Mentionsy

Mroczne Wieki
05.09.2025 10:40

Tamerlan i Bajazyd Błyskawica | 1396-1405 | cz. 2

Decydujące zwycięstwo nad Tochtamyszem przyniosło Timurowi wielkie łupy i sławę, która wstrząsnęła ziemiami Stepu Pontyjskiego. Po opanowaniu dużej części dawnych ułusuów Czagataja i Hulagu w ręce emira z Samarkandy wpadła Złota Orda, ułus Dżocziego, który co prawda nie wszedł oficjalnie w skład imperium Timurydów ale uznawał zwierzchność kalekiego emira. Ludzie Timura spokojnie wracali na południe pokonując przełęcze kaukaskie objuczeni łupami z Saraju, Tany i Astrachania, za sobą zostawili zdruzgotaną Złotą Ordę, która pogrążała się w wojnach domowych.


Subskrybuj archiwalne odcinki:

https://creators.spotify.com/pod/show/michal-kuzniar/subscribe


Wesprzyj mnie na:

https://patronite.pl/mrocznewieki

https://buycoffee.to/mrocznewieki

https://suppi.pl/mrocznewieki


Mroczne Wieki to podcast historyczny prowadzony przez Michała Kuźniara w całości oparty na publikacjach (naukowych i popularnonaukowych), tekstach źródłowych oraz własnych wnioskach.


Okładka: Stanisław Chlebowski "Bajazyd na dworze Tamerlana"


Opracowania:

Beckwith C., Imperia Jedwabnego Szlaku, PIW, 2020.

Małowist M., Tamerlan i jego czasy, PIW, Warszawa 1991.

Marozzi J., Tamerlan. Miecz Islamu, Zdobywca Świata, Amber, Warszawa 2006.

Saunders J. J., The History of the Mongol Conquests, University of Pennsylvania Press 2001.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 210 wyników dla "Timur"

Decydujące zwycięstwo nad Tochtamyszem przyniosło Timurowi wielkie łupy i sławę, która wstrząsnęła ziemiami Stepu Pontejskiego.

Po opanowaniu dużej części dawnych Ułusów, Czagataja i Hulagu, w ręce emira z Samarkandy wpadła Złota Orda, Ułus Dżociego, który co prawda nie wszedł oficjalnie w skład Imperium Timurydów, ale uznawał zwierzchność kalekiego emira.

Ludzie Timura spokojnie wracali na południe, pokonując przełęcze kaukaskie, objuczeni łupami z Saraju, Tany i Astrahania.

Oczywiście Timur nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie spustoszył Gruzji, która w 1396 roku kolejny raz oberwała od przechodzącego tuż obok pana szczęśliwych koniunkcji.

Relacja Timura z tą metropolią była dość szczególna.

Sam Timur miał rzekomo mawiać, że ci, którzy nie wierzą w naszą potęgę, powinni zobaczyć nasze budowle.

Jego wielkie zwycięstwa opiewali na bieżąco perscy i ujgurscy kronikarze, ale Timur przeczuwał chyba, że księgi nie są materiałem równie trwałym jak kamień.

Budowlana gorączka Timura rozpoczęła w dziejach Azji Centralnej epokę znaną jako renesans timurycki, przejawiający się gwałtownym rozwojem kultury i sztuki w tej części kontynentu, praktycznie niespotykanym wcześniej.

Ci ludzie są jednak przyszłością dynastii Timurydów, która zdoła zachować chociaż część potęgi wywalczonej przez swojego założyciela jeszcze przez przynajmniej cztery dekady po jego zgonie.

Timur pomimo całej swojej wiedzy nie mógł znać wyroków przeznaczenia.

Niestety dla architektów portal był zdaniem zleceniodawcy zbyt niski, co gorsza wyżej od niego sięgała nawet pobliska medresa, wznoszona na zlecenie małżonki Timura.

Łaska Timura jeździła na pstrym koniu.

Po straceniu naczelnego architekta, Timur sam zaczął codziennie doglądać prac, mobilizując rzemieślników i robotników.

Krótko po śmierci Timura pierwsze cegły z wielkiej kopuły zaczęły spadać na posadzkę świątyni.

Wykonany szybko i niedbale meczet zaczął sypać się w kolejnych dekadach, wymagając podejmowania nieustannych napraw przez następców Timura.

Timur był mocno przywiązany do Keshu, miejsca swoich urodzin, gdzie jeszcze w 1380 roku kazał wznieść olbrzymi pałac, Aksaray, ukończony tuż przed jego śmiercią, niemal ćwierć wieku później.

