Mentionsy

Podcast Wojenne Historie
12.12.2025 06:00

Śląskie marsze śmierci

Ten odcinek zrealizowaliśmy we współpracy z Instytutem Śląskim

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 373 wyników dla "Auschwitz I"

To już piąty odcinek naszego cyklu poświęconego historii Górnego Śląska w czasie II wojny światowej, który realizujemy we współpracy z Instytutem Śląskim.

W poprzednim odcinku, w którym rozmawialiśmy o ewakuacji ludności Górnego Śląska, wspomniałeś Norbert, że wtedy ewakuowano nie tylko ludność cywilną, ale także, no i może w pierwszej kolejności nawet, więźniów obozów koncentracyjnych.

Porozmawiajmy dzisiaj o tym strasznym aspekcie historii Śląska.

No bo, z czego nie zdajemy sobie sprawy często dzisiaj, Śląsk był miejscem, gdzie nie tylko znajdował się niemiecki przemysł, ale również na Śląsku znajdował się obóz koncentracyjny w Oświęcimiu, który zresztą posiadał na całym Górnym Śląsku masę swoich filii.

Norbert, czy za tym możesz opowiedzieć tą straszną, no ale myślę, że wartą przypomnienia historię, ewakuacji więźniów obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu?

Tak, tutaj należy doprecyzować, że w momencie, kiedy na tych terenach władzę sprawowało państwo niemieckie, kiedy część ziem należących do Polski została włączona do Rzeszy, to między...

m.in.

do obszaru Rzeszy, a w pierwszej kolejności do obszaru nowo powołanej w 1941 roku prowincji górnośląskiej, włączono także oświęci.

Wtedy, w czasie II wojny światowej, zarówno obóz macierzysty w Oświęcimiu, obóz zakłady, jak i jego filie znajdowały się na terenie prowincji Górny Śląsk, będącej częścią państwa niemieckiego Rzeszy Śląskiej.

O ile relatywnie bliski Kraków był stolicą generalnego gubernatorstwa, o tyle nie tylko na przykład Katowice, nie tylko na przykład Żywiec, ale i Oświęcim leżał w granicach prowincji górnośląskiej.

I w 1945 roku ludność Górnego Śląska przeżywała najróżniejsze, gehenny, o których rozmawiamy, o których opowiadamy, traumatyczne wydarzenia, które bynajmniej nie zakończyły się wraz z końcem II wojny światowej.

Zagadnieniu tragedii górnośląskiej poświęcimy zresztą osobny odcinek.

Ale już od pierwszych dni i od pierwszych tygodni tego pamiętnego 1945 roku Górny Śląsk był świadkiem przerażających zdarzeń.

O ile ewakuacja ludności cywilnej, przede wszystkim niemieckiej ludności cywilnej, miała charakter dobrowolny i odbywała się we względnie znośnych warunkach, o tyle równolegle do tego procesu.

Niemcy uruchomili operację ewakuacji już nie ludności, a jeńców, robotników przymusowych oraz koniec końców więźniów obozów koncentracyjnych i właśnie ewakuacja więźniów obozów koncentracyjnych miała priorytet nawet w stosunku do ewakuacji ludności miejscowej niemieckiej i rzecz bardzo charakterystyczna, w związku z tym była zarządzana jako pierwsza.

Był z tym dla Niemców pewien kłopot.

Dlatego, że kiedy my dzisiaj rozmawiamy o tym ponurym miejscu Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau-Monowice, czyli obóz koncentracyjny Oświęcim-Brzezinka-Monowice, to utożsamiamy obóz z jego obozem macierzystym, to znaczy KL Auschwitz-Birkenau.

Kojarzy nam się przede wszystkim z Oświęcimiem, z Brzezinką i tam lokujemy świadomość tego obiektu.

W sposób całkowicie zrozumiały i naturalny, no bo to był obóz macierzysty.

Tam znajdowały się komory gazowe, tam znajdowały się krematoria, tam znajdował się obóz centralny.

On się stopniowo rozbudowywał, Auschwitz I, Auschwitz II, Auschwitz III, stąd koniec końców to określenie Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau-Monowic, bo to właściwie były trzy obozy w jednym.

W Brzezińce, w Monowicach i w Oświęcimiu.

Niemniej w przypadku Górnego Śląska ta sytuacja pod koniec II wojny światowej uległa pewnej zmianie.

Zresztą nie tylko tam, bo w roku 1944 w związku z wywózką Żydów Węgierskich,

Auschwitz jako oboz zagłady osiągnął tak naprawdę swoje maksymalne możliwości w rozumieniu obozu zagłady.

Ale jednocześnie sytuacja gospodarcza, strategiczna Rzeszy ulegała zmianie.

Coraz bardziej to ponure imperium Heinricha Himmlera, Reichsführera SS i szefa policji było zaangażowane w procesy produkcji i w procesy przemysłowe.

Innymi słowy, nie tylko już jeńcy, nie tylko już robotnicy przymusowi, ale także więźniowie obozów koncentracyjnych byli coraz intensywniej, w coraz większej ilości przesuwani do pracy.

To proces, który zainicjowano jeszcze w roku 1941, w 1942, ale na szerszą skalę właśnie w roku 1944.

jak grzyby po deszczu przy różnego rodzaju zakładach produkcyjnych, przy hutach, przy kopalniach powstawały kolejne podobozy obozu Auschwitz.

