Mentionsy
105. Bestia z Klucova
W 1990 roku w czeskiej wsi Klucov dochodzi do okropnej zbrodni. W jednym domu giną 3 kobiety – matka i jej dwie córki: Ivanka Kudláčková, Ivana i Miroslava. Sprawca znika, a śledztwo na lata trafia do archiwum z dopiskiem "Bestia z Klucova".
Dopiero po 13 latach policja wraca do sprawy. Trop prowadzi do Jaroslava Gancarcika – recydywisty zwolnionego wcześniej w ramach prezydenckiej amnestii. Ta historia pokazuje, jak przypadek, luki w systemie i upływ czasu mogą zadecydować o ludzkim życiu.
www.zmorderstwem.pl
Wsparcie
💀 https://buycoffee.to/zmorderstwem
💀 https://patronite.pl/zmorderstwem
💀 Wsparcie przez YouTube (przycisk na stronie kanału bądź pod filmem)
Źródła: https://tiny.pl/qpp8cx3h
Muzyka:
Heartbreaking by Kevin MacLeod
Link: incompetech.filmmusic.io/song/3863-heartbreaking/
License: creativecommons.org/licenses/by/4.0/
Scenariusz: Aleksandra Chrzanowska
Korekta: Joanna Kupczak
Postprodukcja audio-wideo: Marcin Gmitrzyk
#podcastkryminalny #truecrime #historiakryminalna #podcasttruecrime
Szukaj w treści odcinka
Mężczyzna wysiada, chwieje się i przeklina pod nosem, a pociąg odjeżdża, zostawiając go samego na peronie małej, sennej miejscowości.
Jest późno, zimno, a on jest wściekły.
Na siebie, na konduktora, na cały świat.
Nie wie, co zrobić dalej.
Nie ma gdzie przenocować.
W końcu decyduje się zaufać pierwszemu odruchowi.
Postanawia włamać się do jednego z okolicznych domów.
Kradzież to jedyne, co zna i w czym czuje się pewnie.
Przy odrobinie szczęścia nikt go nawet nie zauważy.
Wejdzie, zabierze pieniądze i dojedzie do Pragi.
Tym razem jednak plan zawodzi, a później zawiodą też organy ścigania i wymiar sprawiedliwości.
Początek lat 90. to czas wielkich zmian dla całej Europy, szczególnie środkowej i wschodniej.
Upadają stare systemy, granice stopniowo się otwierają, a ludzie dopiero uczą się, czym jest wolność, a w zasadzie czym może być wolność.
Czechy, a jeszcze wtedy Czechosłowacja, nie jest tu wyjątkiem.
W kraju wciąż czuć chaos, niepewność i mieszankę nadziei i lęku przed tym, co dopiero nadejdzie.
W tym całym zamieszaniu odnaleźć muszą się zwykli ludzie, w tym mieszkańcy Klucowa.
Klucow to maleńka wieś, położona około 40 kilometrów na wschód od Pragi.
Nie wyróżnia się tak naprawdę niczym szczególnym.
Od kilkuset mieszkańców, mały sklepik, kościół, kilka gospodarstw rozrzuconych między torami kolejowymi a polami, dwa przystanki autobusowe i niewielka stacja kolejowa z jednym peronem to jedyne szanse dla mieszkańców wsi, by dostać się do innych, większych miejscowości.
W Klucowie nie ma nawet nazw ulic, są tylko numery domów.
Jest poniedziałek, 30 kwietnia 1990 roku, godziny przedpołudniowe.
W kierunku domu o numerze 158 zmierza kobieta w średnim wieku.
Do mediów nie przedostało się jej imię, ale na potrzeby tego materiału nazwijmy ją Jana.
Idzie odwiedzić swoją szwagierkę Iwankę, która mieszka tutaj ze swoimi dwiema dorosłymi już córkami, Iwaną i Mirką.
Jana mieszka niedaleko razem z mężem i często odwiedza Iwankę.
Czasem wpada w czymś pomóc, czasem po prostu napić się herbaty i porozmawiać.
