Mentionsy

Piąte: Nie zabijaj
01.01.2026 18:21

217. Kryminalne podsumowanie 2025 roku

Wiele osób robi podsumowania mijającego roku. Pomyślałam, że to dobry pomysł w przypadku tego podcastu. Co wzbudziło wielkie kontrowersje na świecie? Jak podczas policyjnej obławy może zginąć ponad 120 osób? Jaka grupa społeczna w minionym roku w Polsce dokonała najwięcej zabójstw?

Zapraszam do wysłuchania!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 504 wyników dla "Mieszka R"

Dzień dobry, witam was w pierwszym dniu nowego roku, roku 2026.

Chciałabym wam złożyć najserdeczniejsze życzenia tego, żeby ten rok był lepszy od poprzedniego, żeby was negatywnie nie zaskakiwał, żebyście byli bezpieczni, żebyście byli spokojni, żebyście byli zdrowi.

Postanowiłam ten rok rozpocząć od odcinka specjalnego, który nagrywam rzeczywiście dzisiaj, 1 stycznia, z podsumowaniem kryminalnym całego minionego już roku.

Ten rok był dla mnie bardzo trudny.

Był rokiem pełnym bardzo przykrych historii, bardzo wielu stresujących momentów, takich sytuacji, w których musiałam zmierzyć się z własnymi, nie wiem, demonami nawet.

Takie miałam wrażenie, ale na szczęście myślę, że w większości udało mi się uporządkować bardzo wiele spraw.

No i pomyślałam, że też takie uszeregowanie, uporządkowanie minionego roku pod kątem kryminalnym przyda się i mnie i wam, żeby jakoś wejść w ten true crime'owy nowy rok.

Podsumowując rok, zazwyczaj chcemy spojrzeć na to, co w danym okresie było dobre, na to, co nam się udało.

Chcemy spojrzeć też wstecz na nasze sukcesy i upewnić się, że się rozwijamy, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Zarówno w naszym życiu, jak i ogólnie w całym społeczeństwie.

Czy patrząc na sprawy kryminalne, którymi żyła Polska w mijającym roku, możemy czuć się bezpiecznie podróżując po świecie, żyjąc w naszym kraju, egzystując w naszych miastach?

w naszej pracy czy w naszych domach, to jest często pytanie, które mi zadajecie.

Czy dobrze mi się żyje, wiedząc jak wygląda świat?

Więc spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie, przyglądając się najgłośniejszym medialnie sprawom kryminalnym z ubiegłego roku.

Zacznijmy od stycznia 2025 roku.

Szczególnie mówimy tutaj o świecie, bo długo nie musieliśmy czekać na medialne doniesienia o masakrze, bo już 1 stycznia 2025 roku

W niewielkim czarnogórskim mieście Cestynia, w maleńkim pubie Velestowo, 45-letni Ako Martinowicz kolejny dzień celebrował nadejście Nowego Roku wraz z przyjaciółmi.

Impreza najwidoczniej nie należała do udanych, bo pojawił się na niej mężczyzna, z którym Martinowicz był skonfliktowany.

Około godziny 17.00 doszło w pubie do kłótni i najprawdopodobniej do bójki.

Martinowicz nie był raczej stroną, która czuła się wygraną, bo opuścił miejsce imprezy, poszedł po prostu po niej do domu i wrócił z pistoletem o kalibrze 9 mm.

O 17.21 Martinowicz ponownie wszedł do Welestowo i otworzył ogień.

Na miejscu zabił cztery osoby, a cztery inne poważnie ranił, ale nie zamierzał na tym poprzestać i był bardzo zdeterminowany.

Pokonał dystans niemal dwóch kilometrów i dotarł do osiedla Humci, gdzie zabił kolejne cztery osoby i to również go nie usatysfakcjonowało, bo 20 minut później znalazł się na ulicy Czermakowej, gdzie zabił chłopców.

którzy mieli tego pecha i byli dziećmi właściciela pubu w Elestowo.

Jeden chłopczyk miał 9 lat, drugi zaledwie 5.

Po kolejnych 11 minutach był już na ulicy Mojkowaczojkoj, gdzie zamordował kolejne dwie osoby.

W ciągu pół godziny w Pijackim Szale w trzech różnych lokalizacjach zabił 12 osób, w tym siedmiu mężczyzn, trzy kobiety i dwoje dzieci.

Do tego ranił cztery inne osoby.

Obrażenia były tak ciężkie, że po ośmiu dniach jedna z tych osób również umrze, tyle że w szpitalu.

Co jeszcze bardziej szokujące, to wszystkie ofiary były bliskimi znajomymi albo członkami rodziny sprawcy.

Martinowicz tego dnia nie zawahał się przed zabiciem nawet własnej siostry.

Po zbrodni jeszcze przez jakiś czas chodził po miasteczku, jakby jeszcze kogoś szukał.

Następnie udał się do swojego domu i dopiero tam otoczyła go policja.

I gdy miał świadomość, że jego sytuacja stała się beznadziejna, to po prostu odebrał sobie życie.

Czy tej tragedii można było uniknąć?

Choć zabójca aktywował się pod wpływem impulsu, bo była to niewątpliwie bójka w barze, to był ten impuls, to jednak można było się spodziewać, że dokona podobnego czynu.

I nie dlatego, że już w 2005 roku został skazany w zawieszeniu za akty przemocy, nie dlatego, że został wcześniej skazany za posiadanie nielegalnej broni, od wyroku się odwołał i broń ciągle posiadał, ale dlatego, że parę miesięcy przed swoim krwawym rajdem zapowiedział, że go przeprowadzi.

W tym samym mieście, w dniu 12 sierpnia 2022 roku, trzy lata wcześniej, inny sprawca, Wuk Borilowicz, zastrzelił 10 osób.

Tamta masakra wstrząsnęła opinią publiczną.

W ostatnich miesiącach 2024 roku Ako Martinović po pijaku opowiadał, jak to gardzi Borilowiczem i nie dlatego, że ten zabijał ludzi, ale że zabił ich tak mało.

Zapowiadał, że gdy nadejdzie czas, to zabije więcej niż on i słowa dotrzymał.

Media podawały, że była to największa niewojenna masakra w całej historii Czarnogóry.

No i tak, omówiliśmy dopiero 1 stycznia 2025 roku, a już tyle ofiar na koncie.

Przenieśmy się zatem do Polski, bo styczeń w Polsce również nie należał do zbyt bezpiecznych miesięcy.

Zabójstwa bliskich w akcie szału z niezrozumiałych powodów to zjawiska nieobce również w naszym kraju i takie miało miejsce w styczniu w Łodzi, w Starych Chojnach przy ulicy Gładkiej.

Sąsiedzi później mówili, że choć to inteligentny chłopak, student filologii angielskiej, to całkowicie pochłonęły go gry komputerowe.

Całymi dniami i nocami siedział przed laptopem.

O pechowej godzinie jego babcia zwróciła mu uwagę, by ściszył dźwięk w swoim urządzeniu i to właśnie w nim wywołało trudną do zrozumienia furię.

Sekcja zwłok wykaże później, że kobieta próbowała się bronić.

Po ataku jeszcze żyła, była w szoku, ciężko ranna,

Ale zachowała zimną krew, podeszła do telefonu i wezwała pogotowie.

Następnie jeszcze wyszła na zewnątrz i dopiero tam się położyła.

Zastali ją tam funkcjonariusze policji.

Od razu podjęli akcję reanimacyjną, która nie należała do najprostszych, a to z powodu zachowania się sprawcy tej tragedii.

Wyszedł on na balkon i rzucił w policjantów dwoma nożami.

Nie trafił, ale policjanci mieli bardzo ograniczone możliwości przeciwstawienia się napastnikowi.

Nie mogli przecież przerwać akcji reanimacyjnej, aż do przyjazdu ratowników, więc kazali mężczyźnie wejść do mieszkania.

O dziwo, kiedy na miejsce przyjechali w końcu ratownicy, to oni przejęli akcję reanimacyjną.

Jeszcze przyjechał oczywiście kolejny oddział policji.

Funkcjonariusze weszli do mieszkania, co zaowocowało co najmniej, jak przyznacie, niezwykłą serią zdarzeń.

bo Kamil na ich widok włożył kask, rozebrał się do naga i wybiegł na balkon.

I to dopiero tam został obezwładniony przez funkcjonariuszy.

Niestety tutaj na górze, na balkonie dzieją się sceny wręcz komiczne.

Niestety na dole ratownicy walczą o życie babci jeszcze 40 minut i niestety kobiety ocalić się nie udało.

Już dwa dni później, bo 31 stycznia, Kamil zostaje oskarżony o zamordowanie swojej babci.

