Mentionsy

Szkic Kryminalny
30.06.2023 17:00

Stolica zbrodni: Obsesja byłego nauczyciela (2009)

Emerytowany nauczyciel informatyki odpowiada na ogłoszenie dotyczące stworzenia strony internetowej dla pewnej fundacji. Tak poznaje lekarkę - Annę G. --------------------------

OBEJRZY BEZPŁATNIE PIERWSZY SEZON BELFRA: https://can.al/IG-SzkicKryminalny-Belfer

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł.

ŹRÓDŁA:

https://docs.google.com/document/d/1IXuKza6kWcXGADev0RmJX3qxjmgkOUgu9eMOOVEBoKs/edit?usp=sharing

JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny

MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO 1: Countdown Cinematic Trailer Background Music / Equalizer by Soundridemusic https://www.youtube.com/watch?v=dfrZ9ncSKc8

MUZYKA INTRO 2: CO.AG Music - Background Music - We cannot defend you https://www.youtube.com/watch?v=0rmXbgHskkQ&list=PLr4Nbm9HUD4OulyVTjYxhW1Xsj_N-9SHe

MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 505 wyników dla "Sądzie Apelacyjnym w Warszawie"

Przenosimy się na Warmię, a dokładnie do małego miasteczka leżącego niedaleko Elbląga.

Dobrowice, bo to o nich mowa, to jedno z tych miast, gdzie wszyscy się znają, niewiele się dzieje, a życie toczy się swoim uporządkowanym rytmem.

Ten pozorny spokój idzie jednak w zapomnienie, gdy pewnego dnia grupa nastolatków podczas spaceru po okolicznym lesie dokonuje wstrząsającego odkrycia.

W tym samym czasie do Dobrowic przyjeżdża mężczyzna o bliżej nieokreślonej przeszłości i nieznanych intencjach.

W mieście zamierza zostać na dłużej, ponieważ rozpoczyna pracę jako nauczyciel w lokalnym liceum.

Belfer niewątpliwie skrywa jakąś tajemnicę, ale jak się szybko okazuje, nie on jeden.

Jeżeli lubicie seriale kryminalne, gdzie z odcinka na odcinek pojawia się coraz więcej znaków zapytania, a granice między dobrem i złem stają się coraz bardziej mgliste, to wraz z partnerem dzisiejszego odcinka, serwisem Kanal Plus Online, zapraszam Was do obejrzenia Belfra.

Serial pewnie kojarzycie, bo ze względu na swoją popularność doczekał się już dwóch sezonów, a w tym roku zostanie wyemitowany trzeci.

Zarówno dla tych, którzy nie poznali jeszcze historii charyzmatycznego nauczyciela, jak i dla tych, którzy chcieliby sobie przypomnieć fabułę przed premierą nowych odcinków, serwis Kanal+, udostępnił pierwszy sezon zupełnie bezpłatnie.

Zachęcam Was do obejrzenia i zapewniam, że warto, bo akcja niezmiennie przez cały czas i do samego końca trzyma w napięciu.

Link do serialu znajdziecie w opisie.

Nieprzypadkowo wspomniałam o serialu Belfer, ponieważ głównym antybohaterem dzisiejszej historii będzie, jak już widzicie po tytule, nauczyciel.

Zaczniemy może trochę nietypowo, bo od podsumowania.

Znacie pewnie takie powiedzenie, najgorzej jak się komuś coś wydaje.

I chyba nic tak dobrze nie podsumowuje dzisiejszej sprawy, jak ta fraza.

Tym, co zapoczątkowało szereg makabrycznych zdarzeń, była błędna interpretacja cudzych intencji.

Z kolei tym, co go zakończyło, było kompletne zamknięcie się w iluzorycznym świecie swoich wyobrażeń przez sprawcę, za co ofiara musiała zapłacić bardzo wysoką cenę.

Słowem wstępu to tyle, a teraz zapraszam Was do wysłuchania odcinka pt.

Włodzimierz Z. przychodzi na świat na przełomie lat 40. i 50. w bliżej nieokreślonym miejscu gdzieś w południowej części Polski.

Według przedstawianej przez niego wersji zdarzeń nie miał zbyt szczęśliwego dzieciństwa, ponieważ już w wieku 7 lat został odcięty od rodziców i to właściwie na ich własne życzenia.

Pan i pani Z postanowili oddać swojego syna do placówki opiekuńczo-wychowawczej, czyli mówiąc potocznie do domu dziecka.

Powodem tak przykrej decyzji miała być ich trudna sytuacja mieszkaniowa, a dokładnie brak mieszkania własnościowego.

Mały Włodek poczuł się odrzucony i musiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości, co niewątpliwie było bardzo trudnym zadaniem dla kilkuletniego chłopca.

Informacja o zamieszkaniu w domu dziecka przeplata się jednocześnie z opowieściami na temat tego, jak przerzucano go z domu jednych krewnych do drugich.

Być może było więc tak, że po czasie wrócił do domu rodzinnego, ale niekoniecznie do rodziców, a do kogoś z dalszych członków rodziny.

Tak czy inaczej w dzieciństwie mogło brakować mu stałego kontaktu z mamą i tatą, a częste zmiany miejsca zamieszkania spowodowały, że nigdzie nie czuł się jak u siebie.

Prawdopodobnie to wtedy zaczęło kiełkoww nim poczucie wyalienowania i niedopasowania do żadnego środowiska, a stan ten zaczął mu ciążyć jeszcze bardziej, gdy wkroczył w dorosłość.

Włodzimierz wyrasta na inteligentnego nastolatka, który w szkole szczególnie dobrze radzi sobie na przedmiotach ścisłych.

Finalnie to właśnie tą drogą planuje pójść w dorosłym życiu i gdy dochodzi do wyboru kierunku studiów, decyduje się na studia matematyczne w Warszawie.

Przeprowadzka do stolicy wiąże się z nowymi wyzwaniami, ale także z szansami.

Wiadomo, że po wyprowadzce z rodzinnej miejscowości Włodzimierz nadal utrzymuje kontakt z tatą, natomiast na temat mamy brakuje informacji.

Ojciec Włodzimierza w międzyczasie związał się z inną kobietą, z którą syn początkowo miał co najmniej neutralne i poprawne relacje.

W późniejszym czasie ich stosunki uległy pogorszeniu, ale do tego jeszcze wrócimy.

Nie wiadomo, czym młody mężczyzna zajmował się tuż po ukończeniu studiów, jest jednak pewne, że kilka lat po opuszczeniu murów uczelni, w latach osiemdziesiątych, pracuje jako nauczyciel matematyki w szkole podstawowej nr 53 na warszawskich Bielanach.

Później zmienia miejsca pracy minimum dwukrotnie, ponieważ czuje się niewystarczająco doceniany przez swoich pracodaww.

Jako że początkowo uczy w podstawówce, to przekazuje wiedzę jedynie tym najmłodszym uczniom.

Później po zmianie miejsca pracy zaczyna współpracować również z młodzieżą.

Nie tylko wiek uczniów ulega zmianie, ale i zakres omawianych z nimi tematów.

Ze szkoły podstawowej Włodzimierz przenosi się do XXVII Liceum Ogólnokształcącego na warszawskim Mokotowie, gdzie zaczyna uczyć już nie matematyki, a informatyki.

Z kolei ostatnie lata przed emeryturą spędza w 41.

Joachima Lelewela, ponownie na warszawskich Bielanach i tam ponownie pracuje jako nauczyciel informatyki.

Zgodnie ze źródłami ta ostatnia szkoła jest bardzo prestiżowa i znana z wysokiego poziomu nauczania.

Mimo, że przez te wszystkie lata wiele rzeczy się zmieniło, to styl Włodzimierza pozostał niezmiennie taki sam.

Jest on wysokim mężczyzną, ma około 1,80 m wzrostu, poza tym szczupłą sylwetkę i ciemne włosy, które zawsze nosi zaczesane na bok.

Ze względu na wadę wzroku, nieodłącznym elementem jego wizerunku są okulary korekcyjne w grubych oprawkach.

Jego twarz zawsze zdobi starannie przystrzyżona broda oraz wąsy w stylu hiszpańskim, czyli takie z lekko podwiniętymi końcówkami.

Z opisu uczniów wiadomo, że przez większość czasu chodzi elegancko ubrany.

Na szkolnych korytarzach już z daleka da się rozpoznać pana Z, ponieważ przeważnie ma na sobie to samo.

Brązowy garnitur, a w ręku trzyma kanciastą teczkę.

Wśród podopiecznych ma opinię nauczyciela spokojnego, na pewno nieporywczego i właściwie przeciętnego, niczym się szczególnie nie wyróżnia.

Według niektórych jest trochę dziwny, według innych po prostu nadwyraz pedantyczny.

Przywiązuje dużą wagę do detali i nigdy nie rozstaje się ze swoim zeszytem, w którym wszystko skrupulatnie notuje.