Na otarcie łez mamy jednak majestatycznie olbrzymi pomnik emira Timura, wzniesiony tuż obok ruin przez Uzbeków, którzy w krwawym emirze widzą protoplastę swego młodego kraju i narodu.

Po zwycięstwie z Tochtamyszem Timur niemal dwa lata spędził w sercu swojego imperium, sprawując sądy, budując meczety i pałace, używając życia.

Łupy zagarnięte w miastach Złotej Ordy musiały być naprawdę olbrzymie, skoro Timur zwolnił poddanych w Mawarannarze z wszystkich obciążeń podatkowych na trzy kolejne lata.

Marian Małowist pisał, że epoka Timura była w gruncie rzeczy dobrym okresem dla środkowoazjatyjskich miast, przynajmniej dla tych, które w przeciwieństwie do Urgęczu nie były skłonne do powstań i rewolucyjnych zrywów.

Timur dbał o swoją ojczyznę leżącą między dwoma wielkimi rzekami, hojnie obsypując ją darami i udogodnieniami.

Dla zaludnienia Mawarannaru Timur kazał uprowadzać nawet bezdomnych i sieroty z Persji.

Timur zamierzał ponownie uczynić Mawarannar wielkim, chociaż tak po prawdzie to rejon ten po raz pierwszy i zarazem ostatni w swoich dziejach stał się prawdziwym sercem politycznym i kulturalnym Eurazji właśnie za jego życia.

Aby przeciwdziałać emigracji, Timur ustanowił wojskowe posterunki na wszystkich przeprawach Amudari.

Łatwo było do Międzyrzecza wejść, ale wydostanie się zeń wymagało specjalnych zezwoleń, których Timur udzielał niechętnie.

Nie da się jednak nie przyznać Timurowi, że jego wojny faktycznie zaprowadziły porządek i spokój wtarganym konfliktami przez poprzednie pół wieku regionie.

Timur osiągnął podobny efekt, lecz na krócej.

Absolutny porządek panujący w imperium podkreślał Klavicho, który w drodze na dwór Timura przejechał niemal całe jego włości, od Morza Śródziemnego aż po Samarkandę.

Timur trzymał poddanych i swoje armie w ryzach dzięki wzbudzanej przez siebie mieszance religijnego podziwu, lęku przed karą i nadziei na nagrody.

Moglibyśmy po prostu powiedzieć, że Timur był takim żywym półbogiem rządzącym za pomocą kija i marchewki.

Utworzenie jednego, wielkiego, stabilnego wewnętrznie imperium pozwoliło na intensyfikację wymiany handlowej, którą dodatkowo wzmocniło zniesienie przez Timura większości ceł wewnętrznych.

Timur przez kilkanaście miesięcy przebywał w Samarkandzie, zajmując się sprawami wewnętrznymi swojego rosnącego imperium, ale nie zamierzał pozostawać na miejscu dłużej.

Kontynuował także ekspansję na wschód, w głąb Anatolii, co niebezpiecznie zbliżyło go do strefy wpływów Timura.

Podobnego zdania był egipski sułtan Barkuk, do tej pory stawiający Timurowi czoła na polu kiepskiej poezji oraz przelewania krwi jego bezbronnych ambasadorów.

Od południowego wschodu Imperium Timurydów sąsiadowało z ziemiami sułtanatu Deli, który akurat w ostatnich latach pogrążył się w długotrwałej wojnie domowej.

Timur nie mógł zmarnować takiej szansy.

W 1398 roku 90-tysięczne wojsko ruszyło na południe, przedzierając się po drodze tymi samymi drogami i przełęczami, które 17 wieków wcześniej pokonywał wielki Iskander, macedoński król, o którego dokonaniach Timur chętnie słuchał.

Za wszelką cenę chciał dorównać albo wręcz przewyższyć osiągnięcia tego półlegendarnego wodza pochodzącego z małej krainy na zachodzie, o której Timur pomimo swojej encyklopedycznej wiedzy zapewne niewiele wiedział.

Prędko jednak spotkał ich taki sam los jak wszystkich innych stojących na drodze Timura.

Po przybyciu Timura z głównymi siłami sytuacja uległa diametralnej zmianie, a w ręce najeźdźców wpadać zaczęły kolejne miasta.

Timur zadbał, aby inwazja miała wszystkie cechy uczciwego dżihadu, uzasadniającego nawracanie Hindusów na islam mieczem.

Ale i z tym Timur sobie poradził.

W zachowanej po dziś dzień korespondencji z sułtanem Deli, Timur wprost domagał się Haraczu w zamian za odstąpienie od inwazji, na co sułtan odpowiedział buńczucznie, że nie zamierza płacić za pokój, bowiem ma wielką armię i mnóstwo słoni bojowych.

