Mentionsy
202. Od wina do pasożytnictwa. Popularyzuj lub giń
Pełny tekst opisu zamieściliśmy na stronie internetowej naszego projektu: http://2historykow1mikrofon.pl/od-wina-do-pasozytnictwa-popularyzuj-lub-gin/ Wymienione w czasie audycji publikacje i materiały: - Allen J. Frantzen, Food, Eating and Identity in Early Medieval England, Woodbridge, The Boydell Press, 2014 - Joachim Ringelnatz. Poezja i sztuka na progu nazizmu, pod red. Delfiny Jałownik i Jürgena Kaumköttera, Kraków 2017, [https://www.mocak.pl/sklep/produkt/joachim-ringelnatz-poezja](https://www.mocak.pl/sklep/produkt/joachim-ringelnatz-poezja) - Wystawa: Herkules – Held und Antiheld, [https://skulpturensammlung.skd.museum/ausstellungen/herkules-held-und-antiheld/](https://skulpturensammlung.skd.museum/ausstellungen/herkules-held-und-antiheld/) - Centrum Kompetencji i Koordynacji Języka Polskiego (KoKoPol), [https://kokopol.eu/?lang=pl](https://kokopol.eu/?lang=pl) - Polonus, [https://kokopol.eu/publikationen/?lang=pl](https://kokopol.eu/publikationen/?lang=pl) - Polonus naukowy, [https://kokopol.eu/publikationen/?lang=pl](https://kokopol.eu/publikationen/?lang=pl) - Aureliusz M. Pędziwol, KoKoPol: Polski ist cool!, "Deutsche Welle", 6.12.2025, https://www.dw.com/pl/kokopol-polski-ist-cool/a-75043819 Krzysztof Ruchniewicz Blog: www.krzysztofruchniewicz.eu Facebook: www.facebook.com/krzysztof.ruchniewicz.3 Instagram: www.instagram.com/ruchpho/ Przemysław Wiszewski Blog: www.przemysławwiszewski.pl Facebook: www.facebook.com/przemyslaw.wiszewski Instagram: www.instagram.com/przewisz/ Twitter: twitter.com/wiszewski Do nagrania intro i outro wykorzystaliśmy utwór RogerThat’a pt. „Retro 70s Metal” (licencja nr JAM-WEB-2020-0010041).
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, kolego.
Bardzo dobry i słonecznie nie, ale przynajmniej jest słońce tak w ogóle.
Dwóch historyków, jeden mikrofon.
Jeden mikrofon?
Dwóch historyków?
No nie, ale to znowuż mi wszedłeś w paradę.
No tak zazwyczaj się dzieje.
Prof. Krzysztof Rudniewicz.
Prof. Przemysławiszewski.
Próbujemy nagrywać to, co nas ciekawi, to, co nas skręci, ale zawsze w kontekście historii.
No niestety, takie już mam tylko o historii.
Chociaż, czy zawsze na poważnie?
No nie zawsze, a przede wszystkim historia w całym światu.
To nie tylko to, co minęło, ale też to, co jest teraz.
Chcemy pokazać, że w historii można poznawać się w różny sposób.
Zdecydowanie w różny sposób i nawet można się nią barwić.
Państwo wszyscy widzą, że się uśmiechamy, więc my się też pamiętamy.
2historyków1mikrofon.
1 mikrofon?
2historyków.
To skoro już się przywitaliśmy, to moje kolejne pytanie.
Co dostałeś na Mikołaja w tym roku?
Jest to pytanie z gatunku mało zręcznych, ale nie, zrobiłem sobie prezent, mianowicie... Ach, ty sobie zrobiłeś prezent?
Tak, tak, tak, no wiesz, jak się jest daleko, to sobie trzeba zrobić prezent, ale faktycznie przez cały dzień nie poszedłem do biblioteki.
Robiłem zakupy.
A ja myślałem, że nawiedził cię Krampus.
Nie, wiesz co widziałem?
Ja mnie Krampusy przerażają, to nie jest moja bajka, ja nie wiem.
To tylko Austriacy mogą wymyślić.
Nie, nie, nie.
Są dobre dzieci i są złe dzieci, które nie zapracowały przez cały rok na otrzymanie nagrody.
Kupiłem sobie bardzo dobrą wodę gazowaną z Włoch i było sympatycznie.
Zaraz, to ty tak o wodzie i chlebie tam żyjesz w tej, na tej wsi tamtej, tej brytyjskiej?
No już tak źle to nie jest.
Jeszcze jest ryż z groszkiem.
Zwanej Cambridge Jam?
Jeszcze jest ryż z groszkiem.
Nie wiem, czy kiedyś próbowałeś, to jest bardzo dobre.
Ryż z groszkiem?
To znaczy, wiesz, były takie gotowe już.
Mieszanki ryż, groszek i coś tam jeszcze.
Koledze się powodzi widzę.
Jak powodzi?
Wcale nie powodzi, to było w takich woreczkach słuchaj.
I mogłeś sobie wybrać.
Natomiast później zrezygnowałem z tego, ponieważ niektórzy zaczęli twierdzić, że ryż w woreczku i później jeszcze we wrzątku to nie jest najbardziej zdrowe.
Oczywiście.
Poza tym to jest jedzenie dla burżujów, a nie dla zdrowego... Zaraz, to teraz jeszcze tak dopowiedzmy.
Chowasz go później pod poduszkę?
Żeby tak napęczniał?
Nie, no aż takich sposobów to chyba już dzisiaj nie ma potrzeby.
Normalnie się ryż gotuje w odpowiednich proporcjach z wodą i jest...
Ale sypki?
Czy taka maść Ci wychodzi?
Jak się rozgotuje taki ryż, to jest niedobry.
Bardzo niedobry, bo szybko cukier podnosi.
Musi być odrobinę twardy, trochę sypki.
Proszę Państwa, ja myślę tak, że pewnie się spodziewaliście innej odpowiedzi od kolegi, ale skoro zaproponował nam on potrawę ryżową, to kto wie, może powinniśmy do naszego odcinka włączyć ten przepis.
Ja z chętnie go udzielę za odrobiną opłaty.
Przyznaję, że... Tak, żeby kolega znów mógł kupić sobie ryż, groszek i jeszcze wodę.
Do tego... Jeszcze bym kukurydzę dorzucił.
Jaką tu niedobrą kukurydzę w puszce mają.
To przecież mógłbyś zabrać puszki kukurydzy z Polski.
No, drugim razem chyba tak zrobię.
Poza tym, wiesz, to są takie małe puszeczki.
Ty mnie nie doceniasz, ponieważ ja tu przywiozłem swoje zupy w proszku.
O nie, o nie.
Wiesz, to mi przypomina jedną z naszych studentek, dzisiaj doktorantek, która jak się dowiedziała, że jesteś...
Wielbicielem zupek.
Nie wiem, czy sobie przypominasz na koniec naszej podróży studyjnej.
Studenci się zrzucili i kupili ci zupki.
To złośliwe było, ale ja to przyjmuję z radością.
Natomiast te zupki chińskie to jest już oczywiście całkowita desperacja.
Niezwykłe zupki w proszku, winiary mój drogi, Knorr.
Tak mi się powodzi.
Czyli tak, nie odwiedził cię Mikołaj, sam sobie Mikołaja zrobiłeś.
Krampus cię nie interesuje, bo to w ogóle niepolskie.
Krampus mnie przeraża w ogóle.
To jest niepolskie, to są germańskie pomysły, to wypieramy.
No dobrze, niech ci tak będzie.
Bo kolega tutaj tak zarzuca sieć, a sam nic nie mówi.
Wiesz, kolega szczerze mówiąc ma przez cały rok Mikołaja.
Tak się wykręca.
I mnie tu atakował, a sam się gdzieś w Łuczu po pustkowiach, bezdrożach i tutaj próbuje mnie wkręcić.
Wiesz, powiem ci tak, że jest to piękny zwyczaj.
Myślę, że to moglibyśmy się nawet nad tym zastanowić, czy to nie jest...
Jakby to nawet historycznie ująć, bo darowanie czegoś komuś jest przecież takim bardzo podniosłym aktem.
I obdarowywanie się też nawzajem jest tym bardziej.
Pamiętaj, że darowanie zawsze zobowiązuje obdarowanego.
Tutaj nie ma nic za darmo.
Ale to nie może być taki odruch, przypływ jakichś dobrych uczuć i tak dalej?
Jak w to wierzysz, to dobrze.
Ale to dlatego masz tego Mikołaja, który bezinteresownie wręcza ci te różne prezenty.
Muszę z nim porozmawiać coś na ten temat.
No właśnie, słuchaj, odbądź tą rozmowę z tym Mikołajem.
Dzwonimy?
Dzwonimy.
Cielełowski, kolego.
Tak, ciekawostki.
I ciekawostki będą i jedzeniowe, i nawet bym powiedział takie, no skoro zacząłeś od Mikołaja, to takie bardzo uświęcające, żebyś nie miał wątpliwości, jakie ja tu życzę, jakie ja prowadzę.
Proszę Państwa, pod koniec VII wieku
No gdzieś tak, w drugiej połowie VII wieku, tutaj datacja jest może sporna, choć większość wskazuje na koniec tego stulecia, powstał żywot świętego Kolumbana, pióra Jonasza z Bobbio, opowieść o cudach i cnotach iryjskiego mnicha, który starał się chrystianizować Germanów.
