Mentionsy
MASAKRA W RUPPERSWIL - MROCZNA SZWAJCARIA
W grudniowy poranek 21 grudnia 2015 roku niewielkie szwajcarskie miasteczko Rupperswil przeżyło szok - w domu jednorodzinnym doszło do pożaru, a wewnątrz znaleziono cztery ofiary. Sprawa była jednak znacznie bardziej szokująca niż się początkowo wydawało – ogień nie był przyczyną śmierci ofiar – zostały brutalnie zamordowane wcześniej. Ustalenie przebiegu wydarzeń i znalezienie sprawcyokazało się znacznie bardziej skomplikowane, niż przypuszczano. Dopiero po kilku miesiącach policji udało się dojść do prawdy, a najbardziej szokujący okazał się motyw zbrodni…
Szukaj w treści odcinka
Witajcie ponownie na moim kanale i w kolejnym odcinku z serii Zagady Kryminalnych.
Dzisiaj przedstawię Wam europejską sprawę, jedną z najbardziej szokujących zbrodni w historii współczesnej Szwajcarii.
Masakra w Rupaswil miała miejsce w niewielkim, spokojnym miasteczku i przez długi czas pozostawiła więcej pytań niż odpowiedzi.
Ostatecznie jednak udało się trafić na nowe tropy, które ujawniły przerażającą prawdę.
I jeśli chcecie poznać szczegóły tej historii, to zapraszam Was do oglądania.
W poniedziałek, 21 grudnia 2015 roku, starsze małżeństwo Georges i Ressli Freiburghausowie, mieszkający w Rupaswil w Szwajcarii, wybrali się w odwiedziny do swojej 48-letniej córki Carly Schauer.
Kobieta mieszkała w dzielnicy Szpicbyli, uchodzącej za wyjątkowo bezpieczną.
Mieszkały tam głównie rodziny z dziećmi.
Wszyscy się znali i większość rodzin nie zamykała nawet drzwi na klucz w ciągu dnia.
Małżonkowie zamierzali właśnie skręcić w niewielką, wąską uliczkę, przy której mieszkała Karla, ale nagle zauważyli unoszące się w powietrzu kłęby ciemnego dymu.
Powietrze z sekundy na sekundę zrobiło się czarne i wiedzieli, że coś w okolicy się pali.
Zadzwonili pod numer alarmowy i od dyspozytora dowiedzieli się, że sprawa została już zgłoszona i straż pożarna jest w drodze.
Początkowe zaniepokojenie szybko zmieniło się w przerażenie, gdy małżeństwo zorientowało się, że to dom ich córki stanął w płomieniach.
Na miejsce wkrótce przybyło pogotowie i straż pożarna, a wszyscy zgromadzeni mieli nadzieję, że rodzinie udało się uciec przed ogniem albo że nie było ich akurat w domu.
Karla nie odbierała, więc ojciec postanowił zadzwonić do jej partnera, Georga, który jak się okazało był w tym czasie w pracy.
Była 11.40 i ogień udało się opanować w ciągu zaledwie kilku minut, jednak ta ulga była chwilowa.
Okazało się bowiem, że w domu znajdują się cztery ciała ofiar.
Jeszcze bardziej szokujące było jednak to, że wszystkie cztery osoby miały na ciałach widoczne rany cięte oraz oznaki duszenia.
Okazało się także, że ogień rozprzestrzenił się za sprawą łatwopalnej substancji, najprawdopodobniej podpałki w płynie.
Służby od samego początku wiedziały więc, że nie mają do czynienia z przypadkowym pożarem, tylko z morderstwem.
Na miejsce wezwano policję, zamknięto posesję, nie wpuszczano tam nawet najbliższych ofiar i nie udzielano nikomu żadnych informacji.
W tym czasie pod domem zaczął zbierać się coraz większy tłum gapiów.
Funkcjonariusze szybko ustalili, że ofiary to najprawdopodobniej 48-letnia Karla Schauer, jej dwaj synowie, 19-letni Dion i 13-letni Davin oraz 21-letnia Simona, dziewczyna starszego syna.