Nagle tym Auschwitz stał się cały Górny Śląsk, ponieważ doszło do tego, że w 1945 roku na terenie Górnego Śląska znajdowało się kilkadziesiąt podobozów KL Auschwitz i w tych podobozach

znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy więźniów Auschwitz.

Oni fizycznie nie znajdowali się już w obozie zasadniczym, ale właśnie znajdowali się w filiach obozowych.

To oznaczało, że decyzja o ich wywiezieniu nie będzie dotyczyć tylko jednego obiektu czy trzech obiektów.

Monowitz, Auschwitz, Birkenau.

On rozkaz tej ewakuacji musiał objąć obszar całego Górnego Śląska i Niemcy musieli skoordynować wyprowadzenie z filii obozowych na terenie całego Górnego Śląska tysięcy ludzi.

w ramach ich ewakuacji na zachód bądź południowy zachód do innych obozów koncentracyjnych bądź do ich filii przyobozowych.

Bo wtedy w 1944 i w 1945 roku w ramach pracy przymusowej Himmler z obozów koncentracyjnych przekierował do filii przy zakładach pracy ponad pół miliona więźniów na terenie całej Rzeszy.

Oni dołączyli do tych siedmiu i pół miliona robotników przymusowych

i jeńców, którzy już zaangażowani byli w proces pracy na rzecz Rzeszy.

I na Górnym Śląsku wszystkie te zjawiska występowały tak jak na obszarze ówczesnej Rzeszy.

Górny Śląsk był obszarem, gdzie znajdowały się setki tysięcy robotników przymusowych, jeńców i więźniów obozów koncentracyjnych.

Armia, Wehrmacht tutaj miały jakby swoje zadanie w postaci kontroli stalagów.

Tutaj działały filie stalagu VIII Wrocławskiego Okręgu Wojskowego i w różnych filiach stalagu z Łambinowic i z Cieszyna znajdowało się ponad 100 tysięcy jeńców, którzy byli także angażowani do pracy i byli ewakuowani.

Osobnym zagadnieniem była ewakuacja...

Robotników przymusowych, którzy nie byli przecież formalnie więźniami.

I wreszcie tym najbardziej ponurym i chyba najstraszniejszym elementem była właśnie pod kontrolą dowództwa miejscowego SS i policji ewakuacja więźniów.

Ale podstawowe pytanie, ilu w ogóle więźniów było wtedy w Oświęcimiu?

W 1944 roku formalnie w KL Auschwitz więzionych było znacznie ponad 100 tysięcy ludzi.

Obóz osiągnął nawet poziom 130 tysięcy więźniów, ale jego dalszy rozwój został zahamowany w połowie 1944 roku dwoma wydarzeniami.

Pierwszym, o którym już wspomniałem, przekierować jeszcze więcej więźniów do filii przy zakładach pracy, nie trzymać ludzi w dużych skupiskach w obozach centralnych.

I drugie to wydarzenie, które zmieniło wiele, to jest podejście Armii Czerwonej.

Armia Czerwona dochodzi do linii Wisły, dochodzi do linii Sanu, to jest lato 1944 roku.

Jest to początek wygaszania pracy KL Auschwitz.

Niemcy nie chcą, aby powtórzyło się to, co miało miejsce na Majdanku, żeby w niewielkim tylko zakresie zdewastowany obóz został zajęty przez przeciwnika.

Zaczyna się stopniowe zacieranie śladów, zaczyna się stopniowe zamykanie części komór gazowych.

coraz więcej osób przekierowanych jest do pracy, bądź jest w ogóle ewakuowanych z Auschwitz do innych obozów na terenie Rzeszy.

To jest proces, który rusza w drugiej połowie 1944 roku.

To nie jest jeszcze ta ewakuacja, która tak zapadnie w pamięć Górnego Śląska ze stycznia 1945 roku.

To jest zorganizowana wywózka przede wszystkim z Auschwitz więźniów innych narodowości niż żydowska.

Polacy, Rosjanie, inne narody są wywożeni w głąb Rzeszy.

Obóz Auschwitz się kurczy w rozumieniu liczby więźniów.

Mało tego, ci, którzy nie są wywożeni w głąb Rzeszy, są coraz większej ilości przekierowywani do filii obozowych na terenie całego Górnego Śląska.

W efekcie w tej fabryce śmierci, w tym Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau, w styczniu 1945 roku do apeli codziennych staje już 32-33 tysiące więźniów.

Tyle pozostaje w obozie centralnym?

Ale jednocześnie KL Auschwitz informuje, że na terenie Górnego Śląska nadal dysponuje około 70 tysiącami więźniów.

Szacuje się, że nawet 60 tysięcy więźniów już w 1944 roku zostało rozlokowanych w innych obozach na terenie Rzeszy, a z tych, którzy pozostali ponad połowę rozlokowano w filiach obozowych na terenie Górnego Śląska jako robotników przymusowych.

To jest ta niemiecka koncepcja wyniszczenia przez pracę.

Mało tego, zdarza się tak, że w ramach reformy organizacji w 1944 roku jako filie przyobozowe KL Auschwitz są włączane obozy pracy, na przykład obozy pracy przymusowej dla Żydów, które wcześniej nie były częścią KL Auschwitz, a teraz po prostu są włączane jako kolejne filie przyobozowe.

W efekcie cały Górny Śląsk, czy to jest Górnośląski Okręg Przemysłowy, czy każda jego osobna część, czy to jest Żywieczyzna, czy to jest Zagłębie Dąbrowskie, czy to jest jakikolwiek region ówczesnego Górnego Śląska, to praktycznie wszędzie mamy jakieś filie KL Auschwitz.

