Mentionsy

Szkic Kryminalny
24.07.2022 09:00

Podlaskie: Trzy domy, jedna rodzina (Grabówka 2001 - 2009)

W 2004 roku z niewyjaśnionych przyczyn umiera mieszkanka podlaskiej wsi. Przez następne lata jej córka doświadcza szeregu nieszczęśliwych i niebezpiecznych zdarzeń. Czy to możliwe, że te wszystkie sytuacje są ze sobą powiązane?


MUZYKA W TLE: Arthur Vyncke - Uncertainty

https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer

https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1QhhgUw0AvVNAWJmfVkknBTUzx38An3ekjCXNZp5DSQE/edit?usp=sharing

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

TT: https://www.tiktok.com/@szkic.kryminalny?is_from_webapp=1&sender_device=pc

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 627 wyników dla "Wydziału do Walki z Korupcją Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku"

Dzięki za oglądanie!

Zanim przejdziemy do sprawy, krótka informacja.

Dzisiejszy odcinek przygotowałam na podstawie dwóch wyrokówdowych.

Posiłkowałam się również źródłami medialnymi.

Może wiecie, może nie, wyroki w portalu orzeczeń sądowych nie zawierają pełnych imion i nazwisk uczestników spraw, a jedynie ich inicjały.

Jeżeli więc w źródłach medialnych były podane pełne imiona, to właśnie ich używam w podcaście.

Natomiast w przypadku czterech osób tych pełnych imion nie było.

Dla komfortu słuchania wymyśliłam je sama na podstawie inicjałów z wyroku.

Myślę, że w ten sposób będzie łatwiej się zorientoww historii, niż gdybym dla niektórych osób używała pełnych imion, a dla niektórych jedynie inicjałów.

Wymyślone imiona dotyczą dwóch osób dorosłych, Leszka oraz Elżbiety, a także trójki dzieci, Marysi, Wandy i Michała.

A teraz zapraszam Was do wysłuchania bardzo złożonej historii pewnej rodziny.

Tragiczne zdarzenia działy się nieprzerwanie na przestrzeni wielu lat.

Dodatkowo z żadną podobną sprawą kryminalną nigdy się nie spotkałam.

Nie mogłam się wręcz oderwać od czytania wyroku, gdzie z każdą kolejną stroną były coraz to bardziej zadziwiające informacje.

Nie przedłużając, przenosimy się na Podlasie.

Dzzacznę trochę niestandardowo od przedstawienia miejsca akcji.

Dodatkowo w tym odcinku ominę kalendarium, ze względu na to, że wydarzenia toczyły się na przestrzeni wielu lat.

Jeżeli miałabym przerywać historię na opis każdego roku, to według mnie zrobiłby się trochę chaotyczny klimat.

Wydarzenia, o których Wam opowiem, rozegrały się w Grabówce.

wsi w województwie podlaskim.

Grabówka leży w powiecie białostockim w gminie Supraśl.

Żebyście lepiej mogli sobie wyobrazić lokalizację, powiem, że z Grabówki do Białegostoku jest niecałe 10 kilometrów.

Według Google droga zajmuje kilkanaście minut autem, a jak ktoś nie ma auta, to jeżdżą też dwie linie autobusowe z Białegostoku, numer 1 oraz numer 105.

W Grabówce znajdują się liczne zakłady produkcyjne i usługowe, jednak ze względu na dobre skomunikowanie większość mieszkańców dojeżdża do pracy w Białymstoku.

Liczba mieszkańców to trochę ponad 3 tysiące, więc jest to duża wieś.

Grabówkę przecina droga krajowa nr 65 prowadząca do miejscowości Bobrowniki, w której mieści się przejście graniczne na Białoruś.

Wstęp i przedstawienie postaci

Znając miejsce akcji przenosimy się do lat 90.

W Grabówce mieszkają państwo Korniłowicz, Irena oraz Jerzy.

Małżeństwo ma dwie córki, Annę oraz Marzenę.

Anna poznaje Andrzeja.

Chłopak jest od niej o 3 lata starszy.

Już od kilku lat pracuje w zakładzie poprawczym w Białymstoku, najpierw jako konserwator, czyli prawdopodobnie ktoś w rodzaju złotej rączki, odpowiedzialny np.

za reperowanie różnych rzeczy, później poszerza swoje kompetencje i zajmuje się również elektryką.

Dodatkowo poza pracą na etacie Andrzej prowadzi własną działalność gospodarczą.

Nie znalazłam informacji o dokładnym profilu działalności, ale z wypowiedzi Andrzeja wynika, że zajmował się pracami renowacyjnymi oraz naprawiał różne rzeczy.

Po pewnym czasie para bierze ślub.

Małżeństwo doczekuje się dziecka, córeczki Marysi.

Andrzej okazuje się być bardzo dobrym ojcem i mężem, dba o swoją rodzinę, ponadto działa społecznie poprzez regularne oddawanie krwi przez wiele lat, co skutkuje uzyskaniem tytułu honorowego dawcy krwi.

wnież siostra Anny, Marzena, poznaje swojego wybranka, Leszka.

Para także finalnie zostaje małżeństwem oraz rodzicami dwójki dzieci, Michała i Wandy.

Pani Irena oraz pan Jerzy chcą pomóc swoim córkom.

W zwzku z tym, że obie kobiety zaczynają nowe etapy życiowe z własnymi rodzinami, uznają, że potrzebna im jest do tego odpowiednia przestrzeń.

Dzięki możliwościom finansowym, jakie mają, każdej z córek podarowują kawałek ziemi.

Obie posesje graniczą bezpośrednio z ich domem.

Czyli obrazując, obok siebie położone są trzy działki.

Na pierwszej zamieszkuje Anna i Andrzej z córeczką Marysią, na drugiej państwo Korniłowicz, Irena oraz Jerzy i na trzeciej Marzena i Leszek z dziećmi, Michałem i Wandą.

Działki są ogrodzone, natomiast pomiędzy nimi znajdują się furtki, aby łatwo można było się przemieszczz jednej na drugą.

Dzięki pomocy finansowej rodziców młode małżeństwa nie tylko zyskują ziemię, ale też szybko udaje im się postawić na nich domy.

Wydaje się, że wszyscy tworzą naprawzgraną grupę, a ich relacje przeczą powiedzeniu, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

Nie zdarzają im się kłótnie, wszyscy wiedzą, że mogą liczyć na wzajemną pomoc.

Często odwiedzają się nawzajem i spędzają razem czas, uwieczniając wspólne chwile na pamiątkowych fotografiach, a także na nagraniach.

Atmosfera jest wręcz sielankowa.

W rodzinie panuje zaufanie, a co za tym idzie obowzuje zwyczaj zostawiania sobie kluczy w przypadku dłuższych wyjazw.

Domyślam się, że to tak na wszelki wypadek, gdyby coś się wydarzyło i trzeba było wejść do któregoś z dow.

Klucze u reszty pozostawiają pani Irena i pan Jerzy, gdy wyjeżdżają, a także Marzena i Leszek.

Jedynie Anna i Andrzej nie odczuwają takiej potrzeby i nie praktykują tego zwyczaju.

Mając wstępny zarys rodziny przenosimy się do lipca 2001 roku.

To wtedy swój początek mają dziwne zdarzenia, które później będą nagminnie pojawiać się przez lata, wytrącając rodzinę z zielonkowej i spokojnej atmosfery.

Młode małżeństwa są w trakcie budowy swoich wymarzonych dow.

Pracy jest sporo, a czas jest na wagę złota.

Niestety Marzena i Leszek nagle zostają oderwani od prac remontowych.

Dostają wezwanie z Urzędu Skarbowego.

Urząd otrzymał skądś informację, że niezasadnie korzystają z ulgi budowlanej.

