Mentionsy
Wielkopolskie: Bo za dużo mówili (2010 | 2002)
Dwie historie: 14-letniej Agnieszki z Dąbcza i 6-letniego Krystiana z Poznania. Co ich łączy?
--------------------------
Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1zzYitHFL9JE9qt92gQlCrjdqNmjonj8Y90HPPT3VOG8/edit?usp=sharing LINK DO KSIĄŻKI TOPIEL: https://pulpbooks.pl/kategoria-produktu/plac-ile-chcesz/ JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny KONTAKT: [email protected] MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8RszbgSzukaj w treści odcinka
Dzień dobry, witam.
Dziś przenosimy się do kolejnego województwa.
Jak już widzicie po tytule, przed nami Wielkopolska.
Spraw z tego regionu znalazłam aż nadto, więc ta Wielkopolska to chyba taka nie za spokojna okolica.
A co do niespokojnych okolic, to gdy nagrywam ten odcinek, sytuacja powodziowa w południowo-zachodniej Polsce ma się nie za dobrze, w związku z czym słowo o fajnej zbiórce.
Sprawa wygląda tak, że kupujecie sobie książkę pod tytułem Topiel.
Kupujecie ją za dowolną kwotę, jeżeli papier to za minimum 10 zł, jeżeli e-book albo audiobook to za minimum 1,20 zł.
Sami wpisujecie cenę.
I cały dochód ze sprzedaży tej książki jest przeznaczony na pomoc dla powodzian z gminy Głuchołazy.
Zapytacie pewnie, czemu z tej gminy?
Otóż właśnie tam rozgrywa się akcja książki i wszystko dzieje się w trakcie powodzi w 1997 roku.
To jest taki kryminał albo thriller, coś pokrewnego do klimatu podcastów kryminalnych, tylko oczywiście tam są to wydarzenia fikcyjne.
Nie wiem, czy Wam polecam samą książkę, bo też ją kupiłam, ale to przed sprzedaż, więc dostanę ją dopiero w październiku.
I Wy też, jeżeli kupicie, ale no z samego faktu, na co idą pieniądze ze sprzedaży, myślę, że warto.
Jest to wzmianka z gatunku promocja, za którą nikt mi nie zapłacił.
Wspominam Wam, bo sama skorzystałam i stwierdziłam, że się podzielę, bo czemu nie.
Link do zbiórki macie w opisie, a teraz przechodzimy do odcinka.
Nie mogłam się zdecydować na jedną, więc dzisiaj będą dwie bardzo ciekawe sprawy.
Nie są one ze sobą w żaden sposób powiązane, aczkolwiek mają mocny punkt wspólny jakim jest absurdalny, naprawdę absurdalny motyw działania sprawców.
Część pierwsza.
Dąbcze, czyli miejscowość, gdzie rozegra się akcja tej części odcinka, to wieś leżąca kilka kilometrów od Leszna, które pewnie wiele osób kojarzy ze względu na słynną drużynę żużlową.
Wieś należy do tych większych, zamieszkiwana jest przez trochę ponad 1100 osób i nie jest to jedna z tych, powiedzmy, typowych wsi, bo większość mieszkańców zawodowo nie zajmuje się rolnictwem.
Raczej dojeżdżają do pracy w większych miejscowościach.
W centralnej części Dąbcza znajduje się kościół, obok cmentarz, jest nawet hala sportowa, taka zwykła, wydawałoby się spokojna miejscowość.
Historia rozpoczyna się w latach 90.
Zaczynamy od kobiety o imieniu Maria, która nie wiadomo czy w latach 90. mieszkała już w Dąbczu czy gdzieś w okolicach, ale wiadomo, że w relatywnie młodym wieku, bo gdzieś pomiędzy 30 a 40 rokiem życia została wdową.
Jej mąż umarł nagle, na serce, a że układało się między nimi bardzo dobrze i uważała go za wartościowego człowieka, to też bardzo przeżyła jego śmierć.
Ale nawet po tak trudnych wydarzeniach życie toczy się dalej.
Maria musi z czegoś żyć, więc wraca na zwykłe tory i żyje z dnia na dzień w takim systemie praca-dom.
Pracuje w szkole, gdzie sprząta.
Nie jest to może praca marzeń, ale w małej miejscowości nie ma dużych perspektyw.
Poza tym Maria nawet tą pracę lubi, ma tam stałe grono koleżanek i jak się okazuje całe szczęście, bo to właśnie jedna z tych koleżanek sprawia, że los znów się do niej uśmiecha.
A to dlatego, że jakoś tak od słowa do słowa koleżanka z pracy umawia ją na spotkanie ze swoim znajomym, Edwardem Jankowiakiem, wysokim, przystojnym mężczyzną, który również jest singlem.
Edward od razu robi na Maryi dobre wrażenie.
Zaczynają się spotykać, z czasem się w sobie zakochują i nabierają pewności, że to właśnie ze sobą chcą spędzić resztę życia.
Po ślubie zamieszkują w jego domu rodzinnym, mieszczącym się we wspomnianym przeze mnie wcześniej Dąbczu.
W kolejnych latach uczucie między nimi się rozwija, Maria zawsze może liczyć na wsparcie Edwarda, nawet w pracy, bo gdy w szkole trzeba umyć jakieś znajdujące się wysoko okna, mąż zawsze przybywa do niej z pomocą.
Wiadomo, że mieszka z nimi też córka, Monika, natomiast brakuje informacji, czy jest to ich wspólne dziecko, czy może jest to dziecko z poprzedniego małżeństwa któregoś z nich.
To co jest jednak pewne, to że 21 sierpnia 1995 roku na świat przychodzi kolejna córka, tym razem na pewno ich wspólna, której dają na imię Agnieszka.
Agnieszka nie jest dzieckiem planowanym, natomiast jak najbardziej chcianym, tylko że Maria rodzi ją dość późno, bo już w wieku 40 lat i niestety dziewczynka w początkowej fazie życia ma spore problemy ze zdrowiem.
Urodziła się osłabiona, bez jednej nerki, co spowodowało szereg różnych powikłań.
Rodzice z całych sił starają się wyprowadzić jej życie na prostą, wożą ją do różnych lekarzy, kupują lekarstwa, a po czasie ich starania zaczynają przynosić efekty.
Agnieszka zdrowieje, natomiast zalecenia lekarzy są takie, że trzeba bardzo o nią dbać, bo nawet zwykłe przeziębienie może się wiązać z ryzykiem sporych powikłań.
W związku z tym rodzice chuchają i dmuchają, aby tylko dziewczynka nie podupadła na zdrowiu.
Wiąże się to z tym, że jest ona chowana chyba tak trochę pod kloszem, co z kolei skutkuje tym, że dużo bardziej niż z rówieśnikami jest związana z domownikami i to z nimi znacznie bardziej woli spędzać czas, mimo że zazwyczaj w okresie dorastania ta tendencja często się odwraca.
Dzieci w jej wieku wolą się bawić z rówieśnikami, natomiast Agnieszce jest bardzo trudno znaleźć znajomych, bo jest przede wszystkim skryta i małomówna, nie lubi sama wychodzić z inicjatywą, a też rówieśnicy jakoś szczególnie do niej nie lgną.
Rodzice są tym może trochę zaniepokojeni, ale pewnie liczą, że gdy córka pójdzie do gimnazjum, kroczy w wiek nastoletni, to jakoś się rozkręci.
Póki co Agnieszka wolne chwile spędza w domu, w swoim pokoju, urządzonym tak, że niczego jej tam nie brakuje.
Są fotele, ława, komputer, wszystko wybierane z myślą o niej, też żeby trochę wynagrodzić jej trudy, które musiała przeżyć w dzieciństwie.
Mimo upływu lat nie gaśnie uczucie między Marią a Edwardem.
Córka nieraz zachwyca się tym, jak bardzo rodzice się kochają, mówi, że są dla niej wzorem i że kiedyś sama chciałaby stworzyć taką rodzinę.
Mama obiecuje jej każdorazowo, że na pewno będzie dobrze żyć, bo mają spory kawałek ziemi tuż pod Lesznem, więc da się to sprzedać za dobrą cenę.
Uzyskane pieniądze przydadzą się na pewno np.
na start dla jej przyszłej rodziny, tak żeby wiodło im się równie dobrze jak Jankowiakom.
Niestety po latach względnego spokoju na rodzinę znów spadają tragiczne wieści.
Cała rodzina bardzo to przeżywa, a jedyną opcją, jak się okazuje, jest zabieg mastektomii, któremu Maria ostatecznie decyduje się poddać.
Tym sposobem wygrywa walkę z chorobą, ale nie da się nie zauważyć, że rak bardzo ją osłabił.
Cała ta historia sprawia, że młodsza córka chcąc jak najbardziej odciążyć mamę, przejmuje od niej część domowych obowiązków.
Nawet gdy Maria całkowicie wraca do zdrowia, to Agnieszka często przygotowuje posiłki dla całej rodziny, bo jak mówi bardzo to lubi.
Konieczność zajęcia się domem przyczyniła się do tego, że nastolatka odkryła w sobie pasję do gotowania i to z nią chce wiązać swoją przyszłość.
Ma jeszcze czas na podjęcie decyzji, bo wydarzenia, o których Wam opowiem, rozgrywają się w lipcu 2010 roku, czyli miesiąc przed 15 urodzinami Agnieszki.
W związku z tym w perspektywie przed nią jest jeszcze rok nauki w gimnazjum, gdzie niestety nie wiedzie jej się zbyt dobrze.
