Mentionsy

Nowy Ład
30.11.2025 20:53

Dlaczego nie potrafię zaufać Smarzowskiemu. Po seansie Domu Dobrego - Michał Gołębiowski

Choćbym chciał, na przykład ze względu na ważny społecznie problem, a przede wszystkim na współodczuwanie z ludzką krzywdą – to po prostu nie potrafię. Nie ufam Wojciechowi Smarzowskiemu, głęboko i od dawna, nie tylko ostatnio, po seansie „Domu dobrego”. Nie ufam, tak jak nie ufam Magdalenie Środzie, ilekroć usiłuje wcielić się w chłopkę albo Janowi Hartmanowi wmawiającemu sobie sprawiedliwy gniew z powodu nieetycznych postaw w sferze publicznej.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 11 wyników dla "Smarzowskiego"

Tym bardziej, że od kilku tygodni media codziennie atakują mnie informacjami o przemieniającej mocy najnowszego filmu Smarzowskiego.

A więc na swoją obronę powiem, uczuciom widzów ufam znacznie bardziej, aniżeli intencjom Smarzowskiego.

Można odnieść wrażenie, że celem Smarzowskiego było po prostu wywołanie szoku.

Tymczasem ani Dom dobry, ani żaden wcześniejszy film Smarzowskiego nie mają w sobie tej głębi ani wyrafinowania.

Skoro tak, to skąd bierze się porównanie Smarzowskiego do Wyspiańskiego?

Wyspiański jest wielkim diagnostą polskości, podobnie jak w zamyśle filmy Smarzowskiego, które też chcą mówić coś ważnego o Polakach.

Polskość to Polacy, a Polacy u Smarzowskiego to byty wybitnie jednowymiarowe.

Smarzowskiego jako moralistę i potencjalne sumienie narodu nie interesuje ani natura, ani przyczyny zepsucia w ludzkiej duszy.

Po seansie Domu Dobrego postanowiłem powtórzyć te filmy Smarzowskiego, o których miałem znacznie lepsze mniemanie.

Zresztą u Smarzowskiego, podobnie jak u Wegi, nie ma postaci, są tylko figury.

Zgadzam się też z Piotrem Goćkiem, który z grubsza stwierdził, że zaangażowanie społeczne Smarzowskiego przypomina krzykliwe nagłówki tabloidów.