Mentionsy
U mnie zawsze jest do dna | Elżbieta W. Marek G. Warszawa
Po kilkunastu latach małżeństwa między Elą i Markiem zaczyna się źle układać. Gdy on odchodzi, ona nie może tego zaakceptować.
-------------------
SŁUCHAJ WCZEŚNIEJ I BEZ REKLAM - WSPARCIE CYKLICZNE:https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg/join
JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: https://buycoffee.to/szkickryminalny
CHESZ USŁYSZEĆ WIĘCEJ HISTORII? ZAPRASZAM NA TIK TOK-A: https://www.tiktok.com/@szkic.kryminalny
KONTAKT: [email protected]
ŹRÓDŁA:
https://docs.google.com/document/d/1NUNh-oI2t5ZMhChctmPwml1nBDmv2UjFmdWKTd0jq8Y/edit?usp=sharing
MUZYKA W TLE: Utwór I Am a Man Who Will Fight for Your Honor (autor: Chris Zabriskie) jest dostępny na licencji Licencja Creative Commons – uznanie autorstwa 4.0. https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/Źródło: http://chriszabriskie.com/honor/Wykonawca: http://chriszabriskie.com/
MUZYKA INTRO: Sound ride music - Countdown to apocalypseCredits:Music: Countdown to Apocalypse by SoundridemusicLink to Video: https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s
MUZYKA INTRO 2:"Nyoko - Flowing Into The Darkness" is under a Free To Use YouTube license / redowthered Music powered by BreakingCopyright: • Dark Ambient Music (No Copyright)
MUZYKA POCZĄTEK / KONIEEC: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE
Materiały video zawarte w odcinku pochodzą z dostępnych zasobów Canvy, a także z archiwum własnego. // Scenariusz, realizacja, montaż: Aleksandra Orłowska
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry słuchacze, witam w nowym odcinku.
Dzisiaj będzie sprawa dość optymistyczna jak na treści u mnie, bo powiedzmy, że ze szczęśliwym zakończeniem, więc bardziej niż na samej zbrodni skupimy się na relacjach międzyludzkich i na tym, jak perfekcyjnie jedna osoba jest w stanie zmanipulować całe swoje otoczenie.
Główna antybohaterka bardzo przypomina mi inną, której sprawę kiedyś omawiałam.
Dokładnie było to w odcinku Od milionera do zera i kojarzą mi się one ze sobą do tego stopnia, że pisząc scenariusz nieraz myliły mi się ich imiona.
Raczej wszystkie błędy wyłapałam, ale gdybym gdzieś się pomyliła i powiedziała Jola, to oczywiście nie chodzi o Jolę, tylko o Ele, o której będzie dzisiejszy odcinek.
Jeżeli doceniasz mój podcast, daj łapkę w górę i subskrypcję na YouTube albo wystaw ocenę na Spotify.
Dziękuję za każde wsparcie.
Zaczynamy w Warszawie, miasto doskonale wszystkim znane, więc bez opisów przechodzimy od razu do głównych postaci odcinka, czyli do Marka i Elżbiety.
Poznają się w drugiej połowie lat 80., on jest wtedy trochę po dwudziestce, z kolei ona o 10 lat starsza, więc trochę po trzydziestce.
Nie wiadomo jak dokładnie dochodzi do ich zapoznania, natomiast wiadomo, że Ela w tamtym momencie jest już po dwóch nieudanych małżeństwach, z których ma dwóch synów, nastoletniego Tomka i o pięć lat młodszego Dominika.
Marek też wcześniej bywał w związkach, ale to nie było nic zobowiązującego, po prostu spotykał się z dziewczynami, z niektórymi przez dłuższy czas, z niektórymi przez krótszy.
ale nie ma w swoim dorobku żadnych zaręczyn ani tym bardziej małżeństwa.
Fakt, że Ela jest od niego starsza i ma dwójkę dzieci w ogóle mu nie przeszkadza.
Ona sama robi na nim ogromne wrażenie, uważa ją za bardzo atrakcyjną kobietę, do tego czuła, troskliwa, wręcz ideał.
Chce jej zapewnić jak najlepsze życie, zaopiekować się zarówno nią jak i chłopcami, więc w miarę jak ich związek zaczyna się rozwijać, on jednocześnie robi wszystko, żeby rozwinąć też swoją karierę zawodową.
Kilka lat później ma już swoją działalność, a z niej spore dochody, myśli o rozkręceniu następnych interesów i tak systematycznie powiększa swój majątek.
W międzyczasie on i Ela zamieszkują razem, biorą ślub, a on, tak jak na początku związku, pomimo upływu lat, cały czas stara się, aby niczego jej nie brakowało.
Mają piękny dom, Marek zatrudnia go z posie, a także ogrodnika, tak żeby jego żona nie musiała poświęcać czasu na prace domowe, do tego regularnie obdarowuje ją kwiatami i różnymi prezentami, a także wspiera jak tylko może, gdy ona tego potrzebuje, na przykład gdy popada w konflikt z rodziną.
Nie wiadomo od czego ten konflikt się zaczyna, może po prostu są to jakieś niewyjaśnione sprawy, które ciągną się latami i stopniowo wpływają na pogorszenie relacji.
Natomiast co by się nie działo, to jak czas pokazuje może być jeszcze gorzej, bo gdy umiera ojciec Ellie dochodzi do wyraźnej eskalacji konfliktu.
Sporo w tym jej winy, bo wykonuje ona bardzo nieetyczną zagrywkę, mianowicie gdy jej ojciec nie ma już świadomości co robi i w ogóle co się z nim dzieje, ona podsuwa mu do podpisu czystą kartkę.
On składa na niej podpis na dole strony, więc później Ela bez problemu może zapisać swoją własną treść, także wygląda to tak jakby ojciec faktycznie potwierdził tą treść swoim podpisem.
Jak się już pewnie domyślacie, to co było jej na rękę, to znaczy sporządziła testament, zgodnie z którym to ona dziedziczy wszystko, a jej matka oraz brat zostają z niczym.
Ojciec miał spory majątek, który obejmował też jakieś nieruchomości, więc otrzymanie takiego spadku stawia Elę w bardzo korzystnej pozycji.
Mimo takiego testamentu potrzebuje ona jeszcze jednak kilku podpisów mamy.
Z tego co rozumiem ta mama była współwłaścicielką rodzinnej cegielni, na której Ellie bardzo zależało.
Do tego chciała też dostać od niej upoważnienie do sprzedaży działek budowlanych, a żeby to wszystko uzyskać zaprosiła mamę do siebie do domu.
Zaproponowała, żeby przez jakiś czas pomieszkała razem z nią i Markiem, aż nie dojdzie do siebie po śmierci męża, ale ta troska była oczywiście pozorna, bo chodziło tak naprawdę tylko o zdobycie potrzebnych podpisów.
Gdy już dostała to, co chciała, to ta gościnność się zakończyła, a mamę odwiozła do swojego brata.
Tak zaczął się trwający przez następne lata konflikt rodzinny, bo Ela już później ani razu nie rozmawiała z mamą ani bratem, no chyba, że musiała, np.
gdy spotykali się w sądzie na kolejnych rozprawach spadkowych.
W źródłach brakuje dokładnych ram czasowych, kiedy między nią i Markiem zaczęło się psuć,
Ale jak wynika z kontekstu, było to mniej więcej po kilkunastu latach związku, około 2007 roku.
On jest wtedy po czterdziestce, ona po pięćdziesiątce, a w ich związku pojawia się poważny kryzys.
W tamtym momencie ich sytuacja materialna jest tak samo dobra jak przed laty, albo nawet lepsza.
Interesy Marka rewelacyjnie prosperują, myśli on o zakupie kolejnej inwestycji, zarabia tyle, że stać go na regularne podróże za granicę, Porsche Cayenne i spełnianie kolejnych zachcianek Ellie, ale wiadomo, rzeczy materialne to nie wszystko.
