Mentionsy

Wszechnica FWW - Nauka
21.08.2025 08:42

835. Kapsuła czasu - prof. Marek Lewandowski

Wykład Marka Lewandowskiego w ramach Instytut Geofizyki PAN [22 czerwca 2022]Kapsuła czasu, która 17 września 2017 roku została zakopana w ziemi niedaleko Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie, powstała w ramach projektu IGF PAN. Jej pomysłodawcą jest prof. Marek Lewandowski, kierownik Zakładu Badań Polarnych i Morskich IGF PAN.W ramach wykładu prof. Marka Lewandowskiego, kierownika Zakładu Badań Polarnych i Morskich IGF PAN, poznamy niezwykłą historię kapsuły czasu, która została zakopana 17 września 2017 roku w pobliżu Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie. Kapsuła ta, stworzona w ramach projektu Instytutu Geofizyki PAN, skrywa przesłanie dla przyszłych pokoleń – naukowy, kulturowy i symboliczny obraz naszej epoki. Podczas spotkania usłyszymy o jej zawartości, celach projektu i miejscu, jakie zajmuje on w szerszym kontekście badań polarnych.17 września 2017 roku specjalnie przygotowaną kapsułę czasu włożono na głębokość 4 metrów do otworu wywierconego w pobliżu Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie i dokładnie zasypano. W ten sposób uczciliśmy 60-lecie istnienia stacji. Kapsuła czasu być może przekaże kiedyś wiadomość o nas odległej w czasie cywilizacji. Możemy jedynie spekulować czy cywilizacja przyszłości zrozumie nasze systemy komunikacji: pisania, mówienia, obrazowania, mowy ciała, praktyk religijnych, wyrażających nasze transcendentalne myślenie. Mniej spostrzeganą formą komunikacji jest język przedmiotów, choć używamy go na co dzień. Obiekty, które znalazły się w kapsule opowiadają historię naszej cywilizacji. Pokazują nasz rozwój techniczny, świadczą o poziomie naszej wiedzy i zrozumienia Ziemi i Wszechświata. Używamy języka przedmiotów do pisania „wiadomości w butelce”, która została wrzucona do otchłani geologicznego czasu. Co o nas mówi? Czy zostanie odczytana?Strona projektu w języku angielskim: https://timecapsule.igf.edu.pl/Zbiór publikacji dotyczących projektu: https://www.igf.edu.pl/kapsula-czasu.phpprof. Marek Lewandowski - kierownik Zakładu Badań Polarnych i Morskich w Instytucie Geofizyki PAN, specjalista w dziedzinie paleomagnetyzmu – działu geofizyki analizującego historię ziemskiego pola magnetycznego. Profesor Lewandowski pełni także istotną rolę w kształtowaniu Polskiej Polityki Polarnej PAN. Jest inicjatorem i kierownikiem IV Wyprawy Geofizycznej do Polskiej Stacji Antarktycznej im. A. B. Dobrowolskiego, która w sezonie letnim 2021/2022 zrewitalizowała stację, przywracając ją do działalności naukowej. Pod jego opieką stacja została wyposażona w autonomiczne aparatury do badań sejsmicznych, jonosferycznych, magnetycznych i meteorologicznych oraz dostosowana do zaawansowanych pomiarów polarnych. Profesora Lewandowskiego cechuje również wizjonerskie podejście do przyszłości badań polarnych – postuluje rozwój autonomicznych stacji badawczych na Antarktydzie, zasilanych energią słoneczną i przesyłających dane drogą satelitarną. Wskazuje na unikalny potencjał Oazy Bungera jako miejsca badawczego i testowego dla aparatury polarnej oraz kosmicznejMateriał powstał w ramach projektu EDU-ARCTIC.PL, który jest finansowany ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu DIALOG.Jeśli chcesz wspierać Wszechnicę w dalszym tworzeniu treści, organizowaniu kolejnych #rozmówWszechnicy, możesz:1. Zostać Patronem Wszechnicy FWW w serwisie https://patronite.pl/wszechnicafww2. Możesz wspierać nas, robiąc zakupy za pomocą serwisu Fanimani.pl - https://tiny.pl/wkwpk3. Możesz przekazać nam darowiznę na cele statutowe tradycyjnym przelewemDarowizny dla Fundacji Wspomagania Wsi można przekazywać na konto nr:33 1600 1462 1808 7033 4000 0001Fundacja Wspomagania WsiZnajdź nas: https://www.youtube.com/c/WszechnicaFWW/https://www.facebook.com/WszechnicaFWW1/https://anchor.fm/wszechnicaorgpl---historiahttps://anchor.fm/wszechnica-fww-naukahttps://wszechnica.org.pl/#kapsułaczasu #nauka #czas #igfpan #spitsbergen

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 494 wyników dla "Instytutem Biochemii i Biofizyki"

Dzień dobry Państwu.

Jestem trochę unieśmielony, bo ten temat kapsuły czasu tak wraca i wraca jak wydarzenia epok geologicznych.

Co chwila coś się wydarza i co roku mamy wykłady i spotkania z kapsułą czasu.

zmienia się również z czasem, ale chciałbym Państwu opowiedzieć o pewnej idei.

Ona jest trochę oderwana od rzeczywistości, więc nie liczę na to, że Państwo będziecie z zapałem śledzić to wszystko, co będę dzisiaj pokazywał.

Jedyne, co mogę Państwu obiecać, to że będzie długo.

szybko się nie skończy.

Więc liczę na Państwa cierpliwość, ale też na pewien rodzaj konstruktywnej krytyki.

Otóż wtedy, kiedy będę pokazywał pewien tok myślenia, który zawarłem w tej kapsule, taka trapa jest tutaj pokazana na tym stojaku, to chciałbym, żebyście Państwo

myśleli dlaczego tak, a nie inaczej, jak ja bym skonstruował, skonstruowała własny list do przyszłości.

Więc od początku.

Początek jest taki, że pięć lat temu stacja polarna w Holsundzie obchodziła 60-lecie i tak się złożyło, że parę miesięcy wcześniej objąłem kierownictwo zakładu i trzymałem się

zobowiązany do tego, żeby ten jubileusz jakoś uświetnić.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to żeby ponowić kamień węgielny złożony onegdaj pod stacją Siedleckiego, czyli stacją w Hrodzindzie.

Ale później pomyślałem tak, no kamienie węgielne są składane wszędzie, przez wszystkich, przy każdej okazji.

Czyli nie ma w tym jakoś specjalnie nic nadzwyczajnego.

A jestem z zawodu geologiem, sobie pomyślałem, no dobrze, jak gdybyśmy zrobili taki list do przyszłości, ale w skali geologicznej, w skali czasu.

Nie tak, żeby tam za 50 lat otwórzcie tę kapsułę, jak to się zdarza, czy za 200 lat, albo jak ją znajdziecie, to ją otworzycie.

Żeby ta kapsuła miała taki wymiar zgodny trochę z moją filozofią przyrody, czyli myśleniem z geologicznej skali czasu.

