Mentionsy
Marzyła o morzu. Nigdy nad nie nie dotarła. Alicja Baran
To miały być wymarzone wakacje dwóch przyjaciółek. O tym, jak tragicznie może skończyć się zwykła podróż nad morze boleśnie przekonali się rodzice 19-letniej Alicji Baran. Olga Herring przedstawia mrożące krew w żyłach wakacyjne historie. Nowy odcinek co niedzielę.
Szukaj w treści odcinka
Wszechstronny i bezpieczny SUV na każdą drogę.
Zapraszamy do dealerów Volvo.
Lato, wakacje, wolno od szkoły.
Beztroski czas, który rozleniwia i usypia czujność.
O tym, jak tragicznie może zakończyć się zwykła wakacyjna podróż nad morze, boleśnie przekonali się rodzice dziewiętnastoletniej Alicji.
Gdy wakacyjny raj zamienia się w piekło, Olga Hering prezentuje wakacje z koszmarów.
Właśnie trwają wakacje 1997 roku.
Alicja Baran to nastolatka o ciemnych włosach i zielonych oczach, która mieszka w Trzebnicy, niewielkim mieście oddalonym o 30 minut drogi od Wrocławia.
Dziewczyna chwilę temu ukończyła pierwszą klasę liceum ekonomicznego, a teraz korzysta z wolnego od szkoły.
Chociaż, wbrew pozorom, nie jest to łatwy czas.
Pierwsze dni lipca to początek największej powodzi w historii Polski.
a żywioł uderza w około 1300 miejscowości, w tym w Trzebnice.
Ale na całe szczęście miasto nie ponosi aż tak wielkich strat jak pozostałe.
Mimo ogólnopolskiej tragedii, Alicja stara się spędzić swoje wakacje tak jak każde inne.
Z jednej strony beztrosko, ale też by coś z nich wynieść.
Fascynuje się zwierzętami morskimi, a jej największym marzeniem jest to, żeby nauczyć się nurkować.
Na szyi nosi wisiorek z zawieszką w kształcie delfina, który jest jej znakiem rozpoznawczym i ulubionym zwierzęciem.
I chociaż nie zanosi się na wyjazd tam, gdzie żyją delfiny, to nadarza się inna, wakacyjna okazja.
Starsza siostra Alicji, Kasia, która wraz z chłopakiem mieszka tymczasowo w Wielkiej Brytanii, zaprasza nastolatkę do siebie na wyspy.
Ala nie wyobraża sobie nie skorzystać z zaproszenia i rusza do siostry, a w czasie dwutygodniowego wyjazdu zwiedza lokalne atrakcje i robi całe mnóstwo zdjęć.
Chodzi też po sklepach i ma okazję kupić sobie kilka rzeczy, które w tym czasie są niedostępne w Polsce.
Jest to między innymi różowo-niebieska sukienka w liście i kwiaty wiązana z tyłu na sznurek.
Wszystko co dobre szybko jednak się kończy.
I Ala musi wrócić do kraju, gdzie resztę czasu spędza z rodzicami w Trzebnicy.
I gdy mija półmetek wolnego, dziewczyna podejmuje decyzję, że to nie może być koniec jej wakacyjnych atrakcji.
Zgodnie z tym, co kocha, ciągnie ją do wody.
Dlatego decyduje, że jeszcze przed powrotem do szkoły pojedzie nad Polskie Morze.
Jest 11 sierpnia 1997 roku, gdy Alicja w towarzystwie swojej koleżanki Beaty wyruszają do Łeby.
Jako młode dziewczyny mają ograniczony budżet i szukają oszczędności, a to na czym mogą zaoszczędzić to podróż, bo decydują się pojechać nad Bałtyk autostopem.
To zresztą nic nowego dla Alicji, która w ten sposób często podróżowała m.in.
Lubi taką formę transportu i uważa ją za świetną przygodę i ciekawy sposób, żeby poznawać nowych ludzi.
Tak więc kolejna wakacyjna przygoda właśnie się zaczyna, a dziewczyny pierwszego dnia swojej podróży docierają do Łodzi, gdzie nocują u znajomych.
