Mentionsy

Pierwsza Młodość
08.08.2025 15:45

Pierwsza Młodość #139

To jest odcinek o miłości międzygatunkowej. Bo Zirka znaczy Gwiazda.

Ten podcast powstaje dzięki Patronite: https://patronite.pl/karolinakp

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 369 wyników dla "And I will"

Dzień dobry Państwu, to jest 139 odcinek podcastu Pierwsza Młodość, ja się nazywam Karolina Korwin-Piotrowska, witam wszystkich, bardzo serdecznie jest piękny sierpień, piękne wakacje.

Przypominam, ten podcast powstaje dzięki Patronite i to dzięki patronom z Patronite'a mogę sobie teraz usiąść i nagrać jeden z najtrudniejszych podcastów w całym moim życiu, ale o tym za chwilę.

Przypomnę, że patroni od progu 25 mają newsletter, a patroni i patronki też od progu 25 mają bardzo fajne prezenty.

Dzisiaj Ministerstwo Dobrego Mydła i nie tylko, więc bardzo Was proszę czytajcie maile.

Przypominam także, że można słuchać miesiączki albo bardziej dwumiesiączki specjalnej na wakacje.

To może zwiastun?

Bittersweet Symphony to jest piosenka, którą ja nie wiem ile razy słyszałam w życiu i kiedy zobaczyłam to wykonanie dokładnie z 11 lipca 2025, w Manchesterze to miało miejsce, właśnie przed koncertem Oasis, to pomyślałam sobie, że gdybym mogła, to byłabym wśród tych ludzi i darłabym się po prostu na maksa.

Chociaż jeśli chodzi o kwestie językowe, to przecież w mainstreamie sezon ogórkowy jest w sumie zawsze.

Chyba, że akurat ten jeden profesor znowu powie coś kontrowersyjnego i internet znowu zapłonie.

Co z kolei znowu poskutkuje tym, że wszyscy pozostali, którzy się językiem zajmują, będą musieli te pożary gaść.

Dzisiaj będzie o bikini body, czyli coś co nas po prostu ściga od lat.

Jest czerwiec, wchodzisz do drogerii po szampon, a na zdjęciach są opalone, idealne, wygładzone, bez celulitu ciała.

Każde miejsce na Ziemi ma nie tylko swój język w znaczeniu mowy czy pisma, ale ma też pewien język, który aplikuje na tkaninę, na materiał.

Matko Boska, co on tam zrobił?

Czosnku dał, pomidorów dał, truskawki dał, do pieca to wsadził.

Dał do tego spaghetti, pokroił to.

No jakiś horror, po prostu horror.

Nie idźcie tą drogą, ja was bardzo proszę.

Jeśli miałabym pojechać z jakimś filozofem na wakacje, to na pewno fajnie by się jechało z tymi różnymi greckimi filozofami.

To był ogarnięty gość.

Dzisiaj też już wszedł na antenę odcinek komentary.

Pytaliście mnie, czy o tym coś nagram.

No, postanowiłam nagrać.

Zresztą sami posłuchajcie.

Gdyby to była piętnastoletnia, szesnastoletnia influencerka, która ma jakąś dramę na TikToku, bo jakaś koleżanka piździchowska coś o niej zrobiła, napisała, zrobiła filmik, gdyby to była taka dziewczyna, taka, wiecie, niezbyt lotna influencerka, to ja bym rozumiała, że ona potem, no po zamieszczeniu takiego postu idzie dalej i brnie, i brnie, i brnie.

Ale mamy do czynienia z osobą, która dawno nie ma 18 lat.

Ma za sobą całą masę wpadek medialnych, które tak naprawdę powodowała ona sama, ponieważ ona ma niestety tendencję do gadania zbyt dużo.

Tam były cały czas jakieś dramy, one cały czas na siebie krzyczały i miałam wrażenie, że jej głównym tematem życiowym są zakupy i makijaż.

To są dwa tematy, które ich bardziej podniecały i ja stwierdziłam, że to chyba nie jest mój target.

Poza tym naprawdę one są niestety turbo głupie.

Znaczy nie, sorry, ona jest po prostu głupia.

A teraz bardzo Was proszę, żebyście wygodnie usiedli.

Odpoczęli.

Myślę, że to nie jest taki podcast, który będziecie mogli słuchać w biegu.

