Mentionsy
Monika Malec "Tajemnica obrazu"
Konserwacja przeprowadzona przez Muzeum Narodowe w Poznaniu potwierdziła, że obraz Józefa Pankiewicza "Targ na jarzyny " to kopia. Obraz był uważany za krok milowy w polskim malarstwie, przełamujący trendy. Do 7 grudnia w Muzeum Narodowym w Poznaniu można oglądać kopię obrazu po konserwacji i przedwojenne zdjęcie oryginału, na które zwrócił uwagę prof. Michał Haake z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. To on zauważył, że mamy do czynienia z kopią, a nie oryginałem. Reportaż "Tajemnica obrazu" opowiada o odkryciu profesora Haake i o roli malarstwa Józefa Pankiewicza.
Fot. Fragment przedwojennego zdjęcia obrazu z książki Michała Haake "Utracone arcydzieło. Losy obrazu "Targ na jarzyny" Józefa Pankiewicza".
Szukaj w treści odcinka
Muzea skrywają wiele tajemnic.
Jedna z nich wiąże się z obrazem artysty urodzonego w Lublinie.
Targ na Jarzyny Józefa Pankiewicza to obraz należący do kanonu malarstwa polskiego.
Oryginał wieszący w Muzeum Narodowym w Poznaniu oryginałem nie jest.
Michał Hake uderza w kanon.
Trwają obecnie badania konserwatorskie tego obrazu.
Tutaj niestety kropkę nad i musi postawić konserwator.
Bardzo często wydaje nam się, że dzieło już tak znane jest właśnie niepodważalne, że właściwie już więcej nic nie dodamy.
Okazuje się, że jak ktoś swoim bardzo precyzyjnym okiem spojrzy na to, może się czegoś dopatrzeć i zrobi wielką rewolucję, ale też pokaże prawdę o sztuce.
Muzealne sale były wyjątkowym miejscem dla malarza Józefa Pankiewicza.
Teraz znajdujemy się też w Muzeum Narodowym w Dublinie i mamy prace pochodzące z różnych okresów twórczości Pankiewicza.
Zatem ta nasza kolekcja, choć bardzo skromna, jest w pewnym sensie instruktywna i przekrojowa.
Pozwala zobaczyć te różne aspekty i etapy twórczości Józefa Pankiewicza.
Swoich uczniów godzinami oprowadzał po lówrze opowiadając o najważniejszych malarzach w historii sztuki i ich dziełach.
To jest jeden z obrazów, który znowu wykonał jako pejzaż z Francji pod wpływem kolejnych podróży do Francji do początku XX wieku i pokazujący im ślad zachwytu nad trwającym oddziaływaniem impresjonizmu.
Być może na jego twarzy rysowało się podobne skupienie do tego, które obserwuje u doktora habilitowanego Marcina Lachowskiego.
Kustosza w Muzeum Narodowym w Lublinie.
Z wielu powodów Pankiewicz był ważnym malarzem.
Po pierwsze jego długotrwała twórczość obejmowała bardzo różne konwencje artystyczne i Pankiewicz, kiedy śledzimy jego twórczość od początku, od pierwszych wyjazdów do Paryża, fascynacji impresjonizmem, później zainteresowaniem symbolizmem wyrażającym się w jego dokturnach.
I wypracowanie właśnie takiego własnego stylu malarskiego, opartego na wzorcach kolorystycznych, no sytuuje go wśród takich ważnych postaci.
Transmitował wzory francuskie do sztuki polskiej, uwalniając kolor, nadając malarstwu pewne suwerenne znaczenia wobec tradycji.
Ten prymat wartości malarskich kolorystycznych będzie decydował o tym, że jego malarstwo zyska bardzo europejski charakter, bardzo uniwersalny.
Jego twórczość zyska bliskie pokrewieństwo z twórczością Paula Cezana, Piera Bonarda.
Więc ta droga artystyczna Pankiewicza będzie wiodła do takiej samoświadomości malarskiej, do posługiwania się tym warsztatem malarskim jako takim istotnym medium dla wywoływania emocji, dla tworzenia pewnej atmosfery, a także dla zmysłowej, sensualnej lektury tych prac.
W 1935 roku Józef Pankiewicz wraz ze swoim uczniem Józefem Czapskim oglądał wystawę obrazów w Paryżu.
