Mentionsy
Bardziej niż uzdrowienie poruszyła mnie Jego obecność... [Na Werandzie Podcast #238]
Magdalena Opiela - szczęśliwa żona i mama, coach. Jako dziecko modliła się o ratunek i długo nie widziała odpowiedzi. Dorastała z obrazem Boga surowego i wymagającego, Boga, na którego miłość trzeba zasłużyć. Wiara była obowiązkiem, a Kościół miejscem samotności. Do momentu, w którym zaczęła szczerze wołać: „Boże, chcę Cię poznać”.
🎙️ W tym odcinku „Na Werandzie Podcast” rozmawiamy m.in. o:
〰️ dzieciństwie i obrazie Boga budowanym na strachu,
〰️ odejściu od Kościoła i wierze bez relacji,
〰️ ślubie kościelnym i bierzmowaniu przeżytym „dla mamy”,
〰️ pragnieniu, by nie tylko wierzyć, ale poczuć Boga,
〰️ przełomie duchowym i pierwszym doświadczeniu spoczynku w Duchu Świętym,
〰️ uzdrowieniu węchu i smaku oraz radości, która przyszła niespodziewanie,
〰️ adoracji, modlitwie i zawierzeniu w obliczu diagnozy guza piersi,
〰️ lekarzu, który powiedział: „Tu nic nie ma”,
〰️ kryzysie wiary w małżeństwie i słowach: „Nie wierzę już w uzdrowienia”,
〰️ mężu, który „pokłócił się z Bogiem” i właśnie wtedy nastąpił przełom,
〰️ chorobie jako drodze przemiany serca całej rodziny,
〰️ Bogu, który działa nawet wtedy, gdy wydaje się milczeć,
〰️ wspólnocie BetLehem i odkrywaniu powołania do modlitwy wstawienniczej,
〰️ posłudze wstawienniczej w szpitalu pediatrycznym,
〰️ wierze, która dojrzewa w procesie, a nie w jednym spektakularnym momencie.
To rozmowa o tym, że nie każda droga do Boga zaczyna się od zachwytu. Czasem zaczyna się od bólu, zmęczenia i pytania: „Dlaczego?”. I o tym, że największym cudem bywa nie brak choroby, ale pokój serca, który przychodzi mimo niej…
Na koniec Magda zostawia dla nas proste, ale mocne przesłanie: „Nie spuszczaj wzroku z Jezusa, bo kiedy zaczynamy patrzeć na fale, zaczynamy tonąć.”Jeśli ten odcinek o wierze, uzdrowieniu i nadziei poruszył Cię 🫴 udostępnij go komuś, kto dziś może potrzebuje takiej historii. 🕊️
Magdalena Opiela ⤵️
Facebook: https://bit.ly/3MTYIYG
Instagram: https://bit.ly/498fJHf
YouTube: https://bit.ly/49i80VF
TikTok: https://bit.ly/495b2Oi
➡️ Kamyki ze Słowem Instagram: https://bit.ly/4js8tJB
Dziękujemy, że jesteś z nami. ❤️
🏗 Razem możemy tworzyć więcej takich rozmów! BUDUJ z nami Na Werandzie Studio 👉 https://bit.ly/3zjupUz
Tutaj kupisz naszą książkę ❣️ https://bit.ly/41fpz5N 📖📚 Momentum Królestwa – Krzysztof i Maja Sowińscy📀 Najnowsza płyta Mai Sowińskiej – SEE YOU SOON LP 👉 https://bit.ly/4pfi0Wx
🎙 Nowe odcinki „Na Werandzie Podcast” w każdy poniedziałek o 8:00
🔔 Subskrybuj i zostaw dzwoneczek – nie przegap nowości!
Szukaj w treści odcinka
Na Werandzie Podcast powstaje dzięki Waszemu wsparciu.
Dziękujemy.
Dzień dobry, dzień dobry, na Werandzie Podcast, godzina ósma rano, serdecznie was witam, poniedziałek to jest moment publikacji i cieszę się, że się słyszymy i dzisiaj także witam na Werandzie Magdalenę Opielę.
Witaj Krzychu.
Jesteś mamą Maji, żoną Krzysztofa, pracujesz w Centrum Federatio Psychoterapii i Coachingu, tak?
Centrum Psychoterapii i Coachingu.
Coachem jesteś chrześcijańskim.
Dokładnie tak.
Pasjonujesz się górami, książkami, Jezusem i Słowem Bożym.
I co, zawsze tak było, że pasjonowałaś się Jezusem?
No nie.
Kiedyś Jezus był dla mnie obcy.
To może ja zacznę od początku, jak to się stało, że Jezusa chciałam poznać.
No jak pewnie wszyscy pochodzę z rodziny katolickiej, gdzie wszyscy biegaliśmy do kościoła co niedzielę.
No i w zasadzie to był taki obowiązek, prawda?
Więc ja raczej nie słyszałam nigdy rozmów o Bogu, nigdy też nie miałam jakiejś potrzeby pytania o Boga, dlatego że byłam bardziej straszona Bogiem.
Bóg dla mnie był surowy.
Zawsze gdzieś trzeba było na coś zasłużyć.
Miałam taki przekrzywiony obraz, że jak czegoś nie zrobię, to w zasadzie Bóg mi nie pomoże.
Zwłaszcza, że ja nie pochodzę z łatwej rodziny.
Ta rodzina była zaburzona i nie była taka zobrazka.
Nie chcę tak bardzo źle mówić o mojej rodzinie.
Rodzice już nie żyją, no ale jednak nie słyszałam nigdy o Bogu, a babcia zawsze mówiła, jak coś przeskrobałam, to dobrze, Bóg cię pokarał, więc ja w zasadzie nie czułam jakby...
tego Boga w życiu, zwłaszcza, że były sytuacje, że tata wracał podpity do domu, działy się jakieś niefajne sytuacje i ja jako mała dziewczynka pamiętam, że zawsze klękałam, zawsze składałam rączki, żeby gdzieś tego Boga zawołać na pomoc, no ale nigdy nic się nie zmieniało, więc ja rosłam jakby, prawda, w tym jakby utwierdzałam się w tym, że
No widocznie ja za mało się staram, widocznie gdzieś za mało robię, żeby Bóg wysłuchał moich modlitw, żeby rodzice żyli w zgodzie.
No i w zasadzie później, już jak odeszłam z rodzinnego domu, no to ja do tego kościoła nie chodziłam, bo ja wyszłam z domu.
I moja przygoda z kościołem się zakończyła od razu, no bo nic mi to nie dawało, prawda?
Ja gdzieś o tym Bogu, byłam zawsze osobą wierzącą i gdzieś wiedziałam, że ten Bóg stworzył świat, że stworzył nas, ale w zasadzie nie czułam nigdy obecności.
Boga chyba też nie chciałam poznać, bo zawsze miałam utarte w głowie, że trzeba sobie na wszystko zasłużyć, więc odeszłam z tego kościoła, nie chodziłam, poznałam męża.
On też był wierzący, ale byliśmy niepraktykujący.
