Mentionsy

8:10
02.04.2025 04:00

Pojedynek na marsze w kampanii prezydenckiej

Roman Imielski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", i Agata Kondzińska, dziennikarka polityczna "Wyborczej", omawiają aktualną kampanię prezydencką w Polsce. Jaka będzie frekwencja podczas organizowanego przez PiS planowanego na 12 kwietnia marszu z okazji tysiąclecia koronacji Bolesława Chrobrego? Ilu uczestników będzie miał Wielki Marsz Patriotów organizowany przez Koalicję Obywatelską, który odbędzie się 25 maja? Prognozujemy też kto znajdzie się w II turze wyborów. Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 216 wyników dla "Prawo i Sprawiedliwość"

To jest ósma dziesięć.

W dzisiejszym odcinku o kampanii prezydenckiej.

Ósma dziesięć.

Roman Imielski, a ze mną jest Agata Kondzińska, czołowa dziennikarka polityczna Gazety Wyborczej.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

A zaczniemy od pojedynku na marsze.

Wraz z Iwoną Szpalą napisałyście o planach i Prawa i Sprawiedliwości.

12 kwietnia ma być wielki marsz w Warszawie, który pierwotnie miał organizować Patryk Jaki, ale ideę przejął prezes Jarosław Kaczyński.

No i o tym marszu Donalda Tuska, który ma nawiązywać do Marszu Miliona przed wyborami w 2023 roku, który pierwotnie miał być 11 maja, ale we wtorek Rafał Trzaskowski ogłosił, że to będzie 25.

Jeśli popatrzymy na ten pojedynek, jak myślisz, jak ta mobilizacja wypadnie, bo to chyba będzie największe wyzwanie dla organizatorów jednego i drugiego marszu?

No z Prawa i Sprawiedliwości są głosy raczej takie tonujące nastroje, o czym też piszemy.

Prawo i Sprawiedliwość nie ma pieniędzy, nie ma jak zwieść swoich sympatyków i zwolenników.

Ale idee się nie liczą tylko pieniądze?

Zwolenników do Warszawy.

Warszawa jest naturalnym zapleczem Rafała Trzaskowskiego.

I sztabowcy Prawa i Sprawiedliwości bardzo dobrze o tym wiedzą.

Więc oni nie ukrywają, że to starcie raczej stawia ich na przegranej pozycji.

To na co liczą, to jak słyszę na próbę pobicia rekordu Guinnessa w tańcu Poloneza, żeby to było takie symboliczne wydarzenie, czyli ten wpis do Księgi Rekordów z okazji tysiąclecia Królestwa Polskiego Koronacji Chrobrego.

Ja na chwilę chciałbym się zatrzymać jeszcze przy tym marszu Prawa i Sprawiedliwości, bo jak popatrzymy na ostatnie lata, to te marsze raczej się PiS-owi niezbyt udawały.

Jeden był dosyć duży, ale reszta rzeczywiście niezbyt imponująca.

I jest pytanie takie, czy to jest tylko kwestia właśnie tego braku pieniędzy, czy też jednak pewnej demobilizacji w obozie Prawa i Sprawiedliwości i tego, że część wyborców odpłynęła do Sławomira Memcena.

Nie wiem.

Myślę, że taki ostatni wielki marsz, który pamiętam Prawa i Sprawiedliwości, to było rzeczywiście bardzo dawno temu i to był w obronie telewizji Trwam, zdaje się.

Ale on był naprawdę ogromny i to wtedy ta Warszawa była zatkana.

Natomiast marsze mają to do siebie, że muszą się koncentrować chyba wokół jakichś emocji.

Czy emocje związane z koronacją Chrobrego są tak ogromne w naszym społeczeństwie, żeby mobilizowały je do przyjazdu i do przemarszu ulicami stolicy?

No nie mam tutaj pewności.

Dlatego też trochę powątpiewam w sukces tego drugiego marszu.

Mówisz już o marszu Koalicji Obywatelskiej, Donalda Tuska, czy też Rafała Trzaskowskiego, bo tu też z waszego artykułu wybrzmiewa, że...

