Mentionsy

Radio z Charakterem
06.11.2025 08:11

Radio z Charakterem 06.11.2025 Zielnik Róży - Weronika Kostyrko

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 495 wyników dla "B"

Dzień dobry, dziś czwartek, szósty dzień listopada 2025 roku.

Dziennikarka, pisarka, nauczycielka akademicka, przez wiele lat redaktorka naczelna magazynu Wysokie Obcasy.

Przedstawimy Państwu rozmowę Pana Denisa z Panem Andrzejem Pieczrakiem, naszym nauczycielem biologii.

Po co robimy zielniki?

Całość uzupełnią bajki filozoficzne i fragment powieści Rok 1984 autorstwa George Orwella.

Życząc dobrego, spokojnego, słonecznego dnia.

Imagine there's no heaven It's easy if you try No hell below us Above us only sky

Dzień dobry, witam serdecznie.

Bardzo proszę.

Zielnik to taka książka, na każdej stronie jest liść albo jakaś roślina i jest po prostu opisana.

Proszę bardzo.

Zielnik to jest na przykład taka osoba, która zbiera zioła no i się zna na nich.

No to zielnik to może być taka rzecz nie tylko, że osoba, zawód czy książka, tylko na przykład może to być zbiór swoich roślin.

Na przykład w jednym pokoju masz zbiór roślin na przykład w takiej gablotce i na przykład mówisz, że idę podlać kwiatki do mojego zielnika.

My mieliśmy zadanie na przyrodę, że mieliśmy zebrać liście i przykleić je na zadanie, znaczy do ćwiczeń i opisać je.

Zielnik to jest nie tylko książka, taka encyklopedia z różnymi liściami i ziołami, ale na przykład jak jest jakiś sklep herbaciany, to często z tyłu jest też dużo i pokój, gdzie są takie roślinki z ziołami.

Fajnie, dziękuję bardzo.

Jeszcze tutaj kilka chętnych osób.

Proszę bardzo.

Według mnie zielnik to jest taka książka z liściami, tak jak powiedział właśnie Franek, a my to robiliśmy w drugiej czy trzeciej klasie.

Fajne to zadanie było?

Nudne, ale było trochę fajne.

Według mnie zielnik to jest jakby, że jest to w jakimś stole, w którym można sobie robić na przykład, zasadzić tam rośliny.

Na przykład moja mama ma takie na ogrodzie i tam na przykład rośnie albo warzywa lub jakieś inne rośliny.

Według mnie zielnik to jest jakby taki album rodzaj liści lub jakichś roślin, że wklejamy tam na przykład liść dęba, liść sosny i podpisujemy i wtedy można sprawdzić jak wyglądają właśnie liście z różnych drzew.

Według mnie to jest taki test, do którego możesz wklejać swoje liście albo jakieś zioła, które zebrałeś, kiedy je zebrałeś i gdzie, no i co to jest, no i do czego może się na przykład przydać.

Bardzo dziękuję.

I don't believe we're on the eve of destruction

Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach.

Yeah, my blood so mad Feels like coagulating I'm sitting here just contemplating I can't twist the truth It knows no regulation Handful of senators don't pass legislation And marches alone can't bring integration When human respect is disintegrating

This whole crazy world is just too frustrating And you tell me over and over and over again, my friend I don't believe we're on the eve of destruction

Think of all the hate there is in red China Then take a look around to some Alabama You may leave here for four days in space But when you return it's the same old place The pounding of the drums, the pride and disgrace You can bury your dead, but don't leave a trace Hate your next door neighbor, but don't forget the sacred

To trochę jak album wspomnień, tylko zamiast zdjęć, liście, kwiaty i trawy, które kiedyś rosły tuż obok nas.

Dziś razem z panem Andrzejem porozmawiamy o tym, po co właściwie robimy zielnik.

Dzień dobry.

Dzień dobry, dzień dobry.

Panie Andrzeju, po co tak naprawdę robimy zielnik?

Zawsze jak coś wykonujemy, to robimy to albo staramy się robić to w jakimś celu.

Jesteśmy gatunkiem myślącym, więc nie robimy rzeczy bezsensownych.

uzmysłowić i pokazać jak zbudowana jest roślina.

Więc staramy się w dzielniku zachować wszystkie elementy rośliny charakterystyczne, żeby móc, przypatrując się temu z bliska, przypomnieć albo nauczyć sobie jak dana roślina była zbudowana.

Ale zielnik też jest formą gromadzenia cennych substancji zawieranych w roślinach.

Później nasze babki, zielarki i inne w zasadzie tworzyły zielniki.

To były rośliny, które zostały zerwane.

To też był zielnik.

Jakie rośliny najlepiej zbierać do zielnika, jeżeli byśmy chcieli taki zielnik sobie stworzyć?

I przede wszystkim na co zwrócić uwagę, żeby był naprawdę ciekawy i wartościowy?

Nie wiem, być może to nagranie będzie krótsze, bo zostaną wycięte te rzeczy, które teraz chcę powiedzieć, a być może zachowają się.

Są osoby, które chcą mieć ładne, kolorowe, zasuszone kwiatki, które oprawiają sobie bramki i służą one ozdobie mieszkania, pokoju czy miejsca pracy, sprowadzając trochę natury do domu.

Są tacy, a znam takich, którzy potrafią zbierać tylko i wyłącznie rośliny trujące, żeby wiedzieć jak one wyglądają, a być może, żeby wykorzystać w przyszłości, częstując nimi swojego dyrektora, bądź kochaną mamusię żony.

Są też tacy, którzy zbierają rośliny, których wyciągi są halucynogenne czy wręcz narkotyczne.

Ja w każdym razie od mojej mamy, kiedyś całkiem przypadkowo, jak była na delegacji, przywiozła mi pięknie ilustrowany album.

Klucz był w języku francuskim, którego moja mamusia nie znała.

Szczęśliwie wszyscy biolodzy świata używają nazywnictwa łacińskiego, więc były też nazwy łacińskie.

A ta pięknie ilustrowana książka, mam ją zresztą do dzisiaj, to były rośliny trujące i narkotyczne.

w czasie praktyk studenckich i kompletowaliśmy wszystkie rośliny z tego albumu.

Dobrze, Panie Andrzeju, dziękujemy za tę piękną opowieść i historię o Zielniku, a my dziękujemy wszystkim za uwagę.

Słyszymy się oczywiście niebawem.

And my guitar stands for shame And my guitar whines for happiness And my unbelieving lips Pray full of pride to man To God of all my faith

der ein Rauchwart aus den Schornsteinen von Auschwitz, der aus den Schornsteinen stinkend auferstand in die viel wechselnden Himmel dieser Erde und dessen Asche ewig verstreut ist über alle Meere und unter alle Völker und der jeglichen Tag neu gemordet wird und der jeglichen Tag neu aufersteht im Kampf und der Auferstand ist mit seinen Genossen in meinem rauchigen Gesang.

I śpiewam Ci całą moją błędność i błędność pomiędzy ślady.

Ach, w słownych nocach, jak często przeszkodzę tam moją żydowską strachę, z której stwierdzam, że ją mam, i z której boję się, że kiedyś ją, ja, będę miał.

Ale śpiewam też wojnę w tym trzema zbawionym, mordowym spokoju, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem, który jest spokojem

Dzień dobry, z tej strony Łukasz Zwoliński.

Zapraszam do wysłuchania krótkiej bajki zatytułowanej Dzielny Koliber.

Pewnego dnia, jak mówi legenda, wybuchł ogromny pożar lasu.

Wszystkie zwierzęta, przerażone i przygnębione, obserwowały bezradnie tę klęskę żywiołową.

Ruszył się tylko mały koliber, poleciał po wodę i nabrał kilka kropli do dzióbka, żeby polać ogień.

Ty, Koliber, zwariowałeś?

W każdym razie, odpowiedział Koliber, robię, co do mnie należy.

Skoro wszyscy oczekują, że to ci inni wezmą się do działania, to znaczy, że nie jesteśmy gotowi, by ratować ziemię.

