Mentionsy

Rezultaty
13.04.2025 06:00

Czy 2025 r. to będzie ostateczny koniec radia? | Kasia Węsierska

Jak mówić, żeby nas słuchano? Czy radio ma przyszłość? Co dzieje się za jego kulisami? W najnowszym odcinku podcastu „Rezultaty” rozmawiam z Kasią Węsierską – dziennikarką radiową, trenerką emisji głosu i lektorką, która pokazuje ćwiczenia na dykcję, podpowiada jak unikać językowych wpadek i zdradza kulisy pracy w radiu: jak wyglądają rozmowy z celebrytami, co dzieje się, gdy w studiu coś pójdzie nie tak, i czy radio w ogóle jeszcze żyje.


Pomogę Ci schudnąć na zawsze 🎯👉 https://centrumrespo.pl/dieta-podcast


Kup moją książkę "Nowe zdrowe życie" 👉 https://www.empik.com/nowe-zdrowe-zycie-wrzosek-michal,p1528142474,ksiazka-p


Znajdziesz mnie też na:

- TikTok: https://www.tiktok.com/@michal_wrzosek

- Instagram: https://www.instagram.com/michal_wrzosek/

- Facebook: https://www.facebook.com/DrMichalWrzosek


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 670 wyników dla "P"

Mam wrażenie, im dłużej pracuję, że coś takiego jak obiektywizm i prawda, no praktycznie nie istnieją.

To, że radio przestało nie istnieć, to ja słyszę odkąd zaczęłam pracować, a mija w tym roku 14 lat.

Ratuje nas parę rzeczy w Polsce przed śmiercią radia, m.in.

Tasia Męsiewska, dziennikarka prowadząca Radia Eska i lektorka.

Jako, że czeka nas wyczerpująca i pełna wiedzy i wartości dla naszych odbiorców rozmowa, to chciałbym, żebyśmy się do niej odpowiednio przygotowali, czyli rozgrzali, czyli co możemy zrobić, żeby dobrze się nas słuchało, żebyśmy mówili najwyraźniej jak się da i tak jak trzeba.

Bo ja mam make-up.

To musimy sobie rozmasować tu policzki.

Dobra, czyli masuję... Trening w ogóle, tak jak trenujesz na siłowni, to czasami trzeba sobie potrenować twarz.

Dobrze jest też tutaj rozluźnić tak zwane zawiasy, czyli łączenie stawu żuchowo-skroniowego, bo mamy tendencję jako ludzie, zwłaszcza w XXI wieku przy przebodźcowaniu,

Jak czujesz takie łączenie i jak sobie otworzysz teraz delikatnie usta, czujesz, że przeskakuje trochę?

To potem trzeba sobie puszczać buziaki na przykład.

I się pouśmiechać.

Na pewno wyglądam bardzo dobrze w tej kamerze, która jest na mnie teraz.

Od uśmiechu do... Najprostsza rzecz, którą możesz zrobić, żeby rozgrzać aparat mowy.

A potem jak już się to zrobi, to jeszcze można sobie zrobić pod spodem, od wewnątrz masaż językiem.

No, bo to jest jednak mięsień, który w dużym stopniu odpowiada za artykulację i za dykcję.

I jak go sobie tak pobudzisz, a tam sobie krzywdy gryząc język nie zrobisz, chyba, że jesz, to jest jedyny taki przypadek, kiedy można się ugryźć do krwi, ale jeżeli robisz to intencjonalnie, to nic takiego się nie wydarzy, to on zostanie pobudzony.

No, trochę dajemy taki impuls, jak mięśniom na siłowni, kiedy wyciskasz biceps na przykład.

No i potem już lecimy z dźwiękami.

Pt-pa, pt-pe, pt-py, pt-pi, pt-po, pt-pu.

To słuchałem, ale nie wiem, czy powtórzę jeszcze raz.

P, ty, p i samogłoska dowolna.

Bo wszyscy mówią tpa albo pta, a to jest ptpa.

Kwestia kilku ćwiczeń i to pójdzie.

To nam daje przede wszystkim rozgrzanie aparatu mowy, co zapobiega później popełnianiu błędów i tak zwanych przejęzyczeń.

To jest trochę tak jak rozgrzewka przed siłownią.

Będę tu oscylować wokół sportu, bo też to jest klimat, który cię bardzo łączy i myślę, że widzowie twoi też mogą się z tym po prostu utożsamiać.

Jeżeli przychodzisz na siłownię i nie zrobisz sobie rozgrzewki, to jest większa szansa, że będziesz popełniał techniczne błędy albo dojdzie do jakiejś kontuzji.

No i te mięśnie będą inaczej pracować.

Chodzi o to, żeby potem nasz aparat mowy rozgrzać na tyle, żeby mówić płynniej i żeby mniej się mylić.

I w jakich sytuacjach komu polecałabyś zrobić takie ćwiczenia?

To znaczy ja mam takie założenie, oczywiście ja wiem, że to wynika z mojej pracy i że wszyscy mogą powiedzieć, no ale po co to w ogóle?

Okej, ty pracujesz w radiu, mówisz do ludzi, musisz mówić wyraźnie, żeby cię rozumieli, to jest twoja wizdówka, po co nam to?

Oczywiście pomijamy tu przypadki osób, które mówić nie mogą z różnych powodów, na przykład chorobowych.

I mówienie jest najprostszym sposobem komunikacji.

Dużo szybciej będzie mi ci powiedzieć, żebyś Michał, czy możesz mi nalać wodę, niż ci to pokazać.

Żeby ludzie nas po prostu rozumieli.

A im będziemy mówić wyraźniej, płynniej, tym większą mamy szansę przeciągnąć naszego odbiorcę, żeby on nas po prostu słuchał.

Ja też tak zawsze do tego podchodziłem, że tak naprawdę każdy z nas ma swoją markę osobistą i to nie musi być marka osobista w internecie.

My tą markę osobistą budujemy już od czasów szkolnych, kiedy albo jesteśmy na czas w szkole, spóźniamy się, nie spóźniamy się, mówimy w jakiś, a nie inny sposób.

I to jest taki element, który też może być naszym wyróżnikiem w pracy, że komunikujemy się płynniej, przejrzyściej, nie wiem, w taki bardziej dosadny lub

właściwy dla komunikatu, który przekazujemy w sposób.

I to może być pomocne dla każdej osoby, niezależnie od tego, czym na co dzień się zajmuje.

To będzie takie wsparcie.

To znaczy bardzo stare badania mówią o tym, że mężczyzna przez telefon, który ma głos niższy jest uznawany przez kobiety z automatu za taki, który ma więcej testosteronu i jest dla niej z samego głosu, pomimo, że go jeszcze nie widziała, bardziej atrakcyjny niż mężczyzna, który ma wyższy tembr głosu.

To się też da wypracować, ale generalnie naukowcy z Wrocławia zresztą kilka lat temu przeprowadzili takie badanie, jak głos wpływa na to, jak nas odbierają ludzie i to ma bardzo duże znaczenie.

One są pewnie tak samo ważne.

To jest przykre, ale takim też jesteśmy społeczeństwem, trochę coraz bardziej obrazkowym i szybszym.

To jeszcze mam tylko jedno pytanie, które mi się przyda osobiście.

Na ile czasu np.

przed wystąpieniem publicznym powinienem zrobić te ćwiczenia?

Wystarczy nawet na kilka minut przed.

To znaczy ja jadąc na przykład do radia, jak mam bardzo mało czasu i chcę się rozgrzać, to w samochodzie śpiewam.

To jest uważam najszybszy sposób na rozbudzenie głosu, zwłaszcza jak jest wcześnie rano i nie miałeś szansy się jeszcze do kogokolwiek odezwać.

Więc samochód i śpiewanie w tym samochodzie, jak ktoś ma taką opcję, jest najszybszym rozbudzaczem głosu.

Ale czasem mi się zdarza tego nie zrobić i 30 sekund przed wejściem na antenę robię po prostu jakąkolwiek szybką rozgrzewkę, taką aparatu mowy i uważam, że to też już coś daje.

Czy są jeszcze jakieś ćwiczenia, których nie przetestowałaś w chwilę na mnie, o których warto byłoby wspomnieć lub pokazać?

No, jest dużo ćwiczeń, o których zapomnieliśmy, a które były naszymi ulubionymi zabawami z dzieciństwa.

To jest super.

To znaczy rodzice dostawali szału, jak to robiliśmy, ale to było jakieś takie podświadome ćwiczenie naszego aparatu mowy jako dzieci.

To samo pamiętam, miałam taką zabawę z moją siostrą, jak powtarzanie szybko masło, masło, masło, masło, masło, masło, masło, masło, masło, a słowo stało się słomą.

I podobnie jest na przykład z innym konikiem, czyli z parskaniem.

To jest w ogóle super ćwiczenie rozluźniające.

Odwrócę się, żeby cię nie opluć.

I to jest coś, co rozgrzewa najszybciej, dlatego że te wibracje, w które wprawiamy wargi, po prostu powodują rozluźnienie całego aparatu mowy.

To też jest super.

To jest coś, do czego uważam w dorosłym życiu powinniśmy czasami wrócić, chociaż normy społeczne mówią, nie rób tego, bo wyjdziesz na głupka.

Jeśli podoba Ci się ten odcinek i zawarta w nim wiedza jest dla Ciebie przydatna, podziel się nim.

Wyślij go znajomym, którzy mogą skorzystać z tych informacji albo udostępnij go na swoich mediach społecznościowych.

Razem możemy sprawić, że wartościowa wiedza dotrze do jeszcze większej liczby osób.

Zapraszam cię teraz na klasówkę z języka polskiego.

I pierwsze zadanie będzie dotyczyło tej książki.

I chciałbym, żebyś otworzyła dowolną stronę tej książki i przeczytała ją dwa razy.

Za pierwszym razem w taki najzwyczajniejszy sposób, powiedziałbym taki trochę płaski.

Trochę tak, jak się nie powinno robić.

A za drugim razem z odpowiednim akcentowaniem, sensem.

Zapytał mały wilczak tatę, gdy nocą wyli w niebogłosy do księżyca.

To zależy, odparł tato wilk.

Zapytał zaciekawiony maluch i nadstawił uszu.

No więc posłuchaj.

Gdybyś pewnej jesiennej nocy zawył do księżyca, to ryk jelenia cię zagłuszy i próżny twój trud.