Jest bardzo zazdrosna o męża, mimo że z tego co wiadomo, on jej nie dawał ku temu żadnych powodów.
Marek jest wręcz zmęczony ciągłymi podejrzeniami i zapewnieniami, które musi jej dawać.
A sytuacja robi się jeszcze gorsza, gdy w końcu dochodzi do zakupu tej nowej inwestycji, czyli klubu w centrum Warszawy.
Już w ciągu pierwszych miesięcy działalności klub staje się jednym z najmłodniejszych miejsc w stolicy, przynosi spory zyski, ale jest to efekt pracy Marka, który poświęca temu miejscu naprawdę sporo uwagi.
Wiadomo, że jeśli dopiero to rozkręca, to najpierw musi tam dużo przesiadywać, nie może wszystkiego od razu oddelegować na pracowników, zwłaszcza, że tych nowych pracowników jeszcze dobrze nie zna i nie wie, jakby się sprawowali bez nadzoru.
Regularnie jest więc na miejscu, dogląda personelu, sprawdza, czy goście są zadowoleni, a także, czy po klubie nie kręcą się dilerzy, bo nie chce tam przestępczości.
Ma swoje biuro za lustrem weneckim, więc jeżeli chce popracować w ciszy, to idzie właśnie tam, ale jednocześnie ma z tamtego miejsca oko na to, co dzieje się dookoła.
W związku z tym, że częściej jest poza domem, Elżbieta robi się coraz bardziej zazdrosna.
Co prawda nie zdarza się, aby Marek nie wrócił do domu na noc, ale bywa, że na przykład pracuje do późnych godzin nocnych, co jej zdecydowanie się nie podoba.
On na jej wątpliwości zawsze odpowiada, że musi doglądać interesu, że świata poza nią nie widzi, ale to nic nie daje, bo Elżbieta nabiera coraz większej pewności, że mąż ma romans.
Nabiera pewności, ale to nie znaczy, że są jakieś jednoznaczne sygnały, po prostu ona tak często zdaje się o tym myśleć, że sama siebie w tym wszystkim utwierdza.
Marek początkowo nie przejmuje się tym aż tak bardzo, żona wcześniej bywała zazdrosna, zawsze prędzej czy później jej przechodziło, więc uznaje, że jeśli tym razem też będzie ją tak jak zawsze zapewniał o swoich uczuciach odpowiednio często, no to też w końcu przejdzie, ale niestety nic bardziej mylnego.
Tak naprawdę Ellie chodzi o jedną konkretną kobietę, Monikę, czyli menadżerkę z klubu Marka i wygląda to tak, że dopóki ona nie zniknie z otoczenia jej męża, no to sama Ella nie będzie w stanie zaznać spokoju.
Jest pewna, że jej męża coś łączy z tą menadżerką, nikt z ich współpracowników co prawda niczego takiego nie zauważa, sam Marek też temu zaprzecza i potwierdza, że owszem lubi Monikę, dobrze im się rozmawia, ale łączą ich tylko koleżeńskie relacje, no ale Ela im nie wierzy.
Tak mijają kolejne miesiące, w trakcie których Elżbieta coraz bardziej się nakręca, im dłużej musi czekać na męża, tym większa jest awantura, gdy on w końcu wróci do domu, nie szczędzi mu przy tym złośliwych komentarzy, wulgarnie wyraża się o Monice i właściwie w kółko powtarza to samo, więc Marek już nawet za bardzo nie wie, co jej odpowiadać, bo rozmowa i tak zawsze w końcu kończy się tak samo.
Przykładowo Ela po kilku kieliszkach wina wypytuje czy zachciało mu się młodszej partnerki i stwierdza, że mąż miałby więcej czasu jakby się wiecznie nie zabawiał z Moniką.
Ta sytuacja ciągnie się miesiącami, a Marek powoli zaczyna mieć dość.
W pewnym momencie zwierza się nawet z tego wszystkiego Monice, o którą rozgrywa się ta cała drama.
Nie wiadomo czy mówi jej, że to z jej powodu, ale opowiada o zazdrości Ellie, o tym, że nic do niej nie trafia i strasznie go to męczy.
Na co ona doradza, żeby może zorganizował jakieś sprzyjające warunki do rozmowy, np.
niech przygotuje kolację, co pewnie zrobi na niej z miejsca dobre wrażenie i wtedy niech zapyta, dlaczego się tak zachowuje.
Jest szansa, że w takich okolicznościach wyjaśni mu to spokojniej niż zwykle, ale on raczej nie jest co do tego przekonany.
Ostatecznie ta zaborczość Eli przynosi zupełnie odwrotny skutek, bo Marek zaczyna się zastanawiać, jakby to było żyć w innym związku, z kobietą, która nie ma ciągle pretensji, a jest wspierająca i otwarta, z kimś, kto jest przeciwieństwem Elżbiety, a ten przykład nasuwa się sam – Monika.
Po kolejnej kłótni zaczyna jej grozić, że w końcu odejdzie.
Ma dość życia w takiej atmosferze i tego, że obawia się każdego powrotu do domu.
Czasem dla świętego spokoju ma ochotę przespać się w swoim biurze w klubie, ale wie, że jeśli nie wróci przez całą noc, to czeka go jeszcze większa awantura.
Elżbieta nadal nic sobie z tego nie robi, zaczyna znów wysuwać te same argumenty co zawsze, a ostatecznie kwituje te groźby tak, że proszę bardzo, Marek może się wyprowadzić i ma wybrać.
I tym sposobem on w końcu wybiera, ale życie w samotności, bo pewnego razu, gdy żona wchodzi do sypialni, widzi dwie spakowane walizki.
Wszystko dzieje się bardzo szybko, on pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i tak po kolejnej kłótni na stałe opuszcza dom.
W drzwiach zapewnia ją po raz kolejny, że nie ma żadnego romansu, ale ona nadal swoje, więc nie pozostaje mu nic innego jak po prostu odjechać.
Zamieszkuje w trzypokojowym mieszkaniu w jednym z warszawskich apartamentowców, które to mieszkanie kupił kiedyś w ramach inwestycji.
Czego się pewnie nie spodziewał to to, że będzie to inwestycja w spokojniejsze życie.
Samemu żyje mu się na pewno dużo spokojniej, ale mimo wszystko tęskni za Elżbietą i liczy, że może jednak związek da się jeszcze odbudować.
W końcu byli razem kilkanaście lat, trudno pogrzebać to wszystko z dnia na dzień, dlatego w ciągu kolejnych miesięcy podejmuje z nią regularny kontakt.
Przez cały ten czas mieszkają osobno, ale dość często wspólnie spędzają czas, trochę tak jak para, która dopiero zaczyna się spotykać.
Wspólnie spędzają swoje urodziny, imieniny, planują też razem wyjazdy, a w międzyczasie Marek obserwuje zachowanie Elżbiety, natomiast niestety wnioski są rozczarowujące, bo ona cały czas zachowuje się bez zmian.
Nadal zdarzają jej się wybuchy złości, jest zazdrosna i bezpodstawnie rzuca oskarżenia, dlatego on stopniowo traci nadzieję.
Elżbieta odczuwa w stosunku do niego dużo złości, ma mu za złe, że w jej ocenie traktował ją jak drugą opcję i że przez niego poczuła się niepotrzebna, czego nieraz powtarza i nie zamierza mu odpuścić.
W tajemnicy wynajmuje nawet agencję detektywistyczną.
Jest święcie przekonana, że po wyprowadzce to Marek już na pewno ją zdradza, dlatego oczekuje, że detektyw znajdzie jakieś twarde dowody na jego niewierność.
Ku jej rozczarowaniu takich dowodów nie ma.
Jak donosi detektyw, Marek raczej z nikim się nie spotyka, przynajmniej na tamtym etapie, bo z czasem wchodzi w nowy związek.
