Mentionsy

Onet Rano.
18.10.2025 08:36

Onet Rano. Goście: Jackowski, Harłukowicz, Klaus, Jaskulska CAŁY ODCINEK

W piątek w "Onet Rano." przywitała się Dominika Długosz, której gośćmi byli: dr Jan Maria Jackowski - analityk polityki; Jacek Harłukowicz - Onet; prof. Witold Klaus - Instytut Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk; Marta Jaskulska - psycholożka kliniczna, autorka książki "Żyj ciekawiej. 30 dni bez alkoholu".

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 892 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Witam Państwa bardzo serdecznie.

Nazywam się Dominika Długosz, a to jest Onet Rano.

Dzisiaj porozmawiamy, tak trochę spróbujemy rzucić okiem z lotu ptaka, czyli z pewnej odległości na to, co dzieje się na polskiej prawicy.

Moim gościem będzie były senator Prawa i Sprawiedliwości Jan Maria Jackowski.

Porozmawiamy o tym, co robi w tej chwili prezes Jarosław Kaczyński, jaka jest jego taktyka i strategia na kolejne lata, bo już w przyszłym tygodniu bardzo duża konwencja Prawa i Sprawiedliwości, która ma rozpocząć powrót Prawa i Sprawiedliwości.

Potem Jacek Harłukowicz ze swoją nową książką, dziennikarz Onetu z książką Chłopcy z Ferajny.

To jest opis jednej z największych afer za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Afery w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.

Co tam się działo, kto tam rozdawał karty i co z tym wszystkim wspólnego ma Mateusz?

Morawiecki.

Porozmawiamy z Jackiem na temat wszystkich jego ustaleń dotyczących tej afery.

Porozmawiamy też o polityce migracyjnej rządu Donalda Tuska.

O tym, czy ona w ogóle istnieje.

Bo Donald Tusk mówił o tym, że kontrola i bezpieczeństwo to najważniejsze rzeczy, które powinny znaleźć się w naszej polityce migracyjnej.

Tyle, że po dwóch latach ta polityka migracyjna

nie wygląda specjalnie skutecznie.

A na koniec o tym, jak żyć ciekawiej, jak żyć bez alkoholu.

Zapraszam Państwa bardzo serdecznie na Onetrano i zaczynamy od prognozy pogody.

Zaczynamy od dzisiaj.

Dzisiaj nie ma szału.

Co ja będę państwa oszukiwać?

Jak państwo mają okno, to państwo sobie wyjrzą i zobaczą, że jest szaro i ponuro.

Temperatury to takie jesienne.

Od 11 stopni do 14.

11 Suwałki, Zakopane, Rzeszów, 14.

Mniej niż więcej już zaczyna się robić w pogodzie.

Na sobotę i niedzielę temperatury są jeszcze niższe niż w tej chwili, bo 7 stopni w Suwałkach, w tym pasie wschodnim, 7-8 stopni przez Suwałki, Białystok, Lublin.

Podejrzewam już opady śniegu tam się pojawią.

O ile się już nie pojawiły.

Coś gdzieś czytałam ostatnio, że były opady śniegu.

A w niedzielę troszeczkę cieplej, ale też nie będzie jakieś specjalnie zachwycająco.

Natomiast w niedzielę będzie bardzo dużo słońca i to już jest zawsze pozytywna informacja.

W sobotę mamy słońce tylko nad morzem, na Mazurach troszeczkę takie.

Malutkie słoneczko z za dużej chmurki.

A w niedzielę już Suwałki, Białystok, Warszawa, Lublin, Bydgoszcz, Gdańsk to jest pełne słońce, więc naprawdę będzie jakoś przynajmniej troszeczkę przyzwoicie.

No i jak powiedziałam, w sobotę zachmurzenie trochę większe, temperatury natomiast troszkę niższe.

I proszę Państwa, idziemy jeszcze na chwilę do codziennych gazet i weekendowych magazynów.

Zaczniemy od czego?

Zaczniemy sobie od Gazety Wyborczej.

Ministerstwo...

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przeprowadza testy krótszego tygodnia pracy.

To jest projekt na razie pilotażowy projekt Agnieszki Dziemianowicz-Bąk.

Chodzi o to, żebyśmy pracowali 4 dni albo 35 godzin w tygodniu.

Różnie można to sobie tam poustawiać.

Zgłosiły się firmy do ministerstwa, do tego pilotażu.

I to jest 5 tysięcy pracowników, których ten pilotaż obejmie.

Ja tu mam pewną wątpliwość.

Zasadniczą.

Bo do pilotażu zgłosiły się przede wszystkim instytucje publiczne, gminy, urzędy miast, powiaty, gmina...

Gmina Żurowina, Powiat Radomszczański, Świętochłowice, Starogard Gdański, Nowe Skalmierzyce, Sieradz, Piotrków Trybunalski, Ustka, Mops w Łodzi, Starostwa w Głupczycach i Tarnobrzegu.

Nie sądzę, żeby ten pilotaż powinien dotyczyć właśnie tego.

Raczej chodziło o to, żeby zachęcić pracodawców, czyli biznes.

A zgłosiły się instytucje publiczne.

Ja naprawdę nie mam przekonania, że o to chodziło w tym pomyśle.

Gazeta Wyborcza i to jest naprawdę ważne, proszę Państwa, to trzeba uważać bardzo.

Wzrost oszustw na blika, rekordowy wzrost cyberprzestępstw, policja odbiera tysiące zgłoszeń, oszuści wykorzystują sztuczną inteligencję i profil zaufany, by podszywać się pod urzędy, banki i znajomych ofiar.

Proszę Państwa, zawsze jak dostajecie prośbę o blika, o przelew, o cokolwiek takiego, to najpierw zadzwońcie do człowieka, który teoretycznie się do Was z tym zgłosił.

To też nie zabezpiecza tak do końca, ale zawsze jest jakieś prawdopodobieństwo, że może jednak się uda zabezpieczyć przed wyciągnięciem naszych...

I duży artykuł Ewy Iwanowej.

Jak Manowska chroni się przed utratą władzy i immunitetu?

Członkowie Trybunału Stanu nadal domagają się zwołania pełnego składu.

Pod koniec września kolejny raz złożyli wniosek do Małgorzaty Manowskiej.

No, sędzia już im odpowiedziała.

No, oczywiście, że odpowiedziała, że nie ma takiej możliwości.

I dalej jedziemy.

Coś, nie, ta prasa tutaj się buntuje.

Kolej jedzie po rekord.

Najwięcej przejazdów kolejowych, znaczy wzrost przejazdów kolejowych w ostatnich latach.

Coraz więcej pasażerów PKP Intercity i wchodzi nowa, tańsza konkurencja z Czech.

Być może w końcu mamy ten upragniony renesans kolei, upragniony przez wielu polityków, którzy przekonują nas do jeżdżenia koleją.

Nie chciałabym sugerować, że im jest łatwo nas przekonywać, bo posłowie mają, proszę państwa, bilety za darmo i zawsze musi się znaleźć dla nich miejsce w pociągu, więc łatwiej się wtedy jeździ koleją, ale jeszcze nie koleją jest naprawdę spoko.

Czasem szybciej można popracować, można poczytać książkę, można pooglądać serial nawet, więc warto z tego skorzystać.

Sondaż dla Rzeczpospolitej.

To też jest ciekawy sondaż, tylko moim zdaniem trochę wykluczający się, ale sondaż, jakie działania podjąłbyś w przypadku, gdyby Polska została zaatakowana przez obce państwo?

Numer jeden, odpowiedź 37,5% badanych, zabezpieczyłbym swój majątek.

Odpowiedź druga, starałbym się zabezpieczyć bliskich w miejscu zamieszkania.

Zgłosiłbym się do walki w formacjach wojskowych lub paramilitarnych.

To jest odpowiedź numer trzy.

Jedna czwarta Polaków tak odpowiedziała.

Niewiele mniej starałbym się uciec z bliskimi w bezpieczne miejsce.

Na terenie Polski to 22%.

Czekałbym na powołanie 20%.

Nic bym nie robił 15%.

Starałbym się uciec z bliskimi za granicę 12%.

I...

Moim zdaniem te odpowiedzi się nie wykluczają, bo można jednocześnie zabezpieczyć majątek i zgłosić się do wojska, albo zabezpieczyć rodzii zgłosić się do wojska, albo zabezpieczyć majątek i czekać na powołanie.

Nie jestem przekonana, czy ten sondaż coś nam mówi o nastrojach wśród Polaków.

Ja bym jeszcze poleciła państwu wywiad z Katarzyną Pełczyńską na Łęcz, który gdzieś tutaj widziałam i on tutaj jest.

Tylko mi zaginął.

Gazety na weekend są bardzo grube, więc mi giną rzeczy.

Ale Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest o tyle interesująca, że jest w tej chwili chyba najbardziej hot nazwiskiem w polskim rządzie, dlatego że pani minister bardzo chce być wicepremierem, przypomina o tym niemal codziennie premierowi, a premier stawia opór.

I to taki zdecydowany premier albo w ogóle jej nie chce, albo nie chce Polski 2050, albo ma jakąś inną koncepcję.

Więc o, no znalazłam ją, na ostatniej stronie jest oczywiście przecież.

Żadna koalicja nie jest dana raz na zawsze.

Nie wyobrażam sobie dobrej współpracy koalicyjnej, jeśli umowa wobec nas nie zostanie dotrzymana.

Żadna koalicja nie jest w stanie w takich warunkach pracować skutecznie dla wyborców.

Pani ministra znowu chyba testuje cierpliwość pana premiera Donalda Tuska, a on zbyt cierpliwy nie jest, pani minister, nie jest i może się w końcu zirytować na te nagabywania.

I rzeczywiście może być po koalicji, tylko oni sobie poradzą, bo mają 34% w sondażach, a państwo macie półtora.

Ja nie chcę nic sugerować, zupełnie.

Proszę Państwa, jak zawsze dzisiaj różne tygodniki, różne magazyny na weekend, które zawsze serdecznie polecam, bo tu jest zdecydowanie mniej... Gdzie ja mam kamerę?

Zdecydowanie mniej polityki i naprawdę fajne, rozbudowane tematy, zwłaszcza z zagranicy, na które można rzucić okiem.

I jeszcze dwie rzeczy ze strony głównej Onetu.

Proszę państwa, to jest polityka zagraniczna.

Donald Trump znowu spotka się z Putinem.

Panowie rozmawiali ze sobą długo i postanowili...

I postanowili się spotkać i znowu będą debatować.

Zobaczymy, czy w takiej samej formule jak na Alasce, bo tam było po królewsku, to przyjęcie Putina przez Donalda Trumpa było...

naprawdę królewskie.

Czerwony dywan, mówili niektórzy podli złośliwcy.

Ja chciałam tylko jeszcze państwu przypomnieć, że w tym tygodniu mieliśmy wydanie specjalne stanu wyjątkowego i co myślimy o polskiej polityce?

Można nam było zadać pytania.

W ogóle zapraszamy państwa na takie eventy, bo one...

Państwo zadajecie fajne pytania.

My możemy troszkę sobie dłużej pogadać.

I możecie państwo przeczytać o tym również na stronie głównej Onetu.

Co mieliśmy do powiedzenia na przykład o tym, czy Karol Nawrocki będzie miał siłę, żeby...

zdetronizować Jarosława Kaczyńskiego.

Zapraszam Państwa bardzo serdecznie, a teraz zapraszam już na Onetrano i najpierw posłuchajmy Jacka Harłukowicza, który będzie dzisiaj moim drugim gościem w podcaście u Mateusza Baczyńskiego na temat Mateusza Morawieckiego.

Czyli możemy jakby dzisiaj patrząc z perspektywy ustaleń prokuratury i twoich ustaleń dziennikarskich powiedzieć, że no właśnie faktycznie ludzie skupieni wokół Morawieckiego, jego bliscy współpracownicy stworzyli zorganizowaną grupę przestępczą?

No oczywiście przesądzi o tym sąd, natomiast zarówno prokuratura i to najwyższe jeszcze albo śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura krajowa, jak i wcześniej funkcjonariusze służb specjalnych Centralnego Biura Antykorupcyjnego, który przez wiele miesięcy rozpracowywało tą grupę.

Zarówno w raporcie z operacji specjalnej, która była prowadzona

w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, bo tego dotyczy ta sprawa.

Zarówno powiedziałem w raporcie, ale podczas pracy jeden z funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego za każdym razem mnie poprawiał, że nie należy mówić o raporcie, ale o analizie, czyli analiza tej operacji.