Ale w porównaniu ze słowikiem jesteś bardzo głośny.

Przy tobie jego śpiew to tylko cichy pisk.

Aha, odparł mały wilczek i jeszcze raz zawył do księżyca najgłośniej jak tylko potrafi.

To teraz... Drugie podejście, tak.

Zapytał mały wilczek tatę, gdy nocą wyli w niebogłosy do księżyca.

Odparł tato wilk.

Zapytał zaciekawiony maluch i nadstawił uszu.

No więc posłuchaj.

Gdybyś pewnej jesiennej nocy zawył do księżyca, to ryk jelenia cię zagłuszy i próżny twój trud.

Ale w porównaniu ze słowikiem jesteś bardzo głośny.

Przy tobie jego śpiew to tylko cichy pisk.

Odparł mały wilczek i jeszcze raz zawył do księżyca najgłośniej jak tylko potrafił.

Jak sprawić, żeby ten nasz głos miał takie emocjonalne życie?

Myślę, że to jest trudna szkoła, bo nam jest trudno przełożyć mówienie na co dzień na to mówienie, tak jak na przykład tu, na przeczytanie fragmentu książki.

Bo na co dzień, jakbyś miał mi powiedzieć jakiekolwiek zdanie z tej książki, to od razu ono byłoby nacechowane emocjonalnie.

To znaczy, jakbyś opowiadał mi jakąś historię, to wiadomo, że wkradłyby się tam emocje,

Zmieniłbyś intonację, inaczej byś modulował głos, inaczej akcentował, położył akcent na dany wyraz zupełnie nieświadomie, który chciałbyś podkreślić.

Jak czytamy dzieciom, to czasami nam wchodzi taka rola i to jest super.

I to jest, uważam, dobre pole do ćwiczenia właśnie czytania.

Bo cała sztuka polega na tym, żeby czasami nie było słychać, że czytamy, tylko raczej, że opowiadamy.

Ja mam pracując na co dzień tak w radiu, że raczej mówię po prostu z głowy i coś opowiadam.

Ale mam też takich kolegów, którzy po prostu sobie piszą część wejść antenowych i jeżeli potrafią to zrobić, a potrafią, to znaczy nie słychać, że oni w ogóle cokolwiek czytają, to każda metoda jest dobra.

Dla mnie z kolei ja nie lubię tego czytania w momencie, kiedy mogę dowolnie dopierać sobie słowa, dlatego że na mnie czytanie nakłada presję braku pomyłki.

W momencie, kiedy już się pomylę na jednym słowie, to może lecieć cały komunikat.

W przypadku książek, no ktoś to już kiedyś napisał, więc warto przeczytać tak, jak to zostało napisane, ale to jest bardzo dobra szkoła i najlepsze jest mówienie do siebie, nagrywanie i odsłuchiwanie.

My często mamy z tym problem, nienawidzimy słuchać swojego nagranego głosu, bo to jest zawsze dla nas zaskoczenie.

Wynika to z tego, że nasz głos w naszej głowie brzmi inaczej niż dla innych ludzi, bo nie ma tych wszystkich zakłócaczy, są rezonatory, on brzmi po prostu lepiej i często jak się człowiek słyszy po raz pierwszy na nagraniu, to mówi...

I trzeba przejść przez ten etap akceptacji tego, jak brzmimy.

To trochę tak, jak ktoś sobie robi tylko selfie, a potem ktoś mu zrobi zdjęcie.

Tylny aparat kontra przedni aparat.

I dla innych ludzi twój głos na nagraniu, oni powiedzą, no tak, no tak brzmi Michał przecież.

A ty powiesz, nie, ja tak w ogóle nie brzmię.

W sensie totalnie inaczej w mojej głowie brzmi mój głos, niż potem go odsłuchuję.

Ale myślę, że też poruszyłaś jeden bardzo fajny wątek, bo ja bardzo często dostaję pytania, jak zacząć nagrywać wideo, jak zacząć siebie nagrywać.

I fajnie, że o tym powiedziałaś, że po prostu trzeba zacząć to robić i że najlepszy trening właśnie jest przez zrobienie, że nie da się nauczyć dobrego przemawiania czy dobrego nagrywania siebie na wideo, tworzenia dobrego kontentu bez po prostu robienia i z czasem przyjdzie nam to tylko i wyłącznie z większą łatwością, będziemy bardziej pewni siebie i będziemy szybciej też to robić.

To tak uważam, że tak jak w życiu, przekładając to, dopóki nie zaczniesz próbować gotować zdrowo, to nie będziesz zazwyczaj zdrowo jadł.

I na początku wiadomo, że będą błędy, ale warto je popełniać, żeby się gdzieś tam tego nauczyć.

I jak nie pójdziesz na siłownię, no to nie zrobisz formy, nawet nie zaczniesz jej robić.

I tak samo jak nie zaczniesz mówić do siebie, nagrywać siebie i wrzucać tego do mediów społecznościowych, albo nie wrzucać, ale analizować i oglądać, no to...

Po prostu tego nie zaczniesz, bo samo myślenie z reguły jednak daje zdecydowanie mniej niż działanie.

Powiedziałaś, że wolisz wymyślać na bieżąco to, co będziesz mówić, niż czytać.

Ja bardzo słucham innych ludzi, ale żeby nie było, to nie jest tak, że ja sobie myślę, o ten to mówi źle, a ten... Raczej robię to tak światopoglądowo i powiedziałabym socjologicznie.

Natomiast rzeczywiście wypełniacze, czyli są najczęstszym, nie wiem czy błędem, jeżeli one pojawiają się czasami, to one są bardzo naturalne.

Jeżeli mówisz o czymś i się zamyślisz i powiesz takie, to to daje twojemu odbiorcy komunikat, okej, on teraz myśli nad tym, co mówi, jest w tym wiarygodny.

Problem pojawia się wtedy, kiedy to się pojawia kilka razy w jednym zdaniu, bo to utrudnia odbiorcy zrozumienie komunikatu i tego po prostu, co mówisz.

W związku z czym, żeby ten odbiorca lepiej to zrozumiał, no to warto gdzieś to wyeliminować, a problem zaczyna się wtedy, kiedy my nie wiemy, że my to robimy.

A założę się, że 80% osób, które ma problem z wypełniaczami, nie ma tej świadomości, bo nigdy się nie nagrało i nie odsłuchało.

Więc najprostsza metoda, nagrać się.

po prostu w jakiejś takiej nawet zwyczajnej sytuacji poprosić kogoś, żeby nas z ukrycia nagrał, opowiadał jakąś historię, odsłuchać, zobaczyć w jakich miejscach to się pojawia i już sama świadomość dużo da, dlatego że najłatwiej te wypełniacze wymienić na ciszę.

Po prostu jak chcesz to zrobić, to przestajesz mówić.

Cisza jest w porządku?

Pauza ma w sobie dużo mocy, bo skupia uwagę.

Kiedy pojawia się cisza w rozmowie, to nagle, jeżeli nawet nie słuchałeś, to sprawdzasz, co się dzieje, dlaczego ktoś przestał mówić.

A dwa, ona nie będzie utrudniała tego przekazu.

A z czasem ona się po prostu skróci.

I w te pauzy wejdzie naturalne kolejne słowo.

A czy to jest tak, że jąkamy się dlatego, że próbujemy mówić za szybko, że powinniśmy po prostu te nasze zdania wypowiadać troszeczkę wolniej, żeby mieć mniej tych przejęzyczeń, żeby odpowiednio dobierać końcówki, nie mylić tych form gramatycznych i też potem nie jąkać się?

To znaczy w ogóle proces mówienia jest chyba, nie chcę ryzykować, że najtrudniejszym procesem w naszym organizmie, ale on jest naprawdę skomplikowany.

Bo w momencie, kiedy ja mówię, to muszę pamiętać o tym, co powiedziałam przed, muszę pomyśleć o tym, co mam powiedzieć po, żeby to miało sens.

I muszę jeszcze słuchać siebie mówiącej teraz dane słowa, żeby dobrać odpowiednią formę, na przykład w języku polskim, gramatyczną do tego, co właśnie mówię.

Więc zasoby mózgowe zaangażowane w proces mówienia, a jeszcze tu uczestniczy ruch, wark, tak, staramy się mówić, nie wiem, wyraźnie.

Jest gestykulacja, która pojawia się naturalnie, która też pomaga.

I stąd się pojawiają i przejęzyczenia, i jąkanie, i te wypełniacze, dlatego że mózg ma po prostu ograniczoną tą liczbę zasobów, a jeszcze oddychamy po drodze, no nie wiem, jeszcze siedzimy, jeszcze na kogoś patrzę, jeszcze czasami coś robisz w trakcie mówienia.

I nie każdy ma taką podzielność uwagi, żeby to wszystko wypadało tak na 90%.

Te zabiegi, które stosuje nasz mózg, czyli jąkanie się albo wypełnianie, jest niczym innym jak dawanie sobie czasu na zastanowienie się.

Jest to pewnie jakaś ewolucyjna mądrość naszego organizmu.

I jesteśmy w stanie go przechytrzyć, na przykład robiąc drugą rzecz.

To znaczy, jeżeli ktoś chce się nauczyć mówić płynnie, to polecam zacząć robić jakąś...

Na przykład żonglować, zwłaszcza jak nie umiesz żonglować.

To żongluj i próbuj mówić.

To znaczy wymyśl sobie temat, na który będziesz mówił i podrzucaj piłeczki.

To znaczy nie będzie na pewno wychodziło to żonglowanie, ale to nie o to chodzi.

To chodzi o to, że jak potem odłożysz te piłeczki, to nagle okaże się, że mówienie jest proste.

Jak przestaniesz mówić, może żonglowanie stanie się proste.

Prawdopodobnie też by tak było, bo się skupisz.

Wiesz, jak jest taki stary żart, jak masz za małe mieszkanie, to kup sobie jeszcze kozę.

A po miesiącu, jak ją wyprowadzisz, to się okaże, że masz duże mieszkanie.

Czy choinkę, czy fortepian, cokolwiek.

No to jest trochę jak po prostu z treningiem.

Potem trenujemy w jakichś trudniejszych, bardziej specyficznych warunkach, żeby potem na zawodach było nam łatwiej.

Myślę, że to jest takie przygotowanie naszego organizmu czy naszego mózgu.