Kolejnego dnia uśmiecha się do nich szczęście i łapią okazję, a noc spędzają już nad polskim morzem na półwyspie Helskim.
Trzeciego dnia od wyjazdu, 13 sierpnia, wreszcie meldują się w miejscu docelowym, czyli w Łebie, gdzie wynajmują pokój u starszej pani w domu przy ulicy Sosnowej.
Jest swojsko, tanio, do plaży mają jedynie kilkaset metrów.
Alicja jest podekscytowana jak nigdy.
Musiała uwielbiać morze na odległość, a teraz wreszcie ma okazję zobaczyć je na własne oczy.
Razem z Beatą niemal nie schodzą z plaży, gdzie opalają się na piasku i schładzają w wodzie.
Chodzą też na spacery i jak zawsze przy okazji wszelkich wyjazdów robią całe mnóstwo zdjęć.
Wyjazd musi jednak zostać na chwilę przerwany, bo Alicja obiecała rodzicom, że pojawi się na ślubie organizowanym przez jednego z członków ich rodziny.
Uroczystość ma odbyć się w Nienadowej koło Przemyśla, dlatego Ala zgodnie z danym słowem 14 sierpnia wraca do Trzebnicy, a potem razem z bliskimi udaje się na uroczystość.
Gdy mijają kolejne dni i jest 19 sierpnia, Ala postanawia, że to czas by wracać do Łeby.
Wciąż czeka tam na nią koleżanka Beata.
O godzinie piątej nad ranem rodzice odprowadzają Alicję na przystanek i czule się z nią żegnają.
Dziewczyna zaraz ruszy autobusem do Przemyśla, gdzie przesiądzie się na pociąg, który zawiezie ją już bezpośrednio nad morze.
Dwie godziny później, około siódmej rano, nastolatka wsiada w pociąg Małopolska, który jedzie do Gdyni, a po ponad dziesięciogodzinnej podróży o 17.30 przesiada się do pociągu ekspresowego Gryf jadącego do Lęborka.
Gdy dociera do celu jest już 18.15, ale jednocześnie nastolatka jest bardzo blisko Łeby, od której dzieli ją tylko 30 kilometrów.
I jeżeli wszystko potoczy się bez opóźnień, to już o 21.00 Alicja dołączy do przyjaciółki.
Beata wyczekuje na przyjazd Ali.
O 21.00 czeka już na nią na dworcu w Łebie.
Nie może się doczekać tego, że znowu będzie miała towarzystwo.
Ale ku jej zaskoczeniu, gdy pociąg z Lęborka zatrzymuje się na peronie, Alicja wcale z niego nie wysiada.
Beata, choć zdziwiona, to zbytnio się tym nie martwi.
Zakłada, że jej przyjaciółka spóźniła się na pociąg i że najpewniej dojedzie do niej innym środkiem transportu.
Nie wyklucza też, że może ostatecznie Ala zdecydowała się zostać u rodziców jeszcze jeden lub dwa dni.
To nie czas, gdy każdy ma przy sobie telefon i łatwo wszystko ustalić i sprawdzić.
Beata musi uzbroić się w cierpliwość i po prostu poczekać, aż Ala pojawi się w wynajętym pokoju w domu przy ulicy Sosnowej.
Jednak dzieje się coś dziwnego, bo Alicja nie pojawia się nad morzem ani później tego dnia, ani następnego.
A gdy 21 sierpnia kończy się czas wynajmowania kwatery, Beata rozumie, że koleżanka chyba ją wystawiła i po prostu pakuje się, uiszcza opłatę i wraca do Jelcza, gdzie mieszka razem z rodzicami.
Gdy nastolatka dociera do domu, nietypowe zachowanie Ali nie daje jej spokoju na tyle, że postanawia zadzwonić do koleżanki i zapytać jej wprost, dlaczego nie wywiązała się z umowy i nie wróciła nad Bałtyk, ani nawet nie poinformowała jej o zmianie planów.
Beata ma w sobie trochę żalu i chce to wyjaśnić, ale nie jest jej to dane, bo telefon w domu Baranów odbiera pan Adam, ojciec Alicji.