Bylibyśmy wierzący, ale niepraktykujący.
Więc w zasadzie wzięliśmy ślub cywilny, stwierdziliśmy, że po co nam ślub kościelny, jeżeli w prawie całej mojej rodzinie wszyscy są po rozwodach.
I jakoś nie kojarzył mi się dobrze ślub kościelny, że nie przynosi on czegoś takiego, że ja mam się czuć lepiej, prawda?
No właśnie, bo niektórzy mówią, że ślub kościelny to taki zły omen, że potem się rozwód robi.
W ogóle, że ślub to też taki jest dla nich jakieś przekleństwo.
Widzę, że niektórzy tak myślą.
Tak, dokładnie właśnie.
Ja miałam obraz w rodzinie, że nie udało się, że ten ślub kościelny jednak nie zmienia nic.
No i właśnie dlatego ja wyszłam z założenia, że po co mi ślub kościelny, jak później są takie problemy, że trzeba się rozwodzić i w zasadzie nic mi to w życiu nie zmienia, a przecież wystarczy mi cywilne.
Więc zaczęła się rola już tutaj mojej mamy, która jeszcze żyła i zaczęła walczyć po prostu o to i tłumaczyć mi, że Magdusiu, wy musicie wziąć ślub kościelny.
Ja oczywiście ciągle do mamy mówię, mamo, ale ja wierzę w Boga.
Ja w Niego wierzę i mi nie jest potrzebny do tego ślub kościelny, no bo Ty też jesteś po rozwodzie, tak?
Więc no ja jakby tutaj dałam żywy przykład.
No ale mama jednak, że sakramenty, ja jeszcze wtedy tego nie rozumiałam, prawda, że sakramenty, komunia, chociaż wiadomo, chodziłam zawsze do kościoła i gdzieś jako dziecko chodziło się i też i do spowiedzi i przyjmowało się sakramenty, no ale co ja wtedy wiedziałam, tak?
Więc no mama jednocześnie zaczęła się modlić siostrą za mnie o mój powrót do wiary, do religii, do tego, żebym właśnie zbliżyła się też do kościoła.
No ale wówczas już moja mama chorowała, miała raka i już wiedziałam, że nie jest dobrze.
Więc zaczęła już do mnie przyjeżdżać i coraz bardziej naciskać na mnie, na ten ślub kościelny.
No ale ja twardo, nawet w szpitalu jeszcze, jak już leżała w szpitalu, namawiała mnie, Magdusiu, no ale jednak powinniście, no tak trzeba.
I zawsze było tak trzeba.
Ja mówię, mamo, nawet nie ma argumentów.
Co mi to zmieni?
Przecież kocham się, kochamy się z Krzyśkiem i w zasadzie jesteśmy szczęśliwi.
Więc tak jak mówię,
No nie wiem jak będzie.
W rezultacie mama umarła, ja ten ślub kościelny wzięłam dla niej, w zasadzie tylko dla niej i wtedy też zrobiłam bierzmowanie, bo nie miałam bierzmowania, więc wzięłam sobie świadka i coś zaczęło się we mnie dziać.
Bierzmowanie, jakoś tak zaczęłam czuć się inaczej, to nie było jeszcze tak, że jakaś przemiana jest we mnie.
Ale wzięłam świadka, wzięłam koleżankę, która jest bardzo wierząca.
To wszystko było w kościele, to wszystko było takim pięknym rytuałem dla mnie.
Tam był biskup, gdzieś pojawiły się łzy, przeżycia takie, ale też jakoś tak już zaczęłam...
Zaczęła do mnie docierać powaga sytuacji, że ja biorę ten ślub kościelny i jest poważnie, nie ma mamy, robię to dla niej, spełniam mamy marzenie, bo wtedy jeszcze tak to czułam, ale jednocześnie też gdzieś już czułam malutko już obecność Jezusa, że gdzieś On już coś zaczyna robić.
No i okazało się, że po ślubie chodziłam, zaczęłam chodzić do kościoła, wróciłam do kościoła, do mojej parafii, ale niestety szybko odeszłam, dlatego że chodziłam sama, nie chodziła Maja ze mną, nie chodził ze mną mój mąż.
Więc chyba z tej samotności i z tego takiego nawet nie przymusu, bo ja już gdzieś chciałam być w tym kościele, tylko po prostu nie czułam tego, żeby tam być, żeby uczestniczyć, bo ja po prostu tego nie rozumiałam.
I ja nagle...
stwierdziłam, że jejku, przecież ja chodzę do kościoła, ale ja tego nie czuję, a ja chcę to poczuć, ja chcę poznać Boga, ja chcę Jego bliskości, ja chcę zobaczyć, jak to jest, jaki On jest.
Ja nie chcę Go widzieć jako surowego, bo ja zawsze byłam osobą taką pogodną, dobrą raczej.
Raczej wszyscy mówili, że nawet jak ja nie byłam jeszcze na tym torze wiary, to ludzie mi często mówili, ty jesteś takim słoneczkiem, ty jesteś takim, w tobie widać Jezusa.
Ja jeszcze wtedy tego nie rozumiałam.
No i w zasadzie ten ślub kościelny wzięłam, poszłam do tego, zaczęłam chodzić do kościoła, odeszłam od kościoła, ale Bóg mnie nie puścił.
Bo wiedziałam, że coś się zaczyna już dziać.
Wiedziałam, że już jest ta modlitwa siostry.
Ona wtedy mi zaczęła jeszcze Adama Szustaka wysyłać wstawaki na Whatsappie.
Ja przekręcałam oczywiście oczami i mówię, co to jest?
Co to za łysa pała, że tak brzydko powiem, co ona mnie tak męczy tym.
Jakoś w ogóle wtedy to do mnie nie przemawiało.
No i w zasadzie poznałam koleżankę, która jakąś podarowała mi książkę, moc uwielbienia, zaczęłam ją czytać.
Zaczęło się coś we mnie dziać, zaczęłam ją czytać mężowi.
w ogóle być pełna podziwu, jak Bóg przychodzi, jak uzdrawia, jak dotyka ludzi i sobie zaczęłam myśleć, jejku, przecież mnie może spotkać to samo, przecież ja mogę też tego jakby doświadczyć, zwłaszcza, że ja już chorowałam przewlekle na zatoki, miałam chore zatoki.
I gdzieś już w tym samym czasie przewijała się langusta, znalazłam Marcina Zielińskiego, jego serię maryjną na languście, więc zaczęłam poznawać Marcina i zaczęłam myśleć o takiej mszy właśnie o uzdrowienie.
Najpierw chciałam po prostu pojechać zobaczyć jak tam jest.
Ale już wiadomo, już chorowałam i w zasadzie też jakby chciałam zobaczyć, czy ten Bóg coś zrobi dla mnie, że pojadę i zobaczę, jak to będzie.
No i faktycznie dowiedziałam się, że Marcin posługuje w Skierniewicach, gdzieś na FB, na Facebooku właśnie szukam informacji.
Tam była taka dobra dusza, Krysia, która mnie poprowadziła, zaprosiła do Skierniewic, zaopiekowała się tam troszkę mną, więc...
