Mentionsy

Damian Olszewski - podcast
03.11.2025 07:54

Jak DINO PODBIŁO POLSKĘ? Unikalna STRATEGIA Tajemniczego Miliardera #BizON

Jak DINO PODBIŁO POLSKĘ? Unikalna STRATEGIA Tajemniczego Miliardera #BizON

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 296 wyników dla "Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów"

Dino, sieć handlowa, która podbiła serca Polaków, dziś ma już nad Wisłą blisko 3000 sklepów.

Roczne przychody giganta z polskim kapitałem dobijają do 30 miliardów złotych, a sklepy wyrastają wszędzie tam, gdzie ich naprawdę potrzeba.

W ciągu 8 lat akcje Dino Polska zyskały niemal 1400%.

Wszystko to bez głośnych kampanii reklamowych, bez franczyzy i bez obecności w największych polskich miastach.

Dino zbudowało imperium tam, gdzie konkurencja nie widziała potencjału.

Za sukcesem tej marki stoi najbardziej tajemniczy miliarder w naszym kraju, czyli pan Tomasz Biernacki.

Pytanie więc, jak zbudował to imperium od zera?

Skąd wziął kapitał na rozwój?

Jakie decyzje pozwoliły Dino przetrwać i rosnąć w takim tempie?

Oraz co może położyć ten projekt w przyszłości?

Ciekawi?

Partnerem dzisiejszego odcinka jest biuro maklerskie PKO, gdzie w prosty i szybki sposób możecie kupić oszczędnościowe obligacje Skarbu Państwa za pomocą aplikacji POP lub serwisu PKO24.

Zachęcam do zapoznania się z ofertą pod linkiem w opisie filmu, gdzie znajdziecie też bardziej szczegółowy materiał o obligacjach.

Inwestowanie wiąże się z ryzykiem.

Cześć, tutaj Damian Olszewski i witam Was serdecznie w programie Praktycznie o Pieniądzach i edukacyjnej serii Bizon, tworzonej dla osób, które chcą w prosty i przyjemny sposób poszerzać swoją świadomość finansową.

Wiernych widzów proszę jak zwykle o małą inwestycję w postaci łapki w górę pod materiałem, która bardzo nam pomaga.

Obiecuję, że się zwróci.

Czas to pieniądz, więc zaczynajmy.

Początki marki Dino.

Jak to się wszystko zaczęło?

markety najbliżej ciebie narodził się w 1999 roku.

To wtedy w województwie wielkopolskim, a dokładniej w Gostyniu, otworzono pierwszy supermarket Dino.

Co ważne, była to lokalna inicjatywa biznesowa.

w pełni oparta na polskim kapitale.

Była to również pierwsza inwestycja tajemniczego Tomasza Biernackiego, początkującego lokalnego przedsiębiorcy.

Tajemniczego, bo Biernacki zawsze i konsekwentnie unikał kontaktów z mediami.

W sieci nie znajdziemy wywiadów z tym człowiekiem, rozmów, komunikatów medialnych czy oświadczeń.

Zupełnie nic.

Co jest dość unikalnym podejściem wśród osób, które osiągnęły ogromny sukces

które zwykle lubią raczej oko kamery.

O tym, co się dzieje w Dino, czasem informują jego współpracownicy.

Najczęściej jednak dowiadujemy się o tym poprzez obowiązkowe raporty i komunikaty giełdowe.

W internecie nie znajdziemy też żadnego zdjęcia biznesmena z Krotoszyna.

Natomiast z oficjalnej wersji jego życiorysu wiemy natomiast, że startował od zera.

Dzisiaj jednak jako jedyny Polak może pochwalić się obecnością w globalnym zestawieniu miliarderów Bloomberga.

Założyciel Dino dwa lata po otwarciu pierwszego sklepu utworzył pierwsze centrum dystrybucyjne dla swojej marki w Krotoszynie.

Zauważmy więc na wstępie, gdzie powstały pierwsze sklepy i pierwsze centrum dystrybucyjne sieci.