Sąd nakłada na niego trzy miesięczny areszt zapobiegawczy.

Sprawę relacjonowały ogólnopolskie media, ale dalszy przebieg postępowania sądowo-karnego nie był przez nie podawany, więc nie wiemy z całą pewnością, co to oznacza.

Ale kwarantanna informacyjna często pojawia się w momencie, gdy są zasadne podejrzenia co do zdrowia psychicznego sprawcy.

Więc bardzo możliwe, że tak jest właśnie w tym przypadku.

Mało brakowało, a Kamil nie zabiłby jedynie swojej babci, ale również skrzywdziłby policjantów.

Ataki na osoby dbające o bezpieczeństwo publiczne niestety nie są w naszym kraju rzadkością, bo od czasów infodemii, czyli zalewie dezinformacji, która szczególnie intensywnie dała o sobie znać w czasie pandemii COVID-19, to ofiarami ataków coraz częściej stają się pracownicy sektora ochrony zdrowia i niestety w styczniu mieliśmy do czynienia z kolejną zbrodnią tego typu.

Siedlce, 25 stycznia, krótko przed godziną 19, 59-letni Adam Czy, zamieszkały przy ulicy Sobieskiego, wzywa karetkę.

Pił alkohol, jak wykażą późniejsze badania, miał ponad 2 promile alkoholu we krwi i jak powiedział przez telefon dyspozytorowi, źle się poczuł, więc załoga karetki składała się z dwóch z doświadczonych ratowników medycznych, Cezarego i Mateusza.

No i gdy ci przybyli do mieszkania Adama, okazało się, że ten ma poważne obrażenia głowy.

Zadecydowano, że należy go przewieźć do szpitala.

Wtedy to pijany i ranny jednocześnie przecież człowiek najwidoczniej poczuł się tym komunikatem urażony, ponieważ w reakcji na słowa ratowników chwycił za dwa noże i jeden wbił głęboko w ciało Cezarego, a drugim zaatakował Mateusza.

Zasłonił się przed ramieniem, po czym obezwładnił napastnika, zdołał wezwać pomoc.

No ale tutaj przechodzimy do największej tragedii, bo rana zadana Cezaremu okazała się śmiertelna.

W chwili śmierci miał 64 lata, a do emerytury pozostał mu niecały rok.

Zabójca, czyli Adam, mimo wszystko został przetransportowany do szpitala, gdzie opatrzono jego ranę na głowie, postawiono mu zarzut morderstwa i ataku fizycznego na osobę pełniącą rolę funkcjonariusza publicznego, trafił na obserwację.

psychiatryczną.

31 stycznia ulicami Siedlec przeszedł marsz przeciwko agresji i ku pamięci zmarłego ratownika Cezarego przyjechali na niego ratownicy medyczni z całej Polski.

15 października, czyli 10 miesięcy później zabójca trafił na obserwację psychiatryczną w celu ocenienia stopnia jego poczytalności.

To oczywiście nie wszystko, co wydarzyło się w styczniu.

Omawiam tylko wybrane, najgłośniejsze medialne sprawy z poszczególnych miesięcy.

Nie mogę tu jednak pominąć sprawy zaginięcia Karoliny Wróbel.

Ta 24-letnia brunetka wyszła ze swojego mieszkania w Czechowicach w dniu 3 stycznia o godzinie 20.00.

Powiedziała bratu, z którym mieszkała, że idzie po pieczywo i słuch po niej zaginął.

Nie zarejestrowała jej żadna z kamer monitoringu i do dziś nie udało się ustalić, co wówczas się z nią stało.

Co najbardziej niepokojące to to, że zostawiła w mieszkaniu dwójkę swoich dzieci.

No ale dlaczego wspominam o Karolinie w odcinku o zbrodniach?

Dlatego, że do jej zabójstwa przed policją, prokuratorem i sądem miał przyznać się jej współlokator, Patryk B. Jednak gdy pomimo bardzo szeroko zakrojonych poszukiwań nie udało się znaleźć jej ciała, miał on odwołać swoje zeznania i tak 6 października 2025 roku wyszedł z aresztu tymczasowego i obecnie przebywa na wolności.

A z innych zbrodniczych wiadomości z stycznia zeszłego roku, to 9 stycznia zmarł jeden z najsłynniejszych, albo najbardziej niesławnych, największych, najbardziej okrutnych polskich seryjnych zabójców, czyli Mariusz Trynkiewicz.

Zmarł w wieku 62 lat w więziennym szpitalu.

Do ostatnich chwil był otoczony lekarską opieką.

No i tutaj trudno nie podsumować tego, że największa szkoda, że jego ofiary, dzieci, nie miały takiej możliwości bycia otoczonym jakąkolwiek opieką w momencie, kiedy on targnął się na ich życie.

Przechodzimy do lutego.

Zacznę znowu od świata, bo 13 lutego świat zamarł w niemieckim Monachium.

Odbywała się wówczas demonstracja związkowców z organizacji Verdi.

Tego typu wydarzenia są zawsze głośne, ale nie budzą jakiegoś większego niepokoju społecznego, dlatego policja nie spodziewała się większych zamieszek.

Niestety, w trakcie przemarszu ktoś kierujący małym autem miejskim, dokładnie był to Mini Cooper, podjechał na tył tej demonstracji i nagle przyspieszył, wyminął radiowóz i z całym impetem wjechał w tłum.

Jeden z policjantów wyciągnął broń i strzelił w kierunku prowadzącego pojazd.

Niestety nie było to w stanie ani zatrzymać auta, ani cofnąć konsekwencji tego zdarzenia.

Gdy policjanci wyciągali obnażonego od pasa w górę zamachowca z jego poobijanego od ciał ludzi samochodu miał on wykrzyknąć Allah Akbar.

Sprawcą okazał się 24-letni Afgańczyk Farad Nori.

Nie był on wcześniej karany.

Przez pewien czas posiadał tymczasowe prawo pobytu, które pozyskał jeszcze jako nastolatek.

Przybyły do Unii Europejskiej bez dorosłego.

opiekuna, aczkolwiek w grudniu 2020 roku odrzucono jego wniosek o azyl, co oznaczało, że mógł być deportowany w każdej chwili.

Niemniej jego sytuacja zmieniła się, gdy władze w Afganistanie przejęli talibowie.

Wtedy władze niemieckie zdecydowały się o zawieszeniu deportacji do tego kraju, więc teoretycznie mógł się czuć bezpiecznie właśnie w Niemczech.

gdzie w wyniku ataku 44 osoby zostały ranne, w tym 8 bardzo ciężko.

Dwie osoby, w tym dwuletnia dziewczynka Hafsa i jej 37-letnia matka Amla, zmarły w wyniku poniesionych obrażeń.

I jak na ironię, jedynymi ofiarami śmiertelnymi były muzułmanki.

Wydarzenia z lutego w Monachium od razu zaczęły być interpretowane jako islamistyczny zamach terrorystyczny.

Problem w tym, że byłby to wyjątkowo osobliwy akt terroryzmu, bo po pierwsze zaatakowano niemieckich związkowców, wśród których wszak dominują osoby o lewicowych poglądach, które nie są zazwyczaj agresywnie nastawione do muzułmanów.

Pochodzi szli też imigranci z krajów muzułmańskich, więc nie jest zaskakujące, że ofiarami śmiertelnymi stali się m.in.

Po drugie, zazwyczaj po ataku terrorystycznym motywowanym ideologicznie sprawca albo publikuje swój manifest, w którym tłumaczy swoje czyny, albo robią to za niego inni.

jego zbrodni czy towarzysze, czy tam współtowarzysze.

Nie wiemy nic o tym, by podobny dokument albo chociaż deklaracja ukazały się po zamachu.

Po trzecie, zamachu dokonano minikuperem, czyli małym samochodem miejskim.

Nie był on wypełniony materiałami wybuchowymi ani bronią, więc taki pojazd raczej nie zostałby wybrany do przeprowadzenia terrorystycznej akcji przez nikogo, kto przygotowywałby go w sposób przemyślany, starając się też maksymalnie zintensyfikować liczbę ofiar.

O motywacji religijnej mówi głównie prokuratura, a nie sprawca.

Przynajmniej nic o jego deklaracjach w tym kierunku nie wiemy jako opinia publiczna.

No więc co za tą wersją w ogóle przemawia?

No oczywiście jest to okrzyk, który wniósł po zatrzymaniu Allah Akbar.

To jednak zawołanie religijne, które chyba już kojarzy każdy urodzony po 2001 roku, czy w ogóle człowiek, który...

Wie coś o historii nowożytnej świata.

Dzień przed zbrodniczym atakiem Farad Nori miał też na Instagramie opublikować napis w języku perskim o treści Boże zawsze nas chroń.

