Mentionsy
O rodzinie w kryzysie. DROGOWSKAZY
Polskie rodziny dynamicznie się zmieniają, wiele z nich dotykają różnego rodzaju kryzysy. Z problemami, wiążą się takie czynniki jak spadek liczby związków z dziećmi, wyraźny wzrost liczby rozwodów, trudna sytuacja ekonomiczna oraz problemy komunikacyjne i relacyjne. Wielu rodziców sygnalizuje złość, rozdrażnienie, frustrację, bezsilność, zmęczenie i wypalenie opieką nad dziećmi. Kryzys może być również postrzegany jako szansa na rozwój i zacieśnienie więzi, jeśli oczywiście zostanie świadomie przepracowany. Gościem Michała Poklękowski, w tej edycji Drogowskazów, jest Janka Rykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Sto Pociech w Warszawie.
Szukaj w treści odcinka
Człowiek po prostu nagle jest w zupełnie innej rzeczywistości, kiedy ma dziecko.
I taka grupa powoduje, że te kobiety mogą się spotkać w tym samym momencie swojego życia i jakoś to obgadywać.
Naprawdę reszta świata nie bardzo może to zrozumieć, tak?
Na czym polega to przeżywanie?
Co się dzieje w związku?
Bo to jest bardzo specyficzny moment w życiu.
Drogowskazy
Czas zaczynać drogowskazy.
Michał Poklenkowski, witam Was.
Polska rodzina ma mnóstwo problemów.
Z badań wynika, że to przede wszystkim kwestie finansowe.
Ubóstwo, niestabilne dochody, tutaj są wymieniane, ale też są to trudności w relacjach, brak komunikacji, konflikty, samotność, przemoc fizyczna, psychiczna.
Są to też wyzwania związane z łączeniem życia zawodowego i rodzinnego, co nie zawsze się udaje, powodując poważne napięcia w rodzinach.
Dodatkowo problemy demograficzne, społeczne, takie jak migracje zarobkowe czy wzrost liczby rozwodów również wpływają na sytuację.
rodzin w Polsce i dziś o tym przede wszystkim w programie o największych wyzwaniach, też największych niedomaganiach rodzin w naszym kraju, z czego wynikają też jak można im próbować zapobiegać.
Moim i Waszym gościem jest Janka Rykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stop Ociech w Warszawie.
Witam Ciebie w gościnnym studiu Drogowskazów.
Biorąc pod uwagę czasy obecne tak zwane, to co twoim zdaniem najmocniej psuje relacje w rodzinie?
Co najczęściej rozrywa te niewidzialne więzi?
Jak uważasz?
Nie wiem, czy ja umiem powiedzieć co najbardziej.
No jakoś bardzo jestem przywiązana do tego, że każda rodzina jest inna i w niej to się inaczej układa.
Ale to, co powiedziałeś jakoś o samotności.
A wiesz, że ja bym też na to postawił?
Samotność w rodzinie.
Tak, to jest moje doświadczenie z fundacji, gdzie do nas często przychodzą osoby, które jakby wyrwane ze swoich miejscowości przyjeżdżają do Warszawy, tutaj zaczynają pracować, mają dzieci i ta rodzina jest maleńka, pozbawiona wsparcia takiego naturalnego, ciotek, babć, po prostu są daleko i nagle jest tak, że ta jedna osoba, partner musi odpowiedzieć na wszystkie potrzeby.
Dawniej to było, że no właśnie, no bo tych potrzeb jest bardzo dużo w rodzinie, tak?
I finansowe bezpieczeństwo, ale też to relacyjne i opieki nad dziećmi, opieki nad sobą i czasu dla siebie i pracy.
I dawniej to się wszystko jakoś rozkładało na wiele osób.
Było całe kolegium, ciotek, babci, wujków i tak dalej.
Tak, było ciotki, babci, które mogły popilnować, przyjaciółki, współpracownicy.
Rozumiem, że często te kobiety, które mają maleńkie dzieci, zostają w domu, są zamknięte, po prostu są bardzo samotne.
I rzeczywiście w tej parze jest bardzo trudno te wszystkie oczekiwania nawzajem swoje spełnić.
Rozumiem, że mężczyźni też i muszą zarobić, i muszą być silni, i muszą nagle być wrażliwi teraz od pewnego czasu, więc jest niezwykle dużo oczekiwań.
Mało sił i zasobów, takich po prostu to jest dużo.
Mieć dzieci, to utrzymać wszystko, to jest po prostu dużo.
Samo z siebie, to nie potrzeba na to jeszcze dodatkowych wyzwań, a te oczywiście jeszcze są.
Specjaliści z Fundacji Stop Ociech uczą między innymi rodziców, jak być wystarczająco dobrym rodzicem.
Wystarczająco dobry rodzic to jaki rodzic?
Nie wiem, czy my uczymy, bo my trochę uczymy, trochę mamy psychoedukacji, a trochę pracujemy wsparciowo.
Wystarczająco dobry rodzic.
Nie umiem to do końca zdefiniować.
To, co robimy, to staramy się, żeby było trochę ciut luźniej, żeby osoby, które do nas przychodzą, zobaczyły swój potencjał, żeby trochę było luźniej, żeby mogły odparować.
To całe trudności, które noszą, żeby gdzieś mogły komuś opowiedzieć.
I bardziej sobie myślę, że im człowiek ma się lepiej, tym jest lepszym rodzicem po prostu.
Im jest mniej napięty, mniej jakoś oczekiwań, świetnych, dobrych rad, jak to wszystko robić.
Ja mam głębokie przekonanie, że rodzice są najlepszymi ekspertami od swoich dzieci.
Nie ma co ich za bardzo uczyć, a trochę trzeba ich wesprzeć.
Trochę być drogowskazem.
Trochę stwarzać miejsca do tego, żeby to, co się nie mieści, czyli te emocje rodzica gdzieś mogły sobie zaistnieć.
Nie każdy musi, nie każdy powinien być rodzicem.
Nie mówię tutaj o przeciwwskazaniach biologicznych, zdrowotnych, ale też wiesz jakby o predyspozycjach, o cechach charakteru, też osobowości.
Czy problemy wielu rodzin, twoim zdaniem, w Polsce mogą brać się z tego, że dorośli ludzie...
którzy stworzyli rodzinę, nie mieli do tego, nie wiem, kwalifikacji, predyspozycji, że nie powinni być rodzicami.
Też z takimi przychodzą rozkminkami do fundacji dorośli?
Nie wiem, kto miałby być tym, który podejmuje decyzje.
Kto powinien, a kto nie powinien mieć dzieci?
Kto to próbujazdy będzie wręczał?
Ja na pewno nie.
Na szczęście to jest wolna wola, tak.
Sobie myślę, że wszyscy jesteśmy dziećmi jakichś rodziców, którzy również nie wszyscy mieli do tego kwalifikacje i predyspozycje i ja bardzo jestem wdzięczna, że żyję i cieszę się, że żyje cała reszta towarzystwa w związku z tym.
No jakoś dostajemy od rodziców coś, ale nie oczekiwałabym, że ani ja będę idealną mamą, mam trzy córki i nie jestem idealną mamą, tudzież moi rodzice nie byli i też sobie myślę, że życie jest taką wartością, że mimo wszystko bym raczej wspierała życie niż zastanawiała się, że tutaj coś może pójść nie tak.
