Mentionsy
Duży Format: 369 mediatorów rówieśniczych w szkołach w Zabrzu
Gościnią Aleksandry Zbroi jest Anna Kaczmarska, pedagożka, mediatorka, właścicielka i specjalistka w niepublicznym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli Virtus Mens, oraz prezeska fundacji Twój Everest. Czym jest mediacja rówieśnicza i czym różni się od innych metod rozwiązywania konfliktów? Jakich narzędzi używa? Jakie kompetencje musi mieć mediator i w jaki sposób można nim zostać? I czy mediacja rówieśnicza jest skuteczną profilaktyką przemocy w szkołach? Pretekstem do rozmowy jest reportaż Karoliny Słowik w Dużym Formacie: https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,32210434,nie-zabierajmy-dzieciom-konfliktow-mlodziezowy-mediator-jest.html Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
Szukaj w treści odcinka
To jest ósma dziesięć.
W dzisiejszym odcinku.
369 mediatorów rówieśniczych w szkołach w Zabrzu.
Czy mediacja rówieśnicza jest skuteczną profilaktyką przymocy w szkołach?
Ósma dziesięć.
8.10 podcast Gazety Wyborczej, poniedziałek z dużym formatem, a dziś mamy 1 września i w naszym podcaście temat szkolny.
Przyczynkiem, pretekstem do naszej rozmowy jest reportaż Karoliny Słowik z dużego formatu o mediacji rówieśniczej, również w kontekście hejtu w szkołach.
I to właśnie temu tematowi przyjrzymy się, mam nadzieję, z możliwie wielu stron.
Naszą gościnią jest Anna Kaczmarska, pedagożka, mediatorka, właścicielka i specjalistka w niepublicznym ośrodku doskonalenia nauczycieli Virtus.Mens oraz prezeska fundacji Twój Everest.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Pani Anno, trenuje Pani nauczycieli, żeby oni trenowali z kolei uczniów i uczennice w sztuce mediacji.
Tak, aby właśnie w ten sposób rozwiązywali konflikty między sobą.
I choć tutaj może zrobię taki przypis do naszych słuchaczy, słuchaczek, bo zapewne niektórych z Państwa to zdziwi, ale przypadek Zabrza to nie jest przypadek odosobniony.
Mediacje rówieśnicze i w innych placówkach edukacyjnych są...
Praktykowane też coraz częściej są elementem polityki edukacyjnej.
Zresztą minister edukacji w ramach Narodowego Programu Zdrowia przygotował takie materiały o mediacjach szkolnych.
Przed rozmową naszą zerknęłam sobie, cóż tam jest napisane.
No ale mimo tego mam takie poczucie, że nie dość często się mówi o mediacjach rówieśniczych.
że niewiele osób w ogóle wie, że można taki program wprowadzić w szkole, że takie programy w ogóle istnieją i po co one istnieją.
Więc sobie pomyślałam, że na sam początek poproszę, żeby nam pani, nam laikon, nam pani opowiedziała, czym ta mediacja rówieśnicza jest i czym różni się od innych modeli, metod rozwiązywania konfliktów.
W mediacji rówieśniczej dwóch przeszkolonych uczniów po takim specjalistycznym szkoleniu mediuje w konflikcie swoich rówieśników.
I to, czym ona się różni, bo może od tego chciałabym zacząć, to jest taka sytuacja, w której my oddajemy uczniom sprawczość.
Bardzo często w konfliktach jest tak, że interweniują dorośli, interweniują rodzice, interweniują nauczyciele i wchodzą w te konflikty ze swoimi rozwiązaniami.
Tylko, że nasze rozwiązania, nasze rozwiązania dorosłych, to nie są rozwiązania, które zawsze są dobre.
Nie mówię, że nigdy nie są dobre, ale często jest tak, że one są z naszego świata dorosłych.
Podajcie sobie rękę na zgodę.
Przestań się z nim zadawać.
hejtują cię na grupę, to wyjdź z tej grupy.
Po co ty w ogóle na tej grupie jesteś?
I to jest świetne dla nas.
Bo ja nie mam takiej potrzeby uczestnictwa w grupach.
Ale dla młodego człowieka, dla którego grupa jest istotnym punktem odniesienia, który chce być częścią grupy, który chce być częścią pewnej społeczności, nie bycie w grupie jest straszne.
Więc te rozwiązania nie są dla nich dobre.
Drugi powód, różnice językowe.
My, dorośli, mówimy jednak innym językiem niż dzieci i młodzież.
Oczywiście, jakbym zapytała, to pewno pani zna młodzieżowe słowo roku, może nawet z ostatnich trzech lat i pewno jeszcze kilka i pewno jako dorośli znamy, ale my się tak na co dzień nie porozumiewamy.
Tak, to nie są nasze słowa.
To nie są nasze słowa i my tego języka nie czujemy.
Jak czytamy jako, bo przez 20 lat pracowałam jako pedagog w szkole, jak czytamy na przykład wiadomości
którzy nam pokażą jakieś screeny swoich rozmów, to my często musimy dopytać, co oni tam tak naprawdę napisali, bo oni piszą przecież zupełnie inaczej.
I teraz, jeżeli mediują rówieśnicy, to oni to czują, oni to rozumieją, im tego nie trzeba tłumaczyć.
Mamy różne poczucie na przykład honoru.
Dla nas dorosłych, a dla młodego człowieka.
Dla nas, podajcie sobie ręce, będzie zgoda, wystarczy.
A dla nich to jest nie honor, bo jakieś uczucia zostały urażone, ktoś został obrażony.
Czyli ten język symboliczny też jest inny.
Tak, też ten język symboliczny jest inny.
Już nie mówiąc o języku na przykład emotikonów.
To świetnie pokazał serial Dorastanie, w którym dorosły próbował wejść w świat młodego człowieka i kompletnie źle zinterpretował zapis.
I to powoduje, że kiedy my wchodzimy jako dorośli, to po pierwsze zabieramy dzieciom przestrzeń i nie dajemy im szansy na to, żeby oni poćwiczyli.
I to właściwie od tego powinno nam zacząć.
Konflikty były, są i będą.
W każdej grupie.
Zawsze szkolenia nauczycieli zaczynam od takiego ćwiczenia, że dzielę grupę na kilka podgrup i na przykład pierwsza grupa to są dzieci, druga to jest powiedzmy młodzież, trzecia to są światowi przywódcy, czwarta na przykład politycy albo celebryci.