Auschwitz rozlał się po całym Górnym Śląsku.

Przerażająca, ponura historia tego obozu.

On się po prostu przekształcił w konglomerat zagłady, będący jednocześnie konglomeratem wyniszczenia przez pracę.

A jak istotni dla niemieckiego przemysłu na Śląsku byli ci więźniowie Oświęcimia?

Ilu z nich Niemcy wykorzystywali do pracy na terenie Śląska?

W górnośląskim przemyśle, przede wszystkim przemyśle, szerzej można powiedzieć górnośląskiej gospodarce, pod koniec 1944 roku pracuje ponad 40 tysięcy więźniów obozu Auschwitz.

Warto tu na przykład zwrócić uwagę na wysoką reprezentację Żydów węgierskich.

których podzielono w ten sposób w ramach procesu ludobojczego, że ci, których uznano za niezdolnych do pracy, zostali uśmierceni, zagazowani w Auschwitz.

Uznanych za zdolnych do pracy przekierowano właśnie do kilkudziesięciu lokacji na terenie Górnego Śląska.

Dobrym przykładem, jak wyglądają takie filie Auschwitz na Górnym Śląsku są ówczesne Gliwice.

W Gliwicach na przełomie 44 i 45 roku funkcjonowały aż

cztery podobozy pracy Arbeitslagry filie KL Auschwitz.

To były obozy Gliwice 1, 2, 3 i 4.

I w tych obozach pracy pracowali więźniowie KL Auschwitz pod nadzorem SS-manów z załogi KL Auschwitz i z kompanii wartowniczych z KL Auschwitz.

Czyli to Auschwitz jest wszędzie.

Wyjątkowo brutalny, okrutny oficer SS, znany z obozu centralnego, nagle może nam się pojawić i przez wiele miesięcy pełnić funkcję kierowniczą w jakimś górnośląskim mieście, jednocześnie mając pod sobą setki albo nawet i tysiące ludzi z obozu macierzystego przekierowanego właśnie do wydzielonego obozu pracy.

I tak na przykład obóz pracy pod filia obozu Auschwitz-Gliwice 1.

On był zakładami naprawczymi dla kolei niemieckiej.

Tam pierwszym dowódcą, tak zwanym Lagerführerem, był SS-Haumsturfführer Ottomol, który wcześniej zarządzał krematoriami i komorami gazowymi w Birkenau.

I ten obóz Gliwice 1 to

To był dosyć duży obóz, tam było prawie 2 tysiące więźniów.

Gliwice 2 to był z kolei zakład produkcji sadzy i pracowało w nim ponad 1100 osób.

Zresztą bardzo charakterystyczna rzecz, ta fabryka sadzy i osadzeni w niej przymusowo Żydzi.

Ona jako filia obozu Auschwitz została do tego Auschwitz dołączona i kiedy miejscowi Żydzi, więźniowie, robotnicy przymusowi dowiedzieli się o tym, że stają się nagle częścią Karl Auschwitz, to niektórzy ze strachu popełnili samobójstwo.

Już wtedy, w 1944 roku, tak złowieszczą sławą cieszył się ów Karl Auschwitz Birkenau.

Z kolei w obozie Gliwice 3 produkowano pociski, zestawy kół kolejowych, lawety do dział przeciwlotniczych, a w podobozie Gliwice 4 zajmowano się przeróbką samochodów na gaz drzewny bądź wykorzystywano więźniów do prac na terenie innych zakładów jako robotników pomocniczych.

Czyli widzimy, że kiedy mówimy o czymś takim jak KL Auschwitz i ewakuacja KL Auschwitz, co przejdzie do historii jako tzw.

Marsz Śmierci, to ten Marsz Śmierci wyrażany ponurym stukotem drewnianych chodaków, w które wyposażeni byli liczni więźniowie Auschwitz, on przejdzie do historii całego Górnego Śląska.

Bo te podobozy były na przykład w Starej Kuźni koło Halęby, w Chorzowie Batorym, w Sławęcicach koło Blachowni Śląskiej, w Bobrku koło samego Oświęcimia, w Świętochłowicach, w Wesołej koło Mysłowic, w samych Gliwicach, jak powiedziałem, cztery podobozy.

Podobóz w Goleszowie, w Lędzinach, w Zabrzu, w Łagiewnikach, w Libiążu, w Brzeszczach, Jawiszowicach, w Siemianowicach, w Jaworznie, w Prudniku, w Sosnowcu, w Trzebini, w Katowicach.

W Międzybrodziu kilka podobozów znajdowało się na terenach dzisiejszych Czech, najbardziej wysunięte na zachód.

Podobozy przekraczały nawet granice prowincji górnośląskiej albo znajdowały się na jej zachodnich granicach.

Taki podobóz KL Auschwitz znajdziemy nawet w Prudniku, ale absolutnie większość z nich znajdowała się na tej osi Jaworzno-Katowice-Ruda Śląska-Gliwice, czyli na tych obszarach silnie zurbanizowanych i uprzemysłowionych.

No ale dlaczego w ogóle Niemcy zdecydowali się na ewakuację więźniów, no skoro oni byli taką darmową siłą roboczą wykorzystywaną do pracy?

No więc tak naprawdę Niemcy ewakuując ich pozbawiali się tej darmowej siły roboczej.

A przecież w odcinku o przemyśle górnośląskim mówili, że Niemcy do ostatniej chwili starali się wykorzystać pracę śląskiego przemysłu.

bo oni mogli się buntować, bo oni stanowili zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego państwa niemieckiego i dlatego ich wywózka miała priorytet i miała być ogłoszona wcześniej niż w przypadku ludności cywilnej.