Na stronie Fundacji Stopociech czytam, teraz będę cytował.
Jesteśmy miejscem sprzyjającym budowaniu relacji, spotkaniom rodziców z dziećmi, z innymi i ze sobą samym.
Wspieramy dorosłych w byciu wystarczająco dobrym rodzicem i pomagamy w trudnych sytuacjach.
Tworzymy wyjątkową przestrzeń, inspirującą do naturalnej, spontanicznej zabawy, swobodnego rozwoju i odkrywania otaczającego świata.
Co to są te trudne sytuacje w rodzinie?
Czego najczęściej dotyczą trudne sytuacje w rodzinie?
Wiem, że to jest pewnie bardzo pojemny, obszerny worek.
Pewnie każdej rodzinie to inaczej wygląda.
Natomiast to, co możemy łatwo dać w fundacji i dajemy, to może opowiem trochę na przykładzie takiej podstawowej grupy wsparcia, którą robimy.
To jest grupa wsparcia Urodziłam Życie.
To jest tak, że dziecko się rodzi, wszyscy się cieszą i wszyscy myślą, że matka też się cieszy.
I matka też się pewnie cieszy, ale nie tylko.
Tam jest nagłe odkrycie, że to 24 godziny na dobę trwa i nie będzie inaczej.
Tam jest mnóstwo strat takiego własnego życia, możliwości rozwoju, wolności.
No pamiętam, jak sama szłam po ulicy i odkryłam po roku, że ja mogę iść i patrzeć na wystawy, tak?
Bo to człowiek po prostu nagle jest w zupełnie innej rzeczywistości, kiedy ma dziecko.
I taka grupa powoduje, że te kobiety mogą się spotkać w tym samym momencie swojego życia i jakoś to obgadywać.
Naprawdę reszta świata nie bardzo może to zrozumieć, tak?
Na czym polega to przeżywanie?
Co się dzieje w związku?
Bo to jest bardzo specyficzny moment w życiu.
I można być samemu z tym, pchać ten wózeczek samemu po parku, roniąć łzy czasem.
Czasem nie, czasem jest różnie, ale bardzo dobrze być w tym czasie z innymi kobietami, które przeżywają coś bardzo podobnego, dzielić to i móc komuś to opowiedzieć, kto to zrozumie, przyjmie, wysłucha, dla którego to nie jest dziwne, kto nie będzie oceniał.
To jest o tym, że ta rzeczywistość, która jest trudna, nasza psychiczna, każdego człowieka, tworzymy miejsce i tworzymy grupę wsparcia, w którym po prostu można o tym mówić.
Tak, jak mam troje dzieci, które chciałam mieć, które są super, to i tak naprawdę poranek jest czymś, co ja muszę jakoś odreagować.
Gdzie ja mam, komu mam opowiedzieć o tym, że...
Mnóstwo wątpliwości też mają, co i jak.
Chodzi o to, żeby zobaczyć się też na tle innych rodziców, zobaczyć, aha, no to tak, to po prostu jest jakaś norma.
Ha, to przeżyłam, to w ogóle sukces.
To chyba jest nasza praca, to, że tworzymy przestrzeń, że oni się mogą w tym zobaczyć.
W sieci też czytam, że jednym z takich wiodących problemów, z jakimi obecnie mierzy się taka statystyczna polska rodzina, to problemy z komunikacją.
Każdy, wiesz, jakby siedzi z nosem w swoim smartfonie, tak to sobie trochę wyobrażam i chyba nie przejażdżają.
Sprawiam sytuacji.
Do czego to prowadzi?
Dlaczego w obrębie rodziny teoretycznie najbliższych sobie osób ludzie tak rzadko potrafią ze sobą się sprawnie komunikować?
A przecież komunikacja to podstawa relacji, no nie jest tak?
Co się takiego stało, że są te zatory komunikacyjne w obrębie najbliższych sobie osób?
To, co powiedziałeś, telefony, to pewnie jest jakiś bardzo ważny czytnik, który jest nowy i dlatego jest dla nas tak niepokojący.
I na pewno ma różne konsekwencje.
Zastanawiam się, czy w rodzinach z lat 70., gdzie ja byłam dzieckiem, ze sobą rozmawiano i czy nie było zatorów, czy po prostu nikt się tym nie przejmował, że były.
Czy jest tak, że to jest jakaś generalizacja, że we wszystkich rodzinach się nie gada, bo ja znam też takie, w których się gada.
Myślę, że każdy zator jest znowu inny.
Nie chciałabym iść w tak
taki obraz, że w rodzinach się nie gada, bo moje doświadczenie jest takie... A wcale do tego nie zachęcam, właśnie zależy mi na twoim subiektywnym też trochę odczuciu.
Wiem, że jest pewna trudność, na przykład na takich warsztatach, które też prowadzimy w Fundacji, no nie wiem, na przykład taki warsztat Moje dziecko mnie złości.
To jest o tym, to rozumiem, mam teraz mniej o tym powiedzieć, ale to jest tak, że my nie dajemy sobie też prawa do czucia.
Też jest taki pomysł, że ta mama, czy ten tata to będą tacy spokojni, że będą sobie radzić z emocjami, to znaczy w cudzysłowie w ogóle ich nie czuć, nie będzie problemu, że ja będę już taka dorosła i miła i zawsze będę miła dla mojego dziecka.
To się wykrzacza.
Natomiast jak ja jestem bardzo miła, to niespecjalnie opowiadam, co mam w środku.
Więc myślę sobie, że tu jest bardzo dużo zmiennych.
To, jak zostaliśmy wychowani, to, jak się gadało w naszych rodzinach.
Czy ja w ogóle potrafię o sobie mówić?
jakaś moja rzeczywistość.
Bardzo duża część populacji już chadza na terapię i się w dużej mierze tam uczy w ogóle mówić o sobie.
Czego ja chcę, czego ja potrzebuję, co jest dla mnie ważne, tak?
Z takiego wychowania w kierunku bądźmy mili, grzeczni i uśmiechnięci i lepiej nie przeżywać, bo to bardzo jest takie nieeleganckie właściwie, prawda?
Nagle jest oczekiwanie, że będziemy pełni autentyczni.
Człowiek jest z jednej strony racjonalny, a z drugiej strony emocjonalny i przez długi czas uczono nas, że trzeba być wyłącznie racjonalnym, bo to jest bardzo w porządku.
To jest bardzo w porządku nadal, tylko to jest pół człowieka.
I wtedy ta komunikacja naprawdę kuleje.
A co oznacza zdanie wspieranie naturalnych zasobów rodziny?
Między innymi tym właśnie zajmuje się Fundacja Stop Ociek.
Co to są te naturalne zasoby, w jaki sposób też można je wspierać?
Na przykład to, że dzieci się bardzo dobrze potrafią sama bawić, a możemy pokazać rodzicom, jaka to jest ogromna wartość.
Jak wspierać tę zabawę, jak nie zabierać tej wolnej przestrzeni.
Że dziecko, które się grzebie w piachu, ono doświadcza całym ciałem, uczy się całym sobą i uczy się bardzo wielu rzeczy też i społecznych, i przestrzennych, i o swoim ciele, i motoryka duża, tam jest wszystko.
A w naszym społeczeństwie często jest taki obraz, że dzieciak jak się siądzie i się tam chińskiego pouczy chwileczkę przy stoliku, to zyska więcej.
