Mentionsy

Onet Rano.
24.09.2025 08:43

Onet Rano. Goście: Dziemianowicz-Bąk, Kowal, Józefiak, Guzowska CAŁY ODCINEK

W środę w "Onet Rano." przywita się Dominika Długosz, której gośćmi będą: dr Agnieszka Dziemianowicz-Bąk; Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej; Paweł Kowal, Koalicja Obywatelska; Marek Józefiak, Rzecznik Greenpeace Polska, autor reportażu "Polska Rzeczpospolita Leśna"; Iwona Guzowska, pięściarka, kickbokserka, autorka książki "Moc Wojownika jest w tobie". W części "Onet Rano. WIEM" gościem Mikołaja Kunicy będzie: Wadim Tyszkiewicz, Koło Senackie Niezależni i Samorządni.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 939 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Witam państwa bardzo serdecznie.

Nazywam się Dominika Długosz, a to jest One Trano.

Dzisiaj porozmawiamy bardzo dużo o sprawach pracowych i pracowniczych, bo naszym pierwszym gościem będzie ministra polityki pracy, rodziny i polityki społecznej, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Potem porozmawiamy o sprawach międzynarodowych i o polityce wschodniej, bo naszym gościem będzie Paweł Kowal, pełnomocnik do spraw odbudowy Ukrainy.

Porozmawiamy też o tych kontraktach, które ewentualnie będą mogły być udziałem polskich firm po zakończeniu działań w Ukrainie.

Potem przejdziemy do lasów państwowych.

Państwo wielokrotnie na pewno słyszeli w naszych programach o lasach państwowych, bo to jest...

Trochę tajemnicza spółka, bardzo bogata, z bardzo złym wizerunkiem.

A na koniec naszym gościem będzie Iwona Guzowska, była posłanka, bokserka, kickbokserka, mistrzyni sztuk walki, ale też autorka książki.

I o tej książce Iwony Guzowskiej porozmawiamy na sam koniec naszego porannego programu.

Zapraszam państwa bardzo serdecznie, a teraz zaczniemy od prognozy pogody.

Cóż my mamy dziś w pogodzie?

Mamy piękną polską złotą jesień, tak przynajmniej na pierwszy rzut oka to wygląda.

15-16 stopni, zakopane jak zawsze się gdzieś tam plącze na końcu, 9 stopni.

w górach, więc zaraz będą na pewno opady śniegu, o ile już ich nie ma.

Ale cała reszta kraju dość sympatycznie i bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dużo słońca.

Tylko na południu są chmury, a tak od Lublina po Szczecin jest słonecznie, więc korzystajmy jeszcze z tego słoneczka.

Jutro temperatury podobne bardzo, bardzo podobna pogoda do tej dzisiejszej.

też koło 15-16 stopni i też bardzo dużo słońca i nawet ono wychynie gdzieś tam w Krakowie i Katowicach, więc będzie jeszcze ładniej niż dzisiaj.

No jesień też może być ładna, naprawdę.

Nie tylko lato w naszych serduszkach.

I proszę państwa, robimy przegląd prasy.

Zacznę od Tygodnika Polityka.

Bardzo fajny set o bezpieczeństwie na początek tygodnika.

Kilka artykułów dotyczących tego, co dzieje się w ogólnie pojętym, szeroko pojętym bezpieczeństwie.

ale też tym bezpieczeństwie osobistym, co Polacy, zwłaszcza na ścianie wschodniej, myślą o tym, co się dzieje tuż za granicą.

I krótki poradnik dla zwykłych Polek i Polaków na czas wojen i kryzysów, czyli jak się zachować, co zrobić.

Jak mówiliśmy państwu wczoraj, choćby w podcaście, w związku ze śledztwem, na razie nie ma tej książeczki, co miała być.

Może będzie na początku roku, jak się rządowi udają wydrukować, bo drukowanie to wcale nie jest prosta.

I dalej Rafał Kalukin z polityki o czwartej drodze, czyli im głębsza odchłań zostanie po zionie, po nieboszce trzeciej drodze, tym pilniejsza konieczność zasypania jej nową ofertą.

Konkurs na start-upy, nowe polityczne byty właśnie się rozpoczął.

Rzeczywiście tak to jest, że jak coś znika, to za chwilę coś pojawia się na polskiej scenie politycznej i daje nadzieję części wyborców, że może tym razem to będzie coś nowego, innego, odświeżającego i fantastycznego.

Zawsze kończy się tak samo.

Więc to serdecznie polecam w Tygodniku Polityka.

W Tygodniku Powszechnym.

Temat okładkowy Tygodnika Powszechnego.

Nie bój się edukacji zdrowotnej, biskupi nią straszą, mędzę psuła, ale i tak jest dzieciom potrzebna jak nigdy.

Prezydent Karol Nawrocki był łaskaw ostatnio powiedzieć, że wypisał swojego syna z edukacji zdrowotnej na jego życzenie.

no nie wiem, może warto, bo chociażby na edukacji zdrowotnej jest o uzależnieniach, nie tylko od internetu, nie tylko od alkoholu, ale na przykład od substancji zawartych w snusach i jak z tym walczyć, więc może warto dziecko jednak zapisać na edukację zdrowotną, żeby się nauczyło, czym jest terapia uzależnii nie zażywało substancji, od których jest uzależniony, nawet jeśli są one legalne, w zupełnie przypadkowych sytuacjach.

Cała prawda o edukacji zdrowotnej w Tygodniku Powszechnym to miał być idealny przedmiot na nasze czasy, ale ta szansa przepadła przez kampanię biskupów i prawicy oraz niekompetencje men.

Czy da się to naprawić?

Artykuł w Tygodniku Powszechnym bardzo serdecznie państwu polecam.

Natomiast w gazetach bardzo różnie.

Nie ma jakoś jednego tematu wiodącego w dziennikach dzisiaj.

Rzecznik pracownika, czyli mnożenie bytów.

To też będzie jedna ze spraw, o którą zapytamy panią ministrę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk.

Rząd planuje utworzenie nowej instytucji z rzecznika praw pracownika.

To kosztowne dublowanie kompetencji, twierdzą przedstawiciele firm i o tym porozmawiamy z panią ministrą.

Prawie 44 tysiące skarg wpłynęło do Państwowej Inspekcji Pracy w 2024 roku.

Sporo, nie?

Właściwie.

Mnie zadziwił i naprawdę mnie zadziwił sondaż na pierwszej stronie Rzeczpospolitej, gdzie Polacy piją kawę poza domem.

W Żabce, w McDonaldzie, na Orlenie, w Costa Coffee, na BP i w Starbucksie.

Proszę Państwa, my chyba nie wiemy, jak smakuje prawdziwa kawa.

No nie wiem, czy nie lepiej wypić w domu w tej sytuacji.

I co dalej?

Parlament rusza z ustawą abolicyjną i to jest przedziwne, bo w cztery lata

Prawie.

Po agresji Rosji w Ukrainie parlament zaczyna zabierać się za ustawę, która pozwoli Polakom służyć w Ukrainie.

W tej chwili jest to obciążone karą.

Po prostu nie można poza decyzją Ministerstwa Obrony Narodowej zaciągnąć się do służby poza granicami Polski.

I w tej chwili rusza rozmowa na ten temat.

Ja mam wrażenie, że wszystko robimy z jakimś takim gigantycznym opóźnieniem.

Komunikacyjna katastrofa rządu to Jacek Niedzinkiewicz.

O tym, co w tej chwili dzieje się w Koalicji Obywatelskiej.

Tutaj mówimy również o tym, co dzieje się w Warszawskiej Platformie Obywatelskiej, bo to jest, proszę państwa, show, przy którym naprawdę trzeba wyjąć popcorn i kole, bo nikt, nawet sami uczestnicy tego przedstawienia, nie mają zielonego pojęcia, o co im chodzi.

Nam strzelać nie kazano.

Wojciech Czuchnowski o zapisach, które zgłaszała, a raczej wskazywała, że mogą być one wątpliwe.

Komisja badająca wpływy rosyjskie, już nie ta powołana przez PiS, tylko ta, która pracowała nad raportem.

już za czasów rządów obecnie rządzącej koalicji.

I według tej komisji część zapisów wprowadzonych w 2022 roku przez Prawo i Sprawiedliwość uniemożliwia użycie polskich sił zbrojnych poza granicami Polski, bez zgód sojuszniczych.

Do tego momentu była to decyzja wyłącznie prezydenta na wniosek rady ministrów, a Prawo i Sprawiedliwość te przepisy zmieniło.

Drony nad Kopenhagą i Oslo.

NATO będziemy się bronić.

To są takie bardzo twarde deklaracje Paktu Północnoatlantyckiego, które właściwie ostatnio codziennie padają z różnych stron.

Samorządy przygotowują się do obrony.

Agregaty prądotwórcze, mobilne stacje, uzdatniania wody czy przenośne radiostacje.

NATO samorządy chcą wydać dotacje przyznane z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.

Część wniosków już czeka na rozpatrzenie.

To dziennik Gazeta Prawda.

I znowu trzy lata po agresji Rosji w Ukrainie.

Są te pieniądze do wydania, są te zakupy do zrobienia.

I w tej chwili samorządy się za to biorą.

Ja nie obarczam winą samorządów, oczywiście tylko to również, że nie było żadnych przepisów, które by pozwalały im to zrobić.

Mniej osób z szansą na bony senioralne.

Ten temat też w dzienniku Gazecie Prawnej.

Coś chciałam państwu pokazać.

Jeszcze tak, chciałam państwu pokazać stronę główną Onetu, która mi gdzieś uciekła, jak zwykle.

Ja nie wiem.

Onet mi się chowa.

Onec mi się chowa i to jest tekst Jacka Harłukowicza, który zawsze nieustannie polecam.

Wszystkie te teksty Jacka Harłukowicza.

Znamy kulisy procesu Michała Kuczmierowskiego.

Adwokaci przyjęli zaskakującą strategię.

By uchronić przed ekstradycją do Polski Michała Kuczmierowskiego byłego prezesa RARS, czyli Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.

podejrzanego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Jego brytyjscy prawnicy sięgnęli po argument i tutaj naprawdę bardzo proszę się skupić, bo to jest kuriozalne, że stan praworządności w Polsce został zdemolowany przez rząd Prawa i Sprawiedliwości i o wyroku może zdecydować któryś z tak zwanych neosędziów.

Michał Kuczmierowski to jest przyjaciel Mateusza Morawieckiego, który zarządzał RARSEM

który zarabiał gigantyczne pieniądze na zamówieniach publicznych i teraz jego prawnicy używają argumentu, że rząd Prawa i Sprawiedliwości wprowadził bałagan w naszym wymiarze sprawiedliwości i że jest problem z neosądziami.

Pozwolę, żeby to państwo się mogli nad tym chwilę zastanowić, bo to jest naprawdę absurdalny argument, ale może się okazać skuteczny.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jest z nami.

Pani minister, czterodniowy dzień pracy.

15 września skończył się nabór wniosków.

Trwał miesiąc.

Przedsiębiorcy...

nie wypowiadali się w sondażach jakoś specjalnie optymistycznie o tym.

Prawie trzy czwarte polskich przedsiębiorców uważało, że to nie jest dobry pomysł, mówiąc wprost.

I co?

I 1994 wnioski w tym pilotażu zostały złożone.

Rzeczywiście nabór został zamknięty

15 września w tej chwili trwa ocena formalna wniosków, następnie ocena merytoryczna i 15 października zakończy się ten etap oceny.

Zostaną wyłonione te podmioty, które rzeczywiście wezmą udział w pilotażu skróconego czasu pracy.

My tutaj odgórnie nie przesądzamy, nie narzucamy, czy to będzie czterodniowy tydzień pracy, czy...

To będzie godzinowe skrócenie, czy na przykład wydłużenie urlopów wypoczynkowych tam, gdzie z jakiegoś powodu, czy to dniowe skrócenie, czy tygodniowe skrócenie byłoby niemożliwe.

Zależy nam na tym, żeby przetestować oddolne, proponowane przez samych pracodawców metody i sposoby skrócenia czasu pracy, oczywiście z zachowaniem wynagrodzenia.

Tak, rzeczywiście.

Ja słyszałam niektóre komentarze w trakcie, kiedy ogłaszaliśmy pilotaż skróconia czasu pracy z zachowaniem wynagrodzenia, że to się udać nie może, że gospodarka upadnie, że nie będzie chętnych, że żaden przedsiębiorca się na to nie pójdzie.

Patrzyłam na to ze spokojem, dlatego że zanim ogłosiliśmy ten pilotaż,

My przez ponad rok prowadziliśmy analizy i rozmawialiśmy z tymi firmami, z tymi instytucjami, z tymi przedsiębiorcami, którzy na własną rękę już takie skrócenie czasu pracy u siebie wprowadzili.

I oni uspokajali nas, że nie tylko to, co oczywiste, przynosi korzyści dla pracowników, nie tylko pozwala im na lepsze zdrowie, lepszy dobrostan i więcej czasu na wypoczynek, ale także poprawia energię.

poprawia efektywność i wydajność ich pracy, co przekłada się na lepsze zyski dla firmy.

Więc tak, nie dziwi mnie to ogromne, niemal dwutysięczne zainteresowanie ze strony przedsiębiorców i pracodawców.

A jakie będą efekty tego programu badawczego, tego eksperymentu, zobaczymy oczywiście po jego zakończeniu.

Pani minister, ale ja się nie dziwię wątpliwością przedsiębiorców.

