Mentionsy

Zbrodnie Prowincjonalne
15.12.2025 17:00

Wampir z Tarnowskich Gór (1981)

Historia zapomnianego wampira z Tarnowskich Gór, który w ciągu kilku dni na początku lat 80. stał się koszmarem kilku kobiet. I mam z tą sprawą jeden zasadniczy problem. Zastanawiam się, czy skazano w niej właściwą osobę.

Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

⁠⁠⁠⁠https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠  

Źródła: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/wampir-z-tarnowskich-gor

Muzyka:

Purple Planet Music - Lazy Days

Creep - Emmit Fenn

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 123 wyników dla "MO"

Moje plany na listopad były naprawdę ambitne, miało być dużo odcinków, ale najpierw padł mi laptop, który później spędził w serwisie znacznie więcej czasu niż początkowo mi obiecano, więc w czasie trafił się nieplanowany wyjazd, a na koniec jeszcze przeziębienie, więc przez ponad tydzień mój głos i moje gardło się nie nadawały do nagrywania czegokolwiek, co trwało dłużej niż minutę.

Z dobrych wiadomości mam już zebrane materiały do kilku kolejnych spraw, również takich bardzo mało znanych.

Nie mogło być żadnych wątpliwości co do tego, czy kobieta żyje.

Duchowni natychmiast wezwali milicję i funkcjonariusze nie mieli większych problemów z ustaleniem tożsamości ofiary, pomimo że przy zwłokach nie znaleziono żadnej torby, ubrań ani dokumentów.

Gdyby był, kobieta być może zdołałaby przeżyć, choć raczej tylko wówczas, gdyby udzielono jej natychmiast pomocy.

Światła jego samochodu oświetliły szamoczącą się parę.

Jednak widząc przerażenie kobiety, pan Tadeusz postanowił pomimo tego się zatrzymać.

Pan Tadeusz zawiózł ją więc prosto na komisariat MO.

Bożena chciała zatrzymać przejeżdżający w tym czasie samochód, lecz S przeszkodził jej w tym.

Dopiero następny samochód zatrzymał się, a jego kierowca zabrał pitą i kopaną wówczas kobietę i zawiózł do miejscowej komendy MO.

Nie mijał ich żaden samochód, żaden przechodzień.

Czy może ci, którzy ich mijali, woleli odwrócić wzrok?

Mężczyzna groził jej oczywiście, że ją zabije, jeśli będzie krzyczała, wzywała pomocy, dlatego zapewne na początku kobieta mu się podporządkowała i mogła tej pomocy w ogóle nie wzywać, szczególnie jeśli na ulicy nie było nikogo, kto by mógł jej pomóc i mogłaby liczyć tylko na to, że ktoś może wyjrzy przez okno czy wyjdzie z jednego z domów.

Kiedy usłyszę jej krzyki, a to było zbyt ryzykowne, lepiej było zaczekać na moment, kiedy to prawdopodobieństwo uzyskania pomocy będzie największe, no i ta strategia być może uratowała jej życie.

Z tą ofiarą mam największy problem, bo o niej i ataku na nią wiadomo bardzo niewiele, właściwie tylko tyle, ile wam właśnie powiedziałam.

Nie znamy jej wieku, nie znamy dokładnego miejsca tego ataku, bo jest mowa o tym, że doszło do niego przy torach kolejowych, ale też, że przy kościele Kamilianów.

Także w PRL-u, kiedy się toczyła ta historia, Tarnowskie Góry były miastem dającym pewne możliwości, oczywiście jak nauczyciel.

No i też Śląsk i Zagłębie zasłynęły w PRL-u jako miejsce brutalnych zbrodni i przestrzeń działania seryjnych morderców właśnie w liczbie mnogiej.

Można by się nad tym pewnie długo zastanawiać i dyskutować.

W latach 1966-67 Bogdan Arnold, nazywany Władcą Much, zamordował cztery kobiety, a ich ciała ukrywał w swoim mieszkaniu w centrum Katowic.

W latach 1974-1982 Joachim Knychała, wampir z Bytomia, zamordował pięć kobiet i zaatakował jeszcze kilka.

W latach 1981-1983 Mieczysław Zub, nazywany też Fantomasem, były funkcjonariusz milicji, mordował i wykorzystywał seksualnie kobiety.

I pojawiło się w ciągu ostatnich dekad wiele faktów i odkryć, które ówczesną narrację bardzo mocno podważają, ale my dzisiaj nie o tym.

