Mentionsy
„Polityczne Michałki”: Rekonstrukcja rządu w wakacje – co naprawdę zmienił Donald Tusk?
Jaki szerszy pomysł na zmianę kursu ma Donald Tusk? Co chce osiągnąć rekonstrukcją rządu w środku wakacji i jakie będą kolejne kroki premiera? I jak ocenić dotychczasowe zmiany w rządzie: są głębokie czy jednak niesatysfakcjonujące? O tym w najnowszym odcinku „Politycznych Michałków” rozmawiają Michał Szułdrzyński i Michał Płociński. Rozbieramy na czynniki pierwsze letnią rekonstrukcję rządu Donalda Tuska. Co tak naprawdę oznacza awans Radosława Sikorskiego na wicepremiera, jaką polityczną emocję próbuje dziś wskrzesić premier po przegranych wyborach prezydenckich i czy strategia polaryzacji nie jest przypadkiem grą na warunkach Jarosława Kaczyńskiego? Jakie efekty miała przynieść rekonstrukcja rządu Donalda Tuska? Rekonstrukcja rządu została rozłożona narracyjnie na kilka aktów. Publicyści budują oś czasu: od lutowej zapowiedzi Donalda Tuska o dużej rekonstrukcji po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Rafała Trzaskowskiego, przez powyborcze przemówienie premiera 2 czerwca („nic się nie stało” i „ruszamy pełną parą”), po faktyczne zmiany dokonane 23–25 lipca.Jeśli wziąć pod uwagę wakacyjny okres, w którym rytm informacyjny słabnie, a sondaże bywają mylące, to czy tak duża operacja nie została przypadkiem przegrana komunikacyjnie? W zasadzie jakie efekty miała przynieść? Prowadzący pytają, czy tzw. normalsi w ogóle te zmiany zauważą, skoro dla nich to wciąż „więcej tego samego”. Wicepremier Radosław Sikorski – przyszły zastępca Donalda Tuska na fotelu premiera? Michał Szułdrzyński ocenia, że jedną z najmocniejszych zmian jest wyniesienie Radosława Sikorskiego na wicepremiera i „ministra od wszystkiego”: dyplomacja, polityka europejska wraca do MSZ, a dodatkowo koordynacja polskiej pozycji w negocjacjach akcesyjnych Ukrainy do UE. To rola skrojona pod jego temperament i wizerunek „asertywnego wobec Kijowa, bezwzględnie antyrosyjskiego” polityka.To jednak miecz obosieczny: jeśli rząd będzie dalej tracił społeczne zaufanie, Sikorski zacznie inkasować niezadowolenie, zamiast rosnąć jako naturalny następca Tuska. Sam zainteresowany zdaje się to widzieć – ostrzega, że sondaże z jego nazwiskiem w roli premiera mogą być narzędziem politycznej gry. – Albo się zbuduje, albo się spali. Donald Tusk otwiera Sikorskiemu furtkę do zmiany – i jednocześnie wystawia go na najtrudniejszy test – mówi Michał Płociński. Adam Bodnar odchodzi, czas „twardego prokuratora”Dymisja Adama Bodnara ma zamknąć etap, który – jak mówi Szułdrzyński – i tak był niewykonalny: był wrogiem numer jeden dla wyborców opozycji („bodnarowcy”), ale nie spełniał oczekiwań rozgrzanego twardego elektoratu Platformy Obywatelskiej, który domagał się „sprawczości” i „rozliczeń”. Donald Tusk wskazuje, że teraz „to Waldemar Żurek ma posprzątać”, a nowy szef resortu ma być przede wszystkim „twardym prokuratorem generalnym”. Tylko czy to naprawdę zmiana dla przeciętnego wyborcy, czy jedynie sygnał do tzw. silnych razem? Donald Tusk wyraźnie wraca do emocji 2023 roku – ostrych rozliczeń z PiS i sporu o praworządność. Problem w tym, że ten konflikt „nakręca” również Kaczyńskiego, który chętnie wróci do roli „ofiary systemu”, podgryzając Konfederację i zyskując tlen w mediach – analizuje Płociński. Gdy rząd stawia na „rozliczenia” zamiast na „sprawczość”, „normalsi” mogą zapytać: „po co nam to?”.„Jedna łódź, jeden ster” – Donald Tusk o dyscyplinie w rządzie. Na inauguracyjnym posiedzeniu rządu premier jasno ustawił hierarchię: „Tu jest jeden ster. Ja trzymam ster. Ja jestem kapitanem” – parafrazuje Michał Szułdrzyński. To komunikat do nowych ministrów spoza partii, koalicjantów, ale i do Radosława Sikorskiego: za niesubordynację – pożegnanie następnego dnia. W partyjnej polityce przez małe „p” premier nadal czuje się jak ryba w wodzie. Tylko czy sytuacja nie wymaga dziś inaczej prowadzonej polityki? I czy Donald Tusk jest skłonny do zmiany?
Szukaj w treści odcinka
Podcasty Rzeczpospolitej.
Rekonstrukcji.
Rekonstrukcji.
Z kim?
O kim?
Rekonstrukcji.
Michał Szułdrzyński, witam Państwa.
To polityczne Michałki.
W tym tygodniu wszyscy słowo rekonstrukcja odmieniali przez wszystkie przypadki.
Zobaczymy, przez ile przypadków my je dzisiaj z Michałem Płocińskim będziemy odmieniać.
Zapraszam serdecznie.
Jest 25 dzień lipca.
To są polityczne Michałki.
Jesteśmy w studiu z Michałem Płocińskim.
Musimy zacząć od wyjaśnień, ponieważ dwa tygodnie temu zapowiedziałem przerwę urlopową i tydzień później nagraliśmy jeszcze z Michałem Kolanko jeden odcinek mimo przerwy urlopowej.
Michał Kolanko pojechał na przerwę urlopową.
Kto śledzi go w mediach społecznościowych wie, że jest na wymarzonym wyjeździe z okazji 40. urodzin.
Zamiast prezentu prosił o dorzucenie się na przerwę.
bilet na Hawaję i tam właśnie w tej chwili jest, ale stwierdziliśmy z Michałem Płocińskim, że po rekonstrukcji rządu z pewnością nasi słuchacze i nasi widzowie mają mnóstwo pytań dotyczących tej rekonstrukcji i zastanawiają się...
co my na ten temat myślimy.
Co więcej, myśmy z Michałem też zaczęli się zastanawiać, co my tak naprawdę myślimy o tej rekonstrukcji.
Przede wszystkim witaj Michale w studio.
Dzień dobry.
Więc to jest to pytanie badawcze, które powinniśmy sobie postanowić.
Co tak naprawdę wydarzyło się w tym tygodniu w polskiej polityce?
Ta wielka rekonstrukcja, którą Donald Tusk zapowiadał od kilku miesięcy.
Pamiętasz jak dawno już nasz obecnie przebywający na delegacji na Hawajach reporter polityczny Michał Kolanko pisał, że będzie rekonstrukcja.
To już było tyle miesięcy temu, że już właściwie nikt nie pamięta.
Potem wydawało się, że ta rekonstrukcja ma nastąpić tuż po wyborach.
Potem premier zamiast rekonstrukcji zrobił wotum zaufania, poprosił Sejm o to.
To też trwało parę tygodni, coś tam się działo, mieliły się te tryby.
No i dopiero we środę odbyła się prezentacja nowych ministrów, we czwartek zaprzysiężenie.
W piątek, dziś, gdy nagrywamy, właśnie toczy się posiedzenie Rady Ministrów, ale przed tym posiedzeniem Rady Ministrów premier...
zdyscyplinował wszystkich nowych ministrów.