Dzielą kartkę na dwie części, mają napisać o co się kłócą i co wtedy robią.
I co wychodzi na koniec?
Że kłócimy się praktycznie o to samo, tylko inaczej nazywamy, bo powiemy, że dzieci się biją, dorośli stosują przemoc, a światowi przywódcy wywołują wojny.
I my podobnie reagujemy.
I teraz, jeżeli konflikty były, są i będą, to jako mądrzy dorośli odpowiedzialni powinniśmy dać szansę dzieciom, aby poćwiczyły ich rozwiązywanie.
Poćwiczyły rozumienie siebie i innych w tych konfliktach,
I żeby dostały też narzędzie, bo mediacja jest jednym z narzędzi, które pozwoli im te konflikty rozwiązywać, ale w taki sposób, w którym nie stawia się nacisku na wygrany, przegrany, tylko kładzie się nacisk na to, żeby te zainteresowane strony doszły do porozumienia.
Bo teraz proszę sobie wyobrazić, że my się pokłóciłyśmy.
Poznałyśmy się przed chwilą, ale pokłóciłyśmy się, tak?
Straszliwie.
Ja jestem wściekła na panią.
W ogóle najchętniej bym pani nie oglądała.
I ktoś przychodzi i mówi do mnie, weź się z nią pogódź.
Ktoś przychodzi do pani i mówi, przestań o taką głupotę, daj spokój, nie histeryzuj.
Obraźliwie więc to brzmi, prawda?
No niezrozumienie, nie?
Ja mam pewne emocje, które przeżywam i ktoś zupełnie ich nie rozumie.
Ktoś je bagatelizuje i umniejsza.
Ktoś wkracza z rozwiązaniem, na który ja zupełnie nie jestem gotowa.
A czy mediacja rówieśnicza używa trochę innych narzędzi niż mediacja osób dorosłych?
Bardzo podobnych narzędzi używa.
Które brzmią, może powiedzmy też?
Które brzmią po pierwsze dobrowolność.
Do mediacji nikogo nie można zmusić.
Po drugie, mediator jest bezstronny.
Bezstronny, czyli nie staje po żadnej ze stron konfliktu.
Po trzecie, mediator jest neutralny.
Neutralny to znaczy, że rozwiązanie, które powstanie jest rozwiązaniem tych stron.
I kiedy mediuję w sprawach dorosłych i na przykład przychodzą do mnie ludzie na mediację i ja mam w głowie jakąś fantazję na temat rozwiązania, to mam natychmiast zrobić trzy kroki do tyłu.
Wyciszyć to.
Wyciszyć to, bo to na pewno nie będzie dobre.
To, co na mediacji zostaje na mediacji, na zewnątrz wychodzi tylko ugoda, o ile do niej dojdzie.
I ostatnia zasada to akceptowalność, czyli strony akceptują i formę rozwiązywania konfliktu poprzez mediację i samego mediatora.
No a różnice w takim wypadku?
Między mediacją dzieci a dorosłych?
Są takie sprawy, których dzieci nie mediują.
W mediacji rówieśniczej nie mediujemy konfliktów między dzieckiem a dorosłym.
Mediatorzy rówieśniczy nie mediują takich konfliktów.
Nie mediują konfliktów związanych z przemocą, nie mediują konfliktów związanych z używkami.
No i w przypadku mediacji rówieśniczych bardzo istotne jest to, i to też bardzo ważne, żeby to tak było zrobione, że...
Te mediacje toczą się pod taką opieką dorosłego nauczyciela, mediatora, opiekuna mediacji rówieśniczych, który tym dzieciom zapewnia wsparcie, który im daje... To znaczy, że on jest obecny w sali?
Tak, u nas jest tak, że jest obecny w sali.
Jest to też nauczyciel, który sam przechodzi szkolenie, który jest szkolnym mediatorem i który też...
szkoli te dzieci, więc te dzieci też mają do niego zaufanie.
On też je trochę superwizuje, daje im potem taką informację zwrotną, podpowiada w momencie, kiedy sprawa utknie i jego też ta poufność obowiązuje.
Więc to też jest bardzo ważne, żeby sensownie wybrać taką osobę.
Wspomniała Pani, pojawił się taki wątek sytuacji, które nie poddają się mediacji rówieśniczej.
Chciałabym to rozwinąć i może od razu zadam dodatkowe pytanie.
Czy hejt poddaje się takiej mediacji i jak Pani rozumie hejt?
To jest dla mnie taka sytuacja trudna.
tak bym powiedziała, do zrozumienia.
Tu musimy zobaczyć, i to jest właśnie też rola takiego mądrego opiekuna mediacji rówieśniczych, żeby zobaczyć na jakim etapie i co w tej sytuacji związanej z hejtem już się wydarzyło i na ile te strony są gotowe do mediacji.
Dlatego, że mogą być pewne rzeczy, które się pojawiły, które już wkraczają w ten obszar prawny i tu się muszą podziać pewne rzeczy na poziomie takim prawnym.
Natomiast jeżeli mamy hejt na przykład w grupie klasowej, to niezależnie od tego, co się podzieje na tym poziomie prawnym, czy on będzie na poziomie szkolnym, czyli tych konsekwencji wynikających ze statutu, czy też czy on będzie na tym poziomie powiedzmy już interwencji sądu rodzinnego i nieletnich, to ci uczniowie bardzo często w tej samej klasie, czy w tej samej szkole zostają.
I to, co można mediować, to relacje po hejcie.
To, co można mediować, to też tą samą sytuację taką emocjonalną między tymi osobami.
Jest to rzeczywiście trudne, wymaga doświadczenia, natomiast bardzo często i mamy takie doświadczenia nasze zabrzańskie, kiedy doszło do jakiegoś hejtu na różnych grupach rówieśniczych i kiedy obie strony wyraziły wolę, zgodę na mediację i kiedy to udało się wymediować.
Bo wie pani, ja wyobrażam sobie sytuację taką, znaczy może ja powiem jak ja rozumiem hejt i dlaczego jestem taka, tak się wiercę na krześle, państwo tego nie widzą, pani być może zauważyła.
Bo ja hejt postrzegam jako taką wyjątkowo okrutną formę przemocy, to znaczy to jest cała seria, najczęściej, bo nie kończy się na jednym obraźliwym, nienawistnym jakimś poście albo wypowiedzi, której celem jest ośmieszenie drugiej osoby albo wręcz czasami powiem wprost zniszczenie tej osoby.