Te przygotowania szły dwutorowo i nie zawsze sztab Rafała Olszewskiego był informowany tej sprawy.

Sztabowcy mieli sporo wątpliwości i moim zdaniem całkiem słusznych, czyli pierwsza dotyczyła właśnie terminu, kiedy Donald Tusk zaprosił na marsz jeszcze przed pierwszą turą, co oznaczało, że wstawiał w trudnym położeniu innych koalicjantów Partii Demokratycznych, którzy wystawiają również swoich kandydatów.

A zatem decyzja przesunięcia tego marszu na 25 maja, kiedy już wszyscy będą mogli się opowiedzieć albo za, albo przeciwko.

Będzie dwóch kandydatów, którzy będą walczyć o wejście do pałacu.

Na pewno jednym z nich będzie Rafał Trzaskowski.

Jednym z nich będzie Rafał Trzaskowski.

A zatem całej reszcie sojuszników Donalda Tuska czy Rafała Trzaskowskiego będzie łatwiej poprzeć tego kandydata i przejść ulicami Warszawy z nim.

No dwa, to jest jednak też trochę pod górkę dla sztabowców, którzy jeśli spojrzymy na notowania rządu, no one nie są wciąż dobre.

Rząd Donalda Tuska ma nadal więcej przeciwników niż zwolenników i to nie jest pierwszy i jedyny taki sondaż, ale to się utrzymuje.

Powiem tylko, że to jest mniej więcej 38% zwolenników rządu, którzy mówią, że jest okej ten rząd, a mniej więcej 50-51% mówią, że nie.

No tak, ale w styczniu było jakieś tam rekordowe, teraz troszeczkę te notowania są lepsze, ale nadal przeciwników jest więcej niż zwolenników.

Rafał Trzaskowski nie odcina się od tego, że jest sojusznikiem Donalda Tuska, że jest wiceszefem Platformy Obywatelskiej, że jest w tej koalicji, że te wartości, które reprezentuje strona demokratyczna są mu bliskie, ale jednak sztabowcy próbują pokazać, że w jakiś sposób będzie on niezależnym

prezydentem, że to nie będzie prezydent na usługach, tak jak to widzieliśmy przez wiele lat z innym prezydentem z innego obozu.

Po drugie, czy ludzie będą chcieli pójść w marszu poparcia dla władzy?

Donald Tusk, te marsze, które organizował i one były jego sukcesem bez wątpienia, były przeciwko komuś.

Łatwiej się ogniskuje ludzi wokół emocji, kiedy ty idziesz walczyć o coś, wyrażać swoje niezadowolenie, niż wyrażać swoje poparcie dla władzy, co raczej przypomina taki ustrój, powiedziałabym, z państw autorytarnych, czy z państw niedemokratycznych, kiedy wszyscy wyrażamy zadowolenie z naszego wodza.

PiS wielokrotnie organizował marsze poparcia dla władzy.

No ale sam mówiłeś, że nie były liczne.

Nie były liczne.

Ale tutaj oczywiście jest to obliczone na to, że te emocje już kampanijne będą tak rozgrzane, że na tydzień przed wyborami po prostu będzie to plebiscyt.

Że albo my, albo oni.

Zresztą tak to ustawia jeden i drugi.

obóz ten największy polityczny, czyli Koalicja Obywatelska i PiS.

I to chyba ma być tym driverem takim, który ma spadać, że ludzie tu przyjadą i pójdą w tym marszu.

Czytałam też jakiś wpis Szymona Hołowni, marszałka Sejmu, kandydata trzeciej drogi na prezydenta, który dla odmiany organizuje wydarzenie w Gnieźnie, bo uważa, że to jest to miejsce z okazji koronacji Chrobrego najlepsze i tam zwołuje uroczyste zgromadzenie posłów i senatorów.

Więc widać, że tutaj nikt nie chce odpuścić tego pola.

Jasne, że wszystko zależy od tego, jak ułożą się wyniki po pierwszej turze.

