Mentionsy

Kryminalna Retrospektywa - studium przypadku - analiza spraw kryminalnych
05.12.2025 22:35

Kocham was moje dzieci

Jak wygląda psychika człowieka, który przez lata dźwiga wszystko sam?

Już kolejny odcinek z cyklu Kryminalna Retrospektywa

Praca na zmiany, długi, samotne wychowywanie dzieci, brak opieki zdrowotnej, brak wsparcia, brak odpoczynku.

To nie prowadzi do “gorszego dnia”.

To prowadzi do dekompensacji – momentu, w którym system psychiczny przestaje działać tak, jak powinien.

Nowy odcinek podcastu to analiza przypadku, ale przede wszystkim:

– modelu psychologicznego wyjaśniającego przeciążenie,

– strukturalnych problemów ubóstwa kobiet,

– niewidzialnego ciężaru samotnych matek.

– desperacji prowadzącej do .... ostateczności

... a także kara śmierci i zjawisko ochotnika czy tez wolontariusza

Jeżeli chcesz zrozumieć, jak wygląda ta spirala od środka – ten odcinek jest dla Ciebie.



Utwór Dreams Become Real (autor: Kevin MacLeod) jest dostępny na licencji Licencja Creative Commons – uznanie autorstwa 4.0. https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/Źródło: http://incompetech.com/music/royalty-free/index.html?isrc=USUAN1500027Wykonawca: http://incompetech.com/🎵 Muzyka: Crucial Step 🔑 Licencja: Extended License (AudioHub)👉 https://audiohub.com

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 641 wyników dla "Departamentu Policji w Sherwood"

Nie mogłam już tego dłużej znieść, mówiła Krystyna w nagranym przesłuchaniu.

Czułam, że moje życie jest rozsypane, że tonę i że nie mam dokąd się zwrócić.

Myślałam o tym od dwóch, trzech tygodni, mówiłam.

W protokole z procesu czytamy Justin obudził się i krzyczał z przerażenia Mamo, mamo!

Chwilę później, gdy do mieszkania weszła ich babka, w słuchawce operatora 911 rozbrzmiał krzyk Moja córka i jej dzieci nie żyją.

To był moment, który 4 listopada 1997 roku zatrzymał całe miasto Sherwood w stanie Arkansas.

To historia kobiety, która próbowała udźwignąć życie w pojedynkę.

Historia decyzji, które wymknęły się spod kontroli.

Historia, która do dziś budzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Co wydarzyło się tamtej nocy?

I dlaczego jej własne słowa z przesłuchania stały się kluczem do jednej z najbardziej poruszających spraw w Arkansas?

Jeśli chcesz się tego dowiedzieć, to pozostań ze mną, bo mówię o tym, co było.

Przygotowuje się do życia w zupełnie innym miejscu.

Rodzi się 9 lutego 1971 roku w Lawton w stanie Oklahoma.

W dzieciństwie przeprowadza się z matką do Oklahoma City.

Tam później mieszkają razem z ojczymem oraz biologicznym rodzeństwem, dwoma siostrami i przybranym rodzeństwem.

Krystyna dorasta w środowisku, które nie daje jej ani poczucia bezpieczeństwa, ani emocjonalnego wsparcia.

Około 1984 roku, gdy ma zaledwie 7 lat, zaczyna się jej największy dramat i trwa on do 13 roku życia.

Jak później zapisze w swoich dziennikach i powie śledczym, była molestowana.

Najpierw przez przyrodniego brata, później przez sąsiada.

Trauma trwa kilka lat i tworzy fundament pod całe jej późniejsze życie.

W tym samym czasie zaczyna zmagać się z nadwagą.

Wstyd, porównywanie się z rówieśnikami i rosnące poczucie braku kontroli nad własnym życiem tylko pogłębiają jej niską samoocenę.

Krystyna nie czuje się ani atrakcyjna, ani wartościowa.

We wieku 16 lat cierpi już na depresję i próbuje odebrać sobie życie, jak się później okaże nie po raz pierwszy i nie ostatni.

Po tym incydencie stara się więc radzić sobie na własnych zasadach.

To dla niej szybki sposób, żeby wyłączyć głowę, zapomnieć o domu i o tym, co spotyka ją za zamkniętymi drzwiami, a także przypodobać się innym, zwłaszcza rówieśnikom płci przeciwnej.

Aby zwrócić na siebie uwagę, stosuje też inne metody.

Bardzo szybko wchodzi w pierwsze doświadczenia seksualne.

W jej przekonaniu to jedyny sposób, by ktokolwiek z płci przeciwnej mógł ją chcieć.

Nie wierzy, że może zainteresować kogokolwiek czymś innym niż tym, co oferuje jej ciało.

Uważa to za swoją jedyną walutę, jedyny sposób, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę poprzez dawanie im tego, czego pragnął.

Dla Kristiny jedyną realną szansą na wyrwanie się z tego środowiska domowego staje się usamodzielnienie się.

Obserwuje swoją matkę, która bardzo dużo pracuje i wiecznie nie ma jej w domu.

Motywacja nie jest jednak tylko praktyczna.

Naprawdę chce pomagać innym.

Krystyna tak jak zaplanowała, tak robi.

Rozpoczyna szkołę średnią na kierunku pielęgniarstwo praktyczne.

W szkole jest przeciętna, ale radzi sobie z nauką.

Nie sprawia problemów, ale też nie ma odwagi, by się wyróżniać.

To właśnie w tym okresie, do połowy lat 80., kształtują się wzorce, które później będą powtarzać się przez całe jej dorosłe życie.

Niska wartość własna, szukanie akceptacji za wszelką cenę, ucieczka od emocji i dramatyczne poczucie samotności w pełnym...

Około 1987 roku Krystyna spotyka na swej drodze młodego chłopaka o latynoskiej urodzie, w którym zakochuje się.

W styczniu 1988 roku jako owoc ich namiętności na świat przychodzi ich syn.

Christina ma wtedy zaledwie 16 lat, tuż przed ukończeniem 17.

Ani ona, ani rodzice nie mają warunków, by zapewnić dziecku stabilne życie.

Krystyna wciąż chodzi do szkoły, a sytuacja w domu jest daleka od zdrowej, biorąc pod uwagę fakt, to co mówiła o swoim przyrodnim rodzeństwie.

Na szczęście ma dobrą relację z matką i z dwoma siostrami.

Może jest to brutalne, ale w tej sytuacji konieczne.

Dziecko zostaje oddane zaraz po porodzie i ich kontakt urywa się na zawsze.

Zdobyć zawód i uniezależnić się od miejsca, z którego pochodzi.

Wyfrunięcie z gniazda wydaje się być rozsądną decyzją.

Zostaje plegniarką, pracuje na dwie zmiany w opiece domowej i Veterans Administration Hospital w Oklahoma City, dużej placówce medycznej dla weteranów wojennych.

Próbuje też ułożyć swoje życie prywatne.

Wchodzi w krótkie relacje z barmanem i ochraniarzem, ale to związki, które kończą się równie szybko jak się zaczynają.

W końcu poznaje pewnego marynarza.

To pierwsza relacja, w której widzi coś trwałego, no ale ku jej rozpaczy i ta znajomość również się rozpada.

W 1991 roku Christina zaczyna spotykać się z żołnierzem sił powietrznych stacjonującym w Tinker Air Force Base, ale no tutaj ta relacja również trwa krótko.

Kiedy Christina informuje go o ciąży, mężczyzna zrywa kontakt dzień przed odejściem z wojska i wyjazdem do rodzinnej Minnesota.

Gdy ponownie udaje jej się do niego dotrzeć, odrzuca możliwość ojcostwa.

Ostatecznie żołnierz uzna dziecko i będzie płacił alimenty, ale nie weźmie udziału w jego wychowaniu.

W 1992 roku w jej życiu ponownie pojawia się marynarz, ten sam, z którym kiedyś była w krótkiej relacji.