Nie wiem, natomiast zdecydowanie jak popatrzymy na to dziecko, na jego mózg, to on znacznie więcej korzysta, kiedy to dziecko w tym piachu, tym patykiem i z drugim dzieckiem się pogłóci o coś.
Tam się znacznie więcej ważnych rzeczy dzieje.
Więc to jest jedno, żeby pokazywać rodzicom, tłumaczyć, jaką to ma ogromną wagę.
A z drugiej strony, to co powiedziałam, naprawdę rodzice najwięcej wiedzą o swoich dzieciach i są ekspertami.
Nie jesteśmy od tego, żeby im mówić, jak mają robić.
Możemy wspierać, możemy odpowiadać na pytania.
W czasie konsultacji też pokazujemy różne rzeczy.
Słuchamy tych rodziców, tych niepokojów, bo to nie...
Pokój jest jakoś wpisany w rodzicielstwo, ale możemy też zdejmować te niepokoje.
Tak postrzegam tę rolę, żeby troszeczkę odbarczać tych rodziców, że no właśnie, różne rzeczy robimy, ale też nie ma co myśleć o tym od razu w kategorii dramatu, błędu i już końca świata.
A co przede wszystkim buduje więź na linii rodzic-dziecko?
No i też może warto też wspomnieć chociaż krótko, co ją też niszczy?
Buduje czas i tu nie ma na to innej odpowiedzi.
Myślę sobie, że znowu relacja jest czymś bardzo indywidualnym i może tata mieć zupełnie inną relację z dzieckiem, a inną mama.
W jednej będą gadać, a w drugiej nie.
Dla mnie też jest ważna autentyczność, żeby rodzic robił rzeczy, które lubi robić z dzieckiem.
To jest jakoś ważne, ale po prostu czas.
To jest wszystko.
Stawianie granic, bycie po prostu sobą w tym realu, w którym jest życie.
Towarzyszenie sobie.
Każdy wie.
A jak coś nie działa, to zawsze jest inne.
Pewnie brak czasu z kolei też w drugą stronę.
Tak, ale też to jest ta cała teoria czasu jakościowego i wyobrażam sobie, że można nie mieć dużo czasu z dziećmi, a mieć z nimi świetną relację, więc to nie jest takie bardzo proste.
A od czego zależy sukces w uzdrowieniu rodziny, jeśli ta rodzina właśnie nie domaga, tak, od zaangażowania jej członków, nie wiem, od pomocy zawodowej?
Z zewnątrz uświadomienie sobie problemu to zwykle pierwszy krok do naprawy sytuacji, choć mam wrażenie, że wiele rodzin bardzo sprawnie zamiata swoje kłopoty pod dywan i udaje, że wszystko jest cacy.
Od czego zależy potem ten proces naprawczy?
Nie wiem, bo nie wiem na czym polega problem tej rodziny.
To jest bardzo szeroko powiedziane, że nikogo nie naprawiamy.
To oczywiście można bardzo jakoś szeroko powiedzieć.
Będzie na pewno lepiej.
Ale myślę sobie, że my jesteśmy na takim wcześniejszym poziomie.
My nic nie naprawiamy.
Mam poczucie, że te rodziny przychodzą do nas po prostu w zmęczeniu, w przeciążeniu.
Chcemy, żeby mieli po prostu lżej, żeby mieli więcej radości, żeby... Bo mamy w fundacji dwa takie obszary pracy z rodziną.
Jeden to jest praca z dzieciakami i często to są maleńkie dzieci, które tam coś powolutku próbują się bawić.
Wtedy są z rodzicami i tak naprawdę tam się mnóstwo dzieje między tymi rodzicami, którzy mogą sobie odetchnąć, pobyć z innymi dorosłymi.
Taka zabawa dla wszystkich.
Taka przestrzeń, gdzie właśnie można odetchnąć, sprawdzić, jak to jest, pogadać, nie być samemu.
I myślę, że im jest luźniej, lżej i radośniej w byciu z dzieciakami, tym mniej problemów nam się po prostu zrobi.
Jeżeli jest problem, no to on jest, no to tego trzeba rozwiązać tak, jak jest.
Jeżeli mamy przemoc, to wiadomo, to jest coś.
I też byłabym daleka od tego, że my tak możemy łatwo kogoś uzdrowić.
Natomiast to, co wiem, że możemy robić, to możemy się wspierać, to znaczy pomagać sobie.
To są grupy na wsparcie, na przetrwanie tego czasu, żeby było lżej.
Rodzina to nie krew, to ludzie, którzy Cię kochają, ludzie, którzy Cię wspierają.
Tak pisała Kassandra Kler w swojej powieści Miasto Niebieńskiego Ognia.
Nie zawsze tak jest niestety.
Dziś rozmawiamy o kłopotach też polskich rodzin.
Jakie są, z czego się biorą, w jaki sposób można im zaradzić.
W roli ekspertki Jan Karykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stop Ociech w Warszawie.
Michał Poklenkowski, kończymy pierwszą część Drogowskazów, ale już za chwilę będzie druga.
chwilę.
Chłopak prowadzi tą hodowlę z babcią, która jemu bardzo dużo pomaga, no coś pięknego.
Tak, że nie widać piórek, tylko puch.
Nie widać ani nóżku, ani nawet dzióbka nie widać wcale.
Nie sądziłam, że mogą być tego typu kurki, bo to on z zagranicy sprowadzał te niektóre kurki, zupełnie odmienne niż te nasze zwykłe kury.
Podziwiam tego chłopaka, bo właściwie to on się uczy, on jeszcze pracuje gdzieś, mimo tego się zajmuje i to po prostu na zwykłej działce takiej.
Tutaj ten chłopak to tak odstresował nas, że naprawdę, bo to młody chłopak, nie?
Te zwierzęta wpływają na nas kojąco i my chcemy żyć.
Mamy cel, co jest tak naprawdę istotą terapii i tak naprawdę zwierzęta pomagają nam w terapii.
Są naszymi drugimi terapeutami po prostu i to jest niesamowite.
Podcastu z reportażami z cyklu Polska na ucho szukajcie na mediateka.pl i w Waszych ulubionych serwisach z podcastami.
Drogowskazy.
Rozmowy o życiu.
I pora na drugą część Drogowskazów.
Michał Poklenkowski, zapraszam.
Moim i waszym gościem dzisiaj jest Janka Rykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stopociech w Warszawie.
Rozmawiamy o rodzinach, które potrzebują wielopoziomowej pomocy, wsparcia, wysłuchania.
ze względu na, nie wiem, kłopoty, niedomagania, z jakimi się mierzą kłótnie, brak komunikacji, zmęczenie, brak zainteresowania, brak uważności, niezrozumienie, brak współpracy, złość czy frustracja, no długo można byłoby wymieniać, a z jakimi kłopotami i wyzwaniami mierzą się polskie rodziny, ale można się z tym uporać, można pozwolić sobie pomóc, o tym między innymi dziś witam ciebie po raz drugi.
Jaki obraz współczesnego taty wyłania się Tobie, biorąc pod uwagę Twoje ogromne doświadczenie też jako psycholożki?
To mężczyzna świadomy swoich atutów i też ułomności, stawiający na rozwój rodzicielskich kompetencji, czy jednak dominuje zagubienie w roli współczesnego ojca?
