Mentionsy

po parysku
06.12.2025 08:00

PORANEK

O której wstaje słońce w Paryżu? Jak pachnie paryski poranek? Czy Maria Skłodowska wagarowała? Na co narzekają Paryżanie z samego rana? I co to jest "Chirac95"?


W tym odcinku rozmawiamy o poranku po parysku, croissantach i miejscach, w których warto się pojawić rano, by poczuć Paryż inaczej.


po parysku podcast

myśli · życie · okruszki

— prosto z Paryża 🥐


przy mikrofonie:

Adam Chowański

Zuzanna Czołnowska

Jacek Mulczyk-Skarżyński


Jesteśmy na Spotify, Apple Podcasts i YouTube.




Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 94 wyników dla "Le Figaro"

Ale jeśli chodzi o ludzi i taki ludzki poranek, to rzeczywiście w Paryżu on jest zdecydowanie później niż na przykład w Polsce.

A zimą to już w ogóle.

Ja pamiętam, słuchajcie, już mówiliśmy, to miałam taki epizod pracy w szkole, więc zaczynaliśmy zajęcie, ja musiałam być około dziewiątej już na miejscu

było ciemno, wychodziłam z metra za piętnaście dziewiąta i dalej było ciemno.

Ale taka dziesiąta to jest taki poranek paryski, gdzie tak rzeczywiście już to życie wraca na ulicę.

Ja często delektuję się wczesną porą, bo nie ma ludzi.

No tak, ale to i w Paryżu i w Warszawie.

Ja wtedy delektuję się poranki.

Ale w Warszawie i tak zaczyna się pracę wcześniej.

To już jestem taka, wiecie, w takiej fazie okej, teraz dalej mogę żyć.

Ale chodzę spać wcześnie, bo dużo czasu się regeneruję.

Ale tak, ale wolę wieczory rzeczywiście.

Ale z drugiej strony przecież śniadanie po parysku jest takie super.

Ale tak codzienny poranek w Paryżu i to śniadanie poranne, bo wieczornego nie ma.

No, z kubkiem do metra i tam się spędza śniadanie i poranek, ale rzeczywiście jak ktoś przyjeżdża, to może sobie celebrować i właśnie typowo paryski poranek sobie zaserwować.

Ale Jacek, powiedz, co Ty robisz w porankach, bo widzę, że próbujesz coś przeforsować.

Przeforsować ten poranek, to nie ja wymyśliłem ten temat, ale staram się, jak mogę, go podkręcić i jestem fanem poranków, ponieważ mam wrażenie, że rano jestem bardziej produktywny, mam więcej pomysłów, mam więcej energii, pomimo tego, że oczywiście trzeba się wlec z łóżka i się rozprostować, ale jednak to jest nadzieja na nowy dzień.

Leje się ta kawa do filiżanki i ja już czuję tę energię.

Ale rzeczywiście jest specyficzny taki wręcz literacki zapach poranków w Paryżu, jak się idzie ulicami.

I ty, w pełen, w skowronkach i w ogóle kochający świat i wszystkich.

Ale też unosi się zapach taki maślany.

która się rzeczywiście toczy po chodnikach, bo to jest ta woda, która oczyszcza rzeczywiście miasto, ale ona ma swój zapach i naprawdę do tego jeszcze dźwięk, taki bulgotanie.

I to mnie też uspokoiło, bo na początku myślałem, co ta woda tak leci, nie?

A to wiecie, jest w ogóle obiekt zamknięty, więc ta woda tam sobie krąży, nie?

Jest oczyszczana i tak z braku laku i dalej, nie?

Jest wylewana i ludzie z niej korzystają.

Obudziła mnie mgła, która jak nić pajęcza przewlekała się między latarniami.

Ale ja tutaj chciałam podkreślić, że a może tak zapomnieć się w pościeli i tu bym zamknęła i zaczęła też na tym.

Jacek, ale wiesz co, to jest bardzo ładne, co napisałeś, bo te poranki, oczywiście są takie, jakimi chcemy, żeby były, więc mamy inne zadasie, a innym masz ty, ale są na pewno bardzo takie wielowymiarowe i gdy tylko mamy ten moment, żeby nad tym się zatrzymać, to naprawdę tam wszystkie zmysły wchodzą, właśnie i ten zapach, i smak.

Dźwięk, to, że ktoś zaczyna, włącza telewizor rano, jedni jeszcze kończą rozmowy, które zaczęli w nocy.

Ale robię to.

Ale potem rzeczywiście jest przyjemnie.

I tutaj rzeczywiście znowu, Jacek, niech będzie, przyznam Ci rację, jak sobie wracam, wychodzę sobie z tych zajęć i właśnie pachną te bułeczki i ludzie bardzo powoli spieszą się do pracy, ale powoli się spieszą.

No to jest taka ładna jest ta godzina, ale nie na tyle ładna, żebym wstawała częściej niż raz w tygodniu.

Ale u góry jest bardzo znośnie, bo wręcz tak jak mówiłem, że w tych zakątkach bardzo turystycznych jest po prostu pusto.

I wstający dzień, jak nieraz uda mi się właśnie zwlec z łóżka, żeby pobiegać, to kocham właśnie tę porę.

Mi się też to rozregulowało, bo ja teraz po nocach piszę, może nie tak pięknie jak Jacek, ale kopsnij mi ten tekst, wrzucę do swojej książki.

Ale weź go tam tylko oznacz, nie?

Bo z tym Paryżem o poranku jest trochę tak, że otwiera wrota do przestrzeni, do której tak naprawdę na co dzień nie ma wglądu, bo można zobaczyć jak są dostawy do sklepów, można zobaczyć jak piekarze bagietki wkładają na półki, jak właśnie otwierają się różne te małe lokalne biznesy i właśnie ci sprzątacze, którzy...