Mężczyzna przebywa akurat na urlopie wypoczynkowym i dowiaduje się, że jego była partnerka jest w ciąży.

Ponownie kieruje swoje zainteresowanie w stronę Krystiny.

a ona odwzajemnia jego uczucia.

7 czerwca 1992 roku rodzi się Justin.

Christina ma wówczas 21 lat.

Wkrótce ponownie zachodzi w ciąży, tym razem z marynarzem.

To przyspiesza decyzję o formalizacji ich związku.

Nowy partner Krystiny deklaruje, że chce zbudować stabilny związek oraz, że jest gotów wychowywać dziecko, którego biologiczny ojciec zniknął z ich życia.

Christina przyjmuje tę deklarację jako realną szansę na uporządkowanie swojego statusu.

Marynarz od początku angażuje się w opiekę nad dzieckiem i szybko zaczyna funkcjonować jak jego ojciec.

To relacja, która w praktyce układa ich życie.

Christina wraz ze swoim nowym partnerem i synem Justinem zaczynają tworzyć wspólny dom.

W lipcu 1993 roku kobieta zakłada białą suknię i wychodzi za mąż za swojego partnera i ojca kolejnego dziecka, bo okazuje się, że jest w ciąży.

Szczęście rodzinne trwa jednak bardzo krótko.

W noc po ślubie Krystyna traci ciążę.

To pierwsze poważne pęknięcie w ich małżeństwie i moment, od którego sytuacja zaczyna się komplikować.

Po poronieniu małżeństwo szybko przechodzi w fazę kryzysu.

Krystyna zaczyna mieć objawy depresji, staje się chwiejna emocjonalnie i zgłasza myśli samobójcze.

W tym czasie lekarz przepisuje jej prozak, jednak po chwilowej poprawie Krystyna przestaje go brać.

To dodatkowo pogarsza jej funkcjonowanie.

Potwierdza to zarówno jej własny dziennik, jak i późniejsze relacje matki, która będzie mówić, że Krystyna minimalizowała problemy i zwykle nie mówiła wprost, co się z nią dzieje.

Małżeństwo staje się coraz bardziej niestabilne.

Związek balansuje wręcz na krawędzi rozpadu.

Pojawiają się kłótnie, frustracje i dalsze pogarszanie nastroju.

W tym czasie mężczyzna pracuje poza domem.

Wiosną 1994 roku Christina zachodzi po raz kolejny w ciąży.

To już czwarty raz w jej życiu i trzeci raz podczas związku z jej mężem.

Nie poprawia to jednak relacji.

Para nadal funkcjonuje w konflikcie.

Mimo to kobieta utrzymuje ciąży bez poważniejszych komplikacji i 1 grudnia 1994 roku rodzi córkę Shelby.

Ich życie tylko pozornie wraca na spokojniejsze tory.

Christina zmaga się z przewlekłą depresją, której nie leczy.

W tym czasie głównie zajmuje się dziećmi, a sytuacja finansowa stale się pogarsza.

Kiedy córka podrasta, Christina wraca do pracy do Veterans Administration Hospital i także pracuje na dodatkowym etacie w opiece domowej.

19 kwietnia 1995 roku dochodzi do zamachu bombowego na budynek federalny im.

Alfreda Moraya w Oklahoma City.

O godzinie 9.02 eksploduje furgonetka wypełniona materiałami wybuchowymi.

Setki zostają ranne, a wydarzenie staje się jednym z najtragiczniejszych aktów terroru w historii USA przed 11 września 2001 roku.

W późniejszych latach Christina będzie twierdzić, że pracowała tego dnia w pobliżu miejsca wybuchu i że brała udział w działaniach medycznych, co według niej miało pogorszyć jej kondycję psychiczną i pogłębić jej traumę.

Jest to wyłącznie jej relacja.

Dokumentacja szpitala, do której odwoływała się prokuratura, nie potwierdza, aby została oddelegowana na miejsce zdarzenia.

Oczywiście to nie wyklucza tego, że mogła mieć kontakt z ofiarami wybuchu.

Na domiar złego dzieci wchodzą w okres żłobkowo-przedszkolny i zaczynają coraz częściej chorować.

Córka ma nawracające infekcje uszu, a u syna pojawia się tak silna nadpobudliwość, że wzbudza to niepokój zarówno w domu, jak i w placówkach.

Justin zostaje skierowany na diagnostykę w kierunku ADHD.

Wynik jest jednoznaczny.

Chłopiec ma zaburzenia i wymaga znacznie więcej uwagi niż przeciętny rówieśnik.

To dodatkowo komplikuje codzienne funkcjonowanie rodziny.

To dla Kristiny wyjątkowo intensywne.

Dwójka małych dzieci, częste choroby, jedno z nich ze specjalnymi potrzebami, a do tego konieczność pracy obojga rodziców.

Krystyna zaczyna brać nadgodziny, ponieważ koszty utrzymania i bieżące wydatki przewyższają możliwości rodziny.

Z założenia miało być nieco trudniej, ale sytuacja szybko przerosła ich wyobrażenia.

Młode małżeństwo decyduje się na radykalną zmianę otoczenia.

Po kilku trudnych latach w Oklahoma wybierają spokojniejsze miejsce, ale także w którym wciąż można znaleźć pracę i taniej żyć.

W 1995 roku przenoszą się do Sherwood w Arkansas, około 360 kilometrów od Oklahoma City.

Powód jest praktyczny.

W Sherwood mieszka matka Kristiny, a bliskość rodziny oznacza realną pomoc przy opiece nad dziećmi.

To właśnie dostępność wsparcia rodzinnego była kluczowym powodem, dla którego Kristina wybrała Sherwood.

Nazwa Sherwood wielu osobom kojarzy się z legendarnym lasem z opowieści o Robin Hoodzie w Nottinghamshire w Wielkiej Brytanii.

Ta miejscowość, w której postanowiła zamieszkać Christina wraz z rodziną, to miejscowość, która najprawdopodobniej zaczerpnęła swoją nazwę od angielskiego Sherwood, bo została założona na terenach leśnych i do dziś otaczają ją gęste lasy.

To Sherwood, w przeciwieństwie do tego z legendy o Robin Hoodzie, ma niski wskaźnik przestępczości

Mimo, że leży tuż obok Little Rock, największego miasta w Arkansas, pełniącego jednocześnie funkcję stolicy stanu.

To spokojne miejsce, wręcz uśpione miasteczko, w którym niewiele się dzieje.

Struktura mieszkańców okolicy jest zróżnicowana.

Ponad połowa to biali, około 40% stanowią afroamerykanie, latyności i osoby pochodzące z rejonu Pacyfiku.

Warto wspomnieć, że około 10% mieszkańców to samotne matki, a podobny odsetek żyje na granicy ubóstwa.

Tych dwóch liczb nie należy ze sobą wprost korelować.

Społeczeństwo ogólnie nie jest zamożne, zwłaszcza samotnym matkom nie żyje się łatwo.

Spora ich część jest zatrudniona na małopłatnych stanowiskach w służbie zdrowia.

Niestety, ale i ona niebawem dołączy do tego grona zgodnie ze swoim doświadczeniem zawodowym.

Jej matka pomaga młodej rodzinie tyle, ile jest w stanie, bo sama pracuje w dziale usług żywieniowych w szpitalu w Litorok.

Ponadto akurat w tym czasie w szpitalu, w którym pracuje matka Krystiny, zwalnia się miejsce dla pielęgniarki.

Kobieta przyjmuje tam ofertę i zaczyna pracę w Babci's Hospital w Little Rock.

Wszystko układa się praktycznie.

Przeprowadzka do Sherwood spełniła więc swój podstawowy cel.

Matka Kristiny jest na miejscu, może pomagać przy dzieciach, a Kristina skoncentrować się na pracy i podstawowych obowiązkach domowych.

Z czasem dzieci trafiają do opieki dziennej, czegoś w rodzaju przedszkola i żłobka.