Wszystko wskazywało na to, że 21-latka była przypadkową ofiarą, ponieważ dopiero poprzedniego dnia wieczorem spontanicznie podjęła decyzję, że zostanie u swojego chłopaka na noc.
Rodzina była dobrze znana w Rupperswil.
Karla pracowała w administracji, była aktywna w życiu społeczności i uważana za osobę serdeczną i pomocną.
Jej dwaj synowie uprawiali sport.
Byli popularni i mieli wielu przyjaciół.
Nikt nie przypuszczał, że zginą w tak makabryczny sposób.
W domu nie było śladów włamania ani jasnego motywu.
Z kolei rany na ciałach ofiar jednoznacznie wskazywały na to, że zostali zamordowani, a sprawca lub sprawcy podpalili dom w celu zatarcia śladów zbrodni.
Wciąż pytaniem numer jeden pozostawało dlaczego i kto stoi za tak brutalną zbrodnią.
Zastanawiano się też,
Czy skoro sprawca wciąż znajduje się na wolności, to czy inne rodziny w okolicy powinny czuć się zagrożone?
Na początku podejrzenia padły na Georg'a Midgera, partnera życiowego Carly.
Para poznała się jeszcze w czasach szkolnych, jednak ich nastoletnia miłość nie przetrwała i dopiero po wielu latach, w 2010 roku, spotkali się przypadkiem na spacerze i uczucie wróciło.
Oboje mieli już wtedy po dwoje dzieci z poprzednich związków.
Karla była po rozwodzie, a Georg w separacji.
Wkrótce zamieszkali razem i ich dzieci się zaprzyjaźniły.
Latem 2016 roku planowali wspólną przeprowadzkę, jednak pożar zniweczył te plany.
Poprzedniego dnia, 20 grudnia 2015 roku zjedli wspólną kolację.
Karla, Georg, Dawin, Dion, Zimona i 21-letni Mirko, syn Georga z pierwszego małżeństwa.
Następnego ranka 50-latek wyszedł do pracy o 7.25 całując Karle na pożegnanie, a 4 godziny później o 11.40 zadzwonił do niego ojciec Karli i powiedział, że w domu wybuchł pożar.
W pierwszej chwili Georg najbardziej zaniepokoił się słowem karetka, nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji.
Natychmiast pojechał w stronę domu i już z oddali widział ciemne chmury dymu.
Ratownicy nie pozwolili mu jednak zbliżyć się do domu, a on wykrzykiwał, gdzie jest Karla, gdzie są dzieci.
W pewnym momencie śledczy poprosili go, żeby wsiadł do radiowozu i dopiero w trakcie jazdy poinformowali, że w domu znaleziono ciała czterech osób.
Georg był głęboko wstrząśnięty, ale mimo to musiał odpowiadać na szczegółowe pytania dotyczące tego, co robił tego dnia.
Został przewieziony na komisariat, gdzie oddał swój telefon, a policja badała jego dłonie pod kątem ewentualnych śladów sadzy.
Przeszukano także jego samochód i miejsce pracy, a 50-latek zdawał sobie sprawę, że jest podejrzany o zamordowanie swoich bliskich.
Stanowczo zaprzeczał jednak jakimkolwiek związkom ze zbrodnią, a po weryfikacji jego alibi ustalono, że faktycznie przebywał w pracy od rana i po północy pozwolono mu opuścić posterunek i wrócić do domu.
Wiadomo było, że do zbrodni doszło między godziną 7.30 a 11.30, ale nikt z sąsiadów nie zauważył niczego podejrzanego w tym przedziale czasowym.
Nikt nie widział również, żeby ktokolwiek opuszczał dom lub posesję Carly po popełnieniu zbrodni.
Jeszcze tego samego dnia policjanci przesłuchali niemal wszystkie osoby z najbliższego otoczenia ofiar.
Jako potencjalnych sprawców brano pod uwagę także byłą żonę Georga i jego syna, jednak żadne z tych podejrzeń się nie potwierdziły.