Tutaj tysiące zbrojnych awanturników maszerowały pod sztandarem Timura, karmazynowym buńczukiem ze złotym półksiężycem.

W górach Słalek Timur sam rzucił się w wir walki, przysięgając, że dżihad jest dla wiernego prawdziwym darem i błogosławieństwem, przynosi zdobycze w życiu doczesnym i zbawienie w tym drugim, wiecznym.

Szlak wojsk Timura znaczyły piramidy z czaszek, spalone osady i zrujnowane miasta takie jak Tulamba i Multan, które nie były w stanie sprostać oblegającym.

Pod miastem Timur stanął początkiem grudnia.

Kalkulacje Timura okazały się trafne.

Na przedwczesną wieść o porażce Mongołów w obozie Timura rozległy się radosne krzyki z tysięcy gardeł hinduskich jeńców, którzy zbyt prędko uwierzyli w szansę na wyzwolenie.

12 grudnia Timur kazał zgładzić wszystkich pojmanych wcześniej mężczyzn w liczbie co najmniej kilkudziesięciu tysięcy.

Rozkaz rzezi cennych jeńców ukazywał także napiętą sytuację Timura, który czuł, że bitwa może nie pójść zgodnie z planem.

Jest bardzo prawdopodobne, że Timur dysponował niewielką przewagą liczebną, co razem z większym doświadczeniem jego turecko-mongolskich wojsk i jego własnym geniuszem dawało mu spore nadzieje na zwycięstwo.

Timur zgromił wróżbitów i przegnał ich do kąta.

Tak czy inaczej, Timur zdołał podnieść tym wybiegiem morale podwładnych, co świadczy o jego charyzmie i przebiegłości.

Specjalnie z myślą o słoniach, Timur kazał przygotować wielbłądy, na których grzbietach zbudowano prowizoryczne, drewniane platformy wypełnione łatwopalnymi materiałami.

W samym środku bitwy Timur rozkazał przegnać z pola walki słonie za pomocą płonących wielbłądów.

Wojska sułtanatu Deli prędko poszły w rozsypkę pod naciskiem turecko-mongolskich żołnierzy Timura.

Sułtan Mahmud Shah zdołał ukryć się z tym, co ocalało z jego pięćdziesięciotysięcznego wojska za murami stolicy, a Timur nie zaryzykował szturmu o tak późnej porze dnia.

Zatrzymał się więc w swoim mieście jedynie na moment, aby złapać oddech, po czym wymknął się jedną z niestrzeżonych przez wojska Timura bram i jedynie o mały włos umknął mongolskiemu pościgowi.

Kolejnego dnia, to jest 17 grudnia, starszyzna miasta wystosowała do Timura prośbę o kapitulację na łagodnych zasadach, na co wielki emir chętnie przystał.

Z czasem jednak w środku pojawiało się coraz więcej żołnierzy, głównie dlatego, że każda z towarzyszących Timurowi konkubin pragnęła na własne oczy obejrzeć zabytki i atrakcje sławnego miasta, a jej bezpieczeństwa musiało strzec przynajmniej kilkuset ludzi.

Na wieść o tym Timur machnął ręką i pozwolił wojskom spacyfikować stolice sułtanatu.

Na opustoszałych ulicach wojska Timura pozostawiły za sobą stosy rozkładających się ciał.

W trakcie bitwy pod murami Deli, jeden z ulubionych wnuków Timura, nastoletni Pir Mohamed miał zmusić do poddania się całą załogę razem ze słoniem bojowym, którego jeszcze na placu boju przyprowadził dziadkowi.

W Delhi zniewolono wszystkich kamieniarzy, jacy wpadli w ręce Timura, który zamierzał wykorzystać talenty tych rzemieślników do wzniesienia wielkiego meczetu w Samarkandzie, czerpiącego podobno inspirację z podobnej świątyni, jaką widział na własne oczy w Delhi.

Timur nie był już zwykłym lokalnym rozbójnikiem wracającym z wypraw ze stadem kóz zrabowanym u sąsiadów.

Zdrowie Timura zaczęło wyraźnie szwankować.

W drodze powrotnej Timur dowiedział się także, że na dalekim zachodzie znowu wybuchł pożar.

Z tą niespodziewaną inwazją nie radził sobie z kolei Miran Shah, syn Timura, który zaczynał dawać dowody skrajnej niekompetencji, dekadencji i rozrzutności.

