Mentionsy
Zagadkowa śmierć cenionego naukowca. Kto zastrzelił Krzysztofa Osucha?
W listopadzie 2005 roku na warszawskim Wilanowie dochodzi do tragicznej śmierci wybitnego naukowca, profesora Krzysztofa Osucha. Początkowo sądzono, że fizyk zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jednak w rzeczywistości było to brutalne zabójstwo. Poznaj kulisy śledztwa oraz teorie i pytania, które do dziś nie znalazły odpowiedzi. Czy tamtego dnia nasz świat stracił szansę na zmianę na lepsze? Olga Herring przedstawia "Zbrodnie z wyższych sfer".
Szukaj w treści odcinka
Wyższe sfery kojarzą się głównie z pieniędzmi i bogactwem, ale tam, u szczytu, są też ludzie, którzy na szacunek i chwałę zapracowali ciężką pracą swojego umysłu.
Jednak nawet tam, gdzie zwykły szary człowiek nie ma wstępu i gdzie najwyższą wartością jest intelekt i prawda, może kryć się śmiertelne zło.
Co wydarzyło się w listopadzie 2005 roku na warszawskim Wilanowie i czy tamtego dnia nasz świat stracił szansę na zmiany na lepsze.
Historie, które wstrząsnęły światem elit.
Olga Hering prezentuje Zbrodnie z wyższych sfer.
Krzysztof Osuch przychodzi na świat 3 grudnia 1955 roku w Warszawie, gdzie też mieszka i dorasta w dobrze sytuowanej rodzinie.
Jako młody dorosły rusza na Politechnikę Warszawską i rozpoczyna studia na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki.
Jest jednym z najlepszych studentów, bo fizyka to jego prawdziwa miłość, dlatego po obronie doktoratu szuka swojego miejsca, w którym mógłby bez przeszkód rozwijać karierę naukową i znajduje je, ale na innym kontynencie.
W ten sposób Krzysztof rusza aż do Republiki Południowej Afryki, gdzie na Uniwersytecie w Pretorii dołącza do zespołu badawczego.
W wyprowadzce do miejsca oddalonego o ponad 12 tysięcy kilometrów towarzyszy mu żona, która jako lekarz bez trudu znajduje tu pracę.
Małżeństwo na dobre zaczyna budować życie w Afryce i zapuszcza tu korzenie zawodowe, a niedługo później rodzina powiększa się i na świat przychodzą ich dwaj synowie.
Zarówno Krzysztof, jak i jego żona osiągają sukces zawodowy i finansowy i życie w RPA byłoby idealne, gdyby nie fakt, że w Pretorii nie jest szczególnie bezpiecznie.
Na ulicach dochodzi tu do brutalnych ataków, a widok kogoś z maczetą czy karabinem nikogo nie dziwi.
Nawet dom Krzysztofa i jego rodziny przypomina twierdzę i jest zabezpieczony ogrodzeniem pod napięciem, dlatego naukowiec regularnie ćwiczy, żeby w razie potrzeby umieć obronić siebie i bliskich.
Jednak pomimo tych niedogodności i pierwotnego planu, zgodnie z którym Krzysztof zakładał, że w Afryce zostanie tylko na chwilę, to ostatecznie spędza tam aż 14 lat.
Przez ten czas pracuje na uczelni, prowadzi wykłady, pod skrzydłami ma magistrantów i doktorantów, ale też prowadzi swoje badania naukowe, które zauważa wielu i zdaje się, że prowadzą profesora do rewolucyjnych odkryć.
Krzysztof zajmuje się spintroniką, bardzo nowatorską dziedziną nauki.
Projektuje nowe struktury w skali nano, a jego prace zmierzają do wynalezienia całkiem nowego materiału, który ma pozwolić budować niewyobrażalnie szybkie komputery.
Chociaż w ogólnym rozrachunku życie Krzysztofa i jego rodziny jest szczęśliwe, to naukowiec cały czas marzy o powrocie do kraju, gdzie regularnie pojawia się na Politechnice Warszawskiej, bo kończy tu habilitację i jednocześnie powoli toruje sobie drogę do powrotu, który wreszcie nadchodzi.
Po 14 latach życia w Afryce Krzysztof otrzymuje propozycję pracy na stanowisku profesora na Wydziale Fizyki Politechniki Warszawskiej i ofertę przyjmuje oczywiście bez zawahania.