Malutki koliber wskazuje nam drogę.

Niech każdy w miarę swoich możliwości dołoży coś od siebie, swój wkład.

Bo jak mówi przysłowie, z małych strumyków powstają wielkie rzeki.

Zastanówmy się więc, jak moglibyśmy pomóc.

Jaki mógłby być Twój wkład, choćby najskromniejszy.

I was around when Jesus Christ had his moment of doubt and pain Me damn sure the pilot washed his hands and sealed his face

Pleased to meet you Hope you guessed my name But what's puzzling you Is the nature of my game Stuck around St.

Petersburg When I saw it was a time for change Killed the Tsar and his ministers Anastasia

I while you kings and queens fought for ten decades For the gods they made I shouted out who killed the Kennedys When after all it was you and me Let me please introduce myself I'm a man of wealth and taste I laid traps for troubadours Who get killed before they reach

These are all you will learn by the test.

But what was that you with?

Dzień dobry, jak zawsze z wielką radością i przyjemnością.

Witam panią Weronikę Kostyrko, która już była gościem realnym naszej szkoły.

Dzień dobry pani.

Dzień dobry.

Dobry wieczór, bardzo się cieszę z ponownego spotkania.

No i przed naszą rozmową, rozmawiając o Gliwicach, uchyliła pani rąbkę tajemnicy, że odkryła pani, że w Gliwicach jest ulica imienia pani bohaterki Róży Luksemburg, w Gliwicach Łabędach, a pod tytuł pani książki Róża Luksemburg Domem moim jest cały świat.

I ja chciałem na początku spytać się po to, jak domem moim cały świat i mamy ulicę Róży Luksemburg w Gliwicach.

Jak bardzo, dlaczego Róża Luksemburg chciała ogarnąć cały świat, choć jej życie rozciągało się od wschodu na zachód?

No ona chciała w pewnym sensie ogarnąć cały świat swoim umysłem jakby, tak?

Pierwsze znaczenie jest po prostu takie, że była internacjonalistką, o czym pewnie jeszcze będziemy mówić.

Znaczy to poglądy polityczne były internacjonalistyczne w przeciwieństwie do opozycji do nacjonalizmu.

Ona się naprawdę interesowała całym światem, to znaczy interesowała się bardzo wieloma dziedzinami wiedzy.

I miała taki bardzo jakby osobisty, niezwykły stosunek do przyrody.

któremu ja poświęcam sporo uwagi, miała do przyrody taki stosunek, jakby ona uważała się za jedną z wielu istot.

Uważała żyjące istoty za swoich braci i siostry, nie tylko ludzi.

I to była taka postawa uniwersalistyczna.

I miała też taką potrzebę poznawania, która nigdy właściwie nie była nasycona.

I to był rok 1918 i ona wtedy pisała bardzo ważną pracę, której nie ukończyła, ale którą znamy, o rewolucji w Rosji.

Ale właśnie siedząc w tym temacie głęboko, przykład pisząc ten tekst, ona jednocześnie pisze w liście do przyjaciółki nic mnie teraz tak nie fascynuje jak geologia.

I to było takie zainteresowanie zupełnie bezinteresowne.

To znaczy, że ona nie potrzebowała tego do pracy, nie potrzebowała tego do tego, żeby, nie wiem, brylować wiedzą na jakichkolwiek salonach.

I to jest jakby dla mnie trzeci sens tego tytułu, że ją właściwie interesowało

To jest dłuższy cytat, jeden z najsłabniejszych cytatów z Róży Luksemburg.

On brzmi mniej więcej tak, że domem moim jest cały świat, gdziekolwiek są kwiaty, zwierzęta i ludzkie łzy.

Chyba nie jest to bardzo precyzyjne, co powiedziałam, ale taki jest sens.

Zdało mi się to bardzo adekwatne do takiego syntetycznego ujęcia jej postawy życiowej.

Ich bin Soldat, doch ich bin es nicht gerne Als ich es ward, hat man mich nicht gefragt Man riss mich fort, hinein in die Kaserne Gefangen ward ich wie ein Wild gejagt Ja von der Heimat, von des Liebchens Herzen Mus dich hinweg und von der Freunde kreis Denk ich daran, fühl ich der Wehmut schmerzen Fühl in der Brust des Zornes Glut so heiß

Ich bin Soldat, doch nur mit Widerstreben Ich lieb ihn nicht, den blauen Königsrock Ich lieb es nicht, das blutgewaffene Leben Mich zu verteidigen, wär genug ein Stock Oh, sagt mir an, wozu braucht ihr Soldaten?

Ein jedes Volk liebt Ruh und Frieden nur Allein aus Herrszucht und dem Volk zum Schaden Lasst ihr zertreten, ach die goldne Flur

Ich bin Soldat, muss Tag und Nacht marschieren Statt an der Arbeit muss ich Posten stehen Statt in der Freiheit muss ich salutieren Und muss den Hochmut frecher Burschen sehen Und geht's ins Feld, so muss ich Brüder morden Von denen keiner mir zu Leid was tat Dafür als Kröpel trag ich Band und Orden Und hungernd ruf ich dann Ich war Soldat

Je brüder all, ob Deutsche, ob Franzosen Ob Ungarn, Dänen, ob vom Niederland Ob grün, ob Rot, ob Blau, ob Weiß, die Hosen Gebt euch statt Blei zum Gruß die Bruderhand Auflass zur Heimat und zurück marschieren Von den Tyrannen unser Volk befreien Denn nur Tyrannen müssen Kriege führen Soldat der Freiheit will ich gerne sein

I to właśnie, już pani powiedziała, zupełnie inaczej pozwala spojrzeć na bohaterkę pani książki.

To jest fakt, że teraz będzie takie wprowadzenie, że uczniowie w szkole wielokrotnie na lekcjach biologii robią coś takiego, co nazywamy zielnikiem, czy teraz jaki jest okres jesienny, że zbieramy liście, opisujemy z jakich drzew te liście spadają.

Jak to fachowo powiedzieć, jej zeszyty czy jej prace związane właśnie z takim katalogiem roślin, katalogiem biologicznym.

I to, co popularnie nazywamy, ale to chyba nie tylko z tego, co się tu zorientowałem, dotyczyło jej ziół.

w taki schematyczny sposób i nie jesteśmy nawet w stanie przypuszczać, że on tyle tajemnic w sobie kryje.

No bo gdyby kogoś, albo ja mu już powiem za siebie, spytać mnie wcześniej o Różę Luxemburg, to w życiu bym nie powiedział, że miała taką pasję biologiczną.

O tym, że ona miała pasję biologiczną, to właściwie było wiadomo, znaczy jej biografowie, bo ona ma wiele biografii pedagogicznych,

polską i biografowie o tym zwykle wspominają.

Było wiadomo, że ona te dzielniki prowadziła, bo ona o tym pisała w listach.

W ogóle jej studia w Surychu, które ukończyła, zaczęły się od botaniki.

Potem zmieniła ten kierunek z botaniki na ekonomię i prawo.

Botanika była jej pierwszym zainteresowaniem, ale przez wiele lat potem się nie zajmowała tym.

Natomiast w takim trudnym okresie swojego życia w 1913 roku, kiedy ona czuła się dość osamotniona politycznie w niemieckiej socjaldemokracji, której była częścią, działała w niemieckiej socjaldemokracji, ona zaczęła prowadzić zielniki i prowadziła je bardzo intensywnie przez kilka miesięcy.

To był też taki okres, kiedy rozpadł jej się jeden związek miłosny, a nie zaczął się związek następny i ona chyba po prostu potrzebowała tej pracy przy dziennikach do takiego wewnętrznego poskładania się, w jakimś sensie można by powiedzieć, że to było terapeutyczne dla niej.

I później znowu była przerwa.

To się oczywiście wydaje paradoksalne, ale było dla mnie niesłychanie ciekawe, że ona będąc w więzieniu najpierw we Wronkach, a potem we Wrocławiu postanowiła prowadzić dzielnik i robiła to...