Tego dnia też były umówione, ale kiedy puka do drzwi, nikt nie odpowiada.
Po chwili naciska klamkę, a gdy drzwi ustępują, wchodzi do środka.
Odruchowo od progu woła szwagierkę po imieniu, jednak gdy odpowiada jej tylko głucha cisza, postanawia rozejrzeć się po domu.
Na początku sądzi, że może jest w ogrodzie za domem i zwyczajnie jej nie słyszy, ale w głębi duszy czuje, że w ciszy, która tu panuje, jest coś dziwnego i niepokojącego.
To niecodzienne, by Iwanka zapomniała o spotkaniu.
Jana wychodzi sprzed pokoju i kieruje się do kuchni, wciąż nawołując szwagierkę i bratanicę.
Tam nikogo nie zastaje, więc postanawia zajrzeć do salonu, bo właśnie na kanapie zazwyczaj śpi Iwanka.
Przechodzi jej przez myśl, że może jeszcze śpi i stąd ta cisza panująca w domu.
Zagląda do pokoju, ale ku jej zdziwieniu tam także jest pusto, a przynajmniej tak jej się wydaje na pierwszy rzut oka.
Coś każe jej jednak wejść do pomieszczenia i rozejrzeć się dokładniej.
Robi dwa kroki w głąb pokoju i nagle dostrzega ludzkie nogi.
Jana jest wystraszona, że jej szwagierka zemdlała i upadła na podłogę.
Podchodzi bliżej, by jej pomóc, ale szybko orientuje się, że na jakąkolwiek pomoc jest już za późno.
Jana krzyczy z przerażenia, ale instynktownie rozgląda się po domu.
Chce mieć pewność, że Iwanie i Mirce nic się nie stało.
Salon jest rozdzielony zasłoną, na część sypialnianą, czyli tam, gdzie Iwanka zazwyczaj spała, i na część dzienną, w której cała rodzina przesiadywała.
Na drugiej kanapie, za lekko odsłoniętą zasłoną, Jana dostrzega Mirkę, młodszą córkę Iwanki.
Dziewczyna też leży w kałuży krwi.
Jana nie potrafi zrozumieć, co mogło się wydarzyć.
Cała ta sytuacja wydaje się być zupełnie nierealna.
Przecież zaledwie wczoraj widziała się z Iwanką, tutaj, w jej domu.
W pośpiechu biegnie do Komitetu Narodowego, czyli odpowiednika dzisiejszego urzędu gminy, by poinformować o tym, co się stało i wezwać na miejsce służby.
Wkrótce pod domem zjawia się policja i grupa zaalarmowanych sąsiadów.
Wieści o masakrze w domu numer 158 rozchodzą się błyskawicznie, a na małą i zżytą społeczność pada blady strach.
Nikt nie może uwierzyć, że tuż pod ich nosem wydarzyło się coś takiego.
W dodatku ofiarami padły niewinne kobiety.
Żadna z nich nie miała wrogów, a w okolicy uchodziły za miłe, pomocne i bezproblemowe.
Sąsiedzi pamiętają jeszcze męża Iwanki.
Pana Kudlacka, który stracił życie w tragicznym wypadku kilkanaście lat wcześniej.
Doszło do niego w zakładzie, w którym pracował.
To dla rodziny była wielka tragedia, a Iwanka została sama z dwójką małych dzieci.
Przez te wszystkie lata ciężko pracowała jako księgowa dla czechosłowackich kolei, by zapewnić godne życie swoim córkom.
Dorosła już Iwana, by nieco odciążyć matkę.
Od kilku lat pracowała jako kelnerka w restauracji w miejscowości obok Klucowa.
Najbliższa rodzina, podobnie jak mieszkańcy wsi, nie mogą wskazać nikogo, kto mógłby chcieć w jakikolwiek sposób zaszkodzić tej rodzinie.
Na pierwszy rzut oka wszystko więc wskazuje na to, że był to przypadkowy atak.