Ale po kolei.
Michale, co się wydarzyło w tym tygodniu, twoim zdaniem?
Tak, nie przejdziemy do pytań, bo tych pytań mamy mnóstwo.
Sami do siebie, fajnie jakby ktoś nam też z rządu, czy chociaż z Platformy Obywatelskiej, gdzie dużo o tej rekonstrukcji się...
rozmawiało w ostatnich tygodniach i często puszczali parę z gęby posłowie w takich rozmowach na ofie, jak oni to widzą i jakie będą kolejne kroki.
Fajnie, jakby w najbliższych dniach nam odpowiedzieli.
Będziemy oczywiście podpytywać, czyli w najbliższych dniach zapraszamy także do nas na www.rp.pl i będziemy na te pytania, które dzisiaj postawimy, dalej odpowiadać.
Ja myślę, że były takie
Dwa momenty, o których warto wspomnieć.
Pierwszy to jest luty, kiedy w ogóle Donald Tusk zapowiedział rekonstrukcję.
To miała być rekonstrukcja po wygranych wyborach prezydenckich przez Rafała Trzaskowskiego i nikomu nie przechodziło do głowy, żeby robić rekonstrukcję przed wyborami, dlatego że...
Rafał Trzaskowski był zdecydowanym faworytem wyborów i wszyscy w Platformie, łącznie z premierem Tuskiem spodziewali się, że on wygra, więc rekonstrukcja przed wyborami, kiedy wszystko idzie dobrze, mogłaby tylko zaburzyć ten bieg po władzę do Pałacu Prezydenckiego.
Rozumiemy.
I jak wtedy Donald Tusk tą rekonstrukcję przedstawiał?
Mówił, że mamy dzisiaj największy rząd, a on sobie marzy, żebyśmy mieli jeden z najmniejszych rządów w Europie.
Że rekonstrukcja będzie bardzo duża i nada kopa do właśnie reformowania państwa, kiedy już będzie można to państwo reformować, kiedy nie będzie tego prezydenta, który będzie nam wszystko blokował.
Więc to była pierwsza wizja rekonstrukcji.
Możemy sobie teraz porównać...
jak ona wygląda naprawdę, to jest zupełnie inny pomysł i zupełnie inny cel rekonstrukcji po przegranych wyborach.
No ale drugim momentem, myślę, że tutaj jest moment ważniejszy, który warto zanalizować, był poniedziałek powyborczy, 2 czerwca.
Donald Tusk zaplanował przemówienie, które sobie nazwaliśmy publicystycznie Expo za premiera.
który o godzinie, z tego co pamiętam, 20.00 puściły telewizję.
Nie wszystkie, ale wiele telewizji informacyjnych.
I tam Donald Tusk powiedział, nic się nie stało.
Okej, przegraliśmy wybory, ale trzeba ruszyć do roboty pełną parą.
Nic nie zwalnia nas z odpowiedzialności za państwo.
Powiedział wtedy Donald Tusk, wiemy co robić.
I zrobimy rekonstrukcję, naprawimy wszystko, ruszymy.
Już wtedy zaczęły się pojawiać głosy, że rekonstrukcja powinna być szybciej, że to jest teraz moment, kiedy trzeba zmienić i pokazać, że naprawdę nic się nie stało i naprawdę ruszamy pełną parą.
I zaczęła się wtedy dyskusja.
w ramach koalicji rządowej.
Czy jednak jej trochę nie opóźnić?
Czy jednak nie przemyśleć wszystkiego?
A dlaczego teraz, kiedy Platforma przegrała wybory i kandydat Donalda Tuska, to my, koalicjanci, mamy tracić ministerstwa?
A dlaczego mamy się godzić na to, co nam dyktuje premier?
Platforma zaczęła myśleć o tym, czy w ogóle jakoś inaczej tego nie...
i potrzebowali czasu, żeby to przemyśleć.
Dwa miesiące.
Czy nie za długo?
To jest pierwsze pytanie.
Czy rekonstrukcja, w której z 26 członków gabinetu zostało 22?
Czyli możemy sobie procentowo pokazać, no nie jest to duża zmiana.
Ale będzie cięcie na wiceministrach, obiecał premier, aczkolwiek powiedział, no też nic na siłę.
Na razie tego nie wiemy.
Dostaliśmy informację, że będzie zupełna rekonstrukcja.
I to jeszcze było przez Adama Szłapkę na dzień przed rekonstrukcją we wtorek otrzymywane.
Ale Adam Szłapka się zgłosił do przegranych wyborów, prawda?
I to jest jeden z ministrów, który odszedł.
To też premier obiecał, że będzie...
zmiana komunikacyjna i jest rzecznik rządu, który przestał być ministrem do spraw europejskich.
No ale wiesz, na razie nie mamy tych wiceministrów.
Na razie miała być zmiana zupełna.
Mamy zejście z 26 do 22.
No nie jest to jeden z najmniejszych rządów w Europie.
Nic o wiceministrach wciąż nie wiemy, bo rekonstrukcja została rozłożona na raty.
narracyjnie Platforma chciała przejąć debatę publiczną i najpierw, żeby się mówiło o rekonstrukcji, potem rekonstrukcja, potem to posiedzenie rządu piątkowe, czyli dzisiaj jak nagrywamy, no i dalej będziemy, mam nadzieję, taki jest plan, rekonstruować rząd wiceministrami.
Mi ten pomysł wydaje się bardzo ryzykowny i ja też od razu odpowiem na pytanie, które gdzieś tu zawisło w naszej rozmowie, czy to jest duża rekonstrukcja.
Ja wręcz ją nazwałem kosmetyczna, bo wydaje mi się, że dużo to się nie zmieniło.
A jak ty myślisz?
Bo ja w sumie nie wiem.
Jesteś w tym gronie ludzi, którzy uważają, że to jest zaskakująco poważne i nie spodziewali się aż tylu zmian, czy jednak, że chyba powinno zmienić się więcej?
Nim odpowiem na to pytanie, dodam jeszcze jedną rzecz do twojego kalendarza, który pokazałeś, co się działo od 2 czerwca.
Po drodze był jeszcze jeden moment, który moim zdaniem warto tutaj wspomnieć.
Na tej osi czasu.
I ten moment to był 30 czerwca.
To był pierwszy dzień wakacji.
Bo wtedy polityka przechodzi na zupełnie inne tryby.
Większość wyborców, takich zainteresowanych polityką i niezainteresowanych polityką, zaczyna żyć zupełnie innymi sprawami.
Dzieci kończą szkołę, zaczyna się planowanie wakacji, wyjazdy wakacyjne itd.
I to jest rzecz, która jest tutaj bardzo istotna.
Na to zwraca uwagę tydzień temu Michał Kolankow w politycznych Michałkach,
że sondaże robione w wakacje zawsze są obarczone pewnym błędem.
W tym sensie, że nie do końca wiemy, do kogo się dodzwoniliśmy.
Metodologicznie wszystko jest ok, ale czasami tam są pewne niespodzianki.
Bo żyjemy innymi tematami.
Jeżeli dobrze pamiętam, ty też byłeś tydzień na urlopie i nie śledziłeś cały czas wszystkiego.
Znaczy zupełnie jest inny odbiór informacji w czasie wakacji.
I teraz to jest moje zasadnicze pytanie o sens rekonstrukcji 23, 24, 25 lipca.
Ponieważ co prawda już od lat nie mamy w polityce polskiej sezonu górkowego, ale jednak coś się zmienia.
Inny jest rytm obiegu informacji.
