Mentionsy
99. Idę polować na ludzi - masakra w McDonald's '84
18 lipca 1984 roku w restauracji McDonald’s w San Ysidro w Kalifornii 41-letni James Huberty otworzył ogień do klientów i pracowników. W ciągu 77 minut zginęło 21 osób, a kilkanaście zostało rannych. Masakra w McDonald’s uznawana jest za jedną z najkrwawszych strzelanin w historii USA i do dziś stanowi symbol tragedii, która zmieniła Amerykę. Sprawa jest rozwiązana.
www.zmorderstwem.pl
Wsparcie
💀 https://buycoffee.to/zmorderstwem
💀 https://patronite.pl/zmorderstwem
💀 Wsparcie przez YouTube (przycisk na stronie kanału bądź pod filmem)
Źródła: https://tiny.pl/m7z55qdk
Muzyka:
Heartbreaking by Kevin MacLeod
Link: incompetech.filmmusic.io/song/3863-heartbreaking/
License: creativecommons.org/licenses/by/4.0/
Scenariusz: Aleksandra Chrzanowska
Korekta: Joanna Kupczak
Postprodukcja audio-wideo: Marcin Gmitrzyk
#podcastkryminalny #truecrime #historiakryminalna #podcasttruecrime #sprawykryminalne #jameshuberty #masakrawmcdonalds #polowanienaludzi #masakrawmcdonalds1984 #charlesfoster #77minut #truecrime #historiekryminalne #sanysidro #masowyzabójca #historienafaktach #strzelaninawusa
Szukaj w treści odcinka
James Huberti zbiera się do wyjścia.
Pochyla się nad żoną, daje jej buziaka i mówi, idę polować na ludzi.
Nigdy wcześniej tego nie robił, nie należy do mężczyzn, którzy okazują uczucia.
Kierując się w stronę drzwi, mija jeszcze jedną ze swoich córek, dwunastoletnią Zelię.
Zatrzymuje się w pół kroku, przystaje na moment i patrząc jej w oczy mówi, żegnaj, ja już nie wrócę.
Nie wróci już do domu.
San Isidro to niewielka dzielnica San Diego, ale o strategicznym znaczeniu.
To tutaj znajduje się jedno z najbardziej ruchliwych przejść granicznych na świecie.
Codziennie przekracza je nawet kilkaset tysięcy osób.
Z jednej strony mieszkańcy Kalifornii jadą do Meksyku, z drugiej tysiące osób wracają do Stanów.
W samym San Isidro zdecydowaną większość mieszkańców stanowią Latynosi i Meksykanie, a osoby o białym kolorze skóry to zaledwie kilka procent lokalnej społeczności.
To właśnie częścią tych kilku procent jest rodzina Huberti.
41-letni James Huberti mieszka tutaj ze swoją żoną Ethną i dwiema córkami, 12-letnią Zelią i 10-letnią Cassandrą.
Jeszcze niedawno pracował jako ochroniarz, ale kilka dni wcześniej stracił pracę.
Rodzina znalazła się w trudnej sytuacji finansowej, a James coraz częściej obwiniał to wszystkich dookoła.
System, rząd, samego prezydenta, a także imigrantów, którzy w jego przekonaniu odbierają Amerykanom pracę.
Winę za swoje niepowodzenia zrzuca na innych, nigdy na siebie.
Zwierza się etnie, że podejrzewa u siebie chorobę psychiczną.
Jej mąż jest, delikatnie mówiąc, specyficznym człowiekiem i ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Jego wyznanie nie robi więc na niej większego wrażenia.
Choć powinno, bo zachowanie Jamesa od lat sugerowało, że prędzej czy później dojdzie do tragedii.
James Huberti przyszedł na świat 11 października 1942 roku w Canton w stanie Ohio jako drugie z dwójki dzieci Earla, kontrolera jakości i Isle, gospodyni domowej.
Rodzina jest głęboko religijna, są metodystami, a zasady religii są surowo przestrzegane w ich domu rodzinnym.
Modlitwa i nabożeństwa to naturalne elementy ich codzienności.
Zwłaszcza matka Jamesa odnajduje w kościele pocieszenie, a jej więź z lokalnym zborem z roku na rok staje się coraz silniejsza.
Wspólne spotkania, podczas których czytano Pismo Święte, jest jej ulubioną formą spędzania wolnego czasu.
Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach.
to właśnie polio pozostawało najbardziej śmiertelną chorobą wśród dzieci.
James ma dużo szczęścia, bo chociaż wirus powoduje u niego częściowy niedowład nóg, udaje się uniknąć trwałego kalectwa.
Jednak aby ograniczyć skutki choroby, na obu nogach musi nosić stalowo skórzane ortezy.
Choć z czasem jego stan się poprawia, pozostaje po nim lekka kulawizna, która towarzyszy mu przez całe życie i która w późniejszym czasie stanie się obiektem kpin jego szkolnych kolegów.
Poza kłopotami zdrowotnymi, James musiał też mierzyć się z problemami rodzinnymi.
Małżeństwo jego rodziców nie należało do udanych.
Jego ojciec był wyjątkowo surowy.
Podnosił rękę na dzieci i żonę, która z czasem zaczęła izolować się od rodziny.
Pocieszenie odnajdowała w Słowie Bożym, coraz bardziej się w nim zatracając.
