Mentionsy

Zbrodnie Prowincjonalne
15.12.2025 17:00

Wampir z Tarnowskich Gór (1981)

Historia zapomnianego wampira z Tarnowskich Gór, który w ciągu kilku dni na początku lat 80. stał się koszmarem kilku kobiet. I mam z tą sprawą jeden zasadniczy problem. Zastanawiam się, czy skazano w niej właściwą osobę.

Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

⁠⁠⁠⁠https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠  

Źródła: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/wampir-z-tarnowskich-gor

Muzyka:

Purple Planet Music - Lazy Days

Creep - Emmit Fenn

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 44 wyników dla "Piotr S."

Przechodząc obok latarni, okazał jej dowód osobisty, w którym odczytała nazwisko S.

Przypadkowo przeciągnąłem ręką po owych płaszczach i tak trafiłem na Piotra.

I powiedzmy sobie o tym, kim był Piotr, znaleziony pod tymi płaszczami na wyrku, bo to chyba ten moment, w którym należałoby go bliżej przedstawić.

Piotr miał 26 lat i pracował w wojewódzkim przedsiębiorstwie produkcji betonów w Strzybnicy koło Tarnowskich Gór.

O Piotrze nikt by raczej nie powiedział, że był dobrym chłopakiem, który zawsze mówił dzień dobry i przeprowadzał staruszki przez ulicę.

Pewnie by przy okazji próbował jej wyrwać torebkę albo wepchnąć ją pod autobus.

Piotr sprawiał kłopoty od najmłodszych lat.

W każdym razie Piotr od razu po opuszczeniu poprawczaka utrzymywał kontakty z marginesem społecznym, jak to określano, w aktach nadużywał alkoholu i wdawał się w różne awantury, z których część kończyła się interwencją milicji.

Jeśli chodzi o rodzinę Piotra i warunki, w jakich przebiegało jego dzieciństwo i młodość, to posłuchajcie, co on sam miał na ten temat do powiedzenia, bo tak się składa, że dysponujemy opisem sporządzonym przez niego własnoręcznie.

W więzieniu Piotr też się nie hamował.

Nawet ktoś taki jak Piotr mógł zostać zatrudniony i utrzymać pracę pomimo intensywnych epizodów alkoholowych.

No i teoretycznie Piotr był zatrudniony w betoniarni w Strzybnicy pod Tarnowskimi Górami i wszystkie zarobione tam pieniądze wydawał właśnie na alkohol.

No i to, jak ją potraktował, to już wiemy, natomiast jeśli chodzi o to, co zrobił później, po tym jak kierowca Nysy zatrzymał się i uratował kobietę przed Piotrem, to w Trybunie Robotniczej opisano to następująco.

Piotr, domyślając się, że pojechał na milicję, biegiem udał się przed budynek KM MO w Tarnowskich Górach, wdrapał się na okno dyżurki.

I czwarta opcja, którą widzę jest taka, że to wszystko się nie wydarzyło i że te historie z dowodem wymyślili milicjanci, którym brakowało dowodów na to, że właśnie Piotr S. był sprawcą gwałtu na Bożenie, dlatego poinstruowali ofiarę, żeby wskazała właśnie to nazwisko, żeby zaznała, że widziała tamtej nocy jego dowód, dzięki czemu prokuratura miała podstawy do postawienia mu zarzutów w tej sprawie.

Później ustalono, że Piotr wracając do domu miał zobaczyć radiowóz i w ukryciu odczekał, aż funkcjonariusze odjadą.

Bo biografia Piotra, jak mogliście się przekonać, z całą pewnością uprawdopodobniała go jako sprawcę.

15 marca po tym, jak została zamordowana Dorota, Piotr robił to co zwykle w ostatnim czasie, czyli upijał się na mieście z kolegami albo i bez kolegów i w nocy został zatrzymany przez funkcjonariuszy MO za zakłócenie ciszy nocnej i trafił na tak zwany dołek, gdzie spędził noc z 15 na 16 marca.

Oczywiście Piotr przez wszystkie te dni był nieustannie na bani, więc jakoś przesadnie jasno zapewne nie myślał.

To znaczy w stosunku do tej pierwszej ofiary Piotra sprzed kilku lat, za którą dostał tam tych sześć lat więzienia.

Chcę tu podkreślić, że nie mam większego sentymentu do samego Piotra.

Także moje wątpliwości nie wynikają z tego, że Piotr mi się wydaje nieprawdopodobnym sprawcą, wręcz przeciwnie, wydaje mi się bardzo prawdopodobnym sprawcą.