I to nie dlatego, że mam ego wielkie jak Mount Everest, tylko dlatego, że temat jest ważny.

Jedyny i niepowtarzalny.

Ja wiem, że jest lato i jest luz i może to nie jest czas na poważne tematy.

Ale powiem Wam tak.

Mnie największy hejt spotyka za to, że nie mam dzieci, ale mam psy i na przykład wożę je w wózku.

Dwie starsze suki.

Mnie największy hejt spotyka za to, że mówię do moich psów.

Albo, że dbam o ich honor.

Zdrowie też przy okazji.

Jakoś długo nie było postów Karoliny Kuszlewicz o jej psie, o Zii.

Śledziła mi historię bardzo długo.

Historie o odchodzeniu, historie o starości, historie o śmierci.

Ta historia dla mnie osoby, która w dniu, kiedy straciła wszystko, dostała psa od moich przyjaciół.

Cudna skończyła teraz 13 lat, ma 14 lat już w tej chwili, zaczęła 14 rok życia.

Karolina nauczyła mnie, razem z Zii, jak sobie radzić.

Z nieuniknionym.

Wiecie, pies sobie nie zrobi operacji plastycznej, nie kupi sobie Homonta, Kim Kardashian, żeby żyć dłużej.

Obie bardzo mi pomogły.

Zii już nie ma.

Ten podcast jest dla niej.

Dla Zii.

Bo Zorka znaczy gwiazda.

To jest podcast Pierwsza Młodość.

Ten podcast powstaje wyłącznie dzięki Patronite.

Jeżeli nie wiecie, kim jest Karolina Kuszlewicz, to naprawdę warto.

To jest adwokatka, która zajmuje się sprawami zwierząt.

Bardzo mądrze i w taki spokojny, wyważony sposób, ale jednocześnie ona nie bierze jeńców.

Osób, które moim zdaniem, człowieczeństwo, które trochę ostatnio słabiej wszędzie, nie przenosi ujmy.

I bardzo wiele mówi o relacjach międzygatunkowych.

Ja pamiętam, kiedy zrobiłam w Polskim Radiu w jedynce audycję o rodzinie międzygatunkowej, to muszę przyznać, że będąc osobą, która jest długo w mediach, nigdy wcześniej nie spotkało mnie tyle obrzydliwego hejtu.

I zdałam sobie sprawę, że o relacjach międzygatunkowych trzeba mówić.

Są dla niektórych najważniejsze.

I nic wam do tego, hejterzy.

Zapraszam was na stronę internetową Karoliny Kuszlewicz.

Kuszlewicz w imieniu.

Tam jest bardzo wiele o jej działalności.

Od ponad 18 lat była z nią ZI.

Ja ZI poznałam raz.

Na forum Patronite'a.

Strasznie fajny piesek.

Pomyślałam sobie, że jest podobna do mojej cudnej, bo jest tak samo niezależna, robi co chce, ma bardzo świadome, mądre oczy i bardzo kocha swoją panią.

One kochają się nawzajem wspaniale.

Cudownie było na nie patrzeć.

Śledziłam Karolinę na wszystkich mediach społecznościowych.

Bardzo doceniam też jej pracę.

Miałam okazję ją spotkać parę razy.

Jest świetną osobą.

I...

od jakiegoś czasu jest sama, nie ma zi.

Więc to spotkanie i ten podcast, który jest dla mnie bardzo trudny, zaczynam piosenką, która była ilustracją posta Karoliny Kuszlewicz, który informował o tym, co się stało.

To nie był taki typowy płaczący post, bo myśmy się domyślali, ci, którzy śledzili te historie i śledzili je w mediach społecznościowych, że zbliża się nieuniknione.

Zatem posłuchajcie tej piosenki, która była ilustracją zdjęcia przedstawiającego Zii na profilu na Instagramie i na Facebooku Karoliny Kuszlewicz.