To samo pytanie właściwie mógłbym zadać też Tobie w przypadku współczesnej polskiej mamy, ale możemy się skoncentrować na ojcach.
Z ojcami mam doświadczenie bardzo niewielkie, to znaczy pracuję z tymi, którzy do mnie przyjdą i ten dobór powoduje, że przychodzą do mnie bardzo świadomi ojcowie, po prostu, którzy wiedzą, że potrzebują coś przegadać, obejrzeć, zobaczyć.
Bardzo lubię pracować z ojcami.
Mamy też grupę wsparcia dla ojców, ale prowadzą ją mężczyźni, więc nie wiem, co tam się dzieje do końca.
Pewne rzeczy zostają między mężczyznami.
Mogłabym tylko opowiadać o swoich pomysłach, takich generalizacjach, że jest jakaś ogromna zmiana w tym męskim świecie oczekiwań.
Bardziej to, co wiem, to o młodych chłopakach, którzy stają się mężczyznami, że to jest trudny proces teraz jakoś bardzo.
Jest ogromna ilość oczekiwań.
Kobiety wywalczyły różne rzeczy i mają się dobrze uczyć.
A mężczyźni trochę nie chcą stracić, ale trochę też dostają nowych obowiązków, które chcieliby spełnić, ale trochę nie bardzo wiedzą.
Nie wiem, czy są zagubieni ojcowie, pewnie jest bardzo różnie.
Bywało zawsze.
Bo o mamach wiem więcej, zdecydowanie.
Też nie mam takiej prostej odpowiedzi.
Na pewno jest tak, że ten świat przez to, że jest strasznie dużo dostępnych, psychologicznych treści, webinarów, książek, pomysłów.
To generuje taki pomysł, że ja właśnie zrobię to, zrobię tamto, pójdę na warsztat, nauczę się tego, zrobię jeszcze coś, nie wiem, 12 przysiadów i 3 obroty, po prostu zaczynam w ten sposób o tym myśleć i osiągnę jakiś... Zen, wychowawcy zen.
które po prostu jest niemożliwe.
Bycie z dziećmi to jest właśnie ta rzeczywistość, która generuje problemy, bo nie może ich nie generować.
Dzieci będą się buntować, jak będziemy stawiać granice, bo to jest naturalna, ludzka rzecz, że jak ktoś nam stawia granice, jakby nam dzieci nie buntowały, to byłby dramat, bo to by nie było zdrowe.
To, że dzieci będą dziećmi, w związku z tym w pewnym czasie zrobią się nastolatkami i będą tam robić dziwne rzeczy, czasem dla nas trudne, to też tego nie zmienimy.
Ale jest jakaś tak w tym naszym świecie taki, no to nas tak uwodzi, tak?
To tak samo jest z fizycznym rozwojem, że właśnie tu joga, tu coś, tu coś i będzie jakoś po prostu idealnie, ale no to nie bywa.
Pod skrzydłami Fundacji Stopociech rodzice uczą się też bycia opiekunami odpowiedzialnymi.
Co to znaczy odpowiedzialny rodzic?
Co robi dla swojego dziecka, dla siebie, dla dzieci, dla rodziny?
Odpowiedzialny rodzic.
Zastanawiam się, tam jest
Dużo napisane właśnie widzę.
Mówimy z głowy.
Bardzo lubię to słowo odpowiedzialność.
Zastanawiam się, co to znaczy odpowiedzialny rodzic.
Ja to definiuję w ten sposób, że stara się robić tak, żeby było najlepiej dla dziecka, co nie znaczy zawsze miło i wygodnie.
To prawda.
Ale w jakimś docelowo najlepiej, tak?
Czyli wspiera je, nie jest też nadopiekuńczy, tak?
Bo tutaj też możemy różnie definiować najlepiej.
Ale generalnie to, żeby nasze dzieci potrafiły same różne rzeczy zrobić i o siebie zadbać, jest w ich najlepszym interesie.
O, to chyba jest to określenie w ich najlepszym interesie.
Rozwojowym, emocjonalnym mamy być.
I to znowu na każdym etapie
Z tym całym rodzicielstwem taki jest kłopot, że ono się bardzo zmienia i jak ja już coś opanuję, rozumiem jak dziecko ma rok, no to nagle ono ma dwa lata i tam trochę inne są wyzwania i inne potrzeby i ono ma inne potrzeby i potrzebuje innego rodzaju samodzielności i decyzyjności, a potem ma dziesięć, a my musimy się dostosowywać do tego i to jest trudna robota.
Ale odpowiedzialne to właśnie chyba rozumiejące ten najlepszy interes dziecka i jakoś współpracujące z tym, tak to rozumiem.
A z jakimi kłopotami dorośli zwracają się do was, przede wszystkim wychowawczymi na przykład?
Nie wiem, nie radzą sobie?
Z własnymi dziećmi, co w ogóle oznacza nie radzić sobie z własnym dzieckiem.
Często się słyszy takie zdanie w rozmowach z ludźmi, tutaj nawet w redakcji czasami słyszę, a nie radzę sobie ze swoim Karolkiem.
Co znaczy nie radzić sobie z własnym dzieckiem?
To znaczy nie radzę sobie ze sobą, kiedy Karolek mi wierzy.
Ja nie chciałabym tu nikogo piętnować.
Wielokrotnie nie radziłam sobie ze sobą.
To znaczy moje emocje brały nade mną górę i zachowywałam się w sposób, z którego nie jestem dumna.
Bo myślę, że radzenie sobie z emocjami to nie jest nieczucie i niewyrażanie, tylko wyrażanie w taki sposób, który, no nie mam, nie wstydzę się, kiedy o tym myślę, że tak się zachowałam.
Bo ja się mogę złościć, to jest w porządku.
A co więcej, ja mam nauczyć tego Karolka tak się złościć, żeby on tego nie zamykał i też to wyrażał, ale w sposób, który jest jakoś dla mnie do przyjęcia.
Czyli świat rodzica nie wali się wtedy, kiedy sobie czasami, bo ma do tego prawo, nie radzi ze swoim dzieckiem po prostu.
Rodzic ma do tego prawo zwyczajnie.
Czy ja sobie nie poradzę, kiedy moje dziecko po prostu w sklepie leży na podłodze.
To taki przykład najbardziej standardowy.
No w moich oczach se radzę, bo nie kupuję i wytrzymuję i jestem przy nim, przyjmuję te emocje.
Jak człowiek się złamie i kupi, czy se poradził, być może też.
Ja naprawdę nie mam sędziego w oczach.
Nie wiem, co to znaczy.
Na pewno sobie nie radzi, kiedy bije.
Na pewno sobie nie radzi, kiedy krzywdzi.
I wtedy potrzebuje pomocy.
Wtedy na pewno zapraszamy na konsultacje do nas, na pracę, jak sobie radzić, tak?
I ta praca dosyć często idzie w kierunku, jak nauczyć się reagować na swoją złość wcześniej.
Niekiedy ona będzie już dramatycznie rozbujana i ja wtedy mam po prostu płachtę przed oczami i robię rzeczy, których nie chcę robić.
Ale to wynika z tej konstrukcji, że jesteśmy uczeni, że złość jest niefajna, że jem się nie złościć i ja się teraz zapnę i będę cierpliwa.
No ja tak się zapinam, jestem cierpliwa.