Co do samego Piotra, to on w sądzie do żadnej z tych zbrodni się nie przyznawał, choć rzekomo przyznał się częściowo podczas przesłuchania, ale później to odwołał.

Tak naprawdę Piotr przez cały czas twierdził, że nie pamięta, co się z nim działo w czasie, kiedy dochodziło do tych zbrodni.

Jeśli byśmy chcieli kontynuować tę moją nieco spiskową teorię, to oczywiście można by się zastanawiać, czy aby na pewno to Piotr ją tam ukrył i czy nie było na przykład tak, że tę torbę znaleziono gdzieś w pobliżu miejsca zbrodni, a później milicja ją podrzuciła, kiedy po niego przyjechała, żeby go obciążyć.

A Piotr zaraz po ich odjeździe wrócił do tego mieszkania, umył się, przebrał i znów wyszedł.

Natomiast jeśli tak nie było, no to oczywiście ten dowód w postaci rzeczy ofiary w ubikacji jest bardzo przekonujący i rzeczywiście wskazuje na Piotra niemal jednoznacznie, biorąc pod uwagę też historię jego życia i jego wcześniejszych przestępstw.

Można by jeszcze dalej puścić w wodze fantazji i uznać, że prawdziwy morderca najpierw pokazał Bożenie dowód osobisty Piotra, a następnie podrzucił torbę ofiary do jego ubikacji, która jak rozumiem znajdowała się gdzieś na zewnątrz i mogli do niej mieć dostęp nie tylko domownicy.

Zdecydowanie bardziej bym była skłonna uwierzyć w milicjantów wrabiających Piotra S. w morderstwo i dwa gwałty, bo takie przypadki są znane.

Pierwszy proces w sprawie zabójstwa Doroty oraz dwóch gwałtów, o które oskarżony był Piotr, odbył się na początku 1982 roku, a więc już w stanie wojennym.

Na przykład biegli psychiatrzy, którzy sporządzali opinię na temat Piotra, który przez pięć miesięcy przebywał na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym.

Piotr S. został skazany na karę śmierci za zabójstwo Doroty i po 5 lat więzienia za dwa gwałty, co się sumowało do kary łącznej, jaką była kara śmierci.

Wyrok został więc anulowany, a sprawa przeciwko Piotrowi odbyła się od nowa kilka miesięcy później.

Zachowanie Piotra wobec śledczych w areszcie i wobec lekarzy, którzy mieli go zbadać, nie przysparzało mu przyjaciół.

Po tym wyroku Piotr w ramach protestu podjął głodówkę, zaczęto go więc sztucznie dokarmiać, co jest ładniejszym określeniem na przymusowe karmienie, które w więzieniu odbywa się tak, że wprowadza się nosem do żołądka sądę, przez którą wprowadzany jest pokarm.

W swoim podaniu złożonym w czerwcu 1983 roku Piotr następująco komentował swój wyrok.

Pyta retorycznie Piotr w swoim liście

Swoje podanie Piotr zakończył następująco.

Poza tymi głodówkami, które urządzał w ramach protestu, Piotr sprawował się w więzieniu dobrze.

Opinia prokuratury była taka, że Piotr do resocjalizacji się nie nadaje.

Rada Państwa zdecydowała się nie skorzystać z prawa łaski wobec Piotra S. Jak to w tamtych czasach z wykonaniem wyroku nie czekano długo, odręczna notatka sporządzona przez panią prokurator zawiera informację, że 13 października 1983 roku o godzinie 17.48 w areszcie śledczym w Krakowie wykonano wyrok na Piotrze S. Egzekucja przebiegła bez zakłóceń.

Z Bytomia do Tarnowskich Gór można było dojechać pociągiem, a ulica Bytomska, na której doszło do dwóch z trzech napadów przypisywanych Piotrowi S, znajduje się niedaleko stacji kolejowej i też, jak sama nazwa wskazuje, jest wylotówką na Bytom.

Wtedy już Piotr S. miał zasądzoną karę śmierci, więc żaden milicjant, żaden prokurator i żaden sędzia by nie chciał, żeby w takim momencie wyszło na jaw, że to jednak ktoś inny był sprawcą tych trzech napaści.

Oficjalna wersja pozostaje taka, że to Piotr S. był wampirem z Tarnowskich Gór i być może naprawdę nim był, bo z całą pewnością posiadał wszelkie predyspozycje do tego, żeby tak było.