Mentionsy
Restrykcyjne diety niszczą zdrowie i powodują efekt jojo. Rozmowa z prof. Olszanecką-Glinianowicz
W tym odcinku „Po pierwsze Pacjent” Monika Rachtan rozmawia z prof. Magdaleną Olszanecką-Glinianowicz, prezeską Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, o tym, jak naprawdę wygląda skuteczna i bezpieczna redukcja masy ciała.
Rozmawiamy o mitach restrykcyjnych diet, efekcie jojo, utracie masy mięśniowej i o tym, dlaczego szybkie chudnięcie rzadko oznacza poprawę zdrowia.
To także rzetelna rozmowa o niskokalorycznych substancjach słodzących, reformulacji żywności i „ekonomii zarządzania kaloriami”. Bez uproszczeń, bez straszenia – z naciskiem na rozsądek i długofalowe zmiany stylu życia.
Szukaj w treści odcinka
My nie musimy zmniejszać ilości.
My powinniśmy zmieniać jakość tego, co jemy.
O ile fajnie jest, jak do budżetu domowego wpadają dodatkowe dochody, to o tyle, jak do organizmu wpadają dodatkowe kalorie, to już przestaje być tak dobrze, bo one się gdzieś odkładają.
I nie jest to konto bankowe, tylko to jest tkanka tłuszczowa.
150 kilogramów, a jego należna masa ciała jest 50, to nie może sobie założyć, że jego celem jest osiągnięcie masy ciała 50 kilogramów.
Nasze oszczędności kaloryczne mogą być bardzo znaczne, bo w napojach użycie tych niskokalorycznych substancji słodzących powoduje, że mają one między 0 a 2 kalorie w szklance.
Wiele lat temu nauczyli psycholodzy, z którymi współpracowałam, że nie należy używać w kontekście w ogóle zachowań związanych ze zdrowiem słowa walka, w kontekście otyłości zwłaszcza.
Dzięki za uwagę!
Cześć Monika Rachtan, witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku programu Po pierwsze pacjent.
O tym, że otyłość jest niezwykle istotnym problemem zdrowotnym w naszym kraju, rozmawialiśmy w moim programie już wiele razy.
Ale jak walczyć z otyłością i jaką rolę w redukcji masy ciała Polaków mogą mieć substancje słodzące?
O tym dziś porozmawiam z moim gościem, a jest nim pani profesor Magdalena Olszanecka-Glinianowicz.
Bardzo serdecznie witam pani profesor.
Dzień dobry pani redaktor, dzień dobry państwu.
Pani profesor pełni funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością i my dzisiaj pomiędzy wszystkimi naszymi tematami, które mamy do omówienia, pewnie kilka słów, a nawet kilkanaście zdań o tej otyłości powiemy i o tym, jak poważnym problemem jest ona w naszym kraju.
Profesor, chciałabym też dziś skupić się na temacie substancji słodzących, które dla wielu osób w naszym kraju mogą jeszcze kojarzyć się z czymś, czego nie znamy, z czymś, czego się boimy.
Dlaczego my tak bardzo szukamy tego słodkiego smaku i dlaczego pożywienie, które spożywamy, który właśnie słodki smak wykazuje, jest dla nas bardziej atrakcyjne?
Słodki smak to jest coś, co nam towarzyszy od momentu, jak się urodzimy.
Ponieważ mleko matki ma lekko słodki smak.
W ogóle są takie obserwacje dosyć dobrze udowodnione, że pewne zachowania budują się w nas w okresie niemowlęctwa.
Bardzo często to rodzice, właśnie matka nam kształtuje te zachowania, ponieważ jak dziecko płacze, to matka wykazuje najczęściej trzy reakcje.
Po pierwsze sprawdza, czy ma pieluszkę w porządku, po drugie, czy nie ma gorączki, a po trzecie, jak pierwsze i drugie nie wchodzą w rachubę, że płacze, no to znaczy, że jest głodny i zaczyna to dziecko karmić.
Więc dziecko przytulone przy karmieniu czuje bezpieczeństwo.
Matka skupia na nim wzrok, matka do niego często mówi, więc słodki smak i karmienie dziecku zaczyna się kojarzyć z tym, że jest miło, przyjemnie i bezpiecznie.
I to z nami idzie przez życie.
Słodki smak potem jest czymś, po co sięgamy wtedy, kiedy nam jest źle, kiedy czujemy się niepewnie, kiedy potrzebujemy poczuć się lepiej.
I tak to się już w naszym życiu potem toczy.
Jedni nad tym mają większą kontrolę, inni mniejszą.
Część osób w każdych emocjach i pozytywnych, i negatywnych sięga po jedzenie.
U części przechodzi to już później w takie zachowania, które określamy jako napady obiadania się, a u części nawet w coś, co już określane jest zmianem nałogu.
Także słodki smak jest z nami zawsze.
Czy powinniśmy z niego całkiem zrezygnować?
Nie, ale powinniśmy z rozsądkiem tutaj gospodarować naszymi potrzebami w zakresie słodkiego smaku.
Pani profesor, ale wspominała pani o tym dzieciństwie, o wspomnieniach i kiedy pojawia się to pytanie, czy my jesteśmy w stanie zrezygnować ze słodkiego smaku, to szczerze mówiąc wydaje mi się, że naprawdę większość z nas powie, że jest to bardzo trudne, bo odmawianie sobie tak wielu rzeczy, które...
dzisiejszy świat, internet, media społecznościowe nam mówią, że to jest niedobre, to jest niedobre, to jest niedobre, to często starsze osoby mówią, no to już mi zabronią wszystkiego.
Także jednak, tak jak pani profesor powiedziała, ten rozsądek, ta racjonalność jest bardzo ważna i jakby pożądana, ale wiemy, że nie każdemu to się udaje, bo kiedy jesteśmy do tego słodkiego smaku przyzwyczajeni od dzieciństwa, dodatkowo pojawiają się u nas różne emocje, różne sytuacje.
