Mentionsy

Zbrodnie z wyższych sfer
17.08.2025 16:00

Marzyła o morzu. Nigdy nad nie nie dotarła. Alicja Baran

To miały być wymarzone wakacje dwóch przyjaciółek. O tym, jak tragicznie może skończyć się zwykła podróż nad morze boleśnie przekonali się rodzice 19-letniej Alicji Baran. Olga Herring przedstawia mrożące krew w żyłach wakacyjne historie. Nowy odcinek co niedzielę.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 30 wyników dla "A."

Alicja Baran to nastolatka o ciemnych włosach i zielonych oczach, która mieszka w Trzebnicy, niewielkim mieście oddalonym o 30 minut drogi od Wrocławia.

I chociaż nie zanosi się na wyjazd tam, gdzie żyją delfiny, to nadarza się inna, wakacyjna okazja.

Wciąż czeka tam na nią koleżanka Beata.

Dwie godziny później, około siódmej rano, nastolatka wsiada w pociąg Małopolska, który jedzie do Gdyni, a po ponad dziesięciogodzinnej podróży o 17.30 przesiada się do pociągu ekspresowego Gryf jadącego do Lęborka.

Ale ku jej zaskoczeniu, gdy pociąg z Lęborka zatrzymuje się na peronie, Alicja wcale z niego nie wysiada.

Gdy tylko musiała gdzieś dłużej zostać albo zmieniała swoje plany, natychmiast ich o tym informowała.

Nigdy też nie zdarzyła się sytuacja, żeby oddaliła się od domu bez wcześniejszego uprzedzenia.

Dlatego natychmiast zgłaszają zaginięcie córki na policji i o sytuacji informują policjantów nie tylko z rodzinnej trzebnicy, ale i z Przemyśla, Lęborka oraz Słupska.

Jako, że dziewczyna podróżowała głównie koleją, w akcję poszukiwawczą angażują się także konduktorzy, którzy rozwieszają plakaty w pociągach kursujących na tej trasie, którą do Łeby miała dotrzeć Ala.

Nie ma więc pewności, czy była to zaginiona nastolatka.

Stało się to w okolicy miasta Reda, niedaleko jeziora, to jest poza miastem Reda.

Kilka kilometrów od Redy w lesie jest jezioro, w okolicy tego leśnego jeziora.

W tym samym czasie nie ustają poszukiwania w innych rejonach, a służby i ochotnicy tyralierą przeszukują lasy w okolicach Łeby, Lęborka i Słupska.

Nie jest to łatwe, bo roślinność jest tu bardzo gęsta.

Jest 18 września.

Gdy podchodzi bliżej, zamiera z przerażenia.

Jedną z delfinkiem, drugą z literą A.

Chwilę później na miejscu jest już policja, prokurator i karetka pogotowia.

Nie da się wykluczyć tego, że nastolatka była przed śmiercią gdzieś przetrzymywana.

Ale z tą wersją nie zgadzają się rodzice Ali, którzy są przekonani o tym, że ich córka padła ofiarą morderstwa.

Według nich 19 sierpnia 1997 roku około godziny 19.00 Alicja dotarła pociągiem Gryf do Lęborka.

Śledczy podejrzewają, że Ali udało się nawet uciec, ale morderca dogonił ją, powalił na ziemię i pozbawił życia.

Wczoraj w pokoju numer 9 zameldował się około 30-letni mężczyzna.

Opowiadają, że niedługo po odnalezieniu ciała Ali do ich domu w Trzebnicy zapukał obcy około 50-letni mężczyzna.

Policja postanowiła pokazać państwu baran zdjęcie człowieka z hotelu w Nowym Dworze oraz jego ojca.

Tego, czego teraz potrzebują, to tylko by poznać prawdę, ale ta wcale się nie pojawia.

Według prokuratury nie ma też wystarczających dowodów, by wszcząć śledztwo w sprawie morderstwa.

Według zeznań anonimowego świadka jest to mężczyzna w wieku między 25 a 30 lat o normalnej budowie ciała.

To, co utwierdza policjantów w przekonaniu, że zeznania anonimowego świadka prawdopodobnie dotyczą mordercy, to podane przez niego szczegóły, które mógł znać tylko sprawca.

Rok później, w maju, życie straciła Ewa, która także łapała stopa, a jej ciało odnaleziono 30 kilometrów od Lęborka.

0:00
0:00