Czapski zauważył, że jego mistrz przy jednym z oglądanych pejzaży w swoim katalogu przy nazwisku autora dopisał słowo NIE, irytując się łatwością przypisywania płócien różnym mistrzom.
Co dowodzi, że wśród najbardziej powołanych znawców i specjalistów, ludzie wyczuwający klasę malarską dzieła należą do rzadkości.
Czapski zanotował takie słowa swojego nauczyciela.
Poszukiwanie autorstwa dzieła sztuki jest bardzo ciekawe nie tylko z punktu widzenia historii sztuki, która po większej części musi się opierać na dokumentach, ale przede wszystkim jako wprawa dla znajdywania kryteriów pozwalających nam ocenić elementy składowe dzieła sztuki.
Trzeba zdać sobie przede wszystkim sprawę z jakości obrazu, odkładając na później przypisywanie go temu czy innemu malarzowi.
Jeżeli jakość danego obrazu cechuje również twórczość tego czy innego artysty, imię jego narzuci się samo przez się.
Ponad 80 lat później, przed jednym z najsłynniejszych obrazów Józefa Pankiewicza, Targ na Jarzyny, prezentowanym w Muzeum Narodowym w Poznaniu, stanął dr hab.
Michał Hake z Zakładu Historii i Teorii Badań nad Sztuką Uniwersytetu im.
Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Zauważył, że obraz Pankiewicza wcale Pankiewicza nie jest.
Jestem historykiem sztuki, zajmuję się na co dzień okresem, w którym Pankiewicz tworzył, czyli tak zwanym modernizmem, ogólnie rzecz biorąc, czy młodą Polską.
No i pisząc o Pankiewiczu robiłem to, co do mnie należy, czyli czytałem wszystko, co na temat jego twórczości napisano, więc nie tylko teksty powojenne, ale i przedwojenne.
No i w tychże źródłach przedwojennych monografia autorstwa Józefa Czapskiego oraz w jednym czasopiśmie jeszcze wcześniejszym, bo z 1902 roku
Zobaczyłem fotografię tego obrazu, no i tknęło mnie na początku to, że te fotografie się różnią od tego obrazu, który wisi, czy wisiał w Muzeum Narodowym w Poznaniu.
No więc zacząłem się tym zdjęciom przyglądać, czy nie olegam jakimś omamom.
Ale tych różnic było na tyle dużo, że postanowiłem te sprawy rozstrzygnąć.
I oczywiście fotografie nie mogły tutaj być materiałem wiarygodnym, ponieważ przed oddaniem do zreprodukowania podlegały one rozmaitym retuszom czy takiej obróbce prasowej.
Ale na szczęście, proszę sobie wyobrazić, zachowała się oryginalna fotografia obrazu, która została potem wykorzystana przy właśnie tych publikacjach.
Ta fotografia znajduje się w Muzeum Narodowym Warszawy.
W Warszawie, ponieważ trafiła tam razem ze spuścizną Pankiewicza, to tylko dopowiem, że kiedy Pankiewicz zmarł w Paryżu w 1940 roku, no to jego po wojnie zaraz w 1946 jego pasierbica Jadwiga Dmochowska-Weidel przywiozła tę paryską spuściznę do Warszawy.
Tam było trochę obrazów, no i rozmaite szpargały, dokumenty, książki i zdjęcia.
I wśród nich właśnie ta fotografia.
wykonana w rok po wykonaniu obrazu, czyli w 1889 roku, w technice albuminowej, a ta technika pozwalała rzeczywiście uzyskać bardzo dużą ostrość.
Tak więc na tej fotografii dostrzegłem nie tylko te różnice, które widziałem wcześniej, ale mnóstwo innych.
No i tak się sprawa zaczęła.
Targ na jarzynę Józefa Pankiewicza to obraz należący do kanonu malarstwa polskiego.
Doktor Monika Bryl, antykwariuszka, autorka poradnika dla kolekcjonerów i ekspert rynku sztuki.
Któż z nas go nie zna, niewątpliwie pamiętamy go ze szkoły.
Natomiast googlując sobie przy okazji tej sprawy ten właśnie obraz, z tego co pamiętam, znalazłam również jakieś arkusze maturalne, czy też zadania dla gimnazjalistów z właśnie tym obrazem.
To jest obraz, który stał na przełomie, tym wielkim przełomie, jaki się dokonał za sprawą w głównej mierze Pankiewicza, jeżeli chodzi o malarstwo polskie.