I pojechałam i wow, po prostu jak zobaczyłam, jak wygląda ta msza, ile jest tam ludzi chorych, ile potrzebujących, to ja po prostu, po pierwsze, ja już czułam obecność Boga, bo ja całą mszę płakałam.
Była ta modlitwa o przebaczenie.
Wiedziałam, że ja muszę wiele rzeczy przebaczyć bliskim, zwłaszcza chyba gdzieś tacie.
I tak naprawdę ja zaczęłam w pewnym momencie Boga prosić, mówię, Boże, nie ustrawiaj mnie, tu jest tyle ludzi potrzebujących.
Ja nie potrzebuję tego, ja chcę widzieć Twoje uzdrowienia.
Ja w ogóle już wtedy za jakąś kobietę się modliłam, już miałam taki moment, że czułam, że chcę się modlić za ludzi, że takie otwarcie już serca na to, że jejku, to jest niesamowite, że jestem w takim miejscu, że ja widzę jak Bóg działa, jak te słowa Marcina na mnie działają, jak one we mnie pracują.
I później już pod koniec tej mszy, taka zapłakana, roztrzęsiona, podeszłam, bo tam można było podchodzić do modlitwy, no i Marcin się nade mną pomodlił i nawet mu wspomniałam, że zanim tu przyjechałam, to on mi się dwukrotnie przyśnił, bo mi się w ogóle przyśniło, że on do mnie mówi, że wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze.
Więc ja mu to powiedziałam, Marcin, przyśniłeś mi się, nie znamy się, ale ja chcę ci powiedzieć, że przyśniłeś mi się i cieszę się, że mam możliwość bycia obok ciebie.
No i pomodlił się, miałam pierwszy raz ten spoczynek w Duchu Świętym, który był dla mnie czymś niezwykłym.
Ja pamiętam, że ja otworzyłam oczy, zobaczyłam, że leżę na podłodze, ale czułam taką miłość w sobie.
Ja czułam taką obecność, ja czułam takie, taką...
błogość i taką dobroć i takie ciepło w sercu, że tego się nie da opisać.
Ja nigdy tego pierwszego spoczynku nie zapomnę, bo wiem, że to było takie przeżycie, że ja wyszłam z kościoła i ja nagle poczułam, że ja mam węch, bo ja już wtedy miałam jakieś początki utraty węchu, smaku, ale nie było jeszcze tak bardzo źle, bo jakieś tam leki przyjmowałam, sterydy.
ale w rezultacie mówię, jejku, bo to też był czas taki, że ja traciłam, już coraz częściej nie miałam tego węchu i smaku i ten węch powrócił.
Ja byłam taka szczęśliwa, ja pamiętam jak mąż po mnie przyjechał, pojechaliśmy na stację benzynową i po prostu wszystko wąchałam.
Mówię, jejku, chyba hot doga zjem, że w ogóle wiedziałam, że tego smaku nie mam tak, jeszcze mi nie przewróciło smaku, ale ja byłam taka szczęśliwa, ja miałam tyle radości w sobie.
Mój mąż patrzył na mnie...
On nie wiedział w ogóle, co to jest, więc ja dopiero później mu to wytłumaczyłam.
W każdym razie, jak przyjechaliśmy do domu, to miałam taki moment, że po prostu zamknęłam się w łazience, klęknęłam i tak zaczęłam uwielbiać Boga.
Nie wiem, co po prostu ze mnie wyszło.
Takie dziękczynienie, że Boże, to było niesamowite.
bo mnie bardziej dotknęło to, co ja poczułam w tym spoczynku, tą bliskość Jego, ja nie umiem do tej pory tego opisać, bo tego się nie da opisać, taka spoczęła na mnie taka Boża obecność, że On mnie zauważył, że On wie, że On się ucieszył, że ja tam przyjechałam, prawda?
Więc w zasadzie...
Ja byłam tak wdzięczna, że ja pamiętam to jak dziś, że zamknęłam się w łazience.
Maja z Krzyśkiem nie wiedzieli w ogóle, co się dzieje, bo ja w takiej radości i mówię, jejku, przecież to jest niesamowite.
Zamknęłam się w tej łazience i po prostu uwielbiałam Boga.
Klękałam, uwielbiałam i sama nie wiedziałam w ogóle, bo to jakbym nie była ja, tylko po prostu taka wdzięczność.
Więc muszę się napić.
strasznie dużo mówię.
Więc no tak się to wszystko zaczęło, ten początek, prawda?
Gdzieś już w domu zaczęłam opowiadać właśnie mężowi, za niego się też zaczęłam modlić, no bo mąż jest wierzący, ale nie praktykujący.
Do tej pory nie chodzi do kościoła, córa też nie, ale wierzę, że gdzieś Bóg też ich przeprowadzi.
Ja też jestem już bodajże ponad cztery lata w nawróceniu.
Jestem we wspólnocie
Tam też posługuję wstawienniczo w szpitalu pediatrycznym.
No i zmienia się to moje życie.
Zaczęłam czytać książki, zaczęłam czytać poradniki, zaczęły się jakieś warsztaty.
Zaczęłam też na rekolekcje ignacjańskie jeździć, więc też gdzieś medytowałam, zaczęłam prowadzić dziennik duchowy, więc gdzieś ten Bóg coraz bardziej mnie przemieniał.
No i w zasadzie cały czas tak jest.
Jeszcze Betlechem bardzo mi tutaj pomaga ta wspólnota, bo też pytałam o to Boga.
Bardzo chciałam należeć do jakiejś wspólnoty, no bo człowiek chce się rozwijać, prawda?
Już zaczęłam poznawać tego Boga i
Wiedzieć, że On jest, że On jest czuły, że On jest dobry, że On jest taki piękny, że On jest taką miłością, że On tak przemieniał mi życie, On mi ludzi stawiał.
Ja uczyłam się poprzez ludzi słuchać Go, rozpoznawać, poprzez właśnie podcasty, poprzez Twoje świadectwa też oglądałam, też mnie bardzo budowały i umacniały moją wiarę.
Więc w zasadzie cały czas się coś przemieniało, prawda?
Cały czas ta jego obecność pokazywała mi, że widzisz, ja jestem, ja zawsze byłem i poprowadzę cię po prostu dalej.
Tylko nie odchodź, prawda?
Ja gdzieś czułam, że chociaż wiem, że jakbym odeszła, to i tak bym nie przyjął z otwartymi ramionami.
No bo wiadomo, że wtedy miałam ten właśnie powrót do kościoła, prawda, że znowu odeszłam, no bo poczułam się samotna, nie było męża, nie było córki obok mnie, ale tak jak mówię, no mąż już jest teraz w tym momencie, że słucha uwielbienia ze mną, był już na mszy takie uzdrowienie, zobaczył też spoczynki, też pragnął by coś takiego przeżyć.
słucha ze mną kwadransiki, wstawaki, bo mówię, ja zaczynałam od tego Adama Szustaka, co właśnie a propos siostry, prawda, wysyłała mi łysa pała, no ale to się zmieniło.