Jeżeli któremuś z uczniów uda się zobaczyć chociażby fragment tych notatek, to pierwszym co rzuca się w oczy jest staranne pismo.

Cała zawartość notatnika wygląda bardzo estetycznie, bo Włodzimierz w swoich zapiskach skupia się nie tylko na szczegółach w znaczeniu merytorycznym, ale też w wizualnym.

Wszystko podlega określonemu porządkowi, a ważne fragmenty są podkreślone lub zaznaczone odpowiednimi kolorami.

Co do samej treści prowadzonych przez niego zajęć, to uczniowie wspominają, że pan Z wyjątkowo często kazał im ćwiczyć robienie projektów w programie 3D Studio.

Jak nazwa wskazuje, jest to program dedykowany głównie do tworzenia grafiki trójwymiarowej, a także animacji.

Poza tym był bezkonfliktowym nauczycielem, który stawiał jakieś wymagania, ale niezbyt wygórowane i ogólnie lekcje z nim nie były szczególnie stresujące.

Z drugiej strony mężczyzna był niewątpliwie zamknięty w sobie i mało kontaktowy, co niektórym uczniom przeszkadzało.

Część z nich uważa, że bardzo trudno było się z nim porozumieć i raczej słabo tłumaczył nowe zagadnienia.

Jeśli ktoś nie był biegły w obsłudze jakiegoś programu i nie przychodziło mu to intuicyjnie, to istniały spore szanse, że lekcje prowadzone przez pana Z nie przybliżą go do zrozumienia tematu.

Ta izolacja i niewchodzenie w interakcję z otoczeniem to nie kreacja przybierana jedynie w szkole.

Prywatnie Włodzimierz również nie jest zbyt towarzyską osobą.

Na pewno należy do introwertyków, natomiast to nawet nie jest tak, że ma jakieś stałe grono bliskich znajomych i nie zależy mu na zacieśnianiu nowych więzi, tak jak w przypadku Krzysztofa z poprzedniego odcinka, tylko Włodzimierz w ogóle nie wchodzi w żadne głębsze relacje.

Jeżeli już kogoś poznaje, to zachowuje wyłącznie powierzchowną formę znajomości.

Wynika to z przekonania, które zaczęło w nim kiełkować już we wczesnych latach życia, że nikt go nie akceptuje i nigdzie nie pasuje, więc nie warto wchodzić w bliższe relacje z innymi ludźmi.

Mimo takiego podejścia udaje mu się stworzyć minimum dwa długotrwałe związki, minimum, bo wiadomo, że był dwukrotnie żonaty.

Doprecyzowując kwestie rodzinne, żadną z tych kobiet nie miał dzieci.

Powód rozstania z pierwszą żoną nie jest znany, natomiast o tej drugiej wiadomo trochę więcej.

Informacje na temat tej relacji mogą sugerować, że Włodzimierz jest innym człowiekiem niż ten, którego wizerunek próbuje tworzyć.

Według przedstawionej przez niego wersji zdarzeń małżeństwo rozpadło się, ponieważ druga żona go zdradziła.

Może i tak było, ale wiadomo też, że pan Z ma na koncie wyrok za znęcanie się nad małżonką.

Sprawa zakończyła się w 2000 roku, a Włodzimierz został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

Podobno składał w tej sprawie apelację, ale temat nie został dalej pociągnięty, więc najpewniej wyrok uprawomocnił się właśnie w takiej formie.

Za chwilę przejdziemy do początku kluczowych wydarzeń, czyli do tego co stało się w 2004 roku, ale najpierw jeszcze tło rodzinne.

Włodzimierz w tamtym czasie jest już po rozwodzie i raczej z nikim się nie spotyka.

wydaje się być dość samotny, bo prawie wszyscy członkowie jego rodziny już nie żyją.

Została jedynie macocha, z którą mężczyzna zerwał kontakt po śmierci ojca, bo pokłócili się o spadek po zmarłym.

Dokładnie o dom albo o mieszkanie w rodzinnej miejscowości Włodzimierza.

Spór został rozstrzygnięty prawdopodobnie na korzyść kobiety, która zamieszkała w lokalu sama.

W związku z tym Włodzimierz pozostał w Warszawie, gdzie też miał swoje mieszkanie.

Walka o spadek poróżniła ich na tyle, że nie było już wzajemnych chęci do dalszego utrzymywania kontaktów towarzyskich.

Jest rok 2004, nadal jesteśmy w Warszawie.

W śródmieściu mieszka 51-letnia Anna G. Kobieta zajmuje jedno z mieszkań w bloku przy Alei Wyzwolenia.

Przynajmniej według źródeł jest to blok, chociaż z zewnątrz wygląda bardziej jak kamienica.

W każdym razie budynek jest całkiem elegancki i zadbany, a Anna mieszka w dużym i przestronnym mieszkaniu.

Kobieta nie mieszka sama, a z ojcem, który jest już w podeszłym wieku i okazjonalnie potrzebuje pomocy z zakupami albo pracami domowymi wymagającymi większego wysiłku.

Rodzina ma dobrą sytuację finansową, bo ojciec Anny dostaje wysoką emeryturę, a jego córka jest aktywna zawodowo i bardzo dobrze zarabia.

W źródłach są dwie alternatywne wersje odnośnie tego, gdzie pracuje Anna.

Na pewno ma wykształcenie medyczne i według pierwszej wersji jest znaną w Warszawie lekarką, a według drugiej zajmuje się diagnostyką laboratoryjną.

Czytając jej charakterystykę można odnieść wrażenie, że nie byłoby też niczym dziwnym, gdyby obie te wersje były prawdziwe.

Anna jest kobietą bardzo energiczną, pracowitą, pełną pomysłów.

i chętną do realizacji nowych idei, więc może pracuje na część etatów przychodni, a częściowo realizuje się w pracy w laboratorium.

Poza tym ma w sobie duże empatii i sporo satysfakcji dostarcza jej angażowanie się w pomoc innym, a także szeroko pojęta działalność społeczna.

Dlatego też po godzinach pracy Anna jest aktywną działaczką w jednej z warszawskich fundacji.

Wracając jeszcze na chwilę do sytuacji domowej, to poza Anną i jej tatą, w mieszkaniu przy Alei Wyzwolenia jest jeszcze jedna domowniczka, suczka rasy Schnauzer.

To wieloletnia towarzyszka rodziny, już w podeszłym wieku, bardzo spokojna i nie sprawiająca problemów.

Domownicy są z nią mocno związani, szczególnie Anna, bo to chyba ona jest główwłaścicielką psa.

Nie oznacza to jednak, że jej tata w ogóle się nią nie zajmuje, wręcz przeciwnie.

Gdy córka jest poza domem i nie może wyjść z psem, zdarza się, że ojciec zabiera sznaucerkę na spacery.

Pies nie ma w zwyczaju samodzielnie się oddalać i jest nauczony, żeby trzymać się blisko osoby, z którą wychodzi.

W związku z tym spacery z nią nawet starszemu mężczyźnie nie sprawiają większych trudności.

Poza trójką domowników był jeszcze syn Anny, natomiast jakiś czas temu się usamodzielnił i wyprowadził.

Mimo tego ma dobry kontakt z mamą i dziadkiem, często rozmawiają, a gdy może to przyjeżdża w odwiedzinę.

Nie znalazłam informacji, czy Anna była w stałym związku z ojcem chłopaka, a jeżeli tak, to kiedy i z jakiego powodu się rozstali, bo pewne jest, że w 2004 roku kobieta nie spotyka się z żadnym mężczyzną.

W tym samym czasie Włodzimierz ma 55 lat i jest już na emeryturze.

Mógł na nią przejść wcześniej, mimo że nie osiągnął jeszcze wieku emerytalnego, bo jak pewnie wiecie nauczycieli te ograniczenia nie do końca obowiązują.

Uczący muszą po prostu wyrobić konkretną liczbę lat pracy i wtedy mogą przejść w stan spoczynku.

Mimo dużej ilości wolnego czasu sytuacja Włodzimierza nie wygląda kolorowo, bo stan jego finansów nie kształtuje się najlepiej.

Mężczyzna otrzymuje zaledwie 1200 zł emerytury, co starcza na podstawowe potrzeby, jednak szuka jakiegoś zajęcia, dzięki któremu będzie mógł sobie dorobić.

Tak trafia na wydawałoby się idealne dla niego ogłoszenie.

Ogłoszeniodawca potrzebuje kogoś, kto stworzy stronę internetową dla jednej z warszawskich fundacji.

Włodzimierz kontaktuje się pod wskazanym numerem, deklaruje, że chętnie podejmie się zadania i umawia się na podpisanie umowy.

Ogłoszenie opublikowała Anna, a fundacja, dla której ma być stworzona witryna internetowa, jest oczywiście tą, w której ona sama działa.

Podpisują z Włodzimierzem umowę zlecenie i tak rozpoczyna się ich znajomość.