Nikt nie był też w stanie wskazać choćby jednej osoby, która źle życzyłaby Carly i jej synom.
Jej związek z Georgiem był szczęśliwy i podkreślał to każdy, kogo śledczy pytali o ich relacje.
Kolejnego dnia Instytut Medycyny Sądowej potwierdził tożsamość ofiar oraz to, że wszyscy nie żyli, gdy doszło do podpalenia.
Zaapelowano wtedy w mediach o jakiekolwiek informacje, które mogłyby pomóc w rozwiązaniu sprawy.
Liczono na to, że ktoś jednak widział uciekających sprawców.
Niestety przez kolejne dni spływające wskazówki okazywały się bezużyteczne.
Udało się jednak ustalić, że krótko przed pożarem Karla wypłaciła pieniądze ze swojego konta.
Najpierw po bliskim bankomacie o godzinie 9.50, a 20 minut później przy okienku w banku zleciła wypłatę i w sumie wyjęła z konta 11 tysięcy euro.
Po przejrzeniu nagrań policja zauważyła, że kobieta była zdenerwowana i zaczęto podejrzewać, że mogła zostać zmuszona do wyjęcia pieniędzy przez swojego późniejszego mordercę.
Opublikowano w mediach zdjęcia z monitoringu z nadzieją, że któryś ze świadków widział tamtego ranka Karle, to z kim przyjechała pod bank albo jak wsiadała do czyjegoś samochodu, ale niestety nie zgłosił się nikt z pomocnymi informacjami.
Trop był obiecujący, ale niestety prowadził do ślepej uliczki.
Mimo ogromnych starań i pracy przez 24 godziny na dobę, śledztwo cały czas stało w miejscu, a społeczność wywierała coraz większą presję na policję, na schwytanie niebezpiecznego sprawcy, który wciąż znajdował się na wolności.
W końcu pojawiła się jednak nadzieja na przełom.
Mimo ogromnego spustoszenia, jakie wywołał ogień, na miejscu zbrodni ekspertom udało się zabezpieczyć DNA oraz odciski palców, najprawdopodobniej należące do sprawcy.
W policyjnej bazie nie było jednak dopasowań i mimo, że był to krok w dobrą stronę, to cały czas potrzeba było konkretnych podejrzanych, z którymi można było porównać to odnalezione DNA.
W lutym 2016 roku wyznaczono także nagrodę w wysokości 100 tys.
euro za wskazówki, które mogłyby pomóc w namierzeniu i aresztowaniu zabójcy.
Tymczasem śledczy doszli do wniosku, że sprawca najprawdopodobniej obserwował wcześniej rodzinę Carly i zwrócili się do Google z prośbą o udostępnienie adresów IP osób, które przed tragedią szukały informacji o rodzinie.
Po otrzymaniu tych danych policja zredukowała listę tylko do adresów osób mieszkających w bliskiej okolicy.
Następnie sprawdzono czyje telefony logowały się do masztów sieci komórkowych w pobliżu domu Carly na przestrzeni kilku dni przed atakiem oraz w dniu tragedii.
21 grudnia było to aż 30 tysięcy numerów, zarówno osoby mieszkające w okolicy, ale także przechodzące obok i przejeżdżające tamtędy samochodem.
Żeby zawęzić poszukiwania, starano się ustalić, która z tych osób szukających w internecie informacji na temat Carly przebywała w pobliżu jej domu w dni poprzedzające pożar i samego 21 grudnia.
Okazało się, że na tej liście jest ktoś, kto się wyróżniał.
Jeden użytkownik, który przez dłuższy czas bywał w okolicy codziennie o podobnej porze, ale akurat 21 grudnia się nie pojawił.
Pozwoliło to śledczym sądzić, że może celowo nie zabrał wtedy ze sobą telefonu albo go wyłączył.
Ustalono, że numer należał do 33-latka mieszkającego zaledwie 500 metrów od domu Schauerów.
Był to obiecujący trop, ale jeszcze niewystarczający do zatrzymania mężczyzny i postawienia go w stan oskarżenia.