Jedna sytuacja, druga, trzecia, czwarta godzina.
Moje dziecko nawet nie wie, że jestem wściekła, tak?
Nie wie, że przekracza mnie nieustająco.
W związku z tym radzenie se z emocjami to jest na bieżąco mówienie.
Złości mnie to, że się tak zachowujesz, tak?
To też ja wypuszczam trochę tego.
Ja mam po prostu wtedy dostęp do emocji, a dziecko widzi.
Być może za pierwszym nie zareaguje, ale za drugim razem, a za trzecim już widzi, że tego jest dużo, naprawdę przegięło.
Ale my wtedy nie krzywdzimy też dziecka, tylko po prostu informujemy, co się dzieje z nami, gdzie jest dziecko, gdzie jestem ja.
To jest w kontakcie, tak?
Temat agresji dzieci wobec rodziców mam takie wrażenie, że jest sprawą tabu w Polsce.
Skala problemu, jak też czytam w sieci, jest w Polsce duża.
Z czego wynika taka postawa dziecka wobec rodzica i jak powstrzymać może taką agresję ze strony syna czy córki?
No nic nie dzieje się pewnie bez przyczyny, prawda?
Na pewno.
Na pewno nic nie dzieje się bez przyczyny.
Natomiast to trudno powiedzieć, jaka jest przyczyna.
Bo wiesz, pomijamy dysfunkcję typu jakiś, powiedzmy, autyzm.
Autystyczne czy dzieci upośledzone umysłowo z dużym jakimś stopniem zaburzenia.
Ta agresja jest jakoś wpisana, tam zawsze o coś chodzi.
Ja myślę, że agresja jest, ja nie chcę jej absolutnie tłumaczyć, bo na pewno jest tak, że obowiązkiem rodzica jest zatrzymanie tej agresji, natomiast to jest jakiś krzyk tego dziecka o czymś.
Ono coś mówi, więc tylko, że to jest tak, że no właśnie nie wiem, jakie jest dziecko i jaki ma kłopot i czy to jest dwulatek, czy to jest dwunastolatek i to za każdym razem będzie zupełnie co innego.
Więc nie umiem właściwie jakoś z sensem odpowiedzieć na to pytanie.
Rodzicom bardzo trudno jest się przyznać do tego, że dziecko układa je pięściami, na przykład gryzie, czy cokolwiek, ciska przedmiotami w jego kierunku albo obraża zwyczajnie, obrzuca wyzwiskami.
Tak, bo tam można mieć jakieś wyrzuty sumienia, poczucie winy, że się zawaliło.
Traktują jako porażkę wychowawczą.
Natomiast myślę, że to rzadko jest kłopot stricte wychowawczy, bo na ogół po prostu aż tak to się nie rozwija.
Bardziej mi się wydaje, że to może być związane z jakimś neurologicznym kłopotem dziecka i zaburzeniem hamowania.
I bardzo współczuję takim rodzicom, bo to myślę,
że to jest za proste, żeby powiedzieć, no to trzeba zatrzymać i lepiej wychować dziecko, to wydaje mi się, że jest bardzo krzywdzące dla takich rodziców.
Myślę, że zrobili naprawdę wszystko, żeby tak nie było.
Będę z uporem maniaka się przy tym upierać, że jeżeli jest taki kłopot, no to naprawdę bardzo, bardzo polecam, żeby pójść do specjalisty, ale nie tylko tam wydelegować dziecko, co się na ogół dzieje,
tylko pójść ze sobą, bo rodzic po prostu jest w bardzo trudnej sytuacji.
Dobrze by było, żeby właśnie specjalista sprawdził, czy to jest kwestia, że coś można jakoś skorygować, czy to właśnie jest kwestia jakichś umiejętności wychowawczych, czy to jest kwestia jednak zupełnie nie i po prostu wsparcia w tym, jak można się przed tym chronić i jak to przetrwać.
Sytuacja psychiczna takiego rodzica jest naprawdę dramatyczna.
O skali depresji u dzieci i młodzieży, o szeregu innych też zaburzeń związanych z emocjami w tej grupie wiekowej mówi się też coraz głośniej.
Wyniki badań pokazują, że stan zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w Polsce stanowi poważny problem, a liczba zaburzeń psychicznych, takich jak właśnie depresja, którą wspominałem przed chwilą, też lęki, stany lękowe, zaburzenia odżywiania czy samookaleczenia wśród uczniów sukcesywnie wzrasta.
Co się takiego złego zadziało w naszym społeczeństwie, że ten problem pęcznieje, narasta, że tak to ujmę?
Odpowiedź za każdym razem jest inna i to mi się wydaje ci najciekawsze.
Dużo jest pomysłów związanych z internetem, z dostępnością, z presją związaną z tym środowiskowym działaniem.
No dawniej było tak, że jak się człowiek potknął, wywrócił, no to się troszkę zawstydził, rozejrzał.
Widziała to jedna osoba i to po pół godziny nie istniało, tak?
Teraz najmniejsza wpadka może latami ciągnąć się za dzieciakiem.
To wszystko istnieje w sieci, wszystko jest wielokrotnie podbijane, tak?
Ale to jest tylko jeden kawałek.
Myślę sobie, że najtrudniejszą rzeczą, którą ja jakoś rejestruję, jest takie totalne przebodźcowanie.
To znaczy nasz świat, który my serwujemy naszym dzieciom, bo to my dorośli to robimy, w którym po prostu jest bardzo mało przestrzeni, w której się nic nie dzieje, w której nie ma hałasu, w której dziecko może być sobie właśnie w pustej przestrzeni, w ciszy, w lesie.
Tak my do tego jesteśmy stworzeni.
My naprawdę...
ewolucyjnie.
Słynny lew atakował nas rzadko, natomiast generalnie to się pasało gąski i była cisza i spokój.
I nasz mózg jest tego stworzony do wiecznego hałasu, do wiecznej stymulacji, nieustającego.
Przepraszam, że dziś wejdę w słowo.
Jest takie porównanie, że w dzisiejszych tak zwanych czasach człowiek przyswaja tyle informacji jednej doby, co w średniowieczu przez pół życia, czy tam nawet przez całe życie, tak?
I myślę sobie, że te osoby, które teraz sobie przestają radzić na jakimś etapie, no nie wiem, właśnie jeszcze 50 lat temu, mogłyby sobie poradzić, że ten mózg by to wytrzymał.
A teraz jest tego tak duża stymulacja, że po prostu system nie wytrzymuje.
I znowu być może to jest uproszczenie, ale jakoś mi się wydaje, że jest to.
To jest moja odpowiedź na to pytanie.
Nie upieram się, że ona jest jedyną i że jest na pewno prawdziwa.
Z badań wynika też z relacji nie tylko samych rodziców, ale też i nauczycieli, że tu też trochę opieram się na własnym doświadczeniu jako ojca, który chodzi do szkoły i rozmawia z nauczycielami swojego syna, że dzieciom i młodzieży niewiele się dzisiaj chce.
Nie chcą się uczyć, nie chcą poznawać realnego świata.
Mówię realnego świata.
Poza ekranem komputera czy smartfona mają problem z nawiązywaniem zdrowych relacji z rówieśnikami, także z dorosłymi.
że izolują się od świata rzeczywistego.
Z czego to też może wynikać?
