Mentionsy
Stanowiska za poparcie w wyborach na szefa Polski 2050? "Nikt nikogo nie przekupuje"
Według Onetu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz rozdaje posady w instytucjach podległych Ministerstwu Funduszy członkom własnej formacji w zamian za poparcie w wyborach na szefa partii. - Nie ma w ogóle takich rzeczy, nikt nikogo nie przekupuje. To podpowiedział Onetowi ktoś z naszego ugrupowania, ale ktoś, kto źle życzy Polsce 2050 i tej koalicji. Jestem oburzony tym, że niektórzy kandydaci w wyborach robią takie rzeczy, żeby rozwalić nas od środka - powiedział poseł Polski 2050 Bartosz Romowicz.
Szukaj w treści odcinka
24 pytania.
Rozmowa polityczna.
Bartosz Romowicz w naszym studiu, Polska 2050.
Dzień dobry.
Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.
Kandyduje pan niezmiennie na przewodniczącego Polski 2050?
Jeszcze Onet nie napisał, że się wycofałem, więc myślę, że tak.
A dlaczego Onet miałby pisać?
Onet głównie pisze o tym, co jest w naszych wewnętrznych komunikatorach, strukturach i sygnałach.
Chce pan zdetonować prewencyjnie tę bombę?
On ma tam dobrego informatora i myślę, że ten informator na pewno w swoim czasie prześle informacje, jeżeli tak chyba będzie o ewentualnym moim wycofaniu.
Ale na dzisiaj kandyduje pan.
Oczywiście.
Skąd prewencyjnie pan zretonował?
To nie pan trzyma kciuki, tak?
Tego nie powiedziałem.
Andrzej Stankiewicz pisze w Onecie.
W ostatnich miesiącach kilkudziesięciu członków Polski 2050 otrzymało stanowiska w instytucjach podległych Ministerstwu Funduszy.
Szefowa tego resortu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz walczy o posadę liderki rzecz jasna.
Zdaniem jej przeciwników rozdaje państwowe posady w zamian za głosy, a to wszystko akurat wtedy, gdy rząd zajmuje się ustawą o odpolitycznieniu spółek, której domaga się Polska 2050.
I tam dalej w tym artykule jest przykład jednego z osób, jedna z których bardzo dobrze znam, to jest zezyskant dyrektora KOWR-u Łukasz Skóra z Podkarpacia, który jest wpisany, że jest w SIM-ie w Radzie Nadzorczej, że to jest sprawa Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, to chciałbym zdementować zły informator albo niesprawdzone informacje, bo
Akurat ta osoba i wiele innych, akurat ta osoba nie jest w Radzie Nadzorczej SIM z powołania KZN-u, tylko jest ze wskazania samorządu, który ma prawo, tak jak za tej kadencji i jak w poprzedniej kadencji, wskazywać do Rad Nadzorczych SIM-ów swoich przedstawicieli, więc ten artykuł nie do końca jest rzetelny, więc prosiłbym, żebyśmy na przyszłość, jeżeli
Nie ma takich rzeczy i nie będzie.
Ci ludzie nie są w tych Radach Nadzorczych dlatego, że
Wg Andrzeja Stankiewicza jest korelacja ewidentna pomiędzy
Nie ma takiej korelacji, bo chociażby osoba, o której ja powiedziałem, jest w Radzie Nadzorczej, dobrze wiem, w jaki sposób powołana, wszystkiego powołana i to nie ma totalnie żadnego związku Katarzyno-Pełczyńską-Nałęcz.
Kto to podpowiedział?
Ten, który życzy źle organizacji Polscy 2050 i tej koalicji.
Czyli nie z wewnątrz to poszło?
Z wewnątrz Polski 2050?
Myślę, że poszło z wewnątrz i powiem panu więcej.
No i dlatego uważam, że ta kampania wyborcza zamiast pokazać, że Polska 2050 jest na porcji zlecenia politycznej potrzebna po to, żeby ta koalicja miała większość... No widzę, że się pan zdenerwował.
Żeby nie, panie redaktorze, ja mam taki sposób mówienia.
Już kilka razy rozmawialiśmy i aż tak nie był pan zdenerwowany.