Gdy widzi, że relacji z Elżbietą już nie da się uratować i przed samym sobą przyznaje, że to koniec, zaczyna więcej wychodzić do ludzi.
Częściej spotyka się ze znajomymi, skupia się też na pracy, a mniej więcej po roku zaczyna spotykać się z Moniką.
Układa się między nimi wręcz rewelacyjnie.
Jest tak, jak zawsze chciał, żeby było między nim a Elżbietą.
Nowa partnerka jest wspierająca, dużo spokojniejsza, nie wszczyna ciągłych awantur, więc gdy ostatecznie wprowadza się do niego, żyje im się wręcz idealnie.
Codziennie po pracy razem spędzają czas, wspólnie jedzą kolację, rozmawiają.
Taka przyjemna rutyna, więc Marek przy niej odżywa.
Pewnego dnia wraca do domu z nastawieniem na przyjemny wieczór.
Po drodze kupuje jeszcze butelkę wina, a także kwiaty dla Moniki.
Witają się już przy wejściu, ale on od razu zauważa, że mimo że Monika się uśmiecha, to zachowuje się jakoś sztywno.
Pyta, co się stało, na co ona wręcza mu list, jak mówi polecony, który listonosz przyniósł właśnie tego dnia wcześniej.
Marek otwiera pismo, już na górze strony widzi, że jest to pozew o rozwód, co nie budzi w nim jakichś negatywnych uczuć.
Przemyka mu nawet przez głowę, że w sumie dobrze, bo w końcu trzeba to formalnie zakończyć.
Dobrze, że Elżbieta wreszcie przyjęła to do wiadomości i sama zrobiła pierwszy krok.
Ale niestety jego nastawienie ulega zmianie wraz z tym, jak stopniowo zapoznaje się z całą resztą pisma, bo jak się okazuje nie chodzi o zwykły rozwód, Elżbieta chce rozwodu z orzeczeniem o winie, oczywiście jego, a to dlatego, że jak wnioskuje z pisma, zarzuca mu zdradę, zażywanie narkotyków oraz stosowanie wobec niej przemocy fizycznej.
Ten pozew nieprzypadkowo trafia do niego w tamtym momencie, bo Elżbieta występuje z nim dokładnie wtedy, gdy dowiaduje się, że mąż zamieszkał z nową partnerką.
Oczywiście jest wściekła, gdy docierają do niej te informacje i postanawia go zniszczyć, ale żeby to się udało, potrzebuje świadków.
W związku z tym, o czym Marek nie wie, usilnie zaczyna szukać osób, które w sądzie zeznają na jej korzyść.
Analizuje wszystkie swoje kontakty i tak przypomina jej się Roman, który pracuje w klubie Marka, a z którym widać nawiązała na tyle dobry kontakt, że uznaje, że on jej pomoże.
Albo może nawet nie chodzi o dobre relacje, tylko bardziej uznaje Romana za kogoś, kto za odpowiednie wynagrodzenie byłby w stanie postąpić nie do końca etycznie.
I cóż, ma rację, bo gdy mężczyzna słyszy jej propozycję oraz to, jak hojne wynagrodzenie otrzyma, od razu się zgadza, jest gotowy zeznać, co trzeba, a ponadto mówi, że może jej dostarczyć jakieś personalne teczki pracowników klubu, a także skontaktować ją z inną menadżerką, Martą, która swego czasu u nich pracowała i miała na pieńku z Moniką, więc może zgodzi się zeznawać tak, aby jej zaszkodzić.
Dodaje też, że Marta z tego co on wie ma problemy finansowe, razem ze swoim partnerem wychowują kilkuletnią córkę, partner jest glazurnikiem, nie ma stałych zleceń, więc jest im ciężko, co dla Elżbiety brzmi jak opis idealnej kandydatki.
Krótko po tej rozmowie Marta J. oraz jej partner Robert P. widzą Elżbietę na mejni, gdy czekają na swój samochód.
Elżbieta siedzi wtedy na drugim końcu holu, pije kawę i od razu zwraca ich uwagę swoimi modnymi, markowymi ubraniami.
Widać, że ma na sobie rzeczy z samych luksusowych marek, dodatkowo zegarek wysadzany brylantami, więc od razu przyciąga spojrzenia, a jako pierwsza zauważa ją Marta.
Mówi do Roberta, że to żona Marka, właściciela klubu, w którym pracowała.
Wtedy Elżbieta spogląda w ich stronę, kiwa głową i uśmiecha się do Marty.
Nic takiego, ale prawdopodobnie było to zaaranżowane, bo już kilka dni później do Marty dzwoni Roman.
Opowiada jej o żonie Marka i dodaje, tu cytuję, Elka chciałaby, abyś jej pomogła w sprawie rozwodowej z Markiem.
Umówię was, ok?
Na pewno tego nie pożałujesz.
Marta trochę się dziwi, ale ostatecznie się zgadza, w końcu czemu miałaby odmówić spotkania tak eleganckiej kobiecie i w ustalonym terminie przychodzi do podanej przez Romana kawiarni.
On woła ją do stolika, już tak oficjalnie przedstawia sobie nawzajem obie panie, po czym wychodzi, aby miały swobodną przestrzeń do rozmowy.
Ela od samego początku zaczyna się jej zwierzać, że Marek ją zdradzał i że chce to udowodnić przed sądem.
Dyskusja nie jest jednak jednostronna, bo pyta też o Martę, o jej córkę i partnera, na co ona pobieżnie wspomina o ich problemach finansowych, o tym, że Robert ostatnio nie ma zleceń i przez to jest im ciężko.
Elżbieta na te słowa reaguje błyskawicznie, oznajmia, że chętnie mu zleci prace wykończeniowe.
Ma akurat dwa domy swoich synów do wykończenia, więc potrzebuje dobrego fachowca.
Szybko dochodzą do porozumienia, Elżbieta nawet wpłaca sporą zaliczkę, żeby para już miała jakąś gotówkę, tak im potrzebną w tamtym momencie, więc Marta jest bardzo wdzięczna, ale nie ma nic za darmo.
Ela oczekuje rewanżu, czyli jak już wiemy, zeznań w sądzie.
W domu Marta zwierza się Robertowi, że ona to tak naprawdę nie widziała, żeby szef z kimś romansował.
W klubie nawet takich plotek nie było, ale jak dodaje Elżbieta zaoferowała te zlecenia dla niego, łącznie na sumę 150 tysięcy złotych, chodzi o wykończenie aż dwóch 300 metrowych domów, więc jak nic robota na rok albo więcej.
Z nadzieją w głosie mówi, że dzięki temu w końcu wyjdą z długów i co tu jeszcze mówić, są po prostu urządzeni na lata.
Robertowi ta wizja też się bardzo podoba, więc w niedługim czasie relacje między nimi a Elżbietą bardzo się zacieśniają.
Pewnego razu zaprasza ich do siebie na kolację, a gdy oni dojeżdżają do jej domu, nie mogą wyjść z podziwu.
Gdy gosposia prowadzi ich do salonu, Marta przez cały czas zachwyca się, jaka to jest piękna rezydencja i do tego ogród, który jest tak wielki, że wygląda dosłownie jak park.
Atmosfera w trakcie spotkania jednak już nie jest tak zachwycająca, to znaczy Elżbieta zachowuje się bardzo chwiejnie, najpierw podpytuje co u nich, ale później znów wraca do tematu zdrady.
Ona bardzo ordynarnie zaczyna się wypowiadać na temat Moniki, opowiadając nakręca się coraz bardziej, nerwowo chodzi w kółko pojadalni, potem roztrzęsiona kuli się i płacze na kanapie,
Wypytuje też przy okazji Martę o to, kto ewentualnie mógłby jeszcze zeznawać na jej korzyść, analizuje te kadrowe teczki, a atmosfera jest tak niezręczna, że goście nawet nie tykają deseru.