W domu odnajdują jeszcze trzecią ofiarę, starszą córkę Iwanki.
Wszystkich trzech zabójstw dokonano najprawdopodobniej nożem, ale nie udało się go odnaleźć na miejscu.
Technicy ustalają też, że zamki w drzwiach nie zostały wyłamane, ale za domem wciąż stoi przystawiona drabina sięgająca małego okna w łazience.
Śledczy przypuszczają, że to tędy sprawca dostał się do środka.
Z uwagi na niewielkie wymiary okna, musiała to być osoba bardzo drobno zbudowana, szczupła, niska, ale wysportowana.
A to już pierwsze informacje o prawdopodobnym sprawcy.
Ciała zostają zabrane do zakładu medycyny sądowej.
Wyniki autopsji wskazują, że ofiary zginęły w nocy z 29 na 30 kwietnia, prawdopodobnie około drugiej lub trzeciej nad ranem.
Każda z nich otrzymała od kilku do kilkunastu ciosów, głównie w klatkę piersiową.
Rany wskazują na to, że sprawca posługiwał się nie jednym, a wieloma nożami i to bardzo charakterystycznymi, najprawdopodobniej rzeźnickimi.
Sprawca działał z ogromną siłą, do tego stopnia, że w dwóch ciałach znaleziono odłamane fragmenty ostrzy.
Co ciekawe, tylko na ciele Iwanki widnieją ślady sugerujące, że kobieta usiłowała bronić się przed napastnikiem.
Wskazują na to m.in.
Zdaniem lekarza Iwanka próbowała zasłonić siebie lub swoje córki.
Wszystko wskazuje też na to, że najmłodsza ofiara, zaledwie osiemnastoletnia Mirka, została wykorzystana i to najprawdopodobniej już po śmierci.
Szybko też ustalono, że owe noże to te same, które Iwanka tydzień wcześniej pożyczyła od znajomego rzeźnika.
Potrzebowała ich, by oporządzić mięso.
Po skończonej pracy umyła je dokładnie, zapakowała i położyła na komodzie w przedpokoju.
Planowała zwrócić je jeszcze w tym tygodniu.
Policjanci kontaktują się ze wspomnianym rzeźnikiem, by dowiedzieć się więcej.
Mężczyzna wspomina, że w niedzielę, 29 kwietnia, wybrał się do domu Iwanki, bo chciał zapytać, czy mógłby już zabrać noże z powrotem.
Nie zastał nikogo w domu, więc postanowił wrócić do siebie i zaczekać, aż znajoma sama mu je odniesie.
Od pierwszych godzin po odkryciu ciał policjanci przyjmują, że motywacja sprawcy była czysto seksualna.
Z domu nie zniknęły żadne kosztowności, więc motyw rabunkowy zostaje szybko odrzucony.
Dwie kobiety miały podwinięte koszule nocne, a ułożenie ich ciał i późniejsze wyniki sekcji zwłok nie pozostawiają wiele do myślenia.
Cennym tropem okazują się być stojące na stole kuchennym dwie filiżanki z resztką czarnej kawy.
Niby nic dziwnego, ale Jana zeznaje, że ani jej szwagierka, ani jej córki nie pijały kawy, a już tym bardziej czarnej.
Ponadto te konkretne filiżanki były częścią odświętnej zastawy, którą Iwanka wyjmowała z kredensu tylko na uroczystości rodzinne i świąteczne spotkania.
I chociaż na początku lat 90. możliwości kryminalistyczne są bardzo ograniczone, to technicy odsyłają pobrane próbki DNA do Instytutu Kryminalistycznego w Pradze z nadzieją, że postęp technologiczny pozwoli w przyszłości na ustalenie, do kogo należy.
W międzyczasie policjanci ustalają, że w realnej nocy w pobliskiej miejscowości, zaledwie kilka kilometrów od Klucowa, odbywa się potańcówka, na której bawi się ponad 400 osób.