Jeśli to będzie bardzo na żyletki, a spodziewamy się raczej, że to tak będzie, że te wyniki będą jednak ostatecznie już bardzo zbliżone.

Ale mówisz o drugiej turze czy pierwszej?

O jednej i o drugiej pewnie.

Bo w pierwszej jednak ta przewaga Trzaskowskiego jest dosyć pewna.

Może tak, ona będzie znacząca, ale też pamiętajmy, że tam jest ciągle buj o to trzecie miejsce na podium i kto spadnie z drugiego na trzecie, a kto z trzeciego na drugie wskoczy.

Więc tutaj myślę, że wszystko jest w grze i kwestia mobilizacji.

Czy Konfederacja, jak Konfederacja przerzuci swoje głosy?

No wiele otwartych pytań.

A jeszcze pozostajemy przy tym marszu 25 maja, bo rzeczywiście ten pomysł ze zmianą daty tego spotkania w Warszawie jest o tyle sensowny, że ja rozumiem, że Donald Tusk liczy na to, że jednak podczas tego marszu wyjdą kalicjanci i poprą jednoznacznie Rafała Trzaskowskiego.

Czy ty wyobrażasz sobie, że na przykład Szymon Hołownia znowu powie, że on jednak może zostanie z boku?

Ja sobie potrafię wszystko wyobrazić, bo za długo zajmuję się polityką, ale myślę, że tutaj Donald Tusk ma problem z tym, żeby sobie wyobrazić, że taki scenariusz jest możliwy.

Wydaje mi się, że ostatecznie jednak zwycięży taki rozum polityczny, że

Po prostu koalicja i ten rząd, który jest trudnym rządem złożonym z wielu członów, potrzebuje właściwie prezydenta, żeby móc zacząć wywiązywać się ze swoich obietnic, a my żebyśmy mogli zacząć rozliczać dokładnie ten rząd, który już nie będzie miał alibi w postaci pałacu prezydenckiego i wetującego prezydenta.

No bo jest jeszcze w rozgrywce przecież stanowisko marszałka Sejmu dla Szymona Hołowni zgodnie z umową koalicyjną.

On powinien w połowie roku przypaść jednemu z współliderów Nowej Lewity, czyli Włodzimierzowi Czaszastemu.

No i pojawiają się takie plotki, że Szymon Hołownia niechętnie chce opuścić to stanowisko.

Szymon Hołownia moim zdaniem trochę przespał swój czas, czyli może odrobił lekcję z regulaminu Sejmu.

Kiedyś o tym rozmawialiśmy, jak zostawał marszałkiem, na ile sobie poradził.

Nie, to na pewno odrobił, bo doskonale zna ten regulamin.

Więc to jest ta lekcja, którą odrobił, ale nie odrobił innych lekcji, takich lekcji czysto politycznych, od których zależy twoje byt w polityce, czyli...

lekcji ze struktur.

Jeśli za chwilę okaże się, że jego wynik będzie bardzo słaby, a wiele wskazuje na to, że to nie będzie najlepszy wynik, moim zdaniem dojdzie do porachunków wewnątrz trzeciej drogi.

Tutaj ten sojusz między PSL-em a Polską 2050 może się skończyć.

że wyniki współkoalicjantów Donalda Tuska mogą być pretekstem do rekonstrukcji rządu i do nowo policzenia się w tym rządzie.

Znaczy, że rekonstrukcja rządu będzie, bo to już zapowiedział Donald Tusk.

Tak, ona będzie.

No tak, tylko pytanie jest, kogo ona obejmie, jak będzie dogłębna i rozumiem, że premier teraz będzie odchudzał coś, co sam napompował, bo apetyty po ośmiu latach bycia w opozycji na władzę zawsze są ogromne.

Mówisz o tym, że ten rząd ma wyjątkowo dużo na przykład wiceministrów.

To jest w ogóle jeden z największych rządów po 89.

A zatem dobrze by było, żeby premier to odchudził.

I podstawą, moim zdaniem, do tej diety w koalicji będą wyniki wyborów prezydenckich.