W małych miejscowościach, niedaleko centrali i na dobrze znanym terenie.

Do tego w miejscach, gdzie nie było żadnej poważnej konkurencji.

Brak konieczności rywalizacji z innymi sieciami bardzo pomógł w dynamicznej ekspansji sieci Dino, która pojawiała się wszędzie tam, gdzie o ludziach zapomniano.

To niewątpliwie jeden z powodów, który tłumaczy tak ogromny sukces tej marki.

Co równiistotne, Biernacki stawiał sklepy tam, gdzie nie brakowało klientów.

W końcu poza wielkimi miastami nadal mieszka 80% Polaków.

Dodajmy tutaj, że o bardzo wyrazistych gustach.

Dla mieszkańców Krotoszyna czy innych miejscowości poza dużymi aglomeracjami kluczowe jest, aby w ich marketach było nie tylko w miarę tanio.

Klienci oczekują też marek, które dobrze znają i świeżych produktów, które cenią, szczególnie w kontekście mięsa.

Biernacki dobrze o tym wiedzii zapewniim to od samego początku.

W sklepach Dino są specjalnie wydzielone lady mięsne.

Coś, czego raczej nie spotkamy w Lidlu, a w Biedronce od niedawna i tylko w niektórych Biedronkach.

Nie przypadkiem więc w 2003 roku biznesmen wszedł w posiadanie pakietu większościowego akcji zakładów mięsnych Agro Rydzyna.

Założyciel Dino chciał mieć własne źródło wysokomarżowego i cenionego przez rodaków towaru.

Agrorydzyna szybko stała się jedynym dostawcą świeżego mięsa dla marketów Dino, a przy tym bardzo dużym i ciągle rozwijającym się przedsiębiorstwem.

budowę dużego zakładu uboju i przetwórstwa mięsa w Jastrowiu, planując zatrudnienie około 350 osób.

Do października ubiegłego roku zakład o powierzchni ponad 6,5 tys.

półtusz dziennie, a to już naprawdę duża skala działalności, która stanowi unikalną cechę polskiego marketu Dino.

Do takich kroków są jednak potrzebne gigantyczne pieniądze.

Skąd zatem pozyskał je pan Biernacki?

Kierunek giełda.

Gdzie Dino znalazło pieniądze na rozwój?

Do 2007 roku sieć urosła na tyle, że niezbędne stały się zmiany organizacyjne.

Powstała zatem nowa spółka ZOO, Dino Polska, w której Tomasz Biernacki został prezesem zarządu.

Jego kolejne decyzje przyspieszyły ekspansję marki.

Trzy lata później sieć liczyła już 100 sklepów.

Biernacki wiedział, że dalszy dynamiczny rozwój potrzebuje przede wszystkim pieniędzy, szukał więc kapitału od zewnętrznego inwestora i finalnie go znalazł.

W 2010 roku 49% udziału w Dino Polska kupił jeden z najstarszych i największych funduszy private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, czyli Enterprise Investors.

Celem tego ruchu było sfinansowanie dynamicznej ekspansji Dino, czyli nowych sklepów, magazynów i systemu logistyki.

Biernacki zachował przy tym dla siebie pozostałe 51% udziałów, a tym samym kontrolę i decyzyjność.

Enterprise Investors zapewniło mu ogromny kapitał, potrzebny choćby do budowy centrów dystrybucyjnych.

Dzięki temu finansowaniu firma złapała wiatr w żagle i już w 2012 roku stała się spółką akcyjną.

Był to już wyraźny sygnał, że firma niebawem będzie chciała wejść na giełdę.

Do 2015 roku Dino otworzyło już 511 sklepów na terenie 12 województw.

Spółka coraz śmielej rywalizowała z innymi dużymi graczami na rynku detalicznym, ale cały czas konsekwentnie trzymała się mniejszych miejscowości.

O klienta walczyła nie promocjami czy głośnym marketingiem, tylko ofertą odwołującą się do znanych gustów i upodobań Polaków.

Momentem przełomowym dla Dino i Biernackiego był oczywiście rok 2017.