Krystyna wspomina, że pierwszy dzień był dla niej szczególnie trudny.

Kiedy zostawiła Shelby w placówce, dziewczynka rozpłakała się i zaczęła uderzać w szybę wołając za nią mama, mama.

Ten obraz zapada Krystynie w pamięć i wielokrotnie będzie do niego wracać.

Krystyna po przeprowadzce właściwie funkcjonuje między trzema punktami.

Placówki oraz domu matki.

Poznaje osoby z pracy, kojarzy matki spotykane w opiece dziennej dla dzieci, ale nie ma nikogo, komu mogłaby naprawdę opowiedzieć o swoich problemach, czy też przyjacielsko porozmawiać.

Jej matka mieszka blisko, ale Christina od lat ma tendencję do trzymania wszystkiego w sobie.

Będzie później powtarzać, że córka niechętnie mówiła o tym, co naprawdę ją przytłaczało.

Dzieci wciąż chorują, Shelby ma nawracające infekcje uszu, a Justin wymaga ciągłej uwagi z powodu nadpobudliwości i diagnozy ADHD.

Małżeństwo w tym czasie powoli się rozpada.

Christina i jej mąż mijają się w drzwiach i więcej czasu spędzają osobno niż razem.

Latem 1996 roku, czyli niedługo po przeprowadzce do Sherwood dochodzi do poważnego incydentu.

Mąż Kristina uderza jej pięcioletniego syna w brzuch tak mocno, że dziecko trafia do szpitala.

Dokumenty sądowe potwierdzają, że Justin wymagał pomocy medycznej po tym zdarzeniu.

W Stanach działa zasada, że kiedy do szpitala trafia dziecko z obrażeniami mogącymi wskazywać na przemoc ze strony opiekuna, personel medyczny ma obowiązek powiadomić odpowiednie służby.

Zwykle oznacza to kontrolę bezpieczeństwa dziecka i ocenę warunków domowych, choć nie musi prowadzić do odebrania dziecka rodzicom.

Z bólem, ale podejmuje decyzję o rozwodzie.

W tym momencie kwestie małżeńskie schodzą dla niej na dalszy plan.

Najważniejsze staje się bezpieczeństwo dzieci.

Po rozstaniu mężczyzna opuszcza dom rodzinny, a Krystyna zostaje sama z dwójką dzieci.

Przenosi się do niewielkiego dwupokojowego mieszkania.

Budynek składa się z trzech lokali ustawionych w szeregu i Krystyna zajmuje ten skrajny.

Jest też mały ogród i podjazd, na którym można zaparkować samochód.

Skromne warunki, ale miesięczne koszty są relatywnie niskie, więc w tej sytuacji to dla niej jedyna rozsądna opcja.

Od tego momentu Krystyna zaczyna życie samotnej matki i dołącza do grona 10% społeczeństwa, która wychowuje dzieci i boryka się z problemami finansowymi.

Na utrzymaniu ma dwoje małych dzieci, więc praca staje się absolutnym fundamentem przetrwania.

Alimenty wpływają, choć jak sama twierdzi, nieregularnie.

W dokumentach prokuratura podaje jednak, że ojcowie dzieci w większości wywiązywali się z płatności.

To tylko pokazuje, że sytuacja była bardziej złożona niż przedstawiała to Krystyna.

Jej wynagrodzenie z pracy w szpitalu nie daje jej stabilności.

Zgodnie z aktami sprawy Krystyna zarabia około 17 tysięcy dolarów rocznie.

Przy dwójce małych dzieci to niewiele.

Opieka dzienna pochłania znaczną część jej zarobków, zwłaszcza, że przy tak długich zmianach nie ma możliwości samodzielnego zajmowania się dziećmi.

Po przedszkolu przejmuje je jej matka, dzięki czemu Krystyna w ogóle może pracować.

Udało mi się dotrzeć do danych dotyczących kosztów wynajmu tego dupleksu.

W roku 1995 do 2000 kosztował około 450 dolarów.

Christina na miesiąc otrzymywała ze szpitala około 1500 dolarów miesięcznie, 17 tysięcy dolarów rocznie, więc przez 12 to daje około 1500 dolarów, więc koszty samego czynszu wynosiły 30% wynagrodzenia.

Należy podkreślić, że do tego otrzymywała alimenty, których wartość nie została ona podana do publicznej wiadomości w dokumentach sądowych.

Krystyna praktycznie nie ma wolnego czasu.

Kiedy udaje jej się wygospodarować chwilę dla siebie, zostawia dzieci u matki lub znajomych i wychodzi, żeby na moment oderwać się od codzienności.

Czasem trafia do lokalnego baru na karaoke, po prostu po to, żeby zresetować głowę.

Tak przynajmniej będą twierdzić jej znajomi.

Niektórzy będą twierdzić, że na parę godzin zostawiała dzieci bez opieki, same w domu.

Krystyna coraz gorzej radzi sobie finansowo.

W praktyce oznacza to, że ciągle balansuje na granicy zobowiązań i żyje z dnia na dzień.

Na początku 1997 roku sytuacja wymyka się jej spod kontroli.

Nie jest w stanie opłacić rejestracji samochodu ani ubezpieczenia.

Żeby pokryć bieżące wydatki, zaczyna wystawiać czeki bez pokrycia.

To jest już wyraźny sygnał, że wpada w spiralę długów, z których sama nie widzi wyjścia.

Bank wysyła jej ponaglenia z żądaniem natychmiastowej spłaty zadłużenia.

Nie oddzwania, nie pisze wyjaśnień.

Z jej perspektywy nie ma czego wyjaśnić.

Nie ma pieniędzy, żeby cokolwiek uregulować.

Wystawianie czeków bez pokrycia jest przestępstwem, dlatego po 10 dniach sprawa automatycznie trafia do biura szeryfa.

Patrol zjawia się pod jej domę, zabiera ją na posterunek, gdzie zostaje formalnie aresztowana.

Tym razem udaje jej się uniknąć więzienia.

Obiecuje, że wyjaśni sytuację i ureguluje dług, choć dobrze wie, że nie ma na to środków.

Krystyna sama później przyzna, że próbowała rozmawiać z ludźmi o swoich problemach, ale nikt nie miał dla niej czasu.

Z kolei jej matka podkreśla, że Krystyna nie była osobą wylewną.

Większość emocji trzymała w sobie.

W praktyce wygląda to tak.

Krystyna próbuje szukać kontaktu, ale robi to z dystansem, nie wprost, a jej otoczenie zajęte własnym życiem nie reaguje.

Efekt jest zawsze ten sam.

Kobieta zostaje ze wszystkim sama.

Czy trochę nie na własne życzenie?

W końcu ma matkę i dwie siostry, z którymi pozostaje w bliskich, dobrych relacjach.

Te kobiety naprawdę stoją za nią murem.

Problem polega na tym, że Krystyna rzadko mówi wprost, czego potrzebuje.

Oczekuje tego, że ktoś zauważy, że coś jest nie tak.

W tym czasie jej sytuacja finansowa nadal się sypie.

Nie może już wystawiać kolejnego czeku bez pokrycia.

Następne naruszenie prawa oznacza więzienie.

Krystyna jest na granicy swojej wytrzymałości.

Właśnie wtedy zupełnie przypadkiem spotyka znajomą w centrum handlowym.

Zdesperowana, bez pieniędzy nawet na podstawowe wydatki, prosi ją o szybką pożyczkę.

To pozwala jej przetrwać do kolejnej wypłaty, ale niczego nie rozwiązuje.

To tylko doraźna ulga w narastającym chaosie.

Zbliża się 7 czerwca 1997 roku, piąte urodziny Justina.

Christina nie chce, żeby jej syn musiał rezygnować z tego dnia, tylko dlatego, że ona nie ma pieniędzy.

Chłopak marzy o przyjęciu takim jak u innych dzieci, w klubie zabaw w Little Rock, z rówieśnikami, balonami, tortem.

Dla niego to jest po prostu ważne.