Tak jak wcześniej w podstawówce nie ma tam żadnych koleżanek albo ma jakieś nieliczne, ale co gorsza zdarza się, że jest obiektem zaczepek.
Dziewczyny ze szkoły lubią jej dokuczać przez to, że wygląda na mniej niż 14 lat.
Faktycznie jest niższa od rówieśniczek, dużo drobniejsza, a też nie ubiera się tak powiedzmy po nastoletniemu, bo jej garderoba niezbyt ewoluowała przez ostatnie lata.
Styl Agnieszki ma nadal taki trochę dziecinny klimat, w czym oczywiście nie ma niczego złego, ale w szkole to wiadomo jak jest.
Z zaczepkami ona radzi sobie tak, że stara się po prostu nie zwracać na siebie uwagi, siedzi cicho, nie wyróżnia się, a gdy ktoś sprawi jej przykrość, to nie pokazuje emocji.
Każdorazowo wypłakuje się dopiero po przyjściu do domu, zamyka się w pokoju na górze tak, żeby nikt jej nie widział i wtedy daje ujście swoim emocjom.
Wśród sąsiadów ma opinię takiej grzecznej, nieśmiałej dziewczyny, takiej, która kursuje tylko pomiędzy domem oraz szkołą, plus okazjonalnie udziela się w kościele.
Jej rodzicom to nie przeszkadza, z tego co wiadomo, nie wypychają córki na siłę do nawiązywania kontaktów towarzyskich, bo pewnie uważają, że na takie rzeczy jeszcze przyjdzie czas.
Jej relacje z Marią i Edwardem wyglądają tak, że jest im ona bardzo podporządkowana.
Jeżeli gdzieś akurat wychodzi, np.
spotkać się z jakąś koleżanką, choć nie jest to oczywiście częste zjawisko, to zawsze zdaje relacje z całego wyjścia.
Jeżeli autobus, czy to szkolny, czy zwykły, spóźnia się chociaż chwilę, to też zawsze daje znać, przeważnie mamie, ile dokładnie, więc rodzice zawsze są poinformowani, gdzie jest ich córka i co robi.
I to nawet nie jest chyba tak, że Maria czy Edward muszą się regularnie dopominać o te informacje, ona chyba czuje się na tyle zależna, że robi to wszystko sama z siebie.
Stara się być odpowiedzialna, nie dokładać im zmartwień, aby mama np.
znów się nie rozchorowała.
Z tego samego względu nie opowiada im za dużo o trudnych przejściach w szkole i to wszystko trzyma w sobie.
Na przerwach stoi z boku, nie naraża się, ale jednocześnie obserwuje i widzi, że koleżanki z klasy powoli zaczynają umawiać się z chłopakami.
To wydaje jej się bardzo fajną perspektywą, mieć kogoś, z kim zawsze można porozmawiać i na kogo można liczyć, więc w głębi duszy też chciałaby już mieć chłopaka.
Niestety problem jest taki, że chłopcy z klasy Agnieszki niespecjalnie zwracają na nią uwagę.
Jakieś 200 metrów od domu Jankowiaków znajdują się bloki mieszkalne.
Nie chodzi tu o takie typowe osiedle, tylko takie małe, popegeerowskie bloki, jakie często można spotkać na wsiach.
W jednym z tych bloków mieszka Kamil, który w styczniu 2010 roku skończył 16 lat, więc rocznikowo jest o rok starszy od Agnieszki.
Kamil, podobnie jak ona, wygląda jednak na młodszego, jest niski i bardzo drobny, przez co znacznie odstaje wyglądem od swoich kolegów.
Poza tym ma ciemne włosy, ubiera się na sportowo, a jeżeli chodzi o jego charakter, to też podobnie jak Agnieszka jest skryty i małomówny.
Razem z rodziną zajmuje trzypokojowe mieszkanie.
W pierwszym pokoju mieszka babcia, pani Jadwiga, w drugim jego rodzice, a w ostatnim on i dwóch braci.
Warunki nie są więc zbyt kolorowe.
Jest mówiąc wprost ciasno, a Kamil musi dzielić z jednym z braci piętrowe łóżko, bo trudno byłoby inaczej zagospodarować tak małą przestrzeń.
Mimo trudnych warunków mieszkalnych to nie jest jedna z tych patologicznych rodzin, gdzie rodzice nie interesują się dziećmi, nie pracują czy przepijają zarobki, wręcz przeciwnie, choć z pracą w tamtym czasie faktycznie jest ciężko.
Tata Kamila jest blacharzem i dekarzem, ma więc stały zawód i stałą posadę, natomiast jego mama łapie się różnych prac dorywczych, bo stałego zatrudnienia nie ma.
Wobec tego jakoś sobie radzą, dają radę finansować bieżące wydatki, tylko że nie mają aż takich dochodów, żeby jakoś podnieść swój standard życia.
Po prostu co zarobią, to wydają.
Co do używek, to w domu nie ma alkoholu i też rodzice nie dają przyzwolenia, żeby synowie chodzili na przykład na jakieś imprezy z kolegami.
Zresztą nawet jeśli mieliby chodzić, to musieliby sobie sami finansować zakupy na te imprezy, bo rodziców zwyczajnie nie stać na dawanie synom regularnego kieszonkowego.
Zasada jest więc taka, że jeżeli chłopcy potrzebują pieniędzy na swoje wydatki, to muszą je zarobić samodzielnie, dlatego też w każde wakacje pracują.
Rodzice mają dość surowe podejście do wychowania, szczególnie ojciec, który mając trzech synów stara się wychowywać ich tak, żeby nie weszli mu na głowę.
Być może przez to Kamil jest tak zamknięty w sobie, bo rygorystyczny porządek w domu nie sprzyja jakiemuś uzewnętrznianiu się czy wyrażaniu uczuć, a też może przez to bliżej mu jednak do mamy niż do taty.
To z mamą spędza zdecydowanie więcej czasu, jest z nią często widywany na zakupach, a w drodze do domu zawsze nosi jej siatki z zakupionymi produktami.
Jeżeli chodzi o jego sytuację szkolną, to Kamil nie uczy się jakoś wybitnie, ale też nie ma problemu ze zdawaniem z klasy do klasy.
Według nauczycieli jest inteligentny, jednak stara się tylko na tyle, żeby nie mieć problemów i żeby rodzice się nie czepiali.
Zachowuje się raczej dobrze, od czasu do czasu zdarza mu się coś przeskrobać, aczkolwiek jest na tyle lubiany przez nauczycieli, że zawsze udaje mu się z tego wyjść obronną ręką.
Gdy popełni jakieś przewinienie, to zazwyczaj proponuje, że w zamian może coś posprzątać w szkole albo pomóc woźnemu, byle tylko nie informować rodziców, bo wtedy na pewno będzie miał karę.
Te przewinienia to jest przeważnie coś w stylu lekkich form wandalizmu, a nie np.
Nigdy się z nikim nie bije, przez co wśród kolegów dorabia się opinii takiego ciapowatego albo niezdarnego.
Nie bije się być może właśnie dlatego, że nie umie, bo tak jak wspominałam jest drobnej budowy, a może to po prostu nie leży w jego naturze.
Stara się jednak jakoś dopasować do kolegów na innych polach, spędza z nimi czas, ubiera się podobnie, robi to co oni, przez co czasem wpada w kłopoty, ale nie wdaje się w żadne większe awantury.
Mimo, że się z niego czasem podśmiewają, to Kamil ma swoją paczkę, a od września jest szansa, że nawiąże kolejne nowe znajomości, bo to wtedy ma rozpocząć naukę w Zespole Szkół Rolniczo-Budowlanych w Lesznie.
Najpierw jednak wakacje, ale te nie zaczynają się dla niego zbyt dobrze.
Po pierwsze ma problemy rodzinne i to nie od wakacji, bo wszystko zaczęło się znacznie wcześniej.
U jego taty zdiagnozowano guza mózgu.
Rokowania nie są niestety najlepsze, ale tata cały czas walczy.
Wszyscy liczą na to, że jeszcze uda mu się pokonać chorobę, natomiast wiadomo jak taka sytuacja ogólnie wpływa na rodzinę.
To pierwszy przykry temat, a drugi jest taki, że na początku wakacji Kamil rozstał się ze swoją dziewczyną Nataszą.
Była to jego druga dziewczyna w życiu, bo wcześniej przez rok chodził z Elizą.
Imiona tych dziewczyn pochodzą z artykułu, gdzie wszystkie dane zostały pozmieniane, więc najpewniej one nie miały tak na imię, ale nie było o nich w innych źródłach, więc nie mam tego jak skorygować.
W każdym razie tym zerwaniem z Elizą Kamil chyba za bardzo się nie przejął, przynajmniej nikt tego nie zauważył.
Sama Eliza też się chyba nie przejęła, bo z tego co mówi związku nie wspomina zbyt dobrze.
Już po zerwaniu opowiada koleżankom, że Kamil przez ten rok ani razu jej nie pocałował.
Z kolei z Nataszą, koleżanką mieszkającą w tym samym bloku co on, Kamil spotykał się przez 8 miesięcy, a powód ich rozstania jest poniekąd podobny.
To znaczy Natasza nie chciała się tylko całować, ale to właśnie z Kamilem chciała przeżyć swój pierwszy raz.
Mieli parę prób, ale on za każdym razem jakby się bał albo po prostu nie był na to jeszcze gotowy.
Ogólnie nie było między nimi też zbyt dużo innych rodzajów czułości.