Po pierwsze dzięki pomocy przyjaciół, którzy jej przysyłali do więzienia bukiety wolnych kwiatów, ale też ona potrafiła znaleźć obiekty do tego zielnika, liście, gałązki, nawet na terenie więzienia, bo właściwie dla niej równie ważna była to, co mówiłam o tym, że interesował ją cały świat.

Każda roślina była dla niej ważna i fascynująca.

Ona nie zbierała, nie szukała rzadkich okażów czy pięknych kwiatów, tylko właściwie każdy przejaw życia był dla niej równie ważny.

I ona potrafiła do tego zielonika wklejać jakieś listki, które przywiały jej wiatr na okno w celi albo trawy, które znalazła na więziennym podwórzu.

że ona te zielniki prowadziła, to wiadomo było z jej listów, bo ona opisywała to przyjaciółom.

Natomiast do niedawna nie było wiadomo, że te zielniki się zachowały.

I publicznie jakby stało się to znanym faktem.

Kilka lat temu, kiedy była taka głośna sprawa, którą opisuję w mojej książce, że w Niemczech, w podziemiach szpitala w Berlinie znaleziono zwłoki, nieopisane zwłoki, którego cechy dopasowały do opisu Róży Luksemburg.

Róża Luksemburg zginęła w bardzo dramatycznych okolicznościach.

Została właściwie zlinczowana, brutalnie zamordowana w 1919 roku przez przeciwników politycznych.

Było wiadomo, że jej ciało wrócono do kanału i potem jakieś ciało zostało pochowane jako Róża Luksemburg, ale właściwie przypuszczenie, że...

No i żeby to sprawdzić, taki główny anatomopatolog z berlińskiej kliniki Szarypy poszukiwał jej DNA.

No nie wiem, choćby włosza na przykład jej, bo ona nie miała potomków, więc trudno było znaleźć, prowadzić badania tezytyczne w rodzinie.

No i on dowiedział się, ten anatomopatolog, że, dowiedział się właściwie przypadkiem od jakiegoś niemieckiego historyka, że w Warszawie w archiwum aktynowym zachowane są dzielniki Róży Luksemburg.

To znaczy, one nie były skatalogowane, te dzielniki.

Ale ten właśnie niemiecki uczony był dociekliwy i uparty i po prostu doprowadził do tego, że te średniki w tym archiwum zostały odnalezione i właściwie jako pierwszy je oglądał po kilkudziesięciu latach, szukając tego włosa.

Ja pytałam tego badacza, czy on do dzisiaj sądzi...

On powiedział, że nie udało mu się tego udowodnić, ale też nikomu nie udało się udowodnić, że to nie było jej ciało.

Więc przy tej okazji o tej sprawie bardzo dużo pisano w Niemczech, bo w Niemczech Rufa Luxemburg jest niesłychanie...

I cała ta historia odnalezienia tego ciała i tych poszukiwań była opisywana przez główne niemieckie gazety.

I wtedy też właśnie nagłośniono fakt, że te zielniki Różowych Sąbrów są zachowane, że znajdują się w tym archiwum aktynowych.

Ja to naprawdę z wielkim przejęciem badałam to.

Bo to jest taki dokument, który trochę pokazuje, można się tam wiele dowiedzieć z niego nie tylko o świecie roślin, ale też o tym, na przykład jak róża Luksemburg, jaki ona otrzymywała kontakt ze światem w swoim więzieniu.

Bo są tam zachowane na przykład, nie wiem, kwiatki z opisem, że ten kwiatek dostałam tego, a tego dnia od tej, a tej osoby.

a został zerwany we Wrocławiu na grobie sławnego socjalisty Lasala.

I to jest taka bardzo szczególna kronika właśnie i jej pasji, i jej wysiłków, żeby utrzymać kontakt ze światem zewnętrznym mimo tej narzuconej izolacji.

Myślę o tym, że sprułaś się na psach Czy mógłbym wybaczyć ci?

Mógłbym, lecz policja już skoka do mych drzwi Znalazłem cię na dyskotece Od razu wiedziałem, że oddam ci me serce Chujeło mnie to, jak paliłaś cygarety Nigdy nie spotkałem takiej kobiety Łypałem na ciebie po kryjonu

I po kryjomu odprowadziłem cię do domu Piękna jak obrazek, a w oczach zerocna tywanik I owym tytoniem pachniały twoje włosy Poleisz się dzieć niż jak kołek stać Patrzeć jak z jakimś gachem odchodzisz w dal Popatrz mi w oczy, podaj mi rękę, zapłać dyn wiozą

Na białą łękę, a jeśli powiesz kocha, to zerwę tę kajdanę, podpalę komisariat i razem nogę damę.

Miłość jak u Patryka Wegi Trzy gwiazdki na film webie, cała Polska już śledzi Wczoraj znów mówili o nas w wiadomościach W końcu znaleźli ciało tego gościa Kręcił się jakiś wokół ciebie

Mówiłaś narzeczony, żartujesz sobie ze mnie Wziąłem taki kamień, co nim podpyrałem bramę Wybiłem mu z głowy, zaczepiać moją damę Płakałaś, pytałaś dlaczego

Zapytasz, zajebałeś, odpowiem, zajebałem Zajebbym każdego, kto dotknie mojej małej Bole iść, siedzieć, niż jak kołek stać Patrzeć, jak z jakimś gachem odchodzisz w dal Popatrz mi w oczy, podaj mi rękę Zapłać, gdy wywiozą na białą rękę A jeśli powiesz wybacz, to od razu wybaczę

Zgniję tu o suchym plebie, bo przerałem krew za ciebie.

Pojawił się Ferdynand Lasalle, pojawia się Berlin, ale kiedy słuchałem pani i przypomniałem sobie naszą rozmowę jeszcze przed tym naszym śniadaniem z mistrzynią, o którym teraz nasi słuchacze słuchają, to powiedziałem pani, że w Gliwicach ulica Róży Luksemburg sąsiaduje z ulicą Juliana Tuwima.

Przypomniał mi się wiersz Juliana Tuwima, Berlin, 1913 rok.

Tam padają takie słowa, że wielkim miastem jest Berlin.

Gdy pani powiedziała o jej tragicznej śmierci, o znaczeniu Berlina także w jej życiu i o tym, dlaczego ona jest bardziej znana w Niemczech, w Berlinie niż w Polsce.

To przypomniał mi się ten tekst i właśnie chciałem się Panią o to spytać, dlaczego tak ważną osobą, że Luxemburg jest dla Berlińczyków, czy dla historii niemieckiej socjaldemokracji, dlaczego po drugiej stronie dzisiaj Odry, kiedyś te granice inaczej biegły, pozostaje osobą inspirującą taką dyskusję, jak Pani powiedziała, takie poszukiwania.

A druga część mojego pytania, to jednak jest to fascynujące, że ktoś w Niemczech wiedział, co się znajduje w aktach, w archiwum akt nowych w Warszawie, co nie było skatalogowane.

Jak czytam tę książkę, to cały czas mi to pytanie chodziło po głowie, żeby je pani zadać.

Dla osoby jakby interesującej się historią powiedzmy, no to to jest coś absolutnie niebywałego, prawda?

Jakie były losy tego zielnika?

Losy tego zielnika nie są zrekonstruowane, to znaczy wiadomo, ponieważ były takie zasoby archiwalne, które były w dyspozycji

Tam był zakład historii partii, który dokumentował życie rewolucjonistów i historię ruchu robotniczego.

dużej części, chociaż trwają wysiłki o to, żeby je udostępnić.

I jest możliwe, że te zielniki były częścią tego zasobu, ale nie jest to potwierdzone, bo on właśnie jakby historycznie on jakby przepadł, tak?

To znaczy cały ten zasób wypadł z jakichś rejestrów, katalogów i właściwie b

Inna jakaś teoria mówi, że te ziemniki mogły być przez jakiś czas przechowywane w Stanach Zjednoczonych, ponieważ część archiwów Róży Luksemburg została w czasach nazistowskich wywieziona przez dyplomatę do Stanów Zjednoczonych.