Dla Krystiny praktycznie niewykonalne, ale kobieta staje na głowie, aby zdobyć pieniądze.

Chwilówka od znajomej nie wystarczy, aby pokryć przyjęcie w wynajętym lokalu.

Wystawienie kolejnego czeku odpada.

grozi więzieniem, a koszty organizacji urodzin w takim miejscu są nie do udźwignięcia przy jej sytuacji.

Christina postanawia zrobić wszystko, żeby Justin miał swoje wymarzone święto.

Idzie do Lombardu i zastawia magnetowit oraz telewizor.

To jedyne rzeczy, które może szybko spieniężyć, które mają jakąś wartość.

W ten sposób zdobywa pieniądze na urodzinowe przyjęcie, które choć dla niej oznacza kolejne poświęcenie, dla Justina ma być dniem pełnym radości.

Dzięki temu przedsięwzięciu Justin otrzymuje uprawnione przyjęcie.

Dzieci bawią się świetnie, chłopiec jest zachwycony.

Kiedy patrzy na bawiące się dzieci w głowie, wraca jej jedno pytanie.

Wie, że tak żyć się nie da.

Po przyjęciu myśli o samobójstwie wraca.

To poważnie rozważana opcja.

Czuje się jak człowiek bez wyjścia.

Ale powstrzymują ją dwie rzeczy.

Po pierwsze, jej dzieci musiałyby żyć ze świadomością, że ich matka odebrała sobie życie.

Każdy trafiłoby do swojego biologicznego ojca.

Straciliby siebie nawzajem, a dla Kristiny to nie do przyjęcia.

Do tego dochodzi kolejna kwestia.

Christina obsesyjnie unika sprawiania innym problemów.

Przeprasza za wszystko, nawet wtedy, gdy nie ma za co.

W jej głowie odebranie sobie życia oznaczałoby zostawienie po sobie bałaganu, którym ktoś inny musiałby się zająć, a tego nie chce.

Jest połowa października 1997 roku.

W głowie Kristiny zaczyna formować się plan.

Skoro nie widzi dla siebie wyjścia, to w jej logice jedynym rozwiązaniem jest odejść razem z dziećmi.

W jej przekonaniu ma to chronić Justina i Shelby przed wszystkim, czego najbardziej się boi.

Przed rozłąką, przed życiem w poczuciu, że ich matka popełniła samobójstwo, przed chaosem i walką o opiekę.

Krystyna wie, że jej matka z pewnością próbowałaby przejąć odpowiedzialność za dzieci, co uruchomiłoby konflikt z biologicznymi ojcami.

W jej głowie to oznaczałoby koliny dla dzieci, dla wszystkich.

Właśnie dlatego jej rozumienie zaczyna kierować się w stronę najbardziej drastycznego scenariusza – odejść tak, by niczego po sobie nie zostawić.

Zanim dokona ostatecznego kroku, chce spędzić z dziećmi jeden wyjątkowy dzień.

Taki, który w jej wyobrażeniu pozostanie ich wspólnym, ostatnim, dobrym wspomnieniem.

Chce dać im coś, co sprawi im radość.

Tylko, że sama już nie wie, co to mogłoby być.

Nie ufa własnym wyborom, nie ufa też swoim emocjom.

Dlatego pyta dzieci wprost, co chciałyby robić.

Pozwala im decydować.

W jej logice ma to być gwarancja, że ten dzień będzie dokładnie taki, jaki oni chcą.

Dzieci całkowicie nieświadomie wybierają to, co dla nich najprostsze i najatrakcyjniejsze.

Wspólny wypad to centrum rozrywki, gokarty, wrotki, dużo ruchu, śmiechu i zabawy.

Christina zabiera je też na pizzę, a gdy trafia na niemal darmową ofertę seansu bajki w kinie, dokłada to do planu dnia.

Ten ostatni specjalny wspólny wad ma być w jej zamyśle czasem ich radości i uśmiechu.

Dla dzieci to po prostu świetny dzień, dla Krystiny to już część pożegnania, choć one nie mają o tym pojęcia.

Nikt nie wie, co wydarzy się w najbliższym czasie.

Krystyna jest już pewna, że odebranie życia sobie i dzieciom jest rozsądnym i jedynym wyjściem z sytuacji, w której utknęła.

Od ich radosnego, rodzinnego wypadu mija około trzech tygodni.

To wystarczająco dużo czasu, aby skonstruować realny plan.

Jako pielęgniarka Krystyna ma zarówno wiedzę, jak i dostęp do leków.

Wie co działa, w jakich dawkach i jak można to zdobyć bez wzbudzania podejrzeń.

W poniedziałek 3 listopada 1997 roku siada i pisze list do swojego byłego męża.

Zaczyna go słowami.

Mam nadzieję, że pewnego dnia wybaczysz mi odebranie życia sobie i moim dzieciom.

Ale nie mogę już tak żyć i nie mogę znieść myśli, że zostawię dzieci, by być ciężarem dla kogokolwiek, że zostaną rozdzielane i wychowywane przez różnych ojców, żyjąc ze świadomością, że ich matka popełniła samobójstwo.

Jeszcze tego samego dnia wysyła ten list.

Teraz już nie ma odwrotu.

Kolejnego dnia, we wtorek, 4 listopada 1997 roku, Krystyna odwozi dzieci do przedszkola i idzie do pracy na poraneną zmianę.

Po przedszkolu dzieci zostaną odebrane przez swoją babkę i przewiezione do jej domu.

Ten dzień wygląda dla Krystyny jednak zupełnie inaczej, inaczej niż...

Bo ona wie, że to jej ostatni dzień pracy.

W tym momencie wkrada się do pomieszczenia z lekami.

Wyjmuje z niego morfinę oraz chlorek potasu.

Morfina ma uświeżyć ból, chlorek potasu, substancja, która po odpowiednim rozcieńczeniu wykorzystywana jest w protokołach wykonywania kary śmierci, służy do zatrzymania akcji serca.

W medycynie chlorek potasu ma zupełnie inne zastosowanie.

w przypadku zaburzeń elektrolitowych, odwodnienia czy zaburzeń rytmu serca.

Jeśli ktoś z Was był odwodniony i dostał kroplówkę, która piekła i sprawiała ból w miejscu podania, to mógł to być właśnie rozcieńczony chlorek potasu, z tego, że wywołuje silne pieczenie.

Wykupuje LAVIR, lek przeciwdepresyjny z grupy trójpierścieniowych.

W praktyce są znacznie mocniejsze niż popularne źleki z grupy SSRI.

że Christina niechętnie sięgała po trójpierścieniowe antydepresanty, bo większość z nich pobudza apetyt.

W tamtym okresie ważyła około 130 kg, więc temat wagi mógł mieć dla niej znaczenie.

Tego jednak dnia nie kupuje Ella Willu po to, by leczyć depresję.

Potrzebuje go w innym, konkretnym celu, jako środka, który pomoże jej zrealizować zabójczy plan.

Po wyjściu z apteki Christina jedzie do domu swojej matki, gdzie tego dnia przebywają Justin i Shelby.

Matka zauważa, że coś jest z nią nie tak.

Christina wygląda inaczej, jest napięta, jakby nieobecna.

Gdy pyta, co się dzieje, ta jak zwykle ucina temat.

Zapewnia, że wszystko jest w porządku.

To standardowy schemat.

Minimalizuje, ucisza, nie dopuszcza do rozmowy.

Zabiera dzieci do domu i wieczór przebiega pozornie normalnie.

Kolacja, kąpiel, czytanie bajki, zwykłe rytuały, które powinny być zakończeniem zwykłego dnia.

Podaje dzieciom rozcieńczony w wodzie Elavil, antydepresant, który wykupiła kilka godzin wcześniej.

Dzieci wypijają przygotowany specyfik i zasypiają, nie mając pojęcia, że coś jest nie tak.

Około godziny 22, 26-letnia Christina jest już gotowa doprowadzić swój plan do końca.