Kiedy słyszę od Beaty, że jego córka nie dotarła z powrotem nad morze, czuję jak w jednej chwili uginają się pod nim nogi.
Jest w szoku.
Przecież kilka dni temu odprowadził córkę na autobus i razem z żoną byli przekonani, że Alicja ostatnie dni spędziła w łebie razem z Beatą.
Rodzice nastolatki od razu czują, że wydarzyło się coś złego.
Dziewczyna nigdy nie dawała im powodów do niepokoju.
Gdy tylko musiała gdzieś dłużej zostać albo zmieniała swoje plany, natychmiast ich o tym informowała.
Nigdy też nie zdarzyła się sytuacja, żeby oddaliła się od domu bez wcześniejszego uprzedzenia.
Przerażeni rodzice nie mają wątpliwości.
Dlatego natychmiast zgłaszają zaginięcie córki na policji i o sytuacji informują policjantów nie tylko z rodzinnej trzebnicy, ale i z Przemyśla, Lęborka oraz Słupska.
Rodzina działa także na własną rękę.
Rozwiesza plakaty z podobizną nastolatki, jej rysopisem i prośbą o pomoc.
Komunikaty podają, jak ubrana jest zaginiona Alicja, a także, że ma przy sobie plecak z ubraniami na zmianę, w tym niebiesko-różową sukienkę, którą przywiozła z Anglii.
Na równe nogi postawiona zostaje cała rodzina nastolatki, a kiedy jej starsza siostra Kasia dowiaduje się o zaginięciu, natychmiast przyjeżdża do kraju, by pomóc w poszukiwaniach.
O tym, że dziewiętnastolatka jadąca na wakacje zniknęła w dziwnych okolicznościach, mówi się coraz głośniej i to w całym kraju.
Jako, że dziewczyna podróżowała głównie koleją, w akcję poszukiwawczą angażują się także konduktorzy, którzy rozwieszają plakaty w pociągach kursujących na tej trasie, którą do Łeby miała dotrzeć Ala.
I ten krok okazuje się być strzałem w dziesiątkę, bo za sprawą takiego plakatu na policję zgłasza się mężczyzna, który jak się okazuje pamięta, że tamtego dnia w pociągu Gryf sprawdzał bilet młodej dziewczyny w okularach i że była bardzo podobna do Ali.
Ten trop rozbudza nadzieję, ale jednocześnie je studzi, bo konduktor jest przekonany, że dziewczyna z pociągu podczas kontroli okazała mu legitymację studencką, a nie legitymację wydaną przez liceum.
Nie ma więc pewności, czy była to zaginiona nastolatka.
Mija noc za nocą, a Ala nie wraca do domu.
Jej mama gotowa jest zrobić wszystko, żeby odnaleźć swoją córkę, nawet jeśli jest to sięgnięcie po nadnaturalne metody.
W związku z tym udaje się do Człuchowa, gdzie mieszka znany na całą Polskę Jasnowic.
Na miejscu mama przekazuje mężczyźnie zdjęcie córki oraz jej spodni od piżamy, ale wizja jaką słyszy w zamian jeży włos na głowie.
Na kartce, którą dostaje od jasnowidza, napisane jest.
Została zamordowana przez mężczyznę około 40-letniego.
To tak wygląda, jakby ona znała tego mężczyznę.
Ten mężczyzna kojarzy mi się z człowiekiem bardzo rozmownym.
Dużo rozmawiał z Alicją.
Zachowywali się tak, jakby dobrze się znali.
Ten mężczyzna kojarzy mi się z kimś jak wychowawca, ewentualnie opiekun.
Był ubrany w koszulę w czerwono-czarne kraty, koszulę flanelową, spodnie wycierusy z brązowym paskiem, czarne krótkie włosy, wąsik czarny, okulary w złotych oprawkach.
Wyglądał na inteligentnego, wiek między 35 a 38 lat.
Stało się to w okolicy miasta Reda, niedaleko jeziora, to jest poza miastem Reda.
Kilka kilometrów od Redy w lesie jest jezioro, w okolicy tego leśnego jeziora.
Rodzina nie chce wierzyć, że to prawda, ale przekazuje kartkę z wizją policji.