Kamil jej nie przytulał, nie całował, poza tym nie mieli tematów do rozmów, więc ostatecznie to Natasza go zostawiła, argumentując to tym, że chłopak jest dla niej zbyt nudny.
Po zerwaniu on zabiegał o kontakt, pisał jej w SMS-ach, że ją kocha, więc jeszcze trochę rozmawiali, kontakt trochę odżył i w końcu tak od słowa do słowa ustalili, że to dobry pomysł, aby mimo rozstania jednak przeżyli ze sobą swój pierwszy raz.
Już się trochę znają, a może skoro już nie są razem, to bez żadnej presji wyjdzie to lepiej niż przy wcześniejszych próbach.
Umówili się gdzieś w ustronnym miejscu.
Kamil tym razem zdawał się tego chcieć, przyniósł ze sobą prezerwatywy, ale znów się nie udało.
Tym razem to Natasza się wycofała, bo już na początku spotkania powiedziała, że przemyślała temat i pierwszy raz chciałaby jednak przeżyć z kimś, kogo będzie kochać, a Kamila takimi uczuciami nie darzy.
Tak ich kontakt się urwał, dziewczyna nie chciała kontynuować nawet koleżeńskiej znajomości, bo nie widziała w tym sensu.
Ich rozmowy w jej ocenie opierały się na tym, że to ona musiała wymyślać tematy i ogólnie dawać od siebie dużo więcej, a Kamil był milczący i trzeba go było wiecznie zachęcać do rozmowy.
Zupełnie inaczej niż przy kolegach, bo przy nich zawsze normalnie rozmawia, żartuje, śmieje się itd.
Nie opowiada im jednak o zerwaniu, chociaż koledzy zauważają, że ta sprawa dotknęła go znacznie bardziej niż to z Elizą.
Wydaje się przygaszony, ale że nie jest skory do zwierzeń, to oni sami też nie dopytują.
Pewnego razu widzą go, jak samotnie chodzi po lesie, czego nigdy wcześniej nie robił.
Chodzi bez celu, więc uznają, że po prostu potrzebuje czasu na przemyślenia i widać woli to przetrawić samodzielnie.
Mimo trudnej sytuacji Kamil nie odcina się od kolegów.
Nie zwierza im się, ale nadal spędza z nimi dużo czasu.
Szczególnie, że trwa lato i wakacje, więc tego czasu ma znacznie więcej niż w roku szkolnym.
Tak się składa, że tego lata do Dąbcza przyjeżdża jakiś starszy znajomy, który na co dzień pracuje w Niemczech.
Teraz ma urlop, więc przyjechał odwiedzić mamę i wydać część tego, co zarobił.
Kamilowi się to bardzo podoba, bo gdyby nie taki sponsor to musiałby iść do pracy, a tak to ma znajomego, który kupuje dla ich paczki różne przekąski, co jakiś czas piwo i tak przyjemnie spędzają czas.
Poza tym razem z chłopakami regularnie jeżdżą na rowerach, grają w piłkę, ogólnie wakacyjna sielanka, ale niestety z czasem piwo przestaje być jedyną nielegalną atrakcją, bo w ich towarzystwie zaczynają pojawiać się też dopalacze.
Kamil idzie za tłumem, więc czasem testuje tabletki, którymi częstuje starszy znajomy, aczkolwiek musi z tym uważać, bo nie chce, żeby rodzice o czymkolwiek się dowiedzieli.
Dodatkowo nie jest w stanie tak całkowicie oddać się wakacyjnej zabawie przez swoje zmartwienia.
Raz, że choroba taty to nadal aktualny temat, a dwa, w głębi duszy też nadal przeżywa to rozstanie z Nataszą.
Jakieś dwa tygodnie po ich zerwaniu Kamil dostaje zastanawiającego smsa.
Ty nie masz dziewczyny, ja chłopaka.
Zaskakuje go ta wiadomość, nie ma pomysłu kto mógł to napisać, więc ostatecznie w ogóle nie reaguje.
Następnego dnia przychodzi jednak kolejny SMS z tego samego numeru, tym razem o treści, czy moglibyśmy się spotkać koło stawu?
Tu dla kontekstu dodam, że chodzi o staw mieszczący się na terenie dawnego PGR-u, bardzo blisko miejsca zamieszkania Kamila.
Ta druga wiadomość w ciągu zaledwie dwóch dni zaciekawia go na tyle, że postanawia on oddzwonić na ten numer, a tam odzywa się dziewczyna.
Poznaje, że to Agnieszka, mieszkająca kilkaset metrów od niego, z którą to chodził do podstawówki w Dąbczu, a później do gimnazjum w Rydzynie.
Niektóre źródła podają, że nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawiali, inne, że wymieniali jakieś zdawkowe cześć, ale to tyle.
Na pewno ten kontakt nie był nigdy jakiś bardzo rozbudowany.
Nie bywali np.
u siebie w domach, nie umawiali się na spotkania itd.
Rozmowa telefoniczna chwilę trwa, a w jej trakcie Kamil zgadza się na spotkanie.
Pamięta, że Agnieszka ma ciemne włosy, a on lubi dziewczyny z takimi włosami.
Plus ubiera się bardzo dziewczęco, w sukienki i spódniczki, co również mu odpowiada.
Poza tym jest drobnej budowy, tak jak on i co ważne, również tak jak on jest nieśmiała i małomówna, więc ogólnie sporo zalet już na wstępie.
Wymieniają ze sobą jeszcze kilka smsów i ostatecznie umawiają się na poniedziałek 26 lipca.
Godzinę jeszcze mają potwierdzić.
Tego dnia Kamil odzywa się około 11.00.
Mama Agnieszki słysząc, że córka dostała smsa pyta od kogo, na co w odpowiedzi słyszy Mamo, Daria pojedzie z Rydzyny rowerem i koło przystanku przy skrzynkach pocztowych pogadamy sobie.
Agnieszka informuje też mamę, że przy okazji zamierza sprawdzić pocztę, więc pakuje klucz i wychodzi.
Spotykają się w umówionym miejscu, po czym Kamil proponuje, żeby może przeszli się do Lasku Orzechowego.
W trakcie spaceru rozmawiają o wakacjach, o planach życiowych, gdzie dalej do szkoły, co chcą robić.
Chwilę siedzą też w ciszy i tak mija godzina.
Wtedy Agnieszka zerka na zegarek, bo wie, że chyba czas już iść.
Mama może zacząć się niepokoić i jeszcze wyjdzie jej szukać, więc mówi o tym Kamilowi, po czym zawracają w kierunku głównej drogi.
Kilka godzin później w domu Jankowiaków atmosfera jest już bardzo nerwowa.
Agnieszka nadal nie wróciła, mama i siostra w międzyczasie próbowały się do niej dodzwonić, ale ona najpierw nie odbierała, a później już tylko włączała się poczta głosowa.
Po południu z pracy wraca Edward, który słysząc wieści o zaginięciu córki, wsiada na rower i objeżdża wszystkie punkty, gdzie Agnieszka mogła pójść.
Jeździ zarówno po Dąbczu, jak i sąsiedniej Rydzynie, ale to na nic.
Po blisko 9 godzinach braku kontaktu z siostrą, około godziny 20, Monika składa na komisariacie zawiadomienie o zaginięciu.
Policjanci od razu rozpoczynają poszukiwania i wraz z psami tropiącymi przeczesują okoliczne tereny.
Niestety psy nie podejmują tropu, w związku z czym funkcjonariusze rozpoczynają wypytywania świadków.
Jeżdżą po Dąbczu, pytają czy może ktoś widział ostatnio Agnieszkę i tak chodząc od punktu do punktu trafiają na boisko, gdzie grupa nastoletnich chłopców rozgrywa mecz piłki nożnej.
Wśród nich jest Kamil.
Gdy policjanci do niego podchodzą i jak każdego pytają o zaginioną dziewczynę oraz o koleżankę, z którą miała się spotkać, on odpowiada, że nie wie kto to ta Agnieszka.
Koledzy się dziwią słysząc tą odpowiedź, mówią, że to przecież ta cicha dziewczyna, co mieszka niedaleko niego, ale Kamil zachowuje się jakby nie kojarzył.
W końcu nikt nie przekazuje żadnych konkretnych informacji, więc policjanci idą dalej, a chłopcy wracają do gry.
W kolejnych godzinach bardziej szczegółowe zeznania składają członkowie rodziny Jankowiaków.
Śledczym zależy na poznaniu jak największej ilości detali odnośnie zwyczajów Agnieszki, a także tego, gdzie i z kim teoretycznie mogła pójść.
To wtedy Monice przypomina się, że siostra pisała ostatnio z jakimś Kamilem.
Nie zna szczegółów, nie wie, czy umawiali się na jakieś spotkanie na żywo, ale na pewno wymieniali ze sobą smsy.
Policjanci szybko ustalają, że Kamil to ten sam chłopak, który na boisku twierdził, że nie zna Agnieszki, więc nabierają wobec niego sporych podejrzeń.
Zatrzymują go już następnego dnia, we wtorek 27 lipca.
On na początku, tak jak wcześniej, całkowicie się wypiera.
Mówi, że nie wie kto to i nie ma nic wspólnego z jej zaginięciem, ale po przetransportowaniu na komisariat zmienia zdanie.
Opowiada, że dzień wcześniej spotkał się z Agnieszką.
W trakcie spotkania ją zaatakował, a następnie zostawił na łące niedaleko stawu przy granicy wsi.
