Mentionsy

Drogowskazy
12.09.2025 08:10

Polka na czele Antarktyki. DROGOWSKAZY

Agnieszka Kruszewska, która od 13 lat zarządza Polską Stacją Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego, została jednogłośnie wybrana na przewodniczącą COMNAP czyli międzynarodowej rady zrzeszającej menadżerów narodowych programów antarktycznych. Jest pierwszą w historii Polką i trzecią kobietą na tym stanowisku. Organizacja zajmuje się logistyką i wsparciem nauki na najzimniejszym kontynencie świata. Ten ogromny sukces to okazja by porozmawiać o tym jak zarządza się badaniami w rejonie Antarktyki oraz dlaczego są one tak ważnym elementem polityki zagranicznej. Wybór Polki na tak ważne stanowisko może być szansą na wzmocnienie pozycji Polski w tym obszarze. Równolegle trwają prace budowalne na Polskiej Stacji Antarktycznej, gdzie w 2027 r. zostanie oddany do użytku nowy budynek: tworzony w niemal skrajnie surowych warunkach, 14 tysięcy kilometrów od Polski. O życiu związanym z Antarktyką, opowiedziała w Drogowskazach Agnieszka Kruszewska, przewodnicząca COMNAP, od 13 lat zarządzająca Polską Stacją Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk. Do wysłuchania rozmowy zaprasza Aleksandra Galant.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 387 wyników dla "Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk"

Szukasz sprzętu, na którym odtworzysz swój ulubiony podcast w najlepszej jakości?

Znajdziesz go w Media Expert.

Słuchawki z redukcją szumów, głośniki bluetooth, smartfony, tablety, laptopy.

Wybierz sprzęt dopasowany do ciebie i słuchaj tak jak lubisz.

Partnerem podcastu Drogowskazy jest właściciel sieci sklepów Media Expert i MediaExpert.pl

Słowo klucz dla Antarktyki to jest współpraca.

Im więcej masz w ręku atutów, żeby zaoferować tą współpracę, tym poważniejszym graczem na tej arenie jesteś.

Jest piękno, jest dzikość przyrody, jest ta świadomość, że jesteśmy jej malutkim elementem.

Jest też na pewno rodzaj sprawdzenia się, weryfikacji siebie, zajrzenia w siebie głębiej, bo myślę, że może to być też czas refleksji.

To są Drogowskazy, nasze kolejne spotkanie na antenie Eski.rok.

Ja się nazywam Aleksandra Galant i myślę, że nie zdziwię nikogo, jeżeli powiem, że bardzo się cieszę, że mogę się z wami przywitać.

Bardzo cieszę się też z powodu tematu, jaki będziemy dzisiaj poruszać w Drogowskazach, bo wydaje mi się, że polarnictwo to jest wątek, który zdecydowanie pojawia się za rzadko, a okazuje się, że są ku temu bardzo wyraźne powody.

Otóż zupełnie niedawno pierwsza Polka została wybrana na przewodniczącą takiej bardzo ważnej, zaraz powiemy o tym więcej, instytucji czy też organu.

To się nazywa Council of Managers of National Antarctic Programs.

A drugi powód, który może się wydawać odległy, natomiast przygotowania do świętowania już trwają, to są urodziny.

Urodziny nie byle jakie, bo jubileusz 70-lecia istnienia Polskiej Stacji Antarktycznej im.

Henryka Arctowskiego.

Stację koordynuje Instytut Biochemii i Biofizyki PAN.

No i cóż, to już jest moment, żeby przedstawić dzisiejszego gościa, panią Agnieszkę Kruszewską.

To właśnie ona została wybrana na...

przewodniczącą KomNAP-u, tak uproszczę tę nazwę, to ona zarządza Polską Stacją Antarktyczną z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.

Zasiada także w zarządzie Polskiego Konsorcjum Polarnego.

No i dzisiaj o tym wszystkim, a jest o czym mówić, zgodziła się opowiedzieć.

Witam w Drogowskazach.

Dzień dobry panu, nie dzień dobry państwu.

Trudne zadanie.

Oczywiście mogę powiedzieć, że każdy odcinek drogowskazów jest wymagający, natomiast tutaj z tą pannomenomen po cienkim lodzie słownictwo jest skomplikowane, a wydaje mi się, że też jest bardzo ważne, żeby być precyzyjnym, ale tak naprawdę to chciałabym zacząć od gratulacji.

Jest pani nie tylko pierwszą Polką na tym stanowisku, ale jedną z nielicznych kobiet.

Bardzo dziękuję, to zawsze miło dostać gratulacje.

Szczególnie miło, że nie ukrywam, że jest to dla mnie ogromny zaszczyt, że to szacowne stowarzyszenie, bo Rada Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych jest stowarzyszeniem państw, które prowadzą badania w Antarktyce i tam posiadają infrastrukturę transportową, badawczą.

Jestem trzecią kobietą na tym stanowisku w 37-letniej historii tej organizacji.

Bardzo się cieszę, że trochę uprościła pani i spolszczyła nazwę, którą kilkukrotnie wymawiałam i być może nie zawsze dobrze.

Czym zajmuje się Rada?

Dla pani to pewnie jest coś oczywistego, natomiast podejrzewam, że podobnie jak dla mnie, tak i dla wielu naszych słuchaczek i słuchaczy, no polarnictwo to jest taka terra incognita.

Ja przygotowując się do dzisiejszej rozmowy, muszę przyznać, że byłam zaskoczona tym, jak tym światem się zarządzam.

To znaczy nie mówię już tylko o samych stacjach, bo o tym mam nadzieję, że porozmawiamy później, ale badaniami, tym co tam można robić, czego nie można robić.

Z tego co przeczytałam, Polska jest chyba jednym z 29 krajów, który należy do traktatu antarktycznego, a to sprawia, że Polska może decydować o działalności człowieka na terenie Antarktyki.

Rzeczywiście terra incognita w przypadku Antarktyki, która ma status w prawie międzynarodowym publicznym, to jest obszar, który stanowi dziedzictwo ludzkości i status prawny rejonów polarnych jest znacząco różny.

Arktyka rządzi się swoimi prawami, Antarktyka swoimi.

W przypadku Antarktyki układ antarktyczny, który jest umową międzynarodową...

podpisaną w 1959 roku przez 12 państw.

Polska dołączyła do niego jako 13 państwo.

Stanowi o tym, że jest to obszar, który można wykorzystywać tylko dla nauki i w celach pokojowych.

I rzeczywiście układ ten reguluje pod względem prawnym funkcjonowanie tego obszaru naszego globu.

My jesteśmy stroną konsultatywną, tak jak pani już wspomniała, tak jak pozostałych 29 państw,

jego sygnatariuszy i możemy współdocydować o obecności tam człowieka, ale również o kształtowaniu polityki, na przykład dotyczącej kwestii transportowych, turystyki, kwestii wydobywczych, kwestii zamrożenia roszczeń terytorialnych wobec tego obszaru.