To, co chciałam, żeby tu wybrzmiało, to to, że tamte okolice Sosnowiec, Katowice, Będzin, Bytom w latach 60. stały się przestrzenią, w której doszło do serii brutalnych gwałtów i morderstw, których ofiarami były przede wszystkim kobiety.

Niezależnie od tego, czy stał za tym jeden sprawca, czy kilku, wśród mieszkańców, w szczególności wśród mieszkanek, zapanowało poczucie zagrożenia, dużo lęków, dużo opowieści, plotek, domysłów, również takich, że być może Marchwicki to nie był wcale ten morderca, którego wszyscy szukali, albo, że za tymi atakami nie stała tylko jedna osoba i że w zagłębiu nadal może grasować wampir.

I ostatnim chyba, czego potrzebowała lokalna społeczność, a tym bardziej lokalne władze, była wiadomość, że w okolicy znów dochodzi do brutalnych napadów na kobiety.

O zatrzymaniu wampira z Tarnowskich Gór Trybuna Robotnicza pisała następująco, powołując się na oświadczenie kapitana Lucjana Mierzwy z Komendy Okręgowej MO.

Dochodziła godzina jedenasta, gdy wraz z funkcjonariuszem KMMO z Tarnowskich Gór wszedłem do domu jego szwagra.

I powiedzmy sobie o tym, kim był Piotr, znaleziony pod tymi płaszczami na wyrku, bo to chyba ten moment, w którym należałoby go bliżej przedstawić.

Moja perspektywa jest oczywiście zaburzona, bo zawsze kiedy w tym podcaście pojawia się taka osoba, to mówię o niej dlatego,

Także z mojej perspektywy te placówki w ograniczonym zakresie pomagają młodym wyjść na ludzi, jak to się mówi.

No ale być może są też jakieś takie bardziej pozytywne przykłady.

Do rodziny miałem żal za pozbawienie mnie pełnych praw członka rodziny, w wyniku czego musiałem decydować mimo młodego mego wieku o sobie sam i utrzymywać się z pracy rąk własnych.

Co prawda w moim życiu były momenty, które w zrozumieniu kodeksu są karalne, jednakowoż byłem młody i skłócony z życiem.

W więzieniu Piotr też się nie hamował.

Nie wiem, czy ktoś wierzył w jego poprawę, czy po prostu stwierdzili, że nie ma znaczenia, kiedy go wypuszczą, bo i tak zaraz coś odwali i wróci za kratki, więc równie dobrze można go od razu zwolnić.

W każdym razie okazuje się, że nawet mając 38 kart dyscyplinarnych na koncie, można było wyjść za dobre sprawowanie.

No ale wiadomo, że tak by tego w aktach prokuratury opisać nie było można.

Nawet ktoś taki jak Piotr mógł zostać zatrudniony i utrzymać pracę pomimo intensywnych epizodów alkoholowych.

Trzeci dzień pod rząd i po opuszczeniu towarzystwa około godziny 23 zauważył wracającą samotnie do domu Bożenę.

Piotr, domyślając się, że pojechał na milicję, biegiem udał się przed budynek KM MO w Tarnowskich Górach, wdrapał się na okno dyżurki.

Przed budynkiem zobaczył czekającą już tam na niego furgonetkę MO.

Czy w ogóle można ją traktować poważnie.

Ale to nie jest jedyna dziwna rzecz, która zwróciła moją uwagę.

Jak gdyby scenarzyście nie chciało się za bardzo wysilać i sięgnął po najprostszy sposób, żeby doprowadzić do ujawnienia tożsamości mordercy.

I to już po tym, jak swoją ofiarę wykorzystał i steroryzował, bo jeszcze mogłoby to mieć jakiś sens, gdyby na przykład chciał wzbudzić jej zaufanie na początku, skłonić ją do tego, żeby dokądś tam z nim się udała.

mógł próbować jakąś bajerę jej wcisnąć i dla uwiarygodnienia jej pokazać swój dokument tożsamości.

Ja widzę cztery możliwości.

Pierwsza jest taka, że był zupełnym świrem, miał ujemny iloraz inteligencji, może był naćpany albo pijany i nie skojarzył ze sobą faktów, że jak się wylegitymuje swojej ofierze, to ona będzie mogła go wskazać milicji.

