Mentionsy

Podcast Wojenne Historie
11.08.2025 05:00

Tajemnica twardego frontu

Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 

🔶PATRONITE.PL🔶

https://patronite.pl/Podcastwojennehistorie

Albo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷

https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 462 wyników dla "Miecz i Pług"

Witamy w kolejnym odcinku podcastu Wojenne Historie.

Witają Was Kamil Kawalec i Norbert Bączyk.

Co tydzień przybliżamy Wam szereg zagadnień oraz obalamy wiele mitów związanych z II wojną światową.

Nasze odcinki powstają na bazie własnych, długoletnich badań naukowych, wertowania tysięcy stron, zarchiwizowanych meldunków wojskowych, wreszcie publikowania książek i artykułów.

Ten podcast istnieje dzięki zaangażowaniu i niezwykłej hojności naszych patronek i patronów, za co im bardzo dziękujemy.

Jeżeli ty też uważasz, że warto zostać naszym patronem, możesz wesprzeć nas wpłatą w serwisie Patronite pod adresem patronite.pl łamane na podcastwojennychistorie.pl

Norbert, porozmawiajmy dzisiaj o Powstaniu Warszawskim, ale w bardzo nietypowym kontekście.

No, co mam na myśli?

Chodzi mi o to, że był jeden odcinek miasta, który przez 63 dni był skutecznie broniony przez powstańców.

Wszędzie indziej, czy to na Woli, czy to na Żoliborzu, czy to na Mokotowie, wszystko się waliło.

To zgrupowanie Chrobry 2...

Od pierwszego do ostatniego dnia powstania trwało na swoich pozycjach w rejonie ulic Towarowej, Żelaznej i Alei Jerozolimskich.

Co odróżniało tak naprawdę tych powstańców w takim razie ze zgrupowania Chrobry 2?

No od innych zgrupowań, że oni byli w stanie przez te 63 dni skutecznie się bronić przed Niemcami, a inni nie.

No cóż Kamilu, zanim odpowiem na to pytanie, to zacznijmy od jednego z meldunków.

4 sierpnia 1944 roku.

Meldunek sytuacyjny dowódcy placówki, dom turystyczny, podporucznika Wilka.

Podporucznik Wilk melduje.

Wczesnym rankiem względny spokój.

Jedynie grupa niemiecka z filtrów ostrzeliwuje nadal ulicę Lindleya i przejście przez Lindleya alejami.

Strzały dość celne, ale zabitych żadnych ani w naszych, ani w ludności cywilnej.

Po godzinie 9 pojawia się nad górną okolicą Alei Jerozolimskich samolot niemiecki, który ogniem 7 KM-ów ostrzeliwuje okoliczne gmachy, głównie na wysokości górnych pięter.

Godzina jedenasta.

Czołg niemiecki ostrzeliwuje zdziałek i KM-ów od strony ulicy Marszałkowskiej, górne partie Alei Jerozolimskich.

Nasz punkt dostaje również parędziesiąt pocisków artyleryjskich.

Duch żołnierzy doskonały.

Godzina piętnasta.

W Alejach od strony Marszałkowskiej pojawia się czołg, który podjeżdża pod barykadę na wysokości ulicy Lindleya i otwiera huraganowy ogień zdziałek i KM-ów na nasz punkt i pocztę.

Zwolna niszczy barykady, które są względnie słabe.

Z daleka pojawiają się auta pancerne.

Jesteśmy przygotowani do natarcia piechoty niemieckiej.

Załoga naszej placówki obrzuca benzyną i ostrzeliwuje Panterę, ale błyskawicznie wpierw z czwartego, potem zaś z pierwszego piętra.

Rozkaz taki, że w przypadku natarcia piechoty wycofujemy się na poddasze i walczymy do ostatniego naboju.

Niestety siły nasze są bardzo słabe i brak KM-ów.

Tylko dwa steny i krótka broń.

Brak amunicji.

Wobec tego wydaje rozkazy powstrzymania ognia.

Czołg sforsowawszy ostatnią przeszkodę staje i ubezpiecza idącą kolumnę czołgów i aut pancernych.

W ilości kilkudziesięciu pojazdów idące w kierunku Grujeckiej.

Kolumna ostrzeliwuje nasz punkt i pocztę z niesłychaną siłą.

Po krótkiej przerwie pojawia się druga kolumna poprzedzona trzema czołgami, które wachlarzowo wystawiają się w pobliżu naszego punktu.

Za nimi znowu auta pancerne.

Znowu możliwość ataku piechoty na nasz punkt.

Toteż ogień nasz jest oszczędny i umiarkowany.

Równocześnie pojawiają się bardzo nisko samoloty, które piorą z KM-ów.

Dzieje się to przez cały czas przemarszu obu niemieckich grup.

W tym czasie dotarła do nas grupa z WIG-u, która nerwowo nie wytrzymała.

Obserwujemy palący się parkan poczty.

Zniszczenia dookoła dość znaczące.

Druty i kable poprzerywane.

Jesteśmy bez światła.

Godzina 6.

Koniec przemarszu grup czołgów, po czym aż do wieczora spokój.

Godzina 10.30, czyli 22.30.

Wypad patrolu ośmiu ludzi pod komendą podchorążego Zbyszka do kliniki Dziesiątka Jezus.

Pobroń złożoną za pokwitowaniem przez rannych i deserterów niemieckich w administracji szpitala.

Idziemy alejami, przeskakujemy Lindleya i z Alei Jerozolimskich nr 93 podwórzami do Nowogrodzkiej.

Przeskok i przez dziurę w murze kliniki wchodzi patrol na tren szpitala.

Prowadzący sprawdza w administracji, że w szpitalu są żandarmi, a broń jakoby wydana innej już naszej grupie.

Podpisał meldunek podporucznik Wilk.

Powstanie warszawskie to niezwykle złożone, ważkie zagadnienie historyczne, które jednak można zapamiętać na różny sposób.

Nieco inne o powstaniu warszawskim są wspomnienia żołnierzy Armii Krajowej, którym udało się przeżyć, inne ludności cywilnej, która to powstanie również musiała przetrwać.

Nie ma tak naprawdę jednej opowieści o Powstaniu Warszawskim.

Zupełnie inne doświadczenia, także doświadczenia bojowe.

Mieli w tym powstaniu kombatanci Radosława, obrońcy Żoliborza, powstańcy na Pradze, obrońcy Mokotowa, Ochoty, a jeszcze inne doświadczenie mieli żołnierze, którym przyszło służyć w zgrupowaniu Chrobry 2.

W grupie pułkowej Chrobry II, która nie od razu, ale po kilku dniach powstania warszawskiego ukształtowała się na obszarze zachodniego Śródmieścia.

Po wojnie dowódca Armii Krajowej, generał Burko-Morowski, będzie wychwalał żołnierzy z grupowania Chrobry II.

Będzie pisał, że to był jedyny tak naprawdę odcinek frontu w Warszawie, który nigdy nie został przełamany przez Niemców.