Po paru rozmowach na gruncie czysto zawodowym coś między nimi zaiskrzyło.

Niewątpliwie wpadli sobie w oko, a korespondencja mailowa dotycząca tego, jak ma wyglądać docelowa strona internetowa szybko przerodziła się w wiadomości o tematyce prywatnej.

Rozmawiają w bardzo szczery sposób, opowiadają sobie o dotychczasowych przejściach, sekretach,

a także ogólnie o swoich zainteresowaniach i tym, jak spędzają poszczególne dni.

Tak mijają trzy tygodnie, a tematy do rozmów się nie kończą.

Umawiają się więc na pierwszą randkę, czyli wspólny seans w kinie Atlantyk.

Spotkanie okazuje się być udane, więc na jednej randce się nie kończy.

W kolejnych tygodniach wspólnie chodzą do kin, kawiarni, czasem odwiedzają siebie w domach, a czasem gdzieś wyjeżdżają.

Początkowo bardzo dobrze się między nimi układa, relacja rozwija się w swoim tempie, a obie strony są na równi zaangażowane.

Włodzimierz okazjonalnie pomaga swojej partnerce w różnych pracach domowych.

Czasem coś naprawia, a czasem na przykład jeździ z nią po zakupy, jeżeli akurat robi jakieś większe zapasy.

Zdarza mu się również zaprosić ją na samodzielnie ugotowany obiad.

Co do współpracy zawodowej, to realizacja zlecenia zajmuje mu sporo czasu, jednak Anna go nie pośpiesza, bo też niezbyt orientuje się, ile może trwać przygotowanie strony internetowej.

Poza tym partner pomaga jej też czasem w innych zadaniach związanych z pracą, np.

tłumaczy potrzebne teksty z angielskiego na polski, ponieważ on ten język zna całkiem dobrze,

Mając to wszystko na uwadze, kobieta uznaje, że wydłużony czas realizacji zlecenia nie jest niczym dziwnym czy niepokojącym.

Z pozoru wszystko wygląda więc normalnie, a ich związek zdaje się zmierzać w dobrą stronę, jednak od czasu do czasu Anna zauważa pojedyncze czerwone flagi.

Zdarza się, że Włodzimierz bywa bardzo apodyktyczny, czasem wręcz zaborczy i zdecydowanie widać, że ma problem z przyjęciem jakiejkolwiek negatywnej informacji zwrotnej na swój temat.

Jest wobec siebie praktycznie bezkrytyczny, ale zupełnie nie działa to w drugą stronę.

Z jego wypowiedzi da się łatwo wywnioskować, że ma bardzo wysokie wymagania wobec innych.

Co do zachowania względem samej Anny, to zaczyna ją coraz bardziej osaczać.

Niby przypadkowo zostawia u niej w domu swoje rzeczy, np.

kapcie, aby jak mówi móc w nich chodzić, kiedy u niej jest.

Bez przerwy chce wspólnie spędzać czas, przez co Anna czuje, że całkowicie traci swoją przestrzeń.

Jest to dopiero początek związku, więc tempo może być dla niej po prostu za szybkie albo z góry liczyła na trochę luźniejszą relację.

Kobiecie nie podoba się, że Włodzimierz przekracza stawiane przez nią granice i powoli zaczyna tracić zainteresowanie związkiem z nim.

Nie może definitywnie zerwać kontaktu, ponieww tle nadal jest łączący ich kontrakt, partner nie skończył jeszcze strony internetowej fundacji, więc choćby z tego względu muszą się ze sobą komunikować.

Znajomość więc nadal trwa, ale Anna podchodzi do niej z coraz większą rezerwą.

Mniej więcej dwa miesiące po pierwszej randce Anna obchodzi swoje urodziny.

Z tej okazji Włodzimierz daje jej niekonwencjonalny prezent.

Starannie spisuje na kartce listę dobrych uczynków, które dla niej wykonał, a za które ona w jego ocenie niewystarczająco mu podziękowała.

Zastanawiacie się pewnie, ile tego rodzaju zarzutów mogło się pojaww ciągu zaledwie dwóch miesięcy randkowania,

Gdy siadają na ławce w parku, a on zaczyna po kolei odczytywać każdy punkt, Anna przeżywa niemały szok.

Tym bardziej, że cała ta przemowa nie ma mieć jedynie funkcji informacyjnej, a Włodzimierz oczekuje, że partnerka wydłumaczy się z każdego zarzutu.

Początkowo Anna jest tak zaskoczona, że dostosowuje się do tych absurdalnych oczekiwań, ale sytuacja robi się jeszcze bardziej kuriozalna, gdy Włodzimierz zaczyna notować każdą z jej odpowiedzi.

Swoją drogą te dobre uczynki, za które ona mu rzekomo należycie nie podziękowała, to są rzeczy typu wspólne zakupy w supermarkecie, pójście z jej koleżankami na spacer po parku w Powsinie,

albo zainstalowanie myszki komputerowej.

Rzeczywiście brzmi to wszystko jak powody do dozgonnej wdzięczności.

Cierpliwość Anny kończy się dopiero na punkcie numer 16.

To wtedy przerywa całą tą farsę, wstaje i odchodzi.

Wydaje się, że to definitywny koniec ich znajomości, ale jakimś sposobem Włodzimierzowi udaje się ją przekonać, aby dała mu kolejną szansę i tym samym umawiają się ze sobą jeszcze przez kilka miesięcy.

Przełom nadchodzi w listopadzie, kiedy po wielu miesiącach pracy strona internetowa fundacji wreszcie jest gotowa.

Zachowanie Włodzimierza w stosunku do Anny nadal jest, delikatnie mówiąc, dyskusyjne, więc ich relacja zmierza bardziej w stronę końca niż jakiegokolwiek rozwoju.

Jeszcze w tym samym miesiącu umawiają się na wieczorną randkę.

Gdy nadchodzi data planowanego spotkania, Anna, która miała ciężki dzień i jest zmęczona po pracy, uprzedza Włodzimierza, że tym razem nie da rady przyjść.

Rozmawiają chwilę przez telefon, on wydaje się bardzo rozczarowany, obraża się i mówi kobiecie, że jak nie przyjdzie, to jest to ich ostatnia rozmowa.

Anna potwierdza, że nie przyjdzie, bo tak jak wspominała, nie ma siły, więc partner po prostu się rozłącza.

Ona jakoś szczególnie się tym nie przejmuje, ponieważ już od dłuższego czasu znajomość mocno jej ciążyła i rozważała zerwanie.

Skoro takie rozwiązanie wyszło od drugiej strony, to uznaje, że widać tak miało być i to definitywny koniec relacji.

Niestety w tamtym momencie Anna zupełnie nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest w błędzie.

Być może dla niej to był koniec, ale dla Włodzimierza wręcz przeciwnie.

Już kilka dni po rozstaniu mężczyźnie przechodzi złość na byłą partnerkę i dochodzi do wniosku, że szkoda mu tego czasu i wysiłku, który zainwestoww relację, więc może jeszcze da się to jakoś odbudować.

Zakończyły się stosunki łączące ich zarówno na stopie biznesowej, jak i osobistej, więc nie ma powodu, aby w dalszym ciągu ze sobą rozmawiali.

Ona wielokrotnie mu to sygnalizuje na różne sposoby, jednak on zupełnie nie przyjmuje tego do wiadomości.

Po kilku tygodniach Anna zaczyna umawiać się z innym mężczyzną, więc w jej życiu definitywnie nie ma już miejsca dla byłego partnera, który nawet mimo tego nie potrafi odpuścić.

Niecały miesiąc po rozstaniu, to jest 6 grudnia w Mikołajki, przychodzi do jej mieszkania.

Anny akurat nie ma w domu, jest jedynie jej tata, który wpuszcza Włodzimierza do środka.

Mężczyźni przez chwilę rozmawiają, a emerytowany nauczyciel ukradkiem wchodzi do sypialni byłej partnerki i zostawia jej pod poduszką prezenty.

Głównie są to słodycze, ale jest też jakaś płyta z własnoręcznie nagraną muzyką.

Gdy Anna wraca do domu i dowiaduje się, że przedmioty pod jej poduszką zostawił prawdopodobnie Włodzimierz, jest wściekła.

Uznaje, że nie przyjmie żadnej z tych rzeczy, wszystko pakuje do torby i odsyła na adres byłego partnera.

W związku z tym mężczyzna próbuje dalej i stawia na bezpośrednią konfrontację.

Idzie do jej miejsca pracy, gdzie tym razem w ramach zadośćuczynienia i zachęty, aby do niego wróciła, zamierza dać jej kwiatka.

Spotkanie nie przebiega po jego myśli, bo kobieta ponownie nie przyjmuje prezentu i każe mu natychmiast wyjść.

Wobec takiego rozwoju wydarzeń Włodzimierz swoje natrętne zachowanie postanawia wznieść na nowy poziom i tym razem do dalszych działań wykorzystuje internet.