W analizie z tej operacji jest bardzo wyraźnie na samym początku stwierdzone, iż ówczesny prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, czyli Michał Kuczmierowski, jeden z najbliższych współpracowników ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego,

Wraz z pracownikami tej agencji, firmami, które z agencją współpracowały i co bardzo ważne i warto podkreślenia, również ludźmi z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów stworzyli zorganizowaną grupę przestępczą, która służyła do wyprowadzania pieniędzy z Rządowej Agencji Ryzow Strategicznych.

Także ja zarówno w tej książce, jak i we wcześniejszych książkach

materiałach, które publikowałem w Onecie, po prostu relacjonuje pracę służb i wnioski, z której tej pracy wyciągnęła prokuratura.

To na czym w takim razie polegał ten proceder?

W jaki sposób te pieniądze były z RARS-u wyciągane?

Mimo skomplikowania tej historii ten mechanizm był banalnie prosty.

Co jednak takie budzące nie najlepsze skojarzenia faktem jest to, że do...

Wyprowadzenia pieniędzy z rządowej agencji rezerw strategicznych wykorzystano dwie największe tragedie ostatnich lat, czyli najpierw pandemię koronawirusa, a następnie wojnę, która wybuchła w Ukrainie po najeździe tego kraju przez Rosję.

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku została ustalona jako taka organizacja, jako taki hub służący do dystrybuowania środków, początkowo środków mających chronić Polaków przed COVID-em, a następnie pomagać walczącej z Rosją Ukrainie.

W związku z tym Mateusz Morawiecki jako premier podjął decyzję o tym...

aby zamówienia na sprzęt potrzebny zarówno w COVID-zie, jak i w wojnie wyłączyć spod obowiązywania ustawy o zamówieniach publicznych.

I jestem z powrotem w naszym mobilnym studio Onet Rano i jest ze mną już były senator Prawa i Sprawiedliwości Jan Maria Jackowski.

Dzień dobry panie senatorze.

Dzień dobry panie redaktor, dzień dobry państwu.

Panie senatorze, będziemy analizować i będziemy oddawać się refleksji.

Będziemy oddawać się refleksji nad tym, co dzieje się na polskiej prawicy.

Prawo i Sprawiedliwość w przyszłym tygodniu ma bardzo dużą konwencję.

Przejrzałam sobie plan tej konwencji.

I dokładnie wygląda tak, jak konwencję w 2015, w 2019, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wybierało się po władzę.

No to mam wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość już jest przekonane, że znowu idzie po władzę.

Można odnieść takie wrażenie, szczególnie też z rozmów z niektórymi politykami Prawa i Sprawiedliwości, którzy biorą za dobrą monetę te sondaże, które rzeczywiście pokazują w tej chwili potencjał tej formacji.

oraz w pewnym sensie taką brak alternatywy w postaci tego, że Platforma Obywatelska, która może i wygrałaby te wybory, gdyby one były dzisiaj, ale nie miałaby z kim rządzić, więc nastąpiłaby taka nieoczekiwana zmiana miejsca, dokładnie jak w 2023 roku.

Ale życie jest bogatsze i pisze znacznie ciekawsze i zaskakujące scenariusze niż przewidywania ludzkie.

Więc ja tutaj bym ze spokojem podchodził do tego, co się w Polsce dzieje, ponieważ my jesteśmy przede dniem bardzo poważnego procesu rekonfiguracji scenariuszy.

W tym sensie, że prędzej czy później odejdziemy od modelu duopolu, to znaczy polaryzowania prawie całej sceny życia politycznego przy dwie główne partie, czyli Platformę i PiS.

Panie senatorze, dlaczego mielibyśmy od tego odejść?

To jest system, który sprawdza się w bardzo wielu znacznie starszych demokracjach niż nasz, że wspomnę tylko dwie anglosaskie, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone.

Ale ja mam co innego na myśli, ja myślę tutaj o pewnym modelu przywództwa, bo proszę zauważyć, że te formacje są formacjami autorskimi.

I wodzowskimi.

I wodzowskimi, w związku z powyższym ja mówię o takim scenariuszu, ja nie mówię, że ci politycy, którzy stanowią dzisiaj...

zaplecze parlamentarne rządu, czy są w opozycji, ale zasiadają w ławach sejmowych czy senackich, że oni przestaną działać w polityce.

Tylko będzie ta rekonfiguracja następowała, ponieważ jednak widać, że powoli przebija się jako trzecia droga, chociażby Konfederacja

Rośnie też dla Konfederacji konkurencja w postaci Konfederacji Korony Polski, Grzegorza Brauna.

PSL nie jest w formie zbyt dobrej, chociaż ja bym nie wieścił tutaj, jeżeli chodzi o PSL, że będzie miało duże problemy.

Przed każdymi wyborami w ostatnich seriach wyborczych mówiło się, że PSL na granicy progu, a jednak przechodziło ten próg.

Tylko panie senatorze, ostatni raz PSL samo startowało dekadę temu.

Wszystkie potem kolejne wybory to był PSL plus coś.

Plus Kukiz, plus jakaś taka zbieranina mniejszych partii typu Unia Europejskich Demokratów czy uchodźcy z Platformy Obywatelskiej.

plus Szymon Hołownia i Polska 2050, a teraz nie bardzo jest podmiot na scenie politycznej, z którym PSL mógłby się związać na następne wybory.

W tej chwili takiego podmiotu nie ma, ale my nie wiemy, co będzie z Polską 2050.

Być może ona się podzieli, powstanie jakieś skrzydełko, jakaś formacja, która będzie właśnie takim zastrzykiem elektoratowym dla PSL-u, plus jakieś mniejsze środowiska, które mogą się pojawić.

Scenariusze mogą być różne.

Sądzę, że PSL w tej chwili jest najmniej zainteresowany, aczkolwiek nie wyklucza tego scenariusza, żeby pójść na jednych listach w koalicji obywatelską.

Nie, jeszcze mniej jest zainteresowana koalicja obywatelska tym.

To prawda, ale proszę zauważyć, że jeżeli rzeczywiście te nastroje będą zmierzały w tym kierunku, o którym mówimy, no to mogą powstać dwa bloki w sumie wyborcze.

Blok, nazwijmy to, demokratyczny, który Donald Tusk powie, że musimy walczyć o demokrację, o praworządność, o zasady, ochronić konstytucję w tym kształcie, w którym jest obecny.

I drugi blok, który będzie mówił, musimy odsunąć tą szkodli

władzę od możliwości rządzenia w Polsce, ponieważ ona jest szkodliwa i ona szkodzi Polsce.

Panie senatorze, PSL, od którego pan wyszedł, jest w tym spektrum partii konserwatywnych i być może z tego wynika niskie poparcie dla tej formacji, bo jak sam pan powiedział, po prawej stronie sceny politycznej zrobiło się strasznie ciasno.

Jest rosnący ku mojemu absolutnemu zaskoczeniu Grzegorz Braun.

Tu zaskoczeń jest zdecydowanie mniej, bo wiadomo dlaczego ta partia rośnie kosztem Prawa i Sprawiedliwości.

Jest Prawo i Sprawiedliwość, które trzyma się nieźle.

Tutaj już nie ma miejsca na nic więcej, ale...

Po drugiej stronie ewidentnie jest potrzeba czegoś nowego.

Czy pan widzi miejsce po tej drugiej stronie na zbudowanie nowej formacji?

Pojawił się senator Władimir Tyszkiewicz z jego środowiskiem.

Nie wróżę specjalnego sukcesu, ale być może dlatego, że jestem małej wiary człowiekiem.

Czy gdzieś tutaj widzi pan miejsce na coś takiego dużego, jak Palikot, jak Nowoczesna, w pierwszym rozdaniu oczywiście?

Ja nie widzę takiego miejsca.

Takie byty, które się pojawiają przed wyborami, no mają raczej charakter elewarowania swojej pozycji politycznej.

To znaczy, żeby być na tyle łakomym, kąskim, że albo wejść w koalicję, albo w jakiś inny sposób współpracować z większymi formacjami.

i zabezpieczać swoje aktywa personalne.

Natomiast do tych wyborów nie sądzę, żeby jakaś zmiana nastąpiła.

Natomiast mogę panią zaskoczyć tym, że gdybyśmy sobie wyobrazili hipotetyczną sytuację, od tego, żeśmy zaczęli naszą rozmowę, to znaczy wyobraźmy sobie, że z przyczyn politycznych bądź jakichkolwiek innych

Nie będzie za dwa lata, czy za kilka lat może, usterów przywódczych w obu największych formacjach Donalda Tuska i Jarosława Grzegorza.

Ja tutaj nie wiem, czy moja wyobraźnia sięga tak daleko, panie senatorze.

Ale już gdybyśmy sobie puścili wodze wyobraźni.

Też jest taka mocna pamięć u części polityków starszej generacji, ale też i wśród młodych,

że jednak te różnice między Platformą Obywatelską, to co mówię może zszokować wielu naszych odbiorców.

Proszę się przygotować na szok.

Tak, że różnice programowe, jeżeli chodzi, to co mówi obecnie Koalicja Obywatelska, nie mówię to co mówiła 10 lat temu, tylko to co mówi obecnie,

I to co mówi PiS i to co robi obecnie Koalicja Obywatelska i to co robiło podczas swoich rządów PiS, w znacznym mierze tutaj nie ma jakichś takich straszliwych różnic, które uniemożliwiałyby jakąkolwiek współpracę.

I może się pojawić taka przestrzeń, że oba środowiska dojdą do wniosku, że lepiej połączyć siły w takiej sytuacji i w jakiś sposób współpracować politycznie.

żeby odsunąć chociażby Konfederację i inne środowiska.

Ja wiem, że Panią to może zaskakuje, że to jest daleko.

Nie, bo ja pamiętam, co się wydarzyło w 2005 roku.

Moja pamięć to sięga tak daleko.

Ja pamiętam, co się wydarzyło, kiedy oni byli bardzo blisko siebie, kiedy mieli tworzyć wielką koalicję, kiedy miał być popis,

i kiedy to wszystko rozsypało się o sprawy personalne, o sprawy, tak naprawdę o stołki.

Bo wtedy to Platforma Obywatelska, która przegrała wybory, uznała, że jednak jest większym partnerem, bo sondaże miała niezłe.

I zaczęła wymagać na Prawie i Sprawiedliwości rzeczy, które były dla Prawa i Sprawiedliwości nie do zrealizowania i nie do zaakceptowania.

I to się wszystko rozpadło właśnie dlatego, że oni nie potrafią ze sobą rozmawiać, niezależnie od tej bliskości programowej.

Ale pani redaktor, wtedy kto był na czele PiSu i kto był na czele Platformy?

Nie, no oczywiście.

Ja mówię o sytuacji hipotetycznej.

Ja tu po prostu taki...

Obydwaj nagle sobie mówią, Jarek, Donald, idziemy na emeryturę.

Tak, a nawet jeżeli jeden z tych liderów odejdzie, proszę zauważyć, że jeden jest antytezą drugiego.

To drugi nie przetrwa.

Czy środowiska, którym zarządza, nie przetrwa w takiej formule, jak jest obecnie?

Ja mówię o takiej sytuacji.

Ja wiem, że to sobie trudno może w tej chwili wyobrazić.

Ale naprawdę, jeżeli weźmiemy korzenie wielu polityków, to bardzo często było tak, że polityk A, jak gdzieś tam w terenie, trafił do Platformy nie dlatego, że mu bliżej było do Platformy na początku lat 2000.

Tylko, że go nie wpuścili do PiSu, do którego chciał, bo był zagrożeniem dla lokalnych.

I odwrotne sytuacje.

Ale ja, panie senatorze, ja znam ludzi, którzy są...

w tej chwili posłami Prawa i Sprawiedliwości, bardzo młodymi, o których wprost ich koledzy mówią, no, wie pani redaktor, jakby pił wódkę na studiach z ludźmi z młodych demokratów, to byłby teraz w Platformie, a że zaprzyjaźnił się z młodym PiS-em, to jest w PiS-ie, no.

No tak, ale to jest jeden mechanizm, ale proszę zauważyć, że my cały czas nie mówimy o bardzo poważnym sektorze czy segmencie polskiej polityki, jakim jest samorząd.

A w samorządzie były nawet te koalicje popisowe.

Wbrew zakazom liderów, którzy później wyciągali konsekwencje partyjne, dyscyplinowali swoich działaczy, ale w terenie, gdzie jest potrzeba zawiązywania różnych koalicji i bardzo różne są sytuacje, a loby samorządowe, polityczne jest bardzo silne, bo wójtowie, burmistrzowie, prezydenci mają kawał bardzo realnej i bardzo mocnej władzy, znacznie większej niż parlamentarzysta.

który jest uczestnikiem procesu legislacyjnego.

Natomiast taki samorządowiec ma po prostu olbrzymi budżet, olbrzymie możliwości i w zasadzie jest przez okres swojej kadencji nieusuwalny.