Nie zawsze trafimy sobie z nimi radzić i nie zawsze też mamy oferowaną
jeżeli chodzi o takie poradzenie sobie, chociaż dziś tych metod radzenia i wsparcia jest bardzo wiele, no to też trudno sobie wszystkiego odmówić i wyeliminować.
I też takie eliminowanie całkowicie słodkiego smaku chyba może wywoływać i generować duży stres, który jeszcze bardziej napędza te wszystkie złe emocje i problemy.
Trafiła pani redaktor w sedno tym, co pani powiedziała, ponieważ...
Generalnie od zarania dziejów ludzkości można powiedzieć, że na pierwszych stronach Biblii jest opis zakazanego owocu.
Im bardziej nam czegoś nie wolno, tym bardziej tego pożądamy.
Jeżeli powiemy sobie, nie będę jeść słodyczy, to te słodycze w naszej podświadomości są ciągle.
I jeżeli wyznaczymy sobie, że nie będziemy jeść słodyczy powiedzmy przez miesiąc, to po tym miesiącu
To jest kompensacja czasem kilkukrotna, bo cierpieliśmy.
Cierpieliśmy, bo sobie z czegoś odmawialiśmy.
W ogóle walczyliśmy.
Z tym, żeby nie jeść tych słodycz.
No właśnie to słowo walka jest już tak negatywne.
Dokładnie.
Mnie wiele lat temu nauczyli psycholodzy, z którymi współpracowałam, że nie należy używać w kontekście w ogóle zachowań związanych ze zdrowiem słowa walka.
W kontekście otyłości zwłaszcza i wyborów żywieniowych.
W tym aspekcie.
Nieważne, czy uzyskamy zakładany cel, czy go nie uzyskamy.
Jak uzyskamy zakładany cel i walczyliśmy, no to odczuwamy po walce ulgę, czyli musimy sobie nagrodzić tą walkę.
I zazwyczaj sięgamy po słodkie, prawda?
Dokładnie.
No bo przegraliśmy.
I nie ma to znaczenia.
Jak przegraliśmy, to jeszcze się nam obniża samoocena.
No bo przecież jestem do niczego.
Założyłem jakiś cel.
I nie udało mi się go osiągnąć.
Dokładnie.
Jeżeli uważasz, że nasza rozmowa jest interesująca i szukasz więcej wartościowych treści, subskrybuj nas na YouTubie i Spotify.
Monika Rachtan.
Pani profesor, wspominałam, że jest pani prezesem Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością i nazwa tej organizacji brzmi bardzo poważnie, pewnie szczególnie dla naszych widzów, ale jest pani także specjalistą chorób wewnętrznych, więc lekarzem, który jest blisko pacjentów, który często spotyka ich w gabinecie i czy te sytuacje związane z...
redukcją masy ciała, z leczeniem otyłości, które wynikają właśnie z takich bardzo dużych ograniczeń, takiego stawiania sobie celu gdzieś bardzo, bardzo wysoko, gdzie praktycznie on jest nieosiągalny i tak naprawdę robienia tego już na samym początku drogi, a nie w momencie, gdy pacjent
Krok po kroku dochodzi do pewnych osiągnięć.
Czy to jest częsty błąd u osób, które walczą z nadmierną masą ciała?
Czy właśnie to, że my chcemy teraz, szybko, już od razu i najlepiej wszystko odstawić i że to jest tak naprawdę nieosiągalne?
U tych, które walczą, to dokładnie tak to wygląda.
U tych, które chcą się leczyć, to należy zacząć od urealnienia celu.
Bo jak ktoś chce wyjść na Mount Everest, to nie zaczyna od Mount Everestu, tylko zaczyna od małej górki.
I tak powinny te cele wyglądać.
To powinien być cel, który jest widoczny, który nie będzie za pięć lat, dziesięć, piętnaście, tylko będzie realnie za trzy miesiące, sześć miesięcy.
Potem można założyć następny cel, ale jeżeli ktoś ma 150 kilogramów, a jego należna masa ciała jest 50, to nie może sobie założyć, że jego celem jest osiągnięcie masy ciała 50 kilogramów.
To jest 10% redukcji na początek, czyli około 15 kilogramów i to już można uważać za sukces.
Teraz jest w ogóle tendencja znowu, w związku z wejściem na rynek wielu nowych leków, do tego, żeby pokazywać, który powoduje większą i szybszą redukcję masy ciała.
A szybko to niekoniecznie dobrze, prawda?
Szybko to nie dobrze.
Szybko to szybko będzie z powrotem.
Tyle samo lub więcej.
Redukcja masy ciała ma być wolna.
bo taka przynosi korzyści zdrowotne.
Szybka redukcja masy ciała niekoniecznie wiąże się z korzyściami zdrowotnymi, często wiąże się z dużym ubytkiem masy mięśniowej, a duże ograniczenia ilości spożywanego pokarmu właśnie powodują to, że...
Dochodzi nie tylko do ubytku masy tłuszczu, ale również do ubytku masy mięśniowej.
I jeżeli stosujemy diety, które są bardzo restrykcyjne, które powodują, że jesteśmy ciągle głodni, nawet jak sobie ten głód skompensujemy przez farmakoterapię,
to tutaj akurat zniknie kwestia bieżących odczuć.
Ale jeżeli to jest dieta bardzo niskoenergetyczna, to ona wywiera wiele niekorzystnych wpływów na nasz organizm.
W zależności od składu też, ale poza wymienionym już przeze mnie ubytkiem masy mięśniowej, to często dochodzi do rozwoju kamicy pęcherzyka żółciowego w trakcie takiej diety.
niekoniecznie dochodzi do poprawy w zakresie stłuszczenia wątroby, bo często nasila się stłuszczenie wątroby przy dużej i szybkiej redukcji masy ciała.
Więc trzeba na wszystko patrzeć tutaj z rozsądkiem, zakładać cele realne, osiągalne, nieszybkie.
Ja zawsze rozmawiając z pacjentem pytam, czy przyrost masy ciała był tak szybki, jak szybko oczekiwałaby pani, pan redukcji masy ciała?
A to pewnie są lata, prawda?