Druga jest taka, że jak niektórzy gwałciciele i mordercy miały swego rodzaju dysonans, jakieś wyrzuty sumienia i gdzieś tam podświadomie chciał zostać schwytany, bo wiedział, że nie będzie już w stanie się powstrzymać.

No więc niech to będzie ta druga możliwość.

Trzecia możliwość, to nie był jego dowód, żeby zmylić funkcjonariuszy, którzy będą go ścigali, pokazał swoje ofierze dowód innego mężczyzny, mając nadzieję, że w ten sposób za jego przestępstwa odpowie ktoś inny, a nawet jeśli nie odpowie, to przynajmniej na jakiś czas wpuści milicję na lewe sanki, dzięki czemu on sam będzie miał możliwość się ukryć.

A wiadomo, że już 16 marca, około godziny drugiej w nocy, milicja była pod jego domem i czekała na niego, ale on się nie zjawił.

A skoro go nie znała, to skąd mogłaby znać jego dane?

Bo biografia Piotra, jak mogliście się przekonać, z całą pewnością uprawdopodobniała go jako sprawcę.

Jak nie ma innych punktów zaczepienia świadków i tak dalej, no to jest to jedna z pierwszych rzeczy, jakie można zrobić.

I w wielu przypadkach może to rzeczywiście doprowadzić do sprawcy jakiegoś przestępstwa.

15 marca po tym, jak została zamordowana Dorota, Piotr robił to co zwykle w ostatnim czasie, czyli upijał się na mieście z kolegami albo i bez kolegów i w nocy został zatrzymany przez funkcjonariuszy MO za zakłócenie ciszy nocnej i trafił na tak zwany dołek, gdzie spędził noc z 15 na 16 marca.

Wiedzieli, że afanturował się po pijaku na mieście tego samego dnia, którego nieco wcześniej znaleziono złoki zamordowanej kobiety.

Totalnie dziwnego ataku z tą pielgrzymką przez całe miasto, z tym przemarszem wzdłuż szosy, w świetle samochodowych reflektorów, podczas którego to przemarszu gwałciciel miał...

się przed kobietą wylegitymować i już po chwili milicyjne radiowozy stały pod jego domem,

Wiedząc, że milicja zna jego nazwisko, że wylegitymował się swojej poprzedniej ofierze i milicja dwie godziny wcześniej przyjechała do niego do mieszkania.

zabijają później swoje ofiary, żeby nie mogły ich wskazać.

No teraz jakby można powiedzieć, że nastąpiła eskalacja i tym razem już zabił.

Była brutalna, no bo gwałt z zasady jest przemocą, więc jest brutalny, ale przy tej trzeciej napaści gwałciciel po zaspokojeniu swoich rządz

Odchylenie seksualne nazywane sadyzmem jest odchyleniem, które stopniowo ewoluuje i może prowadzić poprzez eskalację silniejszych bodźców do stanu, który zarówno w medycynie sądowej, jak i psychiatrii ma nazwę mordów z lubieżności.

Z naszego doświadczenia wiadomo, że istotnie do takiej eskalacji dochodzi.

Do tego jeszcze, zwróciłam uwagę w artykule w Trybunie Robotniczej, było napisane, że na koniec gwałciciel krzyknął do Reginy, łamane przez Renaty, słuchaj, nigdy tego nie robiłem, ale nadszedł czas, iż będę mordował kobiety.

No i tutaj znowu, zakładając, że jest to prawda, co napisano w Trybunie Robotniczej, bo może nie być, ale zakładając, że jest, no to też pojawiają się takie małe znaki zapytania, bo skoro chciał nastraszyć Reginę, żeby nikomu nie powiedziała o gwałcie, to czemu twierdził, że jeszcze nikogo nie zabił?

To by silniej chyba mogło podziałać na wyobraźnię, niż to, że jeszcze nikogo nie zabiłem.

Mogą ci powiedzieć, no przecież ten i ten cię widział, jak to robiłeś, właśnie zeznał, że to widział, byłeś pijany, nie pamiętasz tego, ale tak było, mamy nagranie, jak to robisz i w rzeczywistości nikt cię nie widział, nikt niczego takiego nie zeznał, nie ma żadnego nagrania, ale oni mogą ci

I oczywiście tak też może być i tak na pewno bywa.

Ale może być też tak, że policja zrobi komuś taką wodę z mózgu, że przez moment sam będzie wierzył, że jest winny.

No a za PRL-u to tu jeszcze te metody mogły być dużo mniej etyczne niż dzisiaj, a milicjanci mogli czuć się zupełnie bezkarni.