Zatem oczywiście wszystkie te aktywności związane są z aktywnością człowieka, ale nie dotyczą tylko kwestii naukowych badań, tudzież prowadzonych monitoringów środowiskowych.

Samo stowarzyszenie Rada Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych, można powiedzieć, że to jest takie gigantyczne stowarzyszenie, należą do niego 34 państwa, które no najogólniej rzecz biorąc zajmuje się logistyką w Antarktyce.

Ja uważam, że w języku polskim ta logistyka ma takie zawężone znaczenie, w języku angielskim to bardziej

adekwatnym słowem jest słowo operations i ono chyba lepiej oddaje, czym zajmuje się Comnab.

Comnab jest stowarzyszeniem państw, które, tak jak już wspomniałam, posiadają tam stacje antarktyczne, ale na przykład należą do niego trzy programy i to jest program portugalski, program holenderski i program kanadyjski, które akurat stacji badawczych nie mają.

Kanada nie ma stacji badawczej?

W Antarktyce nie ma.

Natomiast warunkiem przystąpienia do stowarzyszenia nie jest ono tak restrykcyjne pod tym względem jak układ antarktyczny.

Nie jest fakt, że ktoś posiada stację, ale musi prowadzić całoroczny albo półroczny program naukowy w tamtym obszarze.

W związku z czym KomNap zajmuje się w podziale na grupy regionalne, czyli cała Antarktyka i Antarktyda.

I tutaj naszym słuchaczom warto by wytłumaczyć, dlaczego w języku polskim posługujemy się obama terminami.

Natomiast wszystko, co otacza Antarktydę poniżej 60 stopnia szerokości południowej, to jest Antarktyka.

Poszczególne państwa są zarówno aktywne w Antarktyce, i to jest na przykład Polska, są państwa, które są aktywne już w Antarktydzie, czyli na kontynencie.

Także cały ten obszar w ramach KomNAP-u został podzielony na poszczególne obszary, na przykład Półwyspu, Wschodniej Antarktydy, czy na przykład Morza Rosa i państwa, które w tym obszarze posiadają

stacje i prowadzą swoje aktywności.

Na grupach regionalnych wymieniają się tym, co dokonały w poprzednim sezonie w ramach swoich aktywności na tym obszarze i jakie mają plany na następny sezon antarktyczny.

To są aktywności związane zarówno z tym, jakie były realizowane programy naukowe, czy monitoringi środowiskowe, ale co jest najważniejsze, to jest informacja na temat funkcjonowania samej infrastruktury.

Oprócz tego ComNap jako stowarzyszenie działa również w formacie, który jest podzielony na grupy eksperckie.

I mamy na przykład grupę, która nazywa się Air Operations albo Safety, albo Human Biology and Medicine, albo Advanced Critical Technologies.

Czyli tam spotykają się już przedstawiciele poszczególnych państw do ComNap, którzy posiadają tą wiedzę ekspercką.

I mogą wymieniać się wszystkim, co dotyczy funkcjonowania infrastruktury, zarówno tego, co zamierzają na przykład wybudować, tego, co muszą zlikwidować, bo na przykład okazało się, że nie funkcjonuje prawidłowo w tamtym obszarze świata.

Jakie nowe technologie chcą wprowadzić do funkcjonowania swoich stacji na przykład?

Czyli nawet jeżeli dany kraj, przepraszam, że pani wyszłam w słowo, ale chciałabym to doprecyzować, ma własną stację, to zmiany, jakich dokonuje, oczywiście jeżeli one nie dotyczą napraw, drobnych usterek, one muszą być konsultowane.

Gdybyśmy na przykład chcieli dobudować skrzydło do stacji badawczej?

I nie dość, że tam muszą zostać przedstawione dokumenty informujące o tych planach, to należy przeprowadzić ocenę wpływu na środowisko i w zależności od tego, jaki wynik mamy tej oceny, pozostałe państwa strony konsultatywne Układu Antarktycznego mogłyby nawet zażądać, czy nie wyrazić zgody na dane działanie, jeżeli na przykład ten wpływ na środowisko byłby znaczący.

W przypadku ComNap nie ma takiego obowiązku.

To znaczy wymieniamy się informacjami, które chcemy przedstawić.

ComNap nie jest ciałem, które wydaje na cokolwiek zgodę, ale tak jak i w przypadku Układu Antarktycznego, ComNap przedstawia swoje rekomendacje.

I bardziej powiedziałabym, że te rekomendacje, przepraszam, że w tej naszej rozmowie pojawiają się słowa angielskojęzyczne, to jest tylko wynik tego, że jest to język tej organizacji i kłopotliwe byłoby tłumaczyć

nazwę każdej grupy na język polski, tudzież nazwę każdego dokumentu, pojawiają się takie odniesienia do najlepszych praktyk.

Jeżeli borykamy się, a jest to problem bardzo aktualny, z problemem ptasiej grypy,

w Antarktyce, to takie stowarzyszenie jak COMNAP w porozumieniu z drugim bardzo ważnym stowarzyszeniem, mianowicie Scientific Committee on Antarctic Research, czyli z ESCAR-em, to w porozumieniu te dwa ciała wypracowują razem z grupą ekspertów, tym razem już z zakresu medycyny, również ornitologii,

Rekomendacje dla poszczególnych państw, jak przeciwdziałać, jakie wprowadzić procedury, czyli najlepsze praktyki w funkcjonowaniu, aby uniknąć przenoszenia ptasiej grypy i w ramach kolonii ptaków i w ramach kolonii ssaków, jeżeli takie przy stacjach występują, ale również jak unikać ryzyka zarażenia się ptasią grypą przez człowieka.

Czyli takie stowarzyszenia mogą również, na przykład to stowarzyszenie ostatnio dyskutowało kwestię wprowadzania na stacji ogniw fotowoltaicznych na poszczególnych stacjach i w tym momencie menedżerowie, specjaliści, którzy akurat za ten obszar odpowiadają w przypadku danej infrastruktury, wymieniają się typami tych ogniw, jakie zostały zastosowane, jaką osiągnęły wydajność, czy w danej szerokości geograficznej one są najbardziej optymalnym,

źródłem pozyskiwania energii dla stacji.

Także spektrum funkcjonowania ComNapu jest bardzo szerokie.

Jest to na pewno platforma wymiany wiedzy i informacji.

A jak jest z badaniami?

No nie bez powodu stacje, którymi zarządzają poszczególne kraje, nazywają się badawczymi.

Każda zapewne ma swój obszar, który w danym momencie eksploruje.

I znów, tak jak pytałam o funkcjonowanie stacji i to, czy istnieje obowiązek uzyskiwania zgód czy zgłaszania tego, to czy w przypadku badań również należy konsultować na przykład z komnapem to, czym naukowcy w danym sezonie będą się zajmować?

Nie polega to na konsultowaniu ze stowarzyszeniem w takim rozumieniu uzyskiwania zgód.

Natomiast kwestia prowadzenia badań w Antarktyce związana jest również z ewaluacją oceny wpływu na środowisko.