Dodatkowo Leszek pracuje jako taksówkarz.

Ma zarejestrowaną własną działalność gospodarczą.

W zwzku z tym jest posądzony także o zatajenie części swoich dochodów.

Dla małżeństwa jest to szok.

zmuszeni przejść przez całe postępowanie podatkowe.

Wizyty w urzędzie dostarczają sporo nerwów, a także zabierają cenny czas, który woleliby poświęcić na doglądanie budowy.

Finalnie zostają oczyszczeni z zarzutów, natomiast sama ta sytuacja jest bardzo przykrym doświadczeniem.

Nie mają również pojęcia, skąd tak nagłe zainteresowanie nimi ze strony Urzędu Skarbowego.

Nie poświęcają temu jednak większej uwagi.

Sytuacja minęła, a rodzina wróciła do codziennych obowzw.

Najważniejszym celem jest ukończenie budowy, aby wreszcie zamieszkać na swoim, a nie roztrząsanie przeszkód, które pojawiły się na drodze.

Teraz przenosimy się o kolejne trzy lata do roku 2004, a dokładnie jest końcówka czerwca.

W powietrzu wyczuwalne zaczyna być lato, a dni robią się naprawdę ciepłe.

Dzieci rozpoczynają wakacje i czują ekscytację w zwzku z wolnością od szkoły na kolejne dwa miesiące.

Na wsiach rozpoczyna się pracowity okres zwzany ze zbiorami.

Mimo ogólnie panującej, spokojnej atmosfery, w Grabówce nastrój jest co najmniej nerwowy.

Pani Irena nagle zaczyna czuć się bardzo źle.

Źródła podają rozbieżne informacje na temat stanu jej zdrowia.

Według niektórych wcześniej chorowała, według innych nie miała żadnych problemów zdrowotnych.

Prawda pewnie jest gdzieś po środku i zdarzało jej się chorować, jednak nie tak poważnie jak 27 czerwca.

To wtedy kobieta skarży się rodzinie na ostry ból brzucha.

Zaczyna wymiotować, wygląda na to, że się czymś zatruła.

Objawy są tak silne, że zmartwieni bliscy decydują o zawiezieniu jej do szpitala.

Kobieta na kilka dni trafia do kliniki w Białymstoku.

Tam lekarz stwierdza zapalenie błony śluzowej żołądka, konieczna jest hospitalizacja.

W szpitalu stan kobiety na szczęście się poprawia.

Po około tygodniu czuje się już na tyle dobrze, że 2 lipca zostaje wypisana do domu.

Po tej całej sytuacji w rodzinie zapanowuje względny spokój, jednak nie na długo.

W sierpniu sytuacja się powtarza.

7 sierpnia pani Irena ponownie skarży się na dolegliwości.

Objawy początkowo są podobne do ostatnich, to jest jedynie ból brzucha i wymioty.

Po czasie jednak widać gołym okiem, że tym razem sytuacja jest znacznie poważniejsza.

Pani Irena zaczyna mdleć.

Rodzina wzywa pogotowie.

O godzinie 21.30 kobieta zostaje przyjęta do szpitala w Białymstoku.

Wygląda bardzo źle, jest wręcz sina na twarzy, widać, że bardzo cierpi.

Lekarz stwierdza u niej niewydolność krążeniowo-oddechową.

Pani Irena zapada w śpiączkę.

Mimo leczenia stan zdrowia się nie poprawia, jest wręcz krytyczny.

Doznaje szeregu dolegliwości, z czego najcięższymi są obrzęk mózgu oraz niedokrwienie mięśnia sercowego.

Ten ostatni, czyli mówiąc potocznie zawał serca, jest przyczyną zgonu.

Irena Korniłowicz umiera 10 sierpnia 2004 roku w wieku 53 lat.

W szpitalu zostaje przeprowadzona sekcja zwłok, w trakcie której ustalono, że w żołądku kobiety znajdowały się toksyny.

To właśnie one spowodowały taką reakcję organizmu.

Ciało zostało wydane pogrążonej w żałobie rodzinie.

Bliscy organizują pogrzeb i ostatni raz żegnają się z panią Ireną.

Kobieta została pochowana na cmentarzu parafialnym w Grabówce.

Zdarzenie trzecie

Wydaje się, że rodzina przeszła już tyle, że nic gorszego się nie stanie, a cały ten nieszczęśliwy splot wydarzw końcu się zakończy.

Niestety nadzieje te są złudne.

Przechodzimy do roku 2005.

Od śmierci pani Ireny dzieli nas niecałe 6 miesięcy, gdyż kolejne przykre wydarzenie ma miejsce już na początku roku, to jest 20 stycznia.

Jest czwartek, Marzena udaje się do szkoły na zajęcia.

Nie znalazłam informacji, czy to dlatego, że sama była nauczycielką, czy po prostu się dokształcała i dlatego chodziła na jakieś zajęcia edukacyjne.

W każdym razie nie ma jej w domu przez kilka godzin.

Leszek również wychodzi, ponieważ jedzie odwiedzić swoich rodziców.

Podobnie jak jego żona opuszcza dom na dłużej ze względu na to, że rodzice mieszkają poza grabówką.

O 15.30 małżeństwo razem wraca do domu.

Już przed wejściem widzą, że coś jest nie tak.

Ściana frontowa ich domu jest mokra.

Poddenerwowani wchodzą do środka, żeby zobaczyć co się stało.

Tam zostaje uderzający widok.

Ich dom, który tyle czasu budowali i wykańczali, jest kompletnie zniszczony.

Z pierwszego piętra leci woda.

Ściany są zupełnie przemoczone.

Woda spłynęła nawet do piwnicy.

Po dokładnych oględzinach okazuje się, że uszkodzeniu uległ gumowy wężyk, który doprowadzwodę do spłuczki w ubikacji.

Przez to w ciągu kilku godzin zalana została podłoga w łazience na piętrze, a także sufity i wszystkie pomieszczenia na parterze.

Marzena i Leszek są załamani.

Muszą przeprowadzić ponownie generalny remont.

Trwa to kilka miesięcy, bo najpierw dom musi zostać dokładnie wysuszony, a potem odmalowany.

Cała procedura jest też kosztowna, gdyż na odnowienie pomieszczeń i zniwelowanie szkód para wydaje około 13,5 tys.

zł.

Zdarzenie czwarte

Teraz przenosimy się do roku 2006.

Od powodzi minął już ponad rok, gdyż jest dokładnie końcówka kwietnia.

Dookoła panuje wiosenny klimat, dni są coraz cieplejsze.

W tym czasie pan Jerzy podejmuje decyzję, że chciałby kupić nowe auto.

Prosi więc Leszka o pomoc.

Razem z Zięciem chce pojechać na giełdę, aby ten doradził mu w kwestii zakupu.

Leszek się zgadza i 30 kwietnia w niedzielę jadą razem na giełdę.

Jadą oczywiście samochodem Leszka.

Tam udaje się wybrać odpowiedni model auta.

W uzasadnieniu wyroku jest informacja, że pan Jerzy decyduje się na zakup samochodu marki na literę V, więc uznajmy, że to np.

Zadowoleni wracają do domu, potem Leszek parkuje swój samochód w garażu, klucze do garażu zostawia w domu i wychodzi, bo ma już kolejne plany na resztę dnia.

Razem z Marzeną i dziećmi mają odwiedzić jego rodziców.

Pan Jerzy też chce pojechać z nimi.

Decydują, że w takim razie samochód Leszka zostawią, a przejadą się nowo zakupionym Volvo, żeby je przetestować.

Następnego dnia w poniedziałek Leszek ponownie wsiada do samochodu, tym razem swojego i jedzie do pracy.

Niestety zw pojawia się przykra niespodzianka.

Po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów samochód odmawia dalszej jazdy.