Kiedy tak sięgniemy pamięcią, że tam po 20 roku życia przybyło trochę, po 30, po 40, no to nie jest tak od razu.
To jest systematycznie z roku na rok u większości osób.
Poza tym niedawne badania pokazują, że stosowanie bardzo restrykcyjnych diet
powtarzających się kolejnych, powoduje rozwój właśnie tak zwanego zespołu z napadami obiadania się, dawniej nazywanego zespołem kompulsywnego jedzenia.
I to jest taki wtórny zespół kompulsywnego jedzenia.
Często w czasie właśnie tych bardzo restrykcyjnych diet dochodzi do upośledzenia szlaków regulujących pobór pokarmu.
Tych związanych z układem nagrody.
I stąd te kompulsje, te zachowania takie, które powodują, że później
Jak już ktoś stoczył tą walkę i uznał, że walka czy to pozytywnie, czy negatywnie się zakończyła i przestaje stosować tą restrykcyjną dietę, to jego przyrost masy ciała jest bardzo szybki i często większy niż ten ubytek, który uzyskał w czasie swojej walki.
Ale ten słodki smak, jednak w jakiś sposób jesteśmy do niego przywiązani i kiedy mówimy o tym, że chcemy zredukować masę ciała, no to wiemy, że przede wszystkim pomijając kwestie związane z tym, że powinniśmy zacząć iść zdrowo, regularnie, no to trochę te słodycze trzeba ograniczyć.
Chociaż trochę, tak?
Szczególnie...
Jeżeli faktycznie jesteśmy osobami, które powiedzmy do tej kawki, o której rozmawialiśmy w jednym z poprzednich odcinków programu, no zazwyczaj to ciasteczko nam towarzyszy.
No i my wcale nie musimy rezygnować ze słodkiego smaku, bo możemy.
po substancje słodzące, które są de facto obecne w wielu produktach.
My możemy o tym nie wiedzieć, bo nie zawsze czytamy etykiety, chociaż do tego pewnie pani profesor serdecznie zachęci i ja także.
Więc pani profesor, czy te substancje słodzące to są substancje, które de facto często towarzyszą nam w codziennym życiu i czy możemy ich jeść trochę więcej właśnie na przykład po to, żeby wspomóc się w redukcji masy ciała?
Ja myślę, że wiele osób nawet nie jest świadomych, że je produkty zawierające substancje słodzące.
bo one są w tak wielu produktach, że ci, którzy nie czytają etykiet, mogą się zdziwić, że jedzą je na co dzień.
Natomiast tak, jeżeli chodzi o napoje...
To rzeczywiście, jeżeli przejdziemy ze słodkich napojów, tak zwanych regular, na napoje słodzone niskokalorycznymi substancjami słodzącymi, to nasze oszczędności kaloryczne mogą być bardzo znaczne.
Bo w napojach użycie tych niskokalorycznych substancji słodzących powoduje, że mają one między 0 a 2 kalorie w szklance.
I jeżeli ktoś dostarczał sobie dużo słodkiego smaku za pomocą właśnie słodzonych napojów, no to w ten sposób może dużo zaoszczędzić.
Pani profesor, ja teraz policzyłam, przepraszam tak szybko, że jeżeli ktoś wypija litr napoju słodzonego, to może dostarczać sobie nawet 400-500 kalorii.
jej, jak to dużo, to prawie jedna czwarta tego, co większość z nas powinna spożywać dziennie.
Nawet więcej niż jedna czwarta, bo tak myślę, że ilość kalorii, którą myśmy powinny z panią redaktor spożywać, pani redaktor troszeczkę więcej pewnie, bo myślę, że jest młodsza ode mnie, nawet jestem pewna, ale generalnie to jest trochę poniżej dwóch tysięcy.
W okolicy tysiąc osiemset.
Bo raczej nie prowadzimy bardzo aktywnego trybu życia, jeżeli chodzi o aktywność.
Chociaż dążymy do tego małymi krokami.
Dążymy do tego małymi krokami.
Ja codziennie wykonuję spacer 10 tysięcy kroków.
Ja nawet w tamtym tygodniu zdarzało mi się mieć 18 tysięcy, więc tak, dążymy.
Ale to tak właśnie między 1800 a 2000 kilokalorii to jest to, co powinnyśmy zjeść, natomiast właśnie ta oszczędność jest już duża, bo my nie musimy zmniejszać ilości.
My powinniśmy zmieniać jakość tego, co jemy.
No właśnie, czyli coś za coś.
Czyli zamiast wypić litr napoju, możemy sobie wypić też litr innego napoju, który nie zawiera de facto, który jest po prostu mniej kaloryczny, a możemy zjeść pożywną sałatkę z makaronem wieloziarnistym i okaże się, że mamy zdrowy posiłek, sycący, nie jesteśmy głodni i dostarczamy do organizmu wartościowe substancje, które nie tylko nam dodają energii, ale też nas odżywiają.
Dokładnie tak jest.
I ja to kiedyś przed laty nazwałam ekonomia zarządzania kaloriami.
To jest te nasze 1800-2000 kalorii.
Mówię tutaj o nas rozmawiających.
Pewnie dla każdego indywidualnie to będzie trochę inne.
I nie mówię tu o diecie, która ma spowodować redukcję masy ciała.
Tylko mówię o tym, co ma utrzymać masę ciała, jeżeli będziemy tyle spożywać dziennie.
I teraz ekonomia zarządzania kaloriami zależy od nas.
To jest nasz budżet, tak jak budżet domowy.
Jak go wydamy nierozsądnie, to nam braknie budżetów koło godziny 16 tego dobowego.
I przekroczymy, wszystko co zjemy potem po 16 będzie już przekroczeniem.
O ile fajnie jest, jak do budżetu domowego wpadają dodatkowe dochody, to o tyle, jak do organizmu wpadają dodatkowe kalorie, to już przestaje być tak dobrze, bo one się gdzieś odkładają.
I nie jest to konto bankowe, tylko to jest tkanka tłuszczowa.
W związku, ktoś może powiedzieć, że zawsze dobrze mieć zapasy.
Nie w przypadku masy ciała, prawda?