No to oni najlepiej wiedzą i jak słyszą, no mamy mieć krótszy czas pracy, a pracownik ma zarabiać tyle samo, no to sobie od razu mówią, myślą, kurczę, będę musiał zatrudnić nowe osoby.

No i właśnie dlatego zaczynamy od pilotażu, nie od narzucenia odgórnie jednego rozwiązania dla wszystkich, tylko chcemy, żeby to oni sami mogli przetestować i sprawdzić, bo to nie jest takie oczywiste.

Wydajność i efektywność pracy nie zależy wprost od tego, ile czasu w tej pracy spędzamy, tylko od tego, jak dobrze pracujemy, jak bardzo w tę pracę jesteśmy zaangażowani, czy nie jesteśmy przemęczeni, bo jeżeli jesteśmy zmęczeni, to pracujemy wolniej, pracujemy gorzej, popełniamy więcej błędów.

Jednym z ciekawych doświadczeń jednego z takich przedsiębiorców, który już skrócił czas pracy, było to, że po wprowadzeniu tego krótszego czasu radykalnie zmniejszyła się liczba absencji chorobowych.

To znaczy pracownicy po prostu rzadziej chorowali, rzadziej brali zwolnienia, częściej byli w pracy i byli bardziej wydajni dzięki temu.

Więc testujemy, sprawdzamy.

Po to jest pilotaż, żeby po pierwsze oswoić, żeby sprawdzić, żeby wyciągnąć wnioski, co i gdzie działa jak najlepiej.

Jeśli nagle...

zmniejszyła się liczba zwolnień chorobowych po wprowadzeniu krótszego dnia pracy, to podejrzewam, że ZUS powinno sprawdzić, jak wyglądały te zwolnienia wcześniej.

Dlatego, że coś tam chyba... Oczywiście, że tak, że te kontrole są potrzebne.

Natomiast jeżeli skrócenie czasu pracy pozwoli na to, żeby pracownicy byli bardziej efektywni, wydajni, zadowoleni z pracy, a jednocześnie mieli więcej czasu dla pracy,

rodziny nie wypalali się tak szybko, no to przecież są to obopólne korzyści.

Zobaczymy, co pokaże pilotaż.

Sama ta praktyczna część, to znaczy faktyczne skrócenie czasu pracy w wybranych firmach i instytucjach, to będzie pełen rok, dwa.

Od stycznia rozpoczyna się to skracanie.

Później przez kilka miesięcy będziemy analizować przekazywane nam wnioski i raporty.

Choć oczywiście przez cały czas trwania pilotażu specjalny zespół ministerialny będzie monitorował to, jak on przebiega.

I chcemy w połowie 2027 roku przedstawić dalsze rekomendacje.

Być może legislacyjne, bo będzie to już ten etap, kiedy będzie można zaproponować jakieś rozwiązania w prawie pracy.

Być może będzie potrzeba poszukiwania nowych rozwiązań, które pozwolą tak elastycznie, w sposób szyty na miarę, dopasowywać to skrócenie czasu pracy do różnych branż.

Jesteśmy przed uruchomieniem tego pilotażu, ale z wielką nadzieją patrzymy na jego rezultaty.

Rozumiem, że będą różne pomysły na to, jak to rozwiązać, bo jeszcze pewnie przedsiębiorcy nie napisali wam, jaki mają pomysł, czy właśnie będzie to skrócenie czasu pracy, czy skrócenie godzinowe.

To się znajduje we wnioskach, które zostały złożone, natomiast nie znam tych danych, ponieważ ja nie oceniam tych wniosków, to znaczy nie jestem w komisji, nie sprawdzam tego, natomiast wiemy, że tutaj są różne propozycje.

Pani minister, pierwsza strona Dziennika Gazety Prawnej dzisiaj.

Obawy przedsiębiorców i spory o umowy śmieciowe.

Państwowa Inspekcja Pracy od przyszłego roku będzie mogła decyzją przekształcić umowy cywilnoprawne w umowy o pracę.

I teraz oczywiście przedsiębiorcy mają różne zdania na ten temat.

Jedni powiedzą tak, drudzy powiedzą nie.

Jedni powiedzą nie, jedni powiedzą to będzie straszne, bo to odbiera sprawczość pracodawcy.

Drudzy mówią okej, ale zawalczy z patologiami rynku pracy.

Czy to uprawnienie dla Państwowej Inspekcji Pracy nie jest za daleko idące?

Absolutnie nie jest za daleko idące, bo ja chciałabym tutaj uspokoić, ale też poinformować.

Niczego nie zmieniamy, jeżeli chodzi o definicję stosunku pracy.

Niczego nie zmieniamy, jeżeli chodzi o te kryteria, które wskazują na to, że powinna być zawarta umowa o pracę.

Nie likwidujemy możliwości zawierania umów cywilnoprawnych tam, gdzie one są zgodne z prawem.

Jedyne, co ta zmiana wprowadza, to daje instytucji do tego powołanej, czyli Państwowej Inspekcji Pracy,

możliwość skutecznego reagowania tam, gdzie prawo jest łamane.

To znaczy, gdzie prawo jest obchodzone, gdzie w miejsce stosunku pracy, w miejsce umowy o pracę zawierana jest umowa cywilnoprawna.

Więc spokojnie spać mogą wszyscy ci przedsiębiorcy,

którzy zatrudniają pracowników zgodnie z kodeksem pracy lub nawiązują relacje biznesowe tam, gdzie faktycznie mamy do czynienia z relacją biznes to biznes.

No ale ci, którzy znaleźli sobie taki sposób na nieuczciwą konkurencję, na obniżanie kosztów pracy i udają, że ktoś, kto przychodzi każdego dnia do pracy, pracuje na określonym stanowisku, pracuje pod nadzorem, wykonuje określony zakres obowiązków, prowadzi własny biznes i to jest B2B, no to niestety tak oni będą pracowali.

Ale wie pani doskonale, że to jest jedna z największych patologii na polskim rynku pracy.

I dlatego chcemy z nią skutecznie walczyć, bo tak, umowy śmieciowe, czyli te umowy cywilnoprawne, które są zawierane w miejsce umów o pracę, nie wszystkie umowy cywilnoprawne, tylko te oszukiwane, to jest jedna z podstawowych patologii polskiego rynku pracy.

Dlatego walka z tą patologią została wpisana do Krajowego Planu

Dlatego przygotowaliśmy tę ustawę.

To jest zobowiązanie nie tylko Ministerstwa Pracy, ale już całego rządu, bo jest to wpisane właśnie w KPO.

Ale uspokajam, uczciwi przedsiębiorcy absolutnie nie mają się czego obawiać.

Nieuczciwi mogą teraz ten czas jeszcze spędzić na tym, żeby uporządkować swoje sprawy.

Jak zawsze, uczciwi nie mają się czego obawiać.

Mają się czego bać.

Nie zmieniamy niczego, jeżeli chodzi o zasady gry.

Nadal każdy może otworzyć kodeks pracy, zobaczyć, na czym polega stosunek pracy, sprawdzić, czy to tych pracowników, których zatrudnia, zatrudnia zgodnie z kodeksem pracy, czy nie i ewentualnie wdrożyć działania naprawcze.

Oczywiście Państwowa Inspekcja Pracy po otrzymaniu tych uprawnień do przekształcania decyzją administracyjną tych umów będzie podlegała także tej ścieżce odwoławczej.

To znaczy, jeżeli dany przedsiębiorca

będzie uważał, że został nieprawidłowo oceniony, że to przekształcenie było bezzasadne, będzie mógł się odwołać i to do samej Państwowej Inspekcji Pracy, a jeśli będzie potrzebował, to także do sądu.

Więc ta ścieżka odwoławcza w razie ewentualnych sporów będzie zagwarantowana.

Ale czas najwyższy, żeby Państwowa Inspekcja Pracy mogła skutecznie działać.

Bo dziś to jest często tak, że nieuczciwi, podkreślam, nieuczciwi pracodawcy wliczają sobie wręcz w koszt

ewentualną karę finansową, którą otrzymają... No bo te kary finansowe też czasem są dość żartobliwe.

Dlatego także będziemy je podnosić.

To także jest zobowiązanie wobec Komisji Europejskiej w Krajowym Planie Odbudowy.

W tej samej ustawie jest podniesienie, dwukrotne zwiększenie kar za łamanie prawa pracy.

Bo prawo pracy trzeba w końcu zacząć traktować jak element polskiego prawa.

To nie jest jakieś mniejsze prawo, to nie jest gorsze prawo.

To jest po prostu obowiązujące prawo, którego trzeba przestrzegać i egzekwować.

Pani minister, ale skoro wzmacniacie Państwową Inspekcję Pracy, to po co jest rzecznik pracowników?

Bo nie rozumiem tego.

Propozycja dotycząca rzecznika praw pracowniczych, która znalazła się w priorytetach ministerstwa i przyjętych przez rząd.

jest odpowiedzią na potrzebę kilkunastu milionów pracujących osób w Polsce.

Ale jest PIP-a i są związki zawodowe.

Po co jeszcze rzecznik?

Dokładnie tak samo jak są wszystkie te instytucje, a istnieje Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw, istnieje Rzecznik Praw Pacjenta, istnieje Rzecznik Praw Konsumentów.

To jest systemowo spójne, to znaczy wyjęcie czy takie uzupełnienie tego systemu

Państwowa Inspekcja Pracy jest od tego, żeby reagować na nadużycia.

Rzecznik Praw Obywatelskich oczywiście w swoim zakresie ma także kwestie związane z prawami pracowniczymi, ale jest ich tak bardzo dużo.

Jest to tak szerokie grono, że taka celowana instytucja wydaje się być zasadna i też na zasadzie pewnej równowagi, skoro mamy rzecznika pracodawców niejako.

małych i średnich przedsiębiorstw, to dlaczego mielibyśmy nie mieć Rzecznika Praw Pracowników?

Trochę tak, jak kreowane są zasady dialogu społecznego.

Mamy Radę Dialogu Społecznego, gdzie jest i strona pracodawców, i strona pracowników.

Ale pani minister, jest równowaga, no bo jest Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw, ale nie ma Związku Zawodowego Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

Ale rzeczywiście, że jest cała masa związków pracodawców.

Tak, ale to są związki pracodawców, które nie mają takiej siły jak związki zawodowe działające w instytucjach.

Mają dokładnie taką samą siłę.

W Radzie Dialogu Społecznego jest strona pracodawców i jest strona pracowników.

W tej chwili po stronie pracodawców jest siedem organizacji pracodawców zrzeszonych w tych związkach.

To są organizacje pracownicze, są organizacje pracodawców.

Ja tego nie rozumiem.

Ale nie mnożyć byty, tylko uzupełniać pewną lukę systemową.

To znaczy mamy sobie Radę Dialogu, gdzie jest strona pracodawców, strona pracowników.

Świetnie.

Mamy związki zawodowe i mamy związki pracodawców.

Świetnie.

Mamy rzecznika małych i średnich przedsiębiorstw.

Powinniśmy mieć rzecznika pracowników, których jest kilkanaście milionów w Polsce.

To jest ogromna grupa i to może ułatwić funkcjonowanie innych.

Inspekcja pracy oczywiście jest do tego, żeby reagować na nadużycia.

Musi działać skutecznie, dlatego ją wzmacniamy.

Ale ten system może być komplementarny, powinien być uzupełniony także o tę instytucję.

To jest też oczekiwanie nie tylko związków zawodowych, ale przede wszystkim osób pracujących, które mają to poczucie, że nie wiedzą do kogo się zgłosić z pytaniem.

Skargi czy...

Wiadomości, które spływają do Rzecznika Praw Obywatelskich oczywiście są rozpatrywane, ale Rzecznik Praw Obywatelskich ma taki zakres kompetencji i obowiązków, że akurat skupienie się na tych sprawach, przyłączanie się do postępowań przed sądem pracy, czy składanie jakichś skarg, dalszych odwołań jest po prostu często poza jego organizacyjnymi możliwościami.

Pani minister, bezrobocie w Polsce rośnie.

Trzeci miesiąc z rzędu i to już dla bardzo wielu obserwatorów jest sytuacja niepokojąca.

Ono nie rośnie drastycznie.

To, żeby nie było wątpliwości, to jest 1,1% miesięcznie.

To nie są gigantyczne liczby.

Wciąż jesteśmy krajem, który ma jedno z najniższych bezrobocich.

jeden z najniższych poziomów bezrobocia w Europie.

Natomiast rośnie, najmniej jest ofert pracy.

Od 15 lat nie było tak mało ofert pracy, jak jest w tej chwili.

Co się dzieje?

Po pierwsze, rzeczywiście trzeba o tyle uspokoić, że wciąż jesteśmy jednym z prymusów, jeżeli chodzi o niski poziom bezrobocia w Europie.

I pewien, nie mówię, że całkowity, ale pewien wpływ na te dane statystyczne miało wejście w życie nowej ustawy o służbach zatrudnienia i o rynku pracy, ponieważ ta ustawa spowodowała, że nieco inaczej wygląda proces rejestrowania, wyrejestrowania, informowania o tej liczbie zarejestrowanych bezrobotnych.

No więc to są takie czysto księgowe, czy statystyczne ruchy.

No tak, ale ofert pracy najmniej od 15 lat.

Natomiast my oczywiście musimy obserwować dynamikę rynku pracy i przygotowywać się na różne możliwe scenariusze.

