dni?

Śledczy przeglądają więc jeszcze raz monitoring z okolicy dworca, klatka po klatce.

I na pewno nie dostrzegają nigdzie Anny, ale odkrywają coś zupełnie innego.

Śledczy postanawiają zweryfikować, czy to on u samego źródła, co Marek potwierdza.

Mimo, że nigdy wcześniej nie wspominał, że feralnej nocy opuszczał dom, teraz opowiada, że rzeczywiście pojechał na dworzec, ponieważ myślał, że Anna chciała uciec do Konina, gdzie przebywały jej matka i siostra.

Po pierwsze, dziwne, że gdy znika żona, mąż rusza szukać jej bez telefonu.

Przecież w ich mieszkaniu spało zaledwie dwu i pół letnie dziecko, które jak teraz wychodzi na jaw, Marek pozostawił bez żadnej opieki.

Wielkie ziarno niepewności zostało zasiane.

Pod koniec grudnia 2012 roku w mieszkaniu małżeństwa trwają eksperymenty procesowe z udziałem Marka, a technicy kryminalistyczni zabezpieczają ślady, w tym rekwirują dwa komputery.

Jeden z nich jest całkowicie wyczyszczony z danych, drugi ma usuniętą historię przeglądania, ale technicy wszystko odzyskują.

Marek pierwszy raz do komputera zasiadł o 23.22 i szukał całodobowej poczty w Katowicach.

Ponownie do komputera zasiadł o 2.50 i szukał hosteli w Niemczech i kodu pocztowego dla ulicy Radosnej w Katowicach.

Wszystko zaczyna teraz nabierać sensu.

W okolicy, gdzie Marka uchwycił monitoring, rzeczywiście znajduje się całodobowa poczta i jak się okazuje, Marek tam był i o 3.24 nadał jakąś paczkę.

Śledczy idą tropem niemieckich hosteli, jakie policjant wpisyww wyszukiwarkę i bingo!

Okazuje się, że dokładnie tamtej nocy nadane zostały dwie takie paczki.

Jedna z paczek została wysłana do hostelu w Monachium, ale z racji błędnego numeru trafiła do Koluszek, do Wydziału Paczek Niedoręczonych.

Śledczy natychmiast ruszają po paczkę i wreszcie trzymają w rękach namacalny dowód.

W środku odnajdują telefon zaginionej Anny Garskiej, a na bąbelkowej kopercie zapisane są dane nadawcy.

Jarosław Dom.

Kolejne badania tylko potwierdzają rodzące się przypuszczenia.

Wewnątrz koperty znajdują jeden drobny odcisk palca należący do Marka.

Gdy policjant zostaje skonfrontowany z nowymi faktami, jest zaskoczony, ale ma gotowe wyjaśnienie.

Twierdzi, że paczkę kazała nadać mu żona i nawet nie wiedział, co jest w środku.

W obliczu kłótni, tym bardziej nie chciał jej zawieść, dlatego ruszył na pocztę w środku nocy, zostawiając bez opieki dwu i pół letnią córkę.

Śledczy oczywiście nie kupują tej wersji i uważają, że Marek wysłał telefon celowo.

Dzięki swojej wiedzy wiedział, że logowania będą istotnym elementem poszukiwań, a wysyłka komórki za granicę miała uwiarygodnić wersję o wyjeździe.

Zagraniczne paczki nadawane są w dni robocze i do poniedziałku telefon znajdował się w placówce pocztowej, a zanim wyruszył do Niemiec rozładował się.

Drugim błędem Marka było podanie zmyślonego nadawcy i adresata, przez co paczka zamiast zniknąć w nieznanych rękach trafiła do koluszek.

Mimo tego Marek idzie w zaparte, nie wie co stało się z Anią, nie ma nic wspólnego z jej zaginięciem i na dowód, że mówi prawdę, sugeruje by przebadać go na wariografię, co też się dzieje, ale nie bez komplikacji.

Ale ostatecznie eksperyment i tak wykazuje, że ma wiedzę na temat tego, co stało się z jego żoną.

A szczególnie silnie reaguje na słowa walizka, mieszkanie, worek oraz na wzmianki o drodze krajowej numer 86 w Siewierzu i o terenach pokopalnianych między Sosnowcem a Jaworznem.

