Mentionsy

Szkic Kryminalny
14.06.2025 10:48

Świętokrzyskie: Karta zawsze może się odwrócić (2004-2006) | Dorota Mrugała

W latach 90. Krzysztof i Dorota otwierają kantor. Niestety zwiększające się zarobki nie są w stanie naprawić co raz gorszych relacji rodzinnych.

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1homJOy3jLMIUqVBPS2b4acfiEhp7Pl8zyR7wn8577Pg/edit?usp=sharing

JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny

KONTAKT: [email protected]

MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 331 wyników dla "Al Capone"

Historia tych ludzi zakończyła się dla niektórych tragicznie, dla niektórych nie aż tak, ale z pewnością w pewnym momencie każdy z uczestników zdarzeń przeżywał swój własny koniec świata.

Jak to w miejscowościach uzdrowiskowych są tam więc sanatoria, tężnie, ale też liczne dyskoteki, żeby kuracjusze mieli się gdzie zabawić.

Cała ta historia zaczyna się, gdy Krzysiek jest nastolatkiem, więc nadal mieszka z rodzicami, a także z trzema braćmi w domu mieszczącym się przy ulicy Janusza Korczaka w Busku.

Jest to dobra lokalizacja, dosyć blisko centrum, przy samej ulicy znajdują się wyłącznie domki jednorodzinne, jest też szkoła, więc ogólnie mówiąc to taka spokojna okolica.

Krzysztof przyszedł na świat w 1959 roku, na pewno jeden z jego braci urodził się po nim, ale co z dwójką pozostałych, czy są starsi, czy młodsi, tego nie wiadomo.

Jako nastolatek Krzysiek ma długie, gęste włosy, miły głos, jest też bardzo szczupły, ubrania wręcz na nim wiszą, ale są to zawsze modne, markowe ubrania, więc tak patrząc na całokształt, wśród koleżanek Krzysiek uchodzi za przystojnego.

Zofia dobrze zarabia, może się też pochwalić rozległymi kontaktami, dzięki czemu jej rodzina uchodzi za taką, wiecie, rodzinę ze statusem.

Głównie dzięki niej, bo jej mąż Alojzy wykonuje, powiedzmy, zwykły, ale oczywiście potrzebny zawód, ponieważ jest on piekarzem.

I nie tylko w takim kontekście związkowym, ale też rodzicielskim, ponieważ to głównie ona zajmuje się wychowaniem synów i do tego niestety przy użyciu metod wręcz skandalicznych, co w tej historii wygeneruje jeszcze spore problemy.

Chłopcy z domu przy Korczaka zdecydowanie nie mają spokojnego dzieciństwa, wręcz przeciwnie, w domu często są awantury, matka jest bardzo surowa, bije prawdopodobnie wszystkich synów, ale skupimy się na Krzysztofie, bo to historia głównie o nim.

Pewnie czuje się w tym wszystkim osamotniony, na ojca nie ma co liczyć, bo on co prawda nie bierze udziału w biciu, ale też nigdy go nie broni, wręcz przeciwnie, zazwyczaj siedzi milczący gdzieś w kącie, jakby go tam w ogóle nie było.

Teraz przenosimy się do leżących 50 kilometrów dalej Kielc, gdzie w jednym z bloków przy ulicy Spółdzielczej mieszka kolejna, tym razem uczestniczka zdarzeń, Dorota Mroczkowska.

Dorota chodzi do kieleckiego liceum imienia Juliusza Słowackiego, gdzie dobrze się uczy i podobnie jak Krzysztof ma powodzenie, jest ładną blondynką o lekko skośnych oczach, ale z tego co wiadomo nie ma żadnego chłopaka na stałe.

Jej mama jest ekspedientką w sklepie wielobranżowym, tata pracuje w PZU, wydawałoby się zwyczajna rodzina, ale niestety i tutaj pojawia się rys patologiczny.

Zdzisław jest uzależniony od alkoholu, pije zarówno w pracy jak i poza nią, a jeśli akurat są na jakiejś rodzinnej imprezie, to nie ma mowy, żeby wyszli dopóki na stole stoją flaszki.

Nic nie wiadomo na temat tego, żeby po alkoholu stosował przemoc albo stawał się jakkolwiek agresywny, ale mimo wszystko dla nastoletniej Doroty uzależnienie ojca to po prostu powód do wstydu.

Snuje się wtedy po domu albo czyta jakiś stary wycinek z gazety, który bardzo często przy sobie nosi.

Dorota nie wie, co dokładnie na nim jest, ale słyszy, jak ojciec nieraz powtarza słowa klątwa oraz tajemnica.

Słyszy też, jak matka nieraz prosi go, żeby w końcu wyrzucił ten tajemniczy wycinek, ale on zdaje się w ogóle tego nie słyszeć.

Mimo, że ich mamy pracują w zupełnie innych miejscach, to i ten sklep w Kielcach, gdzie zatrudniona jest Lidia, i stoisko w Lotosie w Busku, gdzie pracuje Zofia, należą właśnie do tego samego przedsiębiorstwa, więc obie wysyłają dzieci na ten sam obóz.

Nie wiadomo czy od razu, ale w trakcie wyjazdu Dorota i Krzysiek zwracają na siebie uwagę.

Niezaprzeczalnie podobają się sobie, ale łączy ich nie tylko pociąg fizyczny, ale też podobne przejścia, bo oboje mają trudną sytuację domową.

Być może to dzięki temu po powrocie do domów nadal pozostają za sobą w stałym kontakcie.

A uczucie między nimi rozkwita, mimo że to można by powiedzieć w tamtych czasach taki mezalians, bo Dorota to dziewczyna z blokowiska, a Krzysiek to chłopak z wyższych sfer.

Ale mimo tego on nie chce rezygnować z miłości, więc dalej podtrzymuje kontakt z Dorotą, tylko że w tajemnicy.

Nie chce otwarcie stawiać się matce, więc gdy dziewczyna przyjeżdża do Buska, po prostu zabierają na spacery albo w odwiedziny do swojej cioci, Wacławy, która Dorotę bardzo lubi i życzy im obojgu jak najlepiej.

Ale niestety nie może, chociaż pewnie nie opowiada o tym na prawo i lewo, ale jego mama jest tak skąpa, że każe im ograniczać zużycie ciepłej wody, co latem jest jeszcze do przejścia, ale zimą zupełnie nie.

Po tym były mąż jest zmuszony wynieść się z ich dotychczasowego domu, więc w mieszkaniu pozostaje tylko Lidia wraz z córkami, ale nie na długo, bo w tamtym momencie Dorota właściwie osiągnęła już dorosłość.

Matka wybranka jak zawsze wtrąca w jego życie swoje trzy grosze i nagle oznajmia, że w końcu znalazła mu lepszą partię niż Dorota z blokowiska, mianowicie pochodzącą z dobrego domu Bożenę.

Krzysztof mimo, że już od dawna jest dorosły, to nadal jest tak zależny emocjonalnie od matki i odczuwa przed nią taki lęk, że po prostu przytakuje.

Mówi Dorocie, że to koniec, potem zaczyna spotykać się z Bożeną, dochodzi nawet do zaręczyn, ale wszystko przerywa jego wyjazd, bo Krzysiek, jak większość chłopaków w jego wieku w tamtym czasie, idzie do wojska.

Odbywa służbę w jednostce w Giżycku, więc znów na Mazurach, czyli tam, gdzie poznali się z Dorotą, a ona, chociaż od tamtego momentu minęło już kilka lat, nadal nie może wyjść mu z głowy.

Długo nie wie, co ze sobą zrobić, ale w końcu dochodzi do wniosku, że potrzebuje jakiejś zmiany, najlepiej zmiany otoczenia i tak oznajmia mamie oraz siostrze, że wyprowadza się do Bydgoszczy, do mieszkającej tam siostry ojca, ciotki Bronki.

Zapisuje się do bydgoskiej szkoły dla pielęgniarek, więc poświęca się głównie nauce, zauważa też, że paru chłopaków jest nią zainteresowanych, więc teoretycznie mogłaby znów chodzić na randki, ale jakoś nie chce, bo z tyłu głowy cały czas ma Krzyśka.

Jakimś sposobem dowiaduje się w jakiej jednostce on stacjonuje, albo może sam zdążył jej to jeszcze powiedzieć przed rozstaniem.