Z tym, że ta część zachowana jest przede wszystkim w Instytucie Hubera w Uniwersytecie Berkeley, ale trudno sobie wyobrazić, że coś tam tego zasobu, gdyby trafiło do tamtych archiwów, wróciłoby do Polski.

No bo właściwie na jakiej zasadzie i kiedy.

No nie wiemy, jaka była droga tych...

Jak chodzi o to, że Róża Luksemburg jest właściwie taką częścią, taką ważną postacią w historii Niemiec, to jest istotne o tyle, że ona...

Urodziła się w żydowskiej rodzinie, ale była to rodzina na drodze do asymilacji, w jej domu mówiła się po polsku i ona sama się identyfikowała jako Polka.

i Niemczech, to jak mówiła kiedykolwiek nasz język, to zawsze chodziło i o język polski, czy nasza kultura to była kultura polska.

Zresztą była bardzo przywiązana do polskiej literatury i świetnie znała też polską historię.

Jednym z nich było to, że była związana z rewolucjonistą poszukiwanym przez ochronę, przez polską policję i on nie mógłby z nią wrócić do...

na ziemię polskie, ale też ważniejsze jest chyba to, że ona chciała być jakby w celu wydarzeń.

A ponieważ miała przekonania maksistowskie i uważała za swoje zadanie wspieranie ruchu robotniczego, to pojechała tam, gdzie ten ruch robotniczy był najsilniejszy.

I to były właśnie Niemcy w tamtych czasach.

Wtedy niemiecki ruch robotniczy był najsilniejszym ruchem robotniczym na całym świecie.

I był wzorem dla innych partii robotniczych i ruchów robotniczych.

To też jest bardzo ważne, że w tych Niemczech, na ziemiach polskich nie było żadnej legalnej działalności socjalistycznej, czy w Rosji, a w Niemczech była potężna, legalnie działająca partia socjalistyczna.

I Róża Luksemburg, która właśnie była znakomicie przygotowana do pracy publicystycznej, miała tę szansę po pierwsze działania właśnie w takim silnym ruchu, a po drugie też na przykład publikowania swoich, bo ona była teoretyczką, ona była teoretyczką marksizmu i publicystką, po prostu mogła w tej niemieckiej prasie publikować swoje teksty.

Też przy okazji się tego utrzymując, co też było dla mnie ważne, bo ona była tak naprawdę jedną z pierwszych kobiet, które się utrzymywało z pracy intelektualnej.

Ona właśnie była dziennikarką tak naprawdę, utrzymywała się z pisania do gazet.

Ale pojechała do tych Niemiec, no bo właśnie tam, właściwie to były też czasy, kiedy wszyscy socjaliści się spodziewali tego, że rewolucja wybuchnie w Niemczech.

Wybuch nie w Niemczech, bo Niemcy były jakby naj... tam był jakby ruch robotniczy był najbardziej rozwinięty i też jakby warunki ekonomiczne najbardziej sprzyjały temu, żeby tam kapitalizm jakby przeszedł w fazę socjalizmu poprzez...

I ona jakby chciała bblisko tych wydarzeń.

I była bardzo znana jako publicystka, jako mówczyni, bo ona świetnie przemawiała, miała wielki talent retoryczny.

Zdarzało jej się też jeździć po Śląsku podczas kampanii wyborczych do Reichstagu.

na przykład w Bytomiu, była w wielu miejscowościach śląskich i tam spotykała polskich górników, mówiących po polsku górników.

I dla niej to było też niesłychanie emocjonujące, że ona znowu właśnie

To było dla niej bardzo ważne.

Ona też to bardzo ładnie opisuje, jak ją przyjmowali ci górnicy.

To wtedy kobieta, która przyjeżdża prowadzić więz polityczny, w ogóle była sensacją.

Kobiet politycznych praktycznie nie było.

No i dla tych górników to było też taką sensacją, że przyjeżdżała do nich mówić o socjalizmie kobieta i jeszcze mówiła po polsku do nich.

Więc ona to bardzo ładnie opisuje w listach, jak ją górnicy potem chwalili i nagradzali, że któryś górnik ją...

Więc ona jakby tak żyła trochę na pograniczu tej polskości i niemieckości.

Ale w Niemczech była postacią bardzo docenianą, znaną, też nienawidzoną często.

nienawidzoną przez to, że była bardzo, była taką niebezpieczną dyskutantką, to znaczy bardzo była taka sprawna polemicznie i potrafiła tych mężczyzn, o których to wcześniej nie spotykało, no jakby pokonać dyskusji.

Nie spotykało ich to, że kobieta potrafiła w stanie kimczonej ich pokonać dyskusji, więc miała też

And love our problems disappear But all in all we soon discover That one on one is all we long to hear All around the world Little children being born to the world

Then will the work be done.

Help them to learn songs of joy instead of burn, baby, burn.

Let us show them how to play the pipes of beauty.

Dzień dobry.

Czy ludzka rola będzie wyszła w dzień?

Czy ktoś będzie uścigał naszą planetę?

Co będziemy robić?

Pomóc im zobaczyć, że ludzie tutaj są.

Let us show them how to play the vibes of peace.

Play the vibes of peace.

In love our problems disappear.

But all in all we soon discover that one and one is all we long to hear.

Została z przyczyn politycznych zamordowana w brutalny sposób.

Ale chciałem się panią spytać o to doświadczenie, gdzie ten zielnik powstaje, bo za tą działalność polityczną parokrotnie trafiła do więzień.

Można przypuszczać, że w momencie, kiedy to więzienie powstawało, było również...

Do łagodnych więzień na pewno nie należało więzienie we Wrocławiu, co można przeczytać w różnych teraz popularnych książkach, których akcja dzieje się w dawnym Breslau, a w dzisiejszym Wrocławiu.

Ale tu na drodze między Gliwicami a Wrocławiem, jak pani mówiłem, jest taka miejscowość Strzelce Opolskie, gdzie też było jedno z takich ikonicznych na Śląsku ciężkich więzień.

No i o ten pobyt w więzieniu, bo tę strzelcę tu dodałem jako taką informację, ale jej pobyt w więzieniu we Wrocławiu i w Rąkach, chciałem się Pani spytać, bo ten pobyt to bardzo surowa kara patrząc na ówczesne więzienne warunki.

To było trochę inaczej.

To było tak, że z jednej strony bardzo surową karą był w ogóle wyrok więzienia za słowa, bo ona zawsze była karana nawet nie za działalność, nie za konspirację czy coś, tylko za to, co powiedziała albo napisała.

I sam fakt, że ktoś został skazany w kraju, gdzie partia socjalistyczna działała legalnie, został skazany za to, co powiedział albo napisał, budził jednak ogromny skandal zawsze.

Więc kara była surowa.

Pozbawienie wolności jest surową karą.

Ale ona akurat miała w tych bronkach i we Wrocławiu bardzo dobre warunki, ponieważ ona doświadczyła trudnych warunków więziennych wcześniej w dwóch więzieniach niemieckich.

w tym pawilonie Cizadeli, była przytrzymywana w 1905 roku.

Ale akurat te dwa więzienia, które pan wspomniał, Bronki i Wrocław, to były więzienia, w których ona była przytrzymywana w czasie I wojny światowej bez wyroku.

To było internowanie, a nie wyrok wskazujący.

jakby prewencyjne zatrzymanie bez wyroku za pacyfizm właśnie, za poglądy pacyfistyczne, a nie socjalistyczne, tylko za pacyfistyczne poglądy w czasie wojny, w czasie stanu wojennego.

I ponieważ właśnie było to internowanie, a nie wyrok wskazujący więzienia, to ona miała znacznie lepsze warunki niż inni więźniowie.

Właściwie taki mały domek na terenie więzienia, taki osobny budyneczek, gdzie miała dwa pokoje, własną łazienkę i miała nawet mały ogródek.

Później jak była we Wrocławiu, znowu miała lepsze warunki niż inni więźniowie, a także mogła wychodzić na spacery z tego więzienia.

Pozwalano jej wychodzić w towarzystwie strażników albo w towarzystwie urzędników tego więzienia.