Od tej pory profesor kieruje pracami naukowymi na obu kontynentach i w wyniku tej współpracy powstają wspólne, fantastyczne publikacje, które zapowiadają dalsze sukcesy.
W 2005 roku Krzysztof zostaje wyróżniony przez Międzynarodowe Środowisko Naukowe, a Amerykańskie Towarzystwo Fizyczne zalicza jedną z jego prac do dziesięciu najlepszych na świecie w danej specjalności, a w wielu światowych czasopismach naukowych rozpisują się o badaniach i samym profesorze, nazywając go urodzonym dla Nobla.
Mimo, że Krzysztof ma dopiero 49 lat, jego kariera i dorobek naukowy jest tak olbrzymi, że może pracować gdzie tylko sobie zamarzy, ale wybiera Politechnikę Warszawską.
Naukowiec z całych sił kocha Polskę i to tu postanawia zostać, bez względu na wiele atrakcyjnych propozycji zawodowych.
Za niecały miesiąc Krzysztof będzie obchodził swoje okrągłe 50 urodziny.
Nie może też doczekać się świąt, na które żona i synowie przylatują z Afryki.
Spędzą razem dużo czasu, ale mają też zacząć planować osiedlenie się na stałe w Polsce.
Teraz jednak trwa zwyczajny listopadowy poniedziałek, który nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Krzysztof jak zwykle od 8 do 16 pracuje przed komputerem na uczelni, po czym wraca do domu, w którym przebywa, kiedy jest w Polsce.
Dom ten należy do jego rodziców i znajduje się na warszawskim Wilanowie, w spokojnej i kameralnej dzielnicy.
Krzysztof po pracy udaje się na obiadokolację do swoich rodziców, którzy mieszkają zaledwie trzy kilometry dalej.
Po wspólnym posiłku profesor rusza do księgarni, a potem, jak co wieczór, stawia się na siłowni.
Trening to zawsze ostatni punkt planu dnia profesora, po którym wraca do domu.
Przed snem zawsze też dzwoni do swoich rodziców, żeby zameldować, że już wrócił i życzyć im dobrej nocy.
Ale tego wieczora jest inaczej.
Gdy dochodzi 22.00, Krzysztof wciąż nie dzwoni, co jest niepokojące dla jego bliskich i niezgodne z ich codzienną rutyną.
Rodzice sami usiłują skontaktować się z synem, ale bez skutku.
I kiedy mijają kolejne długie minuty, a Krzysztof po raz nasty nie odbiera telefonu, jego tata, pan Józef, postanawia podjechać na Wilanów.
Starszy pan wsiada w samochód i szybko dociera pod dom, w którym mieszka syn i od razu zauważa, że brama wjazdowa jest otwarta i że samochód Krzysztofa stoi zaparkowany na posesji.
Zapewne syn jest w środku, ale kiedy puka do drzwi, nikt nie odpowiada, a gdy zagląda przez okno, nie widzi niczego niepokojącego.
Światła są wyłączone, a alarm uzbrojony, co oznacza, że mimo że samochód syna stoi przed domem, to najwyraźniej w środku nikogo nie ma.
Zdezorientowany ojciec wraca więc do domu, skąd znowu rozpaczliwie wraz z żoną próbują dodzwonić się do Krzysztofa,
Ale o 22.40 nie ma już nawet sygnału.
Telefon został wyłączony lub wyładował się.
Rodzice czekają więc na jakiekolwiek wieści, ale bez odzewu zbliża się północ.
Pan Józef znowu rusza na Wilanów, gdzie zastaje ten sam widok co wcześniej.
Zamknięty, pusty dom, a przed nim otwarte auto.
Pan Józef zakłada, że musi gdzieś być w pobliżu i rusza szukać go w okolicy.
Wtedy też trafia na patrol policji, który zatrzymuje starszego pana, legitymuje go i pyta co tu robi.
Kiedy pan Józef odpowiada, że od dłuższego czasu szuka syna, mundurowi momentalnie zmieniają ton rozmowy.
Przekazują, żeby ruszył w przeciwnym kierunku, bo na końcu ulicy stoi już karetka i na miejscu na pewno wszystkiego się dowie.
Pan Józef dociera na miejsce chwilę później i od razu podchodzi do zebranych na miejscu służb.
Naprzeciw wychodzi mu prokurator, który przekazuje starszemu panu szokujące wieści.