Obraz dostał niebagatelną nagrodę, został odznaczony srebrnym medalem na wystawie międzynarodowej w Paryżu.
To jest wielki sukces młodego artysty, bardzo ważna nagroda w ówczesnym świecie sztuki.
Przygotowałam taki cytat, ponieważ chciałabym, żeby to wybrzmiało tak jak trzeba.
Dorota Seweryn-Puchalska z Muzeum Nadwiśleńskiego w Kazimierzu Dolnym, badaczka kolonii artystycznych i w tym kontekście twórczości Józefa Pankiewicza.
Jeden z takich anonimowych recenzentów napisał, wystarcza mu najprostszy motyw z buraka, ze straganu z targu za żelazną bramą lub z sieni kamienicznej, aby ujął go w artystyczne ramy i podniósł do godności dzieła sztuki, a cała ambicja artystów zdaje się polegać na możliwie dokładnym i plastycznym odtworzeniu obrazów.
Chwyta wybornie kształty, perspektywę i światłociń z natury.
Właśnie targ na jarzynę był ważny w kontekście tego nowego nurtu, który się pojawił w kontekście realizmu, że można malować, okazuje się, że bruk, zwykły targ, bo to też pojawiło się właśnie we Francji wcześniej.
To jest ten nurt nowy, który od początku lat 80. próbowano wprowadzić w Polsce.
U nas dominowało wtedy malarstwo historyczne i to było to malarstwo polskie.
Zupełnie inny rodzaj malarstwa, taki akademicki, a tu taki codzienny temat z życia Warszawy, gdzie właśnie skoncentrowano się na martwej naturze, czyli na tych warzywach.
Przypomnijmy, że wcześniej Stanisław Witkiewicz, ojciec Witkacego, niezwykle istotny malarz, ale też krytyk, który pisał o sztuce, sygietyński krytyk, Aleksander Gierymski, to było środowisko, które chciało wzmocnić znaczenie realizmu i oni musieli walczyć tu właśnie w Polsce o ten realizm i to był jakby nowy nurt, w który też Pankiewicz wszedł.
I to jest ta praca, która różnie była opisywana przez krytykę, gdy ta praca została pokazana.
Sukcesu młodego artysty na wystawie w Paryżu mogłoby nie być, gdyby nie Aleksander Gierymski, którego malarstwo inspirowało Pankiewicza.
Panowie poznali się w Kazimierzu Dolnym.
Ten kontekst Aleksandra Gierymskiego jest niezwykle istotny.
Pankiewicz podziwiał artystę, a również, jak opisuje Józef Czapski...
Doszło do spotkania w Kazimierzu młody Józef Pankiewicz, który tutaj jest w 1886 roku.
Jest ze swoim kolegą też malarzem.
Wieczorem idą ze sztalugami i dwóch panów zaczepia ich.
Jest to właśnie Aleksander Gierymski i Sygietyński, krytyk.
Zaczyna się rozmowa na temat sztuki.
Widać, że znają środowisko Barbizon.
Zresztą Pankiewicz, jak był w Petersburgu, widział prace Barbizończyków, zachwycił się tymi pracami, więc tu rozmowa się toczy w tym kierunku.
I Gierymski zaprasza młodych artystów na wino do winiarni Rabinowicza, tu w Kazimierzu.
Później już w Warszawie spotykają się bardzo często i mają wspólny temat.
Nowe, rodzące się w Francji malarstwo, oparte na kolorze, w celu światła, jest dla obu malarzy niezwykle ważne.
Dzięki Aleksandrowi Gierymskiemu Pankiewicz poznał kolekcjonera Ignacego Korwin-Milewskiego.
Ten zakupił obraz Targ na Jarzyny za Żelazną Bramą, a to umożliwiło Józefowi Pankiewiczowi wyjazd do Paryża.
Kolekcjoner ucieszył się ze srebrnego medalu na paryskiej wystawie światowej.
Ta procedura sprawdzania autentyczności dzieł wymaga tego, aby dotrzeć do wszelkich możliwych dokumentów,
które by pozwoliły potwierdzić drogę, jaka rozpoczyna się w placowni artysty, a kończy się w miejscu, gdzie obecnie się obraz znajduje.
Czyli mówiąc krótko, chodziło o to, aby wykazać, czy istnieje udokumentowana ciągłość losów obrazu od jego namalowania przez Pańkiewicza w Warszawie w 1918,
do chwili zakupu obrazu o takim tytule do Poznania, czyli do roku 1948, kiedy kilka lat po wojnie obraz został zakupiony do muzeum.