No i oczywiście tych ludzi zamierzano dalej wykorzystywać do niewolniczej pracy.

Ale dlaczego tych więźniów obozów koncentracyjnych zmuszano w ogóle do tych długich marszy na piechotę?

Dlaczego nie wybrano jakiejś innej formy ewakuacji?

Fritz Bracht, gaulajter Górnego Śląska.

W porozumieniu z wyższym dowódcą SS i policji na tym obszarze.

Mieli wydać stosowny rozkaz.

który uruchamiałby procedury ewakuacyjne.

Zakładano, że po określonych z góry wytyczonych trasach w kolumnach pieszych więźniowie zostaną przeprowadzeni do docelowych stacji załadowczych, a następnie w głąb Rzeszy wywiezieni koleją.

Najpierw marsz pieszy, potem wywózka przy użyciu pociągów.

Oczywiście w warunkach zimy, a styczeń 1945 roku

Odznaczał się surową zimą na Górnym Śląsku, z temperaturami w nocy znacznie poniżej 20 stopni Celsjusza.

Oczywiście poniżej zera.

Często miały miejsce zawieje śnieżne.

Warunki były niezwykle trudne.

Ale zakładano, że wycieńczeni pracą więźniowie z Auschwitz 1, 2 i 3, z obozów zasadniczych i z ich licznych filii muszą najpierw przejść kilkadziesiąt kilometrów, czasami w ciągu 24 godzin, a dopiero potem będą korzystać z mechanicznych środków transportu.

Ale kiedy dokładnie Niemcy rozpoczęli tą ewakuację?

Od kiedy zaczęły się te marsze śmierci?

Już w listopadzie, w grudniu 1944 roku.

Niemcy niszczyli część systemu zagłady.

Czynne pozostało tylko Krematorium V wraz z komorami gazowymi.

Resztę stopniowo garnizon SS, rękoma zresztą samych więźniów, niszczył.

Zacierano ślady.

12 stycznia 1945 roku.

Wojska I Frontu Ukraińskiego, marszałka Koniewa rozpoczęły operację zaczepną wymierzoną m.in.

w Górnośląski Okręg Przemysłowy.

Niemiecka 4 Armia Pancerna nie wytrzymała i bardzo szybko, już 16 stycznia Armia Czerwona osiągnęła Częstochowę, 17 stycznia podjęła walki na podejściach do Krakowa.

W tej sytuacji Gauleiter Bracht 17 stycznia wydał rozkaz wyższemu dowódcy SS i Policji, aby rozpocząć proces wywózki tzw.

ewakuacji więźniów KL Auschwitz.

I ten rozkaz uruchamiał ewakuację na terenie całego Górnego Śląska.

To nie dotyczyło tylko samego Auschwitz.

Niemcy potrzebowali rąk do pracy.

Chcieli ewakuować więźniów do filii obozów na terenie Rzeszy.

Niemcy dramatycznie bowiem potrzebowali niewolników do pracy.

Jednocześnie część więźniów była w złym stanie.

Stąd decyzja, aby ci, którzy nie mogą iść, zostali zlikwidowani.

Nie mogli pozostać świadkowie zbrodni.

Ale w warunkach stycznia 1945 roku.

Takie polecenie było nierealne.

Panował chaos, panowała pewna panika, co pozwoliło przeżyć tysiącom ludzi.

Nie wydano jeszcze rozkazów do ewakuacji ludności cywilnej, a już wydawano rozkazy do ewakuacji więźniów.

I też rzeczą charakterystyczną jest to, że samo Auschwitz, ono leżało na pobocznym kierunku natarcia Armii Czerwonej.

Armia Czerwona przede wszystkim najszybciej przełamała się na północ od Górnego Śląska.

Ona stopniowo wychodziła na tyły Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego a Odry.

Podchodziła od północy w kierunku Katowic, a jednocześnie zbliżała się do Strzelec Opolskich od północnego zachodu.

W efekcie samo Auschwitz, obozy w Auschwitz, Brzezińce, w Monowicach, one były w niemieckich rękach długo.

Tak naprawdę o ile np.

Kraków został wyzwolony 18-19 stycznia, o tyle do Auschwitz oddziały radzieckie i to walką wdarły się dopiero 27 stycznia, czyli to miało miejsce w tym samym czasie, gdy opanowywano Katowice.

Niemcom na skuteczną ewakuację w ramach marszy pieszych, a potem koleją dużej części więźniów tego obozu.

Ale jak 17 stycznia Bracht wydał stosowny rozkaz.

Tak w nocy z 17 na 18 stycznia do wszystkich obozów Auschwitz, obozu zasadniczego i obozów filiarnych przyszedł ten sam rozkaz.

rozpocząć ją niezwłocznie.

Maria Śliż-Ojrzyńska, mieszkanka Bielska-Białej, wtedy więźniarka KL Auschwitz, tak wspominała tą noc z 17 na 18 stycznia 1945 roku.

W czwartek 18 stycznia o godzinie 3 nad ranem obudziły nas gwizdki, krzyki i nawoływania do pobudki.

Normalnie w zimie wstawało się znacznie później.

Ustawiłyśmy się na podwórzu, nie wiedząc, że jest to nasz ostatni apel poranny w obozie oświęcimskim.

Po odliczeniu nie zezwolono nam już wrócić na bloki.