Zgodnie z jego relacją, bardzo możliwe, że dziewczyna nie przeżyła i leży tam teraz martwa.
Opisuje, gdzie dokładnie ją zostawił, więc śledczy natychmiast jadą na miejsce.
Około 13.00 docierają nad staw i tak jak Kamil powiedział, Agnieszka faktycznie tam jest i niestety nie żyje.
Leży w zaroślach, a jej głowa częściowo zanurzona jest w rowie z zabarwioną na różowo wodą.
Woda zdążyła się zabarwić od krwi, bo dziewczyna leżała tam kilka godzin i ma widoczne obrażenia na twarzy.
Po chwili przed domem Jankowiaków przejeżdża kilka karetek na sygnale.
Po jakimś czasie wracają, ale już bez sygnału i ze znacznie mniejszą prędkością, co dla Moniki jest jednoznaczną wskazówką.
Po przeprowadzeniu wszystkich czynności na miejscu ciało zostaje przewiezione do zakładu medycyny sądowej, a w tym samym czasie Kamil składa zeznania uzupełniające.
Kluczowym pytaniem jest oczywiście to, jaki motyw nim kierował, że zdecydował się odebrać życie swojej koleżance i ten motyw, jak się okazuje, był wyjątkowo błahy.
Większość źródeł podaje, że Kamil powiedział, tutaj cytuję, Ona chciała, żebym był jej chłopakiem.
Denerwowało mnie jej ciągłe gadanie.
Agnieszka miała go kilkukrotnie dopytywać, czy mogliby być razem i po którymś razie Kamil był już tak zirytowany, że ją zaatakował.
Jest jednak jedno źródło, to jest artykuł z polityki, który trochę rozbudowuje tę wersję zdarzeń.
Według artykułu najpierw Agnieszka faktycznie spytała go o chodzenie, ale on odpowiedział tylko, że dopiero dwa tygodnie temu rozstał się z dziewczyną i jeszcze nie chce mieć nowej.
Ona odpowiedziała, że rozumie, ale gdyby zmienił zdanie, to będzie na niego czekać.
Później, gdy już wracali w kierunku domu, Agnieszka miała nagle się do niego odwrócić i spytać, dlaczego zerwali z Nataszą.
On nic nie mówił, więc szli dalej w milczeniu, ale wtedy ona zaczęła drążyć.
Dlaczego jej nie odpowiada?
I gdy tak wymieniała kolejne powody, w nim stopniowo narastała złość.
Zgodnie z jego słowami, Agnieszka sama się potknęła i upadła, ale pewnie można tu zostawić margines na to, że to on ją popchnął.
Wtedy Kamil jedną ręką złapał ją za oba nadgarstki, a drugą zaczął bić po twarzy.
Agnieszka po chwili przestała krzyczeć, prawdopodobnie traciła już przytomność, tym bardziej, że Kamil uciskał też jej szyję.
Gdy z nosa zaczęła jej lecieć krew, on wiedział, że to wszystko poszło za daleko, ale nie wiedział, jak się wycofać.
Z ręki zsunął mu się bandaż, który miał założony po tym, jak kilka dni temu skaleczył się o rozbitą szybę i to z jego pomocą stworzył pętlę, którą udusił Agnieszkę.
Ciało starał się wepchnąć do rowu, aby nie było go widać z pola.
Po części wystawało, ale nie wiedział, co może więcej zrobić, więc po prostu uciekł.
Gdy odchodził, widział, że ona nadal oddycha, ale nie zdecydował się wezwać pomocy.
Na odchodne zabrał telefon, na który akurat dzwoniła jej mama, chcąca pewnie sprawdzić, dlaczego córka tak długo nie wraca.
W drodze do domu zniszczył i wyrzucił kartę SIM, ale samo urządzenie zachował.
Po powrocie do mieszkania chwilę posiedział z bratem i babcią, ale z nerwów zaczął go bardzo boleć brzuch.
Bał się, że jeśli nie przeżyje, to zdradzi wszystkim, że to on jest winny i będzie miał przez to kłopoty.
Wziął więc rower i znów pojechał w stronę lasku.
Gdy dojechał na miejsce, Agnieszka już z całą pewnością nie żyła, więc przy pomocy roweru wepchnął ciało głębiej do rowu, tak, że już praktycznie nie było go widać.
Gdy wracał z powrotem minął się z mamą Agnieszki, która rozglądała się akurat czy córki gdzieś nie widać.
Po powrocie do domu zjadł obiad, pooglądał telewizję i tak ogólnie mówiąc według zeznań babci zachowywał się zwyczajnie.
Jakiś czas później zadzwonili do niego koledzy, pytali czy może wyjdzie, więc poszedł.
Najpierw na plac przed remizą, a później na boisko, gdzie jak już wiemy rozmawiał z policją.
Wtedy jeszcze nie chciał się przyznawać do winy, ale uznał, że prędzej czy później i tak wszystko wyjdzie na jaw, dlatego też gdy trafił na komisariat, dokładnie opisał cały przebieg zdarzeń.
Już dzień później, w środę 28 lipca, sąd rodzinny podejmuje decyzję o umieszczeniu Kamila w schronisku dla nieletnich.
Nie ukończył jeszcze 17 roku życia, więc pod znakiem zapytania staje kwestia tego, jak będzie sądzony, czy jako nieletni, czy jako dorosły, ale na ten moment jest jeszcze za wcześnie, aby to rozstrzygnąć, bo najpierw musi zostać skierowany na obserwację psychiatryczną.
Sąd w trakcie posiedzenia przydziela mu obrońcę z urzędu, który ma go reprezentować na dalszych etapach postępowania, a w międzyczasie śledczy otrzymują wyniki sekcji zwłok.
Te potwierdzają wersję zdarzeń przedstawioną przez Kamila, bo jak widać po zapiskach patomorfologa Agnieszka zmarła około godziny po tym jak wyszła z domu, a przyczyną śmierci było uduszenie.
Zabójstwo nie było popełnione na tle seksualnym, to znaczy nastolatka ani przed śmiercią, ani po nie została wykorzystana.
Po sekcji ciało zostaje wydane rodzinie, więc pogrzeb odbywa się kilka dni później, 1 sierpnia.
Na uroczystość przychodzi cała wieś, wśród żałobników nie brakuje nawet reprezentacji rodziny Kamila, ponieważ na pogrzebie zjawia się jego tata.
Staje z tyłu, aby nie budzić zbędnych kontrowersji, więc też nikt nie poświęca mu większej uwagi.
Rodzina Agnieszki jest w bardzo złym stanie.
Edward po śmierci córki schudł 7 kilo.
W domu Jankowiaków na każdym kroku można się natknąć na ślady po obecności Agnieszki.
Na lodówce nadal wisi lista podręczników, które miała zakupić przed nowym rokiem szkolnym, a także lista zakupów, które miały zrobić z mamą w następny weekend.
Niestety tego weekendu Agnieszka nie dożyła.
Kamil pierwsze trzy miesiące po zatrzymaniu spędza w ośrodku wychowawczym, gdzie jak zawsze sprawuje się bez zarzutu.
Jest spokojny, nie wdaje się w bójki i wykonuje wszystkie polecenia wydawane przez wychowawców.
Celem obserwacji psychiatrycznej, na którą zostaje skierowany po tych kilku miesiącach, jest ocena jego stopnia dojrzałości, mechanizmów radzenia sobie ze stresem oraz umiejętności samokontroli.
Zespół biegłych ocenia, że Kamil był poczytalny w momencie zabójstwa i miał zdolność rozpoznawania znaczenia własnych czynów.
Już wcześniejsze badania wykazały, że nie był pod wpływem żadnych środków odurzających, alkoholu czy dopalaczy, więc miał pełny, nieprzytłumiony niczym obraz sytuacji.
Po zapoznaniu się z opinią i połączeniu jej z wnioskami na temat stopnia rozwoju Kamila oraz okolicznościami sprawy, sąd rodzinny podejmuje decyzję, że może on być sądzony jako dorosły.
W związku z tym, że nie był pełnoletni, gdy doszło do zbrodni, maksymalny wymiar kary, jaki mu grozi, to 25 lat pozbawienia wolności.
Gdyby był sądzony jako nieletni, groziłoby mu zaledwie 5 lat, bo maksymalnie sąd mógłby go skazać na pobyt w poprawczaku do ukończenia 21 roku życia, więc ogólnie duży przeskok, jeżeli chodzi o ten wymiar kary.
Proces przed sądem okręgowym w Poznaniu rozpoczyna się w styczniu 2012 roku i trwa zaledwie kilka dni.
Kamil od razu przyznaje się do winy i na sali sądowej publicznie przeprasza rodziców Agnieszki.
Mówi też, że bardzo żałuje tego, co zrobił i gdyby mógł cofnąć czas, to to wszystko by się nie stało.
Odmawia składania wyjaśnień, więc sąd odczytuje protokół z wcześniejszych zeznań, które złożył po zatrzymaniu.
On tylko potwierdza, że to wszystko podtrzymuje.
Wyrok zapada 4 dni po jego 18 urodzinach, 27 stycznia 2012 roku.
Sąd odczytując uzasadnienie wyjaśnia, że Kamil ma jeszcze nie w pełni ukształtowaną osobowość i nieustabilizowany system wartości.
Przy tak młodym wieku sprawcy sąd, jak mówi, kieruje się przede wszystkim chęcią wychowania, co nie znaczy, że kara ma być łagodna.
Prokurator wnioskował o maksymalny wymiar, natomiast sąd ten wyrok obniża i skazuje go na 15 lat więzienia.