Ci nie pozostają obojętni i przeszukują wspomniane tereny leśne koło Redy, jednak niczego nie odnajdują.
Jest jeszcze nadzieja, że dziewczyna żyje.
W tym samym czasie nie ustają poszukiwania w innych rejonach, a służby i ochotnicy tyralierą przeszukują lasy w okolicach Łeby, Lęborka i Słupska.
Nie jest to łatwe, bo roślinność jest tu bardzo gęsta.
Nie ma też żadnej pewności, że szukają w odpowiednim miejscu, a wątpliwości tylko rosną, kiedy mijają kolejne dni, a wyczekiwany przełom wcale nie nadchodzi.
Jest 18 września.
Wakacje się skończyły, rozpoczął się też rok szkolny, a nastolatka nie wróciła do domu, nie zadzwoniła gdzie jest i po prostu rozpłynęła się w powietrzu.
Gdy państwo baran po raz kolejny zastanawiają się, jak odnaleźć ukochaną córkę, jakieś 500 kilometrów dalej, pomiędzy Łebą a Stęknicą, dwóch grzybiarzy przemierza las.
Około godziny 13.00 jeden z nich dostrzega dziwny kształt leżący około 12 metrów od torów kolejowych.
Nie ma wątpliwości.
To, co widzi, to ludzkie zwłoki w stanie zaawansowanego rozkładu.
Są nagie, nie licząc skarpetek i białego sportowego buta na lewej stopie.
To najpewniej kobieta, a obok jej głowy leży rozerwany łańcuszek z dwiema zawieszkami.
Kawałek dalej znajduje się fragment kolejowego podkładu.
Zszokowani mężczyźni reagują.
Ruszają, żeby wezwać pomoc, ale nie mają telefonów.
Dlatego docierają do drogi, żeby zatrzymać jakiś samochód i uśmiecha się do nich szczęście, bo na drodze prowadzącej do Łeby zatrzymują karetkę i informują sanitariuszy o swoim makabrycznym znalezisku.
Chwilę później na miejscu jest już policja, prokurator i karetka pogotowia.
Są tu też technicy, którzy zabezpieczają materiał dowodowy.
Policjanci ruszają także w teren, by przesłuchać mieszkańców okolicznych domów, ale zabudowania znajdują się w sporej odległości od miejsca odkrycia ciała i szybko okazuje się, że nikt nie miał pojęcia o zwłokach w lesie.
Dalej nie jest łatwiej, bo zaawansowany rozkład ciała uniemożliwia szybką identyfikację.
Zwłoki dłuższy czas leżały w lesie, na brzuchu i ta część ciała, która znajdowała się blisko ziemi jest prawie całkiem zeszkielecona, a plecy przeciwnie uległy wysuszeniu i zmumifikowaniu.
Przy ciele nie znaleziono też żadnych dokumentów.
Badanie kości pozwala jedynie stwierdzić, że zwłoki należą do kobiety w wieku między 15 a 30 lat.
Sekcja zwłok także nie odpowiada na wiele pytań, bo niemożliwe okazuje się wskazanie konkretnej przyczyny śmierci.
Na kościach nie widać śladów obrażeń i zauważalny jest jedynie brak jednego zęba w żuchwie.
Z uwagi na stan zwłok nie można ani wykluczyć, ani potwierdzić wykorzystania na tle seksualnym, chociaż fakt, że ciało w momencie odnalezienia było nagie może to sugerować.
W celu ustalenia tożsamości kobiety lęborska policja przeszukuje bazę osób zaginionych, a ich uwagę od razu zwraca zgłoszenie dotyczące dziewiętnastoletniej Alicji Baran.
Do Lęborka wezwani zostają rodzice zaginionej Ali, którym na wstępie okazane zostają przedmioty zabezpieczone przy odnalezionym w lesie ciele.
Ten widok i to uczucie wyryje się w ich sercach i pamięci już na zawsze.
Niemal od razu rozpoznają skarpetki, but i charakterystyczny wisiorek.
Potwierdzają, że wszystkie te rzeczy należą do ich córki.