Gdy Earl zakupił spore gospodarstwo w Pensylwanii, swoją drogą w miasteczku, w którym zdecydowaną większość mieszkańców stanowili Amisze, żyjący w zamkniętej społeczności, jego żona nie zechciała jej nawet obejrzeć, a tym bardziej się przeprowadzać.
W zasadzie to miała już wtedy nowy plan na życie i nie obejmował on ani nowego domu, ani hektarów pola, ani nawet własnych dzieci.
Kobieta zdecydowała się odejść w 1950 roku.
Oddała się powołaniu, które w sobie odkryła.
Wyjechała do Arizony, gdzie została uliczną kaznodziejką.
Chodziła po ulicach miasta, głosząc Ewangelię.
Od tamtego momentu nie utrzymywała kontaktu ani z byłym już wtedy mężem, ani swoimi dziećmi.
James miał wtedy 8 lat i opuszczenie przez matkę kompletnie go załamało.
Przez kilka miesięcy chował się w kurniku i płakał.
Wtedy też zaczęły się jego problemy emocjonalne.
Izolował się, zamykał w sobie, a jednocześnie często wybuchał.
Nosił w sobie ogrom złości i żalu.
Dodatkowo jego ojciec nie pochylał się nad nim i nie próbował zrozumieć.
Earl niedługo po rozwodzie ponownie się ożenił, tym razem ze znacznie młodszą partnerką, nauczycielką.
Ale i ten związek nie był udany.
Mężczyzna pozwalał sobie na znacznie więcej niż w poprzednim związku.
Był agresywny i jeszcze bardziej wymagający.
Codziennie, gdy wracał z pracy i już zbliżał się do domu, oddawał od kilku do kilkudziesięciu strzałów z broni, którą zawsze przy sobie nosił.
W ten sposób dawał znać rodzinie, że wkrótce przekroczy próg domu.
Nerwowa atmosfera i poczucie, że muszą chodzić wokół niego na palcach, towarzyszyło im przez cały czas.
Dzieciństwo Jamesa było więc naznaczone izolacją i frustracją.
Był chłopcem zamkniętym w sobie i miał problemy z zawieraniem przyjaźni.
Od dziewczyn też raczej stronił, bo był nieśmiały.
Jego kulawizna, rygorystyczne wychowanie religijne i niechęć do integracji z rówieśnikami sprawiały, że często padał ofiarą prześladowań, zwłaszcza w liceum.
Trzy lata szkoły średniej były dla niego wyjątkowo trudne.
Jego koledzy nieraz bywali okrutni w swoich docinkach.
Już w domu czuł się źle, ale w szkole było jeszcze gorzej.
Większość swoich nastoletnich lat spędził samotnie strzelając w ogrodzie do tarcz, które sam sobie wcześniej przygotowywał.
To właśnie w ten sposób zapisał się w pamięci sąsiadów jako ten dziwny dzieciak z bronią.
Powoli rodziła się w nim obsesja związana z bronią palną, która przez kolejne lata będzie jedynie narastać.
Liceum ukończył w 1960 roku.
Przez kolejne dwa lata pracował dorywczo i pomagał przy gospodarstwie, aż w końcu zdecydował się spróbować swoich sił na uczelniach wyższych.
W 1962 roku James rozpoczął studia, początkowo na kierunku socjologii, ale szybko zrezygnował i przeniósł się do Pittsburgha, gdzie zdecydował się na bardzo osobliwy kierunek.
rozpoczął naukę w Instytucie Nauk Pogrzebowych, który zresztą ukończył z wyróżnieniem, uzyskując licencję kierownika zakładu pogrzebowego, a rok później licencję balsamisty zwłok.
W połowie lat 60., jeszcze na studiach, James poznaje Ethne Markland.
To znajomość, która szybko przeradza się w coś poważniejszego i w 1965 roku stają razem na ślubnym kobiercu.
Po latach samotności i chłodnego dzieciństwa,
Wreszcie ma kogoś bliskiego, kto daje mu poczucie stabilności.
A przynajmniej tak to może wyglądać dla kogoś, kto obserwowałby sytuację z boku.
James jest bowiem najlepszym przykładem na to, że jabłko rzeczywiście nie pada daleko od jabłoni.
Zaraz po ślubie znajduje zatrudnienie w domu pogrzebowym.
Jego techniczne umiejętności są na wysokim poziomie.
Świetnie sobie radzi z pracą przy balsamowaniu ciał.
Problem pojawia się wtedy, gdy musi wyjść i porozmawiać z rodzinami zmarłych.
James nigdy nie był dobrym mówcą, a jego chłód i zamknięcie w sobie sprawiają, że atmosfera podczas takich spotkań bywa trudna.
Z natury jest mrukiem, a zwykła, nawet krótka wymiana zdań jest dla niego stresująca i niezręczna.
Żartują nawet, że jedyne osoby, z którymi potrafi nawiązywać relacje, to te, które już pożegnały się z tym światem i to pewnie dlatego wybrał dla siebie taki zawód.
Po dwóch latach pracy w branży...
Rezygnuje, nie do końca wiadomo dlaczego.
Zostaje spawaczem w Louisville, a później, w 1969 roku, dostaje propozycję pracy w dużym przedsiębiorstwie zajmującym się produkcją kotłów dla elektrowni i rafinerii.
Praca jest ciężka, a do tego wymaga ekspozycji na metale ciężkie i toksyczne opary.
Jest jednak dobrze płatna, więc James nie narzeka.
To właśnie tu rozpoczyna się jego najstabilniejszy i najbardziej dochodowy okres w życiu.