W każdym razie chciałabym teraz powiedzieć, wejść teraz w tą sferę, kiedy już Bóg mocniej zaczął działać w moim życiu, kiedy pojawiały się jakieś u mnie choroby,
Bo wiadomo, te zatoki, a może jeszcze zakończę o tych zatokach, bo zapomniałam dodać, że u mnie było to dwuetapowo, dlatego że najpierw to wtedy w tych Skierniewicach odzyskam węch, a później na chwała mu, pierwsza chwała mu, która była w Łodzi.
To potem chwała mu właśnie, już miałam smak, to mi wszystko wróciło i to trwało dwa lata, tylko to też mi gdzieś zginęło i ja wtedy w tym momencie w ogóle wszystkim mówiłam, że zostałam uzdrowiona, że w ogóle już nie muszę brać leków, bo faktycznie tak było, jestem alergiczką.
Więc ja nie brałam faktycznie przez dwa lata żadnych leków.
Ja naprawdę nie potrzebowałam leków, tylko później po tych dwóch latach zastanawiałam się, dlaczego to zniknęło.
Tylko wtedy nie miałam tej świadomości, że o nasze uzdrowienie trzeba dbać.
Bo to, że Jezus coś zrobi dla nas, czy jest jakieś uzdrowienie, to wtedy też gdzieś trzeba zadbać o siebie.
Ja też przeczytałam wiele książek Marcina,
I też wiem, że nie możemy się zatrzymać, bo dobra, stało się i ja w tym momencie robię wszystko.
Jeżeli ja jestem alergiczką, to ja tak samo muszę dbać o siebie, muszę mieć odpowiednią dietę, muszę jeść odpowiednie produkty, które pomagają mi funkcjonować.
I też on stawiał mi bóg takich ludzi, właśnie nawet ze wspólnoty.
Taka osoba właśnie bardzo blisko zadzwoniła do mnie i mi właśnie tłumaczyła, Magda, ty musisz zmienić
kompletnie dietę.
I to też gdzieś, tylko to już przy tym drugim razie ja dopiero się nauczyłam, bo tutaj zaczęłam się zastanawiać, pytać Boga, co się stało, dlaczego ja utraciłam wtedy te dwa lata, którymi się tak cieszyłam.
No ale podejrzewam, że może dobrze się stało, bo Bóg chciał mi pokazać coś innego i w zasadzie dalej idąc, ja gdzieś te zatoki miałam ogarnięte, ale później pojawił się guz piersi, gdzie też Bóg tutaj przeprowadził mnie przez ciężką drogę, dlatego że lekarz od razu założył, że to jest rak, od razu, bo guz jest taki i taki, będzie miała pani biopsję grubą i głową i po prostu będziemy to leczyć.
No i w zasadzie ja jak zwykle się załamałam, ale miałam takie poczucie, że ja muszę zacząć chodzić na adorację.
Zaczęłam chodzić codziennie na adorację, codziennie tam płakać, codziennie wszystko Jemu zostawiać i powiedzieć, Boże Ty jesteś, Ty jesteś wierny, Ty uzdrawiasz, Ty żyjesz, Ty przecież jesteś przy nas, opiekujesz się nami.
I w zasadzie i tyle, tak?
I jeszcze jakaś była po drodze msza o uzdrowienie, na którą pojechałam z siostrą i pamiętam jak dziś, że siostra do mnie mówiła, Magda, ty musisz iść szybko do wstawienniczej, żebyś została uzdrowiona z tego guza.
Ja mówię, ale Sylwia, było słowo prorocze.
Było słowo prorocze o tym, że Marcin powiedział, że uzdrawia z guzów.
Ja nie potrzebuję tej modlitwy wstawienniczej.
Ja po prostu tego nie potrzebuję, czułam, że będzie dobrze.
I tak było.
Ta właśnie bliskość Jezusa w tej adoracji i później odbiór wyników.
Lekarz po prostu chyba przez, nie wiem, dobre pięć minut nie był w stanie nic powiedzieć, tylko kręcił głową.
W końcu mój mąż, który stał nade mną, powiedział...
No ale co się pan powie?
Ja nie wiem, co tutaj się zadziało po prostu.
On nic nie powiedział.
On nie rozumie, bo ja byłem pewien, że to jest to i to, ale teraz tutaj nic nie ma.
Po prostu nic nie ma.
Więc ja byłam tak wdzięczna, tym bardziej, że do mnie już telefonowały osoby, które mi mówiły, Magda, ty masz raka, musisz przejść na dietę.
Ja mówię, nie, ja nie mam żadnego raka.
Czyli guz był i go nie ma.
Tak, dokładnie.
No i mam na to dowód, bo tutaj zrobiłam badanie, oczywiście nie ma tego.
No ale później następne choroby.
Następnie miałam jakieś schorzenie ginekologiczne, które bardzo długo trwało, bardzo długo mnie męczyło.
Tu się zakończyło zabiegiem.
Tutaj też Bóg zrobił bardzo dużą robotę, ale to może pominę.
Wolałabym się odnieść teraz do takiej chyba największej próby w mojej rodzinie, gdzie
Dopadła choroba mnie i mojego męża.
To znaczy ja miałam jakiś ostry nawrót tych zatok, ale to tak nieprzyjemny, że ja już prawie pół roku nie miałam węchu i smaku kompletnie, ani jednego dnia, bo wcześniej ta choroba, ta poprzednia dzieje.
gdzie był Marcin, ja wchodziłam w tę wiarę, to tu jeszcze się w miarę dobrze czułam, ale tutaj po prostu nagle ja miałam tak dość, a ja jeszcze zaczęłam kurs coachingu, więc musiałam zbierać siły, po prostu gdzieś miotałam się strasznie, bo miałam potworne bóle głowy, gdzieś te zatoki...
tak mnie osłabiały, że ja w zasadzie cały czas chodziłam jak po ścianach.
Ja po prostu nie miałam w ogóle energii, plus jeszcze pracowałam.
Trzeba było dać z siebie wiele na tym kursie, bo kurs był bardzo intensywny i w zasadzie podjęłam w pewnym momencie decyzję, matko, ja odchodzę, ja nie dam rady, ja tego nie udźwignę.
Mimo tego, że wiem, że był Bóg, bo ja ciągle się gdzieś modliłam i prosiłam, Boże, przyjdź, chociaż daj mi tą siłę, żebym ja ten kurs ukończyła, no bo no...
W zasadzie tutaj też jest osoba, która zapłaciła mi za ten kurs.
Bóg postawił mi osobę, widocznie On mnie tutaj widział, On mnie tutaj do tego powołał, że ja mam przejść ten kurs.
I On też mi postawił osobę, która mi zapłaciła za ten kurs, gdzie byłam tak wdzięczna.
No i w zasadzie ja już podjęłam decyzję, że odchodzę.
A zadzwoniła koleżanka z kursu i powiedziała tak, Magda, ty nie odejdziesz, bo jak ty odejdziesz, to ja też odejdę.