Ja jestem zaburzony tym, że niektórzy kandydaci w tych wyborach, żeby osiągnąć swoje własne cele, czyli wpisać sobie do CV wicepremier w lutym, robią takie rzeczy, żeby rozwalić naszą organizację od środka.
Ja tego nie akceptuję, bo ja uważam, że na polskiej scenie politycznej jest miejsce i potrzeba takiej siły, jak Polska 2050.
Ale to sekundę, to ktoś chce być wicepremierem poza Pełczyńską na łecz?
A myśli pan, że jeżeli na przykład szefem partii jest Aniel Szart-Petru, to on jako aniołek pokoju na pewno nie będzie chciał być wicepremierem?
No nie, coś powiedział.
W TVN24 chyba powiedział.
Ale słyszałem chyba deklarację Joanny Muchy, która mówiła, że ona w ogóle nie chce żadnego stanowiska rządowego.
Chyba jako jedyna, ale po owocach nas poznacie, jest pisie napisane.
No to koniec końców, jak pan myśli?
Jak to się rozstrzygnie?
Ja uważam, że najlepszym kandydatem w tych wyborach jest Szymon Hołownia.
To jest moje zdanie.
Ale on nie kandyduje.
I to jest cały błąd tego całego rozwiązania.
Szymon Hołownia jako jedyny sprawiał, że byliśmy, niezależnie od tego, że mamy różne poglądy, różne podejścia, że byliśmy drużyną, że razem szliśmy przez to.
Dzisiaj natomiast osoby, które kandydują w tych wyborach, które gdzieś poczuły trochę możliwość przejęcia władzy, nie myślą o tym, jak skleić, tylko jak wygrać.
I to jest cały problem.
Nie, nie mam dosyć Polski, bo tam jest wielu wspaniałych ludzi, z którymi na co dzień mam bardzo dobre relacje i robię wspaniałe rzeczy.
Ale czuje taką irytację chyba wszyscy czujemy w państwie w Boże.
Tak, czuje pan irytację, bo nie akceptuje tego sposobu uprawiania polityki, nawet robienia wewnętrznej kampanii.
Ja też startuję w tych wyborach, nie wycofałem się dotychczas, ale w życiu bym nie poszedł do pana tutaj do studia i nie powiedział, wie pan co,
Pełczyńska to jest taka zła, Petro to jest taki zły, ale jest tam ten taki zły.
No tak nie róbmy.
Pokazujmy wyborcom, i od początku to mówiłem, że na polskiej scenie politycznej jest potrzebna Polska 2050 po to, żeby za dwa lata nie było rządów Brauna, Konfederacji i Prawa i Sprawiedliwości, czyli skrajnej prawicy.
A jeżeli ktoś wykorzystuje kampanię wewnętrzną, żeby zbudować swoją pozycję, to jest to dla mnie po prostu nieakceptowalne.
I zawsze będzie nieakceptowalne, bo to rozwala pracę nie tylko moją, nie tylko innych ludzi w regionach.
I wszystkich tych, którzy z Szymonem Hołownią i samym Szymonem Hołownią od 2019 roku są na polskiej stronie politycznej.
Ja się z panem zgadzam, że to jest w ogóle dla was destrukcyjnie, ja tylko dodam, dzisiaj Wirtualna Polska publikuje najnowszy sondaż.
Ale plus jeden względem ostatniego sondażu.
Czyli 100% wzrostu.
Widzicie pan, w tym tempie to będziemy mieli za dwa lata 13% znowu.
A, bo to wyliczy pan, no tak, no geometryczny jakiś postęp w tym i tak.
No dobrze, tylko że to 2%, to rzeczywiście ta walka jest nieproporcjonalna do tego, o co trwa ta walka.
To się z panem zgodzę, że tutaj w tej kampanii wyborczej zamiast pokazywać naszym potencjalnym wyborcom, kim możemy być i kim jesteśmy na powstaniu politycznym, niektórzy zajęli się sobą.
Natomiast ja wierzę, że ten cyrk, mówiąc kolokwialnie, skończy się w poniedziałek wyborem nowego przewodniczącego.
I tak jak wszyscy deklarują, bo wszyscy to zadeklarowali, we wtorek nie zaczną szukać wyjścia z Polski 2050.