Samo przyjęcie przebiega na tyle okej, że Dorota zyskuje nawet minimalną przychylność Zofii, a przyszła teściowa korzystając ze swoich znajomości załatwia jej przeniesienie do szkoły dla pielęgniarek w Busku.

Jak się później okazuje, sformułowanie w domu to jest duże niedopowiedzenie, ale o tym zaraz.

W rodzinnych albumach można znaleźć jej zdjęcia z pierwszych radosnych chwil, m.in.

ze chrztu, ale trzeba przyznać, że czasy są ciężkie, ich warunki mieszkaniowe jeszcze cięższe, a wraz z upływem lat radosnych chwil jest coraz mniej.

W Polsce w tamtym czasie nadal obowiązuje sprzedaż jedzenia na kartki, towarów w sklepach zwyczajnie brakuje, a jakby tego było mało, to Dorota i Krzysztof wraz z córką muszą gnieździć się w przydomowej parterówce, która kiedyś służyła za chlew, bo właśnie takie lokum udostępniła im Zofia.

Dorota nie wie co ma robić, Aneta jest jeszcze przecież bardzo mała i całkowicie od niej zależna, więc nie jest pewna czy sama sobie z nią poradzi.

Próbuje więc przetrwać, ale jest tak źle, że gdy córka kończy dwa lata, decyduje się na ucieczkę.

Decyduje, że to w Kielcach ułoży sobie życie na nowo, szybko znajduje nawet pracę w jednym ze szpitali, oczywiście jako pielęgniarka, ale mimo tego, że tak szybko ogarnęła się w nowym miejscu, nie jest kolorowo.

Dodatkowo zniechęcają fakt, że to za pośrednictwem teściowej, a nie osobiście Krzysztof namawia ją do powrotu, ale ona tłumaczy, że syn się krępuje przyjechać samodzielnie, natomiast z całą pewnością zależy mu na tym, żeby się pogodzili.

W końcu Dorota częściowo ulega, to znaczy nie ma mowy o ich powrocie do siebie, ale zgadza się, aby Krzysztof raz na jakiś czas zobaczył się z córką, o czym do tej pory nie chciała słyszeć.

Pozwala Zofii, aby ta zabrała Anetę na parę godzin do buska, oznajmia też, że sama ją odbierze, a gdy zjawia się w domu przy Korczaka, zauważa, że faktycznie w Krzysztofie zaszła jakaś zmiana.

Dla niej to jest dramat, bo nadal nie chce być z Krzyśkiem, a skoro tak, to drugie dziecko wydaje się być naprawdę dużym obciążeniem.

Jest w trakcie rozwodu, nie ma swojego mieszkania, nie stać jej na wynajem, więc nadal mieszka z mamą, a przy Anecie jest naprawdę sporo zachodu.

Dziewczynka jest nadal bardzo nerwowa, w nocy regularnie budzi się z krzykiem i mimo, że ma już 4 lata, nadal korzysta z nocnika, bo Dorota nie umie jej tego oduczyć.

W tamtym czasie jest to zabieg legalny, wystarczy iść do przychodni i zapłacić, co też Dorota robi.

Ale problem pojawia się już w samym gabinecie, bo lekarz, który mają przyjąć jest czarnoskóry i to, że ją to tak przeraża to chyba znak czasów, ale ogólnie Dorota jest tak wystraszona, że taki lekarz mógłby jej dotykać, że wybiega z gabinetu i nigdy więcej tam nie wraca.

A minus, bo cóż, rozwód nie zostaje sfinalizowany i pociąga to za sobą bardzo przykre skutki.

Bardzo dziwna sytuacja, Dorota oczywiście oponuje, ale on chce, więc koniec końców ustępuje i skrycie liczy na to, że dzięki temu imieniu mąż może pokocha drugą córkę bardziej niż pierwszą.

Zapewne wpływ na to, dlaczego niektóre dzieci w okresie niemowlęctwa zachowują się bardziej jak Aneta, a niektóre bardziej jak Bożena może mieć wiele czynników, ale na pewno nie bez znaczenia pozostaje atmosfera w domu.

Ogólnie jest okej, ale Dorota nie jest zadowolona z tego, jak wygląda jej życie.

Cały czas chodzi w tych samych zniszczonych ubraniach, mało wychodzi do ludzi i dopiero jakiś rok później znów wraca do pracy, tym razem w buskim szpitalu.

Gdy zostaje ofiarą przemocy domowej ma zaledwie 6 lat.

bo nie chce mu się podporządkować, bo nie chce go pocałować, albo bo miała koszmar, obudziła się z krzykiem i nie może się uspokoić.

Jak opisuje Aneta po latach, ojciec, gdy ją bił, wpadał w taki jakby trans, miał dziwnie wytrzeszczone oczy i był jednocześnie wściekły, ale też zadowolony albo usatysfakcjonowany.

Boi się, że dodatkowo ma też jakieś obrażenia wewnętrzne, więc zabiera ją do szpitala w Kielcach, pewnie dlatego, że w busku od razu zaczęłyby się jakieś plotki.

Chce, żeby córka została zbadana, ale nie ma pomysłu, co dalej robić.

Ostatecznie ustala z Anetą, że powiedzą, że miała wypadek i spadła ze schodów, stąd te siniaki i dlatego potrzebuje badania.

Tym razem jednak to tłumaczenie jakoś przechodzi, ale chyba wśród pracowników pojawiają się wątpliwości, bo po badaniu Aneta zostaje skierowana na rozmowę z psychologiem.

Dorota idzie oczywiście razem z nią, ale nie wiadomo czy jest przy samej rozmowie, czy czeka na zewnątrz i co dokładnie Aneta mówi.

Prawdopodobnie chodziło jej o to, żeby zwracać uwagę na to, jak Aneta się czuje w różnych sytuacjach i rozmawiać z nią o jej emocjach, a oni po prostu pozwalają jej oglądać telewizję tyle czasu, ile chce.

No ale cóż, dobre i to.

Na przykładzie tej rodziny doskonale widać, jak bardzo przemoc rodzi przemoc, bo mamy już trzecią ofiarę w linii, najpierw Krzysztof, potem Aneta, a teraz Bożena, aczkolwiek patrząc szerzej, to zapewne nie zaczęło się od samej Zofii, tylko jeszcze od kogoś innego, więc niewykluczone, że ona sama też była ofiarą.

Na szczęście próba ta została udaremniona, ale innym razem, gdy Dorota na chwilę się odwróciła, Aneta przyłożyła rączkę siostry do rozgrzanego żelazka.

Sam przywozi głównie ubrania, ale korzystając z tego, że ma swoje stoisko, to Izofia po znajomości załatwia mu różne inne produkty i tak handel kwitnie.

Tak zarobią najwięcej, będą mogli coś odłożyć i zacząć jakiś biznes na większą skalę.

Na początku do Hiszpanii wyjeżdża sam, musi się sporo nagimnastykować, żeby tam dotrzeć, ale cel zostaje osiągnięty, a na miejscu jakimś sposobem zdobywa pracę u pewnego zamożnego małżeństwa.

Starsza córka zostaje w domu przy Korczaka pod opieką rodziców Krzysztofa oraz jego młodszego brata, natomiast Bożenka trafia do cioci Wacławy, czyli do tej fajnej cioci, którą w trakcie pierwszych randek w Busku Dorota i Krzysztof regularnie odwiedzali.

Gdy Dorota wyjeżdża ma zaledwie jakieś 7 czy 8 lat, więc nadal jest relatywnie małym dzieckiem, które potrzebuje sporo uwagi, a tej uwagi nikt jej nie poświęca.

Babci całymi dniami nie ma, bo pracuje, dziadek jak jest to śpi albo siedzi na kanapie, też się nią w ogóle nie zajmuje, a wujek, który zgodnie z ustaleniami to właśnie on miał nad nią sprawować opiekę przez większość czasu, też nie do końca się temu poświęca, bo brat Krzysztofa jest w tamtym momencie nastolatkiem, najbardziej interesują go dziewczyny i imprezy, więc i on na bratanicę nie zwraca większej uwagi.

Tak jak na przykład pani, u której pracowali.

Ta pani staje się dla niej taką długofalową inspiracją, podejmuje decyzję, że chce być taka jak ona, z wizją, zadbana, zajmująca się swoją karierą, a nie tylko poświęcająca się dbaniu o dom.