Leszek widzi, że coś się stało, bo zapala się kontrolka oleju.

Z pomocą pana Jerzego odholowuje samochód z powrotem do garażu.

Tam może na spokojnie przyjrzeć się, co dokładnie spowodowało usterkę.

W pierwszej kolejności zdejmuje misę olejową, bo tam spodziewa się problemu.

Po zdjęciu misy zauważa jednak, że silnik jest zatarty na panewkach.

Do środka dostał się piasek.

Mężczyzna nie podejmuje się naprawy sam.

Auto oddaje do mechanika, co wiąże się z kolejnym dużym wydatkiem, około 6 tysięcy złotych.

Dodatkowo w zwzku z tym, że Leszek jest kierowcą taksówki, na czas naprawy pozbawiony jest możliwości zarabiania.

Nadchodzi jesień, a dni robią się coraz chłodniejsze.

Pogoda zdecydowanie nie zachęca do wychodzenia z domu.

Marzena i Leszek w zwzku ze wszystkimi przykrymi wydarzeniami, jakie ich spotkały, chcą zapewnić sobie większe poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego decydują się na zamontowanie instalacji alarmowej w domu.

Przy okazji prac monterskich rodzina wpada na pewien pomysł.

Aby łatwiej było im się komunikować, chcą zamontować linię telefoniczną pomiędzy trzema posesjami.

Kabel nie ma być podłączony do ogólnej sieci.

Ma służyć jedynie do rozw pomiędzy członkami rodziny bez konieczności wychodzenia z dow.

kiedy to pogoda nie rozpieszcza.

Inwestycja jednak nie zostaje ukończona, bo wymaga dodatkowych środków pieniężnych na zakup odpowiednich urządzeń i w końcu wszyscy rezygnują z pomysłu.

Na pamiątkę tej idei pozostał jedynie zainstalowany między domami kabel.

Zdarzenie 5.

Teraz przeniesiemy się w sam środek świątecznej atmosfery, a właściwie do pracowitych dni ostatnich przedświątecznych przygotowań, gdyż jest 23 grudnia 2007 roku, niedziela.

Po południu Marzena i Leszek zabierają dzieci i wyjeżdżają na wieś.

Oczywiście chodzi o inną wieś niż grabówka, w której mieszkali na co dzień.

Jadą tam do kogoś w odwiedziny.

Po inicjałach wnioskuje, że to jakiś krewny Leszka.

Tam całą rodziną spędzają kilka godzin, jednak później Leszek wraca z powrotem do grabówki.

Ma w planach jeszcze popracować.

Okres przedświąteczny jest dość ruchliwy.

Ludzie przemieszczają się po mieście, robią ostatnie zakupy.

Dodatkowo ci, którzy przyjechali odwiedzić rodzinę, potrzebują transportu z dworca.

Dla taksówkarzy jest to bardzo dochodowy czas, nic więc dziwnego, że Leszek zdecydował się popracoww te ostatnie dni przed świętami.

Około 16 mężczyzna dojeżdża do grabówki.

Rozpala w piecu drewnem oraz koksem, aby nagrzdom, a potem wychodzi do pracy.

Jeździ taksówdo około pierwszej w nocy.

Potem wraca do domu.

Następnego dnia, 24 grudnia, w poniedziałek przed południem, około godziny 10, Leszek wraca na wieś, gdzie przebywa jego żona oraz dzieci.

to tam wieczorem odbywa się kolacja wigilijna.

W zwzku z tym dołączają do nich pan Jerzy, a także Anna i Andrzej.

Cała rodzina może spędzić święta w komplecie i razem celebrować ten wyjątkowy czas.

Pewnie wszyscy znamy te życzenia, które są powtarzane nagminnie w wielu miejscach już od drugiej połowy grudnia.

czyli zdrowych i spokojnych świąt.

Jestem pewna, że Marzena i Leszek też usłyszeli je wielokrotnie.

Niestety życzenia się nie spełniły.

Te święta zdecydowanie nie są dla nich spokojne.

Ponad dwa lata temu ich dom został zaatakowany przez jeden z żywiołówwodę.

Teraz przyszedł czas na kolejny żywioł.

Po powrocie do domu rodzina zastaje makebryczny widok.

Na posesji już wcześniej musiał wybuchnąć pożar.

Sytuacja jest względnie opanowana.

Po rozmowie z sąsiadami ustalają, że ogień zaczął być widoczny kilka godzin wcześniej.

Zauważył to czujny sąsiad i około 18.30 wraz z żoną zaalarmowali straż pożarną.

Strażacy całkowicie ugasili pożar, natomiast skala zniszczeń jest widoczna już z zewnątrz budynku.

W zniszczeniu uległ strych, poddasze, a także dach.

Straty są szacowane na kwotę około 50 tysięcy złotych.

Leszek i Marzena są zszokowani, natomiast przezornie po wszystkich wcześniejszych zdarzeniach ubezpieczyli dom.

Daje im to pewną nadzieję, że tym razem uda się uniknąć dużego wydatku, a remont przeprowadzą za pieniądze wypłacone przez ubezpieczyciela.

Dlatego też po świętach Leszek zgłasza zajście Towarzystwu Ubezpieczeniowemu.

Niestety okazuje się, że uzyskanie odszkodowania w tym wypadku wcale nie jest proste.

Jako powód pożaru Leszek podał zapalenie się sadzy w przewodzie kominowym.

Ubezpieczyciel natomiast otrzymał skądś informację, że ten powód jest nieprawdziwy.

Odszkodowanie nie zostało wypłacone.

Leszek wkroczył na ścieżkę sądową.

W trakcie postępowania sądowego ubezpieczyciel otrzymał anonim, w którym ktoś informował, że zwiadczenia kominiarskie, jakie Leszek przedstawił na rozprawie, nie są wiarygodne.

Rzekomo mężczyzna wręczył komuś łapówkę, aby w zamian otrzymać zwiadczenia potwierdzające jego wersję wydarzeń.

Sprawdzanie tego znowu zajęło czas i tylko przedłużyło cały proces.

Finalnie, po niemal półtora roku od pożaru, Marzena i Leszek rozpoczęli remont poddasza.

Domyślam się, że wcześniej nie mogli tego zrobić, skoro postępowanie było w toku.

Biegli mogliby chcieć ponownie zbadać miejsce pożaru, co przyprowadzony remont by uniemożliwił.

Zdarzenie szóste Jest kwiecień 2009 roku.

W domu Marzeny i Leszka rozpoczyna się wcześniej wspomniany remont.

W zwzku z tym pan Jerzy oferuje, że na czas prac remontowych mogą się wprowadzdo niego.

Odstępuje nawet córce i zięciowi swoją sypialnię, a sam wyprowadza się do swojej partnerki Elżbiety.

Dzieci, Michał oraz Wanda, zajmują pokój obok tymczasowej sypialni rodziców.

Pan Jerzy, mimo że nocuje u Elżbiety, to oczywiście nadal odwiedza dom w Grabówce.

23 kwietnia, w czwartek, obchodzi imieninę.

Imieniny w rodzinie są świętem celebrowanym, więc w godzinach popołudniowych spodziewa się gości.

W ciągu dnia jedzie więc po odpowiednie zakupy.

Około 16 na krótko odwiedza go jego drugi zięć Andrzej.

Składa mężczyźnie życzenia, chwilę razem siedzą, po czym Andrzej wraca do domu.

Około 17.00 pana Jerzego odwiedza sąsiadka razem z córką.

W międzyczasie do domu wracają również Marzena i Leszek z dziećmi, a także w odwiedziny przyjeżdża partnerka pana Jerzego, Elżbieta.

Uroczystość trwa w najlepsze.

W trakcie dziadka odwiedza również druga wnuczka, Marysia, córka Andrzeja i Anny.