Wtedy to jeszcze było Muzeum Wielkopolskie, a od 1950 roku Muzeum Narodowe.
Musiałem przejrzeć z rozmaitych archiwa, żeby to sprawdzić.
No i nie ma takiej ciągłości, mówiąc krótko.
A niemniej dlatego, to też rzecz ciekawa, że obraz właściwie ginie z oczu bardzo szybko, bo już w roku 1890.
No bo jeszcze w pracowni Pankiewicza obraz ten został zakupiony przez Ignacego Korwin-Milewskiego, magnata, kolekcjonera, posiadacza bardzo dużej kolekcji obrazów malarzy polskich związanych ze szkołą monachijską.
I tenże Korwin-Milewski niezwykle wysoko cenił Aleksandra Gierymskiego i to właśnie Aleksandra Gierymskiego odwiedzał w pracowni, w której również pracował Pankiewicz.
Więc Korwin Milewski przyszedł do Aleksandra Gierymskiego, ale zobaczył również obraz młodego Pankiewicza, który na tyle mu się spodobał, że jak z jednego źródła wiemy, zakupił go na pniu.
I potem ten obraz zakupiony już przez Korwina Milewskiego był pokazywany w Warszawie, w Paryżu, jeszcze raz w Warszawie, ale po roku 1890, kiedy właśnie był pokazywany po raz drugi w Warszawie, słuch o nim ginie.
To znaczy Korwin Milewski już nigdzie go więcej nie pokazuje.
Choć te swoje zbiory pokazywał i w Belinie, i w Wiedniu, i we Lwowie, ale nigdzie tam obraz Pankiewicza pokazywany nie był.
Też nigdy nie został wypożyczony ze zbiorów Milewskiego na jakąś wystawę Pankiewicza, których wiele było w dwudziestoleciu międzywojennym.
No i potem to też kolejna rzecz bardzo ciekawa.
Ta kolekcja Milewskiego w latach 20.
XX wieku ulega rozproszeniu.
Milewski popadł w długi, musiał tę kolekcję sprzedać i o tych ponad 200 obrazach wiemy sporo, ale nie wszystko.
Najwięcej o takich obrazach, które trafiły do Wiednia.
Nic nie wiadomo o tym, żeby obraz Pańkiewicza był w tych zbiorach Milewskiego i gdzieś został sprzedany potem.
Nie wiemy.
data 1890 to jest ostatnia data, w której istnienie obrazu Pankiewicza jest uchwytne.
Potem mija 40 lat, czyli do roku 1948, więcej niż 40 lat, prawie pół wieku, kiedy obrazu nie ma.
I owszem, są jego reprodukcje w prasie, ale nikt obrazu nie widzi, na żadnej wystawie nie był pokazywany.
Więc po prostu nie ma ciągłości między tym obrazem, który był namalowany przez Pankiewicza, a tym obrazem, który trafia do Muzeum Poznańskiego.
To jest takie Renoirowskie.
Dla niego była charakterystyczna taka dosyć wąska gama kolorów, ale rozświetlona, taka migocąca forma.
I teraz chodzi o to, że kiedyś ostatnio mieliśmy takie dwa falsyfikaty, dosyć prymitywne.
Pankiewicza takie.
Ono miało zupełnie inny modelunek i były jaskarawe kolory.
Czyli były takie malowane jednostajną plamą koloru, dosyć intensywną, intensywny, niebieski, żółty, czerwony, złożone z sobą, zupełnie nie Pankiewicz.
I teraz chodzi o to, że taka jest recepcja jego twórczości, czyli że ten obraz jego, taki bardzo świetlisty,
skrzący się kolorami oddziałuje na widza, na tego malarza, który chce to odwzorować.
U niego to wszystko było bardzo przerobione.
On miał swoje cele artystyczne bardzo przemyślane.
Józef Pankiewicz pracuje na swój niepowtarzalny styl już od dzieciństwa.
Mieszkając w Lublinie, gdzie się urodził, zamalowuje liczne gajety.
Gdy ma 9 lat, jego rodzina przeprowadza się do Warszawy.
Tam rozpoczyna naukę w gimnazjum, ale gimnazjum porzuca na rzecz rządowej szkoły rysunkowej.
Trafia pod skrzydła cenionego artysty Wojciecha Gersona.