Śledczy docierają do uczestników imprezy i szybko ustalają, że wśród nich znajduje się spora grupa mężczyzn, którzy niedawno opuścili więzienia po prezydenckiej amnestii.
Większość to drobni przestępcy i złodzieje, ale są też tacy, którzy mają znacznie bardziej pokaźne kartoteki.
Policja przesłuchuje uczestników zabawy, a od części z nich pobiera materiał genetyczny.
Wyniki jednak nie pozostawiają wątpliwości.
Żaden z bawiących się tamtej nocy mężczyzn nie ma związku z potrójnym zabójstwem w Klucowie.
Śledczy rozszerzają więc krąg poszukiwań.
Na ich liście znajduje się ponad 100 mężczyzn w wieku od 15 do 90 lat, którzy tego dnia przebywali w okolicy.
Wśród nich są sąsiedzi, znajomi, a nawet krewni ofiar.
Policjanci przeszukują każdy dom i przesłuchują każdego mieszkańca miasteczka, jednak mimo ogromnego wysiłku nie natrafiają na żaden ślad.
Śledczy przeglądają się też dobrze im znanym, niebezpiecznym przestępcom na wolności.
Analizują nawet profile seryjnych zabójców grasujących w tamtym czasie w Czechosłowacji, jeśli ich sposób działania wydaje się zbliżony do tego, co wydarzyło się w Klucowie.
Ale sprawa wygląda tak, jakby ktoś nagle, znikąd, znalazł się w domu ofiar, odebrał im życie, a potem rozpłynął się w powietrzu.
Sprawa zyskuje ogromny rozgłos.
Media prześcigają się w publikowaniu sensacyjnych doniesień o bestii Sklucowa, bo tak zaczynają go nazywać.
Policja zakłada dwie opcje, że sprawca mógł obserwować dom albo przypadkiem znaleźć się w okolicy w środku nocy, tuż przed masakrą.
Wiadomo, że starsza córka Iwanki, Iwana,
Tej nocy wraca do domu około pierwszej.
Jej chłopak odprowadza ją pod drzwi i zaznaje później, że widział, jak w salonie pali się światło, a na ekranie miga telewizor.
Oznacza to, że prawdopodobnie o pierwszej w nocy wszystkie trzy kobiety jeszcze żyją, a w okolicy nie dzieje się nic podejrzanego.
To wciąż jednak bardzo niewiele informacji.
W końcu, po miesiącach bezowocnych działań, akta trafiają do archiwum z dopiskiem.
Nierozwiązane.
Iwanka i jej córki zostały pochowane obok ich męża i ojca.
Zostały tłumnie pożegnane przez bliskich i sąsiadów, którzy wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało.
Dom, w którym niegdyś mieszkały, stoi teraz pusty.
Rodzina i przyjaciele z biegiem czasu zaakceptowali to, co się wydarzyło.
nigdy nie pozwolili, by czas zamazał o nich pamięć.
Nigdy też nie przestali wierzyć, że nadejdzie dzień, w którym sprawiedliwość zatriumfuje.
I wreszcie pojawia się promyczek nadziei, że pobrana przed ponad dziesięcioma laty próbka pozwoli naprowadzić śledczych na trop mordercy Sklucowa.
W 2001 roku...
zaczyna działać nowoczesna baza danych DNA.
To Krajowy Rejestr Profili Genetycznych Przestępców, który z czasem obejmuje kilkaset tysięcy skazanych osób.
W archiwach Instytutu wciąż znajduje się próbka biologiczna, zabezpieczona w 1990 roku.
Przez lata leży nietknięta, czekała na moment, w którym technika pozwoli ją wreszcie w pełni zbadać.
Aż w końcu nadchodzi ten dzień.
Dwa lata później, w 2003 roku, policja zatrzymuje 35-letniego mężczyznę, Jarosława Gancarcika.
Zostaje on ujęty za napaści i cztery gwózdy na kobietach w Brnie.
Ale to nie jego pierwszy konflikt z prawem.
