Mentionsy

Pierwsza Młodość
08.08.2025 15:45

Pierwsza Młodość #139

To jest odcinek o miłości międzygatunkowej. Bo Zirka znaczy Gwiazda.

Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 144 wyników dla "ZI"

Dzień dobry Państwu, to jest 139 odcinek podcastu Pierwsza Młodość, ja się nazywam Karolina Korwin-Piotrowska, witam wszystkich, bardzo serdecznie jest piękny sierpień, piękne wakacje.

Przypominam, ten podcast powstaje dzięki Patronite i to dzięki patronom z Patronite'a mogę sobie teraz usiąść i nagrać jeden z najtrudniejszych podcastów w całym moim życiu, ale o tym za chwilę.

Dzisiaj Ministerstwo Dobrego Mydła i nie tylko, więc bardzo Was proszę czytajcie maile.

Przypominam także, że można słuchać miesiączki albo bardziej dwumiesiączki specjalnej na wakacje.

Bittersweet Symphony to jest piosenka, którą ja nie wiem ile razy słyszałam w życiu i kiedy zobaczyłam to wykonanie dokładnie z 11 lipca 2025, w Manchesterze to miało miejsce, właśnie przed koncertem Oasis, to pomyślałam sobie, że gdybym mogła, to byłabym wśród tych ludzi i darłabym się po prostu na maksa.

Chociaż jeśli chodzi o kwestie językowe, to przecież w mainstreamie sezon ogórkowy jest w sumie zawsze.

Dzisiaj będzie o bikini body, czyli coś co nas po prostu ściga od lat.

Jest czerwiec, wchodzisz do drogerii po szampon, a na zdjęciach są opalone, idealne, wygładzone, bez celulitu ciała.

Każde miejsce na Ziemi ma nie tylko swój język w znaczeniu mowy czy pisma, ale ma też pewien język, który aplikuje na tkaninę, na materiał.

Czosnku dał, pomidorów dał, truskawki dał, do pieca to wsadził.

Dzisiaj też już wszedł na antenę odcinek komentary.

Gdyby to była piętnastoletnia, szesnastoletnia influencerka, która ma jakąś dramę na TikToku, bo jakaś koleżanka piździchowska coś o niej zrobiła, napisała, zrobiła filmik, gdyby to była taka dziewczyna, taka, wiecie, niezbyt lotna influencerka, to ja bym rozumiała, że ona potem, no po zamieszczeniu takiego postu idzie dalej i brnie, i brnie, i brnie.

To są dwa tematy, które ich bardziej podniecały i ja stwierdziłam, że to chyba nie jest mój target.

Myślę, że to nie jest taki podcast, który będziecie mogli słuchać w biegu.

Mnie największy hejt spotyka za to, że nie mam dzieci, ale mam psy i na przykład wożę je w wózku.

Jakoś długo nie było postów Karoliny Kuszlewicz o jej psie, o Zii.

Śledziła mi historię bardzo długo.

Karolina nauczyła mnie, razem z Zii, jak sobie radzić.

Zii już nie ma.

Dla Zii.

Ten podcast powstaje wyłącznie dzięki Patronite.

Osób, które moim zdaniem, człowieczeństwo, które trochę ostatnio słabiej wszędzie, nie przenosi ujmy.

Ja pamiętam, kiedy zrobiłam w Polskim Radiu w jedynce audycję o rodzinie międzygatunkowej, to muszę przyznać, że będąc osobą, która jest długo w mediach, nigdy wcześniej nie spotkało mnie tyle obrzydliwego hejtu.

Tam jest bardzo wiele o jej działalności.

Od ponad 18 lat była z nią ZI.

Ja ZI poznałam raz.

Śledziłam Karolinę na wszystkich mediach społecznościowych.

od jakiegoś czasu jest sama, nie ma zi.

To nie był taki typowy płaczący post, bo myśmy się domyślali, ci, którzy śledzili te historie i śledzili je w mediach społecznościowych, że zbliża się nieuniknione.