Uzyskawszy stypendium, kontynuuje studia w Petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych.
Pociąga go transponowanie światła na kolor.
Jest stale w podróży między Polską a Francją.
Poznaje wielu francuskich malarzy, impresjonistów.
staje się niezwykle ważną postacią dla rozwoju sztuki polskiej i dla przyszłych pokoleń malarzy.
Jeszcze jest ten oczywiście czynnik niezwykle ważny, decydujący dla całej kultury artystycznej w Polsce XX wieku i nie tylko, a związany jest z jego funkcją akademicką.
Był wieloletnim nauczycielem malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.
Właściwie od 1906 roku do śmierci, do 1940 roku miał bliskie związki z Akademią Sztuk Pięknych.
ale też wykształcił całe pokolenie artystów poprzez założenie filii Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu, gdzie zawiązało się ugrupowanie kapistów, czyli artystów związanych z Komitetem Paryskim, którzy stali się jego pierwszymi wychowankami, pasjonatami właśnie takiego czystego malarstwa.
Pankiewicz stał się dla nich pewnym wzorem, autorytetem, erudytą, ale i takim też artystą, który wprowadzał do historii sztuki
Wychował od Jana Cybisa poprzez Józefa Czapskiego, Artura Nakta-Samborskiego, Piotra Potworowskiego, Zygmunta Waliszewskiego i Marii Rudzkiej i wielu innych artystów, którzy z kolei później zaczęli wydawać czasopismo, czy przejęli redakcję plastyki i tam lansowali wzory właśnie tego nowego typu malarstwa związanego z koloryzmem, a po II wojnie światowej z różnymi przerwami związanymi z reżimem,
ale generalnie jakby gwarantowali pewnego rodzaju ciągłość edukacji artystycznej.
Zasiadając w różnych akademiach, Jan Cybis w Warszawie, Artur Daksamborski też w Warszawie, Piotr Potworowski w Poznaniu, w Gdańsku, więc ci artyści niejako transmitowali tą kulturę artystyczną wyzwoloną przez Józefa Pankiewicza, ale nadając jej zupełnie też inne brzmienie, reinterpretowali tą spuściznę koloryzmu.
Więc myślę, że te trzy aspekty związane z
tą ewolucją artystyczną Pankiewicza i jego kontaktami i wreszcie tworzeniem pewnego środowiska artystycznego tutaj w Polsce.
Dodając do tego jakby niezwykłe też wartości malarskie i ten cały dorobek, który nam pozostawił Pankiewicz, to składa się na to, że z perspektywy czasu patrząc, jeden z takich ważniejszych artystów, którzy zaważyli na rozwoju polskiej sztuki w XX wieku.
Trop się urywa właśnie w tym momencie, kiedy obraz Targ na Jarzyny Józefa Pankiewicza przed rokiem 1890 trafił do zbiorów Korwin-Milewskiego.
Wobec czego możemy sobie wyobrazić zdumienie, zachwyt ówczesnych muzealników, ówczesnych historyków sztuki, kiedy w roku 1947, po wojnie, po tym ogromie zniszczeń, kiedy utraciliśmy niemal całe dziedzictwo narodowe, została przedłożona oferta tego obrazu.
jednego z najważniejszych obrazów, jeżeli chodzi o polskie malarstwo i malarstwo nowoczesne.
Zresztą z relacji jednej z historyczek sztuki, które były obecne w siedzibie Stowarzyszenia Historyków Sztuki w Warszawie, kiedy Michał Hake prezentował referat na temat wyniku swoich badań nad badaniem autentyczności tego obrazu.
Wiemy, jakim było to wielkim wydarzeniem, kiedy ten obraz został zakupiony i trafił na ekspozycję.
Pielgrzymowały tłumy wielbicieli, tłumy widzów, wycieczki szkolne.
Nie zachowały się żadne dokumenty związane z zakupem tego obrazu.
Istnieje tylko wpis w inwentarzu.
Natomiast nie ma żadnych dokumentów, które są związane z zakupem.
A tych dokumentów przy okazji każdego dzieła wówczas zakupanego było przynajmniej kilka, w różnych zresztą teczkach.
To były dokumenty, które wskazywały na po pierwsze zgodę właściciela, to były często deklaracje, że dany obraz nie pochodzi z szabru, ani że nie jest jakąś własnością podejrzaną.