Był już wcześniej wielokrotnie karany, w sumie 11 razy stawał przed obliczem sądu, głównie za przestępstwa z użyciem przemocy i przeciwkomieniu.
Podczas rutynowych czynności śledczy pobierają od niego próbkę DNA, która trafia do Krajowej Bazy Danych.
System automatycznie porównuje nowe profile z materiałem archiwalnym i w ciągu kilku chwil pojawia się wynik.
Materiał pasuje do tego ze sprawy Sklucowa.
Akta sprawy ponownie trafiają na biurko śledczych, sprawa zostaje otwarta, a Jarosław trafia na salę przesłuchań.
Jarosław Kancarcik przychodzi na świat prawdopodobnie w sierpniu 1968 roku w czeskim Cieszynie, choć nie jest to pewne.
W źródłach można też znaleźć informację, że urodził się rok wcześniej w Brnie.
O jego dzieciństwie wiadomo niewiele, w zasadzie nic, ale na podstawie tego, jak wcześniej zaczyna eksperymentować z alkoholem i narkotykami,
można zaryzykować stwierdzenie, że nie było ono ani stabilne, ani szczęśliwe.
Jako nastolatek Jarosław dostaje się do szkoły zawodowej w Ostrawie.
Jednak rygor i obowiązki tylko go frustrowały i ostatecznie to właśnie w technikum zaczyna upijać się regularnie.
Zdarza się, że nawet na zajęciach zjawia się pod wpływem.
Ponadto jest agresywny, humorzasty i nie da się do niego dotrzeć ani prośbą, ani groźbą.
Kolejne ostrzeżenia zamieniają się w zawieszenia, a na koniec...
Jarosław po prostu zostaje wyrzucony ze szkoły.
Z jednej strony jest zrezygnowany i pogodzony z faktem, że najprawdopodobniej nigdy nie znajdzie normalnej pracy.
Z drugiej nie zamierza nawet próbować wrócić do nauki i udowodnić samemu sobie, że stać go na więcej.
Postanawia więc znaleźć dla siebie sposób na życie.
Jedzenie i ewentualne miejsce na nocleg są na dalszym planie.
W jego mniemaniu...
Wyspać może się wszędzie, bez różnicy czy na klatce w bloku, czy na ławce w parku.
Jedzenie też jakoś można znaleźć, ale alkoholu nikt nie wyrzuca.
Wkrótce to kradzieże stają się dla niego sposobem na ich zdobycie.
Pierwszy raz staje przed sądem mając zaledwie 17 lat i od tego momentu...
zaczyna się spirala libacji, kradzieży i kolejnych aresztowań.
Pobyt za kratkami nie owocuje resocjalizacją, a im dłużej Jarosław jest zmuszony wytrzymać bez picia, tym większą ma motywację do zdobycia alkoholu po opuszczeniu murów więzienia.
Kiedy jest trzeźwy, potrafi zachowywać się normalnie, nawet jest miły i można z nim porozmawiać, ale rzadko jest trzeźwy.
Potrafi wypić 20 piw na raz.
Nie gardzi też winem, wódką, likierem, a jak bieda przyciśnie, to spirytus i denaturat też mu pasują.
Jarosławowi w jakiś sposób udaje się wziąć ślub.
I to dwa razy.
Jedna z byłych partnerek wspomina, że po alkoholu był niezwykle brutalny i napastliwy.
Wielokrotnie ją wykorzystywał, a gdy była w ciąży, potrafił kopać ją po brzuchu, gdy miał kaca lub gorszy dzień.
Z dostępnych informacji wynika, że faktycznie...
Jarosław ma jedno dziecko, ale nie wiadomo na ten temat nic więcej.
W 1989 roku ponownie trafia do więzienia.
Sąd rejonowy w Karwinie skazuje go za kradzież na 12 miesięcy bezwarunkowego zawieszenia, ale zostaje zwolniony 4 stycznia 1990 roku w wyniku ogólnokrajowej amnestii.
Po wyjściu na wolność wraca do swoich schematów.