James uchodzi za pracownika solidnego i sumiennego.
Chętnie bierze nadgodziny, pnie się po szczeblach kariery, a w połowie lat 70. zarabia już na tyle dobrze, by zapewnić rodzinie wygodne życie.
W międzyczasie na świat przychodzą jego dwie córki, Zelia i Cassandra, a cała rodzina przeprowadza się do eleganckiej dzielnicy.
Spłonie pewnej zimy.
Ta tragedia wybije ich z rytmu.
Ich życie na moment staje na głowie, ale szybko udaje im się wyjść z tej trudnej sytuacji, głównie dzięki posiadanym oszczędnościom.
Kupują kolejny dom na tej samej ulicy, dosłownie kilkaset metrów dalej.
Decydują się też na nie lada inwestycje.
Na działce, gdzie stał ich pierwszy dom, budują sześciomieszkaniowy budynek.
Można by pomyśleć, że mimo tak trudnego dzieciństwa i braku wsparcia, James udowodnił, że można zajść w życiu naprawdę daleko.
Niestety, przeszłość nie tyle szybko go dogoniła, co tak naprawdę nigdy go nie opuściła.
James nie różni się tak bardzo od swojego ojca, tak jak on reaguje złością i przemocą.
Skórzany pasek od spodni, pięść i krzyk traktuje jako jedyne skuteczne narzędzia wychowawcze, a przez to najbardziej cierpią jego córki.
Gdy tylko zrobią coś, co nie spodoba się ojcu, James uderza je otwartą dłonią, a kiedy według niego zachowały się wyjątkowo nie na miejscu,
Grozi im nożem, dosłownie przykłada im ostrze do szyi.
Nie przeszkadza mu to, że mają zaledwie kilka lat.
Ofiarą staje się również jego żona, Etna.
Zostaje wielokrotnie pobita.
Jeden, jedyny raz postanawia zgłosić się do opieki społecznej, gdy mąż w szale wściekłości uszkadza jej szczękę.
ale zazwyczaj milczy, minimalizuje, usprawiedliwia, jakby chciała przekonać samą siebie, że nie jest tak źle.
W efekcie i to zgłoszenie zostaje przez nią wycofane, a James nie ponosi żadnej odpowiedzialności za przemoc nad rodziną.
Edna nigdy też nie decyduje się odejść, choć ma ku temu masę powodów.
Wchodzi w rolę tej, która gasi ogień, zanim rozszaleje się w pełni.
Uczy się odczytywać niepokojące sygnały, ton głosu, gesty, spojrzenia męża.
Etna dosłownie studiuje jego zachowanie.
W pewnym momencie postanawia wesprzeć się dość niecodziennymi sposobami na regulację jego temperamentu.
Wykorzystuje karty Tarota, dzięki którym rzekomo jest w stanie przepowiedzieć, co się wydarzy, w tym jak tego dnia zachowa się James.
Swoimi wizjami, albo raczej przepowiedniami dzieli się z mężem, a on jej wierzy.
Jeśli Edna twierdzi, że kolejny dzień upłynie spokojnie i nic go nie rozwścieczy, to rzeczywiście staje się spokojniejszy.
Działa to trochę tak, jak samospełniająca się przepowiednia.
Dla sąsiadów i współpracowników James wciąż pozostaje zimny, oschły i nieprzyjemny.
W miarę upływu kolejnych lat jego kondycja psychiczna stale się pogarsza, bo chociaż Ed nie udaje się w pewnym stopniu nad nim zapanować, w jego głowie coraz częściej kreują się czarne scenariusze.
James coraz bardziej zamyka się w świecie własnych lęków i teorii spiskowych.
Jest przekonany, że rząd, najpierw pod wodzą Cartera, potem Regana, działa przeciwko niemu.
Zimna wojna ma przerodzić się w nuklearną apokalipsę,
Przygotowuje się więc na przetrwanie i gromadzi zapasy żywności.
Kilogramy mąki, cukru, ryżu i puszek stoją w piwnicy, garażu, są wręcz upchane po szafkach.
Dom zamienia się w twierdzę.
Broń kupuje przy każdej nadarzającej się okazji, a następnie naładowaną, gotową do użycia, pozostawia w miejscach, gdzie będzie można łatwo po nią sięgnąć.
W każdym pokoju jest przynajmniej kilka sztuk, od szafek nocnych przez komody, aż po kosz na pranie.
Takie zachowanie jest skrajnie nieodpowiedzialne, zwłaszcza, że w domu mieszkają jego dwie małe córeczki.
Jednak myśl o krzywdzie własnych dzieci czy żony nie przeraża go tak bardzo, jak zbliżający się koniec świata.
W końcu w jego opinii jest on jedynie kwestią czasu.
W 1982 roku, mając 40 lat, zostaje zwolniony z firmy, w której przez lata miał stabilną i dobrze płatną pracę.
Coraz częściej mówi o samobójstwie, a nawet grozi, że jeśli nie będzie w stanie utrzymać rodziny, zabije nie tylko siebie, ale też swoją żonę i dzieci.
Rok 1983 to moment, w którym James zaczyna słyszeć głosy.
Mówi, że podpowiadają mu straszne rzeczy, na tyle straszne, że sam się ich boi.
W chwili desperacji przykłada sobie broń do skroni i grozi, że się zabije, że chce to wszystko skończyć.
Etna obecna wtedy w domu.
Skutecznie odwodzi go jednak od tego pomysłu, ale James czuje się coraz gorzej.