I wie, czy pan w to?
Że ci, którzy tak bardzo, że ci, którzy poszli... A gdzie mają pójść?
Ja nie wiem, ale ci, którzy...
Donald Tusk czeka z otwartymi rękami i mówi, Ryszard Petru, zapraszam do mnie, dam wam miejsce biorąc na listach.
No niech pan pospojrzy na kandydatów.
Joanna Mucha była już w Koalicji Obywatelskiej.
Myśli pan, że ma powrót?
Paulina Henning-Kloska była w Koalicji Obywatelskiej.
Nie jest ulubienicą Donalda Tuska.
Myśli, że miały powrót?
Jest ulubienicą Donalda Tuska?
A Ryszard Petru, który już jedną partię rozłożył, myśli pan, że Donald Tusk na niego czeka z otwartymi rękami?
Gdzie oni pójdą?
Oni są skazani na współpracę z Polską 2050.
Koniec kroku.
No ale koniec końców równie dobrze mogą założyć swoje koło parlamentarne, przymusić Donalda Tuska do spełnienia jakichś oczekiwań i przebegetować do 27.
Panie redaktorze, będzie ich pięcioro w tym kole, sześcioro w tym kole, a Donaldowi Tuskowi potrzeba dwudziestu kilku parlamentarzystów i dotychczas tych dwudziestu kilku parlamentarzystów to jest Szymon Hołownia i jego ludzie w tym klubie parlamentarnym i się nic nie wydarzy.
Mogą sobie założyć kółko, będą siedzieli tam z boku, gdzie razem, jak zrobią dla nich miejsce,
Potracą funkcje, potracą stanowiska i będą do końca kadencji szukać, gdzie mogą się przykleić i znaleźć się na kolejnym miejscu wyborczym, na kolejnej liście.
Bo ja, powiem panu tak, ja nie mam problemu z tym, żeby dzisiaj zakończyć funkcję pełenia Polski, ja mam co w życiu zrobić, a część z nich niestety nie ma takiego pomysłu, bo od zawsze są w tym parlamencie.
Nie, jestem po prostu wyrazicielem tego, co wszyscy na dołach myślą.
Nie, okej, ja wcale nie twierdzę, że tak jest.
To co będzie po tym 10 czy 12 stycznia?
Wierzę, że się niektórzy opamiętają, że się opamiętają i zobaczył, że swój własny interes trzeba schować do kieszeni i w interesie Polski...
Nie Polski 2050.
W interesie Polski jest to, żeby Polska w 2050 w tym parlamencie była, żeby była spójnym klubem parlamentarnym, 31-osobowym, plus 5 senatorów, który jest stabilnym elementem tej koalicji i razem z Koalicją Obywatelską i Lewicą i PSL-em będziemy realizować program wyborczy, żeby Polki i Polacy nas wybrali wszystkich za dwa lata.
Ale już żywotnym nie ma co oszukiwać się.
Z punktu widzenia Donalda Tuska i koalicji 15 października w żywotnym interesie jest to,
Żeby chociaż jeden członek dawnej trzeciej drogi przekroczył próg wyborczy, czyli 5%.
Albo wy, albo PSL, a najlepiej i wy, i PSL.
No i ja potwierdzam to, co pan myśli.
Dlatego powinniśmy zakończyć bardzo szybko ten spektakl pod nazwą wybory szefa Polski 2050.
I od poniedziałku rozpocząć pracę nad tym, żeby z tych dwóch procent, które dzisiaj podaje Wirtualna Polska, jeszcze zobaczmy, która to pracownia, jakby pan powiedział to całkiem dobrze.
Z tych dwóch procent zrobić siedem, dziewięć procent, a jeżeli nie, nie będziemy mieli tych siedem czy dziewięciu procent, to jak pomóc, wspomóc te siły prodemokratyczne, te partie, które dzisiaj rządzą, żebyśmy
W polskim parlamencie byli i żebyśmy spowodowali, że nie będzie rządził Braun z Konfederacją po kolejnych wyborach.
I to jest w interesie wszystkich Polek i Polaków, a w szczególności wszystkich członków Polski 2050, bo myśmy do polityki jako członkowie Polski 2050 poszli po to, żeby nie było trzeciej kadencji Prawa i Sprawiedliwości.