Pije, kradnie i podróżuje po kraju pociągami, oczywiście na gapę.
W nocy z 29 na 30 kwietnia 1990 roku właśnie w takim stanie trafia do Klucowo.
W kolejnych latach jego kartoteka się rozrasta, a on...
Daje ponosić się emocjom i zwykłe kradzieże już go nie satysfakcjonują.
Zaczyna obierać sobie za cel kolejne kobiety, a jego historia to powtarzający się cykl.
Uzależnienie, przestępstwo, kara i powrót do tego samego życia.
Aż do momentu, w którym zostaje powiązany z zabójstwem sprzed lat.
Gdy trafia na salę przesłuchań, jest podejrzany o cztery gwinty i trzy mordstwa.
Po zatrzymaniu w listopadzie 2003 roku Jarosław Gancarcik zostaje przewieziony do Pragi na przesłuchanie w sprawie potrójnego zabójstwa w Klucowie.
Jest tym wyraźnie zaskoczony i reaguje gniewem i niedowierzaniem.
Krzyczy, przeklina, a jego wzburzenie jest tak silne, że funkcjonariusze muszą przerwać rozmowę.
Jarosław od początku zaprzecza, jakoby kiedykolwiek w ogóle był w Klucowie.
Mówi, że nie zna tej wsi, że nigdy tam nie był, że ktoś musiał popełnić błąd.
Twardo odrzuca wyniki badań DNA, twierdząc, że to pomyłka.
Jednak z każdym kolejnym przesłuchaniem jego wersja zaczyna się zmieniać i wszystko, co mówi, staje się dość chaotyczne.
Najpierw mówi, że niczego nie pamięta, że ma luki w pamięci z tamtego okresu.
Potem przyznaje, że faktycznie mógł znaleźć się w Klucowie, ale nie pamięta, jak tam trafił i po co tam był.
Sądzi, że być może po prostu włamał się do jakiegoś domu, żeby coś ukraść.
W innej wersji opowiada, że Mirkę, najmłodszą z ofiar, poznał wcześniej w Pradze i że odbył z nią dobrowolny stosunek.
Później znów zmienia zdanie twierdząc, że faktycznie włamał się do domu, ale kobiety już nie żyły, a on jedynie próbował zatamować krwawienie jednej z nich, właśnie Mirki, którą wskazał na zdjęciu.
Bał się jednak, że ktoś posądzi go o zbrodnię, więc uciekł i jakimś sposobem dotarł z powrotem do Pragi.
I to chyba jedyny moment, w którym jego słowa brzmiał autentycznie, jakby przypomniał sobie jej twarz i że był w tym domu, choć wciąż upiera się, że nikogo nie zabił.
Podczas jednego z przesłuchań mówi i, tutaj cytat, nie rozumiem, jak mógłbym zabić trzy osoby, nie sądzę, żebym był do tego zdolny.
Jako dziecko nie byłem w stanie nawet złowić i zabić ryby.
Jego zeznania są niespójne, pełne sprzeczności i urywają się w połowie.
Wszystko mu się miesza.
Raz jest agresywny, podnosi głos, rzuca przekleństwami, innym razem milknie i twierdzi, że niczego nie pamięta.
Ale w sytuacji, kiedy znalezione na miejscu zbrodni ślady biologiczne pasują do jego DNA, przesłuchania dla śledczych są jedynie formalnością.
Akt oskarżenia jest gotowy w zasadzie od razu po aresztowaniu, a Jarosław ma oczekiwać na początek procesu za kratkami.
Podczas pobytu w areszcie,
Biegli psychiatrzy co prawda stwierdzają u niego zaburzenia osobowości, ale jednogłośnie potwierdzają, że podczas zabójstw był całkowicie świadomy swoich czynów.
Śledczy, analizując zebrane dowody i wyniki sekcji zwłok, zrekonstruowali dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze tego, co wydarzyło się nad ranem 30 kwietnia 1990 roku w Klucowie.