Jednym z takich możliwych, nie chcę straszyć, ale jednym z możliwych scenariuszy jest to, że wpływ nowych technologii, sztucznej inteligencji, taka zwiększona dynamika automatyzacji, robotyzacji w różnych branżach może wygenerować ryzyko bezrobocia technologicznego.

My chcemy się na to przygotowywać.

Temu też służyć ma na przykład pilotaż skróconego czasu pracy.

Bo skrócenie czasu pracy jest jednym ze sposobów, czy może być wtedy, gdyby była taka sytuacja, żeby inaczej tę pracę dystrybuować, żeby umożliwii też zostawiać więcej czasu na przekwalifikowywanie się, na uzupełnianie umiejętności i kwalifikacji.

Więc tak obserwujemy ze spokojem, bo tak jak powiedziałam, ten poziom bezrobocia w Polsce jest ogromny.

Wciąż niezwykle niski, ale przygotowujemy się na różne możliwości, na różne scenariusze, które mogą być wywołane czynnikami niezależnymi od nas, no bo takie kwestie jak zmiany technologiczne to są sprawy obiektywne, sytuacja geopolityczna to też nie zawsze jest pod naszą kontrolą, ale obserwujemy i przygotowujemy się na to.

Pani minister, część komentatorów, obserwatorów ekonomicznych mówi, że zauważamy w Polsce coś niepokojącego, co może być sygnałem, że z rynku pracownika znowu zaczynamy się przekształcać w rynek pracodawcy.

Że znowu ten rynek zaczyna być bardziej przyjazny dla pracodawców niż dla pracowników.

Jeśli miałoby tak się zdarzyć, w mojej ocenie w tej chwili jednak jest zachowana równowaga, ale jeśli miałoby się tak zdarzyć, to to jest tylko kolejne uzasadnienie dla tego, jak bardzo potrzebna jest nam ta będąca priorytetem rządu reforma prawa pracy.

Żeby zabezpieczyć stabilność pracowników, żeby uchronić ich przed nadużyciami.

przed naruszaniem ich praw.

Nie tylko potrzebujemy dobrze napisanego, bo mamy dobry kodeks pracy, ale potrzebujemy też instytucji, narzędzi, instrumentów, żeby egzekwować te prawa pracownicze.

One są oczywiście zawsze nam potrzebne, ale w sytuacji, w której to pracownik rozdaje karty, no to wiadomo, że jest mniejsza skłonność do ewentualnych naruszeń.

Gdyby miała się ta sytuacja zmienić, to dlatego tak bardzo potrzebujemy silnych instytucji bezpieczeństwa prawnego, takich instytucji jak Rzecznik Praw Pracowników, Silnej Państwowej Inspekcji Pracy, jasności co do tego, jakie są zasady wynikające z kodeksu pracy i że państwo stoi na ich straży i traktuje prawo pracy jak element obowiązującego prawa.

Lata 90. się skończyły.

Nie wiem, czy to wszyscy wiedzą.

Mam wrażenie, że nie.

Ale to za chwilę.

To za chwilę przejdziemy jakoś płynnie do tego, co się wydarzyło w Warszawie.

Pani minister, ja mam jeszcze jedno pytanie, bo to mnie bardzo interesuje, natomiast jakoś straciłam z oczu ustawę o zawodzie psychologa.

Wy żeście się też zajmowali uporządkowaniem tego, jak to ma wyglądać.

Staje się w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia?

Cały rząd przyjął, tak, tak, już mówię, jaki jest stan prac.

Rada Ministrów przyjęła ustawę o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów.

Ta ustawa trafiła do...

Odbyło się pierwsze czytanie.

W tej chwili ustawa jest procedowana w połączonych komisjach polityki społecznej i Komisji Zdrowia w Sejmie, w podkomisji nadzwyczajnej, ponieważ jest to duża systemowa procedura.

Ustawa wymaga takiej pracy.

Odbyły się już dwa posiedzenia tej podkomisji nadzwyczajnej.

W obu brałam udział.

W pierwszej połowie października powinno się odbyć kolejne.

Takie mam informacje od posłanki Uberhan, która jest przewodniczącą tej komisji nadzwyczajnej.

Więc ta ustawa jest jak najbardziej procedowana.

Ona jest niezwykle potrzebna, bo chodzi o to, żeby chronić.

To nie jest ustawa w interesie psychologów czy psychoterapeutów.

To jest ustawa w interesie pacjentów, klientów, odbiorców usług psychologicznych.

Bo naprawdę zdrowie psychiczne, bezpieczeństwo psychologiczne jest tak ważnym obszarem, że zawód, który za to odpowiada, powinien być i jest de facto zawodem zaufania publicznego.

Od 2001 roku ustawa, która wtedy została przyjęta, nie weszła w życie de facto, nie obowiązuje.

I to jest tak, że dziś nie wiemy, czy idąc do psychologa, idziemy do psychologa, czy idziemy do kogoś, kto psychologiem tylko lubi się nazywać.

Ta ustawa to zmienia, wskazuje konkretnie na wykształcenie, na odpowiedzialność dyscyplinarną, na nadzór nad tym samorządem.

Tak, żebyśmy mogli czuć się bezpiecznie, żebyśmy wiedzieli, że bezpieczne jest na przykład nasze dziecko, kiedy posyłamy je po pomoc psychologiczną.

Pani minister, to teraz do takiej czystej, żywej polityki.

Czy pani wciąż chce być szefową Nowej Lewicy?

Jak najbardziej.

W grudniu kongres i wybory, tak jak deklarowałam, będę startowała na przewodniczącą.

A Włodzimierz Czarzasty pozwoli na to?

Mamy demokrację w Nowej Lewicy, więc ani to nie zależy od Włodzimierza Czarzastego, czy wystartuję ja, ani to nie zależy ode mnie, czy wystartuje Włodzimierz Czarzasty.

Myślę, że nie ma między nami tutaj w tej sprawie sporu.

Kto będzie pani konkurentem?

Z tego, co pojawiły się informacje publiczne, zgłosił chęć kandydowania wicepremier Krzysztof Gawkowski.

Deklarował wstępnie takie rozważania minister Marcin Kulasek.

Włodzimierz Czarzasty mówi, że zdecyduje się gdzieś na jesieni.

Zdecyduje, jak będzie wiedział, czy jest marszałkiem, czy nie pewnie.

Nie wiem, to o to trzeba pytać Włodzimierza Czarzastego, natomiast ja nie mam żadnych wątpliwości, że Włodzimierz Czarzasty będzie marszałkiem Sejmu i tym marszałkiem być powinien.

Jest świetnym wicemarszałkiem Sejmu i w umowie koalicyjnej jest zapisane, że marszałkiem Sejmu zostanie i powinno się tak stać.

Wie, że Szymon Hołownia nie chce wstać z tego fotela i że zrobi wszystko, żeby tam siedzieć dalej.

Ja wiem, że potrzebujemy Włodzimierza Czarzastego jako marszałka Sejmu.

Nie tylko dlatego, że tak zostało zapisane, choć tak umów się dotrzymuje, ale także dlatego, że to jest naprawdę kluczowy czas w tej pracy parlamentarnej.

Jesteśmy w połowie kadencji.

Jest wiele pilnych, ważnych ustaw, które muszą

I Włodzimierz Czarzasty, nie wiem, wpuści albo nie wpuści, natomiast Włodzimierz Czarzasty jest gwarancją tego, że tak ważne ustawy, jak na przykład złożona wczoraj ustawa lewicy, tak zwana Lex Wicha, czyli ustawa wprowadzająca zakaz nocnej sprzedaży alkoholu, będą sprawnie i szybko procedowane.

To są ważne dla obywateli.

Ale pani minister mi teraz piłkę podrzuciła do tej Warszawy.

Widzieli państwo, co tutaj się wydarzyło.

No, informuję o ważnych doniosłych projektach złożonych przez mój klub.

Takie jest chyba moje zadanie.

To, co się wydarzyło w Warszawie jest chyba piłką wystawioną właśnie dla Lewicy.

Dlatego, że mieszkańcy Warszawy chcą zakazu sprzedaży alkoholu w nocy.

To wychodzi z każdego sondażu warszawskiego.

Nie rozumieją, dlaczego w Olsztynie czy w Krakowie może być, a w Warszawie nie.

Platforma się pogryzła sama ze sobą.

Właściwie nie wiadomo, o co jej chodzi.

I Lewica chyba na tym powinna trochę zyskać.

Być może powinna na tym zyskać, ale przede wszystkim na tej absurdalnej, kuriozalnej sytuacji, która pojawiła się na warszawskiej Radzie, mogą szczęśliwie skorzystać wszyscy Polacy, wszystkie Polki, wszyscy mieszkańcy naszego kraju.

Bo reakcją rzeczywiście na tę sytuację, choć reakcją przygotowywaną, bo posłanka Joanna Wicha nad ustawą zakazującą na przykład sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, kolejny absurd,

pracowała już od wielu miesięcy.

Natomiast rzeczywiście ta debata, która rozgorzała po tym, co wydarzyło się w Warszawie, stworzyła przestrzeń do tego, żeby odważnie mówić o rozwiązaniach ustawowych i ogólnokrajowych.

Bo naprawdę nie ma powodu, żeby mieszkańcy Warszawy byli gorzej traktowani niż mieszkańcy Krakowa.

Nie ma powodu, żeby mieszkańcy małych gmin

Byli traktowani gorzej niż wielkich aglomeracji.

Zakaz sprzedaży alkoholu nocą w sklepach jest rozwiązaniem prozdrowotnym, jest rozwiązaniem, które zwiększy bezpieczeństwo mieszkańców, jest rozwiązaniem, które być może odciąży nieco ochronę zdrowia, bo dziś sory niestety nocami zamieniają się w takie izby wytrzeźnień.

Jest wyczeźwień, jest absurdem to, że mamy dzisiaj w Polsce 10 razy więcej sklepów sprzedających alkohol niż aptek, że alkohol, który szkodzi zdrowiu jest łatwiej kupić niż lekarstwo, więc te wszystkie sprawy reguluje ta ustawa.

przedwczoraj ogłoszona przez Klub Lewicy.

Mam nadzieję, że będzie szybko procedowana.

Pani minister, w Polsce można alkohol kupić powyżej 18 roku życia.

Dorośli ludzie chcą się otruć w nocy.

Dlaczego odgórnie im tego zakazywać?

Ale nie zakazujemy.

To nie jest ustawa, która wprowadza zakaz spożywania alkoholu nocą.

Jak najbardziej dorośli ludzie mogą podejmować swoje sobie decyzje, co chcą robić nocami i spożywać.

Natomiast to jest zakaz sprzedaży.

Dorośli ludzie potrafią także planować.

I jeżeli ktoś planuje spotkanie, imprezę, to może przygotować się przed godziną 22 robiąc zakupy.

Pani minister, składacie tę ustawę i co?

Platforma się pokłóci sama ze sobą znowu w Sejmie tym razem, a nie w Radzie Warszawy.

I nie przepchniecie tej ustawy.

Nawet gdyby Karol Nawrocki chciał to podpisać, chociaż w ogóle nie wiem, jaki jest stosunek pana prezydenta.

Absolutnie nie przesądzałabym tego.

Po pierwsze apelujemy do naprawdę wszystkich sił parlamentarnych, żeby się nad tą ustawą pochyliły, bo to jest ustawa popierana przez blisko 70% Polek i Polaków.

ale przede wszystkim ustawa, która może chronić bezpieczeństwo, zdrowie, czasami życie obywateli.

Natomiast ja nie wiem, czy już teraz... Mamy informację, że na przykład Polska 2050 przychylnie patrzy na ten projekt.

Tak jak pani redaktor powiedziała, część przynajmniej Platformy Obywatelskiej wcale nie jest zachwycona tym, co się wydarzyło w Warszawie.

Nie, część siedzi i mówi, matko boska, co tam się stało, więc...

Nie wiem, jak w tej sprawie zagłosowałaby opozycja, ale mam taką może naiwną nadzieję, że naprawdę są niektóre takie kwestie, które powinny czy to łączyć, czy niech złożą jakieś swoje propozycje.

Natomiast przestańmy tylko gadać o tym, że trzeba zwalczać problem nadużywania alkoholu.

Tylko zacznijmy działać.

Lewica wykonała pierwszy krok.

Tego się od nas oczekuje.

My nie będziemy się zasłaniać wyimaginowanym wetem prezydenta czy brakiem poparcia.

Mówimy sprawdzam, kładziemy ustawę na stole, a teraz wszystkie inne siły mogą się opowiedzieć.

Dziękuję bardzo serdecznie.

Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk była pierwszym gościem Onet rano.

Ja teraz państwa zapraszam na chwilę do Nowego Jorku i do wystąpienia na forum ONZ prezydenta Karola Nawrockiego.

Ja mam wrażenie, że pan prezydent wygłosił wystąpienie, które chciał wygłosić w Sejmie, a wygłosił je w Nowym Jorku.

No ale to jest tylko moje wrażenie.

A za chwiidziemy do polityki zagranicznej.

poprowadzonych przez setki lat podbojach, wojnach, rozbiorach, deportacjach, gwałtach, zbrodniach.

W XX i XXI wieku Rosja po prostu nie porzuciła swoich imperialnych ambicji.

Jeden z moich wielkich poprzedników śp.

prezydent Lech Kaczyński doskonale to rozumiał, gdy przemawiał na placu przed grudzińskim parlamentem w roku 2008.

Prezydent Lech Kaczyński mówił, drodzy państwo, dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę.