Tak, może niekoniecznie nadmierne zapasy, bo te nadmierne zapasy potem powodują, że rozwija się nam bardzo wiele różnych chorób.
Natomiast zarządzając tymi kaloriami rozsądnie, to my jesteśmy w stanie być najedzeni
i praktycznie mieć do ostatniego posiłku jeszcze jakieś możliwości zjedzenia czegoś, mieszcząc się w budżecie.
I właśnie ja uważam, że tak zwana reformulacja żywności, to nie tylko ja uważam, bo uważa tak wielu ludzi na świecie i wiele organizacji stowarzyszeń naukowych.
No właśnie, bo wiele konsensusów, wiele takich wspólnych stanowisk tych organizacji i polskich, i światowych pojawiło się w ostatnim czasie.
Tak, ostatnie kilkanaście lat to są konsensusy i stanowiska dotyczące reformulacji żywności.
Czyli dążenia do tego, żeby w jednym gramie żywności było mniej kalorii.
Bo właśnie nie ilość, tylko jakość.
Jak ktoś mówi jedz połowę, no to to jedz połowę powoduje, że jesteś głodny.
A poza tym od razu się budzi w głowie taka myśl.
Przecież tego będzie strasznie mało.
A jeżeli my zmniejszymy ilość w jednym gramie kalorii, to będziemy mogli zjeść więcej ilościowo.
I do tego właśnie prowadzi reformulacja żywności, czyli zmiana pewnych składników na składniki, które nie dostarczają energii, a zachowują smak.
Tak jest w przypadku tłuszczów, gdzie stosuje się substancje białkowe zastępujące tłuszcze, czy w przypadku zastępowania cukru niskokalorycznymi substancjami słodzącymi.
I generalnie to powoduje, że my jesteśmy w stanie właśnie jeść produkty o niższej energetyczności.
Ale chciałabym zwrócić uwagę na jedno, że o ile w przypadku napojów ta sytuacja wygląda tak kolorowo, jak powiedziałam,
że tu nam znika dużo kalorii, to na przykład jak weźmiemy inne produkty, typu czekolada, ciastka, light, to nie znaczy, że możemy ich zjeść dwa razy więcej.
Bo często tkwi taka pułapka.
O, light, batonik light, to mogę zjeść dwa.
Czyli to nie jest tak bez ograniczeń, czyli ten rozsądek, o którym rozmawiałyśmy na początku, on jest strasznie ważny.
Właśnie to czytanie etykiet, bo większość... Musimy sobie zdawać sprawę, że ten produkt, ta czekolada składa się z wielu...
różnych substancji dostarczających kalorie.
Czyli mają swój ładunek i zabranie samego cukru nie spowoduje, że to będzie zero.
No to jest gdzieś przeciętnie 20% mniej w przypadku czekolady.
No to 20%, a nie dwie czekolady zamiast jednej.
Bardzo często jest tak, że też w tej ekonomii nagle się pojawia takie pokrętne myślenie.
W tej ekonomii zarządzania kaloriami.
Mianowicie tak, jak zamówię napój light albo zero, to mogę sobie zamówić hamburgera XXL.
No i co?
I efekt całej tego i zamiany tego jednego produktu.
Znika.
Znika, no bo zastąpiliśmy to tym hamburgerem XXL.
Pani profesor, ale tu chyba znowu pojawia się ta kwestia zdrowego rozsądku i jednak stawiania sobie pewnych celów, że my musimy pamiętać o tym, tak jak pani profesor mówiła o budżecie, że my tym zarządzamy.
Musimy sobie najpierw postawić realny cel i też zastanowić się, po co to robimy, no bo jeżeli my rezygnujemy z soku pomarańczowego w tym fast foodzie, w którym przed chwilą w głowie chociaż przynajmniej ja byłam, na rzecz napoju zero, no i oczywiście jakby redukujemy
to ilość kalorii, natomiast kiedy my przychodzimy po to, żeby zjeść dwa burgery, a nie jednego i tylko po to, to mija się z celem, bo zapominamy o naszym zdrowiu i zapominamy o tym, że jednak mamy w Polsce bardzo duży problem z nadmierną masą ciała i przede wszystkim redukcja takich chorób, jak choroby nowotworowe, czy choroby sercowo-naczyniowe, to jest jednak zredukowanie tej tkanki tłuszczowej w naszym organizmie.
Istotnie tak jest, jak pani redaktor powiedziała i właśnie to jest ta kwestia edukacji pewnego rodzaju, bo my mamy taką skłonność jako ludzie w ogóle do upraszczania pewnych problemów i właśnie tak sobie tak uprościmy, typu coś za coś.
I nam wychodzi, że w naszej głowie, że to akurat będzie dobrze, to może się okazać, że to nie jest dobrze.
I ja myślę, że generalnie jeżeli chodzi o kwestie żywności i żywienia, to jako społeczeństwo jesteśmy bardzo mało wyedukowani.
Pojawia się wielu domorosłych specjalistów internetowych w tej kwestii, którzy opowiadają różnego rodzaju banialuki.
Ostatnio jest trend jednych z gwiazdorów, nie będę ich reklamować, ale którzy twierdzą, że nie należy jeść śniadań.
No to jest karygodne po prostu, bo śniadanie to jest podstawowy posiłek, jaki człowiek powinien jeść w ciągu doby.
I to jest udowodniony czynnik, niejedzenie śniadań jest udowodnionym czynnikiem ryzyka rozwoju otyłości, nadwagi otyłości u dzieci.
Więc to nie jest właśnie te źródła, które nam dostarczają tych różnych informacji.
Często takich, które byśmy z jednej strony chcieli słyszeć, bo one pasują do naszych zachowań, do naszych teorii.
no to właśnie ich słuchamy, to nam się dopasowuje i zaczynamy tak działać.
Ja uważam, że właśnie w naszym kraju jest, nie tylko w naszym kraju, bo myślę, że ogólnoświatowo, brak jest takiej rzetelnej edukacji od przedszkola żywieniowej.