Krzysztof nie żyje i wszystko wskazuje na to, że został zaatakowany przez psa.
Jak tłumaczy prokurator, jakieś pół godziny temu ochroniarz pilnujący luksusowej willi usłyszał dobiegające z rowu naprzeciwko posesji przeraźliwe jęki i odgłosy.
Gdy ruszył sprawdzić, co się dzieje, znalazł leżącego w błocie mężczyznę, którym okazał się być Krzysztof.
Jego twarz była całkowicie zmasakrowana i zalana krwią, dlatego ochroniarz natychmiast wezwał pomoc.
Przez obfite krwawienie ciężko było dostrzec szczegóły anatomiczne.
Nie dało się też ustalić, gdzie dokładnie znajdują się rany określone jako szarpane, które sięgały nawet szyi.
Chociaż nie sposób rozpoznać go po twarzy, to miał przy sobie wszystkie rzeczy osobiste,
w tym portfel z kartami płatniczymi, gotówkę, dowód rejestracyjny, a także dokumenty na nazwisko Krzysztof Osuch.
Prokurator jeszcze nie wie, co się tutaj wydarzyło, ale po wstępnych oględzinach obrażeń raczej wyklucza udział osób trzecich i ocenia, że do śmierci naukowca doszło na skutek pogryzienia przez psa.
Pan Józef jest zrozpaczony i niemal bezwiednie odpowiada na pytania i prowadzi policjantów do domu zmarłego syna.
Tu, na bramie wjazdowej i ogrodzeniu, śledczy ujawniają ślady krwi oraz włosy, a w trawie znajdują kluczyki do samochodu Krzysztofa.
W tym samym czasie, kiedy trwają oględziny posesji i miejsca zdarzenia, policja rozpoczyna intensywne poszukiwania psa, który zaatakował naukowca.
Przez następnych kilkanaście godzin szukają bezpańskich czworonogów i rozpytują okolicznych mieszkańców.
Lokalna prasa podchwytuje temat i wtorkowe okładki krzyczą o ataku bestii.
Reaguje także stołeczna policja, która na stronie internetowej informuje o śmiertelnym ataku i zamieszcza instruktaż, jak bronić się w przypadku ataku psa.
Tego samego dnia, około 15, czyli kilkanaście godzin po śmierci naukowca,
Śledczy odnajdują zwierzę, które typują jako możliwego sprawcę ataku.
Dużego, kudłatego psa w typie owczarka kaukaskiego.
Zwierzę zostaje zabezpieczone i przetransportowane do schroniska w celu dokonania badań i obserwacji w kierunku wścieklizny.
I gdy śmierć profesora zdaje się mieć to proste, acz tragiczne wyjaśnienie, to wraz z nadejściem opinii Zakładu Medycyny Sądowej następuje kompletny zwrot w sprawie.
Analiza biegłych nie pozostawia wątpliwości.
Krzysztof wcale nie został zagryziony przez psa, lecz brutalnie zamordowany.
Został pobity i postrzelony, a w jego głowie lekarze odnajdują ślady po naboju kalibru 5,6 mm, który rozpadł się na aż 14 części, powodując tak rozległe, na pozór wyglądające jak szarpane rany.
uszkodzone oko, co było przyczyną tak intensywnego krwotoku, a broń z jakiej oddano strzał była samoróbką typu sportowego.
Samego strzału dokonano w bardzo specyficznym miejscu, bo od dołu żuchwy ku górze.
Najpewniej było to możliwe, gdyż naukowiec wcześniej został pobity tępym narzędziem.
To właśnie ta rana na szyi, którą na początku lekarz pomylił z ugryzieniem przez psa, była tak naprawdę raną wlotową od kuli.
Wszyscy są w szoku, a śledczy wracają na miejsce zbrodni, by zebrać dowody w sprawie.
Niestety, wiele cennych śladów zmył deszcz i rozjechały samochody.
Policjanci odkrywają jedynie, że krwawe ślady znajdują się nie tylko przy samej bramie, ale praktycznie wzdłuż całego ogrodzenia.
Widać też stratowaną ziemię, a zabezpieczona krew zostaje zidentyfikowana jako należąca do Krzysztofa, w przeciwieństwie do zabezpieczonych wcześniej włosów.
Dopiero teraz staje się jasne to, co się wydarzyło.
Krzysztof został zaatakowany pod swoim domem, gdy poszedł zamknąć bramę.