Dlatego, że przeprowadzenie referendum jest bardzo trudne, więc jego pozycja, zresztą proszę zauważyć, że pozycja prezydentów wielkich miast jest bardzo mocna w polskiej polityce.

Może z doświadczeniem Rafała Trzaskowskiego, który zbiera baty od własnej partii ostatnio.

Ale mówię co do zasady, ja już nie personalizuję tego.

I to są środowiska, w których tego typu myśli drzemią.

Ale oczywiście ja nie mówię, że taka sytuacja będzie miała miejsce.

Ja puściłem sobie wody wyobraźni na potrzeby naszej przemiłej i bardzo ciekawej rozmowy.

Panie senatorze,

Tylko, że zanim to się stanie, zanim ta wyobraźnia się zrealizuje i obydwaj panowie odejdą, na Jarosława Kaczyńskiego zaczaił się Sławomir Mencen.

I argumenty Sławomira Mencena w walce o prymat na prawicy są dość mocne.

Po jego stronie stoi biologia.

I on jest po prostu młodszy.

Ja nie chcę zabrzmieć jak ejdżystka, też nie jestem najmłodsza.

Ale siłą rzeczy za pięć lat Sławomir Mencen będzie gościem po czterdziestce, a Jarosław Kaczyński po osiemdziesiątce.

I to jest różnica zasadnicza w rozumieniu młodego elektoratu, w stosowaniu technologii, w zarządzaniu partią, w rozumieniu rzeczywistości, w komunikowaniu się.

To jest różnica czterech dekad, która jest po prostu na korzyść Mencena.

Czy pan widzi...

Możliwość, że w ciągu następnych dwóch lat to Konfederacja będzie tą siłą, jeśli nie już największą na prawicy, to rosnącą tak, że za chwilę będziemy widzieli to, że jest największa.

Konfederacja przetrwała trudny moment, przebiła się do pierwszej ligi, no bo można tak uznać, bo jest trzeci wynik, to niekwestionowany ma w tej chwili w zasadzie wszystkich sondażach.

To była długa droga i myślę, że politycy Konfederacji, a wiadomo, że tam są dwa nurty, nurt narodowy i nurt liberalny, wiadomo, że politycy, którzy mają różnice programowe, ale mają bardzo silne poczucie tego, że muszą być razem, bo inaczej będzie koniec tego projektu.

I tutaj te działania Jarosława Kaczyńskiego, który atakuje w zasadzie głównie Sławomira Mencena, może mniej Konfederację, obliczone na rozbicie i na próbę wyłuskania pana marszałka Busaka i próbę ewentualnego w przyszłości...

Przygotowania sobie koalicjanta ewentualnego do współrządzenia.

Tutaj moim zdaniem są skazane na niepowodzenie, bo jak pani zauważyła są politycy młodzi i oni bardzo wyciągają wnioski.

Oni doskonale wiedzą jaka jest historia PiSu, jakie są historie współpracy z różnymi środowiskami politycznymi ze strony Jarosława Kaczyńskiego.

Jednocześnie proszę zauważyć, jak mocno uderzył w Jarosława Kaczyńskiego Sławomir Mencen, proponując, aby patronem Paktu Senackiego, czyli takiego laboratorium ewentualnej przyszłej współpracy politycznej, był pan prezydent Mawrocki.

A nie Jarosław Kaczyński.

Doskonałe zagranie, swoją drogą.

Doskonałe zagranie, które... I to są zagrania, które są identyczne dla Donalda Tuska i Sławomira Mencena.

Oni wykluczają Jarosława Kaczyńskiego z debaty liderów.

Oni pokazują, nowym liderem prawicy jest Karol Nawrocki, a nie Jarosław Kaczyński.

Za chwilę znajdzie się ktoś, kto zacznie Tuska wykluczać, bo w tej chwili został dziadersem w tym towarzystwie.

Ale to jest doskonałe zagranie, tylko nie wiem czy skuteczne.

Prawo i Sprawiedliwość niezależnie od wszystkiego ma tę bazę 30% wyborców.

To prawda, dlatego ja dosyć sceptycznie patrzę na ideę Paktu Senackiego.

Jak wyglądają wybory senackie, to wiem, bo sam w nich startował.

Pan rządził w tym okręgu.

Już Jarosław Kaczyński powiedział, że nie wyobraża sobie przedstawicieli korony.

Konfederacji Korony Polskiej i teraz wystarczy, że nawet gdyby się Konfederacja z PiSem porozumiały, nawet gdyby uzgodniły w 80% okręgu wspólnego jednego kandydata, to pojawi się kandydat Konfederacji Korony Polskiej, który weźmie te 5-6% głosów i dzięki temu blok demokratyczny bierze mandat w tym okręgu.

Więc z tego punktu widzenia myślę, że jest to niesłychanie trudne przedsięwzięcie, które teoretycznie jest bardzo ciekawe.

Ale właśnie panie senatorze, ono jest logiczne.

Ono jest logiczne, ale ono jest ze względów personalnych, ponieważ ordynacja do senatu jest taka, że wystarczy zebrać tysiąc podpisów, zarejestrować komitet, później zebrać trzy tysiące podpisów podstawowych.

czy 2000, już w tej chwili nie pamiętam, pod kandydaturą danej osoby i ta osoba może startować w wyborach.

Także ten kruk wejścia jest prosty.

A jeżeli to jest jeszcze w takich wyborach, nawet nierobienie kampanii powoduje, że na dzień dobry taka osoba może 5-6% głosów uzyskać, bo są wyborcy, którzy myślą, a nie, już ci byli, ci byli, nie, no to ja na kogoś innego głosuję.

I na tej zasadzie...

Takie właśnie kandydatury powodują, że już nawet obecnie, czy w poprzednich edycjach tworzenia bloku senackiego, przez zarówno PiS stracił kilka mandatów w roku 2019, niedoceniając właśnie kwestii... Paktu senackiego.

Pakt tutaj i przede wszystkim animozji i nie brał tam ludzi, którzy chcieli kandydować w ramach PiSu, ich usuwał, no i oni startowali z własnej i 3-4 mandaty i przez to m.in.

w kadencji 2019-2023 PiS nie miał większości w Senacie, chociaż teoretycznie była ona dla PiSu do osiągnięcia.

I kilka okręgów straciła opcja demokratyczna, która też nie potrafiła się we wszystkich okręgach porozumieć.

No dobrze, a panie senatorze, czy pana zdaniem w ogóle, wykluczając na razie Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna, Jarosław Kaczyński mówi, że z nimi to nie, ale i pan zna prezesa, i ja znam prezesa.

Wiemy, że jak trzeba będzie policzyć głosy, to prezes jest w stanie na daleko idące ustępstwa pójść.

Jak każdy polityk zresztą.

Też nie ma co demonizować prezesa w tej sprawie akurat.

Czy pana zdaniem wszystko to, co oni sobie mówią w tej chwili, w ogóle sprawia, że ten pakt senacki byłby możliwy?

Że oni mogą się dogadać chociaż w tej sprawie?

Bo, jak pan powiedział, i Bosak, i Mencen doskonale wiedzą, co Kaczyński chce im zrobić.

Bosak ma doświadczenie wieku dziecięcego w postaci rozpadu Ligi Polskich Rodzin.

Był posłem w 2005 roku podczas tej koalicji LPR-u z PiS-em.

On był jednym z najbliższych ludzi Giertycha.

On doskonale wiedział, co tam się działo.

On doskonale wiedział, jakich metod używał Jarosław Kaczyński.

On przez następne 18 lat nie mógł wrócić do Sejmu.

chociaż cały czas był w ruchu narodowym.

On się boi Kaczyńskiego jak diabeł święconej wody.

Więc ja nie wierzę w ogóle w to, żeby się Bosaka udało oderwać od Mencena.

Oczywiście nie ma gwarancji, że jacyś ludzie z ruchu narodowego tam nie pójdą.

Ale czy w tej atmosferze tego permanentnego ataku można zawiązać jakikolwiek układ?

No właśnie i to jest dobre pytanie i wydaje mi się, że takie próby będą podejmowane, bo też w Prawie i Sprawiedliwości jest grupa parlamentarzystów, która jest zainteresowana, żeby taki pakt senacki powstał i myślę, że jakieś próby też będzie oczekiwanie elektoratu.

Proszę zauważyć, co się działo przed drugą turą wyborów prezydenckich.

Generalnie środowiska centroprawicowe

Cały czas apelowały i do Mencena, i do innych, i do Grzegorza Brauna, żeby przekazał to poparcie, że tu jest kwestia jedności.

To jest bardzo silny czynnik, który wpływa nawet na liderów politycznych, to oczekiwanie społeczne wyborców.

I wyborcy tutaj mogą naciskać w taki sposób, że jakby wyrażać, że oczekują, że tutaj dla dobra Polski ci panowie będą się umieli porozumieć w takiej sprawie, bo w takiej sprawie jak

pakt senacki nie będą w stanie, to jak będą w stanie rządzenia się po prostu porozumieć.

Więc to może być mocny czynnik, który będzie sprzyjał tym działaniom, ale każda ze stron będzie szukała pretekstu, żeby albo zniwelować ten pakt, albo przeprowadzić w taki sposób, żeby mieć jak najwięcej swoich ludzi na tych listach, którzy będą objęci paktem.

I tu będą na pewno spory i dyskusje.

A tam jeszcze w Konfederacji jest właśnie i Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja i oni między sobą będą chcieli mieć jak najwięcej ludzi?

Nie, tam pani redaktor opowiem, że tam jest dosyć duży porządek pod tym względem, bo są okręgi podzielone.

To jest tak jak spółka akcyjna, gdzie wiadomo kto ma ile akcji i kto ma...

Oni przeprowadzili badania.

Przepraszam panie senatorze, ja tylko państwu wyjaśnię, że to są bardzo precyzyjne badania, które zrobili politycy Konfederacji.

Oni wiedzą gdzie jest silniejszy ruch narodowy w Polsce w ogóle, gdzie jest silniejsza nowa nadzieja i oni sobie tak podzielili te okręgi mniej więcej.

Mniej więcej to jest podzielone, mniej więcej wiadomo, kto będzie na jedynce w wyborach parlamentarnych, w którym okręgu.

Takie sprawy są po prostu w pewnym sensie już ustalone.

Natomiast jeżeli chodzi o pozostałych uczestników tego paktu, to tu mogą być spory, bo proszę zauważyć, że przecież PiS jednak jest frakcyjny.

Mimo, że się mówi, że to jest taki monolid.

A poza tym w każdym okręgu to są różne napięcia i konflikty, które przekładają się również na sprawy personalne, a więc na rekomendowanie kandydatów, chociażby na posłów czy senatorów i później napięcia wokół budowania list.

No to jest droga przez ubór w pewnym sensie, ale liderzy będą musieli przynajmniej pokazać, że mają dobrą wolę i chcą taką drogę pokonać.

Panie senatorze, bardzo serdecznie dziękuję.

Umówimy się na następny raz.

Rzut oka z lotu ptaka na polską prawicę.

Bardzo serdecznie dziękuję.

Życzę miłego dnia.

Miłego weekendu.

Dziękuję.

Do widzenia.

A teraz wsiada do nas, proszę państwa, Jacek Harłukowicz.

Na 3-4 będziemy pokazywać.

I pokazujemy książeczkę.

To jest książka Jacka Harłukowicza, Chłopcy z Ferajny.

No właśnie, o czym ona jest, bo Mateusz Marowicki jest na stronie głównej.

Ja wiem, ale ty teraz będziesz reklamował.

O Ferajnie?

O Ferajnie.

Ojej, no cóż, w podtytule tej książki jest największa afera w polskiej polityce, tak ją określiłem.

Afer w polskiej polityce, ja ich nie będę państwu wszystkich wyliczać, bo naprawdę można, no idzie zwariować.

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych to jest taki twór, o którym do momentu tej afery w ogóle niewiele osób się interesowało, o którym słyszało, nie wiedzieliśmy kto jest szefem.

Ona zmieniła nazwę przy okazji, bo wcześniej to była Agencja Rezerw Strategicznych.

Materiałowych.

Materiałowych, potem strategicznych, ale nikt się tym nie interesował.

I nagle przyszedł ktoś, kto uznał, że tam są konfitury właśnie,

NATO wpływ miała historia.

Nie wiedzieliśmy o funkcjonowaniu Agencji Rezerw Materiałowych do momentu, kiedy w roku 2020 wybuchła pandemia koronawirusa.

Tuż przed wybuchem pandemii Mateusz Morawiecki postanowił Agencję Rezerw Materiałowych

No zreformować i de facto zbudować na nowo.

