Mentionsy

dżentelmeni przy stole
17.12.2025 08:00

Co do karpia?!

Liczyliście na tłusty, sponsorowany przewodnik, który powie Wam co kupić i w jakim sklepie, bo sami nie wiecie? Szanujmy się, dawno już sobie zamówiliście prezent pod choinkę, a część z Was nie doczekała do pierwszej gwiazdki! Tutaj opowiemy Wam co my mamy w planach ogrywać w świąteczny czas z rodziną i resztą nerdów!0:00 wstęp5:15 survive the island11:38 Pomór na rubieży24:06 Miasto Tańczącego Karpia28:45 John Company42:00 Korona Starego króla1:03:26 recenzje czy opinie?1:07:02 decrypto1:10:40 polityka czy planszówki przy stole


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 109 wyników dla "Leaders in Lore"

Dżentelmeni przy stole z odcinkiem, który w zasadzie nie wiem jak nazwać, bo nie wiem czy to na pewno poradnik świąteczny, no bo nie oszukujmy się, osoby, które nas słuchają dobrze wiedzą co mają sobie kupić pod choinkę.

Ale to będzie taka opowieść trochę o tym, co planujemy pograć w tym okresie świątecznym, ogólnie w takich przerwach, kiedy mamy więcej czasu na spotkanie, czy z rodziną, czy z bliskimi, czy tak jak w moim przypadku bardziej ze znajomymi, to popowiadamy, co mamy w planach, żeby pograć.

a jednocześnie pewnie będzie to w pewien sposób odcinek o tym, co było grane i nawiązanie do tego, co będzie grane.

Ty, Bartek, będziesz miał raczej takie rodzinne chyba tytuły, bo wy gracie gdzieś po posiłku i tak dalej.

Natomiast tak, no to staram się podtrzymywać, udało mi się ulokować kilka już pudełek w różnych domach w mojej rodzinie, bo od jakiegoś czasu, kiedy też no dzieci już w rodzinie są w takim wieku, powiedzmy, że tam możemy pograć tam chrześniakom.

No właśnie, właśnie, więc chrześniakom gdzieś tam też starałem się kupować, na przykład jakieś przy okazji urodzin, czy właśnie na święta jakieś gry.

Udawało się w ostatnim czasie też właśnie tak rodzinnie pograć, chociaż nie zawsze to były takie gry typowo rodzinne albo takie miłe, ale to o tym za chwilę, że miałem czelność kupować gry, które są wyłącznie negatywną interakcją dla ośmiolatków.

Okej, a to zapytam cię o coś innego, bo ja na przykład mam problem z wyciągnięciem gry, jeśli to jest spotkanie nie stricte planszówkowe, to znaczy, że powiedzmy, no jest zastawiony stół i czasami jest tak, że umawiamy się z znajomymi, że takimi powiedzmy, którzy nie grają na co dzień, ale mają ochotę od czasu do czasu, no ale jak już siadamy przy stole, coś sobie tam jemy, no to nie ma takiego momentu, no to okej, teraz sprzątamy, to będziemy grać, dlatego zwyczaj te gry zostają w plecaku już, no dobra, to się umówimy kiedyś na samogranie i na tym się kończy.

Bardzo się cieszę, że tak organicznie wyszło trochę to, że ludzie wiedzieli, wśród znajomych, czy właśnie tam w rodzinie wiedzieli, że jestem taki trochę, wiesz, postrzelony na punkcie planszówek.

I kiedy one naturalnie jakoś właśnie wkroczyły do domów rodzinnych, poprzez to, że dzieci też, no wiesz, lubią grywać generalnie jakoś tam.

No tak, mnie też po prostu czasem denerwuje, że tak jakby to na mnie spoczywa, że to ja muszę zawsze się tam wyrywać i dopominać, a jeśli nie widzę, że ktoś jeszcze tam gdzieś chce, to też odpuszczam.

Ja kupiłem, to się wysprzęgle trochę z tymi prezentami świątecznymi też, no ale wiesz, wiem, że chyba za młoda jest też moja chrześcijaczka między innymi, z którą właśnie grywam, żeby posłuchać wcześniej.

Ja jak kupiłem tę grę, wręczyłem na prezent, to potem po czasie tak sobie zdałem sprawę, że to chyba nie jest dobry tytuł dla 8-10-latków, żeby ze sobą wchodzić w tego typu interakcje.

że fantastycznie tam dzieciaki weszły w ten tytuł, bardzo lubiły się właśnie pozżerać tymi rekinami i generalnie to bardzo się cieszę na to, że właśnie będziemy mogli ten dodatek sobie jeszcze raz sprawdzić, bo bardzo pozytywne miałem wspomnienia z tym tytułem.