Zresztą Farad był tiktokerem o średnich zasięgach.

Miał około 32 tysięcy obserwujących, więc całkiem niemało.

Jego filmiki dotyczyły głównie fitnessu i kulturystyki, którą uprawiał, ale też pojawiały się na nich treści o tematyce muzułmańskiej.

Niemniej religijni Afgańczycy, którzy interpretują Koran zgodnie z naukami talibów, uważają muzykę, którą tam używał, za niezgodną z prawem szariatu, a Farad swoje treści okraszał motywami muzycznymi.

Więc czy był to zaplanowany atak terrorystyczny?

Raczej więcej wskazuje na to, że zamach nie był ani przemyślany, ani zaplanowany.

Bardziej prawdopodobne jest to, że sprawca po prostu dopuścił się go pod wpływem jakiegoś impulsu, choć gdy zaakceptował myśl, że może swoim czynem zabić ludzi, najprawdopodobniej usprawiedliwiał swoją decyzję po prostu motywacją religijną.

Może to mu pomogło jakoś nie oszaleć wewnętrznie, nie wiem.

Wiem na pewno, że ta szalona zbrodnia wzburzyła nie tylko obywateli Niemiec, ale wpłynęła też na międzynarodowy wizerunek tego kraju w momencie bardzo wrażliwym zarówno dla niego, jak i dla całej Europy, bo dzień po tym zamachu niedaleko miejsca zbrodni rozpoczęła się Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa, na której między innymi debatowano nad współpracą

krajów NATO i bezpieczeństwa Ukrainy i takie zestawienie wydarzeń, no to PR-owa katastrofa.

Nie dziwi więc, że wynik konferencji nie był dla Europy zbyt optymistyczny, no ale to już zupełnie inny temat.

26 lutego oczy całej Polski zwróciły się na Sosnowiec, bo tamtego dnia doszło do przerażającej tragedii.

Michał Komorowski tego dnia przebywał w swoim mieszkaniu na ulicy Wspólnej.

gdzie nagle z mieszkania swoich sąsiadów usłyszał krzyki rozpaczliwe, kobiece wołanie o pomoc oraz płacz dziecka, więc postanowił natychmiast na to zareagować i tutaj ogromne, ogromne brawa, szacunek, przeszedł przez balkon do mieszkania swoich sąsiadów, no i wtedy jego oczom ukazała się prawdziwa rzeź.

W kałuży krwi leżała jego sąsiadka, Paulina.

Mężczyzna miał rozcięty łuk brywiowy, zdębiał na widok nagłego pojawienia się swojego sąsiada, powiedział tylko, to nie moja wina, to ona zaczęła, jakoś się tam tłumaczył.

Natomiast Michał Komorowski zachował zimną krew i nie wchodził w zbędną dyskusję z uzbrojonym mordercą, tym bardziej, że widział, że jest on pobudzony oraz, że ma nienaturalnie rozszerzone źrenice.

Bardzo spokojnie odparł, że przyszedł tylko po dziecko.

Wówczas zabójca wskazał na drzwi do toalety.

Michał ostrożnie do nich podszedł, otworzył je.

W środku był malec, który od razu do niego przylgnął.

Jak się później okazało, był on świadkiem sceny, w której ojciec mordował jego matkę.

Michał Komorowski powoli, z absolutnie zimną krwią i myślę, że w niewidzialnej pelerynie superbohatera oddalił się z mieszkania.

wraz z synem zarówno ofiary, jak i zabójcy.

Jak wiemy z późniejszych ustaleń, Mateusz aż chwilę później wyskoczył z trzeciego piętra na dach pobliskiego sklepu i pobiegł przed siebie.

Gdy policja przybyła na miejsce, drzwi do mieszkania, gdzie odbyła się tragedia, były zamknięte.

Po ich wyważeniu znaleziono kobietę z licznymi ranami kłutymi.

Podjęto reanimację, niestety nie udało się jej uratować.

Sprawca został ujęty dzięki czujności policjanta na urlopie, który zauważył na przystanku człowieka w widocznie złym stanie psychicznym, wyziębionego i delikatnie mówiąc ubranego nieadekwatnie do pogody.

spytał, czy wszystko w porządku, czy potrzebuje pomocy, na co człowiek zareagował agresją i to było wystarczającym potwierdzeniem obaw funkcjonariusza, który wiedział, że Mateusz Esz jest poszukiwany, wezwał posiłki, które już zatrzymały sprawcę mordu z ulicy Wspólnej.

Mateuszowi Esz groziło do żywocie, ale nie otrzyma takiego wyroku.

Biegli psychiatrzy uznali go za osobę niepoczytalną.

W reakcji na to prokurator zawnioskował o umorzenie postępowania i skierował do sądu wniosek o umieszczenie sprawcy w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Natomiast największą ofiarą tej tragedii jest w tym momencie już tylko dziecko, dwuletnie wtedy dziecko, którym zajęła się opieka społeczna.

I tak przechodzimy do marca.

Nie często pisząc o zbrodniach, czy opowiadając o nich, można powiedzieć o pełnym sukcesie aparatu prewencji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy Strażników Prawa i Sądu.

W tym wypadku jednak, o którym teraz oczywiście opowiem, mieliśmy przepiękną koniunkcję tych wszystkich sił.

Bo 10 marca rozpoczął się proces Rafata Amirowa i Polada Omaro, oskarżonych o próbę porwania i zabójstwa Masih Alinejat, czyli irańskiej, prodemokratycznej dziennikarki i aktywistki na rzecz praw kobiet.

Rafat Amirow i Polad Omaro byli wysoko postawionymi członkami rosyjskiej mafii, działającej m.in.

na terenie Stanów Zjednoczonych.

Przyjęli zlecenie od irańskiego rządu.

Za 500 tysięcy dolarów zobowiązali się do usunięcia mas ich alineżat.

Na ich nieszczęście jeden z nich popisowo skiepścił sprawę, bo kamery nagrały jak zaglądał przez okna do wnętrza amerykańskiego domu dziennikarki, a następnie nieskutecznie próbował otworzyć frontowe drzwi.

Nowojorska policja zatrzymała go jeszcze tego samego dnia pod pozorem zwykłej kontroli drogowej.

Okazało się, że prowadził mimo faktu, że jego prawo jazdy zostało zawieszone, co dało oczywiście na szczęście wiarygodny pretekst, by go zatrzymać na dłużej i przeszukać jego samochód.

a w samochodzie znaleziono walizkę z załadowanym karabinem typu Kałasznikow oraz z ponad 60 sztukami dodatkowej amunicji.

Co prawda jesteśmy w USA, więc posiadanie nawet takiej broni nie jest niczym niezwykłym, ale ten konkretny model został wyprodukowany nie w Stanach Zjednoczonych,

a w Chinach do tego z nabojów starannie usunięto numer seryjny, a taką czynność wykonuje się w absolutnie jednym celu, by zatrzeć ślady po przestępstwie dokonanym z bronią w ręku.

Więc mafijny i agenturalny Pionek nie umiał w wiarygodny sposób wytłumaczyć, co taki sprzęt robił w jego samochodzie,

FBI poinformowało Masih Alinejat, że zlecono jej zabójstwo, co dowodziło, że agenci już wtedy rozpracowywali tę sprawę.

Proces Rafata Amirowa i Poladyi Omaro nie był przesadnie długi, bo w sądzie udowodniono nie tylko, że uczestniczyli w operacji mającej na celu zabójstwo Poladyi,

dziennikarki, ale również uczestniczyli w spisku i procederze prania brudnych pieniędzy.

Już 20 marca zostali uznani za winnych zarzucanych im czynów.

Zazdroszczę generalnie takiego tempa

w wskazywaniu i wydawaniu wyroków, bo to jest raptem kilka dni, później 29 października usłyszeli wyrok 25 lat więzienia.

Tymczasem Masih Ali Nejat chodzi wolna, z dumnie odsłoniętymi włosami, do których czasem wplata kwiaty,

Dzielnie walczy o prawa kobiet oraz o demokrację w Iranie i takich wiadomości życzę nam wszystkim, żebyśmy słyszeli o nich więcej i częściej, o udanych akcjach zapobiegających.

zbrodnią.

Natomiast jeżeli chcielibyśmy sobie zadać pytanie, jak bardzo może być wyrachowana zemsta zaborczego człowieka ze zranionym ego, no to odpowiedź przychodzi z Polski.

Żona Adama Esz pracowała we wrocławskim więzieniu z osobami, których społeczeństwo nie bez powodu decyduje się izolować.

Żeby poświęcić życie takiej pracy, trzeba być nie tylko silnym psychicznie, ale trzeba być też bardzo odważnym.