Powiedz mi, czy dobrze zrozumiałem, bo ja swego czasu miałem taki problem na jednym takim wystąpieniu publicznym.

Pamiętam, że w kółko i w kółko powtarzałem jedno słowo.

Już nie pamiętam jakie to było słowo, nie wiem czy to było jasne czy jakieś takie inne słowo i rozumiem, że metodą na to, żeby to zrobić pierwszą jest to, żeby w ogóle być tego świadomym, czyli na przykład nagrać się, mieć nagranie i zdiagnozować problem i co potem myśleć, żeby tego słowa nie używać, nie nadużywać może to jest lepsze słowo.

I każdy z nas ma te słowa wypełniacze.

I wolałabym, żeby już one były słowami niż tym y. Bo to y będzie przeszkadzało bardziej.

I na przykład dokładnie, generalnie, tak jakby.

To są chyba takie słowa wypełniacze, które ostatnio pojawiają się bardzo często w mowie.

To znaczy, ja się też na tym łapię.

Że na przykład mówię... Nie wiem, co ostatnio było moim słowem wypełniaczem, bo one się też czasami zmieniają w zależności od okoliczności.

I rzeczywiście lepiej...

wiedzieć, że to robimy, ale uważam, że już słowo wypełniacz jest łatwiejsze dla odbiorcy do przyjęcia niż te wypełniacze takie głoskowe, czyli te onomatopeje.

No, jeżeli słowo dokładnie będzie się pojawiało, czy jasne, za często w komunikacie, to ono też zacznie komuś, kto nas słucha, dłużej przeszkadzać.

Niektórzy robią tak, że biorą kartkę, jeżeli mają taką opcję i piszą to słowo i mają je przed sobą właśnie po to, żeby go nie używać.

Widzisz i z jakiegoś powodu patrzysz i mówisz, okej, nie to słowo i szukasz innego.

Drugie zadanie dotyczy tego, że miałem miesiąc temu, dwa miesiące temu, ten czas szybko leci, przyjemność nagrywać pierwszą reklamę radiową.

Wydawało mi się, że całkiem nieźle mówię, ale poszedłem nagrywać tę reklamę i obok mnie siedział radiowiec, który po tym jak nagrałem to po swojemu, to dał mi bardzo dużo feedbacku i wydawało mi się, że zapamiętałem jego wskazówki, ale tak nie jest.

Więc chciałbym to z tobą przećwiczyć jeszcze raz.

Bo feedback, który dostawałem wtedy dotyczył zarówno tego, że źle stawiam kropkę, że nazwą sylabę akcentuję, że gdzieś powinienem dać większą pauzę.

Więc zróbmy tak, że przeczytam to najpierw tak, jak mi się wydaje, że będzie dobrze.

Potem z chęcią przyjmę od ciebie uwagi i zrobię to jeszcze raz, dobra?

W Respo dopasujemy dietę idealnie do Twoich potrzeb.

Wejdź na centrumrespo.pl i sprawdź, jak możemy Ci pomóc.

Zapraszam, dr Michał Wrzosek.

Musisz pamiętać o jednym.

Radio jest taką formą przekazu, która jest i nie wraca.

Bo na życie to, co przeczytałeś, zupełnie by przeszło.

Prowadzi samochód.

myje zęby, je śniadanie, siedzi w pracy.

I żeby on usłyszał to, co ty masz mu do powiedzenia, to trzeba mu powiedzieć to tak wyraźnie, czasami przesadnie, z dużymi pauzami, z dużą kropką, bo on nie ma opcji cofnij i wróć.

I one muszą być po pierwsze dobrze zaakcentowane, że to jest już koniec tego pierwszego zdania.

Po drugie powiedziane bardzo wyraźnie i po trzecie nawet momentami z nadmierną intonacją.

Czyli zaczynało się to od Wrespo.

Dobra, nie bym przeczytała to tak.

Wrespo dopasujemy dietę idealnie do Twoich potrzeb.

Wejdź na centrumrespo.pl i sprawdź jak możemy Ci pomóc.

Zapraszam, dr Michał Wrzosek.

Okej, czyli większe pauzy pomiędzy zdaniami.

Duże pauzy pomiędzy bardzo dobrze zaakcentowane i zaintonowane końcówki, czyli sprawdź dr Michał Wrzosek, wiesz, żeby końcówki wybrzmiały i wcale się nie spieszysz.

Ja wiem, że reklamy radiowe są szybsze, ale zdradzę tajemnicę, najczęściej są przyspieszane po nagraniu.

Minimalnie 5-10%, bo nikt nie mówi w takim tempie, jak ten pan, co mówi przed użyciem ulotki zapoznaj się z Krescią.

Dobra, to robimy drugie podejście.

W Respo dopasujemy dietę idealnie do Twoich potrzeb.

Wejdź na centrumrespo.pl i sprawdź, jak możemy Ci pomóc.

Zapraszam, dr Michał Wrzosek.

Już te pauzy zrobiły dużo.

że wiesz, już jest komunikat jaśniejszy, nieco bardziej zrozumiały, już miałam czas usłyszeć wszystko to, co chciałeś mi powiedzieć.

Coś jeszcze powinienem poprawić?

Pomóc.

C. Ale to jest, myślę, też kwestia tego, że... Czy masz aparat?

No i to są rzeczy, z którymi trzeba się momentami pogodzić, że po prostu przez jakiś czas tak będzie, że nie jesteś w stanie tego wyeliminować do momentu zdjęcia tego aparatu.

To jeszcze trochę poczekam.

Trochę poczekasz, ale coś za coś brzmią potem piękne zęby.

Jakie cechy głosu sprawiają, że brzmimy bardziej wiarygodnie?

Naturalność to jest taka pierwsza odpowiedź, która mi się rzuca w oczy.

Czyli jeżeli ktoś zaczyna mówić do nas jak robot i jest ciągle w roli jakiegoś takiego prezentera, to mu w pewnym momencie nie wierzysz.

Więc jeżeli on mówi jak najbardziej naturalnie i są emocje, ale nie przesadzone i czasami słychać, że ktoś się zastanowi i czasami zrobi pauzę, no to odbierasz go jako bardziej autentyczną osobę w jego przekazie.

Miałem taki przypadek, kiedy na jedno wystąpienie publiczne na dużej konferencji byłem tak przygotowany, że tak wyrecytowałem całe wystąpienie.

Nawet gdzieś potem na sali pojawił się żart.

W sensie wynikało u mnie z dość dużego stresu, bo to było pierwsze duże wystąpienie w zupełnie nowej dziedzinie, o której nigdy nie mówiłem na głos.

I to była pierwsza rzecz.

Druga to taka moja obawa, czy jak występuję publicznie, to powinienem nauczyć się czegoś na pamięć, czy jednak w miarę zostawić sobie takie flow na bieżąco do mówienia, jak to powiedzieć.

wtedy zdecydowanie nauczyłem się na pamięć.

Wręcz tak obsesyjnie uczyłem się na pamięć, że jak szedłem biegać, o a propos właśnie zrobienia dwóch rzeczy naraz, w sensie głównie po to chodziłem biegać, żeby, bo jak biegam, no to nie robię nic na telefonie, nic mnie nie rozprasza, jestem 100% skupiony, a wręcz mam to takie utrudnienie, o którym jeszcze mówiłaś, czyli moje nogi muszą się ruszać do przodu i w czasie tego biegania ciągle sobie ten tekst powtarzałem, że potem, gdy już nie biegałem, to w ogóle powiedzenie tego tekstu było dla mnie totalnie proste.

Ja nie jestem zwolennikiem uczenia się na pamięć wystąpień publicznych, dlatego że po pierwsze to jest trochę pułapka, bo jak zapomnisz jednego słowa, no to trochę sypie się wszystko, bo ci się nie zgadza z tym, czego się nauczyłeś.

Jak się zapomniało jednego słowa, to...

była nagle blokada i albo się przypomniało, ktoś podpowiedział i szło dalej, albo nie.

Więc moja rada jest taka, że uważam, że te najlepsze wystąpienia publiczne to są takie, które się opierają na jakimś prostym konspekcie.

Czyli masz po prostu na przykład w podpunktach...

hasła albo zdania, które na pewno chcesz powiedzieć.

Często też jest teraz tak, że można się wspierać jakąś prezentacją, jakąś formą prezentacji i to jest super, bo to jest też podpowiedź.

No po prostu każdy tak może robić i to nie jest uznawane za brak profesjonalizmu.

Podobnie jak trzymanie przed sobą tableta czy podkładki, też nikt ci nie powie, o ten się nie przygotował, bo ma podkładkę.

Telewizja też nas tak do tego przyzwyczaiła, że tam zawsze są podkładki, że to właśnie profesjonalizuje.

A ma podkładkę, że...

Coś tam ma ważnego, jakieś dane profesjonalne, notatki przygotowane.

Więc w ogóle bym się tego nie bała, żeby mieć coś przed sobą, bo po pierwsze, nasz mózg dostaje wtedy komunikat, okej, mam wsparcie.

Czyli by się pewniej.

Nawet jeżeli nie spojrzysz na to, to już podświadomie masz taką myśl, okej, jakby co to mam tutaj?

Spojrzę i będę wiedział.

Po drugie...

To jest akceptowalne absolutnie.

Każdy to robi właśnie podczas wystąpień publicznych i to jest okej.

Po trzecie, te punkty sprawiają, że jesteś w stanie spojrzeć, wiedzieć, a mimo to budować komunikat tu i teraz.

I masz większe pole do manewru.

I brak jest tego zagrożenia, że jedna pomyłka po prostu spowoduje efekt domina, że wszystko się posypie.

Część osób się rodzi po prostu z takim głosem, że...

Nad głosem można pracować na wiele sposobów.

Oczywiście barwy jako takiej nie zmienimy diametralnie, ale jeżeli ktoś chciałby nad tym pracować, to też są na to metody już teraz te logopedyczne, jest ich coraz więcej.

To są metody już i tapowania, bo się na przykład tapuje tutaj mięśnie, krzani, szyi.

Nie zawsze to jest zdrowe, to znaczy to najgłupsze, to co zawsze słyszę, to to jak chcesz mieć niższy głos, to zacznij palić papierosy.

Naprawdę?

Tak, są tacy ludzie, albo spożywać alkohol wysokoprocentowy, że podobno tam po whisky się o głos obniża.