Posłuchajcie. 🎵🎵🎵

It may be over, but it won't stop there I am here for you, if you'd only care You touched my heart, you touched my soul You changed my life and all my goals And love is blind and that I knew it My heart was blinded by you You've kissed your lips and held your head Shared your dreams and shared your bed I know you well, I know your smell

I've been addicted to you Goodbye my lover Goodbye my friend You have been the one You have been the one for me Goodbye my lover Goodbye my friend You have been the one You have been the one for me I am a dreamer

And when I wake You can't break my spirit It's my dreams you take And as you move on Remember me Remember us and all we used to be I've seen you cry, I've seen you smile I've watched you sleeping for a while I'd be the father of your child

I'd spend a lifetime with you I know your fears and you know mine We've had our doubts but now we're fine And I love you, I swear that's true I cannot live without you Goodbye my lover Goodbye my friend You have been the one You have been the one for me Goodbye my lover Goodbye my friend You have been the one

And I still hold your hand in mine In mine when I'm asleep And I will bear my soul in time

Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach.

You have been the one for me I'm so hollow baby I'm so hollow I'm so, I'm so, I'm so hollow I'm so hollow baby I'm so hollow I'm so, I'm so, I'm so hollow

I teraz przeczytam Wam to, co napisała Karolina na swoim Facebooku, bo myślę, że ona zrobi to 100 razy lepiej.

Może będę czasami stopować.

Po pierwsze dlatego, że pewnie będę ryczeć, ponieważ kiedy czytałam ten post po raz pierwszy, płakałam cały czas.

Ja oczywiście mogę zaczarować, mogę próbować robić różne chocki, klocki, mogę wymyśleć, szukać terapii, weterynaria bardzo się rozwija, ale ja wiem, że wszyscy umrzemy, bardzo często powtarzam to w tym podcaście.

To jest ten tekst, który pojawił się na Facebooku i na Instagramie Karoliny Kuszlewicz.

Już czas napisać Wam, choć część z Was wie, bo moje milczenie o tym zaświadczało, a część z Was miała sny, które przywodziły tę myśl, a ktoś jeszcze wyczuł dokładnie ten czas i pytał w wiadomościach, czy wszystko u nas w porządku.

Jak napisać Wam, że moja Zii umarła?

Moja najdroższa, najwspanialsza Zii umarła.

A każde słowo było za ciasne, by o tym opowiedzieć.

Najpierw więc była wielka intymność i łzy, a teraz, gdy brakuje łez, płaczę słowami, więc piszę.

Wiedzieliśmy wszyscy, że życia zostało już niewiele, bo wiek, osiemnaście i pół roku oraz dwa chłoniaki nie pozostawiały złudzeń.

To jednak w żadnym razie nie powstrzymywało nas od życia.

Zii wyznaczała kierunek, a ja jej towarzyszyłam.

I ten kierunek był lekcją tak imponującą, że wielokrotnie patrzyłam w zachwycie na Zii, myśląc, że jest istotą nadzwyczajną.

I uczyłam się od niej.

Uczyłam zapału, zachwytu i kierunku.

I odkrywałam też w sobie to, o czym nie wiedziałam, że może być aż tak intensywnie.

Wielką niezłomność i troskę.

Bliska nam osoba powiedziała, że ma następującą graficzną wizualizację naszej relacji z Zii.

Idziemy obok siebie i ja tarczą ochraniam Zii przed wszystkim, co złe, a pod nogi sypię jej kwiatki.

Tak właśnie starałam się żyć, a Zii wyznaczała kierunek.

Moja Zii umarła.

W swoim domu, z błękitnymi oczami skierowanymi we mnie, leżałam tuż obok, głowa w głowę.

A ostatnie, co Zii widziała przed odejściem, to moja twarz.

Utuliłam ją.

W jej budzie domowej, najwygodniejszej i najbezpieczniejszej i mówiłam o tym, jak bardzo ją kocham i że na zawsze będę do niej wracać.

Zawsze będę do ciebie wracać, moja Zii.

Mówiłam jej to przez ponad osiemnaście lat, a teraz nie wiem, co to znaczy.

Wiem jednak, że odkryję to znaczenie, bo miłość Zii ze mną została.

Śmierć jest końcem życia, ale nie jest końcem relacji.

To było najgłębsze, najdokładniejsze towarzyszenie w umieraniu, jakiego doświadczyłam.

Po tym, jak Zii umarła, czuwałam nad nią ponad dobę.

Najpierw ją myłam z czułością i delikatnością, a potem tuliłam jej ukochane ciało, dzieląc z nim po raz ostatni wzajemne ciepło.

Zii była prawie do końca aktywna.