Zatem posłuchajcie tej piosenki, która była ilustracją zdjęcia przedstawiającego Zii na profilu na Instagramie i na Facebooku Karoliny Kuszlewicz.

Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach.

Już czas napisać Wam, choć część z Was wie, bo moje milczenie o tym zaświadczało, a część z Was miała sny, które przywodziły tę myśl, a ktoś jeszcze wyczuł dokładnie ten czas i pytał w wiadomościach, czy wszystko u nas w porządku.

Jak napisać Wam, że moja Zii umarła?

Moja najdroższa, najwspanialsza Zii umarła.

A każde słowo było za ciasne, by o tym opowiedzieć.

Wiedzieliśmy wszyscy, że życia zostało już niewiele, bo wiek, osiemnaście i pół roku oraz dwa chłoniaki nie pozostawiały złudzeń.

To jednak w żadnym razie nie powstrzymywało nas od życia.

Zii wyznaczała kierunek, a ja jej towarzyszyłam.

I ten kierunek był lekcją tak imponującą, że wielokrotnie patrzyłam w zachwycie na Zii, myśląc, że jest istotą nadzwyczajną.

I odkrywałam też w sobie to, o czym nie wiedziałam, że może być aż tak intensywnie.

Bliska nam osoba powiedziała, że ma następującą graficzną wizualizację naszej relacji z Zii.

Idziemy obok siebie i ja tarczą ochraniam Zii przed wszystkim, co złe, a pod nogi sypię jej kwiatki.

Tak właśnie starałam się żyć, a Zii wyznaczała kierunek.

Moja Zii umarła.

A ostatnie, co Zii widziała przed odejściem, to moja twarz.

W jej budzie domowej, najwygodniejszej i najbezpieczniejszej i mówiłam o tym, jak bardzo ją kocham i że na zawsze będę do niej wracać.

Zawsze będę do ciebie wracać, moja Zii.

Wiem jednak, że odkryję to znaczenie, bo miłość Zii ze mną została.

Po tym, jak Zii umarła, czuwałam nad nią ponad dobę.

Najpierw ją myłam z czułością i delikatnością, a potem tuliłam jej ukochane ciało, dzieląc z nim po raz ostatni wzajemne ciepło.

Zii była prawie do końca aktywna.

Choć musiałam podtrzymywać Zii na szelkach w lesie, ten ostatni raz pchała się ku życiu.

Potem już leżałyśmy razem na trawie godzinami, grałyśmy w smaczki, oglądałyśmy ptaki.

Moja Zii umarła.

Jakie to prawdziwe.

Przejechałyśmy razem dziesiątki tysięcy kilometrów, była ze mną podczas szkoleń, konferencji i festiwali.

Tak cudownie niezmącona, gdy wokół kłębiły się bodźce, gdy czasem nocą dojeżdżałyśmy do hotelu, czułam się jak królowa, bo oto korytarzami hotelu szłam z moją dumną Zii.

Zii była z jednej strony tak spontaniczna i pełna fascynacji, a z drugiej strony elegancka i powściągliwa.

Gdy nie było mnie w domu, po kilku godzinach wyła.

Tak głęboko nawoływała, choć dom pełen był znanych jej ludzi.

Śpiewałam codziennie przez osiemnaście lat.

Podśpiewałam, że ją kocham i że idziemy wędrować.

Potem, gdy płakałam, przytulając się jeszcze do jej ciepłego ciałka, pytałam Zii, komu ja teraz będę śpiewać.

Osiemnaście lat i dwa miesiące razem, a wśród nich każdy dzień postrzegany jako złoto, każdy spacer jako wyprawa życia.

Tego się nauczyłam przy Zii.

Moja Zii umarła.

Smutkiem wielkim jak ocean, w takim miejscu, gdzie zaciera się linia horyzontu.

I piszę to z pełną odpowiedzialnością.

Miałam niecałe 22 lata, gdy razem zamieszkałyśmy, a teraz właśnie dobijam czterdziestki.

Nie oddałam Zii w toku całej tej naprawdę trudnej walki z rakiem nawet na pięć minut do żadnej klatki.