Sieć liczyła wtedy już 775 placówek.

To właśnie wtedy spółka zadebiutowała na giełdzie papierów wartościowych w Warszawie.

Pierwsza oferta publiczna, czyli tak zwane IPO, okazało się dla Dino gigantycznym sukcesem.

Kto wtedy zaufał Biernackiemu, dziś jest na sporym plusie.

Spółka weszła na giełdę w kwietniu 2017 z ceną emisyjną 33,50 zł za akcję dla małych inwestorów i złotówkę większą dla instytucjonalnych.

Już w pierwszych dniach po debiucie kurs zaczął rosnąć i nigdy już nie powrócił do ceny z IPO.

Sprzedano wtedy ponad 48 milionów akcji, co skończyło się kapitalizacją spółki na poziomie około 3,4 miliarda złotych.

Popyt na akcje wielokrotnie przewyższył podaż, a obecnie ich kurs jest już sporo wyższy.

Dzisiaj Dino jest już w top 10 największych spółek na GPW z kapitalizacją ponad 40 miliardów złotych, czyli ponad 12-krotnie wyższą niż przy debiucie.

Tomasz Biernacki nadal jest głównym dominującym akcjonariuszem.

Posiada około 51-52% akcji, zależnie od okresu.

Z kolei fundusz Enterprise Investors zrobił dokładnie to, co fundusze Private Equity robią najlepiej.

Czyli zainwestował pieniądze i know-how, pomógł rozwinąć firmie skrzydła, a potem wyszedł z inwestycji z zyskiem.

Warto wiedzieć, że Private Equity to trochę tacy fliperzy, tylko zamiast mieszkań do remontu kupują udziały w firmach,

które uważają, że są w stanie odpowiednio rozwinąć i później sprzedać z zyskiem.

Tego typu inwestycja wymaga jednak dużo poważniejszych zasobów i umiejętności niż remont mieszkania.

Wiąże się też często ze sporym ryzykiem błędu i z dłuższym terminem zwrotu.

To ile zarobili na mega flipie z Biernackim i Dino?

Krocie, ale na całkowitą realizację zysku trzeba było czekać dekadę.

Fundusz zainwestował w Dino w 2010 roku około 200 milionów złotych.

Przy debiucie giełdowym w 2017 roku Enterprise Investors częściowo zrealizował zysk schodząc z 49% udziałów do około 34%.

Od 2018 roku kontynuował sprzedaż akcji w kilku transzach, a w 2020 upłynnił ostatnie sztuki, całkowicie wychodząc ze spółki Dino.

Przy wyjściu z tej inwestycji fund

Podróż zarobił kilkanaście razy więcej niż zainwestował.

Mówi się o zysku rzędu nawet 3-4 miliardów złotych.

Dla nich ta podróż również okazała się niebywałym sukcesem.

Tym samym była to jedna z najbardziej udanych inwestycji private equity w historii Polski.

Akcjonariusze, którzy weszli w spółkę po debiucie na giełdzie też nie mają prawa narzekać.

Wycena akcji DINO od kwietnia 2017 roku do teraz wzrosła dwunastokrotnie.

Od razu nasuwa się myśl, aby obserwować kolejne gorące debiuty na polskim rynku.

Tyle, że za bardzo nie ma co obserwować.

Mianowicie w tym roku były w Polsce zaledwie dwa debiuty giełdowe.

Arlen SA, który póki co radzi sobie średnio i Diagnostyka SA, która od debiutu zyskała ponad 40%.

No dobra, ale czy wszędzie jest tak mało debiutów jak w Polsce?

Ile było ich na przykład w Stanach Zjednoczonych?

Oj nie, w USA było ich w tym roku aż 181.

To ogromna liczba nowych spółek, w które można było zainwestować, a do tego są jeszcze inne światowe giełdy z kolejnymi debiutami.

Dlatego moim zdaniem nie warto ograniczać się tylko i wyłącznie do polskiego podwórka.