W celu pełnej weryfikacji porównana zostaje karta dentystyczna Alicji, a do laboratorium wysłane zostają próbki DNA pobrane od państwa baran.
Badania potwierdzają najgorsze obawy rodziny.
Ciało znalezione w lesie niedaleko torów kolejowych należy do zaginionej Alicji.
Badania przedmiotów znalezionych w pobliżu zwłok ujawniają włosy oraz krew na podkładzie kolejowym, który leżał niedaleko ciała Alicji, a wniosek nasuwa się sam.
To najpewniej narzędzie zbrodni.
Ale szybko pojawia się zamieszanie w związku z tą tezą, bo dalsze badania potwierdzają, że to nie ludzka krew, a krew zwierzęcia, a na dodatek czaszka dziewczyny nie nosi śladów uderzeń.
To, co z początku wydawało się być oczywiste, teraz wcale takie nie jest i śledczy zaczynają wątpić w to, czy miejsce, w którym znaleziono ciało, było w ogóle miejscem zbrodni.
To, że to jedynie miejsce porzucenia ciała sugeruje fakt, że nie odnaleziono brakującego zęba dziewczyny, a jak wykazała dokumentacja medyczna, nastolatka miała pełne uzębienie.
Sprawa komplikuje się, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że sprawca pozbawił Alicję życia zupełnie gdzie indziej, a to oznacza mniej materiału dowodowego.
Jest jeszcze trudniej, gdy ostatecznie medykom sądowym nie udaje się ustalić nawet czasu zgonu Alicji.
Nie da się wykluczyć tego, że nastolatka była przed śmiercią gdzieś przetrzymywana.
Śledczy przydzieleni do sprawy mają niezwykle trudne zadanie.
Brak jest śladów biologicznych pozostawionych przez sprawcę, brak świadków, brak przyczyny zgonu i niejasny motyw.
Tak naprawdę nie da się powiedzieć na 100% czy w ogóle doszło do zbrodni.
Śledczy biorą pod uwagę nawet taką możliwość, że dziewczyna uległa wypadkowi samochodowemu, a przestraszony sprawca ukrył ciało.
Ale z tą wersją nie zgadzają się rodzice Ali, którzy są przekonani o tym, że ich córka padła ofiarą morderstwa.
Wiedzą, że często podróżowała autostopem i ostatecznie także ku tej wersji skłaniają się śledczy.
Według nich 19 sierpnia 1997 roku około godziny 19.00 Alicja dotarła pociągiem Gryf do Lęborka.
Ale wiedząc, że na następny pociąg będzie musiała dłużej poczekać, udała się na ulicę Kossaka, gdzie postanowiła złapać okazję.
Po jakimś czasie obok niej zatrzymał się samochód, a kierowca zaoferował podwózkę.
Ufna Ala, która już nie raz podróżowała w ten sposób, nie przeczuwając zagrożenia, wsiadła do auta i gdy od celu dzieliło ją zaledwie pięć kilometrów, stało się coś niespodziewanego.
Kierowca pod wymyślonym pretekstem zjechał w las i do tej pory sympatyczny towarzysz podróży zamienił się w oprawcę.
Zaatakował nastolatkę, zerwał z niej ubranie i wykorzystał seksualnie.
Śledczy podejrzewają, że Ali udało się nawet uciec, ale morderca dogonił ją, powalił na ziemię i pozbawił życia.
Po wszystkim zbiegł z miejsca, zostawiając na ściółce nagie zwłoki.
Umyślnie lub przez nieuwagę zabrał też ze sobą rzeczy osobiste dziewczyny.
Jest też druga wersja, bardzo podobna, która zakłada, że do morderstwa doszło w samochodzie bądź w miejscu zamieszkania sprawcy, ale za sprawą zebranych do tej pory dowodów nie da się niczego potwierdzić na 100%.
Potrzebnych jest więcej danych.
Dlatego 2 października Komenda Policji w Lęborku organizuje konferencję prasową.
Chce dotrzeć do opinii publicznej, bo ma nadzieję, że może znajdą się świadkowie lub ktoś, kto odnalazł rzeczy należące do zamordowanej dziewczyny.