Mówiło się o żelaznym froncie, mówiło się o twardym froncie, ze względu na nazwy ulic, twarda, żelazna, ale też ze względu na fakt, że przez, jak zauważyłeś słusznie Kamilu, 63 dni, a nawet dłużej, bo doliczmy jeszcze czas kapitulacji, składania broni, to był odcinek, który powstańcze oddziały utrzymywały.

Nie został nigdy przełamany.

co potem po wojnie było źródłem wielu legend, mitów i nieporozumień takich właśnie jak te słowa generała Bora Komorowskiego.

Dlatego, że żołnierze, zwłaszcza pierwszego batalionu tego zgrupowania, którzy utrzymywali południowo-zachodni narożnik polskiego bastionu w Śródmieściu,

Wielu z nich zginęło, wielu z nich zostało rannych, ale mimo to większość oprócz własnego męstwa i poświęcenia miała też niesamowite szczęście, bo niestety, ale tajemnica sukcesu twardego frontu, żelaznego frontu.

Tkwi przede wszystkim w tym, że pomijając epizody, Niemcy nigdy po prostu nie zaatakowali tego odcinka.

Niestety, to przykre słowa, może brutalne, ale w tym tkwi tajemnica twardego frontu.

Że Niemcy popełnili błąd, że pozostawili w Warszawie taką niesamowitą, dziwną enklawę.

O tyle niesamowitą, że w odróżnieniu od Żoliborza czy Mokotowa, które przecież też tygodniami koniec końców nie były specjalnie mocno atakowane, ale koniec końców tam przyszła śmierć, zniszczenie i pożoga niemieckiego szturmu na Żoliborz, na Mokotów.

Natomiast na twardy front ona nie przyszła nigdy.

Poddaliśmy się na rozkaz, wiedząc, że inaczej zostaniemy zniszczeni.

I to, jak nietypowym miejscem był Twardy Front, widać po dzień dzisiejszy, kiedy albo się żyje w Warszawie, albo się do Warszawy przyjedzie.

Otóż Warszawa w wyniku II wojny światowej, zniszczeń, bardzo się zmieniła.

W wielu miejscach siatka ulic, zabudowa są dzisiaj zupełnie inne niż 80 lat temu, ale nie w rejonie Twardego Frontu.

Jeżeli ktoś nie zna Warszawy, to niech wyobrazi sobie, że miasto ma kilka kluczowych arterii komunikacyjnych, tych najważniejszych wielkich dróg.

Jedną z nich, niezwykle istotną jeśli chodzi o komunikację, jest arteria Aleje Jerozolimskie.

Aleje rozumiskie były też niezwykle ważną arterią przed wojną.

Tak naprawdę to była najważniejsza arteria komunikacyjna całego miasta, bo drogowa i kolejowa obok dużej, szerokiej alei przebiegały tory kolei średnicowej.

Kolejowa linia średnicowa przebiega przez środek Warszawy.

Częściowo idzie tunelami, częściowo idzie otwartym wykopem.

Przecina miasto, a jednocześnie przy niej znajdują się najważniejsze dworce kolejowe Warszawy.

Przed wojną dworzec główny, dzisiaj w podobnej lokalizacji Warszawa Centralna.

Aleje Jerozolimskie to bardzo reprezentacyjna ulica.

Już przed wojną budowano tam w odrodzonej, niepodległej Polsce liczne gmachy reprezentacyjne, ważne funkcjonalnie.

Stawiano tam również eleganckie kamienice w zwartej zabudowie.

Jednocześnie w okolicy takich ulic jak Żelazna, jak Twarda, umowne wówczas śródmieście przechodziło w obszar Woli, a bardziej na południe obszar Ochoty.

Zwarte rzędy kamienic oraz liczne fabryczki, magazyny, wreszcie gmachy instytucjonalne.

Obszar, o którym ja opowiadam dzisiaj jest południowo-wschodnim krańcem dzielnicy Wola.

Jest najbardziej dynamicznie przetwarzającym się, zmieniającym obszarem całej Warszawy.

Wzdłuż ulicy Towarowej rosną jak grzyby po deszczu kolejne drapacze chmur, kolejne szklane wieżowce, biura, apartamentowce.

Miasto ma tu charakter niesamowicie eklektyczny, gdzie wciąż zachowana struktura kamienic przedwojennych zaczyna coraz bardziej mieszać się z zabudową niezwykle nowoczesną i niezwykle reprezentatywną.

Prawdziwy miszmasz na północ od Alei Jerozolimskich, obok Towarowej, obok Żelaznej, obok Chmielnej, Twardej, Siennej, to jest taka część miasta...

gdzie mamy i mnóstwo pamiątek o Powstaniu Warszawskim, także w rozumieniu architektonicznym, jak i całą masę zupełnie nowej, czasami niezwykle efektownej architektury, która symbolizuje zmiany, jaka dokonała się w Polsce przez te 80 lat.

Ale nadal mamy tam takie obiekty jak potężny dom kolejowy, to nazwa przedwojenna, wielki gmach kolejowy obok Alei Jerozolimskich i linii kolejowej przy ulicy Żelaznej.

Nadal mamy WIK, czyli Wojskowy Instytut Geograficzny.

Obok znajdował się również wtedy budynek starostwa, budynek urzędu skarbowego, dom turystyczny, szpital Dzieciątka Jezus.

filtry odpowiedzialne za system kanalizacji i system wodociągowy w Warszawie.

Te obiekty w większości zachowały się do dzisiaj.

Na niektórych z nich możemy nawet dostrzec ślady walk sprzed 80 lat.

Odpryski po pociskach.

Inne obiekty, jak dworzec pocztowy, one już nie przetrwały.

Niemniej, jak powiedziałem, rzadko kiedy we współczesnej Warszawie mamy tyle namacalnych dowodów przeszłości, tyle punktów odniesienia.

Chodzi o to, że gdyby ktoś przeniósł się w czasie z Powstania Warszawskiego do współczesnej Warszawy, to by się na obszarze Żelaznego Frontu nie zgubił.

Nadal byłoby to jego miasto, chociaż niesamowicie przetworzone.

Ale czy ten obszar Warszawy miał w ogóle jakieś znaczenie strategiczne w kontekście prowadzonych działań w czasie powstania?

Czy to był raczej taki rejon peryferyjny o niewielkim znaczeniu dla przebiegu walk o miasto?

Skoro mamy Aleje Jerozolimskie, skoro mamy najważniejszą magistralę kolejową, skoro mamy dworzec główny, skoro...

Wreszcie nieco bardziej na zachód mamy dworzec zachodni i dworzec towarowy do rozładunku materiałów różnego rodzaju na obszarze Warszawy.

No to to jest super strategicznie ważne miejsce dla całego miasta i szerzej.

To jest super strategicznie ważne miejsce dla obsługi pobliskiego frontu działań regularnych sił zbrojnych na obszarze.

I to też był fenomen twardego frontu.

że tak ważne miejsce zostało koniec końców przez Niemców zlekceważone.

Zlekceważyli je także dlatego, że uznali nasz początkowy, niezwykle odważny opór za zapowiedź niezwykle ciężkich walk w przyszłości i nietypowali tego, tak ważnego także dla nich rejonu, jako punktu ciężkości własnych natarć.

Ale w ogóle jak udało nam się zająć ten rejon?