Powracającego Timura odwiedziła żona Miran Shah'a, która porzuciła małżonka, aby przybyć do teścia ze skargami.

Poruszony tymi wieściami Timur wysłał zaufanych ludzi celem przeprowadzenia dochodzenia do Tebrizu.

Syn Timura popadł w niełaskę.

Timur zazwyczaj był bardzo wyrozumiały dla rodziny, a popełniane przez jej członków błędy i wykroczenia, dostrzegał, ale w oficjalnej propagandzie oskarżał o nie innych ludzi, podwładnych.

Zdarzały się jednak wyjątki, takie jak mezalians Halila Sultana, syna Miran Shaha i wnuka Timura, który bez zgody dziadka ani ojca poślubił jedną ze swoich konkubin.

Rozwścieczony do żywego Timur nakazał stracić kobietę, czemu ostatecznie zapobiegło jedynie wstawiennictwo paru innych pań z dynastii, które zdołały przekonać wielkiego emira, że małżonka jego wnuka jest w ciąży z Halilem i choćby z tego względu należałoby ją oszczędzić.

Jeszcze przed wkroczeniem do Indii, Timur przez trzy dni w Kabulu przeglądał łupy przysłane mu przez Pira Mohameda, walczącego wówczas przeciwko miastu Multan.

Cios zadany sułtanatowi pozwolił także trwale zabezpieczyć południowo-wschodnią granicę Imperium Timurydów.

Pomimo tego Timur podjął próbę nawiązania przychylniejszych kontaktów z Egipcjanami.

W 1399 roku Timur ogłosił przygotowania do nowej, siedmioletniej kampanii, w trakcie której zamierzał rozwiązać wszystkie problemy na zachodzie.

Końcem 1399 roku Wielka Armia Timura ponownie ruszyła na nową ekspedycję, tym razem kierując się do Karabachu, górskiego regionu, który Wielki Emir szczególnie upodobał sobie jako zimową kwaterę.

Po drodze, jakby od niechcenia, spacyfikowano jeszcze Gruzinów w odwecie za najazdy na Persję, do jakich doszło podczas nieobecności Timura zajętego obracaniem w Gruzy sułtana Tudeli.

Timur gorąco protestował przeciwko tym krokom, domagając się zwrócenia ich prawowitym władcom, którzy, co zaskakujące, schronili się u niego na dworze.

Dyplomacja nic nie wskurała, chociaż trzeba przyznać Bajazydowi, że przynajmniej nie pozabijał ambasadorów Timura.

Bayazyd uciekł się nawet do znieważania małżonek Timura, co w świecie islamskim było szczególnie niewdzięcznym wybiegiem.

Bayazyd był w końcu sławetnym zbrojnym ramieniem islamu i wojna przeciwko niemu mogła zachwiać wizerunkiem Timura jako obrońcy religii.

Timur z kolei nie naciskał dalej w głąb ziem tureckich.

Uderzenie na Syrię wpisywało się w taktykę Timura, który lubił zmieniać plany, jeżeli tylko uzasadniały to zmieniające się okoliczności.

Jesienią 1400 roku Timur na czele swoich hord stanął pod murami Aleppo, grożąc miastu zagładą.

Timurycka kawaleria rozbiła mameluków na flankach, a słonie bojowe napierające w centrum dokończyły dzieła zniszczenia.

Timur nie zamierzał okazywać litości.

Timur zgodnie ze swoim imieniem zamierzał kuć żelazo, póki było gorące.

W styczniu 1401 roku na odsiecz miastu przybył małoletni sułtan Faradż na czele sporych sił zbrojnych, ale Timur nie miał większych problemów z przegnaniem tych sił ratunkowych, które prędko ulotniły się spod Damaszku, pozostawiając jego mieszkańców na pastwę hord najeźdźcy.

Podejście Timura w stosunku do oblężonych dodatkowo pogorszył fakt wykrycia w porę nieudanego zamachu na jego życie.

Mamelukowie przysłali do obozu Timurydów paru ludzi udających derwiszów, uzbrojonych w skrzętnie ukryte sztylety, którymi mieli zamiar pozbawić życia emira zaraz po znalezieniu się w jego bezpośrednim otoczeniu.

Ludzie ci zwrócili jednak uwagę kogoś z bliskiego otoczenia Timura, zostali aresztowani, przeszukani, a następnie poddani torturom.

Los Damaszku nie był zupełnie obojętny sułtanowi i jego dworzanom, którzy przysłali do obozu Timura delegacje uczonych i duchownych mających negocjować z wielkim emirem warunki jego odstąpienia od miasta lub w razie konieczności łagodnej kapitulacji.