Fundusze private equity, takie jak Enterprise Investors, wchodzą w biznes na wcześniejszych etapach rozwoju spółki, a wychodzą często wtedy, kiedy my dopiero możemy wejść, czyli podczas debiutu giełdowego.

Ciężko więc wyprzedzić ich ruchy.

Możemy jednak wziąć pod uwagę ruchy gigantów, takich jak BlackRock czy Vanguard.

Oba te podmioty mają łącznie 25 bilionów dolarów aktywów w zarządzaniu.

czyli jakąś 25-krotność całego polskiego PKB.

Takie molochy mają oczywiście dostęp do wielu informacji, o których my jako drobni inwestorzy możemy jedynie pomarzyć.

Są m.in.

największymi udziałowcami NVIDII, która jest w naszym portfelu amerykańskim.

BlackRock i Vanguard posiadają łącznie 17% udziałów największej spółki świata o wartości ponad 800 miliardów dolarów.

Posiadają też ekspozycję na inne spółki technologiczne, jak Microsoft, Apple czy Meta Platforms, czyli właściciela Facebooka i Instagrama.

Tak się składa, że ta ostatnia, czyli Meta, ostatnio w parę dni spadła o prawie 14%.

A to już w mojej opinii stanowi okazję do zakupu.

Pytanie więc, dlaczego wycena akcji tak mocno spadła?

Rynek obawia się, że przede wszystkim zwiększone inwestycje w AI ostatecznie się nie zwrócą, podobnie jak tzw.

Znacząco stopniał również zysk spółki za trzeci kwartał, ale uważam, że to raczej chwilowe i dalej wierzę w firmę popularnego Zaka.

Dlatego kilka akcji mety w poniedziałek wzbogaci nasz portfel amerykański, być może po jeszcze głębszej korekcie.

Już teraz możecie natomiast przeczytać o czynnikach decyzyjnych, które zaważyły na zakupie mety na naszej grupie na Discordzie.

Link jak zwykle w opisie filmu.

Pamiętajcie też, że pokazuję swoje decyzje wyłącznie w celach edukacyjnych i nie traktujcie tego jako poradę inwestycyjną.

A jeśli chcecie inwestować globalnie wzorem BlackRocka czy Vanguarda, albo mieć po prostu możliwość doczekania się więcej niż kilku debiutów w roku,

to warto założyć rachunek brokerski na Freedom24, z którego sam korzystam od lat.

Na tej platformie buduję publiczne portfolio pod różne cele, zwłaszcza teraz, gdy dolar jest tani.

Co ważne, mogę tam wpłacać złotówki i wymieniać je bez prowizji na inne waluty.

w kilka sekund i z poziomu aplikacji.

A do tego mam polską obsługę i wsparcie dedykowanego opiekuna.

Partner kanału nadal zapewnia też przyjemny bonus na start.

Możecie otrzymać od 1 do nawet 20 akcji o wartości do 800 dolarów każda przy depozycie zgodnym z progami.

Niektórym z Was trafiły się już naprawdę ciekawe sztuki, a sam wylosowałem ostatnio akcję JP Morgan, także ponad 1000 złotych w kieszeni.

Progi promocji i kody widzicie teraz na planszy, a właściwy link do rachunku macie w opisie filmu.

Korzystając z oferty wspieracie także rozwój naszego kanału, za co bardzo dziękuję w imieniu swoim i zespołu.

Czy udany debiut giełdowy wpłynął jakoś na dalszy rozwój Dino?

Po roku od debiutu na GPW podkreślał to choćby nowy prezes zarządu Szymon Piduch.

Jesteśmy zadowoleni z wyników ubiegłego roku.

Nasza sprzedaż wzrosła o 34%, wynik EBITDA zwiększyliśmy o 40% i otworzyliśmy 147 nowych marketów DIN-u.

To była jedynie zapowiedź kolejnych lat bardzo dynamicznego rozwoju.

Dino podbija Polskę.

Już prawie 3 tysiące marketów o polskim kapitale.

Debiut na GPW mocno przyspieszył rosnący niemal wykładniczo rozwój firmy.