Czuje się obserwowany, a głosy, które słyszy, stają się coraz wyraźniejsze.
Z czasem zaczyna mieć pretensje do żony, że wtedy nie pozwoliła mu pociągnąć za spust, bo, jak sam twierdzi, tak byłoby lepiej dla wszystkich.
Rodzina jest już na skraju bankructwa.
Muszą sprzedać mieszkania na wynajem, własny dom i decydują się na desperacki krok.
Przeprowadzkę do Meksyku.
W październiku 1983 roku przenoszą się do miasta sąsiadującego z Kalifornią, ale tuż za granicą kraju.
Etna i dziewczynki próbują się odnaleźć w nowym otoczeniu.
Nawiązują kontakty z sąsiadami.
Ale James jest ponury, odizolowany, a bariera językowa tylko pogłębia jego frustrację.
Szybko żałuje decyzji o przeprowadzce, a poczucie porażki tylko narasta.
Z każdym dniem czuje, że sięgnął dna i nie wie, jak się od niego odbić.
Próba nowego startu tylko pogorszyła sytuację.
Po kilku miesiącach wszyscy wracają do Stanów i osiedlają się w San Isidro, biednej dzielnicy San Diego, położonej tuż przy granicy kraju.
Z eleganckich domów w Ohio trafiają do taniego mieszkania w wątpliwej okolicy.
Promyczek nadziei pojawia się w kwietniu 1984 roku, gdy Jamesowi w końcu udaje się znaleźć pracę jako ochroniarz.
Przez moment czuje, że może jeszcze wszystko się ułoży.
To nie trwa jednak długo, bo już na początku lipca zostaje z niej wyrzucony.
Jako powód zwolnienia szefostwo podaje jego niską wydajność, a to dla niego ostateczny cios.
James nie zniesie już więcej.
Etna, mimo wyraźnych sygnałów, nie przejmuje się szczególnie obawami męża.
On z kolei jest świadomy, że ewidentnie dzieje się z nim coś złego.
17 lipca 1984 roku postanawia zadzwonić do poradni zdrowia psychicznego w San Diego.
Opowiada o swoich obawach.
Odpowiada na wszystkie pytania, a na koniec zostawia numer telefonu i czeka, aż ktoś oddzwoni.
Godzinami siedzi w fotelu i nie spuszcza wzroku z telefonu.
Mimo, że został zapewniony, że ktoś się odezwie w ciągu kilku godzin, aparat nigdy nie zadzwonił.
Recepcjonistka zapisując jego nazwisko, w dodatku błędnie, o czym James nie wiedział, zakwalifikowała sprawę jako mało pilną.
Głównie dlatego, że mężczyzna podczas rozmowy wydawał się opanowany i spokojny i jak sam powiedział, nigdy wcześniej nie był hospitalizowany.
W takich przypadkach kontakt z pacjentem następuje dopiero w ciągu 48 godzin, tak by umożliwić uzyskanie pomocy tym, którzy są w poważnym stanie i wymagają natychmiastowej reakcji.
James odebrał to jednak jako kolejny dowód na to, że nikt nie traktuje go poważnie, że całe społeczeństwo odwróciło się od niego w momencie, kiedy najbardziej potrzebował wsparcia.
I to właśnie dlatego środa, 18 lipca 1984 roku, wydaje się taka dziwna.
James jest spokojny, opanowany, jakby pogodzony z czymś, o czym nie mówi na głos.
Wychodzi nawet z inicjatywą wspólnego, rodzinnego wyjścia do zoo, a to naprawdę niecodzienny gest.
Cała czwórka spaceruje po ogrodzie zoologicznym i ogląda zwierzęta.
Jest tak miło i zwyczajnie, że aż nienaturalnie.
Dziewczynki czują się bezpiecznie i świetnie się bawią.
Etna już dawno puściła w niepamięć ostatnią rozmowę z mężem.
Wydaje jej się, że wygląda na to, że potrzebował po prostu odpocząć od codziennych problemów.
W pewnym momencie jednak James mówi coś, co burzy ten piękny obrazek.
Zwierza się żonie, że jego życie jest już właściwie skończone.
Wraca myślami do poprzedniego dnia i dodaje, i tutaj cytat, społeczeństwo miało swoją szansę.
Nawiązuje do tego, że nikt z kliniki się z nim nie skontaktował, mimo biednicy, że otrzyma pomoc tak szybko jak to możliwe.
Po kilku godzinach spędzonych razem rodzina zatrzymuje się na obiad w restauracji McDonald's w dzielnicy Claremont.
To ich ostatni wspólny, spokojny posiłek.
Potem wracają do swojego mieszkania.
Z zewnątrz wszystko wygląda jak idealny letni dzień, pełen rodzinnych momentów, ale cisza i spokój Jamesa nie są objawami przywróconej równowagi i relaksu.
a są zwiastunem burzy, która wkrótce ma nadejść.
Po dniu spędzonym w zoo, Edna odpoczywa, leżąc w sypialni.
Mąż podchodzi do niej, żegna się i mówi, że wychodzi.
Na pytanie, czy wróci do domu na kolację, nie odpowiada.
Przez ramię ma przewieszoną broń, w drugiej ręce trzyma pudełka z amunicją.
Reszta arsenału jest w plecaku.
Gdy Edna słyszy, że James idzie na polowanie...
W końcu nie lubi w zasadzie nikogo, więc zakłada, że tak tylko mu się powiedziało, a w rzeczywistości idzie sobie postrzelać gdzieś, gdzie nikt nie będzie mu przeszkadzał.