I dlatego czuję taki wewnętrzny dyskomfort, albo nawet mam wewnętrzny sprzeciw, żeby to mediować, bo to nie jest konflikt, w którym dwie strony coś przeskrobały i one mogą się dogadywać, tylko tu jest sytuacja, kiedy jedna osoba może być bezpardonowo atakowana za to na przykład kim jest, czyli na przykład o, ty jesteś...
gruby, ty jesteś, tu podany w tekście był przykład osoby nieheteronormatywnej, ty jesteś wierzący, no i tak dalej, i tak dalej.
Możemy sobie mnożyć, wyobrażać, na jakich poziomach ten hejt może się dokonywać.
A pani wspomniała, że jakby w mediacji obie strony powinny być gotowe na rozmowę, jeśli dobrze zrozumiałam.
I próba wzajemnego też zrozumienia.
No i mnie trochę niepokoi, dlaczego osoba atakowana ma próbować zrozumieć, że ktoś jej nienawidzi, bo jest na przykład osobą z otyłością.
I to jest taki właśnie niepokój i powód mojego tutaj wircenia się na tym krzesełku.
Bo w mediacji nie na tym się skupiamy.
W mediacji skupiamy się na tym, że ta sytuacja, ten hejt już się wydarzył.
My trochę dorośli patrzymy na ten hejt na tym poziomie, kiedy on do nas trafia.
I w momencie, kiedy on do nas trafia, to jest dokładnie tak, jak pani powiedziała.
Ale bardzo często, kiedy on się zaczyna, to jest to po prostu jedno dziecko, które coś tam skomentowało, jakieś zdjęcie, jakąś sytuację.
Ktoś się zaśmiał, ktoś dołożył swoje.
Następna osoba z klasy jeszcze dopisała i nagle stworzyła się klasowa norma, że tak można i że my to robimy wobec jednej osoby.
I bardzo często w tych sytuacjach, których ja doświadczyłam jako pedagog w szkole, było tak, że uczniowie przychodzili i mówili, ale proszę pani, ja napisałem tylko jeden komentarz, a ja tylko jeden emotikonek, a ja tu tylko wrzuciłam, nie wiem, jedno przerobione zdjęcie.
Ja mówię, świetnie, każdy z was jedno, tylko ta osoba, ta osoba, która doświadczyła hejtu, dostała tych zdjęć, wiadomości, przykrych informacji, postów, komentarzy, trzydzieści.
I to jest coś, czego dzieci czasem nie widzą.
Nie zawsze, ale czasem nie widzą.
To jest jakby pierwsza rzecz.
Druga rzecz, jeśli mamy do czynienia z takim bardzo nienawistnym zachowaniem i ono wymaga wtedy takich prawnych tutaj konsekwencji, to mamy też tą sytuację, która po niej zostaje.
Czyli ci uczniowie zostają w klasie.
Dobra, ktoś będzie ukarany.
Ale jak oni dalej mają funkcjonować?
Między sobą.
Między sobą.
Można oczywiście.
Jesteśmy rodzicami, ja sama mam córkę, przecież mogę przenieść to dziecko do innej szkoły.
Tylko, że ja jej nie przeniosę do innego kraju, często nie do innego miasta, a w tym świecie takim bardzo mocno funkcjonującym w mediach społecznościowych.
Przecież ta wiadomość natychmiast dotrze.
Świat jest mały.
Mniejsze niż by nam się wydawało.
I teraz ta osoba, to dziecko, tak naprawdę w tej nowej szkole, w której w teorii miało być bezpieczne, może znaleźć się w bardzo podobnej sytuacji, bo dotrze informacja, że w poprzedniej szkole.
I teraz, gdzie się pojawia mediacja?
Mediacja mówi tak.
To już się wydarzyło.
To się stało.
I można powiedzieć, że z faktami się nie dyskutuje, bo one po prostu są.
I teraz my z tym faktem nic nie możemy zrobić.
Z tym, że to się wydarzyło, my już nic nie możemy zrobić.
To z czym możemy zrobić?
Z tym, co będzie do przodu.
Z tym, co będzie do przodu, to znaczy też z zadośćuczynieniem.
Bo czasem, jak ktoś nie doświadczył mediacji, to ma takie poczucie, że oto sprawcy się upiecze.
On sobie przyjdzie, pogada i wszystko będzie tak, no, super.
Ale bardzo często na mediacji jest tak, że ta osoba, która w jakiś sposób kogoś skrzywdziła, pierwszy raz mierzy się z konsekwencjami swojego czynu, tymi emocjonalnymi.
Czyli ona pierwszy raz widzi, że to, co dla niej było jakimś tam komentarzem, odprzerobionym zdjęciem, jakimś zachowaniem dla beki, kogoś skrzywdziło.
Że ten ktoś cierpi i że jest mu przykro.
gdybyśmy popatrzyli na hejt, to on się właściwie dzieje głównie w sieci.
Ja o to kiedyś zapytałam młodzież na warsztatach, które prowadzę i oni najpierw długo milczeli, a potem mówią i tak, to taka męska klasa była i mówią mi tak, wie pani, bo w twarz to tak głupio.
No bo mamy tak, że łatwiej mi jest za tego ekranu napisać, niż komuś w twarz powiedzieć.
No nie no, w świecie dorosłych podobnie.
W świecie dorosłych tu jest dokładnie tak.
Tu się też nic nie zmienia.
Komentarze pod różnymi artykułami, czy pod różnymi filmami.
A te same osoby w świecie realnym już mają z tym ogromny problem.
Była taka kampania Weź nie hejtuj.
Tam między innymi Dominika Gwid była osobą, która stała za kamerą i osoba nagrywająca pytała, co sądzisz o Dominice Gwid na przykład.
No i Dominika odsłaniała kaptur i mówiła cześć, jestem Dominika.
I nagle już było trudno powiedzieć.
Więc to jest też takie w mediacji to, co jest takie niezwykłe, co się dzieje takiego najbardziej niezwykłego, to to, że się pierwsze pojawia jakiś rodzaj relacji.
Tej relacji, którą hejt, kłótnia, jakiś konflikt przerwał, w której osoba hejtująca widzi i rozumie, że zrobiła krzywdę.
I osoba hejtowana w związku z tym bardzo często dostaje...
zrozumienie dla swoich uczuć i emocji.