Korona dalej twierdzi, że niepotrzebnie sprzedałem i tak dalej, że to taka fajna gra, ale no z tego co pamiętam tych i miny to jakoś nie bawili się dobrze.

Ośmiornice tam dochodzą, delfiny i tak dalej.

I to przekonywanie siebie, że kogoś powinno zeżreć i dlaczego.

I nagle zapominasz już, który jest który, bo w tym całym ferworze właśnie, krwiożerczej walki, to potem się człowiek zapomina.

Były te potwory, te ośmiornice właśnie chyba dochodzą, bo w podstawce jest tylko rekin.

Są trzy potwory, jest zielony rekin, taki czerwony smok i taki niebieski, taka godzilla niebieska jest w podstawce.

Tutaj właśnie delfiny chyba dochodzą.

No tak, bo na przykład grając samą podstawkę z Leaders in Lore, to nie mamy żadnej asymetrii.

Wprowadzając Leaders in Lore, no to już mamy taki zalążek tego.

Czyli mamy te umiejki wynikające z Lore i same umiejki wynikające z postaci.

Bardzo długo nam zeszło w ogóle tam, 4 godziny chyba graliśmy.

I była sytuacja taka, że ci leaders i lore, te umiejki gdzieś tam się łączyły, że na przykład gracze nie punktowali, dwaj gracze nie punktowali za drugie miejsce.

Więc kupił, czytał instrukcję, mamy w styczniu grać, mieliśmy między świętami właśnie grać na Nowym Rokiem, ale chyba tam w styczniu zaczniemy sobie na spokojnie tę kampanię i jestem właśnie bardzo ciekawy, ale też jestem ciekawy naszych jakichś spostrzeżeń później, bo ty będziesz siadał do niej no po już trzydziestu paru rozgrywkach, tak, a tutaj no ja mam zagranych tam, nie wiem, sześć chyba czy siedem, więc tutaj jakby mniej, nieporównywalnie mniej doświadczenia, ja też jestem ciekawy właśnie jakie będą nasze odczucia.

Przecież tam jest cały moduł tych statków flagowych, gdzie po prostu zwijasz wszystko na swoją planszetkę, wszystkie swoje budynki na swoją planszetkę i sobie ten swój statek ulepszasz, dokupujesz mu upgrade'y, żeby robił coś innego, więc potencjał jest olbrzymi.

Ale 4 godziny pod stawkę to jest… Dużo nam zeszło faktycznie.

No i wiesz co, widzę też, to się cieszę bardzo, że docenia to wielu graczy, bo pojawiają się coraz bardziej takie pozytywne opinie, zauważyłem, wśród nawet ludzi, których tam właśnie rozmawiamy, kto ma, kto grał, że jednak po czasie widzą, że jednak coś tam ich przykuło,

Wiadomo, nie każda gra jest dla wszystkich i ta też nie każdemu podejdzie, ale podoba mi się, jak ta gra daje się odkrywać, jak pokazuje, jakie daje możliwości współgraczom, kiedy już ta pierwsza warstwa zostanie gdzieś tam opanowana, jeśli chodzi o zasady czy zrozumienie tego trick takingu.

I wiele rzeczy zobaczysz po pierwszej rozgrywce, po drugiej, czy coś działa w taki sposób czy inny i mam doświadczenie, bo grałem w podobne gry czy coś i jestem w stanie pewnie dużo prawdy powiedzieć o danym tytule, ale tak jak mówisz, ja też mam taką hipotezę, że

Pierwsze partie trwają ileś tam godzin, bo nie wiemy o tym, żeby napędzać ten train rush, żeby pchać do przodu tą grę, w jaki sposób grać, a już nie mówiąc o tym, jak czytać stan gry, jak wykorzystywać na swoją korzyść, no to są rzeczy, których nie da się poznać w pierwszych partiach.

Nie, ja go kupiłem też, jak byłam w Amazonie, przecena, ale wypadły gdzieś tam, wiem, po drodze chrześnicy urodziny i przekazałem.

A no właśnie, właśnie, wiesz co, ja go chciałem w ogóle kupić, byłem tak zachwycony, bo zacząłem sobie oglądać, też widziałem, że tutaj Apos grał, tam wstały jakieś zdjęcia, więc byłem tak zaintrygowany.

super, super naprawdę pomysł i coś co... To jest bardzo fajne połączenie, bo ta seria tych książek, ona, mam oko i tak dalej, ona bardzo dobrze została przyjęta, zresztą my też mieliśmy te dwie części i to zawsze wciągało dzieci w tą historię właśnie, poszukaj sobie Wally'ego, ale tutaj zostało to tak bardzo ciekawie rozwinięte w tą część właśnie taką paragrafową.