Robił tak już wielokrotnie.
To jego ulubiony sposób na rozładowanie emocji.
To pozostałość po jego nastoletnich przyzwyczajeniach.
James wychodzi z domu, wsiada do auta i rusza.
Przez chwilę krąży po okolicy, najpierw kierując się w stronę sąsiedniego marketu, potem pod pocztę,
ale ostatecznie wybiera pobliską restaurację typu fast food.
To tutaj, w McDonaldzie, będzie o tej porze najwięcej osób.
Parkuje, zabiera wszystkie swoje rzeczy, poprawia okulary przeciwsłoneczne i wychodzi z samochodu.
Jest gotowy.
Jest godzina 16, kiedy wchodzi do środka.
W lokalu są pracownicy i 45 klientów.
Podchodzi do lady, gdzie z zakasy wita go zaledwie 16-letni John.
Chłopak pracuje tu od niedawna.
Ruch tego dnia jest spory, więc John, nie przedłużając, prosi o złożenie zamówienia.
Nie otrzymuje jednak odpowiedzi.
Pytający wzrok kasiera nie robi na Jamesie wrażenia.
Zdejmuje z ramienia strzelbę i celuje w niego.
Chłopak zamiera w bezruchu i przerażony obserwuje napastnika.
Inny pracownik, widząc co się dzieje, każe mu uciekać, ale John nie może się ruszyć.
Wtedy napastnik naciska spust, ale nic się nie dzieje.
Wzrok wszystkich skierowany jest na wysoką postać w okularach przy ladzie.
Ludzie szepczą, nie wiedząc o tym myśleć, czy to jakiś głupi żart.
Są też tacy, którzy w pośpiechu wychodzą z restauracji, nie oglądając się za siebie.
Z zaplecza wychodzi niczego nieświadoma menedżerka, 22-letnia Neva.
Wchodząc na salę z zaskoczeniem dostrzega, że John, zamiast obsługiwać klienta, stoi i bacznie obserwuje, jak ten sprawdza coś przy magazynku, po czym przeładowuje broń i celuje w sufit.
Tym razem wszystko działa.
To właśnie Neva jest jego pierwszą ofiarą.
Strzela jej w twarz, a kula trafia w okolice policzka, tuż pod okiem.
Dopiero wtedy w restauracji momentalnie wybucha panika.
Krzyki przerażenia i płacz mieszają się z dźwiękami kolejnych strzałów i tłuczonego szkła.
Rodzice osłaniają dzieci własnymi ciałami, inni chowają się pod stolikami z nadzieją, że kawałek blatu uratuje ich przed śmiercią.
Jakby pierwsza ofiara go ośmieliła, utwierdziła w przekonaniu, że jego plan musi zostać doprowadzony do końca.
Potem krzyczy do wszystkich zebranych, by położyli się na ziemi.
Rzuca też wulgaryzmami i wyzwiskami.
Układając plecak na jednym ze stolików, mówi – w Wietnamie zabiłem tysiąc osób, teraz zabiję kolejny.
James jednak nigdy nie walczył w Wietnamie.
Jednak nikt ze znajdujących się tam osób nie może tego wiedzieć.
Znaleźli się w śmiertelnej pułapce.
James przechadza się wewnątrz sali i oddaje kolejne strzały.
Nie ma dla niego znaczenia wiek, płeć czy kolor skóry jego ofiar.
Chce, żeby było ich jak najwięcej.
Jeden z mężczyzn zbiera się na odwagę i w akcie desperacji rzuca się na niego, próbując wyszarpnąć mu broń.
Wkrótce pada na ziemię z 14 ranami postrzałowymi.
Zachowuje się jak w jakimś transie.
Kieruje się w stronę stolika, pod którym kryją się nastoletnie dziewczynki.
Ich płacz i błaganie o pomoc nie robi na nim wrażenia.
Następnie dostrzega młodą dziewczynę.
Ściska w ramionach swoje maleńkie, ośmiomiesięczne dziecko.
Maleńki Carlos zostaje trafiony w plecy i po chwili umiera, a Jackie zostaje dosłownie rozszarpana przez kulę.
W chwili śmierci była w drugiej ciąży.
Ten widok nie wywołuje jednak w nim żadnych emocji.
W kolejnych minutach oddaje kilkadziesiąt strzałów, zabijając przy tym kolejnych 7 osób.
W całym tym zamieszaniu,
Parę osób zdążyło wbiec do piwnicy i schronić się w pokoju socjalnym.
Kilka pracownic restauracji skryło się w szafie na zapleczu, a kolejne wybiegły przez tylne wyjście.
Na parkingu co chwilę zjawiają się kolejne samochody, podobnie jak pod okienkiem do zamówień na wynos.
James zauważa to i od czasu do czasu przerywa ostrzał i wygląda przez szyby.
Niektórzy kierowcy orientują się, że w środku dzieje się coś niepokojącego.
i natychmiast odjeżdżają, jednak niektórzy są na tyle zamyśleni, że nawet nie zwracają uwagi na wybite szyby czy krzyki dochodzące ze środka.
W pewnym momencie James celuje do rodziny z dzieckiem siedzącej w jednym z samochodów.
Następnie strzela do chłopców, którzy podjechali na parking na rowerach.
Przed chwilą rozmawiali o tym, który smak lodów zamówią, a po chwili leżą już na betonie z ranami postrzałowymi.