Do 2018 roku spółka miała już otwarte 4 centra dystrybucyjne.

W Krotoszynie, Piotrkowie Trybunalskim, Jastrowiu koło Piły oraz w Rzeszotarach na Dolnym Śląsku.

W latach 2018-2020 spółka otwierała rocznie od 202 do nawet 255 sklepów.

Pod koniec 2020 roku działało ich już 1473.

Spółka Dino zatrudniała już wtedy blisko 26 tysięcy pracowników.

Polska marka otworzyła też kolejne centrum dystrybucyjne w Łobzie w zachodniopomorskim.

Jeśli myślicie, że to już było tempo rozwoju godne najwyższej aprobaty, to wstrzymajcie oddech.

W kolejnych latach było bowiem jeszcze szybciej.

Od 2021 roku Dino niemal codziennie otwierało nowy sklep.

W tamtym roku powstały 343 nowe markety, a rok później 344.

W lipcu 2022 firma osiągnęła już liczbę 2000 sklepów.

Był to doprawdy historyczny moment.

Stało się to bowiem po 23 latach działalności pana Biernackiego.

Co ciekawe, Biedronka osiągnęła pułap 2000 placówek w Polsce po 18 latach.

Co prawda Biedronka powstała kilka lat wcześniej niż Dino, bo w 1995, ale dopiero po dwóch latach została przejęta przez Jeronimo Martins.

Jeśli chcecie obejrzeć podobny odcinek o historii i sukcesie Biedronki, to zostawcie w komentarzu hashtag Biedronka.

Jak będzie ich sporo, to potraktujemy to jako zamówienie.

Pamiętajmy jednak, że Jeronimo Martins miało dużo więcej kapitału już na samym początku tej podróży.

Z kolei pan Tomasz Biernacki budował to imperium niemal od zera.

Oczywiście z niemałą pomocą funduszu, a później prywatnych inwestorów, bo skądś te środki na rozwój trzeba było pozyskać.

Na koniec 2022 roku sieć Dino liczyła już 2156 sklepów, czyli ponad dwa razy więcej niż zaledwie 4 lata wcześniej.

W 2023 sieć urosła jeszcze o kolejne 250 sklepów.

Tym samym w 2406 marketów zatrudniano już ponad 40 tysięcy osób, a powierzchnia sprzedażowa przekroczyła 948 tysięcy metrów kwadratowych.

Symboliczny milion metrów kwadratowych powierzchni sieć przekroczyła już rok później.

Miała już wtedy 2688 sklepów i blisko 50 tysięcy osób w personelu.

W tym roku sieć Dino dalej dynamicznie rośnie i pojawia się już nie tylko na peryferiach Polski, ale także na przykład na warszawskim Wilanowie, co może nie każdemu się podobać.

Do końca czerwca liczba sklepów wzrosła do 2835 i istnieje duża szansa na to, że w tym roku będzie ich już ponad 3000.

Tym samym Dino jest już obecne we wszystkich województwach w Polsce.

A z tej okazji warto zadać sobie pytanie, kto tak naprawdę stoi za tym gigantycznym sukcesem?

Tomasz Biernacki, co wiemy o tajemniczym miliarderze?

O założycielu sklepów Dino wiadomo bardzo niewiele.

W 2022 roku zajął natomiast pierwsze miejsce w rankingu 100 najbogatszych Polaków wprost i od tamtego czasu pojawia się w czołówce regularnie.

Wtedy jego majątek wyceniano na 15 miliardów złotych.

W 2023 wycena wzrosła już do 24 miliardów, a w tym roku Forbes wycenił go na 22,28 miliarda złotych.

Jego wartość oparta jest głównie na posiadanych przez niego akcjach w Dino, więc zmienia się w zależności od giełdowych nastrojów.

Biernacki jest przewodniczącym pięcioosobowej rady nadzorczej DINO.

Funkcję tę pełni od 2010 roku.

W latach 2021-2023 nie otrzymał z tego tytułu złamanego grosza wynagrodzenia.