Nie zgodziłam się na żadną jej izolację.

Wiedziałam, że końcówkę życia Zii musi mieć dobrą, bez gwałtownych ruchów.

Fakt, że zapewniłam Zii spełnione życie i dobrą śmierć.

Że Zii, będąc psem, a zatem zależnym zwierzęciem w ludzkim, często nieprzychylnym zwierzętom świecie, mogła rozwijać się na przestrzeni całego swojego życia i przejść je w miłości oraz pasji.

Dziękuję Wam, że pokochaliście Zii.

To jest niesamowite, ale część z Was naprawdę pokochała Zii.

Dziękuję.

Wspominanie Zii.

A dzięki temu i dała mi portal do kontaktu z Wami.

Wiecie, na takim naprawdę głębokim poziomie.

Zii stała się ambasadorką prawa zwierzęcia do godnej starości i prawa do opieki paliatywnej.

Piszcie więc, jakim życiem Zii była dla Was.

Dzielcie się proszę wspomnieniami o Zii.

Tym, jak ją zapamiętujecie, jak widzieliście naszą relację.

Pozwólcie mi to czytać, a może i was Zii czegoś nauczyła.

Napiszcie też swoje epitafia dla Zii.

Zee będzie mnie jeszcze wiele razy prowadzić, a ja będę się z wami tym dzielić.

Bo Zirka znaczy gwiazda.

Przed fontannami perłowymi noc Wilochrona gwiazd rozdaje Znów wędrujemy ciepłą ziemią Znów wędrujemy ciepłą Krajem malachitową, łąką morza Ptaki powrotnie umierają Wśród pomarańczy na rozdrożach

Znów wędrujemy ciepłą ziemią, znów wędrujemy ciepłą.

I to jest takie... Mam nadzieję, że Karolina się nie dziwi, bo tak naprawdę, bo ta relacja, którą ona opisywała, szczególnie kiedy było wiadomo, że jest bardzo chora i że to jest nieuleczalne, ale to też to, jak pokazywała, jak dbać o życie takiego psa.

o jego dobrostan, o to, żeby sobie chodził, wąchał, żeby sobie jeździł, bo to nie jest gorszy pies, on jest tylko chory.

Przeczytam wam teraz fragment tego posta, który jest jako drugi, który jest postem o tym, jak Karolina zareagowała na to, co się stało, bo wiecie, ja czytałam ten post, który wam przeczytałam przed chwilą w taksówce i wracałam z radia, otworzyłam jej profil nagle, bo ja śledziłam, nie było tych postów długo.

Ja mówię, nie, niech pan jedzie.

Ale kiedy to nadchodzi, jesteśmy bezbrodni jak dzieci.

Tysiące osób opłakuje i wspomina Zii.

Czy widzieliście, by kiedykolwiek w Polsce tak żegnać psa?

Zii była osobą, tak jak ja, ty, każda i każdy z nas.

Przy Zii stało się jasne, że jest podmiotem.

Czytam, że to, jak przechodziłyśmy razem przez nieuleczalną chorobę, dało wielu osobom siłę, by podjąć walkę o własne życie czy życie bliskich.

Dowiedziałam się m.in., że pewien pies ma właśnie zmniejszonego guza mózgu o połowę, bo dzięki odwadze, którą emanowała Zii i moim jej towarzyszeniu, opiekunowie tego psa zdecydowali się na leczenie.

Czytam, że dla kogoś nasza codzienna historia, którą tu opowiadałam od kilku lat, a od roku bardzo intensywnie, była istotnym wsparciem w tym, by zmierzyć się z odchodzeniem członków rodziny, starością, nowotworem.

Dowiaduję się, że ta droga spowodowała, że każdy dzień teraz u boku swojego zwierzęcia ktoś traktuje jak dar.

Wiedziałam, że będzie mocno, że byliście blisko, ale nie sądziłam, że będzie aż tak.

Jest to życie, które nigdy nie zostanie przeżyte, którego żaden wgląd, żaden testament nie nakaże podtrzymywać i które utracone nie wzbudzi niczyjego żalu.