Wujek Krzysztofa, który cieszy się w rodzinie opinią przedsiębiorczego, zapytany o radę mówi, że w tych czasach najlepiej zainwestować w waluty.

Oczywiście jest to biznes wymagający sporego kapitału na początek, ale Krzysiek ma co inwestować, więc według wujka lepszej opcji nie ma.

Tak Krzysztof decyduje się pójść za jego radą i faktycznie razem z Dorotą otwierają kantor w bardzo dobrej lokalizacji, bo w błuskim domu handlowym Lotos, tym samym gdzie na stoisku tekstylnym pracuje Zofia.

Ta inwestycja okazuje się być strzałem w dziesiątkę, powoli uczą się prowadzenia tego biznesu, ale właściwie już od samego początku zarabiają niemałe pieniądze, a wraz z upływem czasu te dochody rosną.

Jeszcze w tym samym roku, kiedy to są całkowicie zaabsorbowani nowym biznesem, ale też zachwyceni coraz większymi możliwościami zarobkowymi, wchodzą w pewną znajomość, która pozostanie nie bez znaczenia dla dalszej części historii.

To znaczy może nie oni wchodzą, tylko bardziej Dorota, bo pewnego razu do domu przy Korczaka przychodzi daleka krewna mrugałów Małgorzata.

ale zdaje się nie kojarzy jej syna Norberta, który jest od niej o dwa lata starszy, czyli w tamtym momencie ma 12 lat.

Małgorzata ma też młodszego syna Mateusza, ale nie wiadomo czy on uczestniczy w tym pierwszym spotkaniu, natomiast pewne jest, że był tam Norbert.

Pytają, czy w tym ich pochlewikowym domu są jakieś alarmy, jakie mają zamki i tym podobne, a ona, nie przeczuwając złych intencji, wszystko mu opowiada.

Niedługi czas później ich rodzina zostaje obrabowana, chociaż nie ze wszystkiego, bo złodzieje nie wpadli na to, żeby oszczędności szukać w bębnie od pralki, gdzie schowana była zdecydowana większość gotówki.

Jakimś sposobem sprawców udaje się namierzyć i są to, cóż za zaskoczenie, Norbercik oraz jego koledzy, bo też tak jak żaliła się sama Małgorzata, syn jest łobuzem, ma z nim ogromne problemy wychowawcze i już sama nie wie co robić.

Wraz ze wzrostem majątku rośnie też jego pewność siebie, dzięki czemu w końcu chociaż po części uwalnia się spod wpływu matki i od czasu do czasu jest w stanie się jej postawić.

Działka jest naprawdę duża, dom rodziców Krzysztofa zajmuje zaledwie ułamek jej powierzchni, więc spokojnie starcza tam miejsca, aby dobudować drugą część.

W związku z tym standard życia rodziny znacznie się podnosi, dziewczynki zyskują przestronne pokoje, każda ma swój telewizor, drogie meble itd., ale niestety nie wpływa to na poprawę relacji rodzinnych, bo te jak pozostawiały, tak nadal pozostawiają wiele do życzenia.

Co dużo zmienia w jego oczach, przejawia talent do jego ulubionej siatkówki, więc w trzeciej klasie podstawówki zapisuje ją na zajęcia dodatkowe właśnie z tej dyscypliny.

W międzyczasie Dorota dochodzi do wniosku, że chciałaby mieć tylko swój biznes, aby uniezależnić się finansowo od męża.

Na parterze ich domu otwiera więc własny salon fryzjerski, zatrudnia fryzjerki, kupuje wyposażenie i trzeba przyznać, organizuje to tak, że działalność bardzo dobrze prosperuje.

Ale mimo tego konsumpcja jest u nich naprawdę na wysokim poziomie, bo jak mówi Dorota, karta zawsze może się odwrócić, więc trzeba korzystać póki mogą.

Chociaż mówimy o czasach, gdy miała ona zaledwie 12 lat, to bardzo rzadko można ją spotkać w domu.

Sporo imprezuje, ale ma to swoje uzasadnienie, bo jak mówi po latach, nienawidziłam tam być.

Bożena wykorzystuje dosłownie każdą okazję, żeby po szkole iść na obiad do jakiejś koleżanki albo odwiedzić ciocię Wacławę, która się nią kiedyś opiekowała, a jeśli już musi być w domu, to siedzi zamknięta w swoim pokoju.

Jako, że młodszej córki ciągle nie ma, to Krzysztof swoje frustracje niezmiennie wyładowuje na starszej, która niestety mimo upływu lat i tego, że jest już praktycznie dorosła, nadal jest jego ofiarą.

Bije ją za to, że ma niewystarczające oceny, chociaż ona rzadko dostaje cokolwiek poniżej czwórki, za to, że ma bałagan w pokoju albo za to, że nie chce go przytulić czy pocałować.

Raczej nie ma się co dziwić, że nie chciała, ale Aneta po latach wyjaśnia to też wprost i tu znów cytuję za książką.

Czasem co prawda prosi Krzysztofa, aby nie bił córki, ale sama się go panicznie boi, więc na niewiele się to zdaje.

Jednocześnie niby delikatnie, ale jednak próbuje naciskać na córkę, aby spróbowała się podporządkować, żeby czasem okazała mu uczucia tak jak jej siostra, bo może wtedy nie będzie taki agresywny.

Dorota pewnie też patrząc przez pryzmat swoich doświadczeń nieustannie powtarza jej, że musi, po prostu musi dostać się na jakieś dobre studia, aby mogła na siebie zarabiać i żeby nigdy nie była zależna finansowo od mężczyzny.

Wracamy do Bożeny, którą niestety w końcu też dosięga przemoc fizyczna, bo ojciec zaczyna bić również ją, ale chyba budzi w nim to trochę inne emocje niż przemoc wobec Anety.

W związku z tym często prosi ją albo nawet przekupuje, aby o niczym nie mówiła matce.

Do przemocy dochodzi najczęściej na wyjazdach, bo mimo chwilowego spadku formy Bożena nadal gra w siatkówkę, a Krzysztof jeździ z nią na większość meczy.

Każdy wyjazd budzi w niej stres, ale na jednym z nich Krzysztof przekracza granicę bardziej niż zazwyczaj.

Chyba nawet sam to zauważa, widzi też, że Bożena jest już bliska, aby poskarżyć się matce, więc grozi jej, że jeśli coś powie, to wtedy on zabije Dorotę, więc ostatecznie bicie nadal pozostaje tylko ich tajemnicą.

Punktem zapalnym, który popchnął ją do takiego działania była domowa awantura, w trakcie której Aneta po raz pierwszy zobaczyła jak Krzysztof okłada ją pięściami.

Wcześniej córka może podejrzewała, że Dorota jest bita, ale chyba bardziej była przekonana, że jest po prostu ofiarą przemocy psychicznej.

Sama chciała zaatakować Krzysztofa, Dorota interweniowała, ale wywiązała się z tego tak zaciekła awantura, że ostatecznie podejmuje ona decyzję o wyprowadzce.

Krzysztof chyba zupełnie się tego nie spodziewał, jest w takim szoku, że podejmuje nawet nieudaną próbę odebrania sobie życia i chyba przechodzi załamanie nerwowe, bo na kilka tygodni trafia do szpitala psychiatrycznego.

Dobrze się składa, ponieważ zostaje tam zabrany we wrześniu, czyli w momencie, gdy zaczyna się szkoła, a dziewczynki nadal są zapisane do tej szkoły w Busku.

Krzysztof zostaje wypisany ze szpitala dopiero dwa miesiące później, czyli w listopadzie.

Jest bardzo wyciszony, pewnie dlatego, że bierze silne leki psychotropowe, ale mimo, że na ten moment nie stanowi on zagrożenia, córki i tak tragicznie znoszą jego obecność.

Namawia Dorotę, żeby wyrzuciła go z domu, ale ona się opiera, bo jak to tak?

Dorota nie odchodzi z dnia na dzień, ale zaczyna robić stopniowe przygotowania.

Nazwa tej ulicy prawdopodobnie została zmieniona w książce, bo w Busku takiej ulicy nie znalazłam.

Niestety dom wymaga kapitalnego remontu, więc wszystko idzie bardzo powoli, jej oszczędności nie są wystarczające, więc na bieżąco gromadzi potrzebne środki.