W trakcie powrotu do domu mają już znacznie gorsze humory, omawiają to, co działo się w trakcie kolacji i uznają, że trzeba postawić wyraźną granicę.
Nie chcą być wciągani w sprawy osobiste Elżbiety, a ich kontakty, jak ustalają, powinny być ograniczone do rozmów dotyczących wykończenia domu.
Niestety nie zdają sobie sprawy, że jak już w to weszli, to nie tak łatwo będzie z tego wyjść.
I już w ciągu kolejnych dni Elżbieta zaprasza ich na następną kolację, później są jeszcze następne i następne, a na nich zawsze powtarza się ten sam schemat.
Początkowo ona pozoruje troskę, pyta co tam u nich, jak im się wiedzie, czasem przekazuje im też prezenty w postaci nowych ubrań dla ich córki, ale wraz z upływem czasu tematy zawsze schodzą na nią, a ona cały czas opowiada o tym samym, czyli o rozwodzie i o swojej niechęci do Moniki.
Nic ciekawego, ale Marta i Robert są w stanie jeszcze to przeboleć, bo w końcu nie jest to jeszcze najgorsza rzecz na świecie wysłuchiwać czyjegoś narzekania, a pomijając ten jeden nieprzyjemny aspekt, to tak naprawdę na znajomości z Elżbietą dużo zyskują.
Ten obraz diametralnie się jednak zmienia, gdy pewnego razu na jednej z takich kolacji pada propozycja, której nikt się nie spodziewał i po której to jak oni patrzą na Elżbietę ulega dużej zmianie.
A to dlatego, że ona po kilku kieliszkach wina nagle wyskakuje z pytaniem do Roberta, tu cytuję, nie oblałbyś tej dziwki kwasem?
On jest w szoku i kategorycznie odmawia.
Mówi, że nie wyobraża sobie zrobić komuś takiej krzywdy i że jest wdzięczny Ellie za to, że daje mu pracę, natomiast Monika nie miałaby życia po czymś takim, więc z całą pewnością nie podejmie się tego zadania.
Mówi, że to przecież nic trudnego, że Monice się należy, ale Robert jest nieugięty i zresztą zaczyna zbierać się do wyjścia.
Elżbieta go uspokaja, mówi, że już dobrze, żeby nie panikował, wręcza mu też plik banknotów w kopercie, podkreślając, że to może być jego, pyta, czy może skoro sam nie chce tego robić, to mógłby chociaż pośredniczyć i zna kogoś, kto by się tego podjął, ale on też odmawia, więc w końcu Elżbieta trochę schodzi z tonu i proponuje, żeby za te pieniądze po prostu poobserwował Monikę i Marka, niech im porobi jakieś zdjęcia, to przynajmniej będzie mieć jakiś materiał dowodowy na rozprawę rozwodową.
W końcu, gdy wynajęła agencję detektywistyczną, to niczego ciekawego nie dostarczyli, więc może Robertowi się uda.
Na to on się zgadza, więc Elżbieta przekazuje mu wytyczne, czego dokładnie ma się dowiedzieć, chce znać numery rejestracyjne ich samochodów, do tego chce wiedzieć, w jakich godzinach pracują, jak spędzają czas po pracy i ogólnie mają informować o wszystkim, co uda mu się ustalić w trakcie tych obserwacji.
Gdy Robert zaczyna realizować zlecenie, ona wydzwania do niego praktycznie non-stop.
To przeradza się wręcz w jakąś obsesję.
Elżbieta chce wiedzieć, co oni robią w dosłownie każdej sekundzie, informacji jest jej wiecznie mało, zdjęcia, na których widać Monikę w kawiarni lub na spacerze z psem określa jako nieciekawe i ciągle chce więcej, więcej i więcej.
Dla Roberta jest to zapewne męczące, ale też jest poniekąd zadowolony, bo po pierwsze sporo zarobił, a po drugie czuje ulgę, że szefowa jak mu się wydaje zrezygnowała z tego makabrycznego planu oblewania Moniki kwasem.
Ale nic bardziej mylnego, jak się szybko okazuje jego nadzieje są złudne, bo Elżbieta daleka jest od rezygnacji, a o swoich zamiarach ostentacyjnie informuje go, gdy pewnego razu odwiedza go w pracy.
On akurat wykańcza łazienkę w jednym z domów, a gdy odwraca się słysząc jej przywitanie, ona od razu wręcza mu butelkę.
Gdy on widzi, że na butelce widnieje napis kwas solny, to o mało nie wypuszcza jej z rąk.
Jest kompletnie zszokowany, ale po szybkiej kalkulacji postanawia udawać, że weźmie to zlecenie.
Dochodzi do wniosku, że jeśli on się nie zgodzi, to szefowa znajdzie innego zleceniobiorcę, wtedy straci kontrolę nad sytuacją, a ktoś inny może nie mieć takiego sumienia jak on i faktycznie wykona zadanie.
Bierze więc butelkę, mówi, że zaatakuje Monikę, ale tak naprawdę po pracy pozbywa się zawartości, a opakowanie wyrzuca.
Jakiś czas później przyznaje się Elżbiecie, że nie zrobił tego, o co go prosiła, po prostu nie mógł i mimo, że spodziewał się krzyków i pretensji, nic takiego się nie dzieje, chyba dlatego, że ona w tamtym czasie ma już inne problemy na głowie.
Proces rozwodowy jest w toku, ale kolejni świadkowie się wykruszają.
Mimo, że ona proponuje im bardzo duże kwoty, rzędu 100 czy 150 tysięcy złotych, ludzie nie chcą kłamać przed sądem, bo boją się tego, co stanie się później, jeśli prawda wyjdzie na jaw.
Tłumaczą się, że mają swoje rodziny, dzieci i co jak za kłamstwo pójdą do więzienia, nie mogą sobie na to pozwolić.
Sytuacja idzie więc wybitnie nie po jej myśli, plan powoli się wykrusza, bo sąd nie wierzy też w rzekomą przemoc fizyczną, ani w to, że Marek miał kontakty z bandytami, czy że zażywał narkotyki.
Elżbieta nie dostarczyła na to żadnego dowodu, brakuje też świadków, więc zaczyna jej się palić grunt pod nogami.
Jeżeli sąd nie da jej wiary, no to wszystko może się zakończyć rozwodem bez orzekania o winie, czyli wersją bardzo dla niej niekorzystną, bo wtedy będą musieli podzielić się majątkiem, a Elżbieta, jak nieraz wspominał Marek, bardzo nie lubiła się dzielić.
W związku z tym w jej głowie pojawia się kolejny plan, mający jej pomóc zrealizować marzenie o posiadaniu ogromnego majątku.
7 listopada 2009 roku w sobotę ponownie zaprasza Roberta i Martę na kolację.
Prosi gosposie o przygotowanie konkretnego menu, a gdy ona kończy gotować, odsyła ją do domu, bo tym razem z gośćmi chce zostać sama.
Po tym jak Marta i Robert przychodzą, wszystko zaczyna się jak zawsze.
Rozmawiają o tym co u nich, co u ich córki, poruszają też jakieś ogólne tematy, o pogodzie, o polityce i takie różne, ale ostatecznie i tak jak zawsze schodzi na Monikę.
Elżbieta zaczyna od rozwodu, mówi im, że wszystko idzie nie po jej myśli, że zdjęcia robione przez Roberta do niczego się nie nadają, ale już trudno, natomiast co do Moniki to zrezygnowała z tego oblewania ją kwasem.
Robert na to oddycha z ulgą, ale Elżbieta ciągnie dalej swój wywód, mówi, że to i tak nic nie da, nic to nie wnosi do sprawy jej majątku,
a sytuacja jest tak poważna, że wymaga radykalniejszych działań, mianowicie Marka trzeba zlikwidować jeszcze przed sfinalizowaniem sprawy.