Nie wiem, czy tak było w tym przypadku, możliwe, że nie.

Całym swoim dotychczasowym życiem udowadniał, że nie chce być po jasnej stronie mocy.

Także moje wątpliwości nie wynikają z tego, że Piotr mi się wydaje nieprawdopodobnym sprawcą, wręcz przeciwnie, wydaje mi się bardzo prawdopodobnym sprawcą.

Co do samego Piotra, to on w sądzie do żadnej z tych zbrodni się nie przyznawał, choć rzekomo przyznał się częściowo podczas przesłuchania, ale później to odwołał.

W którymś momencie naciskany przez milicjantów przyznał, że jest możliwe, że to zrobił, bo nie pamięta, co robił w tamtym czasie.

Jeśli byśmy chcieli kontynuować tę moją nieco spiskową teorię, to oczywiście można by się zastanawiać, czy aby na pewno to Piotr ją tam ukrył i czy nie było na przykład tak, że tę torbę znaleziono gdzieś w pobliżu miejsca zbrodni, a później milicja ją podrzuciła, kiedy po niego przyjechała, żeby go obciążyć.

Nikogo tam nawet nie zostawili na czujce, żeby obserwował, czy ten nie wraca do mieszkania, co miałoby sens, biorąc pod uwagę, że przecież jeśli to był morderca i gwałciciel, który w ciągu dwóch dni zaatakował już dwie kobiety, no to trzeba by go było jak najszybciej zdjąć z ulicy, żeby nikogo już nie mógł skrzywdzić.

Przecież w tamtym momencie milicja spokojnie już go mogła mieć.

Może wcale tam nie przyjechali, żeby go zatrzymać, tylko żeby mu podrzucić dowody.

Znów, jest to tylko może.

Można by jeszcze dalej puścić w wodze fantazji i uznać, że prawdziwy morderca najpierw pokazał Bożenie dowód osobisty Piotra, a następnie podrzucił torbę ofiary do jego ubikacji, która jak rozumiem znajdowała się gdzieś na zewnątrz i mogli do niej mieć dostęp nie tylko domownicy.

No ale to już brzmi bardziej jak literatura i jak fikcyjna historia kryminalna niż jak coś, co mogło się naprawdę zdarzyć.

Zdecydowanie bardziej bym była skłonna uwierzyć w milicjantów wrabiających Piotra S. w morderstwo i dwa gwałty, bo takie przypadki są znane.

Zanim lokalna społeczność znowu się pogrąży w psychozie strachu, zanim ktoś przy tej okazji wyartykułuje podejrzenia, że może to nie Marchwicki był wampirem zza głębia i że wampir nadal jest na wolności.

Podejrzenia, które jak dzisiaj wiemy, mogłyby być całkowicie słuszne.

Także to mogłoby teoretycznie pchnąć milicjantów do takich działań nastawionych bardziej na zamknięcie sprawcy, niż na schwytanie rzeczywistego sprawcy.

Może to właśnie z uwagi na te niecodzienne okoliczności rozprawa została przeprowadzona dość niechlujnie.

Ich ekspertyza powstała wyłącznie w oparciu o akta sprawy, co nie jest może niezgodne z prawem, bo taka ekspertyza też może stanowić dowód dla sądu.

Piotr S. został skazany na karę śmierci za zabójstwo Doroty i po 5 lat więzienia za dwa gwałty, co się sumowało do kary łącznej, jaką była kara śmierci.

Jednak obrona wykazała uchybienia procesowe, w szczególności to, że na świadków nie wezwano biegłych psychiatrów i seksuologów, co mogło zaważyć na wyroku.

Pamięć, uwaga, pojmowanie nieupośledzone, bez zaburzeń postrzegania, toku i treści myślenia.

Napęd psychomotoryczny prawidłowy, uczuciowość wyższa, niedokształcona.

Miał socjopatyczny typ osobowości, nie był chory psychicznie, a jego upojenie alkoholowe nie nosiło cech upojenia patologicznego, to znaczy, że był w stanie kierować swoim zachowaniem i nie był niepoczytalny w momencie popełnienia zbrodni.

Obecnie nawiązałem kontakt rodzinny, chcę wrócić do społeczeństwa, pracować i żyć jak żyją setki moich rówieśników.

Czy można pozbawić młodego człowieka praw do życia w sprawie, gdy się jest niewinnym zarzucanego czynu?