Rozdano po dwa kilogramowe bochenki chleba, po porcji margaryny oraz po jednym kocu, który kazano zrolować i przewiesić sobie przez ramię.

Oświadczono nam, że wychodzimy, ale dokąd nie powiedziano.

Wśród więźniarek krążyły szeptane informacje i domysły, że pojedziemy do Gross-Rosen.

W mojej świadomości utwierdziło się przekonanie, że z Oświęcimia jest wyjście tylko kominem.

Teraz nie doskwierało mi za nadto ani mróz, ani pragnienie, ani niepokój.

Cieszyłam się, że z Oświęcimia wydostanę się przez bramę, choć nie wiadomo jeszcze, co mnie na tej drodze czeka.

Około godziny 6 rano uformowano nas piątkami w kolumny i podano sygnał do wymarszu.

Inny więzień, Neftali Frankl, zapamiętał ten 18 stycznia tak.

18 stycznia 1945 roku w nocy, kiedy powróciliśmy do baraków, rozkazano nam zabrać rzeczy i natychmiast wyjść na zewnątrz.

Zachowanie strażników i kawałek chleba dały nam do zrozumienia, że wyjeżdżamy z Auschwitz.

Przed północą zaczęliśmy marsz zamieci śnieżnej, pod strażą esesmanów gotowych zastrzelić każdego, kto nie mógł fizycznie znieść tych warunków.

W południe dotarliśmy do stacji kolejowej w Gliwicach, położonej mniej więcej 55 kilometrów od początku naszego marszu.

Warunki atmosferyczne podczas marszu były okropne.

Gdy zatrzymywaliśmy się, moje palce były tak zmarznięte i sztywne, że nie mogłem ściągnąć spodni, żeby się załatwić.

W południe, gdy dotarliśmy do Gliwic, spaliśmy na dworcu na podłodze.

Następnego dnia zmuszono nas do spięcia się do wagonów zwanych węglarkami o niskich ścianach i bez dachu, takich, których używa się do przewozu surowców.

Każdy wagon wypełniony był ponad setką więźniów, tak, że można było tylko stać, jeden przy drugim, bez żadnej wolnej przestrzeni.

Nie było możliwości, aby usiąść.

Podróż odbywała się w połowie stycznia, bez żadnych osłoń, przeciwko dużym opadom śniegu.

Jedynym jedzeniem był ten kawałek chleba, który otrzymaliśmy pierwszego dnia, bez żadnej wody do picia.

To południe, to nie był 18, to był 19 stycznia.

Te 55 kilometrów więźniowie pokonali w przeciągu nieco ponad doby.

Jeden z więźniów Auschwitz III wspominał.

Gliwice osiągnęliśmy już w stanie bardzo silnego wyczerpania.

Nie pamiętam dokładnie, jak wyglądało miejsce, gdzie się zatrzymaliśmy.

W każdym razie słyszałem, że wymieniono nazwę Gliwice 1.

Był to teren ogrodzony i spędziliśmy w tym miejscu noc.

Gdy przyszliśmy, obóz był zupełnie pusty, ale do nocy całkowicie zapełnił się więźniami z naszego transportu, z Monowic i innych podobozów.

Z kolei Karol Miczajka wspominał.

Nadszedł dzień 18 stycznia 1945 roku.

Pamiętny dzień ostatecznej likwidacji obozu oświęcimskiego.

Dzień zwiastujący wrogom zbliżającą się nieuchronnie klęskę, nam zaś numerom w pasiakach iskierkę nadziei.

Podniecenie i rozgorączkowanie obejmowało nie tylko więźniów, ale i naszych krwiożerczych stróżów, którzy w obliczu nieuchronnej zguby wpadali z jednej ostateczności w drugą.

To udawali bardzo dobrych i współczujących, a strach wyzierał z ich rozszerzonych źrenic, to wpadali we wściekłość, a w ten czas biada tym, co wpadli w ich szpony.

Od rana nieprzerwanie wychodziły przez bramę setki więźniów w zwartych szeregach z topołkami, paczkami, tłomokami.

Każdy przygotowywał się do drogi jak mógł najlepiej.

W ostatnim bowiem dniu otworzono wszystkie magazyny odzieżowe i żywnościowe, wydając z nich zapasy bez ograniczenia.

Ruch w obozie zrobił się niczym wulu.

Przed kancelarią obozową palił się stos kartotek, aktów i pizm, a funkcjonariusze SS pilnowali, aby wszelkie dowody ich działalności zostały całkowicie zniszczone.

Około godziny dwunastej w nocy pochłonęła nas fala wypływających z obozu więźniów.

Księżyc świecił jasno, oświetlając nam drogę i chrupiący pod nogami śnieg.

Mróz szczypał w łóż i odmrażał policzki i ręce, ale nikt nie czuł mrozu.

Szliśmy raźno po udeptanym śniegu w księżycową noc, w nieznaną i niebezpieczną przyszłość.

Wznosząc oczy do nieba, ten i ów robi nieznacznie znak krzyża i szepcze słowa modlitwy.

Pytamy się sami siebie, co gotuje nam los.

Czy wreszcie będzie łaskawszy, czy też nadal tak nieludzko okrutny?

Jeszcze ostatnie spojrzenie za siebie i ciche weschnienie.

Weschnienie, które miało być wyrazem ulgi, ale przytłoczone ogromnym ciężarem niepewności i obawy, z trudem dobyło się z piersi.

Obok nas nieodstępni stróże, oddziani w grube płaszcze i kożuchy, z karabinami przygotowanymi w każdej chwili do strzału.