W miejsce Agencji Rezerw Materiałowych powstała Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych, ale to nie była tylko zmiana nazwy, ale Mateusz Morawiecki wyciągnął jakby agencję spod nadzoru Ministerstwa Klimatu, wziął ją pod własne skrzydła, tylko on był jej nadzorcą.

a na jej czele postawił jednego ze swoich najbliższych współpracowników, człowieka, z którym współpracował jeszcze w czasach, gdy był prezesem banku, Michała Kuczmierowskiego.

Ta agencja została wyznaczona w czasie pandemii jako główny dystrybutor środków, tych wszystkich środków, które miały służyć naszej ochronie w walce z COVID-em.

To agencja koordynowała te wszystkie transporty,

które do nas przylatywały z Chin, to agencja odpowiadała za sprawę słynnych respiratorów, maseczek i tak dalej, i tak dalej.

Dlaczego to jest największa afera w polskiej polityce?

Rzeczywiście, tak jak mówiłaś, mieliśmy mnóstwo afer.

Mamy ich do dzisiejszego.

I jeszcze będą, naprawdę.

I jeszcze będą.

Ona jest największa z dwóch powodów.

Po pierwsze pieniądze, które ukradziono.

One być może nie są największe, jeśli porównamy.

Oczywiście karuzze lewatowskie są ujawniane cały czas, tam są kwoty rzeczywiście dużo większe.

Natomiast nie było sprawy, w której tak ogromne pieniądze zostały wytransferowane do jednego człowieka.

Mam na myśli Pawła Esz.

O którym nie możemy mówić tak, jak się nazywa, bo jego mecenas się na nas denerwuje bardzo.

Twórcę słynnej marki odzieżowej Red is Bad.

Na konta tego człowieka tylko jego rządowa agencja rezerw strategicznych dokonała transferów na kwotę pół miliarda złotych, pięciuset milionów.

To jest rzecz pierwsza.

Nie było dotychczas sprawy, nie było dotychczas afery, która dotyczyłaby tak bliskiego otoczenia urzędującego premiera.

Rzeczywiście jak tam się popatrzy na te linki, to trzeba sobie proszę państwa rozrysować, ale jak się popatrzy na linki od tych ludzi, którzy byli w Rarsie, którzy dostawali zlecenia z Rarsu, to one wszystkie skupiają się w otoczeniu premiera Morawieckiego.

Wszystkie.

Ja się nie boję powiedzieć, że to nie jest afera Michała Kuczmierowskiego, to nie jest afera Pawła Esz, to jest afera Mateusza Morawieckiego.

No po pierwsze, śledczy, którzy prowadzą, próbują rozwikłać tą sprawę już trzeci rok leci, mówili mi, kiedy z nimi rozmawiałem, że Mateusz Morawiecki nie został w tej sprawie przesłuchany, ponieważ oni nie mają pewności, czy będzie przesłuchany w charakterze świadka, czy być może trzeba będzie mu postawić zarzuty.

Ja myślę, że te zarzuty nieuchronnie trzeba będzie Mateuszowi Morawieckiemu przedstawić.

Proszę Państwa, przepraszam Cię, Jacek, że jak się przesłucha człowieka w charakterze świadka, to potem... Znaczy nie jest tak najłatwiej mu zmienić charakter.

Jako świadek jest zobowiązany do mówienia całej prawdy, natomiast jako podejrzany może kłamać, krótko mówiąc.

Mówię, że są dwie możliwości.

Albo Mateusz Morawiecki o całej sprawie wyprowadzanych pieniędzy wiedział, no i wtedy to jest, przepraszam, kaplica po prostu dla polityka.

Ale jeżeli Mateusz Morawiecki o całej tej sprawie, w której jego najbliżsi współpracownicy kradli ogromne pieniądze, nie wiedział...

To jest kaplica dla polityka również, Jacek, bo znaczy, że kompletnie dziecko we mgle.

To jest co najmniej zarzut niedopełnienia obowiązków, bo to, o czym mówiłem wcześniej, Mateusz Morawiecki przełożył agencję spod nadzoru Ministerstwa Klimatu i od tego czasu on był wyłącznym, on wyłącznie politycznie odpowiadał za to, co się w agencji dzieje.

Sam, można powiedzieć, sam sobie to zrobił, no ale...

Nawet był taki moment, wiesz, że budżet agencji wszedł w budżet kancelarii premiera.

Oczywiście, bo tutaj jeszcze warto zaznaczyć, że zaraz za tym, kiedy poszły te zmiany w funkcjonowaniu agencji, od razu rozpoczęły się do niej ogromne transfery.

Na początku, w przededniu pandemii kancelaria premiera przekazała chyba około 100 milionów złotych.

To się już wówczas wydawało kwotą astronomiczną, ale tak naprawdę to był promil tych pieniędzy, które później tam były transferowane, bo co bardzo ważne i bardzo ważne dla tej sprawy,

kiedy skończyła się pandemia, to bardzo szybko wybuchła wojna w Ukrainie.

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych została wyznaczona jako taki hub transportowy i to Agencja Rezerw Strategicznych zajmowała się dystrybucją

polskiej pomocy dla zmagającej się z Rosją Ukrainy.

I wtedy zaczęło dochodzić do tych najbardziej ordynarnych, przepraszam za wyrażenie, wałków.

To, co przećwiczono na pandemii, gdzie te kwoty nie były najmniejsze, ale tam były transfery rzędu kilkudziesięciu milionów złotych do konkretnych firm, to kiedy agencja dostała

grant z Komisji Europejskiej na zakup dla Ukrainy agregatów prądotwórczych, to panowie z Rarsu poszli już na całość, tak?

To jest ta słynna sytuacja, w której Paweł Esz dostaje kontrakt na sprowadzenie partii agregatów prądotwórczych.

To osobna sprawa, że...

Oczywiście nie było żadnego postępowania na długo przed tym, kiedy agencja stwierdziła, że musi takie agregaty kupić.

Oferta od Pawła Esz już dawno leżała w agencji i jego świeżo założona spółka bez żadnego kapitału sprowadziła z Chin agregaty za kwotę 70 milionów, odsprzedając je rządowej agencji rezerw strategicznych za milionów 350 milionów.

Żeby było jeszcze śmieszniej, to nie była to taka transakcja typowa, że przedsiębiorca angażuje własne środki, ponosi jakieś koszty i są one refinansowane.

Tylko Pawłowi Esz zaraz po podpisaniu umowy zostały wypłacane gigantyczne zaliczki sięgające 80% wartości zamówienia, ale nie wartości zamówienia, które on tam miał dokonywać, tylko wartości zamówienia, któremu agencja płaciła.

Ujmując to, kiedy dostawał zaliczkę, to z tej zaliczki kupował partię agregatów i jeszcze mu bardzo dużo zostawało.

Takich umów podpisano z nim co najmniej kilka.

No facet obłowił się naprawdę bajecznie.

Jacek, jak się pisze na co dzień artykuły, bo ty sprawę Rarsu opisywałeś w Onecie bardzo precyzyjnie, to czasem człowiekowi umyka skala.

Czy miałeś taki moment, pisząc książkę, kiedy zbierałeś wszystkie materiały, że sobie pomyślałeś, o Jezu, to nawet mnie zaskakuje, ile tego jest, ile tego było i gdzie te wszystkie nitki prowadzą?

Tak, to jest absolutnie, myślę, że pisząc, gdybym się nie zdecydował na napisanie tej książki, zaraz powiem dlaczego się zdecydowałem, ale rzeczywiście dopiero pracując nad nią, pewne rzeczy zaczęły mi się wyświetlać.

Początkowo, kiedy pisałem pierwsze teksty do Onetu w czerwcu 2024 roku, no to wyglądało mi no jakiś przekręt, po prostu chłopcy się dogadali, po znajomości były udzielane zlecenia, no ale przeci

Wszyscy tak robią.

Ale przecież, jak tłumaczyli się dzisiejsi podejrzani, sytuacja była szczególna, trzeba było kupować wszystko.

Ale rzeczywiście, kiedy zacząłem to ponownie analizować, okazało się, że nie do końca tak to wygląda.

Ta sprawa, śmiem twierdzić, była naprawdę precyzyjnie zaplanowana, a najbardziej obrzydliwe jest to, że do zarobienia tych ogromnych pieniędzy wykorzystano po prostu dwie największe tragedie XXI wieku, tak?

Wojny w Ukrainie i...

i pandemię covidu.

Dwa pytania bym chciał, żeby sobie Państwo zadali po lekturze tej książki.

Pierwsze, narzuca się takie, nie chciałbym, żeby Państwo się pytali, czy Mateusz Morawiecki wiedział o tym, co się działo w RARS-ie.

Nie, to pytanie powinno brzmiinaczej.

Ja bym chciał, żeby po tym wszystkim, co na tych prawie 300 stronach udało mi się napisać, Państwo sobie zadali pytanie, naprawdę on mógł o tym nie wiedzieć?

Czy naprawdę Mateusz Morawiecki

polityk już jednak doświadczony, lubiący trzymać w ręku wszystkie linki, kontrolować swoich współpracowników, no ja mam naprawdę bardzo poważne wątpliwości.

To co zawsze mi mówili ludzie ze środowiska morawieckiego i to nie jest, nie mówili mi tego na temat Rarsu, ale na temat metod pracy morawieckiego.

Oni zawsze mi mówili, że on wyniósł z banku absolutnie korporacyjne metody pracy.

Komunikowania się, nadzorowania wszystkiego.

Napisane maile po nocach, prawda?

Tak, te maile po nocach.

To był taki system pracy dokładnie jak prezesa banku.

On musi mieć kontrolę nad wszystkim.

I przeniósł to do kancelarii premiera, co właśnie było choćby widać w mailach ujawnionych przez połówną.

I wierzyć się nie chce, że facet, który kontroluje wszystko, nagle nie wie, że instytucja, którą sam postanowił skontrolować, jest takim udzielnym księstwem jego kolegów.

Ale mało tego, są dowody na to, że wiedział, ponieważ Mateusz Morawiecki

Spotykał się z Pawłem Esz.

Wiemy o tym, że spotkał się z nim co najmniej dwukrotnie tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku.

Na tym spotkaniu był obecny również Michał Kuczmierowski i tam rozmawiano właśnie o kwestii sprowadzanych agregatów prądotwórczych, tych, za które Szopa zarobił

Na których zarobił takie ogromne pieniądze, a później spotkali się już w listopadzie, czyli po przegranych wyborach przez partię Mateusza Morawieckiego.

I co bardzo istotne, rozmawiano tam nie tylko o tym, co jeszcze na szybko uda się sprzedać do Rządowej Agencji Rezu Strategicznych, ale nie mamy wątpliwości, bo mówił o tym sam Paweł Esz przed prokuratorem, że niejako w zamian za te zlecenia, które były mu udzielane, on po prostu pomagał Mateuszowi Morawieckiemu w kampaniach wyborczych.

Zresztą tak jakby drugi główny podejrzany w tej sprawie Dominik B.

Dominik Beto nawet miał firmę, która mu kampanię robiła, a potem robiła mu firmę kolegi pana Dominika, wspólnika, bo pan Dominik już miał zarzuty i weszło CBA i pan Mateusz najwyraźniej nie chciał, żeby pan Dominik mu kolejną kampanię robił.

Wszystko ze sobą tam było połączone, a pieniądze ogromne.

Jacek, czy twoim zdaniem tę kasę da się odzyskać kiedykolwiek?

No bo to jest pół miliarda.

Nie są pieniądze, które ktoś trzyma w walizce.

Nie wierzę w to, ale to jest jedno z głównych pytań, na które odpowiedzi powinien poszukać prokurator.

Te pieniądze gdzieś są.

U matki pana Pawła w ogródku.

Zakopane w słoikach.

Bardzo możliwe.

Może będzie trzeba jakieś kopacze zatrudnić do tego.

Oni mają doświadczenie.

Jacek, bardzo ci serdecznie dziękuję.

Dziękuję, Dominika.

To ja ci daję jeszcze drugi.

Nie chcę.

Z pozdrowieniami.

Dziękuję bardzo serdecznie.

Jacek Karkowicz.

Ja również dziękuję państwu.

I polecamy książkę Chłopcy z Ferajny.

Miłego dnia.

Miłego dnia, weekendu.

Dzień dobry.

A teraz, proszę Państwa, zmieniamy trochę temat i jedziemy w kierunku granicy.

Wszystkich naszych granic.

Pojedziemy jednocześnie w kierunku wszystkich naszych granic.

Dzień dobry.

Profesor Witold Klaus, Instytut Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.

Dzień dobry.

Panie profesorze, porozmawiajmy o migracji, o pakcie migracyjnym, o wszystkim właściwie.

I zacznijmy od paktu migracyjnego.