Wiele stacji radiowych i telewizyjnych na przykład zawiesza stałe poranne audycje, poranne wywiady.
Inaczej się to wszystko...
My prawie zawiesiliśmy Michałki.
My prawie zawiesiliśmy Michałki.
Nie robimy też codziennego podcastu, rzecz w tym, jak wielu różnych naszych kolegów czy konkurentów na rynku podcastowym.
Po prostu mniejsze jest natężenie tych wszystkich rzeczy.
I w tym sensie zastanawiam się, czy termin tej rekonstrukcji nie jest błędem.
Nie tylko dlatego, że minęły dwa miesiące od wyborów, ale gdyby to zostało zrobione w ostatnim tygodniu,
czerwca, wtedy, kiedy jeszcze była szkoła, kiedy jeszcze żyliśmy tymi tematami, to by zupełnie inaczej byśmy odbierali to, co się wydarzyło.
I w tym sensie tak, zgoda, mam wrażenie, że to jest taka trochę przenoszona ciąża.
Drugie pytanie, czy to zasadnicze twoje pytanie, czy to była duża zmiana, czy mała?
Ja myślę, że ona była i duża, i mała równocześnie.
Nie straciło stanowiska kilka osób, które wszyscy byli przekonani, że stracą.
Na przykład pani minister Barbara Nowacka.
I myślę, że pani minister Barbara Nowacka zawdzięcza swoje stanowisko w dużej mierze arcybiskupowi Wiesławowi Meringowi, który bardzo mocno zaatakował podczas pielgrzymki Radia Maria na Jasnej Górze.
Mówił o tym, że polska szkoła jest dzisiaj w rękach Barbarii.
i że to są antypolskie działania i tak dalej, i tak dalej.
A Donald Tusk nie może sobie pozwolić na to, żeby to biskupi meblowali mu rząd.
No to się wtrącę, to wszystko ładnie się zgrywa też z plotką, która chodzi w kuluarach rządowo-sejmowych, że i tak straci to stanowisko w listopadzie, w momencie, kiedy będzie druga część rekonstrukcji, wymiana marszałków, bo nie tylko jednego marszałka sejmu, ale też przecież wicemarszałka Michała Kamińskiego Senatu,
I wtedy Polska 2050 ma zyskać wicepremiera, a stanowisko jednak ma stracić Barbara Nowacka.
No więc to rzeczywiście by to potwierdzało.
O tym, co się wtedy wydarzy, jeszcze powiemy, no bo chciałem, żebyśmy zrobili osobny podpunkt w postaci Szymona Hołowni.
Ale to jest ta kwestia.
Najsilniejszą zmianą, są dwie silne zmiany.
To jest kwestia awansu Radosława Sikorskiego.
Ale widzę, że ten awans przeraził Radosława Sikorskiego.
On w którejś z audycji radiowych czy telewizyjnych powiedział, że jeśli pojawią się sondaże pytające o to, czy on powinien zostać premierem, to będą sondaże zamawiane przez tych, którzy chcą go zniszczyć.
I to jest moim zdaniem całe ryzyko jego sytuacji w tej chwili.
Z jednej strony wiemy, że Donald Trump dał mu zielone światło na to, żeby się troszeczkę postroszył w piorka.
Żeby się budował.
Dał mu pozycję wicepremiera.
Bardzo go wzmocnił w tym swoim przemówieniu.
Zobaczyliśmy, że ta konstrukcja jest szersza niż nam się wydawało, że to nie tylko chodzi o to, że Radosław Sikorski ma być ministrem spraw zagranicznych i wicepremierem, że to jest taka kwestia tylko czysto prestiżowa, tylko Tusk wymienił kilka rzeczy, które on będzie robić.
Tak po pierwsze polityka zagraniczna, to co było dotychczas wiadomo, że dyplomacja jest pierwszą linią obrony państwa przed wojskiem.
Więc to jest ta bardzo ważna funkcja.
Ale Donald Tusk dodał do tego jeszcze politykę europejską, która wraca do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Była w kancelarii premiera.
Teraz te wszystkie departamenty europejskie mają wrócić do polityki, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Wspomniałeś Adam Szułapka, który był konstytucyjnym ministrem do spraw europejskich, stracił stanowisko.
I to jest ten jeden z pięciu, bo pojawił się nowy minister Berek.
Tylko, że minister Berek też był członkiem konstytucyjnym ministrem wcześniej, jako szef Komitetu Stałego.
Miał funkcję wcześniej, teraz jest nadzorcą rządu.
Czym ministrem odpowiedzialnym za wdrażanie polityki rządu.
Więc to jest ta druga rzecz.
I jeszcze trzecia rzecz, którą powiedział Donald Tusk, która była moim zdaniem niezwykle ciekawa, czyli to Sikorski będzie odpowiadać po polskiej stronie za wejście Ukrainy do Unii Europejskiej.
Z jednej strony wiemy, że Komisja Europejska nie zaplanowała wejścia Unii Europejskiej do czasów kolejnego budżetu, czyli to jest ta perspektywa 7-8-letnia.
Na pewno wtedy Unia Ukrainy nie przyjmie, mimo że są w budżecie zaplanowane pieniądze na pomoc Ukrainy.
Ale równocześnie to Sikorski ma być tym, który w imieniu Polski będzie pilnować naszego interesu w tym wszystkim.
I z jednej strony, Tusk to powiedział wyraźnie, pełna solidarność i pełna lojalność z Ukrainą, tam gdzie chodzi o walkę z Rosją.
To znaczy tutaj Polska w żaden sposób nie... I to jest moim zdaniem troszeczkę zmiana tego akcentu z kampanii wyborczej, który był zdecydowanie antyukraiński.
Po wszystkich stronach sam Rafał Trzaskowski apelował do rządu o odebranie 800+, niepracującym Ukrainkom.
Więc militarnie pełne wsparcie.
w konflikcie z Rosją, oczywiście z wyłączeniem wysłania wojsk na Ukrainę, ale jeśli chodzi o kwestie negocjacji akcesyjnych i tak dalej, bardzo asertywne bronienie własnego interesu.
I tu przypomnę kwestię zeszłych wakacji, bo nie wiem, czy pamiętasz, to była jedna z rzeczy, która najbardziej zbudowała Radosława Sikorskiego, to było to, jak został zaatakowany przez Wołodymyra Zeleńskiego.
Były dwie takie sytuacje.
Siedział na kampusie Polska w sierpniu zeszłego roku Radosław Sikorski ze swoim ówczesnym odpowiednikiem Dmytrą Kułabą, który powiedział te nieszczęsne słowa dotyczące rzezi wołyńskiej, nie nazywając tego oczywiście rzezią.
mówiąc o wydarzeniach, bo tak to się mówi, tragedia wołyńska albo wydarzenia wołyńskie w Ukrainie na to, które były poprzedzone skomplikowaną współpracą polsko-ukraińską.
I wtedy ten temat po prostu wybuchł.
Przypomnijmy, od początku wojny tylko gdzieś na marginesie pojawiały się kwestie związane z wojniem.
To właśnie Kułeba wjechał z tym tematem.
I potem został odwołany.
Jego miejsce zajął Andrzej Sibycha na stanowisku ministra spraw zagranicznych Ukrainy.
A potem jeszcze było wypowiedź na jednym z konferencji w Kijowie na temat przyszłością, gdzie Radosław Sikorski mówił o tym, jak trudno będzie odzyskać Krym Ukraińcom.
I to wywołało wściekłość, zostało zaatakowane przez samego Zamińskiego.