Wysyła do Anny maile, ale nie na przykład jednego raz na jakiś czas, aby tak jak później będzie wyjaśniał zaznaczyć swoją obecność.

Tych maili są tysiące, jednego dnia potrafi ich wysłać nawet kilkadziesiąt.

Zważywszy na to, ile czasu musi poświęcać na pisanie tych wszystkich wiadomości, prawdopodobnie nie robi niczego poza tym i ewentualnie jakimiś podstawowymi czynnościami życiowymi.

Ton i styl tych wiadomości jest bardzo zróżnicowany.

Czasem są to maile neutralne, w których Włodzimierz przez nikogo niepytany opisuje, co się u niego dzieje, czasem tematyka zakrawa o romantyczną i wyznaje Annie uczucia, a czasem, co niepokojące, grozi jej.

Przytłaczająca większość tych wiadomości jest jednak kompletnie pozbawiona sensu, a mężczyzna głównie zamieszcza w nich jakieś obrazki i wierszyki znalezione w internecie.

Opiszę Wam zaraz jeden przykład, żebyście mogli sobie wyobrazić, jak to dokładnie wyglądało.

Więcej przykładów nie będę podawać, bo są to treści wywołujące raczej zażenowanie niż cokolwiek innego i w mojej opinii szkoda na nie czasu podcastowego.

Jeżeli jednak ktoś jest bardzo ciekawy i chciałby więcej na ten temat doczytać, to odsyłam do książki Heleny Kowalik, z której pochodzi opis, czyli Warszawa kryminalna, tom drugi.

Dokładne dane odnośnie rozdziału i wydania macie w źródłach.

Wracając do maili, to w jednym z nich Włodzimierz wysłał Annie zdjęcie, będące naturalnie fotomontażem, na którym widać ich głowy wystające z muszli klozetowej.

Pod zdjęciem dodał podpis, ach jak przyjemnie kołysać się wśród fal.

Wysyłane przez niego wiadomości nie zachęcają do jakiejkolwiek odpowiedzi, więc też Anna w żaden sposób się do nich nie odnosi.

Ignoruje każdy z tysięcy maili, co według Włodzimierza wcale nie oznacza, że była partnerka nie chce z nim rozmawiać,

a jedynie tyle, że nadal czeka na bardziej wymyślne działania po jego stronie.

Być może z tego powodu wraca do działań poza internetowych, ale tym razem nie powtarza wcześniejszych błędów i unika bezpośrednich interakcji.

Bardziej zależy mu na ciągłym sygnalizowaniu swojej obecności.

Nie podchodzi do niej, nie zagaduje, niczego nie wykrzykuje.

Po prostu stoi i wpatruje się w nią, jeżeli akurat tam przechodzi, albo w okna jej mieszkania, jeżeli wie, że kobieta już weszła do domu.

Zazwyczaj robi to w tak ostentacyjny sposób i w na tyle widocznym miejscu, żeby nie dało się go nie zauważyć.

Stara się w cudzysłowie umilać dni byłej partnerki, ale wbrew oczekiwaniom nie wzbudza to żadnej pozytywnej reakcji.

Jedno ze źródeł przytacza wypowiedź Anny, która mówi, że może z zewnątrz takie działania mogły się komuś wydawać sympatyczne i romantyczne, ale dla niej zdecydowanie takie nie były.

Nie ma się co dziwić, skoro wszystko działo się wbrew jej woli, ale według mnie to, co robił Włodzimierz ogólnie nie brzmi sympatycznie, niezależnie od okoliczności.

Ponieważ przykładowe działania to mazanie szminką po szybach samochodu, Włodzimierz rysoww ten sposób głównie serduszka, zaklejanie lusterek i drzwi samochodowych znaczkami pocztowymi z rysunkami kwiatów, czy też zostawianie jedzenia w różnych miejscach, przykładowo w tłusty czwartek zostawił Annie pod drzwiami pączki.

W kolejnych miesiącach Anna napotykała m.in.

takie niespodzianki jak pusta butelka po kubusiu przywiązana do klamki, kukurydza z puszki wysypana na dachu jej auta, czy siatka z burakami przywiązana do antenki samochodowej.

Włodzimierz w swoich poczynaniach robi się coraz bardziej zuchwały, a swojej ofiary nie opuszcza nawet na krok.

Z ukrycia robi jej niezliczone ilości zdjęć, a wysyłane przez niego maile zawierają coraz bardziej niepokojące treści.

Przykładem może być bardzo znaczący cytat pochodzący z wcześniej wymienionej książki, ale nie tylko, bo wiele źródeł również przytaczało zdanie, tylko bezpośrednio przykre doświadczenie może sprawić, że coś do Ciebie dotrze.

Wkrótce Anna zgłasza sprawę policji, natomiast funkcjonariusze nie wiedzą, jakie działania mogą podjąć, aby jej pomóc.

Gdy informuje ich, że Włodzimierz robi jej zdjęcia z ukrycia, konfiskują mu aparat.

On chyba jakoś szczególnie się tym nie przejmuje, bo jeszcze tego samego dnia wysyła do Anny wiadomość, w której pisze, że to nic takiego, bo i tak ma już tyle zdjęć, że mógłby o niej napisać książkę.

Opowiadałam Wam wcześniej o psie Anny.

Teraz wrócimy na chwilę do tego wątku.

Niestety sznaucerkę spotkał tragiczny los, a jej życie zakończyło się, gdy kompletnie nikt się tego nie spodziewał.

Pewnego razu, gdy tata Anny, jak to miał w zwyczaju, wyszedł z nią na spacer, suczka zniknęła.

Mężczyzna rozmawiał przez chwilę z sąsiadem i nie zauważył momentu, kiedy się oddaliła.

Nie był szczególnie wyczulony na to, że może uciec, bo tak jak wspominałam, pies zawsze trzymał się blisko osoby, z którą spacerował.

Jakiś czas później sznaucer został znaleziony na dnie szybu windowego, gdzie ktoś z całą pewnością go wepchnął.

W momencie odnalezienia już nie żył, więc nie było mowy o jakimkolwiek ratunku.

Jednocześnie nie było żadnych dowodów świadczących o winie Włodzimierza.

Może oprócz tego, że wiedział jak bardzo związana jest ze swoim czworonożnym przyjacielem i z łatwością dało się przewidzieć, że utrata psa sprawi jej ból.

Czy to miało być to bezpośrednio przykre doświadczenie, o którym pisał w mailach?

Może, ale ostatecznie nigdy nie zostało to potwierdzone.

Nadchodzi rok 2006, czyli mijają blisko dwa lata, odkąd Włodzimierz i Anna ze sobą zerwali.

Sytuacja w ogóle nie ulega poprawie, a Anna jest nieustannie nękana niechcianymi wiadomościami i prezentami.

W jednym z maili mężczyzna prosi ją o spotkanie i jednocześnie obiecuje, że jeśli się zgodzi i otwarcie powie mu, że nie chce go więcej widzieć, on na zawsze daje jej spokój.

Jednocześnie zaznacza, że jeżeli nie dostanie odpowiedzi na tę wiadomość, uzna, że Anna chce, aby nadal ją nachodził i obiecuje jej, że będzie to robił skuteczniej niż do tej pory.

Kobieta nie wysyła mu żadnej odpowiedzi, bo prawdopodobnie od dawna zupełnie ignoruje jego maile i usuwa je bez wcześniejszego zapoznania się z treścią.

Tym samym Włodzimierz odbiera to jako przyzwolenie na kontynuowanie swoich działań i nie zamierza odpuszczać.

Trudno stwierdzić, dlaczego Anna np.

nie dodała jego adresu mailowego do czarnej listy albo w ogóle nie usunęła konta.

Może chciała w jakiś sposób zachować dowody, a może miała inny powód.

Niestety brak podjętych działań poskutkował negatywnym rozwojem wydarzeń.

Wspomniany adres mailowy założył jej kiedyś sam Włodzimierz.

Był to jeden z punktów na stworzonej przez niego liście rzeczy, za które Anna mu odpowiednio nie podziękowała.

Pewnie nadal pamiętał hasło, może nawet skoro był tak pedantyczny, to wcześniej je sobie gdzieś zapisał.

W każdym razie dzięki temu włamał się na jej konto, a następnie do blisko stu kontaktów, w tym na przykład jej zwierzchników z pracy.

wysłał zredagowaną przez siebie wiadomość.

Treść miała formę dialogu, mniej więcej na poziomie tego obrazka z muszlą klozetową, bo w mailu Włodzimierz przedstawił rozmowę pomiędzy Anną a Lustereczkiem.

Takim jak w bajce pod tytułem Królewna Śnieżka, gdzie zła macocha pytała swoje zwierciadło o różne rzeczy i zawsze zaczynała te pytania od frazy Lustereczko, powiedz przecie.