Premier Donald Tusk mówi, Polska została wyjęta z paktu migracyjnego, nie będzie nas obowiązywał, a ja patrzę i sobie myślę, no chyba nie do końca.

W ogóle nie, tak naprawdę.

No właśnie.

Bo to, co się teraz dzieje na poziomie komisji, to jest dokładnie obowiązywanie paktu migracyjnego.

To jest jeden z przepisów paktu, który pozwala na wyłączenie państwa z tego mechanizmu solidarnościowego w postaci rozdzielania

osób uchodźczych pomiędzy różne państwa członkowskie Unii Europejskiej, w momencie, gdy dane państwo przyjęło dużą liczbę osób ubiegających się o nadanie secesu uchodźcy, żeby właśnie nie było tak, że jedno państwo ponosi ten ciężar w większym stopniu niż inne.

W związku z tym to, co się dzieje obecnie, to jest dokładnie przestrzeganie paktu migracyjnego.

I przez rok mamy możliwość nieprzyjmowania uchodźców przez rok od wejścia w życie paktu migracyjnego.

On ma zacząć obowiązywać tak na dobre od 2026 roku.

To nie jest kwestia tego, że mamy nie przyjmować uchodźców, tylko my nie będziemy wyłączeni z tzw.

mechanizmu relokacyjnego, czyli nie będziemy przyjmowali osób uchodźczych z innych państw, odkąd z Unii Europejskiej.

Będziemy przyjmować wciąż te, które przyjeżdżają do nas bezpośrednio, natomiast nie te, które chciałyby odesłać takie państwa jak Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania.

Pewnie Niemcy, Włochy, Niemcy czy Francja nie będą nikogo odsyłali, bo one są same państwa członkowskie wewnątrz Unii Europejskiej.

Te presje migracyjne są raczej na państwach granicznych, czyli na Włoszech, Grecji czy Hiszpanii.

To są państwa, które najczęściej będą wysyłającymi państwami.

No dobrze, to my nie będziemy przez rok podlegać mechanizmowi relokacji, a co potem?

No a potem ta ewaluacja wykonywana jest corocznie, tak, żeby sprawdzić, no bo sytuacja na każdym kraju się zmienia.

Jak patrzymy na południowe granice, to też pomiędzy różnymi państwami te napływy migracyjne w zależności od roku były bardzo różne, więc za rok komisja podejmie znowu całą ocenę każdego państwa i ustali, czy dalej będziemy wyłączeni, czy nie będziemy wyłączeni z tego mechanizmu.

Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że to jest otoczenie premiera.

Nad tym się zaczęłam zastanawiać.

Przepraszam, dlatego się tak zawiesiłam.

W strukturach rządu słyszę, że uda się w przyszłym roku jeszcze wynegocjować to, że nie będziemy podlegać mechanizmowi relokacji, natomiast później może być już z tym różnie.

I wie pan, co mam wrażenie, panie profesorze, że kolejna kampania wyborcza to będzie ta sama kampania wyborcza, tylko arebur.

Będzie teraz Koalicja Obywatelska mówiła, jak dopuścicie PiS do władzy, to zaczniemy podlegać mechanizmowi relokacji, bo tylko my umiemy załatwić z Unią, żebyśmy mu nie podlegali.

To ciekawe, co pani mówi.

Myślę, że to nie jest niewykluczone zupełnie.

Ale też trzeba przyznać, że pan premier Tusk ma ucho pani von der Leyen.

W związku z tym on rzeczywiście jest w stanie wynegocjować dużo więcej niż potencjalny rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Natomiast ja nie wiem, czy tutaj była kwestia negocjacji, czy naprawdę rząd musiał coś negocjować.

No bo patrząc na sytuację w Polsce, patrząc na to, ile mamy osób uchodźczych z Ukrainy w Polsce, to to

Te rachunki są po prostu bardzo proste.

My byśmy byli wyłączeni niezależnie od tego, który rząd by sprawował władzę.

Panie profesorze, presja na polską granicę cały czas jest, chociaż ona nie jest tak dramatyczna, jak bywało w zeszłym roku, czy kilka miesięcy temu, kilkanaście miesięcy temu.

Ale cały czas są próby przekraczania polskiej granicy, cały czas są osoby, które się przez tą granicę, mówię o granicy z Białorusią, przedostają.

Czy ten mur, który żeśmy wbudowali, to w ogóle jest jakiekolwiek rozwiązanie?

Wydaje się, że tak, bo działa, bo ta presja jest mniejsza.

No więc mur nie jest żadnym rozwiązaniem tak naprawdę i ostatnie analizy, które robiłem pokazują, że mur nie działa.

O tyle, że mur jak państwo nie wiem czy pamiętacie z historii powstał ten taki stalowy, który obecnie stoi w czerwcu tego drugiego roku.

Czyli ponad 3 tygodnie temu.

Powstanie muru nie zmieniło nic, jeśli chodzi o liczbę osób na pograniczu Polski białoruskim.

W związku z tym mur sam w sobie nie ma żadnego znaczenia, tak naprawdę.

Ta presja wynika skądinąd i wynika z dwóch elementów.

Z jednej strony częściowo z polityki władz białoruskich, którzy dopuszczają,

przyjmują, czy raczej nie powstrzymują tych ruchów migracyjnych ze swego terytorium, ale przede wszystkim z presji osób, które uciekają z terenów, w których mieszkają i są tak desperowane, są gotowe podjąć daleką podróż, niebezpieczną podróż, opłacić ją też przy zrzutce całej rodziny, żeby się w tą podróż wybrać.

W związku z tym to jest drugi element, na który my nie mamy żadnego wpływu jako Unia Europejska, po prostu, który trzeba zaakceptować.

Natomiast sam mur nie działa.

No dobrze, a czy nie możemy uznać, że on działa, bo jednak mniej tych osób się, działa w takim sensie powszechnym, nie wiem, chyba zamotałam się, działa w takim powszechnym rozumieniu, że po prostu mniej tych osób przedostaje się przez granicę.

No więc nie do końca.

Te osoby, jak mówię, liczba osób na granicy, które się po jednej, po drugiej stronie płotu znajdowały.

To było zupełnie bez sensu.

To znaczy chce mi pan powiedzieć, przepraszam, aż się zatrzymałam na zielonym.

Chce mi pan powiedzieć, że wydaliśmy miliardy, jeden i drugi rząd, jeden zaczął budować, drugi skończył i uzbroił tę zaporę po to, żeby się nic nie zmieniło?

Dokładnie chcę powiedzieć.

Uważam, że to wydanie tych pieniędzy nie przyniosło żadnego sensownego skutku i można było je wydać znacznie lepiej.

Wydaliśmy miliardy złotych na to.

Ale to co powinniśmy zrobić?

Powinniśmy wpuścić tych ludzi i odsyłać ich do ich miejsc zamieszkania?

Czy co powinniśmy zrobić?

No tak, powinniśmy zgodnie z przepisami, czyli wpuścić osoby, które zgłosiły chęć ubiegania się o status uchodźcy.

Były takie.

Te, które tego nie zgłosiły, nie wpuściły, bo nie ma takiego obowiązku.

Przeprowadzić procedurę.

Osoby, które się by nie kwalifikowały do swojego państw pochodzenia.

Są wszystkie procedury, które byłyby wielokrotnie tańsze niż zbudowanie tego.

tego płotu i uzbrojenie go techniczne, uzbrojenie go elektroniczne, wystawienie tam od kilku do kilkunastu tysięcy osób mundurowych.

Bardzo wahały się te liczby osób, które tam, zarówno policja, jak i wojska i Straży Granicznej, które były wysłane na granicę, od dwóch, trzech tysięcy do trzynastu tysięcy nawet, zarówno się to kwestia.

No tylko Panie Profesorze, żeby albo zaakceptować wniosek o status uchodźcy, albo uznać, że ta osoba nie ma prawa przebywać na terenie Unii Europejskiej czy na terenie Polski, trzeba...

osobę mieć przed sobą.

W momencie, kiedy oni przekraczają granicę w sposób nielegalny, w miejscach nieprzeznaczonych do przekraczania granicy, i tak trzeba by zaangażować te siły służb granicznych, żeby, bardzo brzydkie słowo, to może użyję innego jednak, żeby te osoby...

Tak, na pewno część byłaby trzeba tam tak czy siak postawić, ale też rozobaczyć, że gdybyśmy mieli politykę i gdyby te wnioski były przyjmowane, to ludzie by nie musieli uciekać pod strażą graniczną.

Część osób sama by się zgłaszała.

Podobnie jak to robią te osoby, które przekraczają granicę z Polską i udadzą się do Niemiec, im się to jeszcze uda, a w Niemczech zgłaszają się do służb migracyjnych wnioskujących o słuchodźcy, ponieważ...

Bycie nieuregulowaną osobą, bycie osobą bez dokumentów jest super trudne i niewygodne, w związku z tym znacznie logiczne jest, że większość tych osób będzie chciała wejść w procedury administracyjne, żeby swój pobyt na terenie Unii Europejskiej zaregalizować.

A to jakoś nie działało wcześniej.

bo wcześniej na tej granicy nie było takiego ruchu.

Tak naprawdę, że nie, był, tylko inny, był bardzo uporządkowany ruch.

On przechodził przez jedno przejście graniczne, kolejowe Brześć-Terespol.

W szytowym momencie 15 tysięcy osób w 2013 roku przez to przejście przeszło.

Zresztą to wszystko się tam odbywało, tylko my o tym nie wiedzieliśmy, bo wszystko było po prostu uporządkowane.

No dobrze, ale to w którym momencie ten problem się zaczął?

Gdzie był ten moment, kiedy nagle przestaliśmy traktować to jako normalny ruch graniczny i normalnie przybywający do polskiej osoby, a zaczęliśmy mówić o presji na granicę?

W 2021 roku, kiedy Aleksander Łukaszenka, będąc potępiany przez różne rządy i podważanym, jeśli chodzi o legitymację jego władzy, uznał, że wybranie presji na granicę jest dobrym rozwiązaniem, dobrym pomysłem, żeby coś w tym zakresie zmienić.

Więc to jest ten moment zmiany.

I przez pierwsze kilka miesięcy oczywiście władze białoruskie aktywnie

nawet zachęcały osoby z różnych państw Północnej Afryki czy Bliskiego Wschodu do przyjazdu do Białorusi i otworzyły im przejście przez granicę.

No ale to trwało chwilę, nie taką bardzo długą zresztą.

Obecnie to już nie ma miejsca.

Obecnie władze białoruskie nie są zaangażowane w aktywne wprowadzanie czy zachęcanie osób migrujących do przekraczania ich granic.

Na podstawie dokumentów, które mają ruchu bezwizowego, czy wizy do Białorusi, bądź do Rosji normalnej.

Więc 2021 rok to był ten moment zmiany, to był ten moment też, kiedy władze białoruskie przestały pilnować polskiej granicy.

Ponieważ wcześniej one pilnowały tej granicy i miały też za to płacone przez Unię Europejską.

Panie profesorze, czy poza tym murem jest pomysł, który będzie skuteczny w uporządkowaniu naszej polityki migracyjnej?

No właśnie.

Tak, to jest bardzo dobre pytanie, bo pytanie, co rozumiem przez skuteczność, tak naprawdę.

Ja jestem prawnikiem z wykształcenia i jakoś przepisy są mi, niestety nie powiem, że jakoś bardzo drogie, ale uważam, że one są po coś.

I te przepisy, które mamy w Unii Europejskiej, wcale nie są, wbrew temu, co mówią politycy, przepisami łagodnymi, ani przychylnymi osobom migrującym.

Więc przestrzeganie tych przepisów to jest coś, to jest minimalny standard, którego myślę, że należy oczekiwać od każdego państwa Unii Europejskiej, szczególnie, że myśmy sami te przepisy uchwalili.

To nie jest tak, że ktoś na mnie narzucił.

A drugi, myślę też, że trzeba się pogodzić z tym, że pewna presja na granicę Unii Europejskiej była, jest i będzie.

I powinniśmy po prostu nauczyć się z tym żyć.

I to zaakceptować jako społeczeństwa.

I gdy to nie będzie demonizowane przez polityków, to się okaże, że to nie jest nic dramatycznego.

Tak naprawdę, bo tak pokazuje też historia, że te osoby nie pojawiły się na raz, czy w 15 roku na południu Europy, czy w 21 na granicach Polski, tylko były wcześniej, tylko dopóki politycy o tym nie mówią i nie wyolbrzymiają i nie demonizują, to się okazuje, że administracja publiczna i państwowa jest w stanie tymi procesami zarządzić.

Panie profesorze, to jest tak łatwy temat do demonizowania.

My możemy sobie oczywiście poapelować, że oni nie będą demonizować uchodźców, a potem wychodzi pan Robert Bąkiewicz na jedną czy drugą demonstrację i proszę bardzo, wszystkie demony.