Jak wyglądały te pierwsze chwile powstania na tym obszarze?

1 sierpnia 1944 roku w całej Warszawie wybucha powstanie.

W kompletnym chaosie i w kompletnej dezorganizacji.

Mnóstwo batalionów nie zajęło pozycji wyjściowych do natarcia, mnóstwo kompanii i plutonów nie dotarło na miejsce zbiórek, nie zdołało rozwinąć się do walki.

Nie ma jasno sprecyzowanych zadań i nie ma jasno sprecyzowanej obrony na przyszłym twardym froncie.

Na ulicy Żelaznej, na ulicy Chmielnej, na ulicy Towarowej, na Siennej, na Srebrnej.

W pierwszych dniach powstania panuje totalny chaos.

Niemieckie garnizony, słabe niemieckie garnizony, złożone często z pocztowców, z banszuców, z werkszuców, czyli ze straży przemysłowej, z oddziałów ochrony kolei, to nawet nie z Wehrmacht.

Oni są w stanie odeprzeć nasze ataki, które są chaotyczne i przypadkowe.

Także tutaj powstanie się nie udaje, ale jednocześnie Niemcy nie podejmują żadnych wyraźnych przeciwdziałań przeciwko nam.

Na rogu dwóch bardzo ważnych ulic, Alei Jerozolimskich i Ulicy Żelaznej, znajduje się Plac Starynkiewicza, gdzie znajduje się cały szereg ważnych urzędów, takich jak Urząd Skarbowy, jak Dom Turystyczny, czy jak Dyrekcja Wodociągów.

W pierwszych dniach powstania my próbujemy w ten czy inny sposób opanować te obiekty.

niemieckie starostwo, gdzie uciekli jeszcze pod koniec lipca niemieccy urzędnicy,

Ale czy od początku ten obszar staje się takim właśnie twardym ośrodkiem naszej powstańczej obrony?

Innymi słowy, no jak dobrze zorganizowani byli tam powstańcy?

W pierwszych dniach sierpnia jest to grupa ewolucyjnie tworzących się pododdziałów i oddziałów na tym obszarze.

Poszczególni oficerowie biorą w swoje ręce kontrolę nad wydarzeniami.

Zaczynają się formować plutony, kompanie i bataliony.

Trwa reorganizacja, trwa pernamentna dyskusja, kto komu podlega, kto ma dowodzić, kto ma walczyć, o co właściwie chodzi, gdzie jest dowództwo, komu podlegamy.

Przecież walka toczy się o szczególnie ważne obiekty.

Ten plac Starynkiewicza, niedaleko jest też plac Zawiszy, jest ulica Twarda, jest dworzec pocztowy, niedaleko jest dworzec główny, jest dworzec towarowy z licznymi składami kolejowymi.

Są liczne fabryki, to naprawdę ważne miejsce?

które jednak tak z perspektywy dowództwa powstańczego, jak i dowództwa niemieckiego, z jakiegoś magicznego powodu jest jakby niewidoczne.

Nie ma żadnej stałej obsady ten rejon, ale ponieważ w pobliżu walczy formacja, batalion chrobry.

to stopniowo także od niego, tworzone zupełnie z przypadku miejscowej jednostki, zaczyna się nazywać zgrupowaniem chrobry.

Ale ponieważ to nie jest zgrupowanie chrobry, bo chrobry to inna jednostka, po paru dniach płynnie zaczyna się mówić o grupie chrobry 2, co jest echem improwizacji pierwszych dni powstania.

Powstaje zgrupowanie Chrobry 2, grupa pułkowa, parobatalionowa, której zadaniem w pewnym momencie będzie obrona północno-zachodniego Śródmieścia w ówczesnej percepcji, bądź południowo-wschodniej woli w percepcji współczesnej.

Dzisiaj, kiedy my mówimy o Powstaniu Warszawskim, mówimy, że to była część północnego Śródmieścia, że to był front północnego Śródmieścia.

Aleje jerozolimskie są właśnie takim rodzajem przegrody, która dzieli Śródmieście na północne i na południowe.

No i ten twardy front także przeszedł do historii dosyć nietypowo, dlatego że wyodrębniono tam, czy raczej podkreślano pewną eklektyczność, pewną odmienność walczących tam kombatantów.

z perspektywy politycznej, z perspektywy społecznej.

To znaczy tam obok AK walczą jednostki NSZ.

NSZ-AK, a nawet widzimy tam członków organizacji konspiracyjnej Miecz i Pług.

Chodzi o to, że potem po wojnie próbowano dorobić legendę, że twardego frontu broniły oddziały NSZ.

No bo przecież dowódcą zgrupowania Chrobry 2 był major Leon Nowakowski-Lik.

Twórca i dowódca pułku NSZ-AK, Narodowe Siły Zbrojne Armia Krajowa, tej części NSZ-u, która podporządkowała się Londynowi i Armii Krajowej.

No bo i rzeczywiście duża część dowódców zgrupowania także na poziomie batalionowym była członkami NSZ-AK.

Więc mówiono potem, że NSZ w odróżnieniu od innych organizacji jakoby potrafiło utrzymać swoje stanowiska, chociaż po prawdzie, kiedy zobaczymy dokładnie na strukturę zgrupowania Chrobry 2, to to jest w pozytywnym tego słowa znaczeniu istny groch z kapustą.

Tam są kompanie AK-owskie, kompanie nezetowskie, plutony takie, inne.

Musimy sobie zdać sprawę z tego, że struktury konspiracyjnej nie dawało się jeden do jednego przełożyć na czas Powstania Warszawskiego z racji dynamizmu i chaosu zrywu powstańczego.

Rwały się stare układy, stare zależności, trzeba było je tworzyć na nowo w warunkach poszatkowanego miasta, poszatkowanego w rozumieniu różnego rodzaju wysp i rejonów oporu.

Czasem pojedynczy pluton danej kompanii mógł wojować 5 kilometrów przecież w zupełnie innym miejscu.

Ostatecznie tym szkieletem, koścem zgrupowania Chrobry 2 były dwa bataliony.

Pierwszy kapitana Tadeusza Przystojeckiego Lecha Żelaznego i drugi kapitana Wacława Zagórskiego Lecha Grzybowskiego.

Szczególną rolę w walkach na interesującym nas dzisiaj obszarze odgrywał I Batalion, złożony z trzech kompanii.

Z kompanii warszawianka, czyli pierwszej, z kompanii drugiej i z kompanii trzeciej.

Zgrupowanie Chrobry II podlegało komendantowi IV rejonu I obwodu Śródmieście i stąd często dzisiaj postrzegamy opór tych żołnierzy, ich walkę właśnie jako część walki o Śródmieście, bo i taktycznie, i operacyjnie tak było w istocie.

I rzeczą bardzo niezwykłą jak na Powstanie Warszawskie jest to, że my doskonale możemy prześledzić historię zgrupowania Chrobry 2, a zwłaszcza walkę 1.

Batalionu właśnie na rogu Alei Jerozolimskich i Towarowej, w tym wysuniętym najbardziej na południowy zachód cyplu obrony Śródmieścia, Śródmieścia Północnego.