No naprawdę, ja też jestem absolutnie kupiony tym pomysłem i też widziałem mnóstwo pozytywnych ocen takich osób, które też właśnie tak dużo grają w planszówki i też tam widziałem, że Piton chwalił między innymi i no dużo takich osób, które jakoś tam zjadły zęby też na grach planszowych i cieszę się bardzo, że z jednej strony ja będę się świetnie bawił też i właśnie i mam nadzieję też dzieciaki, także że miasto tanieczącego Karpia to jest

Mam też taką, chciałem się podzielić taką krótką historią jeszcze, bo miałem też taką okazję właśnie tam doradzać, nie, różnym osobom właśnie i też jestem ciekawy jak tam podejdzie właśnie w różnych innych domach, bo polecałem komu się dało to miasto Tańczącego Karpia i czekam też na feedback, czy rzeczywiście nie tylko u nas w domu i w domu naszych.

Wiesz co, właśnie kolejną grą, która mi uświadomiła, że gry planszowe to są trochę takie wyspy Avalon za mgłą, jest właśnie John Company, czyli taka dla mnie niedostępna kraina, od której się odbiłem przy poprzednich podróżach.

Zagraliśmy w sumie, musieliśmy skończyć na czterech rundach i trwało to ponad cztery godziny.

Ale końcówka była epicko frustrująca po prostu, no taka jaka powinna być.

na robieniu tego, na co akurat nie mieli ochoty inni.

Czyli inni w białych rękawiczkach handlowali rodzynkami i herbatą, a ja tych biednych ludzi swoimi karabinami i żołnierzami pacyfikowałem.

Ktoś inny był zwierzchnikiem armii, ale w pewnym momencie zmarł, zmarło mu się.

No ale przewodniczący jakoś tak zaczęli sobie rączki zacierać z innym tam prezydentem z Madrasu.

Siedziałem, oni tak między sobą gdybali, rozmawiali, a ja siedziałem z nosem w instrukcji i paskudnie po prostu czytałem, czy mogę zrobić pewną rzecz.

Wydaje się oczywiste, że przecież tam będzie dowódca, więc coś tam zrobimy i tak dalej, a tutaj zwierzchnik armii ma inny pomysł.

Powiem wprost, ja powinienem powiedzieć na głos, słuchajcie, jest taka i taka zasada, bo oni grali pierwszy raz, zresztą sam tego nie wiedziałem, sam po prostu to wyczytałem i powiem, słuchajcie, ja mogę nie dać dowódcy.

I tak powinienem zrobić, ale z drugiej strony było tyle śmiechu, tyle wkurwienia i to tak zostanie zapamiętane na dół, że dowódca nie musi być koniecznie, że zostawiłem już tak jak jest, zwierzchnik armii obraził się na Bengal, Bengal został nieotworzony, mało tego, wyprół wszystkie możliwe tam, wiesz, wojska, licząc na to, że słoń spustoszy i mało brakowało, że rzeczywiście słoń by jeszcze

doprowadził do upadku kompanii, że te wpływy były punktami minusowymi.

Ale okazało się, że miałem karteczkę, która zabierała innemu graczowi 2 funty.

Powiem ci to bogaty, bo bogatą rodzinę miałeś.

Tak, no i żeby to zrozumieć, żeby to zobaczyć, to naprawdę, tak jak mówiłeś, trzeba pograć, żeby te klapki się z oczu otworzyły, żeby dotrzeć, zobaczyć ten awalon upragniony i wtedy zaczynamy też inaczej patrzeć na tę grę.

Byłem ciekawy opinii w ogóle po tym.

Bo graliśmy ponad 4 godziny.

I nagle się okazuje, że właśnie myśmy zaczęli naprawdę negocjacje takie, których na początku nie uprawialiśmy, no bo uczyliśmy się właśnie tych gier, prowadziliśmy kompanie w taką czy inną stronę, żeby też zobaczyć co się będzie działo.

I tak jak mówisz, czasami wydarzenia w Indiach potrafią nagle zmienić zupełnie oblicze tej rozgrywki, że ona jest za jednym

Militarną, jakiś taki aspekt militarny, innym razem dużo więcej handlu.

No wiesz, ja sobie zdaję sprawę, że to na przykład jak się potoczyła moja rozgrywka, to nie był wynik inteligentnego planu, tylko no pewna kwestia elementów, które się złożyły, nie?