Tak mniej więcej, regencja, te okolice.
No i w trakcie jednej z takich wypraw zawędrował do okolic zamieszkiwanych przez swebów, choć to jak dla mnie niewiele mówiące, bo to takie plemię, które zamieszkiwało prawie całą, czy grupa, która zamieszkiwała prawie całą zachodnią część Germanii.
No ale dobrze, właśnie w okolicy Bregencji gdzieś tam zawędrował.
No i w trakcie swoich wędrówek po tym mieście, tej osadzie, w której się znajdował, zauważył, że gromadzą się miejscowi ludzie.
No i podszedł bliżej i tam patrzy, a tam takie wielkie naczynie z piwem, jak zanotował żywotopisarz, lokalnie nazywane Kupa.
I ocenił, że
Objętość tego naczynia na 20 korców, to są korce rzymskie, czyli około 200 litrów.
200 litrów piwa.
No i pyta się nasz wysłannik Boży, co Wy chcecie z tym zrobić?
A oni mu mówią, że chcą to poświęcić swojemu Bogu.
Woda nowi nie jest sprecyzowana w jakim celu, ale takie ofiary z wiktuałów dla bogów to rzecz zupełnie normalna.
No i to naczynie, to 200-litrowe naczynie, jak możesz sobie wyobrazić, było dobrze, no tak wzmocnione, no bo jednak utrzymać 200 litrów płynu to jest duży ciężar.
Nawet opisał żywotopisarz, że było specjalnie wzmocnione drewnianymi obręczami.
No i święty uniesiony tą swoją misją chrystianizacyjną tylko raz uderzył w to naczynie, a ono się rozpadło.
Ono się rozpadło.
Piwo się wylało.
Żywotopisarz odnotował, że wtedy wszyscy zobaczyli, że w tym piwie był szatan i ten szatan przez to ofiarowanie opętywał ich serca i pod tym wpływem oczywiście nawrócili się na chrześcijaństwo.
Więc jak widzisz, jak ma się takie wielkie przekonanie, że można,
No to to się zdarzy.
Mi tylko żal było cały czas tych 200 litrów piwa, bo tak sobie wyobraziłem, ile ci ludzie musieli... W kupie.
W tej kupie, tak.
Ile oni musieli tego zbierać.
Już mieli taką nadzieję na imprezkę, a tu przyszedł mąż Boży i cała imprezka popłynęła po ziemi.
Życie bywa okrutne.
Ale teraz mnie popraw, bo...
Mamy też postać wprawdzie nie świętego, ale świątobliwego człowieka w naszej literaturze.
Czy to nie Jędrzej Kitowicz pisał o mnichu Bernasiu i jego skłonnościach do picia?
Tego nie wiem, ale skłonności mnichów do picia są legendarne, to nie musiał się nazywać Bernaś.
Nawet to takie trochę jest przeciwieństwo, jeżeli dobrze pamiętam, tej twojej opowieści, bo ten Bernaś, on tam nie wylewał za kołnierz.
Wiesz co, dzisiaj jeszcze do tego wrócimy, to tak nadmienię przy okazji naszych lektur, ale faktycznie tutaj zawsze był taki problem, znaczy nie piło się wody, picie wody to było umartwianie, no bo woda była niezdrowa, nie znano jeszcze... A przed chwilą państwo słyszeli, że kolega kupił sobie wodę mineralną, gazowaną z włoka.
Ale wtedy... Boże, ja się zacznę martwić, kolego, o Ciebie.
Ale ja się umartwiałem przecież.
Ale właśnie ja się zacznę o Ciebie martwić.
Cnotliwie żyję, mój drogi.
Boże, to co się stanie, jak on tu wróci do tej Polski?
Oj, będzie szalstwo.
Zacząłem od Krampusa, to może przedstawmy bliżej tą postać, bo chyba ona nie jest do końca tak spopularyzowana, chociaż ty od razu naturalnie wiedziałeś, o co chodzi.
Więc tu oczywiście całkowicie się z kolegą zgadzam, że ten Krampus to pochodzi od niemieckiego krampen albo inaczej pazur.
I jest to element folkloru austriacko-bawarskiego.
Zalp, no bo gdzie indziej.
No i jeśli chodzi o samą postać, to najczęściej jest przedstawiana jako pół koza, pół demon.
No i tutaj w trakcie Świąt Bożego Narodzenia Krampus skaże dzieci, w przeciwieństwie do św.
Mikołaja, który te dzieci nagradzał.
I teraz, żeby tutaj trochę poprawić kolegę, bo on tutaj tak cały czas podkreślał, że to jakaś Austria i tak dalej, i tak dalej.
Postać Krampusa jest popularna nie tylko w Austrii, ale w Niemczech, no jasne.
W północnych Włoszech, dalej w Chorwacji i Słowenii.
No i teraz, co jest tutaj rzeczą ważną i to mi się strasznie spodobało, kiedy czytałem na temat tej postaci, Krampusnacht.
Słuchaj, pojawia się takie określenie Krampusnacht, mianowicie święto Krampusa jest obchodzone na dzień przed świętego Mikołaja, czyli 5 grudnia.
No i właśnie to się tak nazywa właśnie Krampusnacht.
I on wtedy tam sobie po prostu działał.
I teraz skąd się wzięła ta tradycja tego właśnie Krampusa?
Otóż w dniu świętego Mikołaja chłopcy otrzymywali generalnie prezenty.
Natomiast, co ciekawe, dziewczęta
Otrzymywały tydzień później, w dniu Świętej Łucji.
No i tutaj to jest jasne, że prezenty od Mikołaja otrzymywały tylko grzeczne dzieci, natomiast niegrzeczne otrzymywały właśnie od Krampusa.
Albo my byśmy to nazwali, że otrzymywały rózgę, bo przecież i taka tradycja u nas jest.
No i oprócz tego, że masz coś takiego jak Krampusa, to też jeszcze się pojawia inne imię Ruprechta, bo też i takie jest.
No i teraz tutaj może trochę historii, bo warto także i tutaj wrócić do tematu naszych rozważań.
Po reformacji Marcina Lutra, to właśnie Kościół wprowadził w 517 roku, czy po 517 roku, tradycję podarków w dniu Bożego Narodzenia.
Czyli zwróć uwagę, to jest dopiero wiek XVI.
No i tutaj ta postać Krampusa pojawiała się wraz z Mikołajem i porywała, zobacz, niedobre dzieci do kosza zawieszonego na plecach.
Tak więc pojawia się kolejny motyw, który często widzisz też na obrazach.
To znaczy, wiesz, kosze i tutaj właśnie chowanie tych niedobrych dzieci.
I to brało się po prostu stąd, że mieszkańcy wiosek traktowy...
Organizowali coś na kształt jakiejś tam pantomimy, właśnie przebierając się za zwierzęta, różne mityczne postaci, ale także i dzikich ludzi i organizowali barwne koroboty, dając właśnie początek archetypom dzisiejszego Krampusa i innych nadnaturalnych stworzeń.
No i jak pamiętasz, czasami zdarza się, że właśnie na wsi organizuje się różnego rodzaju przedstawienia właśnie, gdzie w takich różnego rodzaju przemarszach bardzo kolorowych obchodzi się takie czy inne święto.
No właśnie, jak tam u ciebie na tej wsi?
Słuchaj, coś się w ogóle pojawiło?
Czy w ogóle to takie...
Właściwie można powiedzieć, że ta wieś jest taka zaspana i tam się po prostu nic nie dzieje.
Wiesz co, po pierwsze bardzo mi się spodobała powieść o Krampusie, tych szczegółów nie znałem.
Jest to kolejny przykład postępującej alpinizacji, chciałem zwrócić uwagę, kultur.
Ale jeśli chodzi o zwyczaje tutaj lokalne, to ostatnio przeczytałem o bardzo ciekawym zwyczaju, z ostatnich lat chyba,
Od wina do pasożytnictwa.
Ma zwyczaj przed świętami nadużywać alkoholu.
No i wtedy oni są tacy weseli, mają te czerwone noski, no i wyglądają jak elfy.
Mają czapeczki jakieś tam.
I uszka.
I mają uszka też, bo to zimno jest, to czerwone im się robią.
No i ponieważ lokalna policja miała problem z walczeniem tego zwyczaju, to postanowiła zaprezentować taki program Elf on the Shelf.
I teraz pytanie, co jest z tą półką?
Jest takie specyficzne łóżko, które nie ma żadnych elementów wystających.
To taka izba wytrzeźwień.
No to jest izba wytrzeźwień po prostu.
I ten program reklamują w ten sposób, że pytają się, czy chcesz być elfem na półce.
Jakie to jest piękne, słuchaj.
I jest specjalny nawet hashtag w lokalnych mediach społecznościowych, elf on the shelf.
No więc są lokalne zwyczaje, ale generalnie to jest jednak Hobbiton, to jest Shire.
Tutaj ludzie są spokojni, wszystko jest płaskie.
Aczkolwiek ostatnio to jest też coś, czego ja do końca nie rozumiem.
Wyobraź sobie, że chodził tutaj po mieście człowiek z nożem.