Tak jak przed chwilą mówiłam o kwestiach inwestycyjnych, w przypadku kwestii naukowych to również występuje, ale ta ocena wpływu na środowisko nie jest dokonywana przez centrale, tak to określę, czyli przez sam układ antarktyczny, tylko każde państwo.

Strona układu ma wytypowane ośrodki, czy to są instytuty naukowe, tak jak w Polsce, czy to są organy administracji rządowej, czasami tak się zdarza w innych krajach, może być to na przykład Ministerstwo Klimatu i Środowiska, dokonuje tej oceny wpływu na środowisko.

Dodatkowo Comnab jest takim stowarzyszeniem, które zajmuje się zabezpieczeniem możliwości prowadzenia badań w Antarktyce.

Czyli to jest to stowarzyszenie, które będzie skupiało specjalistów, którzy mówiąc kolokwialnie,

Dbają o to, żeby stacje badawcze mogły przyjąć naukowców, żeby znalazły się nie tylko na nich żywność, prąd i miejsce do spania, ale żeby znalazło się również na przykład niezbędne zasoby do tego, aby pójść w teren, czyli na przykład pontony albo sprzęt do wspinaczki.

Oczywiście też zajmuję się kwestiami transportowymi.

Państwa, które posiadają

statki operujące w tamtym regionie również w ramach KomNap będą się wymieniały i kwestiami związanymi z budową tych statków i z kwestiami ich utrzymania, ale również z kwestiami harmonogramu obecności na dany sezon w Antarktyce.

Badania naukowe, ocena wpływu na środowisko i, co jest niezwykle istotne, Antarktyka i Antarktyda jest podzielona na obszary specjalnie chronione.

Takie powiedziałabym odpowiedniki naszych parków narodowych.

W związku z czym, aby móc prowadzić badania w takim antarktycznym parku narodowym, chociaż, co jest istotne, jest to najsuchszy, najbardziej suchy kontynent świata, oczywiście nie ma tam drzew jako takich, ale trzymając się takiego nazewnictwa, które naszym słuchaczom może być bliższe, musi uzyskać zgodę danego programu antarktycznego, danego państwa,

który zarządza tym obszarem, tego parku narodowego, aby móc wejść na jego teren i tam prowadzić badania.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, o czym pani mówi, tego, jaką rzeczywistością pani już za moment będzie zarządzała, ale też tego, w jaki sposób ten teren jest chroniony, bo chyba tak można powiedzieć, że te wszelkie...

Wszystkie rady, traktaty, stowarzyszenia są po to, żeby to dziedzictwo, jakim jest Antarktyda, chronić.

Żeby to nie zostało ani za nadto wyeksploatowane, albo eksploatowane w nie do końca dobry sposób.

Wspomniała pani dosłownie mimochodem o turystyce.

To jest coś, o co również będę chciała zapytać, ale poczekam z tym do drugiej części naszej rozmowy.

Wtedy mam nadzieję, że skupimy się trochę bardziej na tym, jaka jest rola Polski.

i w tym wszystkim, co w obszarze, o którym dzisiaj rozmawiamy, się dzieje.

Czym zajmuje się Polska Stacja również, ale myślę, że warto wziąć pod uwagę znaczenie międzynarodowe.

No i to, jak wybór Agnieszki Kruszewskiej na przewodniczącą Rady Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych może wpłynąć, bo to właśnie pani Kruszewska, gości dzisiaj w Drogowskazach, opowiada o swojej pracy, ale także o tym, jak Antarktyda jest, jeżeli mogę tak powiedzieć, zarządzana, a przede wszystkim chroniona.

Bądźcie z nami, bądźcie z drogowskazami, bo wracamy na naszą antenę już za kilka minut.

Do usłyszenia, Aleksandra Galant.

Na pewno z czym się zmierzałam na samym początku, to było w ogóle całe ubranie górnicze.

Powiem szczerze, że na początku też miałam wrażenie, że ja się fizycznie jakby w tym ubraniu zamieniam w mężczyznę, bo jakby ten cały strój totalnie odbiegał od mojego wizerunku i od mojego charakteru.

Te spodnie, ta koszula flanelowa, gdzieś tam jakieś onuce, jak mnie chłopaki uczyli, jak to wiązać.

Te buty, które do teraz mam za duże, bo nigdy nie potrafiłam dostosować rozmiaru na tyle, żeby był idealny.

Zawsze coś nie grało.

Oprócz całego tego za dużego ubrania, jest jeszcze kask, jest jeszcze lampa.

To wszystko jest na tyle ciężkie, jest oczywiście aparat ucieczkowy, jest

metanomierz.

Prócz tego jeszcze cały sprzęt mierniczy, no ale dzięki temu, że właśnie byłam zawsze w towarzystwie samych dżentelmenów, to bardzo rzadko nosiłam ten sprzęt mierniczy.

Moim jedynym zadaniem było po prostu zajść w ten dany rejon i przeżyć.

Podcastu z reportażami z cyklu Polska na ucho szukajcie na mediateka.pl i wszędzie tam, gdzie słuchacie swoich ulubionych podcastów.

Rozmowy o życiu.

Zgodnie z zapowiedzią, drogowskazy wracają na naszą antenę.

To jest druga część dzisiejszego spotkania w tej audycji.

Waszym i moim gościem jest dzisiaj Agnieszka Kruszewska, przewodnicząca Rady Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych.

To jest Międzynarodowe Stowarzyszenie, organizacja, o której więcej mówiłyśmy w pierwszej części naszej rozmowy.

Pani Kruszewska zarządza także Polską Stacją Antarktyczną im.

Henryka Arctowskiego z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk.

Zasiada także w zarządzie Polskiego Konsorcjum Polarnego.

Tak jak wspomniałam przed momentem, rozmawiałyśmy więcej o tym, w jaki sposób podejmowane są różne działania na Antarktydzie i terenach ją otaczających.

To okazuje się, że nie taki jest hopsiub, kto czym się zajmuje, w jaki sposób swoją stacją zarządza.

Kiedy czytałam komentarze dotyczące pani wyboru na stanowisko przewodniczącej, to oczywiście oprócz gratulacji, które ja też złożyłam, pojawiały się takie nadzieje, że to jest duża szansa dla Polski, czy na rozwój naszej stacji, czy zwiększony udział w tym, co się dzieje na Antarktydzie, bo muszę przyznać, że ja tak o tym obszarze nie myślałam, ale to jest przecież też taki ważny element polityki zagranicznej, jakby nie było.

Zdecydowanie tak.

Powiedziałabym, że nasza Polska Stacja Antarktyczna im.

Henryka Arctowskiego to nie jest tylko placówka badawcza, to jest również placówka, która pełni ważną rolę placówki takiej dyplomacji naukowej.

To znaczy jesteśmy widoczni na arenie międzynarodowej przez jakość prowadzonych badań, ale również jesteśmy widoczni przez to, jak jako państwo zarządza stacją Instytut.

Zarządzamy naszą infrastrukturą i czy jesteśmy w tych działaniach, które podejmujemy zgodni z postanowieniami Układu Antarktycznego, o którym było więcej w pierwszej części naszego programu.