Tutaj schemat jest ten sam, aczkolwiek pytania w ogólnym rozrachunku są trochę inne.

Na początku może jest mała zbieżność, bo autorka zadaje pytania, na które odpowiedzi mają docelowo zwiększyć jej poczucie własnej wartości, natomiast później rozmowa przybiera zupełnie inny obrót.

Zwierciadło wprost obraża swoją rozmówczynię, a gdy Anna przykładowo pyta lusterko, dlaczego nikt jej nie zauważa, ono odpowiada tak, żeby jak najbardziej ją zdyskredytować.

Kobieta regularnie zgłasza problem policjantom i prokuratorowi, tylko niewiele to daje, bo brakuje odpowiedniego przepisu, na podstawie którego funkcjonariusze mogliby poprowadzić dalsze działania.

Pojęcie stalkingu, czyli uporczywego nękania, zostaje wprowadzone do polskiego prawa dopiero kilka lat później, dokładnie w 2011 roku.

Jedyne, co można by podciągnąć pod problem Anny, to zwykłe nękanie, wspomniane wyłącznie w kodeksie wykroczeń.

To zresztą też nie jest idealne rozwiązanie, bo w zachowaniu Włodzimierza nie ma jawnej agresji ani gruźb karalnych, więc jest ryzyko, że jeśli doszłoby do konfrontacji na sali sądowej, zabraknie materiału dowodowego, na podstawie którego można by go skazać.

Anna jednak nie daje za wygraną i ostatecznie ona i Włodzimierz trafiają na wokandę.

Postępowanie kończy się w marcu 2007 roku, a wyrok, tak jak można było się spodziewać, brzmi absurdalnie nisko, ponieważ sprawca zostaje zobowiązany jedynie do zapłaty 400 zł grzywny na rzecz swojej ofiary.

Nadal nie widzi żadnej swojej winy w tej sytuacji, twierdzi, że kocha Annę i jest pewien, że z czasem ona poczuje do niego to samo.

Uważa, że mają przed sobą piękną perspektywę wspólnego życia i jeszcze wszystko się ułoży.

Jednocześnie ma jej za złe podjęcie tak drastycznych kroków jak skierowanie pozwu przeciwko niemu, ponieważ teraz, jak uważa przez nią, musi zapłacić grzywnę.

W 2007 roku Włodzimierz szukając kolejnego sposobu wywarcia presji na Annę, zaczyna wysyłać wiadomości do jej syna.

Do tej pory syn był jedynie pobieżnie zaznajomiony z problemem, ale nie znał wielu szczegółów.

Mimo wszystko widział, że matka bardzo nerwowo reaguje na Włodzimierza, więc też miał do niego raczej negatywny stosunek.

Maile, które Włodzimierz do niego wysyła mają mieć taki łaskawy wydźwięk i tworzyć chyba jakieś wrażenie ostatniej szansy, ponieważ pisze w nich rzeczy typu nie będę interesował się twoją matką wiecznie, czy mam w towarzystwie inne młodsze kobiety.

Jednocześnie podkreśla, że może dać jej jeszcze szansę, bo uważa, że do siebie pasują i ogólnie jest gotowy na wiele ustępstw, jeżeli tylko ona za wszystko go przeprosi.

Trudno jednak stwierdzić, co ma być tym wszystkim, za co Anna miałaby przepraszać.

Syn w przeciwieństwie do matki decyduje się odpowiedzieć, czym wywołuje lawinę kolejnych bezsensownych wiadomości.

Włodzimierz wypisuje swoje zarzuty wobec Anny, mniej więcej to samo o czym już wspominałam, a także podkreśla zalety, które czynią go idealnym partnerem dla niej, m.in.

to, że jest wykształcony i umie gotować.

Syn Anny odpowiada mu w dość ostrym tonie i każe się odczepić, na co z kolei on reaguje tak jak do tej pory, czyli nic sobie z tego nie robi.

Wymiana zdań do niczego nie prowadzi, ale Włodzimierza to absolutnie nie zniechęca i po czasie wysyła maila, w którym pisze, że Anna przecież wie co ma zrobić, żeby się od niego uwolnić.

Wystarczy jedno słowo, którego wypowiedzenie najwyraźniej ją przerasta.

Tym słowem jest prawdopodobnie przepraszam.

Mężczyzna kończy maila proroczym podsumowaniem, zgodnie z którym Anna nie przeprosiłaby nawet gdyby ktoś przystawił jej pistolet do głowy.

Pod koniec 2007 roku, z uwagi na podeszły wiek, umiera ojciec Anny.

Włodzimierz jest doskonale poinformowany o sprawie, ponieważ nadal większość czasu spędza pod jej blokiem i obserwuje wszystko, co dzieje się dookoła.

Gdy już po pogrzebie Anna wraz z synem kierują się w stronę wejścia do klatki, on nieoczekiwanie do niej podchodzi.

Jest to niestandardowe działanie w jego przypadku, bo już od długiego czasu trzymał się na uboczu i unikał konfrontacji.

wi Annie, że chce z nią porozmawiać, a celem tej rozmowy ma być uświadomienie jej, że tolerowała swojego ojca jedynie ze względu na wysoką emeryturę.

Twierdzi, że ma na to dowód w postaci zdjęcia, na którym ojciec próbuje pocałować Annę w głowę, a ona odgania go ręką i ma zacięty wyraz twarzy.

Nawet jeśli tak było, to w zaistniałej sytuacji nie ma to żadnego znaczenia.

Zarówno Anna, jak i jej syn są widocznie zirytowani tym nagłym zwrotem akcji i między całą trójką wywiązuje się sprzeczka.

W efekcie synowi Anny puszczają nerwy i według słów Włodzimierza rusza na niego jak dzikie zwierzę.

Mężczyzna opowiada o tym dopiero długi czas później, przy składaniu zeznań dotyczących zupełnie innego wydarzenia, więc w tamtym momencie sprawa prawdopodobnie nigdzie nie została zgłoszona.

Jest luty 2009 roku, czyli zbliżamy się powoli do piątej rocznicy zerwania głównych bohaterów.

Wobec takiego upływu czasu chyba najbardziej zaskakujące jest to, że ta historia nadal trwa.

2 lutego 2009 roku Anna dostaje kolejnego maila z już tak dobrze znanego adresu, którego najpewniej w ogóle nie otwiera.

Mail zawiera dość enigmatyczną treść, bo nadawca pisze tylko Minęły prawie dwa lata od wyroku, a Włodzimierzowi nadal nie udało się wypłacić Annie zasądzonych 400 zł grzywny.

Naturalnie kwota już wzrosła, bo została powiększona o odsetki ustawowe, a przez zwłokę w spłacie skierowano sprawę do komornika.

17 lutego 2009 roku Włodzimierz dostaje wezwanie do zapłaty na kwotę łączną 700 zł, ponieważ poza odsetkami doszły też koszty egzekucji.

Informacje zawarte w liście wywierają na niego ogromny wpływ i wzbudzają skrajne emocje.

Szczególnie uderzająca jest dla niego wysokość kosztów oraz informacja o możliwym zajęciu mienia.

Według jego późniejszych słów w liście było też coś o możliwości zdjęcia odzienia, ale to chyba kwestia błędnej interpretacji.

Dwa dni później, w czwartek 19 lutego około godziny 19, Anna wraca do domu.

Tego dnia akurat przypada tłusty czwartek, a Włodzimierz zostawiał jej już w przeszłości torebki z pączkami, więc zastanawia się, czy i tym razem czeka na nią jakaś niechciana paczka.

W pierwszej chwili nie może znaleźć wolnego miejsca parkingowego, więc krąży po osiedlu zastanawiając się, gdzie mogłaby zostawić samochód.

Kilka minut po godzinie 19 wchodzi do klatki i idzie na górę.

Po wejściu na odpowiednie piętro zauważa, że pod drzwiami nie ma na szczęście żadnej paczki.

Wyjmuje klucz i wkłada go do zamka, ale wtedy coś odwraca jej uwagę.

Słyszy za sobą szelest, więc pogląda do tyłu i w półmroku widzi sylwetkę, jak się szybko okazuje sylwetkę napastnika.

Przed pierwszym ciosem rozpoznaje Włodzimierza ubranego w grubą, puchową kurtkę.

Najwidoczniej wszedł za jakimś sąsiadem i czekał, aż Anna wróci do domu.

Gdy kobieta się do niego odwróciła, uderzył ją pięścią w głowę, a następnie zaczął kopać po całym ciele.

Ona była w takim szoku, że nie zdążyła jakkolwiek zareagować i szybko straciła przytomność.

Potem osunęła się na wycieraczkę przed swoim mieszkaniem i stała się kompletnie bezbronna.

Wtedy napastnik wyjął ostry szpikulec o długości około 15 cm i zadał jej łącznie 20 ciosów.

W kieszeniu kurtki miał ukryte jeszcze trzy noże, których jednak nie użył.