No bo u nas jakby chodził człowiek z nożem, no to oczywiście akcja policji, broń wyciągnięta.
On chodził sobie z nożem.
Podszedł do niego policjant, grzecznie poprosił, żeby mu oddał ten nóż i on oddał ten nóż.
Ja tego kompletnie nie rozumiem, ale faktycznie tutaj policja, ponieważ nie nosi broni za sobą, mają tylko pałki, czasami tasery i gaz pieprzowy, to deeskaluje to trochę sytuację.
To znaczy z jednej strony policja jest czasami zupełnie bezbronna, no bo niewiele ma tych środków przymusu pod ręką.
Ale z drugiej strony rzeczywiście ta przemoc tutaj aż tak nie eskaluje, no bo też i policja jej nie eskaluje.
Więc takie mieszane mam uczucia.
Tym niemniej Elf on the Shelf jako lokalna tradycja Cambridge bardzo mi się spodobała.
Ale wiesz, tak się zastanawiam teraz, przecież ta nazwa jest po prostu piękna i może należałoby ją rozpropagować.
Zobacz, to jest jakaś izba, gdzie trzeba trzeźwieć.
To coś strasznego jest jako miejsce.
A poza tym trzeba zapłacić za to, to nie jest darmowa usługa.
Ale oczywiście, a co ty myślałeś?
Ja tam z tego, z tych różnych opisów pamiętam, że to zaraz jak to było, to tam, wiesz, cię rozbierano, później jakoś tam, nie wiem.
Coś takiego było.
My to, nie?
I później jak w jakiejś ubrani dostawałeś, taki fartuszek czy coś, nie wiem.
Nie wnikajmy w to za daleko.
Nie, to znaczy, ja już nie chcę oczywiście dalej opowiadać na ten temat, ale zobacz, jakby inaczej przyjmowano to, że dostałeś półkę elfa.
Tylko u nas elfy nie są tak popularne, to co by to musiało być?
Zostałeś aniołkiem.
O nie, nie, nie, nie.
Wiesz, to mogłoby opatrznie być zrozumiane.
No więc właśnie, nie wiem, nasz folklor jest dość ubogich.
Bo co, wodnikiem, szuwarkiem?
Wiesz, to jest fajne pytanie.
No nie wiem, bo chyba nie.
No bo jak wspomniałeś o tym w wodniku szuwarku, to sobie od razu pomyślałem o też żeńskiej formie, czyli wodniczce.
No właśnie.
Ale to tak jak z krasnoludami, to też obie płcie mają brody.
Tutaj nie ma lekko.
To prawda, nie ma lekko.
Dzwonimy?
Dzwonimy.
A zobacz, jest dzwonek tak na marginesie.
O, proszę państwa, polepszyło nam się.
Co kolega ciekawego chciałby nam zaprezentować?
Jakie lektury?
Może jakieś wystawy?
A kto wie, może jakieś ciekawe rozmowy?
Kolega mnie przecenia.
Przecież ja tutaj jestem w pracy.
Jak mówię, wiodę życie cnotliwe, czyli głównie przemieszczam się.
Przecież jesteś w słynnej wiosce, gdzie chyba nagromadzenie książek jest tak duże, że chyba wystarczy na całą Wielką Brytanię.
I co, i tylko wszyscy mają te książki otwarte i nie ma tam możliwości, na przykład podczas przerw, żeby zamienić słowo?
Oczywiście, że tak, ale to trzeba jeszcze chcieć zamieniać słowa.
Ja przyznaję, że ja nie jestem jakimś takim typem, który się rzuca na ludzi, żeby zamieniać z nimi słowa.
Jedni wychodzą na papierosy i na przykład korzystają z tej przerwy, żeby na przykład zagadnąć.
Ja nie palę, więc ja...
Z innych możliwości korzystam.
Nie przerażasz w ogóle jakaś myśl, żeby zagadywać obce osoby.
Przecież człowiek jest sam w sobie, z sobą, dla siebie i się dobrze czuje, a ja mam go napadać i go zagadywać.
Od razu napadać indywidualistana.
Nie, znaczy ja lubię ludzi, ale nie lubię zagadywać.
Niedobrze, zady.
Nie lubię zagadywać.
Oczywiście ciekawe rozmowy jak najbardziej są, ale...
Nie wiem jak to jest, ale za każdym razem, kiedy spotkam się z ludźmi z naszego grona akademickiego w różnych częściach Europy, to nie słyszę wielu optymistycznych rzeczy i w zasadzie nie bardzo wiem, co miałbym referować, bo jeśli nawet w tym świecie akademickim najlepszych uniwersytetów, no bo umówmy się, Cambridge razem z Oxford się wymieniają jako najlepszy uniwersytet na świecie.
A słyszę o takich problemach organizacyjnych, które powodują, że nawet powiedziałem jednemu z moich rozmówców, żeby mnie nie załamywał, bo zawsze traktowałem Cambridge jak latarnię, światło, a to nie jest światło i nie jest latarnia, jak spojrzysz od środka.
Więc nawet nie chcę tego referować, bo mnie to też przygnębia, wolę skupić się już na książkach.
Książka nie najnowsza, 2014 rok, ale jakże ciekawa.
Food, Eating and Identity in Early Medieval England, czyli jedzenie...
Jedzenie, jedzenie, może żywność, jedzenie i tożsamość we wczesnośredniowiecznej Anglii, czyli w zasadzie precyzyjnie rzecz ujmując w X wiecznej, XI wiecznej Anglii, czyli w tym okresie anglosaskim, kiedy już Królestwo Anglii funkcjonuje.
Dlaczego jest to książka ciekawa?
Oczywiście nie obejmuje ona całego zakresu jaki sugeruje.
Zazwyczaj już od lat, proszę Państwa, jeśli mamy tytuły książek, to one więcej obiecują niż książka zawiera.
To klasyczny chwyt marketingowy, trzeba nadać taki tytuł, żeby od razu chciało się go przeczytać, a potem drobnym drukiem jest,
Przypadek, nie wiem... Szkocki.
Nie, nawet to by było za dużo.
Przypadek Sędziszowa, smutnego, ulica 14A w latach tam 24-25, to mniej więcej tak wygląda, ale w tym przypadku, mimo tego, że jest to dużo bardziej ograniczone niż właśnie tytuł sugeruje, książka jest ciekawa, ale jest też ciekawym przykładem jakby dla nas, w tym sensie, że my
Że nasze spojrzenie na średniowiecze jest, nie powiedziałbym wypaczone, ale ukształtowane przez polskie źródła i przez taką generalną matrycę, jak wyobrażamy sobie, że średniowiecze funkcjonowało.
No i mamy tych królów, rycerzy,
Mamy społeczeństwo podporządkowane Klerowi, mamy dominację chrześcijaństwa i nauczania, które prowadzi zarówno ten Kler diecezjalny, jak i zakonny i tak dalej, i tak dalej.
No i jakiś jakby kryzys, czy zmiana tego poglądu zaczyna się gdzieś tam w XV wieku, no bo i to i husyci, i jakieś zaczynają się ruchy krytyki wobec Kościoła i tak dalej, i tak dalej.
No ale tutaj mamy XI wiek.
Datacja utworu, na podstawie którego ta praca powstała, jest dyskusyjna, ale przyjmuje się, że jest to przełom X, początek XI wieku.
Utwór, który był analizowany w tej książce w czasy postu, taki tytuł The Seasons for Fasting,
Jest niezachowany do dziś w oryginale, są tylko jego odpisy, ale odpisy sporządzone stosunkowo wcześnie, więc mamy możliwość zapoznania się w staroangielskim, akurat lokalny dialekt łeseksku tutaj dominuje, ale nieważne.
W każdym razie jest to utwór, który został napisany z punktu widzenia człowieka zatroskanego o obyczaje, ale zatroskanego o obyczaje kleru i krytykującego zachowanie się kleru i to tak pryncypialnie z jednej strony, a wchodzi w grę kwestia zwyczajów dotyczących poszczenia w trakcie tzw.
suchych dni, czyli
Co kwartał dodatkowy post, który występuje, ale najważniejsze jest to, że jest to element, który towarzyszy bardzo żywemu opisowi tego, w jaki sposób zachowują się duchowni.
Ale zachowują się w odniesieniu właśnie do jedzenia i picia.
Jest w tym utworze, nie jest jakiś bardzo obszerny, tam jest chyba około 200-300 wersów, ale jest taki obraz, w którym duchowny odprawia poranną mszę, czyni to szybko, niezbyt nawet dokładnie.
Po czym od razu biegnie do tawerny.
Biegnie do lokalnej tawerny, ponieważ zmęczył się odprawianiem mszy.
Siada, jest wczesny poranek, siada przy stole, raczy się piwem, ostrygami i rybami.
No ktoś mógłby pomyśleć, że no okej, to przecież nic złego, ale problem polega na tym, że on po pierwsze tymi rybami raczy się nie w ramach postu, bo też mamy takie wyobrażenie, że ryby to jest pożywienie postne.
Natomiast w tym czasie ryby były pożywieniem wręcz przeciwnie świątecznym.
Nie było ich wcale tak dużo, to pewnie też zależało od rejonu, w którym się znajdowano.