Natomiast takim istotnym dokumentem i organizacją przy spotkaniach konsultatywnych Układu Antarktycznego jest Komisja ds.

Ochrony Środowiska, która funkcjonuje na podstawie tzw.

protokołu madryckiego.

W związku z powyższym tych zobowiązań międzynarodowych, tych umów międzynarodowych, których Polska jest stroną, to wykonawczo można powiedzieć stacja Arctowskiego jest bytem, który przekłada te wszystkie rekomendacje, regulacje, instytut w zakresie swojego zarządzania nią, przekłada je wszystkie na język codziennego funkcjonowania.

Zdecydowanie powiedziałabym, że Układ Antarktyczny jako umowa międzynarodowa, wszystkie konwencje towarzyszące temu systemowi, bo to już jest w zasadzie system Układu Antarktycznego, wszystkie te protokoły, to wszystko sprawia, że jest to otoczenie prawno-międzynarodowe, w którym my jako państwo przez jednostki takie jak Instytut czy Stacja wykonujemy postanowienia tych umów międzynarodowych.

Mocno należy zakcentować, że nie jest to tylko kwestia prowadzenia tam badań, tylko współuczestniczenia w kształtowaniu polityki wokół tego obszaru świata.

Jak na tej mapie stacji badawczych wygląda to?

To znaczy, czy to jest stacja, która i oczywiście mówię też o pracy polarników czy zimowników, bo też takie określenie znalazłam, nie wiem na ile ono jest potoczne.

Czy to jest stacja, w której tych badań przeprowadza się relatywnie dużo?

Nie wiem, czy są prowadzone jakieś statystyki, czy po prostu wiadomo, że są takie miejsca, które działają prężniej, a są takie, które troszkę mniej.

To jest też trudne pytanie dla Pani, bo Pani tą stacją zarządza.

Tak, jestem z niej absolutnie dumna i jestem dumnym pracownikiem Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk, któremu przypadł zaszczyt zarządzania tą infrastrukturą.

Ja nie znam statystyk mówiących o tym, jakiej ilości badania prowadzone są na poszczególnych stacjach.

Powiedziałabym, że Polska Stacja Antarktyczna im.

Henryka Arctowskiego to jest stacja średniego rozmiaru na tle tej mapy antarktycznej, ale tutaj należałoby też podkreślić, że co nas różnicuje pomiędzy programami narodowymi antarktycznymi, to jest kwestia tego, czy stacje są całoroczne, czy są sezonowe.

Nasza stacja jest stacją całoroczną i nieprzerwanie funkcjonuje w tym trybie od 1977 roku.

Natomiast są stacje, które są tylko stacjami letnimi, w związku z czym ich rozmiar jest zdecydowanie z reguły mniejszy.

Są też czasami położone w takich obszarach Antarktyki, które są już relatywnie trudne, na przykład pod względem logistycznym.

W związku z tym możliwości funkcjonowania i prowadzenia badań na nich są bardziej ograniczone.

Oczywiście są też stacje czy programy antarktyczne, jak na przykład stacja amerykańska McMurdo, która jest tak naprawdę małym miasteczkiem, mogącym pomieścić tysiące ludzi.

Program amerykański ma ogromną flotę statków badawczych.

Mówimy o zupełnie innej skali funkcjonowania.

Polska ma stację na Wyspie Króla Jerzego.

Ona jest oddalona od Polski o 14 tysięcy kilometrów.

Niestety, jako państwo nie posiadamy statku badawczo-transportowego, w związku z czym całe nasze cargo, też związane z prowadzoną tam obecnie inwestycją, transportujemy przez statki, które w ramach procedur prawa zamówień publicznych musimy wyłonić z rynku komercyjnego.

Natomiast ruch naukowy w trakcie sezonu antarktycznego w dużej mierze opiera się na naszej współpracy z chilejskim programem antarktycznym, czyli nasi...

Naukowcy latają zwykle do Punta Arenas w Chile i tam na statkach chilejskich, czasami peruwiańskich, czasami brazylijskich są w stanie dotrzeć do naszej stacji.

Dlaczego chilejskie, dlaczego brazylijskie, dlaczego peruwiańskie?

Chylijczycy są obecni na wyspie, króla Jerzego równii tam posiadają dwie bazy.

Mają również lotnisko, także czasami korzystamy z transportu lotniczego.

Brazylijczycy i Perwiańczycy to nasi najbliżsi sąsiedzi w Zatoce Admiralicji, w związku z czym, powiedziałabym, skoro płyną do siebie, to po drodze mogą nas podrzucić na polską stację antarktyczną.

No muszę przyznać, że Brazylia, Peru, Chile w pierwszym odruchu budzą trochę inne skojarzenia niż polarnictwo, a wystarczy przestudiować mapę, żeby zrozumieć, dlaczego tak to wygląda.

Przyznam, to jest oczywiście takie moje prywatne wtrącenie, że wielkim moim marzeniem jest podróż do Argentyny, do Ziemi Ognistej i kiedy zobaczyłam, jak blisko już stamtąd jest na Antarktydę, to moja wyobraźnia oszalała.

Ale okazało się, że szczęśliwie zresztą, pewnie również za sprawą takich organizacji jak ta, którą pani kieruje, turystyka na Antarktydę jest bardzo mocno ograniczona i chyba bardzo mocno pilnuje się tego, żeby czasem nie zrobiło się to jakiś kurort dla bardzo bogatych ludzi, bo owszem, z Ushua i takiej miejscowości na końcu świata w Argentynie można wybrać się na Antarktydę, ale jest się wiele kilometrów od samego kontynentu.

Przy Stowarzyszeniu ComNap takim stałym naszym obserwatorem jest AJATO, czyli Stowarzyszenie Operatorów Turystycznych.

Temat turystyki jest trochę bardziej złożony.

Mianowicie jest rzeczywiście w ramach Układu Antarktycznego spotkań konsultatywnych.

Toczy się dość ożywiona dyskusja na temat kwestii śladu węglowego, jakiego turystyka zostawia w regionie.

Na fali problematyki związanej z ptasią grypą to również, powiedziałabym, statki turystyczne, turyści mogą stanowić wektor przenoszenia wirusa.

W związku z tym wszystkie państwa w ramach tej centrali prowadzą rozmowy, jak należałoby te kwestie uregulować i próbują przyjąć rezolucję, która będzie wiązała państwa, które są stronami układu.

Stowarzyszenie, o którym wspomniałam, a ja to, próbuje wyjść naprzeciw oczekiwaniom społeczności międzynarodowej w tym zakresie.

I ponieważ, tak jak w Polsce, turystyka do Antarktyki to jest zapewne temat bardzo niszowy.

Może jest, nie wiem, kilka firm, które taką ofertę mają, ale jest to temat bardzo niszowy.

Ale na południowej części naszego globu...

Ushuaia, o którym pani wspomniała, Punta Arenas w Chile, to są tak zwane miasta, bramy do Antarktyki.

Takie państwa jak Argentyna i Chile w zakresie turystyki opierają jej potencjał również o wyprawy do Antarktyki.