To były decyzje komisji zakupów, które działały i w muzeum w Poznaniu i przede wszystkim chodzi o główną komisję zakupów, która kontrolowała ten zakup dzieł dla muzeów polskich.
Nie ma żadnego dokumentu, żadnego świstka, który by dotyczył tej transakcji.
Więc to jest rzecz bardzo podejrzana.
Ale oczywiście ta sprawa badana dłużej odkrywała jakby coraz to nowe, bardzo tajemnicze strony.
Dane w archiwach muzealnych, które wskazywały na to, od kogo ten obraz był kupiony, okazały się mało wiarygodne.
Mianowicie nie można było właściwie potwierdzić, że osoby, które były wymienione w dokumentach muzealnych, rzeczywiście były w posiadaniu tego obrazu.
Mówiąc najogólniej, można dojść do wniosku, że te dane muzealne zostały, powiem dobitnie, ale wymyślone po to, żeby uwiarygodnić i zbudować pewną genealogię dzieła.
A to jest w historii fałszerstw całkiem częsty zabieg, mianowicie temu dziełu sfałszowanemu wymyśla się jakąś historię.
Po ustaleniach profesora Michała Hake, oczywiście każdy sobie stawia pytanie, jak to się stało, że taki obraz, który w zasadzie jest, no może nie najwyższej klasy kopią oryginału, trafił do muzeum.
Jak to się stało, że komisja muzealników wykształconych, doświadczonych nie rozpoznała falsyfikatu?
No właśnie, sprawy falsyfikatu są zawsze bardzo zawikłane.
Po części odpowiedzi na to pytanie znajdujemy już w książce Michała Hacke, kiedy on przedstawia okoliczności zakupu tego obrazu, które były dosyć tajemnicze.
I rzucają cień na osobę pana dyrektora ówczesnego muzeum, niestety.
Pojawia się tam również sławna, niesławna osoba Tadeusza Wierzejskiego.
Jest to postać wielkiego formatu, wielki znawca, donator muzeów, ale już dzisiaj wiemy, że nie był postacią kryształową.
To był kolekcjoner przedwojenny.
Postać, która ma wiele na sumieniu.
Mianowicie ona zaraz po wojnie była oskarżana o współpracę z takim zbrodniarzem niemieckim, mentenem, zbrodniarzem pochodzenia holenderskiego, który przed wojną już mieszkał w Polsce, działał w Krakowie, tam gdzie Bierzejski i oskarżono jednego z są i drugiego o to, że uczestniczyli w rabunku mienia zarówno polskiego, jak i żydowskiego i potem je spieniężali.
Pośrednio, chociaż nie było tego rodzaju oskarżenia, ale to mienie było często brane z rabunku i także w następstwie morderstw czy egzekucji było przejmowane.
Więc kiedy wyszła sprawa na jaw, zgodził się na współpracę z UB w zamian za zakopanie sprawy pod dywan.
I jeszcze kolejnym elementem działalności bieżyskiego po wojnie było uczestnictwo w procederze wykonywania falsyfikatów na podstawie oryginałów i sprzedawania tych falsyfikatów do zbiorów publicznych i oskarżone było o wywożenie oryginałów za granicę, między innymi przez dyplomatów brazylijskich.
Trzeba było rozważyć taką oto hipotezę, że ta kopia, którą mieliśmy w Poznaniu, została wykonana zaraz po wojnie, właśnie w wyniku tego procederu i że ona została przekazana do Muzeum Poznańskiego, a oryginał, który być może jakąś wojnę przetrwał, no nie wiemy o tym nic, ale wykluczyć nie można, został przez dyplomatów brazylijskich wywieziony gdzieś za granicę.
Więc takiej opcji też nie można wykluczyć, chociaż trudno ją udowodnić.
W czasie, gdy obraz Józefa Pankiewicza trafia do Muzeum w Poznaniu dyrektorem jest Zdzisław Kępiński.
To wybitna postać, zasłużona niezwykle dla polskiej historii sztuki.
Zresztą wybitny myśliciel, także autor szeregu nowatorskich koncepcji badawczych.
Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.
Ale tutaj rzeczywiście w tej historii musiał być wzięty przeze mnie pod uwagę, ponieważ wtedy, kiedy ten obraz został zakupiony, on akurat pełnił funkcję dyrektora.