Zatem wszystko, co się wydarzy, nie tylko będzie zwycięstwem lokatora, który wprowadzi się do pałacu, ale będzie miało też swoje konsekwencje polityczne.

Ja tutaj pełna zgoda, że ta zapowiedź Donalda Tuska jednak już sprzed kilku miesięcy o tym, że będzie rekonstrukcja rządu po wyborach była jednak spowodowana tym, że Donald Tusk patrzy na słupki i mówi, wtedy to sobie mogę z nimi porozmawiać, jak ich wynik będzie niesatysfakcjonujący, tak bym to delikatnie ujął, jako spółkoalicjant, bo moja siła będzie większa w tej rekonstrukcji rządu.

No tak, takie rządy siły obserwowaliśmy w ostatnich ośmiu latach, kiedy Prawo i Sprawiedliwość w ten sposób traktowało te mniejsze partie sojusznicze, czy porozumienie Jarosława Gowina wcześniej, czy też Solidarną, a potem suwerenną Polskę Zbigniewa Ziobry.

Ale jednak Donald Tusk musi pamiętać o tym, że Konfederacja wyrosła na silnego gracza na tej scenie politycznej i radość premiera z ostatnich notowań,

gdzie sondaż Opinii 24 pokazywał ośmiopunktową przewagę Platformy Obywatelskiej nad prawem i sprawiedliwością.

Była trochę zgubną radością, bo otóż Prawo i Sprawiedliwość w tym sondażu z Konfederacją tworzy rząd.

I tylko trzy partie w tym sondażu wchodziły do parlamentu.

Koalicja Obywatelska wtedy traciła tę władzę, ponieważ partie, które dziś tworzą z nią rząd, były pod progiem.

Ale trzeba też powiedzieć, że tam brakowało niewiele, bo tam chyba lewica miała 4,7, ile dobrze pamiętam, a potrzebuje 5 punktów procentowych w wyborach, a trzecia droga chyba miała 6, niecałe 7, więc... To nie ma znaczenia.

Ja wiem, no ale gdyby takie się potwierdziły, to rzeczywiście ogromną większością powstaje rząd PiS i Konfederacji, bo nie mamy... A chyba, że powstaje PO i Konfederacji.

Dlaczego mielibyśmy to wykluczać?

Dosyć byłaby to egzotyczna rzeczywiście konstelacja, aczkolwiek świat dzisiejszy już nauczył mnie, że nigdy nie mów nigdy.

bo naprawdę dzieją się rzeczy, które się filozofom nie śniły.

Ale wróćmy teraz do Prawa i Sprawiedliwości.

Czy Karol Nawrocki będzie gwiazdą tego marszu 12 kwietnia, czy jednak nie?

No bo trochę, jeśli mówimy już o sondażach, no on akurat dołuje trochę w sondażach, no bo nawet nie jest na poziomie poparcia dla PiSu w sondażach.

To jednak jest kilka punktów procentowych co najmniej niżej.

I czy będzie gwiazdą, czy będzie mijanka?

Czy będzie gwiazdą marszu 12 kwietnia?

O mijance to zaraz zapytam.

Ja nie wiem, czy będzie gwiazdą.

Słyszałam, że na dziś decyzja jest, że będzie na tym marszu, ale być może... No bo trzeba go jakoś... Ten PiS musi coś wymyślić, żeby go jakoś podnieść do góry.

Być może będzie tak, że organizatorzy zorientują się, sztabowcy zorientują się, że na przykład to wydarzenie jest bardzo skromne, jeśli chodzi o frekwencję.

I nie wystawią Nawrockiego, żeby...

jednak nie pokazywać go z takim mniejszym poparciem.

Nie umiem dzisiaj powiedzieć, jeszcze trochę czasu jest.

Na pewno Prawo i Sprawiedliwość odrobiło tę lekcję i już szyld PiSu jest obok nazwiska obywatelskiego kandydata pokazywany na banerach i na plakatach.

Może wtedy Nawrocki wystąpi inkognito jako Tadeusz Batyr, tak jak podpisał się jako współautor już słynnej w sumie autobiografii znanego gangstera Nikosia.