Dodatkowo ma on zapłacić łącznie 85 tys.
zł za postawienie pomnika dla Agnieszki, a także po 40 tys.
zł na rzecz każdego z rodziców.
Apelację składa zarówno prokurator, który podtrzymuje, że Kamil powinien zostać skazany na to 25 lat, oraz obrońca, według którego wyrok powinien zostać obniżony do minimum przy tej kwalifikacji, czyli do 8 lat.
Trzy miesiące później, w kwietniu 2012 roku, odbywa się rozprawa przed sądem apelacyjnym.
Kamil się na niej nie pojawia, są natomiast jego rodzice, którzy przez kilka godzin czekają na ogłoszenie wyroku.
Tym, czego mi brakuje w tej sprawie, jest wyjaśnienie, co dokładnie zaszło, że Kamil postąpił tak, a nie inaczej.
Na każdym kroku w źródłach jest podkreślane, że nie miał on skłonności do agresji, nigdy nie wdawał się w bójki, a wszystkie emocje zawsze trzymał w sobie.
Dlaczego w tej jednej sytuacji stało się więc inaczej?
Nawet jeśli pod wpływem tego, co powiedziała Agnieszka coś w nim pękło, to czemu ta eskalacja doszła aż do takiego stopnia?
Taką pierwszą reakcją rozładowującą emocje, jeżeli miałoby to być skierowane w jej stronę, wydaje się pobicie, co jak wiadomo on zrobił.
Przecież wiedział jaki to może mieć skutek i to nie był przypadek.
Szkoda, że do wiadomości publicznej nie podano bardziej rozbudowanego sprawozdania z opinii psychiatrycznej i nie wspomniano np.
jak wyglądał temat ewentualnych zaburzeń osobowości, ale zapewne sąd podjął decyzję o utajnieniu tej części ze względu na jego młody wiek.
A pozostając w temacie młodych sprawców i absurdalnych motywów przechodzimy do drugiej sprawy.
Teraz przenosimy się do stolicy województwa wielkopolskiego, czyli do Poznania.
Jest początek lat dwutysięcznych, dokładnie 2002 rok.
W Poznaniu mieszka osiemnastoletnia Beata, Wawrzynowska albo Wachowiak, bo źródła podają dwie wersje jej nazwiska, natomiast Wawrzynowska powtarza się jednak zdecydowanie częściej.
Beata nadal chodzi do szkoły, choć nie radzi sobie tam zbyt dobrze, ale o tym za chwilę.
Najpierw jeszcze o jej sytuacji mieszkaniowej.
Nastolatka nadal mieszka w domu rodzinnym, dopiero niedawno skończyła 18 lat, więc nadal się uczy.
W trybie dziennym nie ma własnych dochodów, więc też póki co usamodzielnienie nie wchodzi w grę.
Nie jest podana dokładna lokalizacja jej miejsca zamieszkania, ale z kontekstu da się wywnioskować, że rodzina zajmuje jeden z lokali na poznańskich Jerzycach.
To jest taka dzielnica prawie że w centrum miasta, w której główną zabudowę stanowią kamienice.
I właśnie w jednej z takich kamienic w mieszkaniu w suterenie mieszka pięcioosobowa rodzina.
Wcześniej były to tylko Beata i jej mama Anna.
Nie wiadomo, co się stało z tatą, czy rodzice się rozstali, czy może zmarł.
W każdym razie w pewnym momencie mama Beaty poznała nowego mężczyznę, z którym się związała.
Nazywa się on Tadeusz Berg, po czasie wzięli ślub, więc Anna przejęła jego nazwisko, natomiast Beata pozostała przy swoim.
Nie było jednak tak, że po ślubie ich dwuosobowa rodzina powiększyła się tylko o Tadeusza, bo on też był wcześniej w związku, z którego doczekał się dwóch synów, Patryka oraz Krystiana, a że synowie pozostają pod jego opieką, no to razem z Tadeuszem dołączają do rodziny.
W 2002 roku, kiedy rozgrywają się kluczowe wydarzenia, chłopcy mają 10 lat, to Patryk oraz 6, Krystian.
Beata po ślubie jej mamy zyskała więc dwóch znacznie młodszych braci.
Bergowie cieszą się raczej dobrą opinią wśród sąsiadów, uchodzą za spokojną rodzinę, tacy zwykli ludzie, którzy starają się zapewnić dzieciom dobre warunki życia, oczywiście w miarę możliwości, bo nie są zbyt zamożni.
Z kolei Anna nie wiadomo czym się zajmuje, na ten temat nie ma żadnych informacji.
Przechodząc do dzieci, to niestety jak to często bywa przy takim łączeniu rodzin, kontakty między nimi nie wyglądają najlepiej.
To znaczy, bracia całkiem lubią Beatę, siostra jest od nich dużo starsza, więc jest takim wzorem, natomiast dla niej o tyle młodsze rodzeństwo jest przede wszystkim irytujące.
Nie pała też sympatią do Tadeusza, uważa, że związek jego i jej mamy to jest jakaś pomyłka, co nieraz bez ogródek manifestuje.
Fakt, że kilka lat temu mama postanowiła go poślubić sprawił, że relacje jej i córki znacznie się pogorszyły, więc tak podsumowując te ostatnie kilka lat, to Anna i Beata pozostają znacznie częściej w sytuacji konfliktowej niż w zgodzie.
A co dokładnie Beata ma do zarzucenia Tadeuszowi i jego synom?
Przede wszystkim to, że w jej ocenie ojczym bardzo faworyzuje młodsze rodzeństwo.
Jej matkę przeciąga w tym na swoją stronę, więc Beata jest takim kozłem ofiarnym.
Według niej chłopcom Tadeusz pozwala na więcej i jest też bardziej opiekuńczy wobec nich.
Beata uważa, że ona ma znacznie więcej zakazów.
Tylko tak na dobrą sprawę trudno to porównać, bo jak zestawić ze sobą poziom swobód nastolatki z poziomem swobód kilkulatków?
W praktyce te zakazy wyglądają tak, że Tadeusz i Anna nie przepadają za znajomymi córki i mają obiekcje co do jej spotkań z nimi.
To znaczy chyba nie jest tak, że całkowicie jej zabraniają, ale czasem gdy Beata wychodzi robią z tego powodu jakieś wymówki, a także wyznaczają czas, kiedy ma wrócić do domu.
Beata podchodzi do tego różnie, raz się stosuje, raz nie, ale tak ogólnie mówiąc to w źródłach jest określana jako taka córka, z którą są problemy.
Widać to na przykład po jej ścieżce edukacji, bo mimo, że w 2002 roku Beata kończy 18 lat, to nadal uczęszcza do gimnazjum.
W całej edukacyjnej karierze zdarzało jej się kilka razy powtarzać klasę, czy to przez słabe oceny, czy wagary, więc cały proces znacznie się wydłużył.
Co do jej zachowania z kolei, to ona ma taką bardzo dominującą osobowość, co widać przede wszystkim w kontaktach z rówieśnikami.
Jest takim podwórkowym postrachem, inne nastolatki się jej boją, więc albo jej unikają, albo chcą należeć do jej paczki.
Beata lubi rządzić, więc też pewnie w obawie przed tym, aby córka ich za bardzo nie zdominowała, rodzice surowo podchodzą do kwestii jej wychowania.
Ale niestety kolejne zakazy rodzą jeszcze większy bunt, bo ona zdecydowanie nie jest osobą, która lubi się dostosowywać i tak to koło się nakręca.
Złość Beaty jest przede wszystkim skierowana w stronę Tadeusza oraz Anny, ale braciom obrywa się przy okazji, bo są tymi, którzy zagarnęli jej przestrzeń i którzy według niej zawsze są lepiej traktowani.
Zdarzają się też co prawda momenty lepszych stosunków i wtedy nastolatka jest w komitywie z młodszymi braćmi, dzielą się cukierkami, a Krystian czasem nawet podkrada mamie papierosy, które później przekazuje siostrze, oczywiście za jej namową.
Częściej są w konflikcie.
To, co przede wszystkim denerwuje Beatę w młodszych braciach, to fakt, że za dużo mówią, szczególnie Krystian.
Krystian, jak to dziecko, chodzi i opowiada, co myślina na język przyniesie, mówi o tym, co widział, powtarza, co słyszał i tak nieraz przypadkowo, czy dla żartu, zdradza rodzicom jakieś tajemnice Beaty.
Przykładowo, że poszła się z kimś spotkać, niby nic, ale że rodzice ograniczają jej spotkania ze znajomymi, no to Beata zapewne często w tych kwestiach kłamie i jest jej bardzo nie na rękę, że Krystian zdradza jaka jest prawda.
Szczególnie drażliwym tematem jest chłopak Beaty, z którym rodzice też próbują jej ograniczać spotkania, a który zupełnie przypadkowo nazywa się jak znany aktor Piotr Adamczyk.
W 2002 roku kończy 17 lat, a ich znajomość zaczęła się tak, że to ona zwróciła na niego uwagę.
Chodzą do jednego gimnazjum, bo widać on też powtarzał klasę.
Poza tym mieszkają niedaleko siebie, więc jakoś ich drogi się skrzyżowały.
Piotr nie miał łatwej przeszłości, bo pochodzi z wielodzietnej rodziny, w której warunki dorastania pozostawiały wiele do życzenia.
Największym problemem był agresywny, uzależniony od alkoholu ojciec, z którym na co dzień on i jego rodzeństwo musieli się mierzyć.
