Mentionsy

Mam parę uwag
20.11.2025 09:09

Odcinek 126: "Frankenstein"

W sto dwudziestym szóstym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Frankenstein" (2025, reż. Guillermo del Toro). Jak wiele Guillerma del Toro, a jak wiele Mary Shelley znalazło się na ekranie? Co i czemu zmienił reżyser względem oryginału? Kto wygrywa aktorski pojedynek: Oscar Isaac czy Jacob Elordi? Jak bardzo różnił się odbiór "Frankensteina" oglądanego w kinie na dużym festiwalu filmowym oraz w domu na platformie streamingowej? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 23 wyników dla "Mary Shelley"

Bo u Del Toro, fu, u Mary Shelley, Wiktor nie jest wcale...

Natomiast wydaje mi się, że książka Mary Shelley jest bardziej o przywileju, że tam jest tak, że po prostu nie przychodzi Frankensteinowi do głowy, że to co on robi może być złe.

U Mary Shelley to jest dużo bardziej skomplikowane, bo z jednej strony Wiktor tak jakby przypadkiem zostaje tyranem, co nie usprawiedliwia go, ale...

A potwór z kolei, potwór u Mary Shelley, rusza na krwawą zemstę.

Że on tak jakby staje się tym, że u Mary Shelley ta metafora...

Natomiast co mi się podoba w tym filmie, i to jest akurat fajniejsze niż w książce Mary Shelley chyba, bo w książce Mary Shelley Wiktor tworzy potwora, przez chwilę się wydaje, że potwór się nie obudził, po czym potwór się budzi, przychodzi do Wiktora i Wiktor mówi, a potwór!

Mary Shelley z The Bumper.

Nie no, ale przecież też nawet jakby w tym opisach u Mary Shelley z tego, co ja pamiętam, bo strasznie dawno czytałam tą powieść, to on też był właśnie jakiś taki nadgnity, w sensie, że on bardziej przypominał Jacoba Elordiego niż Borisa Karloffa.

To wybrzmiewa też, bo to są ci marynarze, to są ludzie, którzy uczą się na przykładzie historii Frankensteina, że czasem może nie warto

Wiktor zaczyna opowiadać swoją historię Larsowi Mikkelsenowi i jego marynarzom.

To już mówiłem o tych marynarzach.

Na tym polega historia marynarzy, że oni płyną jakby za wszelką cenę do tego bieguna, ale pan Lars Mikkelsen, jak usłyszał tę historię, to stwierdził, dobra, jednak wolę siedzieć z chłopakami tutaj i się dobrze bawić.

Mi się wydaje, że to nie jest kwestia, tak samo sobie zawsze myślałam o książce Mary Shelley, że to nie jest kwestia tego, że nauka jest zła, że odkrycia są złe, tylko to, jak ludzie, ten hubris, jak to się mówi.

Bo na przykład pan Lars ma wywalone, ilu marynarzy zamarznie po drodze.

Chociaż teraz się zastanawiam, czy Pinocchio jest starszym tekstem, czy Frankenstein Mary Shelley.

Nie wątpię, żeby Carlo Collodi się inspirował Mary Shelley, ale na pewno del Toro kręcąc Pinokio myślał o Frankensteinie.

To jest trochę jak policzek w twarz Mary Shelley.

Ekranizujesz Mary Shelley, a kończysz ekranizację cytatem kolegi jej męża.

Nie no, Mary z tego... Byli bardzo smutni.

prowodyrem zabawy, efektem której było to, że Mary Shelley w ogóle napisała tę książkę.

I Mary Shelley napisała Frankensteina.

No biedna Marii Shelley, bo ona miała bardzo tragiczne życie.

I właśnie ten Shelley i mąż, Byron też zmarł.