I w pierwszej chwili pomyślałem w ten sposób, no dobrze, to zrobimy jakiś list koncepcyjny i wyślemy ją rakietą w przestrzeń kosmiczną, a później ta rakieta na przykład za milion lat wróci na Ziemię.

Pomysł na pierwszy rzut oka ok, tyle tylko, że on kosztował kilkaset milionów dolarów, a nie miałem tyle.

Miałem 800 zł, 1000 zł, to jest wszystko, co mogłem zrobić, więc musiałem mierzyć siły na zamiary i wymyśliłem co innego.

Skoro nie mogę wyrzucić tego w przestrzeń kosmiczną, to może zakopię w Ziemi i to się jakoś samo ujawni na powierzchni Ziemi.

I poszedłem tym torem.

Myśląc tak, cały Spitsbergen unosi się stopniowo do góry.

Zjawiska erozji powodują usuwanie nadkładu, usuwanie skał.

Jeżeli ja coś zakopię na przykład na czterech metrach, to biorąc pod uwagę tempo izostatycznego wynurzania i tempo erozji, to gdzieś za pół miliona, milion lat to co zakopię tam, to się odsłoni na ziemię.

I to mi się spodobało.

ale jak się porozumieć z tymi cywilizacjami czy z tymi ludźmi, którzy za kilkaset tysięcy lat, za pół miliona lat znajdą ten przedmiot na powierzchni Ziemi.

Oni to tworzą i co?

No i tak jak zwoje z Kuwaram w Jordanii zaczną to czytać, ale może w ogóle nie będą mieli pojęcia o tym, czym jest pismo, jaka to będzie cywilizacja, kim oni będą, co będą potrafili.

Wtedy przyszedł mi do głowy

taka narracja przedmiotowa, to znaczy, żeby to był język przedmiotów.

Żeby tak wymyślić te przedmioty i tak je włożyć w taką szaradę, żeby ich odczytywanie było podobne do pracy naszych archeologów dzisiaj.

Jak odkupujemy jakąś piramii zaglądamy do jej wnętrza, wyjmujemy stamtąd mumie, staramy się zrozumieć nie tylko znaki pisane,

ale również to, co te mumie mają za sobą.

I na tej podstawie wnosimy o kulturze, która istniała wtedy, kiedy ci ludzie żyli.

I znowu poszedłem tym torem.

Więc pomyślałem sobie tak.

Ta kapsuła powinna informować tych, którzy ją znajdą, o naszej cywilizacji, o tym, jak my rozumiemy przyrodę, co o niej wiedzieliśmy, co o niej wiedzieliśmy wtedy, kiedy żyliśmy, kim byliśmy biologicznie, jaki poziom technologii reprezentowaliśmy itd., itd., itd.

I z tego wyszła koncepcja właśnie takiej kapsuły czasu pogrążonej w skałach,

która miała pięć listów.

Każdy list był na inny temat, a same pojemniki były ułożone według pewnego schematu.

A w obrębie tych pojemników każdy z nich zawierał przedmioty, również włożone tam według pewnego schematu.

Bo myślałem tak, oni wyjmą te listy,

I jeżeli nie pomyślą, że to jest zwykły śmietnik, bo po naszej cywilizacji zostanie tak mniej więcej metr warstwy geologicznej i to będzie totalny śmietnik.

Z tego nic nie będzie można odczytać, tylko z pojętych artefaktów, które się tam przechowało.

Tutaj będą mieli ułożoną, syntetyczną informację o naszej cywilizacji.

Tylko zakładam, że oni nie wysypią tego wszystkiego na stół.

Tylko, że będą badali, tak jak archeolodzy badają, krok po kroku, miotełką będą notowali szczegółowo, co tam jest w środku, w jakiej kolejności i tak dalej.

No i dobrze, mając koncepcję w ręku.

Zacząłem gromadzić artefakty, jakie zgromadziłem, ułożyłem w pojemniki, pojemniki włożyłem do tulei nierdzewnej i to była owa kapsuła czasu.

I teraz opowiem, co było w tych pojemnikach i jak to wszystko wyglądało, również w kontekście naszych innych listów do przyszłości, które wysłaliśmy przecież w różnej formie.

No to pierwsza, najbardziej znana kapsuła czasu to są zwoje z Guaram w Jordanii, odnalezione w latach 50., które zawierały informacje o życiu ówczesnych, czy też wczesnej historii, czy niedawnej historii tamtejszych cywilizacji.

Znaleziono je w jaskiniach, których tam jest sporo, 11, niedawno odkryto 12.

I przypadkiem natknięto się, już nie będę powtarzał tej historii, skądinąd być może Państwu znanej, na te zwoje.

Przypadkiem zostały odkryte, później odczytane i te zwoje stanowią podstawę.

naszego zrozumienia Biblii.

To była pierwsza kapsuła czasu, jaka przetrwała do dzisiejszego dnia.

Dwa tysiące lat te zwoje przeleżały w dzbanach szklanych czy glinianych i można je było odczytać w tej czy innej formie dziś.

Najbardziej współczesna kapsuła czasu została wysłana w przestrzeń kosmiczną w 1972 roku w Sądzie Pionier 10 i później w Sądzie 11.

To były pierwsze obiekty z informacją o nas wysłane w przestrzeń kosmiczną.

Kosztowało to miliony dolarów.

Oczywiście mówię tutaj o koszcie całego Pioniera, całego satelity, który zresztą był stosunkowo niewielki, ale zawierał również taką płytkę, na której zawarto informacje o nas, że ten kto to znajdzie musiał się domyśleć, że to my.

Później musiał zrozumieć ten zapis, który jest zapisem rozpadu jąder promieniotwórczych.

Później musiał zrozumieć, że to stąd zostało wysłane tu i oni to znaleźli.

W tym schemacie jest zawarta nasza wiedza.

Natomiast znalazca nie ma specjalnie szans na to, żeby odczytać to wszystko, co tych ludzi dotyczy, przyjmując również dużą dozą pewności, że on nie zrozumie, że ta para, mężczyzna i kobieta, wysłały ten list.

Poza tym szansa znalezienia tej płytki w przestrzeni kosmicznej przez rozumną cywilizację, w nauce nie powinno się tak mówić, ale właściwie jest zero.

Wydano miliony, ale to nam było potrzebne, ludziom.

My musieliśmy wysłać wiadomość do innych cywilizacji, że my oto tutaj istniejemy i ta wiara nas utrzymuje, przynajmniej jakąś część naszych światopoglądów utrzymuje w przekonaniu, że my będziemy się komunikować z innymi.

Tak wyglądała ta płytka na sondzie Pionier, wysłana w przestrzeń kosmiczną.

Pokryta była złotem, żeby nie uległa korozji.

Zresztą w to nie wierzę, bo promieniowanie kosmiczne i korpuskularne również jest takie, że to niewątpliwie z tego napisu już nic nie ma, ale kto wie.

Pewności oczywiście nie ma.