Wśród mroźnej nocy słychać ich nawoływania i ujadanie rwących się na smyczy psów.

A czy wszystkie obozy znajdujące się na terenie Śląska Niemcy opróżniali z więźniów w tym samym czasie, czy robili to w jakiejś kolejności?

Niemcy zaplanowali ewakuację etapowo.

W pierwszej kolejności opróżniano podobozy znajdujące się w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym.

Opuszczone przez dotychczasowych więźniów podobozy miały być zasilone główną falą przeprowadzaną z centralnego Auschwitz.

Stąd obóz z Gliwice 1, 2, 3, 4 były opróżniane 18 i 19 stycznia, po czym przyjmowały więźniów z obozu zasadniczego, po czym i oni byli z tych obozów.

A zatem 18 stycznia 1945 r. ożył cały Górny Śląsk, ożyło Auschwitz, ożyły wszystkie podobozy.

Zaczął się ruch.

Łącznie między 18 a 23 stycznia 1945 r.

nakazano maszerować ponad 56 tysiącom ludzi.

Dano im porcje żywnościowe, części wydano koce, jakieś cieplejsze ubrania, ale dla absolutnej większości sam marsz, ta sama ewakuacja była wyzwaniem, aby przeżyć.

Pod bardzo brutalnym rygorem esesmanów, kto odstawał, kto nie miał siły iść, był bity albo zabijany.

Należało maszerować szybko między wybranymi punktami etapowymi.

Warunki pogodowe, zima, silny mróz, brutalni strażnicy, wysokie tempo marszu stanowiły śmiertelne zagrożenie dla...

maszerujących i wielu tego marszu nie przeżyło.

Stąd właśnie określenie Marsz Śmierci.

Tylko w przypadku dwóch podobozów ze Świętochłowic i Siemianowic.

Tam 23 stycznia ponad 2 tysiące więźniów bezpośrednio z podobozów zostało wywiezionych koleją.

Ale jak powiedziałem, ponad 56 tysięcy ludzi musiało maszerować.

Zresztą w Jaworznie i Sosnowcu te ewakuacje zaczęły się już 17 stycznia.

Najpóźniej, po 20 stycznia, ewakuacje zarządzano w rejonie Blachowni Śląskiej.

Ostatecznie wykrystalizowały się dwie zasadnicze osie marszu.

Z Oświęcimia do Włodzisławia Śląskiego i z Oświęcimia do Gliwic.

Do Włodzisławia Śląskiego przepędzono, bo tak należy to określić, około 25 tysięcy więźniów.

Do Gliwic 14 tysięcy.

Blisko 40 tysięcy ludzi, a zatem o ile Auschwitz i większość miast Górnego Śląska było punktem startu, to Gliwice i Wodzisław Śląski były miejscami, skąd potem koleją rozwożono więźni.

Trasa południowa z Auschwitz przez Pszczynę dwoma drogami, bądź przez Żory, bądź przez Jastrzębie Zdrój prowadziła do Wodzisławia.

Liczyła ona 63 kilometry.

Trasa na Gliwicę przez Mikołów miała 55 kilometrów, ale był też przypadek szczególny.

Więźniowie podobozu w Jaworznie, ponad 3000 więźniów, byli pieszo ewakuowani do obozu koncentracyjnego Grosrodzen.

Musieli przejść ponad 250 kilometrów.

Bardzo charakterystyczne jest to, że wtedy w styczniu 1945 roku miejscowa ludność została skonfrontowana z owym marszem śmierci.

Na Górnym Śląsku mieszkali Niemcy listy narodowościowej.

I teraz na oczach jednych i drugich ludzie z całej Europy, bo przecież w Auschwitz i jego filiach pracowali więźniowie, Niemcy, Polacy, przede wszystkim Żydzi, ale byli nawet Serbowie, Belgowie, Francuzi, Rosjanie.

Teraz na oczach mieszkańców Górnego Śląska maszerowały kolumny wycieńczonych ludzi w pasiakach.

Słychać było ten charakterystyczny stukot tysięcy drewnianych chodaków.

Edmund Kania, mieszkaniec Kleszczowa, wschodniej dzielnicy Żor, wspominał Ciągnąc wodę ze studni spostrzegłem, że na podwórko weszło około ośmiu więźniów w pasiakach, chcących się napić lub napełnić wodą swoje naczynia.

Jednak z powodu zamieszania wiadro się rozlało.

Wtedy więźniowie położyli się na śniegu i lizali rozlaną wodę.

Podobna sytuacja powtórzyła się, gdy po raz drugi czerpałem wiadrem wodę.

Nagle na podwórku zjawili się esesman z psem, który leżących na śniegu i liżących wodę więźniów przynaglał do wstania, a potem poszczuł ich psem, który zaczął ich szarpać zębami za pasiaki.

Jednocześnie esesman ten, po niemiecku, zmyślał mnie, a potem powiedział, ty pójdziesz z nami.

Tłumaczyłem się po co, co ja zrobiłem.

Pamiętam również, że tuż przed naszym domem dwie osłabione więźniarki zostały w tyle.

Wtedy starszą z nich esesman zastrzelił, a młodszą, która zaczęła rozpaczać parę kroków dalej też zastrzelił.

Na podstawie tej sceny doszedłem do wniosku, że mogła to być matka z córką.

Pomoc więźniom w trakcie marszu była surowo zabroniona.

Jednak przede wszystkim miejscowa ludność polska starała się jakoś pomóc maszerującym.

Starali się pomagać nawet niektórzy Niemcy.