Tego nie unikniemy.

Możemy to próbować minimalizować, podejść do tematu bardzo odpowiedzialnie, próbując minimalizować ten ślad węglowy, o którym już wspomniałam, ale jestem sceptyczna w myśleniu o tym, że tą turystykę z Antarktyki wycofamy.

Zresztą nie wydaje mi się, że tutaj twarde zakazy, będziemy w jakikolwiek...

w stanie je wyegzekwować, bo jednak turystyka to jest rodzaj przemysłu, o którym decyduje dane państwo, w którym kierunku ono ma się rozwijać i jakim firmom pozwala funkcjonować.

Natomiast raczej położyłabym nacisk na to, aby myśleć o niej w sposób zrównoważony.

I dalej pracować i rozwijać współpracę z takimi stowarzyszeniami jak AJATO, które na przykład stowarzysza organizatorów wycieczek do Antarktyki, ale wymaga, aby takie firmy, które zajmują się tym kierunkiem, szkoliły swoich pasażerów, czego w Antarktyce robić nie wolno.

Schodząc z tego poziomu międzynarodowego do poziomu lokalnego, zapewne Państwo zastanawiacie się, a co z tą turystyką na Arctowskim.

My podjęliśmy decyzję, która przyszła do nas w sposób oczywisty i naturalny w okresie pandemii COVID-19, kiedy absolutnie nie wpuszczaliśmy turystów na teren stacji i na obszar ją okalający,

No bo wszyscy ludzie tam przebywający byliby narażeni.

To byłoby igranie wręcz z ich życiem, gdybyśmy na to pozwolili.

I ten zakaz utrzymaliśmy.

Ponieważ w bezpośrednim sąsiedztwie stacji jest ten park narodowy, o którym rozmawiałyśmy w pierwszej części, czyli ten teren szczególnie chroniony numer 128.

Znajduje się 300 metrów od zabudowań, tam gniazdują pingwiny, tam są haremy słoni morskich.

Oczywiście on jest pod względem turystycznym bardzo atrakcyjny, ale te zwierzęta latem w Antarktyce to jest okres dla nich rozrodczy.

W przypadku pingwinów młode się musi wykluczyć i musi zostać podchowane przez rodziców, aż osiągnie samodzielność.

W związku z czym chyba nikt z nas, przekładając to na język nas, ludzi, nie chciałby, żeby stu gości codziennie lądowało.

u niego w domu z aparatem przy nowonarodzonym dziecku po to, żeby zrobić mu najdokładniejsze zdjęcie.

Lubię używać tego porównania, bo wydaje mi się, że pozwala nam zrozumieć, że my jesteśmy tam tylko gośćmi.

To są tereny, które stanowią naturalne terytorium dla gatunków wskaźnikowych.

I tak odwrócenie, pewna taka parabola do tego, co nam może przeszkadzać, czasami warto jest sobie w taki sposób wytłumaczyć, co może przeszkadzać zwierzętom tam przebywającym.

To jest kolejna rozmowa w drogowskazach, kiedy pojawia się to sformułowanie, że my jako turyści na danym obszarze jesteśmy gośćmi.

Niestety doświadczenie wielu krajów, wielu miejsc na świecie pokazuje, że nie zawsze przez turystów

Zupełnie niedawno rozmawiałam tutaj o zjawisku takiej nadmiernej turystyki, o miejscach na świecie, miastach, krajach, które po prostu nie życzą sobie takiej liczby turystów, z różnych zresztą powodów.

I ja też mam jakieś takie wewnętrzne poczucie, że Antarktyda wraz z Antarktyką to jest rejon, który absolutnie powinien zostać.

zachowany i w tej swojej surowości, ale też w takim prymacie świata natury i świata przyrody.

Choć tak jak powiedziałam, kiedy pojawiła się przede mną jakaś taka możliwość zobaczenia tego terenu, to zaświeciły mi się oczy, bo przeżycie musi to być naprawdę niezwykłe.

O tym mam nadzieję, że porozmawiamy w trzeciej części, kiedy zajmiemy się funkcjonowaniem polskiej stacji.

No ale na koniec teraz chciałam jeszcze zapytać o ten statek badawczy.

Pani nowa funkcja, funkcja przewodniczącej komnapu, też wydaje mi się, że może być jakimś krokiem w stronę pojawienia się tego statku badawczego.

Oczywiście nie chciałabym wywierać na pani żadnej presji, ani nic takiego, natomiast wydaje mi się, że to staje się bardziej możliwe.

Było też dla mnie zaskoczeniem, że posiadanie statku badawczego...

jest tak ważną sprawą i z punktu widzenia zaawansowania jakości badań, no ale znów też z punktu widzenia znaczenia międzynarodowego.

Zdecydowanie posiadanie przez państwo własnego statku badawczo-transportowego sprawia, że w tej układance antarktycznej mamy więcej do zaproponowania.

Można powiedzieć, że Antarktyka, słowo klucz dla Antarktyki to jest współpraca.

Im więcej masz w ręku atutów, żeby zaoferować tą współpracę, tym poważniejszym graczem na tej arenie jesteś.

Kwestia statku badawczo-transportowego i tu chciałabym na chwilę zabrać Państwa również na północ naszego globu, ponieważ Polska posiada stację badawczą na Spitsbergenie w archipelagu Svalbard.

Ona z kolei zarządzana jest przez Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk i jako środowisko polarne skupione zarówno w Polskim Konsorcjum Polarnym, czy przy Komitecie Badań Polarnych Polskiej Akademii Nauk, ale również jako eksperci pracujący razem z Ministerstwem Spraw Zagranicznych w ramach Zespołu do Spraw Polityki Polarnej Państwa,

Podnosimy kwestię, że ten statek to nie jest tylko Antarktyka.

To mógłby być statek, ponieważ nasze sezony się różnią.

Antarktyczne lato to jest nasza zima, a arktyczne lato to jest nasze lato.

W związku z tym, przez tą wymienność tych sezonów statek mógłby być wykorzystany zarówno na północy, jak i na południu.

Funkcjonuje również jeszcze jedna platforma badawcza, która z kolei zarządzana jest przez Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauki, to jest Jachtat Oceania.

I to też jest jednostka, która jest bardzo pełnoletnia, bo już prawie czterdziestolatka.

W związku z tym mówię o Jachcie Oceania.

Już taka podwójna osiemnastka.

Ten statek naukowo-badawczy, o którym rozmawiamy, naukowo-badawczy plus pełniący funkcje transportowe, w doskonały sposób mógłby wyjść naprzeciw potrzebom zarówno tym na północy, jak i tym na południu.

To jest możliwość prowadzenia badań morza, mórz i oceanów.

To jest możliwość ustanawiania monitoringów.

Również nie tylko w obszarze Arktyki czy Antarktyki, ale również na trasie pomiędzy Arktyką a Antarktyką, czyli mówimy o całym Oceanie Atlantyckim.