Do tego dochodzi współczesny kapitalizm z jego kultem produktywności i wymogiem nieustannej gotowości do działania.

Dlatego ogromnie Wam dziękuję, że się zatrzymujecie teraz przy nas i przy mnie i Zii.

Wielkiej, pięknej, niezłomnej postaci, z którą miałam przywilej spędzić 18 lat i 2 miesiące.

Dzieje się teraz.

Myślę, że Zii była i jest rewolucyjna.

Bo Zirka znaczy gwiazda.

No trochę przesadzam, ale długo się zastanawiałam, jak sobie poradzić w ogóle z tym postem, bo ten post mi uświadomił, że mnie czeka to samo, tylko że ja chyba nie będę w stanie wtedy napisać żadnego postu, bo mam takie wrażenie, że

Wiecie, kiedy się powiedziałam, że jeżeli ona odejdzie, to ja też.

Nie umiem tego powiedzieć.

Widziałam wiatr o siwych włosach

Wiele lat czas nas uczy pogody Zaplącze drogi, pomyli prawdy Nim zboże oddzielić od trawy Bronisz się, siejesz wiatr Myślisz jestem tak młody Czas nas uczy pogody Tak od lat

Ilu ludzi czas wyleczył zęb, zamienił w spokój burze krwi.

Pod jesień tak też czoło wypogodzi i wygładzi brwi.

Widziałam dni w muzeach sennych o wnętrzach zimnych jak mrok.

Starsi ludzie w rogach wielkich sal.

Czas nas uczy pogody, Zaplącze drogi, pomyli prawdy, Nim zboże oddzielisz od trawy.

Wiele lat Czas nas uczy pogody Zaplącze drogi, pomyli prawdy Nim zboże oddzielić od prawy Bronisz się, siejesz wiatr Myślisz jestem tak młody Czas nas uczy pogody Tak od lat

Bo tak jak powiedziałam, to jest zupełnie wyjątkowy podcast.

Ja jeszcze nigdy czegoś takiego nie nagrałam, ale to jest podcast ku pamięci Zii.

Mówcie spokojnie, to jest moja rodzina, a nie rzucacie na wiatr i nie wiecie o co chodzi.

Jak będziecie szli ze swoimi psami, mam nadzieję, na długie, fajne spacery, żeby sobie wąchały, żeby sobie kopały, żeby poznawały nowych znajomych, żeby spędzały dobry czas z Wami.

Przysługiwały mu głęboka i poważna radość Drupiego oraz zwarte ciało, ciężkie od ziemskiej boskości jak ciało Gabriela.

Chciałem widzieć w tym znak i nie pomyliłem się.

Podzielił ze mną sekret swej radości i mądrości, dzięki czemu widzę, że nie muszę obawiać się tych nowych aniołów,

którymi nam samym przeszło dziś być.

Zwrócił oblicze ku przeszłości, gdzie nam ukazuje się łańcuch zdarzeń.

On widzi jedną wieczną katastrofę, która nieustannie piętrzy ruiny na ruinach i ciska mu pod stopy.

Chciałby zatrzymać się, zbudzić umarłych i złączyć to, co rozbite.

Ten wicher pędzi go niepowstrzymanie w przyszłość.

Tak jak mówię, poznałam Zik kiedyś.

I jeżeli też otworzyłam się na różne rzeczy w relacjach z moimi psami, to stało się to dzięki niej.

I na wakacje mam taką specjalną przyczepkę, w której będę woziła moje starsze dziewczyny, starsze panie.

No bo chodzi o to, żeby one dotarły nad wodę niezmęczone, więc będą jeździły w karocy, więc mają karocę.

Okropnie się rozwaliłam, ale to dzięki Zizi.

Dziękuję Ci Zizi za to.

Zirka znaczy gwiazda.

W tym roku pojedziemy na Piaseczek też.

I chciałabym, żebyśmy jeździły jak najczęściej.

Dzień dobry.

Ostatnie odcinki