Według pierwszej wersji Jarosław Gancarcik, wyrzucony wcześniej z pociągu za jazdę bez biletu, bąkał się po okolicy, aż natknął się na niewielki dom stojący nieopodal stacji kolejowej.
Zamierzał się do niego włamać i coś ukraść.
Możliwe jednak, że Iwanka, właścicielka, zaprosiła go do środka dobrowolnie, być może z dobrego serca oferując coś ciepłego do picia, czy nawet kąt do spania tej nocy.
Jednak gdy do domu wróciła Iwana, Jarosław zorientował się, że nie są już sami i coś się w nim zmieniło.
Postanowił zabić świadków i dać upust swoim sadystycznym fantazjom.
W przedpokoju widział cztery noże rzeźnicze.
Najpierw rzucił się na Iwankę, która próbowała się bronić.
Potem zaatakował jej dwie córki.
Mirkę wykorzystał, prawdopodobnie już po jej śmierci.
Drugi scenariusz, zdaniem wielu znacznie bardziej prawdopodobny, zakłada zupełnie inny przebieg wydarzeń.
Tego wieczoru 21-letni Jarosław miał błąkać się po okolicznych wsiach.
Ktoś miał go nawet widzieć na zabawie w sąsiedniej miejscowości.
Gdy impreza dobiegła końca, pijany i zdezorientowany...
Ruszył w kierunku stacji, jednak nie miał pieniędzy na bilet.
Wtedy zdecydował się włamać do pierwszego napotkanego domu.
Zauważył tam drabinę przystawioną pod okno łazienki, jednak jako, że Jarosław ma prawie 190 centymetrów wzrostu i waży 90 kilogramów, nie dałby rady się przez nie przecisnąć.
Obszedł więc dom i sprawdził drzwi.
Po cichu wszedł do środka, zabrał z przedpokoju noże i zaczął rozglądać się po pomieszczeniach.
Było po drugiej w nocy i wszystkie trzy kobiety już spały.
Gdy zauważył Iwankę, rzucił się na nią i zaczął zadawać ciosy.
Próbowała się bronić, ale nie miała szans.
Jej córka, śpiąca tuż obok za zasłoną, obudziła się i również została zaatakowana, ale dla niej już pierwszy cios w klatkę piersiową okazał się śmiertelny.
Potem Jarosław sprawdził resztę domu i w jednym z pokoi znalazł śpiącą Mirkę, zabił ją, a następnie wykorzystał.
Śledczy sądzą, że dwa kubki z niedopitą kawą znalezione później w kuchni mogą świadczyć o tym, że po dokonaniu zbrodni Jarosław próbował dojść do siebie i jakoś uspokoić się.
Być może sam przygotował sobie kawę, wypił ją i dopiero potem opuścił dom.
Wszyscy w okolicznych domach spali wtedy spokojnie, nieświadomi, że zaledwie kilka domów obok rozegrał się prawdziwy horror.
W styczniu 2005 roku przed Sądem Okręgowym w Pradze rusza proces.
Wcześniej, bo w 2004 roku Jarosław Kancarcik stanął przed Sądem Rejonowym w Brnie, gdzie usłyszał wyrok 10 lat pozbawienia wolności za serię gwałtów z 2003 roku.
Media relacjonują każdy szczegół tego procesu, a bestia ponownie trafia na pierwsze strony gazet.
Na sali sądowej panuje duże napięcie.
Wreszcie po 15 latach od zbrodni ma zapaść wyrok.
Sędzia staje przed niełatwym zadaniem.
Musi zdecydować, który kodeks karny zastosować.
Nowy, obowiązujący w chwili procesu, czy ten starszy, z czasu popełnienia przestępstwa, pamiętający jeszcze czasy Czechosłowacji.
Nowe przepisy pozwalają na karę dożywotniego więzienia, ale zgodnie z zasadą, że sąd stosuje prawo korzystniejsze dla oskarżonego, trzeba sięgnąć po stare przepisy.
Sąd uznaje Jarosława Gancarcika winnym trzech zabójstw i wymierza mu najwyższą możliwą karę.
czyli 25 lat więzienia.