Na przykład zachowały się wspomnienia lekarza więziennego, który chodził z nią na spacery do ogrodu botanicznego.

Inny urzędnik księgowy, bodaj więzienny, też właśnie wspominał o tym, że

Więc pod tym względem to nie było jakby najpiękniejsze doświadczenie jej życia.

Rzeczywiście doświadczyła bardzo ciężkiego uwięzienia podczas rewolucji.

Tak naprawdę najcięższe warunki więzienne to panowały w areszcie policyjnym warszawskim wtedy, gdzie spędziła kilka tygodni i tam rzeczywiście to było skrajnie trudne.

że wbrew temu, czego ja się spodziewałam, no bo X Powitańcy Cezerii, czyli areszt dla więźniów politycznych, wydawał się takim najgorszym lochem, do jakiego można było wtedy w Polsce trafić.

dawał więźniom całkiem dobre warunki bytowe, to znaczy było tam ciepło, było dobre jedzenie, była pościel nawet, były dobrze oświetlone, dość przestronne cele.

że carskie władze jakby nie dawały żadnej szansy obrony tym więziom politycznym.

To znaczy nie dopuszczano świadków obrony, nie było odwołań, od wyroków.

Adwokaci mieli bardzo ograniczone uprawnienia i właściwie było wiadomo, że jak ktoś trafił do...

bo to już ma małe szanse na to, żeby zejść na wolność.

Ale rzeczywiście trafić do dziesiątego pawilonu to było trudne.

Do niezałchy piosenka to prawdziwe jest życie, nikt o nim nie śpiewa, bo się Polski wstydzicie.

Warszawa, Trójmiasto, Berlin, Amsterdam.

Wszędzie być warto, tylko nie tam W rodzinnych miasteczkach waszych ojców wąsatych We wsiach spokojnych waszych nerwowych matek Hej, hej, mówię ci, w Polsce B da się żyć Hej, hej, nie bój się, w Polsce B nie jest źle Hej, hej, uwierz mi, w Polsce B da się żyć Hej, hej, nie bój się, w Polsce B nie jest źle

Mamy tu galerie, kebaba i barbera, wszystko jest dla ludzi i wszystko mamy teraz.

By ty na pierwsza klasa kupisz nawet Mateusza, gdybyś tylko chciał, trzeźwieć byś nie musiał.

Możesz czekać na sobotę Możesz bawić się już dzisiaj Kiksa w postce B Przy piosenkach cypisa Ej, ej, mówię Ci W postce B dasz się żyć Ej, ej, nie bój się W postce B nie jest źle Ej, ej, uwierz mi W postce B dasz się żyć Ej, ej, nie bój się W postce B nie jest źle

Nie wszyscy wyjechali, a wielu wróciło Przywieźli Eurasy, by lepiej się żyło Tadek kupił nowe Audi, zdzisiek postawił chałupę Jeżeli nie chcesz mieszkać tu, to przecież cię nie znoszę Jadąc polską W Mercedesem klasy S

Zatrzymaj się na chwilę i popatrz jak tu jest Przez przyciemniane szyby nie widać tego, że Dobrze się nam żyje w tej naszej Polsce B Ej, ej, mówię Ci, w Polsce B da się żyć Ej, ej, nie bój się, w Polsce B nie jest źle Ej, ej, mówisz mi, w Polsce B da się żyć Ej, ej, nie bój się, w Polsce B nie jest źle

Mam być wolny, wiem skąd przyszła ta nowina, wiem co znaczy być wolnym z łaski Moskwicina.

I chciałem się spytać o fascynację poezją Adama Mickiewicza właśnie, która była udziałem w Ruszy Luksemburg.

Bo to znowu taka rzecz, że skala jej zainteresowań polską literaturą też nie jest powszechnie znana.

I dzięki pani książce ten aspekt jej biografii też trafia do czytelników.

Mickiewicz był jej ukochanym poetą.

Mickiewicz i Johan von Goethe, to byli jej dwaj ukochani poeci.

Ukochani w takim sensie, że była smutna, albo traciła nadzieję, albo była zmęczona.

bo to Mickiewicza.

Goethe był w ogóle dla niej takim wzorem postawy życiowej, takiej stoickiej, otwartej na świat, właśnie o bardzo uniwersalnym, szerokim zainteresowaniach.

Natomiast Mickiewicz był emocjonalnie dla niej bardzo ważny.

Jest takie zdanie w jej liście do ukochanego, że pisze, znowu nie cytuję tego bardzo wiernie, ale sens jest taki, że wczoraj nie miałam siły nic robić, byłam smutna, więc położyłam się w łóżku i czytałam Mickiewicza

myśląc o tobie, co pokazuje jej taką naprawdę intymną więź z tą poezją.

Też bardzo się irytowała, kiedy któryś z wydawców konspiracyjnej prasy...

Próbował jej coś wykreślić z takich właśnie literackich cytatów.

Ona uważała, że to bzdura.

Uważała, że Mickiewicz żadnym socjalistą nie był.

Natomiast ona, co mnie bardzo jakoś zaciekawiło, ona po prostu zachwycała się jakością tej poezji i uważała, że nie chodzi o poglądy, o słuszność, o ideologiczne jakieś pokrewieństwo z artystą, tylko chodzi o...

Badaj na stolicy urodzin.

Przypuszczam, że to było.

że Mickiewicz był najwybitniejszym poetą szlacheckiej Polski i jako taki jest częścią dziedzictwa polskiego proletariatu.

Ona w ogóle była też bardzo przywiązana do czystości polskiego języka, bardzo pięknie pisała, w ogóle w trzech językach potrafiła pięknie pisać.

I w ogóle bardzo się irytowała, kiedy ktoś robbłędy językowe.

Miałam naprawdę bardzo wysoką kulturę.

nową powieść bardzo teraz głośnego i chwalonego młodego pisarza i że ta powieść wydała jej się jakoś koszmarna, że trudno było w ogóle przez nią przebrnąć i było to bardzo przygnębiające.

Jeszcze tam było parę szczegółów takich bez nazwiska tego pisarza podanych i wyszło mi po jakiejś tam analizie i

Ale to było coś takiego jak taki bestseller ówczesny, to znaczy taka głośna powieść, o której wszyscy w tym momencie mówią, więc czytała też takie rzeczy.

Bardzo też kochała Szekspira na przykład.

Czytała w więzieniu dużo Szekspira, Dantego, dużo bardzo klasyki, a

Mężczyźni znalazły się szybko.

Kiedy będzie się zrozumieć?

Kiedy będzie się zrozumieć?

Wo sind sie geblieben?

Na grzybach płynie wiatr Kiedy to będzie rozumiane?

Kiedy to będzie rozumiane?

Powiedz mi, gdzie są grzyby?

Powiedz mi, gdzie są grzyby?

Powiedz mi, gdzie są grzyby?

Blumy płyną w zimnym windzie.

Powiedz mi, gdzie są blumy?

Kiedy czytałem Panią książkę, a rozmawiałem również o kolejnym tomie prelekcji paryskich Adama Mickiewicza wygłaszanych w Collège de France z profesorem Krzysztofem Rutkowskim, to mu nadmieniłem, że oto jedną z wielbicielek Adama Mickiewicza, o czym on nie wiedział, była właśnie za sprawą Pani książki Róża Luksemburg.

I chciałem się panią spytać, czym to pojęcie wolności było dla Róży Luksemburg, no bo przecież w imię tej wolności zostanie potem zamordowana.

Tak, wolność była w ogóle dla niej kluczowym pojęciem.

Czyli podmiotowości, czyli decydowanie o sobie, panowania nad własnym życiem.

zdecydować o sobie i panować nad własnym życiem.

Czyli wolność uważała za... Wolność była... Po pierwsze ważna była dla niej wolność polityczna, ponieważ ona była w ogóle takim człowiekiem debaty, człowiekiem polemiki.

Była bardzo właśnie uzdolniona retorycznie, świetnie sobie radziła w dyskusjach i bardzo też lubiła iść pod prąd w dyskusjach, lubiła się wspierać.