Pierwsze telefony na numer alarmowy przychodzą tuż po godzinie 16, chwilę po oddaniu pierwszych strzałów.
Ludzie zgłaszają strzelaninę w restauracji McDonald's przy San Isidro Boulevard, ale dyspozytor popełnia błąd i wysyła policję do innego lokalu, oddalonego o kilka kilometrów.
To na pozór drobne nieporozumienie kosztuje jednak cenne minuty, a w tym przypadku również kolejne życia niewinnych osób.
Nikt w pobliżu nie dostaje też ostrzeżenia od służb, żeby nie zbliżać się do tego miejsca, a jedynym sygnałem zagrożenia są krzyki i biegnący w popłochu przechodnie.
Nadal istnieje więc duże ryzyko, że do restauracji zaczną przybywać kolejni potencjalni klienci, a tym samym i potencjalne ofiary.
W końcu jednak, kilkanaście minut później, pierwsi funkcjonariusze docierają pod właściwy adres.
Oficer Miguel Rosario, który przejmuje dowodzenie, błyskawicznie ocenia sytuację i przekazuje dokładną lokalizację do Centrum Dowodzenia Policji w San Diego.
James zauważa, że na miejscu zjawiły się służby i postanawia zareagować.
Oddaje kilkanaście strzałów z karabinku Uzi.
W międzyczasie policjanci natychmiast organizują też blokadę w promieniu sześciu przecznic, tworzą punkt dowodzenia nieopodal restauracji i zajmują strategiczne pozycje.
W ciągu godziny dołączają do nich członkowie zespołu SWAT, czyli specjalnie wyszkolonej jednostki policyjnej.
Tymczasem sytuacja w środku restauracji staje się coraz bardziej chaotyczna.
Padają kolejne strzały, a James przechadza się między stolikami, chcąc upewnić się, że jego ofiary na pewno nie żyją.
Wyciąga pistolet i ponownie do nich strzela, głównie w głowę, klatkę piersiową albo plecy.
Czasami robi to nawet kilkanaście razy.
Wnętrze restauracji, gdzie jeszcze godzinę temu słychać było radosny gwar, dosłownie spływa krwią.
Ściany, podłogi, kanapy, wszystko jest lepkie od czerwonej substancji.
W pewnym momencie James podchodzi do lady, gdzie stoi radio.
Włącza je i szuka stacji.
Najprawdopodobniej chce sprawdzić, czy w wiadomościach mówią już o masakrze.
Kiedy okazuje się, że nie ma o tym żadnej wzmianki, zmienia stację na muzyczną i kontynuuje to, co musi skończyć, ale oddaje już tylko pojedyncze strzały.
Dla funkcjonariuszy obserwujących to wszystko z zewnątrz, wbrew pozorom, sytuacja nie jest jednoznaczna.
Okna są rozbite, a światło odbija się w odłamkach szkła, przez co trudno jest dostrzec, co dokładnie dzieje się w środku.
Nie wiadomo, ile osób jest w restauracji, ani ilu jest napastników.
Początkowo policjanci obawiają się też, że sprawca bądź sprawcy mogą przetrzymywać zakładników, co tylko utrudnia sprawę.
Nagle jednak wszystko staje się jasne.
Jednemu z ocalałych udaje się wykorzystać moment, w którym James jest w innej części restauracji i wymyka się z budynku.
Ranny i przerażony zostaje zauważony przez funkcjonariuszy, którym wyjaśnia, jak wygląda sytuacja w środku.
Mając już pewność, że jest tylko jeden strzelec, wszystkie oddziały otrzymują pozwolenie na użycie broni w sytuacji, gdy będą mieli pewny strzał.
W tym samym czasie na dachu poczty naprzeciwko restauracji czeka już snajper, 27-letni Charles Foster.
Ma doskonały widok na Jamesa.
Pada jeden celny strzał i wszystko się kończy.
Pocisk trafia w klatkę piersiową, przecina aortę tuż pod sercem i wychodzi przez kręgosłup.
Charles Foster natychmiast informuje kolegów, że napastnik został unieszkodliwiony, choć wciąż nikt nie ma całkowitej pewności, czy na pewno był sam.
Chwilę później funkcjonariusz stacjonujący do tej pory przy wyjściu z restauracji wchodzi do środka i zauważa ciało Jamesa.
Dla pewności celuje w nie z broni.
Powoli podchodzi do niego i wtedy spostrzega, że obok leży ranna dziewczyna.
najwyraźniej chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Kiedy policjant pyta, czy to ten mężczyzna był sprawcą, dziewczyna twierdząco kiwa głową.
Zachowując jednak wszystkie możliwe środki bezpieczeństwa, na wypadek gdyby jednak jakimś cudem przeżył strzał, kładzie go twarzą w dół i zakłada kajdanki.
W ciągu 77 minut strzelaniny James oddał co najmniej 257 strzałów, zabijając 21 osób i raniąc wiele innych.
16 osób ginie wewnątrz restauracji, 4 na parkingu przed budynkiem, a jedna umiera w szpitalu.
Zaledwie 10 osób będących wtedy na miejscu wychodzi bez szwanku, 6 z nich ukryło się w piwnicy.
Pozostali przeżyli tylko dzięki temu, że udawali martwych.
Leżeli bez ruchu z nadzieją, że James nie odda w ich kierunku kolejnego strzału.
W końcu rozpoczyna się akcja ewakuacyjna.
Policjanci prowadzą ocalałych w bezpieczne miejsce.