Ja w ogóle nie jestem fanką tych teorii, to są jakieś teorie sprzed lat, które gdzieś tam krążą bardziej jako mity i legendy miejskie, choć są ludzie, którzy to testują.

Natomiast da się zmienić oczywiście barwę i są od tego specjaliści, którzy się tym zajmują i jeżeli ktoś jest bardzo, czuje się bardzo niekomfortowo z tym jak mówi, to uważam, że no to tak jak pewne cechy wyglądu, jeżeli...

wielki nos jest twoim największym kompleksem, to nie widzę przeszkód, żeby po prostu iść i wykonać, nie wiem, operację, jeżeli to ma pomóc tobie, a nie jest to presja społeczna.

Jeżeli bardzo niekomfortowo czujesz się ze swoim głosem, bo na przykład jesteś mężczyzną i masz bardzo wysoki tembrek głosu,

no to naprawdę warto iść skorzystać z porad specjalisty i można wiele rzeczy zmienić.

Każdy z nas uważam, że może nauczyć się mówić do pewnego poziomu w domu.

Oczywiście wady wymowy sami nie wyleczymy i tu tego nie polecam.

rotacyzm, różne zsyplenienia, czy zwłaszcza u dzieci, no to jest tylko kierunek logopeda.

I doświadczona osoba naprawdę będzie sobie w stanie z tym poradzić, też doradzi, bo czasami niezbędne są pewne zabiegi, jak podcięcie wędzidełka, które wesprze później wyeliminowanie tej wady.

Nie mamy wady wymowy, tylko czasami mówimy trochę niewyraźnie, czasami zapominamy o końcówkach, źle akcentujemy.

To wszystko wynika z lenistwa naszej głowy, ponieważ jesteśmy na tyle zapracowani, mamy tyle rzeczy dookoła, że już ta mowa jest, no przecież i tak mówię, i tak mnie zrozumieją.

Nie ma sensu się na tym skupiać.

No to uważam, że nawet kilka minut ćwiczeń raz, dwa razy w tygodniu naprawdę po czasie przyniesie efekt.

Właśnie prostych ćwiczeń, takich, jakie pokazywaliśmy na początku naszej rozmowy, czyli tych dziecięcych.

Rozgrzewanie aparatu mowy rano, nawet przy myciu zębów.

Szczoteczka jest też super, bo szczoteczką można sobie zrobić masaż ust.

Po myciu zębów po prostu jedziesz.

Potem ją oczywiście pouczysz jeszcze raz, żeby nie było.

I to sprzyja temu, że ten aparat jest bardziej rozgrzany.

I samo skupienie się na tym, żeby na przykład...

kończyć wyrazy, czyli mówić jest teraz ciepło, a nie jest teraz ciepło, sprawi, że nasz mózg się trochę przestawi.

Tylko najpierw musimy to zauważyć, więc albo warto sobie na przykład z kimś to skonsultować.

Wasza praca, tu mówię teraz do ludzi, którzy nas oglądają, skupia się częściowo na mówieniu, czyli macie dużo prezentacji w pracy, czasami występujecie przed klientem, macie kontakt z żywym człowiekiem na co dzień, bo nie wiem, jesteście architektami i mu planujecie mieszkanie, albo dietetykiem i się spotykacie, żeby układać mu diety.

I potrzebujecie takiego wsparcia, żeby, nie wiem, brzmieć lepiej, mówić lepiej, czuć się pewniej nawet w tej rozmowie.

Po co bardziej też o to chodzi?

I od razu wam powie, okej, no to tu jest...

taki problem, tu jest taki problem, możemy zrobić to, to, to, to, to, żeby to wyeliminować.

I po prostu, jak już człowiek wie, nad czym ma pracować, to często sam jest w stanie tę pracę wykonać po prostu prostymi ćwiczeniami logopotycznymi, zbitkami, łamańcami językowymi, skupiając się na tych aspektach, o których usłyszał, że mógłby je poprawić.

Bardzo mi się podobała ta twoja rada, że ty robisz to w samochodzie.

Wydaje mi się, że samochód jest w ogóle świetnym miejscem na robienie tego, bo i tak większość z nas jak stoi w tych korkach, to szlak nas trafia, szukamy jakiegoś zajęcia i nie daj Boże jeszcze szukamy go na telefonie, co nie jest zbyt bezpieczne, a to wydaje się całkiem bezpiecznym rozwiązaniem na to, żeby zrobić coś dobrego dla nas, rozwojowego, coś co nas popchnie, że tak powiem, w takim szeroko rozumianym rozwoju osobistym do przodu i jednocześnie jest bezpieczne.

To prawda.

No i ludzie w korkach tak naprawdę na was nie patrzą.

Wydaje mi się, że po prostu każdy jest tak skupiony na sobie, że to w ogóle tego nie będzie widać.

To jest super miejsce do robienia takich rzeczy.

I można rzeczywiście je na wiele sposobów robić.

Ja polecam bardzo rapowe kawałki.

Jeżeli macie jakiś ulubiony kawałek rapowy i on jest w miarę jeszcze w tempie i się nauczycie tekstu, no to potem rapujecie z raperami.

I też samo tempo i artykulacja zmusza do tego, żeby trochę ten aparat popracował.

Słuchasz podcastu Rezultaty.

Powiedziałaś, że taką pierwszą radą dla osoby, która chce zacząć bardziej wyraźnie mówić, płynniej mówić jest zwracanie uwagi na to, żeby kończyć słowa.

I to brzmi dla mnie jak taka prosta rada.

Totalnie jestem w stanie sobie wyobrazić, że od dzisiaj bardziej o tym myślę, żeby każde słowo miało swój początek i koniec.

Ale totalnie nie jestem sobie w stanie wyobrazić myślenia o tym, na którą sylabę powinienem zaakcentować dane słowo w trakcie mówienia.

O tym się nie myśli, to się nabiera przez słuchanie.

To jest bardzo ciekawe, no bo z automatu, a raczej z założenia w języku polskim akcentujemy na drugą sylabę od końca.

I tych wyjątków powinniśmy się uczyć słuchając innych, którzy właśnie akcentują właściwie.

I słuchanie na przykład książek w wersji audiobookowej może sprawić, że po drugiej, trzeciej, piątej książce będziesz mówił poszliśmy, a nie poszliśmy.

A jakie błędy do tej pory wyłapałaś u mnie?

Nie wyłapywałam, bo się skupiałam na rozmowie.

Jak będziesz miała z tyłu głowy gdzieś, to z chęcią na koniec przyjmę feedback.

Natomiast właśnie to poszliśmy, a raczej poszliśmy jest częstym błędem, czyli ludzie trochę akcentują za wcześnie, no bo poszliśmy, poszliśmy.

Ja często nawet nie umiem zaakcentować błędnie, to wymaga to od mojego mózgu przestawienia się.

Z jakiegoś powodu go przejęliśmy, więc to jest tak z zakopanego.

Bo bardzo chcemy już powiedzieć na dzień dobry.

I w mediach społecznościowych, jak słyszę niektórych, bardzo często jest ten akcent inicjalny.

I to myślę, że to jest w ogóle ogromny problem dzisiejszych czasów, że trochę brakuje nam pewnie autorytetu w tym poprawnym mówieniu, bo jednak...

Większość młodych osób pewnie słucha mniej audiobooków niż słucha YouTube'a, TikToka czy tego rodzaju platform społecznościowych, a tam można nabrać bardzo łatwozłych nawyków.

To znaczy ja pamiętam, być może trafiłam na takich nauczycieli, że rzeczywiście to akcentowanie też gdzieś było poruszane.

To nie było tak, że mów tak jak mówisz, bylebyś pisał poprawnie.

To ja w ogóle sobie tego nie przypominam.

W ogóle nie pamiętam, żebym kiedykolwiek o tym słyszał, że na którąś część wyrazu powinienem mniej lub bardziej akcentować.

Ja pamiętam, że miałam coś takiego w szkole.

Chyba miałam też takie nauczycielki, które dbały o to, żeby mówić po prostu dobrze.

I to jest też pewnie jakaś fajna rzecz, jeżeli ktoś ma takiego nauczyciela, który się stara, żeby to robić.

No bo słuchając innych po prostu najszybciej nabierzemy dobrych nawyków.

Jakbym mieszkała z tobą, to bym jadła najlepiej na świecie.

Pewnie tak.

Powiedz mi, czy są jakieś słowa, których nie powinniśmy używać lub wręcz powinniśmy używać, jeśli chcemy być odbierani jako profesjonalni mówcy, rozmówcy, osoby, które są wiarygodne?

No w wystąpieniach publicznych unikałabym wulgaryzmów.

To jest chyba zasada, która przychodzi jako pierwsza, domyślna, ale my to mamy wbudowane.

To znaczy jest towarzystwo, w którym można użyć słowa na K, jako nawet przecinka czasami w historii.

Łatwo to jakoś podzielić.

Ten się przychodzi chyba samo przez się.

To znaczy często przy rodzicach już nawet jako dorośli ludzie nie przeklinamy, bo nam to nie przechodzi jakoś przez gardło.

Tak, przy nauczycielach nawet sprzed lat też byśmy pewnie nie przeklinali.

No przy dyrektorze własnym też nie.

Ale już przy znajomych gdzieś...

I też mówimy zupełnie inaczej w różnych towarzystwach.

Więc pytanie też, na czym nam zależy.

Bo jeżeli my byśmy się teraz spotkali na kawę i sobie rozmawiali jak znajomi, no to tutaj nie ma sensu się trochę silić i robić słów tabu i ustalać nowego słownika tylko dlatego, żebyś ty, Michał, brzmiał profesjonalnie.

Ale myślę o takich spotkaniach, nawet nie wystąpienie publiczne, tylko jakieś spotkanie biznesowe albo nawiązujemy z kimś relacje, gdzie chcemy być odebrani w maksymalnie korzystny sposób.

To czy są jakieś słowa, których użyjemy, które mogą wzbudzić tą naszą wiarygodność, czy takie postawienie się w roli osoby odpowiedzialnej, rzetelnej, godnej zaufania, albo takie, które mogą odstraszyć od nas?

Bo najgorsze, co możesz zrobić, to zacząć operować językiem branżowym w momencie, kiedy siedzę przed tobą ja, która nie ma o tym pojęcia.