Nabiera do strzykawki nierozcieńczony chlorek potasu i wstrzyguje go w szyję syna.

Ku jej zaskoczeniu Justin gwałtownie się budzi.

Reakcja jest natychmiastowa.

Potas w takiej postaci powoduje silne pieczenie i ból.

Christina, widząc jego cierpienie, podaje mu morfinę, żeby złagodzić ból.

Kołysze go w ramionach i płacze, czekając, aż morfina zacznie działać, a chlorek potasu doprowadzi do zatrzymania akcji serca.

Nie widzi jednak, że w półmroku wbiła igłę w tkankę obok żyły.

Lek nie trafia tam, gdzie powinien.

Wtedy Christina bierze poduszkę, przyciska do jego twarzy

Chłopiec jeszcze przez jakiś czas walczy, a później przestaje.

W przypadku dwuletniej Shelby rezygnuje już z leków, dziewczynka śpi.

Krystyna po prostu przykłada poduszkę i dusi ją w ciszy.

Kiedy wszystko już się dzieje i jej plan zostaje wykonany, Krystyna przenosi dzieci z ich łóżek do swojego większego, kładzie ich ciała obok siebie i nakrywa kocem, jakby przygotowała je do snu.

Następnie idzie do kuchni, siada przy stole, otwiera koło notatnik i zaczyna pisać listy pożegnalne do swojej matki i do siostry.

W jednym z nich prosi siostrę, by przejęła opiekę nad ich mamą, bo będzie jej potrzebować bardziej niż kiedykolwiek.

Wystawia także czek na matkę, przekazując jej resztę pieniędzy z konta bankowego.

Ma być to symboliczny porządek, ostatnia próba, by nie zostawić po sobie obciążeń.

Wyjście do swojej matki Christina opisuje, że Justin płakał, kiedy wstrzyknęła mu preparat.

Nie chciała, aby dziewczynka cierpiała tak jak brat.

Po napisaniu listów Krystyna

Zażywa 28 tabletek Elavilu, tego samego leku, który wcześniej podała dzieciom.

To dawka śmiertelna.

Następnie wstrzykuje sobie dawkę śmiertelną nierozcieńczonego chlorku potasu.

Jednak podobnie jak w przypadku Justina nie trafia w żyłę.

U osób z dużą nadwagą jest to częsty problem ze znalezieniem żyły, a w jej stanie precyzja była praktycznie niemożliwa.

Kiedy kończy, wraca do sypialni, gdzie leżą jej dzieci, upada na podłogę obuszka i tam czeka na śmierć.

W środę 5 listopada 1997 roku matka Krystiny pojawia się w szpitalu i od razu niepokoi ją nieobecność córki na dyżurze.

Próbuje dodzwonić się do niej, ale nikt nie odbiera telefonu.

Decyduje się więc pojechać do jej domu i sprawdzić, co się dzieje.

Jest już popołudnie i kiedy podchodzi do drzwi, widzi, że te są uchylone.

Wchodzi do środka i już w pierwszej chwili widzi coś, czego nie da się zapomnieć.

Na łóżku dwójka dzieci przykryta kocem, a obok na podłodze twarzą do ziemi leży Krystina.

Kobieta jest wstrząśnięta i myśli, że wszyscy nie żyją.

Około godziny 16.30 dzwoni pod numer alarmowy 911 i zgłasza, że jej córka i dwójka jej dzieci są martwi.

Jest w szoku.

wiąc to płacze, chodzi w kółko po mieszkaniu i powtarza nie, nie, nie.

Wstrząs narasta, gdy znajduje listy pożegnalne, strzykawki i fiolki po lekach leżące na szafce nocnej w sypialni.

Jako pierwsi na miejsce przyjeżdżają ratownicy medyczni.

Na miejscu stwierdzają, że dzieci nie żyją.

Krystyna natomiast, wbrew temu, co sądziła jej matka, cudem przeżyła.

Jest nieprzytomna, oddycha bardzo słabo, puls ledwo ma wyczuwalny.

Na przedramieniu ma wypaloną dziurę skutek wstrzyknięcia nierozcieńczonego chlorku potasu, który uszkodził tkankę, gdy nie trafiła w żyłą.

Ratownicy natychmiast transportują ją do szpitala.

Listy, strzykawki, fiolki po lekach i cała pozostawiona przez Krystina scena natychmiast wskazuje na jej sprawstwo.

Dlatego jej transport do szpitala odbywa się od razu pod policyjną eskortą.

Technicy zabezpieczają miejsce zdarzenia, przede wszystkim sypialnię, ciała dzieci, nocny stolik, strzykawki, butelki, polega i listy samobójcze.

To właśnie one stają się kluczowymi dowodami potwierdzającymi, że Krystina dopuściła się podwójnego morderstwa i nieudanej próby samobójczej, czyli tzw.

samobójstwa rozszerzonego.

Wersję śledczych wzmacnia fakt, że w mieszkaniu nie ma żadnych śladów włamania.

Nie ma oznak walki, nic nie jest porozrzucane.

Dzieci wyglądają jakby spały.

Cała scena układa się w spójny obraz planowanego działania, bez udziału osób trzecich.

Przyjmuje ją dyżurujący anestezjolog wraz z zespołem pielęgniarek.

Lekarze najpierw stabilizują podstawowe funkcje życiowe, a następnie płuczą żołądek z elawilu, który zdążył już częściowo się wchłonąć.

Podają jej także węgiel, aby wchłonąć resztę substancji szkodliwych.

O godzinie 18.35 Krystyna zostaje przeniesiona na oddział intensywnej terapii Intensive Care Unit.

Leży tam pod stałym nadezorem policji, przypięta pasami do łóżka, co jest standardową procedurą w przypadku pacjentów podejrzanych o ciężkie przestępstwo.

Policja zabrania jakichkolwiek odwiedzi.

Rodzina nie ma prawa kontaktu z Krystyną, ani osobiście, ani telefonicznie.

Od tego momentu jest traktowana przede wszystkim jako podejrzana o podwójne morderstwo.

Zaraz za Krystyną do szpitala przyjeżdża jej matka i rodzeństwo, ale tak jak powiedziałam, policja nie pozwala im wejść na oddział ani zobaczyć krewnej.

I rodzina od tego momentu jest całkowicie odcięta.

Pomiędzy godziną 18 a 22 Krystyna Majacz nie wie, gdzie się znajduje, nie potrafi powiedzieć, jaki jest dzień.

Jej świadomość zaburzona.

Efekt przedawkowania Elavilu i próby samobójczej.

Personel medyczny oraz obecni przy niej funkcjonariusze policji słyszą, jak powtarza, zabiłam swoje dzieci oraz musiałam to zrobić, żeby ich nie zostawić.

Przez całą noc Krystyna pozostaje w stanie delirium i nieświadomości.

Nie wie, gdzie jest, nie reaguje logicznie, halucynuje.

W tym czasie jej rodzina działa natychmiast.

Zaraz po północy, 6 listopada 1997 roku wynajmują adwokata, który ma reprezentować Krystynę podczas przesłuchania, bo rodzina wie od lekarzy, że Krystyna majaczy, że nie jest w pełni przytomna i że policja może próbować uzyskać od niej zeznania zaraz po wybudzeniu.

Adwokat kontaktuje się więc z policją natychmiast, jeszcze zanim ktokolwiek zdąży ją przesłuchać.

Informuje, że reprezentuje Krystynę i żąda bezwzględnego przestrzegania jej praw.

Prawa do milczenia i prawa do adwokata.

Kiedy dowiaduje się, że rodzina nie ma prawa wejścia na oddział i nie może zobaczyć Kristiny, jedzie do szpitala.

Domaga się widzenia ze swoją klientką.

Próbuje dostać się do jej sali, ale również zostaje zatrzymana.

Policja pilnuje jej łóżka, jakby była już formalnie aresztowana.

Mimo, że na tym etapie Krystyna jest przede wszystkim ofiarą nieudanej próby samobójczej i pacjentką w stanie krytycznym.