Około 21.00 ponownie przychodzi Andrzej, gdyż Anna prosiła go, by zaniósł panu Jerzemu wcześniej pożyczone pieniądze.

W godzinach wieczornych wszyscy się rozchodzą.

Pan Jerzy wraca z Elżbietą do jej domu.

U niego pozostają jedynie Marzena i Leszek razem z Michałem i Wandą.

Przed pójściem spać domownicy sprawdzają czy drzwi na pewno są zamknięte i udają się do łóżek.

Po godzinie 1.32 Marzena się budzi.

Coś wyrwało ją ze snu.

Kobieta potrzebuje chwili na rozbudzenie.

Po chwili zdaje sobie sprawę, że obudził ją jakiś dziwny dźwięk.

Słyszy syk dochodzący spod łóżka.

Wychyla się więc, żeby sprawdzić co to i jej oczom ukazuje się dym.

Natychmiast budzi Leszka.

Cały pokój jest już w tym momencie zadymiony.

Zgodnie ustalają, że źródło dymu znajduje się pod łóżkiem, więc odsuwają je, żeby sprawdzić co dokładnie się tam dzieje.

Odpowiedź jest co najmniej szokująca.

Pod łóżkiem znajduje się jakieś bliżej nieokreślone urządzenie i to ono się dymi.

Leszek w ułamku sekundy podejmuje decyzję, że cokolwiek to jest, lepiej zabrać to z domu i to natychmiast.

Wynosi więc urządzenie na podwórko.

Małżeństwo dzwoni do pana Jerzego i informuje go o całym zdarzeniu.

W końcu to w jego domu pod jego łóżkiem znaleźli jakąś zastanawiającą konstrukcję.

Pan Jerzy jednak jest nie mniej zaskoczony niż jego córka i zięć.

Nic nie wie na temat tego, żeby miał taką rzecz w domu.

Jedzie do grabówki, żeby na żywo się temu przyjrzeć, jednak i wtedy nie poznaje urządzenia.

Następnego dnia wzywają policję.

I niestety nie znalazłam informacji, co policja z tą całą sytuacją zrobiła, a przyznam, że bardzo mnie to ciekawi.

Bo o ile te wcześniejsze wydarzenia mogły jakkolwiek wyglądać na nieszczęśliwe wypadki, to tu rodzina znajduje pod łóżkiem jakiś przyrząd, który nie należy do nikogo z nich.

Nie wiadomo jak się tam znalazł i prawdopodobnie mógł się zapalić, skoro zaczął się dymić.

Poprzedniego dnia przez dom przewinęło się co najmniej kilka osób.

Każdy tak naprawdę mógł wejść do sypialni i to zostawić.

Około dwóch miesięcy później ma miejsce kolejna zastanawiająca sytuacja.

Jest 10 czerwca, środa.

Marzena przebywa z dziećmi w domu.

Nie jest doprecyzowane, czy w swoim, czy może remont się jeszcze nie skończył i nadal mieszkają u pana Jerzego.

W każdym razie w domu są sami, ponieważ Leszek jest w pracy.

Nie czekając na niego wieczorem cała rodzina kładzie się spać.

Około pierwszej trzydzieści scenariusz się powtarza.

Marzena znowu, tak jak dwa miesiące temu, budzi się.

Ponownie ze snu wyrwał ją dziwny dźwięk, ale tym razem trzask.

Brzmi to tak, jakby coś się iskrzyło.

Po chwili jest pewna, czuje wyraźny zapach dymu.

W mgnieniu oka budzi Michała i Wandę i wyprowadza zaspane dzieci z domu.

Niezwłocznie powiadamia też policję i straż pożarną.

Sytuacja jest bardzo niepokojąca.

Jest wręcz pewne, że ktoś chce zaszkodzić rodzinie Marzeny i Leszka i stwarza ku temu bardzo niebezpieczne okoliczności.

Kobieta dzwoni do męża, który od razu przyjeżdża na miejsce, by być z żoną i dziećmi.

Straży pożarnej na miejsce udaje się dotrzeć o godzinie 02.02.

Strażacy szybko lokalizują pożar i przystępują do gaszenia go.

Akcja gaśnicza nie trwa długo, udaje się sprawnie zniwelowzagrożenie.

Do zapalenia doszło na strychu.

Strażacy gasili pożar przez własne poddasze.

Oczywiście mimo szybkiej reakcji nie obyło się bez zniszczeń.

Miejscowym wypaleniem uległa drewniana podłoga na strychu oraz konstrukcja dachowa.

Koszt naprawy to prawie 9 tysięcy złotych.

I teraz wyobraźcie sobie tę sytuację.

Nie mamy pewności, czyj to dom, ale zakładając, że remont się zakończył i wszystko miało miejsce w domu Marzeny i Leszka, to chwilę po tym, jak zakończyli jedne prace renowacyjne, są zmuszeni rozpocząć kolejne.

Musiało to być niewyobrażalnie przytłaczające.

Dodatkowo jak straszna musi być utrata bezpieczeństwa we własnym domu,

i życie tak napraww nieustannym lęku, że coś się za chwilę wydarzy.

Dodatkowo tydzień później pan Jerzy wyciąga ze skrzynki pocztę.

Wśród swojej korespondencji znajduje też list adresowany do Leszka.

Przekazuje go więc Zięciowi.

Po otwarciu okazuje się, że list zawiera bardzo wulgarną treść.

Jest to wezwanie do zapłaty jakiejś kwoty.

Leszek jest bardzo zaskoczony, bo nie ma żadnych długów.

W zwzku z groźbami, jakie są w liście, zawiadamia policję.

Trwa postępowanie, natomiast rodzina czuje się bardzo zagrożona.

Postanawiają podjąć kolejny krok w kierunku zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Pan Jerzy prowadzi firmę instalacyjną.

Proszą go więc o założenie czegoś, co w uzasadnieniu wyroku zostało nazwane telewizją przemysłową.

Z dalszego opisu wnioskuje, że to takie kamery zainstalowane przed domem, które nagrywają kto do niego wchodzi i wychodzi, a także co się dzieje dookoła.

Proszą u pana Jerzego również o naprawę instalacji alarmowej, która nie działa poprawnie.

Mężczyzna oczywiście podejmuje się zadań, bo chce pomóc córce.

Zapewne jego również bardzo martwi cała ta sytuacja.

Podczas gdy pan Jerzy naprawia alarm, jego uwagę zwraca jeden z kabli.

Wygląda na to, że nie zasila on żadnego urządzenia w domu.

Pan Jerzy idzie więc śladem kabla, żeby zobaczdokąd prowadzi.

Okazuje się, że kabel jest wyprowadzony poza budynek.

Wniosek jest jeden.

Ktoś prawdopodobnie założył podsłuch.

O tym odkryciu policja również zostaje poinformowana.

I przeniesiemy się teraz o kolejne trzy miesiące.

Do września 2009 roku.

Zmienia się także miejsce akcji.

Z Grabówki przenosimy się do pobliskiego Białegostoku.

To wtedy jeden z pracowników tamtejszego zakładu poprawczego dokonuje zaskakującego odkrycia.

W budynku założony jest podsłuch.

Urządzenie rejestruje dźwięki z gabinetu dyrektora, kierownika, sekretarki, a także działu księgowości.

Kierownictwo od razu powiadamia policję.

Funkcjonariusze rozpoczynają przeszukania budynku.

Dość szybko odkrywają kolejne elementy układanki.

W jednym z pomieszczeń gospodarczych zauważają skrytkę w suficie z bardzo ciekawą zawartością.

W środku znajduje się kilka siatek foliowych.

W pierwszej z nich są następujące przedmioty.