Warunki w domu były tak złe, że ostatecznie wszystkie dzieci zostały odebrane rodzicom i trafiły do domu dziecka.
Część rodzeństwa została adoptowana, niestety Piotr nie miał tego szczęścia.
Dopiero po kilku latach w ośrodku otrzymał dobrą informację, że jego ojciec zmarł.
Informacja była o tyle dobra, że po śmierci męża mamie jakoś udało się odbić od dna, poprawić warunki mieszkaniowe oraz finansowe i tym sposobem dzieci, które nadal przebywały w domu dziecka mogły z powrotem zamieszkać z nią.
Po powrocie na stare śmieci Piotr poszedł do pobliskiej szkoły i tam poznał Beatę.
Podobało mu się w niej to, że jest od niego starsza i taka stanowcza, często wręcz dominująca, trochę jak opiekunki w domu dziecka, które przez długi czas stanowiły dla niego jedyną namiastkę stabilności.
Nawet z zewnątrz nietrudno zauważyć, że to Beata w ich związku jest tą osobą decydującą, a Piotr jest jej uległy.
Zawsze, gdy ona sobie życzy, to on przychodzi, przesiaduje u niej w mieszkaniu całymi godzinami.
Ona też go czasem odwiedza, ale jednak więcej czasu spędzają w mieszkaniu Bergów.
Mama Beaty nieraz go prosi, żeby tak ciągle u nich nie tkwił uczepiony do Beaty.
Z córką nawet nie zaczyna tego tematu, bo z góry wie, że to są próby skazane na porażkę, ale próbuje rozmawiać z nim, natomiast jak się okazuje Piotr jest uległy przede wszystkim względem Beaty, a wobec innych się stawia.
Nie zamierza rezygnować z częstych wizyt, więc rodzice z trudem, ale jakoś to tolerują.
Przynajmniej do czasu, dopóki na jaw nie wychodzi coś, po czym diametralnie zmieniają swój stosunek do Piotra.
Fakt, że ciągle u nich przesiaduje to nie jest jedyny powód.
To właściwie najmniejszy problem, bo znacznie gorsze jest to, że wybranek córki regularnie wchodzi w zatargi z prawem, a dokładnie kradnie w supermarketach.
Bergowie dowiadują się o tym od Krystiana, który pewnego razu podsłuchuje rozmowę siostry i Piotra.
Beata jest wściekła, gdy przez Krystiana wszystko wychodzi na jaw, bo jest to naturalnie powód do kolejnych awantur i ograniczeń.
Nadal spotyka się z Piotrem mimo zakazów, ale jest to o wiele trudniejsze, odkąd Anna i Tadeusz otwarcie wyrażają swoje niezadowolenie.
W domu dochodzi do regularnych kłótni, a Beata zaczyna odczuwać coraz większą nienawiść wobec wszystkich członków swojej rodziny.
Jest początek wakacji 2002 roku.
Dla Krystiana to ważny rok, ponieważ od września ma rozpocząć naukę w zerówce.
Ta wizja wydaje mu się całkiem ekscytująca, ponieważ z natury jest dzieckiem ciekawym świata i otwartym na ludzi.
Cieszy się, że pozna nowych kolegów i koleżanki, a też rodzice nie mają obaw w związku z tym kolejnym krokiem syna ku samodzielności.
Wiedzą, że Krystian sobie poradzi, bo jest rozsądny, nigdy nie oddala się sam bez pozwolenia, a pogoda ducha jaką się charakteryzuje sprawia, że szybko zjednuje sobie rówieśników.
Zanim jednak nadejdzie wrzesień i zerówka, chłopiec podobnie jak jego rodzeństwo może cieszyć się wakacjami.
7 lipca 2002 roku przypada w niedzielę i mimo, że dla większości jest to dzień niepracujący, to tata Krystiana ze względu na specyfikę swojego zawodu cały dzień spędza w pracy.
Wraca dopiero pod wieczór, a że syn cały dzień na niego czekał, to już od wejścia zasypuje Tadeusza gradem pytań.
Czy teraz coś z nim porobi, czy się pobawią, albo czy może wyjdą razem na rower.
Ojciec niestety jest bardzo zmęczony i prosi syna, aby najpierw dał mu zjeść, a gdy Anna podaje mu obiad, w pokoju obok Beata spędza czas ze swoimi znajomymi.
Jest u niej ta dwójka co zawsze, czyli Piotr oraz Sławek, o którym wcześniej nie wspominałam, ale jest to najlepszy przyjaciel Beaty oraz Piotra.
We trójkę stanowią zgraną paczkę, często gdzieś razem wychodzą, a okazjonalnie dołącza do nich też dziewczyna Sławka, Mariola.
Sławek jest w wieku Beaty, ma 18 lat i tak podsumowując jego osobowość, to jest on osobą podatną na wpływy z zewnątrz.
Bardzo zależy mu na akceptacji innych, chce, aby ludzie dobrze go postrzegali, szczególnie Beata i Piotr, z którymi jest bardzo mocno związany i dla których wiele mógłby zrobić.
Poza tą standardową trójką, tym razem jest też z nimi koleżanka Beaty, pochodząca z dopiewa 14-letnia Ewa,
Oraz jakiś kolega znacznie starszy od całego towarzystwa, bo jak mówią źródła ma 27 lat.
Tadeusz po obiedzie ku rozczarowaniu Krystiana oznajmia, że nie ma już sił na zabawę, ale rozwiązanie nieoczekiwanie oferuje Beata.
Krystian nastawił się już, że gdzieś wyjdzie, a że ona i jej znajomi idą się przejść, to oferuje, że może zabrać go ze sobą.
Obiecuje, że się w coś pobawią, a jeśli brat chce, to mogą też razem iść pozbierać gruszki na terenie okolicznej budowy.
Kilkaset metrów od ich domu przy skrzyżowaniu ulic Przybyszewskiego oraz Bukowskiej rozpoczęto niedawno budowę nowego bloku.
Widzicie teraz zdjęcie jak to obecnie wygląda i który to jest blok.
A że wcześniej na tych terenach znajdowały się ogródki działkowe, deweloper jeszcze nie zdążył uprzątnąć całego terenu.
To pozostało kilka drzewek, z których można sobie zbierać owoce.
Krystian jest chętny, więc około godziny 19 cała szóstka opuszcza mieszkanie.
Po kilku godzinach, już późnym wieczorem, Beata wraca do domu, jednak ku zaskoczeniu rodziców nie ma z nią młodszego brata.
Tadeusz od razu pyta, gdzie jest Krystian, ale Beata zbywa go słowami, że nie wie i że to nie jest jej sprawa.
Ojciec jest wściekły, ale jednocześnie bardzo zaniepokojony.
Wie, że Krystian nie oddaliłby się bez pozwolenia, wobec czego musiał się albo zgubić, albo ktoś go porwał.
Niezwłocznie wsiada więc na rower i zaczyna patrolować najbliższą okolicę, ale bezskutecznie.
Wraca do domu bez syna.
W międzyczasie Anna próbuje ustalić z córką jakieś konkrety, gdzie ostatnio widziała brata, gdzie się rozdzielili i w jakich okolicznościach, ale Beata niezbyt chce współpracować.
W końcu, gdy Anna i Tadeusz naciskają coraz bardziej, wyznaje, że w szóstkę odwiedzili sąsiednią dzielnicę, czyli Grunwald, gdzie zaplanowali wizytę w monopolowym, a później wspólną libację.
Nie chciała, aby Krystian to widział, bo uznała, że na nią doniesie, w związku z czym odwróciła jego uwagę, a gdy nie patrzył, oni uciekli.
Zostawili go w środku jakiegoś osiedla, nie ma pomysłu, dokąd mógł pójść, być może nadal tam krąży.
Jest w stanie wskazać sklep, w którym byli, więc rodzice uznają, że pewnie syn będzie gdzieś w najbliższej okolicy.
Ruszają dalsze poszukiwania, do których dołączają się sąsiedzi, znajomi, a także policja i strażacy, którzy wkrótce otrzymują informację o zaginięciu.
W późniejszych godzinach dołącza również żandarmeria wojskowa, więc łącznie jakieś 200 osób przeczesuje Jeżyce, Grunwald oraz okoliczne dzielnice.
Poszukujący sprawdzają uliczki, podwórka, place zabaw, wszystkie miejsca, gdzie mógł się udać sześciolatek, który zabłądził, niestety bez rezultatu.
Nie pomaga fakt, że poszukiwania ciągną się przez całą noc, kiedy to widoczność jest ograniczona, a wszyscy z godziny na godzinę stają się coraz bardziej zmęczeni.
W poniedziałek nad ranem poszukiwania zostają więc wstrzymane, aby grupy poszukiwawcze mogły udać się do domu na odpoczynek, a po kilku godzinach ruszyć znowu.
Do mieszkania w suterenie wracają Anna, Tadeusz oraz Beata, która również brała udział w poszukiwaniach.
Pomagał im też Piotr, do którego przed wyjściem zadzwoniła, ale który na czas przerwy wrócił do siebie.
Przytula ją, mówi, że może jeszcze Krystian się znajdzie, ale to na nic.
Tadeusz jest wściekły na swoją pasierpicę, co rusz powtarza, że jeśli to Beata albo jej znajomi skrzywdzili jego syna, to nie wie, co im zrobi.
Kilka razy pyta wprost, czy to ona, na co Beata w końcu wybucha i krzyczy, że tak, to ona.
Zjadła Krystiana i ma go teraz w żołądku.