Przede wszystkim wpadł w jakąś obsesję seksualną i całymi dniami ogląda głośne filmy pornograficzne, nie zważając na to, że żona i córki kręcą się w pobliżu.

Krzysztof staje się buskim pośmiewiskiem, który już w ogóle nie angażuje się w swój biznes, a jedynie wiecznie imprezuje, chodzi na spacery z ulubionym pieskiem albo zabiera różne młodsze panie na wakacje.

Pewnego razu, gdy jest nietrzeźwy, gubi saszetkę z pieniędzmi, a także drogą sztuczną szczękę, co staje się obiektem żartów w miasteczku, szczególnie gdy zdesperowany wywiesza ogłoszenie, na znalazce zębów czeka nagroda.

Poziom na uczelni jest bardzo wysoki, a egzaminy wstępne, które musi zdać, ponadprzeciętnie trudne, ale jakoś jej się udaje.

Początkowo mówi coś, że kupi jej mieszkanie w Warszawie, ale ostatecznie pieniądze te przeznacza na mieszkanie dla swojej kochanki.

Mimo wszystko jest to oczywiście rozwiązanie komfortowe, które przynajmniej na jakiś czas powinno jej zapewnić spokój, ale niestety Aneta nawet po wyprowadzce nadal żyje sytuacją domową.

W Warszawie, tak bardzo różniącej się od Buska, trudno jest jej się odnaleźć, a dodatkowo dobijają fakt, że mama, tak bliska dla niej osoba, nadal pozostaje w tak toksycznym związku.

Pokłócili się o coś, doszło do rękoczynów i niby sytuacja została wyjaśniona, ale Sławomir nadal czuje do niego dystans.

Korzystając z ich nieuwagi, albo w nocy, albo gdy wszyscy są w pracy, Dorota razem z Bożeną w ogromnym pośpiechu pakuje wszystko do wynajętej ciężarówki, po czym obie ewakuują się z ulicy Korczaka.

Na tym etapie o powrocie nie ma już mowy, więc decydują się tymczasowo zamieszkać u jakiejś dalszej ciotki Doroty, a w międzyczasie ona szuka jakiegoś lokum tylko dla nich.

Poza tym zostawiła mu też list pożegnalny, pozew o rozwód oraz wezwanie do prokuratury, gdzie wcześniej złożyła zawiadomienie o znęcaniu.

Krzysztof na początku daje się ponieść emocjom, regularnie do niej dzwoni i grozi, że ją zabije, ale w świetle toczącego się postępowania już nie jest taki pewny siebie.

Jeszcze w tym samym roku sąd orzeka rozwód z winy Krzysztofa i przyznaje Dorocie alimenty na młodszą córkę.

Za znęcanie on zostaje skazany zaledwie na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, a dodatkowo zostaje na niego nałożony zakaz zbliżania się do Doroty.

W trakcie rozprawy, gdy zeznaje Aneta, której zeznania najbardziej pogrążyły Krzysztofa, Zofia wścieka się, że wnuczka mówi takie rzeczy na temat własnego ojca, więc gdy mijają się przy wyjściu z sali, szarpie ją i opluwa.

W trakcie rozwodu spotykał się z różnymi kobietami, ale po rozwodzie znalazł sobie partnerkę, z którą związał się na stałe.

O 15 lat od niego młodsza Barbara pochodzi z Jędrzejowa, gdzie ze względu na jej urodę nazywano ją Egipcjanką albo Kleopatrą.

Krzysztofowi chyba w ogóle to nie przeszkadza, jak podają źródła pokochał Piotrka jak swoje dziecko, albo może patrząc na całokształt to bardziej niż swoje.

Barbara świetnie gotuje, układa się między nimi wręcz rewelacyjnie, nic nie wiadomo na temat tego, żeby w tym związku Krzysztof zachowywał się tak skandalicznie jak w poprzednim, a z obecności nowej partnerki cieszy się nie tylko on sam, ale też Dorota.

Korzystając z tego spokoju i z zabranych oszczędności, Dorota otwiera nowy kantor, tym razem należący tylko i wyłącznie do niej.

Jędrzejów i Busko dzieli jakieś 40 kilometrów i mniej więcej tyle samo jest do Kielc, w których nadal mieszka Dorota.

Razem z Bożeną oraz Anetą, która często je odwiedza, żyją na zaledwie 30 metrach kwadratowych, więc duży spadek z 350-metrowej willi, ale dla nich dużo ważniejszy od metrażu na ten moment jest spokój.

Jędrzejów nie tętni życiem tak bardzo jak Buzko, jest tam zdecydowanie mniej przyjezdnych, a lokalni mieszkańcy widać nie potrzebują tego typu usług.

W ogóle czasy trochę ewoluowały od momentu kiedy otwierali oni ten pierwszy kantor w Lotosie, więc na rynku utrzymują się tylko ci najbardziej znani gracze, nowym trudno jest się przebić.

U Targi, mimo że są to znacznie mniejsze, Dorocie jest trudno się z nich utrzymać, więc po dokładnej kalkulacji dochodzi do wniosku, że najlepiej będzie wrócić do Buska.

Po drugie, Bożena jest tam nadal zapisana do szkoły, po wyprowadzce nie chciała dodatkowo stresować córki zmianą szkoły i znajomych, więc zostawiła ją tam, a jeśli będą na miejscu, nie będzie trzeba płacić za dojazdy.

I w końcu po trzecie, jeśli znów zamieszka w Busku, będzie mogła wznowić działalność swojego salonu fryzjerskiego, dla którego ma już bazę klientek, więc to zdaje się być pewny zarobek.

Już wcześniej rozważała taki krok, ale bała się trochę, jak były mąż się zachowa, jeśli znów zamieszkają blisko siebie.

Po niedługim czasie plan wdraża w życie i tak ponownie zamieszkuje zaledwie 250 metrów od willi przy Korczaka.

Robi to czysto inwestycyjnie, prowadzenie tego biznesu zostawia zadowolonej z tego obrotu sprawy Elżbiecie, bo to ona zarządza tym miejscem, stoi za barem, nalewa piwo itd., a Dorota jedynie przejmuje część zysków.

Po powrocie do Buska odżywa jej kontakt z koleżanką sprzed lat, Małgorzatą, tą samą, która ma syna Norberta, który kiedyś ich okradł i tak jak wchodził w zatargi z prawem, tak nadal wchodzi.

Poza Norbertem jest też młodszy syn Mateusz i to właśnie za sprawą Mateusza ponowne nawiązanie kontaktu przychodzi tak naturalnie, bo ich rodziny właściwie już od kilku lat są ze sobą tak jakby połączone.

Teraz nie jest już tylko, tak jak można było wcześniej powiedzieć, łobuzem, ale popełnia poważne przestępstwa, napada na sklepy oraz na ludzi na ulicach, a dodatkowo utrzymuje kontakty z narkotykowym półświadkiem.

Mateusz swego czasu też zaczął schodzić na tą ścieżkę, ale przybożenie trochę się ogarnął, chociaż czasem nadal szwenda się po busku z jakimś dziwnym towarzystwem.

Nie popełnia jednak zbrodni takiego kalibru jak Norbert.

Nie zrezygnowała z tego interesu, bo mimo wszystko on jakieś zyski generuje, a że teraz musi dzielić uwagę jeszcze na bar oraz na nowo otwarty salon fryzjerski, to potrzebny jej pomocnik.

W międzyczasie Krzysztof, mimo że już mniej agresywnie, to nadal dopomina się o zwrot gotówki, którą Dorota zabrała przy wyprowadzce.

Nie łamie zakazu zbliżania, ale zdarza się, że do niej wydzwania, na co ona każdorazowo odpowiada tak samo.

Poza tym Dorota z tego co wiadomo nie dochodziła żadnych roszczeń dotyczących domu, mimo że też zainwestowała w niego jakąś kwotę, więc powiedzmy było to takie wyrównanie co do wartości domu, Krzysztof nie musiał jej spłacać, ale pewnie on miał na ten temat trochę inne zdanie.

Aneta kompletnie się od niego odcięła, ale młodsza córka przynajmniej raz w tygodniu go odwiedza, aby teraz już rekreacyjnie pograć z nim w siatkówkę na przydomowym boisku.