Coś co wygląda jak zegar elektryczny z dwoma wychodzącymi przewodami, minutnik, żarówka, różne przewody, a także baterie.

W drugiej reklamówce jest kilka słoików, a w nich różne substancje.

Podobne słoiki znaleziono też w innym pomieszczeniu.

W kolejną reklamówzawinięta jest książka o truciznach i ich wpływie na ludzki organizm.

Dodatkowo śledczy znajdują też faktury za zakupy różnych trujących środków.

Śledczy dokonują też przeszukania szafek pracowników.

I to tam następuje przełom.

W szafce jednego z pracowników odkryto aż 35 kluczy do drzwi.

Znalezisko jest co najmniej dziwne, więc właściciel szafki zostaje zatrzymany.

Tym właścicielem jest Andrzej.

Policjanci przeszukują także jego dom w grabówce.

Tam odkrywają kolejnych 12 kluczy.

W trakcie śledztwa okazuje się, że dwa z kluczy znalezionych w szafce pasują do zamków domu pana Jerzego.

Trzy inne klucze umożliwiają odblokowanie wkładki zabezpieczającej w domu Marzeny i Leszka.

Wyjaśnienia

Teraz przejdziemy przez wszystkie wydarzenia jeszcze raz, ale patrząc z trochę innej perspektywy, z uwzględnieniem ustaleń śledczych.

Z góry zaznaczę, że uczestnicy wydarzeń są podzieleni na dwie grupy.

Z jednej strony jest Marzena, Leszek oraz pan Jerzy, którzy są wręcz pewni, że to Andrzej jest winny.

Z drugiej strony jest sam Andrzej, który nie przyznaje się do winy, jego żona Anna, która broni męża i jest przekonana o jego niewinności oraz rodzice Andrzeja, pani Wiera i pan Eliasz, którzy również uważają, że ich syn nie dopuścił się zarzucanych mu czynów.

Najbardziej obszernym źródłem, z jakiego korzystam, są wyroki sądowe, które siłą rzeczy zawierają narrację obciążającą Andrzeja.

Będę natomiast też wplatać informacje zawarte w reportażu dziennikarza Rafała Zalewskiego, przygotowanym dla Polsatu, a dokładnie dla programu Interwencja.

Tamta narracja jest trochę inna, tak jakby celem było podważenie niektórych poszlak obciążających Andrzeja.

Wypowiadają się tam głównie jego rodzice oraz Anna, którzy przedstawiają argumentację mającą dowodzić o braku winy mężczyzny.

Ponownie zaczynamy od zdarzw latach 90.

Wtedy Anna i Andrzej poznają się.

Po ślubie powoli układają sobie życie z pomocą rodziców kobiety.

Otrzymują od nich pomoc finansową, jednak Andrzej uważa, że pomoc nie jest do końca równomierna.

Jedna z córek według niego jest wyraźnie faworyzowana, szczególnie przez panią Irenę.

I nie jest to jego żona, ale jej siostra Marzena.

Mężczyzna jest zazdrosny i obmyśla plan, który ma na celu wyeliminowanie problemu.

Chce zniszczyć Marzenę i Leszka.

Dodatkowo nienawiść odczuwa również względem pani Ireny i pana Jerzego, bo to oni są winni faworyzowania jednej z córek.

I to właśnie tak wszystko się zaczęło.

W życiu Andrzeja pojawił się jeden jasny cel, który przwiecał mu przez następne lata.

Wyeliminowanie całej rodziny Anny.

Nie znalazłam informacji, aby Anna miała podobne odczucia co do faworyzacji Marzeny,

Źródła koncentrują się jedynie na odczuciach Andrzeja.

Dodatkowo z wypowiedzi Anny w materiale wideo wynika, że nie zauważyła ona żadnych oznak, aby jej mąż odczuwał jakąkolwiek niechęć do rodziny.

Ich relacje według niej były dobre.

Z kolei w uzasadnieniu wyroku widać, że Anna wspomniała o tym, że mąż faktycznie był zazdrosny, o to, że Marzena i Leszek mają więcej pieniędzy od nich.

Anna powiedziała również, że relacje między jej siostrą i Andrzejem nie były najlepsze.

Oboje nie chcieli ze sobą rozmawiać i raczej się unikali.

Ponadto Andrzej nie chciał, aby Anna zbyt często odwiedzała Marzenę.

Uważał, że jej siostra nastawia ją przeciwko niemu.

Mężczyzna miał pretensje o dobre kontakty Anny z jej rodziną, bo sam czuł się przez nich odtrącony.

Rok 2001, kiedy to Anna oraz Andrzej, a także Marzena i Leszek są w trakcie budowy swoich wymarzonych dow.

Andrzej już wtedy postanawia utrudnić cały proces szwagierce i jej mężowi.

Pisze w ich sprawie donos do Urzędu Skarbowego.

Informuje w nim, że Marzena i Leszek niezasadnie korzystają z ulgi budowlanej.

Ponadto, jak wiemy, Leszek ma zrejestrowaną własną działalność.

Andrzej wykorzystuje ten fakt i dodaje do pisma informację, że Leszek utajnia część swoich dochodów, aby nie odprowadzać od nich podatków.

W trakcie procesu Biegły potwierdzzgodność charakteru pisma Andrzeja z tym na anonimowym donosie, który dostał Urząd Skarbowy.

Biegły podkreślał, że wysyłanie takich pism wskazuje na kierowanie się zawiścią i negatywny stosunek Andrzeja do reszty rodziny.

Andrzej coraz śmielej tworzy w głowie destrukcyjne plany.

Kupuje podręcznik przeznaczony dla studentów medycyny oraz farmacji.

Mężczyzna chce się dokształcać w zakresie toksykologii, czyli nauki o różnego rodzaju truciznach oraz tego, jak wpływają na organizm człowieka.

Dodatkowo, gdy w jego domu pojawia się internet, Andrzej ma wręcz nieograniczony dostęp do interesujących go informacji.

W śledztwie zbadano jego historię przeglądania, co potwierdziło, że Andrzej szukał informacji o wybranych specyfikach nie tylko w literaturze, ale też w źródłach internetowych.

Styczność z truciznami, o jakich czyta, Andrzej ma nie tylko w formie teoretycznej, ale też na żywo.

A to dlatego, że mężczyzna ma w zwyczaju robienie zakupów

W firmie zajmującej się zaopatrzeniami laboratoriów.

Zakupy robi tam nie jako osoba prywatna, ale jako przedsiębiorca.

Faktury potwierdzające zakupy śledczy odnaleźli w jego skrytce w miejscu pracy.

Stroną kupującą we wszystkich transakcjach jest działalność gospodarcza Andrzeja.

W zwzku z tym on sam zostaje posiadaczem takich substancji jak metanol, chlorek ryptenci, ditlenek selenu oraz cyjanek potasu.

Chwilę poświęcę teraz na opis tych substancji oraz tego w jaki sposób są używane, gdyż ma to znaczenie dla całej sprawy.

Metanol należy do grupy alkoholi, produkowany jest w celach przemysłowych jako np.

rozpuszczalnik, a także ma właściwości konserwujące.

Dla człowieka jest to silna trucizna.

Spożycie może skutkować uszkodzeniem nerek, wątroby, a także układu nerwowego.

Chlorek rtęci ma postać białego proszku.

W małym stężeniu może być używany jako środek dezynfekujący.

Substancja jest silnie trująca, w najcięższych przypadkach spożycie może doprowadzdo śmierci.

Litlenek selenu również ma formę proszku lub kryształków.

Stosowany w przemyśle nadaje szkół czerwoną barwę.

Używany jest w tonerach przy wywoływaniu fotografii.

Najniebezpieczniejszy jest, gdy dostanie się do dróg oddechowych.

Może powodowzawroty głowy, kaszel, drgawki, utrudnione oddychanie oraz utratę przytomności.