To, czego bardzo często nie dostawała, bo kiedy na przykład się oburzała, to słyszała, przestań, a to tylko żarty, nie histeryzuj, ogarnij się.
To jest ta sprawiedliwość naprawcza?
Sprawiedliwość naprawcza skupia się na przyszłości.
W sprawiedliwości naprawczej mamy tak.
To już się wydarzyło.
Owszem, to jest ważne, co się wydarzyło, ale to jest ważne jako punkt wyjścia do przeszłości.
Nie skupiam się na ukaraniu sprawcy.
To jest moim głównym celem.
Skupiam się na tym, żeby było lepiej.
To jest też trochę tak, proszę zobaczyć, jak mamy na przykład sprawę w sądzie.
Powiedzmy, zostałam okradziona i sprawa trafiła do sądu.
Na czym skupia się sąd?
Na wymierzeniu kary.
Czy on się mnie pyta?
Powiedzmy, że ukradziono mi torebkę.
I w niej były różne rzeczy.
Czy on się mnie pyta, czego chce?
Nie.
Sędzia patrzy w kodeks i zasądza karę.
Ta kara w rozumieniu kodeksowym jest jak najbardziej sprawiedliwa.
A czy ja odzyskałam na przykład jakąś cenną rzecz, nie wiem, ukochane lusterko od babci, które tam było, które dla mnie ma wartość tysiąc razy większą niż wszystko inne, bo jest na przykład lusterkiem po mojej zmarłej babci?
Zupełnie nie.
W mediacji my się skupiamy na tym, czego potrzebuje każda ze stron, w tym w przypadku hejtu ta strona, która tego hejtu doświadczyła.
Czego ona potrzebuje... I co ta druga strona jest w stanie dać.
I co ta druga strona jest w stanie dać.
No bo lusterka by nie zwróciła tego już wzmiankowanego.
Tak, na przykład tego by nie zwróciła, bo się zniszczyło, nie?
Ale czasem nawet samo to, że to lusterko przestało być takie anonimowe, że to lusterko przestało być lusterkiem od lusterka, które ktoś wyrzucił do kosza, a dla mnie było cenną pamiątką, że ktoś zrozumiał.
Dorośli też tak mamy, że my bardzo potrzebujemy tego, żeby ktoś z nas zrozumiał takie zdanie, które nastolatki często mówią do nas dorosłych.
Ty nic nie rozumiesz.
Można by powiedzieć, że to takie hasło dojrzewania.
Bo to, co ważne z ich perspektywy, niekoniecznie jest ważne z naszej.
I w mediacji rówieśniczej mamy taką sytuację, że mediują te osoby, które rozumieją tą perspektywę.
To jest, myślę, takie cenne.
Cenne jest też to, że skupiamy się na przyszłości, ale skupiamy się też na potrzebach.
I to często jest bardzo, w przypadku dzieci na przykład, bardzo mocno edukacyjne, bo na przykład może to być osoba, która nie do końca potrafi nazwać swoje potrzeby.
która nie potrafi nazwać swoich emocji.
I tutaj jakby w mediacjach rówieśniczych, podobnie jak w mediacjach osób dorosłych, często są najpierw spotkania indywidualne.
Czyli spotykam się indywidualnie z jedną ze stron, spotykam się indywidualnie z drugą ze stron.
Czyli przez spotyka mamy na myśli mediatora.
I dopiero mediator na końcu spotyka się z obiema stronami.
To fajnie, bo to, przepraszam, wejdę w słowo, ma taką na moje ucho wartość psychoedukacyjną, no bo ja sama właśnie zaczynam rozumieć siebie, prawda?
Kiedy jestem wściekła, to zazwyczaj mój mózg nie ma połączenia z moim językiem.
To ja potrafię powiedzieć dwa, trzy i pięć słów za dużo.
Kiedy minęło już troszeczkę czasu od tej sytuacji i komuś to opowiadam, to opowiadam już z innymi emocjami.
Jeśli tą osobą jest mediator i zada mi dobre pytania...
takie mądre pytania, to ja zaczynam też lepiej rozumieć siebie.
I na to spotkanie wspólne ja przychodzę z zupełnie inną gotowością.
I dlatego te mediacje tak się odbywają.
Czyli mamy taką sytuację, w której na mediacji wspólnej obie strony...
już raz opowiedziały, co najmniej raz opowiedziały o tej sytuacji, zastanowiły się, co czuły wtedy, co czują teraz, bo przecież w kłótni czuje zupełnie inne emocje niż dzień po kłótni, tak?
Zdarzyło się pani kiedyś pokłócić?
Oj, zdecydowanie.
No i w kłótni miała pani kiedyś ochotę kogoś po prostu udusić?
Nie no tak, takie zamruczenie następuje.
A następnego dnia?
I jesteśmy w innym miejscu.
I coś innego czułam w trakcie kłótni, coś innego czuję później.
A kiedy na przykład jeszcze padną jakieś pytania, chociażby takie najprostsze.
A jak wyglądały wasze relacje przed tą kłótnią?
I nagle ten ktoś nie jest tylko osobą, która mnie skrzywdziła, ale jest kimś, kto byłby mi bardzo bliski.
Kto jest dla mnie ważny, z kim chcę mieć tę relację.
To tutaj jakby mediacja daje szansę zobaczenia tej relacji w całości.
I w konflikcie, i w tym, co jest dobre.
To teraz mam pytanie dotyczące takiej kuchni mediacyjnej.
Jak zgłaszane są sprawy do mediacji i właściwie kto je zgłasza?
Jeżeli wprowadzamy mediację do szkoły, bo to jest cały taki skomplikowany proces i te mediacje już powiedzmy ruszyły, czyli jesteśmy na tym etapie.
To zazwyczaj na początku jest tak, że przychodzi część osób z czystej ciekawości.
Często jest tak, że na początku zgłaszają te mediacje nauczyciele, ale jeśli rzeczywiście naprawdę dobrze, mówiąc kolokwialnie, rozkręcimy te mediacje, to większość mediacji to są mediacje, w których przychodzą sami uczniowie.
Bo oni już doświadczyli, albo już ktoś im na przykład powiedział, że wiesz co, myśmy poszli na medyację, było spoko, było okej.
I oni sami przychodzą rozwiązywać te sprawy.