Potem pokoleniowo niewyedukowani żywieniowo rodzice wychowują niewyedukowane żywieniowo dzieci.
I kolejne pokolenia można powiedzieć, że odżywiają się coraz gorzej, bo zwłaszcza w naszym kraju do 1989 roku, ja nie twierdzę, że było lepiej, żeby nikt nie myślał, ale pod względem żywieniowym to, że my mieli ograniczony dostęp do wysoko przetworzonej żywności…
Jadliśmy zdrowiej.
Dokładnie, bo każdy kombinował, przywoził tak zwane ze wsi różnego rodzaju produkty od znajomych.
Tutaj ówdzie gdzieś warzywa z ogródka, tutaj jakieś mięso też świeże i tak dalej.
Gotowali łosie w domu.
I nikt nie marzył o tym, że na przykład w sobotę, kiedy jesteśmy na zakupach, zamiast pojechać do domu, wrócić na ciepłą zupę i drugie danie, a zatrzymamy się samochodem gdzieś tam w restauracji, czy w jakimś fast foodzie.
I coś szybko.
Ale pani profesor, mam takie pytanie i zastanawiam się, jakie są pani obserwacje, bo ja bardzo mocno ten problem lat właśnie osiemdziesiątych, czy lat dziewięćdziesiątych i właśnie tego, jak wyglądało wówczas żywienie Polaków i jak ono się zmieniło.
na tym przełomie lat 80-tych, 90-tych, mocno obserwuję, patrząc też na pokolenie swoich rodziców, czy też dziadków niektórych osób w moim wieku.
I wydaje mi się, że to, że te osoby właśnie w tych latach 80-tych, no początku lat 90-tych, musiały mocno kombinować, żeby zjeść coś z wyższej półki, przełożyło się na to, że te osoby dzisiaj, kiedy już jest to wszystko takie dostępne i dostatnie, jednak bardzo często...
Mówią, nie będę sobie odmawiał.
Ja już byłem w tych czasach, kiedy nie było.
My już kiedyś nie jedliśmy, był sam ocat na półkach.
I że to pokolenie naszych babć, moich babć, czy też rodziców, trochę nas jakby przekarmiało, trochę nas...
namawiało do tego, żebyśmy jedli więcej, bo te osoby pamiętają te czasy, w których naprawdę nie było nic na półkach.
Nie wiem, czy pani profesor ma takie obserwacje.
Myślę, że może to nie jest zjawisko bardzo globalne, ale też nie jest to rzadkie zjawisko takich zachowań.
Jeszcze w tych starszych pokoleniach pokutuje pogląd.
że jak dziecko jest otyłe, to dobrze wygląda.
No tak się bardzo często mówi.
I zresztą w ogóle otyłość często właśnie dla tego pokolenia urodzonego przed wojną, w czasie wojny, tuż po wojnie, jest nadal synonimem bogactwa.
I właśnie to, że jest, to jest dostępna żywność, to dla tego pokolenia jest czymś, co powoduje, że poprzez dużą ilość żywności przygotowaną dla swoich najbliższych pokazuje się miłość.
I to jest na pewno ważne, ale też w latach dziewięćdziesiątych
zaczęło się wchodzenie na nasz rynek i fast foodów, i różnych produktów, których wcześniej nie było.
I pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków, to jest pokolenie, które zbierało pokemony z chipsów, które zbierało tam jakieś niespodzianki z Happy Meal w McDonaldzie i tak dalej.
I jeżeli ktoś tego nie miał, był gorszy.
Budowało się, jak dzisiaj lajki na social mediach.
Tak, liczba tozosów z chipsów była wyznacznikiem tego, jak wysoko jest się w hierarchii klasy w podstawówce.
Pani profesor, ale wróćmy do substancji słodzących i do tego, jeżeli my faktycznie przygotowujemy się do racjonalnej redukcji masy ciała.
Po prostu jesteśmy w normie, ale chcemy ją zachować i chcemy się po prostu czasem napić słodkiego napoju albo zjeść kawałek ciasta.
To jakich substancji, będąc świadomym, szukać na tych etykietach, które jednocześnie nie dostarczą nam tak dużo kalorii jak inne produkty i będą też bezpieczne dla naszego zdrowia, bo słodziki wciąż wielu osobom kojarzą się...
z czymś, co jest właśnie niebezpieczne, jak się zje tego za dużo, to mogą pojawić się jakieś konsekwencje.
Znamy nagłówki gazet, nagłówki postów w internecie, więc czego szukać, żeby zachować zdrowie?
Czy w Unii Europejskiej zarejestrowanych jest 19 substancji niskoenergetycznych słodzących?
Wszystkie mają potwierdzone bezpieczeństwo i w wielu produktach spotkamy kilka tych substancji.
Dlatego, że niektóre z tych substancji poza smakiem słodkim mają różnego rodzaju posmaki.
I mieszanie w niewielkich ilościach tych substancji niskokalorycznych słodzących powoduje, że unikamy na przykład gorzkawego posmaku jednej z nich.
bądź jakiegoś innego posmaku drugiej.
To powoduje też, że jak się pomiesza kilka, to spożycie przez nas jednej jest dalekie od granicy tej, która jest uważana za bezpieczne dobowe spożycie, ADI tak zwane.
W ogóle jak przeprowadzono badania w kilku krajach europejskich, w tym w Belgii, na temat spożycia niskokalorycznych substancji słodzących, to nikt z nas nie jest w stanie w ciągu dnia przejeść takiej ilości jedzenia zawierających te substancje, żeby przekroczyć w aspekcie którejkolwiek z nich, czy to aspartamu, czy sukralozy, czy acesulfamu K, czy innych substancji z tych 19.
przekroczyć to ADI, czyli to, co jest dobowodopuszczalne.
Nawet jeżeli to jest dziecko i przeliczymy to na kilogram masy ciała, to też nie przekracza, bo żeby uzyskać słodki smak, to użycie tych substancji jest minimalne, bo one mają tysiąc razy bardziej słodki smak niż tradycyjny cukier.