Ale no właśnie, wracając do Anety, to zarówno Bożena jak i Dorota zauważają, że coś złego zaczęło się z nią dziać.

Za każdym razem, gdy dziewczyna przyjeżdża do domu jest szczuplejsza, ale one nie wiedzą jaki może być powód i jak na to zareagować.

Początkowo była zachwycona efektami, ale z czasem zaczęło to na nią wpływać coraz gorzej, nie tylko na sferę fizyczną, chociaż też, bo przestała miesiączkować, ale też na psychiczną, bo zdarzają się jej coraz częstsze ataki paniki.

Prawdopodobnie to gromadzone w niej od lat napięcie w końcu znajduje ujście w problemach z jedzeniem, początkowo w obsesyjnym kontrolowaniu tego co zjada, ale później znajduje też zupełnie inny rodzaj ulgi, mianowicie objada się do momentu aż nie jest już w stanie się ruszyć.

W takich momentach zawsze przychodzi chwila spokoju, ale zaraz po nim następują wyrzuty sumienia, więc Aneta zażywa środki na przeczyszczenie i tak w kółko.

Przestępcom zależało oczywiście na zabraniu torby z utargiem, ale Dorota trzymała ją bardzo mocno.

Być może opłacił kogoś, aby w ten mało legalny sposób odzyskał pieniądze, na których tak mu zależało?

Na miejsce zostaje wezwana policja, która zabezpiecza DNA ze szklanek, bo jak się okazuje po zebraniu zeznań świadków, zamaskowani napastnicy siedzieli wcześniej w barze, gdzie pili tymbarki i najwidoczniej czekali na Dorotę.

Niestety mimo szybkiego działania dopiero po latach udaje się odnaleźć sprawców, ale jak już jesteśmy przy tym wątku, to od razu powiem Wam o rozwiązaniu.

Według jednego ze źródeł był on też jednym z atakujących, ale według innego jego tam nie było, bo obawiał się rozpoznania, dlatego wysłał na miejsce swoich kolegów, na których czekał w samochodzie za rogiem.

W każdym razie sprawców było trzech, dwóch atakowało jeden, czekał na nich w samochodzie i tych dwóch pozostałych to byli Rafał O., który jeszcze pojawi się w tej historii, a także jakiś chłopak o imieniu Sebastian, którego przed samą akcją Norbert i Rafał zwerbowali.

Oni się ze sobą kumplują, poznali się w areszcie, gdzie siedzieli w jednej celi i od tego momentu co jakiś czas organizują sobie wspólne, nazwijmy to, projekty.

W tamtym czasie Norbert mieszka razem ze swoją żoną Martą, a także z jej babcią w jakimś zapuszczonym lokalu należącym właśnie do tej babci.

Z jego planów, jak wiadomo, nic nie wychodzi, co sprawia, że jest wściekły, ale też zażenowany.

Ona jest tym trochę zaniepokojona, ale myśli, że może coś go zatrzymało, więc prosi swojego syna, żeby przeszedł się do kantoru i sprawdził, czy on nadal tam siedzi.

Piotrek wychodzi, od nich do kantoru idzie się jakieś 10 minut, więc po około 20 wraca z powrotem, ale niestety.

Jakiś męski głos mówił wtedy zazwyczaj coś w stylu, jest na ciebie wyrok, po czym rozłączał się i niby do tej pory nic się nie działo, ale kto wie, może w końcu sprawca podjął jakieś działania.

W międzyczasie sprawę zgłaszali policji, ale na darmo, bo policjantom nie udało się nawet ustalić numeru, z którego wykonywane były połączenia.

Krzysztof w trakcie składania zeznań wyjaśnił im, że kiedyś udzielał ludziom pożyczek, czasem nadal to robi, więc to może być jakiś niewypłacalny dłużnik, na co policjanci obiecali, że jeszcze sprawdzą, ale nie wrócili z żadną nową informacją.

Objeżdża lokalne dyskoteki, sprawdza u znajomych, którzy też w końcu angażują się w poszukiwania, ale to wszystko na nic, bo Krzysztofa nigdzie nie ma.

Chce iść do ogrodu, ale po drodze zauważa coś, co poprzedniego dnia najwidoczniej przeoczyła.

Albo nawet nie przeoczyła, bo nie wpadła na to, żeby sprawdzać podjazd z tyłu domu.

Przy pomocy pilota otwiera garaż i zaskoczona odkrywa, że są tam oba należące do Krzysztofa samochody, Mazda, a także Volkswagen, którym wczoraj pojechał do pracy.

Niezwłocznie wzywa więc policjantów, którzy rozpoczynają przeszukanie ogrodu, gdzie natrafiają na kolejną niespodziankę, bo w pustym na tamten moment kojcu, w którym przed laty Dorota i Krzysztof trzymali dwa psy rasy Husky,

Policjanci zabezpieczają go i zaczynają dalsze poszukiwania, ale w tym momencie już chyba wszyscy mają bardzo złe przeczucia.

Kilka godzin później w szkole znajdującej się zaledwie kilkaset metrów dalej Bożena rozpoczyna lekcję.

Już chce oddzwonić, ale w tym momencie przez okno widzi Dorotę zmierzającą w stronę szkoły.

Krzysztofa znaleziono niedługo po odkryciu tego buta.

Nie leżał co prawda na terenie swojej posesji, ale tuż obok, za płotem, w sadzie u sąsiada.

Tuż obok miejsca, gdzie go znaleziono, w ogrodzeniu znajduje się dziura, więc napastnicy korzystając z okazji widocznie go przenieśli, aby opóźnić proces odkrycia ciała.

Ze wstępnych oględzin da się wywnioskować, że Krzysztof ma na ciele rany postrzałowe, co łączy się z tymi łuskami, które Barbara znalazła na podjeździe, a poza tym ma liczne obrażenia zadawane jakimś tępym narzędziem.

Jak wychodzi w czasie sekcji, sprawca lub sprawcy uderzali najpewniej bejsbolem i to z dużą siłą, bo czaszka praktycznie pękła na pół.

Po sprawdzeniu kantoru okazuje się, że musiał zabrać ze sobą saszetkę z utargiem, była to z pewnością gotówka oraz złoto, ale w momencie znalezienia zwłok tej saszetki już nie było.

Wjeżdżający na posesję samochód widziała za to sąsiadka mieszkająca naprzeciwko, ale że cały dramat rozegrał się za domem, to nie była w stanie zaobserwować nic więcej.

W niej, gdy to słyszy, pojawia się tyle emocji, że nawet nie wie jak odpowiedzieć, ale ostatecznie stwierdza tylko chłodno, że w sumie to dobrze, bo w końcu będą mieć święty spokój.

Dorotę bardzo taka postawa oburza, krzyczy, że Krzysztof został skatowany, że Aneta nawet sobie nie wyobraża jak cierpiał, ale ona odpowiada tylko, że wystarczy, że wie jak inni przez niego cierpieli, po czym kończy rozmowę.

Gdy jedzie do Buzka jeszcze nie wie czy pójdzie na pogrzeb, ale mimo tego chce po prostu być przy mamie i siostrze.

W końcu po wielu kłótniach i perswazji Doroty zmienia zdanie i idzie, ale jak mówi robi to tylko dla niej.

Dorocie widać, że bardzo na tym zależy, bo chociaż byłego męża w ostatnim czasie darzyła raczej negatywnymi uczuciami, to chyba przez wgląd na to, co łączyło ich kiedyś, i tak jest załamana takim obrotem spraw.

Załamana i też zła na Barbarę, że tak nieudolnie go szukała, bo gdyby znalazła go wcześniej, to kto wie, może jeszcze dałoby się coś zrobić.

Ale ona bierze to bardzo personalnie i irytuje się, bo sama ocenia go o wiele gorzej.

Tymczasem policjanci pracują nad rozwiązaniem zagadki tajemniczego morderstwa, ale póki co typowanie idzie im słabo.

Dodatkowo w tamtym czasie w południowej Polsce intensywnie działają gangi specjalizujące się w skokach na waluciarzy, często kończących się zabójstwem, więc nie wygląda jakby zagadka miała się szybko rozwiązać.

Ten motyw rabunkowy jest najbardziej prawdopodobny, ale śledczy rozważają też inne opcje, mianowicie konflikt rodzinny, więc na ich celowniku są Dorota i Aneta, które raz mogły się kierować emocjami, a dwa chęcią przejęcia majątku.