To wcale nie będzie świadczyło o twoim profesjonalizmie, tylko właśnie mam wrażenie trochę o braku, bo jeżeli nie jesteś w stanie tego wytłumaczyć...

prostej, prościej, to prawdopodobnie sam nic o tym nie wiesz.

Że nie ma sensu, żebym ja, nie wiem, zaprosiła cię do radia i zaczęła operować językiem, którego ty nie znasz.

Muszę powiedzieć to tak, żebyś ty właśnie to zrozumiał.

To jest takie powiedzenie, że można umieć, można rozumieć i można nauczyć kogoś czegoś i to jest ten największy poziom umienia i zrozumienia.

Tak, ja myślę, że w języku jest dokładnie tak samo, czyli jeżeli jesteś w stanie dopasować język do odbiorcy, bo wiesz mniej więcej kim on jest i że nie ma sensu tu używać słów, po pierwsze to nigdy nie używajcie słów, których znaczenia sami nie rozumiecie, bo to jest prosta droga do kompromitacji, lepiej prościej.

I też dopasowujemy do osoby, która z nami siedzi tutaj i rozmawia.

Czyli jeżeli ja bym była totalnym lajkiem, jeżeli chodzi o dietetykę, to nie zacząłbyś rozmowy od makro, od deficytu kalorycznego, od zera kalorycznego, tylko musiałbyś mi powiedzieć najpierw, co to jest.

A nie wjechać od razu z definicją, po której ja pomyślę, Boże, jak ja jestem głupia, bo to też jest powodowanie takiego efektu u naszego odbiorcy, że on czuje się gorsze niż my.

I to nie wpływa na sympatię do nas, ani na poczucie profesjonalizmu też.

A czy, okej, bo teraz poruszyłaś temat słów branżowych, specjalistycznych i to jest dla mnie oczywiste, ale są też takie słowa komunikacji, bym powiedział, codziennej.

Nazwałbym to mniej sophisticated i bardziej sophisticated.

Czy nauczenie się takich słów bardziej wyrafinowanych jakby będzie powodowało i używanie ich oczywiście w rozmowie będzie powodowało nasz, nie wiem, inny, lepszy odbiór?

To znaczy, jeżeli miałabym się dzisiaj spotkać

z jakąś rodziną królewską, to pewnie starałabym się używać innego języka, takiego, tak jak powiedziałeś, nieco bardziej wyrafinowanego.

Ale to nie zawsze jest też potrzebne, żeby ktoś nas uznał za profesjonalistę.

Wydaje mi się, że najlepszy język dla nas to jest ten język jak najbardziej dla nas naturalny.

Czyli jeżeli ty na co dzień mówisz w jakiś konkretny sposób, to też wchodzenie w specjalną rolę tylko po to, żeby na kimś zrobić wrażenie...

Trochę mija się z celem, bo ostatecznie za miesiąc, dwa, trzy, cztery przy kolejnych spotkaniach wrócisz do swojego takiego statusu quo.

Więc chyba lepiej... Wiadomo, że się staramy.

Wiadomo, że się zawsze staramy wypaść lepiej.

Czyli jak idziemy, nie wiem, na rozmowę rekrutacyjną, to jesteśmy spokojniejszymi na spotkaniu ze znajomymi.

używamy innych słów też, mówimy, nie wiem, wolniej, staramy się, bardziej myślimy o tym, co powiemy.

I nie widzę tu udawania, tylko to jest po prostu efekt tego, że nam na czymś zależy.

Ale celowe budowanie innego komunikatu tylko dlatego, że siedzi przede mną ktoś, na kim ja chcę zrobić wrażenie, ale będzie, nie wiem, to długa falowa współpraca i ostatecznie wiem, że nie będę w stanie tego utrzymać, bo to nie jestem ja, to szłabym jednak bardziej w wiarygodność i autentyczność niż...

w wyszukiwanie w słowniku specjalnych słów i zamienianie ich na te ładniejsze.

To mam do ciebie teraz bardziej prywatne pytanie o poradę dla mnie.

Ja zacząłem nagrywać podcast nie bez powodu.

Jednym z tych powodów, ich jest więcej, jest to, że...

Jak nagrywam w ogóle krótkie formy wideo, to jest tak, że ja nawet ich się nie uczę na pamięć, tylko mam tutaj scenariusz, mówię jedno zdanie, patrzę, jakie jest drugie zdanie, drugie zdanie.

Jak nagrywam dłuższe filmy na YouTube, no to jeszcze zależy, ale część z nich tak naprawdę też nagrywam z promptera.

I zauważyłem, że po roku dwóch robienia w ten sposób zacząłem mieć o wiele większy problem ze składaniem na żywo kilku zdań, które...

są dobrze sformułowane, brzmią tak atrakcyjnie, jak ten mój język pisany.

Czułem, że to spowodowało, że ten mój język pisany urósł tak, że bardzo dobrze piszę, uważam, że w bardzo klarowny i jasny sposób, ale gdy mam nie czytać, tylko powiedzieć coś na żywo, to tutaj moje kompetencje bardzo spadły.

I chciałem się ciebie zapytać, czy...

W sensie widzę już poprawę dzięki temu, że nagrywam podcast i to jest zero skryptu, czyli rozmawiamy sobie.

Czasem coś opowiadam ja, jakąś swoją historię.

Czasem zadaję jakieś pytanie, które mam wcześniej przygotowane, ale duża część pytań nie jest wcześniej przygotowana, tylko podążam za moim rozmówcą.

Są jakieś, nie wiem, ćwiczenia czy rzeczy, dzięki czemu mógłbym trochę odbudować tą taką swoją pewność siebie w mówieniu rzeczy, które nie są wcześniej przygotowane.

To jest trochę tak, że mózg ci się rozliniwił, idąc tym tropem.

to on nie musiał za bardzo myśleć o tym, co powiedzieć, tylko bardziej jak powiedzieć.

Jak go nie używasz i zaczynasz nagle mówić, to masz pewną barierę do przeskoczenia i widzisz, że jest gorzej niż było, kiedy, nie wiem, miałeś lekcje, konwersacje trzy razy w tygodniu.

No to metoda jest taka, i to jest takie myślę trochę zabawne ćwiczenie, które powinieneś robić de facto na początek sam.

Przez na przykład dwie minuty.

I jakby choćby świat się walił, to ty przez te dwie minuty mówisz na ten temat.

O, to poczekaj, to muszę dodać jedną rzecz.

To dla mnie ogromną barierą teraz jeszcze jest to, ja nie mam problemu, żeby mówić na jakiś temat i 30 minut.

To jest tak, że jak na przykład nagrywam jakieś głosówki w różnym celu, czy to na przykład do mediów, na przykład ktoś chce zrobić ze mną wywiad.

nie mam czasu, żeby odpowiedzieć, muszę opowiadać i to wiem, że i tak będzie przepisane na poprawny język, więc mogę sobie mówić tak, jak chcę.

Problem mam potem taki, żeby utrzymać jakąś w ogóle jakość swoich wypowiedzi, która między tymi oskryptowanymi, a tymi nieoskryptowanymi.

I tutaj pojawia się mój problem, że teoretycznie nie mam problemu z tym, żeby w ogóle mówić i mówić bez końca, ale wiem, że to jest wtedy już trochę takiej niższej jakości, bo traktuję to wtedy jako taki materiał bardziej roboczy, a nie docelowy.

No to musiałbyś to jeszcze nagrywać i potem odsłuchać.

typu mówisz sobie, Michał, teraz przez minutę będę mówił o nie wiem, o czymkolwiek.

Może być nawet o pogodzie.

Gdybyś miał to robić teraz ze mną, no to pewnie byś się trochę spiął, bo ja słucham siłą rzeczy.

Więc jak zamkniesz się sam i będziesz mówił sam do siebie i przez minutę sobie pomyślisz, że będziesz mówił o pogodzie...

i jednocześnie to nagrywał, a potem tego odsłuchiwał, no to sprawdzisz po pierwsze, czy mówiłeś płynnie, czy mówiłeś rzeczywiście o pogodzie i jak to brzmiało, czyli mówiąc twoim językiem, tak jak powiedziałeś, jakiej to było jakości, czy jaki to był komunikat.

Okej, czyli nie traktować to jako taką wersję roboczą, którą i tak będziemy porabiać, tylko raczej nagrać materiał, który miałby być materiałem docelowym.

I tak to potraktować i sprawdzić, czy ci się to uda.

Jak się nie uda za pierwszym razem, to się uda zatrzeć za twardym i tyle.

No to jest kwestia wprawy.

To, że już teraz tutaj siedzimy i rozmawiamy, no to uważam, jest kolejny krok do tego, że za miesiąc, dwa nie będziesz odczuwał tej różnicy między tym, co napisane, a między tym, jak mówisz.

No to zawsze jak ktoś mnie pyta, to tak jak we wszystkim, potrzebny jest czas.

Jak pójdziesz pierwszy raz na siłownię, no to nie zobaczysz na drugi dzień efektu.

Jak zrobisz coś raz, to nie będzie to spektakularny efekt.

Ale jak będziesz robił to raz przez miesiąc, no to już poczujesz jakąś różnicę.

Trzecie zadanie na naszej klasówce będzie dotyczyło wymienienia dziesięciu słów lub wyrażeń, które my Polacy najczęściej mówimy źle.

Dobra, wzią... Nie chce mi to przejść przez gardło.

Pozdrawiam cię, mamo, bo próbuję mojej mamie oduczyć tego od 20 lat.

Że to jest taki wyraz, który jakoś sprawia nam problemy.

Dwu tysięczny dwudziesty piąty.

Dwa tysiące dwudziesty piąty.

Dwu tysięczny był raz, to jest rok dwu tysięczny, każdy inny to jest dwa tysiące dwudziesty piąty, dwudziestu szósty, dwa tysiące pierwszy, drugi, trzeci.

To kwestia chyba czytania po prostu liczebników.

W ogóle liczebniki nam sprawiają problemy, czyli jak mamy sto dwadzieścia troje albo sto dwadzieścioro troje dzieci, a nie sto dwadzieścia trzy dzieci.

Mamy trzeci przykład?

Mamy trzeci przykład.

Otwarłem jest jeszcze takie, to jest jakieś takie staropolskie, powiedzmy, że to jest do przejścia, chociaż wiadomo, że otworzyłem brzmi zdecydowanie lepiej.

Pozdrawiamy operatora.

A operator mówi otwarłem.