Między nim a napastnikiem lub napastnikami doszło do walki, o czym świadczą liczne ślady.
Krwawe ślady widać pod bramą, a potem dopiero 600 metrów dalej, ale biegli ostatecznie stwierdzają, że w takim stanie profesor mógł co najwyżej przeczołgać się kilka metrów.
Interesującym pytaniem jest też, dlaczego sprawca użył właśnie takiej broni?
Kaliber 5,6 mm to nietypowy wybór, jeśli chodzi o świat przestępczy.
Pocisk, jaki znaleziono w ciele Krzysztofa, pasuje do broni sportowej, która co prawda jest cicha, ale jest też bronią o małej mocy.
Na tyle małej, że kula nie byłaby w stanie przebić kości dorosłego człowieka.
Sprawca musiał wiedzieć, że aby zabić musi strzelić z bardzo bliskiej odległości i pod odpowiednim kątem.
Innymi słowy, wybór takiej broni był ryzykowny, zwłaszcza w dynamicznej sytuacji.
A jednak strzał jaki oddano w Krzysztofa sprawia wrażenie przemyślanego i został oddany od szyi w górę, tak aby kula nie natrafiła na żadną kość.
To sugeruje, że strzelec wiedział, co robi.
Kula rozpadła się na aż 14 kawałków, co także nie jest typowe.
Jak się okazuje, płaszcz pocisku był spiłowany, by po trafieniu nie nadawał się do badań.
Kto więc włożył tyle wysiłku, by pozbawić życia profesora?
Czy jak w przypadku wielu zbrodni i tu gdzieś kryje się motyw, który doprowadzi śledczych do prawdy?
Wykluczony zostaje motyw rabunkowy, bo Krzysztofowi nie zniknęły żadne cenne przedmioty ani z domu, ani z tych, które miał przy sobie, oprócz jednej rzeczy.
Policja postanawia więc śledzić ruchy z numeru naukowca, ale popełnia fatalny błąd.
Myli numer, przekręcając cyfry i nasłuchuje kogoś zupełnie niezwiązanego ze sprawą.
Telefon naukowca odnajduje się dopiero kilka miesięcy później, w maju 2006 roku i jak ustalają śledczy, przeszedł przez ten czas przez wiele rąk i ostatecznie nie udaje się ustalić kto i skąd miał go jako pierwszy.
Pozostaje jeszcze kwestia sprawdzenia danych z bilingów, ale policja zgłasza się o nie do operatora dopiero po dwóch latach od zabójstwa i gdy rejestr jest już wyczyszczony.
Mimo upływu czasu nie udaje się ustalić niczego konkretnego, a wśród licznych hipotez jedną z branych pod uwagę jest ta mówiąca o tym, że śmierć Krzysztofa była związana z jego naukową działalnością.
Profesor miał wiedzę i był na tropie przełomowych badań, które niewątpliwie mogłyby w przyszłości zrewolucjonizować branżę technologiczną.
Pod uwagę brana jest więc wersja, że może za śmiercią naukowca stoją wielkie firmy technologiczne, które chcą kontrolować rynek i modernizować go w swoim tempie, albo że Krzysztofa chciały pozbyć się firmy konkurencyjne lub osoby zajmujące się podobnymi badaniami.
Może odkrycia, do których wielkimi krokami zbliżał się Krzysztof, były dla kogoś niewygodne.
Te teorie, brzmiące niewątpliwie sensacyjnie, nie zostają jednak potwierdzone, a śledczy szukają dalej.
Pod uwagę brany jest nawet motyw zemsty ze strony rozgoryczonego niezdanym egzaminem studenta, czy nawet brany jest pod uwagę motyw przemytu kamieni szlachetnych z Afryki do Polski, które Krzysztof miałby nielegalnie transportować.
Teorie tylko się mnożą, ale żadna nie znajduje potwierdzenia i każda prowadzi donikąd.
To, kto skrzywdził spokojnego, ułożonego naukowca, nie daje spokoju także jego bliskim, którzy sami wpadają na pewien trop.
Jakiś czas przed zabójstwem tata Krzysztofa, pan Józef, otrzymał telefon z pogróżkami, który jak się okazało wykonany został na polecenie ciotki Krzysztofa.
Śledczy badają ten wątek i odkrywają, że w rodzinie naukowca już od kilku dobrych lat panuje konflikt.