Ten krok sprawia, że śledczy docierają do pracowników porządkowych, którzy pod koniec sierpnia przy drodze Lemberg-Weba znaleźli elementy damskiej bielizny, klucze oraz kosmetyczkę.
Ale niestety zakopali je wraz z resztą znalezionych śmieci i już nie pamiętają w jakim dokładnie było to miejscu.
Czy były to przedmioty należące do Alicji i czy były na nich ślady sprawcy?
Tego niestety nie udaje się ustalić, ale nadzieja na przełom pojawia się 7 października, niecały miesiąc po odnalezieniu zwłok.
Na policję zgłasza się właścicielka hotelu w Nowym Dworze, niewielkiej wsi położonej tuż obok Trzebnicy i opowiada o bardzo dziwnej sytuacji.
Wczoraj w pokoju numer 9 zameldował się około 30-letni mężczyzna.
Na miejsce przyjechał polonezem trakiem z plastikowym dachem i od początku zachowywał się dziwnie.
Był nerwowy i spięty, kręcił się po okolicy, wielokrotnie też wychodził z hotelu, by za chwilę do niego wrócić.
Następnego dnia zaledwie po jednej nocy wymeldował się, a pokojowa sprzątając jego pokój znalazła porzucone wydanie Gazety Morskiej otwarte na artykule dotyczącym zaginięcia oraz odkrycia zwłok Alicji.
To wszystko brzmi bardzo dziwnie.
Gazeta z drugiego końca Polski, dziwne zachowanie i hotel tak blisko rodzinnego domu Ali.
Śledczy chcą sprawdzić, czy to tylko zbiegi okoliczności, a może coś więcej i identyfikują mężczyznę na podstawie danych, które podał meldując się w hotelu.
Okazuje się, że to rzeczywiście mieszkaniec Pomorza, ale gdy tylko funkcjonariusze próbują z nim porozmawiać, zderzają się ze ścianą.
Okazuje się, że mężczyzna zaraz po opuszczeniu hotelu w Nowym Dworze stracił życie w wypadku samochodowym.
Policjanci sprawdzają przeszłość tego człowieka i okazuje się, że w ostatnich latach pracował jako przedstawiciel handlowy i jeździł w delegację po całej Polsce, ale akurat w czasie zaginięcia Ali przebywał w Wielkopolsce i śledczy ostatecznie wykluczają go z grona podejrzanych.
To jednak nie koniec dziwnych wydarzeń.
W listopadzie rodzice Alicji zgłaszają niepokojące incydenty.
Opowiadają, że niedługo po odnalezieniu ciała Ali do ich domu w Trzebnicy zapukał obcy około 50-letni mężczyzna.
Pojawił się nagle i oświadczył, że przyszedł do nich w kwestii rozwiązania zagadki śmierci ich córki, ale nie przekazał żadnych konkretów.
Zjawił się znowu, ale już z innym nastawieniem, bo oświadczył, że nie ma sensu już zajmować się tą sprawą.
Policja postanowiła pokazać państwu baran zdjęcie człowieka z hotelu w Nowym Dworze oraz jego ojca.
Może te dwa wątki mają jakiś związek, ale rodzice nie rozpoznają na fotografiach mężczyzny, który dwukrotnie pojawił się w ich domu.
Śledztwo utyka w martwym punkcie, mimo że sprawa nie cichnie i pojawia się w przestrzeni medialnej.
10 stycznia 1998 roku ma miejsce pogrzeb Alicji, a na koniec uroczystości jej bliscy proszą przybyłych o modlitwę za Ale.
Chcieliby zamknąć ten bolesny rozdział, ale nadal nie wiedzą, co tak naprawdę się wydarzyło.
Tego, czego teraz potrzebują, to tylko by poznać prawdę, ale ta wcale się nie pojawia.
28 maja, zaledwie 8 miesięcy po odnalezieniu ciała, śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Alicji zostaje umorzone z powodu niewykrycia sprawców.
Według prokuratury nie ma też wystarczających dowodów, by wszcząć śledztwo w sprawie morderstwa.