Robert w pierwszej chwili nie rozumie o co jej chodzi, dopytuje, a ona zła, że musi coś dodatkowo tłumaczyć, powtarza, że no trzeba się go pozbyć, zabić, a ma to zrobić właśnie sam Robert za jakąś dużą kwotę pomiędzy 120 a 150 tysięcy złotych,
żeby, jak Ela mówi, był wystarczająco zmotywowany.
W związku z tym wyznaniem po tym wcześniejszym uczuciu ulgi nie ma już śladu, a Robert popada w kompletne osłupienie i pyta, czy Elżbieta oszalała, natomiast ona niezrażona stoi przy swoim, Marek musi zginąć przed końcem rozprawy i tyle, więc niech się Robert zadeklaruje, czy bierze tą kasę i podejmuje się roboty.
On pyta, co będzie, jak się nie podejmie, na co ona bez większego zastanowienia odpowiada, że zaproponuje to jakiemuś narkomanowi, który nawet za mniejsze pieniądze byłby w stanie zabić kogokolwiek, chociażby własną matkę, byle tylko sfinansować swój nauk.
Robert słysząc taką odpowiedź szybko deklaruje, że w takim razie okej, on to zrobi, czym z kolei szokuje Martę, która zaczyna krzyczeć, czy w ogóle siebie słyszą.
On kwituje to tylko krótko słowami, żeby się zbierała do wyjścia i porozmawiają w domu, po czym faktycznie wychodzą.
Już na zewnątrz Marta ze złością mówi, że nie wierzy i że kto by pomyślał, że okaże się, że ma dziecko z przyszłym mordercą.
Robert próbuje ją uspokoić i w końcu się udaje, więc może jej wytłumaczyć, że powiedział tak specjalnie i że zamierza jak najbardziej przeciągać sprawę, a w międzyczasie skontaktować się z Markiem i ostrzec go o makabrycznych planach jego żony.
Gdyby się nie zgodził, a Elżbieta by się uparła, to obawia się, że faktycznie mogłaby znaleźć kogoś, kto zabiłby bez większych obiekcji.
Rzeczywiście przeciąga to wszystko ile się da, tak że w końcu Elżbieta zmienia zdanie i pod koniec listopada 2009 roku zaczyna go zachęcać, żeby może znalazł kogoś innego, kto się tego podejmie, na co Robert obiecuje, że oczywiście rozejrzy się za odpowiednim kandydatem.
W międzyczasie znów zaczyna jeździć za Markiem i wyczekuje odpowiedniego momentu na rozmowę w cztery oczy.
Pewnego razu wydaje mu się, że właśnie trafiła się idealna okazja.
Marka często wozi szofer albo jeździ w towarzystwie Moniki, a akurat ten jeden raz jedzie zupełnie sam do galerii handlowej.
Gdy wyjeżdża z parkingu Robert jedzie za nim, zrównują się na światłach.
idealnie, bo akurat jest czerwone, więc Robert uchyla szybę i pokazuje Markowi, aby zrobił to samo.
Prosi go, aby zjechał na chwilę na pobocze, bo muszą porozmawiać, ale gdy zapala się zielone światło, Marek po prostu dodaje gazu, zmienia pas i odjeżdża tak szybko, że Robert nie jest w stanie go dogonić.
W następnych dniach znów próbuje go gdzieś złapać, ale zanim mu się to udaje, dostaje telefon od Elżbiety.
Ona mówi mu, że wyjechała za granicę, żeby w razie czego odsunąć od siebie wszystkie podejrzenia, bo wiadomo jak to jest.
Najpierw podejrzewa się żonę, a żonę w trakcie rozwodu to już w ogóle.
Tu jeszcze dodam taką wstawkę rodzinną, Elżbieta za granicę wyjechała razem ze swoim starszym synem Tomkiem, z którym pozostawała w bardzo dobrych kontaktach, czego nie można powiedzieć o jej relacji z młodszym Dominikiem.
Mimo, że to Tomek jest określany w źródłach jako przestępca z bogatą policyjną kartoteką, to jednak między Elżbietą a Dominikiem układa się dużo gorzej.
Jak on w pewnym momencie wyznaje, tu cytuję, Kiedy odmówiłem podpisania nieprawdziwego oświadczenia, że ojczym nakłaniał do składania fałszywych zeznań, wyeksmitowała mnie z domu razem z żoną i małymi dziećmi.
W związku z tym syn nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi matce, bo na jednej z rozpraw rozwodowych zeznaje, że SMS-y z pogróżkami, które rzekomo dostawała od Marka, tak naprawdę były spreparowane i wysyłała je sobie sama.
Nie wiadomo, czy te SMS-y stanowią dowód w sądzie, ale Elżbieta wielokrotnie pokazywała je na tych słynnych kolacjach, w trakcie których werbowała kolejnych świadków, aby przedstawić siebie w roli ofiary i skutecznie manipulować sytuację.
To miał być taki niezbity dowód, że jej małżeństwo było prawdziwym koszmarem, a ona przez cały czas pozostawała ofiarą przemocy.
Nie tylko z młodszym synem pozostaje na wojennej ścieżce, bo jej relacje z mamą oraz bratem przez te wszystkie lata też nie uległy poprawie.
Cała rodzina latami ciąga się po sądach, walczą o spadek, a jeszcze co do Dominika i Tomka, to mimo, że synowie mieszkają po sąsiedzku, to praktycznie zawsze, gdy mijają się na ulicy, udają, że się nie znają.
Prawdopodobnie dlatego, że Tomek definitywnie stanął po stronie matki, co było równoznaczne z wejściem w konflikt z bratem.
Wracając do tego wyjazdu, to mimo że Elżbiety nie ma w kraju, to do Roberta wydzwania po kilka razy dziennie.
Po którymś z kolei telefonie on zapewnia ją, że już znalazł płatnych zabójców, że oni już stoją pod blokiem Marka i tylko czekają, aż on wyjdzie poza teren strzeżony.
Dodaje, że jest z nimi na bieżąco w kontakcie, więc wysyłają mu często aktualizacje odnośnie tego, co się dzieje
i ogólnie wszystko jest pod kontrolą.
Elżbieta gnębi też Martę, która nerwowo już nie wytrzymuje tej sytuacji.
Skarży się partnerowi, że już nie daje rady i nie wytrzyma dłużej tego czekania.
Ma też dość tych telefonów od Eli, która najwidoczniej za jej pośrednictwem próbuje sprawdzić, czy Robert nie kręci.
Ale ona, tak jak się umawiali, zawsze przekazuje jej wspólną, ustaloną wersję, że Marek zginie jeszcze przed ostatnią rozprawą.
Robert w tym czasie, żeby zagrać na zwłokę, prosi o pomoc swojego przyjaciela Janka.
Chce, aby ten wysyłał mu kilka SMS-ów dziennie, w których będzie udawał płatnego zabójcę i będzie pisał coś w stylu, że obserwuje obiekt i że wybiera najlepsze miejsce i czas.
Tak, żeby wyglądało na to, że faktycznie coś się dzieje, bo oczywiście zrzuty ekranu z tymi wiadomościami zamierza wysłać Ellie.
Janek podsumowuje to tak, że to jest jakiś dramat, w co kolega się wpakował, ale ostatecznie po namowach i argumentach Roberta, że to jedyna opcja, żeby uratować Marka, zgadza się mu pomóc.
Wysyła te smsy, on przekazuje je Elżbiecie, ale na niewiele się to zdaje, bo już kilka dni później ona wściekła przychodzi do jego mieszkania.
Wróciła z zagranicy, żeby osobiście wszystkiego dopilnować, bo jak mówi, nie mieści jej się to w głowie, że dwóch facetów nie umie zabić jednej osoby.