Dlatego przyglądając się możliwym rozwiązaniom komunikacji z przyszłymi cywilizacjami, pomyślałem przede wszystkim, że na pewno na Ziemi będzie jakaś cywilizacja, skoro życie na Ziemi trwa od kilku miliardów lat, to za pół miliona lat też ktoś będzie tu.

Czyli mam szansę na to, że moja kapsuła zostanie przez kogoś znaleziona i to ten ktoś będzie rozumny.

Taką przynajmniej mam nadzieję.

Język przedmiotów ma szansę przetrwać w czasie geologicznym, to wystarczy się rozejrzeć po tym muzeum.

Jak wiele rzeczy z kamieniałości zostały, są dzisiaj w naszych rękach, w naszym posiadaniu.

My je rozumiemy.

Rozumiemy całą ewolucję tych zwierzaków, drzewa ewolucyjne.

Rozumiemy, jak nam się wydaje wszystko, a przecież rzeczy przetrwały pół miliarda lat w postaci trylobitów w skałach kambryjskich.

No i jeszcze jedno założenie, mianowicie, że znalazcy dysponują przynajmniej takim samym aparatem poznawczym, infrastrukturą naukową, co my dzisiaj.

Czyli przynajmniej tyle.

Bo jeżeli ta cywilizacja będzie cywilizacją odtworzeniową, czyli po nas już nie zostanie nic, a tamci zaczną się rodzić jakby od nowa.

i z maczugami, i z pochodniami będą żyli gdzieś po jaskiniach, no to żadnych szans na to, żeby ktoś to zrozumiał, nie ma.

I teraz przykład mojego rozumowania.

Otóż jednym z eksponatów w tej kapsule jest takie zdjęcie wypalone na porcelanie.

To jest zdjęcie kolorowe.

Porcelana to jest tutaj, o tutaj macie Państwo skalę.

Na wszystkich zdjęciach zresztą będą skale w centymetrach, żeby orientować się do wielkości obiektu.

I co to zdjęcie przedstawia?

Ono jest zdjęciem kolorowym, ale wypalonym, przeniesionym w kolorach na płytkę porcelanową i tam wypaloną, tak jak robi się to na grobkach często, albo też na przykład na wysokiej klasy porcelanie.

Kiedy szkliwo jest w stanie zasymilować te barwniki i je utrwalić w takiej samej postaci.

Otóż to jest Ziemia.

A może ktoś z Państwa wie, co to jest ten szary obiekt?

Księżyc.

Księżyc wydziany z kosmosu.

Jednym słowem, my musieliśmy zrobić to zdjęcie.

Skoro tak, to potrafiliśmy latać w kosmos.

Taka jest mniej więcej logika w tej czy w innej formie wszystkich tych rzeczy, które są w kapsule.

Z obiektu wynika...

Coś, co świadczy o nas.

Mój przyjaciel świadczy o mnie.

Jak się źle zachowuję, to ja się wstydzę, a jak się pięknie zachowuję, to rosnę w oczach wszystkich, bo mam takiego przyjaciela.

Jednym słowem, te przedmioty, które tam są, to świadczą o nas.

Trzeba włożyć pewien wysiłek, a wierzę, że taki wysiłek zostanie włożony, tak jak my wkładamy wysiłek w zrozumienie dawnej naszej historii z różnych zapisów i artefaktów znajdowanych w różnych miejscach i gromadzonych w muzeach.

Nasza kapsuła zawiera pięć pojemników.

Pierwszy pojemnik, najniżej leżący, to jest historia Ziemi.

Później jest pojemnik obrazujący nasze środowisko naturalne, fundamenty biologii, poziom technologiczny i reprezentatywne rzeczy naszego codziennego użytku.

To jest już taka frywolna dosyć zabawa, no bo z tego mogą nie zrozumieć nic, ale my za to mamy zabawę.

Jak Państwo zobaczycie, co tam w środku jest,

no to my przynajmniej mamy jakąś satysfakcję.

Tak wygląda kapsuła na moim biurku w Instytucie Geofizyki.

Wykonana jest ze stali nierdzewnej o grubości około 4 mm.

Ma takie

Tutaj przykrycie, wieczko.

Wieczko jest z uszkiem.

Za to uszko można było zaczepić lii później wpuścić do odwiertu, linę wyciągnąć i ona już tam została razem z zawartością.

Tutaj są owe pojemniki.

To jest to wieczko z tym uszkiem.

No i tak to wygląda i teraz będziemy tam umieszczać różne przedmioty.

Umieściliśmy ją na głębokości około 4 metrów w skałach prekambryjskich, czyli bardzo starych skałach.

Wskutek erozji można szacować, że ona się odsłoni za pół miliona lat.

Tutaj szacunki różnych osób są różne w zależności od ich doświadczenia naukowego i prawdopodobnie to będzie tak, że skały wynurzone wskutek izostazji zostaną zerodowane i to któregoś dnia znajdzie się na plaży, a w tym czasie już będzie tam bardzo ciepło, to będzie

Taki sam archipelag ciepły jak na Adriatyku, więc na pewno ktoś będzie szedł po plaży, oto się potknie, przekaże to do odpowiedniego miejsca i tam prestiżowe czasopismo Lost Nature opublikuje wyniki badań i będzie to sensacja światowa.

Tak to wygląda, ale ja mówiłem, że to jest odrealnione, to proszę nie patrzeć na mnie jak na jakieś cudo.

Pościłem fantazji i zapraszam Państwa do tej jazdy.

To jest tubus, ale taki demonstracyjny, wykonany z rury kanalizacyjnej.

I tu widzimy pojemniki już włożone, ale jeszcze bez przedmiotów.

Magnesy są zwrócone tymi samymi biegunami do siebie, a zatem się odpychają.

A zatem te pojemniki w kapsule, one wiszą w powietrzu, w przestrzeni, one się nie zbijają, nie uderzają.

Dzięki temu wytrzymają trzęsienie ziemi czy nasz transport na archipelag, na Svalbard i nic im się nie stanie.

Rzeczy w środku nie ulegną.

Pojemnik pierwszy to jest historia Ziemi i otwiera tę historię, najwcześniejszą materię, jaką miałem do dyspozycji.

Otóż ja miałem do dyspozycji obiekt, który pochodził z wczesnego etapu formowania Ziemi, 4,5 miliarda lat wstecz, kiedy Ziemia była

bombardowana była agregatem różnej materii, była bombardowana dodatkowo przez inne obiekty kosmiczne.

Ta akrecja prowadziła do wzrostu Ziemi, do wzrostu temperatury, a zatem Ziemia była w stanie płynnym.

I tutaj mam częste pytanie do studentów zdających na studia doktoranckie, dlaczego Ziemia jest kulista?

Podkreślam słowo kulista, nie kolista.

Bardzo często używa się kolistej Ziemi jako substytutu Ziemi kulistej.

To jest zupełnie co innego.

Ziemia kolista może być płaska.

To jedno drugiego nie wyklucza.

Ale już Ziemia kulista, płaska być nie może.