Śledczy odkrywają też, że przed badaniem...

Maryk wyszukiww sieci informacji o tym, jak oszukać wykrywacz kłamstw, co tylko utwierdza śledczych w przekonaniu, że każdy jego krok jest dobrze przemyślany.

Wciąż jest to jednak za mało, by postawić mu zarzuty.

Śledztwo trwa, a najaw...

Wychodzą kolejne fakty.

Okazuje się, że tydzień przed zaginięciem Anny jej mąż zakupił leki nasenne, po czym w sklepie budowlanym kupił 100 kg zaprawy murarskiej, 5 70-litrowych foliowych worków, płachtę z tworzywa sztucznego, lateksowe rękawice i sznur.

Żadnego z tych przedmiotów nie odnaleziono w czelackim mieszkaniu.

Wiele wnosi też prześwietlenie jego prywatnego życia i danych z komputera i telefonów.

Ania miała rację, Marek miał romans z Wiolettą, policjantką, o którą była tak zazdrosna.

Od października 2011 roku do czerwca 2012 roku Marek kontaktował się z nią ponad 4600 razy, codziennie od rana do wieczora, a o ich relacji wiedzieli także pozostali współpracownicy.

Jak się jednak okazuje, romans zakończył się na miesiąc przed zaginięciem Anny, bo jak tłumaczy kochanka, Marek obiecywał jej, że rozwiedzie się z żoną, ale wcale się na to nie zanosiło.

To jednak wciąż nie koniec.

Zaledwie dwa tygodnie po zaginięciu Anny, Marek założył konta na portalach randkowych i zaczął umawiać się z kobietami, na co też ma wytłumaczenie.

Przyznaje, że jego relacja z żoną była martwa, o czym nigdy wcześniej nie wspominał, a on nie potrafi być sam.

Półtora roku po zaginięciu Anny śledztwo wciąż trwa, a wraz z nim próba zawężenia obszaru poszukiwań.

Wskazówką jest ślad.

Jak przypuszczają śledczy, to w tym czasie Marek ukrył ciało żony.

Żeby spróbować odtworzyć, co się wydarzyło, rusza seria eksperymentów procesowych.

Wyznaczony zostaje potencjalny obszar ukrycia zwłok.

Weryfikowana jest wersja o schowaniu ciała do walizki i sprawdzenie, ile czasu zajmuje wykonanie dla niej dołu i zakopanie go.

Wniosek jest jeden.

Gdy wybija druga rocznica zaginięcia, Anny wciąż nie ma, a Marek układa sobie życie na nowo.

Tak samo jest rok później, w trzecią rocznicę, co wcale jednak nie oznacza, że śledczy zapomnieli o sprawie, a ta cisza, to tak naprawdę cisza przed burzą.

Jest 30 września 2015 roku, gdy pod mieszkanie w Czeladzi podjeżdża policja.

Funkcjonariusze pukają do drzwi mieszkania państwa Garskich, które otwiera im Marek.

Od razu wie, po co tutaj są.

co kwituje słowami, że chyba ma kłopoty.

Chwilę później jest już na prokuratorskim przesłuchaniu, na którym postawiony zostaje mu zarzut zabójstwa własnej żony, a w sierpniu 2016 roku do sądu złożony zostaje akt oskarżenia, w którym prokuratura opisuje przebieg tego, co wydarzyło się w lipcową noc cztery lata wcześniej.

Jest wrzesień 2011 roku.

Marek nie kocha już żony i za jej plecami zaczyna spotykać się ze swoją współpracownicą Violettą, z którą romansuje podczas wyjazdów integracyjnych.

Anna zaczyna coś podejrzewać, chociaż nie ma dowodów, co prowadzi do ciągłych kłótni i wybuchów zazdrości.

Marek przed żoną wypiera się, że kogoś ma.

Kochankę za to zapewnia, że jest już w trakcie przygotowywań do rozwodu.

Obie jednak zaczynają rozumieć, że są okłamywane.

Anna nie ma złudzeń, jest jakaś inna, a Violetta po wielu miesiącach wodzenia ją za nos wie, że Marek nie odejdzie od żony.