Ciotka Krzysztofa miała olbrzymi żal do swojej siostry i przede wszystkim do jej męża, pana Józefa.
Chodziło o rodzinną ziemię, którą rodzice Krzysztofa otrzymali w spadku i którą sprzedali bogacąc się.
Ale ostatecznie śledczy uznają ten telefon z pogróżkami jako jednorazowy incydent i nie znajdują powiązania rodziny ze śmiercią naukowca.
Tylko, że to nie jedyny konflikt rodziców Krzysztofa, którzy, jak twierdzą, wiedzą kto zabił ich syna i wierzą, że jego śmierć to zemsta na nich wymierzona przez jednego z sąsiadów.
Jakiś czas wcześniej sąsiedzi rodziców profesora skierowali do sądu wniosek o zasiedzenie i na jego podstawie chcieli stać się prawnymi właścicielami działki, na której od lat przebywali.
Działka była spora, o powierzchni 50 arów, dodatkowo w bardzo atrakcyjnej lokalizacji, co razem sprawiało, że miała gigantyczną wartość i na tamten moment wyceniono ją na milion złotych.
Wniosek sąsiadów został przez sąd oddalony, czego powodem były m.in.
zeznania sąsiadów, w tym ojca Krzysztofa.
Wszyscy zgodnie podważyli zasadność wniosku, ponieważ ich zdaniem wnioskodawcy nie chcieli nabyć działki legalnie i wskazali nieprawidłowości.
Sytuacja była na tyle napięta, że pan Józef został aż raz napadnięty i pobity i wiele razy słyszał groźby, co rzeczywiście brzmi poważnie.
Śledczy badają więc ten wątek, porównując DNA typowanych przez rodziców sąsiadów z materiałem genetycznym, jaki udało się wyodrębnić ze znalezionych włosów, a ostatecznie porównują materiał genetyczny aż 70 innych osób.
Ale wszystko to na nic.
Sprawcy nie ma wśród badanych.
Po ponad pięciu latach po śmierci Krzysztofa prokuratura umarza sprawę, co rodzi sprzeciw ze strony bliskich naukowca.
Jego rodzice nie chcą się poddać i wyznaczają nawet nagrodę pieniężną w wysokości 50 tysięcy złotych dla tej osoby, która wskaże cenne informacje doprowadzające śledczych do sprawcy.
Ale mimo tak dużej gotówki nie zgłasza się nikt, kto miałby przełomowe wieści.
Dziś mija już 20 lat, a sprawa zabójstwa profesora wciąż pozostaje zagadką.
Nie wiemy dlaczego zginął, jak wyglądały te ostatnie minuty i nie wiemy też jak wiele straciliśmy jako ludzie i społeczeństwo przez to, że przedwcześnie zabrakło kogoś o tak pięknym i wyjątkowym umyśle.
Być może Krzysztof miał odkryć coś niezwykłego, co mogłoby wpłynąć na życie każdego z nas i odmienić je na lepsze.
My straciliśmy wybitny umysł, a rodzina męża, syna i ojca.
Człowieka dobrego, pracowitego i zdecydowanie z wyższych sfer w tym najlepszym znaczeniu tego określenia.
Historie, które nie miały prawa się wydarzyć.
To były zbrodnie z wyższych sfer.
Wszystkie odcinki podcastu Olgi Herring znajdziesz na rmfon.
Ostatnie odcinki
-
"Zrobiliśmy to razem". Zbrodnia w idealnej rodz...
01.02.2026 17:00
-
Rodzinny sekret trenera warszawskich celebrytów...
25.01.2026 17:00
-
Policjant, prawnik, morderca? Sprawa zaginięcia...
18.01.2026 17:00
-
Tragedia pod teatrem. Kulisy morderstwa Andrzej...
11.01.2026 17:00
-
Jego życie wycenili na 100 tys. marek. Porwanie...
21.12.2025 17:00
-
Miss Polski zginęła na oczach rodziny. Morderst...
14.12.2025 17:00
-
Wschodząca gwiazda zamordowana przez psychofana...
07.12.2025 17:00
-
Tragedia na oczach tysięcy. Morderstwo Pawła Ad...
30.11.2025 17:00
-
Milion euro okupu i "obcinacze palców". Co stał...
23.11.2025 17:00
-
Zbrodnia w świecie mody. Sprawa morderstwa Maur...
16.11.2025 17:00