No dlatego, że była całkowicie stopiona, a siły grawitacji...

wtedy dążą do minimum energii takiej powierzchni ekwipotencjalnej i dlatego takie ciała są kuliste.

Nasz Księżyc też jest kulisty i z tego możemy wnosić, że Księżyc powstał wtedy, kiedy był stopiony.

To jest bardzo ważne, bo to również świadczy o tym, że lepiej rozumiemy system słoneczny niż rozumieliśmy kiedyś.

No i skąd mogły pochodzić te obiekty?

Tutaj są ich zdjęcia.

Tych obiektów jest jeszcze w naszym Układzie Słonecznym bardzo dużo.

One tworzą takie pasy, planetoid.

Niektóre z nich, orbity niektórych z nich, ale tych głównie z zewnątrz tych orbit,

orbit planetarnych przecinają się z orbitą Ziemi, no i wówczas taki obiekt na nią spadnie.

I tak wyglądał obiekt, który miałem w dyspozycji, a właściwie to nie jest ten obiekt.

Ja teraz wyjaśnię całą sytuację i tu pani dyrektor może być, gdzie jest pani dyrektor?

Nie ma.

Pani dyrektor może być nieświadoma tego, że otóż ten obiekt pochodzi z Muzeum Ziemi.

I otwiera kapsułę.

Leży na samym dole całej sekwencji skał, dlatego że przyjąłem, że te skały będą w sekwencji straty graficznej, od najstarszej do najmłodszej.

I ci, którzy to znajdą, będą musieli rozumieć.

że te przedmioty są ułożone w sekwencji stratygraficznej.

I zaraz wyjaśnię, jak oni mogą to, w jaki sposób mogą to zrozumieć.

Otóż taki jest skład meteorytu pułtuskiego.

Ja miałem swój meteoryt, ale wymieniłem z wami, bo chciałem, żeby mój ładniejszy był tu, a wasz, no, nie tak elegancki był tam.

Także na tym polegała nasza wymiana.

Taki jest skład geochemiczny tego meteorytu,

I to jak Państwo widzicie, około dwóch centymetrów, ten obiekt znajduje się na dole listu, który, czy pojemnika obrazującego historię Ziemi.

Zaraz nad nim spoczywają minerały, które mają około 4-3 miliarda lat, są najstarszymi minerałami znalezionymi na Ziemi i to są one, powstawały wtedy, kiedy Ziemia

Powoli stygła skorupa Ziemi się formowała i te minerały należą do grupy cyrkonów, czyli tlenków cyrkonu.

Są pokazane tutaj w standardowej próbce do badań mikrosondowych.

Należą do zbioru Moniki Kusiak i pochodzą z kompleksu na Antarktydzie, również z Australii.

Lackland Orogen to jest taki orogen kanadyjski.

Dlaczego umieszczamy te cyrkony?

Otóż one nie tylko mają walor taki informacyjny, że my potrafimy wyodrębnić cyrkony ze skał i dowiedzieć się, jaki jest wiek Ziemi, ale również, i to właśnie to jest w powiększeniu, te cyrkony są ułożone tu, a to jest skała macierzysta, z której one pochodzą.

Te drobne kropeczki, może słabo widoczne tutaj, to są właśnie te minerały.

Te minerały, które są włożone do kapsuły, wszystkie mają ślady po analizach mikrosondowych, a zatem znalazcy, jak włożą pod mikroskop te minerały, to zobaczą, że one mają ślady naszych badań, że myśmy potrafili je badać i stąd możemy wyciągać wnioski o wieku skał metodą radioizotopową.

W historii Ziemi był jeden ważny epizod.

To był epizod, kiedy około 2,2 miliardy lat temu w atmosferze ziemskiej pojawił się tlen.

Do tej pory był tylko metan i CO2.

Ten metan dominował.

Tlen natomiast był uwięziony w tej sztywnej ziemi, ale wskutek powolnego odgazowywania tlenu było coraz więcej, najpierw w oceanach, a potem on migrował do atmosfery.

I co taki tlen robił?

On przede wszystkim utleniał wszystko, bo tlen to w gruncie rzeczy dla organizmów żywych to jest trucizna.

My jesteśmy ewenementem, jak mi się wydaje, bo my bez tlenu nie potrafimy żyć, 20% tlenu to dla innych organizmów to jest po prostu zabójcze.

Ten tlen migrując najpierw do oceanu utleniał magnetyt, czyli taką fazę żelaza Fe3O4 do hematytu.

Hematyt jest czerwony i trochę jaśniejszy.

A później tlen migrował do atmosfery, gdzie utleniał metan do dwutlenku węgla.

Metan jest bardzo silnym gazem cieplarnianym, ale dwutlenek węgla też, tylko znacznie słabszym od metanu.

I co wtedy się stało?

Raz, że mamy zapisy w profilach geologicznych powstawania tych wstęgowych ród żelaza, zaraz je pokażę, mamy równi

Pierwszy ewenement w skali ziemskiej, który trwał 300 milionów lat.

Ziemia wskutek utlenienia metanu bardzo szybko schłodziła swoją atmosferę.

Dostarczało niewiele energii do Ziemi.

Wystarczyło przejść z metanu na dwutlenek węgla, żeby ziemia całkowicie zamarzła.

Była śnieżną kulą przez prawie pół miliarda lat.

I to jest wykres, który pokazuje właśnie owo wydarzenie.

To jest mniej więcej ten moment w historii Ziemi, a tutaj widzimy warstwowe rudy żelaza.

Tutaj już w takim większym powiększeniu, tutaj widzimy pasy magnetytu, przepraszam, nie, pasy magnetytu, to jest ten szary i pasy hematytu, ten czerwony.

I to widać wyraźnie, że tlen uwalniał się do zbiornika wodnego w takich paroksyzmach.

Ten dopływ był taki sekularny.

I w związku z tym powstają właśnie te wstęgi w odpowiedzi na dostawę tlenu do zbiornika wodnego.

I w związku z tym wsadziłem taki okaz takiej skały, który znalazłem na pustyni w Namibii, wrócę jeszcze do tej pustyni i do tego, co tam się działo, taki okaz włożyłem również do pojemnika, dając sygnał, że my wiemy o tym, że ta skała jest dla nas ważna, bo ona świadczy o jakimś wydarzeniu, które doskonale rozumiemy z historii Ziemi.

Później przyszło życie biologiczne,

W Kambrze pojawiły się organizmy szkieletowe i taki organizm szkieletowy znaleziony tutaj, właściwie kupiony przeze mnie na giełdzie za parę zeteł, z trylobitem z Barandienu w Czechach, pozwolił mi, znaczy ja to kupiłem od kolegi, który też to kupił za jaki

Marny pieniądz.

Nie był duży wydatek, ale bardzo atrakcyjny.

Tutaj koronką diamentową, którą zwykle używam do pobierania prób badania paleomagnetyczne, wykroiłem tego trylobita i on miał średnicę taką, że pasował idealnie do wcześniej zrobionego otworu w skale, która jest nośnikiem całej tej informacji.