Czy możemy zatem powiedzieć, że wykorzystanie nawet pięciu, sześciu, ośmiu substancji, które są zarejestrowane, tak jak wspominała pani, przez nadzorujące w Polsce, w Europie, na świecie organizacje, czy to jest bezpieczne dla naszego zdrowia?
Czy to jest okej, jeżeli chcemy odżywiać się zdrowo i nie chcemy mieć żadnych konsekwencji chorobowych?
Ja powiem tak, dodatków do żywności jest wiele, różnego rodzaju.
I z tego, co ja obserwuję literaturę od wielu lat w tej kwestii, to nie ma tak dobrze zbadanych i obserwowanych dodatków do żywności, jak niskokaloryczne substancje słodzące.
One są, można powiedzieć, szpiegowane przez liczne instytucje.
No tak, bo hejt się na nie wylewa od wielu lat.
I te instytucje śledzą wszystko, co się pojawia na ich temat.
Analizują i co jakiś czas wydają potwierdzenie bezpieczeństwa.
Gdyby one były niebezpieczne, to już dawno by je wycofano.
Ostatnie takie potwierdzenie bezpieczeństwa niskokalorycznych substancji słodzących pochodzi z lipca 2021.
2023 roku, gdzie zespół ekspertów z Światowej Organizacji Zdrowia i Światowej Federacji do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa potwierdził bezpieczeństwo niskokalorycznych substancji słodzących po raz wtóry.
Chciałabym zaznaczyć jedną bardzo ważną rzecz, że jeżeli coś jest wycofane, niebezpieczne, to zaraz w internecie, tam gdzie jesteśmy wszyscy, w mediach społecznościowych, pojawiają się wielkie nagłówki.
Czerwony napis, tak, wycofany.
I tak jest w przypadku leków.
Kiedy lek...
okazuje się w jakiś sposób zły, wyprodukowany, niebezpieczny dla naszego zdrowia, taki, którego my nie powinniśmy użytkować, to zaraz bardzo dużo informacji w mediach na temat tego, że coś jest wycofane.
Jeżeli chodzi o substancje słodzące, to nawet jeżeli my czytamy te etykiety, bo zawsze się mówi, że im krótsza etykieta, tym lepiej, jeżeli te nazwy wydają nam się w jakiś sposób nieznane, to my możemy tak naprawdę wygooglować, że tak powiem, w internecie, poszukać w internecie oczywiście w sprawdzonych źródłach
I tam tych informacji, badań, podsumowań na temat substancji słodzących jest bardzo dużo.
Jeżeli któraś z nich okazałaby się niebezpieczna, to to słowo wycofany, o którym pani profesor powiedziała, ono by było wielkimi czerwonymi literami napisane i na pewno taki produkt nie znalazłby się w naszym sklepie, w naszym markecie i myślę, że tu warto to podkreślać.
Biorąc też pod uwagę konsekwencje prawne dla producenta, to nie sądzę, żeby którykolwiek producent się odważył wypuścić na rynek produkt, który zawiera substancje niebezpieczne.
byłoby dla niego ogłoszeniem bankructwa i koszty, które by musiał później pokryć w związku z konsekwencjami byłyby olbrzymie.
Natomiast trzeba podkreślić, że też międzynarodowe różne stowarzyszenia, jak również towarzystwa naukowe, czy to amerykańskie, czy europejskie, od kilkunastu lat...
Wydają rekomendacje dotyczące produktów zawierających niskokaloryczne substancje słodzące i między innymi to jest amerykańskie towarzystwo kardiologiczne, amerykańskie towarzystwo endokrynologiczne, amerykańskie towarzystwo diabetologiczne.
To jest wreszcie Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością i Polskie Towarzystwo Diabetologiczne Konsensus przed kilku lat.
Nowy konsensus 2019 Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością Państwowego Zakładu Higieny i Instytutu Żywności i Żywienia.
To jest iberoamerykański konsensus 2019 roku i wiele innych tego typu dokumentów.
dotyczących zaleceń odnośnie wykorzystania właśnie tych produktów zreformułowanych spożywczych poprzez zamianę, tutaj zmniejszenie kaloryczności poprzez użycie niskokalorycznych substancji słodzących, to wszystkie te stanowiska pokazują jasno, że nie są to produkty niebezpieczne, że należy je wykorzystywać jako element zmian stylu życia.
Czyli nie załatwią wszystkiego.
Oczywiście.
Czasem się pojawiają takie głosy, że nie powodują, nie doszło do redukcji masy ciała, mimo że ktoś zaczął używać produktów właśnie tego typu.
No właśnie, to co mówiłyśmy na początku.
Rekompensował sobie to czymś innym.
Bo sobie wyliczał, że mu tak wejdzie, albo jad tych produktów po prostu za dużo.
Jeżeli do tej pory jedliśmy jeden batonik,
i zjemy jeden batonik light, to zaoszczędzimy 20%.
Jeżeli zjemy dwa, to 80% zjemy więcej.
I to myślenie...
Myślę, że każdy lekarz, który zajmuje się chorymi na otyłość, każdy dietetyk, który udziela im porad i chce wykorzystać właśnie produkty zreformułowane, żywnościowe, powinien to uświadamiać pacjentom i mówić to.
Ja to kolejny raz powtarzam, ale o tych kwestiach procentowości i tak dalej.
Ale robię to po to, żeby do wszystkich naszych słuchaczy i widzów dotarło to, że właśnie tak jest, że nie można sobie tak prosto tego tłumaczyć, że jak coś usunięto, to to już jest prawie zerowe.
Tylko napoje można tak traktować, natomiast każdy inny produkt, on zawiera również inne składowe, które dostarczają energii.
I trzeba o tym pamiętać i nie wolno tak upraszczać tego wszystkiego, bo wtedy rzeczywiście nie daje nam to korzyści.
Natomiast jest to element zmian stylu życia.
To jest element tego, że zmieniamy nasze nawyki żywieniowe w różnych aspektach, nie tylko poprzez zmianę produktów na produkty o obniżonej kaloryczności, ale w ogóle patrzymy na zawartość tłuszczu w produktach, na to o jakich porach jemy, czy jemy regularnie.