A najpiękniejszy moment jest taki, i w Zabrze już mamy taki moment w kilku szkołach, w których dzieje się coś takiego, takiego bym powiedziała magicznego, czyli zmienia się kultura komunikacyjna w szkole.
Czyli na przykład uczniowie zaczynają jakąś kłótnię na korytarzu i przychodzący nauczyciel, to przykład z konkretnej szkoły słyszy, wiesz co, jak będziesz tak mówił, to my za chwilę trafimy na mediację.
I to nie jest groźba.
To jest świadomość, że konflikt zaczyna się napędzać i nakręcać i że musimy zrobić krok w tył, bo za moment pójdziemy za daleko.
To myślę, że jest takie fajne.
Więc zgłaszają i uczniowie, i zgłaszają nauczyciele, ale czasem też interweniują mediatorzy, bo zawsze, kiedy w październiku wręczamy certyfikaty mediatorów naszym mediatorom.
to oni są bardzo chętni do mediowania.
Oni wręcz czekają na konflikt, żeby wreszcie móc pomediować.
Świetnie, że Pani o tym wspomniała, bo chciałam się zapytać, nurtuje mnie, kim są te osoby, które w wieku, Pani mi powiedziała, że możliwość jest nawet od lat dziesięciu, tak?
Tak, zgodnie ze standardami mediacji rówieśniczych, mediatorem może zostać osoba, która ukończyła dziesiąty rok życia.
No i jakie ta osoba musi mieć kompetencje, to jest raz.
I dwa, jak cudzysłów łowicie tych mediatorów?
My ich nie łowimy, to uczniowie ich wybierają.
Po odpowiednich zajęciach, po całym takim... Przepraszam, stop.
Czyli zajęcia są dla całej szkoły?
Dla wszystkich klas.
Nauczyciele tworzą, robią zajęcia dla wszystkich klas, tworzymy kampanię reklamową o mediacjach, rozmawiamy z rodzicami, z nauczycielkami, z dyrekcją.
A to w ramach godziny wychowawczej?
W ramach godziny wychowawczej nauczyciele prowadzą takie zajęcia według scenariusza, który gdzieś tam im udostępniamy, oczywiście scenariusz do modyfikowania.
I dopiero po tym momencie społeczność klasy w ankiecie wybiera mediatorów.
To nie jest ankieta, wypisz imię i nazwisko.
To jest ankieta, w której na przykład pytamy, kto potrafi dochować tajemnicy, kto w konfliktach potrafi dobrze doradzić.
Ja od razu mam czerwoną lampkę, bo ja byłam wyjątkowo wrednym dzieckiem, więc może projektuję to na sytuację, którą pani mi opisuje i od razu wyobrażam sobie sytuację, w której zgłaszamy z kolegami i koleżankami dla beki kogoś.
I tak się też zdarza.
I tak się też zdarza.
I ja pani powiem tak, jak był pierwszy etap wprowadzenia Mediaci w Zabrzu, pierwszy rok,
to przyszli nauczyciele na spotkanie takie metodyczne do nas do ośrodka i mówią, słuchaj, wysypiemy ten projekt.
U mnie to takich uczniów wybrali.
Wchodzie druga nauczycielka i mówi, słuchajcie, jakich uczniów u mnie wybrali.
W ogóle nie tego, kogo myślałam.
I ja naprawdę byłam przerażona, że coś jest nie tak.
Ale ja mediację uczyłam się od Kasi Stryjek w Gdańsku.
Kasia prowadzi w Gdańsku Gdańskie Centrum Mediacji Rówieśniczej i Szkolnej.
Zadzwoniłam do niej i Kasia mówi, dobra, to znaczy, że wszystko jest okej, spokojnie wyluzuj.
To nie jest tak, że ci uczniowie wybrani natychmiast stają się mediatorami.
Oni muszą przejść 20-godzinne szkolenie.
I to szkolenie, no to trzeba po prostu wytrwać, tak?
To jest pierwsza rzecz.
Po drugie, bywa tak, że ktoś wybrany dla beki na tym szkoleniu różne rzeczy zaczyna widzieć inaczej i zaczyna inaczej je rozumieć i tak naprawdę jest świetnym mediatorem.
W naszej grupie mediatorów mamy na przykład dzieci ze spektrum autyzmu, mamy mediatorów takich, o których nauczyciele mówili, że byli uczniami mocno stwarzającymi problemy.
I to nie jest tak, że oni natychmiast stali się aniołami.
Ale jest tak, że zaczęli lepiej rozumieć swoje emocje, swoje zachowania, konflikty i trochę inaczej do nich podchodzą.
Czyli każdy może zostać mediatorem?
Te kompetencje są do wykształcenia u każdego?
Są wykształcalne, ale też powiem pani tak, że są takie sytuacje, w której uczniowie rezygnują w trakcie szkolenia.
No różnie bywa, bo czasem rezygnują, bo twierdzą, że to nie dla nich, czasem rezygnują, bo za dużo tego szkolenia jest to za trudne, ale czasem zdarzają się takie rezygnacje, które cieszą.
Chyba w drugim roku projektu mieliśmy taką sytuację, w której jedna z dziewczynek zrezygnowała po szkoleniu, przyszła do opiekunki i powiedziała, że ona nie może zostać mediatorką, ponieważ nie będzie umiała dochować tajemnicy.
I to pokazuje też... Stanęło w prawdzie.
A ja bym powiedziała w świadomości.
Proszę zobaczyć, jaka to jest świadomość.
Nie dam rady dochować tajemnicy.
Ale co było jeszcze piękniejsze, dwa lata później ta dziewczyna została mediatorką.
Znowu została wybrana przez klasę, przeszła jeszcze raz to szkolenie i stwierdziła, że tak, ona jest gotowa, że da radę.
Więc to jest też takie fajne.
Oczywiście ta grupa mediatorów, to jest też grupa, którą opieką cały czas opiekun mediacji otacza, który cały czas szkoli, a w tej chwili
Mamy piąty rok trwania projektu w Zabrzu i robimy coś takiego jak międzyszkolne spotkania mediatorów.
Czyli mediatorzy z różnych szkół spotykają się i ćwiczą różne umiejętności, ćwiczą umiejętności mediacyjne, wymieniają się doświadczeniami.
No to jest taki projekt, który też w Fundacji Twój Everest tworzymy, który jakby jest projektem żywym.
My jako Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli zajmujemy się szkoleniem nauczycieli i zajmujemy się wsparciem metodycznym, dlatego że
Proszę zobaczyć, w szkole jest jeden, dwóch nauczycieli opiekunów.