Jest to moim zdaniem naprawdę coś, czego sztabowcy nie przewidzieli, bo to jest ten moment, kiedy na pewnym etapie próbujesz nadać kandydatowi taki format prezydencki.

Musisz go pokazać.

Najpierw go przedstawiasz, on ściska ręce, jest fajny brat łata,

Umi boksować, biega.

Tak, kolegujecie się, no fajne, ale za chwilę ludzie chcą zobaczyć też kandydata na prezydenta i sztabowcy wtedy ubierają go w garnitur, uczą mówić okrągłymi zdaniami, dobierają odpowiednio tematy, żeby ta ranga i waga była też spora.

No a tutaj się okazuje, że mamy kandydata, który potrzebuje rozmazać sobie twarz, ubrać przebranie.

i pójść do telewizji, żeby samego siebie wychwalać, udając, że nie jest tym, kim jest.

No to jest komiczne i najgorszą rzeczą w polityce jest bycie śmiesznym.

Jeśli stajesz się śmieszny, to ludzie zaczynają z ciebie żartować i mieliśmy kiedyś partię obciachu.

Prawo i Sprawiedliwość długo wychodziło z tej

z tej etykiety, kiedy mogło powiedzieć, ich wyborcy mogli powiedzieć, nie wstydzimy się, że głosujemy na Prawo i Sprawiedliwość.

A zatem to jest bardzo niebezpieczne, kiedy kandydat staje się śmieszny.

No i w tym momencie właśnie padnie w to fundamentalne pytanie, o którym jeśli już mówimy o obecnej polityce w naszym kraju, to często sobie je ludzie zadają.

Czy to jednak Karol Nawrocki będzie w drugiej turze, czy jednak Sławomir Męcen?

Szklaną zostawiłem na górze.

Ja wiem, że to jest trochę wróżenie z fusów.

Mam swoje osobiste zdanie, ale powiem je po twoim zdaniu.

Na dziś uważam, że nie dojdzie do mijanki z dwóch powodów.

Po pierwsze Prawo i Sprawiedliwość wciąż jest największą partią opozycyjną.

To jest partia, która stanęła na podium po wyborach parlamentarnych w 2023 roku i nie stworzyła rządu tylko dlatego, że stała się zakładnikiem swojej polityki, która doprowadziła do tego, że zostali otoczeni kordonem sanitarnym i nikt nie chciał z nimi tworzyć koalicji.

Po prostu nie mieli

zdolności koalicyjnych po ośmiu latach dewastowania państwa polskiego.

Ale nadal to jest największa partia z największym klubem w Sejmie, ze sporą liczbą działaczy w całej Polsce i też z żelaznym elektoratem i obstawiam, że on jest na poziomie jednak około 30%.

poparcia i też z tym elektoratem, który jest najbardziej zdyscyplinowany, jeśli chodzi o pójście do wyborów, który traktuje wybory jako to święto i obowiązek, czyli najpierw na mszę, potem do lokalu wyborczego, głos oddany, obowiązek wobec kraju spełniony.

Sławomir Męcen jednak tutaj to poparcie utrzymuje w tej grupie młodych.

Między innymi, bo to się zmienia.

Ale głównie tak.

Młodych ludzi, których nie mamy przekonania, że na 100% ten obowiązek, czy też ja powiedziałabym przywilej oddawania głosu wykonają.

I tutaj się zgadzam, dlatego że jeśli rzeczywiście patrzymy na słupki sondażowe z ostatnich tygodni, to ta sytuacja jest niebezpieczna dla Karola Nawrockiego, ale w dniu wyborów jestem też przekonany, że część, część wyborców, znaczy osób, które dzisiaj mówią, że popierają słowo Mira Mencena, po prostu zostanie w domu.

Jeszcze przypomina mi się, tak jak zaczęła się kampania wyborcza i rozmawiałam ze sztabowcami PiSu, oni mówili, a my nie chcemy, żeby Nawrocki za szybko rósł.

Ja mówię, a dlaczego nie?