I wówczas z Platformy Obywatelskiej płynęły takie głosy, o patrzcie się, patrzcie, patrzcie, Radosław bardzo mocno zaczął budować swoją pozycję, no i wtedy mieliśmy prawybory.
On tak mocno zbudował swoją pozycję, że mieliśmy prawybory.
I dzisiaj, gdy Donald Tusk mówi, tak, to jest ten człowiek, który będzie dbał o nasze interesy antyrosyjskie, ale też asertywne wobec Ukrainy, mam wrażenie, że to jest robota idealnie skrojona pod Sikorskiego, ponieważ on swoim konfliktem z Zeleńskim dowiół do tego, że będzie walczyć o polski interes.
I to jest moim zdaniem ta największa zmiana, ale ona ma charakter...
No trochę taki szczegularski.
To znaczy, jeżeli ktoś wytrzymał ostatnie cztery minuty mojego wywodu na temat Radosława Sikorskiego i powracanie do Adama i Ewy oraz przejścia Mojżesza przez Morze Czerwone, to dotrwał do tego momentu naszego podcastu.
Ale to nie jest jakaś masowa rzecz, która będzie.
Ludzie będą widzieli, o, rośnie Sikorski.
To nim przejdziesz do tych drugich, to ja tylko bym dorzucił, bo to jest bardzo...
Ważna refleksja mam wrażenie, że zobacz jak ta polityka bywa zaskakująca.
Radosław Sikorski, który przegrywa prawybory i wydaje się, że traci taki moment, w którym naprawdę jego kariera może nabrać rozpędu.
Już tyle razy się starał.
Próbował się zbudować, że wszystko było na miejscu.
I świat sprzyja temu marszowi na prawo.
I Sikorski wydaje się idealnym kandydatem.
Przegrywa prawybory z Trzaskowskim.
Po raz drugi przegrywa prawybory w Platformie o start w wyborach prezydenckich.
No wydaje się, że koniec.
Mija parę miesięcy.
Ten, który miał wygrać wybory prezydenckie, Rafał Trzaskowski je przegrywa.
Musiał wygrać wybory, on nie miał, on musiał wygrać.
Wszyscy mówią, a Radosław Sikorski by wygrał.
Błąd, trzeba było na niego postawić.
Zaczynają się wątpliwości, co jeszcze wcześniej w ogóle nam nie przechodziło do głowy i nie wyobrażaliśmy sobie, że tak szybko pojawią się wątpliwości co do...
liderstwa Donalda Tuska.
A tutaj z samej platformy słyszymy, premier powinien ustąpić.
Czas na poważną zmianę.
Wszyscy mówią, kto?
Radosław Sikorski.
Z człowieka, który był przegrany na jesieni, już latem staje się głównym faworytem do przejęcia urzędu premierowskiego.
Napisałeś to zresztą w komentarzu, a mianowicie, że teraz już pytanie nie jest, czy, tylko tak naprawdę, kiedy Radosław Sikorski zastąpi Donalda Tuska?
A zarazem Donald Tusk wcale nie zamierza mu tego ułatwiać, bo w swoim dobrym, starym stylu robi rzecz, która zarazem może być interpretowana jako wzmocnienie konkurenta politycznego, czyli daje mu takie wicepremiera, a z drugiej strony jest to bardzo trudne wyzwanie i bardzo łatwo, jak też zauważyłeś, na nim się wyłożyć, bo Radosław Sikorski może w tej chwili zacząć się zbierać
To całe niezadowolenie z rządu, że rząd jest niesprawczy, że się nie udaje jako wicepremier, będzie mu bardzo trudno od tego się odciąć, bo już nie jest człowiekiem, który jeździ tylko do Nowego Jorku na spotkania w ONZ, ale przy okazji zwoływania Rady Bezpieczeństwa.
Nie jest człowiekiem, który tylko świeci oczami, jak Polska radzi sobie za granicą i świeci oczami zagranicą.
za to, że w kraju niezbyt się udaje, tylko teraz będzie musiał pokazać cojones.
Albo się zbuduje, albo nie.
Donald Tusk otwiera furtkę do możliwej zmiany i że rzeczywiście jak będzie rząd miał gorsze wyniki i będzie coraz bardziej się spalał, no to będzie taka zmiana obliczona na efekt świeżości na parę miesięcy przed wyborami, powiedzmy na pół roku może.
może 10 miesięcy i odda władzy Radosławowi Sikorskiemu, albo pozbędzie się konkurenta i nikt już nie będzie za rok mówił, że Radosław Sikorski może zamienić Donalda Tuska.
Ostatecznie pogrzebie swoje szanse.
No ale Donald Tusk wtedy pokaże, no i widzicie, tak mówiliście, że Radosław Sikorski byłby lepszy, nikt już o tym nie pamięta.
To prawda i to było bardzo wyraźne na piątkowym inauguracyjnym posiedzeniu rządu.
To było tam, kto na to powiedział, trzydziesty, ale jakoby pierwsze posiedzenie, no bo to nowy skład, gdzie powiedział wyraźnie kochani, to jest jedna Łódź.
Tu jest jeden ster, tu jest jeden kapitan, ja trzymam ster, ja jestem kapitanem, tu jest jeden silnik, który pracuje i jesteśmy wszyscy na tej jednej łodzi.
A jak ktoś zagłosuje inaczej niż rząd, no to rozumiem... Następnego dnia się pożegnamy.
Więc to też było wyraźnie i to też dotyczyło zarówno tych nowych ministrów spoza Koalicji Obywatelskiej, czyli z partii koalicyjnych, ale to też dotyczyło, mam wrażenie, też samego Radosława Sikorskiego.
I to jest ta jedna duża zmiana.
Ale ona jest duża i mała.
Ona jest jej duża i mała, prawda?
Dlatego, że z jednej strony, tak jak mówiliśmy, to ona jest też dla szczegularzy.
Natomiast druga duża zmiana, która nastąpiła, to jest oczywiście pozbawienie stanowiska Adama Bodnara.
Mam wrażenie, że Donald Tusk...
W ogóle cała ta jego idea to była próba przypomnienia emocji z 2023 roku.
Tyle tylko, że mam poważne wątpliwości, czy te emocje jeszcze gdzieś istnieją, czy one istnieją tam, gdzie Donald Tusk ich szuka.
Czy młodzi stali w kolejce do Jagodna, dlatego że chcieli rozliczeń z PiS-em i są niezadowoleni?
Z tego, jak to było robione, uważają, że Adam Bodnar zawiódł.
Czyli chcieli normalności.
Czyli chcieli normalności i po prostu głosowali przeciwko PiS-owi, bo PiS po ośmiu latach się zużył.
Był partią oczywiście mającą problemy z polityką europejską, robiącą same błędy w polityce europejskiej.
I będącą taką po prostu przaśną, boomerską partią wtedy.
A Tusk i koalicja 15 października, a późniejsza,
Kojarzyła się z czymś nowoczesnym, z czymś, nie mówię tu wcale o kwestiach takich jak aborcja czy związki partnerskie, bo mam wrażenie, że poparcie, które otrzymał Karol Nawrocki, które otrzymał Sławomir Mencen, pokazują, że te tematy tak zwane obyczajowe są mocno przereklamowane.
Dodajmy, poparcie wśród młodych.
Dokładnie.
Gdyby to było tak, że kwestia dostępności aborcji jest tak ważna dla młodych kobiet, 25% młodych kobiet nie zagłosowałoby za Sławomirem Męcenem w pierwszej turze.
Więc to też o tym trzeba pamiętać.