Jeśli on nie będzie miał wsparcia, trochę podpowiedzi, trochę prowadzenia, trochę nowych pomysłów, to ten zapał gaśnie.
A nam w Zabrzu udaje się to utrzymać.
I mamy teraz już taką sytuację, w której nasi mediatorzy, którzy zaczynali w szkołach podstawowych, poszli do liceum.
I mamy w Zabrzu też taką sytuację, którą myślę, że możemy się pochwalić, że w jednej ze szkół została otwarta klasa o profilu mediacyjnym.
Zresztą pod patronatem m.in.
naszej fundacji, Gdańskiego Centrum Mediacji Rówieśniczych i Okręgowej Rady Radców Prawnych.
No właśnie, to pochwalmy Zabrze, bo niedługo będziecie mieli w październiku, o ile dobrze zapamiętałam, już 470 prawie mediatorów.
Zobaczymy, o ile to trwa.
Obecny stan to jest 369 z 23 placówki edukacyjne, czyli pewnie 30 szkół?
Tak, mniej więcej.
Jak to się stało?
Jak to się robi?
Pytam też w imieniu osób, które słuchając nas pomyślały sobie, że chciałyby rozkręcić takie szkolne mediacji we własnym mieście, powiecie, wsi, ale czują się przytłoczone taką myślą, że ach, tej szkole to się nic nie da.
Nasza fundacja nazywa się Twój Everest i to nie jest bez przyczyny, bo ten Everest może być naprawdę różny.
My pierwszy projekt, pierwszy pomysł na tę mediację zupełnie nie wypalił, bo wybuchła pandemia i zdecydowaliśmy w fundacji, że nie będziemy szkolić online, bo mamy takie przekonanie, że nie powinno się szkolić online z mediacji, ani dorosłych, ani dzieci.
I pamiętam, że wtedy myślałam, bo mediacja to jest takie moje marzenie życia.
I ja wtedy pomyślałam, kurczę, marzenie życia, miałam szansę to zrobić, już się nie uda.
Więc jakby ktoś był chętny, to ja zapraszam do kontaktu, opowiem jak to się robi.
Warto zacząć od takiego jednego kroku.
Ja kiedyś przeczytałam takie zdanie, które mi bardzo pomaga w takich trudnych sytuacjach.
Najpierw zrób to, co konieczne, potem to, co możliwe, a potem zobaczysz, że stało się to, co jest niemożliwe.
Ja jak słucham teraz, że mamy 369 mediatorów, to za każdym razem jestem zdumiona.
W październiku dołączy ponad setka, bo szkoli się w tej chwili 11 grup.
z takiego poziomu, a czym w ogóle są te mediacje?
Ktoś to w Polsce już robi, czy to już jest legalne?
W Zabrzu jest ogromna świadomość mediacji.
Jest taka świadomość, że mediacja to jest pewna wartość, która weszła do szkół.
Są szkoły, które chcą dołączyć do projektu i to jest jakby, myślę, że to jest takie bardzo cenne.
Więc myślę, że warto zacząć nawet od jednej szkoły.
W tej chwili jako ośrodek będziemy pilotować
Proces wprowadzania mediacji w kolejnych szkołach, w kolejnych miastach.
W listopadzie zaczynamy w Katowicach.
Kolejne oczywiście też gminy już tam gdzieś się ustawiają w kolejce i to jest możliwe.
I naprawdę trzeba zacząć od bardzo prostych rzeczy.
Natomiast to, co jest też bardzo istotne, żeby to zrobić merytorycznie dobrze, czyli nie pójść na skróty.
W mediacji nie da się pójść na skróty.
Jak pani wspominała o tym, jak jako dorośli rozwiązujemy konflikty, to my idziemy na skróty.
Bo przychodzi do mnie dziecko i ono płacze.
I ja co czuję?
Że ja coś powinnam zrobić.
Powinnam zainterweniować, powinnam, nie wiem, wymierzyć karę, zadziałać.
No to co robię?
No to albo tutaj natychmiast interweniuję i nie wiem, robię coś wobec tej drugiej strony, dzwonię do mamy, do nauczyciela, piszę do szkoły, albo mówię nie zadawaj się, albo nie wiem, przenoszę to dziecko, ale to jest znowu pójście na skróty, bo ono nie rozwiązuje tych problemów w emocjach.
Tak sobie myślę, patrząc na spory pomiędzy rodzicami, ale też pomiędzy rodzicami a kadrą nauczycielską, że te mediacje w szkołach przydałyby się też na tym poziomie właśnie dla dorosłych.
Kiedy rozdajemy certyfikaty mediatorów, to w ubiegłym roku w październiku była dla mnie taka niesamowita historia,
Bo na to rozdanie certyfikatów zapraszamy też rodziców.
No i zazwyczaj tam co roku ich przychodziło więcej, ale w ubiegłym roku przyszło ich prawie 130.
Byli uczniowie, którzy przyszli z mamą i z tatą, którzy wzięli sobie urlop.
Były rodziny, które powiedziały, proszę panią, to jest święto rodziny.
Byli rodzice, którzy powiedzieli, wie pani, nam dorosłym by się coś takiego przydało.
No i może coś takiego rzeczywiście ma sens i fajnie by było zrobić na szerszą skalę.
W Zabrzu nam się udało zrobić...
Takie spotkanie pora na mediatora.
Było to spotkanie dwóch szkół.
Szkoły podstawowej numer 6 i szkoły podstawowej numer 15.
I na to spotkanie zrobiliśmy otwartą rekrutację osób dorosłych, którzy chcieliby przyjść i zobaczyć, czym są mediacje, a nasi mediatorzy w ogóle przygotowali symulację mediacji.
I ja tak się zastanawiałam, czy w ogóle jakiś dorosły przyjdzie.
I to jeszcze był wtorek w Wielkim Tygodniu.
A więc mówię, kurczę, to już nie, wtorek, przed świętami, Wielkanoc, nie, mnie w ogóle nie ma szans.
I proszę uwierzyć, że były dwie grupy.
Absolutnie wierzę.
A ma pani jakieś dane dotyczące tego, jak się rozwija mediacja rówieśnicza w innych regionach w kraju?
Czy to jest mierzalne, czy ktoś to liczy?
Nie wiem, czy ktoś to liczy, powiem uczciwie.