Najważniejsze było dla mnie, by mogła być sobą.

W weekend przed odejściem weszłyśmy razem do lasu.

Choć miała już bardzo mało siły, to były tak piękne, dumne, pełne pasji kroki.

Choć musiałam podtrzymywać Zii na szelkach w lesie, ten ostatni raz pchała się ku życiu.

Potem już leżałyśmy razem na trawie godzinami, grałyśmy w smaczki, oglądałyśmy ptaki.

Żegnałyśmy się.

Chciałam napisać najpiękniejszy, najdonoślejszy post ze wszystkich dotychczasowych, ale nie mam właściwych słów.

Moja Zii umarła.

Cudowna, wybitna istota.

Moja wielka nauczycielka, osoba, przy której poruszałam się lekko i z gracją, bo ona mnie do tego zapraszała.

Jakie to prawdziwe.

Tak niesamowicie niezłomna, tak odważna, tak nie wpisująca się w żaden schemat.

Przejechałyśmy razem dziesiątki tysięcy kilometrów, była ze mną podczas szkoleń, konferencji i festiwali.

Zawsze ciekawa, ale na swoich zasadach.

Tak cudownie niezmącona, gdy wokół kłębiły się bodźce, gdy czasem nocą dojeżdżałyśmy do hotelu, czułam się jak królowa, bo oto korytarzami hotelu szłam z moją dumną Zii.

Podążając razem piechotą u swojego boku każdego dnia, przeszłyśmy więcej niż liczy podróż dookoła świata porówniku.

Zii była z jednej strony tak spontaniczna i pełna fascynacji, a z drugiej strony elegancka i powściągliwa.

Wybitna.

Nie miała wpisanego w siebie tego psiego dostępu od zaraz.

Ona decydowała, z kim chce być blisko i bardzo rzadko uznawała to za rzeczywiście zasadne.

Gdy nie było mnie w domu, po kilku godzinach wyła.

Tak głęboko nawoływała, choć dom pełen był znanych jej ludzi.

A gdy wracałam, mówiłam do niej, jestem kochana, nic się nie martw, zawsze będę do ciebie wracać.

Śpiewałam codziennie przez osiemnaście lat.

Śpiewałam z radości.

Podśpiewałam, że ją kocham i że idziemy wędrować.

Potem, gdy płakałam, przytulając się jeszcze do jej ciepłego ciałka, pytałam Zii, komu ja teraz będę śpiewać.

I w tym pytaniu był wielki ból mojej żałoby już nigdy.

Mierzę się już z nigdy po tym, jak doświadczyłam międzygatunkowej relacji totalnej.

Osiemnaście lat i dwa miesiące razem, a wśród nich każdy dzień postrzegany jako złoto, każdy spacer jako wyprawa życia.

Tego się nauczyłam przy Zii.

Moja Zii umarła.

Te słowa chyba najlepiej wszystko wyrażają.

Uczę się teraz stawiać kroki bez niej.

Nie ma we mnie już tej pasji.

Jestem spełniona, że miałam zaszczyt tak długiego i bliskiego życia u boku z i. I bardzo smutna.

Smutkiem wielkim jak ocean, w takim miejscu, gdzie zaciera się linia horyzontu.

Nie tyle rozpacz, nic mną nie rzuca, nie szamoce, co ogromny, bezbrzeżny, niewalczący smutek.

On jest nawet smutniejszy niż rozpacz, gdy mu się przyjrzeć.

Odeszła istota, która była mi najdroższa w życiu.

I piszę to z pełną odpowiedzialnością.

Relacje międzygatunkowe mogą być potężne, obustronnie rozwijające i odżywcze, leczące, pasjonujące.

Ja przez całe życie spędzone z je uczyłam się.

Miałam niecałe 22 lata, gdy razem zamieszkałyśmy, a teraz właśnie dobijam czterdziestki.

W jakimś sensie jestem bezdomna.

Jest jednak coś większego niż mój ból, znacznie silniejszego.

To pewność, że Zee, tak wrażliwa istota, miała wspaniałe, spełnione, pełne miłości i bezpieczeństwa, a jednocześnie bogate w przygody i wyprawy życie i miała też dobrą śmierć.

Nie oddałam Zii w toku całej tej naprawdę trudnej walki z rakiem nawet na pięć minut do żadnej klatki.