Ale nie oszukujmy się, nie musiał.

Jako założyciel i większościowy udziałowiec w DINO jest już raczej ustawiony finansowo na kilka pokoleń.

Wiemy też, że pan Biernacki ma 51 lat i jego przygoda z biznesem zaczęła się właśnie od założenia pierwszego sklepu.

Prawie nic nie wiadomo o jego życiu prywatnym, poza jednym wypadkiem drogowym.

W 2023 roku portal money.pl dotarł do współpracowników Biernackiego, którzy zdradzili kilka tajemnic na jego temat.

I czego w końcu się dowiedzieliśmy?

Tego, że nigdy nie udzielał wywiadów, że nie ma firmowego maila, a smartfony uważa za mokry sen dawnych esbeków.

Podobno Biernacki nie lubi mediów, a jeżeli ktoś ma się z nim skontaktować, to musi to zrobić albo tradycyjnie, w cztery oczy, albo za pośrednictwem listu.

Wie pan, na czym polega charakter tej firmy?

Na tym, że nie jest to nowoczesny koncern w rozumieniu takim, że rządzą nim jakieś zdehumanizowane procedury.

Aby pracować na górze, trzeba się sprowadzić do Krotoszyna.

Najlepiej to wynająć tu dom, powiedział o kulturze korporacyjnej jeden ze współpracowników Biernackiego.

A to mówi nam już naprawdę wiele o założycielu popularnych polskich marketów.

Dino, czyli imperium budowane po polsku.

Jak się okazuje, Biernacki zarządza spółką Dino twardą ręką.

Prezes kontroluje w zasadzie cały łańcuch dostaw, od produkcji poprzez logistykę na detalu kończąc.

Możemy w ten sposób trzymać rękę na kosztach oraz marży, powiedział jeden z pracowników firmy.

Założyciel Dino zbudował tę wielką sieć nie tylko dlatego, że trafił w gusta Polaków i znalazł miejsca na mapie Polski, gdzie konkurencja była albo słaba lub nie było jej wcale.

Za sukcesem Dino stoi też kilka innych czynników.

Jednym z nich jest niewątpliwie drobiazgowa kontrola kosztów.

To sam prezes patrzy na wszystkie wydatki.

Nie jest przy tym rozrzutny.

Nie przepada też za kredytami i kocha własność.

Model biznesowy Dino charakteryzuje się więc jeszcze jedną unikalną cechą.

Mianowicie firma kupuje grunty, na których stawia nowe sklepy.

Już w 2018 roku głośno mówił o tym ówczesny prezes zarządu Dino.

Kontynuujemy naszą strategię wzrostu organicznego, czyli budujemy markety na własnym gruncie, w mniejszych miejscowościach, na obrzeżach dużych miast, generalnie poza centrami dużych miast.

To taktyka bliźniaczo podobna do tej, którą stosuje chociażby McDonald's.

W przypadku Dino taka strategia wzmacnia pozycję sklepu wobec konkurencji i utrudnia jej wejście na lokalny rynek.

Zwłaszcza, że Biernacki nie skąpi pieniędzy na zakup gruntów pod sklepem.

W zależności od lokalizacji wydaje na działki od 800 tysięcy do nawet miliona dwustu tysięcy złotych.

Dla porównania średnia cena jaką Biedronka płaci za wynajem gruntów to 19 tysięcy złotych, a w Warszawie nawet 35 tysięcy złotych miesięcznie.

Biedronka opiera się najczęściej na długoterminowych umowach najmu, które gwarantują stabilność finansową zarówno dla sieci, jak i dla właściciela.

Łatwo zatem policzyć, że 4 lata czynszu w Biedronce to dla Dino zakup jednej działki.

Inwestycja we własny sklep zwraca się więc dość szybko.

Dodajmy do tego, że Dino buduje swoje sklepy za pomocą wewnętrznych zasobów.

Zajmuje się tym dokładniej firma budowlana, która została również założona przez Biernackiego.

Bo po co dzielić się na tym etapie pieniędzmi z kimś, jeżeli sami możemy to zrobić taniej?