Sprawdzają każdy zakamarek lokalu, żeby mieć pewność, że nikt nie został w środku.
Ratownicy medyczni, którzy czekali w okolicy już od jakiegoś czasu, teraz zabierają rannych do karetek.
Pomagają rannym wyjść z restauracji, przytulają i zapewniają, że są już bezpieczni.
Przyjeżdżają bliscy ofiar i poszkodowanych.
Emocje panujące w tamtym momencie są nie do opisania.
Nikt będący wtedy na miejscu nigdy nie zapomni tego widoku.
Cały region pogrąża się w żałobie, a kondolencje napływają z obu stron granicy.
Okoliczne domy pogrzebowe nie nadążają z wyprawianiem ceremonii.
Rodziny ofiar, poszkodowani i cała społeczność San Diego oczekuje wyjaśnień od policji.
Ich zdaniem służby, które mają za zadanie ochraniać, przyczyniły się do największej do tej pory liczby ofiar podczas ataku z bronią palną.
Od pomyłki dyspozytora i wysłania patrolu pod zły adres, aż po ponadgodzinne oczekiwanie na unieszkodliwienie sprawcy.
Z relacji świadków, którym udało się przeżyć, wynika, że James zdecydowaną większość strzałów oddał już w pierwszych kilku minutach ataku.
Ich zdaniem funkcjonariusze mieli zatem wystarczająco dużo czasu, by rozeznać się w sytuacji i odpowiednio zareagować.
Komisariat w San Diego odpowiada na zarzuty, twierdząc, że prawidłowa ocena sytuacji z zewnątrz była niezwykle trudna, a wszyscy uczestniczący w akcji musieli przestrzegać otrzymywanych rozkazów.
Kilka rodzin ofiar wytoczyło formalny proces przeciwko policji i właścicielom sieci McDonald's, jednak wszystkie pozwy zostały odrzucone.
Wielu policjantów w kolejnych miesiącach po tragedii borykało się z lękami, zaburzeniami snu i atakami paniki.
U kilku z nich stwierdzono zespół stresu połorazowego.
To jednak nic w porównaniu z tym, z czym muszą mierzyć się osoby, które cudem uszły z życiem tamtego feralnego dnia.
Poza obrażeniami fizycznymi i koniecznością wielomiesięcznej hospitalizacji,
Ucierpiała głównie ich psychika.
Boją się wychodzić z domu, a wszystkie zatłoczone miejsca powodują u nich nawet ataki paniki.
Wendy, pracownica restauracji, która przeżyła, podczas jednego z wywiadów opowiada o tym, że wchodząc do jakiejś restauracji, w pierwszej kolejności rozgląda się za wyjściami awaryjnymi i zawsze siada w pobliżu jednego z nich.
Podczas kolacji poza domem nie może się zrelaksować.
Cały czas jest spięta, stara się dokładnie obserwować wszystkich wewnątrz, żeby móc w porę uciec w razie zagrożenia.
Masakra w McDonald's przez kolejne tygodnie będzie głównym tematem wiadomości w całym kraju.
Mówi się, że te 77 minut na zawsze zmieniły oblicze Ameryki.
Rozpoczyna się debata nad nieograniczonym dostępem do broni i bezpieczeństwem w przestrzeniach publicznych.
Obywatele uświadamiają sobie, że tak naprawdę nigdzie nie mogą być bezpieczni.
Nie ma znaczenia ich wiek, kolor skóry czy majątek, który posiadają.
Wobec śmierci z rąk uzbrojonego zamachowca wszyscy są równi.
Pojawiają się też pytania o motywację sprawcy.
Wytłumaczenie, że James był zwykłym szaleńcem, bo i takie głosy się pojawiają, nie jest wyjaśnieniem, które trafia do społeczeństwa.
James był białym mężczyzną, który głośno i wyraźnie podkreślał swoją niechęć do imigrantów i swoich latynoskich sąsiadów.
Śledzącym sprawę nie umyka więc fakt, że znaczna większość ofiar miała meksykańskie korzenie, co z kolei może sugerować motyw na tle rasowym.
Grupa śledcza, która bada sprawę.
zapewnia jednak, że nie znaleziono żadnych jednoznacznych dowodów na takie tło ataku.
W związku z tym, że w San Isidro zdecydowana większość mieszkańców to Latynosi i Meksykanie, to siłą rzeczy większość ofiar ma takie korzenie.
Po pierwsze na imigrantach, którzy zdaniem Jamesa wpływali negatywnie na rynek pracy i sytuację ekonomiczną Amerykanów, a po drugie za swoją własną porażkę, której doświadczył mieszkając w Meksyku.
Mówię o tym, że atakt był skierowany tylko w jedną osobę, a reszta ofiar była przypadkowa.
Policja wykluczyła jednak tę hipotezę, ponieważ nie znaleziono żadnych dowodów, które wskazywałyby na to, że James mógł w ogóle znać Jackie, choć to rzeczywiście zastanawiające, bo często jest tak, że im brutalniejszy atak, tym stoi za nim większy ładunek emocjonalny.
Niektórzy spekulują też, że widok kobiety w ciąży, pragnącej ochronić swoje dziecko, przywołał w nim bolesne wspomnienia związane z matką, a nadzabijanie, którego się dopuścił, to nie efekt złości i nienawiści do niej samej, a do własnej matki, która przed laty go porzuciła.