Nie zgodziłam się na żadną jej izolację.

Szpital tak, ale tylko razem.

Byłam tak niezłomna, tak jak siebie nie znałam.

Wiedziałam, że końcówkę życia Zii musi mieć dobrą, bez gwałtownych ruchów.

Walczymy razem, cały czas obok siebie.

Wiernie do końca, bezwarunkowo wiernie.

I to w mojej hierarchii jest ważniejsze niż moje cierpienie.

Fakt, że zapewniłam Zii spełnione życie i dobrą śmierć.

Że Zii, będąc psem, a zatem zależnym zwierzęciem w ludzkim, często nieprzychylnym zwierzętom świecie, mogła rozwijać się na przestrzeni całego swojego życia i przejść je w miłości oraz pasji.

I że umarła bez dramatycznych sytuacji, tak spokojnie.

Dziękuję Wam, że pokochaliście Zii.

To jest niesamowite, ale część z Was naprawdę pokochała Zii.

Czułam tak wiele razy, jak nam kibicujecie.

Dziękuję.

Bardzo chcę, by dalej pracował w świecie.

Dlatego jeśli ktoś z Was chciałby coś zrobić w tej sytuacji, to tak wiem...

Co jest dla mnie ważne i co mnie wspiera?

Wspominanie Zii.

Nie zapominajcie o niej, proszę.

O potężnej miłości, jaką wniosła w moje życie.

A dzięki temu i dała mi portal do kontaktu z Wami.

Wiecie, na takim naprawdę głębokim poziomie.

Bo czy to jest fenomenalne, że pomimo tego, że u większości się nie znamy, osobiście wiele razy byliśmy we współodczuwaniu?

Zii stała się ambasadorką prawa zwierzęcia do godnej starości i prawa do opieki paliatywnej.

Pokazywała, że możliwe jest dobre, godne życie, mimo nieuleczalnych chorób.

Piszcie więc, jakim życiem Zii była dla Was.

Dzielcie się proszę wspomnieniami o Zii.

Tym, jak ją zapamiętujecie, jak widzieliście naszą relację.

Pozwólcie mi to czytać, a może i was Zii czegoś nauczyła.

Dla mnie to ważne.

Potrzebuję tej ciągłości pamięci.

Napiszcie też swoje epitafia dla Zii.

W słowach, łzach, patrzeniu w gwiazdy, leśnej wędrówce czy paleniu ognia.

Puście je w świat na cześć tej istoty.

Niech będą pięknym i dobrem w tym trudnym świecie.

Pewne rzeczy mogą i powinny być proste.

Ten post to nie jest pożegnanie.

Zee będzie mnie jeszcze wiele razy prowadzić, a ja będę się z wami tym dzielić.

Bo Zirka znaczy gwiazda.

Znów wędrujemy ciepłym krajem Malachitową łąką morza Ptaki powrotne umierają Wśród pomarańczy na rozdrożach Na fioletowo-szarych łąkach Niebo rozpina płynność arkat

Pejzaż powieki miękko wsiąka Zakrzepła sól na nagim wargach A wieczorami w prądach zatok Noc liże morze słodką grzywą Jak miękkie gruszki już myje lato Wiatrem sparzone jak pokrzywo

Przed fontannami perłowymi noc Wilochrona gwiazd rozdaje Znów wędrujemy ciepłą ziemią Znów wędrujemy ciepłą Krajem malachitową, łąką morza Ptaki powrotnie umierają Wśród pomarańczy na rozdrożach

Znów wędrujemy ciepłym krajem Malachitową łąką morza Ptaki powrotnie unierają Wśród pomarańczy na rozdrożach

Przed fontannami perłowymi noc, winogrona gwiazd rozdaje.

Znów wędrujemy ciepłą ziemią, znów wędrujemy ciepłą.

Krajem malachitową, łąką moją.

No właśnie.

Możecie pisać na profilu Karoliny na Facebooku czy na Instagramie.

Bo jest też drugi, który jest po tym, który wam przed chwilą przeczytałam.