No to ja wam powiem, bo mi w ogóle tak mój były chłopak na randkę raz zabrał.

To wiele mnie kosztowało.

No ale to pamiętam, to był jedyny raz, że wstałam rzeczywiście dla chłopa tak wcześnie.

Ale widzisz, i to nie pomogło.

Ale dobra, ale mam wspomnienie.

No chociaż tyle, że były wspomnienie, dobra.

I to jest w ogóle niesamowite, bo zazwyczaj, zwłaszcza w weekendy, tu są setki ludzi, tysiące.

O poranku, ale właśnie też to jest taka wrażliwa godzina, mam wrażenie, ponieważ ja kiedyś chciałem zrobić sobie Wschód Słońca z Hektorkiem,

bo nie mogłem spać, więc pomyślałem sobie, o jest jeszcze ciemno, to pójdziemy sobie zrobić wschód słońca właśnie z panoramą na Paryż ze schodów Sacré-Cœur i poszliśmy tam, ale niestety to było za wcześnie, bo to jeszcze był czas tej imprezy, dobitków imprezowych, więc było mnóstwo osób podchmielonych, którzy już siedzieli tacy zmęczeni życiem i jeszcze nie było tego magicznego poranka.

Ale w ogóle chciałem powiedzieć Wam, że dla mnie, jak tak sobie myślę, poranek w Paryżu, to mi się bardziej kojarzy lewy brzeg Sekwany, ten południowy Paryż bardziej, niż północny.

Nie wiem, jakoś takie mam wrażenie, że im dalej na północ, to tym bardziej impreza.

Wstajemy do pracy, do roboty i tak dalej, a na południu możemy sobie pozwolić na luksus długich, eleganckich poranków właśnie przy kawie i croissantach.

I ona do tego stopnia na początku, jak przyjechała do Paryża, to mieszkała u swojej siostry i szwagra w dziewiętnastce, ale wytrzymała tam tylko dziesięć miesięcy i właśnie później zamieszkała sama w klitce z jednym oknem na poddaszu, ale po to, żeby nic jej nie rozpraszało.

No słuchajcie, nam daje na przykład wspaniały artykuł z dziennika francuskiego, bardzo znanego Le Figaro.

Ciekawy jestem, zwłaszcza, że Le Figaro jest takie bardzo konserwatywne.

Bardziej konserwatywne niż Le Monde.

I to jest, słuchajcie, to jest legitny artykuł, nie?

No, dziewięcioletni, dziesięcioletni.

No i trochę daleko, bo to jest już po drugiej stronie Sekwany, nie?

No ale jak już się tam przemieścimy.

No ale odegraliśmy się właśnie.

Myślę, że może pracownicy Le Figaro jak najbardziej.

Ale jakie to wszystko jest takie właśnie bardzo trésésième, takie bardzo szesnastkowe, czyli bardzo dla tej warstwy burżuazji i mieszczaństwa zamożnego z dzielnicy szesnastej.

Ale które idzie do siedemnastej dzielnicy albo do osiemnastej, żeby się odegrać w kasynie.

Tak i potem mamy jeszcze kolejną drogę do przebycia, bo wracamy, słuchajcie, w okolice dziewiątki, osiemnastki i idziemy na gofra bez glutenu,

W knajpie, no nie wiem, może to jest piekarnia La Crème de Paris, nie wiem czy ona istnieje, no ale w 16 roku była i podobno tam trzeba jeść gofry bezglutenowe.

Kurczę, nigdy nie słyszałem o takiej, ale może już jej nie ma, biedna.

Słuchajcie, jakby do noc się jeszcze, poranek się jeszcze nie kończy, noc się skończy, ale poranek dopiero się zaczyna.

Najlepiej się zrzemnąć, a najlepiej też się w ogóle obudzić w prześcieradłach, w pięknej pościeli w hotelu Molitor, moi drodzy.

To też daleko.

Ale to tak brzmi taką właśnie wyższą klasą, która patrzy z ciekawskotokstycznym spojrzeniem, z lekką dozą wyższości.

Ale spokojnie.

A szybciutko, zaraz później polecimy, słuchajcie, na brzegi Sekwany, ale w okolicy dworca Osternitz, bo tam podobno uprawia jogging Jean Dujardin.

I tak minął kolejny dzień życia.

Kolejny poranek.

Kolejny poranek, kolejny dzień trudnego życia wysokiej klasy.

Poranek, w którym metro się spóźnia, czy poranek, w którym metro przyjeżdża, ale jest zbyt pełne, żeby wejść?

Ale tylko tam się spotkałem.

Dobrze, kolejne pytanie, kolejny dylemat.

Przy kontuarze, szybko i lecisz.

Lecimy dalej.

Rzucasz drobne, kilka monet rzucasz u swojego ulubionego barmana i lecisz.

Ja bym wziął oba, ale to już widzicie.

To jest w ogóle taki small talk w Paryżu.

Więc właśnie tak jak Ty użyłaś tego określenia, że się spieszy powoli.

Że w ogóle miasto wstaje powoli.

A terminy gonią, ale pomalutku.

Ale po co?

Ale po co?

Jest też taka w ogóle Charlotte Chopin, która jest nauczycielką jogi francuska.

I ona w ogóle późno została joginką.

I te wszystkie panie i panowie, którzy do niej przychodzą, to przychodzą jakby dla jogi oczywiście, ale przede wszystkim dla niej, bo ma taką dobrą energię, właśnie tę aurę.

W ogóle bardzo poruszający był ten materiał.

No i można to połączyć, słuchajcie, joga i w tle Chopin.

Brzmi bardzo parysko, ale też polsko.

Ostatnie odcinki