Ale powiem wam, że to jest pierwsza sprawa, której akta przejrzałam i miałam tyle wątpliwości co do winy skazanego i pierwszy raz czytając list skazanego jestem w stanie dopuścić możliwość, że naprawdę był niewinny.

Ojciec jest członkiem partii i może poręczyć za mnie, mój powrót do społeczeństwa i rodziny.

Obecnie mam lat 26 i spędzając długi okres trwania śledztwa w areszcie miałem czas przemyśleć moje lata młodzieńcze i zastanowić się nad przyszłością.

Pragnę stać się normalnym członkiem społeczeństwa, założyć rodzinę, ustatkować się, podjąć pracę, a przede wszystkim unormować życie osobiste.

Tak go opisał zastępca naczelnika aresztu śledczego w Krakowie, słynnego więzienia na Montelupich.

Poinformowany o utrzymaniu wyroku skazującego w mocy,

Czy naprawdę był winien, albo czy był winien wszystkich trzech przestępstw, za które go skazano, czy może tylko części z nich, a jeśli tak, to których?

W uzasadnieniu wyroku i w tych aktach prokuratury generalnej, do których miałam dostęp, nie było mowy o żadnych innych dowodach rzeczowych, ani o zeznaniach świadków, które by jednoznacznie na niego wskazywały, ale może takie dowody były w aktach sprawy w Sądzie Wojewódzkim, tylko po prostu ktoś, kto sporządzał te akta prokuratury, nie zadawał sobie trudu, żeby tam te informacje umieścić i zostały one tak sporządzone trochę po łebkach.

Zastanawia mnie, czy na przykład ofiary z Tarnowskich Gór mogły być ofiarami któregoś ze znanych nam już seryjnych morderców, o których wiemy, że grasowali w tamtej okolicy.

Z Bytomia do Tarnowskich Gór można było dojechać pociągiem, a ulica Bytomska, na której doszło do dwóch z trzech napadów przypisywanych Piotrowi S, znajduje się niedaleko stacji kolejowej i też, jak sama nazwa wskazuje, jest wylotówką na Bytom.

I ta seria została przerwana na dwa lata, bo Knechała się wystraszył tego, że może zostać złapany.

Wtedy już Piotr S. miał zasądzoną karę śmierci, więc żaden milicjant, żaden prokurator i żaden sędzia by nie chciał, żeby w takim momencie wyszło na jaw, że to jednak ktoś inny był sprawcą tych trzech napaści.

Oczywiście Knychała to nie jedyna możliwość, bo jak już wcześniej wspominałam, tych morderców w tamtym czasie i miejscu było kilku.

Także w teorii potencjalnych podejrzanych mogłoby tu być kilku, ale powtarzam, nie są to fakty, są to tylko moje refleksje i mogą one być zupełnie nietrafione.

Oficjalna wersja pozostaje taka, że to Piotr S. był wampirem z Tarnowskich Gór i być może naprawdę nim był, bo z całą pewnością posiadał wszelkie predyspozycje do tego, żeby tak było.

A wątpliwości mogą się pojawić przy każdej sprawie kryminalnej i przy każdej prawdziwej zbrodni są rzeczy, których nie da się wyjaśnić.

Jakieś niejasne motywy, ślady, dowody rzeczowe, które nie pasują do reszty i nie da się wyjaśnić ich pochodzenia.

Może nawet on sam tego nie rozumie.

była właśnie czymś takim, jakimś nielogicznym działaniem wynikającym z mieszaniny pobudzenia, adrenaliny, alkoholu i jakichś być może wyrzutów sumienia.

A deeskalacja zamiast eskalacji przy kolejnych zbrodniach też może mieć jakieś wyjaśnienie.

W końcu nauka o seryjnych mordercach czy zbrodniarzach seksualnych to nie są nauki ścisłe.

Może być ileś tam elementów, które decydują o przebiegu tych zbrodni, nawet takich jak to, jak się czuł, jaka była pogoda, czy miał dość siły, czy był bardziej, czy mniej pijany, może ktoś go spłoszył, może mu się wydawało, że ktoś idzie.

Tylko w powieściach każdy wątek musi zostać domknięty, każdy motyw uzasadniony i wyjaśniony, a strzelba wisząca na ścianie musi wypalić.

Może stąd taka popularność powieści kryminalnych, bo znajdujemy w nich odpowiedzi na pytania, których w prawdziwym życiu po prostu nie dostajemy.

0:00
0:00