To nie jest gra, w którą da się, myślę, tak wszystko ładnie zaplanować, nie, bo jest ten słoń, jest ta warstwa negocjacyjna, no, dużo rzeczy może pójść nie tak i trzeba być na to przygotowanym, że summa summarum przegrasz trochę nie z własnej winy, może z głupoty współgracza albo z paskudnego losu w kościach i tak dalej.

Zdarzyło się tam, pamiętam, raz i potem cztery godziny rozgrywka trwa i

Ale pozytywnie, ja ci powiem, że pozytywnie, no szału nie ma w tym sensie, że to rzeczywiście nie jest taki efekt, który ja chociażby obserwowałem u siebie przy Guards of Atlantis na przykład, gdzie skończyłem partię i miałem takie, czy na przykład po food chainie jakiś czas temu, parę lat temu, kiedy siadałem, że to było coś...

Co nie dawało mi spokoju, co było jakąś taką... Tak, tylko podejrzewam, że ani do Food Chain, ani do Guards of Atlantis nie miałeś aż takich oczekiwań, jakie się zrodziły tutaj wokół.

Oczywiście były jakieś takie rzeczy też na minus.

Na plus na pewno dla mnie taka interakcja między graczami.

Więc nie wiem, jak tam z balansem, jeżeli chodzi o te rozwiki trzyosobowe, natomiast dużo interakcji było, co było super.

A ja czekam, aż zobaczę to, o czym mówił właśnie na przykład pan Include, czyli tą warstwę strategiczną, bo tak jak w przypadku właśnie John Company, czy tak jak ja miałem z ARKS-em, to tych rzeczy nie widać w pierwszych partiach i ja cały czas czekam, aż zobaczę właśnie to, o czym oni mówili.

Ale powiedzmy do tamtej kilkanaście to jeszcze tak powiedzmy, że to tak na grę trwała tam 4 godziny chyba, no to powiedzmy, że... Strasznie, jak wygracie?

No długo, długo strasznie, ale wiesz co, nauczyliśmy się też zasad, bo to z tłumaczeniem chyba wyszło 4 godziny.

nie kombinować skakania z kwiatka na kwiaty, tylko tylko wrócie, nie?

I to było takie, widziałem tam innych chłopaków i tak, kurczę, a to możesz tak zrobić znowu?

Ta interakcja nie jest aż tak bolesna jak w ARX jednak.

Bardzo jestem zaintrygowany.

Na pewno na minus dla mnie to... Albo stracimy czas na graniu w grę, która okaże się wydmuszką, średnią grą przez ileś tam godzin.

Nie, tam jest czysta walka po prostu, liczenie numerków w głowie, mindgamesy.

Tam chyba Ariel napisał właśnie na forum, że po prostu mindgamesy go nie bawią.

Tak, tak, no ja widziałem też właśnie to na Discordzie, też takie były właśnie opinie i też ja tam trochę wyskoczyłem przed chwilą z takim oburzeniem świętym, że po pierwszej partii takie wyroki, ale też w tym sensie jakby nie wycofuję się z tego, natomiast też jakby pełen

Podoba mi się, że gra została podzielona na te cztery pory roku i każda pora roku jest taką, no poza zimą, każda pora roku poza zimą jest taką minigierką, co znaczy, że

W każdej porze roku robimy trochę inną grę, ale to wszystko razem się zazębia.

Zobaczymy, jak tam dalej też będzie z tą interakcją, bo zawsze, kiedy sporo interakcji jest, to ja zawsze mam moją uwagę i

Myślę, że będziemy w najbliższym czasie grać na pewno na minus.

Wiesz co, ja miałem takie, to może wiesz, no teraz inaczej.

Przy czym pewnie można też jakoś tam wchodzić w takie tam jakieś właśnie wojenne, powiedzmy, jakieś tam też klimaty, ale wiesz co, chciałem o takich minusach też powiedzieć, bo nie to, że jestem jakby tylko w jedną stronę jakoś tak pozytywnie nakręcony, bo na pewno miałem wrażenie, że to było takie chaotyczne, ta obsługa i że na przykład czwarty gracz, że dla mnie ta gra jest rzeczywiście już w zasadzie wyłącznie trzyosobowa, bo powiem ci, że tam czwarty gracz już nie da niczego więcej,

Tak, to jest informacja, że tak, że na koniec gry wymieniasz punkty wiedzy.

Znaczy tak naprawdę, tak jak mówiłem, ta gra powinna, znaczy powinna, mogłaby zostać wydana w małym pudełeczku jako karcianka po prostu.

No bo tak, MindGMT, grubaśne pudło, Pomór na Rubieży, grubaśne pudło, Korona, grubaśne pudło.

omawiany tego powietrza w pudłach, ale to jest taki mocny zabieg marketingowy.