My możemy to odtworzyć na tej samej zasadzie, na której dzisiaj możemy tam pojechać, do tej części Warszawy, na wolę i chodząc po tych ulicach mieć nadal przed oczami część przedwojennej struktury miasta.

To, że tam nie było naprawdę ciężkich walk, że nie zmiażdżył ich ten kafar niemieckiej, okrutnej, brutalnej eksterminacji Powstania Warszawskiego.

to my mamy dzisiaj z perspektywy historyków, entuzjastów coś niesamowitego.

Doskonale zachowaną dokumentację zgrupowania, gdzie mamy mnóstwo meldunków, raportów, analiz, sytuacji, map, które pokazują nam dzień po dniu wysiłek najpierw stworzenia zgrupowania Chrobry 2.

A potem codzienność, prozę życia, ich walki i codzienności przez ponad 60 dni.

Mamy ich nazwiska, ich pseudonimy, ich odznaczenia, w co byli uzbrojeni, kiedy ginęli i gdzie, w jakich warunkach umierali bądź żyli, kogo stawiano przed sądem polowym, a kogo odznaczano, kogo ganiono za nadużywanie alkoholu, a kto wyróżnił się w walce, jaki żołnierz z jaką łączniczką oddalili się i nigdy nie wrócili, albo ilu ochotników zasiliło daną kompanię.

Proza życia, codzienność, czasem odarta z bohaterstwa, czasem odarta z pomnikowego spiżu.

Bo i powstańcy byli przecież ludźmi z krwi i kości.

Byli wśród nich ludzie odważni i ludzie tchórzliwi.

Ludzie wytrwali i ludzie słabi.

I dzisiaj możemy bardzo dokładnie, dzień po dniu, godzina po godzinie obserwować, jak walczyło zgrupowanie Chrobry 2.

Dlaczego oni przetrwali?

Dlaczego oni mieli możliwość zachowania całej swojej dokumentacji, którą przecież na bieżąco wytwarzała kancelaria, pracowała służba logistyczna, Armia Krajowa, czy wszystkie zrzeszone z nią inne organizacje we wspólnej walce, w tym NSZAK?

To było wojsko z całą strukturą także administracyjną.

I dlatego, chcąc nie chcąc...

Możemy powiedzieć po latach, że twardy front, że żelazny front taki był, bo Niemcy mu odpuścili.

Oczywiście odpuścili mu na swój sposób, no bo przecież nie szło jedno za drugim niemieckie natarcie, nie wypalano kwartałów kamienic goliatami, nie rzucały się co godzinę czy dwie na walecznych żołnierzy niemieckie sztukasy.

Ale jednak miasto otrzymywało każdego dnia swoją porcję śmierci.

Także na twardym froncie lądowały niemieckie bomby i pociski.

Grasowali niemieccy snajperzy.

Niemieckie czołgi swoją manierą co jakiś czas, a właściwie działa pancerne, zasypywały fronty kamienic utrzymywanych przez powstańców gradem pocisków.

Więc śmierć, zranienie dosięgało także żołnierzy z grupowania Chrobry 2 i szły nekrologi w dziesiątki i szły w setki przez cały okres powstania.

ale możemy namacalnie pokazać, często z niezwykłą precyzją, gdzie ktoś zginął, dlaczego zginął, w jakiej akcji zginął i nie musimy się opierać o relacje, wyłącznie o wspomnienia, o wiadomości po czasie.

Zachowała się niezwykle bogata dokumentacja z epoki, co także czyni historię zgrupowania Chrobry 2 niezwykłym.

Tym bardziej, że te dokumenty zostały opracowane, zredagowane, swego czasu wydane przez polskie instytucje naukowo-badawcze i kulturalne.

Nie została zapomniana ta historia, pamięć o tych wydarzeniach wciąż jest żywa.

No i łatwo też można dzisiaj z perspektywy postrzegania historii hasłowo, pomnikowo, łatwo można zapamiętać historię Twardego Frontu.

Bo to jest także miejsce, gdzie na przykład walczą najbardziej rozpoznawalne dzisiaj przeciikoniczne postaci polskiej historii czasów okupacji, jak rotmistrz Witold Pilecki, który jest żołnierzem.

Żołnierzem pierwszej kompanii, kompanii warszawianka walczącej właśnie w Alejach Jerozolimskich.

Jest żołnierzem, który bierze udział w tych najbardziej dramatycznych wydarzeniach w rejonie Placu Starynkiewicza.

Zobaczymy go koło WIG-u, koło starostwa, koło domu turystycznego.

a potem będzie walczył w pierwszym batalionie zgrupowania Chrobry 2 koniec końców, pod koniec powstania zostanie dowódcą nowo sformowanej drugiej kompanii tego batalionu.

Zresztą ten obszar to także na przykład ikoniczne zdjęcie poszarpanej polskiej biało-czerwonej flagi powiewającej dumnie nad walczącą Warszawą.

To zdjęcie poszarpanej, podziurawianej, ale wciąż wiszącej biało-czerwonej flagi na szczycie jednego z budynków właśnie w Alejach Jerozolimskich.

To także pamiątka po twardym froncie.

Czyli ikonicznie, personalnie przebija się ten tak naprawdę drugorzędny kierunek walki do powszechnej zbiorowości, do powszechnej pamięci.

I chociaż, jak powiedziałem, to jest walka na biernym odcinku, to giną żołnierze, giną cywile, giną dowódcy.

Major Leon Nowakowski-Lik, organizator zgrupowania Chrobry 2, zostaje potem przeniesiony na inne stanowisko, a 4 września ginie w walce.

Po nim dowództwo obejmuje major Zygmunt Brejnak, pseudonim Zygmunt, ale szczególną rolę odgrywa niewątpliwie kapitan Tadeusz Przystojecki, pseudonim Lech Żelazny.

To postać niezwykle ciekawa, bo jak powiedziałem, to nawet nie jest członek Armii Krajowej czy NSZ-u, tylko członek organizacji Miecz i Pług, czyli organizacji, która np.

w terenie, w generalnym gubernatorstwie była poważnie zinfiltrowana przez wywiad niemiecki.

Jego biografia, niewątpliwie wybitnego polskiego patrioty, funkcjonującego w organizacji, która w kontekście historycznym jest co najmniej niejednoznaczna, a na poziomie prowincji wielokrotnie stała się źródłem formowania oddziałów zgołabandyckich.

A tutaj z kolei mamy przykład ludzi, którzy jak najbardziej nie osunęli się we współpracę i kolaborację z Niemcami, tylko utrzymują organizację konspiracyjną w pierwotnym jej znaczeniu i stają do walki w 1944 roku.

Właśnie kapitan Przystojecki, on kiedy wybucha powstanie, nie zdołał dotrzeć do miejsca zbiórki swojego oddziału.

2 sierpnia z jednym plutonem znajduje się na ulicy Twardej.

Nawiązuje kontakt z majorem Ligiem i mu się podporządkowuje.