Ciosy zadawał owładnięty emocjami, właściwie na oślep.

Celoww różne miejsca w obrębie górnych partii ciała.

Hałasy zwróciły uwagę sąsiadki mieszkającej naprzeciwko Anny i kobieta po chwili wychyliła się ze swojego mieszkania, aby sprawdzić co się dzieje.

Widząc, że lokatorka została zaatakowana, a stojący nad nią mężczyzna trzyma jakieś ostre narzędzie, wystraszyła się i z powrotem weszła do mieszkania.

Będąc w środku zadzwoniła pod numer alarmowy i opisała widok, który przed chwilą zastała na klatce schodowej.

Włodzimierz słysząc dźwięk otwieranych, a następnie zamykanych strzaskiem drzwi wystraszył się i podjął decyzję o ucieczce na półpiętro.

Tam zostawwcześniej swoją torbę, którą teraz w pośpiechu założył na ramię, przed tym wyciągając z niej samodzielnie skonstruowany pistolet.

W drodze do wyjścia zatrzymał się jeszcze na chwilę nad byłą partnerką, przyłożył jej do skroni lufę i strzelił.

Potem wybiegł z klatki i oddalił się w nieznanym kierunku.

Strzał z bliskiej odległości spowodował, że kula nie miała szansy rozpędzić się i uderzyć w cel z taką siłą, jak w przypadku strzału z dystansu.

Ku swojemu zaskoczeniu leży na podłodze u siebie w mieszkaniu, a głowę ma owiniętą zakrwawionym ręcznikiem.

Informują, że zaraz przyjedzie karetka i zgodnie z ich zapowiedzią wkrótce do mieszkania wchodzą sanitariusze, a także policjanci.

Ofiara ataku od razu podaje imię i nazwisko osoby, która próbowała odebrać jej życie.

Następnie trafia do szpitala, gdzie lekarze wyjmują pocisk.

Kobieta ma złamaną kość skroniową, a poza tym oczywiście ranę postrzałową i liczne rany kłute.

To chyba najbardziej szokujący element tej historii, ale Anna przeżyła postrzał w głowę.

Nie obyło się natomiast bez znacznego uszczerbku na zdrowiu, bo nawet wiele miesięcy po zdarzeniu kobieta notorycznie odczuwa silne bóle głowy.

Strzał z tak bliskiej odległości spowodował u niej również 40% utratę słuchu.

Policjanci dysponujący danymi oprawcy ruszają w pościg.

Technicy sprawdzają klatkę schodową w bloku przy Alei Wyzwolenia i zabezpieczają znalezione na niej ślady.

Sprawcy w trakcie ucieczki wypadło kilka przedmiotów, m.in.

okulary oraz opakowanie po kremie Nivea.

Poza imieniem i nazwiskiem Anna podała również adres Włodzimierza.

Funkcjonariusze jadą więc na miejsce, a jako że nikt nie otwiera, wyważają drzwi i samodzielnie dostają się do środka.

Po wcześniejszej charakterystyce Włodzimierza można by się spodziewać, że tak pedantyczna osoba będzie mieć zadbane i wysprzątane mieszkanie.

Jest jednak zupełnie odwrotnie, a wnętrze zdaje się kompletnie nie pasować do zawsze uporządkowanego byłego nauczyciela.

Mieszkanie jest co prawda bardzo przestronne, ale mimo tego kompletnie zagracone.

Ponadto w środku jest zwyczajnie brudno, co w ogóle nie zachęca do wejścia dalej.

Naturalnie wygląd lokalu nie leży w kręgu zainteresowań policjantów.

Im chodzi głównie o znalezienie napastnika, którego w mieszkaniu z całą pewnością nie ma.

Nie znajduje też żadnych wskazówek mogących ich naprowadzić na trop poszukiwanego, w związku z czym decydują się przepytać sąsiadów.

Nikt nie wie, gdzie może znajdować się Włodzimierz, bo też nikt nie utrzymuje z nim bliższych kontaktów.

Wśród sąsiadów ma neutralną opinię, zwyczajny mężczyzna na emeryturze, niczym się nie wyróżniający.

Wobec braku nowych ustaleń funkcjonariusze ruszają dalej.

Zdjęcie Włodzimierza zostaje opublikowane w mediach wraz z rysopisem oraz odpowiednim komunikatem.

W ramach dodatkowej charakterystyki pojawia się informacja, że mężczyzna sporo czasu spędza przed komputerem, więc być może zatrzyma się w jakiejś kafejce internetowej.

Osoby bywające lub pracujące w takich miejscach proszone są o wzmożoną czujność.

Mijają kolejne dni, a policjanci nie otrzymują żadnego zgłoszenia o tym, że ktoś widział poszukiwanego.

Przełom następuje dopiero po czterech dniach, w poniedziałek 23 lutego.

Dzielnicowy pracujący w obszarze warszawskiej dzielnicy Kabaty patroluje tego dnia teren tamtejszego lasu kabackiego.

Nie spodziewa się, że kogokolwiek spotka, bo pogoda w ogóle nie zachęca do spacerów.

Mróz utrzymuje się od kilku dni, a ruch w Warszawie jest ograniczony przez obfite opady śniegu.

Gdy policjant przejeżdża obok drewnianej wiaty,

Ktoś jednak zwraca jego uwagę.

Na ławce siedzi mężczyzna, który wydaje się być kompletnie wyziębiony.

Ubrany jest w grubą, puchową kurtkę, a gdy dzielnicowy podchodzi bliżej, okazuje się, że pod kurtką ma ukrytą broń.

Policjant dzwoni po posiłki i finalnie mężczyzna zostaje zatrzymany.

Jak już się pewnie domyślacie, to nikt inny jak poszukiwany od kilku dni Włodzimierz Z.

Zatrzymany opowiada funkcjonariuszom, że ukrywał się w pobliskiej altance od zeszłego tygodnia.

W trakcie zatrzymania ma przy sobie przedmioty codziennego użytku, to jest jedzenie oraz środki higieny, a poza tym wspomnianą wcześniej broń, metalowy pręt, trzy scyzoryki oraz pudełko, w którym ukrył 31 naboi.

Mimo wystawienia na działanie bardzo niskich temperatur, czuje się zaskakująco dobrze, a jego życiu nic nie zagraża.

Wkrótce zostaje przewieziony na komendę, gdzie już dwa dni później, 25 lutego, składa zeznania przed prokuratorem.

W trakcie składania wyjaśnień częściowo przyznaje się do zarzucanych mu czynów, ale w ogóle nie okazuje z tego powodu żalu.

Potwierdza, że pobił Annę, jednak twierdzi, że ani przez sekundę nie chciał jej zabić.

W skrócie opowiada ich wspólną historię, oczywiście zgodnie z własną interpretacją.

Opisuje, jak pięć lat temu zerwał z Anną, ponieważ kobieta była bardzo pazerna i wykorzystywała go finansowo.

Przykładowo, gdy Włodzimierz u niej bywał, nigdy nie poczęstowała go domowym obiadem, za to gdy ona przychodziła do niego, on zawsze silił się na taki gest i podawał jej ciepły posiłek.

W trakcie zerwania jasno podkreślił, że nie chce już kontaktu z jej strony, ale jednocześnie oczekiwał, że partnerka nie potraktuje tych słów poważnie, odezwie się po kilku dniach i przeprosi go za swoje zachowanie.

Według niego powinna tak zrobić, ponieważ go upokorzyła, a poza tym jest dla niej mężczyzną idealnym.

Nadmienia też, że jej nowy partner to, mówiąc wprost, odrażający człowiek.

Broń skonstruował po tym, jak dostał list od komornika.

Zestawiając to z późniejszymi zeznaniami Anny, to ona uważa, że to nie jest prawda, poniewwedług niej Włodzimierz skonstruował broń już wcześniej, mniej więcej wtedy, gdy wysłał maila do jej syna, w którym pisał o przystawianiu lufy do głowy.

Po przeprowadzeniu ataku zaszył się w lesie, gdzie jak twierdzi zamierzał pobyć przez kilka dni, dopóki nie skończy mu się jedzenie.

Potem planował odebrać sobie życie przy użyciu posiadanego pistoletu, do czego ostatecznie nie doszło, bo wcześniej znalazł go dzielnicowy.

Włodzimierz trafia na obserwację psychiatryczną, po której biegły stwierdza, że był całkowicie poczytalny w momencie popełniania zbrodni.

Odbywa też kilka rozmów z biegłym psychologiem, a w ich trakcie zachowuje się dość specyficznie.

Nie chodzi jedynie o treść tego, co mówi, chociaż to też i o tym zaraz, ale o jego postawę w trakcie tych spotkań.

Badany traktuje psychologa z góry, stara mu się pokazać swoją wyższość, a także prezentuje bardzo roszczeniowy stosunek do świata.

Co do samej merytoryki, to zaczyna od tego, że to Anna według niego jest psychicznie chora, a nie on.