Staramy się nie dojadać między posiłkami.
Jeżeli mamy problemy z kompensowaniem stresu i emocji za pomocą jedzenia, to korzystamy z porad psychologa.
No i aktywność fizyczna, prawda pani profesor?
No i właśnie aktywność fizyczna.
Z aktywnością fizyczną też trzeba do tego podejść logicznie, bo jeżeli ktoś, kto do tej pory spędzał życie na kanapie,
nagle ruszy na siłownię i spędzi tam trzy godziny, to już nigdy więcej tej aktywności fizycznej nie podejmie, bo z bólu następne kilka dni będzie cierpiał i stwierdzi, że aktywność fizyczna nie jest dla niego.
Natomiast trzeba zacząć od małych kroków w aspekcie aktywności fizycznej.
Dla osób chorujących na otyłość to jest najbezpieczniejsza forma aktywności fizycznej, chyba że mają chorobę zwyrodnieniową stawów kolanowych.
Akwarobik, pływanie.
Ćwiczenia oporowe również, bo nie od razu ćwiczenia siłowe.
Też jak idziemy na siłownię i na bieżni stajemy, to może nie bieg, tylko szybki marsz.
I to trzeba wszystko robić z rozsądkiem.
I z przyjemnością pani profesor, bo chyba to też jest bardzo ważne, żeby ta aktywność fizyczna, oprócz tego, że ma za zadanie spalać nadmierowe kalorie, to ma także być odpoczynkiem trochę dla mózgu i być dla nas przyjemnością, czymś, co będziemy robić z chęcią, z uśmiechem.
Dokładnie.
Każdy, kto ma psa, wie, że spacer z psem daje przyjemność.
I ja sobie pozwolę zacytować mojego sąsiada, który powiedział kiedyś do mnie słowa, które mnie ujęły.
bo wracając z dwugodzinnego spaceru ze swoim psem powiedział i teraz Egonek jest szczęśliwy i ja również jestem szczęśliwy.
I sobie pomyślałam, że jak ja idę na spacer z moim psem, to widzę, że Otis jest szczęśliwy i ja też jestem szczęśliwa.
I to daje, że aktywność fizyczna nas nie męczy, jeżeli mamy jakiegoś towarzysza, ale nie musi to być pies, jak ktoś nie lubi psów.
Chociaż myślę, że większość lubi, ale nie każdy ma warunki, żeby go mieć.
Może to być kolega, koleżanka, sąsiad, sąsiadka, która pójdzie z nami na spacer.
Bo zawsze w towarzystwie takim czy innym jest raźniej.
I też jakieś pozytywne aspekty wzajemnej mobilizacji.
Pies chodzi na spacer bez względu na to, czy jest ładna pogoda, brzydka pogoda, czy pada, czy nie pada.
I nas też trochę do tego zmusza, prawda?
Ludzie niekoniecznie, ale może wtedy, kiedy pada, to koleżanka wymyśli inną formę aktywności fizycznej, a nie to, że zostajemy w domu.
Jak tydzień pada, no to tydzień nie będziemy się ruszać.
To też nie jest dobre w aspekcie właśnie zmian masy ciała, a stosowanie jakiejkolwiek diety o obniżonej energetyczności bez aktywności fizycznej to nie jest dobre dla naszego organizmu, bo wtedy jest większy ubytek masy mięśniowej.
A my musimy tę masę mięśniową oszczędzać, bo z wiekiem też ją tracimy fizjologicznie.
Pani profesor, a jeszcze jeżeli chodzi o redukcję masy ciała i o te problemy zdrowotne, które nękają Polaków od wielu lat, to chciałabym zapytać o cukrzycę typu drugiego.
Jak substancje słodzące wpływają na redukcję związaną z powikłaniami tejże choroby?
Znaczy przede wszystkim poprzez redukcję masy ciała korzystnie, ale po drugie też kontrola glikemii jest lepsza.
Bo jeżeli nie spożywamy żadnych węglowodanów prostych, czyli ani glukozy, ani fruktozy, ani sacharozy, tylko, czyli tego co jest...
normalnie dostarczycielem słodkiego smaku.
Kiedyś była taka moda, 20 lat temu, nie wiem czy ona nie wraca gdzieś, bo tak słyszę, że fruktoza to jest cukier dla diabetyków.
Nie proszę Państwa, to nie jest cukier dla diabetyków, bo ona też daje wzrosty stężeń glukozy we krwi, tylko znacznie później.
I jak sobie ktoś mierzy glikemię dwie godziny po posiłku, to fruktoza jeszcze nie dała wzrostu.
Tak 4-6 to wtedy zobaczycie Państwo, że po tym rzekomym cukrze dla diabetyków dopiero później jest wzrost.
Natomiast niskokaloryczne substancje słodzące nie dają tych wzrostów glikemii i powodują polepszenie kontroli glikemii jako takiej, a co za tym idzie zmniejszenie ilości powikłań cukrzycy.
Pani profesor, myślę, że żeby jeszcze bardziej potwierdzić to, że substancje słodzące są dla nas bezpieczne, to przecież wiele takich produktów jak np.
pasty do zębów, płyn do płukania ust, one także zawierają substancje słodzące po to, żeby nam było trochę przyjemniej podczas tej porannej i wieczornej rutyny, ale to także pokazuje, że po pierwsze nie ma tam cukru takiego zwykłego.
Ale po drugie, no po prostu one są obecne w naszym życiu codziennym, no bo każdy z nas przecież codziennie powinien przynajmniej z tych produktów korzystać, więc to musi być bezpieczne.
Oczywiście, a poza tym, mimo tego, że jest powiedzenie, że gorzki lek najlepiej leczy, to niskokaloryczne substancje słodzące stanowią składnik wielu leków.
No to już wtedy musi być przebadane i bezpieczne.
To jest najlepszy dowód na to, że nie ma niczego tam niebezpiecznego dla zdrowia, no bo do leków by nie dodawano czegoś, co jest niebezpieczne.
Na koniec chciałabym zmierzyć się z mitami, które pojawiały się w ostatnim czasie w internecie dotyczące właśnie substancji słodzących.