Ale nawet ludzie cechujący się takimi cnotami czasami odczuwają strach, a kobieta, o której mówimy, bała się nie tych ludzi, których codziennie spotykała w pracy.

Mimo tego, że bardzo się go bała, zdecydowała się na rozwiązanie ostateczne, mianowicie na rozwód.

Miała dość jego toksycznej natury, zdrad, których miał się dopuszczać i tak w połowie marca odbyła się pierwsza rozprawa w tej sprawie.

Koszmar życia z toksycznym człowiekiem miał się szybko skończyć.

Kupili dla Adama mieszkanie, do którego miał się wyprowadzić jeszcze przed 20 kwietnia, by zatroszczyć się o swoje zdrowie psychiczne i żeby zapewne szybciej minął ten niełatwy czas, to...

Kobieta wyjechała na zagraniczną wycieczkę, żeby jakoś odreagować.

Gdy 28 marca wracała do Polski, do swojego mieszkania w Prusicach, otrzymała niepokojącą wiadomość od swojej mamy.

Adam Esz był pijany i agresywny.

Gdy dotarła do domu, to nie udało jej się zapanować nad nieobliczalnym byłym partnerem, zrobiła więc to, co w takiej sytuacji należało zrobić.

Funkcjonariusze jednak nie zdążyli dojechać na czas, bo Adam Esz w reakcji na telefon żony wpadł w furię.

Czego nie powiedziałam, to to, że sam pracował jako funkcjonariusz w dodatku specjalnej jednostki więziennej do tłumienia buntów.

Być może już wtedy obawiał się konsekwencji tego, co zdążył zrobić w mieszkaniu swojej żony, agresywnym zachowaniem, no bo przecież z pewnością, gdyby został osadzony, czy to w areszcie, czy w więzieniu, no nie mógłby się spodziewać współczucia od współosadzonych, miałby z pewnością...

No naprawdę bardzo trudny los.

Być może właśnie w głowie taką miał wizję swojej przyszłości, kiedy wysyczał do swojej żony słowa, będziesz cierpieć.

Po czym poszedł po swoją prywatną broń, zastrzelił jej matkę, a potem dwójkę ich własnych dzieci.

Do żony nie strzelił ani razu, zapewne chcąc, by życie po odebraniu jej najbliższych było dla niej największym, najbardziej brutalnym i przerażająco bolesnym doznaniem.

Sam z kolei nie zamierzał ponosić konsekwencji swoich czynów, wycelował lufę w swoją głowę i strzelił.

Nie przewidział chyba jednak tego, że rama postrzałowa głowy może nie być śmiertelna.

Matka kobiety oraz jej pięcioletnia córka zmarły na miejscu.

Za to dziewięcioletni syn, zarówno ofiary, jak i sprawcy, oraz rodzinny morderca trafili do szpitala w stanie bardzo ciężkim.

I niestety, przepraszam, że to powiem, ale niestety przeżyła tylko jedna osoba i niestety był to Adam Esch.

Syn zmarł po kilku dniach.

Z kolei sam Adam Esz nie doczekał się wyroku, bo w wyniku zadanych samemu sobie obrażeń w końcu umarł, ale dopiero 27 sierpnia po 5 miesiącach ciężkiej hospitalizacji, w trakcie której cierpiał.

Żonie, matce i córce ofiar chcę złożyć najszczersze wyrazy współczucia i mam nadzieję, że

jakoś da się żyć po takiej tragedii i że ona w swoim życiu odnajdzie jeszcze jakiś sens.

Bardzo, bardzo wstrząsająca historia, która też opowiada o piekle bardzo wielu domostw, pewnie kilkunastu tysięcy w Polsce.

Domostw, w których przemoc domowa niestety panuje.

I tak minął marzec, nastał kwiecień.

Koniec kwietnia to w Szwecji czas na huczne obchodzenie nocy Walpurgii.

W krajach skandynawskich dopiero ten moment uważa się za prawdziwe nadejście wiosny.

Przygotowuje się wówczas olbrzymie ogniska, często spala się w nich pozostałości po sprzątaniu lasu, urządza się zabawy, ucztuje się.

Jest to o tyle niezwykłe, że dawniej w większości Europy noc tę uważano za czas sabbatów czarownic, bo to właśnie wtedy miały one okazję na spotkanie panów piekieł.

I te wierzenia pasują do klimatu nocy w Alpurgii z 2025 roku.

Tradycyjnie to święto zaczyna się o zmierzchu 30 kwietnia i kończy się o świcie 1 maja.

W szwedzkiej Uppsali tradycja studencka nakazuje wtedy zacząć ucztowanie z tej okazji już 28 kwietnia.

Ten dzień i następująca po nim noc to czas zabaw, gier, wiosennego grillowania, czyli coś, co w Polsce odbywa się dosłownie kilka dni później, bo w majówkę.

I to właśnie w Upsali, w tym radosnym okresie 29 kwietnia o godzinie 17.10 polała się krew.

Tragedia miała miejsce w salonie fryzjerskim Shalom, umiejscowionym w samym centrum miasta, na placu Waksala.

Wszedł do niego zamaskowany nastolatek, wyciągnął karabin i oddał serię strzałów w stronę trzech osób, które nie miały szans tego przeżyć.

Następnie wsiadł na elektryczną kolejnogę i po prostu odjechał.

Ofiary nie były przypadkowe, bo jedna z nich była obiektem policyjnego śledztwa jako osoba powiązana z atakiem na krewnego, upsalskiego gangstera.

Modus operandi sprawcy, czyli strzały z karabinów, nastoletni zamaskowany morderca, ewakuacja z miejsca zbrodni na elektrycznej hulajnodze, to od razu zasugerowało śledczym, że mają do czynienia z kolejną odsłoną lokalnej wojny gangów.

Policja typowała kilka osób jako potencjalnych sprawców, ale ostatecznie śledztwo skierowało uwagę na 16-letniego imigranta z Somalii, który krótko przed tym zdarzeniem uciekł z domu opieki.

Gangsterzy w Szwecji często rekrutują do mokrej roboty właśnie nastolatków.

z trudną historrodzinną, ponieważ w razie schwytania na te osoby czekają zazwyczaj zdecydowanie lżejsze wyroki, więc dość humanitarnie.

Mówię tu oczywiście z ironią.

Tego samego dnia miała miejsce niezwykle głośna tragedia, bo

O 10.30 do gabinetu ortopedycznego w krakowskim szpitalu uniwersyteckim wszedł 35-letni mężczyzna uzbrojony w nóż.

Nie przeszkadzało mu to, że pracujący tam lekarz, Tomasz Solecki, badał właśnie pacjentkę.

Sprawca zaczął machać trzymaną przez siebie dokumentacją medyczną, oskarżył lekarza o złe przeprowadzenie zabiegu, po czym zadał mu serię pchnięć w tułów.

Uderzał tak, by zabić.

Lekarza oczywiście próbowała ratować pielęgniarka, co spowodowało, że i ona oczywiście stała się celem ataku mężczyzny.

Całe szczęście jej udało się obronić.

Mordercą i tutaj okazał się funkcjonariusz służby więziennej Jarosław W. Po zadaniu śmiertelnych ciosów próbował uciec ze szpitala, ale został pojmany i obezwładniony dzięki wspólnym wysiłkom pracowników ochrony oraz pacjentów.

Na sali operacyjnej lekarza Tomasza Soleckiego próbował ratować zespół aż 20 lekarzy.

Niestety ciosy zadane w serce i wątroby okazały się zbyt potężne i pan Tomasz nie miał szansy tego przeżyć.

I to był kolejny przykład bardzo niepokojącego, bardzo zjawiska w Polsce, gdzie celem skrajnej agresji staje się pracownik sektora ochrony zdrowia.

W grudniu prokuratura ogłosiła zakończenie ekspertyzy sądowo-psychiatrycznej na Jarosławie W. Został on uznany za niepoczytalnego.

Sprawę o zabójstwo umorzono i zawnioskowano o umieszczenie go w specjalistycznym zakładzie psychiatrycznym.

Mamy maj i omawiając ten miesiąc nie muszę robić rozróżnienia na to, jaka zbrodnia odbiła się największym echem w Polsce i w pozostałej części świata, bo o zbrodni dokonanej 7 maja na Uniwersytecie Warszawskim mówiły media na całym globie.

Około godziny 18.30 portierka Małgorzata D. poinformowała studenta Mieszka R., że budynek kampusu zostanie zaraz zamknięty.

A o 18.34 kamery zarejestrowały, jak student przepuszcza w drzwiach kobietę, a po chwili rozpoczął się koszmar.

Mieszko R. wyciągnął wówczas z plecaka siekierę i wbił ją w głowę kobiety.