No bo jak ktoś za szybko rośnie, to ludzie zaczynają się bardzo nim interesować, zaczynają drapać.

I wtedy Tadeusz Bater wychodzi.

Tak, zaczynają drapać po powierzchni, żeby zobaczyć co jest głębiej i to jest trochę tak jak z Mencenem.

Dzisiaj nagle wszyscy obracają jego wypowiedzi po pięć razy.

On chcąc nie chcąc musi już zacząć chodzić i odpowiadać na pytania, które mu zadajemy albo zadają mu dziennikarze i odpowiada to, co odpowiada sztabowcy moim zdaniem.

Czyli na przykład o gwałcie mówi, że to jest nieprzyjemna rzecz.

To jest skandaliczna wypowiedź, to jest przestępstwo opisane w kodeksie karnym, zatem żadna nieprzyjemność, tu nie można mówić o nieprzyjemności, tylko o przestępstwie.

Ale myślę, że z punktu widzenia sztabu, nie żebym deprecjonowała tę wypowiedź, bo ona jest po prostu okropna, ale groźną była dla nich ta wypowiedź o płatnych studiach.

W której zaczął się szybko wycofywać.

Dokładnie.

I też cała Konfederacja.

Bo to, że kobiety powinny rodzić dzieci z gwałtu, poczęte w czasie gwałtu, to moim zdaniem taki jest pogląd w Konfederacji.

Oni po prostu w to wierzą.

I oni uważają, że...

I gdyby mieli większość, to jestem pewna, że tak zmieniliby prawo antyaborcyjne, tak by je zaostrzyli, że coś takiego mogłoby w naszym kraju i tak już w ogonie liberalizacji prawa obowiązywać.

Ale tutaj z tymi studiami to było coś, czego on nie musiał mówić, tak?

On nie musiał tego powiedzieć.

I po drugie, to jest człowiek, który kandyduje na najwyższy urząd w państwie, na strażnika Konstytucja.

To Konstytucja gwarantuje nam edukację bezpłatną, zatem radziłabym, żeby pan Mencena się doszkolił.

No właśnie, bo jak mówimy o tym, że kampania ma przynajmniej o tyle dobrą twarz, że w końcu kandydaci muszą odpowiadać na niektóre pytania.

To czy uważasz, że po tych, no żeby na przykład właśnie w wypowiedziach słowa Mencena

Ale też Karola Nawrockiego, bo on na początku kampanii popełnił ogromny błąd z punktu widzenia sztabowców, bo poszedł do jednej z telewizji prywatnych i tam zapytany właśnie o aborcję.

Powiedział, że dla niego obecna ustawa jest zbyt liberalna, która właśnie zakazuje aborcji w Polsce.

I wiem, że też pytałaś o tym.

Sztabowcy jego chwytali się za głowę.

Powiedział, no dobra, nawet jeśli tak myślisz, to nie możesz tego mówić publicznie w telewizji.

Czy będziemy teraz już tylko...

świadkami po prostu takiej totalnej hipokryzji, właśnie kłamania, nie wypowiadania tego, co naprawdę kandydaci myślą, szczególnie właśnie Karol Nawrocki i Sławomir Męcen.

No mam nadzieję, że nie, no bo jednak Mencel chodzi i mówi, co naprawdę myśli, tak?

I myśli o tym, żeby kobiety musiały rodzić dzieci z nieprzyjemności, żeby studia były płatne, żebyśmy nie płacili podatków.

No wspaniale, tylko nie mówi, skąd mielibyśmy utrzymać na przykład armię, bo nie odpowiedział na takie pytanie Justyny Dobroszoracz.

I tak dalej, i tak dalej.

Sławomir Męcen, nie sławomir, Karol Nawrocki moim zdaniem też jeszcze będzie mówił to, co myśli, bo wydaje mi się, że sztabowcy nie nauczyli go.

On nie ma tego doświadczenia politycznego, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, ale politycy...

specjalizują się w tym, żeby mówić tak, żeby nic nie powiedzieć.