Rzekomo ma ona opory przed powiedzeniem przepraszam czy dziękuję.

co według Włodzimierza jest objawem choroby.

Jako przykład podaje liczne sytuacje, gdy wysyłał jej prezenty, za które ona nigdy mu nie dziękowała, tylko po prostu je odsyłała.

Dodaje, że miał też trochę czasu w areszcie, aby się dokształcić w tym temacie i przeczytał książkę Współżycie łatwe i trudne z 1969 roku autorstwa Stefana Garczyńskiego.

Zgodnie z informacjami w niej zawartymi, Annę można zakwalifikować jako tak zwaną kobietę-bierkę, czyli taką, która dużo bierze, a mało daje od siebie.

Jest pewien, że to przez chorobę jego partnerka zachowuje się egoistycznie, a w relacjach jest głównie nastawiona na korzyści.

Poza tym jest osobą, która szybko się nudzi i lubi dostawać dużo rzeczy za darmo, dlatego uznał, że wysyłanie tych wszystkich prezentów to dobra droga do jej serca.

Negatywnym aspektom swojego zachowania poświęca mało uwagi, a jeżeli już, to nazywa je działaniami wychowawczymi.

Z ich pomocą chciał zmusić Annę, aby stała się bardziej empatyczna i zastanowiła się nad tym, jak traktuje innych.

Konfrontując te wypowiedzi z opinią biegłego, wychodzi jednak, że to Włodzimierz, a nie Anna, charakteryzuje się niskim poziomem empatii.

Zacytuję teraz dwa fragmenty z opinii psychologicznej.

Cytaty pochodzą z Gazety Wyborczej.

Badanego cechuje nasilony egocentryzm, tendencja do skupiania się na własnych problemach i przeżyciach, przy jednoczesnym braku zrozumienia i zainteresowania przeżyciami i problemami innych osób.

Jest dość zasadniczy i wymagający wobec otoczenia.

Negatywne uczucia długo w sobie pielęgnuje i przeżywa.

Łatwo doszukuje się złych intencji.

Ponadto, analizując zachowanie Włodzimierza w kontaktach z innymi ludźmi, da się zauważyć, że nie jest on zbyt odporny na niepowodzenia, a jeżeli już coś idzie nie po jego myśli, to winę zawsze stara się przerzucić na innych.

Tłumi w sobie emocje, a źródła problemu zawsze szuka w osobach z bliskiego otoczenia, nigdy w sobie.

Jeszcze w trakcie ich związku Anna zachęciła go, aby zrobił kurs na prawo jazdy.

Za pierwszym razem nie zdał egzaminu, ale nie dlatego, że jego wiedza była niewystarczająca.

Według niego wina w pełni leżała po stronie partnerki, ponieważ to ona namówiła go na kurs i powinna bardziej mu pomóc w przygotowaniach do zaliczenia.

Z takim podejściem raczej trudno o szybkie przyswojenie wiedzy, więc ostatecznie Włodzimierz podchodził do egzaminu aż sześć razy.

Co do eskalacji emocji, to według psychologa zachowanie agresywne kompletnie nie leży w jego naturze, więc podjęcie tak bezpośredniego ataku było kompletną anomalią w jego zachowaniu.

Na zakończenie wątku opinii psychologicznej powiem, jak badanie podsumował sam Włodzimierz.

Kopię dokładnego opisu sporządzonego przez biegłego zamówił sobie do aresztu.

Po drobiazgowym zapoznaniu się z dokumentem uznał, że psycholog go nie rozumie, ponieważ te wszystkie wymienione cechy ma przecież Anna, a nie on.

W trakcie oczekiwania na proces Włodzimierz nie próżnuje i stara się przekonać wszystkich do swoich racji.

Prokuratorowi wysyła liczący kilkadziesiąt stron elaborat, w którym zapewnia, że cel postępowania już został osiągnięty, ponieważ on poczuł wewnętrzny spokój i z całą pewnością nigdy więcej nie złamie prawa.

Poza tym ma nowy plan na życie, w którym nie ma miejsca dla Anny, dlatego chciałby już całkowicie się od niej odciąć.

Tym samym wolałby nie wracać do wydarzeń z 19 lutego, a żeby uniknąć niepotrzebnego postępowania sądowego, proponuje ugodę.

Może dobrowolnie poddać się zaproponowanej przez siebie karze.

Zważywszy na to, że za usiłowanie zabójstwa grozi mu do żywocie, to jego propozycja jest co najmniej absurdalna.

Włodzimierz proponuje, że może poddać się karze tak do półtora roku więzienia, co ważne w zawieszeniu maksymalnie do pięciu lat.

Tak jak można się było spodziewać, prokurator nie jest szczególnie zainteresowany tą propozycją, więc ostatecznie ugoda nie dochodzi do skutku.

Nowy plan życiowy Włodzimierza również nie zostaje zrealizowany, albo może ulega jakiejś modyfikacji, bo kilka miesięcy po zatrzymaniu, w grudniu 2009 roku, mężczyzna ponownie próbuje skontaktować się z Anną.

W okolicach świąt Bożego Narodzenia wysyła jej paczkę.

Trudno stwierdzić w jaki sposób w ogóle to zorganizował, będąc w areszcie, ale paczka zawiera prezent.

Tym razem zdecydował się podarować Annie książkę na temat depresji, aby, jak to określił w dedykacji, mogła poczytać o swoich stanach depresyjnych.

Do paczki z uwagi na panującą akurat porę roku dołączył opłatek.

Poza paczką wcześniej wysyłał jej również listy, jednak podobnie jak na maile nie doczekał się odpowiedzi.

Wobec tego uznał, że Anna może pomijać listy, ale pakunek na pewno zwróci jej uwagę.

Być może zwrócił, ale i tak nie sprawdziła jego zawartości, ponieważ paczki w ogóle nie przyjęła.

Pierwszy wyrok zapada 23 listopada 2010 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Przewodniczącym składu sędziowskiego jest sędzia Tomasz Całkiewicz.

Wyrok poprzedza trwający kilka miesięcy proces, a sprawa jest regularnie komentowana m.in.

na forach dyskusyjnych, gdzie pojawiają się wpisy byłych uczniów Włodzimierza.

Absolwenci nie mogą uwierzyć, że były nauczyciel byłby zdolny do usiłowania zabójstwa.

Swoją drogą, podobna zależność jak w innej sprawie z Warszawy, którą omawiałam wcześniej, gdzie oskarżoną była Renata K., również nauczycielka.

Anna występuje w procesie jako oskarżycielka posiłkowa i już na początku prosi sąd o możliwość składania zeznań bez obecności oskarżonego.

Nie chce również słuchać przedstawionej przez niego wersji zdarzeń, na co sąd ostatecznie się zgadza.

Po złożeniu wyjaśnień Anna opuszcza salę sądową, chyba w ogóle nie przypuszczając ile czasu dzięki temu udaje jej się zaoszczędzić.

Zresztą chyba nikt się nie spodziewał, że oskarżony będzie składał zeznania aż przez 6 godzin.

Trwa to tyle m.in.

dlatego, że przed sądem znowu czyta swoją 40-punktową listę, przy okazji dodając do każdego punktu odpowiedni komentarz.

Gdy odczytywał listę po raz pierwszy, Anna mogła mu przerwać, co zresztą jak pamiętamy zrobiła i po szesnastym punkcie odeszła.

Sędzia niestety nie ma takiej możliwości i musi wysłuchać każdego z punktów, ponieważ może to przecież być istotny dowód w sprawie.

Prowadzący rozprawę kilkukrotnie pyta, czy lista na pewno ma jakiś związek z wydarzeniami z 19 lutego, natomiast Włodzimierz niezmiennie pewnym siebie głosem odpowiada twierdząco.

Poza tym przyjmuje dokładnie taką linię obrony, jak w trakcie składania wcześniejszych zeznań.

Informuje sędziego, że w kamienicy przy Alei Wyzwolenia znalazł się przypadkiem.

Broń też miał ze sobą przypadkiem, bo włożył ją wcześniej do kieszeni kurtki, a potem o tym zapomniał.

Tamtego dnia założył akurat tą kurtkę, nie zauważając, że pistolet jest w środku.

Jedynie szpikulec znalazł się w kieszeni celowo, ponieważ zawsze nosi go ze sobą do ewentualnej samoobrony.

Mając na uwadze swoje problemy finansowe wynikające z konieczności spłaty zadłużenia, skonstruował pistolet, którym zamierzał odebrać sobie życie.

Przed tym chciał po raz ostatni zobaczyć Annę, dlatego wszedł do jej bloku i czekał na klatce schodowej, aż wróci.

Decyzja o podjęciu ataku była spontaniczna, a po wszystkim do lasu kabackiego dostał się pieszo.

Poza samą napaścią jest jeszcze kwestia nękania.