Robert próbuje ją uspokoić, mówi, że ten zabójca to ktoś zaufany i jak obiecał, to na pewno wywiąże się ze zlecenia, ale Ella kwituje to słowami, że jedyną osobą, której ufa jest on, więc albo oddaje kasę, albo robi, co do niego należy, bez żadnych pomocników.
Żeby uniknąć dalszego zwlekania, od razu narzuca mu też termin, następny dzień przed południem.
to wtedy mają kolejną rozprawę, więc wiadomo, że Marek pojawi się w sądzie.
Będzie go miał jak na dłoni, może go zaatakować na schodach przed budynkiem.
Elżbieta dodaje też, że to ostateczny termin, bo nie będzie na darmo wyrzucać 100 tysięcy złotych.
Tu chodzi o koszty sądowe dotyczące sprawy odbioru darowizny, w sensie Elżbieta odbierała darowiznę, którą przekazała kiedyś Markowi.
Wrócimy jeszcze do tego wątku, bo ten proces toczył się równolegle z innymi wydarzeniami.
Tak czy inaczej przechodzimy już do tego sądnego dnia.
2 grudnia 2009 roku wypada w środę.
Niedługo przed rozpoczęciem kolejnej rozprawy Marek podjeżdża pod sąd, wiezie go szofer.
On cieszy się myśląc o postępującym rozwodzie, o tym, że to już prawie koniec, finalizacja jest coraz bliżej, a on w końcu będzie wolnym człowiekiem.
Niestety nie może się tym cieszyć w pełni, bo martwi go z kolei coś innego.
Wie, że od jakiegoś czasu ktoś go śledzi, że to ten mężczyzna, który jakiś czas temu podjechał do niego na światłach, a on po prostu odjechał i zostawił go w tyle.
Teraz żałuje, że nie pokusił się na konfrontację, mógłby wyjaśnić z nim raz na zawsze o co chodzi, a tak to żyje w niepewności.
Podejrzewa, że to może być sprawka Ellie, ale nie ma pomysłu dlaczego prawie już była żona nasyła na niego kogoś.
Niespodziewanie blisko sądu zauważa właśnie ten samochód, o którym myślał.
W samochodzie siedzi ten sam mężczyzna, a on szybko reaguje i prosi szofera, aby podjechał tak, aby zajechać tamtemu drogę.
Tym sposobem Robert zostaje zablokowany, wtedy uchyla okno i zaczyna się tłumaczyć.
Mówi Markowi, że Elżbieta nasłała go, aby go zabił.
Z jego strony nic mu nie grozi, ale musi uważać, bo kto wie, czy po dzisiejszej nieudanej akcji nie znajdzie kogoś innego.
Marek początkowo mu nie wierzy, ale gdy słyszy, że Robert wie, że ma partnerkę o imieniu Monika...
i że wcześniej Elżbieta chciała ją oblać kwasem solnym, zaczyna dopuszczać, że to jednak może być prawda.
Pyta Roberta, czy zezna to wszystko na policji, na co on się zgadza, więc można powiedzieć, że zachował się naprawdę przyzwoicie, ale z drugiej strony w trakcie jednej z kolejnych rozpraw pada takie zdanie, to mówi sędzia, że to nie była postawa szlachetna, a interesowna.
Robert rzekomo liczył, że od Marka też uda mu się wyciągnąć jakieś pieniądze za udzielenie informacji, ale trudno powiedzieć, czy on otwarcie postawił w którymś momencie takie żądanie, czy po prostu zeznał, że takimi motywacjami się kierował.
W każdym razie najistotniejsze, że ostatecznie nie wykonał zlecenia.
Elżbieta szybko dowiaduje się, że Robert nie wywiązał się z obietnicy, bo też bardzo szybko zostaje zatrzymana.
Prokurator stawia jej zarzut podżegania do zabójstwa, natomiast ona z miejsca odmawia składania wyjaśnień, a jedyne co powtarza to, że Robert oraz jej, jak to określa, niestety jeszcze mąż, są w zmowie i chcą ją wrobić.
Prosi o pomoc swoją prawniczkę, ta w ekspresowym tempie zjawia się w prokuraturze,
Ale póki co na niewiele się to zdaje, bo po dwóch dobach sąd orzeka przedłużenie aresztu tymczasowego, a także kieruje Elę na badania psychiatryczne.
Jak wynika z przeprowadzonego na oddziale wywiadu Elżbieta kocha życie w luksusie, jej ulubionym zajęciem są zakupy w markowych sklepach i jak sama mówi, kiedyś w ciągu zaledwie jednego popołudnia zakupiła dwadzieścia par butów i dziesięć torebek.
Gdy sama ma siebie opisać, robi to w samych superlatywach, uważa się za osobę sympatyczną, wrażliwą i co chyba najciekawsze w kontekście tej sprawy, stabilną i dojrzałą.
Biegli wyciągają jednak zupełnie inne wnioski i na podstawie przeprowadzonej obserwacji określają Elżbietę jako osobę impulsywną, egocentryczną, która potrzebuje otrzymywać aprobatę na każdym kroku.
Pojawia się wzmianka o zaburzeniach historyonicznych, dla których cechami charakterystycznymi są m.in.
przesadna ekspresja, pragnienie skupienia na sobie uwagi oraz tworzenie specyficznych relacji z ludźmi, takich bardziej płytkich, często konfliktowych.
Nie interesują jej motywy zachowania innych ludzi, w relacjach dąży tylko i wyłącznie do zaspokajania własnych potrzeb.
Według biegłych Elżbieta ma tendencję do manipulowania otoczeniem, ma też wysoki iloraz inteligencji, a co do samego przestępstwa, to według psychiatrów czołowym motywem była jednak zawiedziona miłość.
Chciała pozbawić Marka życia jeszcze przed końcem rozprawy rozwodowej nie tyle z motywacji finansowych, chociaż to też, ale na drugim planie, natomiast bardziej chodziło o to, że nie chciała, aby inna kobieta została jego żoną.
Kolejne miesiące spędza w areszcie, cały czas myśląc, co tu jeszcze można zdziałać w tej sytuacji i w końcu w kwietniu 2010 roku zaczyna realizować swój kolejny plan.
Razem z nią w celi siedzi taka kobieta Urszula.
Elżbieta w pewnym momencie zaczyna jej opowiadać, że została wrobiona, że to, że tu siedzi to wina jej eksmęża, bo namówił znajomego, aby zeznawał na jej niekorzyść i że chciałaby się na nim odegrać, więc pytanie, czy może Urszula ma na zewnątrz kogoś zaufanego.
Ona odpowiada, że jedyna osoba, której ufa to jej partner, z którym ostatecznie po wielu namowach i bardzo niechętnie zgadza się ją skontaktować.
Spisują gryps, który Urszula ma przekazać mu w trakcie widzenia.
Większość treści dyktuje Elżbieta, tu cytuję.
Witaj kochany, co do sprawy Elki, to zadzwoni jej starszy syn.
Spotkacie się i uzgodnicie wszystko.
Trzeba to tak załatwić, aby ją oczyścić jakoś z tych obciążających zeznań tego budowlańca, za co dostaniesz tyle kasy, ile powiesz.
Druga kwestia to ten mąż Marek.
On ma jej oddać 3 miliony, z tego połowa będzie dla nas.
Jej syn wszystko ci powie.
Wiesz o co chodzi.
Druga rzecz taka, że ona chce właściwie oddać ci całe trzy miliony, jeśli jeszcze uda ci się, żeby odzyskała jakiś tam apartament, w którym ten jej mąż mieszka teraz z kochanką.
Postaraj się to załatwić, tylko bądź ostrożny.
Dodatkowo do grypsu dopisują numery telefonów Roberta i Marka, ich numery rejestracyjne, a także imię i nazwisko syna Elżbiety, który ma wypłacić z jej konta wynagrodzenie dla partnera Urszuli.