Kępiński był członkiem przedwojennej Komunistycznej Partii Polski, a to była okoliczność, która na pewno promowała
w tym świecie powojennym i przyczyniała się do karier na pewno, oprócz oczywiście niewątpliwych zasług i przygotowania merytorycznego, przynajmniej w tym przypadku niewątpliwego.
No więc Kępiński oczywiście jest wtedy dyrektorem.
On mógł szczególnie przychylić się do propozycji zakupu Pankiewicza z tego powodu, że jako pierwszy muzealnik w Polsce, to jedna z tych jego niewątpliwych zasług, zaczął budować kolekcję malarstwa polskiego w muzeum jeszcze wtedy wielkopolskim.
kładąc szczególny nacisk na tą tradycję, którą najgólniej rzecz biorąc nazywamy tradycją kolorystyczną.
A więc kupował kapistów, kupował Taranczewskiego, Cybisa, który mu zresztą wystawy robił wtedy w Poznaniu w 1947 roku, kupował Nachta, Potworowskiego, całą tą plejadę artystów, z których bardzo wielu było uczniami Pańkiewicza.
Kępiński budował tę kolekcję malarstwa polskiego właśnie w oparciu o tradycję kolorystyczną, a Pankiewicz był tym założycielem tego nurtu.
Jego twórczość zależała u źródeł tej tendencji w malarstwie polskim.
Więc możemy sobie łatwo obrazić, że w sytuacji, kiedy pojawia się w ofercie obraz Pankiewicza z czasów, kiedy właśnie Pankiewicz odkrywał dla siebie impresjonizm, a więc ten kierunek, który potem o rozwoju koloryzmu zadecydował,
Bez mała mógł go traktować jako kamień milowy tej kolekcji.
A zwłaszcza, że muzeum tak mocno zniszczone przyjmowało wszystko to, co tylko udawało się odnaleźć.
No ale właśnie można było uznać, że tutaj oko Kępińskiego zawiodło.
No ale przy tych wszystkich wątpliwościach związanych ze stanem archiwów trzeba było pytać dalej.
Po wojnie mieli kontakt.
Kępiński odwiedzał Wierzejskiego w Warszawie, zresztą wtedy otrzymał od niego jeden obraz, który okazał się obrazem skradzionym z Muzeum Krakowskiego.
Mówiąc krótko, Niemcy w czasie wojny przyjmowali zbiory z muzeów polskich i jeden z tych obrazów właśnie przyjętych z Muzeum Krakowskiego jakoś wszedł w ręce Wierzejskiego.
Czy Wierzejski o tym nie wiedział, że to był obraz z muzeum?
Należy wątpić, skoro przecież z Krakowem był związany.
Kiedy wyszło na jaw, że to jest obraz skradziony przez Niemców, to ten obraz został zwrócony do Krakowa.
I krótko później pojawia się w Muzeum w Poznaniu kolejny obraz, właśnie ten obraz uchodzący za obraz Pankiewicza.
Więc tak jedynie wnioskowałem, że być może Wierzejski miał ten obraz.
To są sprawy bardzo trudne.
Możemy domniemywać.
Obraz trafił na ekspozycję Muzeum Szacownej Instytucji, która go uznała, autoryzowała jego autentyczność.
I tak trafił z powrotem tenże obraz do kanonu malarstwa polskiego.
I kolejne wycieczki i kolejne pokolenia historyków sztuki
wychowywały się, kształciły swoje oko znawców, ekspertów właśnie patrząc na niego.
Były osoby, które zauważyły, że coś jest nie tak.
W książce Michała Haka jest wymieniona Halina Stępień, znawczyni malarstwa nowoczesnego, która jako młoda historyczka sztuki w swojej pracy magisterskiej wysunęła tezę, że ten obraz ze zbiorów muzeum nie jest tożsamy z tym wystawianym na wystawie światowej.
Była to ostrożna teza, ale dlaczego ona nie powiedziała nic więcej?
Dlaczego nie pociągnięto wątku właśnie?
Nie jest tak łatwo uznać racji młodej badaczki, nie jest tak łatwo uderzyć w kanon.
No i koniec końców, bo do tego tutaj wszystko powinno zmierzać, pytanie o to, na ile Kępiński miał świadomość, że Muzeum Wielkopolskie wchodzi w posiadanie obrazu wątpliwego, czy też mówiąc wprost, falsyfikatu.
No tego oczywiście nie wiemy.
Ja starałem się dotrzeć do materiałów, które po Kępińskim ewentualnie mogłyby zostać, ale nie ma takich materiałów.
