Mentionsy
„Taśmy prawdy”. Przełomowy dowód ws. katastrofy „Heweliusza” przeleżał w szafie sędziego | Kpt. Marek Błuś
Gościem odcinka jest kpt. żeglugi wielkiej Marek Błuś.
Zacznij od rozmowy z Romanem Czejarkiem, autorem podcastu „Heweliusz. Prawdziwa Historia”: https://open.spotify.com/episode/1KnZa91JsXfm5M5J0y13AV?si=ef966cd79c5a4b8d
Katastrofa promu „Jan Heweliusz” miała miejsce 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku, w pobliżu niemieckiej wyspy Rugia. Statek, płynący ze Świnoujścia do Ystad, przewrócił się i zatonął podczas silnego sztormu. W katastrofie zginęło 56 osób, co czyni ją jedną z największych tragedii morskich we współczesnej historii Polski. Ocalało jedynie 9 członków załogi.
---
„7 metrów pod ziemią” to internetowe wywiady o tematyce społecznej. Rozmawiam z ciekawymi ludźmi - konkretnie i bez zbędnych dygresji. Mój cel? Wydobyć z rozmówców prawdę, na którą nie zdobyliby się w telewizyjnym studiu. Rafał Gębura.
Oprawa muzyczna: Dawid „Shimz” Schiemann
Oprawa graficzna: Andrzej Wąsik
Szukaj w treści odcinka
Wracamy do historii zatonięcia promu Jan Heweliusz.
Tego wypadku kapitan żeglugi wielkiej, specjalista od bezpieczeństwa na morzu, także dziennikarz, który Heweliuszowi poświęcił wiele, wiele lat swojego życia.
Mówi się, że jest pan jedyną osobą skazaną za sprawę Heweliusza.
Od tego, że Heweliusz woła Kopernika i mówi o swoich kłopotach, potem nadaje sygnał Mayday, potem mamy jakieś różne dziwne okresy ciszy, a potem jest taka korespondencja w niebezpieczeństwie między różnymi statkami.
Więc wiemy, gdzie Heweliusz jest, gdzie Tonie.
Czy można założyć, że to był ten niemiecki statek, z którym miał Heweliusz się zderzyć?
Trzeci oficer z Heweliusza też mówi tylko o jednym idącym na zderzenie, więc więcej ich nie ma.
Znaczy on nie ujawnił tego wprost, tylko on miał jakiegoś informatora czy źródła w MSW i napisał taki gniewny tekst, w którym wzywał ministra Mylczanowskiego do tego, żeby zdecydował się w końcu, dokąd Heweliusz płynął, na północ czy na południe.
Takie pytania, które tutaj się pojawiają, to jest pytanie o to, czy ten niemiecki statek faktycznie nie mógł ustąpić Heweliuszowi.
Bardzo ten nietypowy sposób, bo jeszcze musimy powiedzieć o tym, że Franka Heweliusza jakby wygumkowano, jak to tam ktoś z dziennikarzy powiedział.
Często stawia się taki zarzut publicznie załodze Heweliusza, kapitanowi Łasiewiczowi, że on nie znał lokalizacji statku, że on nie wiedział, gdzie jest.
Pani Marku, Pan jest jedną z niewielu osób nielicznych, które przeczytały chyba wszystkie akta spraw związanych z promem Jan Heweliusz.
Więc tak to wyglądało na Heweliuszu, czyli nie dość, że nie było żadnego systemu zdalnego sterowania tymi...
Odnosimy się do tego wydarzenia, kiedy Heweliusz ileś tam lat wcześniej położył się w porcie.
Tutaj mamy ten problem z heweliuszem wiecznym.
Bo takie statki jak Heweliusz były budowane wedle przepisów, które powstawały w latach 50., kiedy jeszcze nikt nie myślał, może myślał o promach.
Heweliusz, może nie Estonia przede wszystkim, tu zmieniła bardzo wiele, czyli ten cały opór zniknął na szczeblu międzynarodowej organizacji.
Kolejne zatonięcie dopiero sprowadzało, że rzeczywiście te przepisy zostały zaostrzone i na przykład taki prawie bliźniak Heweliusza, czyli Kopernik, musiał zostać poszerzony.
Czyli dzisiaj nie można by wybudować takiego Heweliusza?
Heweliusz też, niektórzy mówią, miał wielkiego pecha, bo zanim doszło do zatonięcia, to tam było wiele nieszczęśliwych incydentów.
Wziąć fotel bujany, podwyższyć.
Heweliusz miał całą masę wad, pewnie moglibyśmy wyliczać kolejne.
Czyli zalecenie było takie na Heweliuszu, że zwalniamy w takiej sytuacji.
Panie Marku, rozmawiamy o Heweliuszu, bo oczywiście jest to niezwykle ciekawa historia, ale też warto przeanalizować błędy i wyciągać wnioski na przyszłość.
Czego ten Jan Heweliusz Pana nauczył?
Może to wszystko będzie zbyt wzniosłe czy zbyt odległe, ale ja pamiętam z dawnych lat, kiedy zacząłem czytać już taką poważną prasę jak może i inne, taki esej profesora Jana Szczepańskiego, który porównał społeczeństwo polskie, czytałem z jakimś opóźnieniem, bo to było napisane tuż po październiku 1956 roku, że...
I sprawa Heweliusza to jest takie zderzenie państwa mafijnego z kotletem schabowym.
Pani Brudnicka, wdowa po starszym mechaniku i szefowa stowarzyszenia rodzin, marynarz z Heweliusza idzie do szefa wielkiego związku zawodowego z prośbą o pomoc.
Tego oczywiście nie było, nie nastąpiło to odwrócenie ról procesowych, ale żadna redakcja z tych, do których pisałem, Heweliuszła, było ich kilka, nie nadała żadnego sygnału ani do publiczności, ani do swoich czytelników, że dzieje się coś takiego i że to jest złe, powiedzmy sobie, albo w ogóle, że się dzieje.
Ostatnie odcinki
-
„Wsadziłem go do bagażnika i wywiozłem do lasu”...
03.02.2026 18:39
-
UFO. Tylko fakty. „Wreszcie mamy coś, co wygląd...
15.01.2026 13:20
-
Mamy nowe metody leczenia nowotworów! „Są niesa...
06.01.2026 22:39
-
Psycholog sądowy. Gdzie leżą granice ludzkiego ...
23.12.2025 06:00
-
Jak wyglądał pobyt w zakonie? „Przez pierwsze d...
17.12.2025 13:00
-
„Taśmy prawdy”. Przełomowy dowód ws. katastrofy...
10.12.2025 05:00
-
Atak nożownika. Stanął w obronie koleżanki, led...
03.12.2025 15:00
-
Jak naprawdę wyglądał ostatni rejs Jana Heweliu...
26.11.2025 06:00
-
Eutanazja. Jaki sens ma umieranie w cierpieniac...
18.11.2025 20:49
-
W Polsce funkcjonuje około 120 egzorcystów. Jak...
12.11.2025 17:30