Do czego może prowadzić?
Czy jeszcze się w ogóle da?
Tak się trochę głośno zastanawiam.
Liczę, że spróbujesz się jakoś ustosunkować do problemu, który wyświetliłem właśnie.
Da się, co jest niezwykle trudne, ponieważ nasz mózg jest tak skonstruowany, że chce łatwo i przyjemnie.
I internet jest łatwo i przyjemnie.
Tak jak z wszystkimi innymi używkami.
Natomiast ja nie mam takiego prostego, prostej pewności, że dzieciakom się nie chce i że wydaje mi się, że się chce.
Że to jest takie nasze starcze patrzenie na tą rzeczywistość.
Oni tak samo budują relacje społeczne, tylko dla nich rzeczywistość, to co jest w internetem też jest rzeczywistością.
W ich postrzeganiu
On po prostu istnieje i ja nawet chyba nie chciałabym się za bardzo mądrzeć, bo mogę dopytywać z cierpliwością o moich córek, żeby się dowiedzieć, jak to w ich życiu jest.
I to jest inaczej w życiu moich starszych córek, które mają dwadzieścia kilka lat, inaczej w wieku mojej szesnastoletniej córki, bo ich doświadczenia już są inne.
Dziesięć lat różnicy daje kompletne inne doświadczenia z interneta.
Natomiast to, co powiedziałam, że się da.
No jakby Fundacja Dzieci Niczyja teraz wprowadza nowe pomysły, to znaczy do trzeciego roku życia żadnych urządzeń, żadnych ekranów dla dzieci, do dziesiątego roku życia tablety nie.
No ale to jest, wygląda nierealnie, tak?
Bo ja to dziecko wykluczę i ono bardzo szybko mi się posypie, tak?
Ono będzie wykluczone.
Więc musimy to zrobić wszyscy.
Ale to jest tak jak z frzami w szkole.
Znaczy to wygląda nierealnie teraz, bo mamy takie doświadczenie.
Ale jeżeli wszyscy dorośli się na to umówimy, no to ten świat po prostu będzie dla dzieci bardziej higieniczny, czystszy, tak?
Tak, bo my tak sobie rozmawiamy, gadamy, utyskujemy, marudzimy z perspektywy pewnie młodego ucha, marudzimy, tak, bo jesteśmy już w takim wieku, jakim jesteśmy.
Natomiast niewiele się dzieje konkretnego, bo dużo ludzi ma świadomość, że źle się dzieje generalnie, tak, cywilizacyjnie, mówię w ujęciu cywilizacyjnym nawet.
Natomiast to się kończy tak naprawdę na gadaniu trochę, nie?
My robimy naszym dzieciom to środowisko.
I my potrafimy, ja nie wiem, moje dzieci czasami jeździły na obozy, na których nie było telefonów.
Teraz nawet, w zeszłym roku.
Te dzieci odpoczywają.
Oczywiście nie są zadowolone.
Wiesz co, nie są zadolone przez chwilę.
Bo ja mam doświadczenia z zielonej szkoły mojego syna z czerwca.
Chyba już nawet w drugich wskazach wspominałem, że słuchaj, dwa dni i jest detoks.
I dzieciaki naprawdę potrafią funkcjonować bez tego.
Wszyscy są w tej samej sytuacji.
I wszyscy są w realu.
Tylko naprawdę muszą gość wszyscy.
Więc to jest o nas, o dorosłych, o tym, czy my w ogóle potrafimy zrobić coś razem.
Polska rodzina przechodzi poważne zmiany, tak czy tam w sieci, co podkreślają eksperci.
Z kryzysem wiążą się takie czynniki jak spadek liczby związków z dziećmi, wzrost liczby rozwodów, trudna sytuacja ekonomiczna oraz, a może przede wszystkim, problemy komunikacyjne, relacyjne.
Cały czas mówimy o polskiej rodzinie.
Jednocześnie problemy takie jak patologia, ubóstwo czy brak szacunku nie są zjawiskiem nowym, też warto mieć to na uwadze i występowały także w przeszłości.
Kryzys może być również postrzegany jako szansa i to jest ważne.
na rozwój i zacieśnianie więzi, jeśli oczywiście zostanie świadomie przepracowany.
I o tym między innymi dziś na moje pytania cierpliwie odpowiada Janka Rykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stop Ociech w Warszawie.
Michał Poklenkowski, do rozmowy wracamy jeszcze raz, po raz ostatni, po raz trzeci, już niebawem zapraszamy.
Drogowskazy.
Rozmowy o życiu.
Jeszcze trzecia, ostatnia część Drogowskazów.
Michał Poklenkowski, witam Was znów.
W rodzinie też można cierpieć z powodu samotności, z powodu niezrozumienia, z powodu zmęczenia, z powodu kiepskiej komunikacji czy chłodu emocjonalnego.
Takie sytuacje mają swoje przyczyny.
Są to kryzysy, które na szczęście można przezwyciężyć.
Nie zawsze da się to zrobić samemu.
Od razu, też we własnym zakresie, ale można skorzystać na przykład z fachowej pomocy.
Dziś o tym w Drogowskazach w studiu ze mną jest Jan Karykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stopociek w Warszawie.
Witam Ciebie po raz trzeci i ostatni.
Co rodzina może zrobić, żeby wzmacniać więź, żeby pogłębiać relacje między jej członkami?
Wrócimy trochę do tego czasu.
Czas to jest jedno i szukanie rzeczy, które wszyscy razem lubimy.
I chyba nie ma złotego patentu, bo jedni pójdą sobie na wycieczkę do lasu, truc, bo lubią.
I tak naprawdę to nie ma wielkiego znaczenia.
Ważne, żeby to była ich wspólna przestrzeń i rodzina to jest tak samo jak każda inna relacja.
Jak tam mas nie ma naszej uwagi i przyjemności i chęci, no to ta relacja więdnie.
Trudno, żeby były więzi wtedy, prawda?
Wyobraźmy sobie taką sytuację.
Ktoś przychodzi do Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stop Ociek w Warszawie, który reprezentuje dzisiaj Grzegorz Kaza i przychodzi z prośbą o jakieś tam wsparcie powiedzmy tak do was.
Od czego zaczynacie pracę z taką osobą, czy też nawet z rodziną, z dziećmi, z mamą, z tatą?
Zakładam, że najpierw jest jakiegoś rodzaju kwalifikacja, rozpoznanie kłopotu?
Nie mamy takiej kwalifikacji.
która pewnie byłaby cenna.
Mamy zajęcia dla dzieci, mamy zajęcia dla rodziców, mamy warsztaty krótkie, długie, mamy grupy wsparcia i po prostu ludzie się na to zapisują.
Ale mamy coś takiego, coś nazywa konsultacje.
Chwała Bogu, teraz są z projektu, więc można przyjść za darmo,
Konsultacja psychologiczna polega na tym, że nie jest to długi proces, nie jest to terapia, tylko to jest taka stop klatka, zatrzymanie i dokładnie sprawdzenie z czego, co by tu mogło pomóc.
Czy coś, co my proponujemy, czy może w ogóle jakoś takie zatrzymanie tej sytuacji, tak?
Bo może grupy wsparcia, może warsztatu, może terapii własnej, a może po prostu odpoczynku i poszukania tego, jak da radę.