Wśród nich był wielki historyk Ibn Khaldun, którego Timur z miejsca obdarzył wszelkimi uprzejmościami.

Ibn Khaldun sporządził nawet na zamówienie Timura krótki opis dziejów i geografii Magrebu.

Timur potrafił docenić gest.

Gdy uczony pochwalił zwierzę, Timur zaczął gorąco nalegać na możliwość odkupienia go za uczciwą cenę.

Zaskoczony Ibn Haldun natychmiast odmówił, oferując wielkiemu emirowi czworonoga za darmo, na co z kolei nie chciał się zgodzić wyjątkowo w tym momencie honorowy Timur.

W końcu jednak dworzanie Timura sami wzięli sprawy, a raczej muła w swoje ręce i po prostu go zarekwirowali.

Ibn Haldun mógł spędzać czas z Timurem także podczas ulubionej gry Wielkiego Emira, jaką były szachy.

Ibn Haldun i jego uczeni towarzysze przez ponad miesiąc kursowali między miastem a obozowiskiem Timura, starając się wynegocjować jak najlepsze warunki dla miasta.

Arabski historyk obiecał Timurowi, że zgodnie z jego prośbą powróci do niego i zasili jego dwór swoją osobą, ale słowa nie dotrzymał.

Ludność bogatego miasta prędko zebrała tę kwotę, ale Timur nie był z niej zadowolony.

Kapryśne postępowanie Timura w tym momencie jest trudne do rozsądnego wytłumaczenia.

Tuż przed pożarem żołdacy Timura urządzili we wnętrzu meczetu pijacką orgię ciesząc się łupami wydartymi pokonanemu miastu, kosztownościami, winem i kobietami, które wykorzystywano na posadzkach wielkiej świątyni.

Podobnie utrzymywali jego apologeci, ale wydaje się to skrajnie nieprawdopodobne, aby znany z umiejętności trzymania wojska w ryzach Timur nagle przegapił trudny do przeoczenia fakt, że kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy demoluje największe miasto Syrii, lekko myślnie paląc przy tym najsławniejszy meczet w regionie.

Po złupieniu wielkiego miasta Timur wycofał się z Syrii, w której nie było już nic o porównywalnej wartości, co można byłoby obrabować.

Zamiast tego ruszył na wschód w kierunku Bagdadu, w którym ponownie zainstalował się sułtan Ahmed, odwieczny przeciwnik Timura wspierany przez mameluków.

Każdy mongolsko-turecki wojownik Timura miał rzekomo otrzymać rozkaz przyniesienia jednej głowy, aby potwierdzić, że aktywnie brał udział w pacyfikacji opornego miasta.

Gdy jego armię obracały Bagdad w perzynę, Timur modlił się pod kapliczką upamiętniającą jakiegoś świętego męża.

Jesienią Timur udał się ze swoimi wojskami na leże zimowe w masywie Karabachu, który tak uwielbiał.

Timur nie zamierzał jednak wkraczać do Afryki.

48-letni turecki sułtan miał być jego najbardziej wymagającym przeciwnikiem, który niczym Final Boss w grach komputerowych czekał na Timura na samym końcu jego rozgrywki.

W 1402 roku Timur miał już 66 lat, zaś awanturnicze życie odcisnęło na nim mocne piętno.

Timur wierzył szczerze, że pełni wyjątkowe posłannictwo niczym Chinggis Khan.

Przed rozprawą z Bayazydem Timur próbował rozwiązań dyplomatycznych, domagając się wycofania sułtana ze spornych regionów, które pragnął zwrócić ich poprzednim władcom, teraz będącym jego podwładnymi.

Mógł zresztą liczyć na sukces w walce z hordami Timura.

Timur zaś w tym czasie nie próżnował na polu dyplomacji.

Dla Konstantynopola pojawienie się Timura było prawdziwym darem losu.

W efekcie już wkrótce na wodach Morza Egejskiego Turcy doświadczyli ataków chrześcijańskich żeglarzy i korsarzy współpracujących z Timurem.

Timur nigdy nie czekał na przeciwnika.

Timur, co do zasady, oszczędzał większość miast poddających się natychmiast.

Nie wiemy, czy stojąc pod murami Kajzeri, Timur rozmyślał choćby przez chwilę o dawnych rzymskich panach tej części świata.

Timur z pewnością nie lekceważył przeciwnika.

Bayazyd gnał swoje siły, aby zastąpić drogę Timurowi możliwie szybko, co wpłynęło na wyczerpanie żołnierzy maszerujących w letnim skwarze.