I w tym piśmie, o którym wspominałam, o rewolucji rosyjskiej, gdzie krytykuje bolszewików, ona bardzo krasnie przewidziała, co się dzieje, kiedy nie ma wolności debaty, kiedy nie ma wolności politycznej.

I ona w ogóle też w tym przywiązaniu do idei debaty, konsultacji, poglądów, właśnie podmiotowości była bliska myśli Hanny Arendt.

Znaczy Hanna Arendt była późniejszą znacznie myślicielką, ale Hanna Arendt właśnie powracała do myśli Róży Luksemburg.

Jakoś w ogóle miała do niej, no była ważna, była dla niej Róża Luksemburg i wydaje mi się, że właśnie dlatego, że ich

Aczkolwiek rozumiały ją też trochę inaczej, ponieważ dla Róży Luksemburg wolność była też wolnością ekonomiczną.

A z kolei Hannah Arendt właściwie u niej w ogóle nie ma ekonomii, jakby myśli ekonomicznej.

To było nie do pogodzenia z praktyką bolszewicką.

bo Lenin bardzo wcześniej, na wiemy lat przed rewolucją w Rosji, rewolucją konciecznikową,

Właściwie sformułował taką swoją wizję polityki, która będzie kierowana przez partię, zdyscyplinowaną organizację partyjną, hierarchicznie zarządzaną od góry, bez dyskusji, bez konfrontacji poglądów.

On to już w 1902 roku sformułował w takim swoim piśmie, co robić.

Aha, bo ktoś mi się to chyba próbował włączyć.

Przepraszam bardzo.

No i ona, i Róża Luxemburg podjęła z nim polemikę, która była głośna wtedy wśród socjalistów europejskich.

I ta polemika właściwie trwała przez wiele lat i była bardzo zasadniczym sporem właśnie o wolność między nimi dwojgiem.

I Lenin, który w ogóle dość brutalnie traktował swoich oponentów, to znaczy niekoniecznie w sensie dosłownym przemocy fizycznej, ale też ich dyskredytował, nie szanował swoich oponentów.

Akurat Róża Luksemburg bardzo szanował.

I mimo, że się z nią spierał, to po jej śmierci napisał, że Róża Luksemburg była orłem.

Tak się wyraził i że orzeł może czasem, wymieniał jej błędy liczne, jego zdaniem błędy w jej myśleniu, ale na koniec stwierdzał, że orzeł może czasem się zniżyć tak nisko jak kura, ale kura nigdy nie wleci tak wysoko jak orzeł.

Więc doceniał jakby jej wielkość różnego względu.

Mientras el sol esperaba y los carros veían pasar, dices que no veus las tacas a donde estemos todos ligados.

Zajęta urań i wątek jest, no bo urań, se buka, dąba, dąba, dąba, wieczórka.

Właściwie wiem, że jest podrożona, ale to jest tak trudne, że czasem moja moc mnie zgubi.

Lavi Siset ja no diu res Mal vent que se'l van portar Ell qui sap cap a quin indret I jo a sot del portal I quan passen els nous bailets Estiró el coll per cantar El darrer cant de Siset

Będziemy, wszyscy będziemy.

Będziemy, wszyscy będziemy.

Będziemy, wszyscy będziemy.

Będziemy, wszyscy będziemy.

Będziemy, wszyscy będziemy.

Będziemy, wszyscy będziemy.

Kiedy wspomniała Pani o tych relacjach związanych z publicystyką, z myśleniem Luży Ruxamborka, potem z historią monopartyjnego terroru, który zastosuje ruch komunistyczny w wydaniu partii bolszewickiej.

to chciałem Panią poprosić o komentarz do takich znamiennych zdarzeń, które miały miejsce w kraju, który już nie istnieje, jakim była Niemiecka Republika Demokratyczna, gdzie z jednej strony był oficjalny kult związany z historią Róży Luksemburg i przywódcy ówczesnej partii komunistycznej NRD składali na grobie Róży Luksemburg

kwiaty, co było częścią takich oficjalnych obchodów, a opozycjoniści maszerowali z transparentami, na których właśnie umieszczali te informacje z artykułów Róży Luksemburg, które krytykowały system monopartyjny za brak elementarnej wolności.

jak ta dwoistość wykorzystywania jej twórczości obecna jest w jej biografii, w jej opisie, jej działań, która jest i na kartach pani książki, i na innych publikacjach związanych z jej biografią.

Tak, to był wątek, który też mnie jakoś bardzo zainteresował.

W NRD traktowano ją i w ogóle w krajach tak zwanego bloku radzieckiego traktowano ją jak taką męczennicę socjalizmu.

Właśnie przez to, że została tak brutalnie zamordowana,

no po prostu jakby się na to nadawała się, była taką jakby świętą kucieristyczną.

Więc też publikowano jej portrety, nazywano właśnie ulice, czy nie wiem, tak jak w Warszawie, wielkie zakłady pracy jej imieniem.

W Niemczech było takie, jedno z najważniejszych świąt komunistycznych, to się nazywało święto Trzach L. To było w rocznicę zawartowania Róży Luksemburgi i Karola Liebknechta, jej partyjnego towarzysza,

organizowano Wielki Marsz pod portretami Lenina, Liebknechta i Luksemburg.

Natomiast ten kult Róży Luksemburg jakby nie przeszkadzał tym władzom enertowskim przemilczać czy cenzurować po prostu.

W ogóle jej pisma wydano we wschodnich Niemczech dość późno i też specyficznie je dobierano.

Pierwszy taki niewielki wybór jej pism był w czasach stalinowskich i się ukazał z bardzo długą przedmoną Stalina, autorstwa Stalina.

gdzie on wymieniał właśnie jej różne błędy.

Stalin mówił o błędach Luxemburgizmu i właśnie jednym z tych błędów miało być jej podejście do, jej krytyka partii bolszewickiej i dopominanie się o wolność polityczną.

Oni wyciągnęli na sztandary taki bardzo sławny cytat, jej zdanie w pisma o rewolucji rosyjskiej, które brzmiało, właśnie warto to przypomnieć, wolność tylko dla zwolenników partii, wolność tylko dla zwolenników rządu, choćby byli nie wiem jak liczni, nie jest wolnością, wolność jest zawsze wolnością dla myślących inaczej.

I właśnie to zdanie ostatnie, wolność jest zawsze myślącą dla myślących inaczej, to jest jakby taka esencja jej rozumienia wolności politycznej.

No i za umieszczenie tego zdania na transparencie podczas tego pochodu ku czci trzech L, Lipknechta, Lenina, Luksemburg, grupka opozycjonistów NRWK została w latach 80. aresztowana i skazana.

Choć był to przecież cytat z kobiety, ku której czci odbywała się ta demonstracja.

Ledwo słoneczko uderzy W okno złocistym promykiem Budzę się chorzy i świeży Z antypaństwowym okrzykiem Z antypaństwowym okrzykiem Z antypaństwowym okrzykiem

Bogu, ludzkości, ojczyźnie!

Ta biografia, do przeczytania której zachęcamy naszych uczniów i naszych słuchaczy właśnie pokazuje jak czasami szablon, który nam historia narzuca jest daleki od złożoności losów ludzkich wyborów osób, które staramy się w tym szablonie zamknąć.

O to, jak te szablony nas determinują, pani się spytać, bo powiedziała pani, że ten pobyt w więzieniu w Luxemburg związany był z jej pacyfizmem, z przeciwem przeciwko wojnie.

I tu mamy sytuację taką, że ktoś za ten pacyfizm jest w ten sposób karany.

Potem późniejsze konsekwencje powojenne i jej śmierć przecież związana jest z bojówkami, które wyrosły.

A po drugiej stronie kanału La Manche takim pacyfistą była osoba, której imię nosił Uniwersytet Londyński Bertrand Russell, filozof, matematyk, właśnie pacyfista,

I chciałem pani się spytać właśnie o te szablony, że dlaczego my tak łatwo i bohaterkę pani książki w takim szablonie zamykamy i innych bohaterów także pani książek i przemyśleń zamykamy, czy w ogóle...