Więc ja już wiedziałam, że to jest kolejny anioł.
Kolejny anioł od Jezusa po prostu wysłany, żeby mnie przypilnować.
Dasz radę, będziemy w tym razem.
Ja będę z tobą ćwiczyła, tam trenowała te wszystkie sesje, bo to, tak jak mówię, no tam trzeba było też poświęcić trochę czasu.
No i wróciłam, wróciłam, kurs ukończyłam, ale mówię, cały ten proces tej choroby wiązał się też z trudnymi rozmowami z moim mężem.
Mój mąż był już tak załamany, że powiedział, Magda, ja nie wierzę już w te uzdrowienia.
Zobacz, jeździsz do tej swojej wspólnoty, oni się tam wszyscy nad tobą modlą, oni wszyscy, nie wiem, wiedzą, że cierpisz.
Ja mówię, ale Krzysiek, co to ma do rzeczy?
No przecież jestem z dobrymi ludźmi, oni się modlą, no bo tak jest, no po prostu modlimy się za siebie wszyscy wspólnie.
Zobacz, ty też zacząłeś kłaść na mnie ręce, bo był moment, że mój mąż się bardzo tego wstydził, ale sam zaczął kłaść na mnie ręce, nawet tu na zatoki, na nos, że...
że modlił się po prostu, Panie Boże, zabierz od żony tą chorobę.
On w pewnym momencie już zaczął używać takich słów, że mówił tak, Panie, jak trzeba, to ja wezmę wszystkie choroby mojej żony, ale ja nie mogę patrzeć już, jak ona cierpi.
Ja mówię, Krzysiek, nie można tak.
Ale ja nie mogę patrzeć już, jak ty cierpisz.
Ty dzień w dzień nic nie czujesz.
Ty nie jesteś w stanie po prostu... Już wiedział, że ja już jestem bliska, może nie załamania, tylko po prostu ja miałam już tak serdecznie dość...
że ja nawet przestałam w pewnym momencie już do wspólnoty jeździć, już mi było wszystko jedno, ale walczyłam.
Zauważyłam, że nie zgadzałam się z nim, że po prostu stawiałam cały czas takie jakby nie kropkę, tylko przecinek.
Ale Krzysiek jest dalej, jest Bóg, który może coś zrobić, który może coś zmienić.
Przecież zobacz, pamiętasz mojego guza w piersi, a pamiętasz to, a pamiętasz to, przecież zobacz, przez wszystko mnie przeprowadził, zobacz, wszystko się dobrze pokończyło.
Tyle ludzi wątpiło, nie wiem, już byłam tyle razy straszona czymś, że jej ku tym musisz zmienić dietę, bo masz raka na przykład, tak?
Ja w to nie wierzyłam, ja to wypierałam, ja po prostu wiedziałam, że ja w imię Jezusa Chrystusa się tego wszystkiego wyrzekam, to jest kłamstwo i ja wiem, że ja nie chcę tej choroby, bo Bóg jest wierny, On jest drogą, prawdą i życiem i On mnie przez to przeprowadzi, prawda?
Przeprowadzi mnie przez to.
No i w międzyczasie, bo zapomniałam dodać, że mój mąż też w tym momencie na coś chorował, on miał jakiś dziwny ból brzucha, gdzie chodził, jeździł, cały czas robił USG, tomografię, w zasadzie nic mu nie wychodziło, lekarze już rozkładali ręce, w ogóle strasznie schud, co akurat jemu się przydało, no bo jest bardzo postawny i też gdzieś...
No zaczął dzięki temu lepiej wyglądać, no ale wiadomo, no w tym momencie choroba jest jakby, no męczy człowieka, tak?
Więc ja zaczęłam modlić za jego brzuch, kładąc ręce na jego brzuchu, on za mnie, więc gdzieś ten mąż się też przemieniał, prawda?
Gdzieś tutaj też pokazało mi to, że mąż chyba, nie mąż, tylko Bóg działa w naszym domu, że on to widzi, że on jest, że on nas słyszy, chociaż ja już miałam takie chwile, że mąż mnie ściągał w dół, po prostu wciąż.
wciągał mnie w tą ciemność, gdzie...
Nie miałam sił.
I w zasadzie mówię, Boże, czy Tobie to pasuje, że Ty widzisz mnie zapłakaną?
Przecież ja chcę wychodzić z domu.
Ja chcę mówić o Tobie ludziom.
Ja Cię tak kocham.
Ja chcę o Tobie świadczyć.
Tyle dobra w moim życiu zrobiłeś.
Ja chcę jeździć do wspólnoty.
Ja nie miałam siły nawet do wspólnoty jeździć.
Ja jakieś tam pojedyncze warsztaty, gdzie się pozapisywałam, to jeździłam, ale tak mi ciężko to wszystko szło.
No w każdym razie...
No, z mężem były bardzo trudne tematy i w zasadzie on już ściągał mnie tymi słowami cały czas w dół, a ja wybijałam nas jakby w górę cały czas między tą ciemnością a tym, więc powiedziałam, jejku, no Krzysiek, no nie możemy się poddać, no przecież wiedziałeś, co było wcześniej.
No i przyszedł moment taki, że ja już miałam zapisałą operację na 10 kwietnia, wtedy była droga krzyżowa, był czas drogi krzyżowej, ja co piątek chodziłam na tą drogę krzyżową i przyszedł taki moment, że mąż któregoś dnia wyszedł do pracy jak codziennie, ja też byłam w pracy i nagle zaczął mnie bombardować na Messengerze.
Zaczął wypisywać do mnie tak.
Masz już węch i smak?
Ja mówię, nie, a dlaczego?
Bo ty masz dzisiaj odzyskać węch i smak.
Ja mówię, dobra, Krzysiek, weź.
I tak już przecież wiem, że będę miała tą operację, ja już się na nią nastawiłam psychicznie, widocznie ja przez to muszę przejść i po prostu tak musi być.
No i zaczął chyba co godzina już z tymi wykrzyknikami.
Odzyskałaś węch i smak?
Ja mówię, nie, daj mi spokój, nie przeszkadzaj mi w pracy.
No ale on mimo to cały czas po prostu z wykrzyknikami już, nie interesujemy, to masz dzisiaj odzyskać węch i smak.
Ja nie wiedziałam, o co mu chodzi.
I tego dnia był piątek, wyszłam z drogi krzyżowej, idziemy do samochodu i ja nagle, po tym pół roku prawie, nie wiem, czy to nawet nie więcej, chyba około pół roku, ja zaczęłam czuć powietrze, drzewa, zapach samochodu, benzyny, ulicy, krzaków.
Ja mówię, matko, Krzysiek...
Ja nie wsiadam do samochodu, idziemy piechotą do domu.
Po prostu ja dostałam takich skrzydeł, zaczęłam tak skakać, tak się cieszyć, jak mała dziewczynka przy tym samochodzie.
On nic, nic, po prostu, dobra, powróciliśmy do domu i dopiero wieczorem, bodajże jak chyba już córa poszła spać, usiedliśmy na łóżku, zaczęliśmy rozmawiać.