Czyli zobaczmy, w zupełnie innej części miasta pojawia się pluton powstańców, zupełnie z perspektywy powszechnego postrzegania powstania, zupełnie nietypowej organizacji.

który z kolei podporządkowuje się przedstawicielowi, oficerowi starszemu jeszcze innej organizacji, która też nie jest sama w sobie Armią Krajową, ale wszyscy oni podporządkowują się Armii Krajowej i przystępują do wspólnej walki z Niemcami w warunkach kompletnego chaosu do drugi dzień powstania.

Przystojecki zostaje mianowany koniec końców dowódcą batalionu i to właśnie jego żołnierze, jego kompanie będą wykonywały najważniejsze zadania bojowe przez cały okres sierpniowo-wrześniowych walk w tym rejonie.

W rejonie centralnej ulicy Żelaznej przy placu Starynkiewicza, w rejonie domu kolejowego pierwsza kompania, nieco bardziej na zachód swoje pozycje zajmuje z kolei trzecia kompania, a bezpośrednio frontem na zachód w kierunku na ulicę Towarową druga kompania.

No i można by powiedzieć troszkę górnolotnie, ale to bynajmniej nie jest wytarta fraza, że tam na Twardej, na Żelaznej, w rejonie Alei Jerozolimskiej czy Towarowej, no to przynajmniej na jakiś czas nastąpiło takie polityczne pojednanie, bo przeciMiecz i Pług nie chciał podporządkować się ZWZ, a potem AK.

a w NSZ-cie był z kolei rozłam.

Czyli to polskie piekiełko tu na tych ulicach wtedy w czasie powstania tak bardzo nie wybiło.

Koniec końców wielu wrogo do siebie nastawionych ludzi w wymiarze politycznym stawało tam jednak do wspólnej walki.

I to też jest

w jakimś zakresie fenomen, bo pamiętajmy, że Powstanie Warszawskie to jest takie wydarzenie, gdzie mamy i Armię Ludową, i NSZAK, i Armię Krajową, wiele innych organizacji, które chcąc nie chcąc walczą wspólnie z Niemcami, chociaż często o zupełnie różne cele i o zupełnie inną Polskę.

I właśnie tutaj tą tak zwaną prawą stronę reprezentują takie organizacje jak NSZAK czy Miecz i Pług.

który zresztą w pewnym momencie w tej części, która nie została zinfiltrowana przez gestapo, połączył się z NSZ-em.

To zresztą jest niesamowite, tak?

To znaczy dowództwo Armii Krajowej, mając świadomość, że organizacja Miecz i Pług, odsyłam tutaj do naszego odcinka o bandzie kulawego w powiecie garwolińskim.

A więc dowództwo Armii Krajowej, komenda główna, dowództwa lokalne, mając pełną świadomość, że Miecz i Półk jest organizacją zinfiltrowaną przez Niemców, nie chciało akcji staleniowej z tą organizacją.

Kapitan Tadeusz Przystojecki Lech nie miał prawa służyć w Armii Krajowej.

Ale dzięki temu, że część patriotycznie nastawionych przedstawicieli tej organizacji porozumiała się z NSZ-em, a część NSZ-u porozumiała się z Armią Krajową, to koniec końców widzimy na czele wielu plutonów i kompanii AK-owskich oficera oficjalnie z organizacji, której to organizacji oficjalnie nie akceptowała Komenda Główna Armii Krajowej.

Czasami tylnymi drzwiami trzeba było wchodzić do tego panteonu bohaterów.

I to jest też pewna niejednoznaczność naszej historii, naszych opowieści.

Można by powiedzieć, że dopiero wspólna walka i wspólny wróg, chociaż na chwilę, chociaż na kilka tygodni, jakoś tych wszystkich ludzi ze sobą pogodziły.

Oczywiście nie miejmy też złudzeń.

Byli też wśród nich niemieccy agenci.

To nie jest tak.

że szeregi naszych oddziałów konspiracyjnych były czyste jako łza.

Fakt niemieckiej agentury i niezwykłej jej skuteczności jest zresztą przecież doskonale widoczny.

A więc dowódca zgrupowania Chrobry, major Nowakowski-Lik, kapitan Przystojecki-Lech.

Oni organizują obronę i tak jak powiedziałem, ponieważ w tej okolicy walczy batalion Chrobry, kapitana Gustawa Bilewicza z Sosny, walczy nieco bardziej na północ, a potem wycofuje się w kierunku Starego Miasta, no to stąd bierze się ta nazwa Chrobry 2, bo powstańcy z początku chcieli się podpiąć pod Chrobrego, kiedy Chrobry się wycofał, no to utworzyli własne zgrupowanie o nazwie Chrobry 2.

Major Lig był pierwszym dowódcą jeszcze wtedy de facto batalionu Chrobry, który stanie się zgrupowaniem Chrobry 2, natomiast 5 sierpnia został zastąpiony przez majora Zygmunta Brejnaka, pseudonim Zygmunt, stając się jego szefem sztabu.

To znaczy chodziło o to, aby bardziej doświadczony, pewny politycznie oficer wywodzący się z linii AK-owskiej, a nie oficer NSZ-owski, dowodził całym zgrupowaniem.

A potem w kolejnych dniach sierpnia Major Lig został przeniesiony do innych zgrupowań.

Koniec końców Polek na początku września 1944 roku.

Stąd przez większość powstania dowódcą był major Zygmunt Brejnak, pseudonim Zygmunt.

Ale w ogóle, dlaczego akurat ten rejon miasta był tak ważny dla żołnierzy NZ?

Dlaczego i było właśnie tam aż tak dużo?

Otóż major Lik miał na Twardej, na ulicy Twardej, swoją konspiracyjną placówkę.

W tym chaosie powstania warszawskiego.

Był to punkt kontaktowy i tam zaczęli się w pierwszych dniach powstania po prostu zgłaszać różni żołnierze związani z NSZAK.

Przypadek, absolutny przypadek miał tu decydującą rolę.

A jak to się stało, że powstańcy po tych pierwszych kilku dniach walki, no kilku dniach chaosu, no stworzyli jednak ten silny odcinek w tym rejonie Towarowej, Żelaznej i Alei Jerozolimskich?

Na tyłach Twardego Frontu znajdowała się tak zwana Nordwache przy ulicy Żelaznej Róg Chłodnej i tam działał m.in.

właśnie batalion kapitana Bilewicza Sosny, zgrupowanie 11, batalion Chrobry.

I wieczorem 2 sierpnia dowódca 11 zgrupowania, kapitan Bilewicz,

Kiedy dowiedział się, że na Twardej urzęduje wyższy od niego stopniem oficer, major na ulicy Twardej, no to słał informację tu w piśmie.

Sytuacja wymaga, żeby pan ze swym oddziałem dołączył do mnie.

Nie mogę ruszyć do natarcia na żandarmerię żelazna róg chłodnej i żelazna róg leszno, gdyż nie mam broni maszynowej.

Na skutek nieopanowania tych posterunków żandarmerii cały teren do dworca towarowego i aż do powązek leży.

Moje oddziały, które obsadzają obiekty te, nie mogą ruszyć, dopóki nie zlikwidują żandarmerii, która teraz jest bazą wypadową czołgów.

Dlatego, ponieważ pan jest na terenie mojego zgrupowania, proszę o przybycie z oddziałem celem współpracy.