I finalnie cyjanek potasu, chyba najbardziej znana trucizna w historii poza arszenikiem.

może być stosowany w metalurgii, używany też jako trucizna na gryzonie.

Podsumowując, wszystkie te substancje mają właściwości silnie trujące, natomiast mają też szerokie zastosowanie w przemyśle.

W połączeniu z tym, że Andrzej zakupował je na firmę i biorąc pod uwagę to, czym ta firma się zajmowała, przypomnę, renowacja i naprawy, to zasadniczo mógł nie wzbudzać żadnych podejrzeń.

W trakcie postępowania sądowego właśnie takiego tłumaczenia używa.

Wszystkie substancje mają zastosowanie przemysłowe.

W przerwie, gdy sąd udał się na naradę, dziennikarz Rafał Zalewski poprosił oskarżonego o chwilę rozmowy.

o książkę i o to, dlaczego interesował się taką tematyką.

Andrzej najpierwwi, że toksykologia to forma leczenia, a później, że nie interesował się toksykologią.

Mężczyzna mówi również, że wszystkie zarzuty są wyssane z palca i nie podniósłby na nikogo ręki.

Temat książki reporter porusza również z mamą Andrzeja, panią Wierą.

wi, że to poniekąd gwóźdź do trumny, jeżeli chodzi o materiał dowodowy.

Kobieta przyznaje mu rację.

Jednocześnie cały czas podkreśla, że jej syn jest niewinny.

Dziennikarz pyta wobec tego, skąd według niej taka pozycja z literatury u Andrzeja i z jakiego powodu ją zakupił.

Kobieta odpowiada po prostu, że jej syn miał wszechstronne zainteresowania.

Argument używania substancji w działalności gospodarczej Andrzeja podważono, ponieważ mężczyzna naprawy, które oferoww ramach działalności, wykonyww warsztacie, który miał w domu.

Nie było więc logiczne, żeby substancje, które rzekomo miałby używw tym celu, trzymał w skrytce w zakładzie pracy.

Rok 2004, w którym miały miejsce problemy ze zdrowiem oraz finalnie śmierć pani Ireny.

Andrzej zaczął wcielać swój plan w życie.

Dzięki dorobionym kluczom do domu państwa Korniłowicz, w trakcie ich nieobecności, a także w trakcie spotkań rodzinnych, Andrzej co najmniej dwa razy wprowadzdo jedzenia chloryk rtęci.

Jedzenie później spożyła pani Irena.

Spowodowało to niewydolność wielu narządów, a w efekcie doprowadziło do śmierci.

wersję potwierdziła sekcja zwłok, natomiast tak jak informowałam wcześniej, nie wykonano jej bezpośrednio po śmierci.

Co swoją drogą jest ciekawym wyborem sposobu działania, biorąc pod uwagę fakt, że w dokumentacji medycznej przy rozpoznaniu klinicznym napisano m.in.

o śpiączce niewiadomego pochodzenia.

Widać stwierdzono jednak, że ani to, ani obecność w żołądku bliżej nieokreślonych toksyn to nie są wystarczające przesłanki do dalszych badań.

W uzasadnieniu wyroku napisano, że zastosowana metoda, czyli otrucie rtęcią, była na tyle nietypowa, że nie wzbudziła czujności lekarzy.

Dla mnie to brzmi bardziej jako właśnie coś, co powinno wzbudzać czujność, skoro pacjentka umiera nagle w dość nietypowy sposób.

Dopiero w momencie, gdy Andrzej został zatrzymany, śledczym przypomniało się o tym, jak w niewyjaśnionych okolicznościach kilka lat temu zmarła jego teściowa.

W lutym 2010 roku prokurator wydał postanowienie o ekshumacji ciała.

4 marca ciało wydobyto z ziemi w celu ponownego, tym razem dokładniejszego zbadania.

Badanie nie pozostawiało wątpliwości.

Pani Irena została otruta.

Grzegorz Wasilewski, rzecznik Sądu Okręgowego w Białymstoku w programie Interwencja powiedział,

że stężenie chlorkurtęci w organizmie było tak duże, że nawet gleba w miejscu, gdzie kobieta została pochowana, zawierała śladowe ilości tej substancji.

W rozmowie z rzecznikiem został poruszony jeszcze inny aspekt.

Tutaj przytoczę cytat.

To jest środek bardzo silnie żrący.

Jak to możliwe, że ona nie miała na sobie żadnych obrażeń?

Nie miała poparzonego przełyku, jamy ustnej, nie było żadnego śladu świadczącego o tym, że substancja do niej w taki sposób trafiła.

Rzecznik?

Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, sąd będzie to ustalał.

W materiale wideo wypowiadał się także pan Jerzy.

wił, że jest przekonany, że to Andrzej zabił jego żonę i w ogóle nie dopuszcza możliwości, że to mógłby nie być on.

Nie umiał natomiast odpowiedzieć na pytanie reportera o motyw.

Nie miał pomysłu, dlaczego Andrzej miałby to zrobić.

W rozmowie pan Jerzy potwierdził, że między jego żoną a Andrzejem nie było sytuacji konfliktowych.

O niewinności męża jest przekonana także Anna.

Wspomina, jak podczas wizyt na cmentarzu wielokrotnie stojąc przy grobie pani Irenę powtarzała, cytuję, Mamo, ty wiesz, że Andrzej ciebie nie odrył.

Chodziłam i mówiłam, że to nieprawda.

Kobieta jest załamana zarzutami, jakie ma postawiony jej mąż.

Z drugiej strony w rozmowie jeden na jeden z dziennikarzem padają następujące słowa.

Reporter zaczyna od zdania, jest pani córką ofiary morderstwa.

Anna potwierdza.

Dziennikarz więc kontynuuje mówiąc i staje pani po stronie mordercy.

I tu Anna ponownie potwierdza, jakby jednak przyjęła, że zarzuty wobec jej męża są prawdziwe.

Kolejne zdarzenie, czyli przechodzimy do stycznia 2005 roku.

Wtedy miała miejsce powódź w domu Marzeny i Leszka.

Andrzej korzystając z tego, że szwagierki i jej męża nie było w domu,

Wszedł tam używając w tym celu dorobionych kluczy.

Przeciął gumowy przewód w ubikacji na piętrze.

Przewód służył do doprowadzania wody do spłuczki.

Wynikiem tego działania było zalanie łazienki, a także parteru domu.

Leszek zachował uszkodzony przewód ze spłuczki i przekazał go do badań.

W rzeczach Andrzeja znaleziono narzędzie, za pomocą którego wężyk mógł być przecięty.

Trochę ponad rok później, w kwietniu 2006 roku, Leszek oraz pan Jerzy pojechali kupić nowy samochód, którym w godzinach popołudniowych udali się do rodziny Leszka.

W czasie ich nieobecności Andrzej dostał się do garażu, w którym stał samochód, odkręcił korek wlewu oleju i nasypał piasku do silnika.

Dlatego następnego dnia mężczyźnie nie udało się dojechać do pracy i był zmuszony oddać samochód do naprawy.

W sprawie zaznawał mechanik, który potwierdził, że ilość piasku, jaka znajdowała się w silniku, musiała być tam nasypana przez kogoś celowo.

Reporter interwencji, rozmawiając z Leszkiem, mówił, że sam przyzna, że samochód był zamykany, a maskę można otworzyć tylko od wewnątrz.

Poza tym auto było w garażu, do którego Andrzej nie miał dostępu.

Leszek potwierdza, ale według mnie to jest żaden kontrargument.

W rzeczach Andrzeja znaleziono przecież klucze, za pomocą których mógł swobodnie wchodzdo domu i tym samym do garażu.

Nie widzę więc problemu, aby miał wejść do domu, wziąć klucze od auta, potem wejść do garażu i otworzyć sobie samochód.