Wiem, że na pewno takim regionem, z którym my bardzo mocno współpracujemy jest Gdańsk.
W Gdańsku mediacje tworzy, patronuje i to jest właściwie taka igona mediacji rówieśniczych w Polsce, Kasia Stryjek, która prowadzi Gdańskie Centrum Mediacji Szkolnej i Rówieśniczej, które obchodziło dziesięciolecie istnienia chyba w ubiegłym roku ojczystym.
Czyli stop, czyli rozumiem, że nie ma rejestru.
Nie ma.
Rejestru mediatorów, bo pewnie o to pani pyta.
Rejestru mediatorów rówieśniczych ogólnopolskiego nie ma.
Wiem, że są takie miejsca w Polsce, w których rzeczywiście te mediacje jakoś bardziej czy mniej działają.
No i mam nadzieję, że one staną się coraz bardziej popularne.
U nas na Śląsku w tym roku bardzo mocno zaangażowało się Śląskie Kuratorium Oświaty, które bardzo jakby też
dostrzega wartość tego sposobu rozwiązywania problemów i też bardzo mocno chce się zaangażować w promowanie tych mediacji w szkołach.
Właśnie, może też dodajmy, że te szkolenia mediacyjne, one stają się częścią systemowej profilaktyki przemocy w szkołach, głównie średnich z tego, co czytam, też za granicą.
W Wielkiej Brytanii, w Skandynawii, w Niemczech.
I chciałam się zapytać, jak to jest z pani doświadczenia, z właśnie profilaktyką przemocy, a mediacją i czy wy mierzycie skuteczność swoich działań?
Chcielibyśmy w przyszłym roku zrobić takie duże badanie we wszystkich placówkach, w których do tej pory te mediacje wprowadziliśmy, żeby zobaczyć, jak to zmieniło.
Wiem, że poszczególne szkoły takie badania robiły i to, co w tych badaniach jakby wyszło, to to, że...
obniżył się poziom przemocy i agresji w szkołach i to, co się zmieniło, to że zmienił się sposób komunikacji.
To też w ogóle jest bardzo ciekawa historia, bo mówią o tym też rodzice.
Ja często wspominam w tych swoich opowieściach o Szkole Podstawowej nr 6 i dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6, no od 1 września już były pan,
dr Wojciech Koman.
On mówi, że mediacja to jest najpiękniejsza rzecz, która mu się przydarzyła w życiu, bo mówi, że to, co on obserwował, to to, że najpierw przestali przychodzić do sekretariatu uczniowie z konfliktami, bo poszli do pokoju mediacji.
A potem okazało się, że zmienił się też sposób komunikowania się z rodzicami.
Ale on się nie zmieni magicznie, tylko taka świadomość tego, że my możemy inaczej rozmawiać, inaczej rozwiązywać konflikty,
To jest coś, co zadziałało nie tylko w tych relacjach z dziećmi, ale to zadziałało też w relacjach z dorosłymi.
Na tym spotkaniu w szóstce, o którym wcześniej wspomniałam, pora dla mediatora, była też przewodnicząca Rady Rodziców ze Szkoły Podstawowej nr 6 i ona powiedziała, że to jest najlepsza rzecz, jaka się mogła wydarzyć w tej szkole.
Więc coś takiego ze strony rodzica, to myślę, że to jest jednak najwyższe uznanie.
To może ja też zarysuję naszym słuchaczom kontekst, bo przed naszym spotkaniem poczytałam sobie różne raporty, między innymi takie przygotowane przez Uniwersytet SWPS, które pokazują, że niemal w każdej klasie, proszę sobie to wyobrazić, prawie w każdej klasie znajduje się uczeń, który doświadczał przymocy rówieśniczej, który się z nią zetknął lub jej doświadczył.
75% uczniów deklaruje, że spotkało się lub było obiektem hejtu w mediach społecznościowych.
Jakie to są liczby?
I teraz dalej, tylko 25% uczniów uważa, że szkoły skutecznie radzą sobie z hejtem.
I teraz dalej, tutaj zacytuję za reportażem Karoliny Słowi, który możecie przeczytać na stronie dużego formatu.
30% uczniów nie lubi chodzić do szkoły.
31% nie ma osoby, na którą może liczyć.
No i tak bym mogła wymieniać, no powiem, że po prostu strasznie mnie to przybiły te informacje, te dane.
Pani od wielu lat pracuje z młodzieżą.
I chciałabym się zapytać o te formy przemocy międzyuczniowskiej.
Czy pani zauważyła, że one się zmieniają?
Albo, może inaczej zapytam, właśnie z perspektywy jakiegoś szoku osoby, która kiedyś chodziła do szkoły i te liczby są dla niej abstrakcyjne zupełnie, tak?
Czy pokolenia dorastające w latach dziewięćdziesiątych albo nawet dziesiątych XXI wieku kłóciły się inaczej?
Czy ta szkoła wyglądała inaczej niż teraz?
Z tego raportu, ale też z tego, co pani powiedziała, wyłapałam, że bardzo często spory rodzą się w świecie wirtualnym.
Czy są jeszcze jakieś inne różnice?
Jak pani na to patrzy?
Ja myślę, że my nie doceniamy tej różnicy między światem realnym a wirtualnym.
Bo proszę zobaczyć, jak mówimy o czasach przed internetem, jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi dla nastolatków obecnych, to nawet jeżeli takie dziecko doświadczało przemocy czy agresji w szkole, to ono szło do domu i w tym domu było bezpieczne.
A teraz ono idzie do domu i tam jest dalszy ciąg tej historii, która dzieje się w mediach.
To, co się dzieje w świecie wirtualnym, to jest coś, co się dzieje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i nie ma przed tym ucieczki.
Zmieniła się szybkość rozpowszechniania się na przykład jakichś negatywnych historii.
Powiedzmy, że ktoś zrobił moją karykaturę w latach, kiedy ja chodziłam do szkoły, czyli bardzo dawno temu.
Nawet ksero było trudniej dostępne.
No dobra, ale ktoś stwierdził, że okej, pójdzie na ksero.
To ile razy on to odbił?
A to jeszcze trzeba było oddać, rozdać, powiesić.
A teraz to jest jedno kliknięcie.
Tak, wystarczy screenshot i to jest już na wieki wieków.
I jest na wieki wieków.
I to jest ta różnica, której my być może nie czujemy, bo często jako dorośli żyjemy w dwóch światach równoległych.