Później przyszedł, mniej więcej w Permie, okres masowego wymierania, więc umieściłem również skałę permską, która nie zawiera żadnych śladów życia organicznego.

Czyli wiemy o tym, że była jedna wielka pustynia, życie prawie wymarło, ale potem się odrodziło i w morzu pojawiły się wspaniałe zwierzaki.

które między innymi, tak jak ten zwierzak, o przepraszam, on tutaj jest oznaczony tak, w tym miejscu.

Zapomniałem, leciało mi z głowy.

W każdym razie coś, co dzisiaj nazywamy amonitem.

Tutaj też on ma szczęśliwie dla mnie, bo miałem go w zbiorach w średnicy mniej więcej cala.

Idealnie pasował do tego wykrojonego trylobita.

Mógłbym go położyć na trylobicie i na skale permskiej.

Dalej przykryłem to już współczesnymi osadami, to jest właśnie osad pustyni Namibii.

Tutaj brałem udział w takim spływie rzeką pomarańczową, było kilkanaście osób, zwiedzaliśmy między innymi porzucone kopalnie diamentów.

Rzeka Pomarańczowa przepływa przez wiele krain Afryki Południowej, przecinając je i zmierzając do Atlantyku.

Ale co robi ta rzeka?

Czyli ona zabiera nie tylko takie otoczaki stęgowych ród żelaza, ale również przecina kimberlity.

Jak przecina kimberlity, to z tych kimberlitów

pobiera frakcję większą, grubszą i mniej grubą, drobniejszą, mianowicie diamenty.

I na polach tych, na tych tarasach rzeki pomarańczowej, wzdłuż niej w Namibii rozwinięte są kopalnie diamentów.

I bierze się diamenty tak długo, jak one mają średnicę ponad 3 mm.

Jeżeli mają mniejszą średnicę, to się kopalnie porzuca.

No wylądowaliśmy w takiej porzuconej kopalni, no i wszyscy zabraliśmy się za zbieranie otoczaków, wszyscy zbierali te najładniejsze otoczaki.

Ja pomyślałem tak, że okej, no skoro oni porzucili, bo tam już nie było powyżej 3 mm, to na pewno w tym piasku są te poniżej 3 mm.

Skoro tak, to ja biorę piach, bo żona kazała przywieźć brylanty z Namibii.

No to ja myślę, że dobrze, przywiozę jej kilo, powiem, tutaj na pewno masz mnóstwo tych brylantów, wystarczy, że znajdziesz.

No i tak zrobiłem.

Przywiozłem te próbki do Polski i one tutaj tkwią właśnie w takim pudełeczku.

z przykrywką i tu jest właśnie kimberlit i ten piasek, który zawiera drobne okruchy diamentów.

Tu jest również sękowar do żelaza, ów kimberlit tu się akurat znalazł, no i ten piasek.

Ale zanim przekazałem piasek żonie, to poszedłem, akurat był w Cape Town, był kongres geologiczny, na dole było stanowisko z

z aparaturą naukową, mikroskopami niezwyklej rozdzielczości.

Chodząc po tych stoiskach, zauważyłem, że jest takie stanowisko lejki i tam pan demonstruje siłę tego mikroskopu, który ma.

W czasie demonstracji on na taki pojemnik wysypał jakiś żwirek i mówił, zobaczcie, tutaj można zobaczyć, co w środku tego żwirku jest.

No to jak ja zobaczyłem i pomyślałem, że ja mam ten piasek, to podszedłem do niego po prezentacji i powiedziałem, słuchaj, ja ci przyniosę tutaj taki piasek.

Jeżeli ty tam znajdziesz jakieś diamenty, to jest piasek twój z tymi diamentami.

No oczywiście ja miałem kilo, a tutaj przyniosłem sprytnie parę deko.

Następnego dnia wysypaliśmy to do szalki.

On wrzucił obraz na ekran i to była sensacja, bo ludzie zaczęli stawać.

Wszyscy zauważyli, co zresztą widać bardzo dobrze, te diamenty gołym okiem.

A zatem do kapsuły czasu wchodzi obiekt, który nie tylko jest współczesną skałą czwartorzędową, ale zawiera również te elementy,

które są dla nas niezwykle cenne, wartościowe.

To nie tylko kwestia brylantów, ale równii diamentów do narzędzi tnących, powszechnie stosowanych na całym świecie.

No i kwestia ostatnia.

Najbardziej współczesna skała, jaka mogła zostać włożona do pojemnika, to była skała z pewnością wulkaniczna, z wulkanu, który właśnie wybuchł.

Było to o tyle cenne, że taka skała dawała możliwość nadania swojego stempla na liście.

Jeżeli znalazcy dysponują takim samym aparatem poznawczym jak my, to oni bardzo łatwo stwierdzą, jaki jest wiek tej skały.

I po wieku skały będą mogli zinterpretować datę nadania tej kapsuły.

My też datujemy te cyrkony 3 miliardy 920 milionów lat.

Także z dużą dokładnością, żeby mogli zobaczyć, przekonać się, kiedy kapsuła została nadana.

No i tak to wyglądało już tuż przed włożeniem do kapsuły.

Te wszystkie artefakty były tutaj ułożone od meteorytu Półtuskiego aż do tej skały.

To wszystko tkwiło w tej skale magmowej.

Tu wywierciłem taki otwór, włożyłem to w celofanie.

Włożyłem jeszcze skalę stratygraficzną i całość zamknąłem i włożyłem do domu.

I to jest ten pojemnik na samym dole tutaj.

Duża część materiału została mi w rękach, więc wtedy, kiedy Agata przyszła z pomysłem, żeby kapsułę odtworzyć dla potomności, ale taką zwizualizować, no to właściwie w dużym stopniu te same okazy, które czy też ich...

pokrojone na drugie części, mogły się znaleźć w tej kapsułce.

Teraz już będę trochę skracał, dlatego że część geologiczna jest adekwatna do miejsca, w którym jesteśmy, a teraz już jest mniej trochę adekwatna, ale równie ciekawy, jak mi się wydaje, życie, jego formy.

Otóż dzięki współpracy z Instytutem Biochemii i Biofizyki i moją znajomością z panią profesorową Gujską-Śledziewską, z którą znamy się od lat,

Udało mi się zdobyć dzięki jej pomocy takie próbki z DNA mężczyzny, kobiety, szczura, łososia i ziemniaka.

Dlaczego taki wybór?

No dlatego, że taki był pod ręką.

Ja to wszystko musiałem robić, nie szukałem żadnych specjalnych rozwiązań, tylko brałem to, co mi Ewa dostarczyła.

No szczur, łosoś, ziemniak, no to też są jakieś ssaki, jakaś ryba i jakaś roślina.

I te DNA jest tak preparowane, żeby przetrwało dłuższy czas przynajmniej.

Zobaczymy, to znaczy my nie zobaczymy, ale mam nadzieję, że to będzie.

Do tej próbki włożyłem również zęby mleczne Grzegorza Ostrowskiego, to jest syn naszej koleżanki Ani Ostrowskiej.