Konieczne było zdobycie jego materiału genetycznego do porównania z tym znalezionym na miejscu zbrodni.
Policja musiała jednak zrobić to w taki sposób, żeby podejrzany nie zorientował się, że jest na celowniku.
Zaaranżowano więc standardową kontrolę trzeźwości kierowców i gdy zauważono pojazd podejrzanego, zatrzymano go i poproszono o odmuchnięcie walkomat.
Pozyskane w ten sposób DNA poddano badaniu i zgodnie z podejrzeniami policjantów okazało się, że to właśnie ten mężczyzna był odpowiedzialny za zbrodnię.
Aresztowano go w kawiarni Starbucks w Ahoł około 9 rano 12 maja 2016 roku, prawie 5 miesięcy po tragedii.
Był to 33-letni Thomas Nick, Szwajcar, nigdy wcześniej niekarany.
Podejrzany przyznał się do winy i zgodził się złożyć obszerne zeznania, opisując to, co zrobił i co nim kierowało.
Okazało się, że nie znał wcześniej ofiar i nic go z nimi nie łączyło.
Mężczyzna był kawalerem i nadal mieszkał z matką.
Miał zupełnie normalne dzieciństwo i młodość.
Nie miał za sobą żadnych traumatycznych doświadczeń.
W czasach szkolnych nie wyróżniał się wśród rówieśników.
Zaczął naukę w sumie na pięciu różnych kierunkach i za każdym razem rezygnował z nich w ciągu pierwszych kilku miesięcy.
Thomas miał dwa psy rasy husky, z którymi codziennie chodził na długie spacery.
Robił im też mnóstwo zdjęć, które umieszczał w mediach społecznościowych.
A jego największą pasją była piłka nożna.
Od lat był trenerem juniorskiej drużyny i działał w różnych klubach.
Wszyscy, którzy go znali, podkreślali, że był spokojny i zupełnie normalny.
Jedynym, co w pewien sposób go wyróżniało, był brak przyjaciół i to, że nigdy nie miał partnerki.
W jego przeszłości nie sposób było doszukać się motywu dla tak potwornej zbrodni.
Ale sam Thomas zgodził się to wyjaśnić.
Nie wszystkie szczegóły zbrodni udało się odtworzyć, ponieważ śledcze mogli polegać wyłącznie na zeznaniach sprawcy, a wersja Thomasa momentami była niespójna.
Jednak wiadomo, że już kilka miesięcy przed atakiem przypadkowo spotkał na ulicy Davina trzynastoletniego syna Carly.
Dawien bardzo mu się spodobał i Tomas od tego dnia starał się możliwie często pojawiać się tam, gdzie mógł go spotkać, czyli głównie na trasie wiodącej z domu do szkoły.
Mężczyzna spacerował tamtędy ze swoimi psami, licząc, że w ten sposób nie będzie zwracał na siebie uwagi.
Z czasem obsesja na punkcie chłopca rosła i te przypadkowe spotkania przestały mu wystarczać.
Zaczął więc obmyślać plan, jak zrealizować swoje fantazje.
Całymi tygodniami szpiegował trzynastolatka i jego bliskich, studiując ich typowy plan dnia.
Zaprojektował także i wydrukował wizytówki, na których przedstawił się jako szkolny psycholog, dr Sebastian Mayer.
Spreparował także pismo, w którym była mowa o tym,
że dyrekcja szkoły Dawina prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie prześladowania jednej z uczennic i sprawcą tego bullyingu miał być syn Carly, a Thomas jako psycholog szkolny miał być zobowiązany do przeprowadzenia z chłopcem rozmowy.
Rano 21 grudnia sprawca poszedł ze swoimi psami na spacer i obserwował dom.
Gdy zobaczył, że o 7.30 Georg wyjeżdża do pracy, zaprowadził psy do domu, przełączył telefon komórkowy w tryb samolotowy i poszedł zadzwonić do drzwi Carly Schauer.