Natomiast Donald Tusk uważa, tak sobie możemy, zresztą to było widać bardzo wyraźnie w tym, co mówił we środę, w tym, co mówił we czwartek, gdy wytknął Andrzejowi Dudzie, będąc w Pałacu Prezydenckim.
I w dodatku, mam wrażenie, że wyjątkowo koncyliacyjny był Duda podczas tego spotkania.
Gratulował ministrom, dziękował za służbę Polsce.
Donald Tusk odwdzięczył się czymś zupełnie innym.
Powiedział o łamaniu praworządności, o tym, że
Wszystko, co popsuli poprzednicy, czyli PiS?
W piątek powiedział, że oczekuje od niego, że będzie przede wszystkim prokuratorem generalnym i to bardzo twardym.
Więc biorąc pod uwagę, jak wyglądały losy osób w śledztwie o Funduszu Sprawiedliwości i nie myślę tutaj o Marcinie Romanowskim, który uciekł na Węgry, ale urzędniczka księdzu Michale Olszewskim i wielu innych osobach, które wpadły w
w tryby machiny prokuratorskiej, to aż strach się bać, co to znaczy dla tych ludzi.
Jeżeli ktoś popełni przestępstwo, uważam, że powinien z całą mocą odpowiedzieć za to.
Natomiast no właśnie pytanie, czy ta emocja rozliczeniowa, ona jest szalenie mocna w tej chwili wśród sympatyków takich twardo twardych i radykalnych Donalda Tuska na Twitterze, ale nie mam wrażenia, żeby to była masowa emocja.
I zobaczmy, co się stało z całą narracją dotyczącą fałszerstw wyborczych.
Gdzie się to wszystko podziało dzisiaj?
Gdzie jest w tej chwili to przekonanie o tym, że komisje wyborcze masowe były przejmowane przez braci i kamraci?
Tak naprawdę Adam Bodnar zrobił co mógł, czyli wszczął śledztwo w sprawach, które wydawały się wątpliwe.
No i w zeszły piątek sam zaczął to mówić.
Mówił to w tym studio Jackowi Niedzienkiewiczowi.
Mówił, że właściwie on już niewiele jest w stanie zrobić więcej i w tym tygodniu, który mamy teraz się właśnie kończy.
Ostateczne raporty z przeliczenia głosów spływają, no ale większość z nich, trzy czwarte, pokazuje, że nie było nieprawidłowości.
Owszem, były w jednej trzecie czy jednej czwartej nieprawidłowości, nie powinno ich mieć, ale one nie mają wpływu na ostateczny wynik, ponieważ jak tak naprawdę zsumujemy te różne nieprawidłowości, to w jednych były na korzyść Trzaskowskiego, w innych na korzyść Nawrockiego.
I...
Co Adam Bodnar miał zrobić, żeby ten elektorat żądny sprawczości usatysfakcjonować?
Domagać się unieważnienia wyborów?
Przypomnijmy, to był cały paradoks tego, że Adam Bodnar kwestionował Izbę Kontroli Nadzwyczajnej, ale powiedział, że jego zdaniem wybory były ważne, mimo że Izba Kontroli Nadzwyczajnej brutalnie potraktowała, czy po prostu z pogardą potraktowała...
I to też zawarł w liście, który wysłał do marszałka Szymona Hołowni.
W związku z tym problem jest taki, że w mojej ocenie misja Adama Bodnara kończy się tak, jak się kończy, bo ona była niewykonalna.
Nie był w stanie zaspokoić ani opozycji, która nazywała prokuraturę bodnarowcami i widziała w nim głównego winowajcę prześladowań politycznych.
A z kolei ci radykalni sympatycy, którzy domagali się zemsty, nie wszyscy domagali się zemsty, ale część domagała się po prostu zemsty, no oni byli strasznie rozczarowani tym, co robi Adam Bodnar.
I w tym momencie mam wrażenie, że to jest ta zmiana, że stawiamy na żurka, powołujemy do rządu Marcina Kierwińskiego.
Moje pytanie jest tylko takie, czy to jest...
Okej, ja mam inne pytanie.
Czy to naprawdę dla wyborców jest zmiana?
Bo nie mam żadnych wątpliwości, że dla najbardziej rozgrzanych, takiego twardego elektoratu Platformy Obywatelskiej, którzy sami się nazywali kiedyś silni razem,
To jest bardzo pozytywna zmiana i widzę, że po ich komentarzach w internecie, że doceniają tą rekonstrukcję i że uważają, że wreszcie rząd ruszy do przodu.
Teraz rozliczenia będą, nie tylko Waldemar Żurek będzie mógł to robić, ale także...
Bardzo się tutaj przyda w rządzie Marcin Kierwiński, który wraca na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i administracji.
No i oni uważają, że oczywiście to jest bardzo twardy szeryf.
Przypomnijmy to za jego właśnie panowania w MSWiA aresztowano i to w pałacu prezydenckim Kamińskiego i Wąsika.
Nie wiem na ile akurat Kierwiński rzeczywiście był takim twardym szeryfem, bo on mi się nigdy z takim twardym politykiem nie kojarzył.
On potrafi być twardy w jakichś rozgrywkach wewnętrznych w warszawskim pałacu, w ratuszu, przepraszam, gdzie ma mocne...
wpływy, ale w rządzie raczej nigdy się nie wychylał.
I też widzimy, jak Donald Tusk go potraktował, po prostu rzucając go na różne stanowiska, cofając go z Brukseli, do której bardzo chciał pojechać.
Silni razem, czy w ogóle ludzie, którymi i tak ten rząd w miarę się podobał, tylko oczekiwali większej sprawczości, są nie tylko usatysfakcjonowani, ale uważają, że to jest duża zmiana.
Ja mam bardzo duże wątpliwości, czy dla wszystkich innych to jest jakakolwiek zmiana.
Dla wyborców takich twardych opozycji, czy Konfederacji, czy Prawa i Sprawiedliwości, którzy byli przekonani, że Bodnar to i tak jest taki rozliczeniowiec, słowo bodnarowcy przecież, że Bodnar łamie...
Prawo, tak?
Przecież powszechnie uważają wyborcy Prawa i Sprawiedliwości.
I teraz przychodzi Waldemar Zurach, no to co?
Więcej tego samego.
Tylko ja mam pytanie, co uważają tak zwani normalsi?
Ludzie, którzy patrzą, że ten rząd w sumie postawił mocno na rozliczenia, które nie są najważniejsze dla nich, którzy oczekują sprawczości,
I teraz widzą, że największa zmiana, o której w mediach liberalnych najczęściej mówią, to jest zmiana Adama Bodnara, który w sumie głównie rozliczał z ich perspektywy, mam wrażenie, na Waldemara Żurka, który będzie jeszcze bardziej rozliczał.
Czyli więcej tego samego.
Ja mam wrażenie...
że z perspektywy przeciętnego człowieka to jest kosmetyczna zmiana, a z perspektywy liberalnych mediów i także naszej, bo ja też uważam, że to jest duża zmiana, no to wygląda troszkę inaczej, bo my doceniamy pewne niuanse w działaniu Adama Bodnara, czego nie widzą inni, bo Prawo i Sprawiedliwość narracyjnie to wygrało, narzuciło ten kontekst Bodnarowców i rozliczeń.
A Donald Tusk tylko to podkreśla, mówiąc o tym, że teraz przyspieszymy, że chcemy, żeby to był prokurator generalny.
I to jest gra, która bardzo się podoba Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Donald Tusk gra na polaryzację i uważa, że następne wybory będą za albo przeciw PiSowi i on chce pokazać, jak mocno ich rozliczamy i jaki PiS jest zły.