Wszyscy zostają sprawdzeni, ktoś tam nawet przyciąga uwagę bardziej niż inni, ale jak się okazuje ma niepodważalne alibi, więc śledczy w ogóle odpuszczają ten wątek.

Jak się okazuje po sprawdzeniu, jest jeszcze jeden potencjalny motyw, bo tego samego dnia, gdy zginął, tylko że rano, Krzysztof w domu przy Korczaka zameldował Barbarę, więc to mogło ostatecznie przelać czarę goryczy.

Drota przez lata była zdradzana i upokarzana, więc takie oficjalne przypisanie do jej domu partnerki męża mogło teoretycznie wyprowadzić ją z równowagi.

W związku z tym jest bardzo dokładnie sprawdzana, ale ostatecznie jej udział też zostaje wykluczony.

Odkrywają w międzyczasie, że dom przy Korczaka jest objęty jakąś sąsiednią kamerą monitoringu, co teoretycznie powinno ułatwić zadanie, ale w momencie ataku na dworze było ciemno.

Nie wiadomo co dokładnie zaszło, ale podobno Krzysztof zachowywał się tak, że Kapsel ostatecznie wyrzucił go z tej imprezy i tak zaczął się ich konflikt.

Dodatkowo kapsel to kolega znanego nam już dobrze Norberta, więc widać tu jakąś siatkę powiązań, którą policjanci zaczynają wnikliwie badać, ale ostatecznie bez rozwiązania.

Ogólnie ona nie jest do końca przekonana do tej przeprowadzki, ale Aneta mówi, że to chore, że przecież to jest ich dom i mieszkanie tam im się należy, a poza tym będzie im znacznie wygodniej i ostatecznie Dorota ulega tym argumentom.

Odnosi jeszcze jedną korzyść, bo w związku ze śmiercią Krzysztofa jego kantor zostaje zamknięty, a tym samym zwalnia się lokal w Buskim Lotosie.

Drota decyduje się wykorzystać tą szansę i podpisuje umowę najmu, więc od teraz prowadzi lokal już nie w Jędrzejowie, a ponownie w Busku.

W remoncie pomaga jej Mateusz, z którym Bożenka nadal się spotyka, a także Kazimierz, z którym z kolei spotyka się Dorota.

Niestety u Anety nie jest tak dobrze, jak to z zewnątrz wygląda, bo nadal zmaga się ona z ogromnymi problemami z jedzeniem.

Jest kłębkiem nerwów, policjanci wciąż pytają ją o to samo, ale ona nie ma nic nowego do powiedzenia.

Mama to potwierdza, ale policjanci nie są przekonani, bo raz, że alibi od bliskiego członka rodziny nie jest dla nich w stu procentach przekonujące, a dwa, to i tak może nie mieć znaczenia, gdzie Dorota była w tamtym momencie, bo coraz bardziej zaczynają się przechylać w stronę teorii, że może nie była ona wykonawczynią zabójstwa, ale zleceniodawczynią już owszem.

Ewa nadal mieszka w Busku, więc Aneta po nią przyjeżdża, przy okazji idzie się pożegnać z Dorotą, po czym we dwie jadą na lotnisko.

Ten wyjazd okazuje się być bardzo dobrym pomysłem, bo zmiana otoczenia pozwala Anecie chociaż częściowo wrócić do równowagi psychicznej.

Po kilku dniach pisze nawet mamie smsa, że na wyjeździe jest bardzo szczęśliwa, ale Dorota ku jej zaskoczeniu nic na to nie odpowiada.

Dziwi ją to, ale stara się odepchnąć przykre myśli i nie psuć sobie wyjazdu, chociaż podświadomie chyba ją to gryzie, bo w końcu mówi Ewie, że miała straszny sen i pyta czy jeśli jej mama umrze, to przyjaciółka będzie ją wspierać.

Ewa odpowiada, że tak, oczywiście, ale temat nie zostaje zamknięty, bo Aneta czuje, że coś jest nie tak.

pracy, albo u fryzjera, albo na zakupach i nie może rozmawiać.

Aneta początkowo dusi wszystko w sobie, ale w końcu dopytywana przez Ewę mówi, że boi się, że policja zatrzymała Dorotę.

Wtedy Ewa przyznaje, że coś w tym może być, bo kolega pisał jej, że aresztowano jakąś kobietę podejrzaną o zabójstwo ojca Anety, ale w gazetach nie podają żadnych danych.

Próbuje uspokoić przyjaciółkę, mówi, że jeszcze wszystko się wyjaśni, ale ona już nie jest w stanie się zrelaksować.

Policjanci zabrali ją prosto z kantoru, pozwolili zawiadomić jedną osobę, więc Dorota zadzwoniła do Bożeny i tak młodsza córka dowiedziała się, że mama wstępnie została zatrzymana na 48 godzin, ale później areszt został przedłużony.

Po 20 dniach od aresztowania, czyli na początku marca, córki dostają zgodę na pierwsze widzenie, ale niestety jest to widzenie przez pleksi.

Opowiada im, że dostała zgodę na talon higieniczny, korzystanie z sali gimnastycznej, farbowanie włosów, a także robienie na drutach, więc ogólnie nie jest tak źle.

Jedna ze współosadzonych wspomina później, że Dorota ciągle płakała, z nikim nie chciała rozmawiać i generalnie trudno było jej jakkolwiek pomóc.

Niby to żaden dowód, ale poszlaka już owszem.

Nie wiadomo dlaczego, jedyne co mi przychodzi do głowy to, że furosemit działa moczopędnie i może jeśli nie było toalety w celi, to był to jakiś problem, żeby strażnik tak często wyprowadzał ją na zewnątrz.

Chociaż nadal, jeżeli musiała taki lek zażywać, no to co miała zrobić?

Tego dnia cały ranek drukuje i kopiuje różne dokumenty potrzebne na konferencję poświęconą tematowi walki z narkomanią, kiedy nagle dzwoni jej telefon.

Aneta nic nie rozumie, babcia też już niczego jej nie tłumaczy, kończy rozmowę, więc od razu po pracy idzie do spożywczaka niedaleko swojego mieszkania i kupuje ten tajemniczy super ekspres.

Nieszczególnie przygląda się gazecie, po prostu płaci i wychodzi i dopiero w domu zaczyna analizować okładkę, na której wielkimi literami wypisany jest tytuł.

Kilka dni później idą z Bożeną do lokalnego sklepu spożywczego, a gdy przekraczają próg, czują jakby wszystko zamarło.

Już nikt nie patrzy na nie tak jak wcześniej, nie mogą liczyć na współczucie, wręcz przeciwnie, są regularnie wytykane palcami, bo mieszkańcy Buska uważają je za współwinne i zakładają, że musiały uknąć wszystko razem z matką.

Przed tym artykułem rodzina nie radziła sobie zbyt dobrze, ale po nim radzą sobie wręcz tragicznie.

Aneta nie wraca na praktyki, a Bożena przestaje chodzić do szkoły, mimo że w tamtym czasie jest już w klasie maturalnej.

Ogromny żal do gazety ma również Lydia i tutaj jej cytat.

Dla mnie artykuł był większym ciosem niż aresztowanie, bo wiedziałam, że z procesu Dorotka wyjdzie uniewinniona, a ci dziennikarze i tak ją skazali.

Z czasem pojawiają się dalsze konsekwencje.

Tu pojawiają się dwie wersje, ale dalej będę go już nazywać Czarnym.

Cała rekonstrukcja wydarzeń została odtworzona na podstawie zeznań jednego kryminalisty, ale od początku o co dokładnie chodzi z tymi wszystkimi zarzutami?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw poznać pewnego człowieka o wątpliwej moralności, mianowicie mieszkańca południowej Polski, Krzysztofa Eł, posługującego się pseudonimem Willy.

Willy w latach dziewięćdziesiątych był zaangażowanym członkiem wywodzącej się z Podhala mafii Al Capone.

Mafia najintensywniej działała na terenie Sądecczyzny, a jej członkowie charakteryzowali się bardzo brutalnym działaniem, bo swoich wrogów m.in.