Rodzina naciska na to, by kobieta mogła składać zeznania dopiero wtedy, gdy odzyska pełną świadomość.

Ich obawy potwierdzi późniejsza opinia lekarska.

Lekarz stwierdzi, że Krystyna miała zmęconą świadomość jako osoba wybudzająca się z narkozy.

O 9.20 Krystyna zaczyna się wybudzać.

W tym samym momencie funkcjonariusze natychmiast przystępują do przesłuchania.

Trwa ono zaledwie 8 minut.

Na początku odczytuje jej prawa Mirandy.

Tutaj przypominam, informują, że ma prawo odmówić składania zeznań, że wszystko co powie może zostać użyte przeciwko niej oraz, że ma prawo do adwokata.

Jest to standard, te prawa Mirandy są zawsze odczytywane przed przesłuchaniem, jeżeli ktoś jest tam podejrzany o dokonanie przestępstwa.

Krystyna nie wie natomiast, że jej rodzina zatrudniła dla niej prawnika i że ten próbował się dostać do niej w nocy.

Nie wie też, że adwokat nakazał policji wstrzymać się z jakimikolwiek przesłuchaniami do czasu, aż jego klientka będzie w pełni świadoma.

Jak wyglądało to przesłuchanie?

Detektyw.

To jest detektyw z Departamentu Policji w Sherwood.

Obecny w tym jest drugi detektyw i Krystyna.

Krystyna, czy rozumiesz, że nagrywam to na taśmę?

Krystyna odpowiada tak.

Detektyw.

Dobrze, Krystyna, chcę cię poinformować o twoich prawach.

Masz prawo do zachowania milczenia, wszystko co powiesz może i zostanie wykorzystane przeciwko tobie w sądzie.

Masz prawo rozmawiać z adwokatem i mieć go przy sobie podczas przysłuchania.

Jeśli nie stać cię na wynajęcie adwokata, zostanie wyznaczony adwokat, który będzie cię reprezentował przed przesłuchaniem, jeśli sobie tego życzysz.

Krystyna wciąż płacze.

W każdej chwili możesz zdecydować się na skorzystanie z tych praw i nie odpowiadać na żadne pytania.

Krystyna wciąż płacze.

Ani nie składać żadnych oświadczeń.

Czy rozumiesz swoje prawa do Mirandy, Krystyna?

Krystyna odpowiada, tak, przepraszam.

Detektyw, rozumiesz.

W porządku, Krystyna.

Prowadzimy śledztwo w sprawie śmierci dwójki twoich dzieci.

Chcesz nam powiedzieć, co się stało?

Detektyw.

Co powiedziałaś?

Powiedziałam.

Detektyw.

Powiedziałaś, że ich zabiłaś?

Detektyw.

Tutaj jest jakiś przerywnik, nie słychać.

Derwocet.

Detektyw.

wisz, że dostałaś jakieś lekarstwo ze szpitala.

Brak odpowiedzi werbalnej.

Detektyw.

Wstrzyknęłaś im coś?

Próbowałam i zrobiłam to Justinowi, poniewwpadłam na pomysł, że skoro jest starszy, to sprawi im więcej problemów.

Detektyw.

Spróbowałam to u niego i pomyślałam, że to po prostu zatrzyma jego serce, ale bolało.

Och, powiedział, że to boli.

Detektyw znowu przytknął.

Po prostu ciągle wołał mamo, mamo, mamo.

Po prostu doszłam do wniosku, że jest już za późno, ponieważ nie mogłam zrezygnoww tym momencie.

Wyczyściłam swoje konto czekowe i oddałam mamie wszystkie pieniądze, jakie miałam.

Detektyw.

Bo chciałam umrzeć, ale nie chciałam umrzeć i zostawić moich dzieci ani tego, żeby były ciężarem dla kogoś innego.

Nie chciałam, żeby myśleli, że ich nie kocham i nie chciałam, żeby dorastały osobno, bo mają dwóch różnych tatusiów.

Wiedziałam, że jeśli umrę, będą walczyć z moją matką o opiekę nad nimi, a ja nie chciałam tego dla nikogo.

Detektyw.

W pewnym sensie tak.

Detektyw, Christina, naprawdę chciałaś umrzeć?

Detektyw, czułaś, że byłoby lepiej, gdyby twoje dzieci po prostu umarły razem z tobą i czy dzieci już nie żyły, zanim zażyłaś lekarstwo?

Detektyw.

Jak długo nie żyli, zanim zażyłaś lekarstwo?

Detektyw.

To dlatego, że wypiłam, wstałam, zapaliłam papierosa, wróciłam i usiadłam na minutę.

Nie mogę teraz zawrócić, bo już zabiłam Justina i to zrobiłam.

Detektyw, o której godzinie podałaś im lekarstwo?

Detektyw, 10.15 czy 10.30 rano?

Nie, wieczorem.

Detektyw.

Okej, wieczorem.

Wczoraj wieczorem.

Detektyw.

Potem wypaliłam kolejnego papierosa i czekałam i udusiłam Shelby.

Detektyw.

Detektyw.

Położyłam jej poduszkę na głowie.

Detektyw.

Dobrze, czy w ogóle dałaś jej jakieś lekarstwo albo morfinę albo chlorek potasu?

Kazałam im wypić połowę Elavila, ponieważ doszłam do wniosku, że to sprawi, że będą spały, żeby ich nie obudziło.

Detektyw.

A więc Shelby... Shelby zabiła się poduszką.

Krystyna dała mu lekarstwo, a kiedy nie zadziałało... Detektyw, też go udusiłaś?

Detektyw, z poduszką?

Detektyw, walczyli, kiedy ich dusiłaś?

Shelby trochę, ale niewiele...

Detektyw, kiedy zdecydowałaś się to zrobić, Krystyna?

Którego dnia zdecydowałaś się to zrobić?

Krystyna, najlepiej z tego pamiętam, że w niedzielę wieczorem, w sobotę wieczorem, ponieważ rozmawialiśmy i to, i tamto, i tamto i złapało mnie.

Sherwood wpędził mnie w depresję.

Myślałam o tym, co dzieje się w moim życiu i że nic mi w życiu nie wychodzi.

Detektyw.

Krystyna, wczoraj.

Detektyw.

Wczoraj?

Krystyna nie odpowiada werbalnie.

Detektyw, masz na myśli dzień, w którym ich zabiłaś?

Czy to jest dzień, w którym dostałaś narkotyki?

Krystyna, siódma ulica w prawo.

Detektyw, czy to był ostatni dzień, kiedy pracowałaś w szpitalu, czy dzień wcześniej?

To jedyne leki, które miałam w ręku.

I miałam, że w fiolce były trzy walium, ale nie było ich wystarczająco dużo, żeby nawet zakryć słoik.

Włożyłam go do kieszeni i przyniosłam do domu.

Detektyw.

I wiem, że powinnam była pomyśleć lepiej.

Detektyw.

Czy wiedziałaś, co zamierzasz zrobić, kiedy zabrałaś leki ze szpitala?

Czy miałaś zamiar dać je swoim dzieciom?

A ile dni myślałaś o tym, zanim zabiłaś swoje dzieci?

Dwa tygodnie.

Detektyw.

Dwa lub trzy tygodnie, innymi słowy, myślałaś o tym, co zrobisz przez ostatnie dwa lub trzy tygodnie?

Brak odpowiedzi werbalnej.

Detektyw.

Co sprawiło, że zdecydowałaś się to zrobić?

Detektyw.

Czułam, że wymykłam się wszystko spod kontroli.

Detektyw.

Czy po prostu czułaś, że twoje życie jest w rozsypce?

Krystyna, brak odpowiedzi werbalnej.

Detektyw, rozmawiałaś z kimś na ten temat?

Twoja mama czy ktokolwiek inny?

Krystyna, próbowałam rozmawiać z ludźmi o tym, co czuję i co myślę, a oni po prostu odpowiadali.