Jakichś notatek, zapisków, no czegokolwiek, co mogłoby tamtej sprawy dotyczyć.
W każdym razie były dokumenty ze śledztwa prowadzonego przeciwko Kępińskiemu już w latach 60.
To sprawa przykra i dla Kępińskiego oczywiście, no ale z tych materiałów ze śledztwa wynikało m.in.
to, że Kępiński, kiedy był dyrektorem, dość nonszalancko podchodził do spraw zakupów, ponieważ krótko na podstawie informacji czy zeznań innych członków Komisji Zakupów
Można by wnioskować, że często opinie tych członków były przez Kępińskiego ignorowane, a więc rozmaite wątpliwości, które oni zgłaszali co do oryginalności danego dzieła, czy co do wysokości ceny, były przez Kępińskiego lekceważone.
czy nie brane pod uwagę.
Więc ta sytuacja, czy to śledztwo, które dotyczy co prawda innego okresu, no ale pozwoliło przynajmniej zastanowić się nad tym, czy zaraz po wojnie tego typu skłonności nie dały o sobie znać.
Piotrze Kiempiński może domyślał się, że to jest falsyfika albo obraz, co do którego nie można mieć pewności, a jednak zgodził się na to, by został włączony do zbioru i żeby uświetnił te zbiory muzealne.
Może miał jakieś wątpliwości, a może, no nie wiem, z premedytacją taki obraz wprowadził do kolekcji.
Zakładam jednak, nie mając oczywiście żadnych dowodów i papierów, że jednak się pomylił, że jednak jego oko zawiodło i dał się uwieść tej ofercie.
A skoro ona wyszła, to też możemy gdybać.
Książka Michała Hake ukazała się w marcu 2020 roku.
Została przez środowisko dobrze oceniona, z zainteresowaniem, natomiast jest o niej dosyć cicho.
Myślę, że też jest to związane z tym, że Michał Hake uderza w kanon.
Trwają obecnie badania konserwatorskie tego obrazu.
Tutaj niestety kropkę nad i musi postawić konserwator.
Aleksandra Sobocińska, rzeczniczka Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Obraz od mniej więcej roku jest w Pracowni Konserwacji Malarstwa i Rzeźby Muzeum Narodowego w Poznaniu i przez panią Agnieszkę Rękawek, która jest autorką tej konserwacji, jest poddawany odczyszczaniu, uzupełnianiu braków i jednocześnie podsłonięciu warstwy malarskiej, która kryła się za zabrudzonym werniksem i przemalowaniami.
ukazuje się warstwa, którą poddaje się badaniom mającym na celu bezsprzeczne stwierdzenie atrybucji obrazu.
Wstępna analiza potwierdza hipotezę pana profesora Michała Hacke, że obraz nie jest dziełem autorskim Józefa Pankiewicza, że jest jego kopią.
Być może jest to kopia warsztatowa ucznia Pankiewicza,
Z pewnością trzeba jeszcze poczekać na koniec badań i prac konserwatorskich.
Będzie to na pewno w roku 2022, być może już na wiosnę.
Bez wątpienia ten obraz, nawet jeśli był powtarzany, imitowany według pewnego wzorca, no to on stanowi taki symboliczny, jak założycielski polskiego koloryzmu, czy polskiego impresjonizmu i pewnie zostanie w tej pamięci historii sztuki, jako krok milowy legendarnej podróży Józefa Pankiewicza do Paryża, jako pewnego rodzaju zwrotu w myśleniu o obrazie.
Ostatnie odcinki
-
Monika Malec "Ich świat"
02.02.2026 20:30
-
Magda Grydniewska "O tym, jak lubelski ratusz b...
01.02.2026 16:34
-
Katarzyna Michalak „Muzyka jest pamięcią”
28.01.2026 21:00
-
Monika Niedziałek "Wietnam szlakiem Kazika"
27.01.2026 20:55
-
Monika Malec "Dusza tułacza"
26.01.2026 20:30
-
Mariusz Kamiński "Hrabina"
25.01.2026 10:00
-
agnieszka czyżewska jacquemet "własna pięciolinia"
20.01.2026 09:32
-
Monika Malec "Muzeum a sprawa polska"
19.01.2026 20:20
-
Magda Grydniewska "Światy pana Jana"
12.01.2026 20:14
-
Monika Malec "Autoportret z tajemnicą"
07.01.2026 10:45