Jarosław Kaczyński w Tommy Graj, super, znowu o nas, będziemy w takim razie mogli obcinać poparcie Konfederacji, będzie się mówiło tylko o nas, my będziemy obrońcą Polski, my będziemy obrońcą normalności, oni się będą pokazywać jako rozliczeniowcy, a my będziemy jako ofiary.
No nie jestem przekonany, czy...
Czy tak powinna wyglądać rekonstrukcja rządu, który nie ma dużego poparcia wśród umiarkowanych wyborców?
Bo oni stawiają tylko na jedną kartę i myślą, tak jak słusznie zauważyłeś, że emocjami z 2023 da się wygrać, rozumiejąc te emocje jako emocje rozliczeniowe.
Po pierwsze, czy Donald Tusk ma dzisiaj jakiś inny rezerwuar mocy niż emocje z 2023 roku?
Moim zdaniem nie ma.
I nie potrafi wymyśleć nowego rezerwaru.
Nie potrafi zrobić tego, co zrobił wtedy, czyli rozbudzić na nowo pewnych aspiracyjnych emocji.
I rozmawiałem w ostatnich dniach z człowiekiem, który był bliskim współpracownikiem Donalda Tuska w pierwszym rządzie, w latach 2007-2014, który mówi tak...
Rozmawiam ostatnio z ludźmi, którzy są naszymi wyborcami.
I tak zagłosują za Platformą, i tak zagłosują za Koalicją Obywatelską.
Patrzą na rekonstrukcję i przychodzą do mnie i pytają, a właściwie po co on to robi?
Po co jest jeszcze więcej tych emocji?
Po co jest jeszcze więcej tego rozliczania?
I myślę, że to jest bardzo trafna intuicja i do tego dodam to, o czym napisał nasz redakcyjny kolega Artur Bartkiewicz.
Jeżeli popatrzymy na kampanię wyborczą prezydencką, to tak długo jak...
Ani Donald Tusk, ani Rafał Trzaskowski nie atakowali wprost Karola Nawrockiego.
Karol Nawrocki gdzieś się błąkał pomiędzy drugim a trzecim miejscem w sondażach.
Dopiero gdy oni go wzięli na cel, Nawrocki i tak został wywindowany, że ostatecznie zajął drugie miejsce.
I jak wiemy, ostatecznie wygrał wybory prezydenckie, bo go zbudowali tą polaryzacją.
Gdy się do niego nie odnosili, gdy był mniej ważny, jak gdyby nie był punktem odniesienia,
to szanse na to, że wygrałby wybory prezydenckie były znacznie mniejsze.
Pamiętam, jak chyba ci opowiadałem, jak rozmawiałem kiedyś z jednym ze sztabowców PiSu, który mówił, dla nas momentem przerumowym było końskie.
Bo do końskich...
Właściwie wszyscy się naśmiewali z tego Nawrockiego i była taka sytuacja, że właściwie on co by tam biegł w jakimś tłumie.
No i tak był takim, no właśnie, no nie był tym istotnym.
Natomiast w momencie, w którym została zrobiona debata w Końskich, która miała polegać na tym, że Trzaskowski wyzywa Nawrockiego na pojedynek, wszystkie emocje kampanijne zwróciły się przeciwko Trzaskowskiemu.
W związku z tym Trzaskowski odbił tę emocję w stronę Nawrockiego.
A rozgrywającym stał się Nawrocki, bo to on zorganizował pierwszą debatę, to on z Hołownią poszli potem razem ze wszystkimi kandydatami i to on był człowiekiem, który nagle wyrósł na lidera.
Dokładnie tak.
I to jest zresztą ten moment taki polaryzacyjny.
I teraz tutaj ważna właśnie rzecz, do której zmierzamy.
Czyli z jednej strony to, co mówi Artur Bartkiewicz, z drugiej strony to, co mówił mój rozmówca z takiego naprawdę twardego zaplecza platformy.
I to wszystko nas prowadzi do tego, że może Donald Tusk inaczej nie potrafi.
On potrafi grać tylko w jedną grę.
Jak ja go słuchałem wtedy na tym spotkaniu w kancelarii premiera, gdzie on przedstawiał, gdzie on mówił o tych w Polsce, którzy dobrze życzą Rosji.
na litość boską, ile jest w Polsce osób, które trzymają kciuki za Rosję?
To jest takie realne siły prorosyjskie, to jest jakiś skrajny margines.
W to się wierzy w bańce silnych razem.
Ale w to się wierzy, tak?
I teraz powrót do opowieści, że tak naprawdę Nawrocki jest prorosyjskim kandydatem, że PiS jest prorosyjską partią.
Okej, właśnie tak jak mówisz, jest część ludzi, która w to uwierzy i tym żyje, ale tych rysztusk ma.
Czy on chce tych normalców przekonać o tym, że Nawrocki jest prorosyjski?
Ten Nawrocki, którego wczoraj, czyli we czwartek osobiście chwalił Donald Trump, kontrowersyjny, ultrakontrowersyjny, ale jednak przywódca mocarstwa, które wierzymy, że nas ochroni przed Rosją.
to się już po prostu kompletnie tutaj nie trzyma.
Ale wiesz, no mamy fakty, bo możemy oczywiście się zastanawiać, mówić o badaniach, mówić o emocjach, ale jedynym faktem, jaki mamy i który jest absolutnie przeciwko wizji Donaldowi Tuskowi, są wyniki wyborów prezydenckich.
Koniec końców Polacy, często właśnie ci normalsi, często ci, którzy wcale na PiS nie chcieliby zagłosować, zdecydowali się poprzeć Karola Nawrockiego przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu.
Czyli okazało się, że mimo że są rozmaite emocje, to jak przyjdzie do gry polaryzacyjnej jeden na jednego, Tusk na Kaczyńskiego, Nawrocki na Trzaskowskiego, to ludzie wybierają inne emocje niż rozliczeniowe, niż strach przed PiSem.
Są w stanie się przekonać do tego, że PiS może dać im coś innego.
I Donald Tusk nie zadaje sobie tego pytania.
Jakie to są emocje?
Albo w jaki sposób należy to zmienić?
Ja przygotowując się do podcastu zapisałem sobie tylko jedno pytanie.
I myślę, że to jest pytanie kluczowe.
Ty też o tym trochę wspomniałeś.
Czy Donald Tusk jest zdolny do zmiany?
Ciebie?
Tak, bo to jest pytanie kluczowe na dzisiaj.
Widzimy, że to nie działa.
Widzimy, że Donald Tusk idący do studia telewizyjnego, do Rymanowskiego, czy jeszcze jednego wywiadu udzielił tuż przed drugą turą,
mówiący o sprawach polaryzacyjnych, atakujący Karola Nawrockiego jako złego kandydata, no wcale Trzaskowskiemu nie pomógł.
Co robi teraz?
Kontynuuje tę strategię.
Jeżeli dwa razy robisz dokładnie to samo i liczysz na inny efekt, to...
Nie brzmi to najbardziej sensownie.
Jak mogłaby wyglądać, myślę, taka prawdziwa zmiana i zmieniony premier Donald Tusk?
W sensie, jakby on na przykład 2 czerwca jednak naprawdę ruszył pełną parą.
Gdyby postawił nie na kwestie rozliczeniowe, one musiałyby być ważne i powołanie Waldemara Żurka może byłoby sensowne, bo by pokazało właśnie, że nie zapominamy o tym i będą rozliczenia, ale zrobiłby też coś innego.
oznajmił, że będzie bardzo silne Ministerstwo Gospodarki i Energii, a potem je zrealizował już w czerwcu, kiedy wszyscy czekali na jakieś konkrety.