Jako następne zadanie wykonamy natarcie wspólne na dworzec towarowy i pocztę róg Alei Rozolimskiej i Żelaznej.

To jest 21 godzina 2 sierpnia, drugi dzień powstania.

Kapitan, którego kwatera znajduje się niespełna kilometr od kwatery Majora Liga, wysyła mu pismo.

Niech pan przybywa ze swoimi ludźmi, musimy opanować określony budynek na określonej ulicy, bo on mi kompletnie parężuje działanie.

Ale co ciekawe, kapitan...

Nie ma pojęcia, że kapitan AK tak naprawdę melduje Majorowi NSZ, no ale jak jest Major, to Major.

Taka to była wtedy ta wspólna organizacja tych pierwszych dni.

Chaotyczna, ale na tym odcinku wtedy jeszcze zwycięska, przynosząca pozytywne rezultaty.

Zdobywamy w kolejnych dniach wiele obiektów.

Budynek żandarmerii, WIK, starostwo.

W kolejnych dniach liczba obiektów, które są w polskim posiadaniu na tym obszarze rośnie.

To jest czas przynajmniej częściowego triumfu.

Ostatecznie, jak powiedziałem, 5 sierpnia.

Major Zygmunt Brejnak, pseudonim Zygmunt, organizuje już w sposób bardziej zorganizowany całe to zgrupowanie.

To jest dopiero czwarty dzień tak naprawdę powstania, właściwie piąty, bo to jest według rozkazu dziennego numer jeden.

Dowództwo zgrupowania jeszcze chrobry, a nie chrobry dwa.

A więc dowództwo zgrupowania chrobry, rozkaz dzienny numer jeden.

Rozkaz dzienny numer jeden.

Objęcie dowództwa.

Z dniem 4 sierpnia 1944 objąłem dowództwo z grupowania Chrobry.

Punkt drugi.

Zastępcą moim i szefem sztabu jest kapitan proboszcz, a więc już widzimy jak major Lick jest przesuwany coraz bardziej do drugiego szeregu.

Punkt trzeci.

Dowódca trzeciej kompanii zorganizuje patrole reontowe, które będą miały za zadanie patrolowanie podległego mi rejonu.

Inne wykazy.

Wszyscy dowódcy podległych mi oddziałów prześlą w dniu jutrzejszym, to jest dnia 6 sierpnia, imienne wykazy według następującego wzoru.

Nazwisko, imię, pseudonim, stopień wojskowy i rok urodzenia.

Wszystkich podległych ludzi i kobiet według stanu godzina 21 dnia 5 sierpnia 1944.

Punkt piąty.

Zabieranie broni innym żołnierzom.

Zabraniam samowolnego zabierania lub rekwirowania broni innym żołnierzom.

Niezastosowanie się do tego rozkazu podlega sądom wojskowym.

W wypadku zatrzymania osób podejrzanych z bronią odprowadzać do dowództwa.

Samowolne wychodzenie z obiektów zakwaterowania.

Zabraniam samowolnego wychodzenia z obiektów zajętych przez oddziały.

Na prawo wyjścia z obiektu musi być zezwolenie dowódcy.

Meldunki sytuacyjne, zabezpieczenie imienia państwowego, meldunki o stanie broni, służba sanitarna, meldunki o poległych.

Hasła, pomoc osobom cywilnym, odznaczenia i awanse, łączność.

To wszystko major Zygmunt w specjalnym rozkazie stara się uporządkować.

Z chaosu zaczyna wyłaniać się wojsko.

I formalnie Chrobry 2 powstaje rozkazem dziennym numer 3 majora Zygmunta, według rozkazu.

Rozkaz dzienny numer 3.

Zmiana nazwy grupy.

Z dniem 9 bieżącego miesiąca zmieniam nazwę grupy na Grupa Operacyjna Chrobry 2.

A zatem oficjalnie historię zgrupowania Grupy Pułkowej Chrobry 2 powinniśmy liczyć od 9 dnia powstania.

I tak jak powiedziałem, rolę szczególną w tych walkach odgrywa batalion kapitana Przystojeckiego.

Oni nie tylko trzymają północną część Alei Jerozolimskich, a więc na północ od toru kolejowego, na wschód od Towarowej, ale oni także podejmują wysiłek zablokowania tej strategicznej arterii kolejowo-drogowej przez Aleje Jerozolimskie.

Ten plac Starynkiewicza jest w szerszym wymiarze tym najbardziej uwierającym Niemców cierniem całego Powstania Warszawskiego, a jednak nie podejmą prób zniszczenia go w pełni.

Kiedy ja mówiłem, że arteria drogowo-kolejowa, że Aleje Jerozolimskie mają znaczenie strategiczne, no to oczywiście w wymiarze wojskowym odnosiłem się do tego szczebla operacyjnego, bo strategia to domena państwa, ale używamy tego słowa strategia często w takim kolokwialnym jego odbiorze.

Ale w wymiarze operacyjnym, kto trzymał Aleje Jerozolimskie, ten trzymał swobodę przejazdu wschód-zachód przez centrum Warszawy.

Trzymanie obiektów takich jak dom kolejowy, jak dworzec pocztowy, przy torach kolejowych, budynków wysokich, budynków potężnych, gwarantowało utrzymanie w strefie własnego ognia najważniejszej magistrali drogowo-kolejowej na obszarze całego miasta.

I paradoksalnie my byliśmy panami tego domu kolejowego, praktycznie przez całe powstanie.

Dworzec pocztowy Niemcy opuścili 3 sierpnia, oddali nam go bez walki.

I górowaliśmy w rozumieniu, że mieliśmy wgląd na wiele kilometrów w różne kierunki.

Nasza załoga domu pocztowego, w domu kolejowym, bronionym przez pierwszą kompanię, pierwszego batalionu zgrupowania Chrobry 2.

Słała do dowództwa Armii Krajowej, do dowództwa obszaru meldunki o walkach, meldunki rozpoznawcze, meldunki o ruchach nieprzyjaciela, na przykład na Dworcu Zachodnim, w rejonie Ochoty, w rejonie zachodnich przedmieść Warszawy.

To też jest niesamowite, że Niemcy zlekceważyli tak ważny odcinek, że go sobie tak łatwo odpuścili.

I jak powiedziałem, zachowały się meldunki, chociażby właśnie meldunki tego kluczowego pierwszego batalionu.

I kapitan Przystojecki meldował do dowództwa zgrupowania Chrobry 2 na ten przykład 10 sierpnia.

Druga kompania, porucznika Neda, przez całą dobę utrzymywała styczność ogniową z nieprzyjacielem, który próbował przenikać w głąb naszych pozycji z kierunku północnego ulicą Wronią i Żelazną.

Przez całą dobę nieprzyjaciel lękał pozycje północno-zachodnie ogniem CKM-ów, granatników i dział czołgowych.

Porucznik Janusz, przeciwuderzając ulicą Grzybowską, zdobył RKM Thompson z amunicją.

Strat własnych nie meldowano.

Na odcinku południowym w Starostwie i WIG-u sytuacja bez zmian.

Dom turystyczny w godzinie 22.00 do północy był ostrzeliwany ogniem CKM-ów, artyleryjskim i z czołgu.