Natychmiast dało się odczuć taktyczną wyższość Timura, który pewnie manewrował na terenie przeciwnika, ciągle wywodząc Turków w pole.

Zamiast tego Timur zdołał zająć dobry z punktu widzenia obrony teren, na którym wcześniej obozowali Turkowie.

Siły Timura, z którymi Emir wkroczył do Azji Mniejszej, zdążyły już nieco stopnieć, ponieważ część swoich ludzi musiał zostawić po drodze jako garnizony w zdobywanych miastach, ale pomimo tego ciągle miał przewagę liczebną nad tureckim sułtanem.

Zwłaszcza najemnych Turkmenów i wojsk ze świeżo zdobytych państwewek Azji Mniejszej, których byli władcy stali po drugiej stronie w obozie Timura.

Pod Ankarą mieli swoim impetem i odwagą zrobić wielkie wrażenie nawet na Timurze, który przyrównał ich do lwów.

Bardzo prędko na jego lewym skrzydle powstała wyrwa utworzona przez tureckich koczowników, którzy nagabywani przez emisariuszy Timura od jakiegoś czasu zdradzili sułtana właśnie w tym krytycznym momencie.

Gdy na Turków spadły dodatkowo wojska Timura, całe skrzydło zaczęło się rozsypywać, co z kolei wywołało panikę na innych odcinkach.

W samym sercu armii Bajazyda powstała kolejna wyrwa utworzona przez zdradę anatolijskich wasali, którzy w tym momencie postanowili skorzystać z okazji i również przeszli na stronę Timura.

Ale Bajazyd odmówił i pozostawiając przy sobie dwóch spośród trzech synów i parę tysięcy wiernych Janczarów, niczym Leonidas pod Termopilami, zamierzał bronić się przed Timurem na pobliskim wzgórzu Czataltepe, co okazało się decyzją o katastrofalnych skutkach.

Wojska Timura prędko uzyskały przewagę nad obrońcami zgromadzonymi na wzgórzu Czataltepe, którzy dali jednak resztkom armii osmańskiej czas na ucieczkę.

Bajazyd razem z synami i janczarami dzielnie stawiał czoła armii Timura przez parę godzin, aż do zmierzchu, gdy zrozumiał, że dalszy opór nie ma już sensu.

Z początku nawet wydawało się, że sztuka tamu się powiedzie, ale w pewnym momencie jego koń potknął się i przewrócił, zrzucając jeźdźca, do którego niemal natychmiast dopadli żołnierze Timura, pędzący już w pościgu za nim.

Timurydzi mieli straty mniejsze, być może nawet dwukrotnie.

Timur nie zamierzał spoczywać na Laurach.

W tym momencie wykazać mogli się chrześcijańscy sojusznicy Timura z Wenecji, Genui, Konstantynopola czy nawet Katalonii.

Europejscy sojusznicy Timura, zamiast uniemożliwić im przeprawę, ułatwili ją, pobierając olbrzymie haracze, a czasem po prostu rabując, zabijając lub sprzedając uciekających Turków w niewolę.

Osmański eksodus, jaki miał miejsce wobec inwazji Timura, znalazł bowiem bezpieczną przystań w Europie, której dalszy podbój przyspieszył jeszcze w kolejnych dekadach.

Pojmanego sułtana przyprowadzono przed oblicze zwycięzcy w więzach, które Timur natychmiast kazał zdjąć.

Timur traktował Bajazyda i jego najbliższą rodzinę jako triumfalne błyskotki, którymi można się było wszem i wobec chwalić.

Wbrew późniejszym relacjom niewiele wskazuje na to, że pojmanego sułtana spotykały na dworze Timura jakieś poważne upokorzenia.

Źródła tureckie ze zrozumiałych powodów były oszczędne w opisach gorzkiego losu Bajazyda, a u źródła późniejszej czarnej legendy otaczającej jego niewolę mogła stać propaganda samego Timura, która wszem i wobec głosiła, że turecki sułtan był marnym jeńcem triumfatora.

W rzeczywistości jej los w niewoli Timurydów nie musiał być wcale tak przygnębiający, tym bardziej, że wkrótce po zgonie swojego męża została uwolniona i powróciła do Serbii, gdzie żyła jeszcze ponad cztery dekady.

Timur na wieść o jego zgonie miał wylać łzy, zapewne równie żewne, co udawane.

Timur nie zamierzał rozciągać swojej administracji na Anatolię.

Timur zamierzał być arbitrem tych nieuchronnych konfliktów.