Kilka zębów akurat się tak złożyło, że młody Ostrowski sypał zębami na lewo i na prawo i to Ania przyniosła i włożyliśmy do kapsuły.

Z tego oczywiście można zrobić DNA i rozpoznać bardzo dokładnie pana Ostrowskiego, więc w tym sensie ostał się nieśmiertelny.

Oprócz tych DNA były jeszcze ziarna roślin uprawnych, żeby oni wiedzieli co uprawialiśmy i również ziarna kawy zielonej.

Dlaczego zielonej, a nie palonej?

No dlatego, że w zielonej

Jest DNA, a w palonej nie.

Dlatego szukałem kawy zielonej po wszystkich marketach i w końcu znalazłem jakąś sympatyczną panią, która prowadziła sklep z kawą, herbatą gdzieś tam na poddaszu.

Bóg wie gdzie.

Zapytałem, czy ma kawę zieloną.

Kawy zielonej się nie sprzedaje, bo ona mielona, zatyka bardzo łatwo, przylepia się, ona jest oleista bardzo.

Dlatego się kawę pali, żeby się pozbyć tego oleju.

Ją się kruszy później na drobne kawałki i parzy.

A kawa zielona się do tego po prostu nie nadaje, ale ona mi sprowadziła.

Ja jej opowiedziałam historię, wyglądałam na wariata, wcale się nie dziwię.

I ona powiedziała, to ja, bo ja poszedłem też do innego sklepu, opowiedziałem tę samą historię i kazano mi wyjść.

No więc poszedłem do drugiej pani i ona nie kazała mi wyjść.

No i dzięki temu sprowadziłem takie ziarna zielonej kawy i one również są w pojemniku biologicznym.

Oprócz tego są również niesporczaki.

Nie wiem, czy Państwo wiecie, co to są niesporczaki, ale pewnie wiecie, no to są zwierzęta.

o niebywałej odporności na wszystko, na każdy stres, na wysoką temperaturę, na ciśnienie, na promieniowanie kosmiczne i Bóg wie jeszcze co, być może przywędrowały, niektórzy tak twierdzą, tutaj z kosmosu.

No więc niesporczaki są tam również.

To odłóż Łukasza Michalczyka z Krakowa dostałem, który niesporczakami zajmuje się.

Zawodowo tak wyglądają niesporczaki.

Oczywiście mówię o tych, bo ten to jest adekwatny fotomontaż.

Tak, są niezwykłe.

Potrafią stracić wodę, a później w kropli wody odżyć.

I bez wody żyją przynajmniej, tak to stwierdzono, setki lat.

To znaczy, pozostają w stanie anabiozy, ale wystarczy trochę wody i proszę bardzo, gość jest żywy i gotowy do działania.

Tam była jeszcze, to powiem teraz, bo to będzie później widoczne na filmie przez chwilkę, była pszczoła.

Pomyślałem, że będę usprawiedliwiony, jeżeli poproszę jedną pszczołę, żeby wzięła udział w eksperymencie, dlatego że pszczoły, jak samo Państwo wiecie, są absolutnie niezbędne człowiekowi do tego, żeby żył z tych nasion.

To one odpowiadają za zapylanie roślin, za rozwój wszystkich tych roślin, które są nam użyteczne.

No i od znajomego pszczelarza

Dostałem taką paczuszkę, tam było kilkadziesiąt pszczół w tej paczuszce i one mogły wyjść na zewnątrz, tylko wtedy, jak otworzyłem takie wieczko.

Jak otworzyłem wieczko, to wtedy pszczoła mogła wyjść.

Powiedziałem w ten sposób sobie, że ta pszczoła, która wyjdzie pierwsza, wykaże tym samym największą ochotę do tego, żeby znaleźć się w kapsule czasu.

No i wyszła.

i poszła do kapsuły czasu, przy czym ja ją zamknąłem w bursztynie sztucznym.

Kupiłem taką specjalną żywicę, która tak samo polimeryzuje jak bursztyn, a zatem mamy pszczołę z roku siedemnastego dwa tysiące... Słucham?

Nie?

się wygadałem.

Nie chciałem, żebym wyszedł na mordercę.

Dlatego o tym nie mówiłem, ale teraz mnie poniosło.

To chciałem Państwu na ten pojemnik zwrócić uwagę, bo nie wszyscy sobie zdajemy sprawę z tego, że pan, który robi nam zdjęcia, mój mikrofon, na którym to wszystko, co mówię, jest nagrywane, cała komunikacja, wszystkie elementy elektroniczne, to wszystko wyrasta z krzemu, jest budowane na krzemie.

Mamy cywilizację krzemową.

A źródłem tego krzemu jest zwykły piasek.

Czyli piasek jest tutaj głównym bohaterem.

Żeby dostać jakikolwiek krzem, my musimy sięgnąć po piasek.

Czy to chcemy mieć kryształy krzemu, czy chcemy mieć płytkę krzemową, która... Krzem w naturze nie występuje jako taki, jako związek metaliczny.

Występuje wyłącznie pod postacią kwarcu, czyli dwutlenku krzemu.

Więc jeżeli na przykład w takiej kapsule znalazłaby się płytka krzemowa, to oznacza tylko tyle, że nasza cywilizacja jest zdolna do tego, żeby taką płytkę wyprodukować.

Ona nie może pochodzić z przyrody.

Więc oprócz piasku, na ten piasek położyłem jeszcze naturalny kryształ kwarcu z ostrzegomia.

jako źródło wszelkiego dobra.

No to już jest kwarc przerobiony na szkło, wytopione szkło, szkło ołowiowe, ono jest bardzo wysokiej dwułomności, tak to się chyba nazywa, potrafi rozszczepić światło.

No każdy młody człowiek ma to doświadczenie za sobą.

Ale co to w gruncie rzeczy, dlaczego kwarc?

Czy ja chcę pokazać technikę cięcia szkła na taki równomierny ostrobok?

No nie.

Ja chcę przekazać informację, że my znaliśmy naturę światła.

Bo jeżeli taki pryzmat postawimy na oknie, na parapecie, to on nam rozszczepia światło.

I my to widzimy.

Każdy, kto znajdzie ten kryształ, postawi go, to się zorientuje, że to kryształ nie jest demonstracją techniki cięcia szkła, tylko naszej wiedzy o tym, że znaliśmy naturę światła.

że ono jest w gruncie rzeczy sumą wielu różnych barw, które uśredniają się do koloru bieli.

Również dioda fotowoltaiczna, ona też jest zbudowana z kwarcu.

I w takim pojemniku, tutaj jest folia aluminiowa, włożyłem różne elementy, które dostałem z Instytutu Wyższych Technologii.

Nie pamiętam, jak się ten Instytut nazywa.

W każdym razie dostałem taki akcelerometr.

Fotodiody, detektor cząstek zjonizowanych, płytkę krzymową.

Właśnie ta płytka krzymowa.

Ale akcelerometr, każdy z Państwa ma z tym do czynienia codziennie.

Wystarczy wyjąć telefon komórkowy, niczego nie naciskać i nagle telefon komórkowy zaczyna na Państwa patrzeć.