Oprócz tego w Antarktyce, ale w Arktyce jestem przekonana, że również statek daje państwu, w tym wypadku Polsce, dawałby...

możliwość dotarcia do obszarów badawczych, które w tej chwili są poza naszym zasięgiem.

No nie popłyniemy na Morze Rossa, chyba że jakiś ktoś z naszych polskich naukowców napisze grant naukowy na ten obszar Antarktyki i inne państwo, które operuje w tym regionie, zgodzi się przyjąć go na przykład na własny statek, aby tam mógł zrealizować badania.

Ale mówimy o jednostkach.

Statek badawczy dawałby możliwość, że powiem kolokwialnie rozwinięcia skrzydeł.

Rozwinięcia skrzydeł w tym zakresie, statek badawczy i transportowy to jest też sytuacja, w której my nie musimy już szukać podmiotów komercyjnych, żeby przewieźć nasze własne kargo na stację.

I to jest też kwestia bezpieczeństwa.

To znaczy, jeżeli jest państwo, które ma statki operujące w Antarktyce, to z automatu wchodzi w system search and rescue, czyli dla własnych obywateli, uczestników wypraw, ale również dla obywateli innych państw w razie sytuacji kryzysowej na morzu może świadczyć pomoc.

Słowo współpraca, o którym wspomniałam kilka minut wcześniej, to powiedziałabym, że mając stację i statek, to już taka współpraca do sześcianu.

W drogowskazach przyświeca mi taka zasada, że nie rozmawiamy o polityce, ale zakładam, że decyzja o tym, żeby taki statek, nie wiem, czy wybudować, czy zakupić, no generalnie Polsce i naszym stacjom ofiarować zapada pewnie na jakimś stopniu ministerialno-rządowym.

Zdecydowanie tak.

Powiedziałabym, że na pewno na poziomie ministerialnym, rządowym, pewnie gdzieś w okolicach Rady Ministrów i premiera.

W takim razie, trzymając się tego, że o polityce nie rozmawiamy w tym momencie, proponuję tę rozmowę zawiesić.

Oczywiście mając nadzieję, że ten statek prędzej czy później się pojawi.

Też domyślam się, że to są procedury, których nie udaje się wdrożyć od razu i nawet jeżeli odpowiedni papier zostanie podpisany, to do momentu, kiedy ten statek wypłynie, minie jeszcze trochę czasu, ale im szybciej to się wydarzy, tym szybciej on...

Do Antarktyki dopłynie, zresztą nie tylko, mówiła pani, że nie tylko ten kawałek świata mógłby obsługiwać.

Temat ten pojawił się w naszej audycji dzięki obecności Agnieszki Kruszewskiej, która jest przewodniczącą Międzynarodowej Rady Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych.

Zarządza Polską Stacją Antarktyczną im.

Henryka Arctowskiego z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk.

No i właśnie o tym zarządzaniu stacją badawczą w rejonie Antarktyki za chwilę, mam nadzieję, że porozmawiamy więcej.

To jest taki świat, do którego drzwi rzadko się uchylają.

To jest jedna z tych okazji, zwłaszcza...

że oczywiście w trochę dalszej perspektywie w 2027 stacja będzie obchodziła 50. urodziny, jubileusz 50-lecia istnienia.

No i z tej okazji trochę się tam będzie działo.

Zostańcie z nami, zostańcie z Drogowskazami i słyszymy się już za kilka minut.

Do usłyszenia, Aleksandra Galant.

Rozmowy o życiu.

Witam się z wami po raz trzeci, dzisiaj już po raz ostatni, ale z niezmienną radością.

Ja się nazywam Aleksandra Galant, a naprzeciwko mnie w dalszym ciągu siedzi pani Agnieszka Kruszewska, która jest przewodniczącą Rady Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych.

Została wybrana na to stanowisko niedawno jako pierwsza Polka i trzecia w historii kobieta.

Dobrze zapamiętałam?

Trzecia w historii kobieta w historii organizacji.

W historii organizacji, oczywiście, ale od 12 lat zarządza Polską Stacją Antarktyczną imienia Henryka Arctowskiego z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk.

No i to jest właśnie coś, czemu chciałabym poświęcić trochę więcej uwagi, dlatego że to życie, które toczy się 14 tysięcy kilometrów z dala nieco...

Nie tylko od domu, ale też wiele tysięcy kilometrów od świata, powiedziałabym, bardziej ucywilizowanego, znanego nam wszystkim.

Stacja została otwarta, czy zaczęła swoją działalność w 1977 roku.

Tak więc za dwa lata przypadną 50. urodziny, jubileusz 50-lecia istnienia tejże stacji.

No i teraz złapałam się na tym, że to jest trochę trudna sprawa mówić o urodzinach, które będą za dwa lata.

Ale na swoją obronę mam to, że tam już dosyć sporo się dzieje.

Na wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych, gdzie ta stacja się znajduje, już trwają przygotowania, dlatego że jednym z elementów związanych z tym jubileuszem jest to, że zostanie wybudowana nowa stacja, czy ta, która istnieje, zostanie po prostu gruntownie i solidnie zmodernizowana.

Bo kiedy widziałam plany i projekty, to wygląda to naprawdę imponująco.

To jest taki trochę miks.

To znaczy część budynków została zmodernizowana, część instalacji również.

Ale są takie elementy tej całej infrastruktury stacji, włącznie z budynkiem głównym, które powstają zupełnie od nowa.

Państwo Polskie w 2018 roku w jego imieniu minister...

Nauki i Szkolnictwa Wyższego podjęło decyzję, że przeznacza środki na kompleksową modernizację Polskiej Stacji Antarktycznej im.

Henryka Arctowskiego.

Musimy mieć na uwadze, że stacja funkcjonuje w bardzo wymagających warunkach klimatycznych.

Takich powiedziałabym skrajnie.

Skrajnie to pewnie nie jest aż tak jak Antarktyda, ale na pewno jest specyfika tego obszaru, która wpływa na szybkość zużywania się infrastruktury.

W związku z tym należało podjąć decyzję, że skoro jesteśmy stroną konsultatywną układu antarktycznego, a naszą obecność w tym układzie

sankcjonuje posiadanie stacji badawczej, a jej kondycja jest już w bardzo kiepskim stanie.

Nie mówiąc o tym, że przyroda, tak jak wspomniałam, nie pomaga.

Był moment, że postępująca erozja linii brzegowej doprowadziła do sytuacji, że w trakcie sztormu fale uderzały obok budynku głównego, ścianę boczną budynku głównego, który znalazł się

2 metry od linii brzegowej.

Jesteśmy oczywiście odpowiedzialni, co już dzisiaj wybrzmiało w naszej rozmowie za ochronę środowiska naturalnego i to powiedziałabym w takim zaostrzonym rygorze tej ochrony.

W związku z tym te wszystkie czynniki doprowadziły do tego, że zapadła taka decyzja.