Magda, ja się pokłóciłem z Bogiem.
Ja muszę ci coś powiedzieć.
Ja mówię, jak to się pokłóciłeś z Bogiem?
Co ty zrobiłeś?
I powiedział mi, że przed snem przeprowadził taką rozmowę z Bogiem, że Panie Boże, ja proszę Cię, przerzuć wszystkie, ja mogę mieć raka, ja mogę mieć wszystko, ja nie chcę, żeby moja żona cierpiała, bo ja nie mogę na to patrzeć.
ja ją kocham, ja nie chcę już, ja chcę moją Madzie, taką wesołą jak kiedyś, że byliśmy, że jesteśmy blisko siebie, że się wygłupiamy, no powiedział mi po prostu, że nie wiem co zrobisz, ale zrób coś, żeby ona była uzdrowiona, bo ja się wypisuję z tej wiary, ja nie wiem, ja po prostu...
No po prostu tak jak opowiedział mi, jak przeprowadził rozmowę z Bogiem, że po prostu postawił mu warunek, że nie no, jak nie uzdrowisz, no to ja chyba już nigdy nie uwierzę w te uzdrowienia, w to wszystko, no bo po co to wszystko?
No ja nie mogę patrzeć na jej cierpienie.
No i w tym momencie ja mówię, aha, czyli ty się pokłóciłeś z Bogiem, no to nieźle.
No bo ja już miałam ten węch i smak, wszystko już.
Ja wróciłam do domu, ja zaczęłam wszystko jeść i on mówi, że ja wiedziałam, że Bóg coś zrobi, tylko ja nie chciałam ci o tym powiedzieć, bo ja go sprawdzałem.
Ja mówię, nie no, niezły jesteś, sprawdzałeś Boga.
Nie można tak.
A on mówi, no widzisz, a jednak można, no bo Bóg cię uzdrowił.
I ja mówię, Krzysiek, a co ci się śniło?
No i powiedział mi sen, że przyśniło mu się topiący się ludzie, którzy wołają pomocy.
On był w ogóle przerażony, on w ogóle był przestraszony, ale jak się obudził, to powiedział, że miał tak silne przekonanie w sercu, że ja tego dnia będę uzdrowiona, że on po prostu to wiedział, ale on nie chciał się ze mną dzielić, bo on mi to dopiero wieczorem powiedział, że ja sprawdzałem Boga.
Ja musiałem zobaczyć, czy On coś zrobi, no bo ja też obserwując Ciebie, jak Ty jesteś Mu wierna, co dla Niego robisz,
Ja też gdzieś zaczęłam się z tobą nawracać przecież.
Ja też gdzieś widziałam, ty opowiadałaś, wracałaś ze wspólnoty, opowiadałaś o tym, jak widziałaś cuda, to wszystko.
I ja też bardzo chciałem jakby wreszcie to zrozumieć, ale no musiał mi coś udowodnić.
Ja mówię, może Krzysiek dobry jesteś, pokłócić się z Bogiem.
No w każdym razie tak się pokłócił i...
No i co?
No i mija ten czas, że mąż odwołał.
Wtedy mi powiedział właśnie, już chyba czekaliśmy, bo ja w rezultacie mówię, matko, to jest niesamowite, że przez mojego męża, który w zasadzie nie chodzi do kościoła, nie czyta Biblii, nie ma relacji z Bogiem, że ten sen tak na niego zadziałał, że no...
zmienia się, cały czas się przemienia jego serce.
Nawet z Turką teraz już rozmawia na tematy Boga i w zasadzie ja jeszcze miałam taki moment, że jejku, a jak utracę?
A co to będzie, jak utracę?
Ale sobie teraz przypomniałam, jejku, przecież nie mogę.
Przecież już jestem dalej, już jesteś Magda bardziej dojrzała.
Nie wątp w to, nie wpuszczaj w to złego, bo on cię odbierze, bo on przychodzi i kradnie, tak?
I więc mówię, nie, nie, nie, muszę po prostu uwierzyć jak on, no bo dla mnie mi to się, Krzysiek mój, skojarzył
z tym gajuszem z The Chosen, na pewno znasz The Chosen, że właśnie tak uwierzył, że to się stanie, to się po prostu stanie, koniec i kropka.
I ja mówię, matko, to ja w tym momencie chyba od męża muszę się takiej wiary uczyć, że nie mogę wątpić w to, co się zadziało, no bo zadziało się, no może ktoś powiedzieć, na przykład niedawno miałam rozmowę ze znajomą, ale Magda, to nie jest uzdrowienie.
To jest po prostu ci przeszło.
I w tym momencie ja gdzieś zaczęłam z nią dyskutować, ale kiedy się z nią rozłączyłam, bo wlała mi taki niepokój, mówię nie, nie, nie, tego nie było, nie było tej rozmowy.
Diabeł przychodzi kraść i tego nie ma, ja się tego wyrzekam.
Ja w imię Jezusa Chrystusa proszę o pokój, o Twoją obecność, Panie, bo ja wierzę w to i ja jestem uzdrowiona.
Mija już teraz chyba na ten moment pół roku.
mój mąż sam odwołał operację, bo powiedział jesteś uzdrowiona i koniec, ja tą operację odwołuję, bo jest wszystko dobrze.
Więc jest do tej pory dobrze, ale tak jak mówię, ja rozumiem ludzi, którzy może w tym nie widzą uzdrowienia, ale dla mnie Bóg pokazał mi, że słyszy mojego męża i mnie, że pomimo tego, że jego nie ma,
że on nie odpowiadał jakby na nasze modlitwy, to jednak on w tym milczeniu cały czas był.
On po prostu czekał na odpowiedni moment i być może też posłużył się moją chorobą, żeby bardziej otworzyć serce mojego męża na wiarę.
miłością, że On jest dobrocią, że On przychodzi, jest i teraz i uzdrawia dzisiaj, nie tylko kiedyś, tylko dzisiaj, bo ja to moim mężowi mówię, Krzysiek, jakbyś zaczął czytać Biblię, to byś wiedział, że Bóg żyje z nami cały czas, teraz, wszędzie.
Nie chcesz czytać?
Ja muszę mu zawsze wszystko sama mówić.
Na razie jakby nie ma otwartości jeszcze na to.
ale mówię, cieszę się, że słucha uwielbienia, że niesie Ewangelię w pracy czasami, też mi mówi, że czasem kolegom coś mówi, którzy czasem niestety nie wierzą, ale taka jest droga.
Jezus też chodził i też gdzieś był wyśmiewany i też zdrwiono z Niego, ale ja widzę, że Krzysiek ma w sobie coś takiego, że on się tym nie przejmuje.
Ja wiem, że on mógłby tę Ewangelię naprawdę, być może go Bóg gdzieś powoła w tym kierunku na razie,
wyjechaliśmy w góry i w ogóle powiedział mi, że dostał misję od Boga na wolontariat.
Nie chcę też o tym mówić teraz tutaj, bo to wszystko jeszcze jest w powijakach, ale to mi pokazuje...