Miał ze sobą podrobione pismo ze szkoły, wizytówki oraz plecak, w którym schował kajdanki, elektryczną zapalniczkę, kabel, taśmę klejącą, rękawiczki oraz nóż.
Gdy 48-latka otworzyła drzwi, Thomas pokazał jej spreparowany dokument i powtórzył historię, którą wcześniej przygotował.
Carla uwierzyła mu i wpuściła do środka.
Tam rozpoczął rozmowę z trzynastoletnim Dawinem, udając psychologa, ale już po chwili wyciągnął nóż, wziął chłopca jako zakładnika i zastraszył Karle.
Kazał kobiecie zakneblować i związać wszystkie osoby przebywające w domu, a następnie pójść do banku wypłacić pieniądze.
Zagroził jej, że jeśli spróbuje wezwać policję, to nigdy nie zobaczy już swoich bliskich.
Kobieta, wierząc, że napastnikowi chodzi wyłącznie o pieniądze, spełniła jego prośbę.
Niestety, gdy wróciła i przekazała 11 tysięcy euro, koszmar zamiast się skończyć, dopiero się zaczął.
33-latek związał kobietę, po czym na jej oczach wykorzystał Dawina.
Cały ten atak uwiecznił na ośmiu nagraniach na swoim telefonie, a następnie pozbawił wszystkie ofiary życia.
Jako pierwszy zginął 19-letni Dion, który zdołał się uwolnić, ale Thomas dopadł go i poderżnął mu gardło.
W taki sam sposób zabił później pozostałych domowników.
Po dokonanej zbrodni umył się w łazience, wycześcił ubrania i zakrył plamy krwi na plecaku czarnym markerem.
Później na ciała i sprzęty w domu wylał podpałkę w płynie i podłożył ogień.
Wyszedł z domu niezauważony przez żadnego z sąsiadów.
Wrócił do siebie i po południu wybrał się na spacer ze swoją mamą i psami.
Parę godzin po zbrodni spotkał się także ze znajomymi w restauracji.
Przegrał wtedy sporą sumę pieniędzy.
Za kolejną część gotówki kupił markowe ubrania, pojechał na narty i opłacił urodzinowy wyjazd swojej mamy.
Zachowywał się zupełnie naturalnie.
Dwa dni po morderstwach, 23 grudnia opublikował na Facebooku życzenia świąteczne dla znajomych i swoje zdjęcie z psami.
Thomas Nick przyznał, że planował popełnić kolejne zbrodnie według tego samego schematu.
Miał już nawet przygotowane dane i adresy kolejnych ofiar.
Po aresztowaniu z jego domu skonfiskowano plecak zawierający stary pistolet wojskowy, linę i opaski zaciskowe.
W jego notatniku śledczy znaleźli takie wpisy jak wtorek, 7.40, wszyscy w domu, nie śpią.
Twierdził, że do zbrodni popychał go motyw seksualny, któremu towarzyszyło pragnienie władzy i kontroli, a pieniądze stanowiły tylko podrzędny motyw.
W analizie psychologicznej określono, że Nick jest inteligentny, ale jednocześnie wyrachowany i pusty emocjonalnie, pozbawiony empatii.
Bez wątpienia cierpiał na poważne zaburzenia osobowości.
Jego wyznania były precyzyjne i pozbawione emocji.
Mówił o zbrodniach, jakby opowiadał zwykłą, codzienną czynność.
Jego rozprawa trwała od 13 do 16 marca 2018 roku w Sądzie Rejonowym w Lensburgu.
Ostatecznie Thomas Nick został uznany za winnego morderstw, rozboju, wymuszenia, podpalenia, wielokrotnych przestępstw związanych z pornografią, wielokrotnych fałszerstw i licznych czynów przygotowawczych o charakterze karnym.
Został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności i będzie mógł opuścić więzienie najwcześniej po 15 latach.
Sąd Okręgowy zastosował wobec niego najwyższy możliwy wymiar kary zgodny ze szwajcarskim prawem.
Tomas aktualnie przebywa w zakładzie karnym w Surychu.