Tylko i wyłącznie jeśli nie mogę powiedzieć.
Jeszcze obiektywnie.
To jeszcze ostatnie pytanie.
Czyli przed 10 stycznia pan się nie wycofa z tego wyścigu?
A tego panu nie zagwarantuję.
A ewentualnie jest ktoś, komu przymógłby pan przekazać poparcie?
Nie widzę takiej możliwości w tym momencie.
Czyli ewentualnie tylko wycofanie się?
Ewentualnie.
To zmieniamy temat.
Pan rozumie, dlaczego premier nagle wstrzymał reformę Państwowej Inspekcji Pracy, mimo tego, że rządowe prace nad tą formą reformy trwały od co najmniej pięciu miesięcy?
Nie do końca rozumiem, natomiast też wiem, za co ta reforma została zmieniona w Komisji Europejskiej.
To przypomnijmy, że Mateusz Morawiecki ze swoim rządem wśród kamieni milowych wpisał to, że oskładkowanie wszelkich umów z USEN wchodzi w ramach KPO.
Jak słyszę od wszystkich tych ministrów, z którymi rozmawiałem w przestrzeni publicznej, to były takie ustalenia rządu.
Że zmieniamy to na reformę Państwowej Sekcji Pracy?
No właśnie z tym Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz latała do Brukseli, żeby dokonać rewizji.
Dzisiaj jest inna chęć ze strony pana premiera.
Rozumiem, taka jest.
Tylko ja, jak premier podjął tę decyzję, pomyślałem sobie, że jeszcze nawet mówiłem o tym wczoraj w reżyserce, że może było tak, że premier zlecił badania, że się zaczął obawiać, że nie będzie poparcia społecznego, ale dzisiaj czytam.
Pierwsza strona Rzeczpospolitej, sondaż.
Nie znam go jeszcze.
Jest poparcie?
60% uważa, że Państwowa Inspekcja Pracy powinna mieć prawo zamiany elastycznej formy zatrudnienia w umowę o pracę.
Z czego aż 33% w tym sondażu jest zdecydowanie za takim rozwiązaniem.
Wie pan, tylko to też można powiedzieć diabeł w szczegółach, bo to też nie może być tak, że urzędnik, jeden urzędnik arbitralnie przyjdzie i powie, to jest umowa o pracę, a nie umowa o zlecenie i na przykład należy na 5 lat te trzy składki ZUS-owskie, a ten przedsiębiorca będzie musiał potem przez 5 czy 6 lat chodzić po sądach i udowadniać, że jest inaczej.
A jak nie jest?
Jak nie jest, no to powinny być jakieś narzędzia.
Przecież wie pan, że to jest powszechny problem w niektórych branżach, to znaczy i wiem, że i zarówno są takie sytuacje, w których pracownicy też się chętnie zgadzają na taką formę, bo ona jest korzystna, ale są i takie sytuacje, w których pracownicy są przez pracodawców zmuszani do takiej formy zatrudnienia.
Panie redaktorze, bo świat nie jest biało-czarny, jest też szary i pośrodku są tacy, którzy jedni przeginają w jedną stronę, drudzy przeginają w drugą stronę i od zawsze na polskim rynku było tak pracy, że
Pracodawcy próbowali, nie wszyscy część, wykorzystywać przepisy po to, żeby osiągnąć większy zysk, ale pamięta pan polski rynek pracy 20 lat temu, gdzie praca na czarno była, można powiedzieć, powszechna.
Dzisiaj praktycznie ona nie istnieje, jeżeli tak by popatrzeć w statystyki, więc to się zmienia.
Natomiast z tego trzeba wyjść obronną ręką dla Polek i Polaków.
Po pierwsze, jeżeli Polki i Polacy w tym sondażu, który pan tu pokazuje, mówią, że
Z czego na 60% popiera reformę inspekcji pracy po to, żeby były takie narzędzia, to trzeba takie narzędzia opracować, ale nie pod wpływem kamienia milowego KPO, czy pod wpływem tego, co się zgodziliśmy, tylko pod wpływem potrzeby, że tak są Polki i Polacy.
Natomiast to, co minister Szyszko...