Jakby też to, że nie musimy być osobami wierzącymi, prawda?
W sensie musimy być wierzącymi, ale nie jesteśmy w takim miejscu posługi, że nie znamy dobrze jakby Boga z Biblii, ale Bóg też działa, prawda?
Bóg działa w osobach tych, które jakby no nie znają Go dobrze.
Dopiero tu się zadziało coś przez sen u mojego męża, który się utwierdził w tym, że Bóg jest, Bóg uzdrawia, Bóg pokazał mu, że Go słyszy.
A propos właśnie tak i kamień, kiedyś taka dziewczyna, która też mnie wspierała, nie wiem czy ja mogę tutaj pokazać, wspierała mnie taka Angelika od kamieni i właśnie to jest ten sen, słyszę cię, zaufaj mi.
I ja wtedy mu przypomniałam o tym kamieniu.
Mówię, zobacz Krzysiek, ty kiedyś ten kamień wyśmiałeś.
Jak ja te kamienie zamówiłam, bo my wszyscy dostaliśmy i Zajasza, i córka, i ja, to mówię, Magda, to jakieś brednie.
I ja mówię, zobacz, minęło półtora roku i kamień krzyczy.
Kamień przyszedł, jakby Bóg objawił ci, że...
że te słowa z tego kamienia mają wartość, że Bóg jest i On cię usłyszał, usłyszał twoje wołanie i to, żebyś ty Mu w końcu zaufał, bo ta choroba nas nauczyła, że myśmy spadali w ciemność i jakby Bóg tutaj też przyszedł po to, żeby
Żeby pokazać, że on słyszy nas pomimo tego, że milczy, prawda?
Ja już się powtarzam, ale to jest dla mnie bardzo, bardzo ważne, że do mojego małżeństwa przyszła jakaś próba, która teraz doprowadziła do tego, że ja jestem w stanie z mężem rozmawiać głębiej o Bogu.
Przyszedł taki wzrost duchowy.
że wiem, że on jeszcze nie wrócił do kościoła, jeszcze nie czyta tej Biblii, ale ja wierzę, że Bóg już coś rozpoczął.
Ja wierzę, że Bóg tutaj się przemienia nadal jego serce i że będzie się przemieniało.
No i dla mnie najpiękniejsze jest to, że z córką rozmawia o Bogu, że słucha tego uwielbienia, że sam ją woła.
Widzę ciebie, oczywiście jest cały czas w domu maltretowany, już jesteśmy, bo ja jestem już na etapie tej piosenki z chwałą mu.
którą też pięknie wykonałeś, która też bardzo do mnie mówiła na chwała Mu.
Więc no w zasadzie cały czas się coś dzieje i ja wierzę, że Bóg jest obfitością, On jest miłością i On po prostu wie, kiedy jest czas.
Kiedy jest czas na to, żeby gdzieś więcej zrobić, prawda?
Twoja wspólnota Betlehem, którą serdecznie pozdrawiamy.
Betlehemiarzy, którzy jak coś robimy w Warszawie, to liczebnie przychodzą, licznie przychodzą na nasze na przykład Garden Worship Session ostatnio nagrywaliśmy i chyba z 25% osób obecnych to były właśnie osoby z Betlehem.
Zgadza się.
Także dzięki.
I działacie też wstawienniczo w szpitalu pediatrycznym.
Chcesz trochę o tym opowiedzieć?
No, myślę, że w takich kilku zdaniach tak.
To było właśnie wtedy, kiedy ja pierwszy raz modliłam się, jak pierwszy raz w Kierniewicach byłam, ja wtedy poczułam, że ja jestem powołana do modlitwy wstawienniczej.
Ja pamiętam, jak za taką kobietę się modliłam.
Ja modląc się za nią, czułam taką bliskość Boga, ja wtedy modliłam się za kobietę, płakałam i wtedy już zaczęło się gdzieś moje uczestnictwo w tych mszach o uzdrowienie i ja zauważyłam, jak cieszę się tym, że mogę się modlić za osobę obok i gdzieś mi to pokazywało, że ja muszę rozważyć to, czy ja chcę być wstawiennikiem.
Pamiętam wtedy, że jeszcze Wojtka się pytałam we wspólnocie.
Bo ja byłam straszną świeżynką wtedy, zresztą to też jeszcze i neofitka i w ogóle napalona na wszystko i wszystkim bym mówiła o Bogu i tak dalej.
No ale w rezultacie Wojtek powiedział, że trzeba to rozeznać, ale ja już wiedziałam wtedy w sercu, że nie, ja już to wiem, że ja chcę się modlić za ludzi.
Ja wiedziałam, że to jest część mojego serca, mojego powołania, bo ja na Ignacjańskich to mi to gdzieś chyba Jezus uwidocznił właśnie jako ta mała dziewczynka, która tak klękała i się modliła i prosiła Boga, żeby uratował małżeństwo mamy i taty.
I wtedy pamiętam, że wiedziałam już, że tu bije moje serce, że ja chcę pomagać ludziom, że ja chcę ich wspierać i ja w zasadzie bardzo szybko do tego szpitala poszłam, gdzie nie powinnam.
Wtedy w ogóle myślałam, że mnie nie przyjmą, a ja gdzieś na trzecią, żeby tylko być blisko, żeby położyć rękę, żeby tylko się cieszyć, żeby się pomodlić za kogoś, żeby wlać komuś nadzieję, żeby pokazać komuś miłości Jezusa, że ten Jezus jest, że uzdrawia.
Tak się bardzo cieszyłam.
No i zostałam, już po prostu w tym zostałam i teraz rozważam, no bo oczywiście się już dobrze czuję, chyba okres moich chorób już się, mam nadzieję, zakończył.
No i chcę teraz też posługiwać już w kościele, po prostu tak jak mamy te otwarte nasze spotkania na senatorskiej, to też chcę już pozostawać i modlić się za ludzi.
Nie tylko w szpitalu, prawda, bo wszędzie wszyscy potrzebują pomocy, a czasem na ulicach.
Zdarza się, że z mężem przechodzimy obok jakichś chorych ludzi i mąż mi sam się ostatnio przyznał, że właśnie, zobacz, miałem taką sytuację, szedł kaleki chłopiec, pomodliłem się w duchu.
Ja mówię, a ty wiesz, co znaczy w duchu?
No wiem, uczyłaś mnie w myślach.
Także ja mówię, ale wiesz, Krzysiek, że możesz też podejść i zapytać.
Po prostu zapytać się, położyć rękę nawet, zawsze możesz śmiało.
Tak, ale ja jeszcze nie jestem na to gotowy, więc to właśnie też pokazuje...
Że on wie, że jak ja z nim gdzieś spaceruję, to zawsze kogoś widzę, to ja mówię, zobacz, idzie ta pani, chodź się pomodlimy za nią.
Mówię, ty gdzieś cichutko, a ja po prostu przychodziłam i obok się takiej pani modliłam zawsze gdzieś, czy głośniej, czy ciszej, ale zawsze to czułam, że tego chcę, że gdzieś mi się serce do tego rwało, że ja wiedziałam, że tu jest moje miejsce.