Zrezygnowana kochanka ma dość tej sytuacji i kończy romans, ale Marek nie może się z tym pogodzić.

Z jednej strony chce być z Wiolą, z drugiej nie chce mieć łacki zdradzającego.

Wtedy w jego głowie rodzi się okrutny plan.

Jeżeli żona zniknie, tak jakby odeszła z własnej woli, on zachowa wszystko na czym mu zależy, twarz i Violette.

Gdy nadchodzi dzień zaginięcia, 7 lipca 2012 roku, Marek będąc w pracy, od rana zasypuje Violette SMS-ami i bezskutecznie namawia ją na spotkanie.

Gdy wraca do domu, nie daje po sobie poznać, że jest sfrustrowany odrzuceniem ze strony kochanki i zachowuje się zupełnie normalnie.

Jednak, gdy wieczorem mała Dominika zasypia, około godziny 22, między małżonkami wybucha awantura.

Bardzo prawdopodobne, że Anna odkrywa tamtego wieczora SMS-y od męża do Wioletty, a może to Marek.

Szuka jakiegokolwiek pretekstu.

Coś jednak jest impulsem i gdy Anna jest w wannie, mężczyzna z zaskoczenia atakuje swoją żonę.

Zdaniem prokuratury Marek albo topi żonę, albo dusi ją kablem od depilatora, następnie wyciąga jej ciało z wanny.

Okrywa prześcieradłem, wkłada do dużej walizki na kółkach dla zmylenia tropów, wrzuca do środka kilka ubrań, depilator, pozbywa się dywaników łazienkowych, torebki i dokumentów, a także albumu ze zdjęciami, co ma uwiarygodnić wersję o kłótni i ucieczce.

Następnie walizkę z ciałem swojej żony znosi do garażu, do którego prowadzą schody prosto z mieszkania małżeństwa i niezauważony przez nikogo rusza.

Ukryć zwłoki.

W domu śpi przecież Dominika.

Wie też, że wszystko musi wyglądać tak, jakby Anna uciekła od dawnego życia.

Markuje, że szuka żony dzwoniąc i pisząc do niej smsy.

Między połączeniami korzysta też z komputera i szuka adresu całodobowych placówek pocztowych.

W okolicach północy Marek zostawia w domu zarówno swój telefon, jak i telefon Anny, po czym opuszcza mieszkanie.

Z ciałem żony ukrytym w bagażniku rusza w nieznanym kierunku, ukrywa zwłoki i dwie i pół godziny później wraca do domu.

Wtedy znowu wykonuje kilka połączeń udając, że szuka Anny, po czym czyści jej telefon ze wszystkich danych.

O 2.50 znowu siada do komputera i szuka jakiegoś hostelu w Monachium, którego adres przepisuje na kopertę.

Wymyśla też fikcyjnego adresata i fikcyjnego nadawcę, po czym do koperty wkłada telefon Anny.

Około 3.00 nad ranem Marek znowu opuszcza mieszkanie.

Tym razem zabiera tylko telefon żony, który uruchamia dopiero gdy jest pod całodobową placówką pocztową przy dworcu PKP w Katowicach.

Wtedy dopiero zakleja kopertę i o 3.24 nadaje paczkę.

Nie ma pojęcia, że jego plan legnie w gruzach.

I że telefon nim ruszy do Niemiec, przeleży tu dwa dni i rozładuje się, gdy rodzina szukając Anny będzie bezustannie na niego wydzwaniać.

Po wszystkim Marek wraca do domu i przed czwartą nad ranem znowu dzwoni do żony.

Według danych jego telefon tej nocy ani razu nie opuścił mieszkania.

Ale Marek nie przewidział, że śledczy dotrą i rozpoznają go na monitoringu w centrum Katowic.

Marek spędza razem z córką i swoimi rodzicami.

Zaginięcie Anny zgłosi dopiero kolejnego dnia i to pod wpływem nacisków ze strony teściów.

Marka pogrążają dane z logowań telefonów.

Dane wpisywanych w wyszukiwarkę fraz, monitoring na dworcu, paczka z telefonem.