Wiem po prostu, dotarłam do miejsca, w którym już mnie nic nie obchodziło.

Detektyw, czy czułeś, że nikt cię nie słucha?

Detektyw, to Krystyna.

Krystyna, odpowiedz mi coś jeszcze.

Detektyw, czy zeszłam schodami sam?

Krystyna, twoja matka, kiedy przyjechała do miasta, wygląda na to, że ciągle widzę starszych ludzi wsiadających do windy, siadając z dala od...

Nie podobało jej się to, co na nim było, więc położyła tak jak twoja matka.

Detektyw.

Krystyna, czy masz coś więcej do powiedzenia o swoich dzieciach?

Detektyw.

Detektywie, czy ma pan coś do dodania do tego wywiadu?

Drugi detektyw.

Detektyw.

W godzinie 9.30 do Krystyny przychodzi lekarz psychiatra.

Stwierdza, że kobieta nadal znajduje się w stanie zamglenia świadomości, nie jest w pełni przytomna, jej orientacja co do miejsca i czasu jest zaburzona.

Jak łatwo przewidzieć, właśnie ten moment stanie się jednym z kluczowych punktów spornych podczas procesu.

Krystyna została przesłuchana w stanie wątpliwej świadomości, a nawet sami detektywi przerwali przesłuchanie, jej odpowiedzi były niespójne.

Do tego wszystkiego adwokat wynajęty przez rodzinę nie został do niej dopuszczony, mimo że formalnie zgłosił swoją reprezentację.

Christina mogła więc nie w pełni świadomie zrzec się praw Mirandy.

Prawa do adwokata i prawa do odmowy odpowiedzi.

Po godzinie 12.00 Krystyna zostaje wypisana ze szpitala i przewieziona pod eskortą policji do aresztu Pulaski County Jail.

Tam będzie przebywać aż do końca procesu sądowego.

Od razu zostaje oskarżona o podwójne morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, za które grozi kara śmierci.

Paradoks polega na tym, że jeśli sąd rzeczywiście orzeknie tę karę, Krystyna umrze dokładnie od tej samej, z którą wstrzyknęła sobie i pięcioletniemu Justinowi.

Tyle, że we warunkach kontrolowanych z odpowiednim rozcieńczeniem.

Z perspektywy Kristiny kara śmierci oznacza coś jeszcze.

System jedynie pozwoli jej dokończyć to, czego sama nie zdołała zrobić.

Skoro chciała odebrać sobie życie i dzieciom, to wykonanie wyroku jest w jej logice konsekwencją wcześniejszych decyzji.

Do tego pobyt w więzieniu eliminuje wszystkie problemy finansowe, które wcześniej ją przytłaczały.

Ale pojawia się inny rodzaj ciężaru.

Wyrzuty sumienia na chcę umrzeć i dołączyć do swoich dzieci.

W tej logice to jedyna droga i to nie koniec jej problemu.

Przechodzi badania lekarskie, a ze względu na charakter zarzutów, dzieciobójstwo zostaje natychmiast odseperowana od reszty osadzonych.

To nie tylko procedura, ale realna kwestia bezpieczeństwa.

Inne więźniarki reagują na jej obecność wrogo.

Plują na nią, wyzywają ją.

W więziennej hierarchii osoby, które zabiły własne dzieci, znajdują się na samym dole i to dosłownie.

Dla wielu kobiet przebywających tam rozłąka z dziećmi była największą karą, jaką przyniosło im życie.

Krystyna natomiast odebrała życie swoim dzieciom.

To sprawia, że w ich oczach jej czyn jest niewybaczany.

Oczywiście w więziennym środowisku nikt nie zastanawia się nad tym, w jakim stanie psychicznym była Krystyna, ani dlaczego doszło do tej zbrodni.

Zabiła własne dzieci.

Motywacja i kontekst stan psychiczny to nikogo nie obchodzi.

Każdy ma tam swoje problemy.

Inaczej wyglądało to jednak wśród prawników i oskarżycieli.

Ci przygotowują się bardzo dokładnie.

Śledczy zgromadzili 10 kluczowych dowodów twierdzających winę Krystiny, m.in.

list pożegnalny do matki i zeznanie matki, list pożegnalny do siostry i zeznania siostry, list pożegnalny do byłego męża, który otrzymali później dopiero, ponieważ on został wysłany przez Krystinę dzień przed zdarzeniem.

Do tego rozmowa telefoniczna z pielęgniarzem, podczas której Krystyna dokładnie opisała, jak wstrzyknęła swojemu synu chlorek potasu, to jak płakał i jak udusiła córkę poduszką.

Zeznania dwóch psychiatrów, którym oskarżona odpowiedziała, w jaki sposób zabiła swoje dzieci.

Zeznania dwóch psychologów, któremu Krystyna przyznała się, że planowała morderstwa z 48-godzinnym wyprzedzeniem, wypisując czeki dla matki, pisząc listy samobójcze i zdobywając lekarstwa.

Oczywiście tutaj dochodzą też do tego jej zeznania w szpitalu.

Krystyna przed zabójstwem pracowała w szpitalu kardiologicznym.

To oznaczało dostęp do leków, których przeciętna osoba nigdy nie mogłaby zdobyć.

Chlorek potasu, wykorzystywany m.in.

przy operacjach na sercu, znajdował się na oddziale, podobnie jak morfina.

Lawie natomiast wykupiła wcześniej, więc jego posiadanie nie budziło żadnych podejrzeń.

Proces z Krystynę odbył się w maju 1998 roku, czyli niespełna rok po zdarzeniu, a w czerwcu 1998 roku zapadł wyrok.

Rozprawa odbyła się w sądzie hrabstwa Pulaski.

Początkowo Christina, a raczej jej obrońcy przeczyli tutaj winie Christina i ona też nie przyznała jej.

Oskarżyciele zarzucali Christine liczne zaniedbania, że zostawiała Shelby i Justina samych w domu, kiedy sama bawiła się w klubach karaoke.

Według prokuratury dzieci jej przeszkadzały i ograniczały swobodę.

Rodzina stanowczo temu zaprzeczała.

Uważali, że kobieta była dobrą matką, a dzieci nigdy nie wspomniały krewnym, że były pozbawione jej opieki.

Obrona podniosła kilka argumentów, że Krystyna była chora psychicznie, że miała skrajnie niską samoocenę epizody depresji i myśli samobójcze, że była samotną, przeciążoną finansowo matką i nie widziała dla siebie wyjścia, że jej działanie w jej własnym przekonaniu miało być aktem miłosierdzia, ponieważ bała się, że po jej śmierci dzieci zostaną rozdzielone.

To była linia obrony, aby pokazać, że Krystyna nie działała z okrucieństwa, lecz w stanie zaburzonego myślenia.

Kierowana desperacją i przekonaniem, że chroni dzieci przed losem, którego najbardziej się obawiała.

Obrona próbowała podważyć także sposób przesłuchania Krystyny w szpitalu, to jest to, o czym mówiłam wcześniej.

Wskazywano na dwie kwestie.

Po pierwsze, nie poinformowano jej, że rodzina wynajęła dla niej adwokata, która podczas składania zeznań była wciąż pod wpływem leków i nie wiedziała, gdzie się znajduje oraz miała halucynację.

Te argumenty oczywiście szybko zostały odrzucone przez prokuraturę i później także przez sąd.

Krystyna dobrowolnie zrzekła się praw Mirandy, nie prosiła o adwokata i według śledczych zeznawała z własnej woli.

Lekarze nie zakwestionowali jej poczytalności.

Rodzina natomiast zeznawała, że kiedy później widzieli Krystynę w szpitalu, ta nadal miała halucynacje.

Myślała, że bawi się ze swoją nieżyjącą córką Shelby, widziała martwe dzieci i kawałek gumy do rzucia.

Zwrócili też uwagę na zakończenie przesłuchania.