Nie są to jakieś solone śledzie, ale wyraźnie są to ryby albo słodkowodne, albo jakieś bardziej wysublimowane.
Towarzyszy temu też zajadanie ostryk.
Świeży chostryk, którymi się raczy tenże duchowny i rozgląda się patrząc na zwykłych ludzi, folkemana, którzy biegną do swoich zajęć.
Czyli z jednej strony mamy zapracowane społeczeństwo, które stara się jakoś przeżyć i zdobyć środki do następnego dnia, żeby mieć co zjeść.
A z drugiej strony mamy duchownego, który zasiada przy stole, patrzy z wyższością na ten świat, który się przewala i raczy się tymi ostrygami, rybami, popija piwo, a czasami nawet sięga po wino.
Żeby głębiej zrozumieć jeszcze znaczenie tego obrazu, trzeba też spojrzeć na to, w jaki sposób zwłaszcza wino występuje w tej wczesnośredniowiecznej literaturze.
Są też takie zagadki.
Taki fragment specyficzny anglosaskiej kultury literackiej i tam bardzo często pojawia się rzeczywiście, no bardzo to przesadziłem, ale czasami pojawia się wino w kontekście rozmaitych świąt, w których biorą udział członkowie społeczeństwa, ale co ciekawe, temu winu bardzo często towarzyszy kwestia erotyczna.
Czyli jeżeli raczysz się winem, to licz się z tym, że będzie to pociągać za sobą najprawdopodobniej jakąś formę
Od wina do pasożytnictwa.
Leniuchując w obliczu pracowitego społeczeństwa i dodatkowo raczy się tym winem, ściąga na siebie jeszcze większe podejrzenie, że oprócz tego wina coś tam jeszcze nieczystego się w jego życiu kryje, bo to też trzeba zdawać sobie sprawę, wtedy na wyspie już w X i XI wieku celibat był oczekiwany bardzo mocno od duchownych.
Ale wszystko to zmierza do takiej konkluzji, którą stara się przedstawić tutaj autor tego poematu, ale też i my, wędrując wraz z nim po tym wnętrzu takiej piwiarni czy takiego miejsca, gdzie się je, staramy się sobie
Mianowicie, że te grupy społeczne, które biorą udział w różny sposób w swoich zobowiązaniach wobec społeczeństwa, jakby muszą się liczyć z tym, że ich zobowiązania są oceniane, to znaczy, że duchowny
Nie jest zwolniony z bycia przydatnym dla społeczeństwa.
Jeżeli on nie wypełnia dobrze swojego zobowiązania wobec społeczeństwa, to znaczy nie zachowuje się godnie, nie przestrzega tych zaleceń, które dotyczą ludzi żyjących zgodnie z nauczaniem Kościoła, jeśli on sam tego nie robi,
To nie jest godny być kapłanem, to nie jest godny oczekiwać tego, żeby inni płacili na jego życie, bo jest zwykłym pasożytem.
I zwróć uwagę, mamy 10, 11, początek 11 wieku, to jest czas, kiedy w Polsce dopiero chrystianizacja się zaczyna i my mamy trochę taką wizję, że
Rzucają się ludzie na kolana, że to jest taki czas heroiczny, że w ogóle kościół jest czysty i tak dalej.
Nic z tych rzeczy.
To znaczy w krajach, gdzie duchownie od jakiegoś czasu już funkcjonują, oni są normalną częścią społeczeństwa.
Są oczywiście ludzie pobożni, ale w codziennym obcowaniu dla osób żyjących w ramach tego społeczeństwa świeckiego jest oczywiste, że całkiem sporą grupę z tych duchownych
Tworzą ludzie zupełnie niepotrzebni, źle wypełniający swoje zobowiązania, ale też najzwyczajniej w świecie, że duchownych jest za dużo.
Stanowią oni taką grupę, która pasożytuje na świeckich, a nie zapewnia im tego, co powinna.
I w związku z tym, kontynuując nasze rozważanie, bo pamiętałem Państwa, że poprzednio mówiłem też o piciu alkoholu, o Trunkenheit, warto się zawsze zastanowić, w którym miejscu się oddaje takim trunkowym posiedzeniom, bo tutaj ten duchowny, który jest krytykowany, postąpił wyjątkowo niezręcznie, bo on sobie po prostu siadł na zewnątrz tego alehouse,
Wprowadzono jakiś czas temu zakaz picia w miejscach publicznych alkoholu i niektórzy obchodzą to pijąc w torebkach.
Pamiętasz?
Tam takie brązowe torebki papierowe były.
Tak właśnie.
No właśnie.
W ten sposób możesz jednak spełnić to oczekiwania, o którym przed chwilą wspomniałeś.
No nie jestem przekonany, bo tam naprawdę bardzo tak podkreśla się, że ten mnich siedząc nie tylko zajadał te ryby, ale te ostrygi, że otwierał je nożem, więc to ktoś bystro obserwował, jak on się tam objada, jak ta woda mu ścieka po twarzy.
Cóż, niewiele to ma wspólnego z tym, o czym kolega wcześniej mówił, czyli o umartwianiu się.
No więc to jest życie, nie?
Ale to też jest fajne, że, znaczy, mówię, dla mnie to cały czas tutaj to porównywanie naszych wyobrażeń takich potocznych, bo akurat jest tak, że razem z dziećmi, z moim najmłodszym synem, douczam go historii, ale
Kiedy patrzę na to, w jaki sposób tej historii się uczy, to jest to smutne.
Jest taka przepaść między tym, jak wygląda bieżąca wiedza historyczna, a tym, jak wygląda edukacja historyczna naszych dzieci, że tylko mogę westchnąć.
Ale to już temat na inną rozmowę.
No bo ostatnio żeśmy tak przedłużyli.
Ostatnio przedłużyliśmy.
Słuchaj, więc tak.
Ja podzielę się, trzeba, rzeczami, które wydaje mi się warte.
Otóż tak, krótko o jednej z konferencji rocznicowych, w których brałem udział.
Będzie też o jednej wystawie i o jednej książce.
To zaczynam od konferencji rocznicowej.
Otóż kilka dni temu uczestniczyłem w bardzo ciekawej konferencji zorganizowanej przez, i tutaj pozwolę sobie przeczytać, bo nazwa jest długa, Centrum Kompetencji i Koordynacji Języka Polskiego.
Skrót jest może bardziej znany w tej nazwie COCOPOL.
Otóż w centrum to
Popularyzuj lub giń.
Oraz, co też jest nie mniej ważne, poprawa komunikacji z naszym sąsiadem, przy czym to teraz tak, z sąsiadem Niemiecą może tak, czyli Polską.
O, tak to chyba będzie lepiej.
Można to lepiej sformułować.
I co przyświeca Centrum ogólnie, generalnie, to też oczywiście promowanie ogólnoeuropejskiej, parterskiej współpracy.
Siedzibą w centrum jest klasztor, który z pewnością dobrze znasz w St.
Marienthal w Ostritz.
Centrum to jest prowadzone przez Fundację Międzynarodowe Centrum Spotkań w St.
Marienthal.
Dlaczego wspominam o tym?
Nie tylko dlatego, że tu chciałbym pięknie podziękować organizatorom tej konferencji, dyrektorowi Gunnarowi Fillerowi, ale także i dr Magdzie Telus za zaproszenie i za gościnę, ale była to dla mnie okazja też, żeby wysłuchać kilku ciekawych wystąpień, zwłaszcza nauczycieli praktyków, którzy
Od wina do pasożytnictwa.
Popularyzuj lub giń.
Tutaj trzeba przyznać, że w ostatnich latach Centrum odniosło ogromne sukcesy.
Jest to oczywiście też możliwe dzięki dodatkowemu finansowaniu, które udało się pozyskać.
Nie będę mówić o okolicznościach pozyskania tych środków, bo bardzo dobre sprawozdanie z tej konferencji napisał nasz przyjaciel Marek Pędziwol, tak więc do tego sprawozdania odsyłam.
Ale z ogromną przyjemnością wysłuchałem właśnie tych wystąpień nauczycieli praktyków, którzy dzielili się swoimi doświadczeniami.
I to, co mnie bardzo ujęło, to to, że podczas tej konferencji była też okazja do tego, żeby wysłuchać wypowiedzi samych uczniów, którzy przez chwilę za pomocą łączy elektronicznych nawiązali z nami kontakt.
Przygotowali różnego rodzaju
Krótkie przedstawienia, w jaki sposób uczą się języka polskiego, jak można uczyć się tego języka, bawiąc się.
I słuchaj, ten entuzjazm, to było coś niebywałego, coś pięknego.
I teraz, żeby zachęcić ciebie, ale także i państwa do sięgnięcia po materiały tego właśnie wspomnianego przeze mnie Centrum Kompetencji i Koordynacji Języka Polskiego,
To Centrum to od kilku lat wydaje czasopismo regularnie pod tytułem Polonus.
Jest to czasopismo
Po polsku i po niemiecku.
Jest to czasopismo, które obok wersji tej tradycyjnej papierowej jest także dostępne w internecie.