Pokazywać ikony.

Ja nic nie nacisnąłem.

Skąd on wie, że ja na niego patrzę?

Czyli taka jednostka elektroniczna, jak jest tutaj.

Nie wiem, który to jest, ale to jest pierwszy.

To gdzieś tutaj jest.

No w każdym razie to jest właśnie ten element technologiczny charakterystyczny dla naszych czasów.

No i jeszcze znalazły się w tym pojemniku taka płytka, ona jest izolowana dwoma płytkami permaloyowymi i taśmą permaloyową.

To jest stop, który koncentruje w sobie linię pola magnetycznego, więc kiedy zamknąłem te dwie

karty pamięci w takich płytkach, to wiem, że one są w zerowym polu magnetycznym.

Nic się im nie stanie.

To są dwie płytki z identyczną zawartością.

Mają te same zdjęcia i filmy pokazujące naszą obecną cywilizację.

Ściągnąłem z internetu ile się dało.

Również film obrazujący techni

tworzenia najbardziej takich wysublimowanych konstrukcji elektronicznej z jakiejś takiej fabryki w Stanach Zjednoczonych.

Zupełnie niezwykły film.

Dlaczego dwie płytki?

No dlatego, że znalazca weźmie jedną płytkę, spróbuje ocenić co w niej w środku.

Na pewno ją zepsuje, ale się nauczy tak, że tą drugą płytkę już odczyta.

Po to są dwie.

Pojemnik czwarty, środowisko, tutaj mamy skorupki Maursza z Hornsundu, z fiordu Hornsund.

Mausz jest tutaj nam potrzebny do tego, żeby przeprowadzić analiizotopową tlenu 16-18, dlatego że ten stosunek izotopowy mówi nam o temperaturze wody, w której te

te muszelki powstawały.

Zwróćcie Państwo uwagę, że one są cienkie, ale jak pojedziecie gdzieś na Adriatyk, może Śródziemne, to tam te muszelki są bardzo grube.

Te muszle, które stoją na radioodbiornikach, przekładało się ucho, to pamiętam z dzieciństwa i one sumiały.

Czyli jest różnica pomiędzy muszlami w Morzu Arktycznym, Morzu Północnym, a tym ze stref zwrotnikowych.

Oczywiście na tym, że w zimnej wodzie rozpuszczalność CO2 jest znacznie większa i znacznie mniej jest CO2 do tego, żeby skojarzył się z węglanem i tworzył węglan wapnia.

Natomiast w ciepłych morzach ta rozpuszczalność jest

znacznie niższa i więcej węglanu wapnia może przejść do struktur organogenicznych.

Zdjęcie już takie pokazywałem na początku, ale tym razem to jest zdjęcie stacji polarnej Hornsund w zimą, wypalonej na płytce porcelanowej i zdjęcie stacji Hornsund latem.

To również jest tej kapsule środowiskowej.

No i przedmioty życia codziennego, one zamykają tę kapsułę, są na wierzchu i co oni z tego wyciągną, to już jest ich...

Sprawa i kwestia ich wyobraźni, na pewno będą dyskusje naukowe, mnóstwo publikacji na temat powstania, do czego służyły te przedmioty na przykład.

Tutaj mamy zegarek, czy kompas słoneczny, to 60 złotych przez internet.

Zegarek, złoty zegarek mojej mamy, nie chodzi niestety, ale...

Jest oczywiście karta bankomatowa, kredytowa.

Jest, jak to się nazywa, ten taki czarny węgiel do rozpalania grilla.

Brykiet, o, jest brykiet, są zapałki, żeby można było rozpalić, jest model samochodu, jest temperówka, jest dzieło pod tytułem Mrówki, żeby oni wiedzieli coś o naszym seksualizmie, też bardzo ciekawie się to czyta, zresztą to jest początek XX wieku.

Takim trzynastozgłoskowcem pisanym.

Jest ołówek, jest scyzoryk równii to wszystko w tej kapsule się znalazło.

No i tutaj w sumie koszt przedsięwzięcia 800 zł i kilka miesięcy pracy.

I zdążyliśmy bardzo pięknie na uroczystość.

Kapsułą można było wsadzać już w ziemię.

Bardzo jest ciekawa historia.

publikacji, którą tutaj Państwo macie na ekranie.

Otóż jak skończyliśmy całą tą imprezę, już poszło do ziemi, to pomyślałem, że można by było to opisać w jakimś artykule.

No i z Moniką Kusiak głównie napisaliśmy taki artykuł i wysłałem to do Nature.

I to była środa.

W czwartek dostałem odpowiedź, że jeżeli skrócę ten artykuł do pięciuset słów i liczba autorów ograniczy do trzech, to oni mi to wydrukują.

Jestem chyba jedynym uczonym w Polsce, czy pracownikiem naukowym, żeby nie używać gronolatnych słów, który odmówił Nature.

Powiedziałem, że nikogo nie skreślę i tekstu nie zmienię.

I tego samego dnia Monika wysłała to do Precambrian Research, to jest takie czasopismo, czy Gondwana Research, to jest takie czasopismo też z najwyższej półki, w tej liście ministerialnej też ma 200 punktów, też ma wysoki impact factor, pomyślałem co o tym.

Monika wysłała to do tej redakcji i wyobraźcie sobie Państwo drugi rekord.

W ciągu siedmiu godzin to było zaakceptowane do druku tak jak było.

W ogóle bez żadnych zmian, bez niczego.

Czyli w piątek mieliśmy, to była środa, czwartek Nature odmawia, piątek to idzie do Gondwana Research, w sobotę rano mamy informację, że jest przyjęte do druku.

i umieszczona informacja na stronie Gondwana Research.

Co się dzieje w poniedziałek?

Bo to ciekawe.

W poniedziałek rano dzwoni telefon.

Dzwonią ze Stanów Zjednoczonych, z Nature.

I mówią tak, no słuchaj, myśmy tutaj rozmawiali, to nie chciałeś skrócić tego, ale może byś udzielił wywiadu.

No i udzieliłem wywiadu i znalazłem się, znaleźliśmy się w Nature we wtorek.

Tylko, że z omówieniem tej publikacji.

Jak opublikowało to Nature, to zaraz potem zgłosiło się Science.

Jak się zgłosiło Science, no to była ta sama impreza, parę słów i poszło do Science.

Efekt był taki, że stopniowo...

informacja o kapsule czasu zaczęła rosnąć w czasie i przestrzeni.

I coraz to nowe agencje zaczęły opisywać ten jeden artykuł w Nature.

Nie w Gondola Nature, tylko ten jeden w Nature.

To jest siła oddziaływania jednego czasopisma na całe środowisko naukowe i w ogóle na media na świecie.

Bo to było i w Ameryce Południowej, i było w Chinach, i było w Japonii, było wszędzie.

To jest zupełnie niezwykłe, że taki kamyk może spowodować taką lawinę.