ćwiartowali albo polewali kwasem solnym.

odnalezione zakopane szczątki ofiar, których odkrycie oczywiście byłoby znacznie trudniejsze, gdyby Willie precyzyjnie nie wskazał miejsca, gdzie szukać.

Norbert to zaledwie płotka w przestępczym półświadku, panowie nigdy nie mieli ze sobą styczności, a poza tym nie składa on żadnych zażaleń jak wielu przed nim, że nie pasuje mu taki kolega w celi, wręcz przeciwnie, bardzo szybko ulega jego urokowi.

Ale zanim do tego przejdziemy, to jeszcze chwilę o Norbercie i o tym, co on tam właściwie robi.

Do zakładu w Wadowicach nie trafił w związku z zabójstwem Krzysztofa, ani nawet w związku z tym napadem na Dorotę, bo ta sprawa wtedy nadal jest nierozwiązana, a trafił tam z uwagi na zupełnie coś innego.

Już wcześniej odsiadywał wyrok za rozboje, wyszedł na warunkowe w lipcu 2004 roku i niestety utrzymanie warunków zwolnienia chyba go przerosło, bo zaledwie pół roku później znów trafił za kratki.

Napad nie należał do udanych, chyba nawet nie udało im się zabrać tego co chcieli, a poza tym błyskawicznie zostali namierzeni.

Gdy Norbert słyszy, że jego nowy współlokator jest byłym członkiem znanego w całej Polsce gangu Al Capone i ma kilkanaście morderstw na koncie, nie może wyjść z podziwu.

Pewnej nocy, gdy leżą i rozmawiają, Norbert niespodziewanie proponuje koledze wspólną akcję, chociaż trudno powiedzieć, czy on faktycznie chciał to przeprowadzić, czy tak o, rzucił pomysł, żeby mu zaimponować, licząc, że i tak nic z tego nie wyjdzie, bo ta akcja to szczerze mówiąc trochę większy kaliber niż wszystko to, co robił do tej pory.

Willie zaintrygowany co będzie dalej mówi, że tak, chociaż tak naprawdę chyba nie ma, bo w swoim środowisku miał już raczej spalone kontakty.

Biznesmen ten ma jeszcze trzy córki, ale syn jest tylko jeden i to właśnie z nim jest najbardziej zżyty, dlatego też raczej nie będzie ryzykował zawiadomienia policji i przekaże im dowolną kwotę.

Dodaję, że nawet dobrze by się złożyło, bo ciotka ma za dużą wiedzę na temat zabójstwa jej byłego męża i fakt, że nadal żyje jest Norbertowi nie na rękę.

Willie początkowo jest nawet trochę zainteresowany samym projektem porwania dla okupu, ale nie podoba mu się ten wątek popełnienia zabójstwa.

Dochodzi do wniosku, że Norbert chce go wykorzystać, aby jego rękami, albo bardziej przez jego polecenie, zabić niewygodnego dla siebie świadka.

Nieraz wspominała, że nadal ma żal do byłego męża i w ramach zemsty chciałaby się go pozbyć.

Aby omówić warunki spotkali się już na osobności, Norbert powiedział, że chętnie podejmie się zabójstwa na zlecenie, ale chce ze sobą wziąć swojego kumpla, Rafała, czyli tego samego typa, z którym jakiś miesiąc wcześniej napadł na Dorotę,

o czym ona naturalnie nie wiedziała, bo sprawa tego napadu była jeszcze nierozwiązana.

Ona zgodziła się na Rafała, ale powiedziała, że pójdzie też ktoś od niej, czyli człowiek o pseudonimie Czarny, którego poznała jeszcze w latach 90. i który w tamtym czasie zajmował się egzekucją długów, w czym charakteryzował się naprawdę wysoką skutecznością.

Norbert nie mając innego wyjścia, jako że zależało mu na tej robocie, po prostu przytaknął, chociaż miał świadomość, że Czarny idzie z nimi jako zabezpieczenie, na wypadek jakby się wystraszyli i chcieli się wycofać.

Niedługi czas przed atakiem wspólnie uznali też, że może wezmą jeszcze kogoś, żeby pojechać na dwa auta, w każdym po dwie osoby i tak zdecydowali się na ich wspólnego kolegę, czyli Capsula,

Po wszystkim chcieli wywieźć gdzieś ciało, ale kapsel miał spanikować i odmówić dalszej współpracy, więc ostatecznie przenieśli je po prostu kawałek dalej.

Parę szczegółów myli, ale ogólnie wiele detali się zgadza, tak jakby Norbert faktycznie był na miejscu zbrodni, albo z drugiej strony jakby dokładnie śledził doniesienia medialne na temat tej sprawy.

Natomiast to czy on był na miejscu to jedno, teoretycznie mógł chcieć napaść na Krzysztofa, skoro miesiąc wcześniej nie udało mu się z Dorotą, ale to czy wystąpiło tam jakieś zlecenie zabójstwa to drugie.

No można by się kłócić, ale niestety prokurator Dariusz Dryas, na którego trafiła, to młody, chcący się wykazać prokurator, więc wiecie jak jest.

Nikt z bliskich Doroty nie wierzy w jej winę, liczą, że w trakcie postępowania sądowego wszystko się wyjaśni, ale niestety w oczekiwaniu na to postępowanie musi ona wiele miesięcy spędzić w areszcie.

Po czasie Aneta mówi, że nie wie jakim cudem jej organizm wytrzymał wszystkie te destrukcyjne działania, ale nie była w stanie przestać.

Ale jak ktoś chce poszerzyć temat, to zapraszam do książki, bo jest tam m.in.

Obie córki, chcąc jakoś pomóc mamie, chwytają się już ostatnich desek ratunku i zaczynają współpracować z detektywami, później wróżkami, aż w końcu Bożena udaje się do Jasnowidza, wiadomo którego, naturalnie Krzysztofa Jackowskiego.

Do Tadeusza, jego napadów i truskawek jeszcze wrócimy, ale idąc chronologicznie wracamy do Doroty.

Dzwoni do niej jakiś pracownik aresztu, który informuje, że jej mama miała zawał i została przetransportowana do szpitala.

One zasugerowały, że zmierzą jej ciśnienie, usiadła więc na stołku, a gdy wróciły do niej z ciśnieniomierzem, siedziała tam nadal, ale ze zwieszoną głową.

Myślała, że jak wielu pacjentkom puściły jej emocje i płacze, ale w tamtym momencie ona bezwładnie osunęła się na ziemię, przy okazji uderzając głową o podłoże.

Gdy córki dojeżdżają do szpitala, Dorota leży bezwładnie przykuta do łóżka, wokół którego stoi trzech uzbrojonych strażników.

Już w szpitalu dochodzi dodatkowo do udaru krwotocznego, więc sytuacja robi się naprawdę poważna, a lekarze mają coraz mniejsze nadzieje.

Odchodzi 9 dni po tym, jak trafiła do szpitala, czyli 30 września.

Wycinek ten dotyczył innej sprawy kryminalnej, która wydarzyła się w ich rodzinie.

Sprawa ta została dokładnie opisana w książce, ale w skrócie babcia Doroty, Natalia, ta ze strony taty też zmarła w areszcie i to uwaga też po tym jak została zatrzymana za zabójstwo swojego męża, który stosował wobec niej przemoc.

Babcia Natalia co prawda sama odebrała sobie życie, a nie zmarła w wyniku choroby, ale jak widać historia lubi się powtarzać.

Dorota próbowała je widać chronić przed tymi informacjami, ale w końcu dowiadują się, że przez lata była bita, co widać po narządach, które musiały być narażone na różne drobniejsze lub mocniejsze uszkodzenia.

Z listów, które przed śmiercią spisała w więzieniu i które ostatecznie trafiły w ich ręce, córki dowiadują się, że ojciec na przykład wywoził mamę do lasu, aby ją pobić, czy nawet potrafił ją skopać pod ladą kantoru za to, że źle wydała resztę albo nawet za coś kompletnie od niej niezależnego, na przykład za to, że spadł kurs jakiejś waluty.

W tamtym okresie już kompletnie wycofuje się z życia, rzuca doktorat, nie myje się i wszystko zajada, spożywając nawet 30 tysięcy kalorii w ciągu dnia.

Gdy trafia do specjalisty, on orzeka, że jej zachowanie osiąga taki poziom autodestrukcji, że może to w końcu doprowadzić do jej śmierci.