W nocy z 9 na 10 września doszło do ataku rosyjskich dronów na terytorium państwa członkowskiego NATO.

Na terytorium Polski.

Kilkanaście dronów naruszyło granicę mojego kraju celowo na rozkaz wydany w stolicy państwa będącego stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa.

W konsekwencji Polska po raz pierwszy od II wojny światowej

była zmuszona do otwarcia ognia do wrogich obiektów nad naszym terytorium.

I zapewniam państwa, jako zwierzchnik sił zbrojnych i prezydent Polski, że Polska zawsze będzie odpowiednio reagować i jest gotowa do obrony swojego terytorium.

Polacy, drodzy państwo, nie przestraszyli się sowieckich hord.

W roku 1920 i Polacy, i kraje Europy Środkowej i Wschodniej nie przestraszą się też rosyjskich dronów.

Neoimperialna i neokolonialna Rosja na naszych oczach stara się burzyć architekturę bezpieczeństwa międzynarodowego.

Łamię prawo międzynarodowe, wzmacnia podziały, dąży do odrodzenia się koncertu moca.

Trwały pokój nie może być budowany na nagradzaniu agresji.

Nie możemy godzić się na naruszenie zasadności.

integralności terytorialnej i suwerenności naszych narodów.

Obecne działania Rosji nie wskazują na gotowość do prawdziwego pokoju.

Deklaracjom o dialogu, i to też znamy, towarzyszą ofensywy militarne i kolejne ataki, których ofiarami są cywile, w tym także dzieci.

Zawsze, kiedy Moskwa mówi pokój...

W praktyce ma na myśli kapitulację tego, którego uznaje za swojego przeciwnika.

I teraz już jesteśmy na antenie.

Minister Paweł Kowal jest kolejnym gościem Onet Rano i porozmawiamy o polityce zagranicznej.

Bardzo mocne wystąpienie Radosława Sikorskiego w ONZ-cie odbiło się echem na całym świecie.

Rosja komentuje, że to kliniczny rusofob, ale po tym, co wydarzyło się w Estonii, w krajach...

bałtyckich, w Kopenhadze, w Oslo, gdzie pojawiają się drony nad tymi miastami, a nad krajami bałtyckimi wręcz myśliwce.

No to chyba słowa Radosława Sikorskiego to było to, co trzeba było powiedzieć.

No tak, mi się od kilku dni już dla mnie było jasne, że trzeba to... Zresztą ja to powiedziałem w niedzielę w kilku programach, w kilku miejscach, że...

Polski polityk na pytanie, czy Polska będzie broniła naszej przestrzeni powietrznej, powinien odpowiedzieć jedno.

Oczywiście, że tak.

Oczywiście, że samolot ruski, który wleci nad terytorium Polski zostanie zastrzelony.

I oczywiście, że my podejmiemy decyzję, kiedy to będzie.

No i tyle.

No i tyle właściwie tu nie ma nic do dodania.

Powiem szczerze, że byłem zdziwiony w niedzielę w jednym z programów, gdzie dziennikarz zadał to pytanie grupie polskich polityków i po kolei każdy odpowiadał jakieś takie, jakby miał ziemniaki w ustach.

Że musimy przemyśleć, co stanąć.

Komunikacja strategiczna do ruskiego musi być jasna.

Jeśli wlecisz na nasze terytorium, będziesz zestrzelony.

I to jest zgodne z prawem i zasadami.

A kiedy to nastąpi, będziemy decydować my.

Bo inaczej jak się mu powie, że jak wleci jeden kilometr, to nie, a jak dwa, to tak, no to Ruski zaraz zacznie... To on powie, że by wleciał półtora i że właściwie nie wie, o co chodzi.

Ruski powinien dostać krótki, prosty, strategiczny komunikat.

To są czasy, kiedy trzeba zawsze pomyśleć, co się powie.

bo to jest słuchane też przez przeciwnika i weszliśmy w taką właśnie fazę, ja to nazywam fazą strategicznej komunikacji, kiedy właściwie każdy polityk, który odpowiada na te pytania dotyczące spraw międzynarodowych, ale nie tylko, bo widziałem, że ostatnio ruska propaganda wmieszała się nawet tutaj w dyskusję o edukacji zdrowotnej, ale generalnie każdy polityk powinien sobie robić coś takiego jak test Putina, czyli zastanawiać się, czy to, co mówi, nie będzie wykorzystane przeciwko

naszemu państwu naszemu rządowi naszym interesem, że nie wielu polityków robi sobie taki test.

No bo jeszcze nie przywykli mam nadzieję, że szybko przywykną, że wszystkie rzeczy, które mówią mogą być użyte przeciwko państwu i trzeba po prostu zastanawiać się co się mówi.

No tak tylko, że wykorzystane przez propagandę rosyjską są również takie błędy jak ten popełniony przez Marcina Bosackiego z zaprezentowaniem zdjęć domów w Wyrykach w ONZ-ecie.

On mówił dość precyzyjnie, ja tego wysłuchałem i jest dużo przesady w tym, że polscy politycy tak się w to zaangażowali.

Wiadomo, że Rusek będzie szukał wszędzie każdej dziurki, żeby wejść i nas atakować.

Uważam, że zwołanie tego posiedzenia było dobre.

Uważam, że jasno zostały zdefiniowane nasze podejście, to znaczy cała akcja wjazd dronów do Polski była prawdziwą przyczyną wydarzeń w Ryglu.

jeżeli to inaczej ustawimy to się kompletnie pogubimy.

Panie ministrze czy.

My trochę my komentatorzy wy politycy nie zaczynamy za bardzo straszyć wojną czy nie nie zaczynamy wprowadzać pewnego elementu paniki do polskiego życia publicznego która zawsze nie jest dobra.

Najważniejsze jest, żeby pokazać prawdziwe zagrożenia i pokazać gotowość i zdolność do ich odparcia.

I myślę, że musimy dzisiaj szukać takiej precyzji.

Ja staram się, zawsze mówię w taki sposób, żeby ci, którzy mnie słuchają, mieli pewność, że instytucje państwa pracują, że funkcjonuje łączność pomiędzy wszystkimi ośrodkami władzy, że trzeba się skupić na służbach,

które dają komunikaty na temat aktualnego stanu zagrożeń.

I w ten sposób tylko widzę, że tak można postępować.

Demobilizacja tutaj nie jest dobra.

Zresztą demobilizacja może być, wie pani, przez Ruska może być użyta i demobilizacja i straszenie.

I w rzeczywistości trzeba pójść gdzieś środkiem, a środkiem to jest bezpieczeństwo, mówienie prawdy, dostęp do prawdziwych informacji, przygotowanie społeczeństwa.

W ostatni piątek z przedstawicielami Zakonu Maltańskiego

Byliśmy w Rzeszowie, rozmawialiśmy o tym, żeby szczególnie na pograniczu przygotować szkoły, młodzież do reagowania na sytuacje kryzysowe, do pierwszej pomocy.

To jest to, co realnie polityk w takich czasach może robić, nie tylko rząd, ale także posłowie w swoim zakresie powinni to robić, czyli przygotowywać na zagrożenia.

A to co jest dzisiaj problemem.

Nawet sytuacja z wiceministrem Marcinem Bosackim pokazała, że na poziomie tej łączności to gdzieś coś tutaj nie działa.

Ja nie czuję potencjału tej sytuacji, żeby ona była jakaś bardzo kłopotliwa.

Trzeba się też przyzwyczaić do tego, że są czasy wojenne, to znaczy nie każdy nie od razu dostanie pełnię informacji, nawet jeżeli jest ministrem, bo czasami będzie tak, że po prostu trzeba poczekać na szczegółowe informacje ze służb, trzeba poczekać na to, żeby być pewnym, że nie ma żadnej prowokacji i nie ma co tego wykorzystywać przeciwko własnemu państwu.

Widziałem, że jednak sytuacja była taka, że za Bosackim stanęło ponad 50 państw.

Nie tylko, że poparli, ale stanęli fizycznie.

Bardziej się martwię takich sytuacji jak ta z Leszkiem Millerem, który od razu powiedział, że to była skucha polskiego rządu.

Jak tak może mówić były premier, który sobie zdaje sprawę, jak trudno jest zmobilizować 50 państw do wsparcia.

Oni wszyscy nie są tacy głupi, jakby chciał Rusek, to znaczy oni rozumieją, że będą prowokacje, oni rozumieją, że Polska będzie na celowniku, bo Polska będzie na celowniku.

Szczerze mówiąc wolę tak powiedzieć, żeby wszyscy wiedzieli jaka jest sytuacja.

Sytuacja jest taka, że Rosjanie będą atakować Polskę w obu wariantach, kiedy się wojna nie skończy.

mówię o rosyjsko-ukraińskiej wojnie, ale również kiedy się skończy.

Dlatego, że oni będą poszukiwali nowego wroga, będą poszukiwali kogoś, kogo mogą obciążyć za te wszystkie swoje nieszczęścia, bo wojna Rosjanom dobrze nie idzie.

Oni atakują całymi siłami, jakie mają,

Bo właściwie jednego, czego nie zrobili, to tylko powszechnej mobilizacji.

Chcą mieć reputację wielkiego, silnego państwa, a zdobywają po kilka wsi miesięcznie.

Więc to nie jest tak, że oni mają jakiś wielki sukces.

Żebyśmy sobie nie dali tego wmówić.

Bo w Polsce jest wielu komentatorów, w których przychodzi, i to jest moim zdaniem groźna propaganda, i opowiada, jaki Ruski jest silny.

Jakby Ruski był taki silny, to ta wojna nie trwałaby tyle lat.

Rosjanie wykrwawiają się w czasie tej wojny gospodarczo.

No tak, ale również przestawili swój przemysł na przemysł uzbrojeniowy, całą produkcję w tym czasie na produkcję wojenną i oczywiście są słabi, ale się wzmacniają, bo ta produkcja...

po prostu ruszyła doskonale pan wie że to trzeba przestawić wygra ten oczywiście, że także oni stworzyli gospodarkę wojenną w której mnóstwo pieniędzy w to angażują nic z tego nie mają bo każda rakieta leci i rozwala się i potem już z tego nie ma żadnych dochodów a pieniędzy są to napakowane do diabła ale teraz to co to to co jest ważne co chciałbym żeby każdy kto obserwuje tę wojnę rozumiał mamy do czynienia z takim z czymś co bym określił jako dronowy wyścig

To znaczy tę wojnę wygra ten, kto pierwszy zdoła ustawić armię dronów w taki sposób, żeby na przykład można było zaatakować państwo równolegle dwoma tysiącami dronów.

Duża liczba dronów, które są tanie, wlatuje do jednego państwa, paraliżuje na przykład system energetyczny i Rusek mówi, no to teraz się poddajcie.

A komentatorzy w tym kraju jeszcze pewnie niekiedy zachęcają niektórzy mówią a to może się warto poddać tak jak niektórzy mają takie podejście do ruska bo się boją tylko więc cała filozofia dzisiaj polega na tym kto pierwszy będzie najmocniejszy w dronach będzie w stanie skoordynować.

Atak dronowy lub obronę przeciwko dronom.

I to jest istota rzeczy.

Wczoraj rano byłem w jednej z polskich fabryk produkujących drony.

Dzisiaj jesteśmy na tym skoncentrowani, mówię, rząd.

Formalnie nie jestem członkiem rządu, ale nasza większość jest skoncentrowana na tym, żeby w tych technologiach dronowych nie dać się wyprzedzić.

Mamy kilka globalnych firm, które to robią.

Tu znowu, widziała pani, co się działo po ataku dronowym ruskich?

Już dwie godziny później kupa polskich polityków twierdziła, że my się na tym nie znamy, nie mamy nic do powiedzenia.

Ja od razu potrafiłbym wymienić na palcach już pierwszej ręki kilka poważnych, światowych podmiotów, które operują naprawdę w dużej skali, polskich podmiotów, które są w tym silne.

Wygra tę wojnę ten, kto wygra ten dronowy wyścig zbrojeń.

Okej, to zobaczymy, czy ma pan rację, czy jesteśmy aż tacy silni, bo jednak problemy, zwłaszcza z tą naszą ochroną antydronową, są dość poważne.

Bo nie jesteśmy dopiero pierwszy raz poddani tej próbie.

Ale jeżeli chodzi o technologię, jeżeli chodzi o politechniki, jeżeli chodzi o produkcję, jeżeli chodzi o inżynierów, o doświadczenie, no nie chcę tu reklamować żadnej firmy, ale wiem, że takie firmy są.

Proszę do tego dodać to, co jest największym sukcesem moim zdaniem polskiej prezydencji, czyli fundusz SAFE, który Unia Europejska przeznacza na badania i produkcję obronną, militarną.

My stoimy przed dużą szansą, żeby to wygrać.

Nie możemy sobie wmawiać, że Rusek to wygra.

My stoimy przed dużą szansą, żeby to wygrać, skutecznie bronić swojej granicy.

Być może świat za 10 lat od strony wojskowej będzie wyglądał już inaczej.

Będzie światem, w którym będzie wygrywał ten, kto jest w stanie nawigować tymi armiami dronowymi, które trochę są jak ze starych książek fantastycznych z lat 80. czy 90.

To się na naszych oczach spełniło.