Pamiętamy pewnie wszystkie takie nagłówki i też wypowiedzi celebrytów, różnych osób, które w internecie zajmują się tematyką zdrowotną, chociaż nie powinny, bo wykształcenia medycznego nie posiadają, które właśnie straszyły nas, że substancje słodzące mogą powodować choroby nowotworowe.
Pani profesor, my mamy twarde dowody naukowe, także towarzystw naukowych światowych, które rozprawiają się z tym mitem.
Czy mogłybyśmy teraz o tym opowiedzieć?
No więc to jest mit, który ma 20 lat chyba albo lepiej już.
Była taka grupa włoskich badaczy, którzy prowadzili badanie na szczurach doświadczalnych, podając im olbrzymie ilości niskokalorycznych substancji słodzących.
Pomijając już fakt ilości tych substancji, to jeszcze te szczury były dosyć wiekowe.
Więc generalnie to już było lekkie zafałszowanie i oni co jakiś czas wypuszczali publikacje, że tym szczurom coś tam dolega nowotworowego.
I poczynając od tego, że to były małe grupy szczurów.
Bo ich było po kilka.
To były szczury, a nie ludzie.
Po drugie, ilość tych niskokalorycznych substancji była taka, że żaden człowiek nie byłby w stanie... Nie przeżyłby tej słodyczy.
Nie przeżyłby tej słodyczy.
I generalnie właśnie też wiek tych szczurów był taki, że jak się starzejemy, no to proszę Państwa, myśmy całe życie zarabiali na różne choroby.
różnymi naszymi czynami.
I teraz znalezienie winnego, kto spowodował, że na coś tak do końca chorujemy.
No, to wiele rąk mogłoby się podnieść do góry.
Szukanie igły w stogu siena, tego winnego.
Więc trudno to w ogóle tak przekładać, ale właśnie dlatego Europejska Agencja do Spraw Bezpieczeństwa Żywności zaczęła śledzić te słodziki z powodu tych badań.
I co jakiś czas właśnie wydaje konsensusy dotyczące tego, co u ludzi.
I żadne badanie u ludzi nie potwierdziło tego aspektu, bo generalnie wszystkie badania i epidemiologiczne i inne wskazują raczej na korzyści niż niekorzyści z reformulacji żywności, bo jeżeli redukujemy masę ciała, to osiągamy korzyści zdrowotne.
I tutaj trzeba to mocno podkreślić, że mamy wiele różnych metod redukcji masy ciała.
Stosujemy różnego rodzaju zmiany.
Każda zmiana, która doprowadza nas do długotrwałej redukcji masy ciała, to znaczy skutecznego leczenia otyłości, jest zmianą, która przynosi korzyści zdrowotne.
No właśnie, redukuje to ryzyko, które głównie właśnie z otyłością, czyli te 200 powikłań otyłości, z którymi... W tym nowotwory różne.
Szanowni Państwo, ja myślę, że trudno jest mówić w nowym roku 2026 po raz kolejny o cudownych i magicznych dietach, które pomogą nam zwalczyć...
Złe słowo pani profesor, bo o tym na początku powiedzieliśmy, które pomogą nam rozprawić się z otyłością i skutecznie zrezygnować.
Może też nie najlepsze słowo, które pomogą nam skutecznie leczyć się z otyłości, bo otyłość to choroba.
No właśnie, tak.
Ja dziś nie chciałam używać słowa leczenie, dlatego że my dziś bardziej mówiłyśmy o redukcji, o zmianie nawyków żywieniowych.
A to jest właśnie leczenie.
To są wszystko elementy leczenia, pani redaktor.
Tak, to jest ten pierwszy etap, który tak bardzo mocno zależy od nas i który jest niezwykle ważny.
Nie ma skutecznego leczenia otyłości bez zmian nawyków żywieniowych.
Bo długotrwała zmiana nawyków żywieniowych to jest niezbędny element leczenia otyłości.
Pani profesor, więc w tym nowym 2026 roku życzymy naszym widzom, żeby wytrwali w nawykach żywieniowych, żeby w dobrych nawykach żywieniowych, nowych, a jeżeli potrzebują wsparcia, to substancje słodzące używane z rozsądkiem.
zgodnie z tym, co zapisane jest również w zaleceniach Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, mogą okazać się skuteczną pomocą i elementem tego naszego nowego postępowania.
Szanowni Państwo, bardzo dziękuję za dzisiejszy odcinek, za nasz dzisiejszy czas.
Moim, ale przede wszystkim Waszym gościem była profesor Magdalena Olszanecka-Ginianowicz.
Bardzo dziękuję Pani Profesor za nasze dzisiejsze spotkanie.
Bardzo dziękuję Pani Redaktor.
Dziękuję również Państwu i mam nadzieję, że nasza rozmowa przyniesie Państwu jakieś dobre wskazówki na zmiany w nowym roku.
To był program Po pierwsze pacjent.
Ja nazywam się Monika Rachtan i bardzo dziękuję Państwu za uwagę.
Do zobaczenia.
Ostatnie odcinki
-
Restrykcyjne diety niszczą zdrowie i powodują e...
29.01.2026 23:03
-
POZ ratuje życie. Nowe wytyczne i leczenie POCh...
29.01.2026 08:43
-
Czy NFZ upada? Ile zarabiają lekarze? Co ze szp...
31.12.2025 08:36
-
Kawa nie uzależnia? Profesor obala mity, które ...
19.12.2025 19:01
-
Szarlatani zapełniają sale, a lekarze walczą w ...
04.12.2025 08:00
-
Krztusiec wrócił. Dlaczego „zapomniana” choroba...
19.11.2025 08:57
-
Dezinformacja zabija. Jak przekonać Polaków do ...
05.11.2025 08:00
-
Najmłodszy Polak, który przebiegł maratony na 7...
22.10.2025 07:00
-
Rak to nie tylko chemia. Dlaczego opieka psycho...
08.10.2025 07:00
-
Nie jesteś sam. O sile i cieniu zbiórek interne...
24.09.2025 07:00