Oczywiście nie jest to zasada, która zawsze się sprawdza, ale taką filozofię w kontekście budowlanki i nieruchomości obrał pan Biernacki.

Demony Marki Dino.

Nie wszystko jest tak różowe jak się wydaje.

Ruchy pana Biernackiego czasem zderzają się z rzeczywistością i jak w każdym biznesie nie wszystko zawsze się udaje.

Dla przykładu, w 2020 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył karę na Dino Polska w wysokości 100 tys.

zł za przejęcie 12 sklepów domek z kuśnierek bez uprzedniej zgody urzędu.

Samodzielne przeprowadzenie koncentracji bez uzyskania zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest naruszeniem przepisów ustawy antymonopolowej.

Orzekł wtedy urząd.

Takie sporadyczne potknięcia to jednak najmniejszy problem.

Myślę, że każdy, kto kiedyś był w markecie Dino, wie doskonale, że ma on dostrzegalne gołym okiem słabości.

Jedną z kluczowych jest wygląd i tzw.

user experience, który będzie miał coraz większe znaczenie dla nowego pokolenia konsumentów.

A co by o nim nie mówić, to jest to przecież przyszły klient spożywki, z którym sieci detaliczne muszą się liczyć.

Można powiedzieć, że Dino wygrało pierwszą fazę rynku, czyli fazę ekspansji.

Zbudowali sklepy wszędzie tam, gdzie nie było jeszcze konkurencji.

Tam, gdzie wcześniej był lewiatan, lokalny sklepik albo w ogóle nie było nic w promieniu kilku kilometrów.

Kiedy w takich miejscach pojawia się dino, to bliskość, wygoda i niska cena wystarczą do podboju zapomnianych terenów.

Ale ten etap rynku powoli się kończy.

Dzisiaj, moi drodzy, handel spożywczy w Polsce wchodzi w drugą fazę, która wygląda zupełnie inaczej.

To już nie będzie wyścig na liczbę sklepów, tylko rywalizacja o jakość doświadczenia zakupowego.

Co to będzie oznaczało w praktyce?

To, że kiedyś wystarczyło, że sklep był pod nosem, a dzisiaj konsumenci coraz częściej porównują doświadczenia z różnych sklepów.

Bo coraz częściej jeżdżą do miasta, bo widzą Lidla, bo widzą Biedronkę po rebrandingu, bo widzą Netto po transformacji w Erde, a do tego scrollują TikToka, YouTube czy Instagram i widzą doskonale jak wyglądają dziś piękne, nowoczesne sklepy.

Dino jest natomiast projektowane jako sklep funkcjonalny i tani.

Tylko co jeśli za chwilę w szybko bogacącym się społeczeństwie nie będzie już chodziło tylko o parę groszy mniej na paragonie?

Pod hasłem doświadczenia zakupowego kryje się cała masa czynników, które będą dla ludzi coraz ważniejsze.

To jak wygląda oświetlenie, jak szerokie są alejki, czy półki są uporządkowane, czy ekspozycja produktów jest przemyślana, czy sklep zaprasza swoją wizualną stroną, czy raczej tylko odpycha.

I tutaj podkreślam, pozytywne doświadczenie zakupowe nie służy tylko temu, żeby było ładnie.

Służy przede wszystkim temu, żeby klient chciał do nas wrócić, żeby zrobił większe zakupy i kupował coraz częściej.

Trzeba to powiedzieć wprost, Dino w tym momencie jest gdzieś na granicy funkcjonalności i byle jakości.

Jeżeli zacznie modernizować sklepy, poprawiać układ, wprowadzać lepszą ergonomię i komunikację wizualną, to ma szansę wejść w drugą fazę rozwoju i dalej rosnąć.

Ale jeżeli Dino będzie dalej robić to, co robiło przez ostatnie 10 lat, to poza miejscami, gdzie trudno o konkurencję, ciężko będzie im rywalizować.

Twardą rękę prezesa przy optymalizacji kosztów widać także przy rotacji zatrudnienia.