Tak naprawdę za każdym razem jest czym innym, ale bardzo zachęcam do tych konsultacji, bo to jest taki dobry moment i dosyć często się okazuje, że właśnie z dzieckiem wszystko jest w porządku, że dziecko jest zadbane, tylko że ten rodzic ma troszeczkę za mało miejsca jakby w tym świecie sfokusowanym na to, żeby dbać o dziecko.
Dorośli to jedno, ale Fundacja Stop Ociech ma też bogatą ofertę wsparcia właśnie dla najmłodszych.
Co tam szczególnie wyróżnia się w tej ofercie?
Jakiego wsparcia dzieci, które do was trafiają, potrzebują najbardziej?
Jest szeroka oferta i znowu to, co proponujemy po prostu jest bardzo...
Mówię masło maślane, ale tak jest.
Chcemy, żeby dzieci mogły się u nas czuć dobrze, żeby kontaktowały się z osobami dorosłymi, które będą po prostu dobrym dorosłym, który wysłucha, kłótnie, stara się zrozumieć, nie powie, że wszystkie dzieci w te albo w tamte.
Będzie nazywał to, co się dzieje, będzie troszeczkę ułatwiał na miarę swoich możliwości kontakt z innymi dziećmi, trochę tłumaczył.
Trochę taki przewodnik w świecie zabawy i chyba to, co też jest dla nas bardzo ważne, to to, żeby dzieci się czuły wolne w tym, co chcą robić, jak chcą robić.
Oczywiście bardzo są ciekawe te zajęcia, dużo różnych materiałów ciekawych, przestrzeni naturalnych i mamy wielki ogród, kasztany, trawa, patyki, błoto, wszystko jest.
I duża wolność dla dzieciaków z takim wsparciem i życzliwością dorosłych.
Bardzo wiele rodzin ma kłopot z rozwiązywaniem konfliktów, sporów, nieporozumień.
Jaka jest, jaka może być tego przyczyna i też na jakim tle dochodzi najczęściej do tych nieporozumień, których nie da się rozwiązać czasem bez pomocy z zewnątrz, właśnie bez udziału w mediacjach?
Będę się upierać, że ja nie umiem odpowiedzieć.
Nie, nie umiem odpowiedzieć i gdyby ta odpowiedź była prosta, to żadne mediacje nie byłyby do niczego potrzebne.
To zawsze jest rozmowa, to zawsze jest wspólne szukanie, to jest próba znalezienia jakichś, pewnie w przypadku mediacji, rozwiązań właśnie, bo w innych obszarach nie szukamy rozwiązań, w innych elementach naszej oferty.
Czego dziecko najbardziej potrzebuje, Twoim zdaniem, od rodziców, a co nie zawsze dostaje albo stanowczo za rzadko?
Chodzi o uwagę, czy znowu wraca temat czasu.
Uwaga, to jest ładne słowo.
Myślę, że obecność to jest takie słowo, które... Efektywna obecność, czy w ogóle obecność.
Jestem potwornie zmęczona, wracam do domu, słuchałam ludzi pół dnia w pracy i wracam do domu i ostatnią rzeczą, którą mam siłę robić, to słuchać kolejnych ludzi, a ci ludzie chcą być słuchań.
I wyobrażam sobie, często tego doświadczają moje dzieci, że ja jestem, ale mnie nie ma.
Siedzę w telefonie albo po prostu nie mam siły.
Ale to też jest fakt i ja to mówię.
Natomiast obecność, uważność.
Pamiętam moje dzieci, które się bawiły wtedy, kiedy ja tylko na nie patrzyłam i tego potrzebowały.
Nie chciały żadnego innego wsparcia, ale aktywnej obecności.
Jak bym chciała wtedy czytać książkę, to natychmiast zaczynało się szarpanie i mam o coś tam.
To jest wysiłek.
Ja bym to chciała powiedzieć, że ta obecność to jest wysiłek.
My nie jesteśmy w stanie tego świadczyć 2-4 na dobę dla nikogo.
W ogóle w tym świecie dorosłych jest to dosyć deficytowy towar.
Tak naprawdę jak sobie pomyślimy, kiedy ja doświadczam tego, że ktoś jest naprawdę dla mnie i z ciekawością mnie słucha i nie zajmuje się sobą, tylko jest dla mnie, to to są rzadkie momenty.
I wtedy się nie da.
Ale na pewno to jest to, co buduje i co jest dzieciom potrzebne.
I dlatego znowu będę wracać jak bumerang do tych grup wsparcia.
Na grupie wsparcia właśnie my dorośli możemy sobie to dać.
Uwagę, obecność, poczucie bycia ważnym dla kogoś.
I jak nabiorę jakoś tej energii z grupy, to wracam do domu i ja mogę dzieciom dać.
Jeden z warsztatów dla rodziców, jakie Ośrodek Wsparcia Psychologicznego Fundacji Stop Pociek w Warszawie ma w swojej ofercie, ma tytuł Moje dziecko mnie złości.
Jeszcze tak kończąc, proponowałbym wrócić do tego tematu.
No chyba nie ma rodzica, który choć raz nie zezłościł się by na swoją pociechę.
Ja też mam takie epizody za sobą w karierze ojca.
Może to kwestia skali, proporcji, a nie samej złości jako takiej.
Jakoś zatrzymało mnie to, że nie ma rodzica, który by się chociaż raz w życiu nie złościł.
Złość to jest takie uczucie, jak każde inne, które nam towarzyszy, które jest o czymś i myślę, że zdrowy człowiek złości się kilka razy dziennie albo przynajmniej tyle razy dziennie, ile wymaga tego otoczenie, które go złości.
To, co powiedziałeś, rozumiem, że nie ma rodzica, który nie pękł, który nie zachował się w sposób paskudny.
Strasznie chciałabym rozkleić to, że ja się złoszczę od tego, że się zachowuję agresywnie.
To nie są te same rzeczy i życzę każdemu, żeby jak najmniej razy nie dowiózł, to znaczy zrobił rzeczy, z których nie jest zadowolony, z których nie jest dumny, ma poczucie winy i musi przepraszać swoje dziecko.
bo uważam, że jeżeli się zrobi coś typu uderzenie, czy typu dziki wrzask, to dobrze jest przeprosić za zachowanie, ale nie za to, co do niego doprowadziło.
Tam się wydarzyło coś dla mnie bardzo trudnego i ważnego, na co się nie zgadzam.
Ja bym bardzo chciała też apelować o szacunek dla nich.
To jest naprawdę dla człowieka, każdego i małego i dużego, bardzo ważny element życia.
Więc z ogromną czułością patrzmy na to, jak się zaczynamy złościć.
Bo wtedy, kiedy się zaczynamy złościć, mamy jeszcze czas, żeby coś z tym zrobić, żeby o siebie zadbać, żeby postawić granice, żeby ponazywać sprawy, żeby powiedzieć, że chce, żeby było inaczej.
I oczywiście, jeżeli jesteśmy przy dzieciach, to się sprawa robi bardzo skomplikowana.
Na warsztacie zaczynamy się tego uczyć.
w sytuacjach dorosłych, żeby to po prostu rozumieć, widzieć, oglądać mechanizmy.
Dopiero drugiego dnia warsztatu idziemy do tych sytuacji z dzieckiem, żeby zobaczyć tak naprawdę, co za tym stoi, czego potrzebowało nasze dziecko w tej sytuacji, a czego ja też potrzebowałam.