Przypomnijmy sobie 15, rok 16, kiedy PiS wygrał wybory demonizując osoby uchodźcze na południu.

W 17 roku temat się wyczerpał, nikt nie był nim zainteresowany.

Więc te tematy polityczne, które te politycy wykorzystują, falują, przychodzą i odchodzą w zależności od tego, co jest im wygodniej.

Ja oczekuję też od rządu, że będzie w stanie zbudować kontlarację jakąś i pokazać pewne inne... A widzi pan tę chęć?

Nie.

Nie, nie widzę.

Rząd płynie w tą samą narrację i teraz się licytuje, kto będzie większym szeryfem, lepszym szeryfem, kto pokaże się jako taki, bo też...

Ale to wszystko jest na pokaz, bo tak naprawdę, jeżeli popatrzymy na skuteczność tych działań, to ich specjalnie nie ma.

To są takie właśnie pokazowe działania, jak wioska patiomkinowska, żeby pokazać opinii publicznej, jacyś tu jesteśmy świetni i skuteczni.

Wydalimy młode osoby z Ukrainy po koncercie Maxa Korla na przykład.

To są te rzeczy, które widzimy.

No tak, to są rzeczy, które widzimy, ale one są skuteczne politycznie.

Ja mówię o skuteczności politycznej wyłącznie.

Konfederacji?

Konfederacji Korony Polskiej?

To jest ta siła, która na tych narracjach wygrywa, a nie w kwalitie rządowa.

Dlatego, że dla wyborców są chyba najbardziej w tym wiarygodni.

A ja nie jestem przekonany.

To trochę jest, samo napędzę jeszcze przepowiednia.

Konfederacja mówi, uchodźcy są źli, rząd mówi, tak, tak, oczywiście uchodźcy są, jednak nie będziemy ich kontrolować.

To konfederacja mówi, proszę bardzo, myśmy mówili to od samego początku, to my wiemy, co jest dobre dla Polski.

To jest jakby zaplątanie się w tą samą narrację i uwikłanie się w nią, zamiast wyjścia z jakimiś innymi tematami nawet.

Bo nie wiem, czy konferencja tutaj nie jest skuteczna, ale inne tematy, które przykryją ten temat.

Wie Pan, kontrnarracja jest nieskuteczna dlatego, że jednak przeciwnicy przyjmowania uchodźców stosują populistyczne chwyty poniżej pasa.

No po prostu trudno z tym dyskutować kiedy dochodzi do przestępstwa, w którym biorą udział osoby uchodźcze.

Natychmiast jest to news numer jeden na wszystkich prawicowych portalach.

Można w tym skutku pokazując, że są zupełnie pojedyncze przypadki.

W Polsce ich nie było.

W związku z tym my nie mamy takich sytuacji, które by napędzały tę narrację.

Da się, tylko to trzeba zrobić mądrze.

To nie jest łatwe na pewno, no ale od tego mamy cały aparat, żeby nad tym pracował.

No tak, ale najwyraźniej rząd, tak jak pan powiedział, idzie w tym samym kierunku.

To jest łatwe i wygodne.

Przynajmniej.

Łatwiejsze niż zbudowanie polityki migracyjnej.

Łatwiejsze, na pewno.

Dziękuję panie profesorze bardzo serdecznie.

Profesor Witold Klaus był naszym gościem.

Dziękuję bardzo.

Do widzenia.

Do widzenia.

A teraz troszkę zmienimy temat.

Marta Jaskulska też z książką.

Dzień dobry.

Dominika Długosz.

Marta Jaskulska, bardzo mi miło.

Pokazujemy książkę.

Pyciłam.

Żyjcie kawiej.

30 dni bez alkoholu.

Niebieska okładeczka.

Pełna nadziei.

Niebieska bardzo fotogeniczna okładeczka.

Pani Marto, 30 dni to w sumie strasznie mało.

To jest taki koń trojański.

Dlaczego koń trojański?

Koń trojeński, bo to jest bardzo niewinny eksperyment, który właśnie nie stanowi jakiejś wielkiej bariery, co to jest 30 dni.

A ja wiem, że tak naprawdę po tym eksperymencie, takie mam zresztą doświadczenia, bardzo niewiele osób wraca do alkoholu.

A koń trojeński dlatego, że gdybym zachęciła kogoś do tego, żeby zrezygnował z alkoholu na stałe, to myślę, że 90% tych osób, które są w ciekawiej, nie skorzystałoby z tego zaproszenia.

Co się dzieje po tych 30 dniach?

Pani nie pisze o takim ciężkim piciu.

Tak naprawdę nie rozmawiamy tutaj o wychodzeniu z alkoholizmu.

Mówi Pani również o piciu okazjonalnym.

Ja nawet nie tyle mówię również o piciu okazjonalnym, to jest w ogóle projekt dla osób, które piją normalnie.

No właśnie, normalnie.

Normalnie, tak, to jest to, co my uważamy za normalne, czyli umiarkowane, ale regularne mniej więcej, typu na przykład raz w tygodniu kieliszek wina, to już jest to normalne picie, prawda?

I wydaje nam się, że to jest okej, czyli że to nie robi nam niczego złego, wręcz nawet mamy takie wyobrażenia, że to jest zdrowe, że kieliszek wina rasy na jakiś czas to jest wręcz prozdrowotny.

No więc ja w tym eksperymencie zachęcam do doświadczenia, które wiem, że każda z tych osób doświadczy tego, które udowadnia, że te normalne ilości alkoholu wcale nam nie służą.

I to jest projekt, w efekcie którego przez tych 30 dni można bardzo szybko zorientować się, że np.

przez to umiarkowane picie śpimy dużo gorzej, mamy tak naprawdę dużo gorszy nastrój.

To jest w ogóle wielki paradoks, bo my pijemy alkohol, żeby sobie poprawić nastrój albo żeby się odprężyć po ciężkim dniu, albo żeby się zrelaksować, albo żeby się jakoś otworzyć np.

na spotkaniu towarzyskim.

A prawda jest taka, że alkohol nam pogarsza nastrój, podwyższa poziom stresu.

Ale cały czas mówimy o tym winie raz w tygodniu.

Tak, albo na przykład trzy razy w tygodniu.

W Polsce pije alkohol ponad 80% osób, z czego rzeczywiście większość to są właśnie te osoby,

których ja mówię, czyli takie, które piją właśnie raz, dwa, trzy razy w tygodniu, umiarkowane ilości, nie upijając się, nie doprowadzając się do żadnych problemów.

No i my myślimy, że to nam służy,

A ja sama się przekonałam, bo ten eksperyment jest zainspirowany moim własnym doświadczeniem.

Ja sama sobie zrobiłam taki eksperyment dwa lata temu.

I też miałam do tego takie podejście, do którego zresztą tutaj zachęcam.

Czyli zrobię to z ciekawością, zupełnie bez presji.

Jeżeli się okaże po tygodniu, że mi to nie służy, to po prostu przerwę ten eksperyment.

I dokładnie do tego samego zapraszam wszystkich.

Tylko, że to, co różniło ten eksperyment od innych sytuacji, w których przestawałam pić alkohol na jakiś czas, to było to, że ja się uważnie sobie przyglądałam.

I jak się przyglądamy sobie uważniej, to naprawdę można zauważyć, że dużo lepiej śpimy, dużo lepiej znosimy sytuacje stresowe, mamy dużo lepszy nastrój, naprawdę dużo większą klarowność.

dużo lepiej funkcjonuje nam mózg.

My sobie nie zdajemy z tego sprawy, że alkohol jest neurotyksyną i on wpływa w każdej nawet minimalnej ilości bardzo źle na nasz umysł, na nasze funkcje poznawcze i na nasze na przykład emocje.

Tylko w tej pani w kraju, w którym więcej jest sklepów sprzedających alkohol niż aptek, bardzo trudno mówić, no naprawdę nie musisz wypić browara za każdym razem jak wracasz z pracy.

i popatrz co on ci robi.

To jedno piwo.

Ja nie mówię o ludziach, którzy wypijają 3-4 paki codziennie wieczorem, ale właśnie to jedno piwo.

Bo ja na przykład, ja przestałam w ogóle spożywać jakikolwiek alkohol ponad rok temu.

I ja nie zauważyłam tych efektów, o których pani mówi.

Być może patrzyłam na siebie mniej uważnie.

Bo też nie to stało za moją decyzją.

Ale najbardziej na świecie mnie męczy to, że idę na imprezę i muszę wszystkim mówić, dlaczego ja nie piję.

Nic mnie tak nie męczy.

To jest w ogóle rzeczywiście bardzo ciekawe i ja z tego powodu, o którym pani mówi, po pierwsze zrobiłam ten projekt, bo mnie zainspirowało dokładnie to, czyli nasza polska kultura picia i taka potrzeba zwrócenia uwagi społecznej na to, że my mamy złą narrację o alkoholu.

My mówimy o alkoholu negatywnie tylko wtedy, kiedy on staje się problemem, prawda?

Czyli wtedy, kiedy mówimy o uzależnieniu.

A prawda jest taka, że alkohol robi nam źle, także kiedy pijemy go umiarkowanie.

I to, że on jest normą, że tak naprawdę nie picie jest czymś dziwnym, jest bardzo dużym problemem i na przykład jest to też powód, dla którego po pierwsze są osoby, które wchodzą w eksperyment, dołączają do społeczności, ale mają takie lekkie obawy, że na przykład będą uznani przez swoje otoczenie za osoby z problemem.

No bo skoro kwestionujesz swoje picie, no to jaki możesz miinny powód?

Bardzo nieadekwatne do rzeczywistości, do wiedzy o mózgu i przede wszystkim do wiedzy o alkoholu.

Pani Marto, ja widzę w oczach moich znajomych troskę.

Ja widzę tę troskę.

Ja widzę troskę nawet nie o to, że ja mam problem z alkoholem, tylko że może.

Mam depresję, biorę leki, które się nie łączą z alkoholem.

I to natychmiast zaczyna się pojawiać masa usprawiedliwień, dlaczego ja nie piję.

Bardzo mnie to zainteresowało od strony społecznej właśnie.

Ja prowadzę ten projekt od 13 miesięcy, czy 14, czyli ponad roku i już na przestrzeni tego czasu widzę olbrzymią różnicę.

właśnie w tym, o czym pani mówi, czyli z jednej strony to właśnie takie automatyczne zakładanie, że jeżeli ktoś rezygnuje z alkoholu, to właśnie dlatego, że nie może, jest wciąż dominujące, ale bardzo się zmieniło, zwłaszcza w młodym pokoleniu.

Ja mam coraz więcej kontaktu z ludźmi, dla których to, co ja robię i decyzja, którą podjęłam i decyzja, którą podejmują osoby w ciekawiej, jest czymś oczywistym i czymś, co świadczy o świadomości.

A jeszcze na przykład rok temu, tak jak mówię, bardzo duża była bariera wstydu.

Ludzie na przykład pisali do mnie, mówili, że dziękuję za to, co robię, korzystają z moich treści, wchodzą w eksperyment, otwierają im się oczy, a jednocześnie mówili, ale wybacz, nie wejdę do grupy, nie polajkuję żadnego twojego posta, bo się wstydzę.

Bo nie chcę, żeby sobie ktoś pomyślał.

Opowiadali mi znajomi na przykład, że przyjeżdżali do nich jacyś znajomi albo rodzina, wyciągali alkohol.

Oni mówili, nie, ja sobie zaparzę jakieś ziółko albo wypiję kombuczę.

I ktoś szedł za nimi do kuchni i mówił, słuchaj, wszystko w porządku, ale masz jakiś problem.

Ja nie wiedziałam, że ty masz problem.

Tak, to się zdarza regularnie.

Ja zresztą też nie ukrywam, że jednym z kosztów moich osobistych prowadzenia tego projektu jest też to, że ja jestem też postrzegana jako taka osoba, która ma problem.

I to, że ja podkreślam cały czas, że nie trzeba mieć problemu, żeby chcieć zrezygnować z alkoholu, czy żeby w ogóle mówić o nim w taki sposób, że to nie jest służąca nam substancja, no to jest coś, co wymaga czasu.

Ale ja widzę, że to naprawdę się dzieje.

Więc jestem bardzo pozytywnie nastawiona.

Co pani myśli o zastępstwach?

W tej chwili mamy masę bezalkoholowych napojów, które udają alkohol.

Bezalkoholowe prosecco, bezalkoholowe wina, jak zobaczyłam, bezalkoholowy gin w sklepie.

Oczywiście, jest nawet tequila bezalkoholowy.

Poczułam się zaskoczona jednak, bo mocne alkohole powinny być alkoholem.