Następnie zadał jej ciosy w tułów, ręce i nogi.

Po tym ataku dopuścił się znieważenia zwłok ofiary poprzez wyciągnięcie wnętrzności.

Na koniec oblizał ostrze zalanej krwią siekiery i także krwią posmarował swoją twarz.

Ofiara miała próbować się bronić, ale po takim ataku nie miała żadnej szansy na przeżycie.

Na pomoc Małgorzacie Dynach wyruszyli pracownicy straży Uniwersytetu Warszawskiego.

Osoby znane opinii publicznej jako Pan Tomasz oraz Pan Dariusz.

Niestety nie byli oni uzbrojeni i przygotowani w ogóle na taką okoliczność.

Pan Tomasz walczył z uzbrojonym w broń białą studentem, gołymi rękoma.

Został ciężko ranny i jego dalsze przeżycie stanęło pod znakiem zapytania.

Natomiast dzięki skomplikowanej i długotrwałej operacji w walce lekarza o jego życie został on uratowany.

Z biegiem okoliczności w innej części kampusu przebywał wtedy ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar.

I dzięki temu, że w budynku kampusu znajdowali się funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa, to jeden z nich widział zdarzenie i dołączył do strażników uniwersyteckich, pomagając im oczywiście w unieszkodliwianiu zabójcy.

W międzyczasie policja otrzymała wiele zgłoszeń o ataku.

Pierwsze z nich spływały już od godziny 18.39.

Przypominam, że kamera zarejestrowała przepuszczanie kobiety w drzwiach przez Mieszko R.

O 18.43, czyli niecałe 5 minut po tym wezwaniu, uzbrojeni funkcjonariusze już byli na miejscu i to tam Mieszko R. został pojmany.

Jak się okazało w czasie późniejszych ustaleń zabójca miał w plecaku również inną broń białą, bo miał bagnet i scyzoryk.

Od dawna był zresztą kolekcjonerem broni białej, a swoim zbiorem przechwalał się jeszcze w liceum w czasie szkolnych.

W dniu morderstwa rozważał dokonania masakry w sklepie, ale nie zrealizował tego pomysłu.

Finalną ofiarę dobrał w przypływie impulsu.

Prokuratorowi opisał przebieg wydarzeń oraz podał motywy swoich działań.

Twierdził, że na świecie istnieją tylko predatorzy i ofiary, a on nie chce być ofiarą.

By stać się drzapieszcą, wilkiem, musiał kogoś zabić.

Na podstawie tych ustaleń prokuratura poinformowała, że sprawca przyznał się do zarzucanych mu czynów, co wzbudziło sprzeciw jego obrońcy, który podkreślał, że zeznania Mieszka R nie stanowią formalnego przyznania się do winy.

Obrońcą zabójcy zajmują się nie byle jacy prawnicy, bo jednym z nich jest mecenas Marcin Zaborowski, znany obrońca takich postaci jak Zbigniew Ziobro, Beata Szydło, Joanna Witek czy Daniel Obajtek.

Rodzicem Mieszka R. z pewnością wybrali najlepszą osobę do obrony syna, a orzeznanie mieli doskonałe, bo sami są znanymi prawnikami.

Niewiele osób wierzy, że Mieszko R. był osobą poczytalną w chwili popełnienia zbrodni.

Aresztowany i skrępowany zaatakował policjanta, gryząc go.

Nawet prokurator przyznał, że choć zabójca podał swoje motywy i opisał przebieg wydarzenia, to mówił nieskładnie i nie zawsze logicznie.

Niemniej do chwili publikacji tego odcinka nie jest znana ekspertyza sądowo-psychiatryczna, która miałaby potwierdzić jego niezdolność do rozumienia popełnianych przez siebie czynów w chwili dokonywania zbrodni.

Bardzo serdecznie Was zachęcam do wysłuchania odcinków Jana Gołębiowskiego, który na bieżąco komentował tę sprawę i on bardzo trafnie ocenia, w moim odczuciu trafnie i bardzo ciekawie ocenia zachowanie sprawcy.

Czy tej tragedii można było uniknąć?

Nie wiem, natomiast z pewnością, gdyby strażnicy Uniwersytetu Warszawskiego byli uzbrojeni, mogliby skuteczniej się bronić.

Rektor zapewnił, że w tym zakresie nastąpią zmiany i słowa dotrzymał, bo od 1 października strażnicy Uniwersytetu Warszawskiego zostali wyposażeni w pałki i paralizatory.

Czy atak wywołany potencjalną chorobą psychiczną Mieszka R. dało się przewidzieć?

Niemniej pewne elementy jego osobowości po czasie budzą duże zainteresowanie.

Wspomniałam już, że kolekcjonował broń białą.

Dodać należy, że interesował się również nagraniami mafijnych egzekucji i w ostatnich latach przejawiał inne, osobliwe zachowania.

a jako nastolatek udzielał się na grupie facebookowej zwolenników teorii o płaskiej Ziemi.

Twierdził na tej grupie, że fizyka to rządowa propaganda, której nie da się pogodzić z przekazem biblijnym, który on uważa za jedynie prawdziwy.

Czytając jego wpisy można zastanawiać się, czy nie było to trollowania z jednej strony.

Z drugiej strony, jeśli zestawiam to z tym, że pochodził z bardzo religijnej rodziny i mógł mieć na przykład właśnie takie bardzo serio podejście do przekazu biblijnego, to w jego głowie mogła gdzieś tam rodzić się jakaś

A jeżeli właśnie na przykład w jego głowie rodziła się już jakieś zaburzenie, jakaś choroba, to taki grunt religijny, takie podłoże religijne jest bardzo żyzną glebą do różnego rodzaju potem teorii, które można wobec świata wymyślić.

Mi ta sprawa niewątpliwie kojarzy się ze sprawą Kajetana Poznańskiego na bardzo wielu płaszczyznach.

Po pierwsze chociażby tego, że zbrodnię dokonuje student, że jest to zbrodnia dokonana z niezwykłą brutalnością.

Media też w przypadku Mieszka R błędnie podawały, że doszło tam do aktu kanibalizmu.

Potem to było wiele razy prostowane, natomiast wciąż nie wiemy, czy tak było, znaczy mylnie mówię, błędnie, dlatego że to było niepotwierdzone i potem apelowano, żeby nie podawać dalej tych informacji.

Ale mamy też sprawcę, który pochodzi z bardzo dobrego domu, domu prawniczego.

No i właśnie teraz kwestia tego, czy był poczytalny, czy nie.

Tutaj trudno to stwierdzić, no bo nie mamy oczywiście dostępu do tych ekspertyz, mamy natomiast dostęp do informacji, które osoby...

Jeżeli spojrzymy na sprawę Kajetana Poznańskiego, to kiedy znamy kontekst, to faktycznie pewne rzeczy zaczynają inaczej wyglądać, zaczynają inaczej brzmieć.

podejrzewać czegoś najgorszego, czegoś tak okrutnego tylko dlatego, że ktoś nie chce się szczepić, czy ktoś nie nosi maseczki, albo uważa, że Ziemia jest płaska.

Natomiast właśnie to też może dać nam jakiś obraz tego, co rodziło się w głowie tego najpierw chłopaka, potem już dorosłego mężczyzny.

Z naprawdę dużym zainteresowaniem śledzę to, co się dzieje wokół tej sprawy i to, co się okaże, kiedy sprawa już trafi do sądu.

Będę naprawdę, może niezwypieka mi na twarzy to śledzić, ale jestem niezwykle ciekawa, jaki wyrok lub umorzenie

tej sprawy nastąpi.

Jeżeli miałby Mieszko R być uznane za niepoczytalnego i trafić do szpitala psychiatrycznego, no to jednak mam nadzieję, że to będzie mocno uargumentowane i będziemy o tym jako opinia publiczna poinformowani, bo wiem, że to bardzo wzbudza wiele niepokoju i takiej nieufności wobec wymiaru sprawiedliwości.

Tutaj daję cudzysłów, usprawiedliwia się takie czyny.

Oczywiście myślę, że to nie chodzi o usprawiedliwienie, a o potraktowanie faktycznie człowieka chorego jako człowieka chorego.

To jest też sprawa, która pokazała nam siłę taką najgorszą z możliwych, jeśli chodzi o...

social media, bo myślę, że większość z nas, która miała internet w maju 2025 roku, trafiła bez własnej woli na filmy takie dość brutalne z zapisem tego zabójstwa.

I o ile jestem w stanie zrozumieć nagrywanie tego, chociażby na dowód przyszły, bo faktycznie te wszystkie nagrania zostały zabezpieczone jako dowody, to nie jestem w stanie absolutnie zrozumieć tego, jakim prawem i co przyświecało komuś, kto te materiały opublikował w sieci dosłownie kilka minut po tym zdarzeniu.