Tak, dzisiaj zadzwoniłem do niego przed przyjechaniem tutaj, żeby mi otworzył szlawan i usłyszałem komunikat otwarłem.

A skąd operator jest?

Tak samo jak właśnie krakowskie jest panienka, sukienka, a nie sukienka, panienka.

To jest tylno, jakieś tylno podniebienne akcentowanie i wymowa N, która jest dopuszczalna w języku polskim, jak się ostatnio dowiedziałam.

Natomiast brzmi, dla mnie brzmi dziwnie, ale ja jestem z innego regionu Polski, może dlatego.

To jest moim zdaniem taka naleciałość, że mówisz ja potrafię.

Więc jakby niektórzy zapominają, że umiem, rozumiem odmienia się nieco inaczej, tak?

Bo zazwyczaj pierwsza osoba liczby pojedynczej ja będę, ja zrobię, ja mówię, ja jadę, a tu masz rozumiem, umiem.

Jessica, jaki ja bardzo często popełniam błąd?

Dobra, wiem, trochę i popełniam.

Tak, albo tylko, albo wyłącznie, bo to masło maślane, pleonazm.

Bynajmniej, przynajmniej nagminnie mylimy użycie tych dwóch słów.

To poprosimy o wyjaśnienie.

Przynajmniej, no nie wiem, no mógłbyś przynajmniej dzisiaj zrobić mi herbatę.

Po prostu przyszedłem do głowy, bo Michał na dzień dobry powiedział mi, nie mam jeszcze tutaj czajnika, nie mogę ci zrobić herbaty.

A bynajmniej, to jak ty mnie pytasz, a jadłeś dzisiaj śniadanie?

Ja powiem, bynajmniej nie.

No po prostu nie, nie jadłam.

A często właśnie używamy tych słów wymiennie, trudno powiedzieć dlaczego, bo są po prostu podobne.

W każdym bądź razie, a to jest w każdym razie albo bądź co bądź, to jest połączenie dwóch zupełnie różnych wyrażeń.

Czyli w każdym bądź razie jest niepoprawnie.

I stąd się wziął to połączenie.

Tak, napisałem tak kiedyś na rozprasce na języku polskim.

No, na przykład trzy po dziewiątej.

To znaczy trzy po dziewiątej jest dobrze, dwa po dziewiątej jest źle.

O nie, mam inny przykład.

Siedemnasty styczeń dwa tysiące dwadzieścia pięć.

Siedemnasty stycznia dwa tysiące dwadzieścia pięć.

Dopowiadamy sobie siedemnasty dzień stycznia.

Między, tak po cichu można sobie powiedzieć, między datą.

Dwudziesty pierwszy sierpnia dziewięćdziesiąty pierwszy.

Dwudziestego pierwszego sierpnia.

Przepraszam.

Dwudziestego pierwszego sierpnia się urodziłeś.

Czyli źle powiedziałem.

że nie 21 sierpnia, tylko urodziłem się 21 sierpnia.

Nie, bo zapytałaś mnie, kiedy się urodziłem.

Powiedziałem 21 sierpnia.

Powiedziałeś 21 sierpnia.

21 powiedziałem?

Tak, powiedziałem.

Dobra, czyli mam już pierwszy do mojej listy feedbacku.

Powiedz mi, czy radio aktualnie przechodzi kryzys w erze podcastów, streamingów, audiobooków?

Ja myślę, że w ogóle media tradycyjne przechodzą kryzys i same nie wiedzą, co z tego kryzysu będzie.

Jeszcze mamy trochę czasu, bo to, że radio przestanie istnieć, to ja słyszę odkąd zaczęłam pracować, a mi ja w tym roku...

I od początku słyszałam, że radio to już zaraz umrze.

No nie umiera jeszcze, ratuje nas parę rzeczy w Polsce przed śmiercią radia, między innymi to, że jeździmy, i to nie jest żart, starymi samochodami, które nie mają jeszcze radia na przykład podłączonego do bluetooth, albo jest jakiś problem taki na wejście, czyli po prostu jest duże utrudnienie, żebyś sobie podłączył telefon do samochodu, do radia samochodowego i sobie odpalił na przykład podcast, więc najprościej jest po prostu włączyć radio.

To, co się dzieje i to, co spływa na kryzys radia i w ogóle mediów tradycyjnych, to to, że jest internet, są media społecznościowe i że dużo więcej scrollujemy, a nie konsumujemy na przykład telewizji tak, jak konsumowaliśmy ją 10 lat temu.

I że radia zaczyna się słuchać dopiero od pewnego wieku.

Kiedy zaczynasz jeździć samochodem, to jest bardzo ciekawe, czyli zazwyczaj jak masz 19-20 lat, to wtedy dopiero jako świadomy, dorosły człowiek zaczynasz słuchać radia.

Więc to, z czym radia ma teraz problem przede wszystkim, to z młodymi słuchaczami, którzy nie są przyzwyczajeni do słuchania radia.

I pytanie, czy w ogóle będą, bo jeżeli teraz... Brzmi jak duże wyzwanie.

Zaczną się rodzić dzieci w pokolenia, które dzisiaj ma 20 lat i ono już jest mniej... I rodzice nie słuchają radia.

Nie podejmę się diagnozy, ale... Kto jest dzisiaj głównym odbiorcą radia?

W sensie domyślam się, że to zależy od stacji, ale na pewno jest tam jakiś kor, że tak powiem, osób w jakimś wieku, jakiejś płci, nie wiem, z jakimiś zainteresowaniami albo mniejsze miasta, duże miasta, które częściej słuchają radia niż rzadziej.

To jest tam 18-69, ale wszyscy zazwyczaj go zawężają i sobie jednak próbują się skupić na tych targetach mniejszych, przy badaniach głównie, takich słuchalnościowych.

Najczęściej badany to jest też grupa, która najczęściej jest też konsumentem.

No bo prawda jest też taka, że radia w Polsce, te komercyjne, utrzymują się z reklam, dzięki czemu słuchacie ich za darmo.

To nie dotyczy mediów publicznych, które mają też abonament radiowo-telewizyjny.

Natomiast to jest ta grupa, do której wszyscy chcą zawsze dotrzeć, no bo oni wydają pieniądze.

I są konsumentami aktywnymi, czyli po prostu reklamodawcy o nich dbają.

Najczęściej słuchalność w ciągu dnia kształtuje się tak, że jeżeli tutaj mamy godzinę 6 rano, no to powiedzmy jesteśmy tu, do 9 słuchalność rośnie, od 9 do 15 kształtuje się tak, potem może być delikatny pik, a potem wieczorem jest już spadek.

Wynika to z tego, że tak, rano jedziemy do pracy, słuchamy radia, albo myjemy zęby, potem siedzimy w pracy, słuchamy radia, wracamy do domu, słuchamy radia, przyjeżdżamy do domu, nie słuchamy rady, bo zaczynamy gotować, oglądać Instagrama.

Samochód jest miejscem, w którym najczęściej według badań w Polsce słuchamy radia.

Drugim po jest miejsce naszej pracy, czyli po prostu biuro.

Bo to też jest podobny punkt sporu i nie każdy lubi pracować przy dźwiękach.

Panowie na budowach słuchają często radia.

Kierowcy, zawodowi, kurierzy, przedstawiciele handlowi, którzy jeżdżą autem.

No dlatego ten samochód jest chyba takim... Jeżeli miałbyś... Jeżeli radio łączysz z jakąś przestrzenią, to uważam, że też nieintencjonalnie, podświadomie połączyłbyś ją z samochodem.

Połączyłbyś je z samochodem.

Ty też schudnij z metodą Respo.

Czy prowadzący w radiu mają pełną swobodę tego, o czym mówią?

No nie będę raczej mówić w każdym wejściu o tym, że nadal trwa wojna rosyjsko-ukraińska na przykład.

Nie będę za bardzo rzucać ludzi polityką i poważnymi tematami w radiu, w którym pracuję, czyli w ESCE, ale nikt nie mówi mi tego, co mam mówić w kontekście sprawdzania na przykład przed.

Każdy musi z nas, który tam pracuje...

To duża odpowiedzialność.

Tak, mieć takie wyczucie i świadomość miejsca, w którym pracuję, tak żeby dobierać to, o czym mówi, no do charakteru właśnie tej stacji radiowej.

Czy często zdarzają się jakieś patki na żywo?

Ja nie jestem sobie w stanie przypomnieć jakiejś spektakularnej.

Też u nas jest tak, że poza mówieniem ja jednocześnie realizuję ten program, czyli mam dwie konsolety tutaj pod sobą, odpalam mikrofon, muszę miksować piosenki, ustawić dżingle, podłożyć podkład.

No tu się z rękoma dzieje się dużo w trakcie wejścia radiowego, tylko po pewnym czasie to jest tak jak z prowadzeniem samochodu, no men, no men, no że już nie myślisz o tej zmianie biegów, tylko po prostu je zmieniasz, nie?

W związku z czym, tak samo jest dokładnie właśnie z programem radiowym, że tutaj ręce robią swoje, no a głowa mówi.

Problem zaczyna się wtedy, jak tu się coś dzieje, że te ręce muszą robić coś bardziej, czegoś nie ma, coś się zepsuło, nie wiem, coś się nie działa.

No i wtedy jest taka panika i główne zadanie jest takie, żeby ani nie było ciszy, ani nie było słuchać tej paniki, a jednocześnie doprowadzić technicznie wszystko do końca, no i żeby mówić.

To brzmi jak niesamowite wyzwanie, w sensie totalnie umiem sobie to wyobrazić, że to pewnie jest tak jak powiedziałeś, jak z tym prowadzeniem samochodu, że z czasem nam to wejdzie w krew i się da, ale na początku mówić sensem i jednocześnie robić coś ręką tu, coś ręką tu i jeszcze coś nowego brzmi jak naprawdę niesamowite wyzwanie.

I każdy ma na początku takie total wpadki.

To znaczy ja jak chyba robiłam swój taki pierwszy program właśnie z autorealizacją, to w pewnym momencie skończyłam wejście i zaczęły nagrać, jakimś cudem zaczęły grać trzy piosenki jednocześnie.

I jedna pod drugą i nie byłam w stanie tego zupełnie wyłączyć.

No bo człowiek robi w panice bardzo różne rzeczy.