I od 2019 roku prowadzimy inwestycje

I tak jak wspomniałam, są obszary takie jak na przykład system paliwowy, które zostały zmodernizowane, ale w ramach tego systemu paliwowego, na przykład przy budynku tak zwanej agregatorni, został wybudowany rozchodowy zbiornik paliwowy, aby, co może stanowić dla Państwa ciekawostkę, osoby, które odpowiadają za prąd na stacji, czyli za to, żeby do agregatów wlać paliwo, żeby móc wygenerować ciepło, prąd,

Chłodzenie w chłodni musiały jeździć kilometr od stacji ze zbiornikiem paliwa, takim do przewożenia paliwa z tego systemu centralnego paliwowego do tej wspomnianej agregatorni.

Jeżeli na zewnątrz wieje wiatr, który osiąga prędkość...

ponad 200 km na godzinę, to to jest przedsięwzięcie graniczące z być albo nie być.

Z jednej strony nie możemy nie mieć prądu, z drugiej strony wiatr jest tak silny, że rosły mężczyzna na zewnątrz ma trudności, aby utrzymać się na nogach.

Czyli rzeczony rozchodowy zbiornik paliwowy to podniesienie bezpieczeństwa funkcjonowania na stacji.

Oczywiście zostały wymienione wszystkie instalacje energetyczne, zmodernizowany i dobudowany system wodno-kanalizacyjny, powstała oczyszczalnia ścieków, powstały magazyny gazów technicznych, powstały dwie hale garażowe, w tym w jednej z nich powstała taka przestrzeń mieszkalna,

W sytuacji, gdyby nastąpiła jakaś klęska żywiołowa, byłby pożar na stacji.

Rejon jest też bardzo aktywny sejsmicznie.

Mogłoby przyjść tsunami.

To musieliśmy przemyśleć to w ten sposób, aby zorganizować przestrzeń mieszkalną, do której osoby tam przebywające i mogą się schronić.

Mają magazyn żywności, mają łączność niezależną od tej łączności

czyli dodatkowe łącze i mają przestrzeń, w której mogą poczekać na pomoc.

Oprócz tego oczywiście budujemy nowy budynek główny stacji.

Nadchodzący sezon to ogromne wyzwanie.

Już na początku października wypłynie na stację z Gdyni 140 prawie metrowy statek z całym naszym kargo, 1150 ton na stację, abyśmy mogli w nadchodzącym sezonie lata antarktycznego przejść

wybudować budynek główny, który został cofnięty w głąb lądu, wyniesiony ponad poziom gruntu o 3 metry i to pewnie ta futurystyczna bryła, przypominająca kształt śmigła, o której pani wspominała, która też została przetestowana w taki sposób, aby wiejące tam wiatry ją dociskały do gruntu, a nie podrywały.

Także duże, duże wyzwanie przed nami, tym większe, że należy pamiętać, że przy stacji nie ma KEI, nie ma portu, cały rozładunek odbywa się na morzu.

W związku z tym to nie jest tylko kwestia ilości ładunku, to nie jest tylko kwestia trudności polegającej na odległości pomiędzy Polską a Antarktyką, to jest też kwestia...

warunków pogodowych, bo lata antyraktyczne to nie są hawajskie upały, ani nawet polskie.

Może się okazać, że mamy bardzo dużo lodu morskiego pływającego w zatoce.

Statek wpłynie, ale my na odcinku statek brzeg polegamy na amfibiach pływających.

No i jeżeli jest bardzo dużo lodu morskiego albo stan morza jest bardzo wysoki, no to nie jesteśmy w stanie rozładować statków, w związku z tym ten rozładunek się przedłuża, więc w tym obszarze funkcjonowania, tam zarządzania stacją logistyki, stacji są też takie elementy, na które wpływu zupełnie nie mamy.

Myślę sobie, że wszystkie osoby, które rwą włosy z głowy, myśląc o remontach i modernizacjach, których podjęli się we własnych domach, kiedy słyszą, w jaki sposób może to przebiegać i jakie chociażby utrudnienia takiej natury przyrodniczej w niektórych miejscach na świecie trzeba wziąć pod uwagę troszkę, mogą się uspokoić.

Ja z kolei się zawstydziłam, dlatego że informacje o modernizacji, zmianach w obrębie stacji związanych z przebudową...

Dotyczyły przede wszystkim kształtu, że będzie biblioteka, że będzie siłownia.

Natomiast mówi pani też o takim całym zapleczu, bez którego stacja nie ma szansy istnieć, jak chociażby agregatornia czy schron, w którym w razie czego można funkcjonować.

No informacja o tym, że fale uderzały o ścianę stacji.

Nie wyobrażam sobie, co tam się wtedy działo.

Chociaż to jest dobry wstęp do kolejnego pytania, bo pani jako osoba zarządzająca stacją chyba ma też spory wpływ,

na załogę, na to, kto na stacji się znajduje i zapewne są to osoby, które nie stracą zimnej krwi, kiedy fale się pojawią w pobliżu.

Z poziomu zarządczego tak, oczywiście dobór załogi to też jest część mojej pracy, aczkolwiek chciałabym, aby to wybrzmiało w trakcie dzisiejszej naszej rozmowy.

Nikt nie działa sam.

W związku z tym ja oczywiście zarządzam z ramienia Instytutu Stacją, ale jestem też pełnomocnikiem dyrektora do spraw zarządzania stacją, ale w Instytucie funkcjonuje dział Stacja im.

Henryka Arctowskiego.

To jest grupa specjalistów, logistyków, ale też osób, które odpowiadają za rekrutację przyszłych wypraw.

I to ta grupa ekspertów prowadzi rekrutację na stację.

Oczywiście profil kandydatów musi być zgodny z wyzwaniami, które mogą się na stacji pojawić.

Z kolei te kwestie predyspozycji osobowościowych, radzenia sobie z kryzysami, z sytuacjami nagłymi,

Weryfikowany jest później na etapie zarówno badań medycznych, kiedy jest konsultacja godzinna z psychiatrą, jak i całego modułu dwudniowego, który przepracowują nasi kandydaci na wyprawę z grupą psychologów.

Oprócz tego też jest spotkanie z psycholożką, która porusza kwestie związane z...

dobrostanem psychicznym na stacji, komfortem funkcjonowania, ale też kwestiami związaną z językiem szacunku, którym powinniśmy porozumiewać się na stacji.

Mimo wszystko musimy mieć świadomość, że w okresie zimy antyarktycznej na stacji zostanie 10 osób.

Dziesięć osób, które jeszcze powiedzmy osiem miesięcy wcześniej, owszem już się poznały w trakcie lata antyarktycznego, już się trochę poznały w ramach całego modułu szkoleń przedwyprawowych, ale to jest mimo wszystko dziesięć osób, które spotkało się w danym miejscu, w danym czasie, ale nie było wcześniej swoimi kolegami, przyjaciółmi.

W związku z tym musimy zadbać o to, żeby te 10 osób, bo to jest najtrudniejszy moment, zima antarktyczna, jest pełna izolacja, jest deprywacja sensoryczna wynikająca z małej ilości światła dziennego, bo nagle ten dzień to są 3-4 godziny, że mogą być takie warunki pogodowe, że ze stacji nie wyjdziemy na zewnątrz.