Ofiara miała dzieci, osierociła trójkę dzieci.

zostawiła na świecie męża, z którym obchodziła w zeszłym roku 25-lecie małżeństwa.

I to wszystko są ludzie, którzy mają dostęp, wiedzą, że gdzieś tam w sieci są takie, a nie inne nagrania i zdjęcia.

Co uważam za szokujące i zasługujące naprawdę wrzucanie tego do sieci na absolutne potępienie.

Przechodzimy do czerwca, do Azji, udajmy się dokładnie do Japonii, do Tokio, gdzie został wykonany wyrok śmierci na Takahiro Shiraishi, czyli człowieku znanym medialnie jako morderca z Twittera.

W 2017 roku zamieszczał na Twitterze ogłoszenia skierowane do kobiet planujących...

odbieranie sobie życia, oferował im możliwości pomocy w tym procederze lub wspólne odejście z tego świata.

Na miejscu jednak zamiast współczującego pomocnika w pożegnaniu się ze światem, kobiety spotykały człowieka, który co prawda pomagał im w spotkaniu się ze śmiercią, ale wcześniej wykorzystywał je seksualnie, gwałcił, a potem okradał.

który poszukiwał uśmierconej przez mordercę z Twittera kobiety.

W roku 2017 Shiraishi został aresztowany, w 2020 roku skazano go na karę śmierci, a wyrok wykonano przez powieszenie.

I jest to o tyle duża ciekawostka, że absolutnie nie miałam na ten temat wiedzy, że w Japonii kara śmierci jest wykonywana.

Na przełomie czerwca, lipca, bo tak to sobie tutaj połączymy w Polsce, co się działo 27 czerwca.

Nasz kraj żył jednak innym wydarzeniem, przez które wielu mieszkańców Małopolski przez długi czas odczuwała lęk wychodząc na zewnątrz, to właśnie też dlatego łączę te dwa miesiące.

Bo 26 czerwca mieszkaniec Starej Wsi, 57-letni Tadeusz Duda, miał już dozór policyjny, zakaz zbliżania się do ofiar oraz zakaz opuszczania miejsca zamieszkania.

Natomiast tamtego dnia zapoznał się z aktami postępowania prowadzonego przeciwko niemu w sprawie znęcania się nad członkami rodziny i prawdopodobnie to, co tam przeczytał, wzbudziło w nim chęć ostatecznego pogrążenia władzy.

swoich ofiar, które ośmieliły mu się sprzeciwić, przeciwstawić i śmiały dochodzić sprawiedliwości.

Mężczyzna parał się kłusownictwem, dlatego posiadał narzędzie, którym mógł dokonać zbrodni.

I tak 27 czerwca około godziny 10.00

Chwycił zastrzelbę, wyszedł do wsi, żeby przelać krew.

W pierwszym domu postrzelił teściową.

Zostanie ona później uratowana dzięki skomplikowanej operacji.

Po tym akcie przeszedł pół kilometra.

aż dotarł do innego domu i tam zastrzelił własną córkę oraz swojego zięcia.

Oszczędził tylko rocznego wnuka.

Następnie wsiadł do swojego samochodu, niebieskiego Audi A4 Kombi i uciekł w nieznanym kierunku.

Tomasz Duda był znany w Starej Wsi.

Mieszkańcy mówili, że był człowiekiem, który potrafiłby się na długo schować w lesie, przeżyć tam skłusownictwa i skutecznie bronić się przed organami ścigania.

No a policja potraktowała tę opinię z pełną powagą.

Więc mieszkańcy okolicznych miejscowości otrzymali alert RCB z rysopisem sprawcy oraz informacją, że jest niebezpieczny i uzbrojony.

Do jego poszukiwań i obrony pozostałych mieszkańców wsi ściągnięto policjantów z całej Polski.

Sprawcy szukano z lądu i z powietrza, a do akcji używano dronów zwiadowczych, a nawet helikoptera Black Hawk.

Bardzo duże środki były w to zaangażowane.

Natomiast finał poszukiwań nastąpił dopiero w kolejnym miesiącu, bo 1 lipca znaleziono ciało, ciało Tadeusza Dudy.

Miał on ranę postrzałową głowy i wszystko wskazuje na to, że sam odebrał sobie życie.

Za to w lipcu światowe media żyły rozliczaniem meksykańskich karteli narkotykowych.

To nie do końca jest tematyka piątego, no ale warto o tym wspomnieć, bo 9 lipca meksykański sąd skazał 10 mężczyzn urzędujących na ranczu należącym do...

Jaliskiego Kartelu Nowego Pokolenia.

Skazani i zaangażowani byli w szkolenie nowych członków mafii, a także w porwania i zabójstwa niewygodnych im osób.

Każdy ze skazanych usłyszał wyrok 141 lat pozbawienia wolności i powodów do świętowania nie miał również kartel.

Sina Loa, kierujący tą zbrodniczą organizacją, Ovidio Guzman Lopez, organizator masowego przerzutu fentanylu do Stanów Zjednoczonych, został uznany winnym za wymienione przestępstwa, obecnie oczekuje na wyrok w USA, grozi mu do żywocie, a w Stanach, jak wiemy, trwa absolutna epidemia uzależnienia od fentanylu, który niestety również świetnie się ma ostatnio w Polsce.

22 sierpnia, bo już tutaj przechodzimy pod koniec, do końca wakacji, do końcówki wakacji, w kolei miejskiej przy stacji East West Boulevard w Charlotte została zamordowana ukraińska uchodźczyni wojenna Irena Zarucka.

Jej zabójca, cierpiący na zaburzenia psychiczne, DeCarlos Brown Jr., wyciągnął z cyzoryk i niczym niesprowokowany zadał jej wiele ran kłutych.

Nagranie z kamery umieszczonej w przedziale obiegło i zszokowało świat.

Też ja nie rozumiem, po co te nagrania są udostępniane.

Naprawdę nie rozumiem tego.

Kobieta tuż po ataku sprawiała wrażenie, jakby nie rozumiała, co się właśnie stało.

Po chwili jednak zaczęła płakać i krótko po tym ostatecznie straciła przytomność.

Sprawa sprowokowała w USA dyskusję o niewystarczających procedurach bezpieczeństwa i o dziurawych procedurach prewencji w systemie opieki psychiatrycznej, bo mimo historii choroby psychicznej, de Carlos Brown Jr.

stanął przed sądem pod zarzutem morderstwa.

Grozi mu kara śmierci.

To jednak nie była jedyna głośna tragedia w Stanach Zjednoczonych.

Jeśli chodzi o sierpień, bo 27 dnia tamtego miesiąca msza dla uczniów w amerykańskim mieście Minneapolis zamieniła się w piekło.

W czasie nabożeństwa rozległy się strzały i pociski najpierw rozbiły kościelne witraże, następnie dosięgły dzieci.

Dwoje z nich, jedno ośmio, drugie dziesięcioletnie straciły życie od razu, kolejne czternaście rozostało rannych.

Ranni zostali również staruszkowie, trzy osiemdziesięcioletnie osoby.

Sprawcą tej masakry, a właściwie sprawczynią tej masakry była Robin Westman, dawna uczennica szkoły, dla której zorganizowano to nabożeństwo.

Według FBI motywem najprawdopodobniej była zemsta na środowisku religijnym za dyskryminację osób transseksualnych, a właśnie Robin Westman

Jest trans kobietą.

Po dokonaniu zbrodni sama odebrała sobie życie.

Okropna historia.

Z kolei w Polsce 12 sierpnia polska policja poinformowała o rozbiciu gangu zajmującego się produkcją anabolików.

Zatrzymano 8 osób, w tym dwóch liderów grupy.

Przejęto 7,5 miliona złotych nielegalnych zysków oraz zabezpieczono jeszcze majątek o wartości 250 tysięcy złotych.

Ten sukces był efektem śledztwa prowadzonego przez Centralne Biuro Śledcze, Prokuraturę Krajową oraz Polską Agencję Dopingową.

Rozpoczyna się rok szkolny i 10 września o godzinie 12 na kampusie Uniwersytetu Utah Valley University w miejscowości Orem znany konserwatywny influencer Charlie Kirk uczestniczy w spotkaniu ze studentami w ramach trasy American Comeback Tour.

Po krótkim przemówieniu zaczyna odpowiadać na pytania publiczności.

Tradycyjnie wdał się w dłuższą wymianę zdań na temat masowych strzelanin w USA.

I tu warto nadmienić, że Charlie Kirk był wielkim zwolennikiem prawa do posiadania broni.