Klęska tego ostatniego pod Ankarą i rozbicie dzielnicowe Turcji wywołane Roszadami Timura mogły przedłużyć egzystencję okrojonego terytorialnie cesarstwa ze stolicą nad Bosforem o niemal pół wieku, aż do ostatecznego upadku w 1453 roku.

To ona kazała zresztą Timurowi bardzo brutalnie potraktować joannitów w małoazjatyckiej Smyrnie.

Pomimo, że byli oni zaciekłymi przeciwnikami Bajazyda, przed którym skutecznie bronili swojej fortecy nad brzegami Morza Egejskiego, Timur nie zamierzał okazywać im litości.

Doświadczona w obleganiu miast, armia Timura w grudniu 1402 roku stanęła pod Smyrną i w ciągu zaledwie dwóch tygodni złamała opór krzyżowców, pokładających nadzieję w swojej fortecy, uważanej do tej pory za niezdobytą.

Wieści o katastrofie, jaka dotknęła Turków skłoniły sułtana Egiptu Faradża do złożenia broni i proszenia o pokój na warunkach Timura.

Praktycznie państwo Mameluków, podobnie jak wcześniej Złota Orda, Konstantynopol i ziemie Osmanów, stało się wasalem Timurydów.

Rdzeń Imperium Timura, ciągnący się od wschodniej Anatolii na zachodzie, po Indus i Syrdarię na wschodzie, sam w sobie był już olbrzymi, ale państwa zależne od niego podwajały jego terytorium.

Timur, zapewne już w Azji Mniejszej, myślami był przy wielkiej wyprawie na wschód, która byłaby zwieńczeniem jego barwnego życia.

Po uczynieniu zadość tej tradycji, hordy Timura kontynuowały marsz na wschód, do egzotycznej Samarkandy.

Timur także wysłał na zachód swojego przedstawiciela, arcybiskupa sułtani Jana, który gorąco zachwalał charakter i osiągnięcia swojego mocodawcy.

Clavijo nie zdołał dotrzeć przed oblicze Timura, gdy ten stacjonował po kampanii anatolijskiej na wzgórzach Karabachu.

Każda z dzielnic na przedmieściach orientalnej stolicy nosiła nazwę którejś z podbitych krain, upamiętniając tym samym triumfy timuryckiego oręża i przebiegłości.

Timur chętnie budował luksusowe pałace dla swoich żon i konkubin, sam jednak rzadko w nich przebywał z powodu częstych delegacji.

W jego wnętrzu mogły mieścić się setki ludzi, co z zaskoczeniem zanotował klawicho, na którym rozmach i przepych dworu Timurydów zrobił odczuwalne wrażenie.

Bezpieczeństwa zbliżającego się do siedemdziesiątki Timura strzegła pałacowa gwardia, złożona z dwunastu tysięcy wartowników pełniących swoje funkcje na zmianę.

Klawicho stanął przed obliczem 69-letniego Timura, którego opisał jako niedołężnego starca, mającego problemy z przemieszczaniem się o własnych siłach.

Clavijo trafił do Samarkandy akurat w momencie, gdy Timur żenił paru wnuków, organizując przy tym wielki Kurułtaj i wielotygodniowe uroczystości, na które zjechały dziesiątki tysięcy ludzi z Mawarannaru i innych części Imperium.

Pomimo, że wszyscy żyli w imperium muzułmańskim, wino lało się strumieniami, a Timur na czas obchodów weselnych ogłosił zawieszenie niemal wszystkich norm obyczajowych, co oznaczało przyzwolenie na wszystkie normalnie zakazane stosunki seksualne i nadużywanie alkoholu.

Stepowa tradycja była ciągle żywa w obozie Timura.

Młodzieniec, chwalony nawet przez Ibn Arabszaha, był do tej pory najpoważniejszym następcą Timura.

Zabawy i rozrywki podczas uroczystości weselnych nie zniechęciły Timura do sporadycznego wymierzania sprawiedliwości.

Timur pieniądze przyjął, po czym kazał torturować petenta, aby wydobyć z niego cały majątek.

Clavijo zanotował wiele detali i ciekawostek z życia codziennego dworu Timurydów, zanim został nagle odprawiony, pomimo że nie załatwił niczego konkretnego.

Timur mocno zaniemógł, a jego otoczenie zdawało sobie sprawę, że może umrzeć w każdej chwili.

Każdy zdawał sobie sprawę, że śmierć człowieka takiego jak Timur wywoła potężny chaos towarzyszący przekazaniu władzy w ręce następcy, kimkolwiek by on nie był.

Korzystając z poprawy samopoczucia, Timur podjął decyzję o kontynuowaniu przygotowań do nowej, czteroletniej wyprawy przeciwko Chinom dynastii Ming.