Żyjemy w tym świecie realnym i wirtualnym, ale ten świat realny jest dla nas mimo wszystko taki...
bardziej realny.
Natomiast młodzież, świat wirtualny, postrzega bardzo często na tym samym poziomie realności.
I teraz, jeśli myślimy o tym, co się zmieniło, to zmieniła się dostępność.
I myślę, że to jest takim największym obciążeniem.
Poza tym, jeżeli myślimy o przemocy słownej czy fizycznej, to ona była zauważalna.
Proszę sobie wyobrazić, że tutaj w tym naszym pomieszczeniu ktoś usiadł obok i coś klika w telefonie.
I on równie bardzo może w tym momencie hejtować mnie czy panią.
I nie mamy nad tym żadnej kontroli.
A gdyby on do nas mówił różne przykre słowa, to my byśmy to widziały, zauważały.
Więc ta przemoc, która się dzieje, ten hejt, który się toczy w mediach społecznościowych jest trudniej zauważalny.
I dlatego też ja się nie dziwię, że te liczby są tak wysokie, no bo narzędzia się zmieniły.
To teraz już zmierzając do końca, ale chciałabym jakoś tak na bardziej optymistycznej nutce zakończyć.
Co mediacje dają mediatorom?
Bo wydaje się, że one nie tylko dają coś osobom, które uczestniczą w mediacji jako strony.
Ja o to pytam mediatorów.
I oni mówią tak, że lepiej rozumieją siebie, lepiej rozumieją swoje emocje, lepiej rozumieją innych.
Kiedyś zaprosiłam mediatorów na szkolenie nauczycieli.
I poprosiłam nauczycieli, żeby zapytali swoich mediatorów o różne rzeczy.
No i padło pytanie na przykład, jak mediacje wpłynęły na ich relacje.
I na przykład mediatorzy mówią, że kłócą się mniej, kłócą się inaczej, szybciej dochodzą do zgody, lepiej rozumieją te zachowania innych osób.
I wtedy padło pytanie o rodzeństwo.
A jak to bywa w kłótniach z rodzeństwem?
I taka Julka mówi...
Wie Pani, z rodzeństwem to jest trochę inny świat, ale i tak jest lepiej.
No właśnie, to jest kolejny taki frapujący, interesujący element.
Czy mediator, bo program Państwo prowadzą już pięć lat.
I podejrzewam, że niektórzy dziecięcy mediatorzy już są dorosłymi.
Teraz pytanie mediatorami, co się dzieje z osobą, której zaszczepiliście bakcylę mediacji w szkole?
Mamy w tej chwili mediatorów w liceum, najstarszy chyba w trzeciej klasie, o ile dobrze pamiętam, dalej mediuje rówieśniczo, więc myślę, że to jest taka umiejętność, jak ktoś raz złapie bakcyla, to raczej go czuje.
I to, że w jednym z liceum w Zabrzu, w liceum numer 14 powstała klasa o profilu mediacyjnym, to naprawdę nie jest przypadek, to jest po prostu odpowiedź na zapotrzebowanie.
Ci uczniowie bardzo często myślą o kontynuowaniu tej kariery, o psychologii, o kryminalistyce, o byciu stałym mediatorem przy sądach okręgowych.
I oni mają też zupełnie już inną świadomość.
Ja zapraszam moich mediatorów, tych, którzy na przykład już poszli do średnich szkół na konferencji, na których wręczamy certyfikaty mediatorom i oni pięknie się wypowiadają.
To też jest takie niesamowite, jak ja ich pamiętam na przykład z tej szóstej klasy, a w tej chwili na przykład druga, trzecia liceum.
Cudownie ogląda się ten postęp.
A pani jako mediatorka spraw dorosłych nauczyła się czegoś od tych młodych ludzi?
Ja przede wszystkim nauczyłam się pokory.
Bo ja za każdym razem mam tak, że och, a może się nie uda, a może to nie powinno tak być.
I oni mnie za każdym razem zaskakują.
Ja z tymi młodymi ludźmi wyjeżdżam też do Gdańska właśnie na takie spotkania w Gdańskim Centrum Mediacji.
I oni mnie za każdym razem zadziwiają taką swoją dorosłością i dorosłością.
ale też gotowością do próbowania czegoś nowego i do mediowania i do szukania takich innych, nietypowych rozwiązań.
Więc to jest coś takiego, czego ja się od nich uczę.
Takiej wytrwałości, takiej determinacji, ale też takiego optymizmu, że można, że warto próbować, że nie udało się teraz, może uda się za chwilę.
To też nie jest tak, że każda mediacja doprowadzi do ugody.
Ale wydaje mi się, znaczy nie, jestem o tym przekonana, że każda mediacja zmienia świadomość, że nawet jeżeli my byłyśmy w konflikcie, poszłyśmy na mediację i nie doszło do ugody, to ja teraz lepiej panią rozumiem i pani postawę w tym konflikcie, a pani lepiej rozumie mnie, że to jest coś takiego, co się zmienia na mediacji.
To jest wspaniały akcent, który tutaj zakończy nam rozmowa na wesoło.
Dziękuję bardzo, Anna Kaczmarska, pedagożka, mediatorka.
Dziękuję.
Produkowała nas Martyna Turska, ja nazywam się Ola Zbroja i do usłyszenia za tydzień, bo od września słyszymy się w takim trybie, czyli w każdy poniedziałek.
Do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
Rozmawiamy z posłem PiS Andrzejem Śliwką
04.02.2026 05:00
-
Słowacja, Czechy, Węgry. Jest szansa na zwrot k...
03.02.2026 05:00
-
Czy Bieszczady to polska Okinawa?
02.02.2026 05:00
-
Afganistan to najlepszy czas mojego wojskowego ...
31.01.2026 05:00
-
Dawid Krawczyk: Dobrze, że możemy się ze sobą n...
30.01.2026 05:00
-
Jak dostać pracę w branży kosmicznej?
29.01.2026 05:00
-
Spór o ambasadorów szkodzi Polsce. Zagraniczni ...
28.01.2026 05:00
-
„Ciepło z Polski dla Kijowa”. Pierwsze agregaty...
27.01.2026 05:00
-
Duży Format: Czy kura niemiecka jest szczęśliws...
26.01.2026 07:40
-
Min. Gawkowski: Na wojnie cyfrowej trzeba patrz...
24.01.2026 05:00