Wiceminister na Łęcz napisał na Platformie X, że jeżeli jest taka wola pana premiera, żeby ten kamień milowy zmienić, to ministerstwo funduszy bierze się za robotę i jedzie do Brukseli i rozmawia o tym.
Czy jest koncepcja, w jakim kierunku chcemy ten kamień milowy zmienić?
Ja wiem, ja tylko pytam tak czysto akademicko, bo to już trzeci raz chcemy zmienić ten pomysł.
Na pewno nie chciałbym, żeby to był jakiś element sporu w rządzie, bo to było zrobione, jakby można powiedzieć, w uzgodnieniu z rządem.
To nie jest tak, że minister Pełczyńska na mecz pojechała do Brukseli i wymyśliła coś, o czym premier Tusk nie wiedział, a Agnieszka Dziemianowicz bądź minister pracy i polityki pracy... I tak, bo premier sugerował, że w błąd został wprowadzony.
To niech rozliczy tych, którzy wprowadzili w błąd.
Nie sądzę, że na Radzie Ministrów ministra wykładu... Może niech Bocz niech śledzi pracę rządu.
Nie ma docenia pracy.
Wie pan, nie, nie.
Wie pan, no łatwo jest po pięciu miesiącach publicznej dyskusji o danej reformie powiedzieć, że zostałem wprowadzony w błąd i że teraz kozę wyprowadzamy.
Panie redaktorze, wierzę, że pan premier w czasie ostatnich pięciu miesięcy miał wiele innych problemów do rozwiązania i ten problem nie był jego priorytetem.
Nie wiedział, nie słyszał, nie czytał.
Mógł nie być priorytetem, bo zajmował się ważniejszymi sprawami, natomiast jeżeli sprawę trzeba go rozwiązać, wierzę, że rozmową uda się to zrobić i wierzę, że doświadczeniem międzynarodowym Ministra Polczyńskiego Nałęczy i jej współpracowników uda się zrealizować zamiary pana premiera Donalda Tuska, ale jednocześnie trzeba reformować Państwową Inspekcję Pracy.
A rozmową uda się naprawić relacje prezydenta i premiera podczas jutrzejszego spotkania?
Nie.
Bo wydaje mi się, że oba obozy, czyli zarówno pan premier, jak i pan prezydent, okopali się w swoich bunkrach i nie myślą o tym, żeby szukać porozumienia.
A jak ktoś nawet nie myśli o szukaniu porozumienia, to żadne spotkanie nie pomoże.
Jeżeli są dwie osoby... Czyli teatr polityczny?
Myślę, że raczej budowanie kapitału politycznego do sondaży, które gdzieś tam się pojawiają.
I budowanie swojej pozycji na scenie politycznej, zwłaszcza przez prezydenta Nawrockiego.
A ja naiwnie myślałem, że sytuacja geopolityczna jest tak skomplikowana... To naiwnie pan myślał.
Niestety, jak patrzę na polską stronę polityczną, a jestem na niej w tej centralnej polityce dwa lata, a ogólnie zajmuję się sprawami szeroko pojętymi, politycznymi ponad dziesięć mimo młodego wieku, to niestety nie widzę po stronie obu zwłaszczonych obozów na tej spolaryzowanej scenie politycznej w Polsce... Ja nie wiem, czy pan długo... Im dłużej ze sobą, im częściej ze sobą rozmawiamy, tym bardziej się zastanawiam, czy pan da długo jeszcze radę w polityce.
Nie mam takiego, że polityka jest moim być albo nie być.
Ja mam swój pomysł na życie, ja mam co robić.
Jestem adwokatem, byłem samorządowcem, więc jeżeli ktoś mi dzisiaj powie, że moje poglądy polityczne mu nie odpowiadają... Ale jest pan wybitnie rozczarowany polityką centralną, prawda?
Może słowo wybitnie nie jest dobrym określeniem, ale nie jestem... Może inaczej.
Spodziewałem się tego, że jeżeli ktoś idzie do polityki, to przede wszystkim z tyłu głowy ma myślenie o Polkach i Polakach, a nie o swoich formacjach i o swoich koalicjach i o swoich... To utopia chyba.
To teraz pan się wykazuje naiwnością.