Ale jeżeli się zastanawiamy dlaczego przykładowo generał Grynkiewicz mówi, że kluczowe będą 2-3 lata, dlaczego inni eksperci mówią, że kluczowe będą 2-3 lata, to ja już myślę, że to jest jasne, bo to jest ten czas potrzebny do tego, żeby technologicznie poradzić sobie z wojną prowadzoną przez bezzałogowe pojazdy latające, także podwodne, także naziemne.

Czy my nie jesteśmy na to wszystko spóźnieni?

Bo wie pan, jak ja słyszę od przedstawicieli rządu, że ten poradnik bezpieczeństwa, ta książeczka, która miała być wysłana do wszystkich Polaków, będzie wydrukowana na początku stycznia, może w lutym, to ja sobie myślę, przepraszam, co?

I tak jest z bardzo wieloma rzeczami w tej wojnie, że jakoś nam się ten czas rozlazł w rękach.

Wiem o tym, że wojewodowie, bo obserwuję kilka województw bardzo dokładnie,

podlaskie, podkarpackie.

Wczoraj rozmawiałem z wojewodą Kujawsko-Pomorskim.

Wojewodowie są bardzo zaawansowani w wyprowadzaniu tej nowej ustawy o ochronie, o obronie cywilnej.

Znaczy pamiętajmy, że ta ustawa nie została przygotowana razem z ustawą o obronie ojczyzny, która była oczkiem w głowie prezesa Kaczyńskiego i tam cała obrona cywilna wyleciała z tamtej ustawy.

Trzeba było ją napisać na masę.

Ale dzisiaj to jest.

Dzisiaj rozpoczyna się...

dosłownie wczoraj też rozmawiałem o takich projektach, budowa schronów podwójnego przeznaczenia, przekształcania też istniejących miejsc, na przykład parkingów, schrony.

Myśmy w tej sprawie naprawdę ruszyli.

Nie każdą rzecz się od razu opowiada, ale może warto tu na przykład zaprosić kiedyś, kto się tym zajmuje naprawdę.

Bo pani też trochę rozmawia z tymi, tu podjeżdżamy pod Sejm, sejmowymi politykami,

którzy często nie wyjeżdżają poza Warszawę i nawet nie mają pojęcia, co się dzieje i też tak trochę opowiadają, wszystkiego się boją.

A jakby tu na przykład zaprosić ogarniętego albo ogarniętą wojewodę, a jest takich trochę, bo to oni mają te władze wprowadzania ustawy i naprawdę wiedzą, jak chronić ludność cywilną w porozumieniu z samorządami, no to ja ciągle słyszę, że te rzeczy są zaawansowane.

Nie wiem, jak jest z tym poradnikiem, o którym mnie pani pytała.

Ale wiem, że jest mnóstwo organizacji pozarządowych, które przygotowują, nie wiem, poszewki na poduszki z informacją, jak się chronić, informatory.

To już jest od kilku lat nawet.

Ja sam znam kilka takich przykładów.

Jak się w to wgłębić, to społeczeństwo jest na to przygotowane.

Kiedy mnie pani pyta, jak...

uniknąć lęku, no to uniknąć lęku przez tę informację.

Jak jest słabo, to trzeba jeszcze wzmocnić, ale ja nie oceniam, że jest słabo.

Tak jak widzę, to naprawdę jest dużo osób zaangażowanych w przygotowanie społeczeństwa.

Ochotnicze straże pożarne.

Panie ministrze, no dobrze, państwo też musi wykonać swoją robotę, samorządy muszą wykonać swoją robotę w przygotowaniu społeczeństwa, bo po prostu muszą, no i tyle.

Panie ministrze, jak jest z naszymi

Ja właśnie nie wiem, czy ja mam pana zapytać o umowy, czy o co w sprawie odbudowy Ukrainy.

Pan się tym zajmuje.

Już mówię, jest tak, że są przygotowane pieniądze w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Na co są te pieniądze?

Duże środki.

To są fundusze na inwestycje.

Czyli firma polska chce inwestować, ma doświadczenie, idzie do BGK, to jest w ostatnim roku już przygotowane, myśmy to zrobili, przeprowadziłem to, mój zespół, można naprawdę pójść i już z tego korzystać.

Są środki dodatkowo w Banku Ochrony Środowiska, przygotowane przez Ministerstwo Funduszy Regionalnych.

Tam są z kolei środki dla firm, które chcą brać udział w odbudowie Ukrainy z pozycji Polski.

Jest sporo funduszy gotowych już w organizacjach międzynarodowych.

Z nich także można korzystać.

Mamy przygotowane tereny inwestycyjne, bardzo dobre programy Agencji Rozwoju Przemysłu.

Dla tych, którzy chcą wspierać odbudowę Ukrainy z pozycji polskiej.

Do tego zrobiliśmy, poprowadziłem z ministrem Paszykiem w czerwcu największą w historii Polską Misję Gospodarczą na Ukrainę.

Filozofia mojego działania jest taka i taka musi być, to znaczy, żeby była szansa i możliwość dla polskiego biznesu.

Każdy, kto prowadzi swoją firmę na końcu zdecyduje, czy chce w to wchodzić, czy nie.

Ale dzisiaj mamy fundusze, zapraszam, już można pójść do banku i zacząć o tym dyskutować, bo one są zabezpieczone.

Już są pierwsze wnioski, zresztą ja je widzę, są negocjacje, normalnie to idzie.

Mamy ubezpieczenia w Kukę dla tych, którzy eksportują.

Bo zakładamy, że odbudowa będzie oparta o duży polski eksport na Ukrainę.

To jest 13 miliardów euro.

Jedna trzecia całego eksportu z Unii Europejskiej.

Nie uwierzy pani, ale to dzisiaj jest z Polski.

To w ogóle skala współpracy polsko-ukraińskiej.

Dzisiaj jak ja patrzę na tę ruską dezinformację...

A z drugiej strony widzę ile do polskiego budżetu wchodzi z miejsc pracy w Polsce, z podatków.

Czyli my tak, wspieramy eksport, bo za eksportem iinwestycje.

To jest pierwszy filar.

Drugie, wspieramy transport i logistykę, no bo Polska leży na mapie tu gdzie leży i do tego mamy już dopasowane odpowiednie fundusze.

Trzecie...

To są już takie czyste inwestycje na Ukrainie.

My tam mamy ponad 3 tysiące podmiotów gospodarczych.

Myślę, że żadne zewnętrzne państwo nie ma więcej.

No i w oparciu o te podmioty budujemy konkretne programy.

I do tego jeszcze dokładamy w tym roku...

Prawdopodobnie dużą umowę międzyrządową z takimi, myślę, że około dziesięcioma sztandarowymi inwestycjami.

Czy właściwie to jest przygotowane jako ramy?

To oczywiście wystartuje, jak się skończą bombardowania i najazdy ze strony ruskich, ale musimy być na to przygotowani, no bo później też się zwiększy zainteresowanie, wiem jak to jest dzisiaj, że przedsiębiorca waha się.

ma tam może lepsze warunki od strony zysku, więcej zarobi, ale ryzyka ciągle ocenia, że są duże, takie te życiowe, bo my inne ryzyka staramy się rozładować, czyli dodatkowe ubezpieczenia, dodatkowe gwarancje Komisji Europejskiej, to wszystko jest.

Więc to, co mogę powiedzieć, tylko korzystając, da pani jeszcze pięć sekund, idźcie do BGK, idźcie do BOS-u, albo dzwońcie do nas, do naszego biura, albo do którejkolwiek z organizacji gospodarczych, bo my co miesiąc mamy zebranie

korektacyjne, wszystkie duże organizacje gospodarcze, wszystkie osiem największych są ze mną w stałym kontakcie, dosłownie.

Wnioski można składać w każdym razie.

Wnioski można składać, organizacje, do których należy prawie każdy przedsiębiorca są na bieżąco poinformowane, a jak nie są, to wiedzą, gdzie się szybko dowiedzieć.

Dziękuję bardzo serdecznie.

Paweł Kowal, Koalicja Obywatelska, był gościem onet rano.

Dziękuję, pod sejmem już jesteśmy.

Jak pan tam skręci w prawo, to to jest sejm.

Dziękuję bardzo.

I teraz, proszę państwa, zmieniamy temat.

Idziemy do lasu.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Pójdziemy do lasu, z wiejskiej do lasu.

Dzień dobry.

Moim gościem jest Marek Józefiak, rzecznik Greenpeace Polska, ale autor reportażu, raczej książki reporterskiej.

To jak się nazywa?

Książka reporterska Polska Rzeczpospolita Leśna.

Pokażę Państwu okładeczkę, bo Pan Marek tak ją przytulił do piersi.

Jest o lesie, ale jest konkretnie nie o tym, co w lesie rośnie, tylko jak na lesie rośnie.

Czyli jak to lasy państwowe zarobiły, a przy okazji, co tam się wydarzyło w ogóle.

Wyhodowaliśmy potwora, można powiedzieć.

Przez te trzydzieści parę lat wolnej Polski stworzył nam się jeden z najpotężniejszych sił w polskiej polityce.

Podmiot niesłychanie mocny pod względem finansowym.

Politycznym, układów, wejść nie tylko w resorcie klimatu i środowiska politycznego.

Tak, znaczy w zasadzie można powiedzieć, że lasy państwowe rządzą na polskiej wsi, ale też rządzą na sejmowych korytarzach, w ministerialnych pokojach.

One tak naprawdę tworzą politykę leśną w Polsce i potrafią psuć szyki nawet ministrom środowiska.

W sensie nie jeden minister środowiska naprawdę się potknął o to, że próbował lasy reformować.

Ba, no jakby lasy państwowe wręcz można powiedzieć zmieniały wyniki wyborów takich...

parlamentarnych, bo potrafiły rozwijać takie kampanie na gąkę na polityków, którzy niby chcieli się prywatyzować i to potrafiło zmieniać wyniki wyborów, oni potrafili zbierać miliony podpisów.

To oczywiście było oparte na bzdurnych, po prostu wziętych z sufitu zupełnie oskarżeniach, natomiast takie są fakty, że rzeczywiście rasy państwowe

Sama się tak, utoczyły bo to sami leśnicy napisali sobie ustawy o lasach oni kilka dni temu nowego dyrektora lasów państwowych on mówił, zarzuty zawarte w książce pana Józefa jaka są, niesprawiedliwe bo przecież my działamy w granicach prawa No tak tylko to zależy kto napisał prawo zapomniał powiedzieć, że to pięciu leśników, napisało ustawy o lasach no i to leśnicy są tą siłą która ale kto ma napisać ustawy o lasach jak nie leśnicy.

Mają to napisać ludzie, którzy się na lasach znają, bo leśnicy znają się na jednej nóżce, to znaczy na tym, jak hodować surowiec i dostarczać go do gospodarki.

Natomiast las to nie są tylko drzewa, bo leśnice mają taką tendencję do patrzenia na las bardzo jednowymiarowo, to znaczy patrzą na drzewa konkretnych gatunków w określonym wieku.

My gdybyśmy byli drzewami rosnącymi w lesie zarządzanym przez lasy państwowe, żebyśmy dawno byli ścięci, bo leśnicy generalnie wycinają drzewa w wieku, powiedzmy, przeliczając na ludzkie lata, 18-20 lat, czyli po prostu w wejściu, gdy drzewa wchodzą w dorosłość, więc tam nie ma opcji na to, że to drzewo dorośnie, że ono się zestarzeje, że ono umrze, bo tak jest cykl życia w naturze.

Nie, tam jakby cykl jest jeden, trzeba wyhodować surowiec.

Tylko, że to nie rozwiązuje problemu.

Znaczy oczywiście większość lasów w Polsce jest sadzona i tam rzeczywiście ta gospodarka leśna może być prowadzona z mniejszą wpływem na przyrodę.

Niestety leśnicy traktują w bardzo podobny sposób te sztucznie sadzone monokultury, często sosnowe i...

No naprawdę dzikie ostępy, najdziksze ostępy w Polsce, w Puszczy Karpackiej, w Bieszczadach, na Pogórzu Przemyskim, w Beskidach, czyli tam, gdzie ta dzika przyroda się jeszcze ostała i gdzie należałoby naprawdę zostawić tej przyrodzie odrobinę miejsca, bo w Polsce żyje przykładowo 30 par orła przedniego.

żyje trochę ponad 100 niedźwiedzi, a we wszystkich tych miejscach, gdzie one żyją, leśnicy tną i chcą dalej ciąć i naprawdę nie ma sposobu, i to jest kolejny ten element tej Polskiej Rzeczypospolitej Leśnej, tego państwa w państwie, że nie ma żadnego sposobu, jak na nich wpłynąć.

Znaczy my jako społeczeństwo, czy to jako Kowalski, który się sprzeciwia temu, że wycinają mula za domem, czy właśnie... No dobrze, ale

Naukowcy, którzy chcą zatrzymać wycinki, nie ma żadnej opcji, jak na leśników wpłynąć, bo oni po prostu... Ale to co zrobić, żeby tak nie było?

Bo szczerze mówiąc, ja mam głębokie przekonanie, że jak spyta pan Polaków o to, czym są lasy państwowe, to większość nie wie.

I nie dlatego, że kompletnie się niczym nie interesują, tylko dlatego, że jakoś ta pozycja lasów państwowych jest tak absurdalnie wielka, że nikt tego nie rozumie tak do końca.

Jakby leśnicy też wydawali na PR na zbudowanie sobie takiego naprawdę dobrego wizerunku grube grube miliony złotych.

To jest to jest quasi firma bo to nie jest firma tak ale ona zarabia na przychody rzędu 13 15 miliardów złotych rocznie.