W sprawie znowu nie dzieje się niemal nic, aż do grudnia 1999 roku, kiedy na komendę powiatową policji w Lęborku zgłasza się osoba, która twierdzi, że w jednym z okolicznych barów podsłuchała dziwną rozmowę.
W grupie młodych osób jeden z mężczyzn opisywał dokonaną przez siebie zbrodnię, a okoliczności i szczegóły wskazywały, że może chodzić o Ale.
Policja nie pozostaje bierna i zleca wykonanie portretu pamięciowego.
Według zeznań anonimowego świadka jest to mężczyzna w wieku między 25 a 30 lat o normalnej budowie ciała.
Ma mieć czarne włosy i wąsy oraz charakterystycznie wykrzywiony w prawo nos.
To, co utwierdza policjantów w przekonaniu, że zeznania anonimowego świadka prawdopodobnie dotyczą mordercy, to podane przez niego szczegóły, które mógł znać tylko sprawca.
Wizerunek mężczyzny z baru daje sprawie nowe życie i ukazuje się w mediach.
Jednak nie przyczynia się do wyczekiwanego przełomu.
Nie zgłasza się nikt, kto rozpoznałby widoczną na nim osobę.
Coraz bardziej potwierdza się jednak teza śledczych mówiąca o tym, że zbrodni dokonał ktoś mieszkający w okolicy.
Pojawia się też śmiała teoria, że Ala mogła paść ofiarą seryjnego zabójcy.
W czerwcu 1994 roku zaledwie 40 kilometrów od Lęborka znaleziono ciało 19-letniej Justyny, która gdy widziana była po raz ostatni wsiadała do nieznanego samochodu.
Rok później, w maju, życie straciła Ewa, która także łapała stopa, a jej ciało odnaleziono 30 kilometrów od Lęborka.
Wszystkie trzy dziewczyny były w podobnym wieku, a do zbrodni doszło w niewielkich odstępach czasowych.
Każde z ciał znaleziono na Pomorzu, na zadrzewionym terenie i żadnej z tej zbrodni nie udało się wyjaśnić.
W leśnym Zagajniku, 12 metrów od torów łączących Lębork i Łebę, stoi Biały Krzyż.
Na krzyżu widnieje tabliczka upamiętniająca Alicję Baran, której zwłoki odnaleziono właśnie w tym miejscu.
Ustawili go rodzice dziewczyny, żeby uczcić pamięć swojej tragicznie zmarłej córki.
Mimo upływu lat, mama Ali nadal wierzy, że pozna prawdę i chce, by o sprawie zabójstwa jej córki nie zapomniano.
jej charakterystyczna różowo-niebieska sukienka, którą przywiozła z wycieczki z Anglii.
Ojciec Alicji, pan Adam, również wierzy, że doczeka się odpowiedzi.
Jest też pewny, że mordercanie uniknie kary.
Wierzy, że nawet jeśli nie na ziemi dosięgnie go sprawiedliwość, to czeka ona na niego po śmierci.
Olga Herring udowadnia, że urlop to nie tylko rajskie plaże.
To były wakacje z koszmarów.
Wszystkie odcinki znajdziesz na RMF On.
Ostatnie odcinki
-
"Zrobiliśmy to razem". Zbrodnia w idealnej rodz...
01.02.2026 17:00
-
Rodzinny sekret trenera warszawskich celebrytów...
25.01.2026 17:00
-
Policjant, prawnik, morderca? Sprawa zaginięcia...
18.01.2026 17:00
-
Tragedia pod teatrem. Kulisy morderstwa Andrzej...
11.01.2026 17:00
-
Jego życie wycenili na 100 tys. marek. Porwanie...
21.12.2025 17:00
-
Miss Polski zginęła na oczach rodziny. Morderst...
14.12.2025 17:00
-
Wschodząca gwiazda zamordowana przez psychofana...
07.12.2025 17:00
-
Tragedia na oczach tysięcy. Morderstwo Pawła Ad...
30.11.2025 17:00
-
Milion euro okupu i "obcinacze palców". Co stał...
23.11.2025 17:00
-
Zbrodnia w świecie mody. Sprawa morderstwa Maur...
16.11.2025 17:00