Widocznie szedłem do polityki z naiwnością, natomiast ciągle będę powtarzać, ciągle będę to robił, bo uważam, że kropla drąży skałę i jeżeli mogę sam zmieniać jakieś rzeczy, niezależnie od tego, czy komuś się to podoba, czy nie, a podoba się to Polkom i Polakom, to będę to robił, nawet kosztem tego, że tej polityki nie będzie.
Być może za dwa lata Polski 2050 nie będzie, nie będzie dla mnie miejsca na żadnej liście wyborczej,
Może nie będzie żadnej listy wyborczej?
Może nie będzie.
Być może nie będzie.
Nie mam z tym żadnego problemu.
To nie jest tak, że mój świat się zawali, jak dzisiaj skończy się kadencja Sejmu.
Problemem w polityce jest to, jeżeli polityk nie ma planu B i myśli, że jest tutaj w tym miejscu.
Ja z panem jeszcze filozoficznie porozmawiam, ale mnie za newsy tutaj rozliczają i za publicystykę, więc jeszcze wróćmy do Karola Nawrockiego.
Żeby dostać jakieś newsy, to musi pan znaleźć, kto tam do tego netu wypuszcza z Polski 2050.
Pan przyjdzie i to poopowiada.
Chcę teraz o Karolu Nawrockim jeszcze chwilę porozmawiać i o tych stosunkach prezydenta z premierem, no bo ja rozumiem, że moglibyśmy też zakończyć tę rozmowę na takim stwierdzeniu, że to pewnego rodzaju naiwność, ale może rzeczywiście koniec końców każdy z tych polityków chce przekonać opinię publiczną, że i prezydent i premier, że to właśnie jemu zależy na pojednaniu, a drugiej stronie na konflikcie.
Ktoś koniec końców będzie musiał ten pojedynek wygrać.
Wróćmy jednak do rozmowy filozoficznej.
Wie pan, że konflikt buduje poparcie?
Wiem.
Więc dlaczego to się dzieje?
Bo buduje poparcie.
Karol Nawrocki jest ewidentnie, w mojej ocenie, w takiej sytuacji, że wszedł na polską stronę polityczną z poparciem jakiego jest z zaplecza i jakby teraz próbuje budować swoje własne zaplecze, bo nie ma przekonania, że to zaplecze w przyszłości też go poprze.
Może będzie jeszcze istniało w takiej skali, jak istniało do tej pory.
Czyli mówimy o PiS-ie, tak?
Dokładnie tak.
Więc ja myślę, że Karol Nawrocki robi jedną rzecz.
Buduje swoje zaplecze polityczne po to, żeby za pięć lat, kiedy będzie, za cztery dokładnie może, będzie decydowało się o tym, kto będzie kandydatem na prezydenta tej prawej strony sceny politycznej, żeby wyszedł...
Uwczesny lider, czy Prawa i Sprawiedliwości, czy jakiejkolwiek innej partii, która odziedziczy schedę poprawy i sprawiedliwości, wyjdzie i powie, tak, to jest nasz kandydat na prezydenta, bo wydaje mi się, że nie do końca jest tego pewny.
Owszem, myślę, że Jarosław Kaczyński w dobrej wierze, myśląc o swoim grupowaniu, oczywiście nie o Polsce, zaproponował króla Nawrocławiego, bo wierzył, że tylko on jest w stanie wybrać te wybory.
A teraz się obawia, kiedy mu Karol Nawrocki się jeszcze bardziej urwie ze smyczy niż się urywa.
Przecież komentatorzy i otoczenie Pałacu Prezydenckiego w nieoficjalnych rozmowach przyznaje, że Karol Nawrocki chciałby za dwa lata być tym, który de facto skonstruuje prawicowy rząd po... Czyli co robi?
Czyli jednym słowem robi tak, że nie myśli o Polsce, tylko myśli o swoim interesie, żeby on był tym rozdającym karty.
No dobra, ale Donald Tusk myśli o tym samym.
Donald Tusk jest premierem, a w polskim ustroju to rola u premiera jest kreowanie polityki, a rola prezydenta są zupełnie inne.
Więc jeżeli pan prezydent chciał decydować o kierunkach polityki rządu, to mógłby startować do polskiego parlamentu albo mógł zadbać o to, żeby był kandydatem na premiera z Prawa i Sprawiedliwości.