Już wtedy by zaczął mówić to, co mówił właśnie w piątek na pierwszym posiedzeniu nowej Rady Ministrów, czy odświeżonej Rady Ministrów, że my doprowadzimy do uproszczenia systemu podatkowego.
Dlaczego takie rzeczy, taka wizja podstawowa nie pojawiła się 2 czerwca?
Dlaczego od tego nie zaczęli, a dopiero potem zaczęli myśleć o konkretnej rekonstrukcji?
Dlaczego, jeżeli tyle się mówi i przecież my słyszeliśmy o Ministerstwie Energii przez ostatnie tygodnie, Michał Kolanko o tym pisał i zostały rozbudzone nadzieje.
I na koniec co my dostajemy?
Dostajemy Ministerstwo Atomu.
Bo wciąż istnieje Ministerstwo Klimatu i dlaczego nie stał się na przykład Miłosz Motyka szefem zarazem Ministerstwa Klimatu, które zajmuje się odnawialnymi źródłami energii?
Dlaczego premier powołując Miłosza Motykę i tak go obcina?
jego ambicje mówiąc, no ale spółki Skarbu Państwa wciąż będą należały do ministra Balczuna i zostają w mapie.
Sam premier powołując motykę mówi, że to nie będzie Ministerstwo Energii, czyli cała ta narracja, na którą bardzo liczył polski biznes, na którą wszyscy mówili, że będzie wreszcie jakaś zmiana, od razu jest obcięta i te ambicje są pokazane jako małe.
No przecież
Tu nie ma prawdziwej zmiany i nie dostajemy wciąż prawdziwej wizji, a jeśli ją dostajemy, to tak rozciągniętą w czasie i podzieloną na etapy, że w zasadzie nic się nie zmienia.
Wygląda się, jakby rząd w ogóle się tym nie zajmował.
Mało tego, powiem ci, że to samo dotyczy Ministerstwa Sprawiedliwości.
Gdybyś zapytał kogoś na ulicy, co myśli na temat sytuacji w wymiarze sprawiedliwości...
to nie byłaby pierwsza myśl, w zależności od poglądów politycznych, jestem za naosędziami, jestem za paloosędziami i tak dalej.
Pierwsza myśl byłaby taka, i wiemy, że to wynika z badań, które zamawiają politycy, a mianowicie chcielibyśmy, żeby wreszcie wyroki były ostateczne.
To znaczy, jeżeli pokłócę się...
o spadek postryju, albo pokłócę się o to, czy płot ma być metr w tą, czy metr w tamtą z sąsiadem, to, że wyrok będzie wyrokiem ostatecznym i to nie będzie zależało od tego, czy sędzia został powołany albo awansowany między 2019 rokiem, a...
2023, czy też dostał nominację w latach 80., tylko chce mieć pewność, że ten wyrok będzie wyrokiem i że będzie sprawiedliwym.
I w tym sensie mam wrażenie, że Donatusk trochę to rozumiał, powołując nową minister zdrowia.
Mówiąc, że ona ma zapewnić to, żeby dobrze było pacjentom, a nie lekarzom.
Już się oczywiście lekarze na to złaszczą, że to populizm, bo to jest populizm, ale zabrakło tego samego w przypadku ministra sprawiedliwości.
Jeżeli minister sprawiedliwości ma być głównie prokuratorem generalnym, to ja się pytam, co z tymi setkami tysięcy Polaków, którzy mają sprawy w sądach,
i z przerażeniem patrzą, kto będzie ich sprawę rozpatrywał.
No bo jeżeli to będzie tak zwany neosędzia, no to wówczas ten wyrok może zostać zruszony albo może zostać całkowicie anulowany.
Jak było kilka przypadków spraw grubych, spraw o morderstwa, w których osoby skazane zostały wypuszczone na wolność, bo niewłaściwy skład sędziowski rozpatrywał ich sprawę karną.
Może ja jestem naiwny i teraz widzę, że rzeczywiście to była trochę naiwność polityczna, ale mnie się wydawało 2 czerwca, że rząd to będzie rozgrywał trochę inaczej, że najpierw będą starali się pokazać sprawczość, próbując dogadać się z nowym prezydentem, że odpuszczą trochę tą polaryzację, widząc, że przegrali wybory prezydenckie na polaryzacji,
I że powiedzmy rok czy parę miesięcy, szczególnie może jeszcze spróbują dogadać się z odchodzącym Andrzejem Dudą, na przykład w kwestiach TVP, takich rzeczach, gdzie mogliby pokazać, że my naprawdę chcemy normalności, a Andrzej Duda na koniec kadencji może, jak pisał zresztą Bogusław Hrabota w Rzeczpospolitej, może będzie chciał jeszcze coś dobrego zrobić i zostać zapamiętany nie jako ten...
od praworządności, ale ten, co na koniec jednak z rządem się jakoś w ważnych kwestiach porozumiał.
Donald Tusk tego nie zrobił.
Myślałem, że jak będzie rekonstrukcja, to może trochę jednak będzie mniej pójścia na zwarcie, bo teraz trzeba pokazać, że jakieś sprawy zostaną załatwione.
Trzeba będzie dogadać się z prezydentem, przepchnąć parę ustaw.
ogólnie dobrych, na które wszyscy się zgadzają, nie wiem, gospodarczych, dotyczących właśnie energetyki, po to, żeby pokazać, że rząd naprawdę ma jakiś pomysł na zmianę Polski i że wie, tak jak mówił Donald Tusk, że trzeba się dogadać i że jest jakiś plan B.
I wiedząc, że polaryzacja i tak jest ważna i polityka działa jak działa i trzeba jednak dzielić, by rządzić, to ta polaryzacja zostanie wykorzystana na ostatni czas przed wyborami, na przykład na ostatnie pół roku będzie pokazywane, jaki PiS jest zły i wtedy będą jakieś efekty rozliczeń, które działy się gdzieś w tle, no bo bez sensu, jak widzimy, dawać na pierwszy plan rozliczenia, które wciąż nie mają efektów i że nastąpi jakaś realna zmiana.
Jestem jednak trochę zaskoczony, mimo że widzę swoją naiwność, że jest absolutnie na odwrót, czyli że najpierw stawiamy na absolutną polaryzację i niczego nie załatwimy, a w momencie, kiedy się okaże, że Polakom to się nie podoba i rząd straci, poparcie już doszczętnie i będzie najgorzej ocenianym rządem w historii, bo naprawdę niewiele mu do tego brakuje,
to wtedy zrobimy zmianę, odpuścimy polaryzację, Donald Tusk ustąpi miejsca Radosławowi Sikorskiemu, on powoła zupełnie nowy rząd ekspercki, tam będzie dużo kobiet, dużo ludzi młodych, przedstawią nową wizję dla normalców i pójdą do wyborów, które będą zorganizowane jako referendum za nową wizją czy przeciwko niej.
Jest zupełnie na odwrót niż podpowiada mi politologowi taki zdrowy rozsądek.
I pytanie, czy to się może zmienić?
I tu bym jeszcze wrzucił postać, o której mówiliśmy najmniej, ale zapowiadaliśmy, że powiemy, czyli postać Szymona Hołowni.
Bo Szymon Hołownia wykonuje kilka ciekawych moim zdaniem ruchów, ale też mogą go za to spotkać Będzki.
Spotkał się z Garolem Nawrockim.
Ogłosił, że nie będzie robił żadnych ruchów związanych z próbą utrzymania się na stanowisku marszałka Sejmu.
i odda 13 listopada zgodnie z obietnicą to stanowisko Włodzimierza Witczarza z temu.