W czasie jednej z debat powiedział nawet, że myślę, że warto ponosić cenę w postaci nieszczęśliwych zgonów, które są konsekwencją corocznych strzelanin.

Dzięki temu mamy prawo do posiadania broni, która umożliwia nam ochronę innych, danych nam przez Boga praw.

Jak na ironię, już o godzinie 12.23 życie brutalnie skonfrontowało go z konsekwencjami prawa, które z taką gorliwością odbywa.

Bronił, bo został śmiertelnie postrzelony w szyję przez ukrytego zamachowca, który miał otrzymać karabin jako prezent od swojego dziadka.

Jego zabójcą okazał się 22-letni Tyler Robinson, mężczyzna wywodzący się z rodziny o konserwatywnych wartościach, który jednak nie popierał ideałów swoich bliskich.

Analiza śladów na miejscu zbrodni, też jego życia oraz aktywności Robinsona wskazywała, że zbrodnię usprawiedliwiał lewicowymi ideałami.

Na niewystrzelonych nabojach z jego arsenału odnaleziono napis Hej faszysto, łap to!

obok symbolu trzech strzałów.

Charlie Kirk pozostawił na tym świecie swoją żonę oraz dwójkę małych dzieci.

A działalność żony Charlie'ego Kirk'a budzi do dzisiaj bardzo wiele różnych spekulacji, teorii i przyznam szczerze, że obserwuję jej działalność i faktycznie zdarzyło mi się kilkukrotnie wytrzeszczyć oczy.

Jest to bardzo ciekawe, co sądzicie o jej działalności obecnie.

Z kolei w Polsce we wrześniu, dokładnie wieczorem 22 września w Lubawie, policja otrzymała zgłoszenie o rannym mężczyźnie przebywającym w domu przy ulicy Świętej Barbary.

Przybyły tam patrol, odnalazł opisywanego człowieka, ale nie był w stanie udzielić mu pomocy.

Na ciele 40-letniego mężczyzny Łukasza Eł dostrzeżono wiele rankutych.

W budynku znaleziono też 62-letnią kobietę, Agnieszkę J, z podobnymi obrażeniami, którą przetransportowano do szpitala i jej życie udało się uratować.

Był tam 67-letni Jan J., który miał 2 promile alkoholu we krwi.

Był on partnerem ranionej kobiety i jak się okazało jej katem i zabójcą jej 40-letniego syna.

Mimo zainteresowania sprawą ogólnopolskich mediów, policja i prokuratura nie udzieliła szczegółowych informacji na temat zdarzenia, zasłaniając się oczywiście toczonym postępowaniem.

Obecnie wiemy jedynie, że Jan J. zaatakował 40-latka 14-centymetrowym nożem.

Na obronę ofiary rzuciła się jego matka, czym również wywołała furię swojego partnera, w konsekwencji czego i ona stała się ofiarą ataku.

zarzut morderstwa Łukasza E. Przyznał się do tego czynu, usłyszał również zarzut usiłowania zabójstwa Agnieszki J., ale do tego czynu nie chciał się ustosunkować.

W październiku mieliśmy kolejną odsłonę walki z grupami przestępczymi zajmującymi się obrotem narkotykami, ale tym razem w bardzo kontrowersyjnej odsłonie, bo w nocy 29 października brazylijska policja z Rio de Janeiro urządziła zasadzkę na jeden z gangów narkotykowych.

Zamiast jednak masowych aresztowań doszło wówczas do rzezi.

W akcji zastrzelono co najmniej 121 ludzi.

30 października odbyła się pikieta przeciwko policyjnej przemocy przed budynkami rządowymi.

Protestujący trzymali brazylijskie flagi symbolicznie ubrudzone czerwonymi odciskami dłoni.

Odpowiadające za bezpieczeństwo publiczne Rio de Janeiro Wiktor Santo powiedział, spodziewaliśmy się zwiększonej śmiertelności tej akcji, ale zgony nie były przez nas pożądane.

ONZ domaga się śledztwa w sprawie tych wydarzeń, bo urzędnicy przytaczają relacje krewnych zastrzelonych osób, które znalazły na ciałach bliskich ludzi nie tylko śmiertelne rany, ale również ślady tortur.

I to jak dotychczas najkrwawsza akcja w historii brazylijskiej policji, o ile nie światowej chyba, bo czegoś takiego naprawdę myślę, że za świecą szukać.

3 października z kolei wyrok za niewłaściwe zachowania seksualne usłyszał Sean Combs, znany opinii publicznej jako Puff Daddy czy Puff Diddy.

Został skazany za tylko właściwie jeden ze stawianych mu zarzutów, ponieważ

Ponad 100 kobiet złożyło przeciwko niemu pozwy, czy założyło mu sprawy o gwałty i przemoc seksualną.

Natomiast został on finalnie skazany za udział w procederze prostytucji.

Miał on transportować osoby trudniące się nierządem.

To oczywiście wywołało ogromne oburzenie, ponieważ żądano dla niego dużo większych wyroków i spodziewano się, że zostanie on skazany za dużo więcej rzeczy, natomiast został skazany tylko za to,

Z kolei oskarżyciel też żądał 11 lat pozbawienia wolności, więc wyrok należy uznać za zaskakująco łagodny.

Bardzo polecam najnowszy serial dokumentalny, którego producentem m.in.

właśnie o Pafie Didim, tam pokazane są jego prawdziwe czy kulisy jego życia, chociaż nie wszystkie.

Jestem troszkę rozczarowana, że nie ma nic o tak zwanych white parties, czyli tych białych imprezach, na których miały odbywać się jakieś takie chyba mocne

nadużycia seksualne z udziałem najprawdopodobniej ludzi oraz niepełnoletnich ze świata show biznesu.

Tutaj mówi się o takich osobach jak chociażby Justin Bieber, który miał być jedną z wielu ofiar Paffa Didiego.

Na ten temat na razie więcej nie wiemy i pewnie się prędko nie dowiemy, natomiast ponad 70 pozwów od różnych kobiet jeszcze czeka na rozpatrzenie, więc miejmy nadzieję,

że doczekają się one swojej sprawiedliwości i finału w postaci wyroków.

W październiku, dokładnie 6 października wydarzyła się tragedia nader podobna niestety do tej z lutego z Sosnowca, bo 6 października o godzinie 20.20 na komendę w policji w Raciborzu przybył Przemysław W. i poinformował śledczych, że jego partnerka Natalia nie żyje.

Początkowo przyznał się do zadźgania jej nożem w konsekwencji awantury domowej, ale później to oświadczenie wycofał.

Policjanci natychmiast go zatrzymali i pojechali do mieszkania przy ulicy Drzymały.

I ta rodzina była znana policji.

Od grudnia 2024 roku ta rodzina miała założoną niebieską kartę.

Wtedy też zmuszono go do dwutygodniowego opuszczenia lokalu mieszkalnego i poinformowano o domowej przemocy prokuraturę i sąd rodzinny.

Dzięki tamtym procedurom policjanci byli świadomi, że w mieszkaniu powinno przybywać również roczne dziecko.

Zabójca nie zamierzał ułatwiać policji pracy.

Przez parę dni służby nie miały pojęcia, co się stało z rocznym oskarkiem.

Na szczęście został on w końcu odnaleziony w domu rodziców Przemysława W.,

I żył cały i zdrowy.

I to radosne odkrycie przysłoniły dalsze ustalenia śledczych, bo to zabójca przewiózł dziecko do swoich rodziców w dniu zabójstwa, zrobił to przed udaniem się na komisariat, a to oznacza, że dziecko mogło być świadkiem śmierci własnej matki.

Przechodzimy do listopada.

1 listopada pasażerowie pociągu linii Doncaster London Kings Cross przeżyli prawdziwy koszmar, bo o godzinie 19.30, krótko po przyjechaniu stacji Peterborough,

32-letni Anthony Williams, Brytyjczyk, zaczął dzikać nożem otaczających go pasażerów.

Część z nich w reakcji na ten atak uciekła do wagonu restauracyjnego i tam się zabarykadowała.

Jeden z pracowników pociągu rzucił się do walki z napastnikiem i odniósł przy tym szczególnie ciężkie rany.

Policja została poinformowana o zajściu o godzinie 19.39, co zaowocowało zatrzymaniem pociągu o godzinie 19.44.

Sprawna akcja funkcjonariuszy umożliwiła błyskawiczne obezwładnienie sprawcy i udzielenie pomocy 11 rannym osobom.

Szczęśliwie wszyscy przeżyli.

Motyw działania nożownika jest nieznany, ale wykluczono, żeby sprawa ta była atakiem terroryzmu.

17 listopada świat zszokowała informacja o rozpoczęciu we Włoszech prokuratorskiego śledztwa w sprawie tzw.

ludzkiego safari.