W chwili ogłoszenia wyroku Gancarcik ma już na koncie inny, ten wcześniejszy wyrok 10 lat, z których do odsiedzenia pozostało mu jeszcze 8 lat i 9 miesięcy.
Zgodnie z prawem sąd musi więc połączyć obie kary.
To oznacza, że z 25 zasądzonych lat odejmuje się ten nieodbyty fragment wcześniejszej kary.
W efekcie Gancarcik otrzymuje jedynie 16 lat i 3 miesiące pozbawienia wolności.
ale nie przyjmuje wyroku z pokorą.
Składa apelację, twierdząc, że nie zabił.
Sąd apelacyjny odrzuca jednak jego argumenty i ostatecznie w czerwcu 2005 roku wyrok staje się prawomocny.
Sędzia podczas wygłaszania wyroku stwierdza, że w tym przypadku szanse na resocjalizację są nikłe i oskarżony zasługuje na najwyższy możliwy wymiar kary.
Jeśli nic się nie zmieni, Jarosław Gancarcik wyjdzie na wolność w 2030 roku, w 40. rocznicę potrójnego zabójstwa.
Kiedy wyszło na jaw, że zbrodnia w Klucowie została popełniona zaledwie kilka miesięcy po amnestii ogłoszonej przez prezydenta Wacława Hawla, w Czechach zawrzało.
Zarzucano mu, że kierował się nadmiernym współczuciem wobec więźniów, bo sam w przeszłości siedział w celi za działalność opozycyjną.
Według wielu decyzja Hawla o masowym zwolnieniu osadzonych, w tym również osób karanych wcześniej za napaści, gwoty i morderstwa,
Była jednym z najbardziej tragicznych błędów jego prezydentury.
Mówiono, że gdyby nie ta decyzja, trzy kobiety z Klucowa mogłyby dziś wciąż żyć.
Ogromne emocje wzbudził także sam wyrok, który wielu uznało za wręcz śmiesznie niski.
W momencie, gdy w czeskich sądach za podobne zbrodnie zapadały już wyroki dożywotnie.
Jarosław Kancarcik dostał zaledwie 16 lat.
Decyzja sądu, tłumaczona koniecznością zastosowania starego kodeksu karnego z 1990 roku, została odebrana przez opinię publiczną jako policzek wymierzony ofiarom i ich rodzinom.
Sędzia prowadzący sprawę został otwarcie krytykowany za nadmierne zrozumienie dla mordercy i brak empatii wobec zamordowanych.
Do dziś ta sprawa pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających i trochę tajemniczych historii kryminalnych naszych południowych sąsiadów.
Wciąż nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się tamtej nocy w domu numer 158.
I wszystko wskazuje na to, że nigdy się tego nie dowiemy.
W chwili planowanego zwolnienia w 2030 roku Jarosław Gancarcik będzie już po sześćdziesiątce.
Kochani, na dziś to już wszystko.
Jak zwykle bardzo Wam dziękuję za wysłuchanie historii do końca.
Zachęcam do pozostawienia po sobie jakiegoś śladu.
Tymczasem uważajcie na siebie i do usłyszenia niedługo.
Ostatnie odcinki
-
112. Chore fantazje
03.02.2026 18:17
-
111. Kino, popcorn i śmierć - sprawa Curtisa Re...
27.01.2026 21:49
-
110. Granica desperacji
20.01.2026 19:53
-
109. Zbrodnia Hello Kitty
13.01.2026 18:48
-
108. Zaginięcie Kamili Szarmach
06.01.2026 19:29
-
107. Christine Paolilla i masakra w Clear Lake
30.12.2025 17:00
-
106. Krwawe święta
23.12.2025 15:38
-
105. Bestia z Klucova
16.12.2025 19:38
-
104. Niechciany chłopiec - historia Daniela Pełki
09.12.2025 20:50
-
103. Ostatnia impreza - sprawa Wiktorii Koziels...
02.12.2025 20:49