Z tego oni.

Więc jeśli ma się takie pieniądze, no to naprawdę można wszystko.

Znaczy można oczywiście budować sobie PR, można zatrudniać sobie ambasadorów, znanych sportowców, muzyków, aktorów, którzy będą nam tworzyć ten pozytywny wizerunek i rzeczywiście...

Sporo ludzi uwierzyło w to, że Lasy Państwowe jest taka fajna instytucja, która się zajmuje przynajmniej ochroną przyrody.

Która chroni nasze lasy.

Tak, chroni nasze lasy.

Natomiast fakty są takie, że to jest instytucja, która trochę otoczyła się murem od społeczeństwa.

Jeśli na przykład naukowcy czy przyrodnicy, społecznicy prosili o to, żeby zostawić właśnie te lasy w Bieszczadach w spokoju, no to oni mówią, dziękujemy za wasze uwagi, wyrzucamy je do kosza.

I to się nie działo 10 czy 20 lat temu, tylko nawet teraz w tym roku...

Mną wstrząsnęła informacja jak jesteśmy przy Bieszczadach, że w jednym z leśnic w Bieszczadach, które nie było w stanie wyciąć lasów, bo po prostu nie było go na to stać, dopłacono do tego, żeby te lasy wyciąć.

No tak, generalnie w górach się dopłaca do wycinek, bo to jest nieopłacalne ekonomicznie, więc my można powiedzieć... No to może tego nie robić po prostu, nie wiem, to jest taki pomysł.

Jak coś jest nieopłacalne ekonomicznie, to po prostu może nie róbmy tego.

Można by, ale tak nie działają lasy państwowe.

To, o czym pani mówi, to jest taka mentalność gospodarcza, natomiast tej mentalności lasów państwowych, bardziej takiej biurokratycznej, im zależy na tym, żeby pompować koszty.

Oni nie chcą pokazywać zysku.

Mimo to, to trudno im nie przekroczyć miliarda złotych zysku rocznie.

Zrobią wszystko, żeby tak było.

To znaczy, po prostu wydają coraz więcej na pensje, wydają właśnie, budują coraz więcej dróg.

Przykładowo w polskich Karpatach, czyli zbadane to od Beskidu Niskiego po granicę z Ukrainą, czyli po Bieszczady, po Gorze Przemyskie jest więcej dróg leśnych zbudowanych przez leśników niż obszarów, które realnie chronią przyrodę, czyli rezerwatów i parków narodowych.

Drogi w Karpatach zajmują 5% powierzchni lasów.

Więc jakby trzeba budować na potęgę.

Tam zbudowano ponad 30 tysięcy kilometrów dróg leśnych.

Dróg zrywkowych, którymi leśnicy prowadzą, za pomocą których jest oprowadzona ta gospodarka leśna.

To nie ma żadnego sensu ekonomicznego.

Ekologicznie to jest po prostu absurd, żebyśmy tak naprawdę dopłacali do niszczenia najwyższych ustępców przyrody.

Ale niestety ta instytucja jest zbudowana z takich absurdów, bo jest monopolistą.

A monopolista,

nie musi się reformuje dobrze to mamy diagnozę a jaka jest recepta na to żeby te instytucje, uzdrowić No bo nie da się jej zlikwidować i zbudować od nowa nie w książce pokazuje przykłady ludzi którzy którym się to udaje robić znaczy są ludzie w Polsce którzy naprawdę.

Wojują z lasami państwowymi, wojują już skutecznie, to często są leśnicy, bo leśnik to jest zawód, to znaczy to jest osoba o wykształceniu leśnym, która ukończyła odpowiednio studia i nie zawsze lądują w lasach państwowych.

Część z nich jest takimi buntownikami i mówią, hola, hola, nie, to jest paranoja, nie będę do tego przykładał ręki, chcę te instytucje reformować i oni często...

Po pewnym czasie, po stażu w tych lasach, orientujemy się, dobra, od wewnątrz to się zupełnie nie uda.

Dołączamy do organizacji ekologicznej.

Często są też osoby zupełnie spoza tego środowiska, które po prostu się zorientowały w pewnym momencie, że leśnicy chcą im wyciąć najstarsze drzewa w ich lesie ukochanym.

I po prostu rzucili wszystko i zaczęli tego lasu bronić.

I to się często im udaje.

Oczywiście to są jakieś takie jaskółki pozytywnej zmiany, natomiast to trzeba pokazywać.

Natomiast ta systemowa zmiana musi przyjść z góry.

No właśnie, bo pan mówi o zmianach, które zachodzą w lokalnych społecznościach czy w lokalnych instytucjach lasach.

Ale tutaj to się tak nie da.

To trzeba zrobić systemowo.

Bardzo wiele postulatów obecnej, nie rządzącej koalicji dotyczyło ekologii zmian.

Ile to miało być?

20% lasów chronionych?

A ile nam się udało uwolnić?

Na razie 0,2%, czyli 100 razy mniej.

To znaczy, to są te obszary, gdzie utworzono nowe rezerwaty za nowej władzy.

To ma być teraz jakiś nowy fark krajobrazowy.

Ma być nowy Park Narodowy, ale uwaga, on nie obejmuje lasów i dlatego on powstanie.

Jest szansa, że on powstanie, bo oczywiście zawsze jeszcze może być weto prezydenta, bo Park Narodowy ustanawia się ustawą, więc zawsze może być weto, ale to nie jest przypadek, że jako pierwszy nowy Park Narodowy ma być ten Park Narodowy Doliny Dolnej Odry, bo tam po prostu nie ma drzew.

Co też wiele mówi o tym, w jakim jesteśmy miejscu.

To był półtora roku tak naprawdę tarć wewnątrz samego rządu, bo nowego dyrektora lasów, już teraz starego, no bo on już został zdemisjonowany, jakby wyznaczył sam premier.

Ministerstwo Klimatu jest w rękach Polski 2050 i

I co?

No i jeśli nawet w rządzie nie ma zgody co do kierunku zmian i tempa tych zmian, to tak się po prostu nie da działać.

To lasy państwowe nie takich ludzi rozgrywały, więc to na razie jesteśmy na rozdrożu.

Albo naprawdę teraz ten nowy dyrektor przestanie stawiać kij w szprychy tym reformom i rzeczywiście rząd się weźmie porządnie do roboty.

No ale panie rzeczniku...

20% 20% ja nie widzę żebyśmy w następne dwa lata nagle to miało podskoczyć do tych 20% które rząd premiera Tłuszka obiecał pełna zgoda jakby i to co pytać premiera Tłuszka jak on ma jak on po prostu kłania ludziom w żywe oczy mówiąc bardzo dużo na temat na ten temat w kampanii wyborczej czy po prostu jest nieskutecznym politykiem.

Obie te odpowiedzi są fatalne dla premiera Tuska.

Bo jakby na razie tak to wygląda.

Spodziewam się odpowiedzi ojta mojta.

Albo premier po prostu wiedział, że tego nie dowiezie, albo po prostu nie jest skuteczny w tym, co robi, więc tak czy inaczej nie nadaje się do rządzenia.

Rząd sobie musi zadać pytanie, po co przyszli do władzy, bo jesteśmy w takim momencie, że jeszcze można przyspieszyć, natomiast jeśli dalej będzie to zmierzało w tym kierunku, w którym zmierzamy, to ta ogromna

Energia społeczna, która się narodziła przez te ostatnie lata, bo to nie jest puszcza Białowieska i Byszczady, to było ponad 450 protestów w całej Polsce.

Albo ta energia społeczna zostanie po prostu zmarnowana, rozsłoniona i znowu będziemy musieli wyjść na ulicę w obronie polskich lasów.

Proszę Państwa, Polska Rzeczpospolita Leśna.

Ja naprawdę wiem, że wielu z Państwa może uważać, że Lasy Państwowe to jest organizacja ludzi, którzy sobie chodzą po lesie i czasem spotkają tego drukarza, jak on się tam nazywał.

Kornika.

I, że to jest wszystko właściwie i być może macie państwo jakieś nostalgiczne wspomnienia zjeżdżenia do leśniczówek.

Jako dzieci ale przeczytajcie czym jest ta instytucja i co można zrobić żeby nie hodować dłużej.

Instytucji tak naprawdę finansowej, która chyba nie ma na myśli dobra polskich lasów.

Ja tam lubię chodzić na spacer po lesie, więc wolałabym jeszcze pochodzić trochę.

Dokładnie tak.

I też ostatnia rzecz.

Też są tacy leśnicy, którzy rozumieją... Tak, oczywiście.

Tylko niestety oni są tłamszeni.

W sensie ta instytucja po prostu nie znosi sprzeciwu, nie znosi wielogłosu, nie znosi dyskusji.

I takie głosy też są w tej książce, gdzie po prostu leśnicy boją się,

zabierać głos, najczęściej niestety są głosy anonimowe, bo po prostu to też jest taka sytuacja, to też wiele mówi.

W sensie jeśli nadal, mimo tego, że się zmieniła władza, że w teorii takie są cele i plany, niestety nadal oni po prostu boją się mówić o tym otwarcie.

dziękuję bardzo Marek Józef jak książkę zatrzymałam Marek Józef jak Polska Rzeczpospolita Leśna rzecznik Greenpeace naszym gościem dziękuję i teraz ciąg dalszy naszego klubu literackiego bo do mojego samochodu wsiada trochę w kolorach lasu trochę w kolorach lasu dzień dobry Iwona Guzowska dzień dobry witam dzień dobry Domiko dzień dobry.

O książce.

Zapinamy się.

Moc wojownika jest w tobie.

Jak żyć w zgodzie ze sobą?

Iwona Guzowska, sportowczyni, posłanka.

Ale sportowczyni nie była, była.

No w zasadzie też już trochę tak.

No ale jeszcze wspierasz cały czas.

Wspierasz cały czas w dochodzeniu właśnie w czym?

W odnajdywaniu mocy, w dochodzeniu do siebie, w odnajdywaniu siebie.

Pięknie Dominiko to powiedziałaś, w odnajdywaniu swojej własnej mocy, w odnajdywaniu połączenia ze sobą, ze swoim sercem, bo bardzo często funkcjonujemy tylko w oparciu o to, co się dzieje w naszym umyśle i to powoduje ogromne zamieszanie, taką konfuzję.

i nie wiemy jak znaleźć spokój, a ten spokój już jest, tylko w nas, nie w przestrzeni głowy, tylko zupełnie inaczej, zupełnie gdzie indziej.

Nasz spokój jest w naszym sercu, w naszym ciele, w naszym oddechu i wtedy rzeczywiście dzieją się cuda, bo uspokaja się umysł,

który produkuje niezliczone ilości myśli i wszyscy o tym wiemy, bo przecież doświadczamy tego wariactwa.

Tak, i żeby wreszcie zapanować nad tym szaleństwem i znaleźć przestrzeń, w której jest taka cisza, taka cisza, w której...

odnajdujemy odpowiedzi, rozwiązania, no to tak, dobrze by było najpierw zacząć oddychać i nie do klatki piersiowej, tylko do brzucha, żeby to nasze ciało wreszcie poczuło oddech.

Ale tego się trzeba strasznie długo uczyć.

Wiesz, jak chodziłam na jogę, to zaczęłam się uczyć oddychać i zdałam sobie sprawę, że ja to całe życie źle robię.

Tak, dlatego że straciliśmy tą naturalną umiejętność, którą mieliśmy jako dzieci, ze względu na presję, ze względu na oczekiwania.

I wtedy nasz oddech staje się płytki, bo to się dzieje w momencie, kiedy mały człowiek uczy się takich destrukcyjnych wzorców.

I traci swoje naturalne zaufanie do życia do jego rytmu do jego przebiegu to są bardzo trudne rzeczy no bo wiadomo świat pędzi i ciągle od nas się czegoś oczekuje i powielamy później takie destrukcyjne wzorce ważne żeby zdążyć.

żeby wejść w tą jakość życia i żeby później z niej korzystać każdego dnia.

No właśnie, ten oddech jest strasznie interesujący, bo mówi się człowiekowi, jak jest zestresowany, jak gdzieś właśnie pędzi, jak ten usiądź, odetchnij, zrelaksuj się, tylko też musisz wiedzieć, co ten oddech ma ci dać.

Oddech to życie i ten oddech, w ogóle rytm oddechu jest odzwierciedleniem rytmu życia.

Kiedy przychodzimy na świat,

Zaczynamy swoje życie tutaj od wzięcia pierwszego wdechu, najpierw jest wdech, czyli aktywizacja układu współczulnego, ta adrenalina, ten przypływ życia, a później przechodzi wydech.

Układ przywspółczulny, rozluźnienie, relaks.

I to jest ta sinusoida mikro, która mniej więcej 20 tysięcy razy w ciągu doby się dzieje, bo tyle razy oddychamy.

Natomiast jeśli zaczynamy zwracać świadomą uwagę na to, w jaki sposób oddycham,

do jakich części swojego ciała oddycham, czy ten oddech jest taki spokojny, głęboki, czy bywa zbyt często płytki i tylko tutaj gdzieś u góry i aktywizuje umnoszenie moich ramion, bo zawsze jak pracuję z ludźmi, wszyscy mają ten sam problem na początku.

Bardzo spięte mięśnie, karku, to napięcie, które wchodzi tu, z czego?

Właśnie z tego...

z tego oddychania takiego bardzo kortyzolowego, stresowego.