Potem wybiega z pokoju i zamyka się u siebie.
To wtedy na wspomnianej wcześniej budowie przy skrzyżowaniu ulic Bukowskiej i Przybyszewskiego pracownicy znajdują Krystiana.
Niestety chłopiec nie żyje, leży na pagórku ogrodzonym zaroślami, a widok jest makabryczny.
Na górce wokół niego znajduje się sporo krwi, a on sam ma widoczne rany cięte na szyi, a także jakieś obrażenia głowy.
Widoczność w tym miejscu jest słaba, to znaczy nie widać tego pagórka dobrze ani z ulicy, ani nawet z dalszych terenów budowy, dlatego najpewniej nie zauważono go w trakcie nocnych poszukiwań.
Na miejscu od razu pojawia się policja oraz rodzice, którzy po identyfikacji nie mają wątpliwości, że to jest ich syn.
Już godzinę później funkcjonariusze zatrzymują Beatę oraz czwórkę jej znajomych.
Chcą ich jeszcze raz przesłuchać, jako że to oni ostatnio widzieli Krystiana, który bez żadnych wątpliwości da się stwierdzić, że padł ofiarą morderstwa.
Jako pierwsza na przesłuchaniu pęka 14-letnia Ela, która po kilku dniach przyznaje, że Krystian faktycznie został zamordowany.
a główną rolę odegrała w tym jego starsza siostra.
Policjanci po takim wyznaniu zaczynają bardzo naciskać na Beatę, więc ostatecznie 11 lipca, czyli 4 dni po zabójstwie, również i ona przyznaje się do winy i potwierdza wersję przedstawioną przez koleżankę.
W ślad za nią idzie Piotr, który przyznaje, że od początku domyślał się, że to wszystko wyjdzie na jaw.
Oboje nie zrzucają na nikogo winy, nie kręcą, tylko już bez ogródek, ze wszystkimi szczegółami opowiadają policjantom o tym, co tak naprawdę stało się tamtej niedzieli.
Nie byli w żadnym monopolowym, Beata wymyśliła taką wersję, aby zmylić rodziców.
Policjanci ustalili to już wcześniej, bo monitoring zainstalowany we wskazanym sklepie nie zarejestrował tego dnia ani Beaty, ani Piotra, ani nikogo z ich znajomych.
I tak, plan, bo zabójstwo Krystiana planowali już od kilku dni.
Był to pomysł Beaty, do którego realizacji udało jej się namówić Piotra.
Nie musiała go namawiać, co prawda zbyt długo, bo on, jak to miał w zwyczaju, gdy z jej strony padały jakieś propozycje, szybko się zgadzał.
Pierwotnie wszystko miało się wydarzyć już kilka godzin wcześniej, w niedzielę około 13, ale nie przewidzieli, że tego dnia na dworze będzie aż tyle ludzi.
Obawiając się obecności zbyt wielu świadków, realizację planu przesunęli więc na wieczór.
Wychodząc z domu, Beata niepostrzeżenie wzięła ze sobą ostry kuchenny nóż, który dała na przechowanie Piotrowi.
On schował go za pasek, a następnie ruszyli w drogę.
Ela i ten 27-letni mężczyzna oddzielili się od nich już jako pierwsi.
W źródłach nie ma nic na temat tego, aby on wiedział, co ma się później stać, natomiast ona taką wiedzę z pewnością posiadała i nie zareagowała, do czego jeszcze wrócimy.
Gdy ta dwójka odeszła, zostali tylko Beata, Piotr i Sławek oraz oczywiście Krystian.
Jeszcze przez jakiś czas kręcili się po osiedlach, w międzyczasie dołączyła do nich Mariola, dziewczyna Sławka, ale i oni się odłączyli po dojściu do ogrodzenia budowy.
To wtedy Beata miała powiedzieć przyjacielowi, idziemy go zabić.
On przekazał to po cichu Marioli, tak że Krystian nic nie słyszał, po czym odpowiedział tylko, to wasza sprawa i odszedł, a jego dziewczyna w ślad za nim.
Przez ogrodzenie przeszli więc we trójkę.
Prowadzili chłopca za ręce na hałdę, której nie widać dobrze z ulicy, a że budowa tego dnia była nieczynna, to i nikt z pracowników się tam nie kręcił.
Krystian w ogóle się nie spodziewał, że po dojściu w odludne miejsce siostra zada mu cios nożem, ale tak właśnie się stało.
Beata celowała w szyję, czyli w miejsce, wrażliwe, natomiast rana, którą zadała była bardzo płytka, więc Krystian nadal żył i był w pełni świadomy.
Wtedy ona odwróciła się do Piotra i powiedziała, że nie da rady, że nie może tego zrobić i podała mu nóż.
On nie chciał go wziąć, powiedział, że skoro to ona zaczęła, to ona powinna skończyć, więc Beata zadała drugi cios, tym razem głębszy.
Prosił ich jeszcze, aby przystali, obiecał, że już nigdy nic nikomu nie powie, żeby tylko go oszczędzili, oni jednak nie mieli dla niego litości.
Piotr mówiąc, że idzie po pomoc poszedł tak naprawdę po jakiś ciężki kawałek muru, którym zadał chłopcu kilka ciosów w głowę oraz w kręgosłup.
Urazy wewnętrzne, jakie spowodował uderzeniami pogłębiły wstrząs krwotoczny i sprawiły, że Krystian nie miał już szans na przeżycia.
Beata nie prosiła o to Piotra, chciała od niego pomocy jedynie wcześniej z nożem, więc ten kamień to był tylko i wyłącznie jego pomysł.
Gdy on wrócił z tym kamieniem, ona kucała nad bratem i była jak w transie, a później patrzyła na wszystko bez żadnych oznak emocji.
Po wszystkim uznali, że najlepiej będzie jak pójdą do Piotra się umyć, zapewne dlatego, że w jego mieszkaniu nikogo nie było.
Szli ulicą brudni od krwi, jednak nie zwrócili niczyjej uwagi i bez przeszkód dotarli na miejsce.
Jak mówią, nikt ich nie zaczepiał i nie pytał skąd ta krew.
Jeszcze przed powrotem do mieszkania wyrzucili nóż do studzienki kanalizacyjnej, a w domu dokładnie się umyli i przebrali.
Piotr, gdy później rozmawiał ze swoim bratem Michałem, miał mu powiedzieć co się stało, prosił jednak, aby brat nikomu nie mówił i z tego co wiadomo dotrzymał tajemnicy.
Beata też ostatecznie wróciła do domu.
Po drodze wyrzuciła jeszcze do kontenera ubrania, które wcześniej miała na sobie, a także te, które miał Piotr ze względu na zabrudzenia.
A gdy weszła do mieszkania, jej rodzice nie zauważyli, że przyszła ubrana w coś innego.
Zapewne dlatego, że już od wejścia w domu zapanowała nerwowa atmosfera i skupiali się przede wszystkim na tym, gdzie jest Krystian.
Gdy śledczy pytają ją o motyw, ona w skrócie opowiada o tym, jak Krystian na nią donosił, ale dużo bardziej skupia się na trudnych relacjach rodzinnych z matką i ojczymem.
Obwinia Annę o to, że ją zaniedbywała, a także o to, że razem z Tadeuszem przepijała alimenty, które na Beatę płacił ojciec.
Wspomina również, że Tadeusz przez ostatni rok miał ją molestować.
W związku z tym wszystkim chciała się na nich zemścić, a uznała, że nic nie zaboli ich tak jak strata Krystiana, ich oczka w głowie.
Tadeusz i Anna, gdy się o tym dowiadują, z miejsca stwierdzają, że już nigdy nie chcą mieć z Beatą do czynienia.
Krótko po zdarzeniu spakowali wszystkie jej rzeczy, część wydali, część wyrzucili i tym sposobem trwale usunęli ją ze swojego życia.
Mimo tego Beata mogła liczyć na wsparcie ze strony rodziny, bo w areszcie odwiedzają ją babcia oraz ciocia.
Obie kobiety dziwią się postawie Anny, ale uznają, że skoro ona odcięła się od córki, to one złożą się na adwokata.
Tym sposobem Beata ma obrońcę nie z urzędu, a takiego prywatnie opłaconego, aczkolwiek na niewiele się to zdaje.
Zanim jednak przejdziemy do procesu, to jeszcze chwila o zeznaniach świadków, bo to, co wyszło na jaw do tej pory, jest oczywiście makabryczne, ale okazuje się, że Krystian nie miał być jedyną ofiarą Beaty i Piotra.
Oni wspólnie planowali też inne zabójstwa.
Tydzień wcześniej Beata podjęła próbę odebrania życia swojemu starszemu przyrodniemu bratu, czyli dziesięcioletniemu Patrykowi.
Było to dokładnie na terenie tej samej budowy, na której ostatecznie zginął Krystian.
Beata zebrała tam Patryka, a następnie zaproponowała zabawę w chowanego.
Zawiązała mu czymś oczy, więc Patryk był łatwym celem.
Beata popchnęła go i przyłożyła nóż do szyi, ale nie zrobiła nic więcej.
Uznała widać, że nie da rady.
Zagroziła tylko, że jeśli brat komuś o tym powie, to wtedy faktycznie go zabije.
Patryk uciekł, całe zdarzenie miało miejsce w środku dnia.
Niestety wieczorem Beata znów go zaatakowała.
Wcześniej był z nią tylko Piotr, ale wieczorem świadkiem była również 14-letnia Ela.