Często w kontakcie z dzieckiem zapominamy, że tam są dwie osoby.
Jak nie będziemy wiedzieć, że my tam jesteśmy, że z nami się coś tam dzieje też, tylko będziemy przy dziecku, to naprawdę nie mamy informacji o całej tej sytuacji.
A niestety jest tak, że w tej sytuacji dorosły jest tylko jeden.
Czyli dorosły, czyli ktoś, kto bierze odpowiedzialność za tą sytuację.
Ono chce i będzie walczyć i ma dorosłego w nas, ich rodzice.
I ostatnia kwestia na koniec naszej dzisiejszej długiej rozmowy w Drogowskazach.
Wielu rodziców sygnalizuje tak zwane wypalenie rodzicielskie.
Mam wrażenie, że w ostatnich latach ten termin zyskuje na popularności, tak bym to może ujął.
Poważny temat, poważny problem, chociaż krótko na koniec jeszcze bardzo bym prosił, żebyśmy go zasygnalizowali.
W jaki sposób się on objawia, czym się przejawia takie wypalenie rodzicielskie, z czego też wynika?
Objawia się tak samo jak wypalenie zawodowe, czyli zmęczeniem, czyli obniżonym nastrojem, czyli po prostu odpuszczaniem spraw.
Mogą się pojawiać różne emocje do dziecka.
To tak wygląda.
Rzeczywiście badania mówią o tym, że polscy rodzice są jednymi z bardziej wypalonych w Europie i to jest jakoś trudna informacja.
Pomyślę sobie, że no tak, jak się rodzi dziecko, no to wiadomo, że ono bardzo dużo potrzebuje opieki, jest od nas zupełnie zależne, co więcej w nocy ma czasem obyczaj, że nie śpi, więc po prostu fizycznie rodzice małych dzieci są wykończeni.
Nie ma tutaj specjalnie jakiejś wielkiej filozofii ani zdziwienia.
Oczywiście dawniej było tak, że właśnie jeżeli była rodzina wielopokoleniowa, no to było więcej rąk do tego, żeby zabrać na spacer, czy w nocy ponosić, czy jakoś po prostu dać tej mamie czy tacie po prostu odpocząć, bo tam brakuje...
Natomiast tylko to, że to jest po prostu niezwykle wyczerpujący czas, nie jest wystarczającym wytłumaczeniem, dlaczego tak się dzieje w Polsce, a nie u nas, tak?
Pamiętam, ktoś mi kiedyś powiedział, że byłoby super, żeby emerytura była, kiedy się ma małe dzieci, bo potem to już można pracować.
Trochę za mało jest wsparcia społecznego w tym okresie.
Natomiast czemu Polacy inaczej się w tym układają niż reszta Europy, to jest pytanie.
Co sobie robimy, bo to znowu my sobie robimy jakąś trudność, jakieś oczekiwania związane z tym właśnie, że matka Polka
czy tym, że ja chcę mieć, że projekt dziecko ma być jakoś idealny, że ma być jakoś, nie bardzo wiadomo jak co, prawda, ale bardzo jakoś.
Ale ja sama pamiętam o sobie, że jak się urodziła moja córka, to finansowo wcale nie było wtedy dobrze, ale ja uznałam, że ja muszę mieć najlepszy wózek.
I moja mama tak na mnie popatrzyła, mówiła, dlaczego?
I teraz to rozumiem, co ona do mnie wtedy powiedziała.
W ogóle nie mogłam tego zmieścić.
Wydawało mi się, że moje dziecko musi być najlepsze.
A teraz wiem, że niekoniecznie, że to, w czym ona tam pojeździ, czy to będzie takie czyżś makie, to nie ma żadnego znaczenia.
A spina mnie mocno finansowo, tak?
To się nie opłaca mieć najlepszego wózka.
Wtedy dla mnie się nie opłacało.
Moje dziecko pojeździło w czymś tam i też było fajnie.
Jeszcze ja miałam ten najlepszy wózek, bo akurat nie potrafiłam tego odpuścić.
Reasumując, wydaje mi się, że jednak z problemem wypalenia rodzicielskiego, no nie powinno się zostawać samemu, tak?
W sensie, że tutaj czasami jednak fajnie by było skorzystać z fachowej pomocy.
Zdecydowanie.
Tak z każdym innym wypaleniem, tak?
Oczywiście nie dostaniemy rocznego urlopu, strona pod ratowanie zdrowia, chociaż może w pracy nas puszczą, ale wtedy już też by było lepiej.
Ale na pewno można sobie pomóc.
No to tak jak rośnie idea porodów, tak?
Ja rodziłam moje dzieci, kiedy po prostu dobrze było urodzić, jak już było zdrowe, urodzone, to po prostu mamy sukces.
A potem się robi jakaś idea, czy porodów w wannie, takich z domu, z dulą, tak ma być.
I ja widzę, że to jest naprawdę przeżywanie tego.
I właśnie jakieś moje oczekiwania, że to ma być jakoś, że moje dziecko ma być w tym przedszkolu, albo w takim ubraniu, albo w...
to się robi taka rzeczywistość, która nas zaczyna przeciążać, zamiast nam przynosić ulgę.
I myślę, że sami gdzieś się zapętlamy w czymś.
To były, chociaż pewnie tematu nie wyczerpaliśmy, może to jest dobra przyczyna też do tego, żebyśmy się umówili na kolejne rozszerzające spotkanie w przyszłości niedalekiej.
W każdym razie musimy skończyć na teraz.
To były drogowskazy o problemach polskich rodzin, ich przyczynach, też próbach rozwiązania, a drogowskazem w tej edycji była Janka Rykowska, psycholożka z Ośrodka Wsparcia Psychologicznego Fundacji 100 Pociech w Warszawie.
Bardzo tobie dziękuję za rozmowę.
za poświęcony czas i za rozmowę.
Bardzo się cieszę, że nam się udało ją zrealizować.
Podcasty z niej, z tej rozmowy właśnie znajdziecie między innymi na YouTubie, na Spotify, na mediatk.pl czy na sk.pl.
Jesteśmy wszędzie tam, gdzie szukacie merytorycznych, bezpiecznych, odpowiedzialnych treści.
Takie staramy się Wam dostarczać już od siedmiu lat.
Michał Pokrękowski, bardzo dziękuję.
Ostatnie odcinki
-
O żaglach, morzu i wielkiej miłości. DROGOWSKAZY
30.01.2026 07:26
-
O dobrych i złych liderach. DROGOWSKAZY
29.01.2026 15:20
-
“Mam tak samo!” czyli o polsko-ukraińskich rela...
23.01.2026 09:12
-
Slow work - plusy i minusy. DROGOWSKAZY
22.01.2026 14:54
-
Prawo dla każdego - czy czeka nas cyfrowa rewol...
16.01.2026 07:54
-
O męskiej anoreksji. DROGOWSKAZY
15.01.2026 10:06
-
Noworoczne postanowienia czyli jak pokochać ruc...
09.01.2026 07:52
-
Ojcowie walczący o swoje dzieci. DROGOWSKAZY
08.01.2026 06:28
-
O trudnej drodze do trzeźwości. DROGOWSKAZY
02.01.2026 08:36
-
„Lustro naszego zdrowia”: jak zadbać o swoje wł...
02.01.2026 08:06