No nie służą temu, żeby nam smakowały, tylko raczej mają konkretną funkcję, prawda?

Mają mieć działanie psychoaktywne.

Ale jednocześnie spożywanie ich sprawia, że mamy to poczucie uczestnictwa, tak?

Znaczy wszyscy piją, to ja sobie wezmę lampkę bezalkoholowego.

i przyjemności związanej z tym doznaniem smakowym, bo one fajnie bardzo naśladują smaki.

Czy to jest ok, czy to jest udawanie czegoś, co też nam nie służy?

Ja jestem psycholożką kliniczną i ja wykorzystuję, generalnie ja ułatwiam

ten eksperyment i ułatwiam zmianę nawyku, tak?

Czyli nie reprezentuję na przykład stanowiska etycznego, czyli czy chcesz wspierać koncerny alkoholowe, no bo jeżeli z takiej perspektywy o tym rozmawiamy, to już odpowiedź jest zupełnie inna, ale z punktu widzenia mózgu i z punktu widzenia tego, żeby ta rezygnacja z alkoholu nie była właśnie tym, że ja coś tracę, tylko żeby to było coś,

co de facto sprawia, że ja coś zyskuję, bo na tym polega ten eksperyment, że ja tak naprawdę mam lepsze samopoczucie, dużo więcej przyjemności itd., a jednocześnie nie muszę podejmować wysiłku i się mierzyć ze sobą i na zaciśniętej pięści rozstawać się z tym, nie wiem, winem czy piwem, to ja bardzo polecam te zamienniki.

One w ogóle bardzo ułatwiają zmianę nawyku, zwłaszcza w pierwszym przejściowym etapie.

Tylko podkreślając, że mówimy o osobach, które nie są uzależnione.

Bo jeżeli ktoś jest uzależniony, też to nie dotyczy wszystkich osób uzależnionych, ale są wśród tych osób uzależnionych osoby, dla których właśnie te smaki, te zapachy, ten w ogóle sam dźwięk, kształt butelki i tak dalej, może być tak zwanym wyzwalaczem.

I wtedy jest ryzyko, że taka osoba po prostu będzie miała problem.

To znaczy, że pierwsze dwa kieliszki będą bezalkoholowe, a potem sięgnie normalny prosekt.

Natomiast ponieważ ciekawiej, to jest taki projekt, który nie jest skierowany do osób uzależnionych, ale tych pijących normalnie, no to ja bardzo polecam.

Podkreślamy to bardzo, bo alkoholizm jest chorobą, to trzeba leczyć i polecamy wizytę u specjalistów.

Co Panią zaskoczyło najbardziej?

No jest kilka wątków, ale myślę, że bardzo zaskoczyło mnie to, co alkohol robi z mózgiem i tu podkreślam, ja mam wykształcenie w tym kierunku, więc wydawałoby się, że akurat mnie to nie powinno zaskoczyć, a zaskoczyło.

I to jest właśnie związane z tym, że my jako społeczeństwo mamy wobec alkoholu takie wyobrażenia…

Tak sobie przykleiliśmy do niego właśnie tę etykietkę, że on nas odpręża, relaksuje, że poprawia nastrój, że gdy z niego zrezygnowałam i zaczęłam orientować się, że ja się kurczę jakoś podejrzanie dobrze czuję i zaczęłam grzebać, dlaczego tak jest, podejrzanie lepiej śpię, w ogóle podejrzanie lepiej funkcjonuje, a tak jak mówię, ja nie piłam dużych ilości, ja piłam właśnie dwa, trzy razy w tygodniu jakiś kieliszek wina.

to to mnie zaskoczyło najbardziej, co tak naprawdę alkohol robi z mózgiem, a co my myślimy, że robi.

To jest dla mnie najbardziej ciekawe w tym wszystkim.

To ciekawe, ja muszę się poobserwować, bo naprawdę przestałam w ogóle dotykać alkoholu, a w ogóle tego nie zauważyłam.

Bardzo polecam pani na Ciekawiej.

Ciekawiej to jest taka platforma, która istnieje właściwie we wszystkich kanałach społecznych, czyli jesteśmy na TikToku, na Instagramie, na Facebooku, mamy grupę prywatną na Facebooku, bardzo dużą, która się nazywa Grupa Ciekawiej.

No jest oczywiście książka, którą podaruje pani, więc będzie to... Tak, tak.

Natomiast...

Ja tam dzielę się taką wiedzą, która pozwala się obserwować po prostu.

Bo wie pani, to jest trochę tak, że my widzimy to… No właśnie, bo może po prostu ja nie umiem patrzeć.

Dokładnie tak jest.

Proszę spojrzeć na przykład, że jeżeli ja powiem pani, proszę teraz się rozglądać za zielonymi elementami, to pani zobaczy dużo zielonych elementów, a jak panią zapytam, a ile pani widziała czerwonych?

Żadnego pani nie zauważyła, bo pani szukała zielonych.

I tak trochę działa nasza świadomość, że skoro my skupiamy się na tym, że ja piję to wino, żeby się odprężyć, to skoncentruję się na tym, że ono mnie odpręża na pierwsze dwie godziny.

Ale już to, że potem przez dwa dni ja jestem rozbita, mam totalnie zaburzone wszystko, co się dzieje w mózgu, bo naprawdę alkohol działa.

w naszym mózgu i w naszym samopoczuciu, tylko że to jest działanie dość subtelne, jeżeli właśnie pijemy normalnie, czyli umiarkowanie i to jest działanie, które jest rozłożone w czasie, czyli na przykład za te tam powiedzmy półtorej godzinki odprężenia ma pani na przykład przez dwa dni gorszy nastrój.

No tak, to się mogło zdarzyć.

Tak, tak, tak, dokładnie.

Tylko my na przykład tego, prawda, budzi się pani niewyspana, nie wiem, jest pani lekko zapuchnięta, ma pani jakieś takie poczucie, nie wiem, rozbicia i myśli pani, a to stres w pracy, no jestem w takim wieku, że to już tak jest, nie wiem, pogoda jest zła, zjadłam przejej kolację, może za późno.

My w ogóle nie myślimy o tym, że alkohol nam to robi.

Nie mamy tej świadomości społecznej po prostu.

Czy nie sądzi pani...

W kraju, gdzie więcej jest sklepów z alkoholem niż aptek.

I gdzie alkohol jest normalizowany od najmłodszych lat, gdzie inicjacja alkoholowa jest znacznie wcześniejsza niż seksualna.

Takie projekty są skazane trochę na niepowodzenie.

Jest wręcz przeciwnie.

Ja jestem zaskoczona, tak samo jak zaskoczył mnie ten eksperyment, tak samo jestem zaskoczona tym, co się dzieje wokół tego projektu.

Ja go zrobiłam totalnie, spontanicznie, myśląc, że zachęcę do tego eksperymentu trochę osób z mojego otoczenia i pokażę im, jak może być ciekawiej.

A w projekcie są dziesiątki tysięcy ludzi.

Niewiarygodne jest to, co te osoby mi piszą, jakie są ich obserwacje.

Znakomita większość tych osób nie wraca już do alkoholu i niesie to dalej.

Czyli ja mam kontakt z bardzo wieloma osobami i one cały czas piszą do mnie, że np.

już w ich otoczeniu ktoś się zainspirował.

Także absolutnie tak nie jest.

Jest dokładnie odwrotnie.

My jako społeczeństwo bardzo potrzebujemy tego projektu i takiej narracji.

No może trzeba nam pokazać jak patrzeć, bo jak to widzę, ja nie wiedziałam na co patrzę.

Ja też nie wiedziałam.

Dziękuję pani bardzo serdecznie.

Marta Jaskulska, żyj ciekawiej, 30 dni bez alkoholu.

Książkę łatwo znaleźć, bo niebieska.

Dziękuję pani Marto bardzo serdecznie za wizytę w naszym mobilnym studio Onetrano.

I to już była ostatnia rozmowa moja.

Dziękuję państwu bardzo serdecznie.

Nazywam się Dominika Długosz, a teraz zapraszam państwa już na Domaniewską na Onetranowie.

Dzień dobry Państwu, to jest Onetra Nowiem i to jest ważny dzień, dlatego że to jest dzień, który może zakończyć cierpienie milionów zwierząt.

Sejmowa Komisja Rolnictwa poparła projekt o zakazie hodowli zwierząt na futra.

Odbędzie się dziś głosowanie w Sejmie.

Mamy nadzieję, że...

To głosowanie spowoduje właśnie, że to cierpienie zwierząt się zakończy.

A szerzej porozmawiam o tym z Anną Iżyńską-Tymoniuk.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Z Towarzyszenia Otwarte Klatki.

No to państwo bezpośrednio się przyczynili do tego, że faktycznie może się wiele w tej kontrowersyjnej branży zmienić.

Jakie będą następne kroki?

No jeśli chodzi o taki typowy proces legislacyjny, no to oczywiście dalej ta ustawa pójdzie do Senatu.

My bardzo liczymy, że dzisiaj, no w zasadzie ten blok głosowań już teraz powinien trwać lub się zaczynać.

Liczymy, że dzisiaj ten projekt, który wyszedł z Komisji Nadzwyczajnej do Spraw Ochrony Zwierząt faktycznie zdobędzie takie ponadpartyjne poparcie, no ponieważ ten projekt jest rezultatem pewnego kompromisu.

zarówno kompromisu pomiędzy społeczeństwem, które od naprawdę bardzo, bardzo wielu lat bardzo domaga się tego zakazu, no ale też hodowcami, żeby faktycznie to wygaszanie przebiegło w jakiś sprawiedliwy sposób.

Ale też jest to kompromis pomiędzy osobami, które w tej komisjii reprezentują wszystkie partie w parlamencie.

Słyszeliśmy też w trakcie drugiego czytania głosy poparcia ze strony praktycznie wszystkich klubów.

W imieniu Prawa i Sprawiedliwości poseł Marek Suski wypowiadał się

W naprawdę piękny sposób, że to okrucieństwo trzeba już zakończyć, że to jest sprawa cywilizacyjna.

Tak samo Jarosław Kaczyński po raz kolejny zresztą wypowiedział się na temat zakazu, że oczywiście trzeba go wprowadzić.

Także wierzymy, że nie tylko uda się zdobyć to poparcie dzisiaj w parlamencie, ale też, że ustawa szybko z Senatu wyjdzie i trafi na biurko prezydenta i zdobędzie jego podpis.

Myślę, że wiele można powiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim, ale chyba akurat nie to, że nie kocha zwierząt.

Przynajmniej tak się wydaje po tym, jak traktuje swoje koty.

Czego dotyczyły te kompromisy?

Bo zostały wprowadzone też nowe zmiany w tym projekcie.

Co się zmieniło?

Zostały wprowadzone pewne zmiany.

No taka chyba najważniejsza zmiana to jest wydłużenie tego okresu przejściowego.

Większość tych poprawek wprowadzonych to były poprawki zaproponowane przez posłaże PSL-u i między innymi dotyczyły właśnie wydłużenia tego okresu przejściowego.

Zamiast pierwotnie proponowanych pięciu lat jest to osiem lat.

Natomiast jest duża szansa, że ta hodowla faktycznie będzie się wygaszać szybciej, dlatego że my i tak obserwujemy od lat, że z roku na rok tych ferm jest coraz mniej.

W szczytowym momencie produkcji było ich około 1000, teraz to jest około 200 ferm, więc hodowcy i tak zamykają z roku na rok tę działalność.

A to, co w projekcie pozostało, to jest ten system odszkodowań.

On jest degresywny, to znaczy im szybciej ktoś zrezygnuje z hodowli, tym szybciej dostanie te odszkodowania i one będą nadal tylko przez tych pierwszych pięć lat wypłacane.

Na początku są największe, 25%, w związku z czym liczymy na to, że wielu hodowców po prostu jednak zamknie tę działalność szybciej.

Więc to jest jedna taka istotna zmiana.

Druga to jest kwestia pewnych ułatwień dla hodowców, którzy będą chcieli w miejsce tej fermy futrzarskiej prowadzić inną działalność, na przykład inną produkcję zwierzęcą.

Ale też są kwestie pracownicze, na przykład wydłużone zostały te odprawy, to nie będzie wysokość trzymiesięcznego wynagrodzenia, a dwunastomiesięcznego pracodawca będzie też mógł wystąpić o zwrot tych kosztów do ZUS-u.

Także są to takie zmiany, do których wszyscy się zgodzili, wiadomo.

My jako społeczeństwo, jako otwarte klatki chcielibyśmy, żeby ten okres przejściowy był krótszy, ale tak jak mówię, liczymy, że tak czy inaczej ta hodowla wygaśnie w Polsce szybciej.