4 listopada 2024 roku złożył wniosek o poddanie go terapii psychiatrycznej, do którego sąd się przychylił, mimo że wcześniej uznano, że jej nie potrzebuje.
Tym razem jednak stwierdzono, że terapia musi wykraczać poza podstawową opiekę psychiatryczną i mieć na celu poprawę prognoz dotyczących przyszłej recydywy.
Oznacza to, że przestępca może zostać zwolniony po zakończeniu terapii, pod warunkiem, że władze uznają, że nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa.
Psychiatra sądowy Thomas Knecht w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że Nick jest nieuleczalny i ostrzegł przed pokładaniem nadziei na jego przemianę.
Lekarz przyznał, że jest szczególnie zaniepokojony tym, że sprawca tak mocno walczy o wolność.
Jego zdaniem jest inteligentny i bardzo niebezpieczny i istnieje ryzyko, że będzie próbował manipulować ekspertami decydującymi o jego wcześniejszym zwolnieniu.
Czterokrotne morderstwo w Rupesville uważane jest za jedno z najbrutalniejszych przestępstw w historii Szwajcarii.
Bliscy zamordowanych wciąż nie mogą pogodzić się ze stratą.
Georg, partner Carly w 2018 roku wydał książkę, w której opisał wszystkie swoje wspomnienia związane z tym tragicznym dniem i późniejszą żałobą.
Opisał tam także, że pięć miesięcy po aresztowaniu mordercy otrzymał list od prokuratury zatytułowany Decyzja o umorzeniu postępowania.
Dowiedział się z niego, że przez długi czas sam był podejrzanym i w liście rozpisano wszystkie środki nadzoru, jakie zastosowano.
Przez kilka miesięcy obserwowano go, podsłuchiwano, kontrolowano jego telefony, maile i aktywność w internecie.
W samochodzie zamontowano tajny nadajnik GPS, który śledził każdy jego ruch.
Przeszukano też jego miejsce pracy i dokładnie prześwietlono przeszłość.
Oczywiście nie znaleziono żadnych obciążających dowodów i na szczęście ostatecznie prawdziwy sprawca został namierzony.
Żadna kara, nawet najsurowsza, nie jest w stanie przywrócić życia ofiarom i załagodzić pustki, którą po sobie pozostawili.
W tym przypadku jednak, choć sprawiedliwości stało się zadość, to zdaniem wielu wysokość wyroku jest niewystarczająca.
Szwajcarskie prawo okazało się wyjątkowo łagodne i można jedynie mieć nadzieję, że będzie w stanie skutecznie ochronić społeczeństwo przed tak niebezpieczną jednostką, jaką bez wątpienia jest Thomas Nick.
Jak zwykle czekam na Wasze komentarze, przemyślenia oraz propozycje tematów do kolejnych odcinków z tej serii i miniserii o sektach.
A teraz bardzo dziękuję Wam za oglądanie i do zobaczenia niedługo.
Ostatnie odcinki
-
TERESA SIEVERS - OSTATNIE NAGRANIE
30.01.2026 19:00
-
PODWÓJNE ŻYCIE PAIGE BIRGFELD
24.01.2026 19:00
-
MORDERCA Z TIKTOKA - ZACHARY LATHAM
19.01.2026 19:00
-
KANIBAL Z GRINDRA - PIEKŁO KEVINA BACONA
12.01.2026 19:00
-
ATAK PODCZAS WIDEOROZMOWY - NICK CORDOVA
06.01.2026 19:00
-
SYLWESTER Z 11 MĘŻCZYZNAMI - CHRISTINE DACERA
30.12.2025 19:00
-
MORDERCA W STROJU MIKOŁAJA - ŚWIATECZNA MASAKRA...
23.12.2025 19:00
-
MASAKRA W RUPPERSWIL - MROCZNA SZWAJCARIA
19.12.2025 19:00
-
MORDERCA W TELETURNIEJU - TRAGEDIA BECKY BLIEFN...
14.12.2025 19:00
-
DOWÓD NA MONITORINGU - MICHELLE YOUNG
09.12.2025 19:00