Załogę domu turystycznego od godziny 8.00, a rano podporządkowałem pod rozkazy kapitana Zawadzkiego ze względu na nieobecność porucznika Wilka.

Od godziny 15.30 dnia wczorajszego i konieczność nowej reorganizacji oddziału.

Meldują ogólnie duże braki amunicji.

Całkowicie brak amunicji do KB Rosyjskich i KB Manlisier.

Dla wykonania zadań obronnych bezwzględnie żądam przydziału granatów.

Może jest możliwość ściągnięcia granatów i amunicji z odcinków mniej zagrożonych.

W razie szturmu nieprzyjaciela, zwłaszcza na obiekty po drugiej stronie Alei Jerozolimskich, sytuacja byłaby niezmiernie trudna.

Przenikam małymi patrolami w kierunku filtrów.

Rozkaz zdobycia domu róg Alei Jerozolimskich i Chałubińskiego odwołałem na skutek stwierdzenia przez mój wywiad, iż akcja bojowa pociągnęłaby ogromne straty wśród ludności cywilnej.

Na podstawie pierwotnych doniesień przypuszczałem, że obiekt jest obsadzony wyłącznie przez Niemców.

Alarm w sprawie ulicy Złotej nr 73 okazał się przesadzony.

Meldunek o poległych i rannych złożę natychmiast po otrzymaniu dokładnych danych ewidencyjnych od dowódców pododdziałów.

Załączam meldunek doktora Sowy, to jest ze szpitala Dziesiątka Jezus, który orientuje się w ogólnej sytuacji przy ulicy Grójeckiej.

Doktor Sowa bardzo wydatnie współpracuje z dowódcą WIG-u.

Zameldowano mi, iż niektórzy komendanci OPL w obawie przed pożarem usuwają i niszczą butelki z benzyną.

Proszę o wydanie i rozgłoszenie ogólnych instrukcji w tej sprawie.

Rozmieszczenie pododdziału bez zmian to jest jak w dniu wczorajszym.

Podpisał Lech Kapitan.

No i te pierwsze dni powstania wokół tego placu Starenkiewicza, Żelaznej, Alei Rezolimskich na wschód od Twardej.

Tak jak powiedziałem, to chaos, z którego coś się wyłania.

Wyłania się określone zgrupowanie Wojska Polskiego w ramach Armii Krajowej, chociaż złożone z Armii Krajowej, ale i NSZ-u, i Miecza i Półgła, i wielu innych organizacji.

Ale wyłania się określone zgrupowanie podporządkowane dowództwu AK.

Walczy, zajmuje stanowiska i blokuje niezwykle ważną arterię.

A właściwie to dwie.

bo i Towarową, i Aleje Jerozolimskie, no i kolej.

Niemcy nie mogą korzystać z pociągów.

Jeszcze nie wie nasze dowództwo, że te pierwszych kilka spokojnych dni, okres naszej inicjatywy, zawdzięcza innym odcinkom.

Oto przecież mostem Poniatowskiego już w pierwszych dniach powstania szło niemieckie natarcie.

Czwarty Wschodniopruski Pułk Grenadierów z Zegrza i z Modlina.

Po bitwie pancernej pod Okuniewem został zaangażowany w pacyfikację Warszawy.

Palił kamienice w Śródmieściu, ale ostatecznie zaległ w natarciu ze wschodu na zachód.

Nie dotarł w rejon Twardego Frontu.

Podobnie opór na Ochocie powoduje, że niemieckie oddziały skierowane do pacyfikacji Warszawy i odblokowania arterii Alei Jerozolimskich przez kilka dni zajęte są pacyfikowaniem Ochoty.

Pacyfikowaniem nawet bardziej niż walką.

Główną siłą Niemców w tym rejonie jest pułk

zbiorczy rosyjskiej kolaboracyjnej armii Rona, zajętej głównie mordowaniem, gwałceniem, kradzieżami i paleniem.

Słabi to żołnierze.

Oni właśnie po zdobyciu ochoty mają za zadanie oczyścić południową część Alei Jerozolimskich, nacierać nimi z zachodu na wschód, podać rękę czwartemu wschodniopruskiemu pułkowi Grenadierów, który zaległ bardziej w centrum Warszawy.

Niemcy jednak, powierzając to zadanie tak beznadziejnym żołnierzom jak Rona, skazują się na porażkę.

Rona po pacyfikacji ochoty naciera na nasze wysunięte placówki na południe od Alei Jerozolimskich.

My oczywiście nie jesteśmy w stanie wytrzymać prawdziwego natarcia, w związku z czym tracimy i starostwo, i WIK, i dom turystyczny 11 i 12 sierpnia.

Czyli upadek Ochoty przynosi zaraz upadek południowych placówek Twardego Frontu.

Ale znowu mamy szczęście.

4 sierpnia alejami jerozolimskimi przeszła potężna fala niemieckich czołgów i transporterów opancerzonych.

Batalion z 74.

Pułku Grenadierów Pancernych i czołgi z 27.

Dywizji Pancernej.

Raportem o walce z nimi meldunkiem zaczynaliśmy.

Ale oni przeszli po nas i odjechali.

Zostawili wszystkie nasze placówki.

Nie zaatakowali ich spieszonym desantem grenadierów pancernych.

Odjechali.

Przełamali się przez Aleje Jerozolimskie ze stratami w ludziach i wycofali się.

A raczej przeszli.

Przebili się przez miasto.

A my trwaliśmy.

Dopiero 11 i 12 sierpnia tracimy wysuniętą na południe placówkę w rejonie placu Starynkiewicza.

W chaosie wycofujemy się na północ, za tory kolejowe, za barykady na mostach oddzielających ówczesne śródmieście północne i południowe.

Dzisiaj, jak powiedziałem, jest to wola.

ale jedyny wartościowy niemiecki oddział, który walczył z nami na południe od Alei Jerozolimskich.

Batalionu Saperów Szturmowych Wehrmachtu.

On kieruje się w stronę Politechniki, kieruje się w stronę Śródmieścia Południowego, nie atakuje na północ, nie atakuje na Żelazną.

Zostaje tylko Rona, zostają tylko Banszuce, zostaje tylko straż niektórych miejscowych fabryk.

Słaby to przeciwnik.

Będziemy go bić, będziemy go odpierać, jego niemrawe ataki będą bardzo skutecznie przez nas tłumione w zarodku.

To jest także tajemnica twardego frontu.

Wyobraźmy sobie, że na północ i na południe od niego szaleje przecież prawdziwe piekło, raptem kilkaset metrów na północ.

Są ulice, przez które przeszedł Dirlewanger.

Kamień na kamieniu tam nie zostaje, bo Dirlewangerowi toruje drogę Luftwaffe, paląc wszystko bombami zapalającymi.

Sztukasy niszczą nasz opór.

Dirlewanger idzie na ogród Saski, w samym centrum Warszawy.

Omija od północy twardy front.

Ci najgorsi mordercy SS nie dotrą nigdy w ten rejon, bo inne też mają zadania.

Podobnie Rona miała oczyszczać arterie Alei Jerozolimskich, ale to nie wojsko, to raczej zorganizowana grupa bandytów wobec oporu bardzo słaba w walce.