O domniemanej zbrodni zaalarmował organy ścigania dziennikarz Ezio Gavazzini, przedstawiając zebrane przez siebie dowody w tej sprawie.

Według jego ustaleń pewni bogaci obywatele Włoch, Niemiec i Francji mieli płacić równowartość od 80 do 100 tys.

euro za możliwość strzelania do cywili w oblężonym Sarajewie w czasie wojny domowej w byłej Jugosławii.

Poziom bestialstwa i degeneracji antybohaterów tej historii jest tak ogromny, że wiele osób może nie dowierzać, by coś takiego mogło mieć miejsce.

Przypomnę więc, że w 1992 roku Edward Limonow, rosyjski pisarz i polityk, został sfilmowany, jak z ciężkiego karabinu maszynowego radośnie strzelał sobie do ludzi w obleżonym Sarajewie.

A Rosja nie była stroną tej wojny.

Umożliwił mu oddanie się takiej zbrodniczej rozrywce.

Ustalenia Gawadzeniego mówią o analogicznej zbrodni, jedynie zaznaczając jej szerszą skalę.

w byłej Jugosławii i w ogóle potem chociażby w Srebrenicy, to bardzo Wam polecam podcast mojej byłej patronki, jak jeszcze byłam na Patronite'cie, Sylwany, która ma podcast pod tytułem Nigdy Więcej i serdecznie Wam go polecam, jest

trudny, jest ciężki, ale pokazuje nam wojnę, która działa się dosłownie kilkaset, kilka tysięcy kilometrów od nas, znaczy niewiele ponad tysiąc tak naprawdę, czyli to jest dystans, tak jak ona sama mówi, jak ze Szczecina do Przemyśla.

A bardzo niewiele o tej wojnie wiemy, no i właśnie może właśnie dlatego, że tak niewiele o niej wiemy, to takie rzeczy jak ludzkie safari mogło się odbywać.

Otóż 20 listopada cały kraj usłyszał o brutalnej i kuriozalnej zbrodni w Sanoku.

O tym, że coś złego działo się w mieszkaniu na ulicy Sadowej poinformowały nie tylko dziwne zachowania mieszkańca jednego z bloków, ale przede wszystkim czujnik gazu.

Wydawany przez niego dźwięk sugerował, że w zajmowanym lokalu mogły zostać odkręcone kurki z gazem, stwarzając oczywiście zagrożenie dla wszystkich okolicznych mieszkańców.

Na miejsce przybyli policjanci w towarzystwie strażaków.

Po siłowym otwarciu mieszkania funkcjonariusze zobaczyli ciało zamordowanej kobiety.

Po chwili z drugiego pokoju wybiegł w ich stronę 46-letni Wojciech M., syn dematki.

W rękach dzierżył maczetę, którą natychmiast zaatakował znajdujących się w pomieszczeniu policjantów oraz strażaka.

Ranni funkcjonariusze nie mieli wyjścia, musieli się bronić, a Wojciech M. został zastrzelony.

Jak wykazała sekcja zwłok, jego matka posiadała liczne rany cięte i też liczne rany kłute.

Rozłożenie tych obrażeń sugerowało, że gdy zaatakował ją syn, to próbowała się bronić,

Wojciech M. był youtuberem zajmującym się na swoim kanale temateką historyczną.

Przez internautów bywał określany mianem Samuraja z Boazerii.

Bywał agresywny i leczył się psychiatrycznie.

Rok 2025 rozpoczął się masowym aktem przemocy i niestety takim aktem się kończy, bo 14 grudnia, bo jesteśmy już w ostatnim miesiącu 2025 roku, w australijskim Sydney na Bondi Beach lokalna społeczność żydowska radośnie obchodziła Chanukę.

O planach publicznego obchodzenia tego święta wiedzieli dwaj islamscy fundamentaliści, Said Akram i jego syn Nawid Akram.

Przyjechali oni na miejsce wydarzenia, wyciągnęli karabiny, wzięli skonstruowane przez siebie ładunki wybuchowe i po zabiciu pierwszych osób, które próbowały ich powstrzymać, cisnęli ładunkami w tłum i zaczęli strzelać do świętujących ludzi.

Na widok tak brutalnej przemocy natychmiast zareagował pochodzący z Syrii muzułmanin Ahmed al-Ahmed, który rzucił się na Saida Akrama, rozbroił go, ponosząc przy tym ciężkie obrażenia.

I nie był to jedyny cywil, który podjął walkę z terrorystami, ale z uwagi na jego odwagę, skuteczność, bo wyrwał karabin jednemu ze sprawcy i skierował lufę w jego stronę, oraz wyznanie, bo był muzułmaninem, który ryzykował życie walcząc w obronie Żydów, stał się najgłośniejszym obrońcą.

Said Akram został zastrzelony i zabity przez policję, Nawid Akram został postrzelony i przeżył, więc to tylko on odpowie za zabójstwa i przeprowadzenie ataku terrorystycznego.

Grudzień w naszym kraju był równie ponury.

Upłynął pod znakiem przestępstw popełnianych na najmłodszych.

Przez krótką chwilę szliśmy porwaniem niemowlęcia w Koszalinie.

Wydarzenie miało miejsce 15 grudnia.

Szczęśliwie dziecko zostało odbite przez policję, a głośna była też sprawa porwania dziewięciolatka na warszawskiej Białołęce, które miało miejsce dwa dni przed Wigilią, po 22 grudnia.

Ale nie z tych spraw zapamiętamy zimowy, tutaj daję cudzysłów, świąteczny miesiąc, bo całą Polskę zszokowało morderstwo 11-letniej dziewczynki dokonane przez 12-latkę.

Ciało zabitej dziewczynki znaleziono 15 grudnia w Jeleniej Górze przy ulicy Wyspiańskiego.

Danusia, bo tak miała na imię ofiara, została uśmiercona wielokrotnymi ciosami zadanymi finką, czyli nożem hacerskim.

Nie wiadomo, co popchnęło jedno dziecko do zabicia drugiego.

Wiemy jedynie, że policjanci o 14.46 otrzymali informację o bójce dziewczynek, która miała miejsce niedaleko ich szkoły.

Wiemy, że był jakiś świadek tego zdarzenia.

Wiemy też, że morderstwo to próbowały wykorzystać rosyjskie kanały dezinformacyjne do zasugerowania, że zabójczynią była Ukrainka, a to nieprawda, bo dziewczynka była Polką, znaczy jest Polką.

Sprawa z pewnością zasługuje na dalszą uwagę, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że póki co wciąż niewiele wiadomo o szczegółach.

Przedstawione historie sugerują pewien wzorzec pojawiających się aktów przemocy w Polsce, bo łatwo dostrzec, że sprawcami wielu najgłośniejszych zabójstw byli mężczyźni przeżywający załamanie, cierpiący na choroby psychiczne.

Ich ofiarami stawali się członkowie ich rodzin, ale też pracownicy sektora ochrony zdrowia.

Jest tutaj naprawdę trudno nie zauważyć ten wzór.

kiedy powinniśmy zauważyć, że mamy w Polsce problem i że warto dołożyć większych starań i środków na leczenie osób w kryzysie zdrowia psychicznego, popularyzację wśród mężczyzn zwyczaju szukania pomocy u specjalistów w przypadku problemów ze zdrowiem mentalnym,

oraz na ochronę tych, którzy nas leczą.

Jeśli tego nie zrobimy, to takich spraw jak te, które przedstawiłam w odcinku, najprawdopodobniej będzie więcej i jeszcze więcej i jeszcze więcej.

Omówione przypadki z 2025 roku mogą nas zasmucić czy nawet przerazić, bo nie możemy powiedzieć, że jest dobrze, ale czy naprawdę jest z nami jako ze społeczeństwem coraz gorzej?

Policja jeszcze nie podała danych statystycznych dotyczących zabójstw w minionym roku, ale patrząc wstecz można odnieść wrażenie, że mimo wszystko jesteśmy coraz bardziej praworządnym społeczeństwem, bo w roku 2001 stwierdzono 1169 zbrodni tego typu.

Mówimy tutaj o zabójstwach oczywiście, a w 2024 roku tylko 503 przypadki.

To oczywiście o 503 za dużo, ale ponad dwa razy mniej niż na początku tego wieku.

Miejmy nadzieję, że w 2026 roku będzie ich jeszcze mniej.

Dziękuję Wam dzisiaj za uwagę, proszę Was o to, żebyście dbali o siebie i byli bezpieczni, a jeżeli lubicie ten podcast, to go zaobserwujcie, zasubskrybujcie, wyraźcie to dając lajka czy łapkę w górę i słyszymy się już za kilka dni.

0:00
0:00