I to jest takie... Mam nadzieję, że Karolina się nie dziwi, bo tak naprawdę, bo ta relacja, którą ona opisywała, szczególnie kiedy było wiadomo, że jest bardzo chora i że to jest nieuleczalne, ale to też to, jak pokazywała, jak dbać o życie takiego psa.

o jego dobrostan, o to, żeby sobie chodził, wąchał, żeby sobie jeździł, bo to nie jest gorszy pies, on jest tylko chory.

I tak sobie pomyślałam, że zrobię wszystko, żeby było jak najlepiej do samego końca.

Przy okazji każdego z moich psów.

Przeczytam wam teraz fragment tego posta, który jest jako drugi, który jest postem o tym, jak Karolina zareagowała na to, co się stało, bo wiecie, ja czytałam ten post, który wam przeczytałam przed chwilą w taksówce i wracałam z radia, otworzyłam jej profil nagle, bo ja śledziłam, nie było tych postów długo.

Domyślałam się, że coś się stało, on czy nikt nie miał chyba złudzeń.

I nagle on mi wskoczył.

I wyobraźcie sobie sytuację, wracam z radia, z nagranych audycji.

I zaczynam wyć na tylnym siedzeniu i taksówkarz się mnie zapytał, co się stało, czy może jechać do lekarza, czy coś.

Ja mówię, nie, niech pan jedzie.

Nie mogłam przestać płakać.

Niby wiemy, że to się stanie.

Nie mamy złudzeń.

Ale kiedy to nadchodzi, jesteśmy bezbrodni jak dzieci.

I to jest, myślę, miara naszego człowieczeństwa.

To się muszę tej kawy napić.

Naprawdę chyba już ósmy kubek piję nagrywając to do Was.

Tysiące osób opłakuje i wspomina Zii.

To jest wybitne, potężne i przełomowe.

Czy widzieliście, by kiedykolwiek w Polsce tak żegnać psa?

Zii była osobą, tak jak ja, ty, każda i każdy z nas.

Jednocześnie będąc psem, tak jak my należymy do gatunku ludzkiego.

Mam takie poczucie, że pierwszy raz w historii tak kolektywnie przeżywamy śmierć jednej osoby zwierzęcej, wcześniej znając jej życie.

Przy Zii stało się jasne, że jest podmiotem.

Nikt nie pytał, to przestało być tematem, a stało się oczywistością.

Wspólna droga osób idących razem przez świat, w miłości, oddaniu, wierności, pomimo trudów.

Różnice gatunkowe były drugorzędne, fundamentalna była więź.

Czytam, że nasza droga otworzyła kogoś na relacje międzygatunkowe, całkowicie zmieniła ich postrzeganie.

Czytam, że to, jak przechodziłyśmy razem przez nieuleczalną chorobę, dało wielu osobom siłę, by podjąć walkę o własne życie czy życie bliskich.

Dowiedziałam się m.in., że pewien pies ma właśnie zmniejszonego guza mózgu o połowę, bo dzięki odwadze, którą emanowała Zii i moim jej towarzyszeniu, opiekunowie tego psa zdecydowali się na leczenie.

Czytam, że dla kogoś nasza codzienna historia, którą tu opowiadałam od kilku lat, a od roku bardzo intensywnie, była istotnym wsparciem w tym, by zmierzyć się z odchodzeniem członków rodziny, starością, nowotworem.

że nasza droga wytyczyła nowe ścieżki dla uznania wartości życia zwierzęcia w okresie paliatywnym.

Dowiaduję się, że ta droga spowodowała, że każdy dzień teraz u boku swojego zwierzęcia ktoś traktuje jak dar.

Wiedziałam, że będzie mocno, że byliście blisko, ale nie sądziłam, że będzie aż tak.

Zee umarła i to jest ważne.

Jest ważne, bo jej życie było ważne.

Jest ważne, bo wnosiła do świata swoją piękną obecność.

Zgadzam się bardzo ze słowami Judith Butler, że potencjał żałoby jest więc założeniem domyślnym w przypadku każdego życia, które ma znaczenie.

Bez potencjału żałoby nie ma życia lub raczej pojawia się wówczas coś żywego, co jednak jest czymś innym niż życie.

Jest to życie, które nigdy nie zostanie przeżyte, którego żaden wgląd, żaden testament nie nakaże podtrzymywać i które utracone nie wzbudzi niczyjego żalu.