Tak więc każdy z Państwa może sobie to czasopismo ściągnąć na swój komputer i w chwili wolnej
Nie koncentrują się tylko na nauce języka polskiego, chociaż oczywiście jest to w centrum zainteresowania, ale także znajdziecie Państwo tam sporo artykułów dotyczących kultury polskiej, ale także elementów historii, bo także z nauką języka polskiego, także jako języka kraju pochodzenia
Te tematy również są związane.
Znajdą Państwo też oprócz tego dokumentację konferencji naukowych, które były organizowane przez Centrum.
I tu przed sobą mam dokumentację.
Ostatniego spotkania, to właściwie można powiedzieć przedostatniego spotkania, bo z tego nowego jeszcze nie ma, w którym uczestniczyłem, ale z tego wcześniejszego i konferencja ta odbyła się pod tytułem powiązanie językowe, wielojęzyczność w dzisiejszym regionie, Saksonia, Dolny Śląsk, dawniej i dziś.
Bardzo ciekawy materiał, bardzo ciekawe teksty.
Także i ten tom jest dostępny w wersji elektronicznej, więc możecie państwo zapoznać się z tymi materiałami.
Jeden temat, który tak, ponieważ zapytałem się, czy masz okazję do rozmowy, czy też nie, to jak wiesz, należy do tych, którzy...
Korzystają z faktu, że są właśnie na różnych spotkaniach i ja chętnie rozmawiam po prostu z ludźmi, żeby się dowiedzieć, czego nie dowiedziałbym się może w innych sytuacjach.
I tak miałem okazję porozmawiać z jedną z nauczycielek.
Rozpoczęliśmy od podręcznika polsko-niemieckiego, który wydawałoby się, że jest używany w szkołach w Polsce, w Niemczech, no ale z tym nie zawsze jest najlepiej.
Ale ona dzieliła się swoimi uwagami właśnie na temat tego podręcznika i uznała, że ona nie będzie używać tego podręcznika.
Dlaczego, jak sądzisz?
No nie mam bladego pojęcia.
Znaczy nie dlatego, że jest w nazwie polsko-niemieckie, chociaż tytuł tego podrecznika jest Europa... poczekaj, jak to jest?
Boże, widzisz, to już zapomniałem, ale to zaraz się poprawię.
No dobra, ale jeszcze tylko sprecyzuj mi, to była nauczycielka ucząca w Niemczech, czy w Polsce?
W Niemczech, w Niemczech, tak.
To była nauczycielka, która w Niemczech uczyła.
No nie wiem, że nie przygotuje jej uczniów do różnorodnego świata, tylko skupi ich w za dużej mierze na relacjach polsko-niemieckich.
No nie, no nie.
No wiesz, czego jej zabrakło i to jest to, o czym zacząłem się zastanawiać.
Zabrakło jej polskiej martyrologii.
Wiesz, to była też taka moja pierwsza reakcja, co tak naprawdę autorka czy pani ma na myśli, więc tak próbowałem dopytać, ale szczerze mówiąc nie dowiedziałem się za dużo, poza jakimiś takimi ogólnymi sformułowaniami, że tutaj nadużywa się tych określeń polskie obozy koncentracyjne,
W podręczniku są określenia polskie obozy koncentracyjne?
Ten podręcznik nie podejmuje tej kwestii.
Taka, żeby uwrażliwić młodych ludzi, że nie powinno się używać takich określeń, które jej zdaniem funkcjonują w Niemczech i co rusz ona czyta o tym, że taka gazeta czy inna właśnie na ten temat napisała itd.
Ja wysłuchałem to z ciekawością, już nie polemizowałem, bo znasz mnie, że czasami to nie najlepiej się później kończy, ale w każdym razie przyjąłem to do wiadomości i tak się zacząłem zastanawiać, jak to faktycznie z tą martyrologią jest i czy to jest właśnie taki temat.
Który powinien się pojawiać częściej podczas zajęć właśnie z historii i tu też bardzo nietypowych zajęć z historii, bo przecież jednak nieskierowanych
Od wina do pasożytnictwa.
Popularyzuj lub giń.
Już wspomniałem przy innej okazji, że przykładowo w Hesji uczniów, tak jak to się ładnie określa, z tym tłem migracyjnym jest ponad 40%, tak więc to trudno mówić o takich typowo niemieckich klasach, albo inaczej o klasach złożonych tylko z uczniów niemieckich.
I teraz tak.
Jeszcze, wiesz, szybko sprawdzam ten polsko-niemiecki.
Zobacz, bo to jest tak, że wyleciało mi przed chwilą.
Ale już tak się zastanawiam, bo ta pani, rozumiem, ta pani uczyła co?
Uczniów, obywateli Niemiec, tak?
Przecież wiesz, to nie tylko tak do końca, bo to byli też uczniowie, którzy uczyli się języka polskiego lub też chcieli się uczyć języka polskiego.
Mogli mieć obywatelstwo niemieckie oczywiście, pochodzenia polskiego, więc tutaj już nie dociekałem, jaki jest ich status.
Tak myślę, że zapewne, żeby móc zrozumieć kulturę polską, czy nawet funkcjonowanie współczesnej komunikacji politycznej w Polsce, to przekazać tą wiedzę o wyczuleniu, czy o nośności tematu martyrologii polskiej.
Raz, że ja nie jestem przekonany, czy rzeczywiście to koncentrowanie wokół martyrologii jest takim przekazem, który pozwoli tym dzieciom zainteresować się Polską, a nawet jeśli zainteresować, to czy pokazywanie nas jako wieczną ofiarę jest rzeczywiście takim zabiegiem, który oddaje sprawiedliwość tym wszystkim, którzy budowali tę Polskę, pracowali dla tej Polski.
No naprawdę, nie wiem.
Ale to na pewno jest ciekawy temat dla samych nauczycieli i też dydaktyków, na ile właśnie ten temat, który moglibyśmy potraktować bardzo ogólnie też, jest ważny.
Może dotrzeć, jeśli chodzi o przekaz, do uczniów tych właśnie o zróżnicowanym pochodzeniu, o może tak to określę, czy to nie będzie rzucenie ich trochę do takiej głębokiej wody.
To znaczy, że z jednej strony będą rozumiały, co czytają, ale nie do końca będą wiedziały, co czytają.
Bo to też może być taki problem.
Wiesz, od razu sprawdziłem.
Europa nasza historia.
Przepraszam państwa, bo właściwie powinienem bez zająknięcia wymienić ten tytuł, ale jakoś tak mi umknęło.
I teraz tak.
Bardzo ciekawą i chętnie ją polecę.
Ponieważ jest to wystawa szczególna.
I jest to wystawa pod tytułem Herkules hate and anti-hate.
Czyli Herkules bohater i anty-bohater.
Więc posłuchaj.
W Singerze, w Dreźnie.
I teraz czego ona dotyczy.
Jest jedną z, właściwie można powiedzieć, najpopularniejszych postaci mitologicznych starożytności.
To chyba nie muszę nikogo przekonywać.
Czasami występuje też jako Herakles, bo to po grecku.
No i teraz wszyscy, chyba bez zająknięcia, w przeciwieństwie do mnie w kontekście podręcznika polsko-niemieckiego, wymienią główne działania Herkulesa, jak chociażby
Nieco mniej rozpowszechnione jest przekonanie,
Wspaniały sposób.
Otóż co postanowili zrobić?
Otóż z całej Europy, poza zbiorami oczywiście drezneńskimi, ściągnęli i przygotowali różne motywy związane z Herkulesem.
I od starożytności po współczesność.
I tutaj masz przedmioty, różne artefakty, obrazy, rzeźby z Rzymu, z Paryża, Madrytu, z Monachium czy też z Kopenhagi.
Nie zabrakło też sporo grafik, bo także i one tutaj odkrywają znaczącą rolę.
I to, co możesz zobaczyć, to zobaczysz oczywiście różne motywy związane tutaj z tą postacią Herkulesa.
Czyli jest sporo takich odniesień do prac Herkulesa, ale też na przykład do stawiania Herkulesa jako wzoru przez niektórych władców i tak od właściwie Aleksandra Wielkiego, kończąc na kim?
Na Augustie naszym mocnym, tak więc królu polskim.
I bardzo ładne jest to przedstawienie Baltazara Permozera, które jest właśnie do zobaczenia.
Saksoński Herkules, bo to właściwie się znajduje na jednym z pawilonów muru obronnego drezdnińskiego Zingeru.
No i teraz tego Herkulesa pokazuje się często jako silnego i cnotliwego.
No i teraz co jest ważne i to jest ciekawe i tutaj się pojawia ten antybohater, że w niektórych sytuacjach ten Herkules po prostu zachowywał się niehonorowo.
Popadał w nałogi lub popełniał okrutne niesprawiedliwości.
No i tutaj różne przykłady możesz zobaczyć.
I ta wystawa nie jest tylko poświęcona Herkulesowi jako bohaterowi, ale także jako antybohaterowi.
Czyli pokazuje też, jak właśnie ta narracja na nas bardzo mocno wpływa i też jak trwały jest ten mit.
Ponieważ, i teraz to, co mnie się strasznie spodobało na tej wystawie, nie zapomniano też o popkulturze, to znaczy o funkcjonowaniu Herkulesa czy Heraklesa w kulturze masowej.
I tutaj autorzy
Zrobili nam taki przegląd fragmentów filmów od końca XIX wieku po współczesność.