Esesmani odganiali ich za złością.

Większość ludzi obserwowało jednak ten ponury marsz śmierci przede wszystkim w ponurej bezczynności.

Przerażał ich widok, co niemieckie państwo zrobiło z więźniami.

Przerażał ich widok wyczerpanych, wycieńczonych, umęczonych ludzi w pasiakach.

Stefania Chmielewska z Żor wspominała.

Stałam jak skamieniała godzinami przed szpitalem, patrząc na te beznadziei puste oczy przesuwających się ludzkich cieni.

Było tak cicho, że słyszałam jedynie stuk drewniaków o kocie łby ulicy, obecnie noszącej nazwę Męczenników Oświęcimiskich.

Na chodnikach stało masę ludzi, w tym również miejscowych Niemców, którzy chyba dopiero teraz uwierzyli w oświęcim.

Po obu stronach pochodu w pewnych odległościach szli esesmani z psami na smyczy i karabinami.

Nawet jeszcze dziś nie umiem opisać tego, co wówczas przeżywałam.

Wiem, że nie mogłam przez kilka dni spać ani jeść.

Zresztą to bardzo ciekawe zagadnienie, to podejście niemieckiej ludności cywilnej nie tylko na Górnym Śląsku do zagadnienia obozów zagłady, obozów koncentracyjnych.

Byli to ludzie więźniowie obozów, izolowani od niemieckiego społeczeństwa, wykonywali pracę w setkach filii podobozowych.

Nie można było ich nie widzieć, ale z drugiej strony czym innym jest świadomość istnienia obozu pracy, a czym innym jest zobaczyć marsz np.

10 tysięcy umęczonych, a i tak tych silniejszych, tych sprawniejszych więźniów obozu Auschwitz.

Stąd nie powinny dziwić np.

takie wspomnienia z Gliwic.

Jedna z mieszkanek Gliwic wspominała.

Pewnego dnia nad ranem wraz z koleżanką wracałam z dyżuru na dworcu.

Nagle usłyszeliśmy okropny miarowy stukot.

Była chyba godzina czwarta nad ranem, może później.

To szli więźniowie z Oświęcimia.

Esesmani pędzili ich ulicą Franciszkańską.

Więźniowie byli wycieńczeni do tego stopnia, że przewracali się na ziemię.

Wtedy esesmani pejczami i pałkami stawiali ich na nogi.

Widok ten wstrząsnął mną do tego stopnia, że chciałam nawet interweniować.

Moja koleżanka powstrzymała mnie od tego.

Esesmani byli zbyt zdesperowani.

Można natknąć się na relację, że dochodziło nawet do zabójstw Niemców.

którzy próbowali pomóc więźniom z maszerujących kolumn.

A ten przeraźliwy stukot, miarowy stukot, to stukot tych drewnianych chodaków.

Wyobraźmy sobie iść w drewnianych chodakach, zimą, 60 kilometrów, w intensywnym marszu.

Na Wodzisław kierowała się kolumna 25 tysięcy ludzi.

Część podejmowała próby ucieczki.

Wielu kryło się w lasach, bądź korzystając z tego, że posiadali ubrania cywilne, wysuwali się z kolumn pod nieuwagę esesmanów i mieszali się z tłumem gapiów, którzy często nie reagowali.

Pozwoliło to uciec setkom ludzi.

Niestety także kilkaset osób przypłaciło ten marsz śmiercią.

Byli wycieńczeni albo próbowali choćby zatrzymać się na chwilę, złapać oddech, pójść za potrzebą, zdobyć coś do jedzenia.

Esesmani wyjątkowo brutalnie, celem zastraszenia pozostałych, zabijali ich na miejscu.

Wielokrotnie strzałem w tył głowy albo nawet, aby nie marnować amunicji, wycieńczonych leżących na drodze ludzi zabijano, rozbijając im głowy kolbami karabinów.

I wkrótce po wojnie upamiętniano ten marsz śmierci, prowadzono ekshumacje.

Stawiano pomniki w Brzeszczach, zbiorowa mogiła 18 więźniarek, w Miedźnej 42 ofiary marszu ewakuacyjnego, w Ćwiklicach także 42 ofiary, tak kobiet jak i mężczyzn, w Pszczynie, w Brzeźcach studziące.

w Jastrzębiu, w Mszanie, w Żorach, w Roju, w Świerklanach, w licznych miejscach na trasie Marszu Śmierci.

Stoją dzisiaj upamiętniające ofiary owego marszu kaplice, krzyże, pomniki.

Ale wiadomo ilu więźniów zginęło podczas tych Marszy Śmierci?

Szacuje się, że na terenie ówczesnej rejencji katowickiej i opolskiej, w czasie tego marszu śmierci, zginęło około 3000 więźniów KL Auschwitz i jego podobozów.

Na ogół miały miejsce tzw.

incydenty.

Strażnicy zabijali po kilka góra kilkanaście osób w bardzo licznych lokalizacjach.

Ale miały też miejsce zbrodnie zbiorowe.

Coś takiego miało miejsce np.

w Leszczynach Rzędówce, koło Rybnika.

Z Gliwic wyjechał pociąg z więźniami w nocy z 21 na 22 stycznia.

Ale koło Rzędówki został zatrzymany, a więźniom kazano opuścić wagony.

Kto nie mógł wyjść z pociągu, był zabijany na miejscu.

Część więźniów zabito już po rozładunku.

Szacuje się, że w tym zbiorowym mordzie śmierć mogło ponieść ponad 350 osób.