No to są te najwcześniejsze, bo to Bartek Luxto złożył te informacje, mój kolega z zakładu złożył te informacje niedługo po tym, jak została ona opublikowana.

No więc widzicie, Qatar Times też pisali o tym.

Czyli kapsuła czasu stała się sławna.

Stąd moja śmiałość, żebym Państwu o tym opowiedział, bo gdyby nie stała się sławna, to na pewno bym nie miał na tyle śmiałości, żeby o tym wszystkim Państwu opowiedzieć.

I teraz Agato, bardzo Cię proszę, teraz będzie podsumowanie tego wszystkiego, o co mówiłem.

Zobaczycie Państwo, nie, nie, nie, Agata, musisz cofnąć i tutaj jest pasek, tak, taki, o, naciśnij proszę ten,

I to jest synteza, czyli taki abstrakt, czyli takie wnioski, podsumowanie, raczej podsumowanie tego wszystkiego, o czym mówiłem.

Zobaczycie Państwo, jak to wyglądało w rzeczywistości.

To jest kapsuła na tle tych skał, w których została umieszczona.

To są magnesy neodymowe i pojemniki.

Ja kleję magnes neodymowy teraz do pojemnika.

czyli taka część funkcjonalna mojego wystąpienia, jak to było rzeczywistość.

Wszystko się rozgrywało w moim pokoju w Instytucie Geofizyki.

Trwało dwa dni.

Tak właśnie działały magnesy neodymowe, powodowały odpychanie tych pojemników.

Każdy pojemnik szklany był klejony specjalną żywicą po to, żeby tam tlen i woda nie wchodziły, żeby to było szczelnie zamknięte, oczywiście w kwarcu, prawda, no bo szkło to nic innego jak kwarc.

Tutaj przekładam chyba te części elektroniczne.

Nie wiem, co robią te tabletki.

Chyba mi w gardle zaschło.

Tu będzie gdzieś przez chwileczkę się pojawi ta pszczoła.

Nie, chyba jeszcze nie.

Gdzieś tam mignęła pszczółka.

No i to jest skała z Islandii, już uformowana na średnicę pojemnika, wywiercony jest otwór, włożyłem tam celofan, taki tubus celofanu zrobiłem, no i teraz jedną rzecz na drugą kładłem w kolejności stratygraficznej.

Tak powstawał pojemnik pt.

Historia Ziemi.

Włożyłem całość do pojemnika, później przyciąłem jeszcze ten celofan, tak żeby nie przeszkadzał.

Dołożyłem jeszcze skalę stratygraficzną, na wszelki wypadek.

Tu już wkładam przedmioty, które są przedmiotami.

O, to jest pszczoła, to jest pszczoła właśnie.

Kleiłem to takim klejem krzemowym, po to, żeby był odporny na wszelaką korozję.

Jak się to zakręciło, to stawiało dosyć duży opór.

Dodam jeszcze, że samą tę kapsułę i te pojemniki wyprodukował znanym sobie tylko sposobem Krzysiek Otto.

On wczoraj tutaj był obecny, opowiadał i Krzysiek był odpowiedzialny właśnie za tę kapsułę, za tę tuleję stalową ze stali nierdzewnej.

O, samochodzik ląduje na wierzchu.

I teraz wkładamy

Pojemnik jeden za drugim do kapsuły.

Teraz zobaczycie Państwo efekt działania magnesów neodymowych.

Oto właśnie to.

Pojemnik wraca z powrotem, nie będą się dotykać.

No i kapsuła już teraz wędruje, popłynęła horyzontem naszym statkiem badawczo-transportowym do Holsundu.

Tu została zapakowana na ponton, później ten ponton przyjął jeszcze nas i tak dopłynęliśmy szczęśliwie do brzegów Spitsbergenu w okolicach naszej stacji siedleckiego w Holsundzie.

Specjalnie na potrzeby produkcji tego filmu, a również na potrzeby promocji filmowej projektu Dobrowolski, nauczyłem się składać te filmiki, kroić je, przycinać, uzupełniać zdjęciami, komentarzami, wykorzystując taki program Kantazja.

Mnóstwo filmików powstało przy różnych okazjach.

No i teraz jeszcze pokazujemy kapsułę przed jej zapakowaniem do naszego transportera.

Teraz kapsuła jest już na transporterze i jedzie do stacji polarnej Siedleckiego.

Tam została starannie zabezpieczona, żeby nikt jej nie zabrał.

a następnie wyjęta w ostatniej chwili, przywiązana do łóżka, przywiązany jest sznurek i Krzysiek Otto, właśnie ten w żółtym garniturze, ma tę przyjemność wpuszczać swoją kapsułę do otworu wywierconego w skalę.

Teraz wyciągnie lii przekonamy się na jakiej głębokości mniej więcej ta kapsuła spoczęła.

Machamy kapsulę na do widzenia.

Czy żegnaj raczej, nie?

I na takiej głębokości w skale była kapsuła, wszyscy byli zadowoleni.

Ale jest jeszcze epilog, który zaraz nastąpi.

Bo Bożenie to jedno, ale

Zrobić to tak, żeby nikt nie wiedział, gdzie ona jest.

Żeby nikomu nie przyszło do głowy, żeby ją wyciągać.

No to o tym mówi ten apilop właśnie.

Teraz panowie wyciągają orurowanie tego otworu.

Wtedy, kiedy się wierciło w głąb, to jednocześnie otwór się rurowało, żeby się nie zawalił.

Wyciągnęli rurę, kapsuła już jest sama na dnie otworu.

Teraz wsypujemy tam zwierciny, robimy zaprawę cementową.

Zobaczycie jak działa betoniarka na Spitsbergenie, to tak właśnie wygląda, jeden kręci, drugi miesza.

Wlewamy beton, sypiemy dalsze zwierciny, wszystko później starannie zacieramy, wszelkie ślady, tak żeby nie było widać miejsca.

W żaden sposób nikt nie namierzał tutaj tego miejsca GPS-em, broń Boże.

Odjeżdża samochód i kapsuła zostaje na setki tysięcy lat uwięziona w ziemi.

No i tak się kończy moja opowieść o kapsule czasu.

Dziękuję pani dyrektor, że cierpliwie znosiła moje fanaberie związane z budową tej kapsuły.

No i to by było wszystko.

Czy mamy jeszcze jakieś... Aha, tu była muzyka.

No niestety ta muzyka nie poszła.

Były dźwięki różne, ale nie słyszeliśmy ich.

To tylko powiem, że szwagier naszej koleżanki, Janis Dunek ułożył specjalną muzykę do tego filmu.

Zresztą bardzo, bardzo sympatyczną i taką leżącą w duchu.

W całej historii cała rzecz jest opisana łącznie ze zdjęciami, ze szczegółami na stronie internetowej kapsu.igf.edu.pl Zachęcam Państwa, jeżeli tam wejdziecie to zobaczycie, że jest już około 2000 odwiedzających i odwiedzający są ze wszystkich stron świata, bo tam ich flagi się pojawiają.

To ja miałem tyle dla Państwa.

Dziękuję.

0:00
0:00