Rozbieżności w zeznaniach, brak zaangażowania w poszukiwaniach żony, ukrywanie faktów i to, że niemal od razu zaczął randkować, a niespełna rok po zaginięciu żony wprowadziła się do niego nowa kobieta.

Zeznania współpracowników świadczą o tym, że w ogóle nie przejmował się zaginięciem żony i matki swojego dziecka, a w pewnym momencie...

Próbował nawet skierować podejrzenia na swojego teścia.

Prokuratura zbierając materiały, tworząc nierozerwalny łańcuch poszlak, posiłkowała się licznymi dowodami, a także opiniami biegłych.

To wszystko, mimo że nie udało się odnaleźć ciała Anny Garskiej, pozwoliło z pełnym przekonaniem ustalić, że w nocy z 7 na 8 lipca Marek odebrał życie swojej żonie.

W październiku 2016 roku rusza proces.

Marek nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, a przed sądem tłumaczy, że materiał dowodowy oparty jest jedynie na poszlakach, które prokuratura gromadziła pod z góry ustaloną tezę.

Twierdzi, że żona wiedziała o tym, że chciał od niej odejść i opuściła rodzinę, żeby zrobić mu na złość.

Zdaniem jego obrońców...

Anna żyje lub stała się ofiarą przestępstwa, gdy wyszła już z mieszkania.

Poza tym Marek ze względu na dyskopatię lędźwiową nie byłby w stanie pozbyć się zwłok.

7 września 2018 roku, po trwającym blisko dwa lata procesie i po ponad sześciu latach od zaginięcia Anny zapada wyrok.

Marek zostaje uznany winnym zabójstwa własnej żony i zostaje skazany na 15 lat pozbawienia wolności, a kilka miesięcy później Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymuje decyzję o uznaniu Marka winnym i dodatkowo zwiększa karę z 15 na 25 lat pozbawienia wolności, ponieważ jak uzasadnia,

Marek zabił z zimną krwią, wszystko zaplanował, a jego motywacją było tylko to, że przez Annę nie mógł być z kochanką.

Marek Garski wyczerpał już wszystkie drogi prawne.

Jego kasacja została oddalona, a Europejski Trybunał Praw Człowieka nie uwzględnił jego skargi na wyrok.

Marek w więzieniu pozostanie do 2040 roku, chyba że uzyska warunkowe przedterminowe zwolnienie, o które będzie mógł zacząć się starać już w przyszłym, 2027 roku.

Marek niezmiennie nie przyznaje się do winy i tym samym nie ma zamiaru wskazać miejsca, w którym spoczywa ciało jego żony.

Lata wcześniej, podczas jednej z rozpraw, do mamy Ani podeszła kochanka Marka, Wioletta.

Powiedziała, że to, że Ani nie ma, nie daje jej spać i że czuje się winna tego, co się stało.

Jej zeznania bardzo jednak pomogły w tym, by skazać Marka,

Dopiero dzięki niej wyszło na jaw, że tuż po zgłoszeniu zaginięcia Ani, Marek napisał do niej wiadomość o treści, jestem już wolny.

Trzeba jednak przyznać, że Garski był o krok od tego, by umknąć wymiarowi sprawiedliwości.

Minęły lata, nim prokuratura miała w rękach na tyle dużo mocnych dowodów, by postawić mu zarzuty.

Zresztą Marek jako prawnik, jako policjant, a do tego człowiek bardzo inteligentny i niezwykle opanowany,

Ostatecznie zgubiła go jego arogancja, popełnione błędy i upór śledczych z krwi i kości, którzy nie odpuścili.

Na jednym z cmentarzy w Sosnowcu Ania ma swój pusty grób.

To tu jej bliscy przychodzą, by ukoić ból, który jest spotęgowany tym, że nie wiedzą gdzie jest.

Wiedzą za to, że pewnego dnia Marek wyjdzie na wolność i otrzyma swoją szansę na życie.

Sprawa zabójstwa Anny Garskiej do dzisiaj budzi wiele emocji, jako że jej ciało wciąż nie zostało odnalezione.

Ta odpowiedziała mi krótko i z uśmiechem nadziei na twarzy.

Niech się ten grób wypełni.

0:00
0:00