Więc tak, to jest proces i jeśli... Pokaż mi tą swoją książkę jeszcze, na chwilę będziemy ją pokazywać, zanim ruszę, tak, pokazujemy książkę Iwony Guzowskiej, ale ona jest dość specyficzna, bo ją podzieliłaś na dwie części.

i opowiemy teraz o tym.

Książka jest rzeczywiście taka inna, ponieważ pierwsza jej część jest powieścią, jest opowieścią.

Wiesz co, wzięłam ją, zobaczyłam twoje zdjęcie i sobie pomyślałam, że to jest opowieść o tobie.

A potem się okazało, że nie, że mam tam zupełnie innego bohatera przez połowę.

Tak, i to właściwie przez trzy czwarte książki tak naprawdę.

Często jest tak, że dopiero poprzez kontakt z bohaterem, którego nie jesteśmy w stanie zakotwiczyć z konkretną żyjącą osobą, wtedy nam się otwierają jakiinne możliwości odbierania jego doświadczeń.

Bo nie filtrujemy sobie i sami go w zasadzie sobie wizualizujemy i on już jest wtedy taki nasz.

Wtedy kiedy ja mówię coś z mojej perspektywy to wiadomo, że człowiek już przerzuca, aha Iwona Guzowska to to, co ja o niej wiem, co ja nie wiem, wiem, że boks, wiem, że dużo przeszła, że trudne rzeczy.

I dlatego tak jest.

Poza tym ci bohaterowie z tej pierwszej części książki, w każdym z nich możemy odnaleźć, w każdym jednym, odnaleźć cząstkę siebie.

To się oczywiście później wyjaśnia, o czym to jest i... No tak, bez spoilerów.

Tak, co to są za postaci, ale...

w tej książce ten bohater i przeżywa w zasadzie to co przeżywa bardzo wielu z nas, jest, zagubiony nie wierzę nie wie cały czas kręci się w kółko, powtarzając te same błędy te same schematy i wreszcie dzieje się coś co robi mu tak zwaną stop klatkę i wtedy podejmuje decyzję albo coś zmieniam,

Nie będę mówić, co się dalej będzie działo.

Zachęcam oczywiście do tego, żeby przeżyć tą magiczną podróż.

I magiczna to jest słowo klucz.

Bo tam się dzieje dużo magii.

Ale magii, której ja jako człowiek naprawdę doświadczyłam i doświadczam i to się dzieje.

I możemy naprawdę wszyscy mieć magię w swoim życiu.

A miałaś taką stopklatkę w życiu?

Nie jedną, ale nie każda.

Musiała być jedna taka najbardziej wstrząsająca, która scaliła wszystkie wcześniejsze doświadczenia, która zebrała te mniejsze stop klatki i powiedziała, to jest teraz.

Wcześniej to były takie granaty, które wpadały do mojego życia, ale jak wpadła bomba dużego kalibru, to mówię, aha, to już teraz wiem, o czym to jest.

Nie mogę udawać, że tego nie ma.

Tak, nie mogę.

I jak siedziałam w tym leju po bombie, wsypał się na mnie ten kurz, te kamienie, to byłam przerażona.

Ale tym razem postanowiłam nie czekać, aż przyleci QRF i mnie wyciągnie z tego leja po bombie, tylko postanowiłam sobie tam posiedzieć, pooglądać, o czym to jest wszystko.

I kiedy rzeczywiście zostałam tam, w spokoju,

zaczynając przywracać swój naturalny oddech i zaufanie do życia, bo wiesz, jak już nie masz dokąd uciec, jesteś pod ścianą, to już nie masz dokąd uciec i jesteś pod ścianą.

I wtedy możesz wreszcie powiedzieć, ok, poddaję się, nie mam już pomysłu.

Możesz oprzeć się o tę ścianę.

Tak, i poczekać, albo się położyć, ja się położyłam.

I to był moment zwrotny.

I tak to te trudne doświadczenia są najbardziej wartościowymi i one jeśli sobie pozwolimy pomagają nam przywrócić tą swoją prawdziwą moc którą każdy z nas ma każdy jeden człowiek ma.

Ale czy ty mówisz, że to trzeba w takim razie zaakceptować to, co nas spotkało?

Czy to cierpienie, które nas spotyka, te sytuacje bez wyjścia?

My się uczymy uciekać.

Uciekać od trudnych emocji, od trudnych sytuacji.

Tworzymy sobie mnóstwo różnych schematów ucieczkowych, z których korzystamy wtedy, kiedy trudne rzeczy się dzieją.

Nie wiem, jakiś fatalny związek, no to dobra, kończę i lecę w następny.

Nie mamy tego momentu zatrzymania, żeby wyciągnąć jakieś wnioski.

Powtarzamy jakieś fatalne rzeczy w swoim życiu i obwiniamy,

A zewnętrze zawsze jest odbiciem tego, co jest w środku tego chaosu.

Dlatego, że powielamy pewne rutynowe zachowania, tego, że cały czas robimy to samo, spodziewamy się różnych efektów, co jest nielogiczne zupełnie.

Ale chyba poczułaś w tej książce, że potrzebujesz też się w niej zakotwiczyć, skoro jest część, która jest o tobie, jest twoim przeżyciem.

O tak, ta książka płynęła tak mocno z serca, że jestem ogromnie wdzięczna za to, że mogłam podzielić się z ludźmi też częścią swojej drogi, swoimi doświadczeniami, bo wiem, że to działa.

Najpierw przerobiłam to na własnej skórze, to nie jest coś wymyślone tak z kosmosu, ale to jest coś, czego doświadczyłam, co przeżyłam i wiem, że można, wiem, że to jest jak najbardziej realne

I że każdy z nas ma w sobie tę moc, że każdy z nas ma w sobie absolutnie wszystko, czego potrzebuje, żeby poradzić sobie ze sobą i ze swoim życiem.

Wystarczy zmienić optykę z zewnętrza na siebie, na to, co jest we mnie, czego ja potrzebuję, czego się boję, żeby odkryć też, jakie mam deficyty, czego mi w życiu brakuje.

I to często jest bardzo, bardzo kluczowe.

czego się najbardziej boję i czego odczuwam brak najgłębiej w sobie.

Wiesz to, ale to jest strasznie trudne, o czym mówisz.

To jest strasznie trudne, żeby po pierwsze zaakceptować sytuację bez wyjścia, a po drugie zmierzyć się ze swoim lękiem, ze swoją fobią, ze swoją słabością.

Dominiko to jest trudne tylko do momentu kiedy z tym walczysz i kiedy nie masz odwagi i nie masz odwagi wziąć odpowiedzialności za siebie za swoje życie i za to jak odpowiadasz na wszystko co przychodzi z zewnątrz.

Jeżeli z odwagą powiesz sobie okej.

Biorę odpowiedzialność za siebie wreszcie biorę odpowiedzialność za siebie wszystko co się dzieje w moim życiu jest wynikiem tego co robię bądź czego nie robię.

Wszystko co się dzieje w moim życiu tak naprawdę sam sobie czy sama sobie wykreowała i to co najlepsze najpiękniejsze i to co najtrudniejsze bo tak jest i wiesz rzeczywiście w momencie kiedy bierzesz odpowiedzialność za siebie.

i chcesz za tym podążać, to to już nie jest takie trudne, bo zaczynasz to rozumii przestajesz uciekać i mówisz, ok, tu nie dowiozłem czegoś, tu skrewiłem, tu coś zepsułam, tu popełniłam błąd.

I jeżeli przestaniesz biczować siebie, ale wyciągniesz wnioski, to wtedy dzieją się piękne rzeczy.

I to wtedy nie jest już trudne.

Trudne jest wtedy, kiedy...

Tkwimy w przestrzeni strachu, który jest w naszej głowie, a zazwyczaj się okazuje i tego się też nauczyłam w ringu, że mój strach przed walką był dużo straszniejszy niż to co się działo w ringu, niż sama walka, więc jeżeli bierzesz z odwagą wdech i robisz krok, to się po prostu rzeczy dzieją i tak jak Rumi powiedział, zrób krok, a droga się pokaże.

Iwona Guzowska, autorka książki Moc Wojownika jest w Tobie.

Jak żyć w zgodzie ze sobą?

Bardzo serdecznie Państwu polecamy z Iwoną na okładce, chociaż książka nie do końca o Iwonie i nie do końca ona jest jej bohaterką.

Dziękuję Ci bardzo serdecznie.

Bardzo serdecznie.

Książkę też sobie zostawiam.

Tak jest, to jest dla Ciebie.

Dziękuję bardzo.

I to jest już koniec, proszę Państwa, naszego...

Części one trano w naszym mobilnym studio.

Ja nazywam się Dominika Długosz, żegnam się z Państwem bardzo serdecznie, a przy Domaniewskiej już czeka Mikołaj Kunica z senatorem Wadimem Tyszkiewiczem.

Od 2018 roku gminy w Polsce mają prawo ograniczać godziny, w ramach których można prowadzić sprzedaż alkoholu.

Na taki krok zdecydowało się około 180 gmin.

To jest około niewiel ponad 7% wszystkich w Polsce.

Z większych miast

Prohibicja nocna obowiązuje w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Szczecinie.

Pytanie, czy to powinno być ogólnopolskie zarządzenie, czy też nie?

Jakie rodzi skutki?

Czy to są dobre rozwiązania?

Wadim Tiszkiewicz, senator z Koła Senackiego Niezależni i Samorządni jest gościem o Netranowie.

Dzień dobry panie.

Witam pana, witam państwa.

Sprawdziłem w 36-tysięcznej Nowej Soli, w której pan był prezydentem od 2002 do 2019 roku.

W czerwcu 2022 roku, czyli już po pana przejścia do polityki krajowej, wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu od godziny 23 do 6.

Jako mieszkaniec, nie jako polityk, jako mieszkaniec, jak pan ocenia tę decyzję?

Czy to się przysłużyło miastu i mieszkańcom, czy też nie?

Akurat w moim mieście wielkiego problemu nie było, ale oczywiście sprzedaż alkoholu w godzinach nocnych zawsze powodowała jakieś skutki.

Są miasta, które bardziej odczuwają te skutki, tak jak przykładowo Sopot, miasta turystyczne, gdzie rzeczywiście do białego rana dzieją się rzeczy, delikatnie mówiąc, dziwne.

I ten alkohol bardzo negatywnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa przede wszystkim mieszkańców, ale też turystów tych na przykład ośrodków turystycznych.

Ja uważam, że prohibicję można wprowadzać, ale jednak mimo wszystko powinno o tym decydować samorządy.

To, co proponuje Lewica, żeby w całej Polsce wprowadzić bezwzględny zakaz, uważam chyba lekką przesadą, dlatego że mamy w Polsce blisko 2,5 tysiąca gmin różnych, gdzie problemy są najróżniejsze i uważam, że to jest lokalna społeczność.

I ich reprezentanci powinni decydować o tym, czy ten zakaz powinien być wprowadzony, czy nie.

Ja uważam, że trzeba szukać przyczyn gdzie indziej.

Chociażby powinno się zakazać reklamy alkoholu.

To, co się dzieje w tej chwili w sklepach, te 6 plus 6, czy 10 plus 10.

I kupujący zamiast wypić 6 piw kupuje niby 10, a tak naprawdę 20.

I wypija 20 piw.

I to jest dramatyczne.

Tego się powinno zakazać.

Tak naprawdę ten kupujący oczywiście płaci za każde piwo, bo te chwyty reklamowe 10 plus 10 za darmo to dla ludzi naiwnych.

Albo małpki.

Jestem za tym, żeby wprowadzić zakaz sprzedaży małpek, które są plagą.

I to wszyscy sprzedawcy, szczególnie mam znajomych w Żabce, którzy opowiadają o tym, co się dzieje rano.

To tak jak w Rosji, jak się szło do pracy, to się w setkę trzeba było szczelić po drodze.

Tak jak i u nas idąc do pracy, niestety część polskiego społeczeństwa sięga po małpki i z tym trzeba zrobić porządek.

A jeśli chodzi o zakaz i prohibicję, uważam, że to, co dzisiaj obowiązuje, że każda gmina ma prawo wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych, to powinno być obowiązujące.

No i oczywiście zakaz również sprzedaży na stacjach benzynowych, bo myślę, że tak nie powinno być.

Panie senatorze, zastanawiam się, jakie problemy społeczne rozwiązuje wprowadzenie takiego obostrzenia.

Bo chodzi o porządek publiczny, chodzi o zdrowie publiczne.

I bezpieczeństwo.

I bezpieczeństwo.

Ale z drugiej strony to są też koszty.

Bo lokalni przedsiębiorcy, lokalni sklepikarze tracą jakąś część przychodów.

Nikim tego nie rekompensuje.

W związku z tym...

Być może część z nich wypada wtedy z rynku, tracąc część przychodów i obniżając sobie rentowność, która i tak w lokalnych sklepach, szczególnie tych niesieciowych, których jest coraz mniej za sprawą chociażby sieci, o której Pan wspomniał, to może być dla lokalnych, małych, drobnych przedsiębiorców.

ludzi często prowadzących po prostu jednoosobą działalność gospodarczą albo jakiś rodzinny mały biznesik, spory problem.

No tak, ale trzeba jednak wybierać mimo wszystko i myślę, że do tego właśnie jest powołany samorząd i samorządowcy powinni decydować i ważyć to, o czym pan mówi.

To, jeśli chodzi o problem ze sprzedażą alkoholu i konkurencji, no to wiemy doskonale, że dzisiaj małe, rodzinne sklepy mają kłopot w starciu z sieciami handlowymi.