To będzie związane z tą wymianą marszałków, o której mówiłeś.
Lewica jest przekonana, że wtedy Szymon Hołownia, wbrew temu co słyszymy dzisiaj, będzie chciał wejść do rządu na stanowisko wicepremiera.
I takie plotki po lewej stronie się pojawiają.
Wiemy, że w tej rozgrywce
Nie dostała partia Szymona Hołowni wicepremiera.
Dostała za to ministra kultury.
Może gdzieś tutaj dojdzie do jakiegoś mergeru w przyszłości.
Uchowała się też bardzo kiepsko oceniona ministra Paulina Henning-Kloska, co jest zaskakujące.
Co twoim zdaniem jest... Mówiliśmy o tym, że Donald Tusk musi się wymyślić na nowo.
Moim zdaniem politykiem, który musi wymyślić się na nowo całkowicie jest też Szymon Hołownia i to nie za dużo tych elementów w naszej układance politycznej czy w naszej koalicji rządzącej, które po prostu muszą znaleźć całkowicie nowy sposób na swoje funkcjonowanie.
Dodałbym też, że Lewica w momencie, kiedy będzie się coraz bardziej, coraz mocniej budował, Radosław Sikorski też będzie musiała wymyśleć się na nowo, bo w momencie, kiedy rzeczywiście zostanie powołany taki dość prawicowy rząd, bo Radosław Sikorski i środowisko, z którego się wywodzi, no raczej nie jest środowiskiem, które dobrze dogaduje się z Włodzimierzem Czarzastym, a też przypomnijmy, to jest bardzo ciekawa informacja, pojawiły się,
właśnie upublicznione dokumenty, wcześniej tajne dokumenty dyplomatyczne w Wielkiej Brytanii, z których się dowiedzieliśmy, że Leszek Miller się chwalił przed premierem Blerem, że to jego rząd zablokował kandydaturę Radosława Sikorskiego na ambasadora w Brukseli.
I skarżył się na artykuł N. Applebaum.
Która go teraz strasznie za to atakuje, a służby dyplomatyczne przyznały, że chyba coś jest rzeczywiście na rzeczy.
Więc bardzo ciekawa historia.
No ale w momencie, kiedy będziemy mieli Radosława Sikorskiego jako premiera, no to lewice...
już ostatecznie chyba musi z tego rządu wyjść, połączyć się znowu z Razem i wystartować jako lewicowa alternatywa dla coraz bardziej prawicowego rządu.
Więc wszystkie tak naprawdę frakcje w koalicji w tej chwili muszą wymyślać się na nowo.
A wracając do Szymona Hołowni, to jemu to wymyślanie się na nowo na razie trochę moim zdaniem się nie udaje, bo stał się wrogiem publicznym numer jeden.
Tylko pytanie,
Czy on miał w ogóle jakąkolwiek alternatywę w sytuacji, w której tu nic do siebie nie pasuje?
I jego przyszłość po tych wyborach prezydenckich, no w zasadzie jakie on ma możliwości?
A może on powinien założyć takie specjalne stowarzyszenie czy klub razem z Adamem Bodnarem, czyli tych, których po prostu wszyscy nie lubią, wszyscy krytykują tych.
Bo wiesz co, jest rzecz, którą chyba warto w takiej rozmowie poruszyć.
Przyszłość partii Polska 2050 jedyną wydaje się sensowną możliwością dla tej partii w momencie, kiedy rzeczywiście PSL się buduje na tych konserwatywnych wartościach, rośnie Konfederacja, Prawo i Sprawiedliwość dzięki też Donaldowi Tuskowi znowu wraca jako ten główny wróg i będzie się budować w...
Myślę, że coraz bardziej na tej polaryzacji i Donald Tusk też sobie zdaje z tego sprawę.
No to dla Polski 2050 chyba jedyną możliwą teraz opcją jest powrót do tych początków, do opowiadania o klimacie, do opowiadania o edukacji, do opowiadania o zdrowiu, do walki o bardziej pluralistyczne, albo w ogóle, ja bym powiedział, pluralistyczne media społeczne.
tylko, że do tej wizji nie do końca pasuje Szymon Hołownia, który jest konserwatywnym obciążeniem dla partii, która mogła być taka bardziej młodzieżowa.
Szymon Hołownia nie jest tak oceniany.
Jest oceniany jako katol, jest oceniany jako konserwatysta, który nie pasuje na twarz takiej partii.
I wydaje mi się, że to już przekreślił Szymon Hołownia, w sensie, że on dalej tej partii prowadzić nie będzie.
i nie dość, że zostaje bez stanowiska marszałka, przegrał wybory prezydenckie, na których bardzo mu zależało, to jeszcze chyba spisał na straty już swoje przewodniczenie tej partii.
Ale jak powiedziałeś przed chwilą, nigdy w polityce nie jest tak, że ktoś jest definitywnie przegrany.
Radosław Sikorski w listopadzie po ogłoszeniu wyników rekonstrukcji wydawał się... Nie rekonstrukcji, właśnie... Dla wyborów.
Czyli co, Szymon Hołownia za parę miesięcy wraca?
Może powróci.
Zobaczymy, ale na razie żegnamy się z Państwem.
Dziękuję Ci, Michale, za naszą rozmowę.
To jestem bardzo zawiedziony, że Ty nie powiedziałeś, jak Ty widzisz dalej przyszłość Szymona Hołowni.
To musimy nagrać za tydzień kolejny Michał.
Ojejku, znowu trzeba będzie Państwa... No, zobaczymy, zobaczymy.
Tak, to tutaj zostawmy ten element niepewności, bo gdybyśmy właśnie odpowiedzieli na wszystkie pytania, to nie sięgnęliby Państwo po kolejny odcinek, a zachęcamy do tego, żeby Państwo komentowali, żeby Państwo udostępniali.
lajkowali i robili wszystkie rodzaje interakcji, które najczęściej robi się z ulubionymi audycjami.
Dziękujemy tym wszystkim, którzy nas oglądali, tym wszystkim, którzy nas słuchali i oczywiście nie zapomnijcie Państwo
Nie zapomnijcie Państwo o prenumeracie Rzeczpospolitej.
Wejdźcie na stronę rppl.pl, tam dowiecie się wszystkiego.
Tak, subskrypcja i rekonstrukcja to były słowa klucze dzisiejszej audycji.
Dziękuję, do zobaczenia, do usłyszenia.
Podcasty Rzeczpospolitej.
Ostatnie odcinki
-
Twój Biznes | Wpadka KSeF, boom na rynku kurier...
04.02.2026 05:00
-
Twój Biznes | Krach na metalach szlachetnych, o...
03.02.2026 05:00
-
Twój Biznes | Polska gospodarka przyspiesza, sa...
02.02.2026 05:00
-
Rzecz o geopolityce | USA zmienia się w drapież...
31.01.2026 19:00
-
Polityczne Michałki | Pod Wawelem Miszalski ma ...
30.01.2026 16:00
-
Magazyn o biznesie | Szef browaru Pinta: piwo s...
30.01.2026 13:00
-
Twój Biznes | POLSTR zamiast WIBOR, cyfrowa woj...
30.01.2026 05:00
-
Twój Biznes | Tarcza antydronowa, UE i Wietnam,...
29.01.2026 05:00
-
Twój Biznes | Umowa UE–Indie, europejska spółka...
28.01.2026 05:00
-
Twój Biznes | Zwolnienia grupowe, umowa UE–Indi...
27.01.2026 05:00