Odnośnie tego, co było dalej w źródłach są dwie wersje, to znaczy od razu powiem, że akcja nie doszła do skutku, ale zgodnie z pierwszą opcją, dlatego że ten facet Urszuli próbował się skontaktować z synem Tomaszem,
Nie udało się albo podjąć samego kontaktu, albo ustalić wysokości wynagrodzenia.
W każdym razie zrezygnował ze zlecenia i nawet zagrał dodatkowo na złość Ellie, bo specjalnie przekazał Markowi gryps, który podał go dalej do prokuratora.
Według drugiej wersji nie było w ogóle żadnego kontaktu z Tomaszem, a Urszula, która naprawdę nie lubiła Eli za to, jak wywyższała się w celi, już w trakcie przekazywania grypsu powiedziała partnerowi, że ma ostrzec Marka, co on od razu zrobił.
Tak czy inaczej, po tym jak Gryps trafia do prokuratora, Ela idzie na kolejne przesłuchanie, ale znów wszystkiego się wypiera.
Mówi, że z Urszulą ma tyle wspólnego, że koleżanka polecała jej jakiegoś adwokata z Białegostoku.
Niestety nie udało się nawiązać z nim kontaktu, więc nic z tego nie wyszło.
Za to jej adwokatka spisuje się na medal, bo mimo tej akcji z Grypsem udaje jej się wyciągnąć Elżbietę na wolność.
Ma ona odpowiadać z wolnej stopy i w pełni korzysta z tego przywileju, już na wolności zaczyna fabrykować kolejne dowody przeciwko Markowi, a za cel stawia sobie to, żeby eksmąż znalazł się w areszcie jeszcze przed rozpoczęciem jej procesu o podżeganie do zabójstwa.
Aby osiągnąć ten cel potrzebuje dokupić sobie trochę czasu, więc mimo tego, że termin procesu jest już wyznaczony, ona przedstawia kolejne zaświadczenia lekarskie, które znacznie opóźniają sprawę.
Te zaświadczenia są od neurologa.
Według nich Elżbieta przynajmniej przez pół roku nie może stawić się w sądzie, ponieważ ma udarowe zapalenie mózgu, nie może się samodzielnie poruszać, a pobyt w nieznanym środowisku, gdzie jest narażona na liczne bodźce, może nawet skutkować śmiercią.
Marek stara się dowieść, że była żona kłamie, pokazuje sędzi aktualne zdjęcie, na którym widać Ele w bardzo dobrym stanie zdrowia, wręcz tryska energią.
Zdjęcie to zostało zrobione chwilę przed wylotem na wakacje, na plażę Morza Czerwonego, gdzie wybrała się razem ze swoim młodszym, o kilkanaście lat, partnerem.
Elżbieta nie pozostaje mu jednak dłużna, bo w odwecie namawia pewną kobietę, Sylwię K., która jest prostytutką, aby zeznała, że Marek stosował wobec niej przemoc seksualną, a także zmuszał ją do brania heroiny.
Sylwia początkowo zeznaje, tak jak Elżbieta sobie życzy, natomiast przyciśnięta do muru zmienia zdanie i wyznaje, jaka była prawda.
Powiedziała tak, bo Ela obiecała jej zapłacić 3000 zł, pod warunkiem, że Marek zostanie aresztowany.
W końcu proces się rozpoczyna, a w trakcie kolejnych rozpraw negatywny obraz Eli się pogłębia.
Jej syn Dominik bez ogródek mówi, tu cytuję, matce na starość odbiło.
Marek powinien dostać medal za 20 lat pożycia z taką kobietą i za to, co dla niej zrobił.
W aktach sprawy pojawia się też nagranie rozmowy, rozmowy prowadzonej przez Ele z bezrobotnym Grzegorzem P., który deklaruje chęć realizacji dosłownie każdego zlecenia, jeśli tylko ona mu zapłaci.
W pewnym momencie pada wprost zdanie, to iść tam dzisiaj i łeb mu uciąć, to idę.
Za co oczekuje zapłaty zaledwie 3000 zł.
Do tego ataku nie dochodzi, ale Grzegorz bierze udział w innej mistyfikacji kilka lat później, dokładnie w marcu 2013 roku, kiedy to opłaca jakiegoś bezdomnego, aby go zaatakował, to znaczy poszarpał, uderzył kilka razy itd., po czym zgłasza się na policję i zeznaje, że został napadnięty przez byłego męża Eli oraz jej znienawidzonego brata Stanisława.
Z kolei jej nowy partner zeznaje, że Marek rzekomo strzelał do byłej żony, ale dopytywany o szczegóły i ramy czasowe kompletnie się gubi, zresztą jak wspomniany wcześniej Grzegorz, któremu też wszystko się myli i ostatecznie to jeszcze bardziej pogrąża Elżbietę.
Na podstawie tego wszystkiego sąd wyodrębnia pewien schemat, zgodnie z którym Elżbieta pozyskiwała świadków.
Praktycznie zawsze wyglądało to tak samo.
Najpierw wystawna kolacja w jej domu, oczywiście z dodatkiem alkoholu, w trakcie przekupywania gości prezentami lub pieniędzmi, a gdy nawiązywała się jakaś nić porozumienia, ona przechodziła do etapu histerii, opowiadała jak to została ograbiona przez niewiernego męża i w związku z tym taka prośba, czy jej gość lub goście mogliby jej trochę pomóc swoimi zeznaniami w sądzie, oczywiście odwdzięczy się z nawiązką.
Równolegle z procesem karnym toczy się proces cywilny, w którym to Elżbieta domaga się od Marka oddania 3 milionów złotych darowizny ze względu na, jak pisze w pozwie, rażącą niewdzięczność.
Przed sądem wyjaśnia, że to była tylko i wyłącznie pożyczka, do tego mąż zmusił ją, aby jej udzieliła w 2007 roku, bo wiedział, że dysponowała ona w tamtym momencie sporymi środkami ze sprzedaży nieruchomości, które odziedziczyła po zmarłym ojcu.
Namawiał ją mówiąc, że to będzie inwestycja, potrzebuje tych pieniędzy na rozwój interesów, a przekazała mu je jako darowiznę też za jego namową, bo tak było korzystniej biorąc pod uwagę aspekt podatkowy.
Mówi, że zrobiła to wszystko, ponieważ mu ufała, ale gdy tylko doszło do podpisania papierów, mąż pokazał swoją prawdziwą twarz.
Z kolei, gdy zażądała zwrotu środków, on zaczął ją straszyć i nękać, a w jednym z SMS-ów napisał, że ona nie dożyje świąt.
Marek przedstawia zgoła inną wersję.
Twierdzi, że na prośbę żony pomógł jej sprzedać nieruchomość odziedziczoną w spadku.
Te 3 miliony to był zaledwie ułamek koszty transakcji, które Ela zaakceptowała i wypłaciła je mężowi w formie darowizny.
Tą darowiznę odwołała pod koniec listopada 2009 roku, czyli w momencie, gdy już wydała Robertowi zlecenie zastrzelenia go.
Niestety brakuje informacji, jak ostatecznie kończy się ta sprawa z darowizną, więc wracamy do końcówki procesu karnego.
Już pod koniec procesu Marek wygłasza przed sądem swoje oświadczenie.
W bardzo gorzkich słowach wyraża się o Eli, mówi o udręce wspólnego życia i o tym, jak jego eks-żona była wiecznie niezadowolona, obsesyjnie zazdrosna, a swoim podejściem sukcesywnie zarażała ludzi z ich wspólnego otoczenia.
Wspomina też wyprowadzkę, to że nie miał innego wyjścia, a czarę goryczy przelało to, jak Ela uderzyła go w miejscu publicznym.
Mimo wyprowadzki cały czas manipulowała, ustalono, że po tym jak zleciła zabójstwo i wyjechała z synem za granicę, to poleciła gosposi wysyłać jej na swój telefon pogróżki, rzekomo od Marka.