Krystyna opowiadała detektywowi o jego matce jadącej ruchomymi schodami oraz o starszych ludziach wsiadających do windy.

Były to sceny całkowicie oderwane od rzeczywistości, co sugerowało, że jej świadomość była zaburzona.

Obrona podoniosła również zarzut, że mowa wstępna prokuratora była zbyt emocjonalna i teatralna, co mogło wpłynąć na ławę przysięgów.

Prokurator opisywał radosne bawiące się w domu dzieci, celowo pobudzając wyobraźnię ławników i przenosząc ich symbolicznie na miejsce zbrodni.

Kontrastował dziecięcą beztroskę z późniejszą śmiercią.

Zabieg miał wzmocnić emocjonalny odbiór sprawy.

Kolejnym punktem było podważenie zasadności pokazywania ławie przysięgłych zdjęć dzieci z miejsca rodni.

Autopsja nie była spornym elementem procesu, dlatego zdaniem obrony prezentowanie fotografii martwych dzieci nie miało wartości dowodowej, a jedynie wywołowało silną reakcję emocjonalną, mogąc wpłynąć na późniejsze decyzje ławników.

Obrona zwróciła także uwagę na stan psychiczny Christine.

Jej historię depresji, wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie, trudne relacje rodzinne oraz traumę związaną z pracą przy ofiarach zamachu w Oklahoma City w 1995 roku

I wszystkie te elementy miały według obrony tworzyć kontekst, w którym Christina działała pod wpływem zaburzonego myślenia, a nie motywacji wynikającej z okrucieństwa.

Sąd odrzucił część argumentów obrony, szczególnie tę dotyczącą rzekomej pracy Christiny z ofiarami zamachu bombowego w Oklahoma City.

Ustalono jedynie, że Krystyna zakończyła wcześniej zmianę w szpitalu, który faktycznie wysyłał swoich pracowników do pomocy przy ratowaniu poszkodowanych.

Na tym tle powstała linia obrony, próbując wykazać, że obciążenie psychiczne z tamtego okresu mogło wpłynąć na jej stan zdrowia psychicznego w 1997 roku.

Sąd jednak nie uznał tego argumentu za wystarczająco dokumentowanym.

Na koniec procesu ława przysięgłych siedem kobiet i pięciu mężczyzn po zaledwie 55 minutach narady uznała Krystynę winną dwóch morderstw pierwszego stopnia.

Po ogłoszeniu werdyktu Krystina zasłabła na sali sądowej.

W trakcie procesu karnego sama zwróciła się do ławników z prośbą o wymierzenie jej kary śmierci.

Powiedziała wprost, chcę umrzeć, chcę być z moimi dziećmi, chcę żebyście wymierzyli mi karę śmierci.

Podziękowała swojemu adwokatowi za pomoc, ale jednocześnie zakazała składania jakiejkolwiek apelacji.

Nie chciała odwołania, nie chciała walki o złagodzenie wyroku, domagała się jego utrzymania.

Krystyna twierdziła, że nie potrafi żyć z wyrzutami sumienia po tym, co zrobiła swoim dzieciom.

Dla oskarżycieli jej zachowanie było jednak próbą manipulacji i kontrolowania sytuacji.

Traktowano ją jako tzw.

W przeciwieństwie do większości więźniów, śmierć, którzy walczą apelacjami, by cofnąć wyrok lub choćby odwlec jego wykonanie w czasie.

Christina nie była pierwszą osobą, która dobrowolnie zrezygnowała z przysługujących jej środków odwoławczych.

W USA takich osadzonych nazywa się volunteers, to skazani, którzy świadomie omijają apelacje, aby przyspieszyć wykonanie wyroku.

Stanowią około 10% wszystkich osób skazanych na karę śmierci.

Motywacje są różne.

Badania profesora Johna Bluma pokazują, że aż 88% z nich zmaga się z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, schizofrenią, traumą, chorobą afektywną dwubiegunową, ciężką depresją.

W tej grupie są także osoby, które, podobnie jak Christina, wcześniej podejmowały próby samobójcze.

Trzeba też uwzględnić realia życia w celi śmierci.

Izolacja przez 23 godziny na dobę, ekstremalne warunki i chroniczny brak bodźców.

Dla części osadzonych przyspieszenie egzekucji jest formą odzyskania kontroli nad własnym losem.

To rodzi pytanie, czy kara śmierci jest karą państwową, która ma być wykonywana w ramach ściśle określonych procedur, czy państwo powinno wykonywać ją na życzenie więźnia, umożliwiając w praktyce kontrolowane państwowe samobójstwo.

Ten problem etyczny i prawny oraz wiele innych tematów, które krążą wokół tego zagadnienia, od lat są analizowane w literaturze dotyczącej Dead Row Volunteers.

System przewiduje jednak mechanizmy zabezpieczające.

Badania lekarskie, psychiatryczne, a często również hospitalizację i leczenie, jeśli pojawią się problemy.

objawy zaburzeń psychicznych.

Dopiero po potwierdzeniu pełnej świadomości i dobrowolności decyzji sąd może zgodzić się na rezygnację z apelacji.

Zabójstwo dziecka połączone z samobójstwem rodzica zostało dokładnie opisane w badaniu psychiatrów sądowych, którzy przeanalizowali 30 takich przypadków z lat 1998 do 2002 roku.

Wyniki opublikowane w... Najczęściej rodzic działa z motywów altruistycznych, w ciężkiej depresji lub psychozie, wierzy, że dziecko trzeba ocalić przed cierpieniem.

Ponad 80% spraww miało wcześniej depresję lub psychozę, a wielu szukało pomocy u lekarzy krótko przed tragedią.

Charakterystyczne są urojenia, zagrożenia, przekonanie o braku wyjścia i wizja wspólnej śmierci jako jedynej drogi.

Badania pokazują też istotny element, czynnik finansowy, szczególnie u ojców.

Proszę zauważyć, że Krystyna w tym przypadku była głową rodziny.

U około 1 trzeciej odnotowano utratone dochody, obniżenie statusu zawodowego, democję lub problemy ekonomiczne, które działały jako silny stresor i pogłębiały poczucie bezradności oraz katastrofizacji przyszłości.

W części przypadków rodzice wprost mówili, że nie są w stanie zapomnieć rodzinie życia.

W przypadku Krystiny ten mechanizm również jest ważny.

Zmagała się z narastającymi problemami finansowymi, samotnym utrzymaniem dzieci, presją ekonomiczną i poczuciem, że sytuacja jest bez wyjścia.

Nałożyło się to na głęboką depresję, wcześniejsze próby samobójcze i rosnące poczucie, że nie poradzi sobie ani ona, ani dzieci.

To właśnie ten zestaw, problemy natury psychicznej plus przytłaczający stres życiowy, tworzy klasyczny wzorzec Felicite, Suicide opisany w badaniach.

Krystyna została ostatecznie w celi śmierci w więzieniu McPhersona w pełnym odosobnieniu, co jest typowe w przypadku kary śmierci tuż przed egzekucją i w trakcie trwania postępowania odwoławczych.

Początkowo wyznaczono datę egzekucji na 15 sierpnia 1998 roku, jednak została ona odłożona.

Ostatecznie Christina została stracona przez śmiertelny zastrzyk 3 maja 2000 roku o godzinie 21.28 w jednostce Cummins na obrzeżach Pine Bluff, gdzie...

Trzy dni przed wykonaniem wyroku przetransportowano ją tam samolotem.

Oczywiście opis zaburzeń, które miała Krystyna i model psychologiczny, który się tutaj uruchomił, w żaden sposób nie jest wytłumaczeniem tego, co zrobiła.

Ale chciałam Wam pokazać tutaj właśnie pewne schematy, które działają w takich sytuacjach, które się aktywują.

Jeśli chcesz więcej takich treści, to zapraszam do zasubskrybowania mojego kanału, do polajkowania filmów i zapraszam do kolejnego odcinka.

Pozostań ze mną, bo mówię o tym, co było.

Ostatnie odcinki