W swoich zeznaniach opowiada o tej drugiej, znów nieudanej próbie, a nieudanej dlatego, że Patryk, który tym razem nie miał już zawiązanych oczu, zdążył się uwolnić.
To również Elę Beata wcześniej pytała, czy mogłaby jej pożyczyć jakiś bardzo ostry nóż.
Bez skrępowania opowiadała koleżance o tym, do czego zamierza go użyć, to znaczy do zabicia Patryka.
Zaproponowała nawet, że to może Ela mogłaby go zabić, ale ona kategorycznie odmówiła.
Spytała, czy Beata oszalała, na co ona odparła tylko, że bez łaski i w takim razie zrobi to sama z Piotrem.
Ciężko powiedzieć, dlaczego Ela nikomu o tym nie powiedziała, czy może najpierw myślała, że to żart, czy coś innego.
W końcu jednak, gdy na własne oczy widziała, jak przyjaciółka próbuje zabić brata, to mogła zareagować, mogła kogoś powiadomić, ale uznała, że to nie jej sprawa.
Tym samym stała się współwinną całej tragedii, natomiast ze względu na młody wiek jej proces odbywał się osobno, przed sądem rodzinnym.
Gdy policjanci dopytywali Beatę i Piotra, dlaczego zmienili swój plan i odpuścili Patrykowi, oni odpowiedzieli, że po prostu tak wyszło.
Poza tym Krystian był młodszy, miał mniej siły, więc łatwiej było go zabić.
To jednak nadal nie koniec tych krwawych planów, bo to nie był jedyny możliwy wariant, jaki brali pod uwagę.
Jeszcze przed Patrykiem rozważali o trucie Anny oraz Tadeusza.
Mieli już nawet zakupioną trutkę na szczury, ale zmienili zdanie.
Najpierw Patryk, a potem rodzice.
Finalnie padło na Krystiana, ale gdyby ich tak szybko nie ujęto, to kto wie, co stałoby się z Bergami.
Trochę ponad tydzień po zbrodni ma miejsce wizja lokalna, którą Beata oraz Piotr przypieczętowują swoje zeznania.
Policjanci jako pierwszą na miejsce przywożą Beatę.
ale ogólnie mówiąc współpracuje.
Odpowiada na wszystkie pytania i wskazuje miejsca, opowiadając o kolejnych punktach przebiegu zdarzeń.
Podobnie jej chłopak, on również opowiada jak wszystko się odbyło, a zeznania jego i Beaty są zbieżne.
Informacja o terminie organizowanej wizji lokalnej przedostaje się do wiadomości publicznej, więc gdy Beata odtwarza przebieg wydarzeń, z odległości kilkudziesięciu metrów obserwuje ją kilkanaście osób.
W stronę jej i Piotra kierowane są liczne wyzwiska oraz groźby.
Obserwatorzy krzyczą, że nie mają po co wracać na dzielnicę, bo już nie żyją.
Po zamknięciu śledztwa prokurator kieruje do sądu akt oskarżenia.
w którym zarówno Beatę, jak i Piotra oskarża o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Później ta klasyfikacja zostaje zmieniona na zwykłe zabójstwo, ze względu na to, że śmierć nastąpiła szybko, nikt z nich nie torturował swojej ofiary, a Krystian do ostatniej chwili nie wiedział, co się stanie.
Proces toczy się przed sądem okręgowym w Poznaniu.
Anna i Tadeusz występują w nim jako oskarżyciele posiłkowi i już od samego początku żądają jak najsurowszej kary, bo według nich Beata nie tylko popełniła straszną zbrodnię, ale też w ogóle nie żałuje tego, co zrobiła.
Co prawda otrzymali od niej jakieś listy z przeprosinami, natomiast w ich ocenie napisała je po namowach ze strony adwokata.
To on miał jej doradzić taki gest, aby trochę ocieplić jej wizerunek przed sądem.
Listy trafiły do Anny i Tadeusza, ale oni wrzucili je gdzieś głęboko na dno szuflady.
Według nich tego, co córka napisała, nie można nazwać przeprosinami, więc też nie chcą na to patrzeć.
Na temat samego przebiegu rozpraw sądowych niestety niewiele wiadomo, ponieważ już na początku sąd wyłączył jawność.
Decyzję uzasadnił mówiąc, jeden z oskarżonych jest nieletni, a drugi osiągnął 18 lat niedawno.
Tacy młodzi nie powinni zeznawać przed kamerami.
Do mediów przedostały się więc tylko drobne wzmianki na temat tego, co się działo w trakcie procesu i stąd wiadomo, że Beata swoje zeznania rozpoczęła słowami Całe zło, które się wydarzyło, zaczęło się od śluby mojej matki z ojczymem.
Jej zeznania i przedstawiona w nich motywacja były więc w podobnym tonie.
To, co zrobiła, przede wszystkim starała się wytłumaczyć tym, jakie zajmowała miejsce w rodzinie i jak była traktowana.
Biegli stwierdzili u niej nieprawidłową osobowość, ale nie miało to oczywiście wpływu na poczytalność w momencie popełniania zbrodni.
Podobnie sytuacja miała się z Piotrem, który, tak jak ich kolega Sławek, jest osobą bardzo podatną na wpływy z zewnątrz.
Cały czas był pod wpływem Beaty, był podatny na jej sugestie, natomiast nie ogranicza to w żaden sposób jego poczytalności.
Sławomir w ocenie biegłych był z kolei tak silnie związany zarówno z Beatą jak i z Piotrem, że było to dla niego nie do pomyślenia, żeby mógł powiadomić policję i tym samym pokrzyżować ich plany.
Pierwszy wyrok zapada w grudniu 2003 roku.
Na sali panują tak ogromne emocje, że udzielają się one nawet sędziemu.
Przewodniczący składu sędziowskiego, odczytując uzasadnienie, nie może powstrzymać łez, dlatego też wyrok zapada dopiero, gdy wraca na salę po 10-minutowej przerwie.
Wina Beaty i Piotra nie podlega wątpliwości.
Oboje zostają więc skazani na 25 lat pozbawienia wolności, czyli na taki wymiar kary, o jaki wnioskował prokurator.
Z kolei Sławek za to, że wiedział o zamiarach swoich przyjaciół i nikogo o tym nie poinformował, a co mogło być może zapobiec tragedii, zostaje skazany na półtora roku więzienia.
Sąd surowość kar uzasadnia przede wszystkim motywem zbrodni, a bardziej jego brakiem, no bo jak za motyw można uznać to, że sześciolatek za dużo mówił?
Do kary zostaje oczywiście wliczony też areszt, więc wychodzi na to, że Sławek właściwie już kończy odsiadywanie wyroku, bo pozostawał w zamknięciu od lipca 2002 roku.
Po wyjściu z sali dziennikarze liczą na komentarz ze strony rodziców zamordowanego Krystiana, więc pytają co sądzą o wyroku dla córki, ale Tadeusz kwituje to tylko krótko, to już nie jest nasza córka.
Po tym razem z Anną opuszczają salę rozpraw.
Po tym wyroku jeszcze przez kilka lat toczyła się batalia sądowa.
Sąd apelacyjny sprawę cofnął do ponownego rozpatrzenia, więc ścieżka rozpoczęła się na nowo, ale ten ostateczny wyrok był taki jak ten zasądzony na pierwszym postępowaniu, więc tu raczej nie ma potrzeby, żeby to dodatkowo omawiać.
W kwietniu 2007 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację, więc stało się pewne, że Beata i Piotr kolejne, wtedy już 20 lat, spędzą w zamknięciu, no chyba, że wyjdą na warunkowym.
Rodzice nigdy nie wybaczyli Beacie.
Po Krystianie została im jedynie kaseta VHS, na której widać uśmiechniętego sześciolatka robiącego żarty kamerzyście.
Tak zapamiętali Krystiana właśnie jako uśmiechnięte i pogodne dziecko.
Mówią, że w ich ocenie w Polsce powinna zostać przywrócona kara śmierci i na taką właśnie karę powinna zostać skazana ich córka.
Jeżeli materiał Ci się spodobał i chcesz wesprzeć dalszą podcastową twórczość, możesz postawić mi kawę na buycoffee2.
Serwis nie wymaga rejestracji, można płacić blikiem, link jest w opisie.
Za wszystkie dotychczasowe kawy bardzo dziękuję i pozdrawiam.
Link do książki Topiel, ze sprzedaży której dochód zostaje w całości przeznaczony na pomoc powodzianom z gminy Głuchołazy, możecie znaleźć w opisie.
Ostatnie odcinki
-
Gdzie zniknęła Mirella? Przez 26 lat zamknięta ...
21.01.2026 19:10
-
6 najgłośniejszych Polskich spraw kryminalnych ...
12.01.2026 19:50
-
U mnie zawsze jest do dna | Elżbieta W. Marek G...
13.12.2025 18:00
-
Chciał ją ukarać | Anna F., Daniel R.
06.12.2025 19:00
-
Zniknął w trakcie rejsu ekskluzywnym wycieczkow...
29.11.2025 18:00
-
Gdzie zniknęła matka i dwóch synów? | Władysław...
21.11.2025 19:15
-
Wszyscy zostali zmanipulowani | Renata i Tomasz N.
07.11.2025 19:00
-
Sąsiad z klubu Mensa - co było w butelce Coca-c...
24.10.2025 18:20
-
Była jedną z kilkudziesięciu ofiar? Ciało ukrył...
17.10.2025 19:07
-
Skazano go mimo braku dowodów | Piotr Mikołajcz...
10.10.2025 20:00