Nasze niedozbrojone...

bardzo liche oddziały zgrupowania Chrobry 2, pierwszy batalion, daje radę.

Efemeryczne ataki Rona zostają odparte, ale także Rona nie ma takiego zadania, ma nie nacierać na północ.

Ona także naciera z zachodu na wschód, a więc kieruje się na Politechnikę na Śródmieście Południowe.

Tutaj tylko pojedyncze kompanie rosyjskich kolaborantów tak naprawdę wiążą front.

Z rejonu bezpośrednio na zachód, z rejonu towarowej.

Z rejonu dworca towarowego nigdy nie wychodzi poważne niemieckie natarcie na północ od linii kolejowej i Alei Jerozolimskich.

Przez całe dwa miesiące jest to dla Niemców bierny front, bo ich grupy bojowe nacierają albo bardziej na północy, albo bardziej na południu.

Nie starają się zgnieść nas na tym odcinku.

No i przytoczmy meldunek kapitana Lecha z 18 sierpnia.

Dowódca I Batalionu, kapitan Przystojecki Lech, melduje do dowództwa grup.

Meldunek sytuacyjny z dnia 18 bieżącego miesiąca do godziny 13.

Sytuacja bojowa na odcinkach pierwszego batalionu pozostała bez większych zmian.

Poszczególne gniazda oporu trzymana są pewnie w naszych rękach, przy czym nieprzyjaciel nie podejmował ze swojej strony poważniejszych ataków.

W dniu wczorajszym w godzinach popołudniowych grupa Ukraińców pod osoną ognia CKM-u z rogu ulicy Pańskiej Towarowej próbowała dostać się do magazynu firmy Hartwig znajdujących się przy ulicy Towarowej pomiędzy Sienną i Pańską.

zamiarem załadowania na podstawiony samochód znajdujących się tam artykułów spożywczych i materiałów łukienniczych z powyższych magazynów.

Wzmocnienie oddziałem szturmowym gniazdo oporu w fabryce Bormana przeprowadziło uderzenie, w wyniku którego nieprzyjaciel pospiesznie wycofał się z zajmowanych obiektów, pozostawiając zabitych i częściowo naładowany samochód.

Strat własnych w tej akcji nie było.

I kapitan Lech meldował.

W ciągu nocy na przedpolu pierwszej kompanii patrole kapitana Zawadzkiego niepokoiły granatami i pojedynczym ogniem nieprzyjaciela.

Dziś rano o godzinie ósmej przeprowadziłem dokładną inspekcję poczty.

Stanowiska ogniowe w poszczególnych punktach oporu zostały przygotowane do odparcia ewentualnego ataku nieprzyjaciela.

Z pozostałych gniazd oporu nie meldowano nic poważniejszego.

Straty własne w dniu 16 bieżącego miesiąca, 3 zabitych, 11 rannych.

W dniu 17 bieżącego miesiąca, 1 zabity, 1 ranny.

Stan broni bez zmian, to jest jak podano w meldunku sytuacyjnym z dnia poprzedniego.

Stan amunicji wskutek ciągłego ubytku, proszę o jak najszybsze uzupełnienie.

I taki to był troszkę front, na szczęście dla nas.

Jak powiedziałem, zdarzały się naloty, zdarzał się ostrzał pociągu pancernego, zdarzało się, że niemieckie czołgi podjeżdżały siłami plutonu, a właściwie nie czołgi, tylko działa szturmowe, szturmgeszyc, wcześniej hecery i intensywnym ogniem okładały poszczególne kamienice, barykady i prowizoryczne bunkry.

Ale zasadniczo to było wszystko.

To była walka patroli, to były działania podjazdowe, to były działania nękające i tak mniej więcej wyglądał ten front po 13 sierpnia, kiedy Niemcy patrzyli bardziej z zachodu na wschód, na południe i na północy od twardego frontu, a jego zostawili w spokoju.

Ani Rona nie nacierała, bo miała inne zadania, z siłami głównymi.

Tylko, jak widać, napadali na jakieś fabryki i próbowali ukraść co się tylko da.

Myśmy mogli ich odeprzeć, nawet zadać im straty.

Ta główna fala niemieckiego impetu, ta nienawistna fala zniszczenia obejmowała po kolei kolejne fragmenty Warszawy i dzielnice, ale na ogół zawsze gdziindziej, aż do końca powstania.

I to nie chodzi o to, żeby w jakikolwiek sposób umniejszać bohaterstwu tych ludzi.

Tak naprawdę w wymiarze operacyjnym właśnie wykonali swoją robotę doskonale.

Na całe dwa miesiące sparaliżowaliśmy Niemcom Aleje Jerozolimskie, a zatem i poniekąd częściowo Most Poniatowskiego i sparaliżowaliśmy im średnicową linię kolejową, której w odróżnieniu od Obwodowej i Dworca Gdańskiego nie mogli wykorzystywać.

A zatem żołnierze zgrupowania Chrobry 2, zwłaszcza I Batalionu, wykonali swoją robotę doskonale.

Utrzymali wszystkie swoje pozycje, oczywiście z wyjątkiem tych na południe od Arei Jerozolimskich, ale nawet ich utrata nie oznaczała dla Niemców odblokowania tej drogi.

A zatem do końca powstania nie używali już tej najważniejszej arterii.

I to było chyba największe zwycięstwo i najważniejszy wkład polskiego zgrupowania na tym odcinku.

Utrzymali swoje pozycje,

Zablokowali ruch transportów nieprzyjaciela, poddali się niepokonani dopiero na rozkaz.

Można by powiedzieć, że wszyscy inni w tym powstaniu mieli im czego zazdrościć.

Bo tylko do nich, koniec końców, ta śmiertelna pożoga generalnego szturmu oddziałów pacyfikacyjnych nigdy nie przyszła.

Żelazny front to historia o oku cyklonu, kiedy wokół wszystko paliło się i burzyło, kiedy wokół wszystko płonęło, kiedy ruina i śmierć otaczała zewsząd inne placówki, inne oddziały, inne kwartały i dzielnice miasta.

Oni jakby trwali w troszkę innej rzeczywistości.

Z pewnym przymrużeniem oka można by powiedzieć, że nazwy miejscowych ulic – Twarda, Żelazna – były jak amulet chroniący przed niemieckim zagrożeniem.

Jest więc w tej opowieści o bronie Żelaznego Frontu, zwłaszcza z perspektywy powojennej, wiele mitów, wiele przesadnie odważnych twierdzeń.

Ale to przecież w żaden sposób nie odbiera ani bohaterstwa, ani wytrwałości, ani męstwa naszym żołnierzom, którzy go bronili.

No Norbert, dziękuję Ci za ten, no wbrew pozorom myślę, mało znany epizod z Powstania Warszawskiego.

No i do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Dziękuję bardzo.

Dziękujemy, że byłeś z nami do końca tego odcinka.

Odwiedź nas na Facebooku, Instagramie, Twitterze lub TikToku.

Wszędzie tam znajdziesz nas wpisując Podcast Wojenne Historie.

Do usłyszenia.

0:00
0:00