Pomimo, że ból wywołany śmiercią zwierzęcia może być tak samo silny jak po stracie człowieka, to w skrajnie antropocentrycznej kulturze zwierzęta nie pasują do tej doniosłości.

Dlatego były i wciąż są usuwane z kręgu tych, po stracie których cierpienie jest w pełni uprawnione.

Do tego dochodzi współczesny kapitalizm z jego kultem produktywności i wymogiem nieustannej gotowości do działania.

Nie powinno się zwalniać tempa z przyczyn błahych.

Jakby śmierć miała być błaha.

To ode mnie.

Przeczytajcie ten post Karoliny, ten drugi.

Tam jest też zdjęcie z jej.

Bardzo piękne.

Dlatego ogromnie Wam dziękuję, że się zatrzymujecie teraz przy nas i przy mnie i Zii.

Wielkiej, pięknej, niezłomnej postaci, z którą miałam przywilej spędzić 18 lat i 2 miesiące.

To ważne, by żałoba po zwierzęciu nie była tylko smutnym kątem w piwnicy.

Bo znów wracając do słów Butler, czysto prywatne formy żałoby są możliwe, ale nie mogą ukoić płaczu, który domaga się od świata, by zaświadczył o stracie.

Umieranie nie poczeka.

Dzieje się teraz.

I albo mu potrafimy towarzyszyć, albo tracimy wszystko, co jest głęboko w życiu.

Bądźcie więc dalej ze mną w tym procesie, pisze Karolina Kuszlewicz na swoich mediach społecznościowych.

Myślę, że Zii była i jest rewolucyjna.

Niech to światło, które przeniosła, pracuje na każdą zmianę relacji międzygatunkowych.

Bo Zirka znaczy gwiazda.

To jest pięknie napisane, proszę Państwa, i to są piękne słowa.

Ja bym chciała, żeby one poszły w świat.

Ja nagrywam ten podcast ze ściśniętym gardłem i w ogóle nie wiem, czy dożyję do końca.

No trochę przesadzam, ale długo się zastanawiałam, jak sobie poradzić w ogóle z tym postem, bo ten post mi uświadomił, że mnie czeka to samo, tylko że ja chyba nie będę w stanie wtedy napisać żadnego postu, bo mam takie wrażenie, że

Wiecie, kiedy się powiedziałam, że jeżeli ona odejdzie, to ja też.

Nie wiem, czy to była przenośnia.

Nie umiem tego powiedzieć.

I tak mi się skojarzyła teraz ta piosenka, którą usłyszycie.

Widziałam wiatr o siwych włosach

Roznosił spokój wśród pól W ciepłe babie lato Kości grzał A innym razem lasy kosił Spadał ostrzem z gór Młody był Bogiem był i gnał

Wiele lat czas nas uczy pogody Zaplącze drogi, pomyli prawdy Nim zboże oddzielić od trawy Bronisz się, siejesz wiatr Myślisz jestem tak młody Czas nas uczy pogody Tak od lat

Ilu ludzi czas wyleczył zęb, zamienił w spokój burze krwi.

Pewnie kiedyś tam

Pod jesień tak też czoło wypogodzi i wygładzi brwi.

Widziałam dni w muzeach sennych o wnętrzach zimnych jak mrok.

Starsi ludzie w rogach wielkich sal.

Księgi pięknych myśli pełne pokrył gruby kurz, herbaty smak.

Czas nas uczy pogody, Zaplącze drogi, pomyli prawdy, Nim zboże oddzielisz od trawy.

Bronisz się, siejesz wiatr, Myślisz jestem tak młody, Czas nas uczy pogody, tak od lat.

Wiele lat Czas nas uczy pogody Zaplącze drogi, pomyli prawdy Nim zboże oddzielić od prawy Bronisz się, siejesz wiatr Myślisz jestem tak młody Czas nas uczy pogody Tak od lat

I teraz na koniec.

Bo tak jak powiedziałam, to jest zupełnie wyjątkowy podcast.

Ja jeszcze nigdy czegoś takiego nie nagrałam, ale to jest podcast ku pamięci Zii.

Żebyście nie zapomnieli.

Żebyście nie mówili, to jest tylko pies, to jest tylko kot, to jest tylko zwierzę.

Nie umniejszajcie swoim uczuciom.

Nie umniejszajcie swojej miłości.

Przyznajcie się do niej.