A jest jakaś taka wpadka radiowa na żywo, nie twoja, tylko którą znasz, pamiętasz albo nie wiem, branżowo bardzo mocno krąży, którą możesz się podzielić?

Pamiętam taką, w której głównym bohaterem był słuchacz, bo miałam takiego kolegę, który prowadził program, w którym przez tydzień był taki całkiem spory konkurs jak na tamte czasy, bo to było już pewnie, no właśnie, takie 13 lat temu.

I do wygrania było urządzenie wielofunkcyjne typu drukarka, skaner, wszystko w jednym, jakieś takie kombo.

No to jak na stację taką, to były całkiem duże pieniądze, duży sprzęt, dlatego konkurs trwał tydzień i tam była droga jakaś eliminacji.

No jak już doszło do rozstrzygnięcia tego konkursu, no to było łączenie naszego z tym słuchaczem i ten prowadzący mu powiedział, że a, wygrałeś u nas ten sprzęt o wartości takiej i takiej.

A ten słuchacz powiedział po prostu fajnie.

No i padła piękna wiązanka typu ja wygrałem.

Więc to są takie, no ale to wpadka, powiedzmy, spowodowana tylko zachowaniem słuchacza, niekoniecznie prowadzącego.

No mógł nie podjudzać, no.

Dokładnie, trochę sam się prosił, można powiedzieć.

Tak, sam się prosił o to.

Chciałeś emocje, chciałeś coś bardziej polaryzującego i kontrowersyjnego?

To znaczy, to jest niemożliwe, uważam, żeby media mogą być mniej lub bardziej nieskierowane w jakąś stronę polityczną.

Ale w ogóle mam wrażenie, im dłużej pracuje, że coś takiego jak obiektywizm i prawda praktycznie nie istnieją.

Rządzi tu perspektywa.

To, kto ile przedstawi faktów, kiedy to zrobi, czy zrobi to szybciej.

Jeżeli mi coś przedstawisz bardziej przekonująco niż druga strona, to prawdopodobnie uwierzę tobie, nawet jeżeli to nie będzie prawda do końca.

To jest chyba duży problem dzisiejszych czasów.

W mediach społecznościowych to jest bardzo ciekawy problem.

Ostatnio mnie jakaś pani zapytała i to był bardzo słuszny komentarz.

Jakie ja mam podstawy do tego, żeby mówić o języku?

To jest zdrowe podejście.

Co odpowiedziałaś?

No, że pracuję w mediach, że skończyłam dwa kierunki studiów, że to jakaś tam moja pasja, ale rzeczywiście...

napisałam, że ma pani rację, w ogóle nie musi mi pani wierzyć, no bo ja nie muszę być autorytetem w tej sprawie.

A trochę media społecznościowe spowodowały, że my traktujemy od razu ludzi, którzy do nas mówią.

Że dlaczego właściwie, okej, no masz tytuł doktora, no to jest uzasadnienie takie naukowe, ale ktoś może równie dobrze tego nie sprawdzić na dzień dobry.

Chciałem tylko powiedzieć, że jest dużo takich profili, które nie mają tego stopnia doktora, tylko sobie nazwały profil na przykład doktor coś tam.

W sensie to jest jakiś element znowu budowania marki osobistej, brandingu, promocji własnych działań, ale bardzo zgadzam się z tym sformułowaniem i ja bardzo często w ogóle dostaję to pytanie, jak weryfikować...

te informacje, które słyszymy na przykład w zakresie żywienia w mediach społecznościowych.

I też nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie, no bo...

Żeby to zweryfikować naprawdę, to trzeba poświęcić bardzo dużo czasu.

A nikt nie ma tego czasu, no bo po to nie siedzi na przykład na PubMedzie szukając tych informacji w źródłach, źródłach, no tylko szuka ich w social mediach, gdzie one są zawsze w jakiś sposób uproszczone.

Dodana jest perspektywa tej osoby, która przekazuje tą informację, więc...

To jest niesamowicie trudne w dzisiejszych czasach się nie pogubić.

Mam też takie wrażenie, że jest taką dziedziną, w której każdy zna się najlepiej, no bo każdy coś tam codziennie je.

Często powtarzam, że trochę jak z facetami oglądającymi mecz reprezentacji Polski w piłkę, gdzie każdy mówi... 41 trenerów.

Tak, ja bym to strzelił, każdy wybrałby najlepszą jedynaskę, każdy wie najlepiej.

Oczywiście mamy te badania naukowe, co jest mocną i ważną stroną, ale są badania lepszej jakości, gorszej jakości, takie, którym bardziej możemy wierzyć, mniej możemy im wierzyć.

Najczęściej to też nie jest tak, że z jakiegoś badania mamy już 100% wiedzy w danym temacie, tylko to nowe badanie jest na przykład jakąś nakładką na wszystkie inne badania, które zostały opublikowane i przeprowadzone w danym temacie i tak naprawdę ono uzupełnia jakąś wiedzę, którą, nie wiem, znamy sprzed lat po wielu innych pracach i nie możemy wyciągać wniosków tylko z jednej pracy, która się na przykład pojawiła i media bardzo lubią ją cytować, na przykład jak było rok temu czy dwa lata temu, gdzie nagle był szereg nagłówków na ten temat, że nie wiem,

Erytrol i xylitol są bardzo złe dla naszego organizmu i powodują szereg poważnych konsekwencji zdrowotnych, co nie było do końca prawdą, ale nagłówki zrobiły swoje i do tej pory ludzie zadają mi w kółko na każdym Q&A pytanie, Michał, a jak to jest z tym erytrolem, bo widziałam tu, tam i gdzieś jeszcze taki nagłówek, że jest szkodliwy.

Przepraszam, bo muszę wtrącić.

Wiesz, że jak mówisz o dziedzinie, która cię interesuje, to w ogóle się nad tym nie zastanawiasz i mówisz mega płynnie.

To jest też odpowiedź na pytanie, które mi zadałeś a propos tego, jak być profesjonalnym.

Uważam, że jeżeli coś czujesz i się na tym znasz, to będziesz mówił, mówił, mówił i o tym w ogóle nie myślał i to przejdzie samo.

I z tego, że po prostu wiesz, więc jak zweryfikować, czy ktoś naprawdę się zna na tym i czy to, co do nas mówi, jest profesjonalne.

No, jeżeli mówi z jakąś pasją, zaangażowaniem i nie widać zawahania i naprawdę wie, co mówi, to znaczy, że tak, że można mu, myślę, uwierzyć.

W telewizji jest tak, że jak dzisiaj zaproszą mnie do Dzień Dobry TVN, to nie pójdę za kilka dni do pytania na śniadanie, bo musi być jakiś okres karencji.

Teraz już zaproszą, tylko musi... Ale nie w takim sensie, że między osobą.

I to znam jakby z wielu przykładów i to jest tak, że nieraz zrzucą to nawet dzień wcześniej, jak zobaczą, a wcześniej nie zobaczyli, że byłem.

Czy w radiu też jest podobnie?

Myślę, że tam poczucie konkurencji jest mniejsze, bo też konkurujemy bardziej na stacje, a nie na programy.

Że trochę nie ma takich zasad, że jak ktoś był dzień wcześniej, nie wiem, właśnie w Radiu Z, czy w Radiu RMF, to on nie przychodzi.

I jedziemy, bo albo zaczynamy od was, bo mamy po trasie, albo kończymy u was, bo mamy po trasie.

Też miałem takie poczucie z jakiegoś tam mojego doświadczenia, kiedy byłem gościem różnych stacji, różnych audycji.

No to czekanie jest wpisane w tę pracę.

Raczej będzie o 18.20 przy dobrych wiatrach i trzeba będzie po prostu poczekać.

To znaczy miałam wywiad, na którym byłam w Berlinie z Ritą Orą, która swego czasu była naprawdę bardzo popularną też wokalistką w Polsce i ona była super miła.

Ten wywiad trwał, nie wiem, tam pięć minut, bo to są takie wartości, jakie się dostaje.

Po czym zrobiłyśmy sobie cztery zdjęcia i ta menadżerka wzięła mój telefon do ręki, przejrzała, powiedziała to możesz publikować, wykasowała trzy inne zdjęcia, oddała mi telefon.

No i... Ale dobrze, no dba o wizerunek gwiazdy, którą się opiekuje, nie?

Że zobaczyła, na którym zdjęciu Riteora wygląda najlepiej.

Ale poza tym to nie mam jakichś złych doświadczeń.

Albo rozmowa, do której musiałaś najdłużej przygotowywać?

Byłaś przed nią zestresowana z jakiegoś powodu?

Najbardziej zestresowana to byłam przed rozmową ze Stingiem.

Miałam taką opcję ileś lat temu, żeby z nim wywiad przeprowadzić i pamiętam, że się przygotowywałam bardzo długo.

Ten wywiad trwał cztery minuty, więc nie mogłam właściwie wykorzystać w ogóle swojej wiedzy, którą przyswoiłam na ten moment.

To był też artysta, którego słuchałam od X lat jako dziecko, gdzieś tam się przewijał.

I to było dla mnie jakieś takie duże też przeżycie.

Jeśli słuchasz nas na Spotify, zaobserwuj, wystaw ocenę i pamiętaj, jestem do twojej dyspozycji w komentarzach.

Dla ciebie to tylko chwila, a mi pozwoli to tworzyć jeszcze bardziej wartościowe materiały dla ciebie.

Czy jest coś jeszcze, jeżeli chodzi o pracę w mediach, co uważasz, że warto, żeby nasi odbiorcy usłyszeli i dowiedzieli się od ciebie?

Że to jest prasa jak każda inna.

To znaczy, to trochę urosło do rangi wyobrażenia, że to jest jakaś fizyka kwantowa, że tam się dzieje nie wiadomo co i że ci ludzie zapracują w mediach, to w ogóle mieszkają nie wiadomo gdzie i nie wiem, toczą nie wiadomo jakie życie.

Nie, ja i uważam, że to jest zdrowe też podchodzenie do tej pracy jak do każdej innej, bo inaczej byśmy zwariowali.

To znaczy jakby ja bym miała sobie teraz wyobrazić, że to, że ja pracuję nie wiem w radiu czy w telewizji, że to jest coś niezwykłego, no to to nie tędy droga.

To jest głupie, uważam.

I każdą pracę myślę należy tak traktować.

A mam też takie poczucie, że trochę właśnie jest momentami tak jeszcze to odbierane.