Do tego wytoczyła sprawę o odbiór darowizny i była przy tym wszystkim bardzo pewna siebie, bo znajomym nieraz powtarzała, że nie ma w tym kraju takiego sądu, którego ona by nie ograła.
I to co można powiedzieć, to że dużo się nie pomyliła, bo w sumie cały proces tak naprawdę opiera się na konwencji słowo przeciwko słowu.
Obrona Ellie żąda więc uniewinnienia, bo jak mówią w aktach sprawy nie ma żadnego dowodu na to, że zeznania Roberta P. są prawdziwe.
Z kolei oskarżenie oczekuje skazania jej na 8 lat pozbawienia wolności.
To jest dolna granica kary za podżeganie do zabójstwa, dolna też zapewne z uwagi na ten marny materiał dowodowy.
Przez te wszystkie zagrywki i zwolnienia lekarskie wyrok zapada dopiero 6 lat po zatrzymaniu Eli.
26 czerwca 2015 roku przed sądem okręgowym w Warszawie, zgodnie z oczekiwaniami prokuratury, zostaje ona skazana na 8 lat więzienia.
W uzasadnieniu sędzia wspomina o tym, jak bardzo arogancką i zdemoralizowaną osobą jest Ela, ale też przy tym jak widać upartą w dążeniu do celu i ona cały czas nie odpuszcza, bo w sprawie szybko zostaje złożona apelacja.
W sądzie apelacyjnym Marek opowiada, że od blisko sześciu lat największą część jego budżetu stanowią koszty, które musi pogrywać w związku z zapewnieniem bezpieczeństwa rodzinie.
Regularnie zmieniają miejsce zamieszkania, korzystają z prywatnej ochrony, monitoringu, a do tego często wyjeżdżają z kraju.
Dodaję, że nabrał już do tego trochę dystansu i dzięki temu może jakoś funkcjonować, ale tak całkowicie to pewnie nigdy nie będzie w stanie odciąć się od tego, że prawie zginął i że był na niego wydany wyrok.
bo co jakiś czas przypomina mu się o tym wydarzeniu, a najgłośniej dźwięczą mu w głowie słowa Elżbiety, słowa których użyła ona w trakcie rozmowy z Robertem, gdy zlecała mu zabójstwo.
Do dna u mnie zawsze jest do dna.
Pod koniec 2015 roku decyzją sądu apelacyjnego sprawa zostaje cofnięta do ponownego rozpatrzenia i cała zabawa zaczyna się na nowo, bo Ela znów nie stawia się na kolejne rozprawy, przedstawia zaświadczenia lekarskie, a od opinii biegłego neurologa, który uznaje, że jest zdrowa, od razu składa odwołanie.
Z tymi zwolnieniami lekarskimi to też jest ciekawy wątek, bo w związku z nim przeciwko Elżbiecie toczy się też kolejne postępowanie o wyłudzenie zaświadczenia lekarskiego.
Brakuje dokumentacji potwierdzającej udar mózgu, który ona miała rzekomo przejść.
Takiej diagnozy nie potwierdził też biegły neurolog.
Natomiast karta wypisu ze szpitala w Drewnicy, którą w końcu dostarczyła, jak się okazało po zbadaniu jest sfałszowana i nie ma wątku.
i tak naprawdę dotyczy innego pacjenta.
To fałszywe zaświadczenie Elżbieta uzyskała od doktora Tomasza R., który wcześniej w 2005 roku na potrzeby innej sprawy stwierdził u Eli ślepotę w jednym oku oraz stwardnienie rozsiane, a kilka lat później, gdy już toczyła się sprawa rozwodowa, wystawił jej obdukcję.
Występując w roli świadka w jej procesie, doktor Tomasz nie przypomina sobie, aby stawiał takie diagnozy,
Natomiast jego sprawiedliwość też dosięga, bo sam ma swoje procesy karne właśnie za poświadczanie nieprawdy w dokumentacji medycznej w zamian za łapówki.
Co do procesu karnego Elżbiety, to po ponownym rozpatrzeniu Sąd Okręgowy w 2016 roku wydaje taki sam wyrok jak poprzednio, czyli 8 lat więzienia.
Oczywiście znów zostaje złożona apelacja i dzięki temu wyrok zostaje zmniejszony, bo w 2017 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie orzeka, że Ela musi spędzić w zakładzie karnym jedynie 5 lat.
Przypominam, że ona odpowiadała z wolnej stopy, w tej kwestii nic się nie zmieniło, więc po tym jak zapadł wyrok, teoretycznie sama powinna się stawić do zakładu, ale tego nie zrobiła.
Nie było jej w miejscu zamieszkania, właściwie nigdzie nie udało jej się namierzyć, więc prokuratura wystawiła za nią list gończy.
W grudniu 2017 roku pojawił się wniosek, że ona pewnie uciekła z kraju, więc dodatkowo zostaje wystawiony europejski nakaz aresztowania i cóż, to w końcu przynosi skutek, ale dopiero pół roku później.
Elżbieta zostaje zatrzymana w maju 2018 roku we Lwowie, więc to stamtąd zostaje przetransportowana do polskiego aresztu, gdzie w końcu zaczyna odsiadywać karę.
Dodatkowe informacje.
W tym roku Elżbieta W. skończyła 71 lat.
Odsiedziała już cały wyrok, więc obecnie, oczywiście jeśli żyje, to przebywa na wolności.
Luksusową willę, w której mieszkali razem z Markiem, przejął komornik.
Z kolei dom wybudowany dla Dominika, z którego swego czasu matka go wyrzuciła, nadal stoi niezamieszkały i popada w ruinę.
Wiele procesów nadal jest w toku, więc Elżbieta prawdopodobnie nadal musi się tłumaczyć przed sądem z różnych przykrętów finansowych, m.in.
ze sfałszowania Wexla z podpisem jej matki.
Sylwia K., prostytutka, która za opłatą miała obciążyć Marka przed sądem, a ostatecznie przyznała się do pomówienia i tego, w jakich okolicznościach do niego doszło, już nie żyje.
Jak podaje jeden z artykułów, zmarła w dziwnych okolicznościach, zapadła w śpiączkę, z której nigdy nie udało się jej wybudzić.
Marek G. ożenił się po raz drugi, nie wiadomo z kim, ale chyba można przypuszczać, że chodzi o Monikę.
Z drugą żoną doczekał się dwóch synów, nie chce już wracać do tematu Elżbiety, a jego marzeniem jest usunięcie jej ze swojej pamięci.
Jeżeli chcesz otrzymywać wcześniejszy dostęp do materiałów i oglądać odcinki bez reklam, możesz wesprzeć mój kanał na YouTube.
Możesz też jednorazowo wesprzeć mój podcast stawiając mi kawę na BuyCoffee2.
Wszystkie linki są w opisie.
Za każdą formę wsparcia bardzo, bardzo dziękuję.
Ostatnie odcinki
-
Gdzie zniknęła Mirella? Przez 26 lat zamknięta ...
21.01.2026 19:10
-
6 najgłośniejszych Polskich spraw kryminalnych ...
12.01.2026 19:50
-
U mnie zawsze jest do dna | Elżbieta W. Marek G...
13.12.2025 18:00
-
Chciał ją ukarać | Anna F., Daniel R.
06.12.2025 19:00
-
Zniknął w trakcie rejsu ekskluzywnym wycieczkow...
29.11.2025 18:00
-
Gdzie zniknęła matka i dwóch synów? | Władysław...
21.11.2025 19:15
-
Wszyscy zostali zmanipulowani | Renata i Tomasz N.
07.11.2025 19:00
-
Sąsiad z klubu Mensa - co było w butelce Coca-c...
24.10.2025 18:20
-
Była jedną z kilkudziesięciu ofiar? Ciało ukrył...
17.10.2025 19:07
-
Skazano go mimo braku dowodów | Piotr Mikołajcz...
10.10.2025 20:00