I tak jak usiadłem i przez chwilę obejrzałem sobie wybrane filmy, część z nich znałem, część z nich nie znałem, ale bardzo mi się spodobał ten rozwój techniczny filmu, tzn.
12 prac Herkulesa i walka z tymi różnymi...
Jak te filmy faktycznie się zestarzały, ale z drugiej strony to było bardzo ciekawe.
Ale na jeden z obrazów chciałem zwrócić szczególnie uwagę, który przykuł moją uwagę i tak stałem, stałem przez dłuższą chwilę i nie mogłem się nadziwić.
Wysłałem ci, Przemku, ten obraz, żebyś także i ty mógł sobie na niego zobaczyć.
Mianowicie chodzi o obraz Lukasa Kranacha Młodszego.
Które znajduje się w zbiorach sztuki w Treśnie.
Pod tytułem Der Schlafen der Herkules und die Pygmejen.
Śpiący Herkules i Krasnale.
Albo Pigmejczycy, bo chyba tak też jest zatytułowane.
Śpiący Herkules i Pigmeje.
I to jest bardzo ciekawy przykład połączenia z jednej strony mitu, ale z drugiej strony krajobrazu też saksońskiego, także tutaj te krajobrazy są bardzo widoczne.
Ale nie wiem, czy to widzisz na tym zdjęciu, które ci wysłałem, obrazu, że...
Te pigmeje robią z tym biednym Herkulesem śpiącym.
Tak, nie tylko atakują, ale zobacz, tam jeden ma nawet piłę i próbuje odpiłować jego część nogi.
Ale ja chciałem zauważyć, że Herkules jest wyjątkowo spokojnym człowiekiem, bo nawet ma strzałę wbitą w brodę, ale go to w ogóle nie rusza.
On sobie śpi.
Nie chcę tutaj od razu wymieniać różne skojarzenia, które...
Stojąc i analizując sobie ten obraz, ale miałem pewne skojarzenia, ale pozostawię, to może poza programem przekażę ci, ponieważ trzeba od razu dopowiedzieć, że jest drugi obraz, który również jest prezentowany obok.
To jest z kolei Herkules zbudzony przez pigmejów i tutaj sytuacja się odwraca.
Znaczy, on sobie spokojnie ich tam przegania.
Daje sobie radę.
Krótko mówiąc, daje sobie po prostu radę.
Wystawa prezentowana Zwingerze, wystawa czasowa, którą serdecznie polecam.
Herkules, bohater i antybohater.
I wystawa, co może Państwa też zainteresuje, a mam nadzieję, że kolegę również, jest eksponowana
Od 22 listopada tego roku do 28 czerwca przyszłego roku.
Tak więc jest jeszcze sporo czasu, żeby tą wystawę sobie obejrzeć.
Wystawie towarzyszy pięknie wydany katalog, tak więc można sobie o postaci Herkulesa spokojnie poczytać i uzupełnić swoją wiedzę.
I już na koniec, jeżeli pozwolisz, to tylko taka krótka zapowiedź, ponieważ tutaj jeden z kolegów, redaktor gazety...
Lokalny poprosił mnie o przygotowanie materiału na temat Oleśnicy Małej, jednej z sąsiednich wsi oławskich, czy podoławskich.
I znalazłem bardzo ciekawy tekst niemieckiego poety, karykaturzysty, rysownika i malarza, Jachiba Ringelnatza, który to
Przez rok prawie pracował w Oleśnicy Małej w majątku hrabiów Jorków von Wartenburgów i pozostawił po sobie przepiękny opis tego właśnie majątku, łącznie z opisem samego zamku, także wyposażenia tego zamku, a tylko przypomnę, że
Rodzina Jorków von Wartenburgów była znana między innymi z ogromnego księgozbioru, zresztą takiego wyszukanego księgozbioru, który po II wojnie światowej został praktycznie zniszczony, rozproszony.
Pojedyncze tomy z tej biblioteki znajdują się praktycznie we wszystkich bibliotekach w Europie.
W każdym razie, ten opis dotąd nie był tłumaczony na język polski, tak więc przetłumaczyłem już ten tekst.
Jest to bardzo obszerny tekst i być może w jednym z numerów następnych Gazety Oławskiej.
Ukaże się to właśnie tłumaczenie.
A wspominając o Joachimie Ringelnatsu, sięgnąłem po publikację, która dotąd jakoś umknęła mi.
I to chciałbym troszeczkę też spopularyzować, bo wydaje mi się, że szkoda, żeby ona jakoś nie została zauważona czy też umknęła.
Otóż kilka lat temu, kilka lat temu, już zaraz jeszcze to sprawdzę.
Tak, w 2017 roku Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, MOCAK, wraz z Centrum für Folkze Künste in Zollingen, zorganizowało wystawę prac malarskich, Jachima Rigelnatsa.
Ukazał się też pięknie ilustrowany katalog do tej wystawy.
Joachim Ringelnatz.
Poezja i sztuka na progu nazizmu.
Jest to wydanie dwujęzyczne, polsko-niemieckie.
Tak jak wspomniałem, przepięknie ilustrowany katalog.
I zachęcam do sięgnięcia też po tą publikację, bo nie tylko dowiadujemy się więcej o samym autorze,
Ale także mamy okazję zapoznać się z jego twórczością, zwłaszcza malarską, ale także jest sporo tekstów literackich, które tu w tłumaczeniu na język polski również autorzy i redaktorzy tekstów
Delfina Jałowik i Jürgen Komkyta
Taka, żeby zachęcić cię do sięgnięcia, tylko tak się właśnie zastanawiam, który to mógłby być taki, który by cię mógł zainteresować.
Albo zrobię to, wiesz, może przy następnej okazji, albo nie.
Wiesz co, przeczytam ci może znaczek pocztowy.
Chciałbyś?
Dobrze, ależ proszę cię bardzo.
Bardzo cię proszę.
Już w tłumaczeniu.
Znaczek, gdy go przylepiano, miał przygodę niesłychaną.
Polizała go królewna, stąd tragedia znaczka Rzewna.
Chciał całować ją namiętnie, lecz rozkleił się doszczętnie.
Oto przykład beznadziei, gdy się w życiu nic nie klei.
Podziwiam finezję metafory w tym momencie, głębię językowej zręczności, ale poprzestanę na tym.
Czyli rozumiem na tradycyjnym znaczku pocztowym.
O, powiedzmy, tak to ujmijmy, tak to ujmijmy.
No widzisz, ale ta czynność po prostu zaklejania tego znaczka, czy naklejania tego znaczka, no już teraz możesz wiązać się z Joachimem Ligelnacem i jego sposobem patrzenia na znaczek.
Dzwonimy?
Dzwonię.
Tak, bo wiesz co, ostatnio ci, którzy mają Spotify, zapewne cieszą się tak zwanym Rapt, czyli przeglądem tego, co słuchali w ciągu roku, ale ja przy okazji też zacząłem szukać podcastów historycznych, w tym akurat serwisie i wiesz, uderzyły mnie dwie rzeczy, to znaczy, że mamy
To, że takich sposobów popularyzacji ze strony specjalistycznych środowisk praktycznie nie ma, to jest jedna rzecz.
Druga rzecz, że te, które są realizowane przez wyspecjalizowanych twórców cyfrowych.
To jest ciężka praca i rozpowszechnianie tego contentu to po prostu praca na cały etat, nie ma o czym mówić.
To są najczęściej bardzo niejednorodne, bardzo rozproszone, sensacyjne odcinki, a co jeszcze mnie bardziej zaskoczyło, że są podcasty, które są za swoistym paywallem, czyli żeby słuchać trzeba zapłacić subskrypcję.
I przeglądając te polskie podcasty dotyczące historii,
Zacząłem się też zastanawiać nad tym, w jaki sposób nasze środowiska, te wyspecjalizowane środowiska, mają przyczyniać się do popularyzacji wiedzy historycznej.
Bo wiesz, to co chwilę gdzieś tam odżywa w jakimś ministerstwie czymczyowym, że o, rzeczywiście powinniśmy popularyzować naukę, bo zaufanie do nauki spada i tak dalej.
Złośliwie powiem, rychło w czas się wszyscy orientują, ale mniejsza o to,
Pytanie, jak to zrobić?
Wiesz, u nas na naszej uczelni, nie zdradzając jaka to uczelnia, jest wyspecjalizowane studio nagrań, gdzie można nagrywać audycje telewizyjne, wideo.
Żaden z pracowników wedle mojej wiedzy nie ma dostępu, poza tam gronem, który jest jakoś związany z daną jednostką.
Zachęty do tego, żeby popularyzować wiedzę są oczywiście bardzo wzniosłe, ale nie idzie za tym żadna sprecyzowana infrastruktura, która pozwoliłaby nie tylko nagrać cokolwiek, przygotować cokolwiek, ale potem kompetentnie dystrybuować tę treść.
I już tu wracam, czy idę do tej myśli ostatecznie.
Jaka w tej sytuacji ma być rola uczelni wyższych?
To znaczy, czy widzisz, nie wiem, w Niemczech na przykład, bo ja przyznaję, że ja dokładnie ten sam problem mam z innymi środowiskami w Europie, że
Zdarzają się takie, na przykład w Stanach Zjednoczonych niektóre ośrodki medyczne, akademickie mają swoje TED-eksy, mają podcasty, mają bardzo różne działania takie, które promują nowoczesną wiedzę z zakresu badań nad zdrowiem, nad biologią człowieka.