Pisząc różne biografie, jak szybko Pani odkrywa, że te szablony to są niewłaściwe odbicia w lustrze, bo to tylko jest jedna mina, jeden moment jakby fotografii, a nie cała złożoność ludzkiego życia.

I dopiero szukanie takiej biografii, szukanie takich zielników pokazuje nam, jak bardzo ludzkie losy są niejednoznaczne.

Dla mnie to jest ogromna motywacja do pracy nad biografią.

Właściwie fakt, że Róża Luksemburg jest kimś innym niż sobie wyobrażaliśmy, niż wyobrażamy sobie poprzednie, był dla mnie właściwie po prostu powodem do napisania tej książki.

Róża Luksemburg jest tak, że w moim pokoleniu, ja mam 63 lata, więc w moim pokoleniu, w pokoleniu trochę młodszym, każdemu się wydaje, że wie, kim była Róża Luksemburg, ponieważ słyszał o niej w szkole, czy tak jak w Gliwicach mógł przechodzić ulicą Róży Luksemburg.

się okazuje, że to w ogóle nie przystaje do naszych wyobrażeń.

To znaczy na przykład utożsamianie jej z władzą komunistyczną, ze zbrodniami komunistycznymi, z poglądami Lenina, że to wszystko po prostu nie jest prawdą, że naprawdę przez kilkadziesiąt lat w Polsce

Wymiesienia jej jakby na ołtarzu jako męczennicy, a jednocześnie pomijania istoty i poglądów.

Ja swoją drogą bardzo się wciągnęłam, pisząc tę książkę, w historię ruchu robotniczego.

w szkołach z historią ruchu robotniczego, z historią niewoli chłopskiej i szczerze, żeśmy tego nie wnosili.

Natomiast to było po prostu uczone źle.

To znaczy na przykład uczenie historii ruchu robotniczego poprzez programy partyjne i biografie przywódców

I te doświadczenia można odnaleźć w ich pamiętnikach, które są dostępne, czy w listach, czy po prostu w osobistych wspomnieniach.

I kiedy się zejdzie właśnie do takiej płaszczyzny poznawania historii, to się naprawdę robi strasznie ciekawe i nieschematyczne.

Ja w tej chwili chciałabym napisać biografię

Też dlatego, że bardzo mnie ciekawi konfrontowanie moich własnych wspomnień i moich własnych często schematycznych przekonań ze źródłami, z tym jak to było naprawdę w takich realiach codzienności, realiach życia.

Wydaje mi się, że to jest w ogóle też jeden z powodów, dla których biografie są takie popularne, stają się coraz bardziej popularne,

I tak oto trafiliśmy do podsumowania naszej rozmowy, że historia ma sens wtedy, kiedy opowiada nam losy nie wielu niezbiorowości, ale właśnie jednego człowieka z jego dylematami wyborów i z jego poszukiwaniem wolności.

I o tych wyborach i o tych poszukiwaniach wolności jest pani książka Róża Luksemburg.

Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Serdecznie też pozdrawiam szkołę, w której miałam okazję gościć, kiedy wyszła moja pierwsza książka, czyli biografia

Polini Reńskiej, o której opowiadałam uczniom no już dobrych pewnie 7-8 lat temu, a może 6.

Tak, to było przed pandemią.

Także pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za rozmowę.

Zwaifarne tüchen, schnauzbacht und Sterne, Herzen und Küssen, die Mädchen so gerne.

Ei, warum, ei, darum, ei, warum, ei, darum, Ei bloß wegen dem Czindrasa, Bumdrasasa.

Ei bloß wegen dem Czindrasa, Bumdrasasa.

Ein Gläschen Rotwein und ein Stückchen Braten geben die Mädchen ihren Soldaten.

Ei, warum, ei, darum, ei, warum, ei, darum, ei, bloß wegen dem Cingdrasa Pumdrasasa.

Ei, bloß wegen dem Cingdrasa Pumdrasasa.

Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach!

Z takimi dziećmi, pomyślał Winston, ta nieszczęsna kobieta musi żyć w ustawicznym strachu.

Jeszcze rok lub dwa, a zaczną ją szpiegować.

Dwadzieścia cztery godziny na dobę, wypatrując przejawów nieprawomyślności.

Najgorsze, że choć za pośrednictwem takich organizacji jak kapusie chowano je na małych barbarzyńców, nie do okieł znania,

Im nawet się nie śniło, aby buntować się przeciwko władzy partii.

Uwielbiały partię i wszystko, co z nią związane.

Piosenki, pochody, transparenty, wycieczki, musztra z drewnianymi karabinami, skandowanie hazeł, gloryfikowanie wielkiego brata.

Dla nich równało się to wspaniałej zabawie.

Całą swoją furię kierowały na zewnątrz, przeciwko wrogom państwa, przeciwko cudzoziemcom, zdrajcom, sabotażystom, myślozbrodniarzom.

Było niemal normalne, że ludzie powyżej trzydziestki bali się własnych dzieci.

I nie bez powodu, bo prawie co tydzień The Times poświęcał akapit jakiejś wścibskiej małej gnidzie.

Zwykle używano określenia małoletni bohater, która podsłuchała coś kompromitującego i złożyła policji myśli donos na rodziców.

Winston bez przekonania wziął do ręki pióro, zastanawiając się, czy przyjdzie mu jeszcze do głowy coś wartego zapisania w pamiętniku.

Nagle zaczął znów rozmyślać o obrajanie.

Chyba z siedem lat temu.

I kiedy mijał kogoś siedzącego nieco na uboczu, ten rzekł.

Powiedział to bardzo cicho i jakby od niechcenia.

Zabrzmiało nie jak polecenie, lecz stwierdzenie faktu.

Rzecz dziwna, wówczas we śnie słowa te nie zrobiły na nim większego wrażenia.

Teraz już nie pamiętał, czy to przed tym snem, czy dopiero później po raz pierwszy ujrzał O'Briena.

Nie pamiętał też, kiedy uświadomił sobie, że głos ten należał do niego.

To właśnie o Brian przemówił w ciemnościach.

Winston nie potrafił się zdecydować i nawet po dzisiejszej wymianie spojrzeń wciąż nie był pewien, czy o Brian jest jego przyjacielem czy wrogiem.

Łączyła ich nić porozumienia, ważniejsza od sympatii i osobistych przekonań.

Winston nie wiedział, co oznaczają te słowa, ale był przekonany, że się kiedyś sprawdzą w ten czy inny sposób.

Sygnał trąbki, czysty i piękny, przeciął zatęchłe powietrze, po czym speaker podjął chrapliwie.

Przed chwilą otrzymaliśmy komunikat z frontu malabarskiego.

Zostałem upoważniony do zakomunikowania telewidzom, że ofensywa, o której przebiegu za moment poinformujemy, może przybliżyć nas do widocznego kresu działań wojennych.

I rzeczywiście, po krwawym opisie unicestwienia eurazjatyckich wojsk i odczytaniu nieprawdopodobnej liczby zabitych i jeńców, ogłoszono, że od przyszłego tygodnia przydział czekolady będzie zmniejszony z 30 do 20 gramów.

Winston znów wbeknął.

Działanie dżinu mijało, pozostawiając uczucie przygnębienia.

Z teleekranu, albo w celu uczczenia zwycięstwa, albo zatarcia pamięci o odebranej czekoladzie, popłynęły huraganowe tony hymnu Gwiazdo, zachowaj oceanio.

Należało stanąć na baczność, ale w miejscu, gdzie siedział Winston, był niewidoczny.

Dzień nadal był zimny i przejrzysty.

Gdzieś w oddali z głuchym łoskotem wybuchł pocisk rakietowy.

Obecnie spadało na Londyn od 20 do 30 pocisków tygodniowo.

Zagubiony w potwornym świecie, w którym on także jest potworem.

Przeszłość była martwa.

Przyszłość niewyobrażalna.

I skąd mógł wiedzieć, czy panowanie partii nie będzie trwało wiecznie?