Ja się przyznałam.

I tyle.

Mówcie spokojnie, to jest moja rodzina, a nie rzucacie na wiatr i nie wiecie o co chodzi.

Dostałam taką książkę.

Mark Alizard ją napisał.

Filozoficzne opowieści o swoich najlepszych przyjaciółach.

I Wam przeczytam końcówkę, bo to jest fragment epilogu tej książki.

Ona jest malutka, pomarańczowa, nieduża, bardzo fajnie mieści się w kieszonce na wakacjach.

Jak będziecie szli ze swoimi psami, mam nadzieję, na długie, fajne spacery, żeby sobie wąchały, żeby sobie kopały, żeby poznawały nowych znajomych, żeby spędzały dobry czas z Wami.

Warto ją mieć.

I tu jest coś takiego.

Mieć psa to tyle, co mieć u boku anioła.

Moim był pies rasy Baset.

Przysługiwały mu głęboka i poważna radość Drupiego oraz zwarte ciało, ciężkie od ziemskiej boskości jak ciało Gabriela.

Pojechałem po niego w odległe francuskie góry, znalazłszy w internecie ogłoszenie, w którym oddawano szczeniaka o intrygującym imieniu Martin Luther.

Chciałem widzieć w tym znak i nie pomyliłem się.

Jego krótkie życie było punktem zwrotnym w moim własnym.

Natury, którą jako zubożały materialista przeciwstawiałem duchowi.

Otworzył mi jednak także ducha, którego jako zubożały intelektualista brałem za coś innego niż pragnienie.

Otworzył przede mną całe znaczenie tajemnicy jedności i myśli bytu, która jest innym imieniem eleuzyjskich misteriów.

Podzielił ze mną sekret swej radości i mądrości, dzięki czemu widzę, że nie muszę obawiać się tych nowych aniołów,

którymi nam samym przeszło dziś być.

Klee namalował obraz zatytułowany Angelus Novus, pisał Walter Benjamin w O Pojęciu Historii.

Przedstawia anioła, który wygląda, jak gdyby chciał się oddalić od czegoś, w co się uporczywie wpatruje.

Oczy szeroko rozwarte, usta otwarte, skrzydła rozpięte.

Tak musi wyglądać anioł historii.

Zwrócił oblicze ku przeszłości, gdzie nam ukazuje się łańcuch zdarzeń.

On widzi jedną wieczną katastrofę, która nieustannie piętrzy ruiny na ruinach i ciska mu pod stopy.

Chciałby zatrzymać się, zbudzić umarłych i złączyć to, co rozbite.

Ale od raju wieje wicher, który napiera na skrzydła i jest tak silny, że anioł nie może ich złożyć.

Ten wicher pędzi go niepowstrzymanie w przyszłość.

do której jest zwrócony plecami, podczas gdy przed nim rośnie stos ruin.

Tym wichrem jest to, co nazywamy postępem.

Dodałbym, że także ten anii przede wszystkim on jest psem.

Jednym z tych, które pełne entuzjazmu biegną przed właścicielem i stale oglądają się za siebie, jakby chcąc się upewnić, że chodząca katastrofa, którą jesteśmy, podąża dalej za nimi.

Twój Pan i Mistrz,

Pies.

Tak jak mówię, poznałam Zik kiedyś.

I jeżeli też otworzyłam się na różne rzeczy w relacjach z moimi psami, to stało się to dzięki niej.

I na wakacje mam taką specjalną przyczepkę, w której będę woziła moje starsze dziewczyny, starsze panie.

No bo chodzi o to, żeby one dotarły nad wodę niezmęczone, więc będą jeździły w karocy, więc mają karocę.

Pamiętajcie, przytulcie swoje psy.

Wszystkie.

I bądźcie dla nich dobrzy.

Bo my nie zasługujemy na to, co one nam dają.

Okropnie się rozwaliłam, ale to dzięki Zizi.

Dziękuję Ci Zizi za to.

Pamiętajcie.

Zirka znaczy gwiazda.

Cudna też jest gwiazda.

Ma czternaście lat.

W tym roku pojedziemy na Piaseczek też.

I chciałabym, żebyśmy jeździły jak najczęściej.

Do usłyszenia.

Zobaczcie.

Dzień dobry.

Ostatnie odcinki