Ale już jeśli chodzi o historię, to miałbym duży problem ze wskazaniem takiego zaangażowania instytucjonalnego, takiego naprawdę poważnego, a nie w stylu, a to damy Ci brand i spróbuj pod tym brandem coś zrobić.
Właśnie w popularyzację wiedzy historycznej.
Tutaj poruszyłeś bardzo ważny temat, bo to jest też i tak, że w tym semestrze mam zajęcia z grupą studentów.
Te zajęcia są nazwane jako e-historia, ale równie dobrze moglibyśmy je nazwać jako historia cyfrowa.
I to, co próbuję ze studentami zrobić, to przede wszystkim zachęcić ich do tego, żeby skorzystali z trzech formatów, które jakoś tak dominują, jeżeli chodzi o popularyzację historii.
Pierwszy format to jest blogowanie i pisanie krótkich tekstów, zwłaszcza na tematy, którymi się zajmują, bo przecież tu nie chodzi o to, żeby wymyślać jakieś nowe tematy, ale dzielić się po prostu różnymi uwagami, spostrzeżeniami,
Które mają w trakcie pracy nad właśnie swoimi tematami.
I tutaj, żeby troszeczkę sytuację skomplikować, to postanowiłem włączyć sztuczną inteligencję, żeby pokazać im, że to jest kolejne narzędzie, które pozwala im usprawnić te właśnie teksty.
A przede wszystkim mieć też taką może...
Świadomość, że korzystając właśnie z tych narzędzi po prostu uczą się ich i robią to w sposób praktyczny, czyli nie są kolejnymi teoretykami, którzy wiedzą, że coś takiego po prostu jest, może wiedzą też jak to funkcjonuje, ale też sprawdzają w praktyce jak faktycznie to wychodzi.
I to jest pierwszy format.
Drugi format to jest podcast.
I faktycznie to, na czym mi zależy, to przekazać też w ten sposób, że dzisiaj podcast każdy może nagrać.
Mamy bardzo dobre narzędzia do tego, mamy przecież smartfony.
Zadałem pytanie studentom, czy przeczytali instrukcję obsługi.
Od wina do pasożytnictwa.
Zorientowali się, jakie mają narzędzia, czy mogą na przykład nagrać krótką rozmowę.
To co jest im potrzebne, żeby taką rozmowę nagrać i to czy będzie sprawiać im przyjemność.
I trzeci taki format, wideo vlog, to znaczy, żeby w takiej krótkiej wypowiedzi, ona nie ma długo trwać, będzie trwała około minuty, półtorej.
Podzielili się swoimi wrażeniami w pracy i nad tym tekstem na bloga, w pracy nad podcastem, bo tematem, który im zaproponowałem, to żeby podczas tej rozmowy, to może być rozmowa solo, to może być też rozmowa z drugą osobą.
Podzielili się swoimi uwagami na temat, dlaczego studiują historię.
I właśnie podczas tej prezentacji już na wizji mogliby się podzielić tymi różnymi swoimi doświadczeniami.
To wszystko będzie zamieszczone na stronie internetowej.
Strona już jest gotowa, za chwilę ją odpalimy.
I teraz może przy długim wstępie...
Chciałem zwrócić uwagę po pierwsze na to, że w programach naszych studiów mało jest takich właśnie zajęć, które by pokazywały, że popularyzowanie historii jest równie ważne jak badanie historii, jak tworzenie różnego rodzaju opracowań naukowych.
I mam takie wrażenie, że nie zawsze zwracamy na to po prostu uwagę.
Oczywiście możesz zapytać, jaka jest infrastruktura, czy mamy w ogóle narzędzia do tego.
Zgoda, to prawda, nie mamy tej infrastruktury.
Ją trzeba po prostu sobie samemu stworzyć.
Ten warsztat sami tworzymy.
Ale moje zdanie jest takie, że na tym etapie, kiedy chcemy pozyskać różne osoby do realizacji takich czy innych formatów, to możemy im pokazać, że za pomocą prostych narzędzi
Którymi dysponujemy już dzisiaj.
Możemy takie pierwsze wprawki zrobić i zobaczyć jak nam to wychodzi, bo może się okazać, że jeden świetnie pisze teksty, jeszcze ktoś inny bardzo dobrze się wypowiada do mikrofonu, a jeszcze ktoś inny czuje się świetnie przed kamerą i chętnie występuje na wizji.
Więc...
To jest pierwsza bariera, którą trzeba po prostu przejść i myślę, że to jest trochę zadanie także i dla nas, ażeby zwrócić baczniejszą na to uwagę, bo nie liczyłbym tutaj za bardzo na takie czy inne ministerstwo, bo tak jak wspomniałeś wcześniej, to są po prostu różne mody, to są różne okresy, kiedy jeden sobie przypomina o czymś tam, ktoś inny zapomina, jeszcze inny ktoś sobie znów przypomina i tak dalej, i tak dalej.
Ale jest jeszcze druga rzecz, która jest nie mniej ważna, to jest, wydaje mi się, trochę też nasze nastawienie do tego, co robimy.
I to prawda, że poświęcamy swój wolny czas, poświęcamy też niejednokrotnie też i swoje środki, ażeby tworzyć tego rodzaju formaty.
Bo przecież zwróć uwagę, też ten nasz podcast, który w końcu nagrywamy już od kilku lat, powstaje w takich warunkach, bym powiedział,
Nie chcę w określenia użyć semiprofesjonalnych, bo mamy w końcu sprzęty profesjonalne, ale udało nam się to po prostu zrobić w ciągu ostatnich lat i z tego przecież korzystamy, nie zmieniamy tutaj zbyt dużo.
Ale to jest po prostu nasz czas wolny i tutaj tak naprawdę w żaden sposób nie jesteśmy wspierani, zachęcani i tak dalej, i tak dalej.
Więc mam duże wątpliwości, czy akurat ta forma, czy te formy popularyzacji historii przez zawodowych historyków są po prostu cenione.
Czy jednak po tym okresie pandemii, bo wydaje mi się, że to jest może trzeci taki element,
Kiedy to byliśmy zmuszeni jednak zastanowić się nad przeformułowaniem naszego warsztatu, sporo rzeczy robiliśmy w internecie, to w chwili kiedy już ten problem został rozwiązany, że wróciliśmy już do tego
Od realnego życia do tego stacjonarnego życia, że łatwiej nam jest skorzystać z tych formatów, do których byliśmy dotychczas przyzwyczajeni, czyli jakaś rozmowa w telewizji, może wywiad dla gazety.
Natomiast zapominamy całkowicie o tym, że tak naprawdę ta cała sfera internetowa jest dzisiaj bardzo ważna, że ona odgrywa coraz większą rolę i brak naszej obecności
Powoduje, że mamy taki poziom w niektórych produkcji podcastowych, jaki mamy gdzie.
I tu nie chcę w żaden sposób tego deprecjonować, że mamy sporo entuzjastów, no ale nie fachowców.
Mamy sporo dobrej woli, ale brak nieraz i często wiedzy, więc to dzieje się naprawdę z dużą szkodą dla pewnego dyskursu publicznego też jeśli chodzi o historię i poziom.
Jaki reprezentuje się podczas właśnie tego rodzaju produkcji.
Ja w żaden sposób nie chcę negować tego rodzaju działań, tylko chcę zwrócić uwagę, że brak naszego głosu no jednak ma duży wpływ na to, jak ta debata w przestrzeni publicznej historyczna wygląda.
To absolutnie pełna zgoda.
Ja zawsze doceniam to, że starasz się edukować studentów, zachęcasz ich do prowadzenia tego typu działań.
Tylko mnie zastanawia konsekwencja tego, co się dzieje dla humanistyki, nie tylko w Polsce zresztą, bo tak jak mówię, ja mam spory problem z dostrzeżeniem takiego
Systemowego zaangażowania instytucji, które są powołane do wytwarzania, kontrolowania, ale też i rozpowszechniania wiarygodnej wiedzy o rzeczywistości.
Ten ostatni etap, ten ostatni moim zdaniem bardzo istotny, równie istotny jak samo wytwarzanie i kontrolowanie wiedzy, bo tradycyjnie właśnie było tak, że tym
Tym zaangażowaniem w propagowanie wiedzy było kształcenie studentów.
Oni reprezentowali potem uczelnie, przekazywali tą wiedzę, czasami wracali do uczelni, ale najczęściej mieli pewne nawyki, które pozwalały im utrzymać ten wiarygodny poziom wiedzy o rzeczywistości.
Ale dzisiaj po pierwsze wiedza zmienia się tak szybko, jest tak ogromna fluktuacja naszej wiedzy o rzeczywistości, że bez stałego, bezpośredniego dostępu do tego, jaki jest ten współczesny poziom wiedzy,
Nie ma szans na zorientowanie się w konsekwencjach wdrażania tej nowej wiedzy.
Stąd też frustracja ludzi, którzy nie są w stanie zrozumieć, dotrzymać kroku tym zmianom.