W związku z tym rzeczywiście

Ten, kiedy fale biją o ścianę budynku na pewno też takim był, ale należy pamiętać o tym, że w pewnym momencie, kiedy jesteśmy już zmęczeni otoczeniem, lato antarktyczne z tą obfitością przyrody już jest za nami, dni zaczynają się dłużyć.

To jest ich znacząco więcej i proszę mi wierzyć, czasami problemy, które tutaj w kraju wydają nam się zupełnie trywialne, na stacji w takiej sytuacji mogą wybrzmieć na dużą skalę.

To są tylko domniemania.

Ja nigdy na stacji nie byłam, ale wyobrażam sobie, że to jest nawet sytuacja, kiedy nie bardzo można wyjść na moment na spacer, żeby ochłonąć, bo coś tam się wydarzyło.

Tylko jesteśmy na tej stacji zamknięci, zdani na siebie też równocześnie.

Tak i to jest też element bardzo istotny, na który zwróciła Pani uwagę.

To znaczy już na ten najtrudniejszy moment w roku, czyli zimy antarktycznej, ale również w okresie lata antarktycznego, bardzo istotne jest to, aby członkowie grupy sobie nawzajem ufali.

Ufali swoim kompetencjom twardym i mieli takie podejście, że...

Jest w nich otwartość na rozwiązywanie konfliktów, bo one się pojawią.

To w ogóle jest pewnik, że konflikty się pojawią, ale umiejętność rozwiązania konfliktu, umiejętność sprawnej komunikacji jest podstawą do tego, aby móc z takiej sytuacji konfliktowej wyjść.

Bo tak, może być taki dzień, taki dzień zimy antarktycznej, że na zewnątrz będzie wiało ponad 200 km na godzinę.

Na stacji będzie tylko 10 osób i wybrzmi konflikt, który momentalnie przeniesie się na całą grupę.

No bo konflikt nigdy nie wybrzmiewa tylko pomiędzy dwoma zaangażowanymi w nie osobami.

Na koniec naszej rozmowy, chociaż podejrzewam, że o takim życiu i funkcjonowaniu 14 tysięcy kilometrów od domu można by mówić i mówić.

Chciałam zapytać o to, co ten świat, zastanawiam się jakiego słowa użyć, czy świat polarny, świat polarnictwa, czy świat antarktyczny.

Co ta rzeczywistość w sobie ma, że pani związała z nim swoje życie?

Tak sobie myślę, że to jest świat bardzo surowy, bardzo wymagający, pewnie też zachwycający na wielu płaszczyznach, z poziomu organizacyjnego niezwykle skomplikowany, no ale musi być w tym coś takiego, że jednak człowiek postanawia to swoje życie z nim związać.

Ja nie wiem, czy mogę się mienić polarniczką, chociaż bywam tak nazywana, ale to środowisko osób skupionych wokół obszarów polarnych, zarówno to środowisko naukowe, jak to środowisko, które zajmuje się utrzymaniem stacji w ruchu,

czyli powiedzmy te ekipy techniczne, my się śmiejemy, że to jest chyba rodzaj wirusa.

Inni nazywają to pewnego rodzaju bakcylem.

Oczywiście przez te już prawie 13 nawet lat zarządzania stacją spotykałam bardzo różnych ludzi, takich, którzy związali z nią rzeczywiście swoje życie, na pewno należą do tej grupy.

Takie, że na nią wracają regularnie i ta stacja wpisuje się.

Oczywiście wracając z niej mają też swoje zajęcia zawodowe, inne, no już nie związane na przykład z polarnictwem, ale jednak co jakiś czas aplikują, żeby na stację wrócić.

Ale są też takie osoby, które po jednej takiej wyprawie stwierdzają, że to nie jest ich świat i nie wyobrażają sobie po raz kolejny przeżycia.

Nie wiem, czy można powiedzieć tylko przygody.

Ma to pewnie w sobie element przygody, ale też wyzwania i na pewno jest na poziomie emocjonalnym porównywalnie złożone do tego, jak logistyka polarna.

Ale tak, rzeczywiście jest piękno, jest dzikość przyrody, jest ta świadomość, że jesteśmy jej malutkim elementem, w zasadzie bardzo kruchym elementem, co trudne warunki klimatyczne bardzo szybko weryfikują, jak bardzo nie jesteśmy przystosowani.

Jest też na pewno rodzaj sprawdzenia się, weryfikacji siebie, zajrzenia w siebie głębiej, bo myślę, że może to być też czas refleksji.

Z pewnością czas ucieczki od cywilizacji.

Stacja jest bytem autonomicznym, musi stanowić taki organizm, który pozwala ludziom na niej pracować i w niej mieszkać.

Ale tutaj na pewno jest ta przestrzeń do tego, aby zaglądać w siebie, weryfikować swoje wybory.

Myślę, że to spektrum jest tak szerokie, że pewnie nie uda nam się skonkludować, dlaczego.

Myślę, że jest to wyjątkowy czas, jeżeli ktoś zakwalifikuje się na wyprawę, czy też pracuje przy stacji również tutaj w kraju.

Dla nas wszystkich.

Osoby, które tak jak i my tego wirusa w dobrym tego słowa znaczeniu, jeżeli takie w ogóle istnieje, złapią.

No nie chcę tutaj nikogo prowokować, ale jeżeli ktoś również czuje taki pociąg i fascynację do świata, o którym rozmawiałyśmy, no to być może powinien ogłoszeń, które pojawiają się chociażby w kanałach Polskiej Akademii Nauk wypatrywać.

Tymczasem dzisiaj drzwi do...

Świata Polarnictwa otworzyła Agnieszka Kruszewska, która jest przewodniczącą Rady Menadżerów Narodowych Programów Antarktycznych, a także zarządza Polską Stacją Antarktyczną im.

Henryka Arctowskiego z ramienia Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk.

Raz jeszcze bardzo pani gratuluję.

Dziękuję, że znalazła pani czas na to spotkanie, bo tak jak pani powiedziała, sezon w pełni niemalże.

I bardzo dziękuję za rozmowę.

Bardzo dziękuję pani, bardzo dziękuję państwu.

Mam nadzieję, że rozmowa was zaciekawiła, tak jak mnie ciekawi świat, o którym opowiadała pani Kruszewska.

Gdybyście chcieli wrócić do rozmowy, jeszcze raz się jej przysłuchać, to zachęcam was do odwiedzenia kanałów Drogowskazów na YouTubie, a także na Spotify.

Tam tę rozmowę bez problemu znajdziecie.

Gdybyście z kolei chcieli dowiedzieć się, jacy będą kolejni goście Drogowskazów, no to odsyłam was do naszego Facebooka, gdzie takie zapowiedzi się pojawiają.

Trochę się rozmarzyłam, trochę wyobraźnią przeniosłam w zupełnie inny rejon świata, dlatego pozwolę sobie już zakończyć naszą rozmowę, niezmiennie mając nadzieję, że słyszymy się już niedługo.

Do usłyszenia, Aleksandra Galant.