No właśnie, pani Anna, zastanawiam się nad tym, czy to jest taki przemysł, który faktycznie był opłacalny dla hodowców, a chyba niestety był, bo jesteśmy w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o te produkcje zwierząt na futra.

Mówię produkcje, bo...

Bo chyba właśnie o to w tym chodzi.

To jest takie uprzedmiotowienie tych zwierząt.

Ja miałam okazję robić ostatnio reportaż na ten temat.

Byliśmy na farmie zwierząt w Płużycach w województwie pomorskim.

Wena Inicjatywa dla Zwierząt dostarczyła nam materiały, szokujące materiały aktywiści zwierząt.

Z ukrycia nagrali, jak fatalnie traktowane były te zwierzęta na tej fermie, jak były uderzane o brzeg klatek, trzymane za ogon, kręcone w powietrzu, szarpane.

Naprawdę był to taki obraz, który robi wrażenie takiego wprost okrucieństwa.

I zastanawiam się nad tym, czy... Mieliśmy zresztą okazję porozmawiać z właścicielem, który oglądając te nagrania, wprost na których widać tę agresję, przemoc wobec zwierząt,

On mówił, że to jest normalne, że te zwierzęta jakoś przecież trzeba chwycić, że one się wyrywają, że nie ma w tym nic dziwnego.

Czy pani zdaniem to jest trochę taki obraz tego polskiego przemysłu futrzarskiego?

Dokładnie tak.

Ja też oczywiście oglądałam te materiały i kiedy hodowca powiedział, że to jest normalne, miałam taką myśl, no więc dokładnie to świadczy o tym, jakie są standardy w tej branży.

No musimy pamiętać, że to rzeczywiście są zwierzęta dzikie, więc to jest podstawowy problem z fermami futrzarskimi.

My zamykamy dzikie zwierzęta, zwierzęta, które w naturze przemierzają codziennie ogromne odległości, a teraz są zamknięte w klatkach niewiele większych niż one same i zwierzęta, które w naturze prowadzą samotniczy tryb życia.

Więc to też jest normalne, że będą na przykład stłoczone w klatkach, wykazywały się agresją wobec siebie nawzajem, autoagresją i że będą miały naprawdę poważne problemy psychiczne.

Więc niestety...

Zarówno obrazy takiej agresji są czymś typowym.

My w ciągu ostatniej dekady prowadziliśmy 30 spraw dotyczących znęcania się nad zwierzętami na fermach futrzarskich.

Mamy też już pierwsze wyroki bezwzględnego więzienia dla takich hodowców.

Hodowców, którzy też popełniali recydywy, jeśli chodzi o to znęcanie na tych fermach.

Więc zarówno ten problem znęcania się nad zwierzętami jest obecny, ale też trzeba pamiętać, że to jest problem systemowy.

To znaczy te zwierzęta nie da im się po prostu zapewnić dobrostanu i to zresztą w tym roku potwierdziły wszystkie najważniejsze organizacje, takie jak EFSA czy Europejska Federacja Weterynarzy, że po prostu nie jest to możliwe w warunkach klatkowych, żeby te zwierzęta miały jakikolwiek dobrostan.

Te problemy zawsze w związku z tym będą.

Natomiast jeśli chodzi o to, czy to jest branża opłacalna, no to widzimy, że nie.

I to są trendy nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Tu czasem podnoszony jest taki argument, że ta hodowla przeniesie się gdziindziej, gdzie zwierzęta będą miały gorzej.

No po pierwsze nie będą miały gorzej, bo hodowla wygląda wszędzie dokładnie tak samo.

Po drugie, ta branża jest na granicy opłacalności i to potwierdzają nawet jej przedstawiciele, tacy jak prezes Saga First, który mówi, że z roku na rok te ceny skór, znorek po prostu spadają i przewiduje, że branża dalej się będzie zwijała.

I widzimy, że nie tylko w Polsce, która faktycznie jest największym producentem w Europie, jest drugim na świecie po Chinach, ale też w tych Chinach ta produkcja w ciągu dwóch lat globalnie spadła o połowę.

W Chinach na przykład w ciągu ostatnich lat produkcja skór, znorek spadła o dwie trzecie.

40% firm futrzarskich się zamknęło, więc widzimy, że ten trend jest globalny i to jest oczywiste, dlatego że branża modowa od wielu lat od tych futer odchodzi, już ponad 1500 marek i to są i topowe marki jak Versace, jak Gucci, Dolce & Gabbana i sieciówki i wiele polskich marek, także to jest nieuchronny trend związany z tym, że ludzie po prostu tych futer nosić i kupować nie chcą.

No właśnie o to chciałam zapytać, czy na przestrzeni lat państwo zauważyli, czy dzięki swoim działaniom, czy dzięki działaniom dziennikarzy, którzy upubliczniają takie materiały, czy państwo zauważyli takie realne zmiany w postawach ludzi?

Bo mam wrażenie, że kiedyś futro było trochę takim atrybutem, powiedzmy, bogactwa, pewnej przynależności do danej klasy społecznej, a dzisiaj przynajmniej z tego, co obserwuję, jest takim trochę wstępem.

Jak ktoś się w tym futrze pokaże, to gdzieś publicznie, będąc osobą rozpoznawalną, to jest chyba wytykane palcami przez innych, tak mi się wydaje.

Jest to zdecydowanie obciach i my widzimy pewne postępy w podejściu społeczeństwa, natomiast...

One raczej są tego rodzaju, że społeczeństwo coraz bardziej się angażuje w tę walkę polityczną.

To znaczy tych futer tak naprawdę w Polsce już od wielu lat ludzie nie noszą.

To, co my produkujemy, idzie w całości na eksport.

To jest taki półprodukt tak naprawdę, więc najwięcej to zarabia jeszcze ktoś inny.

My sprzedajemy tylko skóry, nie przetwarzamy tego produktu.

u siebie, to idzie do Chin, do Rosji, nadal mimo sankcji przez Kambodżę idzie na przykład do Rosji i to tam te futra są jeszcze kupowane, ale tak jak mówię, widać ten spadek popytu na całym świecie.

Natomiast w Polsce faktycznie od lat społeczeństwo nie tylko systematycznie w badaniach opinii mówi, no to systematycznie się utrzymuje około 70% poparcia dla zakazu w polskim społeczeństwie.

I co ciekawe, mówimy tu o wyborcach wszystkich partii.

Robiliśmy badania i wyborcy absolutnie wszystkich partii, łącznie z Konfederacją, większość z nich stwierdziła, że chce takiego zakazu, uważa, że to nie powinno być w Polsce dopuszczalne, więc to poparcie jest.

Społeczeństwo się tego domaga od polityków i my na przykład teraz dostawaliśmy bardzo dużo wiadomości, co ja jeszcze mogę zrobić, jak ja jeszcze mogę się włączyć w tę walkę o zakaz, bo to jest absurd, że tak długo się tego domagamy i tego nie ma.

My postawiliśmy w odpowiedzi na to stronę, która ułatwiała ludziom kontakt z politykami i w ciągu niecałego miesiąca ostatniego wysłano ponad 25 tysięcy maili do polityków.

Politycy mówili nawet w czasie drugiego czytania zmównicy sejmowej, że dostają te maile, że je widzą i doceniają.

Więc to są tysiące osób, które w ten sposób też się angażują i naprawdę wierzę, że to jest moment, kiedy politycy odpowiedzą na tę prośbę.

A prezydent, jak pani myśli?

Prezydent do tej pory nie zabrał wprost głosu konkretnie na temat zakazu hodowli zwierząt na futro, natomiast wierzę, że dzięki naprawdę też silnemu poparciu wśród PiSu i Jarosława Kaczyńskiego i naprawdę dużej części partii, zobaczymy oczywiście też dzisiaj, jak przebiegnie głosowanie, natomiast wierzę, że to poparcie będzie duże.

I tak jak mówię, ponadpartyjne.

Wierzę, że jednak pochyli się tutaj nad głosem społeczeństwa, nad głosem też przede wszystkim społeczności wiejskich, bo trzeba pamiętać, że fermy futrzarskie to jest horror nie tylko zwierząt, ale też ludzi, którzy mieszkają w tej okolicy, którzy nie są w stanie prowadzić własnej działalności, czy to usługowej, czy też rolnicy mówią, że oni po prostu nie są w stanie pracować na swojej ziemi ze względu na tę intensywność odorów, dlatego że zwierzęta futerkowe to są zwierzęta mięsożerne.

To jest naprawdę inny poziom tych zanieczyszczeń,

tych uciężliwości, tych plag much.

Ludzie są więźniami we własnych domach.

Oni nie są w stanie otworzyć okien, nie są w stanie zjeść zupy, ponieważ muchy wchodzą im do ust.

Także wierzę, że prezydent też pochyli się po prostu nad tymi głosami społeczności wiejskich, które tych ferm już w swojej okolicy nie chcą.

Tak, my nawet jak byliśmy w pobliżu tej fermy, to rzeczywiście ten zapach jest nie do zniesienia.

A poza tym nie do zniesienia też jest ten krzyk zwierząt w tych klatkach, tam gdzie byliśmy było kilkanaście tysięcy tych norek i to słychać, po prostu to słychać z daleka.

Także też mamy nadzieję, że prezydent się do tego przychyli.

Jeszcze chcę panią zapytać o taką rzecz, bo czy państwo jakoś będą pomagać tym hodowcom, żeby się przebranżowić, przekształcić jakoś te branże?

Czy to jest gdzieś zawarte w tym projekcie?

W tym projekcie tak naprawdę zwłaszcza po tych poprawkach mamy już bardzo dużo ułatwień dla hodowców.

Tutaj wręcz Ministerstwo Sprawiedliwości wskazywało, że może to jest troszeczkę za dużo, że mamy i odszkodowania,

I do tego mamy jeszcze te ułatwienia w uzyskiwaniu pozwoleń na nową hodowlę.

Mieszkańcy na przykład mówili wprost, niech ci hodowcy zapłacą odszkodowanie nam.

Co z naszym zniszczonym życiem od tylu lat?

Tego już nam nikt nie wróci.

Mój wnuczek już zdążył dorosnąć, a nie chciał do mnie przyjeżdżać, dlatego że babciu u ciebie śmierdzi.

Tym ludziom nikt nie zapłaci odszkodowań.

Więc wydaje mi się, że w tym momencie jeszcze po tych poprawkach naprawdę tych ułatwień jest dużo, a my też znamy przypadki, przecież nie jesteśmy pierwszym krajem.

Już ponad 20 krajów w Europie zakazało tej hodowli i widzimy, że te osoby naprawdę były w stanie się przebranżowić.

Niektórzy na przykład uprawiają truskawki.

Jest bardzo naprawdę dużo ciekawych przykładów tego, co można robić.

Trzeba też pamiętać o tym, że mniejsi hodowcy, im zależy na tych odszkodowaniach, oni chcą zamykać i mówią wprost, jeśli dacie nam odszkodowania, my bardzo chętnie zakończymy tę działalność.

I tu mówimy tak naprawdę o wielkich przedsiębiorcach.

Nie jest tajemnicą, że tak naprawdę połowa ferm w Polsce należy do rodziny Wójcików i do kapitału duńskiego i holenderskiego.

Więc na przykład rodzina Wójcików sobie doskonale poradzi.

Szczepan Wójcik już od dawna dywersyfikuje swoją działalność.

Ma na przykład markę karmy dla zwierząt.

Także oni sobie, ci najwięksi sobie na pewno poradzą, a ci mniejsi dostajemy od nich sygnały, że oni chcą dostać te odszkodowania i po prostu zacząć nowy rozdział.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Moimi Państwa gościem była pani Anna Iżyńska-Tymoniuk ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Stowarzyszenia, które tak jak wspominałam bezpośrednio przyczyniło się do tego, że może zakończyć się to cierpienie milionów zwierząt w Polsce.

Czekamy na głosowanie sejmowe.

Państwa też zachęcamy do śledzenia.

Będziemy oczywiście informować o tym u nas na...

No i później czekamy na decyzję prezydenta i trzymamy kciuki, że będzie to decyzja rzeczywiście satysfakcjonująca dla większości, że ten okropny przemysł w Polsce w końcu się zakończy.

Obejrzeć ten ostatni reportaż z farmy w Płużycach i zobaczyć, jak wygląda ten obraz przemysłu.

Reportaż nosi tytuł Krzyk zwierząt, milczenie urzędników.

Tak wygląda obraz przemysłu, który wciąż działa w Polsce, bo po obejrzeniu tych kadrów, które dostarczyła nam Wena Inicjatywa dla Zwierząt,

Dopiero tak naprawdę widać wyraźnie, jak te zwierzęta są traktowane, jak wygląda ich codzienność i jak bardzo ich głos cierpienia jest niesłyszalny.

0:00
0:00