Zamiast odpowiedzi ujrzał trzy hasła wypisane na białej fasadzie Ministerstwa Prawdy.

Gdy do murów klejstrem świeżym Przylepiać zaczną obwieszczenia Gdy do ludności, do żołnierzy Na alarm czarny dróg uderzy I byle drap, i byle szczeniak W odwieczne kłamstwo ich uwierzy Że trzeba iść i z armat walić

Mordować, grabić, truć i palić Gdy zaczną nad tysiączną modłę Ojczyznę szarpać deklinacją I łudzić kolorowym godłem I łudzić historyczną racją O pięć i chwale i rówierzy O ojcach, dziadach i sztandarach O bohaterach i ofiarach O bohaterach i ofiarach

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin Pogłogosławić twój karabin Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba Że za ojczyznę bić się trzeba Kiedy rozchcierwi się rozchami Wrzask liter z pierwszych stron dzienników A stado dzikich bab kwiatami obrzucać Zacznie żołnierzyków

O przyjacielu nieuczony Mój bliźnie z tej czy innej ziemi Wiedz, że na trwogę piją w dzwony Króle z panami bzucha temi Wiedz, że to pójda granda zwykła Gdy ci wołają broń na ramię Że im gdzieś nafta z ziemi sikła I obrodziła dolarami Że coś im w bankach nie sztymuje Że gdzieś zwęszyli kasy pełne

Upatrzyły tłuste szuje Cło jakieś grubsze na bawełnę Rżnij karabinem w próg ulicy Twoja jest krew, a ich jest nafta I od stolicy do stolicy Zawołaj bronią swej krwawicy Bujać to my, panowie szlachta Bujać to my, panowie szlachta Bujać to my, panowie szlachta

Bujać to my panowie szlachta O przyjacielu nieuczony Mój bliźni z tej czyjenej ziemi Wiesz, że na trwogę piją dzwony Króle z panami brzucha teni Wiesz, że to

Bój jak ręda zwykła Gdy ci wołają broń na ramię Że im gdzieś na stas ziemi sikła I obrodziła dolarami Że coś im w bankach nie sztymuje Że gdzieś zwęszyli kasy pełne Lub upatrzyły tłuste szuje

Słojak iż grubsze na bawełnę Rżli karabinem w bróg ulicy Twoja jest krew, a ich jest lafta I od stolicy do stolicy Zapałań bronią swej krawicy Bujać to my, panowie szlachta

Bujać to my panowie szlachta!

Bujać to my panowie szlachta!

Dzień dobry drodzy słuchacze, zapraszam na fragment książki Nieśmiertelność autorstwa Andrzeja Szczyklika.

Choroba medycyny.

Jakiż argument może bowiem przebić troskę o dobro chorego?

Nowe techniki diagnostyczne i coraz lepsze leki czekają, by wchłonąć wielką kasę.

Coraz gęstszą, by przez jej oka grosz się nie przecisnął.

Pajęczyna się targa, wzmacnia się ją więc, zmieniając w grubą sieć, która zaciska się szczelnie i lekarz, coraz bardziej spętany, uzasadniać musi każdy swój krok i ruch, każdą wydaną złotówkę, spędza godziny na wypełnianiu druków, sprawozdań, raportów, kurczy się czas, jaki ma dla chorego.

To boli chorego i brak kontaktu z lekarzem zgłasza się jako główną skargę na system opieki zdrowotnej w krajach, gdzie jest on rzeczywiście na najwyższym poziomie.

I gdyby dziś Hipokrates zobaczył nas, lekarzy, nie rozpoznałby w nas swoich uczniów, uznałby, iż inną uprawiają sztukę.

Jego chorobę nazywa się w Europie, Stanach Zjednoczonych i Australii wypaleniem się, w Japonii katastrofalną zapaścią moralną.

Jak każda choroba i ta ma objawy wyczerpanie emocjonalne, wstępienie osobowości i obniżenie poczucia własnej skuteczności.

Słowo wypalenie, zdaniem wielu, to eufinizm kryjący głębszy kryzys.

Jakim jest zagubienie sensu pracy, utrata ideałów.

Wypalenie się to rozdziew między tym, czym ludzie są, a tym, co robić muszą.

Głębokie rozczarowanie wpisane jest w zawód lekarza.

Rano łóżko chorej, przy której spędziliśmy tygodnie, było puste.

A przecież byliśmy z nią jeszcze poprzedniego wieczora, regulując respirator napędzający jej płuca.

Odeszła tego samego dnia 16-letnia dziewczynka, której obecność czuliśmy, choć była nieprzytomna od miesiąca.

Nagłego krwotoku u jej sąsiadki po drugim transplancie szpiku z powodu białaczki nie udało nam się zatrzymać.

Lekarze patrzą nieruchomo przed siebie.

W taki czas trzeba być razem, rozmawiać, wykrzesać w sobie iskę nadziei, rozniecić ją w zespole tak, by uwierzył i znów stanął na nogę w pełnej gotowości.

Scarlet billows start to spread Fancy gloves though, where's McGee dear?

That Mackay dear He spins like a sailor Tell me, tell me, tell me Could that boy do something rash Oh, Bobby Terry

It's a surprise if this tune comes back tonight.

For the Darren fans And for the Louis Armstrong fans too We told you look out, look out, look out Oh Maggie's back

Zapraszam do wysłuchania opowieści medytacyjnej Antonego DiMello zatytułowanej Wyrzeknij się siebie, nie kwiatów.

Mówiono o mistrzu Zen Bankei, że nie założył żadnej szkoły, nie zostawił żadnych dzieł ani uczniów.

Był jak ptak, który nie pozostawia szlaku swego lotu na niebie.

Mówiono o nim, gdy wchodził do lasu, nie drżało ani źdźbło trawy.

Nie był ciężarem dla ziemi.

Żaden bohaterski czyn, żaden podbój ani osiągnięcie, ani duchowość nie może się temu równać

nie być ciężarem dla ziemi.

Pewien człowiek przyszedł do Buddy, przynosząc w ofierze kwiaty.

Budda spojrzał na niego i rzekł, porzuć to.

Ale potem uznał, że prawdopodobnie powiedziano mu, by puścić kwiaty trzymane w lewej ręce, bo ofiarowywanie czegoś lewą ręką było uważane za złowróżbne i nieuprzejme.

Lecz Budda powtórzył, porzuć to.

Tym razem człowiek rzucił wszystkie kwiaty i stał z pustymi rękami przed Buddą, który z uśmiechem jeszcze raz powiedział, porzuć to.

Nie kwiaty, synu, ale tego, kto je przyniósł, brzmiała odpowiedź Buddy.

Wyszedłem z domu pochodzić sobie, spotkałem małą Zosię, strzeliłem jej w głowę.

Wróciłem do siebie prosto do łóżka, spływę schowałem zaś pod poduszkę.

Zbudziłem się rano tak koło ósmej, za oknem hałas raczej nie usnę.

To baby i chłopy stoją wokoło, Zosię znaleźli tuż za stodołą.

Nie zrozumiałem, co narobiłem Złapałem czapkę, wyszedłem tyłem Biegłem co sił, ale za wolno Złapali mnie za ulicą polną Siedziałem w celi, gapiąc się w ścianę Wszedł prokurator, zgięcasz przysłany Młody człowieku, myśl o swym losie Powiedz mi, czemu zabiłeś Zosię?

Na imię mam Staszek i już wam opowiem Zawsze spałem z Gnatem przy głowie Życie bez niego byłoby męką Usnąć nie mogłem, gdy nie był pod ręką Pistolet śpiewał mi kołysanki Nucił do ucha przekleń związanki Zastrzel tę sołdzę, wyślij do piachu Nie myśl za wiele, zrób co

Sędzia zapytał mnie o to samo A ja z zimną krwią zabiłem mało Nie myślałem długo, strzeliłem jej w łeb Od dziś jad będę więzienny chleb

Zapraszamy do słuchania jutrzejszych audycji Śniadania z Mistrzem Radia z Charakterem Esencji Kwadransa i życzymy dobrego dnia i spokojnej nocy.