Jesienią tego samego roku rodzina miała pomysł na zainstalowanie własnej linii telefonicznej między domami.

Pomysł ostatecznie nie został zrealizowany ze względu na koszty.

Pozostał jedynie kabel założony w pierwszym etapie prac.

To za jego pomocą Andrzej zainstalował podsłuch, dzięki któremu mógł kontrolować treść rozw telefonicznych prowadzonych przez telefon stacjonarny zainstalowany w domu Marzeny i Leszka.

Tata Andrzeja w materiale wideo podważa informację, że mógłby to być podsłuch,

ze względu na to, że rodzina zamontowała kabel w efekcie wspólnej decyzji i ustaleń i jej wszyscy o tym wiedzieli.

Oczywiście jest to prawda, ale według mnie te argumenty się nie wykluczają.

Kabel mógł być zamontowany w jednym celu, o którym wszyscy wiedzieli, a potem zostać wykorzystany w innym celu, czyli podsłuchu, o czym już nie wszyscy wiedzieli.

Pan Eliasz podkreśla również, że wszystkie te oskarżenia są zbudowane na kłamstwach.

W kolejnym roku, czyli w 2007, w okresie świąt Bożego Narodzenia wybuchł pożar.

Zniszczeniu uległo poddasze, a także dach.

Wszystkim wydawało się, że zapaliła się sadza będąca w kominie.

Powód był jednak trochę inny.

Jeszcze przed wieczorem wigilijnym Andrzej, jak zawsze używając dorobionego klucza, dostał się do domu, gdy nikogo nie było.

Wszedł na strych i tam umieścił urządzenie samozapalające, które wcześniej sam zaprojektował.

Potem, gdy Leszek próbował uzyskać odszkodowanie, Andrzej postanowwrócić do wcześniej praktykowanej metody.

Wysłał do firmy ubezpieczeniowej dwa anonimy.

W przypadku tych pism Biegły również potwierdził, że Andrzej był autorem.

Potwierdził to również sam Andrzej, bo jak sam stwierdził, podejrzewał, że Leszek chciał wyłudzić odszkodowanie.

W ogóle, co ciekawe przy tej całej analizie charakteru pisma, zanim donosy zbadał Biegły, to pokazano je także Annie.

I ona najpierw powiedziała, że tak, jest to pismo jej męża.

Potem stwierdziła, że nie pamięta, żeby ktoś jej coś takiego pokazywał.

A potem w trakcie tego samego przesłuchania jednak sobie przypomniała, ale powiedziała, że nie miała okularów, dlatego powiedziała, że to pismo Andrzeja.

To są wszystko informacje z uzasadnienia wyroku.

Jeżeli natomiast chodzi o źródło alternatywne, czyli program Interwencja, to tam było pokazane nagranie z sali sądowej, a dokładnie moment, w którym wypowiedź kończył biegły.

Mężczyzna wypowiadał się przed sądem na temat urządzeń samozapalających, które miał konstruować Andrzej.

Po tym sąd spytał, czy Andrzej ma jakieś pytania.

Mężczyzna odparł, że nie ma wiedzy z zakresu pożarnictwa i w zwzku z tym nie ma żadnych pytań.

Półtora roku po pożarze, w kwietniu 2009 roku, dochodzi do incydentu z dymem wydobywającym się z podłóżka.

Przypomnę, Marzena i Leszek oraz ich dzieci mieszkali wtedy u pana Jerzego, który z kolei wyprowadził się do swojej partnerki.

Wszystko to ze względu na remont.

Mimo to pan Jerzy obchodził swoje imieninę.

Świętować przyszła cała rodzina i znajomi.

To wtedy Andrzej wykorzystał okazję na podłożenie zmontowanego urządzenia.

Zaplanowzabójstwo Marzeny i Leszka poprzez spowodowanie pożaru tuż pod ich łóżkiem.

Urządzenie zawierało specjalny licznik, za pomocą którego można było ustawić moment uaktywnienia.

Andrzej wybrał datę 24 kwietnia i godzinę 1.32.

Urzędzenie składało się z mieszaniny pirotechnicznej, butelki z substancjami łatwopalnymi, baterii, zegarka, kabli oraz żarówki.

Mechanizm na szczęście był wadliwy.

Nie doszło do wystarczającego przepalenia substancji, aby wzniecił się pożar.

Dlatego Marzena i Leszek zobaczyli jedynie dym.

Andrzej ponowił próbę dwa miesiące później w czerwcu.

Wtedy konstrukcja była już bezbłędna, natomiast Marzena szybko zauważyła zagrożenie, co uratowało ją dzieci.

Finalnie w tym samym roku, we wrześniu, dochodzi do odkrycia podsłuchu w zakładzie poprawczym w Białymstoku.

Andrzej twierdzi, że podjął takie działania, poniewwykrył nieprawidłowości w działaniu zakładu, a dokładnie w kwestii ustawiania przetargów.

Dlatego też założył podsłuch, aby mieć dowody popierające jego przypuszczenia.

Zamontowanie podsłuchu w miejscu pracy to jedyny zarzut, do jakiego Andrzej się przyznał.

Dyrektor zakładu odmówił spotkania z reporterem interwencji.

Skomentował to jedynie tak, że w sprawie było już postępowanie i sąd nie uznał zarzutów.

Andrzej w trakcie procesu wspominał również, że żona dyrektora jest pracownikiem Wydziału do Walki z Korupcją Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku.

Miała to być pewnego rodzaju ciekawostka.

Domyślam się, że te zarzuty odnośnie ustawiania przetargów były powzane z dawaniem łapówek, stąd takie skojarzenie.

Ale tak jak wspomniałam wcześniej, z informacji w źródłach wynika, że postępowanie zostało umorzone.

Jeszcze wspomnę o jednym zdarzeniu, którego nie poruszałam przy żadnym konkretnym roku, bo działo się na przestrzeni kilku lat, to jest od 2005 do 2008 roku.

Po wykryciu sprawy biegli badali po kolei pomieszczenia we wszystkich domach pod kątem poziomu stężenia rtęci.

Okazało się, że Andrzej co najmniej kilka razy w tym przedziale czasowym wylewał rtęć metaliczną bezpośrednio w domach pozostałych członków rodziny.

W ten sposób byli oni narażeni na wdychanie oparów, a rtęć jest najbardziej niebezpieczna właśnie w przypadku dostania się do organizmu przez drogi oddechowe.

W trakcie badania bez zaskoczw domu Andrzeja i Anny nie stwierdzono podwyższonego stężenia, mimo że śladowe ilości rtęci były.

Największe stężenie odkryto w piwnicy.

Możliwe, że czasowo Andrzej przechowywał tam substancje, bo gdzieś musiał, gdy przywoził ją do grabówki w celu użycia.

W domu pana Jerzego stężenie było podwyższone w kuchni oraz sypialni, największe w narożniku za tapczanem, na którym spał.

Tam bezpośrednio musiała być wylana substancja.

Na działanie rtęci była narażona również jego partnerka Elżbieta, która czasami nocowała w grabówce.

Kontakt ze szkodliwą substancją spowodował u niej problemy z koncentracją oraz pamięcią.

W poradni neurochirurgicznej stwierdzono łagodne zaburzenia procesów poznawczych.

Skutki odczuł także pan Jerzy.

Zatrucie spowodowało u niego wystąpienie zespołu psychoorganicznego, charakteryzującego się m.in.

obniżonym nastrojem, zaburzeniami pamięci oraz zaburzonym rytmem snu i czuwania.

W domu Marzeny i Leszka największe stężenie rtęci było w sypialni.

Dla porównania średni poziom stężenia substancji na piętrze ich domu był 24 razy wyższy od tego w domu Anny i Andrzeja.