Może przez lata narosły jakieś takie...

mity, że rzeczywiście niektórzy dziennikarze, no to już bardziej celebryci niż dziennikarze, ale wbrew pozorom z moich doświadczeń wynika, że wszyscy są bardzo normalni w mediach, że to jednak zostaje gdzieś w tym taki element normalności, że to jest po prostu praca.

A co jest najtrudniejszą częścią twojej pracy?

To, że jak mi się nie chce, a czasami mi się nie chce, jak każdemu człowiekowi i mam jakiś taki gorszy dzień, to i tak muszę przyjść i muszę być tam na 100%, no bo to jest właśnie moja praca.

Czyli oczywiście poza anteną, między wyjściami ja mogę siedzieć i pewnie tam nawet płakać, nikt na to nie zwrócił uwagi.

Ale musisz w tym pewnym momencie założyć maskę i być tą osobą, którą w tym radiu jesteś.

I zakładam, że moja rola jest taka w radiu, żeby jednak ci ludzie słysząc mnie przynajmniej trochę się uśmiechnęli, bo oni nie potrzebują już złych przekazów, bo my tych złych przekazów mamy mnóstwo.

No więc jeżeli ja mam sprawić, że ktoś się uśmiechnie, no to ja sama też z założenia muszę się wtedy chociaż trochę uśmiechać.

I nie chcę mówić, że to jest straszne, czy to jest trudne, bo też nie chcę teraz, żeby to tak zabrzmiało, bo w ogóle uważam, że praca, którą wykonuję, bywa wymagającą pracą pod względem kreatywności i energii.

Ale jak ktoś mnie pyta, czy to jest trudna praca, no nie, no trudną pracę to ma neurochirurg.

ratownik medyczny, pielęgniarki, lekarze, strażacy, wszystkie służby.

To są trudne prace.

No jak ja nie przyjdę, to przepraszam za kolokwializm, nikt nie umrze.

Będzie co najwyżej cisza na antenie i świat naprawdę na tym nie straci.

Więc to jest po prostu momentami energetycznie wymagająca praca.

Jeżeli ktoś bardzo by chciał tak pracować, to nikt najpierw sprawdzi, czy to jest dla niego, bo wyobrażenia kontra rzeczywistość są zdecydowanie, one się często nie pogrywają.

No właśnie, chyba nabudowaliśmy takie wyobrażenie o pracy w mediach, że tam są fajerwerki codziennie, wchodzisz tam, ktoś rozwija czerwony dywan, dzieje się nie wiadomo co.

No nie, no to jest po prostu, wchodzisz, siedzisz, czasem jest nudno, często jest nudno w tej pracy.

Ale lubię to, tylko po prostu mówię, że to nie jest czasami tak ekscytujące, jak mogłoby się wydawać, bo też seriale to zrobiły i filmy.

Pokazywanie tego radia czy telewizji to... Trochę tak, okej.

Tak, jest jakaś taka... W ogóle często podobno w serialach i filmach zawody przedstawione są zupełnie nie tak, jak w rzeczywistości.

Moja siostra jest adwokatem i kiedyś ją z tego przepytałam, to powiedziała, że rozprawa w ogóle tak nie wygląda jak w filmach.

Przez przypadek.

Nie planowałam tego jakoś.

Jak przyjechałam do Warszawy na studia, to zaczęłam studiować psychologię, ale bardzo chciałam iść do szkoły teatralnej albo muzycznej, bo jakoś tak przez lata się związałam ze śpiewem trochę.

I potem, jak się okazało, że mam mało zajęć na tej psychologii, a tak było, chociaż były to studia dzienne, no to jeszcze na drugi rok zaczęłam dziennikarstwo.

No i tam trzeba było zrobić praktyki.

Powiedziałam, że do telewizji, gdzie w ogóle ktoś taki jak ja do telewizji?

No ale wiedziałam też, że nie za bardzo portale internetowe czy pisanie są dla mnie.

I drogą pośrodku było to radio, bo z muzyką też mocno związane.

No i się okazało, że jak tam przyszłam, że całkiem spoko, że powiedzieli tak no fajnie po pierwszym wejściu do studia.

Po czym się okazało, że nauczyłam się szybko montować dosyć dźwięki, jakoś nagrywać.

Chyba miało to sens, bo po prostu po praktykach zaproponowano mi pracę.

Trudne to jest pytanie.

Taką po waszej stronie.

Jak według ciebie radio powinno wyglądać, żeby nie zniknęło?

W ogóle nie mam na ten temat teorii, bo to jest też tak, że to są realne problemy.

My się nad tym naprawdę zastanawiamy teraz, co trzeba zrobić, żeby wygrywać z konkurencją serwisami streamingowymi, podcastami, które są świetnie robione.

No naprawdę, sama słucham podcastów z audiobookami też.

Przyznaję, że jak ja jeżdżę w trasę, taką długą, to już w pewnym momencie miałam dosyć muzyki i zaczęłam słuchać audiobooków na przykład, albo audioseriali.

I też trochę odchodzę od radia, jako osoba, która w tym radiu pracuje.

To znaczy to jest duży problem.

Też pytanie, czy jakby była bardziej mierodajna, to byśmy nie dostali gorszych wyników niż te, które mamy.

To też jest pewne ryzyko.

Ale telewizja ma tę przewagę, że jest badana telemetrią.

Czyli jest wybierana grupa Polaków, u których w domach, za jej zgodą i za kasą, montuje się takie urządzenia, które sprawdzają kiedy, w danym momencie, kiedy i co oglądasz.

I przez ile czasu.

W związku z czym możemy wiedzieć, że na przykład Sylwestra z Polsatem obejrzał tyle, a Sylwestra z dwójką tyle.

Radio tego nie ma, bo radio jest tylko odbiornikiem, czyli ono odbiera sygnał, a go już nie wysyła z powrotem.

Jeżeli staniemy się tylko już takim krajem, który będzie miał radiofonię na DAB+, albo w internecie, to sytuacja będzie łatwiejsza, bo będą się liczyły wejścia przez aplikacje.

Ale jak do ciebie pani zadzwoni, bo właśnie badania radiowe polegają na tym, że odbierasz telefon i pani pyta, czy może ci zadać kilka pytań a propos słuchania radia.

Więc pani cię najpierw pyta, jakiego radia pan w ostatnim tygodniu słuchał.

Potem pani cię pyta, a jakie pan jeszcze radia, stacje radiowe zna?

A potem jest, a czy zna pan takie, takie, takie, takie?

Potwierdzasz, zaprzeczasz.

I potem jest pytanie o to, jak wyglądał twój wczorajszy dzień?

I kiedy w tych przedziałach słuchałeś radia i którego radia?

I to jest po pierwsze niemiarodajne, bo człowiek tak nie pamięta swojego dnia przez 4 godziny.

Często na pytanie, jakiego radia słuchał, on tego nie wie, więc przychodzi mu na myśl to radio, które gdzieś słyszał, gdzieś zna, gdzieś widział, gdzieś coś zobaczył, może billboard mu przeleciał.

Naprawdę trzeba chcieć.

Jak do mnie ta pani dzwoni, to zawsze mam, bo mi zależy.

Ale ludziom normalnym nie musi zależeć i ja to doskonale rozumiem, więc to jest 15-20 minut takiego opowiadania o tym, co robiłeś wczoraj i to jest dopiero potem przekładane na całe społeczeństwo.

I jest to mocno takie wątpliwe, czy naprawdę tyle osób tego radia słucha.

Często są grupy, do których się nie można dodzwonić.

Więc ta grupa często tam 15, 25 jest niedoszacowana, bo oni albo się rozłączą w trakcie, po siódmej minucie mają już dość, albo po prostu wiedzą nie, dzięki i odłożą ten telefon.

W sensie proszę o wiadomość SMS, dopiero jak ktoś napisze, powie, kim jest i czego potrzebuje, no to jeżeli uznam to za wartościowe, no to wtedy zadzwonię.

Na koniec mam bardzo trudne pytanie do ciebie.

Jesteś o wiele bardziej doświadczoną prowadzącą ode mnie, więc chciałbym usłyszeć publicznie od ciebie na głos feedback, co mógłbym robić lepiej prowadząc swój podcast, rozmawiając z gośćmi.

Nie wiem, czy są takie rzeczy, bo nie odczułam tutaj jakichkolwiek braków po twojej stronie.

Po pierwsze, gratulacje za bardzo profesjonalne miejsce do nagrań.

Jesteście pierwszy raz, ale macie sprzęt.

Nie jest to wcale częste w przypadku podcastów, co doskonale rozumiem, bo też produkcja podcastu jest po prostu droga.

Ja też to podziwiam, bo to jest bardzo trudne.

Natomiast to po pierwsze gratulacje za to, że jest to studio.

Szukałem raczej konstruktywnej krytyki, ale dziękuję za pochwałę.

To znaczy uważam, że to w ogóle tak jak cię obserwuję już od dłuższego czasu, nie ukrywam, bo taki jest, no to uważam, że progres jest ogromny.

I myślę, że w kontekście progresu trzeba to oceniać, bo każdy ma coś z nas jeszcze do zrobienia, tak samo jak ja mam jeszcze dużo do zrobienia w kwestii mówienia, prowadzenia rozmów, czy czegokolwiek innego.

Więc nie czuję się w ogóle uprawniona do tego, żeby cokolwiek tutaj krytykować.

To jedyne słowem zakończenia, to właśnie ten projekt, podcast, to był dla mnie taki projekt typowo pod rozwój osobisty i nauczenia się czegoś nowego, postawienia się w tej nowej roli, nie osoby, która odpowiada na pytania, tylko je zadaje, takiej osoby ciekawej świata i chcącej też dowiedzieć się czegoś ciekawego, uważam właśnie za niesamowitą wartość.

To, że mogę zaprosić różne osoby do siebie i zadać im takie pytania, jak po prostu chcę.

Takie pytania, na które sam chciałbym poznać odpowiedź i po to powstały rezultaty.

Piękne to jest, bo uważam, że wychodzenie ze swojej strefy komfortu jest czymś, na co powinien się decydować każdy.

I warto patrzeć na to, co inni powiedzą, bo gdybyśmy tak patrzyli, to byśmy nic w życiu nie zrobili, więc...

W każdym aspekcie i w każdym kontekście tego, o czym dzisiaj rozmawialiśmy.

0:00
0:00