Także w tym szpitalu tak, są uzdrowienia, też były osoby, które właśnie mówiły, że były dzieci, które już bardzo ciężko, bo to jest pediatryczne, nie wiem, co tam zaznaczyłeś, pediatryczny szpital i występowali właśnie rodzice, że już dzieci nie miały na przykład szans, a nagle Bóg przychodził i z jakichś ciężkich wypadków wyprowadzał dzieci, także to...
No to jest niesamowite dla mnie, że my też możemy wspierać modlitwą i być blisko tych ludzi, że jesteśmy dla nich też jakąś nadzieją i takim pomostem do wiary, do Boga.
Też do nawrócenia, bo często są to osoby, które mówią, że tak, dokładnie.
Chwała Panu za to, bo wiesz, ostatnio nawet był taki komentarz, że tutaj uzdrowienia takie, siakie, a kto z Was idzie do szpitala?
No ja mówię, no ja znam takich, którzy chodzą do szpitala i to regularnie i właśnie się modlą za dzieciaki.
Chwała Bogu za wszystko, co Pan Bóg uczynił w Twoim życiu.
Wierzymy, że będzie dalej czynił.
Też planujesz rozpocząć coaching dla kobiet.
Niedługo.
Możesz trochę o tym powiedzieć, a później przekaz na koniec.
Ja nie wiem właśnie, bo jeszcze mam jakiś pomysł, ale wszystko jest jeszcze w powijakach, także na pewno będę robiła stronę.
Miałam to zrobić jeszcze przed wystąpieniem u ciebie, ale niestety nie udało się.
Ale wiesz, zanim, my nagrywamy to dużo wcześniej, więc pewnie już jest, także podajemy link, jeżeli jest.
Natomiast na koniec jakieś przesłanie masz do naszych widzów?
przesłanie do widzów.
Jeśli chodzi o Boga, to nigdy się nie poddawać, nigdy nie opuszczać wzroku z Pana Jezusa.
Dlatego, że mnie to nauczyło, że jeżeli... To jest tak jak ta z Ewangelii Mateusza bodajże było, że Szymon idzie po wodzie do Jezusa, prawda?
I tam jest nawet już scenę z The Chosen teraz widzę, że on idzie, patrzy się Jezusowi w oczy i idzie cały czas, prawda?
Ale jeżeli w pewnym momencie odwraca ten wzrok na falę i na tą burzę, to on w tym momencie traci tą wiarę.
Ja właśnie miałam takie poczucie w sercu, żeby też o tym tutaj powiedzieć na koniec, że jeżeli dzieje się coś złego w naszym życiu, żebyśmy nie opuszczali wzroku z Pana Jezusa.
Ciągle wpatrywać się w Jego oczy, w Jego oblicze.
Bo po prostu zaczniemy tonąć, po prostu każda fala, każda ciemność nas wciągnie, bo to, co ja mówię teraz tutaj przeżyłam, no to jest dla mnie błogosławieństwem, bo mówię, Bóg też nas nie obciąża czymś, co nas przygniecie, prawda?
Bo było mi bardzo ciężko, ale wiedziałam, że być może była ta próba potrzebna.
żeby właśnie objawił się Bóg, żeby mój mąż zaczął zauważać też Boga, to, że jest, że nas usłyszał, że wie, że widzi nas, tylko po prostu czekał na odpowiedni moment, żeby właśnie nie poddawać się i cały czas adorować Boga, że w każdej trudności po prostu nie zapominać o Bogu,
nie skupiać się na uwielbieniu trudności, bo ja wiem, że ja miałam taki moment, że właśnie ta trudność mnie już tak przygniotła, że po prostu leżałam i płakałam, leżałam, płakałam.
Mówię, nie, tak nie może być.
Przecież jest Jezus, o którym ja muszę pamiętać.
I tak cały czas miałam takie właśnie, że ten Jezus gdzieś cały czas pukał mi do tego serca i mówi, kurczę, przecież ja jestem.
Chodź do mnie, patrz na mnie, nie spuszczaj ze mnie wzroku, prawda?
Żebym, żeby po prostu wiedzieć o tym, że On jest.
ale też dać mu czas, że Bóg wie, kiedy ma przyjść.
On wie, kiedy ma... On ma jakiś plan dla nas i my po prostu... To też uczy nas cierpliwości, prawda?
To jest też taki wzrost duchowy dla mnie, że każde doświadczenie nas czegoś uczy, ale to się wszystko dzieje po to, żeby właśnie Bóg mógł objawić nam siebie, prawda?
W tej miłości, dobroci, w obfitości.
Drogą, prawdą i życiem.
I o tą prawdę właśnie chodzi, żeby się skupić na prawdzie, że wierzymy w to, prawda, że Bóg zrobi dla nas wszystko w odpowiednim momencie.
I warto też walczyć o to.
O swoją wiarę i w tej historii, którą powiedziałaś, to słyszę właśnie dużo takiego własnego rozwoju duchowego, że chcesz za Jezusem iść i trzymać się Go i to jest piękne.
Dzięki za to.
To ja dziękuję.
Dzięki za wizytę na Werandzie.
Dziękuję bardzo.
Kochani, dziękujemy, że słuchacie, że oglądacie na Werandzie Podcast.
Wyślij to dzisiaj komuś, kto może tego potrzebuje.
I dziękujemy naszym tarczyńcom, dzięki którym możemy nagrywać te podcasty, tworzyć, budować na Werandzie Studio, które budujemy w werandę.pl.
Możecie zobaczyć, na jakim etapie jesteśmy.
I też zapraszamy Was na solińska.pl, gdzie takie koszulki, kubki, filiżany, książki nasze, moją książkę, którą napisałem z biskupem Siemieniewskim, czy książkę, którą napisałem z Mają, moją żoną, możecie tam zakupić.
Tymczasem na Werandzie Podcast za tydzień o 8 rano powróci, tak jak zawsze w poniedziałki.
Trzymajcie się, z Bogiem!
Ostatnie odcinki
-
Depresja, uzależnienie i zdrada… a potem cud od...
02.02.2026 07:00
-
Boża wola bez lęku. Dlaczego nie musisz bać się...
29.01.2026 09:49
-
Bóg mówi częściej, niż my jesteśmy gotowi słuch...
26.01.2026 07:00
-
Możesz dawać bez miłości, ale nie możesz kochać...
22.01.2026 09:00
-
Bałam się Boga, bo myślałam, że wyśle mnie do z...
19.01.2026 07:00
-
Proboszcz mnie wkurza, kazania i skandale też w...
15.01.2026 09:00
-
Ta SIŁA wywróciła mnie do góry nogami. Bóg poka...
12.01.2026 07:00
-
Dziecko nie potrzebuje idealnego ojca, tylko ob...
08.01.2026 09:00
-
Bardziej niż uzdrowienie poruszyła mnie Jego ob...
05.01.2026 12:57
-
Trzy działania, dzięki którym owocnie wejdziesz...
01.01.2026 09:00