Z kolei biegli, których zadaniem było pośmiertne postawienie diagnozy, uznali, że z całą pewnością James chorował na schizofrenię paranoidalną i to jego choroba była bezpośrednią przyczyną ataku.
jednak jak było naprawdę, już się nigdy nie dowiemy.
To żona Jamesa i ich córki, dla których zwłaszcza pierwsze tygodnie po tragedii są koszmarem.
Otrzymują anonimowe listy z pogróżkami, a ludzie życzą im śmierci, przez co muszą się ukrywać i kilkakrotnie zmieniać miejsce zamieszkania.
W końcu znajdują schronienie u znajomych, a dziewczynki chodzą do szkoły pod zmienionymi nazwiskami.
Jednak już dwa lata później, w lipcu 1986 roku...
Edna postanawia zawalczyć o własną wersję prawdy.
Składa pozew cywilny przeciwko McDonald's oraz firmie, w której James przepracował 13 lat jako spawacz.
Żąda 5 milionów dolarów odszkodowania, twierdząc, że do masakry doprowadziło nie tylko psychiczne załamanie jej męża,
ale także czynniki zewnętrzne, lata pracy w toksycznych oparach metali ciężkich i niestrowa dieta oparta na fast foodach.
Edna twierdzi, że to jedzenie serwowane w McDonald's tak namieszało Jamesowi w głowie, że postanowił zamordować 20 niewinnych osób.
Na potwierdzenie swojej teorii wskazuje, że podczas sekcji zwłok w jego organizmie nie znaleziono ani narkotyków, ani alkoholu, za to wykryto podwyższony poziom ołowiu i kadmu, które mogły wpływać na jego psychikę.
Do tego dochodzi glutaminian sodu obecny w fast foodach, który, jak przekonywała, miał wywoływać paranoję i niekontrolowaną agresję.
Pozew, który wywołał ogromne kontrowersje i oburzenie opinii publicznej, został oddalony rok później.
Etna jeszcze długo próbowała udowodnić, że jej mąż nie był potworem bez powodu, lecz ofiarą systemu i zaniedbań.
Zmarła w 2003 roku na raka piersi.
Po tragedii jeszcze jako dziewczynka miewała ataki paniki na myśl, że nosi w sobie DNA zabójcy.
W pierwszym udzielonym przez siebie wywiadzie po 30 latach od masakry powie, i tutaj cytat.
Gdybym mogła cofnąć się w czasie, zabiłabym mojego ojca, zanim to wszystko by się wydarzyło.
Zelia ma za sobą lata terapii, pogodziła się z tym, kim był jej ojciec i zrozumiała, że jego wybory nie determinują jej życia i tego, jakim jest człowiekiem.
Została pielęgniarką i poświęciła się niesieniu pomocy.
Mimo, że restauracja, która stała się niemym świadkiem tragedii, już po dwóch dniach była gotowa do ponownego otwarcia, zrezygnowano z tego pomysłu po strajku rodzin ofiar i okolicznych mieszkańców.
Ostatecznie została zamknięta, a następnie budynek wyburzono.
Ziemia została przekazana władzom miasta.
Kilka lat później wybudowano na jej miejscu akademik, a przed nim wydzielono miejsce na pomnik upamiętniający ofiary masakry z 17 lipca 1984 roku.
21 marmurowych bloków symbolizuje 21 ofiar, 21 historii, które nigdy nie powinny zostać zapomniane.
Nazwiska wszystkich ofiar wyświetlają się Wam właśnie na ekranie.
W każdą rocznicę tragedii pomnik zostaje ozdobiony zniczami, kwiatami i maskotkami.
Od lat stanowi to już tradycję.
Wielu mieszkańców okolicy spotyka się, by wspólnie modlić się za dusze zamordowanych i o spokój ducha dla ocalałych.
Jeden z nich udziela wywiadu z okazji 40. rocznicy masakry.
Wspomina, że gdy podczas tamtych wydarzeń z 1984 roku...
Został postrzelony, zaczął modlić się w myślach.
Powiedział sobie wtedy, że jeśli Bóg zdecyduje go oszczędzić, to wykorzysta swój czas na tym świecie, by chronić bezbronnych ludzi.
Dotrzymał słowa.
Aktualnie jest kapitanem policji, pracującym na co dzień w komisariacie w San Diego.
Wdowa po założycielu sieci restauracji przekazała ponad milion dolarów rodzinom ofiar i poszkodowanym.
Kochani, na dziś to już wszystko.
Bardzo Wam dziękuję za wysłuchanie odcinka do końca.
Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami w komentarzach.
Zachęcam też do zajrzenia do źródeł, zwłaszcza jeśli macie mocne nerwy.
Tymczasem uważajcie na siebie i do usłyszenia niedługo.
Ostatnie odcinki
-
112. Chore fantazje
03.02.2026 18:17
-
111. Kino, popcorn i śmierć - sprawa Curtisa Re...
27.01.2026 21:49
-
110. Granica desperacji
20.01.2026 19:53
-
109. Zbrodnia Hello Kitty
13.01.2026 18:48
-
108. Zaginięcie Kamili Szarmach
06.01.2026 19:29
-
107. Christine Paolilla i masakra w Clear Lake
30.12.2025 17:00
-
106. Krwawe święta
23.12.2025 15:38
-
105. Bestia z Klucova
16.12.2025 19:38
-
104. Niechciany chłopiec - historia Daniela Pełki
09.12.2025 20:50
-
103. Ostatnia impreza - sprawa Wiktorii Koziels...
02.12.2025 20:49