Z samej rzędówki w 1948 roku na Gliwicki Cmentarz Centralny przeniesiono zwłoki 288 ofiar.

ale 3000 zabitych, zamordowanych w czasie Marszu Śmierci na Górnym Śląsku.

To był dopiero początek gehen tych ludzi.

Kiedy wyczerpani więźniowie w kolumnach po przejściu tych 50-60 kilometrów docierali do stacji załadowczych.

To nie oznaczało, że mogą czuć się bardziej bezpieczni.

Zofia Kossakiewicz wspominała, że kiedy kolumna osiągnęła Wodzisław Śląski, to tu cytat.

Z daleka widać było rampę kolejową i stojące na niej wagony.

Węglarki załadowane więźniami, którzy stali w tych wagonach jeden obok drugiego jak kłody drzewa.

Tu i tam widać było skulone postacie leżące lub klęczące na śniegu.

Widok był okropny.

Kiedy przeprowadzono nas bliżej torów zauważyłam, że przed każdym prawym wagonem stał więzień z podniesionymi rękami.

To byli widocznie ci, których za coś ukarano.

Jeszcze kawałek drogi i znajdujemy się na jakimś odcinku kolejowym.

Stoją wagony towarowe w paru szeregach, wszystkie odkryte węglarki.

Na polu wzdłuż toru stoją ogromne kolumny ludzi.

Dochodzimy również na ten plac pole i dołączamy się.

W słońce już się skryło, gdy weszliśmy do wagonu.

Pakowali tak dużo do wagonu, że z trudem można było tylko stać.

Upycha się ludzi w otwartych węglarkach i wywozi w głąb Rzeszy, bądź do Protektoratu Czech i Moraw, bądź do środkowych Niemiec.

Czasami dniami i nocami ci ludzie bez jedzenia, bez picia, niby ewakuacja, ale z drugiej strony z jakim poziomem śmiertelności.

Obecnie szacuje się, że cały proces ewakuacji pochłonął życie od 9 do 15 tysięcy więźniów.

Większość zmarła, zamarzła w czasie transportów kolejowych.

Kilka tysięcy ludzi tego nie przeżyło, bądź z powodu wyczerpania wkrótce zmarło, bądź zostało zamordowanych w obozach, do których zostali wywiezieni.

Stąd ogólny bilans ofiar to nawet 15 tysięcy ludzi.

A do jakich obozów transportowano tych więźniów?

Więźniowie są odtransportowywani do Konzentrationslager Mauthausen, do Grossrozen, do Buchenwaldu, do Dory Mittelbau i do wielu innych obozów koncentracyjnych.

Co ciekawe, tysiące więźniów ukryło się bądź doczekało wyzwolenia bezpośrednio w samych obozach.

Najwięcej w samym Auschwitz-Birkenau.

Tam spośród ponad 32 tysięcy więźniów wyprowadzono w marsz śmierci 22 tysiące.

W obozie pozostało około 9 tysięcy ludzi.

Część z nich niemiecka załoga w czasie ewakuacji zdołała jeszcze zamordować, ale ponad 7 tysięcy doczekało wyzwolenia.

Cóż, Niemcy byli wtedy bardziej zainteresowani wysadzaniem krematoriów czy podpalaniem tzw.

Kanady II, kompleksu barakowo-magazynowego, niż dokładnym przeszukiwaniem wszystkich zakamarków obozu śmierci.

Stąd w Auschwitz 1, 2 i 3 oddziały radzieckie znalazły wciąż żywych około 7 tysięcy więźniów.

W licznych podobozach na Górnym Śląsku zdołało ukryć się po kilku bądź kilkudziesięciu więźniów.

Niektórzy ukrywali się w terenie przez cały luty-marzec 1945 roku, bo pamiętajmy, że front przesuwał się powoli, zwłaszcza na obszarze południowego obszaru prowincji górnośląskiej.

Armia Czerwona do Cieszyna dotarła dopiero w maju 1945 roku.

Ostatecznie w styczniu 1945 roku Niemcy ewakuowali na zachód bądź południowy zachód około 50 tysięcy więźniów.

Przebieg wypadków wojennych pozwolił Niemcom w większości zrealizować zamiary ewakuacji.

Część więźniów była nimi jeszcze aż do maja, kwietnia 1945 roku.

Wielu znalazło ostateczne wyzwolenie w Rzeszy, w Austrii.

Dzisiaj 80 ponad lat po tamtych wydarzeniach.

Marsz śmierci przez Górny Śląsk.

Jest częścią pamięci martyrologii KL Auschwitz.

I w jakimś sensie wiąże pamięć o KL Auschwitz z tragedią Górnego Śląska.

Bo tak jak powiedziałem, to KL Auschwitz, zwłaszcza w roku 1944, rozlało się po tym całym Górnym Śląsku.

W styczniu 1945 roku Niemcy zaczęli ewakuację własnej ludności.

W styczniu 1945 roku w Marszach Śmierci ewakuowali więźniów obozu Auschwitz.

Ale te wydarzenia to był kolejny etap tego dramatu, jaki doświadczali ludzie na Górnym Śląsku.

Nadchodził front, a jak pokazały wypadki...

Jak pokazała późniejsza tragedia górnośląska.

Dramat nie opuszczał tych ziem, nawet kiedy przestano strzelać.

I to są historie, o których opowiemy w następnych odcinkach.

A zatem dziękuję Ci bardzo i do usłyszenia w kolejnym.

Dziękuję bardzo.

0:00
0:00