I Karol Nawrocki jeszcze tego nie umie, dlatego popełnia takie błędy, o których na przykład wspomniałeś.

Albo staje się jakiś agresywny, kiedy nie umie odpowiedzieć na pytania, albo w ogóle na te pytania nie odpowiada.

Więc czeka nas ciekawy czas.

Tu jest wielka niewiadoma też przy Nawrockim, jeśli chodzi o jego środowisko, o to, kto mógłby z nim wejść do pałacu, gdyby on wygrywał.

I tutaj się też mnożą pytania.

Tak, bo Gazeta Wyborcza kilka razy pisała o tym, kogo on spiera i kogo na przykład za sobą ciągnie na różne stanowiska i rzeczywiście są to osoby o dosyć wątpliwej przeszłości, poglądach.

Ale już abstrahując od tego, bo już musimy kończyć powoli.

To takie pytanie dotyczące atmosfery, ale takiej prawdziwej atmosfery wewnątrz tych głównych partii, które walczą o drugą turę.

Jak rozmawiasz, czy tam tak off the record, no już z ludźmi z PiSu, z Konfederacji, czy też nawet z Platformy Obywatelskiej, to jakie tam są nastroje?

Nie to, co oni mówią, po prostu te okrągłe formułki, no bo to oczywiście to znamy.

Na pewno jest tak, że wszyscy koncentrują się teraz na tej kampanii, bo jednak w każdym sztabie jest inaczej.

U Rafała Trzaskowskiego jednak jest trudność, żeby utrzymać go wciąż jako faworyta wyścigu.

Łatwiej jest gonić, niż utrzymywać poparcie i jeszcze to poparcie pomnażać.

To jest trudniejsze zadanie, niż zadanie gonienia króliczka.

Oczywiście, że tak.

U Karola Nawrockiego jest ból głowy spowodowany tym, że jednak kandydat jeszcze nie dotrzosował do tych wyników poparcia dla samej partii politycznej, bo to byłoby bardziej spokojnie, gdyby sztabowcy wiedzieli, że on jest na tym samym poziomie poparcia, co ma Prawo i Sprawiedliwość.

W Konfederacji jest wielka obawa i strach, czy jednak dojdzie do tej mijanki, na ile ten trend sondażowy, który dzisiaj pokazuje, że

że Sławomir Męcen rośnie, na ile on się utrzyma.

I każdy pamięta jakąś lekcję.

Oni też pamiętają sierpień 2023 roku, czyli te gorące letnie miesiące.

No to już przed finałem kampanii parlamentarnej, kiedy...

Konfederacja miała dwucyfrowe wyniki poparcia, a do Sejmu weszło tam z siedem coś tak poparciem.

A zatem mają świadomość, jak bardzo łatwo jest stracić to, co pokazują sondaże albo to, co utrzymać.

No w Prawie i Sprawiedliwości też liczą na to grupę tych wstydliwych wyborców.

którzy dziś w sondażach nie mówią, że zagłosują na Prawo i Sprawiedliwość, ale ostatecznie zakotarą, zakreślą właśnie tego kandydata wystawionego przez partię Jarosława Kaczyńskiego.

To, że tutaj nie ma takiego... Oczywiście Rafał Czaskowski jest wyrazistym faworytem, ale myślę też, że wszyscy pamiętamy...

Pamiętamy jak poprzednie kampanie prezydenckie i to jak bardzo sondaże rozjeżdżały się jednak z ostatecznymi wynikami powoduje, że wszędzie jest jeden wielki niepokój i pytanie jak to się zakończy.

Ja zachęcam Państwa do śledzenia artykułów Gazety Wyborczej, Agaty Kondzińskiej, Iwony Szpali i innych naszych politycznych autorów, bo ta kampania tak naprawdę dopiero się rozkręca.

i te najgorętsze dni przed nami.

Dziękuję za dzisiejszy program.

Oczywiście zapraszam od poniedziałku do piątku na 8.10 na podcasty Gazety Wyborczej.

Agata Kondzińska, Roman Imielski.

Miłego dnia.

Do widzenia.