Ogólnie rotacja w handlu detalicznym w Polsce jest bardzo wysoka od lat.

To jedna z branż z największą wymianą pracowników, zwłaszcza na stanowiskach kasjer-sprzedawca i w obsłudze sklepów.

Jednak w przypadku Dino występują pewne cechy szczególne tego zjawiska, bezpośrednio związane z ich modelem biznesowym.

W ubiegłym roku Dino Polska straciło blisko 11 tysięcy pracowników, czyli ponad 1 piątą całej załogi.

Z raportu spółki wynikało, że większość odejść dotyczyła osób zatrudnionych krócej niż trzy miesiące, czyli tych, które zderzają oczekiwania z surową rzeczywistością fizycznej pracy, z dużym tempem i stresem.

Sieć zatrudniła przy tym 8 tysięcy nowych pracowników, ale tak duża rotacja jasno sugeruje, że warunki pracy w Dino nie wywołują szczególnego zachwytu.

To raczej zrozumiałe.

Dino działa bowiem w modelu sklepów zlokalizowanych głównie w małych miejscowościach i wsiach.

To sprawia, że zespoły w sklepach są zwykle niewielkie.

Każdy pracownik musi więc robić w zasadzie wszystko.

Siedzieć na kasie, rozkładać towar, przyjmować dostawy czy też sprzątać.

Nie ma tu tak silnego i wygodnego podziału na role, jak np.

w Lidlu czy Biedronce.

To powoduje oczywiście wyższe obciążenie fizyczne i psychiczne na osobę.

Polskie Dino nie jest też całkowicie odporne na działania konkurencji.

W marcu 2024 roku ukazał się raport Jeronimo Martins, właściciela Biedronki za rok 2023, w którym sygnalizowano większą presję na marżę w bieżącym roku.

Było to związane z wojną cenową, która toczyła się wtedy między Biedronką a Lidlem.

Rykoszetem oberwało się też Dino i w zasadzie całemu sektorowi detalu.

Akcje spółki traciły wtedy niemal 8,2%, a wartość akcji należących do pana Biernackiego spadła wtedy o około 1,87 miliarda złotych w ciągu zaledwie jednej sesji.

Po tym zdarzeniu obecnie nie ma już żadnego śladu.

Akcje spółki szybko wróciły do wcześniejszych wycen.

Przychody ze sprzedaży wyniosły wtedy niemal 30 mld zł, co oznacza wzrost o 14,1% względem roku poprzedniego.

Kolejne kwartalne raporty, już tegoroczne, też są bardzo obiecujące.

Innymi słowy, DINO cały czas rośnie i zaczyna wchodzić do dużych aglomeracji, takich jak np.

Czy polska sieć poradzi sobie w nich równie dobrze jak na prowincji?

Wiem, że może tym grzeszę, ale szczerze mówiąc, podobnie jak mieszkańcy Wilanowa, nie jestem do końca przekonany.

W dużych miastach Dino pozbywa się bowiem swoich głównych atutów.

Lidl i Biedronka to bardzo silni miastowi gracze.

Z uwagą będę więc przyglądać się tej batalii, bo sam jestem ciekaw jak dalej potoczy się historia największej polskiej sieci handlowej.

Dajcie koniecznie znać, jak Wy widzicie przyszłość Dino.

Czy Waszym zdaniem ta sieć podbije również duże polskie miasta?

Podzielcie się opinią w komentarzach.

Jeśli ten materiał był dla Was wartościowy, to zostawcie łapkę w górę i subskrypcję na dole, aby nie przegapić kolejnych.

Polecam inne ciekawe produkcje na kanale.

Choćby na temat ogromnych złóż miedzi odkrytych w Polsce, spotkania liderów USA i Chin po sześciu latach, albo o upadku legendarnych PKS-ów.

Ofertę partnera kanału znajdziecie jak zwykle w opisie filmu.

Wiernych bizonów proszę o hashtag Bizon w komentarzu, a my widzimy się już za moment.

0:00
0:00