Skutki zatrucia rtęcią najbardziej

odczuł leszek.

Efektem było wystąpienie u mężczyzny zespołu lękowego.

Andrzej rozprzestrzeniał rtęć w pomieszczeniach sypialnych, aby domownicy byli narażeni na jej działanie jak najdłużej, w nieprzerwany sposób.

To jest w trakcie snu.

Proces sądowy

Przechodzimy do ostatniego etapu historii, czyli całego postępowania sądowego.

Na wstępie powiem, że proces miał charakter poszlakowy.

W trakcie procesu Andrzej nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

wił, że nie rozumie aktu oskarżenia.

Poszlaki, które świadczą o jego winie zostały wymienione w wyroku i są to Po pierwsze osobowość Andrzeja, a dokładnie oznaki osobowości paranoicznej, które wskazali biegli psychiatrzy.

Jeżeli ktoś nie wie, to w skrócie osobowość paranoiczna charakteryzuje się tym, że taka osoba często odbiera różne sytuacje, w jakich się znajduje, jako w jakiś sposób nieprzyjazne dla niej.

Z historii, które opowiada często może wynikać, że ktoś zrobił coś przeciwko niej, zlekceważył ją lub nie okazdostatecznego szacunku.

Z czasem takie osoby mogą nabierać też złowrogich cech i motywacji.

Po drugie, kolejna poszlaka to ujawniona w procesie, a ukrywana wcześniej zazdrość o lepsze traktowanie Marzeny i jej męża przez teściów.

Ten czynnik również potwierdzili biegli psychiatrzy.

Andrzej w badaniu ujawniał negatywny stosunek do rodziny żony.

Najpierw niby mówił o pozytywnych stosunkach, a potem jednak wspominał coś, co sugerowało, że ma rodzinie wiele do zarzucenia.

W zwzku z tym uznano, że miał motyw, żeby chcieć się ich pozbyć.

Po trzecie, sam fakt, że te wszystkie zdarzenia, powódź, pożar i tak dalej, miały miejsce w domu, a nigdzie nie było śladów łamania, co sugeruje, że sprawcą był ktoś, kto miał swobodny dostęp do domu.

Po czwarte, posiadanie dorobionych kluczy, które dawało nieograniczony dostęp do pomieszczeń, a przypomnę, te wszystkie klucze znaleziono w rzeczach Andrzeja w jego miejscu pracy.

I ostatnie dwie poszlaki to wiedza o zwyczajach szwagierki i jej męża, a także o zwyczajach teściów, którą Andrzej niekwestionowanie posiadał.

a także wiedza o konstruowaniu urządzeń elektrycznych, której nikt z pokrzywconych nie posiadał, a Andrzej owszem.

Pierwszy wyrok zapadł w czerwcu 2013 roku przed Sądem Okręgowym w Białymstoku.

Andrzej został skazany na 25 lat wzienia.

W tym samym roku, w listopadzie, sąd apelacyjny skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Zarzucił sądowi pierwszej instancji złą ocenę sytuacji.

Podtrzymano zarzuty zwzane z założeniem podsłuchu, ale oddalono pozostałe.

Za samo założenie urządzeń rejestrujących Andrzej został skazany na półtora roku wzienia, natomiast tą karę już w tamtym momencie tak naprawdę odsiedział, bo przebyww areszcie od 2009 roku.

Sprawa wróciła więc na wokandę Sądu Okręgowego w Białymstoku.

I okazało się to bardzo niekorzystnym zbiegiem wydarzeń dla Andrzeja, bo to właśnie tam, 9 czerwca 2014 roku, zapadł wyrok skazujący mężczyznę na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 25 latach kary.

Patrząc na przedziały czasowe, to w programie Interwencja były pokazane wydarzenia na korytarzu sądu właśnie po ogłoszeniu tego wyroku.

Anna była załamana.

Marzena chciała ją wziąć za rękę i wyprowadzz sądu, jednak kobieta zaczęła krzyczeć, że siostra mogła zeznawać prawdę, a nie oskarżać jej męża.

Relacje między kobietami bardzo się pogorszyły, ze względu na to, że Anna uważa siostrę za winną tego, że jej mąż został skazany.

Kobieta wspomina również przed kamerami, że gdy u Marzeny działy się te wszystkie zdarzenia, to poszła ona do wróżki.

Wróżka powiedziała jej, że sprawcą jest ktoś z jednego podwórka.

wi o tym chyba w kontekście tego, że ta wróżka wpłynęła jakoś na postrzeganie całej sytuacji przez Marzenę i że pod wpływem tych informacji zaczęła podejrzewać Andrzeja, bo nie miała z nim dobrych relacji już wcześniej.

Co do tej wróżby, to dodam tyle, że według mnie nie trzeba specjalnie skomplikowanej dedukcji, żeby wywnioskować, że gdy w domu dzieją się niewyjaśnione wypadki, a nie ma śladów łamania, to stoi za tym prawdopodobnie ktoś, kto ma tam swobodny dostęp.

Bo na przykład ma klucz, czyli ktoś z bliskich osób.

I nie twierdzę, że w tym wypadku ofiary miał zauważyć tą zależność, bo własną sytuację zawsze trudniej ocenić, ale każda inna osoba niezwzana ze sprawą i niekoniecznie będąca wróżką mogła podsunąć taki sam wniosek.

Co do wyroku, to obrońca złożył apelację, jednak okazało się to działaniem bezskutecznym.

11 lutego 2015 roku sąd apelacyjny uznał, że wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione, a argumentacja na ten moment jest wystarczająca.

Tym samym wyrok dożywocia został podtrzymany.

I tutaj ta złożona historia rodzinna dobiega końca.

Żadnych nowych doniesień nie znalazłam.

Rodzina zapewne żyje sobie dalej.

Może skłócona, a może już pogodzona, kto wie.

Na koniec i podsumowanie zacytuję jeszcze rozmowę pani Wiery, mamy Andrzeja z reporterem interwencji Rafałem Zalewskim.

Ten dialog jest dość ciekawy i poruszający, bo obrazuje jak mocno kobieta trzyma się swojego zdania i jak drastyczne działania jest gotowa podjąć, aby dowieźć swego.

A jakbym miała podsumować całą dzisiejszą historię, to główne znamie sprawy to właśnie to, że ktoś bardzo chciał dowieźć swego wszelkimi możliwymi i drastycznymi środkami.

Pani Wiera

Próbowałam kupić chlorek rtęci i dalej będę dążyła do tego, żeby go kupić.

Po co chce pani to zrobić?

Pani Wiera.

Chcę go wypić na rozprawie.

Pani Wiera.

Pokazać im, jakie to ma działanie.

Umrze pani w męczarniach.

Pani Wiera.

Umrę w męczarniach, ale udowodnię, że to bzdura.

Już za tydzień zapraszam Cię na kolejny odcinek.

Tym razem przeniesiemy się do województwa lubuskiego.

Premiera odbędzie się 31 lipca, jak zawsze w niedzielę o godzinie 11.

Jeżeli materiał Ci się spodobał, oceń mój podcast.

Możesz mnie również znaleźć na YouTube, tam materiał jest wzbogacony o zdjęcia i mapki zwzane ze sprawą.

Nazywam się tak samo jak tu, czyli Szkic Kryminalny.

Link zamieszczę w opisie odcinka.

A jeżeli chcesz usłyszwięcej spraw kryminalnych w moim pytaniu, zapraszam Cię na mojego TikToka.

Tam również publikuję informacje o polskich sprawach, natomiast w skróconej formie.

Odcinki trwają od 2 do 3 minut i publikuję je regularnie, codziennie, od poniedziałku do czwartku.

Nazwa to szkic.kryminalny i link również będzie w opisie.

0:00
0:00