I tyle.
Natomiast nigdy tego nie zrobi, bo bycie w pałacu jest dla niego dużo bardziej nobilitujące niż próbowanie.
Ja rozumiem to w pełni.
Nie po to, żeby mówić rządowi co ma robić i tak dalej.
Ja poszedłem po to i dzisiaj Karol Nawrocki musi usiadomić tego, że poszedł do pałacu prezydencyjnego być prezydentem, a w konstytucji jest napisane jaki prezydent ma prerogatywę.
Ja myślę, że rozmawiając filozoficznie, problemem jest to, że Karol Nawrocki jest święcie przekonany i Donald Tusk na pewno też, że ich pomysły na Polskę rzeczywiście będą dla Polski dobre.
I że mają monopol na rację w tym względzie.
I obaj próbują budować kapitał polityczny na konflikcie.
Zgodzę się z panem, że zarówno Donald Tusk jak i Karol Nawrocki uważają, że mają monopol na władzę.
To nie jest tak, że one są cynikami, którzy chcą zaszkodzić Polsce i zbudować kapitał polityczny.
Polki i Polacy to są inteligentni ludzie.
I szli do wyborów parlamentarnych wiedząc, że wybieramy rząd.
Rząd, który kreuje politykę tego państwa.
I Polki i Polacy szli do wyborów prezydenckich wybierać prezydenta wiedząc, że ten prezydent ma być niejako bezpiecznikiem całego narodu, że tak można powiedzieć.
Nie wybierali Karola Norweskiego po to, żeby on decydował o tym.
Jaka będzie polityka rządu?
Do tego wybierali Koalicję Obywatelską, Lewicę, PSL i Polskę 2050, która tworzy dzisiaj koalicję.
Tylko Karol Nawrocki mówi, że po dwóch latach waszych rządów Polacy się rozmyślili i stwierdzili, że... No tak niedużo się rozmyśliło, te 200 tysięcy... Ja tylko mówię, jak mówi Karol Nawrocki.
No w noworocznym orędzie mówił nawet, że to był wyraźny sygnał, że Polska potrzebuje zmian.
I gdyby Rafał Nasz Trzaskowski nie popełnił paru błędów w Polsce Wschodniej, to dzisiaj by nie był karolino-ruskim prezydentem, więc powiedzę sobie otwarcie, więc trochę mu się smyknęło.
Skazam się, taka jest demokracja i te wybory tak się zakończyły, natomiast pycha kroczy przed upadkiem i to też jest jedno... Ale tych powiedzeń się nam w jednym...
Bo pasują do tej rozmowy i do postępowania Karola Nawrockiego.
Nie popieram tego, co robi Karol Nawrocki, bo uważam, że robi politykę, a nie dba o interes narodowy.
Dlatego, że prezydent powinien dbać o interes narodowy, a nie tworzyć politykę rządu.
Jeżeli chce tworzyć politykę rządu, niech będzie premierem polskiego rządu, a nigdy nim nie będzie, a przynajmniej w dziesięcioleciu.
Bartosz Romowicz, Polska 2050.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Ostatnie odcinki
-
Zmiany w Państwowej Inspekcji Pracy. "Nie popad...
03.02.2026 08:07
-
Rosja uderza w energetykę. Andrzej Grzyb: bez p...
03.02.2026 07:15
-
Przyszłość Polski 2050. "Nie wydaje mi się, żeb...
02.02.2026 08:07
-
Trump chce Nobla. "W obecnej sytuacji nagroda m...
02.02.2026 07:17
-
Wybory w Polsce 2050. "Teraz mamy innego dostaw...
30.01.2026 08:07
-
Seria spotkań w Pałacu. "Prezydent nie powinien...
30.01.2026 07:17
-
Prezydent zaprasza posłów. Rzepa: nie wiemy, o ...
29.01.2026 08:17
-
Zaproszenie do prezydenta. Żywno: z dużym zaint...
29.01.2026 07:17
-
Rada Pokoju wciąż bez Polski. Żukowska: to zejś...
28.01.2026 08:20
-
Zaproszenie do prezydenta. Poseł Konfederacji: ...
28.01.2026 07:17