Pomimo ostentacyjnie okazywanej pobożności, gdzieś w duszy Timura zawsze mieszkał cyniczny pragmatyk.

Chińczyk musiał przez parę lat przebywać w imperium objeżdżając włości Timura i pisząc pamiętniki.

W świecie Timura jedynie Turcy osmańscy byli przeciwnikiem, który został przez niego zaatakowany, gdy był na fali wznoszącej.

Timur jeszcze do połowy lat 90.

Timur zarządził rekrutację dwustutysięcznej armii, która miała prowadzić ze sobą pewnie około miliona zwierząt.

Skala przygotowań była olbrzymia, a dyscyplina i drobiazgowość, z jaką wprowadzał je w życie Timur, dowodziła, że starzec mógł stracić zdrowie.

Na krótko przed wymarszem na dworze Wielkiego Emira pojawili się niespodziewani wysłannicy, przybywający od człowieka, który odcisnął duży wpływ na karierze Timura.

Timur przyjął posłów zaskakująco wyrozumiale.

Relacja łącząca Timura i Tochtamysza, balansująca między przyjaźnią a nienawiścią, była z całą pewnością czymś trudnym do wytłumaczenia.

W lutym, zaraz po dotarciu do Otraru nad Syrdarią, Timur zaniemuł kolejny raz.

Pewnego dnia osłabiony chorobą Timur zażądał araku, wysokoprocentowego napoju alkoholowego na bazie anyżu, przypominającego greckie uzo czy bałkańską raki.

Timur był jednak ulepiony z innej, bardziej plebejskiej, odporniejszej gliny.

W momencie, gdy wielki Timur wydawał ostatnie tchnienie w otraże nad brzegami Syrdarii, w jego imperium już toczyła się wojna domowa.

Ciekawe, czy umierający Timur żałował niewykorzystanych szans, jakie wymykały się z jego słabnących dłoni.

Wola Timura była prawem, ale tylko za jego życia.

W końcu Timur pragnął spocząć w skromnym mauzoleum w rodzinnym mieście Kesz.

Gur-e-Mir, piękne mauzoleum Timurydów, w którym z czasem pochowano wielu członków dynastii, stało się wzorem dla wielu innych budowli o podobnym przeznaczeniu.

Znacznie słynniejszy Tadź Mahal, wzniesiony przez dynastię Wielkich Mogołów, wywodzącą się zresztą od Timura, jest odległym echem skromniejszego małżoleum, w którym spoczął pan szczęśliwych koniunkcji.

Tylko w połowie XVIII wieku Nadir Shah, również wybitny zdobywca, zafascynowany Timurem, postanowił zabrać sobie na pamiątkę płytę nagrobną Wielkiego Emira.

Kult otaczający Timura, człowieka, który był na dobrej drodze do wyrównania osiągnięć Chingishana, był jednak w pewnym sensie zrozumiały.

której spisane dzieje sięgają tysięcy lat wstecz, Timur był ewenementem.

Timur zaś niczego nowego nie tworzył, poza imperium będącym zlepkiem regionalnych tradycji perskich, arabskich, mongolskich i tureckich.

Samo to imperium Timurydów okazało się stosunkowo krótkotrwałe, ale i tak przeżyło wiele podobnych inicjatyw, trwając w świetności jeszcze niemal cztery dekady po śmierci założyciela i upadając sto lat po jego śmierci.

W 1507 roku, gdy ostatni timurydzki władca utracił władzę w Samarkandzie.

A potem przyszli przecież jeszcze wielcy Mogołowie, turecko-mongolska dynastia wywodząca się od Timura, która panowała w Indiach przez trzy i pół stulecia, aż do XIX wieku.

Po śmierci architekta Imperium Timurydów wszystko to z czasem przestało istnieć, ponieważ żaden z jego następców nie był w stanie zastąpić swojego ojca czy dziadka w takim samym stopniu.

Timur za życia nie pozwalał wybić się żadnemu ze swoich krewniaków.

Te bowiem do ostatniej chwili dzierżył w swoich silnych, kościstych dłoniach stary Timur.

Żelazny Timur, przebiegły analfabeta z Mawarannaru, wypalił znacznie trwalsze piętno na ciele Eurazji.

Prawdopodobnie żaden niepełnosprawny człowiek w spisanych dziejach ludzkości nie wywarł takiego wpływu na otaczający go świat jak Timur Chromy.

Jeżeli kiedyś powstanie kinowa ekranizacja jego egzystencji, to aby oddać sprawiedliwość aktywności Timura, będzie musiała mieć tempo Mad Max Fury Road.