Wydaje mi się, że to był duży, duży taki marketingowy sukces.

Natomiast powiem ci, że to nie jest żaden tam ani plus, ani minus, raczej to dla mnie jest drugoszerna kwestia, ale naprawdę przyjemnie się z tym obcuję faktycznie, że ładne są te grafiki.

Znaczy ja się już trochę opatrzyłem na takich, wiesz, taki digital painting,

Zagrywając tą kartę spalasz się jakiś inny, nie?

Jestem w stanie, jeśli tutaj współgracze nie zdezerterują, jestem w stanie poświęcić tej grze kolejne godziny, żeby sprawdzić i zrobić takie podsumowanie na przykład po 20 partiach, jak ta gra się obroniła lub nie.

pewnej wstrzemięźliwości, jeżeli chodzi o wydawanie opinii, o może tak, przy czym ja zawsze podkreślam, żeby postawić też słuchacza w takiej uczciwości, tak, no właśnie, to są jakieś moje pierwsze wrażenia, też jakby, no nie chcę, wiesz, odmawiać komuś, okej, no...

Czasem ktoś, wiesz, nie chciałbym nikogo urazić w tym sensie, że masz prawo zawsze do opinii.

Jasne, ale ja zawsze ceniłem to też u was, zawsze to szanowałem mega, że nawet jak były jakieś tam wyroki po kilku partach, to było uczciwie stawiane, ile pograłem, bo to dla mnie jest też czytelny znak, że okej, to jest jakaś tam opinia wasza, wy to widzicie na początku.

No u nas taka ciekawa dyskusja tam też się nawiązała właśnie, tu pozdrawiam Marcina z tego miejsca bardzo serdecznie, że też w takim porównaniu do książek też tam właśnie jak to wygląda, kiedy można stwierdzić, że coś jest kasztanem, a kiedy nie, że czasami to już wiesz, po jakichś kilku stronach być może widać czy coś, ale też z drugiej strony właśnie to dla mnie to jest ta uczciwość, że nie, ta książka jest powiedzmy słaba, no ale przeczytałem, nie wiem, tam 100 stron z 500 na przykład, no i...

Okej, w sensie chodzi o to, żeby mieć uczciwość właśnie w tym, żeby odbiorca, do którego przekazuję taką opinię, wiedział, że okej, to jest opinia powiedzmy po nieprzeczytaniu pewnej książki.

I to jest jakaś indywidualna sprawa i to nawet nie chodzi już o takie umiejętności umysłowe czy coś.

Pewnie, że jakby to z każdym... Przede wszystkim mamy cieszyć się tym, że gramy, cieszyć się tym, że się jakoś tam spotykamy z ludźmi, właśnie wymieniamy się jakimiś opiniami, żeby to też było takie

Miałem taką, na koniec taką tylko anegdotkę ci opowiem, bo byłem tym Stalingradem tak zauroczony tą kampanią, że stwierdziłem, że sobie kupię książkę i zamówiłem tę książkę.

No i właśnie też to jest taka gra, którą pewnie też w święta ja zabieram często ze sobą i to jest gra, która się wpisuje też właśnie w ten taki czas wszelkiego wolnego, moich wyjazdów też tam do rodziny czy do znajomych.

No tam nie ma za dużo, znaczy no są dobre też gry, no ale tam wiadomo, że niekoniecznie bym mógł coś więcej powiedzieć, bo nie pograłem zbyt wiele gier, ale właśnie tam mówię, a mnie pani zamówi sobie tamtą i tą grę i właśnie ona mówiąc mi o tym, że właśnie grywają też rodzinnie czasami, że lubią skrable, że...

że lubią jakieś łamigłówki, ale też żeby nie było za dużo interakcji jakiejś takiej.

takie gry z odrobiną tylko rywalizacji.

Sporo kombinowania, ale też takiego przyjemnego i rywalizacji też trochę w tym jest.

U mnie takim, takim Wergrinem jest fake artist ojków, mam nadzieję, że Lukrum sięgnie po polską edycję, bo to jest, bo kalembury każdy zna, ale tutaj już jak tłumaczysz zasady, ten motyw zdrajcy, to już taka zapala się lampka, ooo,

Tak jak znajomy ostatnio mi opowiadał, przyjeżdża do rodziny i ma wujków, taty z dwóch skrajnych obozów politycznych.

I on tylko już obserwuje po minach, już widzi jak killer mode się włącza u stryjku wujku.

Niech to będzie dobry czas, a pod choinką będą te gry, które sobie sami kupiliśmy, żadnych nietrafionych.