Włodzimierz zeznaje, że interesował się Anną przez tyle lat, aby roztaczać nad nią parasol ochronny i uchronić ją przed wpadnięciem w ręce nieodpowiedniego mężczyzny.

W jego ocenie było to realne zagrożenie, ponieważ Anna, tak jak wspominał, jest chora psychicznie i łatwo ją zmanipulować.

Jest rozżalony, bo przez te wszystkie lata miał dla niej nieskończone pokłady cierpliwości, a ona przez cały czas traktowała go przedmiotowo i upokarzała.

Tymi tysiącami maili, które według niego były o luźnej i codziennej treści, chciał tylko zaznaczyć swoją obecność.

Była to jego autorska metoda wychowawcza, jednak teraz widzi, że to wszystko nie miało sensu, chce zapomnieć o byłej partnerce i spędzić trochę życia w samotności.

Gdy oskarżony kończy składać zeznania, przychodzi czas na przesłuchanie świadków.

Na sali sądowej są m.in.

członkowie rodziny obu stron, syn Anny oraz macocha Włodzimierza.

Syn opowiada o mailach, jakie dostawał od byłego partnera matki, a także o tym, jak Anna reagowała na te wszystkie zaloty.

Podkreśla, że nieraz stanowczo prosił Włodzimierza, aby dał im spokój i odczepił się od ich rodziny, ale on zupełnie nic sobie z tego nie robił.

Macocha Włodzimierza w tamtym momencie ma 79 lat i właściwie nie za wiele do powiedzenia, bo ona i pasierb odnowili kontakt tak naprawdę niedawno.

Wcześniej, jak już wiemy, byli skłóceni i nie rozmawiali ze sobą.

Prawdopodobnie to Włodzimierz pierwszy wyciągnął rękę na zgodę i się do niej odezwał.

W ostatnich miesiącach przed zatrzymaniem odwiedził ją kilkukrotnie, a w trakcie tych wizyt wspólnie jedli obiady i rozmawiali.

Włodzimierz żalił się, że poznał pewną lekarkę, w związku z czym ma kłopoty finansowe.

Opowiadał, jak duże kwoty musi na nią wydawać, przez co nie stać go na zapłacenie czynszu.

Być może chciał w ten sposób nakłonić macochę, aby pomogła mu finansowo.

Poza biegłymi z zakresu psychiatrii i psychologii na sali zeznaje również chirurg oraz ekspert z dziedziny balistyki.

Według opinii tego drugiego konstrukcja broni nie pozwalała na oddanie śmiertelnego strzału.

W przypadku przystawienia pistoletu do głowy siła wyrzutu pocisku była zdecydowanie za mała.

Z kolei według opinii chirurga nie było także szans, aby postrzał w inne miejsca spowodował zgon, a jedynie ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Sędzia założył jednak, że oskarżony nie wiedział o wadach konstrukcyjnych, bo przecież wspominał, że za pomocą tej samej broni zamierzał odebrać sobie życie.

Niestety faktem jest, że materiał dowodowy zebrano raczej niedokładnie.

Zabezpieczone ślady okazały się niewystarczającym argumentem, aby utrzymać zarzut usiłowania zabójstwa.

Przede wszystkim nie ustalono pod jakim kątem był oddany strzał.

Czy Włodzimierz strzelał, aby zabić i to wyłącznie wina pistoletu, że się nie udało?

Czy jednak coś spowodowało, że strzelił w taki sposób, aby kula przeszła bokiem?

Według adwokata jego klient miał sporą przewagę i gdyby chciał zabić, to by zabił.

Finalnie sąd ulega tym argumentom i zmienia kwalifikację czynu z usiłowania zabójstwa na narażenie na niebezpieczeństwo i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Perspektywa dożywocia staje się nieaktualna, ponieważ po zmianie Włodzimierzowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Ostatecznie sąd najwidoczniej bierze pod uwagę jakieś okoliczności łagodzące i skazuje go jedynie na 6 lat więzienia.

W uzasadnieniu pojawia się wzmianka o tym, że chciał okaleczyć swoją ofiarę, ale nie wiadomo czy chciał ją zabić.

Strony naturalnie wnoszą apelację.

Przewodniczącym składu sędziowskiego w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie jest sędzia Jan Krośnicki.

Niestety na temat tego procesu nie znalazłam zbyt wielu informacji.

Nie wiadomo kiedy zapadł wyrok, a samo podsumowanie procesu jest z gatunku tych zwięzłych.

Sąd uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia w sądzie niższej instancji.

Powód dobrze podsumowuje cytat z uzasadnienia wyroku pochodzący z Gazety Wyborczej.

kto przystawia broń do głowy i strzela, musi przynajmniej liczyć się z tym, że może zabić.

Sąd w trakcie procesu spytał Włodzimierza, dlaczego po prostu nie zaczął rozmowy z Anną, tylko od razu ją zaatakował.

Przecież cały czas podkreśla, że poszedł się z nią jedynie zobaczyć, nie planował napaści.

On odpowiada tylko, że dla niego również do tej pory jest to zagadka.

Drugi proces przed sądem okręgowym rusza 23 września 2011 roku i trwa blisko dwa lata.

Ponownie przesłuchano świadków oraz kolejnych biegłych.

Dzięki zebranemu na nowo materiałowi dowodowemu udało się powrócić do poprzedniej klasyfikacji czynu, czyli do usiłowania zabójstwa.

Sąd zgodnie z rekomendacją prokuratora skazuje Włodzimierza na 15 lat pozbawienia wolności.

Obrońca skazanego ponownie wnosi apelację, więc tym samym przechodzimy do czwartej i zarazem przedostatniej rozprawy.

Wyrok przed sądem apelacyjnym w Warszawie zapada kolejne trzy lata później, to jest 24 lipca 2014 roku.

Sędzia Marek Czecharowski podkreśla absurd całej sytuacji i tłumaczeń Włodzimierza na temat stosowanych przez niego metod wychowawczych.

Sąd zaznacza, że dorosły człowiek nie może rościć sobie praw do wychowywania innego dorosłego człowieka.

Zamiar zabójstwa jest dość jasny i wydaje się wątpliwe, aby oskarżony faktycznie planował odebrać sobie życie, bo nie zrobił tego w ciągu tych kolejnych dni, gdy był poszukiwany.

Przez cały ten czas po prostu ukrywał się przed policją, jednocześnie mając przy sobie rzeczy niezbędne do przeżycia.

W związku z tym można wywnioskować, że broń zabrał ze sobą w wiadomym celu.

W ogóle jeszcze na chwilę odchodząc od sprawcy, to zwróćcie uwagę jakie to przykre, że ofiara już piąty raz jest zmuszona opowiadać o tych wszystkich traumatycznych zdarzeniach.

Przez to, że regularnie musi przeżywać całą sekwencję zdarzeń na nowo, pewnie tym trudniej jest jej przepracować to wszystko i iść dalej.

Sąd apelacyjny podtrzymuje zarzut usiłowania zabójstwa, natomiast biorąc pod uwagę, że Włodzimierz przez całe dotychczasowe życie nie przejawiał cech świadczących o demoralizacji i dobrze funkcjonoww społeczeństwie, sąd zmniejsza karę do 12 lat pozbawienia wolności.

Areszt zostaje wliczony na poczet kary, a o zwolnienie warunkowe oskarżony będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 8 latach odsiadki, czyli mniej więcej w lutym 2017 roku.

Korzystając z ostatniej deski ratunku, pełnomocnik Włodzimierza wnosi kasację do Sądu Najwyższego.

Wspomina, że gdy toczyło się postępowanie w sądzie pierwszej instancji, złożył wniosek o skierowanie oskarżonego na powtórną obserwację psychiatryczną.

Sąd tego wniosku w ogóle nie rozpatrzył, co według adwokata jest dużym uchybieniem i z uwagi na to proces powinien zostać wznowiony.

Sąd Najwyższy nie podziela jego zdania i pod koniec 2015 roku odrzuca kasację.

Wyrok zachowuje się więc w niezmienionej formie i o ile dobrze liczę, nawet jeśli Włodzimierz nie uzyskał zgody na wcześniejsze wyjście, to już od dwóch lat przebywa na wolności.

Ostatnie doniesienia na jego temat pojawiają się w kontekście kasacji, więc nie wiadomo, czym obecnie się zajmuje.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że cokolwiek by to nie było, Szyma się zdala od Anny.

I to tyle na temat sprawy.

Razem z serwisem Kanal Plus Online dziękujemy za wysłuchanie odcinka.

Jako, że kolejny opublikuję pewnie za jakieś dwa tygodnie, to żeby Wam się w międzyczasie nie nudziło, włączcie sobie Belfra.

Jeżeli materiał Ci się spodobał i chcesz wesprzeć dalszą podcastową działalność, możesz postawić mi kawę na BuyCoffee2.

Strona nie wymaga rejestracji.

Link znajduje się w opisie.

0:00
0:00