I powinien jakiś regulator w Polsce funkcjonować, bo jeżeli pamiętam kiedyś taką akcję w pewnym sklepie sieci, która jest bardzo popularna w Polsce, w żółtych kolorach, że tak powiem, gdzie butelkę wódki chyba można było kupić za 18 zł, bo była promocja.

promocja wódki za 18 zł, pół litra, wie pan, to jest coś niebywałego.

To z jednej strony to jest rozpijanie społeczeństwa, a z drugiej strony oczywiście to, co pan mówi, odbieranie chleba tym przedsiębiorcom małym, prowadzącym małe sklepy, gdzie taka konkurencja jest nie do przyjęcia.

Oni nie wytrzymają takiej konkurencji z sieciami.

Ale jeszcze raz powtórzę na koniec, to jest decyzja samorządów.

Samorządy też muszą uwzględnić koszt związany z tym, że mniej pieniędzy wpłynie do budżetu samorządu, bo przecież koncesje wydawane na pozwolenie na sprzedaż alkoholu, ich wysokość też zależy od tego, czy jest to licencja na sprzedaż całodobową, czy też nie.

Tak, panie redaktorze, ale jednak trzeba coś wybrać.

Trzeba się na coś zdecydować, które dobro jest ważniejsze.

Czy dobro społeczeństwa, czy jakiiluzoryczne lokalnych przedsiębiorców, za którymi ja stoję murem.

Ja uważam, że trzeba wspierać lokalny biznes i przedsiębiorców, ale akurat nie poprzez zwiększenie sprzedaży alkoholu.

Mniejsze wpływy, okej, ale proszę pamiętać, że te wpływy ze sprzedaży alkoholu przede wszystkim szły na walkę z problemem alkoholowym.

Więc jeżeli będzie mniejszy problem alkoholowy,

I nie potrzeba będzie aż tylu pieniędzy na walkę z tym problemem, więc wszystko trzeba wyważyć.

Ale trzeba będzie też sfinansować jakieś kontrole tego, jak ten zakaz po wprowadzeniu jest czy nie jest przestrzegany, tym bardziej, że ja już czytałem o kilku przypadkach,

w Polsce takich sytuacji, że po prostu po godzinie 23, kiedy ten zakaz zaczyna wchodzić w życie, jest wydzielona część sklepu za kotarą i stawia na krzesło stolik i tam się robi po prostu lokal gastronomiczny albo impreza zamknięta.

No to z tym trzeba walczyć, no bo to jest patologia, tak?

Albo jest zasada jakaś, którą przestrzegamy, albo jej nie ma.

I ja bym aż tak głęboko nie wchodził, jeżeli ktoś...

po prostu próbuje ominąć przepisy, jest takim przysłowiowym cwaniakiem, to od tego są instytucje państwa, żeby z tym sobie poradziły.

Trzeba się zdecydować.

Albo idziemy w kierunku większego spożycia, czy większej, powiedzmy, dostępności do alkoholu, czy idziemy kierunkiem, powiedzmy, skandynawskim, gdzie ten alkohol jest naprawdę w bardzo ograniczonych

limitowany, no trzeba coś wybrać między jednym a drugim.

Ja uważam, jeszcze raz powtórzę to, co mówiłem na początku, od tego mamy samorządy, tak jak sama nazwa wskazuje, sami się rządzimy.

Od tego są społeczności lokalne, od tego są wójtowie, burmistrzowie, prezydenci i rady, które podejmują decyzje i pozostawmy to im.

Uważam, że ograniczenie sprzedaży nocnej jak najbardziej jestem za, jeśli chodzi o sprzedaż na stacjach benzynowych w godzinach nocnych jestem za.

Jestem za likwidacją małpek i za, powiedzmy, jednak mimo wszystko ograniczeniem tego spożycia, bo to działa na naszą niekorzyść, na nasze zdrowie, a później się to przekłada na koszty chociażby związane z leczeniem, więc to jest taki problem.

Kończąc ten wątek, jeszcze dodam, że są też inne metody walki z tym problemem społecznym.

Na przykład rozważenie tego, ile takich punktów jest na terenie danej gminy czy danego kraju.

Ale to obowiązuje już.

Ale to można jeszcze... Można zawęzić, oczywiście.

Samorządność, sami się rządzimy.

Nie można porównać Sopotu, miasta turystycznego, gdzie imprezy się odbywają do białego rana, z jakimś niedużą miejscowością gdzieś tam...

w Polsce, w której życie senne toczy się i nic wielkiego złego się nie dzieje, bo jeżeli się wprowadzi te zakazy, to za chwilę się pojawią takie urządzenia do robienia własnego wyrobu spirytusowego.

Panie senatorze, w czerwcu po wyborach prezydenckich, po drugiej turze zapowiedział pan, że dokończy pan tą kadencję i wycofuje się z życia publicznego, wycofuje się pan z polityki.

Teraz zakłada pan koło senackie niezależni i samorządni.

To co się wydarzyło wtedy i teraz?

Koło niezależni i samorządni już działa od dwóch lat.

Zakładamy nową partię.

I teraz powiem i wytłumaczę się z tego mojego słynnego wpisu, który miał ogromny zasięg, prawie 4 miliony ludzi go przeczytało, gdzie rzeczywiście przyznaję z ręką na sercu, po wyborach prezydenckich przeżyłem bardzo mocno te wybory, uznając, że Polska jednak wybrała bardzo zły i bardzo niebezpieczny kierunek.

Przez trzy dni dochodziłem do siebie, żeby się otrząsnąć.

Nie mogłem zrozumieć tego, co się w Polsce wydarzyło, mając na uwadze to, co się wydarzyło w Stanach Zjednoczonych, co też było szokiem dla wielu.

Myślałem, że jednak w Polsce społeczeństwo nie pójdzie tą drogą.

Jednak te wybory pokazały, że jesteśmy społeczeństwem dosyć podatnym na populizm, bo ja uważam, że te wybory koalicja przegrała 15 października trochę na własne życzenie.

Nie potrafiła dotrzeć do wyborców i przekazać

wielu informacji i swojej idei funkcjonowania.

I ja tam napisałem jedno istotne zdanie, które jest bardzo często pomijane.

Ja napisałem, chyba że wydarzy się polityczne trzęsienie ziemi.

To wrócę do polityki, tak?

A wydarzyło się, co dla pana jest politycznym trzęsieniem ziemi, skoro podjął pan decyzję o tym, żeby ze swoimi współpracownikami zbudować jakąś nową formację na polskiej scenie politycznej?

Panie panu, może zacznę od tego, że ja już jestem człowiekiem powiedzmy doświadczonym, niech będzie, tak?

Już nie mówiąc o moim wieku i w życiu przeszedłem bardzo wiele.

Ja pamiętam Polskę biedną, gdzie trzeba było stać na granicy 5 godzin, żeby wyjechać do Berlina.

Ja wychowałem się i mieszkałem na zachodzie Polski.

Ja pamiętam biedną Polskę i prowadziłem firmę przez 17 lat.

Odpowiadałem za swoich pracowników.

Wiem, co to znaczy wziąć odpowiedzialność za firmę i za ludzi.

Później byłem przez 17 lat prezydentem miasta.

Miasta, w którym odbyła się słynna konferencja prasowa Polska w ruinie Beaty Szydło.

To u nas, w Nowej Soli ona się odbyła, co było już nieprawdą, bo to był rok 2015.

Wykonaliśmy jako Polacy gigantyczną pracę, gigantyczną.

Zrobiliśmy gigantyczny postęp.

W tej chwili to jest przez nikogo, przez ekonomistów niekwestionowane.

Jesteśmy liderem w rozwoju Unii Europejskiej w Europie.

Jesteśmy jedynym krajem w Europie, które po 91, jak się nie mylę, roku nigdy nie miało ujemnego wzrostu gospodarczego.

W skali roku nie, ale w skali kwartałów, w momencie pandemii to się wydarzyło.

Tylko Państwo na to, że to też mamy tę diagnozę, że to jest fantastyczna historia, te 36 lat, ale przyszłość wygląda bardzo niepewnie, bo te tradycyjne nasze przewagi, czyli przede wszystkim, umówmy się, tańszy koszt pracy, niższy koszt pracy, to już nie jest żadna przewaga.

Polska ma przeregulowane bardzo wiele obszarów także związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Jak widzę, co proponują politycy i na przykład mówią, że teraz Państwowa Inspekcja Pracy będzie wchodzić do firm i kwestionować i po prostu narzucać zmianę trybu zatrudnienia,

to widzę, jak wielu pracodawców jest przerażonych takimi kontrolami, bo one będą i takie decyzje będą zapadać.

Więc pytanie, czy my mamy dalej ten potencjał, żeby kontynuować ten wzrost, skoro staliśmy się krajem drogim?

Bogatym, troszkę już rozleniwionym, bez moim zdaniem pomysłu takiego strategicznego na kolejne lata i mocno przeregulowanym.

Panie redaktorze, na tym polega szukanie przewag konkurencyjnych.

Ja doskonale o tym wiem, kiedy ja startowałem w swoim mieście z bezrobociem na poziomie, uwaga, 42%.

Czy jest pan w stanie sobie wyobrazić życie w mieście, w którym jest 42% bezrobota?

Fakt to, że co druga osoba, a nawet więcej nie ma pracy.

I wtedy oczywiście my szukając inwestorów i realizując ten nasz rozwój gospodarczy mieliśmy świadomość tych naszych przewag konkurencyjnych.

Tania ziemia, tania energia, tania siła robocza.

Nic z tego już nie zostało.

Ani energia, ani siła robocza.

Ale dlatego mieliśmy czas przez te wszystkie lata, żeby zbudować przewagi konkurencyjne w innych dziedzinach.

My możemy dzisiaj konkurować czymś innym.

Trzeba pamiętać też o tym, że nie tylko powinniśmy walczyć o nowych inwestorów, bo to jest podstawa rozwoju.

Czy współczynnik BIS, czyli bezpośrednie inwestycje zagraniczne są bardzo ważnym elementem również w Stanach Zjednoczonych.

Czyli jeżeli ktoś u nas inwestuje, to znaczy my się rozwijamy.

Powinniśmy też utrzymać te inwestycje, które są u nas.

W mojej Nowej Soli udało nam się zbudować dwie strefy przemysłowe dwa razy po 100 hektarów, czyli mamy 200 hektarów fabryk, gdzie w dużej mierze to są fabryki na przykład niemieckie, mamy fabrykę brytyjską, mamy Francuzów i tak dalej, i tak dalej.

I my wiemy doskonale, że dzisiaj tracimy te przewagi, że koszt pracy u nas cały czas rośnie.

Więc jedno zadanie pierwsze to jest utrzymać te firmy.

Przeniesienie firmy też nie jest takie proste, że ktoś powie, no dzisiaj nam już się w Polsce nie opłaca, bo koszt pracy jest za wysoki, to ja swoją firmę niemiecką przeniosę do Niemiec.

Nie jest to takie proste.

Więc musimy przede wszystkim zabiegać o to, żeby te firmy się z Polski nie wyniosły.

Bo wtedy rzeczywiście dojdzie do jakiegoś...

Panie senatorze, bo niestety moglibyśmy bardzo długo rozmawiać, a czas nie jest z gumy.

Więc na koniec dwa najważniejsze zadania, jakie pan stawia przed nową formacją, którą pan powołuje.

W obszarze chyba gospodarki.

Gospodarki, oczywiście.

Więc tak, przede wszystkim podatki powinny być proste, przejrzyste i niskie.

Ale uwaga, to jest bardzo ważne, ten czwarty punkt, nieuchronne.

Chodzi o to, żeby Polakom się nie opłacało, żeby kombinować, żeby uciekać, czy to w inne formy zatrudnienia, czy po prostu...

wykonywać chociażby usługi czy cokolwiek robić na czarno.

Musimy zmienić, zrewolucjonizować system podatkowy w Polsce, bo dzisiaj podatki są za wysokie, skomplikowane.

Druga sprawa dla mnie bardzo ważna to jest samorząd.

Musimy zreformować polski samorząd po 36 latach, który jest fundamentem sukcesu Polski, bo dzięki właśnie samorządowi osiągnęliśmy bardzo, bardzo wiele, czyli gospodarka i samorząd.

Na przykład zlikwidować funkcję wojewody.

To jest funkcja kompletnie niepotrzebna.

Wzmocnić funkcję marszałka.

Zrewolucjonizować senat, w którym dzisiaj ja zasiadam.

Mamy zupełnie inny pomysł.

Albo to, żeby jednak na przykład to marszałkowie zasiadali w senacie.

Albo zrobić senat mieszany, albo izbę samorządową.

Tych pomysłów mamy całe mnóstwo, rozmawiamy z ludźmi, bo my się różnimy trochę od innych partii, że nie mamy monopolu na wiedzę i na mądrość.

My rozmawiamy z ludźmi, mamy program, który można znaleźć na naszej stronie nowapolska.online, ale on jest cały czas modyfikowany.

Rozmawiamy z ludźmi, szukamy najlepszych rozwiązań.

Polska zasługuje na to, żeby kontynuować tą swoją złotą pasę, ten złoty wiek i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby z tej drogi nie zejść.

Wadim Tyszkiewicz był gościem Onetrano.

Wiem, panie senatorze, bardzo dziękuję za spotkanie i dziękuję też państwu.

Do zobaczenia, widzimy się jutro w Onetrano.