I stąd otwartość na proste wytłumaczenia, bo proste wytłumaczenia, nie wymagające zaangażowania jakiegoś sprawiającego problem, a co najwyżej zaangażowania emocjonalnego, zawsze wygrywają z tym, co wymaga wysiłku, a jeśli ten wysiłek z kolei jest zbyt duży, no to w ogóle nie ma o czym rozmawiać.
I teraz pytanie, jaką rolę mają pełnić właśnie infrastrukturalnie te uczelnie, muzea, wszystkie te jednostki, które mają odpowiadać za przekazywanie.
Od wina do pasożytnictwa.
Popularyzuj lub giń.
Ja uważam, że to jest... Tak patrząc w ogóle po tym, co się dzieje w ogóle z tą infrastrukturą humanistyczną, że z jednej strony wszyscy, jak cała Europa chyba, długa i szeroka, narzekają na cięcia finansowe ze strony rządów we wspieraniu humanistyki, ale bardzo niewiele osób zadaje sobie pytanie, no dobrze, ale czemu właściwie...
Miałyby tego rządy nie robić.
To znaczy społeczeństwo, jeśli nie widzi korzyści z funkcjonowania takiego ośrodka wytwarzającego wiedzę, no to ktoś musi zastąpić.
To znaczy muszą być jacyś patroni, muszą być ludzie, którzy rzeczywiście widzą korzyść.
Jeśli tej korzyści nie widzą, to my się ustawiamy w roli tego duchownego z tej anglosaskiej opowieści, który siada przy stole, zajada, patrzy jak ludzie dookoła niego biegają, coś tam studiujemy, ale ludzie patrzą na nas i mówią, a darmo zjadł.
I teraz już wracam, tylko jakby podsumowując to wszystko.
Z kulturą nie jest prosto.
To znaczy skutki oddziaływania kultury, takie kulturotwórcze, są odsunięte w czasie.
Więc rządy powinny za każdym razem dbać o to, żeby...
Te takie węzły, zasadnicze węzły, podtrzymujące racjonalny dyskurs, dający kontakt ze światem, faktycznie funkcjonowały w ten sposób, że nie zasklepiają się w sobie, ale wychodzą na zewnątrz.
Tego nie ma.
Ale czy to nie jest nasz interes?
Czy to nie my powinniśmy wręcz wymagać od naszych instytucji, żeby systemowo, nie tak akcyjnie, ale systemowo rozwijały nowoczesne formy komunikowania wiedzy naukowej?
No tak, tylko że, zobacz, i wracam do tego, co powiedziałem wcześniej, że oczywiście ja mogę tutaj szukać rozwiązań, pukając do takiego czy innego
...kabinetu dyrektora, ministra i tak dalej, i tak dalej.
Ale zwróć uwagę, że często będę musiał sfrustrowany opuszczać tego rodzaju pomieszczenia po odbyciu takiej czy innej rozmowy, bo będę miał wrażenie, że rozmawiam z ludźmi, którzy nie bardzo wiedzą o co mi chodzi.
To znaczy, co chcę im przekazać.
Dlatego ja przyjąłem dla siebie trochę inny sposób postępowania, że próbuję to najpierw z młodymi ludźmi przedyskutować.
Od nich się też nauczyć, bo część z nich przecież jest obecna w mediach już czy to społecznościowych, czy też
Czasami niektórzy nawet współpracują z takim czy innym radiem uniwersyteckim.
Czyli, krótko mówiąc, mają pewne doświadczenie.
Chodzi tylko o to, jak ich pozyskać teraz i pokazać im, że słuchajcie, to co studiujecie, to na czym się zastanawiacie, to co piszecie.
Spróbujcie może tym się podzielić, że to może być ciekawe.
Robicie to oczywiście dla siebie, ale być może ta wasza wiedza, z tej waszej wiedzy, z tych kompetencji będą chcieli po prostu skorzystać także i inni.
I tu wracam do tego, co powiedziałem pod koniec tej mojej przydługiej ostatniej wypowiedzi.
To jest bardzo ważna rzecz dla poziomu debaty, która się odbywa w Polsce.
Pytałeś o inne kraje.
Nie jest też i najlepiej w innych krajach.
To znaczy na palcach jednej ręki mogę policzyć podcasty, które koleżanki i koledzy w Niemczech regularnie tworzą.
I to też nie jest tak, że mają do dyspozycji profesjonalne studia, techników, którzy za nich te prace wykonają.
Optymalną sytuacją byłoby, tak jak teraz ta nasza rozmowa, że nie myślimy o stronie technicznej, nie myślimy też czy nasza rozmowa się nagrywa, czy są jakieś kłopoty techniczne, czy też nie, tylko po prostu rozmawiamy, bo koncentrujemy się na tych sprawach merytorycznych.
Natomiast już cała infrastruktura to już nie jest nasze zadanie.
Podobnie, tak jak wspomniałeś, popularyzacja tego, w jaki sposób, co robimy, to znaczy rozpowszechnienie, umieszczenie tego na takim czy innym portalu i tak dalej, i tak dalej.
Z drugiej strony, biorąc pod uwagę z jakimi trudnościami mamy dzisiaj do czynienia, wiesz, ja jestem zdania, że lepiej zrobić coś, zrobić ten pierwszy krok, nawet jeżeli liczymy się z tym, że nie zawsze odnosimy sukces.
Przypomnij sobie portal, który, właściwie stronę, może to trudno mówić o portale, ale stronę, którą stworzyłem właśnie z myślą o historykach, żeby pokazać...
Jakie podcasty powstały, jakie strony funkcjonują.
Ta strona działała przez 2-3 lata.
Finansowałem to ze swoich środków.
Brak jakiegokolwiek odzewu przekonał mnie do tego, że nie ma sensu wrzucać środków do czegoś, co praktycznie nikt z tego nie korzysta.
I mimo że był to, wydaje mi się, dobry przegląd tej naszej aktywności,
To jednak nikogo to naturalnie nie zainteresowało.
I nie chcę tym samym, żeby to tak wybrzmiało teraz, że z tego powodu narzekam, tylko po prostu nie jesteśmy tym zainteresowani.
I to musimy przyjąć chyba do wiadomości, ale musimy się później liczyć z tym, o czym ty przed chwilą powiedziałeś.
Nie zapomnijcie zasubskrybować i zafollowować.
Jaki jest ten ich głos?
Czy oni w jakiś sposób racjonalizują tą dyskusję?
Przedstawiają w sposób kompetentny?
Czy też po prostu są kompletnie niepotrzebni, bo nie można ich dostrzec, są w ogóle nie do usłyszenia?
No właśnie, ale już żeby nie przedłużać tego smutnego tematu, ja myślę, że tu zbiegają się te podstawowe takie bolączki, gdzie w całej chyba Europie ta społeczność akademicka ma problem ze zdefiniowaniem swojego miejsca w społeczeństwie.
Kurczowo trzyma się tej tradycyjnej roli, czyli prowadzenia badań naukowych i edukacji wyższej, natomiast nie dostrzega, że coraz bardziej staje się to anachroniczne.
No i że musimy szukać obok tych dwóch tradycyjnych dróg coraz bardziej racjonalnego przekonania, uzasadnienia dla funkcjonowania szkolnictwa wyższego w bardzo szybko zmieniającym się świecie.
No bo nie można wymagać od świata, żeby podporządkował się interesowi małej grupki ludzi.
Kiedy raz się traci autorytet społeczny, to odzyskać go jest bardzo trudno.
Mam wrażenie, że nasze narzekanie, że nie słucha się naukowców, że upada autorytet nauki, niestety bardzo silnie jest powiązane z tym, że nasze instytucje, nie ludzie, ale nasze instytucje oderwały się kompletnie od rzeczywistości.
W tym miejscu stawiamy kropkę lub też jak kto woli kropkę nad i.
No, mamy nadzieję, że to nie jest koniec, że to jest początek Waszej dyskusji.
Mam nadzieję, że Was zaciekawiliśmy.
Prosimy o komentowanie naszych zmagań z historią.
Poniżej zdjęcia jest wystarczająco dużo miejsca.
I pamiętajcie, nie regulujcie odbiorników.
Na my naprawdę tak brzmimy.
Tak, chociaż być może czasami może trzeba ściszyć.
No może czasami ten nasz rekord by się przydał wyciecz nawet.
2historyków?
1 mikrofon.
1 mikrofon?
2historyków.
Dziękujemy
Ostatnie odcinki
-
206. Kultura czy KultAI?
28.01.2026 19:00
-
205. Naturalnie o sztucznej inteligencji
14.01.2026 19:41
-
204. Boże Narodzenie 2025
24.12.2025 15:19
-
203. Mit piastowski. Reaktywacja na kroplówce
17.12.2025 19:06
-
202. Od wina do pasożytnictwa. Popularyzuj lub giń
10.12.2025 19:00
-
200. Norymberga: sąd nad duszą Niemców czy czło...
26.11.2025 18:59
-
199. Jesienne dylematy rozdartych geograficznie...
19.11.2025 19:00
-
198. Historycy nie gęsi, ale ile języków znają?
29.10.2025 19:00
-
197. Sztuka - dziedzictwo ludzkości?
22.10.2025 18:00
-
196. Sztuczna, ale wciąż inteligencja w badaniach
15.10.2025 18:00