W związku z tym trafia do szpitala psychiatrycznego i dopiero tam zaczyna powoli wychodzić na prostą.

Bożena mimo porzucenia szkoły właściwie na chwilę przed maturą, sam egzamin zdaje całkiem nieźle, dostaje się też na wymarzone studia do Krakowa na architekturę wnętrz, ale po przeprowadzce nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować.

Starsza siostra ma żal do młodszej o to, że nadal pozostaje w związku z Mateuszem, jakby nie było bratem zabójcy ich ojca.

W końcu jednak problem sam się rozwiązuje, bo Mateusz odwiedza mieszkającą w Warszawie Bożenę coraz rzadziej, aż w końcu oznajmia jej, że znalazł sobie nową dziewczynę na miejscu w busku, więc z nimi koniec.

Trochę przeskoczyłam, ale wracając do tego, co działo się tuż po śmierci Doroty, to zaledwie trzy dni po tym, jak odeszła, rozpoczyna się proces sądowy przed sądem okręgowym w Kielcach.

gdzie są też inni oskarżeni ale to są wątki poboczne więc w razie co odsyłam do książki

Jak pewnie pamiętacie w zabójstwie poza tą trójką oskarżonych miał też uczestniczyć tajemniczy mężczyzna, rzekomo polecony przez Dorotę o pseudonimie Czarny, ale organom ścigania nigdy nie udało się go namierzyć.

Przyznaje, że faktycznie poruszał temat, ale nie w takiej formie jak później przedstawił to Willie.

Miał mu jedynie mówić, że zabili mu wujka, że było to w 2004 roku, że wujek miał kantor i ogólnie wszystko to, co o sprawie usłyszał w mediach albo podsłyszał gdzieś w okolice.

Wspomina też, że wcześniej strażnicy próbowali wrzucić Williego do jego celi.

ale on się zorientował kto to i złożył wniosek o przeniesienie, a poza tym to dla niego podejrzane, że jednemu więźniowi tak spontanicznie zwierzają się wszyscy inni, jakby był jakimś księdzem na spowiedzi.

Trzeci z oskarżonych, czyli Kapsel, to w ogóle jest inna historia, bo jak się okazuje na dzień zabójstwa ma on niepodważalne alibi, więc w końcu zostaje uniewinniony.

Pozostali oskarżeni nie mają tyle szczęścia co on i tak Norbert zostaje skazany na 25, a Rafał na 15 lat pozbawienia wolności.

Według sądu nie miała żadnego interesu w zabójstwie, nie ma dowodów na jej winę, a Norbert i Rafał działali widać z własnej inicjatywy, z czystej chęci rabunku.

Norbert prawdopodobnie przedstawił to Williamu tak, a nie inaczej, bo uznawał go za swojego idola, więc chciał się pochwalić, że niby ktoś traktuje go tak poważnie, że przekazał mu płatne zlecenie zabójstwa.

W sądzie apelacyjnym kwalifikacja czynu zostaje zmieniona z morderstwa na rozbój z incydentem zabójstwa, bo co było w aktach, ale poprzedni sąd to widać przeoczył, napastnicy nie chcieli zabijać Krzysztofa, planowali go tylko okraść, ale on w trakcie szarpaniny zdjął tajemniczemu czarnemu kominiarkę i dlatego uznali, że trzeba go odstrzelić.

Dorota ponownie zostaje oczyszczona z zarzutów, tu sąd jeszcze dokładniej analizuje jej sprawę, wspomina, że przecież nowy związek męża był jej na rękę i co prawda podejrzewała go o to, że zorganizował na nią napad miesiąc wcześniej, co mogłoby stanowić motyw, ale zgodnie z tym, co Norbert powiedział Williamu, zlecenie dostał jeszcze przed samym napadem na Dorotę, więc to wszystko nie trzyma się kupy.

Niektórzy uważają tą sprawę za nierozwiązaną, bo teoretycznie mogły zostać skazane niewinne osoby, niewinne oczywiście w tym kontekście, tym bardziej, że jest alternatywa co do winowajcy.

Ale zacznijmy od wątpliwości i od tego, że w tej sprawie brakuje właściwie twardych dowodów na winę obu oskarżonych, a poza tym trudno tu nawet mówić o nierozerwalnym łańcuchu poszlak.

Dodatkowo Norbert powiedział Williamu, że ukrył broń w domu babci swojej żony i ten dom został przeszukany, ale broni nigdy nie znaleziono.

Nigdy nie znaleziono też czarnego, czyli w sumie głównego sprawcy.

bo według Willie'ego to właśnie on miał oddać śmiertelny strzał, a w jednym z artykułów przedstawiono ciekawe stanowisko, że w tym wszystkim wymiar sprawiedliwości stanął trochę pod ścianą, bo Willie w tamtym czasie to był taki ich człowiek, miał status świadka w wielu kluczowych i medialnych sprawach, więc jeżeli tu podważono by jego wiarygodność, to mogłyby się posypać też tamte postępowania,

Czwarta kwestia, to zeznał, że atak był od strony wejścia głównego, ale ślady w ogóle na to nie wskazują.

Piąta rzecz, powiedział, że ciało znalazły bawiące się dzieci, co wiadomo, że też nie jest prawdą.

Taką teorię potwierdza również sama Bożena, bo według niej Norbert mógł się tylko chcieć popisać, dlatego powiedział w areszcie, że to on napadł na Krzysztofa, ale tak naprawdę nie byłby w stanie przeprowadzić tak złożonej akcji.

Dziwne jest też to, że zaledwie kilka lat wcześniej Willie zeznawał w bardzo podobnej sprawie, też napadł na kantorowca, gdzie też przypadkiem doszło do zabójstwa, bo ofiara zdjęła jednemu z napastników kominiarkę.

Trochę wygląda to tak, jakby wziął sobie część detali z tamtej sprawy i zapełnił luki w tej, aby przedstawić śledczym spójną wersję zdarzeń.

Członkowie gangu atakowali na posesjach, gdy ich ofiary akurat wracały lub wychodziły z domu.

Poza tym charakterystyczne dla nich było przemieszczanie ciała, rozcinanie siatek w płocie, używanie broni palnej z własnej roboty tłumikiem, a także posługiwanie się tępymi narzędziami w celu zadania dodatkowych obrażeń.

W 2018 roku pojawiła się aktualizacja dla tej sprawy, okazało się, że sam Tadeusz nie był prowodyrem ataków, a miał kogoś nad sobą, Leszka K., zwanego Człowiekiem z Lasu, aczkolwiek skoro i tak samodzielnie nadzorował realizację napadów, no to wyroku mu nie cofnięto.

ciąg dalszy nastąpił, czyli ciekawostki na temat sprawy.

Niewątpliwie historia ma tyle wątków, że nadawałaby się na film, ale ostatecznie coś chyba nie wyszło, bo żadnego takiego filmu nie znalazłam.

Zamiast filmu, dwa lata później, czyli w 2015 roku, została wydana książka, która posłużyła mi jako jedno z głównych źródeł do odcinka, czyli tabloid Śmierć w tytule Piotra Głuchowskiego oraz Marcina Kowalskiego.

To zdjęcie w Google zostało wykonane w kwietniu zeszłego roku, więc może w końcu udało się sfinalizować transakcję.

Bożenie nie wyszło z architekturą, ale wpadła na zupełnie inny pomysł na siebie.

Anecie z kolei nie wyszło z dyplomacją, ale też znalazła inną drogę.

Dopiero 6 lat po śmierci matki córki doszły do siebie na tyle, żeby podjąć kolejną walkę.

W 2012 roku złożyły pozew, domagały się od Skarbu Państwa blisko 12 milionów złotych odszkodowania, wskazywały na nieprawidłowości w działaniu sądu, prokuratury, a także pracowników aresztu, ale niestety proces zakończył się ich przegraną.

Według sądu nie udowodniły one winy jakiegokolwiek funkcjonariusza odpowiedzialnego za aresztowanie, a także śmierć Doroty.

I siedem, jedyny proces jaki wygrały to ten z Superekspresem, który to pozwały za publikację tego skandalicznego i bezzasadnego artykułu.

Jeżeli podoba Ci się w jaki sposób opowiadam o sprawach i chcesz wesprzeć moją dalszą podcastową działalność, możesz postawić mi kawę na BuyCoffee2.